CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Po ślubie” Jana Hřebejk

​​Już w środę, 10 września o godzinie 20:00 zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła! Pokażemy film 
 

„Po ślubie”

 
 autorstwa laureata 3 Czeskich Lwów, Jana Hřebejka („Pupendo”, „Czeski Błąd”, „Pod jednym dachem”) 
 
honeymoon1
Małe, czeskie miasteczko wypełnia się dźwiękiem dzwonów kościelnych. Tereza ma na sobie piękną, białą suknię. Radim w dobrze skrojonym garniturze wygląda jak książę z bajki. Lato jest w pełni. Wszystko zapowiada, że młodą parę czeka najszczęśliwszy dzień w życiu. Wreszcie mają to z głowy – wzdycha siostra panny młodej. W odpowiedzi słyszy jednak: Przecież dopiero teraz się zacznie. Wraz z tymi słowami w słoneczny dzień wkrada się cień. W relacjach między bohaterami długo oczekiwanej ceremonii zaczyna kiełkować niepokój. Ziarno niepewności zasiewa dziwny, ubrany na czarno mężczyzna, który najpierw pojawia się w kościele, a potem jedzie za weselnym korowodem do domu na wsi. Jest obcym, którego ewidentnie należy się bać. Nikt go nie zna. Pan młody twierdzi, że go nie pamięta, choć tajemniczy Jan Benda utrzymuje, że jest jego szkolnym kolegą. Niechęć otoczenia nie odwodzi niechcianego gościa od wspólnego ucztowania i beztroskiej zabawy z dziećmi. Jego uporczywa obecność sprawia jednak, że weselna atmosfera napina się jak struna, która nie chce pęknąć. Wszystko się zmienia, kiedy panna młoda odkrywa prezent, jakim osobliwy mężczyzna postanowił obdarować ją i jej męża. Czy otwiera wówczas puszkę Pandory? 
 
„Po ślubie” jest filmem zwodniczym. Hřebejk myli tropy, zwodzi na manowce. Seans rozpoczyna się niczym niezbyt oryginalna komedia romantyczna ze wzorcową, „amerykańską” sceną kościelnego ślubu oraz przysięgi małżeńskiej, szybko dryfuje jednak w stronę kina obyczajowego, dramatu, wreszcie horroru. I w każdej z tych odrębnych sekwencji gatunkowych pozostaje integralną całością. (Łukasz Maciejewski, „Dziennik. Gazeta Prawna”) 
 
„Po ślubie” Hřebejka można przede wszystkim traktować, jako satyrę na laickie i liberalne społeczeństwo czeskie, w którym obywatele piętnują nietolerancję, ale pod własnym dachem są w stanie przemilczeć bardzo dużo. Skądinąd wszystkie skrzętnie ukrywane przez bohaterów filmu przywary i fobie w Polsce funkcjonują na co dzień. (Joanna Ostrowska, Interia.pl) 
 
Twórcy budują napięcie tak doskonale, że chciałoby się przyspieszyć wszystkie przerywniki, żeby dowiedzieć się, jakie tajemnice skrywa ten dom. (Ewa Wildner, Stopklatka.pl) 
 
_______
 
Prelekcję do filmu wygłosi dziennikarz filmowy i animator kultury, Jacek Dziduszko.
 
Po filmie zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazanie biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie (u. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
 
_________
 
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Po ślubie” Jana Hřebejka 
środa, 10 września, godz. 20:00 
Kino Wisła, plac Wilsona 2 
bilety: 12 zł
Reklamy

49. MFF KV: Czesi grzeszą – Relacja z festiwalu

Gdyby w Czechach powstało rocznie tylko pięć komedii i żaden film innego gatunku, mówiłoby się, że kinematografia miała udany rok. Brak wystarczającej ilości dowcipów w filmie najprawdopodobniej należy według Czechów do siedmiu grzechów głównych. Najnowsze produkcje naszych południowych sąsiadów przestały być zabawne i odróżnieniu od obrazów z lat 90. są to głównie dramaty. Akcja wielu z nich rozgrywa się w teraźniejszości, a jednak z różnych powodów ich bohaterowie wracają do przeszłości.

Film „Klauni” Viktora Tauša upada już na poziomie pomysłu. Klauni bowiem w dzisiejszych czasach nie budzą już ani śmiechu, ani wzruszenia. Trzej starsi panowie – Max (Oldrich Kaisel), Oskar (Didler Flamand) i Viktor (Jíři Lábuš) grali przed laty w grupie BUSTERS. Ich występy były niechybnymi przejawami wolności w nieruchomym systemie komunistycznym. Wraz z jego końcem , skończyło się też coś między przyjaciółmi. Teraz, po 30 latach spotykają się, a spotkanie to zmusza ich do niełatwej konfrontacji. Szkoda, że miłość Tauša do starych filmów nie przełożyła się na realizacje „Klaunów. Filmu, który w reżyserskich założeniach miał być sentymentalnym obrazem o miłości i nienawiści. Obraz ten stopniowo zbacza z historii grupy, rozdzielając się na trzy historie prywatne.

Klauni

Miłość osnuta sentymentem to temat jednego z trzech wątków – losów Viktora i jego chorej na Alzheimera żony. Już samo mieszkanie pary przypomina skład pamiątek, niepozornych pokrytych kurzem bibelotów. Wśród nich jest lusterko, pod którym stoi zdjęcie uśmiechniętej, młodej i szczęśliwej dziewczyny. W nim przegląda się kobieta schorowana i niezdolna spostrzec, że to jej własny wizerunek. To jedna z najtrafniejszych scen „Klaunów”. Film ten jest niestety technicznie efekciarski, przez co znacząco traci. Reżyser celowo używa komicznego wykrzywienia (krzywe kadry, nietypowe ujęcia). Problem tkwi też w złamaniu gatunkowej jedności i nieudolnej próbie spojenia komedii i dramatu.

Krásno” Ondřeja Sokola to historia powrotu dwóch bohaterów (w rolach tych sam Ondřej Sokol i Martin Finger) do rodzinnego Šumperka, nad jezioro o tytułowej nazwie. Miasta, w którym przed laty w Krasně znaleźli matkę jednego z nich. Michal jest przeświadczony, że za tragedią tą stoi jego ojciec, który umiera w dzień powrotu. Dla bohaterów to wejście w małomiasteczkowy świat,, od którego tak łatwo przed laty uciekli. Film ten to niewątpliwie obraz najbliższy dawnym, dobrym czeskim filmom. Sokol umiejętnie łączy bowiem sceny zabawne i smutne. Przełamuje konwencje, utrzymując skupienie widza. Ponadto w umiejętny sposób buduje, zabarwione sepią sceny retrospektywne.

Krasno

Do przeszłości wracają też bohaterowie „Donżuanów” Jiřego Menzla. Do małego czeskiego miasteczka ze Stanów Zjednoczonych wraca Jakub (Martin Huba), którego pierwsze aktorskie kroki sięgają lokalnego teatru miejskiego. Dziś ma być gwiazdą operowej adaptacji „Don Giovanniego”. Powrót do miasta, w którym spędził młodość to spotkanie pierwszych kochanek. A miłość czy to przygodna, czy trwała nieść może za sobą jasne konsekwencje. Film czołowego czeskiego twórcy lat 60. załamuje. Załamuje w nim sposób podejścia do operowego tematu, sztuczna aktorska gra i tekturowe dekoracje, w których zaaranżowana jest większość scen. Film ten pokazuje jednak, że powrót do przeszłości może mieć pozbawiony goryczy smak. [Więcej o „Donżuanach” w recenzji tutaj]

W sentymentalnym nastroju pozostajemy z bohaterami „Milostnych písni” Bohdana Karáska, wyróżnionego wśród tegorocznych dyplomowych filmów FAMU . Tu zarówno przestrzeń jak i sama historia wprowadzają nas w nieco sentymentalny nastrój. Akcja dzieje się w mieszkaniu, w którym czas niemal zatrzymał się – pełnym meblościanek, wersalek i smutno-brunatnych barw. W miejscu tym spotykają się trzy osoby: młody chłopak (Miroslav König), kobieta, która mogłaby być jego matką (Taťjana Medvecká) i jej partner (František Host). Film ten daleki jest perfekcji, nagrany w żółtym świetle, bliski home video jest męczący, dobrze oddaje jednak duchotę przestrzeni. Od początku relacja bohaterów jest dla nas niewiadomą a zagadka ta wyjaśnia się niemal z końcem fabuły, na co musimy czekać dość długo. Dopiero zakulisowa rozmowa w kuchni odkrywa skrywany sekret. To dopiero początki młodego reżysera, biorąc pod uwagę spójność fabuły i formy to ciekawa próba.

W nastroju smutnej tajemnicy z przeszłości pozostaje obraz „Maria Stock” Jana Březiny. Główny bohater – Milan przyjeżdża do opuszczonej wsi, gdzie poznaje tajemniczą Hildę. Zarówno on (Jan Strejcovský) jak i rudowłosa, o niebanalnej urodzie dziewczyna (Kamila Trnková) pragną zatrzymać nas na dłużej. Mają bowiem w sobie pierwiastek odrobinę hipnotyzujący widza. Film utrzymany jest w wypłowiałych barwach, które komponują się z późnojesiennym czasem akcji i nadają obrazowi sentymentalny klimat. Szkoda tylko, że „Maria Stock” w pewnym momencie odpływa w nierealność. Tym ciężej zaakceptować ten fakt, że był to zabieg celowy, sam reżyser powiedział: Stworzyłem film, który nie ma być zrozumiały, to obraz festiwalowy, który ma być bliższy kinu artystycznemu.

Na innym biegunie znajduje się film „Jako nikdy” Zdeňka Tyca. To historia zgorzkniałego malarza – Vladimira Holasa (Jiří Schmitzel), któremu towarzyszą dwie kobiety, Karla (Petra Špalková) była studentka artysty i jego partnerka i Jaruna (Taťjána Medvecká) pielęgniarka i dawna kochanka. Obie bohaterki są elementami przynależącymi do przeszłości głównego bohatera. Jaruna przypomina mu młodzieńcze czasy pierwszych miłości, Karla okres pracy na uniwersytecie, lata tworzył najdoskonalsze dzieła. Choć oczekiwaniem reżysera było poruszyć, uświadomić, że w każdym człowieku tkwi ukryty diament, to los do granic zgorzkniałego, nieprzyjemnego, agresywnego bohatera jest nam w najlepszym wypadku obojętny, a większość z nas czeka na śmierć artysty i oswobodzenie unieszczęśliwionych przez niego kobiet. Film Tyca pozostaje zupełnie nieprzekonujący w zakresie motywacji postępowania i powiązań bohaterów. Pełna pseudosymboli opowieść jest rozmyty i pusty.

Jako nikdy

Między zastygnięciem w przeszłości a trudną teraźniejszością znajduje się „Díra u Hanušovic” Miloslava Krobota. Niedoszła nauczycielka niemieckiego Maruna (Tatiana Vilhelmová) pracuje w wiejskiej gospodzie, które jest głównym miejscem spotkań. Rozchwiana emocjonalnie kobieta miota się między myśliwym-starostą (Ivanem Trojanem), który większość swojego czasu spędza, czekając na swojego jelenia, uznawanym za miejscowego błazna Olinem (Jaroslav Plesl) a lokalnym kobieciarzem (Lukáš Letinák).

Akcja filmu toczy się nieopodal Hanušovic w Sudetach. Rozwój tego rejonu został wstrzymany w okresie II Wojny Światowej i tak pozostało do dziś. Całą wieś tworzą ludzie, którzy w wyniku politycznych decyzji zostali przeniesieni z miejsc, w których faktycznie były ich korzenie. Na ziemiach tych dochodziło do przemieszenia różnych typów ludzi z odmiennych środowisk. W tych warunkach jest dużo agresji, alkoholizmu i innych nałogów. Są tutaj ludzie, który i w tych warunkach próbują się nie poddawać i zmieniać swoje życie – twierdzi scenarzysta filmu Lubomir Smékal. Co pozostaje jednak z tych słów, gdy widz od początku ma wrażenie, że to raczej film o ludziach straconych (podobnie choćby do „Szczęścia” Bohdana Slámy). Opacznie do założeń zdają się oni bohaterami, którzy przywykli do dokładnie takiego stylu życia, a ich mały świat, choć pełen niedogodności, jest ich wyborem.

Dira

Film ten ma być czeskim hitem. Jednak historii tej nie ratuje ani Tatiana Vilhelmová, ani Ivan Trojan. „Díra u Hanušovic” pełna jest niewykorzystanych, ciekawych fabularnie elementów. Dodatkowo obraz ten to też męskie, mizoginiczne spojrzenie na świat, świat, w którym kobiety to jeden podły, łatwy gatunek.

Festiwal w Karlowych Warach to impreza o niewątpliwie doskonałym międzynarodowym charakterze. Festiwal ten hołubi przy tym kino krajowe. I doskonale, że to robi. Daje mu swoją, odrębną sekcję (w tym roku dziewięć tytułów) oraz pozostawia miejsce w innych, w tym w Konkursie Głównym. Najnowsze czeskie produkcje niestety dalekie są od najlepszych obrazów poprzedniej dekady. Czesi odchodzą od tragikomedii i czarnego humoru, wydawałoby się, tak bliskich ich narodowemu charakterowi. Dziś tworzą raczej nieudane dramaty. Jakaś głęboka siła pcha ich, by próbować. Próbować tworzyć smutne, przepełnione sentymentem obrazy pozbawione unikalnej wrażliwości, która towarzyszyła starszym filmom. Być może ich natura – śmiejących się bestii uległa nagłej zmianie?

Beata Poprawa

Cytat z początku relacji pochodzi z książki Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”, rozdział pt. Wytwórnia śmiechu.

49. MFF KV: Opera z mydła – Donżuani (Donšajni) Jiří Menzel [Recenzja]

Z każdą minutą „Donżuanów” Jiřego Menzla coraz bardziej zadziwia nas to, że ten sam twórca przed laty stworzył filmy takie jak”, „Skowronki na uwięzi” czy „Postrzyżyny”. Pierwszy film na podstawie oryginalnego scenariusz czeskiego twórcy zmusza nas do tego, by powiedzieć: Panie Menzlu, w tej kwestii zaufaj innym.

Do małego czeskiego miasteczka ze Stanów Zjednoczonych wraca Jakub (Martin Huba), który stawiał swoje pierwsze kroki jako aktor w lokalnym teatrze miejskim. Ma być gwiazdą operowej adaptacji „Don Giovanniego”. Przyjeżdża na zaproszenie reżysera Vítka (Jan Hartl), który opery nie znosi. Kocha za to operowe śpiewaczki. Przyglądamy się również historii ekscentrycznej Makréty (Libuše Šafránková), która do małego operowego występu przygotowuje dziecięcy chór. Film Menzla niemal pozbawiony jest fabuły. To, co nie jest operową próbą, składa się na słaby serialowy odcinek. Co się tyczy gatunku, ze znakiem zapytania możemy mówić o komedii operowej połączonej z lekką satyrą.

Donsajni4

W filmie tym po latach od popularnej komedii Menzla „Wsi moja sielska, anielska” spotkała się para aktorów – Libuše Šafránková i Martin Huba. Aktorzy ci jako jedyni mają coś do grania. Pozostałe postaci, Ivana Chýlková w roli córki głównej bohaterki i zmarła niedawno Jiřina Jirásková, filmowa matka Markéty przemykają jedynie po ekranie. Aktorzy zdawałoby się drugoplanowi i śpiewacy mogli zadowolić się jedynie rólkami statystów. Jan Hartl, od którego historia zaczyna się, wcielił się w rolę narratora historii – znaczną część fabuły stanowi bowiem opowiadana przez niego, wprost do kamery, nużąca historia.

„Donżuanów” można przyrównać jedynie do filmopoodbnych późnych „dzieł” Jerzego Gruzy (reżysera takich hitów jak „Gulczas, a jak myślisz” czy „Yyyyreek!!! Kosmiczna nominacja”). Szkoda tylko, że „serial” Menzla zatrzymuje nas w kinie aż na 100 minut.

„Dunżuani” to fantazja erotyczna podstarzałego reżysera, czego ucieleśnieniem jest scena, w której roznegliżowane śpiewaczki padają na łóżko z ariami operowymi na ustach. Jak dalekie to od subtelności sceny nabijania stempli na pupce uroczej niewiasty w „Pociągach pod specjalnym nadzorem”. Co gorsza współczesny erotyzmMezla ma charakter buduarowo-pościelowy. Jedynym pocieszeniem pozostały humorystyczne, powracające sceny, w których Vítek podaje swoim kąpiącym się kochankom koszyczek z zapakowanymi, nowiuśkimi szczoteczkami. To na osłodę zmordowanego tą przygodą widza.

Dosajni3

Szkoda też, że Menzel tworząc historię o donżuaństwie nie może się zdecydować czy pochwala taki styl bycia i życia, czy też odrzuca go. Pokazując życiową sytuację głównej bohaterki, niemal przenoszącą się na życie jej córki i wnuczki stawia jedynie wątpliwą tezę, iż miłość do donżuanów przechodzi wraz z genami. Równie niejednoznaczne stanowisko ma czeski reżyser do samej opery. Z jednej strony w tle wybrzmiewają arie z największych dzieł. Z drugiej, tworząc bliską pastiszowi operową komedię, w której to adaptacja „Don Giovanniego” ma odbyć się w tekturowych dekoracjach bez wyrazu, ma być odegrana przez gwiazdy zatrudnione przez Vítka raczej na podstawie swych łóżkowych niż operowych dokonań, jawnie kpi z niej. Jako wisienkę na torcie Menzel stawia krzywdzącą i anachroniczną tezę: Operowa gra to tylko nieznaczny dodatek do muzyki.

Pociesza jedynie fakt, że film w Czechach – jedynym kraju dystrybucji – zarówno przez widzów jak i krytyków został jednoznacznie uznany za pomyłkę (średnia 3/10 na ČSDB). Co więcej z początkiem roku gromki śmiech wzbudziła informacja o tym, iż to właśnie „Donżuani” reprezentują Czechy w starciu o Oskara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Kandydatura zdaje się zaproponowana ze względu na nazwisko twórcy – opera z mydła pozostanie jednak jedynie niespieralną plamą na jego filmografii.

Beata Poprawa

Donżuani (Donšajni)

  • reżyser: Jiří Menzel
  • premiera: 19 września 2013 (świat)
  • produkcja: Czechy

Czeskie Środy w Kinie Wisła – Lemoniadowy Joe

Film Lipskiego jest jedną z najsłynniejszych komedii z poprzedniego ustroju – zabawną parodią popularnych, zachodnich gatunków (western, musical) powstałą za żelazną kurtyną w czasach kiełkującej Nowej Fali.
lemonade joe-02
 
Do Tiger-Saloonu (…), gdzie w tempie niebywałym i trybie nieustającym tłuką się i piją kowboje, wkracza szlachetne dziewczę Winnifred w towarzystwie sędziwego ojca o twarzy łagodnej i naznaczonej cierpieniem. Są oni niby pierwsi chrześcijanie wśród rzymskich żołdaków: niezrozumiali w swej czystości, śmieszni w swej niezłomnej wierze; bo cóż głoszą? Że trzeba porzucić whisky i pić tylko bezalkoholową lemoniadę. Kowboje – jak na kowbojów przystało – przyjmują tę parę proroków z szyderstwem i pogardą, i kto wie jakie ofiary musiałaby ona złożyć na bezalkoholowym ołtarzu, gdyby w saloonie nie zjawiła się nowa postać. Jest to młodzieniec o urodzie efeba i sile Herkulesa, ideał strzelca i wzór dżentelmena, Lemoniadowy Joe. Bo Joe, na którego widok bledną najwięksi awanturnicy, którego kocha, rzecz prosta, Winnifred, pije jedynie lemoniadę. Ta lemoniada, którą zwie Kolaloka, jak mityczne źródło Hippokrenem, darzące natchnieniem poetów, jemu daję siłę ducha, męstwo i szlachetność. Pijcie Kolalokę – woła piękny Joe, i nikt nie śmie mu się sprzeciwić. (…) Znakomite zakończenie filmu „Lemoniadowy Joe” – reżyseria Oldřich Lipský, scenariusz Jiři Brdečka, wespół z Lipskim – przydaje ich parodii westernu akcent nie oczekiwany i zaskakujący. Od pierwszego kadru byliśmy bowiem przygotowani na serię przerysować i gagów (…), których jedynym i wystarczającym, zdawałoby się, celem miało być wydobycie maksimum komizmu z wątków Dzikiego Zachodu. (…) Jednakże okazało się, że czeskim filmowcom nie było tego dość; że chcieli zabawy, ale z morałem; że ich parodię miał zamknąć końcowy akcent satyryczny, który w gruncie rzeczy godzi już nie w sam gatunek (w oczywisty sposób im sympatyczny), ale w zasadę nadrzędną cywilizacji wspartej na interesie. (…) Zręczność „Lemoniadowego Joe” polega na tym, że ów morał (…), nie tylko nie został wyjawiony przed sceną końcową, ale doskonale mieści się w ramach przyjętej dla całego filmu stylistyki. (Joanna Guze, „Film” 1965, nr 34)
 
Prelekcję przed filmem wygłosi Jacek Dziduszko, dziennikarz filmowy i animator kultury.
 
Bilety na seans: 12 zł
 
Partner cyklu: Czeskie Centrum w Warszawie
__
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Lemoniadowy Joe”
środa, 9 lipca, godz. 20:00
Nove Kino Wisła, Plac Wilsona 2

Jesteśmy takie zepsute! – Stokrotki [RECENZJA]

Dla bohaterek filmu „Stokrotki” Věry Chytilovej wszystko jest niezobowiązującą, męczącą i nużącą psotą. Reżyserka odkrywa nowy nurt w Czechosłowackiej Nowej Fali a stworzona przez nią farsa na temat pasożytnictwa zdaje się bardziej aktualna dziś niż w roku 1966, gdy powstała.

Chytilová ukazuje stan zaklęcia dwóch dziewcząt (Ivana Karbanová, Jitka Cerhová). Analizuje ich puste, jałowe i egoistyczne, skupiające się na biologicznych potrzebach, egzystowanie. Charakterologicznie, obrazowane niczym marionetki, niemal lustrzanie podobne bohaterki, stale wykonują te same trywialne czynności. Krążą między łóżkiem, łazienką, restauracjami i pływalnią, beztrosko powtarzając: Jesteśmy takie zepsute! I ani myślą opuszczać swój mały, perfekcyjny świat. W ich rzeczywistości niemal nie istnieją inni ludzie, ci którzy pojawiają się w kadrach są tylko nieistotnymi pionkami. Mężczyźni stanowią jedynie mało istotne źródła pożywienia i tylko, gdy ignorują dziewczęta, wywołują krótkotrwałe zainteresowanie.

stokrotki1

Film ma charakter eksperymentalny. O jego nietypowym klimacie świadczy wieńcząca dedykacja: Tym, którzy żołądkują się tylko nad rozdeptaną sałatką. Z pozornie niespójnych ujęć wyłania się poszatkowana fabuła z elementami moralitetu, w której istnieje wyłącznie subiektywna prawda, prawda o życiu dwóch sprytnych dziewcząt, które czerpią korzyści ze swojego seksapilu i uroku. Obraz ten ukazuje powierzchowność przyjętego trybu życia, niebezpieczeństwo pragnienia posiadania, zmuszającego do wiecznych póz a tym samym niemożność bycia sobą.

Bohaterki Chytilovej wykraczają przeciwko każdemu z siedmiu grzechów głównych. Nie sposób nie dostrzec ich pychy, chciwości, wzajemnej zazdrości, nieczystości, momentów gniewu a nade wszystko zaznaczonego w licznych scenach łakomstwa i lenistwa. Marie (I i II – takie imiona noszą dziewczęta) są odbiciem Anny I i Anny II „Siedmiu grzechów głównych” Kurta Weilla i Bertolda Brechta.

Stokrotki2

Młoda Věra Chytilová niewątpliwie należała do pokolenia czeskich twórców lat 60., którzy nie byli naśladowcami starej Nowej Fali, lecz próbowali iść pod prąd. Na jednym biegunie znajdowały się wówczas filmy symboliczne i alegoryczne o ambicjach filozoficznych Věry Chytilovej czy Jana Němca, na drugim zaś realistyczne obrazy Jiřego Menzla czy Miloša Formana. Mimo przepaści dzielącej te obrazy, łączy je nowofalowa inspiracja wychodząca od pozornej obserwacji człowieka, drobnej subiektywnej ekspresji, która zmierza w stronę głębszej analizy rzeczywistości i człowieczeństwa. Ten filmowy nurt zwraca się zatem w kierunku odwrotnym niż czechosłowackie kino sprzed pięciu lat, z charakterystyczną ironią, apatią i sceptycyzmem w odbiorze realiów.

Zadziwiająca jest niebywała aktualność, stworzonych w 1966 roku „Stokrotek”. Film mówiący o amoralnym nihilizmie swego okresu, jeszcze lepiej odnajduje się we współczesnych czasach konsumpcjonizmu i wykraczania poza wszelkie dozwolone granice. Dziś upadek ducha ludzkiego reprezentowany przez bohaterki „Stokrotek” jest w rzeczywistości dużo bardziej zwyrodniały. Ach zróbmy coś wielkiego i pozostańmy zepsute!

Beata Poprawa

Film był pokazywany w ramach Czeskich Śród w Kinie Wisła. Czechofil.com jest patronem medialnym tego wydarzenia.

Stokrotki (Sedmikraski)

  • reżyser: Věra Chytilová
  • premiera: 30 grudnia 1966 (świat)
  • produkcja: Czechosłowacja

Kelner, płacić (Vrchní, prchni! 1980) czyli rzecz o sąsiedzie, który cię sprzeda [RECENZJA]

Uciążliwy sąsiad potrafi dopiec każdemu. Myślisz sobie: takiego lepiej omijać szerokim łukiem… Nic z tego, dopadnie Cię i tak, niszcząc Ci życie. Taką oto smutną historię przeżył Dalibor Vrána, główny bohater filmu z 1980 pod tytułem Kelner, płacić! I choć według założeń miała to być wyśmienita czechosłowacka komedia, morał z niej płynie głęboki. 

k1

Wiodący ubogie życie dwukrotny rozwodnik i kobieciarz Dalibor (w tej roli amant czeskiego kina Josef Abraham) nie ma z czego płacić alimentów. Jeździ starym rozklekotanym rzęchem, ale żeby ruszyć musi najpierw prosić sąsiada o pchnięcie. Podczas spotkania z absolwentami jego szkoły dostrzega, jak bardzo jego życie jest nędzne. Udając przed innymi kogoś kim nie jest, zamierza zmienić w końcu swoje życie. Lecz nie bardzo ma pomysł w jaki sposób miałoby się to dokonać.

W momencie, gdy został mylnie wzięty za kelnera, a do jego kieszeni została wepchnięta zapłata, postanowił przybrać tę rolę by w końcu wydostać się z finansowego dołka. W przyjmowaniu należności od kilkuset praskich klientów stał się specjalistą. Robił to bardzo finezyjnie, a co najważniejsze pomysłowo. Stał się wrogiem publicznym numer 1 w praskim światku restauracyjnym. Gdy cały małżeński tapczan wypełnił się koronami, jego plan w mgnieniu oka zaczął się sypać…

Środowy filmowy wieczór w Kinie Wisła na Placu Wilsona przyniósł ogromną frekwencję. Każdy obecny na sali oczekiwał wyśmienitej rozrywki. Taka też została zaserwowana. Mówiąc terminologią kulinarną podczas tego wieczoru wszelkie przywary czeskiego społeczeństwa tamtego okresu, wszystkie jego bolączki, zostały wręcz podane na tacy. Rozkoszowaliśmy się świetnymi dialogami, zaskakującymi gagami oraz wartką akcją filmu Kelner, płacić! Salwom śmiechu nie było końca. To nic, że widziałem ten film po raz czwarty. Na wielkim ekranie robi spektakularne wrażenie.

I choć akcja filmu rozgrywa się ponad dwadzieścia lat temu, ma się wrażenie, że tylko ludzie się nie zmienili. Ludzkie historie, ludzkie problemy wciąż są takie same. A co najważniejsze – dziś tak samo jak kiedyś okazuje się, że nie wszystkim warto ufać. Wszak dobrobyt Dalibora trwał krótko tylko ze względu na „dobre serce” sąsiada z jednej kamienicy.

Kelner, płacić! to w Czechach film kultowy. Fani filmu spotykają się w restauracji Rotisserie na rogu Národní třídy i Mikulandské ulici. Miejsce to pojawiło się w filmie i istnieje do dziś. Po premierze filmu w Novém Městě nad Metují Jiří Menzel powiedział Zdeňkovi Svěrákovi: „Vidíš, takhle hezky bych to já nikdy nenatočil.” (Widzisz, ja bym tego tak świetnie nie nakręcił). W Karlowych Warach, gdzie odgrywa się finałowa scena, co roku organizowany jest pościg za kelnerem: kilkadziesiąt osób przebiera się w strój kelnera i biega wokół deptaku za tytułowym Daliborem Vráną.

k23

 

Czeskie Środy w Kinie Wisła: Kelner, płacić!

Zapraszamy na CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła
Najbliższe spotkanie: środa, 11 czerwca, godz. 20:00
Pokażemy film
KELNER, PŁACIĆ! (1980)
w reżyserii Ladislava Smoljaka
vrchni-prchni-foto-velke-na-web
Kolejne spotkanie w cyklu CZESKIE ŚRODY poświęcimy jednej z najzabawniejszych komedii powstałych u naszych południowych sąsiadów.
„Kelner, płacić!” (1980) powstał na podstawie scenariusza Zdenka Svěráka (pamiętny bohater „Koli”, wyreżyserowanego przez jego syna, Jana), a film wyreżyserował Ladislav Smoljak („Jára Cimrman śpi”).
Bohater, Dalibor (Josef Abrham) ma kłopoty finansowe. Dwukrotnie rozwiedziony miłośnik kobiet płaci ogromne alimenty, co fatalnie wpływa na stan jego portfela. Dalibor widzi to z całą jasnością, gdy spotyka się z dawnymi szkolnymi kolegami. Przypadkowe zdarzenie podsuwa mu pomysł na zebranie tak potrzebnych pieniędzy…
Znakomite gagi, świetne dialogi, absurd sączący się z ekranu niczym dobre piwo z kija i podprogowe żarty z czeskiej rzeczywistości poprzedniej epoki. Film, na którym będziecie się śmiać od pierwszej do ostatniej minuty!
Film zaprezentujemy z lektorem.
Partner cyklu: Czeskie Centrum w Warszawie
Patroni medialni: Stopklatka.pl, Czechofil.com, Novinka.pl
 
__
Czeskie środy w Kinie Wisła
„Kelner, płacić!” (1980, reż. Ladislav Smoljak)
środa, 11 czerwca, godz. 20:00
Kino Wisła, pl. Wilsona
bilety: tylko 12 złotych!
GLU33abd8_vrchni_prchni4

CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: Stokrotki (1966)

Zapraszamy na CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła
Najbliższe spotkanie: środa, 14 maja, godz. 20:00
pokażemy film
STOKROTKI (1966)
zmarłej niedawno Věry Chytilovej
7268293.3
 
Kolejne spotkanie w cyklu CZESKIE ŚRODY poświęcimy zmarłej w tym rokuVěrze Chytilovej, jednej z najwybitniejszych postaci czeskiego kina. W „Stokrotkach” Chytilová bawi się, obserwując dwie współczesne dziewczyny, które nie tylko nie chcą dorosnąć, ale jeszcze pragną być zdemoralizowane, co przychodzi im bez trudu. Atrakcyjne, pełne seksapilu dziewczyny naciągają starszych panów, z młodszymi prowadzą dwuznaczną grę. Im bardziej się demoralizują, tym mniejszą uwagę otoczenia zwracają. Ale chyba o nie im chodziło… Żywiołowy „dokument komediowo – filozoficzny”, jeden z symboli czechosłowackiej Nowej Fali.

Bezczelne, anarchiczne,  nihilistyczne, od strony formalnej  (znów Kučera jako operator, wtedy zresztą mąż Chytilovej) pełne takiej inwencji i fantazji, jakich się dziś nie spotyka: kolaż, surrealizm, mieszanie gatunków, a zarazem jedno z najbardziej przenikliwych studiów ludzkiej głupoty i destrukcyjnej siły, jaką ona niesie ze sobą. (Agnieszka Holland)

10168214_714179478623185_8667244430568601709_n
 
__
Czeskie środy w Kinie Wisła
„Stokrotki” (1966, reż. Věra Chytilova)
środa, 14 maja, godz. 20:00
Kino Wisła, pl. Wilsona, Warszawa
bilety: tylko 12 złotych!

16. Przegląd Filmowy Kino na Granicy

Hasłowy program tegorocznej edycji.

kng

Na początek retrospektywy. Przygotowujemy trzy, choć bohaterów będzie aż pięciu:

Dušan Hanák – niemal kompletna retrospektywa twórczości fabularnej i dokumentalnej słowackiego mistrza, który był chyba rekordzistą jeśli chodzi o czas przetrzymywania jego filmów na cenzorskich półkach, a paradoksalnie już od blisko 20 lat nie kręci filmów;
Janusz Majewski & Kurt Weber – wspólne dokonania tego niezwykłego reżysersko-operatorskiego tandemu, które przypadły na lata 60. XX wieku, a znajdziemy wśród nich i krótkometrażowe filmy science fiction, i najprawdziwszego… „Awatara”;
Franz Kafka & Jaroslav Hašek – wybór z najciekawszych środkowoeuropejskich ekranizacji prozy tych dwóch jakże różnych rówieśników, bo mało kto pamięta, że urodzili się w tym samym roku, a zmarli w odstępie półtora roku, i choć większość życia spędzili w Pradze, mało prawdopodobne, by kiedykolwiek się spotkali…
Świetna informacja jest następująca: panowie Hanák, Majewski i Weber (który urodził się w Cieszynie!) przyjadą nad Olzę, by spotkać się z Wami!

A co słychać w cyklach tematycznych?

W związku z przypadającą w tym roku okrągłą rocznicą wydarzenia, które na zawsze zmieniło kształt świata, ze szczególnym uwzględnieniem Europy Środkowej, przyjrzymy się, jak środkowoeuropejscy twórcy przedstawiali epizody I wojny światowej. Temu tematowi poświęcimy blok „Wielka Wojna 1914-1918”, trochę z przymrużeniem oka wywiedzionym z nostalgii za C. k. czasami, ale głównie zupełnie na poważnie, jak tego wymaga absurd i groza każdej wojny. Czy wiecie, że w 1805 roku Cieszyn był przez chwilę stolicą austriackiej monarchii?

W ramach cyklu „Granice i mury świata” anonsowaliśmy wprawdzie wyprawę do byłej Jugosławii, ale zmieniliśmy zdanie – chcemy pokazać Wam, co się dzieje we współczesnym kinie ukraińskim, bardzo rzadko obecnym na naszych ekranach. To nie będzie opowieść o podziałach, o tych niestety słyszymy i czytamy codziennie, ale próba udowodnienia, że ukraińskie kino nie tylko istnieje, ale i zdobywa festiwalowe nagrody, m. in. dwukrotnie w ostatnich 10 latach canneńską Złotą Palmę dla filmu krótkometrażowego.

Zainspirowani świetną książką dr Moniki Talarczyk-Gubały „Biały mazur. Kino kobiet w polskiej kinematografii”, szykujemy taki właśnie cykl – przypomnimy lub wręcz odkryjemy wraz z Wami dokonania niezwykłych artystek, mniej znanych jak Ewa Kruk („Palace Hotel”) czy Hanka Włodarczyk („Bluszcz”), i bardziej jak Agnieszka Holland czy Barbara Sass – choć w ich przypadku skupimy się na mniej popularnych tytułach.
O mnóstwie nowych filmów i akcencie węgierskim chyba nie musimy wspominać?

Jak wiadomo, nie samym filmem Kino na Granicy żyje. Oto nasz program muzyczny:
wtorek 29.04: Kieslowski (CZ)
środa 30.04:
Bokka (PL)
czwartek 1.05:
Zrní (CZ)
piątek 2.05:
Dr Misio (PL)
sobota 3.05:
Puding pani Elvisovej (SK)

Będą wystawy: fotografii Dušana Hanáka i przygotowana przez Muzeum Kinematografii w Łodzi „Polska, Europa, świat. Twarze Agnieszki Holland”, a także wydarzenia w ramach Biennale w Wenecji Cieszyńskiej, spotkania, promocje książek, biesiady.

 

16. Przegląd Filmowy Kino na Granicy – 29.04 – 04.05.2014 Cieszyn/Czeski Cieszyn

KnG---niedziela---0063_0

Piękne sarny umierają młodo – Śmierć pięknych saren – Recenzja

Umieć się cieszyć. Ze wszystkiego. Nie oczekiwać, że w przyszłości zdarzy się coś, co będzie prawdziwe. Możliwe bowiem, że prawdziwe przychodzi właśnie teraz, a w przyszłości nic piękniejszego już nie nadejdzie myśl ta widnieje w Muzeum Oty Pavla w Busztegardzie i stanowi esencje niezwykłego zbioru opowiadań czeskiego prozaika i publicysty. W Śmierci pięknych saren Pavel tworzy historię niebanalną i pełną humoru, choć niestroniącą od trudnej tematyki czasów zagłady.

Śmierć pięknych saren to historia opowiadana z perspektywy dziecka. Leon Popper – ojciec autora jest głównym bohaterem tej historii, dla czytelnika to „Tatuś”. Ota Pavel o swoim ojcu wypowiada się z czułą ironią, a dowodzi temu już nonsensowna dedykacja lektury: Mojej mamusi, która miała za męża mojego tatusia – Pavel na wstępie zaznacza kontrast między rodzicami, których tradycyjnie role są u Pavlów mocno zachwiane.

śmierć pięknych saren 3

Leon Popper, podobnie jak błędny rycerz Don Kichot, miał głowę pełną marzeń i planów. W trosce o los swojej rodziny podejmował kolejne próby interesu życia. Jako komiwojażer Elektroluxów czy lepów na muchy nigdy się nie poddawał. Po nieudanym interesie, z dziecięcym zapałem zabierał się za kolejny. Był człowiekiem rozmiłowanym w marzeniu i ufnym jak dziecko. Wizerunek nieudolnego ekonomicznie Żyda wyjątkowo odbiega od stereotypowego obrazu, do którego przyzwyczaiła nas kultura. Leon Popper był raczej nieudolny niż skuteczny a największą przeszkodą w osiągnięciu ekonomicznego sukcesu bohatera była jego dualistyczna natura. Sprzeczne cechy charakteru budziły w nim odwieczne dysonanse i przywodziły pytania: Czy istnieje sposób pogodzić, by pogodzić kupiecki spryt z naiwną wiarą w człowieka, pragmatyzm z intuicją, umiłowanie luksusu z miłością do przyrody, chęć wiecznej rywalizacji z marzeniem o spokoju. W prozie Pavla dostrzegamy, że nie każdy został stworzony, aby zbawiać świat.

Autor odmalował krainę szczęśliwości i umiejętnie przeniósł czytelnika w rejony młodości dziecięcego narratora: Mój tatuś już wtedy zrozumiał, że kiedyś mogę zobaczyć bulwary Paryża i drapacze chmur Nowego Jorku, ale już nigdy nie będę mógł całymi tygodniami mieszkać w chacie, gdzie pachnie w piecu chleb, a w kierzance ubija się masło, bo obok tych chałup będą kiedyś parkować skody, a w środku migotać telewizory i podadzą tu człowiekowi kiepską czarną kawę i niedopieczony chleb. Krystalicznie czysta woda w stawie, sarenki pasące się nad jej brzegiem, światło odbijające się od łusek ogromnych ryb, czas spokoju spędzony nad wodą, ujmująca cisza, zapach pachnącego chleba czy macierzanki budowały świat małego bohatera, a wspomnienia z dzieciństwa – zmityzowane, osnute mgłą miały łagodzić zło świata i stanowić barierę nie przebicia. Realność była jednak inna, gdzieś na świecie słychać było huki bomb i krzyki przerażonych ludzi. Holokaust to jedynie tło prozaicznych wydarzeń z życia Popperów. Przesunięcie wielkiej historii na dalszy plan jest charakterystyczną cechą filmu i literatury czeskiej, w których dopiero głębsze zastanowienie nad przedstawionymi realiami uświadamia realną nieznośność sytuacji.

śmierć pięknych saren 5

W 1987 roku Karel Kachyňa stworzył film na podstawie Śmierci pięknych saren. Lata normalizacji nie były jednak tymi złotym okresem w dziejach czeskiego kina i adaptacja okadzała się przeciętna, pozbawiona lekkości, uroku i plastyczności opisu zdarzeń, która urzekają u Pavla. Jedna z podstawowych różnic zawiera się w sposobie narracji. Reżyser nie próbuje konstruować świata przy pomocy środków odtwarzających perspektywę dziecka. W jednej z pierwszych scen ojciec w towarzystwie swoich synów podnosi do oczu lornetkę, przez nią obserwuje sarny pasące się na łące. Widok z lornetki sugeruje, iż rzeczywistość ukazana jest oczami mężczyzny. W literackiej wersji epizod ten znajduje się w połowie tekstu. W filmowej wersji scena ta powraca w ostatnich minutach. To celowy zabieg, mający znaczenie metaforyczne, bowiem to samo ujęcie ukazane po raz drugi zyskuje całkiem nowy sens. Dostrzegalne są również różnice w podejściu do faktów historycznych. W książce są one jedynie tłem, zaś w filmie stają się bardziej wyraziste. Jednoznacznie przedstawiony jest moment śmierci nazistowskiego zbrodniarza Richarda Heydricha i następujące po niej zdarzenia – pacyfikacja Lidic i Ležaków. Paradoksalnie adaptacja filmowa pomija powojenne czasy, ukazane w wersji literackiej. Kino czechosłowackie okresu normalizacji sprawia niekiedy wrażenie artystycznego przytłumionego, utemperowanego, co niestety dotyka również filmową Śmierć pięknych saren. 

śmierć pięknych saren 2

Szczególny charakter utworu Pavla bierze się również stąd, iż był on owocem leczenia, cierpiącego na chorobę psychiczną autora, który w ramach terapii miał spisać wspomnienia z dzieciństwa. I tak oto zrodził się Ota Pavel – pisarz. Zanim nim się stał, był komentatorem sportowym. Pisanie było jednak wytchnieniem na krótko. Pavel odszedł w wieku 42 lat.

Śmierć pięknych saren tchnie absolutnie nienaiwnym optymizmem, wszak Leon Popper twierdził, że nawet w przegranej jest wygrana i ta wygrana jest większa od przegranej. Ota Pavel doskonale wiedział, że najważniejsze i najlepsze chwile to te spędzone nad rzeką, z ojcem, matką i braćmi. Najszczęśliwszy był, gdy ojciec zabierał go na ryby i opowiadał jak polował na lwy w Afryce, chociaż tak naprawdę widział je tylko w zoo. Pavel pozostawił po sobie niewiele, jednak wartość napisanych przez niego dzieł porównywana jest do twórczości Bohumila Hrabala czy Ladislava Fuksa.

Autor: Beata Poprawa

Na podstawie: Śmierć pięknych saren w przekładzie Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego i Józefa Waczkowa, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2011

  • Tytuł: Śmierć pięknych saren (Smrt krásných srnců)
  • Reżyseria: Karel Kachyňa
  • Scenariusz: Karel Kachyňa
  • Premiera: 1 września 1987 (świat)
  • Produkcja: Czechosłowacja

Czeski przegląd w Kulturze!

Już w najbliższą niedzielę, 1.grudnia w warszawskim kinie Kultura rozpocznie się przegląd czeskiego kina. W programie znalazły się wyśmienite filmy wczesnej Czechosłowackiej Nowej Fali – Pociągi pod specjalnym nadzorem w reżyserii J. Menzla oraz. Konkurs M. Formana. Będzie to również niebywała okazja, by zobaczyć nowe, nieznane polskiej publiczności czeskie produkcje takie jak Kwietne pączki w reżyserii Z. Jiráska oraz Związani R. Spačeka. Kino Kultura przypomni również oskarową Kolę J. Svěráka oraz dwa obrazy J.Hřebejka – Pupendo oraz Świętą czwórcę. Przegląd potrwa do środy, 4. grudnia. Bilety są już dostępne w kasie Kina Kultura w cenie 8zł.

Szczegółowy program:

1 grudnia – Kino Kultura – uroczyste rozpoczęcie.
Narodziny Nowej Fali
18:00 Diamenty nocy 1964, reż. Jan Němec , 64’
20:00 Konkurs, 1963, reż. Miloš Forman, 82’

2 grudnia – Kino Rejs
Współczesne kino czeskie
18:00 Kwietne pączki 2011, reż. Zdeněk Jiráský,, 100’
20:00 Związani 2009, reż. Radim Špaček, 146′

3 grudnia – Kino Rejs
Kino Jana Hřebejka
18:00 Święta czwórca 2011, reż. Jan Hřebejk 78′
20:00 Pupendo 2003, Jan Hřebejk , 120′

4 grudnia – Kino Rejs
Oskarowe czeskie kino
18:00 Pociągi pod specjalnym nadzorem 1966, reż. Jiří Menzel, 89’
20:00 Kola 1996, reż. Jan Svěrák, 104′

Kino Kultura oraz Rejs mieszczą się obok siebie w Warszawie przy ul. Krakowskie Przedmieście 21/23.

kultura

Przegląd czeski w Kulturze to już czwarty w tym roku duży festiwal czeskiego filmu w Warszawie: w maju w kinie Iluzjon odbyła się retrospektywa filmów Jiřího Menzla, w czerwcu Czeski Przegląd Filmowy w kinie Praha, a we wrześniu Przegląd Nowego czeskiego Dokumentu w kinie Muranów.

Na podstawie: http://www.kinokultura.pl red. Beata Poprawa

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑