Obóz pracy w pardubickim Foxconnie?

Deutsche Welle dotarło do rozmówców, którzy informują o niewolniczych warunkach pracy w pardubickiej fabryce. To kolejny głos w dyskusji dotyczącej tego zakładu pracy. Już przed dwoma laty informowałem Was o tym, co czeka pracowników przekraczających progi Foxconnu [zdjęcia tylko dla ludzi o mocnych nerwach].

foxconn

Zdaniem informatorów DW we wspomnianym zakładzie normą są 12-godzinne zmiany. Pracownicy podczas pracy nie mogą się ze sobą porozumiewać, nie mogą też napić się wody. Pracownicy nie mogą korzystać również z przerw, a kierownictwo wciąż naciska na zwiększenie wydajności pracy. Za te wszystkie wyrzeczenia pracownicy otrzymują rzekomo wynagrodzenie w wysokości około 550 EUR czyli 14 tysięcy koron.

System premiowy istnieje, ale przyznanie bonusu zależy od wydajności całej grupy. W praktyce oznacza to, że jeśli choć jedna osoba nie wyrobi narzuconej normy, nikt z zatrudnionych nie dostanie dodatkowych pieniędzy.

Przedstawiciele firmy zapewniają jednak, że nie łamie żadnych przepisów oraz, że każdy pracownik ma półgodzinną przerwę na posiłek.

Oprócz Pradubic Foxconn ma swoje fabryki również w Kutné Hoře a także na Słowacji. 

WIĘCEJ: deutsche-welle.de [niem./ang.], idnes.cz [czes.]

Reklamy

Pardubice – miasto piernika

Ostatnie promienie słońca w tym roku udało mi się złapać w przepięknym mieście w środkowej części Republiki Czeskiej czyli w Pardubicach. Miasto nazywane jest czeskim odpowiednikiem naszego Torunia.

O Pardubicach słyszałem w zasadzie niewiele. Pierwszą i najważniejszą reczą jest fakt, że miasto słynie z produkcji pierników. Poza tym Pardubice rywalizują wciąż z sąsiednim miastem Hradec Králové. Spór trwa od dawna i w zasadzie ciężko jest mi połapać się o co tak naprawdę ci sąsiedzi się kłócą. Wokół sporu narosło wiele śmiesznych opowieści między innymi taka, że północne miasto nazywane jest Mechov z racji tego, że jego mieszkańcy nie znając papieru toaletowego podcierali się mchem…

A  wracając do samych Pardubic… Miasto okazało się bardzo ładne i przyjazne. Na początku przywitało nas komunistycznym dworcem. Na jednej ze ścian wciąż widniała mapa Czechosłowacji. Po krótkim spacerze Aleją Pokoju trafiliśmy na dawne stare miasto. Powitała nas Zielona Brama, która otworzyła nam drogę na Rynek. A sam Rynek zjawiskowy, jak to zwykle w czeskich miasteczkach. Odrestaurowane kamieniczki i ciasne uliczki. Właśnie takie piękne miejsca sprawiają, że uwielbiam odkrywać nowe miejsca w kraju naszych sąsiadów.

Kilkaset metrów dalej byłem już na dziedzińcu odrestaurowanego zamku. Trafiliśmy akurat na miejskie dożynki. Panie ubrane w regionalne stroje ludowe niosły zboże i chleb a kapela przygrywała im ludowe przyśpiewki. O takich atrakcjach każdy czechofil może tylko pomarzyć. Oprócz degustacji chleba można było skosztować lokalnych słodyczy (furorę zrobiły malutkie kuleczki nazwane „ciastkami weselnymi”) oraz piwa Pernštejn.

Zmęczeni wojażami usiedliśmy w restauracji na obiad. Tym razem hitem menu okazał się smażeny syr 🙂 Droga powrotna na dworzec minęła nam szybko, nie mogliśmy doczekać się żeby spróbować pardubickich pierników! Wybór był ogromny, na zakup pierników decydowaliśmy się tak długo, że pani sprzedająca je chyba powoli traciła cierpliwość. W końcu w naszych rękach znalazł się Krecik oraz piernikowy deser truskawkowy.
Powrót do Pragi był niezwykle komfortowy dzięki prywatnym pociągom RegioJet. Co jak co, ale České dráhy powinny zacząć się bać konkurencji. W cenie biletu dostaliśmy catering oraz poranne gazety.

 

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑