1938 r.

Tylko te państwa i narody odnoszą dzisiaj sukcesy i zwycięstwa, które umieją maszerować – pisał jesienią 1938 roku, po wkroczeniu polskiego wojska do Zaolzia, ówczesny tabloid „Kurier Czerwony”

„Bije godzina sprawiedliwości dziejowej” – obwieszczały nagłówki gazet, gdy wojska polskie przekraczały granicę czechosłowacką w Cieszynie. „Historyczny dzień odrodzonej Rzeczypospolitej”, „Paniczna ewakuacja Czechów”, „Zwycięska armia przyjęła prastarą ziemię Piastów”.

Chociaż nie padł ani jeden strzał i nie stoczono żadnej potyczki, prasa przedstawiała operację jako sukces militarny. „Dzień drugiego października 1938 r. zapisał się na kartach historii Żołnierza Polskiego nowym triumfem, a w historii Rzeczypospolitej Polskiej jako wydarzenie bardzo niezwykłej doniosłości” – pisał narodowo-katolicki „Mały Dziennik”.

W tym czasie marszałek Edward Rydz-Śmigły przemawiał do tłumów zgromadzonych w Warszawie na placu Piłsudskiego: „Dziękuję Wam, żeście przyszli tutaj, i oświadczam Wam, że ta sama radość, którą Wy dzisiaj odczuwacie i manifestujecie, jest i w moim sercu. Gdy patrzymy na minione dni, to widzimy jak gdyby palec Boży, zwrócony do narodu i pokazujący drogę, którą należy iść”. Odpowiedziało mu chóralne skandowanie: „Niech żyje polskie Zaolzie!”.

Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy

Spór między Polską i Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński ciągnął się od momentu powstania obu państw. Jak zwykle bywa w przypadku konfliktu o tereny etnicznie mieszane, racje były podzielone – oba rządy uzasadniały swoje roszczenia względami historycznymi, kulturowymi i gospodarczymi. W latach 1919-20 na obszarze tym toczyły się walki zakończone zaakceptowaniem przez Polskę i Czechosłowację arbitrażu Rady Ambasadorów mocarstw sprzymierzonych. Na mocy tej umowy Czechosłowacji przypadła bardziej uprzemysłowiona część Śląska Cieszyńskiego, w dodatku z przewagą ludności polskiej – zwłaszcza w dwóch powiatach, określanych odtąd mianem Zaolzia. Polska zgłaszała niepozbawione podstaw pretensje, że rząd w Pradze wymusił na niej podpisanie krzywdzącego traktatu, wykorzystując trudne położenie II RP toczącej właśnie wojnę z Rosją.

Mimo to następne lata stały się okresem poprawy stosunków, a nawet względnie zgodnej współpracy. Pogorszenie relacji nastąpiło dopiero w połowie następnej dekady. Polska zaczęła przypominać swoje roszczenia do spornych terytoriów. We wrześniu 1938 r. Hitler stanął w obronie rzekomo prześladowanej mniejszości niemieckiej w Sudetach, Anglia zaś i Francja poparły koncepcję rewizji czechosłowackich granic. Wówczas szef polskiej dyplomacji Józef Beck zażądał od prezydenta Edwarda Benesza, by mieszkańcy Zaolzia mogli korzystać z tych samych przywilejów, które staną się udziałem Niemców Sudeckich.

W kraju ruszyła wielka i bezprecedensowa kampania propagandowa pod hasłem „powrotu Śląska Zaolziańskiego do macierzy”. W miastach, miasteczkach, a nawet wsiach masowo zaczęły odbywać się – rzekomo spontaniczne – wiece ludności. „Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy” – pisano na transparentach. Mówcy, najczęściej lokalni politycy Obozu Zjednoczenia Narodowego, pomstowali na „czeski imperializm” (?) i przypominali o „prawie do samostanowienia” ludności polskiej.

W zgromadzeniach brały udział całe załogi fabryczne, pracownicy urzędów, członkowie organizacji społecznych, drużyny harcerskie. Niekiedy uczestnicy tych imprez dowożeni byli z innych miast specjalnymi pociągami. Zebrania przebiegały według jednego scenariusza, a rozmiary mobilizacji sugerowały, że „gniew narodu” reżyserowany był przez administrację państwową.

Prorządowa „Gazeta Polska” codziennie drukowała dziesiątki relacji utrzymanych w poetyce znanej później z czasów PRL-u: „W Mierzęcu koło Kielc zebrani w liczbie dwóch tys. chłopi uchwalili rezolucję, domagającą się odebrania Czechom Śląska Zaolziańskiego – rdzennie polskiej ziemi, oddając się pod rozkazy Marszałka Śmigłego-Rydza, »aby obalić słupy graniczne nad Olzą i wyzwolić naszych braci spod jarzma czeskiego «”.

Precz z Czechami

Gdy stało się jasne, że Praga będzie musiała ulec żądaniom Hitlera, rezolucje i artykuły stawały się coraz bardziej radykalne. Złożoną przez Benesza propozycję rozmów odrzucono z oburzeniem. „Na terenie całej Rzeczypospolitej Polskiej odbywają się spontaniczne manifestacje, w których jednogłośnie domagano się nie rokowań, ale czynu zbrojnego – pisał „Mały Dziennik”. – Hasło – »Idziemy na Czechy « – opanowało całe społeczeństwo, stało się jednym hasłem polskiego dnia”.

Antyczeskie pogróżki wypełniły prasowe łamy: „Praga kręci, szachruje i gra na zwłokę”, „Dobrowolnie albo siłą weźmiemy Zaolzie”. „Gazeta Polska” obwieszczała: „Przebudowa granic monstrum czesko-słowackiego, które stało się ogniskiem największych niebezpieczeństw dla pokoju Europy, wchodzi w końcową fazę konkretnych realizacji”.

22 września 1938 r. na pl. Piłsudskiego w Warszawie zgromadził się 250-tysięczny tłum (według oficjalnych danych) – była to największa manifestacja w dziejach II RP. Po wysłuchaniu przemówienia szefa OZN gen. Stanisława Skwarczyńskiego zebrani ruszyli w stronę Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych, wznosząc okrzyki: „Niech żyje Śmigły-Rydz!” i „Precz z Czechami!”. Marszałek pojawił się na balkonie i pozdrowił tłum: „Chcę stwierdzić, że uczucie patriotyzmu i poczucie godności narodowej, które są zasadniczym tonem waszych okrzyków i przepełniają waszą pierś – przepełniają dziś serce całego narodu”. Zebrani skandowali: „Wodzu, prowadź na Czechy!”.

Nazajutrz w całym kraju rozpoczęto formowanie „ochotniczego Korpusu Zaolziańskiego”. Przed punktami werbunkowymi ustawiały się kolejki, prasa zamieszczała entuzjastyczne reportaże. Wkrótce pod bronią zgromadzono 70 tys. ludzi, którzy – zgodnie z zapowiedziami propagandy – mieli przedrzeć się na Zaolzie i wzniecić powstanie.

„Jednakże nieliczne oddziały, które zdołały to uczynić, zostały odparte przez dobrze przygotowane oddziały czeskie i musiały szukać schronienia na terenie Polski – pisała historyczka Anna Cienciała. – Pojedyncze próby wywołania powstania podejmowane przez lokalną społeczność polską również nie przyniosły rezultatu. W ten sposób wysiłek [władz] zmierzający do zainicjowania »ogólnonarodowego zrywu « na Zaolziu spalił na panewce. Plan polskiej policji politycznej, częściowo wzorowany na metodach [nazistowskiej] Partii Niemców Sudeckich, był obliczony na zademonstrowanie światu, że przyłączenie Zaolzia do Rzeczypospolitej jest inicjatywą samych mieszkańców regionu”.

Więcej… wyborcza.pl/(…)Wodzu__prowadz_na_Czechy___polska_pr…

 czechy-niemcy.jpgcssr.jpg

Pepiki – Mariusz Surosz

Czechy i Słowacja to kraje najbliższe Polsce, nie tylko geograficznie, ale i kulturowo. Mariusz Surosz w swojej książce udowadnia jak mało wiemy o dziejach naszych sąsiadów. Autor przemierza XX stulecie przedstawiając barwnie, często okraszając anegdotami losy 17 niezwykłych postaci.
Pisze m. in: o astronomie, który porwał za sobą dziesiątki tysięcy Czechów i Słowaków, aby walczyć o utworzenie państwa, o największej miłości Franza Kafki, o playboyu, którego śmierć stała się symbolem końca demokracji w Europie Środkowej, o filozofie broniącym zakazanego przez władze zespołu rockowego, o murarzu, który został wydawcą książek i był za to prześladowany, o poecie – laureacie Literackiej Nagrody Nobla… Ale też o naziście, który nienawidził Czechów, a miał nad nimi władzę niemalże absolutną, i o komuniście, który zaprzedał swój naród.

Najbardziej znany polski czechofil – Mariusz Szczygieł napisał o książce: Autor nie tylko napisał alternatywny podręcznik historii Czechosłowacji, złożony z wnikliwych portretów, ale stanął do walki ze stereotypami.

Mariusz Surosz „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”.
Wydawnictwo: WAB.

SuroszPepiki_okl.png

Beskidy

… Ktoś powiedział, że Tatry to gotyk, Beskidy zaś – barok. Ów barok widzimy nie tylko w kształcie Beskidów, lecz spotkać go można na całej tej ziemi. Skądkolwiek na nią spojrzeć, płynie w miękkich – falistych – łagodnych liniach, i płynie, zdawałoby się na skraj świata…”

Gustaw Morcinek

800px-Gliederung_der_Beskiden.jpg

beskydy_malafatra_1.jpg

Brenna.widok2.jpg

DSC_5091.JPG

hotel-bartos-okoli-08.jpg

image-1423-6777.jpg
214.jpg2-l.jpg2.jpg175849.jpg25586382.jpg2258040442_ce7a5f3d68.jpg20070814210541_beskydy.jpgbeskidy(1).jpgbeskidy-wschodnie-zdecydowanie-wiosna-fot-tomasz-okoniewski-l.jpgbeskydy_malafatra_1.jpg

Želary

Natchniony widokiem pięknych Beskidów, sięgnąłem po czeski film Želary.

Nominowane do Oscara ładnych parę lat temu czeskie „Żelary” udowadniają, że nie trzeba wcale wydumanych historii, ‚nigdy wcześniej’ nie oferowanych w kinie, by stworzyć film fascynujący, wzruszający i po prostu piękny.

Twórcy, choć inspirowali się prawdziwymi zdarzeniami, oparli historię na pomysłach starszych od kina. Oto Czechy pod nazistowską okupacją. Atrakcyjna pielęgniarka Eliska musi uciekać z miasta, po tym jak grupa podziemia, do której należała, została zdekonspirowana. Pomocy udziela jej jeden z pacjentów Joza, któremu wcześniej oddała swą krew.

Wraz z Jozą Eliska (teraz już Hana) udaje się do malowniczej wioski, która jednak pozbawiona jest większości cywilizacyjnych udogodnień, jakie bohaterka uważała dotąd za pewnik. By ratować swą skórę, kobieta decyduje się poślubić Jozę i zacząć nowe życie. Początkowa nieufność powoli zanika, a między Haną a Jozą rodzi się więź, która w końcu przerodzi się w prawdziwe uczucie.

Jak widać z tego krótkiego opisu, „Żelary” trudno nazwać filmem oryginalnym. Najważniejszym elementem sukcesu „Żelar”, jest strona estetyczna dzieła Trojana. Trudno jest się nie zachwycać przepięknymi zdjęciami, pieczołowicie i z miłością ukazujące wspaniałą panoramę słowackich Beskidów (gdzie powstawały zdjęcia do filmu). Do tego dochodzi przepiękna muzyka z motywem przewodnim, który zmiękczy nawet najbardziej przeżarte cynizmem serce.

Wszystkie te elementy sprawiają, że z pozoru błaha historyjka, oglądana na dużych i małych ekranach wielokrotnie, staje się magicznym przeżyciem, którym warto się delektować przez pełne dwie i pół godziny.

zelary4.jpgsite_28_rand_1860062333_zelary_627.gifzelary-0.jpgzelary_wideweb__430x265.jpgzelary-65842.jpg

Seznam.cz

Seznam – najdu tam, co neznám.

seznam_vyhledavani.png

Czesi słyną z tego, że zawsze wszystko mają po swojemu. Nie inaczej jest w przypadku internetu.
Czesi są tutaj fenomenem. Podczas gdy na przykład zupełnie ich pochłonął Facebook i prawie każdy Czech go ma, o tyle nie dali się gigantowi google. Mało tego, Czesi bojują z google a google walczy z Czechami… Ale po kolei.

Seznam.cz jest najbardziej popularnym portalem internetowym w Republice. Codziennie go odwiedza ponad 4 mln użytkowników. Każdy mieszkaniec wie co to jest Seznam.cz i zna jego logo. Portal pojawił się w 1996 roku i najpierw służył jako wyszukiwarka i katalog firm i usług. Szybko jednak zdobył ogromną popularność. Zaczęto go urozmaicać i stał się najczęściej używaną wyszukiwarką internetową. Obroty firmy, która swoją siedzibę ma w Pradze szacuje się na 1,7 mld koron czeskich.
A kto by pomyślał, że jego pomysłodawca i założyciel Ivo Lukačovič  zainwestował w niego na początku tylko 50 tys. koron.

Portal oferuje dziś około 15 różnych osobnych funkcji, jednak najbardziej popularną usługą jest poczta e-mail. Wszystkich kont pocztowych jest blisko 10 milionów (tyle samo co wszystkich Czechów), ale faktycznie aktywnych jest 5 mln. Na początku pojemność skrzynki była ograniczona, ale właściciele postanowili zrobić Czechom prezent na Gwiazdkę i 24 grudnia 2008 roku i znieśli ograniczenia. Od tego czasu limit „nieograniczonej” poczty wynosi 30 000 wiadomości.

800px-Seznam-radlicka.jpg

Do tej pory Seznam nie ma konkurencji na czeskim rynku. Po piętach depcze mu Centrum.czAtlas.cz i oczywiście Goole. Ten ostatni zaczął agresywną i dynamiczną kampanię reklamową w Republice. Tak się składa, że Google mają w Czechach ciągle jakieś problemy. Na początku wchodząc na rynek musieli wykupić od prywatnej osoby domenę „google.cz” za grube kilka milionów koron. Później słynna sprawa z zakazem fotografowania czeskich ulic w ramach usługi StreetView. Jednak Google nie daje za wygraną. Wynajęli grupę speców od kampanii reklamowych i zrobili bardzo mądre reklamy swojej wyszukiwarki. Pojawiała się ona w częstotliwości milion reklam na minutę! Była wszędzie. Jakie przyniosła efekty?

Seznam.cz – 54 % użytkowników
Google.cz – 33 % użytkowników

Jak wiadomo, naród czeski potrzebuje szczególnego traktowania. Wie to też google. Specjalnie dla nich powstała czeska wersja wyszukiwarki, różniąca się od polskiej. Już w momencie wpisywania hasła, pasek wyszukiwania „ucieka” na górę od razu intuicyjnie prezentując wyniki (działa jak słownik T9 w telefonie).

O fenomenie „jedynego czeskiego portalu” świadczy słowacka podróbaZoznam.sk. Słowacy zawsze byli „ogonem” Czechów więc i portal ściągnęli.

Osobiście używam poczty na seznamie – super jest mieć maila z domeną CZ. Ważną zaletą portalu jest całkowity brak reklam na stronie głównej. Zostały one przeniesione już „głębiej” do każdej z sekcji. A sympatyczny piesek ze strony głównej towarzyszy mi zawsze gdy otwieram internet.

Najbardziej rozpowszechniona w mediach reklama czeskiego Google – Miłość w Paryżu. Pomysłowa reklama, bo prezentuje historię internauty od wyjazdu na studia za granicę do narodzenia się jego dziecka, które ma z pewną Paryżanką.

Czesi i hazard

Czeski Cieszyn, wczesne popołudnie. Salony gier, choć czynne przez całą dobę, na razie są jeszcze niemal puste. Ruch zacznie się tu dopiero wieczorem. Do salonów przyjdą nie tylko Czesi.

– U nas w Cieszynie takich salonów nie ma. Po drugiej stronie Olzy natknąć się można na nie na każdym kroku. Dlatego połowa graczy to Polacy. Oczywiście, nikt się nie chce przyznać, że chodzi grać za Olzę – mówi Władysław Orszulik, szef cieszyńskiego koła przewodników PTTK.

Bo hazard nie jest rzeczą, o której ludzie lubią opowiadać. W Czeskim Cieszynie grają wszyscy – od osób, które dopiero dostały do ręki dowód osobisty, po emerytów. Jednym z graczy jest 37-letni Marek z Cieszyna, właściciel niewielkiej prywatnej firmy. Dobrze zarabia, stać go na wizyty w salonie. Bywa w Czeskim Cieszynie raz, czasem dwa razy w tygodniu, zwykle w dni powszednie, kiedy jest trochę mniejszy ruch niż w weekendy. Gra w ruletkę. Parę razy zdarzyło mu się wygrać niewielkie kwoty, częściej przegrywa.

– Żona wie, ale nie robi mi wyrzutów. Nie przegrywam w Czechach majątku, niektórzy nasi sąsiedzi więcej wydają na totolotka – mówi.

Na pierwszy salon natykamy się zaraz po przejściu przez granicę. Dopiero go urządzają, na murze kamienicy nie ma jeszcze rzucającego się w oczy neonu. Nie ma też na drzwiach charakterystycznej tabliczki: wstęp tylko dla osób od 18 lat. Wystarczy jednak przejść kilkadziesiąt metrów dalej, by natknąć się na kolejny, już czynny salon. Jak wszystkie, ma przyciemnione szyby, trzeba wejść, by zobaczyć, jak wygląda w środku. Pod ścianą stoją automaty do gry. Barmanka nie bardzo chce rozmawiać. Tłumaczy: właściciel mieszka w Pradze, ale w środku są kamery. Jeśli dowie się, że rozmawiała z dziennikarzami, może mieć problemy.

– Idźcie do innego salonu, są na każdej ulicy. Najlepiej do takiego, w którym jest ruletka. W takich salonach Polaków jest najwięcej – mówi.

W kolejnym salonie nie wolno używać telefonów komórkowych, do środka nie wolno też wnosić broni. Oczywiście, nie ma mowy o sfotografowaniu błyszczącego, szklano-metalowego, gustownie urządzonego wnętrza.

– Ze względów bezpieczeństwa – mówi nam grzecznie, ale stanowczo recepcjonista.

Oprócz wielu automatów jest tam także ruletka. Jeśli dopisze nam szczęście, na automacie możemy wygrać nawet równowartość 2-3 tys. zł. Podczas gry w ruletkę wygrywa się mniejsze kwoty. Inaczej niż w poprzednim salonie automaty nie wyrzucają pieniędzy.

– My wypłacamy wygraną – mówią nam pracownicy lokalu.

Polacy to spora część klientów lokalu. Wielu pojawia się tam regularnie.

– Rozpoznaję już ich twarze, to nasi stali klienci, ale o to, skąd przyjeżdżają i czym się na co dzień zajmują, nie pytam. To ich prywatna sprawa – wzrusza ramionami recepcjonista.

Tylko w okolicy rynku doliczyliśmy się kilkunastu salonów gier. Kolejne są na peryferiach miasta, na osiedlach.

– Chodzę do niewielkiego saloniku na peryferiach miasta. Tam jest zawsze spokojniej, nie ma tylu ludzi. I bardziej swojsko, bo w tych lokalach w centrum panuje trochę sztywna atmosfera, jest tam sporo szpanerów, którzy zachowują się, jakby rzeczywiście przyjechali do Las Vegas – mówi 23-letni Jacek, przedstawiciel handlowy. – Myślę, że mimo tej całej otoczki tak naprawdę więcej jest w Czeskim Cieszynie zabawy niż prawdziwego hazardu – dodaje.

Wyborcza.pl

z3893655X.jpg

Škoda Auto

W 1895 roku Václav Laurin (mechanik) i Václav Klement (księgowy) założyli firmę Laurin & Klement produkującą rowery, a od 1898 roku – motocykle. W 1901 roku zbudowali pierwsze prototypowe auto. Produkcja seryjna samochodów marki Laurin & Klement trwała do 1928 roku, aż do przejęcia firmy przez koncern zbrojeniowy Škoda, wytwarzający wcześniej luksusowe pojazdy na licencji Hispano Suiza H6. Podczas II wojny światowej zakłady Škody stały się częścią gospodarki III Rzeszy, produkcja została niemal w zupełności dostosowana do potrzeb militarnych. W latach powojennych Škoda przekształciła się w przedsiębiorstwo państwowe AZNP Mladá Boleslav (czes. Automobilové závody, národní podnik), monopolistę na rynku czechosłowackich aut osobowych. Po upadku komunizmu została nawiązana współpraca z Volkswagenem. 16 kwietnia 1991 roku Škoda dołączyła do grupy Volkswagena (do grupy należały już także niemieckie Audi i hiszpański SEAT).
Aby ominąć polskie ograniczenia celne, w 1994 r. rozpoczęto montaż samochodów marki Škoda w zakładach Volkswagen Poznań, początkowo w standardzie SKD, a następnie bardziej zaawansowanym CKD. W Poznaniu montowano modele: Škoda Favorit (sierpień 1994 – marzec 1995), Škoda Felicia (wiosna 1995 – zima 2001), Škoda Octavia (1997-2002), Škoda Fabia (kwiecień 2000 – 2002), oraz użytkowy model Škoda Pickup (1998-2001). Pod koniec lat 90. montowano tam rokrocznie ponad 30 tys. sztuk modeli tej marki. Modelu Škoda Felicia zmontowano łącznie ponad 130 tys. sztuk. Łącznie zmontowano ponad 217 tys. sztuk samochodów marki Škoda.
Po rozpoczęciu produkcji w Chinach w pierwszej połowie 2007 roku, w listopadzie marka weszła na rynek australijski, początkowo modelami Octavia i Roomster.

Znajdź swego czeskiego przodka

Teraz coś bardzo ciekawego! Czy ktoś z Was kto urodził się w pobliżu czeskiej granicy zastanawia się nad tym czy ma czeskich przodków? Od dziś każdy może to sprawdzić! :)

Wszystko wyjaśni Wam Pan Michael Morys-Twarowski.

Dzisiaj, przy „boomie” na poszukiwania genealogiczne, metryki są bardzo chodliwym towarem. Korzysta z nich nie tylko grupa zawodowych historyków, ale przede wszystkim rzesza zapaleńców, poszukujących swoich przodków. Mogłoby się wydawać, że łatwiej szukać ich w kraju niż zagranicą. W przypadku Śląska Cieszyńskiego jest inaczej.

Najstarsze metryki z czeskiej części w pierwszych latach po II wojnie światowej zostały przewiezione do Archiwum Krajowego w Opawie (Zemský archiv v Opavě). Codziennie przyjeżdżali tam genealodzy-amatorzy z Czech, Polski i Niemiec, by szukać swoich przodków ukrywających się w starych księgach. Było to wygodne, bo mieli na miejscu metryki z całego regionu. Nie musieli jeździć od parafii do parafii, jeżeli któremuś z ich prapradziadków strzeliło do głowy, by przeprowadzić się do sąsiedniej wsi. W 2009 roku rozpoczęto digitalizację metryk i pod koniec tego roku ruszyła strona internetowa matriky.archives.cz, gdzie udostępniono poszczególne księgi. W efekcie można odtworzyć swoją genealogię nie wstając od komputera, bo najmłodsze metryki, przechowywane w Opawie, pochodzą zazwyczaj z końca XIX wieku. Po publikacji metryk w internecie pracownia w opawskim archiwum praktycznie opustoszała.

Zupełnie inaczej rzecz wygląda w polskiej części Śląska Cieszyńskiego. Większość metryk pozostaje w archiwach parafialnych, do których dostęp tak naprawdę zależy od czasu i dobrej woli proboszczów. Nie zawsze metryki znajdują się w komplecie. Po II wojnie światowej część ksiąg trafiła do urzędów stanu cywilnego, co dodatkowo utrudnia prowadzenie badań. Świetnie to widać na przykładzie Dębowca (pow. cieszyński). W miejscowym USC znajdują się katolickie metryki prowadzone od 1784 roku, z kolei indeksy do nich znajdują się przecznicę dalej na probostwie.

Najlepiej wyglądał dostęp do metryk parafii ewangelickiej w Cieszynie, najcenniejszych dla tego wyznania (w latach 1709-1781 była to jedyna parafia ewangelicka na Śląsku Cieszyńskim). Były i są udostępniane w Bibliotece i Archiwum Tschammera, które obecnie jest otwarte dwa dni w tygodniu. Zostały już zdigitalizowane i mają w przyszłości zostać udostępnione w internecie.

Podobny los ma spotkać metryki katolickie. Obecnie trwa akcja digitalizacji ksiąg metrykalnych z diecezji bielsko-żywieckiej, do której należy polska część Śląska Cieszyńskiego. Trudno jednak powiedzieć, kiedy nadejdzie dzień, w którym Polska wyrówna stan rywalizacji z Czechami na polu udostępniania śląskocieszyńskich metryk.

7bbn.jpg

28 października – 28. říjen

28 października – 28. říjen

Powstanie samodzielnej Czechosłowacji 1918 rok.

Wywiesiłem czeską flagę na balkon i świętuje. Czesi, mimo że to ich święto, raczej nie świętują. Ta moja flaga na oknie to raczej wyjątek. Tesco działa, wszystko w większości otwarte. Zamknięte oczywiście szkoły i urzędy.

Czechosłowacja powstała jako owoc koncepcji czechosłowakizmu, dla Słowaków stanowiącej obronę przed postępującą madziaryzacją ze strony Węgier. Słowacy zdecydowali się na związanie w organizmie państwowym z dużo bliższym kulturowo narodem czeskim. W roku 1918, pod koniec I wojny światowej po rozpadzie Austro-Węgier z części ziem monarchii dualistycznej: Bohemii, Moraw, czeskiej części Śląska, Górnych Węgier (obecnej Słowacji) i Rusi Zakarpackiej wykrojono granice nowego państwa. Pierwszym prezydentem kraju został filozof Tomáš Masaryk. Pozostałymi ojcami niepodległej Czechosłowacji byli: Czech Edvard Beneš i Słowak Milan Rastislav Štefánik.

Najlepsze jest to, że do 1920 roku flaga Czechosłowacji była identyczna jak polska.

Znani Czesi

Wiem, że Polacy niewiele potrafią powiedzieć o swoich południowych sąsiadach. Wiemy o Czechach tylko tyle, że mają piękną stolicę Pragę i dobre piwo. I to wszystko? Niestety tak. Pomimo tego, że 54% Polaków deklaruje sympatię do Czechów ich kultura pozostaje dla nas zagadką.

W 2005 roku Czeska Telewizja opublikowała ranking Największych z Czechów. Przedstawię teraz niektórych z nich – ułożone wg skali poparcia.

1. Karol IV Luksemburski –  Margrabia Moraw od 1334, hrabia Luksemburga 1346–1353, król rzymski od 1346, król czeski od 1347, cesarz rzymski od 1355, margrabia Brandenburgii 1373-1378.

2. Tomáš Masaryk – Ojciec Niepodległej Czechosłowacji;

3. Václav Havel – pisarz i dramaturg, działacz antykomunistyczny. Dziewiąty i ostatni prezydent Czechosłowacji (1989–1992) i pierwszy prezydent Republiki Czeskiej (1993–2003)

4. Jan Ámos Komenský –  pedagog, filozof, reformator i myśliciel protestancki, senior generalny braci czeskich w latach 1648–1670. W latach 1644–1645 Komeński wykładał filozofię w Gimnazjum Elbląskim. W Elblągu mieszkał w latach 1642–1648. :)

Johan_amos_comenius_1592-1671.jpg

5. Jan Žižka – przywódca i strateg taborytów w czasie wojen husyckich. Czeski bohater narodowy.

478px-Jan_Vilímek_-_Jan_Žižka_z_Trocnova.jpg

6. Jan Hus – czeski reformator religijny i bohater narodowy, twórca ruchu religijnego husytyzmu, profesor Uniwersytetu Praskiego. Działalność Husa była zapowiedzią podobnego wystąpienia Marcina Lutra w sto lat później.

Jan_hus_1.jpg

7. Antonín Dvořák – czeski kompozytor i dyrygent okresu romantyzmu.

381px-Dvorak.jpg

8. Karel Čapek –  jeden z najważniejszych czeskich pisarzy XX wieku. Po raz pierwszy użył i spopularyzował słowo robot, które pojawiło się w jego sztuce R.U.R. (Roboty Uniwersalne Rossuma). Był jednym z pionierów fantastyki naukowej.

490px-Karel_Čapek.jpg

9. Bedřich Smetana –  czeski kompozytor okresu romantyzmu. Nikomu nie trzeba przedstawiać.

10. Karel Gott – czeski piosenkarz, prekursor nowego nurtu w religii zwanego „Gottyzmem”. Wyznawcy tej religii zamieszkują głównie obszar dawnej Czechosłowacji oraz niektórych terytoriów dawnego bloku komunistycznego. Jego modlitewne pieśni można usłyszeć w każdym radio.

391px-Kg-foto13.jpg

11. Tomáš Baťa – założyciel obuwniczej firmy Bata. Tak, tak… Kto z Was nie kupił kiedyś czeskich butów? :)

12. Zdeněk Svěrák – nie mogło zabraknąć pana co w spożywczym skupuje butelki po piwie, albo tego, co ucieka z małym rosyjskim chłopcem przed totalitarnym systemem. Uwielbiam go :)

450px-Zdenek_Sverak.jpg

13. Miloš Forman – każdy słyszał, nie każdy wie, że to Czech. Reżyser filmowy, obecnie zamieszkały i tworzący w Stanach Zjednoczonych. To on przeprowadził właśnie Lot nad kukułczym gniazdem.

600px-Milos_Forman.jpg

14. Daniel Landa – piosenkarz. Kariera Daniela Landy bywa czasem porównywana w Polsce z drogą artystyczną Kazika Staszewskiego. Muzycy mieli okazję się poznać podczas jednego z koncertów Kazika. Landa, zainteresowany piosenkami Staszewskiego, zaproponował wspólną trasę koncertową po Czechach. Trasa doszła do skutku, aczkolwiek Polacy nie znając czeskich zwyczajów, ocenili przyjęcie Kazika przez czeską publiczność jako dość chłodne.

15. Jaroslav Hašek – ojciec Wojaka Szwejka.

16. Jaromír Nohavica – Ostravak propagujący polski język w Czechach. czeski pieśniarz, kompozytor i poeta.

17. Franz Kafka – niemieckojęzyczny pisarz urodzony w Pradze.

18. Święty Wojciech – patron Polski. Św. Wojciech jest jednym z trzech głównych katolickich patronów Polski, patronem diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, diecezji elbląskiej i archidiecezji gnieźnieńskiej – w szczególności Gniezna. Przez katolików jest uznawany również za patrona Czech, Prus, czasem także Węgier. Dewoci…

19. Lucie Bílá – piosenkarka. Ciepła i serdeczna. Sama o sobie mówi, że gdyby nie jej uszy, od uśmiechania rozerwałaby się jej buzia :)

580px-Lucie_Bila.jpg

20. Zygmunt Freud – urodzony w czeskim miasteczku Příbor, neurolog i psychiatra. Twórca psychoanalizy. W jego domu jest teraz muzeum.

Czeski humor

Nasze obydwa kraje Czechy i Polska zawsze były obiektem żartów. Czesi śmieli się z Polaków i na odwrót. Polaków śmieszy czeski język a Czechów polskie podejście do wielu spraw, np do tego, że za komunizmu wysyłali nam paczki żywnościowe, albo nasz naprawdę zdewociały katolicyzm i krzyże. Czesi też potrafią śmiać się z języka polskiego i często widać w państwowej telewizji pewne uszczypliwości.

Kiedyś był w TVP2 program KOC – Komiczny Odcinek Cykliczny. Później powstało coś podobnego w wykonaniu Kabaretu Moralnego Niepokoju. Nie wiem kto był pierwszy ale Czesi też mieli swój odpowiednik – program Česká soda. Był emitowany w państwowej telewizji w latach 1993 – 1997. Powstało 14 odcinków po ok. 20 minut.

Program Česká soda wzbudził wiele kontrowersji. Skecze i żarty często przekraczały granicę smaku i poprawności politycznej. W jednym z nich na przykład przerobiono nazwę proszku Ariel na „Ariec” [od rasy aryjskiej] a proszku użyto to wybielania czarnych dzieci. Czarne dzieci to odpowiednik dzieci cygańskich. Wydaje mi się, że to była odpowiedź na ówczesną falę emigracji Romów do Republiki Czeskiej. W programie śmiano się też z Polaków:

Dziennikarz podawał w formie wiadomości informację, że w Czechach sprzedało się za mało choinek na święta. A zamówioną nadwyżkę wyślą do Polski, bo „Polacy z pewnością bardzo chętnie je zjedzą”! :D

A z czego dziś śmieją się Czesi? Ciężko powiedzieć. Chyba jedynie z polityków a zwłaszcza z Jiriho Paroubka z partii CSSD. Czesi nie dyskutują o polityce, nie gadają o pieniądzach, nawet o pogodzie mało kiedy. Wydaje mi się, że jedynie uśmiechają się oglądając w telewizji różne talk-showy znanych w Republice komików i prezenterów jak np. Karel Šíp.

Nie zauważyłem jakiegoś zamiłowania Czechów do opowiadania dowcipów. Mało kto zna tu i potrafi opowiedzieć nieprzyzwoity dowcip. Prędzej Czech przy piwie w gospodzie przedstawi jakąś swoją historię z życia wziętą. Wtedy cała gospoda wybucha śmiechem i leje się piwo :)

A może Czechom się po prostu weselej tu żyje, że nie potrzebują tyle co Polacy żartować?

Na pewno nie można stwierdzić, że czeski naród to ponuraki. Ale śmiać się potrafią.

Czechofil motorniczym

Czechofil korzystając ze swoich znajomości został dziś na chwilę motorniczym. Piękne słońce i godziny poranne. Dzień wolny więc ruch mały. To wszystko złożyło się na to, że po praz pierwszy zasiadłem za sterem Tramwaju VARIO LF.

Nie mówiłem Wam, ale moją drugą pasją jest transport miejski. Gdziekolwiek się nie pojawię już uczę się na pamięć rozkładów jazdy i tras linii. Najbardziej ciekawe są jednak tramwaje.

Te w Ostrawie mają rozstaw szyn taki sam jak tory dla pociągów. Są szerokie i przestronne (nie to, co w Krakowie…). Zawsze mnie ciekawiło jak to jest, że tramwaj skręca (przecież nie ma kierownicy) albo dlaczego jeden tramwaj staje w dużej odległości za drugim. Teraz to wszystko już wiem i zostało jedynie zasiąść za sterem.

Udałem się na pętlę linii nr 4 w Martinovie. Czekał tam na mnie tramwaj VARIO LF – jeden z nowszych w taborze DPO Ostrava – ostravskiego przewoźnika. Początek jego eksploatacji to rok 2005. Zacząłem od poznania do czego służy każdy z guzików, później otwieranie i poprawne zamykanie drzwi (bo nie sztuką jest je zamknąć, sztuką jest je zamknąć tak, żeby w tym samym czasie włączyć sygnał dźwiękowy, żeby wszyscy już wyszli). Zdziwieniem było dla mnie odkrycie, że dwa pedały nie służą ani do hamowania ani przyśpieszania – od tego jest dźwignia po lewej ręce motorniczego. Pedały służą do posypywania piasku na tory oraz do włączania alarmu, czyli charakterystycznego dzwonka (każdy tramwaj tak specyficznie dzwoni, dryńńń, dryyyyyńńńń).

Później zabawa z głosem Pani Yvetty Dadamové i tzw. głoszenie przystanków. Zawsze mnie interesowało kim jest ta pani, której głos słyszy się codziennie w tramwaju. Jest to dziennikarka radia Český rozhlas Ostrava. Uwielbiam jej te:

„Važení cestuící, z duvodů výluky tento spoj pokračuje dál směr Vresinská.” albo

„Přiští zastávka Naměstí Republiký. Konečna zastávka, vystupte prosím.”

A na końcu najważniejsze – ruszenie tramwaju. Zamknięcie drzwi i lekkie pchnięcie dźwigni do przodu i kolos nieśmiało rusza do przodu… Napięcie wzrasta tak szybko jak kończy się pętla. Nie mam uprawnień do prowadzenia tego typu pojazdów, więc nie mogę wyjechać na teren przystanku, mam do dyspozycji tylko króciutką  pętlę. Wolne, ale zdecydowane cofnięcie wajchy i tramwaj stoi.

Krótko, ale ile wrażeń i radości. Podobno jakiś Polak jest tu motorniczym, ja też sobie zrobię licencję :)

Zrobiłem sobie zdjęcie we wnętrzu kabiny, ale nie mogę tego umieszczać w sieci. Pokażę Wam jak wygląda cacko, które wprawiłem w ruch (nie można tego nazwać prowadzeniem) :P

pl.wikipedia.org/wiki/Tramwaje_w_Ostrawie

               VARIO LF Ostrava.800px-Tram_Vario_LF_Ostrava.jpg

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑