Svíčková na smetaně

Dziś wieczorem postanowiłem ugościć swoich znajomych czeskim klasycznym daniem czyli Svíčkovou na na smetaně. Pretekstem do zabrania się za to czasochłonne danie było przywiezienie houskovego knedlika z Pragi. 

Oto przepis zaczerpnięty z internetu:
Svíčková, warzywno-wołowy sos z knedlikiem
-1kg udźca wołowego
-150g boczku lub słoniny
-3-4 marchewki
-2 pietruszki
-1 mały seler
-1 cebula
-6 ziaren pieprzu
-5 ziaren ziela angielskiego
-3 liście bobkowe
-sól, pieprz
-100g masła
-ocet lub cukier dla smaku
-plaster cytryny
-żurawina w formie dżemu

No i zaczęło się mega gotowanie! Najpierw zrobiłem mięso. Zamiast wołowiny użyłem wieprzowiny – tańsze i szybciej się piecze. Warzywa pokroiłem w kostkę, wrzuciłem do gotującego się bulionu. Gdy zmiękły zmiksowałem je w gładką masę dodając odrobinę masła. W międzyczasie ubiłem pianę ze śmietany deserowej. Knedliki dochodziły na parze. Danie można było w końcu podawać!

Przyznam szczerze, że kolor sosu mnie zaskoczył – w Czechach był ciemniejszy. To na pewno wina wieprzowego mięsa. Reszta wyglądała tak samo. No i najważniejsze, danie smakowało wyśmienicie! To nie tylko moja opinia, ale też moich znajomych: zajadali się, aż miło było patrzeć.
Jeśli zdecydujecie się na przygotowanie svickovej, nastawcie się na długie stanie przy kuchence oraz pozostałą po gotowaniu górze naczyń. Nie zrażajcie się ilością pracy, ani barwami sosu i mięsa. Choć doświadczenie w kuchni mam niewielkie, wydaje mi się, że tego dania nie sposób zepsuć.

Gdy w buzi mieszały mi się smaki żurawiny i mięsa, przeniosłem się myślami do Republiki Czeskiej. Radości nie było końca. Zwieńczeniem wieczoru była szklaneczka Kofoli do popicia.
Smacznego!

 

 

 

Wybory prezydenckie w dniach 11 i 12 stycznia

– Pierwsze bezpośrednie wybory prezydenta Republiki Czeskiej odbędą się w dniach 11 i 12 stycznia – ogłosił przewodniczący Senatu Milan Sztiech.

Jeśli w pierwszej turze nikt nie uzyska bezwzględnej większości głosów, w dwa tygodnie później – 25 i 26 stycznia – dwaj dysponujący największym poparciem kandydaci zmierzą się w turze drugiej.

Będzie to pierwsza w dziejach samodzielnej Republiki Czeskiej elekcja głowy państwa w głosowaniu powszechnym. Dotychczasowi czescy prezydenci – Vaclav Havel oraz kończący obecnie swą drugą i zarazem ostatnią kadencję Vaclav Klaus – zostali wybrani przez połączone obie izby parlamentu.

Wyznaczony termin Sztiech uzasadnił tym, że w razie zorganizowania wyborów o tydzień później, w dniach 18 i 19 stycznia, przypadłyby one na okres ferii szkolnych.

Ubiegający się o urząd prezydenta muszą do 6 listopada przedstawić w ministerstwie spraw wewnętrznych co najmniej 50 tys. podpisów osób, które opowiedziały się za ich kandydaturą. Poparcie takie zapewnili sobie już dwaj faworyci wyborów – były socjaldemokratyczny premier Milosz Zeman i były szef ponadpartyjnego rządu fachowców w latach 2009-2010 Jan Fischer.

Wymóg zbierania podpisów nie dotyczy kandydatów, nominowanych przez co najmniej 20 deputowanych do Izby Poselskiej lub co najmniej 10 senatorów. Na tej zasadzie wystartują w wyborach m.in. wiceprzewodniczący Senatu Przemysl Sobotka z rządzącej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), przywódca współtworzącego koalicję rządową ruchu TOP 09 Karel Schwarzenberg i wiceprzewodniczący opozycyjnej Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CSSD) Jirzi Dienstbier.

PAP

2 października 1938 – Zajęcie Zaolzia

Zajęcie Zaolzia czy raczej jego odzyskanie? „Wielkie, historyczne, niezapomniane chwile” Wszyscy wylegli na ulice, które były zapełnione przybyszami z całego Śląska. Szczególnie licznie przybyli Cieszyniacy, przebywający w głębi Polski. Przybyli z Gdyni, Poznania, Wilna, Krakowa, Lwowa, Warszawy itd., bo jakżeż nie być w Cieszynie w tej historycznej godzinie zniknięcia słupów granicznych i budek celnych, gdzie nam często utrudniano na przejście do naszych braci różnymi „prohlidkami”. Przybyli ale i inni, aby być świadkiem tej niezapomnianej chwili zlania się Śląska z Macierzą i to na zawsze.

Chwila ta nastąpiła o godz. 14-tej. Na chwilę przed godziną 14-tą pojawiły się nad Cieszynem nasze samoloty wojskowe, a następnie przeszły przez most pierwsze oddziały wojskowe w szyku bojowym. Oczekiwały je po przeciwnej stronie nieprzeliczone tłumy naszych braci i zasypały kwieciem. Ale do najefektowniejszych momentów należał przejazd naszych czołgów, naszej broni pancernej. (…)

Po przejściu pierwszych oddziałów wojsk przeszedł przez most Komitet Walki o Śląsk, a następnie poszli cywile, a potem znowu wojsko. Co się działo po przejściu Komitetu i cywili trudno opisać. Powitaniom, rzucaniom się w ramiona nie było końca. W oczach wszystkich były łzy, łzy radości i wesela z tego, że po 20-letniej rozłące jesteśmy znowu razem i to na zawsze. Ja sam przeszedłszy przez most po raz pierwszy bez przepustki nie wiedziałem, co robić, czy klękać na tę ziemię i całować ją, czy tańczyć i skakać z radości. Ostatecznie robiłem jedno i drugie. Naprawdę wielkie, historyczne, niezapomniane to były chwile, któreśmy przeżyli. A razem z nami przeżywała je cała Polska. (…)

Nie da się też opisać, co działo się w Polonii, reprezentacyjnym domi i kawiarni w b. Cz. Cieszynie. Całowanim nie było tam końca, bo raz po raz spotykało się znajomego czy znajomą z tamtej strony Olzy, a wśród nich i takich, o których do nas wieść dotarła, że nie żyją, że zginęli. Coś podobnego można tylko raz w życiu przeżyć. A niektórzy twierdzili, że warto było tych 20 lat cierpieć, by przeżyć drugi październik 1938 r. (…)

Entuzjazm i radość nie skończyła się tylko na niedzieli. Ona trwa, gdyż wojska nasze posuwają się stale ku Ostrawicy, zajmują coraz to nowe wioski a wszędzie są przyjmowane z tą samą radością i serdecznością. Gdy przyjdą kilka wiosek, to są tak obsypani kwiatami, iż się ma wrażenie, że to kwiecista jakaś łąka czy ogród naprzód się posuwa, a nie wojsko, zbrojne w karabiny i armaty.

(Cytatowane fragmenty artykułu Wielkie, historyczne, niezapomniane chwile pochodzą z „Posła Ewangelickiego”, nr 42 z 15 X 1938, s. 2-3).

o autorze – Józef Nierostek urodził się w 1901 roku w Suchej Średniej, ukończył polskie gimnazjum w Cieszynie. Jako osiemnastolatek walczył z czeskimi najeźdźcami. Ordynowany w 1925 roku, był wikariuszem w Trzyńcu, później drugim pastorem w Cieszynie. Pełnił też funkcję prezesa Zarządu Głównego Związku Towarzystw Polskiej Młodzieży Ewangelickiej RP. Po wybuchu II wojny światowej był dwukrotnie aresztowany przez Niemców. W 1939 roku spędził miesiąc w więzieniu w Cieszynie. Uwięziony ponownie w 1942 roku, trafił do obozu koncentracyjnego w Majdanku, gdzie zmarł na tyfus 26 lutego 1943 roku.

Zobaczyć „pepiczkową” Pragę…

Kolejny wyjazd do Pragi. To napięcie, gdy zbliża się termin podróży. To podniecenie, gdy pomyślisz sobie, że znowu spróbujesz Kofoli i zobaczysz te same zapierające dech w piersiach budowle… No właśnie, znowu te same. Czy Praga po trafi jeszcze zaskoczyć kogoś  kto był w niej kilkanaście razy?

Zawsze, gdy szykuję wycieczkę do Republiki Czeskiej staram się wymyślać dla siebie, jak i innych ciągle nowe atrakcje. Tym razem nie było inaczej. Oprócz doznań wzrokowych powstałych na skutek podziwiania Starego Miasta oraz rejonu Mostu Karola, postawiłem na doznania samakowe. Nie wiem jak wy, ale ja zawsze najbardziej cieszę się na Kofolę czy sviczkowou. Możliwość kupienia typowego czeskiego obiadu za 69 koron, którym nie dość, że się najem, to popieszczę podniebienie jest dla mnie nieodłącznym punktem czeskiej wycieczki. Przysłowiową wiśnienką na torcie była kiełbasa na Placu Wacława polana ketchupem curry. Jego smak chodził za mną od tegorocznej majówki. Tak się zajadając, zacząłem się zastanawiać czy Praga i Czechy kuszą mnie tym znanym i poznanym czy właśnie czymś nowym. Czy Praga potrafiłaby mnie jeszcze czymś zaskoczyć?

Takie zaskoczenie przyszło szybciej niż się spodziewałem. Spacer pustą ulicą Nerudovą w kierunku Hradczan wywarł na mnie piorunujące wrażenie: nigdy wcześniej nie widziałem zupełnie pustej Pragi. O ile Vaclavak tętnił życiem, o tyle rejony pałacu prezydenckiego świeciły pustkami. Jesienne powietrze i ta dziwna pustka – to było niczym piorun. Magia Pragi jeszcze nigdy nie była tak namacalna. Praga bez turystów jest jeszcze dostojniejsza.

Dlatego gdy spotkałem grupkę dziewczyn z Polski, które po raz pierwszy przyjechały do Złotego Miasta, byłem bardzo zadowolony. W ich zachowaniu widziałem siebie sprzed kliku lat, gdy wszystko co praskie było dla mnie nieznane. Taki mały powrót do przeszłości. Opowiadały o tym, że jechały tutaj z pewnym wyobrażeniem tej „pepiczkowej” Pragi z Krecikiem na każdym kroku oraz pijącymi Absynt Czechami. Ani Krecika ani tym bardziej upojonych Absyntem Czechów jakoś nie było widać. Zamiast tego byli Czesi nie mówiący zbytnio po angielsku oraz ci źli Czesi-kanarzy, który grozili aresztem za nieskasowany w metrze bilet. Ta „pepiczkowość” gdzieś się rozmyła.

Czym właściwie jest ta „pepikowość”? Jakie jest właśnie wyobrażenie Czecha wśród Polaków? Każdy odpowie sobie inaczej na to pytanie. Wiem jednak, że nawet tygodniowy wyjazd do Pragi nie pokaże polskiemu turyście jacy naprawdę są Czesi. Choć w klubach są bardzo otwarci, na ulicy są jakby niewidoczni. Śmieszy mnie, gdy ktoś chwalił się, że spędził wakacje w Czechach. W Czechach tzn. gdzie? W Pradze? Jeśli chcesz poznać prawdziwych Czechów, wyjedź poza Pragę! Wszystkim to będę zawsze powtarzał, a moim znajomym zawsze będę pokazywał miejsca inne niż Złota Praga.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑