Czeski Sen

Filip Remunda i Vít Klusák wynajęli profesjonalną agencję reklamową, tam powstał precyzyjny plan działania. Pojawiły się reklamy telewizyjne i radiowe, billboardy, 200 tysięcy ulotek kuszących niskimi cenami. Nagrano nawet kiczowatą, wpadającą w ucho piosenkę z towarzyszeniem chóru dziecięcego. Ulice Pragi zostały obwieszone plakatami, na których widniały hasła „nie idź tam”, „nie kupuj”, „nie spiesz się”, „nie wydawaj”. Dopiero na kilka dni przed otwarciem zdradzono, gdzie usytuowano obiekt.

Pozornie zniechęcająca do wizytacji nowego supermarketu o nazwie Czeski sen kampania podziałała jak magnes. Przyszło dwa tysiące ludzi. Gdy wybiła godzina zero, tłum stopniowo zaczął przyśpieszać kroku, a w końcu biec, aby jak najszybciej znaleźć się w Czeskim śnie.
Na miejscu okazało się, że zamiast obiecywanego sklepu stoi ogromne rusztowanie z rozpiętą na nim kolorową plandeką.
Warto przyjrzeć się uważnie twarzom potencjalnych klientów, którzy odchodzili z kwitkiem.

Film Klusáka i Remundy jest tak samo śmieszny jak tragiczny. Unikając mentorskiego tonu, twórcy w inteligentny sposób demaskują mechanizmy działania reklamy, ale również łatwowierność podatnych na manipulację ludzi. Reakcje na prowokację młodych filmowców były rozmaite. Swoją drogą, gdyby coś takiego miało miejsce w Polsce, chyba nie wyszliby żywi z akcji.

Jak wyglądałby nasz Polski Sen? Czy naprawdę jesteśmy więźniami konsumpcji? Gorąco polecam.

i pozostałe części na youtube..

A jak naprawdę się to skończyło? Panowie reżyserzy nie zdołali uciec rozwścieczonemu tłumowi. Obejrzyjcie do końca!!!

Aksamitna Rewolucja

800px-17listopadu89_pomnik_(detail).JPG

Aksamitna rewolucja – to określenie wydarzeń roku 1989 w Czechosłowacji, które doprowadziły do obalenia systemu komunistycznego oraz elit sprawujących władzę, a także transformacji ustrojowej, która niedługo później nastąpiła, pozwalając Czechosłowacji wstąpić na drogę demokracji parlamentarnej. Aksamitna rewolucja stała się początkiem demokratycznych przemian społecznych, które rozpoczęły drogę państw Europy Środkowo-Wschodniej do pełnej integracji z Europą Zachodnią. Doprowadzono do delegalizacji Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Transformacja polityczna w Czechosłowacji przyspieszyła również przemiany w Rumunii oraz Bułgarii.

Prague_November89_-_Wenceslas_Monument.jpg

Głównym powodem wybuchu aksamitnej „rewolucji” były podobne wydarzenia w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. W Polsce już przeprowadzono częściowo wolne wybory, władze komunistyczne ustąpiły również w NRD i na Węgrzech. Wiadomo było wtedy, że wybuch rewolucji w Czechosłowacji jest tylko kwestią czasu. Dodatkowo przez cały kraj, od końca 1988 roku, zaczęły przetaczać się demonstracje coraz bardziej uderzające w rozpadający się system komunistyczny.

Jeśli przyjąć, że rewolucja w Polsce trwała od powstania „Solidarności” w 1980 roku, to zakończyła się sukcesem po 10 latach. Na Węgrzech trwało to 10 miesięcy, a w Czechosłowacji niewiele ponad 10 dni. Przebieg rewolucji w Pradze miał inny charakter, chociażby dlatego, że zmiany ustrojowe nie pociągnęły za sobą kryzysu gospodarczego, jak to miało miejsce na Węgrzech, a szczególnie w Polsce, ze względu na nastawienie czechosłowackich władz komunistycznych na lekki przemysł i konsumpcję obywateli.

Prague_November89_-_Wenceslas_Square1.jpg

17 listopada

Za początek wydarzeń należy uznać dzień 17 listopada 1989. Studenckiej organizacji udało się na ten dzień uzyskać pozwolenie na przeprowadzenie pokojowej demonstracji w 50 rocznicę męczeńskiej śmierci Jana Opletala, czeskiego studenta zamordowanego przez hitlerowców. Tłum narastał, zaczęto też wznosić hasła przeciwko władzom komunistycznym. Demonstranci zdecydowali przenieść się na plac Wacława, który był miejscem historycznych wydarzeń przede wszystkim w 1968 roku, gdy wojska Układu Warszawskiego rozpędziły rewolucję. Drogę na plac zablokowała policja i choć demonstranci wręczali policjantom kwiaty, demonstracja została bardzo brutalnie spacyfikowana.

19 listopada

Václav Havel zwołał spotkanie wszystkich grup opozycyjnych, z Kartą 77 na czele. Wtedy to postanowiono powołać do życia Forum Obywatelskie, które było ruchem społecznym na wzór polskiej „Solidarności”, a choć nie miało takich rozmiarów i nie było związkiem zawodowym, przyczyniło się w równym stopniu co „Solidarność” do obalenia lokalnego systemu komunistycznego. Forum Obywatelskie zażądało rezygnacji czołowych osobistości w gronie komunistów, w tym prezydenta Gustava Husáka, którego obarczano winą za dewastację życia kraju po roku 1968. Forum postanowiło także poprzeć propozycję strajku generalnego, obejmując przy okazji kierownictwo nad rewolucją w Czechach. Na Słowacji powstała odrębna organizacja – Społeczeństwo Przeciw Przemocy, która była podobna w dążeniach wobec władzy do Forum Obywatelskiego.

Policemen_and_flowers.jpg

20 listopada

Dnia następnego odbyła się ogromna pokojowa demonstracja na placu Wacława. Niektóre źródła podają, że wzięło w niej udział dwieście tysięcy ludzi. Policja nie interweniowała. Z balkonu udostępnionego opozycji przez Wydawnictwo Partii Socjalistycznej do tłumu przemawiał Havel. Powtórzył żądania Forum Obywatelskiego względem komunistów, a tłum głośno skandował, chcąc wymusić na władzach dymisję. Rozpoczęto zbieranie deklaracji o chęci przyłączenia się do strajku. W tym samym czasie doszło do pierwszych rozmów ówczesnego premiera Adamca z Forum. Opozycja zażądała usunięcia odpowiedzialnych za państwowy kryzys osób z rządu i władzy w partii komunistycznej, zwiększenia swobód obywatelskich, a także legalizacji związku. Z upływem kolejnych dni żądania zaczęły być coraz większe, tak że nikt nie wyobrażał sobie, by do władzy nie została dopuszczona opozycja.

27 listopada

27 listopada miał miejsce strajk generalny. Tłum zażądał wolnych wyborów. Mimo ogromnej skali demonstracji i działań opozycji, premier Adamec nie zdecydował się na większe zmiany w elitach władzy. Forum Obywatelskie było rozczarowane jego postawą i nadal dążyło do zmian w rządzie. Na 11 grudnia zapowiedziano kolejny strajk generalny. Forum nie było w stanie dojść do porozumienia z Adamcem, jednak sytuacja międzynarodowa zaczęła się zmieniać. Po wolność sięgnęły już wtedy Polska, Węgry i NRD. Michaił Gorbaczow, lider radzieckiej partii komunistycznej dał ciche przyzwolenie na zmiany w Czechosłowacji, przy okazji potępiając akcję wojsk Układu Warszawskiego z roku 1968.

Prague_November_1989_-_Old_Town_Square.jpg

7 grudnia

Nieoczekiwanie 7 grudnia do dymisji podał się Adamec, a prezydent Husák desygnował na premiera dotychczasowego wicepremiera, Słowaka, Mariána Čalfę. Ten poszedł na ustępstwa względem opozycji, przychylnie podchodząc do propozycji Forum Obywatelskiego co do obsadzenia stanowisk w rządzie. Do rządu weszło wielu członków opozycji, a komuniści stali się wśród ministrów prawdziwą rzadkością. 10 grudnia Gustáv Husák zatwierdził nowy skład rządu, po czym ustąpił ze stanowiska prezydenta. Triumf opozycji został osiągnięty w szybkim tempie. Natychmiast odwołano planowany na następny dzień strajk generalny. Ministrowie rozpoczęli przemiany w państwie zmierzające w kierunku demokracji parlamentarnej, charakterystycznej dla państw zachodnich. Problemem wciąż był wybór nowego prezydenta. Opozycja chciała, by został nim Havel. Władze komunistyczne proponowały, by doszło w tej kwestii do wyborów powszechnych, jednak ostatecznie zostały zmuszone do ustąpienia. 29 grudnia Václav Havel został zaprzysiężony na prezydenta Czechosłowacji. Wybory do Parlamentu przewidziano na czerwiec roku 1990.

800px-Václav_Havel_na_Václavském_náměstí_17._listopadu_2009c.jpg
Prague_November89_-_street.jpg

České dráhy

logo.jpg

České dráhy są kontynuatorem ponad 160-letniej historii kolejnictwa na ziemiach Czech, Moraw i Śląska. W latach 90. XX wieku borykały się ze zmniejszoną ilością przewożonych pasażerów i towarów, związaną m.in. ze złym stanem infrastruktury i taboru. W ostatnich latach stan trakcji poprawił się m.in. dzięki budowie systemu „korytarzy”, na których maksymalna prędkość może wynosić do 160 km/h.
W ramach modernizacji taboru zakupiono 7 pociągów Pendolino produkcji włoskiej, których maksymalną prędkość określono na 230 km/h. Kursują one na trasie Praga – Ostrawa oraz używane są na trasie do Wiednia i Bratysławy przez Brno.
Modernizuje się także starsze spalinowe wagony silnikowe serii 810 i 010 do typu 814 + 914 co zwiększy komfort podróżowania i płynność komunikacji. Wiele linii jest także elektryfikowanych. Niektórym liniom regionalnym grozi likwidacja, część zostanie wydzierżawiona przewoźnikom prywatnym.

České dráhy notują straty, są one jednak z roku na rok coraz mniejsze. Największy deficyt przynoszą przewozy pasażerskie, natomiast przewozy towarów od dłuższego czasu dają zyski. Część przewozów osobowych dotowana jest przez państwo.

Pendolino_Kralupy_nad_Vltavou_CZ.jpg

Wczoraj w TV Prima podano, że do wejścia na czeskie tory szykują się zagraniczni gracze. Planują jeździć na odcinkach Ostrava – Olomouc oraz Liberec – Karlove Vary – Cheb i Liberec – Usti nad Labem – Praha. Pierwsze przejazdy niemieckich konkurentów zaplanowano na przyszły rok. W Polsce też prawo pozwala zagranicznej konkurencji na jeżdżenie po polskich torach jednak jakoś nikt się nie kwapi, żeby w Polsce prowadzić działalność. Tylko dlaczego? Przecież tory mamy dobre, szerokie, nowoczesne, sieć trakcyjną przechodzi co roku modernizację!

To smutne, jaki jest obraz polskich kolei. W porównaniu z czeskimi nie mamy się do czego nawet porównywać. Przytłaczające jest, że czeskie koleje prowadzą regularne połączenia z Czeskim Cieszynem – ok 93 pociągi na dobę. W polskim Cieszynie zlikwidowano połączenie z Bielskiem, zostało 7 (słownie siedem) kursów dziennie tylko do Zebrzydowic (stamtąd np do Czechowic i Katowic).

Jadąc do Czeskiego Cieszyna wzdłuż granicznej Olzy mijamy most kolejowy. 12 grudnia 2009 przejechał mim ostatni polski pociąg relacji Cieszyn – Czeski Cieszyn. Dlatego dla wielu z pasażerów likiwdacja tej linii to jak pożegnanie bliskiego, który już nigdy nie wróci, którego brak odczuć można dopiero wtedy, gdy odjedzie. – Chodziliśmy piechotą przez górkę. To było trzydzieści minut. Pociągiem możemy być za 5 minut z jednego dworca na drugi – oznajmia Ostrzuszka. Od jutra zostaną im tylko własne nogi, albo samochód. Bo „Cieszynka” znika z torów. – Znika z powodów ekonomicznych, które są spowodowane na dobrą sprawę trudnościami technicznymi, gdy chodzi o stan torów – wyjaśnia Przemysław Gardoń, dyrektor Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych.

28647_full.jpg

Na dodatek, na całej trasie z Katowic do Cieszyna, woziła zbyt mało ludzi. Niewielu, ale za to wiernych. – Bardzo dużo było przejazdów w celach zakupów. Jednak po czeskiej stronie niektóre produkty są tańsze – przyznaje Stanisław Opara, kierownik ostatniego pociągu do Czeskiego Cieszyna. Dlatego – jak dodaje lokalna dziennikarka – komunikacja między polską i czeską częścią Cieszyna – jest bardzo potrzebna. – Na pewno są jakieś prywatne busy. Natomiast na pewno nie ma niestety jakiegoś regularnego połączenia – stwierdza.

Bo niestety – jak uważają członkowie stowarzyszenia Koleje Śląska Cieszyńskiego – władze nie walczyły o uratowanie pociągu. – W całym kraju da się, wszędzie idzie ku lepszemu, a w województwie śląskim nie da się – uważa Damian Kazimierczak z portalu Koleje Śląska Cieszyńskiego.

ost.jpg

Ostatni pociąg do Czech.

To smutne, że gdy w Czechach się da, w Polsce robi się wszystko by usuwać kolejne połączenia. A spółki córki PKP powstają jak grzyby po deszczu nabijając kieszenie kolejnym dyrektorom.

Niedawno České dráhy obchodziły 5 lat od wprowadzenia superszybkiego pociągu Pendolino. Rakieta kursuje na trasie:
Praga – Pardubice – Ołomuniec – Ostrawa (7 par dziennie),
Praga – Brno – Wiedeń (2 pary dziennie),
Praga – Brno – Bratysława – (1 para dziennie)
oraz do Austrii i na Słowację. Prędkość ok. 250 km/h. Specjalnie dla Pendolino zmodernizowano tory i wybudowano tzw. szybkie korytarze. Niestety do tej pory nie miałem okazji jechać tą maszyną, ale podobno jest to niezwykłe wrażenie –  Poprzez wychylanie pudła (redukuje boczne przyśpieszenie powodujące dyskomfort pasażerów), pociąg jest w stanie pokonywać z większą prędkością łuki zaprojektowane dla wolniejszych pociągów.

Oprócz Pendolino ciekawą jednostką jet też Elefant :) Mój ulubiony pociąg obsługujący głównie lokalne trasy. Dwupoziomowy, klimatyzowany, nowoczesny, wygodny i kolorowy. Kiedy wiem, że będę jechać pociągiem zawsze wybieram w rozkładzie połączenia obsługiwane przez „Słonika”. Każdy pociąg ma swoje imię, które znajduje się na jego przedzie.

66ffd3c511685954165448.jpg
city_elefant.jpg

Czasem na długich trasach spotkamy też stare składy, zupełnie jak te z PKP, ale mamy przynajmniej pewność, że dojedziemy bezawaryjnie do celu.

Ciekawostką i wygodą jest fakt, że w Czechach jeden bilet obowiązuje na wszystkie rodzaje pociągów (oprócz Pendolino). Tzn. gdy kupimy bilet relacji Ostrava – Czeski Cieszyn, możemy jechać EuroCity, Intercity, Osobowym, Pośpiesznym czy też Elefantem. Nie liczy się też jaką trasą. W Polsce każdy pociąg to inny przewoźnik, inny bilet, inna taryfa.

DSC00474.JPG

Znalazłem ciekawy sposób jak nie do końca legalnie, ale tanio zwiedzać Czechy nie wydając zbyt dużo gotówki. Kupujemy „zpatecni” powrotny bilet na danej trasie (np: Ostrava – Jesienik) i wysiadamy w każdym mieście. Tam zwiedzamy i wsiadamy do najbliższego pociągu. Wracamy na tym samym bilecie. Normalnie trzeba by było kupić bilet strefowy i zapłacić drożej, ale że połączeń jest tak dużo, to nikt się nie zorientuje :)

Na tej trasie zwiedzamy Ostravę – Opavę – Krnov – polskie Głuchołazy – Jesenik i piękne góry.

Opcji na oszczędzanie w podróży jest tak wiele, że nie umieją wymienić wszystkich nawet moi znajomi Czesi pracujący na Czeskich Kolejach.
– zniżka weekendowa
– grupowa
– rodzinna
– powrotna
– studencka z kartą euro26 itp

Zapraszam do korzystania z Czeskich Kolei :)

797px-Locomotive-cz-363180-2.jpg
Map_of_Czech_railways.gif

Kupno ostatniego biletu do Cieszyna przez Czeski Cieszyn przez ekipę TVP

tv.jpg

1938 r.

Tylko te państwa i narody odnoszą dzisiaj sukcesy i zwycięstwa, które umieją maszerować – pisał jesienią 1938 roku, po wkroczeniu polskiego wojska do Zaolzia, ówczesny tabloid „Kurier Czerwony”

„Bije godzina sprawiedliwości dziejowej” – obwieszczały nagłówki gazet, gdy wojska polskie przekraczały granicę czechosłowacką w Cieszynie. „Historyczny dzień odrodzonej Rzeczypospolitej”, „Paniczna ewakuacja Czechów”, „Zwycięska armia przyjęła prastarą ziemię Piastów”.

Chociaż nie padł ani jeden strzał i nie stoczono żadnej potyczki, prasa przedstawiała operację jako sukces militarny. „Dzień drugiego października 1938 r. zapisał się na kartach historii Żołnierza Polskiego nowym triumfem, a w historii Rzeczypospolitej Polskiej jako wydarzenie bardzo niezwykłej doniosłości” – pisał narodowo-katolicki „Mały Dziennik”.

W tym czasie marszałek Edward Rydz-Śmigły przemawiał do tłumów zgromadzonych w Warszawie na placu Piłsudskiego: „Dziękuję Wam, żeście przyszli tutaj, i oświadczam Wam, że ta sama radość, którą Wy dzisiaj odczuwacie i manifestujecie, jest i w moim sercu. Gdy patrzymy na minione dni, to widzimy jak gdyby palec Boży, zwrócony do narodu i pokazujący drogę, którą należy iść”. Odpowiedziało mu chóralne skandowanie: „Niech żyje polskie Zaolzie!”.

Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy

Spór między Polską i Czechosłowacją o Śląsk Cieszyński ciągnął się od momentu powstania obu państw. Jak zwykle bywa w przypadku konfliktu o tereny etnicznie mieszane, racje były podzielone – oba rządy uzasadniały swoje roszczenia względami historycznymi, kulturowymi i gospodarczymi. W latach 1919-20 na obszarze tym toczyły się walki zakończone zaakceptowaniem przez Polskę i Czechosłowację arbitrażu Rady Ambasadorów mocarstw sprzymierzonych. Na mocy tej umowy Czechosłowacji przypadła bardziej uprzemysłowiona część Śląska Cieszyńskiego, w dodatku z przewagą ludności polskiej – zwłaszcza w dwóch powiatach, określanych odtąd mianem Zaolzia. Polska zgłaszała niepozbawione podstaw pretensje, że rząd w Pradze wymusił na niej podpisanie krzywdzącego traktatu, wykorzystując trudne położenie II RP toczącej właśnie wojnę z Rosją.

Mimo to następne lata stały się okresem poprawy stosunków, a nawet względnie zgodnej współpracy. Pogorszenie relacji nastąpiło dopiero w połowie następnej dekady. Polska zaczęła przypominać swoje roszczenia do spornych terytoriów. We wrześniu 1938 r. Hitler stanął w obronie rzekomo prześladowanej mniejszości niemieckiej w Sudetach, Anglia zaś i Francja poparły koncepcję rewizji czechosłowackich granic. Wówczas szef polskiej dyplomacji Józef Beck zażądał od prezydenta Edwarda Benesza, by mieszkańcy Zaolzia mogli korzystać z tych samych przywilejów, które staną się udziałem Niemców Sudeckich.

W kraju ruszyła wielka i bezprecedensowa kampania propagandowa pod hasłem „powrotu Śląska Zaolziańskiego do macierzy”. W miastach, miasteczkach, a nawet wsiach masowo zaczęły odbywać się – rzekomo spontaniczne – wiece ludności. „Cudzego nie chcemy, swoje odbierzemy” – pisano na transparentach. Mówcy, najczęściej lokalni politycy Obozu Zjednoczenia Narodowego, pomstowali na „czeski imperializm” (?) i przypominali o „prawie do samostanowienia” ludności polskiej.

W zgromadzeniach brały udział całe załogi fabryczne, pracownicy urzędów, członkowie organizacji społecznych, drużyny harcerskie. Niekiedy uczestnicy tych imprez dowożeni byli z innych miast specjalnymi pociągami. Zebrania przebiegały według jednego scenariusza, a rozmiary mobilizacji sugerowały, że „gniew narodu” reżyserowany był przez administrację państwową.

Prorządowa „Gazeta Polska” codziennie drukowała dziesiątki relacji utrzymanych w poetyce znanej później z czasów PRL-u: „W Mierzęcu koło Kielc zebrani w liczbie dwóch tys. chłopi uchwalili rezolucję, domagającą się odebrania Czechom Śląska Zaolziańskiego – rdzennie polskiej ziemi, oddając się pod rozkazy Marszałka Śmigłego-Rydza, »aby obalić słupy graniczne nad Olzą i wyzwolić naszych braci spod jarzma czeskiego «”.

Precz z Czechami

Gdy stało się jasne, że Praga będzie musiała ulec żądaniom Hitlera, rezolucje i artykuły stawały się coraz bardziej radykalne. Złożoną przez Benesza propozycję rozmów odrzucono z oburzeniem. „Na terenie całej Rzeczypospolitej Polskiej odbywają się spontaniczne manifestacje, w których jednogłośnie domagano się nie rokowań, ale czynu zbrojnego – pisał „Mały Dziennik”. – Hasło – »Idziemy na Czechy « – opanowało całe społeczeństwo, stało się jednym hasłem polskiego dnia”.

Antyczeskie pogróżki wypełniły prasowe łamy: „Praga kręci, szachruje i gra na zwłokę”, „Dobrowolnie albo siłą weźmiemy Zaolzie”. „Gazeta Polska” obwieszczała: „Przebudowa granic monstrum czesko-słowackiego, które stało się ogniskiem największych niebezpieczeństw dla pokoju Europy, wchodzi w końcową fazę konkretnych realizacji”.

22 września 1938 r. na pl. Piłsudskiego w Warszawie zgromadził się 250-tysięczny tłum (według oficjalnych danych) – była to największa manifestacja w dziejach II RP. Po wysłuchaniu przemówienia szefa OZN gen. Stanisława Skwarczyńskiego zebrani ruszyli w stronę Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych, wznosząc okrzyki: „Niech żyje Śmigły-Rydz!” i „Precz z Czechami!”. Marszałek pojawił się na balkonie i pozdrowił tłum: „Chcę stwierdzić, że uczucie patriotyzmu i poczucie godności narodowej, które są zasadniczym tonem waszych okrzyków i przepełniają waszą pierś – przepełniają dziś serce całego narodu”. Zebrani skandowali: „Wodzu, prowadź na Czechy!”.

Nazajutrz w całym kraju rozpoczęto formowanie „ochotniczego Korpusu Zaolziańskiego”. Przed punktami werbunkowymi ustawiały się kolejki, prasa zamieszczała entuzjastyczne reportaże. Wkrótce pod bronią zgromadzono 70 tys. ludzi, którzy – zgodnie z zapowiedziami propagandy – mieli przedrzeć się na Zaolzie i wzniecić powstanie.

„Jednakże nieliczne oddziały, które zdołały to uczynić, zostały odparte przez dobrze przygotowane oddziały czeskie i musiały szukać schronienia na terenie Polski – pisała historyczka Anna Cienciała. – Pojedyncze próby wywołania powstania podejmowane przez lokalną społeczność polską również nie przyniosły rezultatu. W ten sposób wysiłek [władz] zmierzający do zainicjowania »ogólnonarodowego zrywu « na Zaolziu spalił na panewce. Plan polskiej policji politycznej, częściowo wzorowany na metodach [nazistowskiej] Partii Niemców Sudeckich, był obliczony na zademonstrowanie światu, że przyłączenie Zaolzia do Rzeczypospolitej jest inicjatywą samych mieszkańców regionu”.

Więcej… wyborcza.pl/(…)Wodzu__prowadz_na_Czechy___polska_pr…

 czechy-niemcy.jpgcssr.jpg

Pepiki – Mariusz Surosz

Czechy i Słowacja to kraje najbliższe Polsce, nie tylko geograficznie, ale i kulturowo. Mariusz Surosz w swojej książce udowadnia jak mało wiemy o dziejach naszych sąsiadów. Autor przemierza XX stulecie przedstawiając barwnie, często okraszając anegdotami losy 17 niezwykłych postaci.
Pisze m. in: o astronomie, który porwał za sobą dziesiątki tysięcy Czechów i Słowaków, aby walczyć o utworzenie państwa, o największej miłości Franza Kafki, o playboyu, którego śmierć stała się symbolem końca demokracji w Europie Środkowej, o filozofie broniącym zakazanego przez władze zespołu rockowego, o murarzu, który został wydawcą książek i był za to prześladowany, o poecie – laureacie Literackiej Nagrody Nobla… Ale też o naziście, który nienawidził Czechów, a miał nad nimi władzę niemalże absolutną, i o komuniście, który zaprzedał swój naród.

Najbardziej znany polski czechofil – Mariusz Szczygieł napisał o książce: Autor nie tylko napisał alternatywny podręcznik historii Czechosłowacji, złożony z wnikliwych portretów, ale stanął do walki ze stereotypami.

Mariusz Surosz „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”.
Wydawnictwo: WAB.

SuroszPepiki_okl.png

Beskidy

… Ktoś powiedział, że Tatry to gotyk, Beskidy zaś – barok. Ów barok widzimy nie tylko w kształcie Beskidów, lecz spotkać go można na całej tej ziemi. Skądkolwiek na nią spojrzeć, płynie w miękkich – falistych – łagodnych liniach, i płynie, zdawałoby się na skraj świata…”

Gustaw Morcinek

800px-Gliederung_der_Beskiden.jpg

beskydy_malafatra_1.jpg

Brenna.widok2.jpg

DSC_5091.JPG

hotel-bartos-okoli-08.jpg

image-1423-6777.jpg
214.jpg2-l.jpg2.jpg175849.jpg25586382.jpg2258040442_ce7a5f3d68.jpg20070814210541_beskydy.jpgbeskidy(1).jpgbeskidy-wschodnie-zdecydowanie-wiosna-fot-tomasz-okoniewski-l.jpgbeskydy_malafatra_1.jpg

Želary

Natchniony widokiem pięknych Beskidów, sięgnąłem po czeski film Želary.

Nominowane do Oscara ładnych parę lat temu czeskie „Żelary” udowadniają, że nie trzeba wcale wydumanych historii, ‚nigdy wcześniej’ nie oferowanych w kinie, by stworzyć film fascynujący, wzruszający i po prostu piękny.

Twórcy, choć inspirowali się prawdziwymi zdarzeniami, oparli historię na pomysłach starszych od kina. Oto Czechy pod nazistowską okupacją. Atrakcyjna pielęgniarka Eliska musi uciekać z miasta, po tym jak grupa podziemia, do której należała, została zdekonspirowana. Pomocy udziela jej jeden z pacjentów Joza, któremu wcześniej oddała swą krew.

Wraz z Jozą Eliska (teraz już Hana) udaje się do malowniczej wioski, która jednak pozbawiona jest większości cywilizacyjnych udogodnień, jakie bohaterka uważała dotąd za pewnik. By ratować swą skórę, kobieta decyduje się poślubić Jozę i zacząć nowe życie. Początkowa nieufność powoli zanika, a między Haną a Jozą rodzi się więź, która w końcu przerodzi się w prawdziwe uczucie.

Jak widać z tego krótkiego opisu, „Żelary” trudno nazwać filmem oryginalnym. Najważniejszym elementem sukcesu „Żelar”, jest strona estetyczna dzieła Trojana. Trudno jest się nie zachwycać przepięknymi zdjęciami, pieczołowicie i z miłością ukazujące wspaniałą panoramę słowackich Beskidów (gdzie powstawały zdjęcia do filmu). Do tego dochodzi przepiękna muzyka z motywem przewodnim, który zmiękczy nawet najbardziej przeżarte cynizmem serce.

Wszystkie te elementy sprawiają, że z pozoru błaha historyjka, oglądana na dużych i małych ekranach wielokrotnie, staje się magicznym przeżyciem, którym warto się delektować przez pełne dwie i pół godziny.

zelary4.jpgsite_28_rand_1860062333_zelary_627.gifzelary-0.jpgzelary_wideweb__430x265.jpgzelary-65842.jpg

Seznam.cz

Seznam – najdu tam, co neznám.

seznam_vyhledavani.png

Czesi słyną z tego, że zawsze wszystko mają po swojemu. Nie inaczej jest w przypadku internetu.
Czesi są tutaj fenomenem. Podczas gdy na przykład zupełnie ich pochłonął Facebook i prawie każdy Czech go ma, o tyle nie dali się gigantowi google. Mało tego, Czesi bojują z google a google walczy z Czechami… Ale po kolei.

Seznam.cz jest najbardziej popularnym portalem internetowym w Republice. Codziennie go odwiedza ponad 4 mln użytkowników. Każdy mieszkaniec wie co to jest Seznam.cz i zna jego logo. Portal pojawił się w 1996 roku i najpierw służył jako wyszukiwarka i katalog firm i usług. Szybko jednak zdobył ogromną popularność. Zaczęto go urozmaicać i stał się najczęściej używaną wyszukiwarką internetową. Obroty firmy, która swoją siedzibę ma w Pradze szacuje się na 1,7 mld koron czeskich.
A kto by pomyślał, że jego pomysłodawca i założyciel Ivo Lukačovič  zainwestował w niego na początku tylko 50 tys. koron.

Portal oferuje dziś około 15 różnych osobnych funkcji, jednak najbardziej popularną usługą jest poczta e-mail. Wszystkich kont pocztowych jest blisko 10 milionów (tyle samo co wszystkich Czechów), ale faktycznie aktywnych jest 5 mln. Na początku pojemność skrzynki była ograniczona, ale właściciele postanowili zrobić Czechom prezent na Gwiazdkę i 24 grudnia 2008 roku i znieśli ograniczenia. Od tego czasu limit „nieograniczonej” poczty wynosi 30 000 wiadomości.

800px-Seznam-radlicka.jpg

Do tej pory Seznam nie ma konkurencji na czeskim rynku. Po piętach depcze mu Centrum.czAtlas.cz i oczywiście Goole. Ten ostatni zaczął agresywną i dynamiczną kampanię reklamową w Republice. Tak się składa, że Google mają w Czechach ciągle jakieś problemy. Na początku wchodząc na rynek musieli wykupić od prywatnej osoby domenę „google.cz” za grube kilka milionów koron. Później słynna sprawa z zakazem fotografowania czeskich ulic w ramach usługi StreetView. Jednak Google nie daje za wygraną. Wynajęli grupę speców od kampanii reklamowych i zrobili bardzo mądre reklamy swojej wyszukiwarki. Pojawiała się ona w częstotliwości milion reklam na minutę! Była wszędzie. Jakie przyniosła efekty?

Seznam.cz – 54 % użytkowników
Google.cz – 33 % użytkowników

Jak wiadomo, naród czeski potrzebuje szczególnego traktowania. Wie to też google. Specjalnie dla nich powstała czeska wersja wyszukiwarki, różniąca się od polskiej. Już w momencie wpisywania hasła, pasek wyszukiwania „ucieka” na górę od razu intuicyjnie prezentując wyniki (działa jak słownik T9 w telefonie).

O fenomenie „jedynego czeskiego portalu” świadczy słowacka podróbaZoznam.sk. Słowacy zawsze byli „ogonem” Czechów więc i portal ściągnęli.

Osobiście używam poczty na seznamie – super jest mieć maila z domeną CZ. Ważną zaletą portalu jest całkowity brak reklam na stronie głównej. Zostały one przeniesione już „głębiej” do każdej z sekcji. A sympatyczny piesek ze strony głównej towarzyszy mi zawsze gdy otwieram internet.

Najbardziej rozpowszechniona w mediach reklama czeskiego Google – Miłość w Paryżu. Pomysłowa reklama, bo prezentuje historię internauty od wyjazdu na studia za granicę do narodzenia się jego dziecka, które ma z pewną Paryżanką.

Czesi i hazard

Czeski Cieszyn, wczesne popołudnie. Salony gier, choć czynne przez całą dobę, na razie są jeszcze niemal puste. Ruch zacznie się tu dopiero wieczorem. Do salonów przyjdą nie tylko Czesi.

– U nas w Cieszynie takich salonów nie ma. Po drugiej stronie Olzy natknąć się można na nie na każdym kroku. Dlatego połowa graczy to Polacy. Oczywiście, nikt się nie chce przyznać, że chodzi grać za Olzę – mówi Władysław Orszulik, szef cieszyńskiego koła przewodników PTTK.

Bo hazard nie jest rzeczą, o której ludzie lubią opowiadać. W Czeskim Cieszynie grają wszyscy – od osób, które dopiero dostały do ręki dowód osobisty, po emerytów. Jednym z graczy jest 37-letni Marek z Cieszyna, właściciel niewielkiej prywatnej firmy. Dobrze zarabia, stać go na wizyty w salonie. Bywa w Czeskim Cieszynie raz, czasem dwa razy w tygodniu, zwykle w dni powszednie, kiedy jest trochę mniejszy ruch niż w weekendy. Gra w ruletkę. Parę razy zdarzyło mu się wygrać niewielkie kwoty, częściej przegrywa.

– Żona wie, ale nie robi mi wyrzutów. Nie przegrywam w Czechach majątku, niektórzy nasi sąsiedzi więcej wydają na totolotka – mówi.

Na pierwszy salon natykamy się zaraz po przejściu przez granicę. Dopiero go urządzają, na murze kamienicy nie ma jeszcze rzucającego się w oczy neonu. Nie ma też na drzwiach charakterystycznej tabliczki: wstęp tylko dla osób od 18 lat. Wystarczy jednak przejść kilkadziesiąt metrów dalej, by natknąć się na kolejny, już czynny salon. Jak wszystkie, ma przyciemnione szyby, trzeba wejść, by zobaczyć, jak wygląda w środku. Pod ścianą stoją automaty do gry. Barmanka nie bardzo chce rozmawiać. Tłumaczy: właściciel mieszka w Pradze, ale w środku są kamery. Jeśli dowie się, że rozmawiała z dziennikarzami, może mieć problemy.

– Idźcie do innego salonu, są na każdej ulicy. Najlepiej do takiego, w którym jest ruletka. W takich salonach Polaków jest najwięcej – mówi.

W kolejnym salonie nie wolno używać telefonów komórkowych, do środka nie wolno też wnosić broni. Oczywiście, nie ma mowy o sfotografowaniu błyszczącego, szklano-metalowego, gustownie urządzonego wnętrza.

– Ze względów bezpieczeństwa – mówi nam grzecznie, ale stanowczo recepcjonista.

Oprócz wielu automatów jest tam także ruletka. Jeśli dopisze nam szczęście, na automacie możemy wygrać nawet równowartość 2-3 tys. zł. Podczas gry w ruletkę wygrywa się mniejsze kwoty. Inaczej niż w poprzednim salonie automaty nie wyrzucają pieniędzy.

– My wypłacamy wygraną – mówią nam pracownicy lokalu.

Polacy to spora część klientów lokalu. Wielu pojawia się tam regularnie.

– Rozpoznaję już ich twarze, to nasi stali klienci, ale o to, skąd przyjeżdżają i czym się na co dzień zajmują, nie pytam. To ich prywatna sprawa – wzrusza ramionami recepcjonista.

Tylko w okolicy rynku doliczyliśmy się kilkunastu salonów gier. Kolejne są na peryferiach miasta, na osiedlach.

– Chodzę do niewielkiego saloniku na peryferiach miasta. Tam jest zawsze spokojniej, nie ma tylu ludzi. I bardziej swojsko, bo w tych lokalach w centrum panuje trochę sztywna atmosfera, jest tam sporo szpanerów, którzy zachowują się, jakby rzeczywiście przyjechali do Las Vegas – mówi 23-letni Jacek, przedstawiciel handlowy. – Myślę, że mimo tej całej otoczki tak naprawdę więcej jest w Czeskim Cieszynie zabawy niż prawdziwego hazardu – dodaje.

Wyborcza.pl

z3893655X.jpg

Škoda Auto

W 1895 roku Václav Laurin (mechanik) i Václav Klement (księgowy) założyli firmę Laurin & Klement produkującą rowery, a od 1898 roku – motocykle. W 1901 roku zbudowali pierwsze prototypowe auto. Produkcja seryjna samochodów marki Laurin & Klement trwała do 1928 roku, aż do przejęcia firmy przez koncern zbrojeniowy Škoda, wytwarzający wcześniej luksusowe pojazdy na licencji Hispano Suiza H6. Podczas II wojny światowej zakłady Škody stały się częścią gospodarki III Rzeszy, produkcja została niemal w zupełności dostosowana do potrzeb militarnych. W latach powojennych Škoda przekształciła się w przedsiębiorstwo państwowe AZNP Mladá Boleslav (czes. Automobilové závody, národní podnik), monopolistę na rynku czechosłowackich aut osobowych. Po upadku komunizmu została nawiązana współpraca z Volkswagenem. 16 kwietnia 1991 roku Škoda dołączyła do grupy Volkswagena (do grupy należały już także niemieckie Audi i hiszpański SEAT).
Aby ominąć polskie ograniczenia celne, w 1994 r. rozpoczęto montaż samochodów marki Škoda w zakładach Volkswagen Poznań, początkowo w standardzie SKD, a następnie bardziej zaawansowanym CKD. W Poznaniu montowano modele: Škoda Favorit (sierpień 1994 – marzec 1995), Škoda Felicia (wiosna 1995 – zima 2001), Škoda Octavia (1997-2002), Škoda Fabia (kwiecień 2000 – 2002), oraz użytkowy model Škoda Pickup (1998-2001). Pod koniec lat 90. montowano tam rokrocznie ponad 30 tys. sztuk modeli tej marki. Modelu Škoda Felicia zmontowano łącznie ponad 130 tys. sztuk. Łącznie zmontowano ponad 217 tys. sztuk samochodów marki Škoda.
Po rozpoczęciu produkcji w Chinach w pierwszej połowie 2007 roku, w listopadzie marka weszła na rynek australijski, początkowo modelami Octavia i Roomster.

Znajdź swego czeskiego przodka

Teraz coś bardzo ciekawego! Czy ktoś z Was kto urodził się w pobliżu czeskiej granicy zastanawia się nad tym czy ma czeskich przodków? Od dziś każdy może to sprawdzić! :)

Wszystko wyjaśni Wam Pan Michael Morys-Twarowski.

Dzisiaj, przy „boomie” na poszukiwania genealogiczne, metryki są bardzo chodliwym towarem. Korzysta z nich nie tylko grupa zawodowych historyków, ale przede wszystkim rzesza zapaleńców, poszukujących swoich przodków. Mogłoby się wydawać, że łatwiej szukać ich w kraju niż zagranicą. W przypadku Śląska Cieszyńskiego jest inaczej.

Najstarsze metryki z czeskiej części w pierwszych latach po II wojnie światowej zostały przewiezione do Archiwum Krajowego w Opawie (Zemský archiv v Opavě). Codziennie przyjeżdżali tam genealodzy-amatorzy z Czech, Polski i Niemiec, by szukać swoich przodków ukrywających się w starych księgach. Było to wygodne, bo mieli na miejscu metryki z całego regionu. Nie musieli jeździć od parafii do parafii, jeżeli któremuś z ich prapradziadków strzeliło do głowy, by przeprowadzić się do sąsiedniej wsi. W 2009 roku rozpoczęto digitalizację metryk i pod koniec tego roku ruszyła strona internetowa matriky.archives.cz, gdzie udostępniono poszczególne księgi. W efekcie można odtworzyć swoją genealogię nie wstając od komputera, bo najmłodsze metryki, przechowywane w Opawie, pochodzą zazwyczaj z końca XIX wieku. Po publikacji metryk w internecie pracownia w opawskim archiwum praktycznie opustoszała.

Zupełnie inaczej rzecz wygląda w polskiej części Śląska Cieszyńskiego. Większość metryk pozostaje w archiwach parafialnych, do których dostęp tak naprawdę zależy od czasu i dobrej woli proboszczów. Nie zawsze metryki znajdują się w komplecie. Po II wojnie światowej część ksiąg trafiła do urzędów stanu cywilnego, co dodatkowo utrudnia prowadzenie badań. Świetnie to widać na przykładzie Dębowca (pow. cieszyński). W miejscowym USC znajdują się katolickie metryki prowadzone od 1784 roku, z kolei indeksy do nich znajdują się przecznicę dalej na probostwie.

Najlepiej wyglądał dostęp do metryk parafii ewangelickiej w Cieszynie, najcenniejszych dla tego wyznania (w latach 1709-1781 była to jedyna parafia ewangelicka na Śląsku Cieszyńskim). Były i są udostępniane w Bibliotece i Archiwum Tschammera, które obecnie jest otwarte dwa dni w tygodniu. Zostały już zdigitalizowane i mają w przyszłości zostać udostępnione w internecie.

Podobny los ma spotkać metryki katolickie. Obecnie trwa akcja digitalizacji ksiąg metrykalnych z diecezji bielsko-żywieckiej, do której należy polska część Śląska Cieszyńskiego. Trudno jednak powiedzieć, kiedy nadejdzie dzień, w którym Polska wyrówna stan rywalizacji z Czechami na polu udostępniania śląskocieszyńskich metryk.

7bbn.jpg

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑