Czeski Festiwal – Gliwice 10-12.10.2014

Czechofil.com po raz drugi ma zaszczyt zaprosić do Gliwic na Czeski Festiwal. 

ceskyfestival

W programie:

PIĄTEK 10.10.2014
Czeski Design
wystawa/14:00-18:00/Galeria Melina

Czeskie Smaki
Czeskie Smaki w ramach Czeskiego Festiwalu!
Piątek 10.10.2014
Degustacja/godz. 18:00-19:30/ Morawskie Sklepy, ul. Górnych Wałów 22 (wejście od Krupniczej)/rezerwacja miejsc tel. 32 307 02 86

Podczas degustacji będzie można spróbować 6 gatunków win lanych. Wina lane pochodzące z Moraw Południowych, a dokładnie z Velkych Bilovic są winami młodymi bez dodatku siarczyn, które zachwycają swoją lekkością i świeżością. Wina lane produkowane są z winogron z własnych upraw małych rodzinnych winiarstw na Morawach. Dodatkowo na degustacji będzie można spróbować również morawskiego sera Gran Moravia, który jest twardym serem produkowanym z mleka krowiego, dojrzewającym 12 miesięcy.


Degustacja jest bezpłatna, prosimy o rezerwacje miejsc pod numerem 32 307 02 86.

Czeska Muzyka
koncert zespołu Grajcar/20:00/Bo Grill&Restaurant/ul. Plebańska 5 Gliwice.

Zespół powstał w 2000 roku i od tego czasu wykonuje setki wydarzeń w różnych okolicznościach. W 2004 roku zespół rozpoczął ciągłą współpracę z popularnym czeskim piosenkarzem Petr Bende, z którym zespół wykonuje teraz głównie świąteczne trasy koncertowe i wiele innych wydarzeń w ciągu roku. Zespół cymbałowy Grajcar gra tradycyjne pieśni, jak również aktualne popularne piosenki, oferuje słuchaczom kilka rodzajów programów: tradycyjne, tradycyjne taneczne, muzyki współczesnej lub performance z Petr Bende. Zespół występuje około 100 razy rocznie, głównie w Republice Czeskiej, ale także można posłuchać ich za granicę, zwłaszcza na Słowacji, w Polsce, Niemczech i Austrii.

SOBOTA 11.10.2014
Czeski Design
wystawa/12:00-16:00/Galeria Melina

Czeskie Smaki
degustacja/16:30/Koneser

Czeski Teatr
Czytagramy Bohumil Hrabal Zbyt głośna samotność/ 18:30/Centrum Organizacji Kulturalnych ul. Studzienna

Czytagramy to słuchowiska realizowane na żywo przed publicznością przez duet aktor i muzyk-dźwiękowiec. Ich twórcą jest wychowany za teatralnymi kulisami Piotr Łyczkowski: ilustrator, fotograf i muzyk-kompozytor, działający w muzycznym i teatralnym nurcie offowym. Do Czytagramów zaprasza aktorów o wybitnie radiowych głosach i niezwykłej umiejętności prowadzenia narracji.

Czytagramy regularnie działają od połowy 2012 r. Gościły m.in. na festiwalach: Literacki Sopot, Książki Słuchanej w Szczecinie, BigBook i Czarna Offca w Warszawie oraz scenach kameralnych i instytucjach kulturalnych Warszawy, Sopotu i Gdańska, niezmiennie oczarowując swoich widzów-słuchaczy wciągającym w klimat opowieści wykonawstwem.

Tym razem Czytagramy przedstawią własną adaptację „Zbyt głośnej samotności” Bohumila Hrabala. Przeniesiemy się do składu makulatury, gdzie zepchnięty na margines życia społecznego wyrafinowany erudyta prasuje makulaturę, jednocześnie ratując arcydzieła światowej literatury przeznaczone przez cenzurę na przemiał. Opowieść na poły prawdziwa, będąca doświadczeniem samego autora. Całość trwa ok. 50 min i odbywa się w półmroku. Warto więc naostrzyć ucho, a oczom dać odpocząć.

W roli czytającego wystąpi Adam Bauman, aktor teatralny, filmowy i dubbingowy, scenarzysta, reżyser słuchowisk Teatru Polskiego Radia. Zadebiutował w 1981 roku na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie. Grał m.in. w warszawskich teatrach: Teatrze Nowym, Powszechnym, Polskim i Teatrze na Woli. Zagrał kilkadziesiąt ról teatralnych i filmowych oraz ponad setkę dubbingowych. Adaptacja, realizacja, muzyka i dźwięk oraz wstęp – Piotr Łyczkowski.

Czytagramy posiadają patronat Czeskiego Centrum.

NIEDZIELA 12.10.2014
Czeski Design
wystawa/12:00-16:00/Galeria Melina

Czeski Design
wykład i warsztaty/13:00/Galeria Melina/rezerwacja miejsc: tel.692211569

Czesi nie chcą u siebie muzułmanów

Najazd arabskich klientów na słynne łaźnie w Cieplicach doprowadził do lokalnej wojny, w którą zaangażowały się partie polityczne i organizacje muzułmańskie. Niektórzy chcą nawet uchwalenia zakazu noszenia w miejscach publicznych chust zasłaniających twarz.

pig

Kiedy w 2012 r. ówczesny minister zdrowia Leosz Heger obciął dopłaty do darmowych wyjazdów emerytów do term, zapewne nie spodziewał się, jaki będzie to mieć wpływ na życie Cieplic. Liczba Czechów odwiedzających je spadła o 45 proc., kilka łaźni zbankrutowało, a wiele skupiło się na ofercie dla Rosjan i obywateli bogatych krajów arabskich.

Cieplice są bardzo popularne właśnie wśród tych ostatnich, w 2014 r. ma ich się tam zjawić 3 tys. Często przyjeżdżają z rodziną i służbą. A ponieważ liczba miejsc noclegowych jest ograniczona, Arabowie postanowili wykupić 60 parceli w okolicach miasta i zbudować cztery kondominia.

Nie wszystkim mieszkańcom ten najazd się podoba, a skargi na głośne zachowanie w nocy czy śmiecenie są na porządku dziennym. Niektóre puby i restauracje nie wpuszczają Arabów – gdy ci próbują wejść do środka, są wypraszani pod pretekstem, że ktoś wynajął lokal.

Świnie i krzyż

Policja analizuje wideo, które pojawiło się dwa tygodnie temu w serwisie YouTube. Na filmie widać, że na działkach wykupionych przez Arabów ktoś zakopał głowy świń – pod drewnianym krzyżem z napisem „Plany islamistów zostaną pokrzyżowane przez nasze tłuste wieprze”. Świnie są uważane przez muzułmanów za zwierzęta nieczyste i taka akcja jest dla nich niezwykle obraźliwa.

Wideo zamieścił na swoim serwerze Jir~ Barták z organizacji Islamu w Czechach Nie Chcemy. Działa ona od pięciu lat i ma ponad 70 tys. fanów na Facebooku. Barták zapewnia, że materiał otrzymał anonimowo, e -mailem.

– Cieplice stawią czoła próbie islamskiej kolonizacji, która nie przynosi rdzennej ludności rozwoju, tylko średniowieczne metody i zagrożenie bezpieczeństwa; walczą bronią, którą mają do dyspozycji – oznajmił Barták.

Do akcji ruszyli też lokalni politycy. Iva Dvoráková, radna z prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), zaapelowała do członków rady miejskiej, by wymusili na ministerstwie spraw wewnętrznych uchwalenie zakazu noszenia chust zasłaniających twarz (nikabów) w miejscach publicznych, tak jak stało się to we Francji. W rozmowie z iDnes.cz tłumaczy, że muzułmanie, którzy chcą przestrzegać czeskich przepisów, nie będą mieli nic przeciwko temu; a ci najbardziej konserwatywni po prostu nie przyjadą.

Problem spróbował rozwiązać przywódca czeskich muzułmanów Mehdi Hassan Alráw~. Muzułmańska Gmina Wyznaniowa zaczęła rozdawać arabskim gościom łaźni ulotki ostrzegające o ciszy nocnej, chce się też zaangażować w sprzątanie miasta i okolic.

Z kolei władze Cieplic planują dostarczanie klientom z krajów Zatoki Perskiej plastikowych torebek wraz z informacją, że powinni w nich przechowywać śmieci, a następnie wyrzucać je do kosza.

Zeman: Islam to antycywilizacja

Dvoráková to niejedyny polityk, który populistycznymi działaniami próbuje zyskać popularność. Wiceburmistrz Pragi Vladimira Ludková, też z ODS, wywołała oburzenie wpisem na blogu komentującym oficjalną prośbę o powstanie niepublicznego cmentarza w czeskiej stolicy przeznaczonego dla muzułmanów. Podanie odrzucono, a Ludková stwierdziła: „Sądzę, że kilkusetletni rozwój naszej kultury nie może zostać zaprzepaszczony w imię wielokulturowości i mówienia każdemu: » Jesteś tutaj mile widziany «. To mogłoby doprowadzić do tego, że w waszym mieszkaniu pojawi się ktoś, kto oznajmi: » Już tu nie mieszkasz, wyjdź! «”.

Praski ratusz zdystansował się od słów Ludkovej.

Skandal wywołała także partia Świt Demokracji Bezpośredniej, która przed ostatnimi wyborami do europarlamentu wykorzystała w kampanii plakat nacjonalistów ze Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), na którym czarne owce wyrzucają ze swego grona białe.

Również obecny lewicowy prezydent i były premier Milosz Zeman bezpardonowo skrytykował islam w 2011 r., jeszcze zanim został głową państwa. Podczas międzynarodowej konferencji „Europa zjednoczona i wolna?” mówił, że to „antycywilizacja”.

Politycy wpisują się w ten sposób w myślenie przeciętnego Czecha. Jak wynika z tegorocznego europejskiego badania EUvox, aż dwie trzecie z nich uważa, że islam zagraża czeskim tradycjom kulturowym, a 90 proc. jest mu – w różnym stopniu – przeciwna. Michaela Vojtková z Instytutu Socjologii czeskiej Akademii Nauk podkreśla, że to najmniej tolerancyjne stanowisko wśród krajów UE.

Przeciw statusowi Kościoła

Trudno określić, ilu dokładnie muzułmanów mieszka dziś w Czechach, bo podawanie wyznania w spisie powszechnym ludności nie jest obowiązkowe. Podczas ostatniego, z 2011 r., tylko 3 tys. osób zadeklarowało wiarę w islam. Szacunki samych muzułmanów mówią, że jest ich kilka razy więcej, prawdopodobnie ok. 20 tys. Zdaniem przeciwników islamu to zaniżona liczba i sięga ona raczej 50 tys.

Opór przeciwko rzekomej islamizacji jest tak duży, że problemy ma Muzułmańska Gmina Wyznaniowa. 17 września minęło dziesięć lat od jej rejestracji, i zgodnie z prawem może się ona starać o pełny status oficjalnego Kościoła, dzięki czemu mogłaby się ubiegać o nauczanie islamu w szkołach publicznych, tworzenie szkół religijnych, wysyłanie imamów do więzień i wojska, uznanie muzułmańskich małżeństw.

W parlamencie leży już jednak petycja z 22 tys. podpisami zebranymi przez organizację Islamu w Czechach Nie Chcemy z żądaniem zablokowania ewentualnego wyższego stopnia rejestracji. Przeciwnicy rozszerzenia praw muzułmanów przypominają kontrowersyjne wypowiedzi z meczetu w Brnie, kiedy to nawoływano do likwidacji Żydów i nienawiści do wszystkiego, co niemuzułmańskie. Przewodniczący praskiej gminy wyznaniowej Vladim~r Sánka został zaś oskarżony o dystrybucję kontrowersyjnej książki znanego kanadyjskiego nauczyciela islamu Bilala Philipsa „Podstawy tauhidu” propagującej nienawiść religijną i surowe zasady szariatu, jak chłosta za picie alkoholu i obcięcie ręki za kradzież. Z tego powodu ma zakaz wjazdu na teren Niemiec, Wielkiej Brytanii, Australii i Kenii. Śledztwo w sprawie dystrybucji książki trwa.

Źródło: wyborcza.pl

Czeskie Środy w Kinie Wisła: W CIENIU – 8 października 2014 – Warszawa

​​Już w środę, 8 października o godzinie 20:00 zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła! Pokażemy film W CIENIU.

hagi

Lata 50., była Czechosłowacja. Kapitan policji Hakl (Ivan Trojan) bada sprawę rabunku cennej biżuterii. Pozostawione na miejscu zdarzenia ślady prowadzą do znanego złodziejaszka. Jednak z pozoru prosta sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Po zamknięciu dochodzenia Hakl postanawia na własną rękę kontynuować śledztwo, w wyniku którego zagrożone zostanie bezpieczeństwo jego najbliższych.

ve-stinu-04-clanek

W cieniu” może skojarzyć się polskiemu widzowi z „Rewersem” – ponurą powojenną rzeczywistość państw satelickich ZSRR w obu filmach ubrano bowiem w stylowy kostium czarnego kryminału. Film Davida Ondříčka (odświeżam pamięć – to pan odpowiedzialny za „Samotnych”) zamiast puszczać do widza oczko, z poważną miną stara się wynaleźć ślady filmu noir w czechosłowackiej rzeczywistości. Znajduje nie tylko odpowiedni materiał estetyczny, ale nawet właściwe postaci. (Filmweb.pl, Darek Arest)
David Ondříček udowodnił, że w ramach niezwykle spójnej kinematografii można nakręcić obraz, który nie będąc „czeskim filmem”, będzie filmem na wskroś czeskim – zakorzenionym w historii kraju i odwołującym się do pamięci jego obywateli. (Stopklatka , Patrycja Rojek)
 
Minorowa tonacja, ponura stalinowska Praga (którą zagrała m.in. Łódź) filmowana przez Adama Sikorę w niskim kluczu, doskonale nakreślone typy charakterologiczne, ciągły suspens i wierność faktom historycznym złożyły się na niezwykle ambitny, jeden z najlepszych czeskich filmów ostatnich lat. Ondřiček zasłużenie pożarł konkurencję podczas rozdania czeskich nagród filmowych – wszystkie Lwy dla „W cieniu” w pełni zasłużone! (Wp.pl, Jacek Dziduszko)
Prelekcję do filmu wygłosi dziennikarz filmowy i animator kultury, Jacek Dziduszko.
—————————–
Po filmie zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazaniem biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie (u. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
—————————–
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „W cieniu”  Davida Ondříčka
środa, 8 października, godz. 20:00 
Kino Wisła, plac Wilsona 2 
bilety: 12 zł
—————————–
CZECHOFIL.COM był patronem medialnym polskiej premiery filmu W CIENIU.

Rudolf Chmel – Kompleks słowacki – książka

Pięć i pół miliona mieszkańców, zaledwie dwadzieścia jeden lat odrębnej państwowości i narodowy kompleks niższości. Co tak naprawdę wiemy o naszym południowym sąsiedzie? 18 września ukazała się książka „Kompleks słowacki” Rudolfa Chmela, która całkowicie zmieni nasze wyobrażenia o Słowakach.

Rudolf_Chmel_Kompleks_slowacki

Słowacja, sąsiad nam najmniej znany, jawi się wielu jako kraj bez właściwości, nie charakteryzujący się niczym. Tymczasem wciąż zmaga się ona z brzemieniem historii i tysiącletniego istnienia bez własnego państwa. Wyrazem tego jest cechująca Słowację niejednoznaczność i rozdarcie między megalomanią a kompleksem niższości.

Rudolf Chmel zabiera odważny głos w dyskusji o tożsamości słowackiej i środkowoeuropejskiej w ogóle. Zebrane w tomie eseje to wielowątkowa opowieść o kraju, który wciąż przepracowuje swoją historię i nieustannie walczy z własnymi ograniczeniami. Autor omawia kluczowe zagadnienia słowackiej narracji tożsamościowej, uwzględniając różne perspektywy: historyczną, polityczną i literacką. Znajomość przeszłości Chmel uznaje bowiem za klucz do zrozumienia współczesnych zachowań politycznych, a w pisarzach i intelektualistach upatruje nadziei na uporanie się z narodowymi traumami i kompleksami.

Tożsamość narodowa to słowacki czuły punkt. Nigdy nie opierała się na stabilnym fundamencie. Strach przed utratą spójności terytorialnej zawsze skutecznie umacniał narodowy kompleks niższości. Nie pozwalał też na całkowite unormowanie stosunków słowacko-węgierskich i słowack0-czeskich, podsycał nacjonalistyczne uprzedzenia wobec mniejszości węgierskiej. Rudolf Chmel wskazuje na istnienie dwóch Słowacji – zamkniętej i otwartej. Część społeczeństwa jest nastawiona na izolację i niedemokratyczność. Ta druga Słowacja dąży do ochrony wszystkich mniejszości, praw i wolności jednostki. Obie wciąż toczą ze sobą walkę. Chmel pokazuje tę walkę na tle przemian geopolitycznych zachodzących w Europie Środkowej. Wskazuje ich kontekst ekonomiczny, kulturalny i artystyczny oraz wymienia nazwiska działaczy, polityków, pisarzy, językoznawców, krytyków literackich, którzy aktywnie angażowali się w ideę upragnionej jedności narodowej.

Jesteśmy narodem fragmentów, odłamków, improwizacji, braku ciągłości historycznej, braku syntez, braku całokształtu i braku odniesień. Nie mamy charakterystycznych symboli, wyraźnych osobowości – pisze Rudolf Chmel, który z kompleksem narodowym Słowaków konfrontuje się nieustannie, jako słowacki literaturoznawca, publicysta i polityk.

Rudolf Chmel jest wykładowcą akademickim, był także dyrektorem Instytutu Studiów Slawistycznych i Wschodnioeuropejskich na Uniwersytecie Karola w Pradze (2006–2010). Naukowo zajmuje się historią słowackiej krytyki literackiej, czesko-słowackim i słowacko-węgierskim kontekstem literackim, a także słowacką tożsamością i mitologią narodową w kontekście środkowoeuropejskim. Chmel w latach 1990–1992 był ambasadorem Czechosłowacji na Węgrzech, między rokiem 2002 a 2005 pełnił funkcję ministra kultury Republiki Słowackiej, a w latach 2010–2012 był wicepremierem ds. praw człowieka i mniejszości narodowych w rządzie Ivety Radičovej.

Autor: Rudolf Chmel

Tytuł: Kompleks słowacki

Wydawca: Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie

Premiera: 18 września 2014

http://www.mck.krakow.pl

„Via HRABAL” 17 września Bielsko-Biała

Już 17 września od 16.00 do Domu Kultury im. Wiktorii Kubisz przy ul. Słowackiego 17 w Bielsku-Białej

  • wernisaż wystawy fotografii „Bohumil Hrabal: Czarnobiałe i w kolorze” oraz „Magiczny świat Bohumila Hrabala” Ladislava Michálka
  • prezentacja projektu „Via Hrabal” autorstwa Tomáša Mazala i Václava Špale (godzina 16.30)
  • rozmowa z Tomášem Mazalem wokół jego książki Praga z Hrabalem (godzina 17.30)

via_plakat

Więcej informacji na stronie: http://www.czulibarbarzyncy.pl/via_hrabal.html

CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Po ślubie” Jana Hřebejk

​​Już w środę, 10 września o godzinie 20:00 zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła! Pokażemy film 
 

„Po ślubie”

 
 autorstwa laureata 3 Czeskich Lwów, Jana Hřebejka („Pupendo”, „Czeski Błąd”, „Pod jednym dachem”) 
 
honeymoon1
Małe, czeskie miasteczko wypełnia się dźwiękiem dzwonów kościelnych. Tereza ma na sobie piękną, białą suknię. Radim w dobrze skrojonym garniturze wygląda jak książę z bajki. Lato jest w pełni. Wszystko zapowiada, że młodą parę czeka najszczęśliwszy dzień w życiu. Wreszcie mają to z głowy – wzdycha siostra panny młodej. W odpowiedzi słyszy jednak: Przecież dopiero teraz się zacznie. Wraz z tymi słowami w słoneczny dzień wkrada się cień. W relacjach między bohaterami długo oczekiwanej ceremonii zaczyna kiełkować niepokój. Ziarno niepewności zasiewa dziwny, ubrany na czarno mężczyzna, który najpierw pojawia się w kościele, a potem jedzie za weselnym korowodem do domu na wsi. Jest obcym, którego ewidentnie należy się bać. Nikt go nie zna. Pan młody twierdzi, że go nie pamięta, choć tajemniczy Jan Benda utrzymuje, że jest jego szkolnym kolegą. Niechęć otoczenia nie odwodzi niechcianego gościa od wspólnego ucztowania i beztroskiej zabawy z dziećmi. Jego uporczywa obecność sprawia jednak, że weselna atmosfera napina się jak struna, która nie chce pęknąć. Wszystko się zmienia, kiedy panna młoda odkrywa prezent, jakim osobliwy mężczyzna postanowił obdarować ją i jej męża. Czy otwiera wówczas puszkę Pandory? 
 
„Po ślubie” jest filmem zwodniczym. Hřebejk myli tropy, zwodzi na manowce. Seans rozpoczyna się niczym niezbyt oryginalna komedia romantyczna ze wzorcową, „amerykańską” sceną kościelnego ślubu oraz przysięgi małżeńskiej, szybko dryfuje jednak w stronę kina obyczajowego, dramatu, wreszcie horroru. I w każdej z tych odrębnych sekwencji gatunkowych pozostaje integralną całością. (Łukasz Maciejewski, „Dziennik. Gazeta Prawna”) 
 
„Po ślubie” Hřebejka można przede wszystkim traktować, jako satyrę na laickie i liberalne społeczeństwo czeskie, w którym obywatele piętnują nietolerancję, ale pod własnym dachem są w stanie przemilczeć bardzo dużo. Skądinąd wszystkie skrzętnie ukrywane przez bohaterów filmu przywary i fobie w Polsce funkcjonują na co dzień. (Joanna Ostrowska, Interia.pl) 
 
Twórcy budują napięcie tak doskonale, że chciałoby się przyspieszyć wszystkie przerywniki, żeby dowiedzieć się, jakie tajemnice skrywa ten dom. (Ewa Wildner, Stopklatka.pl) 
 
_______
 
Prelekcję do filmu wygłosi dziennikarz filmowy i animator kultury, Jacek Dziduszko.
 
Po filmie zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazanie biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie (u. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
 
_________
 
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Po ślubie” Jana Hřebejka 
środa, 10 września, godz. 20:00 
Kino Wisła, plac Wilsona 2 
bilety: 12 zł

Czesi kochają pocztówki

Czesi coraz bardziej rozkochują się w pocztówkach. W oddziałach czeskiej poczty sprzedano ich ponad 800 tys. w ciągu pół roku. Jest to wzrost o 15 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Skąd ta miłość?

kartka

Najczęściej kupowane (ponad pół miliona sztuk) motywy to oczywiście święta wielkanocne czy też bożego narodzenia. Jest to zaskakujące, gdyż słyszy się, że ludzie coraz częściej odchodzą od pocztówek na rzecz SMS-ów. Czesi przeczą tej opinii i z roku na rok wysyłają pocztówek za miliony koron. Niestety Poczta Czeska nie umie powiedzieć ile z nich jest wysyłanych, a ile służy jako numizmatyczny eksponat. 

Do wyboru, do koloru!

Wzory pocztówek z biegiem lat zmieniają się diametralnie. Koniec XIX wieku to czas widokówek z podobiznami polityków. Hitem jest kartka, której przód zdobi twarz cesarza Franciszka Jozefa I z roku 1908 czy też T.G. Masaryka. W roku 1938 w czeskich skrzynkach pocztowych można było znaleźć niemiecką kartkę z napisem Oswobodzenie Sudetów. 

W czasach reżimu przód pocztówek zdobiły zdjęcia uśmiechniętych dzieci na wsi bądź przy świątecznych choinkach. Gdy zaczynało się lato, poczta wypuszczała często kartki ze zdjęciami najpiękniejszych miast i miasteczek w Republice. 

Kartkę stwórz sobie sam

W dzisiejszych czasach ci, którym wzory współczesnych pocztówek nie odpowiadają, mogą swój własny wzór wysłać mailem czy tez poprzez aplikację mobilną, a twórcy Poczty Czeskiej stworzą wymarzoną kartkę na zamówienie. Wymarzony wzór pocztówki gotowy jest niemal natychmiast. W ciągu dwóch dni ma pojawić się u nas bądź innego adresata. Koszt takiej usługi to 26 koron już z VAT.

kartka2

 Wraz z rosnącą liczbą wysyłanych pocztówek maleje drastycznie liczba doręczanych listów. Zamiłowanie do widokówek może więc oznaczać niesłabnący sentyment do tego typu kontaktów. Duża jest również liczna kolekcjonerów i numizmatyków. A pocztówki to niezły interes. Za pieniądze ze sprzedaży tych najcenniejszych można zakupić sobie domek w górach. I uwierzcie mi, wiem co mówię. 

Numizmatycy wymieniają się swoimi zbiorami raz w miesiącu w każdym mieście Republiki Czeskiej. Tworzone są targi staroci. Jednym z najbardziej znanych, na który ciągną tłumy Polaków z Cieszyna, Katowic czy Bielska jest ten organizowany w Ostrawie na słynnym już Výstaviště Černá louka. 

kartka3

Ostatni dzwonek na wymianę starych monet i banknotów

Kilometrowe kolejki i ludzie czekający pod oddziałem Banku Narodowego Czech od wczesnego rana. Tak oto wygląda zbiorowa wymiana monet 50 halerzy oraz banknotów 20 koron u naszych południowych sąsiadów.

20halerzy

Czesi mieli sześć lat na wymianę waluty, która już dawno wyszła z obiegu. Ogromna ilość ludzi czekała jednak na ostatni dzwonek. 

Mój syn przyniósł jedynie 32 monety do wymiany, ale przed nim była osoba, która miała ich 3 tysiące – mówi kobieta, która dostała z automatu kolejkowego numer 72. Wymiana trwa tak długo, że zdążyła jeszcze w międzyczasie załatwić wiele innych rzeczy w okolicy. 

Niektórzy widząc kolejki odchodzą z kwitkiem bądź wykorzystują do zajmowania kolejki swoje dzieci i wnuki. 

Monety 50h oraz banknoty 20CZK przestały być w użyciu w sierpniu 2008 roku, a do końca sierpnia tego roku można było je wymienić. W obiegu jest wciąż tyle bilonu i banknotów, że ich łączna kwota wynosi 287 milionów koron. 

Banknoty 50 koron z wizerunkiem Anežky České można wymieniać na monety do końca marca 2017 roku. 

Praga: Koniec wielkich reklam w przestrzeni miejskiej

W ramach nowych przepisów budowlanych, które zaczną obowiązywać od 1 października, w czeskiej stolicy nie będzie można lokować nowych reklam. Jednak zmiany dotykają także innych problemów przestrzeni z jakimi zmaga się Praga.

reklamy

Przepis dotyczący reklam obejmuje wszystkie billboardy, szyldy oraz siatki reklamowe o powierzchni ponad 6 metrów kwadratowych, niezależnie od tego jaką funkcję będą pełnić – promocyjną, reklamową czy informacyjną. Ograniczenia dotyczyć mają całego miasta, zarówno terenów zabudowanych jak i parków czy terenów zalewowych. Prawo nie działa wstecz, stąd już istniejące billboardy będą jeszcze wisieć do czasu wygaśnięcia umów firm reklamujących się. Powściągliwy stosunek do tego zapisu przedstawiają właściciele czeskich firm, działających w rej branży, dla których jest to znaczne ograniczenie pola działalności.

Ważnym elementem nowego miejskiego prawa budowlanego jest określenie minimalnej szerokości chodnika. Nowopowstające praskie chodniki mają mieć co najmniej 1.5 metra. Gwarancja obecności drzew oraz innych form zieleni w przestrzeni miasta jest kolejnym interesującym zapisem w nowych przepisach. Każda ulica o szerokości większej niż 12 metrów będzie musiała mieć zapewniony pas do obsadzenia jej drzewami. Prawo budowlane określać ma też dozwolone wysokości budynków w poszczególnych rejonach miasta, aby zapobiec chaosowi i różnorodnej wysokości zabudowy w poszczególnych dzielnicach.

Projekt nowych praskich przepisów budowlanych przygotowywał Instytut Planowania i Rozwoju w Pradze. Pracami nad projektem przepisów kierował urbanista, Filip Tittl. Przy tworzeniu nowych praskich przepisów inspirowano się rozwiązaniami m.in. z Berlina czy z Wiednia. Burmistrz Pragi, Tomáš Hudeček, nazwał uchwalenie dokumentu „absolutnie koniecznym” w kontekście postępującej dewastacji architektury i urbanistyki miasta. „Chciałbym porównać go do nowego Kodeksu Cywilnego. Praga zyskała nowe prawo budowlane, o jakości zbliżonej podobnym regulacjom w europejskich miastach, kładącym nacisk na jakość układu urbanistycznego oraz kontekst miejsca” – powiedział burmistrz dla portalu e15.cz.

Źródło

Zrób na złość Putinowi i zjedz Žemlovkę

Czechofil.com przyłącza się do ogólnopolskiej akcji „robienia na złość Putinowi” i zachęca do jedzenia polskich jabłek. Jabłka z polskich sadów są najlepsze na świecie – jeśli będziecie gdzieś za granicą, jabłka które kupicie w sklepie zapewne pochodzić będą z Polski. Nasz kraj to trzeci eksporter jabłek na świecie.

apple-calm

Postanowiłem połączyć polskie jabłka z czeskim przepisem. Przepis pochodzi z nieprowadzonego już niestety bloga o czeskiej kuchni. Autorko tego bloga – jeśli to czytasz – odezwij się! Tak fajnie się nam pisało 😉

Żemlowka to jedno z łatwiejszych dań do wykonania, idealne na długie wieczory. W Czechach często żemlowkę podaje się jako danie główne obiadowe, chociaż ja wolę delektować się nią przy kawie. Składa się ona z starego chleba/bułek i nadzienia jabłkowo-rodzynkowego. Oczywiście można poddać się fantazji i np. zastąpić jabłka bananami lub twarogiem 🙂 Można podawać na ciepło i na zimno, posypane cukrem pudrem lub cukrem waniliowym. Żemlowkę układa się warstwowo, a podstawą jest czerstwe pieczywo.

– około 600g suchych bułek/chleba/chlebka tostowego
– 3 jajka
– 0,7l mleka
– 600g jabłek
– 150g cukru
– cynamon do smaku
– rodzynki
– ja dodaje jeszcze odrobinę rumu
– masło/margaryna

Przygotować naczynie żaroodporne i wysmarować tłuszczem. Jajko wymieszać z mlekiem w głębokim naczyniu. Chleb lub bułkę pokroić na cieniutkie plastry, które należy nasączyć jajkiem i mlekiem. Jabłka obrać i można je zetrzeć na tarce lub pokroić w bardzo cieniutkie plasterki. Na tym etapie moczę rodzynki w rumie, aby dobrze wpiły alkohol. Pokrojony chleb należy także zamoczyć, ale w rozmieszanym jajku z mlekiem. Układamy pierwszą warstwę w naczyniu do pieczenia, aby chleb dobrze zakrywał dno. Na tak przygotowany podkład umieszczamy jabłka, rodzynki i posypujemy cynamonem, cukrem, po czym przygotowujemy drugą warstwę chleba- powtarzamy proces moczenia w jajku i mleku. Trzecią warstwą są znów jabłka z rodzynkami i cynamonem, a czwartą ponownie chleb. Tak przygotowaną żemlowkę polewamy jeszcze na górze pozostałymi resztkami jajka z mlekiem i możemy dodać cieniutkie płatki masła, aby chlebek ładnie się opiekł. Wstawiamy do piekarnika o temp. 180 stopni na około 10-15 min, jak góra lekko się przypiecze- oznacza to, że żemlowka jest gotowa 🙂

Žemlovka
Žemlovka

06

Kolejny pomysł Czeskiej Poczty na biznes: stanie się apteką

Po nieudanych pomysłach na sprzedaż papierosów, zabawek i innych akcesoriów niezwiązanych z profilem działalności, Czeska Poczta ma nowy pomysł na biznes: będzie sprzedawała leki. Została podpisana już stosowna umowa z gigantem farmaceutycznym, firmą Euroclinicum. 

JB4939f3_IMG_0131

Już wkrótce oprócz wysłania listu czy pocztówki, będziemy mogli zakupić w okienku Czeskiej Poczty lek na prostatę bądź zaparcia. Dystrybucja medykamentów będzie skupiała się głównie w małych miejscowościach, gdzie nie są obecne apteki. Starsi mieszkańcy tych miasteczek nie umieją korzystać z komputera – nie zamówią sobie leków przez internet, tak jak to robi duża część osób – mówi rzecznik Czeskiej Poczty.

Wspomniana współpraca to czysty interes: Euroclinicum zarobi dziesiątki milionów koron na sprzedaży leków, a Poczta równie nie małe pieniądze na prowizji z ich dystrybucji. Sam koncern Euroclinicum na swoich aptekach zarabia rocznie setki milionów koron.

Leki będzie można zamówić na jednym z dwóch tysięcy oddziałów Czeskiej Poczty. Realizacja zamówienia ma trwać maksymalnie 48 godzin. Poczta może również dostarczyć zamówione medykamenty poprzez listonosza prosto do naszego domu. Niestety jak to zostało ujęte w umowie chodzi tutaj tylko o SPRZEDAŻ leków, o fachowym doradztwie w okienku poczty możemy zapomnieć.

Czeska Poczta od dłuższego czasu cierpi na odpływ klientów i pieniędzy. Po eksperymentami ze sprzedażą papierosów czy ubrań (i fali ostrej krytyki) zdecydowała się na dystrybucję leków. W tej chwili obecnej czeski gigant czerpie 1/10 swoich dochodów z usług towarzystwa oszczędnościowego Era, które należy do ČSOB.

49. MFF KV: Czesi grzeszą – Relacja z festiwalu

Gdyby w Czechach powstało rocznie tylko pięć komedii i żaden film innego gatunku, mówiłoby się, że kinematografia miała udany rok. Brak wystarczającej ilości dowcipów w filmie najprawdopodobniej należy według Czechów do siedmiu grzechów głównych. Najnowsze produkcje naszych południowych sąsiadów przestały być zabawne i odróżnieniu od obrazów z lat 90. są to głównie dramaty. Akcja wielu z nich rozgrywa się w teraźniejszości, a jednak z różnych powodów ich bohaterowie wracają do przeszłości.

Film „Klauni” Viktora Tauša upada już na poziomie pomysłu. Klauni bowiem w dzisiejszych czasach nie budzą już ani śmiechu, ani wzruszenia. Trzej starsi panowie – Max (Oldrich Kaisel), Oskar (Didler Flamand) i Viktor (Jíři Lábuš) grali przed laty w grupie BUSTERS. Ich występy były niechybnymi przejawami wolności w nieruchomym systemie komunistycznym. Wraz z jego końcem , skończyło się też coś między przyjaciółmi. Teraz, po 30 latach spotykają się, a spotkanie to zmusza ich do niełatwej konfrontacji. Szkoda, że miłość Tauša do starych filmów nie przełożyła się na realizacje „Klaunów. Filmu, który w reżyserskich założeniach miał być sentymentalnym obrazem o miłości i nienawiści. Obraz ten stopniowo zbacza z historii grupy, rozdzielając się na trzy historie prywatne.

Klauni

Miłość osnuta sentymentem to temat jednego z trzech wątków – losów Viktora i jego chorej na Alzheimera żony. Już samo mieszkanie pary przypomina skład pamiątek, niepozornych pokrytych kurzem bibelotów. Wśród nich jest lusterko, pod którym stoi zdjęcie uśmiechniętej, młodej i szczęśliwej dziewczyny. W nim przegląda się kobieta schorowana i niezdolna spostrzec, że to jej własny wizerunek. To jedna z najtrafniejszych scen „Klaunów”. Film ten jest niestety technicznie efekciarski, przez co znacząco traci. Reżyser celowo używa komicznego wykrzywienia (krzywe kadry, nietypowe ujęcia). Problem tkwi też w złamaniu gatunkowej jedności i nieudolnej próbie spojenia komedii i dramatu.

Krásno” Ondřeja Sokola to historia powrotu dwóch bohaterów (w rolach tych sam Ondřej Sokol i Martin Finger) do rodzinnego Šumperka, nad jezioro o tytułowej nazwie. Miasta, w którym przed laty w Krasně znaleźli matkę jednego z nich. Michal jest przeświadczony, że za tragedią tą stoi jego ojciec, który umiera w dzień powrotu. Dla bohaterów to wejście w małomiasteczkowy świat,, od którego tak łatwo przed laty uciekli. Film ten to niewątpliwie obraz najbliższy dawnym, dobrym czeskim filmom. Sokol umiejętnie łączy bowiem sceny zabawne i smutne. Przełamuje konwencje, utrzymując skupienie widza. Ponadto w umiejętny sposób buduje, zabarwione sepią sceny retrospektywne.

Krasno

Do przeszłości wracają też bohaterowie „Donżuanów” Jiřego Menzla. Do małego czeskiego miasteczka ze Stanów Zjednoczonych wraca Jakub (Martin Huba), którego pierwsze aktorskie kroki sięgają lokalnego teatru miejskiego. Dziś ma być gwiazdą operowej adaptacji „Don Giovanniego”. Powrót do miasta, w którym spędził młodość to spotkanie pierwszych kochanek. A miłość czy to przygodna, czy trwała nieść może za sobą jasne konsekwencje. Film czołowego czeskiego twórcy lat 60. załamuje. Załamuje w nim sposób podejścia do operowego tematu, sztuczna aktorska gra i tekturowe dekoracje, w których zaaranżowana jest większość scen. Film ten pokazuje jednak, że powrót do przeszłości może mieć pozbawiony goryczy smak. [Więcej o „Donżuanach” w recenzji tutaj]

W sentymentalnym nastroju pozostajemy z bohaterami „Milostnych písni” Bohdana Karáska, wyróżnionego wśród tegorocznych dyplomowych filmów FAMU . Tu zarówno przestrzeń jak i sama historia wprowadzają nas w nieco sentymentalny nastrój. Akcja dzieje się w mieszkaniu, w którym czas niemal zatrzymał się – pełnym meblościanek, wersalek i smutno-brunatnych barw. W miejscu tym spotykają się trzy osoby: młody chłopak (Miroslav König), kobieta, która mogłaby być jego matką (Taťjana Medvecká) i jej partner (František Host). Film ten daleki jest perfekcji, nagrany w żółtym świetle, bliski home video jest męczący, dobrze oddaje jednak duchotę przestrzeni. Od początku relacja bohaterów jest dla nas niewiadomą a zagadka ta wyjaśnia się niemal z końcem fabuły, na co musimy czekać dość długo. Dopiero zakulisowa rozmowa w kuchni odkrywa skrywany sekret. To dopiero początki młodego reżysera, biorąc pod uwagę spójność fabuły i formy to ciekawa próba.

W nastroju smutnej tajemnicy z przeszłości pozostaje obraz „Maria Stock” Jana Březiny. Główny bohater – Milan przyjeżdża do opuszczonej wsi, gdzie poznaje tajemniczą Hildę. Zarówno on (Jan Strejcovský) jak i rudowłosa, o niebanalnej urodzie dziewczyna (Kamila Trnková) pragną zatrzymać nas na dłużej. Mają bowiem w sobie pierwiastek odrobinę hipnotyzujący widza. Film utrzymany jest w wypłowiałych barwach, które komponują się z późnojesiennym czasem akcji i nadają obrazowi sentymentalny klimat. Szkoda tylko, że „Maria Stock” w pewnym momencie odpływa w nierealność. Tym ciężej zaakceptować ten fakt, że był to zabieg celowy, sam reżyser powiedział: Stworzyłem film, który nie ma być zrozumiały, to obraz festiwalowy, który ma być bliższy kinu artystycznemu.

Na innym biegunie znajduje się film „Jako nikdy” Zdeňka Tyca. To historia zgorzkniałego malarza – Vladimira Holasa (Jiří Schmitzel), któremu towarzyszą dwie kobiety, Karla (Petra Špalková) była studentka artysty i jego partnerka i Jaruna (Taťjána Medvecká) pielęgniarka i dawna kochanka. Obie bohaterki są elementami przynależącymi do przeszłości głównego bohatera. Jaruna przypomina mu młodzieńcze czasy pierwszych miłości, Karla okres pracy na uniwersytecie, lata tworzył najdoskonalsze dzieła. Choć oczekiwaniem reżysera było poruszyć, uświadomić, że w każdym człowieku tkwi ukryty diament, to los do granic zgorzkniałego, nieprzyjemnego, agresywnego bohatera jest nam w najlepszym wypadku obojętny, a większość z nas czeka na śmierć artysty i oswobodzenie unieszczęśliwionych przez niego kobiet. Film Tyca pozostaje zupełnie nieprzekonujący w zakresie motywacji postępowania i powiązań bohaterów. Pełna pseudosymboli opowieść jest rozmyty i pusty.

Jako nikdy

Między zastygnięciem w przeszłości a trudną teraźniejszością znajduje się „Díra u Hanušovic” Miloslava Krobota. Niedoszła nauczycielka niemieckiego Maruna (Tatiana Vilhelmová) pracuje w wiejskiej gospodzie, które jest głównym miejscem spotkań. Rozchwiana emocjonalnie kobieta miota się między myśliwym-starostą (Ivanem Trojanem), który większość swojego czasu spędza, czekając na swojego jelenia, uznawanym za miejscowego błazna Olinem (Jaroslav Plesl) a lokalnym kobieciarzem (Lukáš Letinák).

Akcja filmu toczy się nieopodal Hanušovic w Sudetach. Rozwój tego rejonu został wstrzymany w okresie II Wojny Światowej i tak pozostało do dziś. Całą wieś tworzą ludzie, którzy w wyniku politycznych decyzji zostali przeniesieni z miejsc, w których faktycznie były ich korzenie. Na ziemiach tych dochodziło do przemieszenia różnych typów ludzi z odmiennych środowisk. W tych warunkach jest dużo agresji, alkoholizmu i innych nałogów. Są tutaj ludzie, który i w tych warunkach próbują się nie poddawać i zmieniać swoje życie – twierdzi scenarzysta filmu Lubomir Smékal. Co pozostaje jednak z tych słów, gdy widz od początku ma wrażenie, że to raczej film o ludziach straconych (podobnie choćby do „Szczęścia” Bohdana Slámy). Opacznie do założeń zdają się oni bohaterami, którzy przywykli do dokładnie takiego stylu życia, a ich mały świat, choć pełen niedogodności, jest ich wyborem.

Dira

Film ten ma być czeskim hitem. Jednak historii tej nie ratuje ani Tatiana Vilhelmová, ani Ivan Trojan. „Díra u Hanušovic” pełna jest niewykorzystanych, ciekawych fabularnie elementów. Dodatkowo obraz ten to też męskie, mizoginiczne spojrzenie na świat, świat, w którym kobiety to jeden podły, łatwy gatunek.

Festiwal w Karlowych Warach to impreza o niewątpliwie doskonałym międzynarodowym charakterze. Festiwal ten hołubi przy tym kino krajowe. I doskonale, że to robi. Daje mu swoją, odrębną sekcję (w tym roku dziewięć tytułów) oraz pozostawia miejsce w innych, w tym w Konkursie Głównym. Najnowsze czeskie produkcje niestety dalekie są od najlepszych obrazów poprzedniej dekady. Czesi odchodzą od tragikomedii i czarnego humoru, wydawałoby się, tak bliskich ich narodowemu charakterowi. Dziś tworzą raczej nieudane dramaty. Jakaś głęboka siła pcha ich, by próbować. Próbować tworzyć smutne, przepełnione sentymentem obrazy pozbawione unikalnej wrażliwości, która towarzyszyła starszym filmom. Być może ich natura – śmiejących się bestii uległa nagłej zmianie?

Beata Poprawa

Cytat z początku relacji pochodzi z książki Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”, rozdział pt. Wytwórnia śmiechu.

49. MFF KV: Opera z mydła – Donżuani (Donšajni) Jiří Menzel [Recenzja]

Z każdą minutą „Donżuanów” Jiřego Menzla coraz bardziej zadziwia nas to, że ten sam twórca przed laty stworzył filmy takie jak”, „Skowronki na uwięzi” czy „Postrzyżyny”. Pierwszy film na podstawie oryginalnego scenariusz czeskiego twórcy zmusza nas do tego, by powiedzieć: Panie Menzlu, w tej kwestii zaufaj innym.

Do małego czeskiego miasteczka ze Stanów Zjednoczonych wraca Jakub (Martin Huba), który stawiał swoje pierwsze kroki jako aktor w lokalnym teatrze miejskim. Ma być gwiazdą operowej adaptacji „Don Giovanniego”. Przyjeżdża na zaproszenie reżysera Vítka (Jan Hartl), który opery nie znosi. Kocha za to operowe śpiewaczki. Przyglądamy się również historii ekscentrycznej Makréty (Libuše Šafránková), która do małego operowego występu przygotowuje dziecięcy chór. Film Menzla niemal pozbawiony jest fabuły. To, co nie jest operową próbą, składa się na słaby serialowy odcinek. Co się tyczy gatunku, ze znakiem zapytania możemy mówić o komedii operowej połączonej z lekką satyrą.

Donsajni4

W filmie tym po latach od popularnej komedii Menzla „Wsi moja sielska, anielska” spotkała się para aktorów – Libuše Šafránková i Martin Huba. Aktorzy ci jako jedyni mają coś do grania. Pozostałe postaci, Ivana Chýlková w roli córki głównej bohaterki i zmarła niedawno Jiřina Jirásková, filmowa matka Markéty przemykają jedynie po ekranie. Aktorzy zdawałoby się drugoplanowi i śpiewacy mogli zadowolić się jedynie rólkami statystów. Jan Hartl, od którego historia zaczyna się, wcielił się w rolę narratora historii – znaczną część fabuły stanowi bowiem opowiadana przez niego, wprost do kamery, nużąca historia.

„Donżuanów” można przyrównać jedynie do filmopoodbnych późnych „dzieł” Jerzego Gruzy (reżysera takich hitów jak „Gulczas, a jak myślisz” czy „Yyyyreek!!! Kosmiczna nominacja”). Szkoda tylko, że „serial” Menzla zatrzymuje nas w kinie aż na 100 minut.

„Dunżuani” to fantazja erotyczna podstarzałego reżysera, czego ucieleśnieniem jest scena, w której roznegliżowane śpiewaczki padają na łóżko z ariami operowymi na ustach. Jak dalekie to od subtelności sceny nabijania stempli na pupce uroczej niewiasty w „Pociągach pod specjalnym nadzorem”. Co gorsza współczesny erotyzmMezla ma charakter buduarowo-pościelowy. Jedynym pocieszeniem pozostały humorystyczne, powracające sceny, w których Vítek podaje swoim kąpiącym się kochankom koszyczek z zapakowanymi, nowiuśkimi szczoteczkami. To na osłodę zmordowanego tą przygodą widza.

Dosajni3

Szkoda też, że Menzel tworząc historię o donżuaństwie nie może się zdecydować czy pochwala taki styl bycia i życia, czy też odrzuca go. Pokazując życiową sytuację głównej bohaterki, niemal przenoszącą się na życie jej córki i wnuczki stawia jedynie wątpliwą tezę, iż miłość do donżuanów przechodzi wraz z genami. Równie niejednoznaczne stanowisko ma czeski reżyser do samej opery. Z jednej strony w tle wybrzmiewają arie z największych dzieł. Z drugiej, tworząc bliską pastiszowi operową komedię, w której to adaptacja „Don Giovanniego” ma odbyć się w tekturowych dekoracjach bez wyrazu, ma być odegrana przez gwiazdy zatrudnione przez Vítka raczej na podstawie swych łóżkowych niż operowych dokonań, jawnie kpi z niej. Jako wisienkę na torcie Menzel stawia krzywdzącą i anachroniczną tezę: Operowa gra to tylko nieznaczny dodatek do muzyki.

Pociesza jedynie fakt, że film w Czechach – jedynym kraju dystrybucji – zarówno przez widzów jak i krytyków został jednoznacznie uznany za pomyłkę (średnia 3/10 na ČSDB). Co więcej z początkiem roku gromki śmiech wzbudziła informacja o tym, iż to właśnie „Donżuani” reprezentują Czechy w starciu o Oskara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Kandydatura zdaje się zaproponowana ze względu na nazwisko twórcy – opera z mydła pozostanie jednak jedynie niespieralną plamą na jego filmografii.

Beata Poprawa

Donżuani (Donšajni)

  • reżyser: Jiří Menzel
  • premiera: 19 września 2013 (świat)
  • produkcja: Czechy

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑