50. MFF KV: Co nowego w czeskiej kinematografii?

O tym, że kino naszych południowych sąsiadów pogrążone jest w kryzysie słychać coraz częściej. Jak jest naprawdę przekonamy się w czasie największego środkowo-europejskiego i zdecydowanie akcentującego rodzimą kinematografię 50. Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach, który rozpoczyna się już 3. lipca.

W ostatnich latach czeskie tytuły znikły z polskiej dystrybucji kinowej. W 2014 roku miały miejsce zaledwie cztery czeskie premiery („Bella Mia” Marina Duby, „Po ślubie” Jana Hřebejka, „Mój pies Killer” Miry Fornay i „Gottland” w reżyserii studentów praskiej FAMU: Lukáša Kokeša, Petra Hátle, Viery Čákanyováej, Rozálie Kohoutovowej, Kláry Tasovskiej i Radovana Síbrta), w obecnym zaledwie jedna („Revival” Alice Nelis). Cieszyński przegląd Kino na Granicy oraz nie tak bardzo oddalony karlowarski festiwal są dla polskich widzów jedyną możliwością szybkiego nadrobienia zaległości w najnowszych filmach produkcji czeskiej. W czasie tegorocznej, 50. edycji pokazane zostaną aż 24 czeskie filmy pełnometrażowe, cztery krótkometrażowe oraz cztery koprodukcje.

Konkurs główny

Tradycją jest, iż w karlowarskim Konkursie głównym znajdują się reprezentanci gospodarzy. W tym roku o Kryształowy Globus walczyć będą dramat Kobry a užovky” Jana Prušinovskiego, komediodramat „Domácí péče” Slávka Horáka oraz koprodukcja polsko-czeska, pierwszy fabularny film Marcina Koszałki „Czerwony pająk”.

Kobry a užovky / Jan Prušinovský (2015
Kobry a užovky / Jan Prušinovský (2015)

Konkurs filmów dokumentalnych

W podzielonej na dwie kategorie: filmy do 30 minut oraz filmy powyżej 60 minut sekcji Konkurs filmów dokumentalnych znalazły się aż trzy czeskie produkcje, łącząca konwencje dokumentu i filmu drogi „Amerika” Jana Foukala, „Mallory” znanej w Polsce z „Prywatnego wszechświatu” Heleny Třeštíkovej oraz krótkometrażowy „Resort” Martina Hrubego.

Na wschód od Zachodu

Sekcja Na wschód od Zachodu obejmuje pierwsze i drugie filmy twórców z krajów byłego Związku Radzieckiego, Bałkan, Grecji i Turcji. Obrazy te uczestniczą w konkursie i mają w Karlowych Warach premierę światową, międzynarodową lub europejską. Filmem otwarcia tej sekcji będzie czesko-polska koprodukcja w reżyserii Tomasza Mielnika „Droga do Rzymu” („Cesta do Říma”). Pokazane zostaną również subtelny dramat rodzinny „Prach” debiutującego Víta Zapletala oraz węgiersko-czeska koprodukcja, animowane „Zero” w reżyserii Gyuli Nemesa.

Cesta do Říma / Tomasz Mielnik (2015)
Cesta do Říma / Tomasz Mielnik (2015)

Sekcja czeskie filmy

Odzwierciedleniem słabej kondycji czeskiej kinematografii zdaje się tegoroczna sekcja Filmów czeskich, czyli przegląd najnowszych czeskich produkcji. Wyjątkowo znalazło się w niej tylko siedem tytułów. Najbardziej oczekiwaną pozycją jest niewątpliwie najnowszy film reżysera oscarowej „Koli” i jednocześnie numer jeden czeskich box office’ów 2014 „Tři bratři” Jana Svěraka. Utrzymany w baśniowej konwencji, odwołujący się do tradycji musicali lat 70., film zdecydowanie odchodzi od obrazów, do których przyzwyczaił nas jeden z najbardziej uznanych twórców czeskiego kina.

Tři bratři / Jan Svěrák (2014)
Tři bratři / Jan Svěrák (2014)

Najciekawszą pozycją zdaje się natomiast film o bujnym życiu ikony czeskiej fotografii – Janie Saudku, „Fotograf” Ireny Pavláskovej. Gorzka, na poły biograficzna komedia (scenariusz współtworzył sam Saudek) skupia się na skomplikowanych relacjach artysty z kobietami.

Fotograf / Irena Pavlásková (2015)
Fotograf / Irena Pavlásková (2015)

Po pokazywanym w roku ubiegłym w Konkursie głównym „Gdzieś na Morawach” („Díra u Hanušovic”) do tematyki czeskiego pogranicza i wiejskiej rzeczywistości wrócimy za sprawą debiutanckiej, wyśmiewającej czesko-niemieckie stereotypy komedii Stephana Altrichtera „Schmitke”. Na wieś lat 90. i okresu tak polskiej jak i czeskiej transformacji przeniesie nas natomiast znany polskim widzom z filmu „Związani” („Pouta”) Radim Špaček w swoim najnowszym filmie „Miejsca” („Místa”).

50. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlowych Warach trwać będzie od 3. do 11. lipca.

Beata Poprawa

Wszyscy jesteśmy tak samo ciepli – to hasło tegorocznej Prague Pride 2015

Wszyscy jesteśmy tak samo ciepli – tak można przetłumaczyć na polski hasło tegorocznej parady równości, która już po raz piąty przejdzie ulicami stolicy Czech. Autorzy hasła wskazują, że każdy człowiek, niezależnie od orientacji seksualnej, ma tę samą temperaturę ciała.

w3

„Teplý” to jedno z kilku określeń opisujących geja w Republice Czeskiej. Tłumaczone jako „ciepły” używane jest również w Polsce na określenie osób homoseksualnych. Organizatorzy tegorocznego kolorowego pochodu właśnie z pojęciem temperatury łączą kampanię na rzecz zwiększenia tolerancji. Piąta edycja Prague Pride to cykl kilkunastu spotkań, które odbywać się będą od 10 do 16 sierpnia 2015 roku. Program przewiduje głównie nacisk na „zbliżenie się” do siebie osób homo i heteroseksualnych, a nie tylko wspólny pochód osób LGBT.

Jak zwykle na finał obchodów Prague Pride, czyli marsz ulicami Pragi, zjedzie do stolicy Czech tysiące ludzi, również tych z Polski. Jest to dobra okazja do rewanżu czeskim kolegom za ich częste wizyty podczas naszej Parady Równości.

csp

Obóz dla imigrantów powstanie blisko polskiej granicy

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Republiki Czeskiej jest właśnie w trakcie poszukiwania miejsca dla imigrantów, którzy mają napłynąć do naszych południowych sąsiadów. Wszystko wskazuje na to, że będą umieszczeni na miejscowości Vyšní Lhoty (Ligota Górna) położonej między Frydkiem-Mistkiem a Trzyńcem. 

w2

Obiekt już w przeszłości służył jako obóz dla imigrantów. W połowie lat 90-tych zamieszkiwali tam uchodźcy z byłej Jugosławii i Czeczeni. Zamknięty w 2009 roku ośrodek posiadający 580 miejsc będzie odnowiony, a jego pojemność zwiększy się do 700 łóżek.

Choć decyzja jeszcze nie zapadła, do Vyšní Lhoty zawitały już ważne głowy z ministerstwa. Miejscowi pytani o sąsiedztwo uchodźców nie są przeciwni – wszak gdy mieszkali tam uciekinierzy z byłego ZSRR żadna krzywda nie działa się ani miejscowym, ani tym bardziej imigrantom.

Republika Czeska przygotowuje się na przyjęcie nawet kilku tysięcy uchodźców. Powiększane są również obozy w Havířově a także w Kostelci nad Orlicí, gdzie istnieje największy do tej pory ośrodek dla uciekinierów z innych krajów.

Wizyta w Browarze Koníček (Hostinec a Minipivovar U Koníčka, Vojkovice)

Jedynie 15 kilometrów od Czeskiego Cieszyna, na uboczu lokalnej bezpłatnej drogi na Frydek-Mistek znajduje się nietypowe miejsce. Hospoda i minibrowar Koníček. To tam warzą najprawdopodobniej najlepsze piwo na świecie…

IMG_2403

Mały zajazd, restauracja, pokoje gościnne, a w tle ukryty i nierzucający się w oczy browar. To tam warzone jest piwo Koníček. Zanim zaczęliśmy zwiedzać browarniane zakamarki, postanowiliśmy usiąść i delektować się tutejszym wyrobem. Pszeniczny Koníček to prawdopodobnie najlepsze piwo, jakie w życiu piłem. Było świeże, zapewne uwarzone kilka dni temu. Niepasteryzowane i niefiltrowane, zresztą jak każde piwo tutaj serwowane.  Wyczuwalny nietypowy posmak, taki nie do opisania – niby kwiaty, niby miód. Każdemu przywodził na myśl inne smaki.

Kierownik zmiany zgodził się nas oprowadzić po wnętrzu browaru. Wszędzie unosił się zapach chmielu i palonych zbóż. Załoga nie była liczna, ale wszyscy uwijali się jak w ukropie. Pracownicy witali się z nami i uśmiechali, nie dali nam odczuć, że przeszkadzamy im w pracy.

Następnie udaliśmy się na tzw. rampę, skąd sprzedawane są w hurtowych ilościach kegi i litrowe butelki ze złotym trunkiem. W ciągu kilkunastu minut gdy tam byliśmy, okoliczny parking zapełnił się osobami chcącymi zrobić tu solidne zakupy. Cały zapas piwa rozchodził się na naszych oczach. Mając w pamięci smak wypitego przed chwilą pszeniczaka, wcale mnie zastała sytuacja nie dziwiła.

Jest to moja druga wizyta w czeskim browarze. Wcześniejszy Pilsner odznaczał się ogromną powierzchnią i dużą anonimowością. Takie małe tradycyjne browary jak Koníček dają możliwość rozmowy w cztery oczy z pracownikami, dotknięcia składników i przyrządów.

Będąc w Cieszynie warto tam zajrzeć. Dzieci znajdą tam plac zabaw i żywe konie, a dorośli piwne i gastronomiczne uciechy.

IMG_2423

Wysiedleni Niemcy rezygnują z roszczeń

Ziomkostwo Niemców sudeckich wysiedlonych po 1945 roku z Czechosłowacji zmieniło w niedzielę na zjeździe w Monachium statut organizacji. Niemcy zrezygnowali z roszczeń do zwrotu majątków znajdujących się w ich dawnej ojczyźnie.

Czechosłowaccy Niemcy entuzjastycznie powitali wojska Hitlera w 1938 r.
Czechosłowaccy Niemcy entuzjastycznie powitali wojska Hitlera w 1938 r.

Ze statutu wykreślono postulat dążenia do zwrotu skonfiskowanego po wojnie przez władze czechosłowackie majątku, co było dotąd jednym z celów ziomkostwa. Zrezygnowano ponadto z roszczeń do „odzyskania ojczyzny” i zrealizowania „prawa do samostanowienia” Niemców sudeckich.

Zmiany w statucie oznaczają radykalny zwrot w polityce Niemców sudeckich. Jeszcze rok temu ziomkostwo domagało się unieważnienia przez Republikę Czeską dekretów wydanych po wojnie przez ówczesnego prezydenta Edvarda Benesza w celu wywłaszczenia i wysiedlenia Niemców.

Na podstawie dekretów Benesza w latach 1946-48 przymusowo wysiedlono i wywłaszczono 3 mln sudeckich Niemców oraz 70 tys. Węgrów. Większość wysiedlonych Niemców osiedliła się w graniczącej z Czechami Bawarii.

Czeski minister spraw zagranicznych Lubomir Zaoralek przywitał z zadowoleniem decyzję ziomkostwa. – To nie jest zaskoczenie – to jest warunek poprawy relacji – powiedział Zaoralek cytowany przez „Spiegel online”.

Niemieckie ziomkostwa, przed przyjęciem Czech i Polski do UE w 2004 roku, szczególnie intensywnie podnosiły kwestię unieważnienia aktów prawnych, na podstawie których po zakończeniu II wojny światowej władze obu krajów pozbawiły majątku i wysiedliły Niemców. Władze czeskie obawiały się, że zakwestionowanie dekretów może stać się podstawą do roszczeń majątkowych.

Relacje między Czechami a Niemcami, a szczególnie Bawarią, w minionych latach znacznie się poprawiły. W lutym 2013 roku ówczesny premier Czech Petr Neczas złożył, uznaną za historyczną, wizytę w Bawarii. Bawarski premier Horst Seehofer i Neczas ustalili wówczas, że spór o wysiedlenia nie będzie dłużej zatruwał wzajemnych stosunków. Premier Bawarii jest tradycyjnie patronem ziomkostwa Niemców sudeckich.

Maraton czeskich filmów: U mě dobrý, Konfident, Perníková věž – recenzja

Niestety mała kontuzja stopy unieruchomiła mnie w domu. W sumie nie żałuję, bo w końcu mam czas na obejrzenie kilku z jedenastu współczesnych czeskich filmów, które zalegają u mnie na dysku. Dziś opowiem o trzech z nich.

Na pierwszy ogień pójdzie film U mě dobrý Jana Hřebejka. Z całym szacunkiem do tego reżysera i jego twórczości, ale jak dla mnie udana twórczość tegoż pana zakończyła się mniej więcej w 2007 roku na filmie Niedźwiadek. Nowsze filmy Hřebejka to już tylko nuda i bazowanie na znanym nazwisku. Także włączając U mě dobrý nasatwiłem się na typową czeską komedię – lekką i z inteligentnym humorem. Niestety podczas seansu omal nie usnąłem. Nie wiem o czym był ten film, bo w głowie miałem sto tysięcy różnych myśli znacząco odbiegających od tematyki filmowej. Nie obejrzałem, więc nie będę oceniał. Wiem, że na pewno do filmu nie wrócę. Do Hřebejka również.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Kolejną pozycją „na rozruszanie” był film Perníková věž z 2002 roku. W bazie filmweb opisywany jako dramat/krymianł. Mając w głowie pozytywne wrażenia po filmie Vendeta, słowo kryminał działało niczym najsilniejszy magnez. Tym razem dostałem mieszkankę gatunków: komedii i kryminału przeplatanego ćpuńskimi wizjami. Główny bohater nie stroniący od narkotyków postanawia pomścić śmierć swojej ukochanej i zamierza zabić miejscowego gangstera, którego o zabicie dziewczyny podejrzewa. Zapowiadało się naprawdę ciekawie. Szybko okazało się, że postać wspomnianego gangstera to istna parodia, samo planowanie zemsty również ocierało się o kabaret. Zrozumiałem, że taka jest konwencja filmu i że stracę kolejne 90 minut życia. Mimo iż całość kleiła się, bardziej niż na planowaniu zemsty skupiłem się na zachowaniach Czechów ukazanych w filmie. Wieczorny seans został uratowany przez końcówkę filmu, która okazała się dosyć zaskakująca. Podsumowując: Perníková věž bardziej pachniała Olomouckim tvarůžkiem niż piernikami, ale i tak dało się ją zjeść.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Zwieńczeniem wieczoru okazał się film Konfident (eŠteBák, 2012) w reżyserii Juraja Nvoty. Znany chociażby z filmu Občanský průkaz Słowak starał się pokazać rzeczywistość zwykłych ludzi w czasach okupacji wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku. Do obejrzenia filmu zachęcił mnie udział Jiřího Mádla, aktora młodego pokolenia, którego po prostu uwielbiam. Bohaterem filmu jest Adam, którego poznajemy w roku 1966 jako młodego poborowego odbywającego służbę w oddziałach łączności. Wtedy też po raz pierwszy zetknie się „ucho w ucho” z brutalną rzeczywistością komunistycznego reżimu. Będąc świadkiem morderstwa dokonanego w imię państwa, raz na zawsze wyzbędzie się złudzeń, co do znaczenia jednostki w trybach maszynerii kontrolowanej przez bezpiekę. A jednak sympatyczny, z natury szczery Adam spróbuje żyć normalnie. Przed złem tego świata chronić go mają dwie pasje: radio i Ewa, jego dziewczyna. Obie go zdradzą. Obie sprawią, że stanie przed wyborem, który nie jest żadnym wyborem. Pasja radiowca uczyni z niego specjalistę, co z kolei zwróci na niego uwagę speców od inwigilacji. Miłość do Ewy sprawi, że dla utrzymania jej bezpieczeństwa i szczęścia, gotowy będzie popełnić każdy grzech (za filmweb). Ciekawostką jest udział w tym filmie Macieja Stuhra, który wcielił się w polskiego agenta służb specjalnych, strasznego skurwysyna zresztą.

Film Konfident pokazuje w jak perfidny sposób władza rozprawiała się z obywatelami, jak potrafiła zgnoić i odrzeć z godności zwykłego człowieka pragnącego jedynie normalności. Dopełnieniem są udane sceny wjazdu „przyjacielskich” wojsk na teren Czechosłowacji. Jedyne co mi się nie podobało to dialogi w języku słowackim, którego po prostu nie umiem polubić (delikatnie mówiąc).

Czeskie dokumenty w Kinie Muranów – przegląd

Sobota minęła mi pod znakiem nowych czeskich dokumentów. Repertuar tego dnia spełnił wszystkie moje oczekiwania. Uwielbiam filmy traktujące o zwykłych ludziach i zwykłych miejscach. Akcja dwóch z nich rozgrywała się w Pradze, w trzecim filmie stolica Czech była jedynie tłem.

p1

Pierwszym dokumentem tego dnia był film Plan (Plán, reż. B. Tuček, 2014, 90 min.) opowiadający, mogłoby się wydawać o architekturze i planie zagospodorowania przestrzennego Pragi. W drugiej części dokumentu poznajemy problem przekupywania władz Pragi przez deweloperów celem zmiany planu zagospodarowania. Widzimy prostety społeczności lokalnych, którym w praku chce się postawić biurowiec, patrzymy na kulisy afer korupcyjnych z tym związanych. Dowiadujemy się, że bez wręczenia łapówki budowa może być wstrzymywana nawet 5-7 lat. Łapówka jest czymś tak powszechnym, że budzi obrzydzenie już tylko u zwykłych szarych obywateli. Najmocniejszą sceną była wypowiedź architekta, który określił Pragę mianem „zeszmaconego miasta” które nie czeka już nic więcej jak tylko agresywna walka deweloperów o każdą wolną przestrzeń. To, co widzą turyści jest tylko tylko ułamkniem miasta, pozostałe części stolicy przechodzą w niejasnych sytuacjach z rąk do rąk. Koperty z milionami koron lądują w praskim ratuszu, jak też pod biurkami radnych, którzy przegłosują wszystko co chce deweloper. W te sobotnie popołudnie zobaczyłem smutny obraz najpiękniejszej stolicy Europy. Wiem, że i w Warszawie dzieją się tego typu rzeczy – czekam w końcu aż ktoś z naszych filmowców zajmie się ekipą rządzącą w polskiej stolicy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Tuż po godz. 18:00 zaczął się krótszy z dokumentów nazwany Gadzio (Gadžo, reż. T. Kratochvíl, 2014). Młody dokumentaliusta wybiera się na pół roku na północ kraju. W tym akurat czasie mają miejsce antyromskie protesty we wszystkich północnych miastach. Autor dokumentu i główny bohater Tomáš Kratochvíl zamieszkał w Předlicach w Ústí nad Labem – dzielnicy zamieszkałej wyłącznie przez Romów i praktycznie odizolowanej od reszty miasta. Wynajął kawalerkę u jednego z Cyganów i postanowił wtopić się w romską społeczność. „Biali” ludzi nie-Romy są nazywani przez tę mniejszość słowem Gadžo, takim właśnie wyrzutkiem był Tomáš. Wraz z cyganami remontował swój kąt, pożyczył gospodyni domu 7300 koron, pomagał w pracach porządkowych i żywił się wraz z nimi w jednej kuchni. W międzyczasie udał się do pobliskich miejsc obejrzeć z bliska antyromskie pochody i próbował dowiedzieć się skąd wzięła się niechęć do tej mniejszości. W końcowych scenach filmu główny bohater wraz ze swoją rodziną wyprawia w romskim gospodarstwie swoje 30. urodziny. Jego „biali” krewni byli w szoku, że tak szybko udało im się złapać wspólny język z Cyganami. Padły nawet słowa, że Cyganie to normalni ludzie, choć z ciemniejszą barwą skóry. Dokumentem zainteresowała się Czeska Telewizja, został wyemitowany w zeszłym roku.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Trzecim filemem tego wieczoru był dokument Wyrobnicy tabloidów (Dělnici bulváru, reż. V. Klusák, 2014, 52 min) prezentujący kulisy pracy czeskich tabloidów. Film skupiał się wokół życia Pavla Novotnego, red. naczelnego największego plotkarskiego portalu Czech extra.cz. Ukazane były kulisy wymyślania artykułów na stronę, budowania skandali i obnażania niskiego poziomu inteligencji 1 700 000 Czechów, którzy codziennie wchodzą na wspomniany portal. Film kręcono w czasie, gdy jeszcze żyła Iveta Bartošová, królowa czeskich tabloidów. Tabloidy żerowały na jej życiu, opisywano jej posiniaczoną twarz, sugerowano, że jest bita przez męża, pastwiono się na nią, kiedy podupadła na zdrowiu psychicznym. Ukazano świat początkujących celebrytek „gotowych wskoczyć każdemu do łóżka, byleby tylko o nich napisano” oraz świat missek, które dostały się do finału konkursu tylko dlatego, że się z kimś odpowiednim przespały. Degrengolada nie dopadła jedynie czeskich celebrytów – tak samo jest w Polsce. „A szary człowiek oglądający codziennie TV, słuchający radia i czytający szmatławce, ma mózg tak wyprany, że nie umie się już skupić na poważnych sprawach„. Przykre, że przyszło mi życ w tak podłych czasach, gdzie nie liczy się człowiek, a to ile materialnych dóbr posiadamy.

Z Kina Muranów wyszedłem bardzo zadowolony – poziom filmów w sobotni wieczór był wysoki. Nastrój jednak zepsuła mi tematyka dwóch prezentowanych filmów i refleksja nas współczesnym zepsutym światem. Fajnie, że są filmowcy, którzy mają odwagę przyjrzeć się tego typu tematom.

Kino Muranów – dziękuję!

Przegląd nowych czeskich dokumentów „Czeskie Dokumenty Proszę!”, 20-22 lutego w Kinie Muranów

Druga edycja Przeglądu Nowego Czeskiego Filmu Dokumentalnego
„Czeskie Dokumenty Proszę!”
20-22 lutego, Warszawa – Kino Muranów, Wrocław – Kino Nowe Horyzonty

Czeskie kino dokumentalne to doskonała wizytówka tego, co obecnie najlepszego dzieje się w kinematografii. Podczas gdy czeskie kino fabularne nieco w ostatnim czasie zwolniło tempa, dokument ma się świetnie i ciągle oferuje świeże, aktualne i odważne spojrzenie na rzeczywistość.

A009_C002_0808G2

Druga edycja Przeglądu to najnowsze i najciekawsze dokonania czeskich dokumentalistów: nagradzane na wielu festiwalach lub po prostu żywo dyskutowane na forach społecznych. W programie znajdzie się „adaptacja głośnego bestselleru książkowego Mariusza Szczygła „Gottland oraz oryginalne, dotąd niespotykane spojrzenie na pierwszą żonę Václava Havla („Olga). Obraz show-biznesu wyłoni się na podstawie opowieści o czeskim girls bandzie i o pożądaniu sukcesu za wszelką cenę (Show!). Autorzy słynnego „Czeskiego snu przedstawią obraz funkcjonowania prasy bulwarowej w Czechach („Wyrobnicy tabloidów). Pojawi się również problem mniejszości romskiej („Gadzio) czy dewastacji przestrzeni publicznej, bezprawnych zmian w planach zagospodarowania przestrzennego Pragi i miejskiego aktywizmu („Plan”). Spojrzenie na czeską architekturę umożliwi artystyczny, intymny i szczery do bólu obraz o rewelacyjnym acz niespełnionym czeskim architekcie Davidzie Kopeckim nakręcony tuż po jego śmierci przez jego żonę – DK.

Projekcjom towarzyszyć będą spotkania z autorami i debaty.

Organizatorzy: Kino Muranów | Czeskie Centrum w Warszawie | Stowarzyszenie Kultura na Granicy
Więcej informacji wkrótce: www.muranow.gutekfilm.pl

SZCZEGÓŁOWY PROGRAM TUTAJ

OPISY FILMÓW

CZESKIE DOKUMENTY PROSZE_plakat

Karel Zeman: przegląd twórczości reżysera w kinie Iluzjon 4-8.02

Od 4 do 8 lutego zapraszamy do kina Iluzjon na przegląd twórczości jednego z najciekawszych i najbardziej rozpoznawalnych czeskich reżyserów na świecie – Karela Zemana.

image002

Zeman – to czarodziej wielkiego ekranu, genialny pionier trików filmowych, nazywany często spadkobiercą Georga Mélièsa. Podczas retrospektywy czeskiego mistrza, organizowanej przez Filmotekę Narodową i Czeskie Centrum, zobaczymy nieco zapomniane filmy jego autorstwa takie jak: „Przygody Münchhausena”, „Skradziony balon” czy „Dwaj muszkieterowie”. Wydarzeniu, towarzyszyć będzie unikatowa wystawa multimedialna, poświęcona twórczości wielkiego Czecha, udostępniona specjalnie na tę okazję przez Muzeum Karela Zemana w Pradze. Dzieci w wieku: 7 – 15 lat zapraszamy natomiast na warsztaty z teatru cieni nawiązujące do filmu „Przygody Münchhausena”, który poprowadzi – Veronika Svobodová.

PROGRAM PRZEGLĄDU:

Środa 4.02; sala STOLICA

18:00 Diabelski wynalazek (dubb. 81’) – otwarcie przeglądu / wernisaż wystawy

Czwartek 5.02; sala MAŁA CZARNA

17:45 Skradziony balon (dubb. 88’)

Piątek 6.08; sala MAŁA CZARNA

18:00 Dwaj muszkieterowie (dubb. 86’)

Sobota 7.02; sala MAŁA CZARNA

10:45 Janek i Marzenka (lektor 68’)

12:15 Wyprawa w przeszłość (dubb. 84’)

Niedziela 8.02; sala MAŁA CZARNA

11:30 Teatr cieni – warsztaty dla dzieci w wieku 7-15 lat; ok.3h, prowadzenie: Veronika Svobodová

16:00 Przygody Münchhausena (dubb. 83’)

PROSIMY O ZAPOZNANIE SIĘ:

Szczegóły dotyczące Przeglądu

Szczegółowy opis filmów

Więcej informacji: http://www.iluzjon.fn.org.pl/

Poznajcie ich: to oni są głosami praskiego metra

Przedłużenie linii A sprawiło, że po wielu latach konieczne jest ponowne nagranie komunikatów zapowiadających nowe stacje. Do zadania ponownie przystąpiła Světlana Lavičková, osoba, której głos słyszymy w najstarszej linii metra. 

Linia A: Světlana Lavičková

m4

Każdy zna jej głos, nie każdy jednak zna jej historię. W czasach, gdy ogłoszono konkurs na głos metra Světlana Lavičková jako młoda dziewczyna przyuczała się w Karlíně do zawodu lektora. W latach siedemdziesiątych władze metra praskiego zorganizowały casting, szukano odpowiednego głosu. Szef techniczny podszedł do mnie i poprosił, żebym spróbowała wypowiedzieć próbne zapowiedzi. To wszystko działo się bardzo szybko. Za chwilę dostałam telefon, że będę „jeździć” na linii A.

Sposób wyboru lektora poprzez casting działa do dnia dzisiejszego. Kilka lat temu do konkursu na głos linii C przystąpiło osiem osób: prezenterów z telewizji, redaktorów z Czeskiego Radia oraz aktorów. Każda z osób nagrała zapowiedzi, które były puszczane po kolei w jadącym metrze. Konkurs wygrywała ta osoba, której głos brzmiał najlepiej w działającym metrze. Bo tu nie chodzi o to, żeby właściciel głosu miał nienaganną dykcję czy ładną barwę. W metrze chodzi o to, aby głos brzmiał dobrze z głosników pociągów (zarówno tych starych jak i nowych) oraz by nie był zagłuszany przez huk jazdy. Każdy członek komisji wybiera anonimowo swego faworyta, osoba z największą liczbą głosów zostaje „metráčkem”

Linia C: Tomáš Černý

m3

Zwycięzcą takiego konkursu jest Tomáš Černý, lektor użyczający głosu na linii C. Zastąpił on na tym stanowisku Jiřího Hrabáka. Było to dokładnie w roku 2004, gdy linia C została przedłużona przez  Ládví do Letňan. Wiadomość o konkursie dostałem od współpracowniczki Czeskiego Radia i właścicielki głosu linni A, Světlany. Pierwszego dnia przy nagrywaniu zapowiedzi dostałem instrukcję, żeby kominukaty te nie brzmiały jak w radiu, że mają być dostojne i mają budzić respekt. Zaskoczyło mnie, że w tego typu komunikatach najważniejsze jest by nie akcentować całego zdania, całej informacji, a jedynie jedno słowo: Kačerov. Nie można tego wykrzyczeć, musi być odpowiednia intonacja. Jest to o tyle dziwne, że pasażerowie i tak nie zajmują się zapowiedziami, często nawet nie wiedzą czy męski czy może żeński głoś zapowiada daną linię metra.

Sam staram się nie jeździć linią C by siebie nie słuchać, ale pamiętam jedną zabawną scenkę. Na przeciwko mnie siedział tata z małym synkiem i ten maluch wciąż powtarzał na głos zapowiedzi: „Nááádraží Holešovice“. Jego tata gdy to słyszał odrzekł, że w ten sposób się tego nie wymawia, nie tak, jak ten pan z głośnika. Żaden z nich nie miał pojęcia, że Pan z głośnika siedzi na przeciwko nich.

Linia B: Eva Jurinová

m2

Eva Jurinová użyczyła głos dla linii B. Jej znajomi z Czeskiej Telewizji uznali, że skoro jest taka szalona i wszędzie jej pełno, wygraną ma w kieszeni, I nie pomylili się. Spośród 25 zgłoszonych osób wybrano właśnie Evę. Przez całe popołudnie nagrywałam zapowiedzi linii B. Za te kilka godzin dostałam 500 koron. Warunkiem nagrań było to, aby mój głos brzmiał energicznie i wyraźnie. Komunikat „konečná stanice, vystupte“ to miał być już prawie rozkaz, który obudzi nawet pijaków, chcących pojechać do bazy. Zaproponowałam, aby do tego komunikatu dodać słowo „prosím”, jednak wszyscy byli przeciwni. Największym dla mnie problemem okazała się nazwa stacji Moskevská. Dla mnie to wciąż był  Anděl i kiedy dochodziło do wypowiedzenia słowa Moskevská zamiast kropki na końcu było u mnie słychać pytajnik. Komisja była wkurzona, musieliśmy to powatrzać kilka razy.

Największym przeżyciem dla mnie była sytuacja, gdy jechałam jako dziennikarka na szkolenie do Wiednia. Podczas luźnego spotkania z politykami okazało się, że jedna posłanka podczas wizyty w Pradze „zakochała się” w moim głosie. Jakież było jej zdziwienie, gdy przeprowadzając z nią wywiad odezwałam się tym swoim głosem z metra. Posłanka była w takim szoku, że kazała mi podczas obiadu wypowiadać każdą stację metra. Na sam koniec musiałam te zapowiedzi ngrywać na kasetę by posłanka mogła sobie je włączać za każdym razem, gdy tylko zechce.

m1

Vendeta (2011) – Miroslav Ondruš – czeski film – recenzja

Oglądając film Kajinek z 2010 roku oraz W cieniu (2012) miałem wrażenie, że Czesi kręcą naprawdę dobre kryminały. Zastanawiałem się czy jest to jednorazowa chwila uniesień w czeskim kinie czy stała tendencja. Wszak kryminały to coś zupełnie innego niż wszystkim znane czeskie komedie. Film Vendeta przekonał mnie, że czeskie kino jest świetne niezależnie od gatunku.

vendeta3

Bardzo żałuję, że dopiero po czterech latach zabrałem się za oglądanie filmu Vendeta w reżyserii Miroslava Ondruša. Żałuję również, że oglądanie jego nie było mi dane na dużym ekranie. Już pierwsze spojrzenie na obsadę daje nadzieję na udany film. Lubiany przeze mnie i braci Czechów Ondřej Vetchý znany m.in z Koli czy Butelek zwrotnych był głównym bohaterem Vendety.


Pochaman jest ojcem 14 letniej urodziwej dziewczynki, którą podstępem zwabiono do opuszczonej fabryki. Pod pretekstem zrobienia sesji zdjęciowej jej rówieśnicy brutalnie ją pobili i zgwałcili. Pochaman nie mogąc znaleźć sprawiedliwości postanawia wymierzyć ją sam. Nie wszystko jednak idzie tak, jakby tego chciał.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Film Vendeta jest wielowymiarowy. Z jednej strony główny wątek opiera się na chęci zemsty, typowemu wymierzeniu kary. Widzimy pełne studium mierzenia się samym ze sobą i ze swoimi słabościami. Z drugiej jednak strony zaskakują nas surowe plenery i praktycznie brak ścieżki dźwiękowej. Surowy obraz i akcja niczym z koszmaru tylko potęguje wrażenie strachu. Oglądając poczynania rozwydrzonych gówniarzy czułem złość, odrzucenie i ogromną empatię dla maltretowanej dziewczynki. I choć cały wątek z dzieciakami trwał krótko, sposób ich grania był na tyle przekonujący, że zaangażowałem cały swój umysł w ten film. Wielkim pozostał jednak Ondřej Vetchý gdyż to on skradł całą późniejszą fabułę. Pierwsze dość udane sceny z dzieciakami przemieniły się jednak w dalszej części filmu jedynie w stękanie i czołganie się po ziemi. Cóż, taka została napisana dla tych małych oprawców rola.

vendeta2

Vendeta choć nie jest filmem wielkim i wybitnym, skłania nas do refleksji nad dzisiejszą młodzieżą. Bachory z dobrego domu myślą, że mogą robić co im się podoba, że gwałt czy śmierć to tylko kolejny etap, jak w grze komputerowej. Wartości jakie niesie ze sobą Vendeta są uniwersalne. Poza tym tego typu tragedia może rozegrać się w każdym miejscu na świecie. Dobrze jednak, że za jej ukazanie zabrali się Czesi. Jakoś dawno nie widziałem dobrego kryminału w wykonaniu Polaków.

Czesi wierzą w magię, horoskopy i siły nadprzyrodzone

Czesi mają opinię ateistów i tylko 14 proc. z nich przyznaje się do należenia do jakiegoś kościoła. Co ciekawe, więcej niż połowa z naszych południowych sąsiadów wierzy jednak w co innego: horoskopy, magię i siły nadprzyrodzone.

468205-top_foto1-go1rv

„Więcej niż połowa Czechów wierzy, że amulety przynoszą szczęście, wróżki przepowiadają przyszłość, a uzdrowiciele leczą ludzi” – stwierdza Dana Hamplová, socjolożka specjalizująca się w kwestiach wiary i religii.  Czesi jak nikt inny wierzą, że na ich życie mają wpływ horoskopy.

Według badania, o którym pisze serwer novinky.cz, Czesi, którzy nie przynależą do żadnego kościoła często opowiadają się za wiarą w często nieidentyfikowalne bożki i bóstwa. Wśród nich znajdziemy i te owiane złą sławą (okultyzm, satanizm, szamani).

Wróżki i uzdrowiciele

Od wielu lat chodzę do wróżbitki, stawia mi karty i to co powie, zawsze się sprawdza – twierdzi 28-letnia Alice. Oprócz młodej kobiety do wróżek chodzi również 20 proc. pozostałych Czechów.

Ogromnym zainteresowaniem cieszą się również uzdrowiciele. 50-letni Karel ma swoje zdanie na temat ich misji:

Uzdrowiciel używa ziół, które są w pełni naturalne. Koncerny farmaceutyczne sztucznie wytwarzają to, co w ziołach najlepsze. Lekarze następnie przepisują tę chemię w postaci leków ludziom. Zamiast skupić się na istocie dolegliwości, znalezienia jej przyczyny, lekarze po prostu przepisują leki tym samym odfajkowując kolejnego pacjenta. Uzdrowiciel leczy nie tylko ciało, ale również duszę. 

Z badania serweru novinky.cz wynika, że aż 33 proc. Czechów oprócz gabinetów lekarskich odwiedza też ciche i przytulne zakątki uzdrowicieli. Osiem procent Czechów przyznaje, że „szamani” pomogli im bardziej niż tradycyjni lekarze.

Niezły interes

To, że Czesi wierzą w siły nadprzyrodzone nikogo już nie dziwi. Aż 46 proc. z nich twierdzi, że zajmuje się sprawami paranormalnymi prawie codziennie. Sąsiedzi nasi nie obawiają się, że jest to niebezpieczne, przeciwnie – telewizje wiedzą o zamiłowaniu Czechów do sił nadprzyrodzonych i umieszczają w swoich ramówkach coraz więcej programów na ten temat. Pasma, w czasie których następuje emisja tych programów biją rekordy popularności.

Skąd wzięła się powszechna wiara w coś co jest niewytłumaczalne?

Socjologowie twierdzą, że aż 60 proc. Czechów przeżyło w życiu coś, czego nie umie racjonalnie wyjaśnić. Inni z kolei twierdzą, że współczesne kościoły oderwane są od rzeczywistości stąd taka awersja do nich ze strony naszych sąsiadów. Jako najważniejszą przyczynę wymienia się jednak pośpiech i wszechobecny strach przed pogorszeniem się poziomu życia, a nawet zagrożeniem ze strony terrorystów.

Pub Warszawa-Praha, Warszawa – nowe miejsce z czeskim piwem i jedzeniem

W zeszłą niedzielę dość spontanicznie udałem się do nowego czeskiego miejsca na warszawskiej mapie Warszawy. Na temat pubu Warszawa-Praha otrzymałem jedną rekomendację od mojej Czytelniczki, nie zastanawiałem się więc długo i po chwili zawitałem pod te skromne i serdeczne progi. 

zdjęcie (15)

Powitały mnie uśmiechnięte twarze dwóch młodych osób. Dominika i Michał mimo młodego wieku okazali się właścicielami tej nowej miejscówki. Przychodząc tutaj wiedziałem jedynie, że posiadają w ofercie czeskie piwo (którego zresztą jest wszędzie pod dostatkiem). Tym co ich wyróżnia (i co mnie najbardziej zainteresowało) jest czeska kuchnia. Ciekawiło mnie czy może istnieć w Warszawie knajpa, gdzie zjem potrawy, które przynajmniej przypominają te czeskie.

Czechofil.com: Ciężko do Was trafić. Dobrze, że słyszałem czeską muzykę na zewnątrz (uśmiech). 

Dominika i Michał: Wiemy, niestety. Ale ci, którzy chcą nas wkrótce odwiedzić powinni kierować się w stronę charakterystycznych komunistycznych „grzybków” – mieścimy się w tym drugim [zobacz na mapie] od Ronda Wiatraczna.

Czechofil.com: Skąd wziął się pomysł na czeską knajpę?

Dominika i Michał: Ogólnie to pomysł czeskiej knajpy świtał nam od dawna, ale bardziej jako fajny pomysł, ale poza naszym zasięgiem. Jednak pewnego dnia stwierdziliśmy, że wypadałoby zacząć robić w życiu coś co się lubi. Następnego dnia zaczęliśmy przeglądać ogłoszenia dotyczących lokali do wynajęcia i dalej samo się jakoś potoczyło. Dość szybko znaleźliśmy lokal, który by nam odpowiadał (zależało nam na klimatycznej piwniczce, żeby klienci mogli poczuć się swobodniej). Lokal nie był w zbyt dobrym stanie, więc przez dwa miesiące dzień w dzień remontowaliśmy wnętrze, wszystko robiliśmy sami, więc też mamy pewną satysfakcję z tego co udało się nam osiągnąć (uśmiech). Ogólnie pomysł realizacji przyszedł nam do głowy bardzo nagle, wyglądało to poniekąd tak: ” A może byśmy otworzyli czeski pub, z dobrym czeskim piwem?” – „A no w sumie, można spróbować”. Był to skok na głęboką wodę, zaryzykowaliśmy i okaże się jak się to dalej potoczy.

zdjęcie (12)

Czechofil.com: Żeby otworzyć czeski pub wcześniej jak się domyślam była fascynacja Czechami. Dlaczego akurat ten kraj?

D. i M.: Czemu akurat Czechy? Bo jak byliśmy pierwszy raz w Czechach to nam się bardzo spodobało i staliśmy się częstymi bywalcami, szczególnie Pragi. Uwielbiamy to miasto, tamtych ludzi i klimat, głównie ten który panuje w czeskich gospodach. No i oczywiście kochamy smak czeskiego piwa.

Czechofil.com: Kto prowadzi lokal?

D. i M.: My! Jesteśmy młodym małżeństwem z rocznym stażem, no i także jesteśmy dość młodzi: ja jeszcze studiuję, mój mąż dopiero co skończył studia, i też z tego powodu praktycznie wszyscy nam odradzali taki radykalny krok, ale byliśmy nieugięci. Kiedyś trzeba zaryzykować! Bardzo się cieszymy, że w końcu udało nam się otworzyć i mamy nadzieje, że się to jakoś rozwinie. Staramy się jak możemy, chcemy mieć duży wybór wszelakich piw, także tych rzemieślniczych i regionalnych, ale niestety na samym początku musimy się troszkę odbić od dna, a później będziemy się rozwijać.

zdjęcie (14)

Czechofil.com: Skąd pomysł na czeską kuchnię? Z tego co wiem, inne typowo czeskie knajpy z serwowaniem dań nie wystartowały. Skąd bierzecie przepisy?

D.: W naszym lokalu to ja jestem kucharką.  Jeśli chodzi o kuchnię to może śmiesznie to zabrzmi, ale eksperymentowałam z różnymi przepisami i szczerze mówiąc ostateczne przepisy na smażony ser i czosnkową brałam od Ciebie (uśmiech), bo chyba najbardziej mi Twoje przepisy pasowały (uśmiech). [Zobacz moje przepisy na Blogu] Szukałam jakiejś czeskiej książki kucharskiej, ale niestety byliśmy tak zajęci remontem, że niestety nie zdążyłam jej znaleźć.

Czechofil.com: Naprawdę? Bardzo mi miło… (uśmiech). Przyznam szczerze, że zanim mi to powiedziałaś stwierdziłem, że kuchnia jest udana, a dania smakują tak, jak bym tego chciał. Może zupa jest za mało czosnkowa, jednak myślę, że taka ilość czosnku jaką lubię nie będzie odpowiadała innym osobom. A więc sama zagniatasz knedliki? (uśmiech)

D.: Co do knedlików to sama je robię, zgniatam ciasto z drożdżami i czekam, aż rośnie. W życiu bym nie kupiła gotowego knedla, żeby podać Gościom. Tak to chociaż wiem, co podaje, mam pewność, że nie jest to jeden wielki konserwant. W związku z tym także dzisiaj knedlików nie było, bo po prostu musimy się rozkręcić, żeby nam to jedzenie schodziło, bo jednak długo tego trzymać nie można. Gotuję wszystko tego samego dnia i przyrządzam po zamówieniu przez naszego Gościa.

Czechofil.com: W menu widzę przekreślone ceny przy zupie czosnkowej, pomidorowej i przy niektórych daniach. Dlaczego obniżyliście ceny? To raczej się nie zdarza.

D. i M.: Obniżyliśmy ceny bo i zmniejszyliśmy porcje. Wcześniej porcje były tak hojne, że nasi Goście nie byli w stanie ich dokończyć. Podpowiadali nam, że odrobinę mniejsze porcje będą idealne. Chcąc pozostać fair obniżyliśmy również ceny (uśmiech).

Czechofil.com: Smażak, knedliky, bambule. Już dla tych dań warto do Was zajrzeć. Planujecie rozszerzyć kartę? 

D.: W planach mamy jeszcze wprowadzić utopenca i nakladanego hermelina, więc kwestia kuchni nie jest jeszcze ostatecznie zamknięta.

Czechofil.com: Wracając do czeskich trunków… Widzę w lodówkach spory zapas różnych piw. Są bezglutenowe, pszeniczne i wiele innych. Są fajnie opisane. Czy można liczyć u Was na jakąś dodatkową poradę odnoście wybranych piw?

D.: Szczerze mówiąc mój mąż bardziej zna się na piwach w tej chwili ode mnie, ale chcemy obydwoje jak najbardziej się wyedukować w tej kwestii, ale raczej będzie to troszkę trwało zanim staniemy się ekspertami. Na razie mogę doradzić co do kwestii smaku poszczególnych piw. Liczę, że za chwilę będę miała tyle wiedzy co Michał (uśmiech).

Czechofil.com: Planujecie wprowadzenie czegoś co zaskoczy wszystkich warszawskich czechofilów? 

D. i M.: Oczywiście mamy pewne pomysły, jednak musimy chwilę odczekać by wszystko dopiąć na ostatni guzik. O wszystkich naszych planach dowiecie się z naszego Facebooka. 

Warszawa-Praha PUB, Warszawa, Al. Stanów Zjednoczonych 67 lokal D6. 

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑