Czesi chcą budować przez Polskę kanał Odra-Dunaj

Polski odcinek kanału ma mieć swój początek w okolicach Kędzierzyna-Koźla i prowadzić wzdłuż Odry aż do Krzyżanowic przy granicy czeskiej. Kolejny fragment prowadziłby przez terytorium naszych południowych sąsiadów, a swój koniec miałby w Wiedniu bądź Bratysławie. 

z13896589Q

– Czesi już od wielu lat marzą o własnym porcie nad Bałtykiem – mówi BohdanTomaszek, były wojewoda opolski, a dziś doradca prezydenta Kędzierzyna-Koźla ds. gospodarczych. – Już nawet mają podpisane listy intencyjne z portem w Szczecinie.

W Kędzierzynie-Koźlu zorganizowano wczoraj konferencję dotyczącą rozwoju żeglugi na Odrze, którą zdominowała sprawa budowy kanału. Wiceprezes czeskiego Żeglarstwa i Dróg Wodnych Petr Forman przyznał, że Czesi przygotowali już tzw. studium wykonalności. Taki dokument wskazuje na to, czy inwestycja jest w ogóle możliwa do realizacji i czy się opłaca. Wynika z niego, że tak. 

– Tym są bardzo zainteresowani przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność na terenach przylegających do Odry – mówił Petr Forman. Pieniądze na tę inwestycję, której budowa może pochłonąć nawet kilkadziesiąt miliardów euro, mają pochodzić m.in. z UniiEuropejskiej. 

Ma ona jednak sens tylko wówczas, jeżeli zostanie zmodernizowana odrzańska droga wodna z Koźla do Szczecina. I tu jest problem. Szlak ten nie został bowiem wpisany w do transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T. A to oznacza, że nie możemy się starać o gigantyczne fundusze unijne na jego rozwój.

Władze Polski godzą się jedynie na to, żeby Odra osiągnęła na całym odcinku III klasę żeglowności. Oznacza to, że ma być gotowa do żeglugi statków do 1000 ton. Z kolei Unia chce dofinansowywać te szlaki, które mają IV i wyższą klasę (od 1500 ton w górę). To oznacza konieczność przebudowy niektórych mostów, śluz itd. Szacuje się, że doprowadzenie do IV klasy może kosztować około 18 miliardów złotych, tymczasem do klasy III „zaledwie” 6 mld zł.
Więcej w tym temacie TUTAJ

Rowerem z Czech do Świnoujścia – relacja Czecha z wyprawy

Masz ponad czterdzieści lat, z Tobą plecak rower i syn, który stwierdza, że podróż z północnych Czech do polskiego morza to głupota. Tydzień jazdy i ponad 500 kilometrów – ale było warto!

Trójstyk granic Niemcy-Polska-Czechy w Hradku nad Nisą
Trójstyk granic Niemcy-Polska-Czechy w Hradku nad Nisą

Niektórym na samą myśl o tak dalekiej podróży rowerem trzęsą się nogi. Pieniądze mam, zawsze da się wrócić do Czech, ale pociągiem.

Podróż naszą zaczynamy w północnoczeskim Hrádku nad Nisou. Postanowiliśmy jechać wzdłuż rzeki – jest to taki punkt orientacyjny, wiemy, że będzie nasz wiódł aż do morza. Po drodze mijamy niezwykle piękną Żytawę, klasztor Marienthal i suniemy prosto do Görlitz. Jest to według mnie jedno z najładniejszych niemieckich miast, jakie znam. Śpimy jednak w Zgorzelcu – jest to nic więcej jak tylko biedne przedmieście po prawej stronie rzeki. Trzygwiazdkowy hotel po polskiej stronie kosztuje tu tyle co pensjonat w Niemczech.

Görlitz to perła wśród niemieckich miast – kamienice ze wszystkich epok, centrum czyste i przyjemne. Czuć tu jednak upadek. Niemcy wyjechali na Zachód a sami turyści nie ożywią miasta.

W dalszej podróży mijamy równiny i pola – do morza mamy prostą drogę. Trafiamy do Bad Mukau (Mużaków) pięknego uzdrowiskowego miasteczka nad Nysą Łużycką. Po stronie niemieckiej Park Mużaków wpisany na listę UNESCO, po stronie polskiej jarmarczny bazar, na którym kupisz wszystko. Zamiast Wietnamców sprzedają Polacy. „Najtańsze papierosy w Polsce” – tabliczki z takimi napisami wręcz zachęcają do zakupów. Niemcy patrzą na Polaków, jakby byli z innej epoki, wszak rzeka to granica dwóch cywilizacji. Na tych terenach mieszkają osadnicy z ziem zabranych po wojnie: z Wileńszczyzny, zza Buga. Napotkany Polak Jakub jest z tzw.: „Polski B” stwierdza, że jada kolacje tylko w Niemczech, po polskiej stronie nie ma gdzie pójść.

 targ

Kolejne kilometry za nami. Wita nas Guben. Ze starego miasta po wojennym froncie nic nie zostało. Zamiast kościoła nad rzeką widzimy dużą ilość budynków z wielkiej płyty. Życie tu umarło po zjednoczeniu Niemiec. Teraz większość Niemców żyje z renty i robi zakupy w polskiej Biedronce. Mieszkaniec Gubina: oni u nas kupują, my sprzedajemy, interes się kręci.

Kończy się Nysa. Widzimy Odrę – jest szeroka, silna, budzi respekt. Trafiamy do Frankfurtu nad Odrą, które wraz ze Słubicami tworzy wzorowe dwujęzyczne miasto. Jest tu uniwersytet, polskie restauracje są wypełnione Niemcami. Dalszą część trasy pokonujemy pociągiem ze względu na uszkodzenie roweru. Kiedy kończy się Odra trafiamy do miasta Löcknitz. Po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej bardzo dużo Polaków ze Szczecina przeniosło się do Löcknitz, z uwagi na dużo niższe ceny mieszkań. Na 3 tys. mieszkańców 650 to Polacy. Także w okolicy mieszkają ich setki. Miasteczko jako jedyne w regionie odnotowuje od paru lat wzrost populacji. W miejscowości rozwijają się także polskie usługi, a firmy niemieckie oraz urzędy zatrudniają polskojęzycznych pracowników. Mieszkamy u Polki, ale mówi do nas po niemiecku.

Droga rowerowa się kończy, przybywa za to łąk, lasów, a powietrze się zmienia – morze jest coraz bliżej. Płyniemy do Świnoujścia statkiem wypełnionym po brzegi turystami. Im bliżej jest miasto, tym wydaje się piękniejsze. Widzimy w końcu piękną białą długą plażę. I morze, morze!

Na liczniku wybiło 538 kilometrów. Przed podrożą zapytałbym siebie po co jechać taki szmat drogi by dojechać do zimnego morza. Dziś, gdy tu jestem mogę tylko z radością stwierdzić, że polsko-niemiecki Bałtyk dał się nam poznać niezwykle piękną plażą z białym, delikatnym piaskiem, który leży tylko na bałtyckich plażach. Miejsc noclegowych nad brzegiem morza w cenie do 1000 koron jest pod dostatkiem.

Tuż za rogiem są Niemcy z luksusową infrastrukturą dla turystów, jednak po co przepłacać, gdy ma się pod ręką tańsze i bardziej radosne polskie przybytki! 

Plaża w Świnoujściu
Plaża w Świnoujściu

Źródło: idnes.cz

Wersja polska: czechofil.com

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑