Czech swego obiadu w restauracji nie odpuści

Czesi ponad życie kochają piwo oraz jedzenie. Wszak jedno idealnie komponuje się z drugim. Chociaż w Europie hula kryzys i obywatele bogatszych krajów zaczęli sami sobie przygotowywać posiłki, Czechom to się nawet nie śni. Trzy czwarte naszych południowych sąsiadów swój główny posiłek zjada w hospodzie.

obed

Patrząc na dane zaprezentowane przez dziennik Dnes, jestem przekonany, że upodobania Czechów są głęboko zakorzenione w ich kulturze oraz świadomości. Pracując w Czechach nie wyobrażałem sobie, abym nie mógł zjeść o 12:00 w południe ciepłego obiadu w hospodzie. Często i bez skrępowania zapijałem go (w godzinach pracy) piwem. I to wszystko na koszt pracodawcy.

I chociaż firmy zatrudniające Czechów zaczęły oszczędzać na tzw. strawenkach, ruch w restauracjach nie zmalał. Czesi najchętniej w wyborze restauracji kierują się nie bliskością od zakładu pracy, ale ceną. Niektórzy przyznają też, że liczy się również szybkość obsługi. Ja ze swego doświadczenia wiem, że to badanie nie kłamie. Gdy jakość jedzenia w naszej hospodzie się zepsuła, jechaliśmy przez pół Ostrawy w poszukiwaniu kolejnej, serwującej smaczniejsze obiady. To nic, że przerwy było tylko 60 minut. Musiało starczyć na dojazd, podanie i zjedzenie dania oraz popicie go piwem. A jakże!

Gdzie jedzą Czesi?
Gdzie jedzą Czesi a gdzie inni mieszkańcy Europy?

Czesi kochają stravenky!

Pobiera je aż 30 tysięcy pracodawców. Według portalu Lunchtime.cz, średnia wartość kuponu to 88 koron, tyle ile średnio kosztuje posiłek w hospodzie. Firmy drastycznie obniżyły wartość stravenek, tylko niektórzy przedsiębiorcy wydają bony o wartości przekraczającej sto koron.

Stravenky kochają też pracodawcy. Jest to najlepszy sposób na oszczędności. Jeśli damy pracownikowi 1000 koron premii, kosztuje to pracodawcę 1340 koron (z podatkami). Gdy wydajemy kupon jego całkowity koszt to 1190 kc. 70 procent Czechów zostawia kupony w hospodach. Tyle samo Słowaków zostawia bony w sklepach spożywczych.

100 lat temu urodził się Bohumil Hrabal

Kochał piękne kobiety, picie piwa z przyjaciółmi, był koneserem uroków zwyczajnego życia. Rodacy ciągle mają mu za złe ugodową politykę wobec komunistycznych władz. Jeden z najwybitniejszych czeskich pisarzy, Bohumil Hrabal, skończyłby 28 marca 100 lat.

hrabal02_CTK

 

Bohumil Hrabal urodził się 28 marca 1914 w Brnie. Był dzieckiem nieślubnym, dopiero w wieku sześciu lat przyznano mu nazwisko ojczyma. We wczesnym dzieciństwie wychowywany był przez dziadków w Brnie na Morawach, potem wraz z matką i ojczymem przenieśli się do Nymburka. Razem z nimi mieszkał stryj Pepin czyli Josef Hrabal – żołnierz armii austro-węgierskiej w I wojnie światowej, bohater wielu książek siostrzeńca.

Mały Hrabal w drodze do szkoły (pierwszy z prawej).
Mały Hrabal w drodze do szkoły (pierwszy z prawej).

Przyszły pisarz studiował prawo w Pradze, a podczas wojny pracował najpierw jako układający tory robotnik kolejowy, by awansować później (jak jego bohater z „Pociągów pod specjalnym nadzorem”) na dyżurnego ruchu. Studia ukończył w 1946 roku, nie pracował jednak w zawodzie, bo zgodnie z ówczesną polityką komunistycznych władz intelektualiści mieli zajmować sie pracą fizyczną. Hrabal pracował w hucie w Kladnie, co stało się dla niego inspiracją do napisania debiutanckiego zbioru opowiadań „Perełka na dnie”. Po wypadku, jakiego doznał w hucie, został sortowaczem makulatury, był też m.in. agentem ubezpieczeniowym oraz komiwojażerem galanterii i zabawek.

Pierwsze utwory Hrabala powstały jeszcze przed wojną, ale w komunistycznej Czechosłowacji nie miały one długo szansy na publikację. Ostatecznie jako pisarz debiutował późno, w 1963, w wieku 49-lat, tomem opowiadań pt.: „Perełka na dnie”, potem wyszły „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych”, tom opowiadań „Pabitele”, „Sprzedam dom, w którym już nie chcę mieszkać”, zbiór opowiadań „Bar świat” oraz „Pociągi pod specjalnym nadzorem”. Ekranizacja tej książki przez Jirego Menzla, nagrodzona została w 1967 roku i przyniosła Hrabalowi sławę i zainteresowanie poza ojczyzną.

Twórczość czeskiego pisarza, wbrew sentymentalnej aurze w gruncie rzeczy gorzkiego, bezlitosnego dla siebie, drapieżnego i pozbawionego złudzeń, jest zarazem pochwałą stworzenia.

Przed kilkoma miesiącami głośnym echem odbił się nad Wełtawą antyhrabalowski bunt uczniów gimnazjum w Nymburku, rodzinnym mieście Bohumila Hrabala (1914–1997), najwybitniejszego, obok Jaroslava Haska, czeskiego pisarza XX wieku. Tamtejsi gimnazjaliści zaprotestowali przeciwko planom dyrekcji, która w związku z przypadającą w tym roku 100. rocznicą urodzin autora „Zbyt głośnej samotności” (i 111. rocznicą powstania szkoły) postanowiła nadać jej jego imię. – Nigdy nie słyszałem o takim pisarzu – oświadczył przewodniczący samorządu uczniowskiego. Inny znów uczeń stwierdził, że z tego, co mu wiadomo, Hrabal dwukrotnie nie zdał do następnej klasy, nie zasługuje więc na to, by być patronem jednej z najlepszych w kraju szkół średnich (czeskie gimnazjum jest odpowiednikiem naszego liceum). List protestacyjny podpisało kilkuset uczniów.

48_hrabal_tema_dalsi01_R13Sam Hrabal być może pokiwałby tylko głową nad takim obrotem wydarzeń i ze stoickim spokojem zamówiłby kolejny kufel piwa. Jeszcze za życia zażyczył sobie, by poświęconą mu tablicę pamiątkową zawiesić na takiej wysokości, by psy mogły załatwić przy niej małą potrzebę. Taka tablica zdobi dziś ścianę nymburskiego browaru, w którym się wychował i gdzie mieszkał do 35. roku życia. Nie znosił pompy, a z rodzinnym miastem łączyła go wyjątkowo skomplikowana relacja. Wprawdzie rozsławił je w swoich książkach, takich jak „Postrzyżyny” czy „Taka piękna żałoba”. Tymczasem po śmierci najbliższych: ojca, matki i stryja Pepina, odwiedzał je nader rzadko. „Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju, więc czemu ja miałbym być wyjątkiem? Nie lubią mnie tu” – wspominał. O jego rzeczywistym stosunku do Nymburka wymownie świadczy fakt, że zdecydował się nawet na ekshumację ciał najbliższych z tamtejszego cmentarza i pochował ich w nowym grobie rodzinnym w pobliskiej miejscowości Hradisztko, gdzie po latach spoczął wraz z żoną. „Już go skreśliłem, ten Nymburk, jakim jest teraz”.

Coraz więcej czasu, zwłaszcza zimą spędzał w szpitalach, miał trudności z chodzeniem. W lutym 1997 roku leżał w klinice Na Bulovce. 3 lutego 1997 r. alarm podnieśli inni pacjenci, którzy zobaczyli, że ktoś wypadł z okna na piątym piętrze. Lekarze przyjęli wersję, że Hrabal wychylił się zanadto, karmiąc gołębie, ale przyjaciele pisarza przekonani byli od początku, że sam odebrał sobie życie. Motyw śmierci samobójczej pojawiał się w twórczości Hrabala wielokrotnie, zwłaszcza w ostatnich latach. „Ileż to razy chciałem wyskoczyć z piątego piętra, z tego mojego mieszkania, gdzie ból mi sprawia każdy pokój” – pisał o swoim osamotnieniu w „Zaczarowanym flecie” (1989). Przed śmiercią pożegnał się z bliskimi, uporządkował swoje sprawy.

Czeskie Centrum przygotowało z okazji 100. rocznicy urodzin pisarza serię wystaw, spotkań literackich, konkurs tłumaczeniowy, konferencję naukową, filmowe przeglądy i teatralne monodramaty. W poznańskiej Bibliotece Raczyńskich do końca marca można oglądać wystawę fotografii Hrabala, projekcje filmu dokumentalnego o pisarzu oraz ekspozycję okładek jego polskich, czeskich i zagranicznych książek. Z Poznania wystawa pojedzie do Krakowa, gdzie 3 kwietnia odbędzie się premiera polskiego wydania Hrabalowskiego przewodnika autorstwa Tomáša Mazala „Praga z Hrabalem” oraz spotkanie z autorem. Z Krakowa wystawa wyruszy do Warszawy na Warszawskie Targi Książki. Na jesieni Uniwersytet Warszawskie we współpracy z Uniwersytetem Karola w Pradze oraz Czeskim Centrum zorganizują konferencję naukową poświęconą pisarzowi. Kolejne wydarzenia i wernisaże odbędą się w Gdańsku, Bielsko-Białej, Szczecinie, Wrocławiu, Krakowie, Toruniu (Festiwal Jednego Aktora) i w wielu innych miastach.

W polskich mediach próżno szukać wzmianek o tym wyjątkowym człowieku. Jedynym medium, które wspomniało o Hrabalu to Rzeczpospolita, z której został ten tekst zaczerpnięty. O Hrabalu pamiętały czeskie, niemieckie i kilka innych europejskich portali.

 

hrabal

 

48 proc. Czechów mieszka z rodzicami

Prawie co drugi dorosły Czech wciąż mieszka z rodzicami – takie wnioski płyną z badań Eurostatu dotyczących warunków życia naszych południowych sąsiadów. 

553833

Czesi nie śpieszą się również z założeniem rodziny. Ślub nie jest dla nich koniecznością, a na dzieci decydują się po trzydziestce. Psychologowie twierdzą, że Czesi są wygodni. Skoro wszystko mam pod nosem, nie muszę za nic płacić, to po co mam się wyprowadzać? Z drugiej strony należy zaznaczyć, że za tego typu sytuację wpływ ma również ciężka sytuacja materialna i stagnacja gospodarcza. Młodym nikt nie daje kredytów, pracują w oparciu o śmieciowe umowy, nie stać ich na własne mieszkania.

Jeszcze siedem lat temu odsetek mieszkających u mamy Czechów był mniejszy. Ale Czechom daleko jeszcze do Słowaków. Aż 74 proc. Słowaków w wieku 25-29 lat wciąż mieszka z rodzicami! 

Oprócz tego przybywa tzw. singli. W obecnych czasach ludzie są tak zabiegani, że nie mają czasu na szukanie sobie partnera. Jeśli już kogoś szukają, używają do tego internetu.

Czesi nie poddają się i starają się pomóc samotnym. Jednym z pomysłów były sławne już na cały świat „wagony miłości”. Teraz teatry zapraszają na spektakle dla singli . Jednak najbardziej ciekawe rozwiązanie proponuje jedna praska cukiernia: produkuje ciastka z numerami telefonów należących do singli umieszczonymi w środku. Pudełka w których znajdują się słodkości opisane są „on szuka jej” oraz „ona szuka jego”. O parach homoseksualnych jednak nie pomyślano.

Czechy o Sikorskim: Nowy lider Europy

Czeski tygodnik „Respekt” w najnowszym numerze przedstawia Polskę jako rosnącą potęgę Europy, a Sikorskiego nazywa jej nowym liderem na miarę Lecha Wałęsy. To polski minister spraw zagranicznych miał być odpowiedzialny za mediacje między ukraińską opozycją z Majdanu a Wiktorem Janukowyczem.
1912351_702536333118439_1925012092_n
„Nowym liderem Europy”, który zmienia europejską politykę i historię, nazywa polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego czeski niezależny tygodnik „Respekt” w swym najnowszym, poniedziałkowym numerze.

W kontekście konfliktu na Ukrainie czasopismo przedstawia Polskę jako wzrastającą europejską potęgę i zwraca uwagę na jej polityczną aktywność i dynamikę w ostatnich latach.

Sikorski polityczną gwiazdą

– W komentarzu „Rosja nie wygra” redaktor naczelny Erik Tabery zwraca uwagę na aktywną rolę, jaką Polska przyjęła w Unii Europejskiej w kontekście wydarzeń na Ukrainie. Dostrzega również rolę, jaką w zwiększaniu znaczenia Polski na arenie europejskiej i światowej odegrał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski – czytamy w komunikacie Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Podobnie rolę Sikorskiego ocenia autor komentarza – Martin M. Szimeczka. Przypomina on, że „w momencie, gdy na Majdanie doszło do rozlewu krwi, to właśnie minister Sikorski zadzwonił do Catherine Ashton z deklaracją gotowości do natychmiastowej podróży do Kijowa”. – W ten sposób, biorąc na siebie olbrzymie ryzyko uratował reputację całej UE, której bierność obarczyłaby ją częściową odpowiedzialnością za rozlew krwi – pisze Simeczko.

Przemówienie Sikorskiego w Berlinie to „punkt przełomowy w historii Europy”

Autor wspomina też w artykule przemówienie Sikorskiego wygłoszone w Berlinie, w którym dostrzega „punkt przełomowy w historii Europy”. Simeczko zwraca również uwagę na rosnącą współpracę Niemiec i Polski oraz na fakt, że to w efekcie działań ministra Niemcy przyjęły przewodnią rolę w sprawie kryzysu na Ukrainie

Oprócz tego tygodnik przypomina m.in. mediacje Sikorskiego między ukraińską opozycją a odsuniętym od władzy prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem. „I choć umowa obowiązywała zaledwie parę godzin, pociągnęła za sobą lawinę wydarzeń, które dziś w istotny sposób zmieniają światowy porządek. To nie pierwszy raz, gdy Radosław Sikorski popchnął wydarzenia naprzód, ale tym razem nie sposób nie zauważyć, że Polak staje się polityczną gwiazdą, jakiej Europa Środkowa nie miała od lat 90., kiedy to świat wsłuchiwał się w Vaclava Havla czy Lecha Wałęsę” – podkreśla.

Liberec przeciwko Rosji

e858337a494db85b290582db0dfd8c8e

Za zgodą rajców czeskiego miasta Liberec na ścianie ratusza został zawieszony wielki obraz karykatury Władimira Putina. Prezydent Rosji wygląda na niej jak Adolf Hitler. Za akcją stoi organizacja społeczna „Dekomunizacja”. Jej członkowie chcą zwrócić uwagę Czechów na podobieństwo działań Putina w 2014 r. do tych Hitlera z 1938 r. Obraz zawisł nad pomnikiem poświęconym osobom podczas rosyjskiej okupacji Czechosłowacji w 1968 r.

Wiecej TUTAJ

Polacy szturmują czeskie urzędy pocztowe

Polakom często bardziej opłaca się przejechać nawet 100 km do urzędu pocztowego w Czechach, niż nadać paczkę w Polsce. Na poczcie w Czeskim Cieszynie spowodowało to nawet otwarcie dodatkowego punktu obsługi – informuje Novinky.cz.
Pan Krzysztof przyjeżdża do Czeskiego Cieszyna trzy razy w tygodniu z oddalonego o 130 km Zawiercia – podaje serwis Novinky.cz. – To mi się opłaca – mówi portalowi. – Za każdym razem wysyłam średnio 17 przesyłek bezpośrednio do moich czeskich klientów – dodaje.
Czeski_cieszyn_wita

Nie tylko pan Krzysztof decyduje się pokonywać tak duże odległości, by wysyłać paczki na czeskiej poczcie. Powód? Duża oszczędność. Wysłanie dwukilogramowej paczki z Polski do Czech kosztuje 35 zł. Jeżeli zaś nadamy przesyłkę u naszego sąsiada, zapłacimy niespełna 16 zł. Z tej możliwości korzysta wiele polskich firm, szczególnie sklepów internetowych.

Zainteresowanie jest tak duże, że na poczcie w Czeskim Cieszynie zdecydowano się na otworzenie dodatkowego punktu obsługi klientów z hurtową liczbą przesyłek. – Dzięki temu obsługujemy dodatkowo ok. 500-600 paczek tygodniowo. W większości z nowego punktu korzystają Polacy – mówi portalowi Novinky.cz rzeczniczka Czeskiej Poczty.

Wszystkie przystanki w Pradze „na żądanie”?

Nezastavujeme, máme zpoždění – to cytat z mego ulubionego czeskiego filmu. To, co wydawało się być realne tylko w filmie, wkrótce może okazać się rzeczywistością. MHD Praha chce, aby wszystkie przystanki były na żądanie.

Kadr z filmu "Slunce, seno, jahody"
Kadr z filmu „Slunce, seno, jahody”

W Pradze jest 1200 przystanków autobusowych. Około połowa z nich jest w tej chwili „na żądanie”. Docelowo wszystkie przystanki mają być objęte tym sposobem działania. Od niedawna prascy pasażerowie muszą machać do kierowcy autobusu na przystankach: Depo Hostivař, Malešická továrna i Na Homoli. Ale to dopiero początek.

MHD w Pradze żywi nadzieję, że wkrótce, wzorem kilku europejskich miast, i Praga będzie miała wszystkie przystanki z opcją „na żądanie”. Prowadzone są intensywne rozmowy z władzami miasta, aby ten model jak najszybciej wprowadzić. Kiedy? Konkretnego terminu nikt nie chce zdradzić, wiadomo jednak, że nie nastąpi to w tym roku ze względu na jesienne wybory. Technicznie MHD zmianę mogłaby wprowadzić w jeden dzień. Wymagane jest jednak przeprowadzenie kampanii informacyjnej dla pasażerów.

Rzecznik MHD te kontrowersyjne plany tłumaczy oszczędnościami: dziennie jest to około 2 proc. nakładów na benzynę oraz pensję kierowców. Słowem: im szybciej autobus dojedzie do pętli, tym mniej straci paliwa i tym szybciej skończy się zmiana pracownicza. Po wprowadzeniu zmian już nie będziemy musieli machać, a jedynie ustawić się tak, by być widocznym dla kierowcy przejeżdżającego autobusu. Wysiadając wciskamy guzik STOP. 

Zakaz picia alkoholu w centrum Pragi

Centrum Pragi będzie wkrótce oblepione plakatami informującymi o tym, iż spożywanie alkoholu w ścisłym centrum stolicy Czech jest zakazane. Najpierw informacje o zakazie będą umieszczone na słupach ogłoszeniowych, z czasem turyści będą mogli wypatrzeć tablice również na budynkach.

497415

Napis po czesku i angielsku ma informować turystów, że znajdują się w strefie, w której spożywanie alkoholu na powietrzu jest zakazane. Takie tablice to świetny sposób na dotarcie do rzeszy przyjezdnych osób, które w ogóle nie zdają sobie sprawy, że kilka miesięcy temu zmieniło się prawo w tym zakresie. Władze dzielnicy Praha 1 wynajęły 20 miejsc, w których będą naklejone informacje. Będą to na przykład miejsca koło latarni bądź też billboardy. Znajdą się na pewno w okolicach ulic Długiej oraz Kozí. Miesięczny koszt wynajmu powierzchni reklamowych to 20 tysięcy koron.

Praha 1 wciąż czeka na decyzję konserwatora zabytków, który pozwoli na zawieszenie specjalnych tablic z zakazami na kamienicach. Poza tym władze dzielnicy chcą przygotować specjalną wersję map Pragi, w których oprócz atrakcji i zabytków turyści znajdą informację o zakazie picia alkoholu w miejscach publicznych. Mapy te mają być dostępne w hotelach i pensjonatach.

Na chwilę obecną wspomniane tablice są sposobem wyciszenia ulic Prahy 1, które zapełniają się głośnymi turystami. Jeżeli te nie zdadzą swojej roli, Praha 1 będzie wnioskować o nakaz zamykania pubów i klubów o godzinie 22:00. 

Wkrótce legalizacja prostytucji?

Radni Miasta Stołecznego Pragi chcieliby zalegalizować prostytucję. Rządząca koalicja nie jest jednak w tym temacie jednomyślna. Próby legalizacji tej profesji odbywają się od końca lat dziewięćdziesiątych, jednak do tej chwili nie ma żadnych przepisów określających tę kwestię.

Praska ulica Ve Smečkách
Praska ulica Ve Smečkách

Licencja, regularne badania zdrowotne, opłaty, podatki – niedługo zapewnianie rozkoszy mogłoby być opodatkowane. Prostytutki miałyby dokument poświadczający możliwość uprawiania tego zawodu. Dodatkowo domy publiczne płaciłyby podatek za każdy metr kwadratowy swojej powierzchni. Oprócz tego również burdele prowadzone w prywatnych domach będą podlegały opodatkowaniu.

Już w 2011 roku Andrej Babis, lider ANO mówił, że tę profesję trzeba uregulować. Jednak rządzący politycy są bardzo podzieleni. KDU-ČSL jest przeciwna: rozwiązaniem byłaby jedynie kontrola czy oprócz prostytuowania się nie jest prowadzony handel ludźmi, zmuszanie do nierządu itp.

Michaela Marksová-Tominová (ČSSD), minister pracy, chciałaby zobaczyć czy opodatkowanie prostytucji jest opłacalne. Ma zamiar porównać dane z krajów, w których podobne rozwiązanie już działa.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych obawia się, że gdy tego typu regulacje weszłyby w życie, Republika Czeska musiałaby wypowiedzieć Konwencję w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji. Zrywanie takich umów jest postrzegane negatywnie – twierdzi rzecznik ministerstwa Vladimir Repka.

Konwencja z 1951 roku jest już przestarzała i zrezygnowały z niej Niemcy, Austria czy Holandia. Według ministerstwa nie odbyła się publiczna dyskusja na ten temat, a zaproponowana ustawa jest pełna błędów.

Czescy urzędnicy uczą się polskiego

Polacy coraz częściej załatwiają sprawy w urzędzie miejskim w Czeskim Cieszynie, więc jego pracownicy uczą się polskiego. Zainteresowanie większe niż lekcjami angielskiego.

czech-046

Gdyby nie podświetlona na niebiesko symboliczna linia graniczna biegnąca w poprzek mostu Przyjaźni na Olzie, to przechodzień mógłby nie zauważyć, że jest już w innym mieście i w innym państwie. Od wejścia do strefy Schengen Cieszyn i Czeski Cieszyn – wcześniej przez 87 lat sztucznie przecięte granicą – coraz bardziej przypominają jedno miasto.

Radni z obu stron granicznej rzeki co pewien czas spotykają się na wspólnych sesjach, a samorządy organizują wspólne imprezy oraz realizują wiele inwestycji. Razem zagospodarowują tereny przylegające do Olzy, budując tam boiska, ścieżki rowerowe i odnawiając parki. Zbudowały nowy most łączący oba miasta i myślą o kolejnym.

– Nasza współpraca wymaga codziennych kontaktów, w których znajomość języka polskiego jest potrzebna. Dotyczy to także bardziej prozaicznych sytuacji. Np. ostatnio prowadziliśmy akcję przeciwko wagarowiczom. Nasza straż znalazła też kilkoro polskich uczniów i te informacje trzeba było przekazać do polskich szkół – mówi Dorota Havlikova, rzeczniczka urzędu miejskiego w Czeskim Cieszynie.

Ale czeskim urzędnikom język polski przydaje się nie tylko w kontaktach z kolegami z polskiej strony. Jak wyjaśnia Havlikova, w tamtejszym ratuszu swoje sprawy załatwiają Polacy, którzy zakładają firmy w Czeskim Cieszynie, zamieszkują tam, biorą śluby czy posyłają dzieci do szkół. Takich przypadków jest coraz więcej. – Warunki do prowadzenia działalności po czeskiej stronie są lepsze niż u nas. Kontakty z urzędnikami od czasu do czasu są niezbędne, więc dobrze jest, gdy można się porozumieć – mówi Katarzyna Salamon pracująca w prowadzonym w Czeskim Cieszynie przez Polaków klubie fitness.

Dlatego władze Czeskiego Cieszyna zorganizowały dla swoich urzędników kursy języka polskiego opłacane z budżetu miasta. Chętnych było więcej niż miejsc. Lekcje, w których bierze udział 21 osób podzielonych na grupy, rozpoczęły się kilka dni temu i potrwają do końca roku. Odbywają się w ramach godzin pracy.

– Zainteresowanie było większe niż kursem angielskiego. Część osób trochę rozmawia, także w gwarze cieszyńskiej, ale uczymy od podstaw mówienia i pisania. Zaczęliśmy od zwrotów grzecznościowych, z czasem dojdziemy do specjalistycznego słownictwa – mówi Halina Klimsza, która prowadzi zajęcia. Stara się, aby były one na luzie: – Ostatnio mówiłam uczestnikom trochę o polskich wulgaryzmach. Może się przecież zdarzyć, że klient, który przyjdzie do urzędu, będzie miał zły humor.

W urzędzie miejskim po polskiej stronie kursów czeskiego nie ma. Ale władze nie wykluczają, że zostaną zorganizowane, gdy urzędnicy zgłoszą taką potrzebę.

Czeska Poczta sprzedaje papierosy

Podczas gdy rząd Czech prowadzi intensywną kampanię antynikotynową, Czeska Poczta sprzedaje papierosy w swych placówkach, a także zmusza do tego listonoszów – poinformował dziennik „Mlada Fronta Dnes”.

postaJest to element działań na rzecz ustabilizowania budżetu przedsiębiorstwa. Jak zaznacza gazeta, ze względu na swą dodatkową ofertę handlową urzędy pocztowe zaczynają przypominać jarmarczne kramy. Poza papeterią sprzedaje się tam na przykład kupony loteryjne, zabawki, proszki do prania i rajstopy. Ostatnio podjęto też sprzedaż papierosów, angażując w to listonoszy.

– Kierownictwo zmusza nas do tego, byśmy aktywnie oferowali towar, gdyż jeśli nie sprzedamy miesięcznie towaru za 800 koron (120 złotych), obcina się nam wynagrodzenie – powiedziała w rozmowie „MF Dnes” praska doręczycielka, która nie chce ujawnienia jej tożsamości.

Władze Czeskiej Poczty nie widzą w sprzedaży papierosów niczego niestosownego. – Szukamy każdej korony. Zależy nam na tym, abyśmy nie ponosili strat – powiedział „MF Dnes” szef departamentu komunikacji Ivo Mravinac.

Odmiennego zdania jest lekarka Eva Kralikova, która prowadzi sieć poradni odwykowych dla palaczy. – Czechy podpisały umowę o kontroli tytoniu, w której zobowiązujemy się ograniczyć liczbę miejsc jego sprzedaży, a robimy coś zupełnie odwrotnego? Do tego pod firmą państwowej instytucji, to jest absurd. Będziemy protestować w organie zwierzchnim poczty i w ministerstwie zdrowia – powiedziała Kralikova.

Tymczasem podejście Czeskiej Poczty jest pragmatyczne. – Papierosy sprzedają się bardzo dobrze. Trzeba pamiętać, że ta dodatkowa sprzedaż drobnych towarów przynosi około 300 mln koron (45 mln złotych) rocznie, a my w ubiegłym roku z powodu spadku liczby przesyłek listowych straciliśmy 620 mln koron (94 mln złotych) – mówi Ivo Mravinac.

W Pradze powstanie miejsce pamięci Vaclava Havla

Ponad dwa lata po śmierci byłego prezydenta Czech Vaclava Havla w Pradze powstanie miejsce poświęcone jego pamięci. Nie będzie to tradycyjny pomnik, a tzw. Havel’s Place – instalacja symbolizująca przestrzeń spotkania i dialogu.

IMG_4807Z propozycją upamiętnienia zmarłego w 2011 roku prezydenta wystąpiła biblioteka jego imienia, a propozycję poparł stołeczny magistrat. Obecnie trwają poszukiwania najbardziej odpowiedniego miejsca. Możliwe, że instalacja będzie gotowa już w maju.

– Praga to od lat miasto najbardziej związane z Vaclavem Havlem. Obecnie trwa debata o tym, gdzie mogłaby stanąć instalacja. Rozważa się umieszczenie jej na przykład na Kampie na Malej Stranie, niewielkiej wysepce w centrum miasta, przy Moście Karola – powiedział w Czeskim Radiu mer Pragi Tomasz Hudeczek. Dodał, że miasto pokryje związane z tym koszty, szacowane na 230 tys. czeskich koron (ok. 34,5 tys. zł).

Pierwsze Havel’s Place powstało w październiku ub. roku w Waszyngtonie, kolejne stanęło w Dublinie w grudniu, a ostatnie – 15 lutego w Barcelonie. Każda z instalacji wygląda tak samo – dwa krzesła połączone stolikiem, pośrodku którego rośnie drzewo. Tak samo ma wyglądać praski projekt. Autorem instalacji jest projektant i architekt Borzek Szipek.

– Pierwszy projekt powstał dla Uniwersytetu im. Jerzego Waszyngtona, na którego kampusie miała być posadzona lipa upamiętniająca Vaclava Havla. Wtedy (czeski ambasador w USA) Petr Gandalovicz razem z Borzkiem Szipkiem podczas rozmowy wpadli na pomysł, że pasowałaby tam ławeczka. Później powstała z tego instalacja złożona z dwóch krzesełek i stołu między nimi, a ze środka stolika wyrasta właśnie ta lipa – wyjaśniła w Czeskim Radiu dyrektorka Biblioteki Vaclava Havla, Marta Smolikova.

Instalacja ma reprezentować zasady wyznawane przez Havla – obywatelskość i tolerancję. – Ważne, że to nie jest pomnik, a raczej wspomnienie. Nie ma monumentalnych rozmiarów, charakterystycznych dla większości pomników. To jest raczej skromna rzecz, z której można skorzystać – mówił w Czeskim Radiu autor projektu. Jak powiedział, dwa zwrócone ku sobie krzesła symbolizują to, co Havel cenił: gotowość do dialogu i otwartość na drugiego człowieka.

Vaclav Havel, ostatni prezydent Czechosłowacji i pierwszy prezydent Czech, zmarł 18 grudnia 2011 roku w wieku 75 lat w swoim wiejskim domu w Hradeczku, na pogórzu karkonoskim. Po jego śmierci w kraju ogłoszono trzydniową żałobę narodową. Urna z prochami zmarłego spoczęła w grobie rodzinnym na praskim Cmentarzu Vinohradzkim.

Czesi chcą znakować Duńczyków

Gdy w Danii rozpoczynają się ferie zimowe, w Pradze ogłasza się alarm. Czeska stolica w napięciu czeka na najazd pijanych duńskich nastolatków.

Policja czekająca na Duńczyków
Policja czekająca na Duńczyków

– Czy w tym roku też będą zamieszki? – pytają czeskie brukowce, a miasto spowija atmosfera grozy. Nie, Praga bynajmniej nie szykuje się na wielki mecz piłkarski i wizytę tysięcy szalikowców. W lokalnych mediach trwa kampania przeciwko młodym Duńczykom.

Pokoje zamieszkane przez Duńczyków
Pokoje zamieszkane przez Duńczyków

Głośno o nich było już zimą 2013 r. Wówczas dziennikarze zauważyli w tłumie turystów przewijających się przez kluby i ulice starego miasta nadreprezentację nastolatków z Danii. Prasa ze zgrozą donosiła, że piją alkohol, i to sporo. Pijany turysta to w Pradze żaden rarytas, bo miasto jest europejską mekką pijackiej turystyki. Ale telewizje mimo to pokazywały skandynawskich smarkaczy wymiotujących na zaśnieżone chodniki, a policja poszukiwała sprawców hotelowych demolek. Do miasta ściągnięto wtedy specjalny, stuosobowy oddział antyterrorystów oraz policjantów z psami. Awantura w jednej z hotelowych recepcji była transmitowana przez telewizje na żywo. „Policjanci zostaną tu do końca, do chwili, kiedy po Duńczyków przyjedzie autobus. Niestety, autobus ma godzinę spóźnienia” – relacjonował reporter. W mieście po duńskich licealistach pozostało takie samo wrażenie, jakie w Krakowie pozostawiają Brytyjczycy świętujący tam wieczory kawalerskie. Nic dziwnego, że w tym roku Czesi dokładnie sprawdzili, kiedy przypadają duńskie ferie zimowe. Gdy okazało się, że w środku lutego, prasa zaczęła grzać atmosferę już miesiąc wcześniej.

– Burmistrz dzielnicy Praga 1 [centrum miasta] porozmawia z ambasadorem Danii – donosił dziennik „Dnes” tuż po Nowym Roku. Old ich Lomecký zwołał z tej okazji konferencję prasową. – Wezwę ambasadora, w duńskiej prasie ostrzegł młodzież, że gdy złamie prawo, czeka ją tutaj twarde powitanie – grzmiał. – Zrobimy, co w naszej mocy, żeby nie sięgać po represje – dodawał.

Rzecznik praskiej policji Tomasz Hulan był przez dziennikarzy rozchwytywany. – Liczymy się z najazdem kilku tysięcy osób – opowiadał. Nastrojów nie ostudził list ambasadora Czech w Danii Jirziego Brodsky’ego, który informował burmistrza Lomeckiego, że „w Kopenhadze odbyła się specjalna konferencja, która ma zapobiec incydentom podobnym jak te przed rokiem”. W końcu na dywaniku w praskim magistracie faktycznie stawił się ambasador Danii Christian Hoppe.

Urzędnicy apelowali, by alkoholu nie sprzedawać małolatom, bo to niezgodne z prawem. Gazety donosiły, że w Danii i Czechach obowiązują różne przepisy: w Danii prawo pozwala pić lekkie alkohole od 16. roku życia. W Czechach trzeba mieć skończone 18. Z tym że akurat sami Czesi rechotali, kiedy im ktoś ten przepis przypominał. Jest on bowiem powszechnie lekceważony. – Ilu spitych młodych Czechów każdego weekendu trafia do izb wytrzeźwień? – ironizował publicysta Michal Musil.

Gdzieś pod koniec stycznia ktoś rzucił pomysł znakowania rozwydrzonej dzieciarni. Lomecký zapowiedział, że ci turyści, którzy nie mają skończonych 18 lat, będą nosić na rękawach kolorowe opaski. Przytaknęli mu pracownicy dwóch największych biur podróży, które organizują wyjazdy na ferie zimowe. Ktoś jednak przytomnie zadał pytanie: a co będzie, jak taki młodzieniec sobie tę opaskę zdejmie? Noszenie tych oznakowań – przyznali nadgorliwi urzędnicy – jest całkowicie dobrowolne. Nie można nikogo zmusić do paradowania z czymś takim na ręce, a i upilnować tysięcy młodziaków krążących po pełnym turystów mieście się po prostu nie da.

Pierwsi Duńczycy przyjechali już parę dni temu, ale mimo atmosfery grozy nie słychać o ekscesach z ich udziałem. Może dojdzie do nich, jak przyjadą następni?

To wątpliwe. Dopiero teraz dokładnie policzono, co działo się rok temu, gdy wybuchła panika. Wiadomo, że z ulic pozbierano wtedy i zawieziono do szpitali około 30 pijanych w sztok małolatów. Doszło do kilku bójek. Przed hotelami w śniegu leżało po kilkanaście butelek po piwie czy wódce. Na świeżo odnowionej fasadzie kamienicy w centrum smarkateria porozbijała jajka. I to właściwie wszystko.

Michal Musil zauważa zaś, że styczeń i luty to turystyczny martwy sezon. Hotele zioną pustką i oferują spore zniżki. „Duńscy turyści są znaczącym źródłem dochodów” – przypomina i dodaje, że rocznie z tego kraju przyjeżdża do Pragi około 200 tys. ludzi.

Tomasz Maćkowiak –  dziennikarz Radia RDC

Pokoje zamieszkane przez Duńczyków
Pokoje zamieszkane przez Duńczyków

Źródło: wyborcza.pl

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑