W 1966 roku pierwszy raz w historii Oskarów, wygrał film środkowoeuropejski. Zaledwie dwa lata później Oskara zdobywa kolejny czechosłowacki film- „Pociągi pod specjalnym nadzorem”. Przypadek? Nie sądzę. Oba filmy reprezentowały niecodzienny ruch filmowy, zwany Nową Falą. 50 lat po tych wydarzeniach rozpocznie się festiwal filmowy „Buntownicy kamery – czechosłowacka Nowa Fala”. Czytaj dalej „Buntownicy kamery 19.02- 29.05 | kina Iluzjon i Muranów”
Konkurs filmowy- „Stokrotki”
W dniach 23-25 lutego zapraszamy do Wrocławia do Kina Nowe Horyzonty na otwarcie przeglądu Czechosłowacka Nowa Fala.
Poza warszawską edycją Festiwalu „Buntowników kamery” jest też wrocławska, która potrwa od 23 lutego do 30 czerwca.
Partnerami przeglądu są: Filmoteka Narodowa, Gutek Film, Czeskie Centrum Kultury, Instytut Słowacki, Fundacja RAW, Narodowe Archiwum Filmowe Praga, Słowacki Instytut Filmowy Bratysława, Przegląd Filmowy Kino na Granicy.
Czechofil.com wraz z kinem Nowe Horyzonty organizuje konkurs w którym do wygrania jest 1 podwójne zaproszenia na kultowy film „Stokrotki” na 25 lutego. Początek seansu 19:00.
Zaproszenie otrzyma osoba, która najciekawiej zrecenzuje wybrany przez siebie film, który należy do nurtu Czechosłowackiej Nowej Fali.
Na zgłoszenia mailowe czekamy do 22 lutego do 15:00.
Adres email: czeskaholka@gmail.com
Przegląd filmów czechosłowackiej Nowej Fali jest jednym z filarów filmowej części projektu Wrocław – Europejska Stolica Kultury 2016, potrwa od 23 lutego do 30 czerwca
CZESKIE ŚRODY: „Dzikie czyny” | 09.12.2015 r. o 20:30
W grudniu Kino Wisła zaprasza na ostatnią w tym roku CZESKĄ ŚRODĘ w kinie Wisła, na film „Dzikie czyny” („divoČINY”), wielokrotnie nagradzany dokument autorstwa Jana Svatoša. Po projekcji odbędzie się spotkanie z reżyserem oraz operatorką, Romi Strakovą.
O FILMIE:
Film stanowi esej wizualny o dziczy i jej (nie)odwracalności. Dzicz. Większość z nas pod tym słowem wyobraża sobie tropikalną puszczę deszczową, afrykańską sawannę i przyrodę, która jest nieodpowiedzialnie niszczona przez rdzenną ludność. Nie możemy jednak zapominać o tym, że to właśnie my – Europejczycy – jako pierwszy pozbyliśmy się swojej domniemanej zwierzęcej konkurencji. Prastare dzicze bezpowrotnie zniknęły. Dzięki niektórym dzisiejszym działaniom i czynom trwają próby ich przywrócenia do życia i dawnej świetności. Ale czy uda nam się żyć u boku wilków, niedźwiedzi i żubrów? Film dokumentalny „Dzikie czyny” przybliża starania ludzi, którzy poświęcili swoje życie ochronie prześladowanych przez generacje istot. Bada on również, jak czeskie społeczeństwo postrzega dzicz jako fenomen kulturowy…
NAGRODY:
* Nagroda Specjalna Jury pod patronatem polskiego MKiDN na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Przyrodniczych w Łodzi
* Nagroda Specjalna Jury „Jade Kunlun” w Chinach
* Nagroda Jury Studenckiego na MFF Life Sciences, Czechy
Po filmie zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazaniem biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie
(ul. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
Link do wydarzenia na Facebooku: TUTAJ
środa, 9 grudnia 2015 r., 20:30
bilety: 14 zł
Partnerzy: Ach jo kulturo! Czeskie Centrum w Warszawie, Jestem Czechofilem, Czeska Piviarnia
Czeskie Środy w Kinie Wisła: Pod jednym dachem (Pelíšky)
8 lipca zapraszamy do kina Wisła na kolejne spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY! Zaprezentujemy tym razem jeden z najciekawszych czeskich komediodramatów opowiadających o bolesnym dla naszych sąsiadów doświadczeniu pacyfikacji Praskiej Wiosny: Pod jednym dachem (Pelíšky) w reżyserii Jana Hřebejka, twórcy m.in. „Pupendo’, „Czeskiego błędu”, czy nominowanego do Oskara filmu „Musimy sobie pomagać”.
17. Przegląd Filmowy Kino na Granicy – 28.04-03.05.2015 CIESZYN
Przegląd Filmowy Kino na Granicy / Kino na Hranici zrodził się w środowisku Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej z płynącej z serca potrzeby poznawania kultury sąsiadów zza rzeki. Pierwsza edycja w 1999 roku oferowała jedenaście czeskich filmów pokazywanych w jednym kinie. Trzecia edycja przyniosła rozszerzenie artystycznych poszukiwań na kino Słowaków, czwarta pokazy także w Czeskim Cieszynie, a na szóstej pojawiły się filmy polskie i węgierskie – i tak już miało pozostać.
Liczba pokazywanych filmów systematycznie rosła, by w dwunastej edycji w 2010 roku dojść do okrągłej setki. I wtedy rozpoczęła się doceniana przez uczestników przeglądu stabilizacja: 6 dni, co najmniej 4 miejsca projekcji w jednym, choć podwójnym mieście, zawsze ponad 100 filmów, 5 koncertów i mnóstwo wydarzeń towarzyszących. Niezmienna pozostaje też baza: konsekwentnie odkrywana i promowana kultura najbliższych sąsiadów.
Kino na Granicy ma już swoją tradycję i renomę oraz jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych imprez filmowych. 17. edycja Przeglądu Filmowego Kino na Granicy odbędzie się w dniach od 28 kwietnia do 3 maja 2015 roku w Cieszynie i Czeskim Cieszynie.
AKREDYTACJE
PROGRAM DO ŚCIĄGNIĘCIA
NOCLEGI
KONKURS
Do wzięcia:
- jedna PEŁNA akredytacja
- jedna TRZYDNIOWA akredytacja
- bilet na koncert czeskiego zespołu ILLE
Aby zdobyć nagrody napisz:
Na który film z programu 17. Przeglądu Kino na Granicy najbardziej czekasz i dlaczego?
Najlepsze odpowiedzi zostaną nagrodzone (wysyłajcie je na ceskykluk@gmail.com)
Jeśli wciąż nie masz wejściówek na festiwal, bądź wahasz się czy w ogóle pojawić się w Cieszynie, masz teraz świetną okazję by zobaczyć na żywo tę piękną imprezę.
Vendeta (2011) – Miroslav Ondruš – czeski film – recenzja
Oglądając film Kajinek z 2010 roku oraz W cieniu (2012) miałem wrażenie, że Czesi kręcą naprawdę dobre kryminały. Zastanawiałem się czy jest to jednorazowa chwila uniesień w czeskim kinie czy stała tendencja. Wszak kryminały to coś zupełnie innego niż wszystkim znane czeskie komedie. Film Vendeta przekonał mnie, że czeskie kino jest świetne niezależnie od gatunku.
Bardzo żałuję, że dopiero po czterech latach zabrałem się za oglądanie filmu Vendeta w reżyserii Miroslava Ondruša. Żałuję również, że oglądanie jego nie było mi dane na dużym ekranie. Już pierwsze spojrzenie na obsadę daje nadzieję na udany film. Lubiany przeze mnie i braci Czechów Ondřej Vetchý znany m.in z Koli czy Butelek zwrotnych był głównym bohaterem Vendety.
Pochaman jest ojcem 14 letniej urodziwej dziewczynki, którą podstępem zwabiono do opuszczonej fabryki. Pod pretekstem zrobienia sesji zdjęciowej jej rówieśnicy brutalnie ją pobili i zgwałcili. Pochaman nie mogąc znaleźć sprawiedliwości postanawia wymierzyć ją sam. Nie wszystko jednak idzie tak, jakby tego chciał.
Film Vendeta jest wielowymiarowy. Z jednej strony główny wątek opiera się na chęci zemsty, typowemu wymierzeniu kary. Widzimy pełne studium mierzenia się samym ze sobą i ze swoimi słabościami. Z drugiej jednak strony zaskakują nas surowe plenery i praktycznie brak ścieżki dźwiękowej. Surowy obraz i akcja niczym z koszmaru tylko potęguje wrażenie strachu. Oglądając poczynania rozwydrzonych gówniarzy czułem złość, odrzucenie i ogromną empatię dla maltretowanej dziewczynki. I choć cały wątek z dzieciakami trwał krótko, sposób ich grania był na tyle przekonujący, że zaangażowałem cały swój umysł w ten film. Wielkim pozostał jednak Ondřej Vetchý gdyż to on skradł całą późniejszą fabułę. Pierwsze dość udane sceny z dzieciakami przemieniły się jednak w dalszej części filmu jedynie w stękanie i czołganie się po ziemi. Cóż, taka została napisana dla tych małych oprawców rola.
Vendeta choć nie jest filmem wielkim i wybitnym, skłania nas do refleksji nad dzisiejszą młodzieżą. Bachory z dobrego domu myślą, że mogą robić co im się podoba, że gwałt czy śmierć to tylko kolejny etap, jak w grze komputerowej. Wartości jakie niesie ze sobą Vendeta są uniwersalne. Poza tym tego typu tragedia może rozegrać się w każdym miejscu na świecie. Dobrze jednak, że za jej ukazanie zabrali się Czesi. Jakoś dawno nie widziałem dobrego kryminału w wykonaniu Polaków.
CZESKIE ŚRODY: „Powrót Agnieszki H.” i spotkanie z twórcami
W środę, 10 grudnia o godzinie 20:00 zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła! Pokażemy film
„Powrót Agnieszki H.”
dokument w reżyserii Krystyny Krauze i Jacka Petryckiego będący nie tylko powrotem do czasów studenckich Agnieszki Holland, ale jednocześnie do wydarzeń późniejszych – do przyjaźni jakie łączyły bohaterkę z Czechami w czasie emigracji, czy Aksamitnej Rewolucji.

Po projekcji spotkanie z twórcami!
Wielowątkowa opowieść o Agnieszce Holland i jej więziach z Czechami. Obserwujemy pracę reżyserki nad serialem „Gorejący krzew” o samospaleniu w Pradze w 1969 roku Jana Palacha. Agnieszka Holland podczas tego jednego z najważniejszych wydarzeń w historii komunistycznej Czechosłowacji była studentką słynnej praskiej szkoły filmowej FAMU.

Ten powrót do czasów studenckich będzie także powrotem do wydarzeń późniejszych – do przyjaźni jakie łączyły reżyserkę z Czechami w czasie emigracji czy Aksamitnej Rewolucji. Film pokazuje jak bardzo przeżycia z lat 1966-71, spędzonych w Czechach, zaważyły na jej późniejszych losach i jaki miały wpływ na jej filmową twórczość. Oglądamy fragmenty jej filmów, słuchamy opowieści samej Agnieszki Holland, która opowiada o sobie Jackowi Petryckiemu, wieloletniemu przyjacielowi. W filmie mówią o wspólnych ideałach z lat młodości, ludzkiej potrzebie do życia w wolności i prawdzie, ważnych życiowych wyborach w sytuacji presji politycznej i zwykłej, ludzkiej uczciwości w czasach totalitaryzmu.

Prelekcję do filmu wygłosi dziennikarz filmowy, animator kultury i czechofil, Jacek Dziduszko. Po projekcji odbędzie się spotkanie z twórcami.
Po filmie zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazaniem biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie (u. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
- CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Powrót Agnieszki H.”
- środa, 10 grudnia, godz. 20:00
- Kino Wisła, plac Wilsona 2
- bilety: 12 zł
Gottland bez Gotta – RECENZJA filmu na podstawie książki Mariusza Szczygła
Gottland bez Gotta
Pięciu młodych dokumentalistów słynnej praskiej szkoły filmowej FAMU stanęło przed nie lada wyzwaniem – ekranizacją bestsellerowego zbioru reportaży Mariusza Szczygła „Gottland”. Stworzone przez poszczególnych twórców trudno jednak oceniać jako jeden spójny film.
Zbudowany w technice dokumentu, animacji i fabularyzowanego dokumentu film prezentuje pięć epizodów złączonych oryginalnym tytułem zbioru „Gottland”. Inspirując się spisanymi w zbiorze Szczygła historiami, pięciu młodych reżyserów przygląda się powojennej Czechosłowacji i Czechom przez pryzmat znanych jednostek. Wychodząc od wydarzeń z okresu Pierwszej Republiki Czechosłowackiej i II Wojny Światowej, przez lata 50. i 60., okres normalizacji i wydarzenia bieżące, próbują odpowiedzieć na pytanie o współczesne konsekwencje przełomowych wydarzeń oraz ich istnienie w społecznej świadomości.
Lukáš Kokeš reżyser części pierwszej wykorzystał niespotykaną technikę obrazowania – widza umieścił w centrum, ukazał perspektywę panoptykonu. Ta, być może nieznośna w przypadku pełnego metrażu, technika, w tym miejscu sprawdza się doskonale. Obrazuje bowiem kolejność produkcji oraz pracę zespołu, która wspólnym wysiłkiem socjalistycznych robotników produkuje finalny wyrób. Tomáša Bat’a – wprawił w ruch Czeską gospodarkę i pozostał wiernym ideałom kapitalizmu z ludzką twarzą i zapewnienia godziwych warunków płacy i pracy. Część ta wyróżnia się realizacyjną sprawnością twórcy a sam ruch zarówno na poziomie formy jak i metafory ma ogromne znaczenie, nie przez przypadek jeden napis powraca na murach: Ruch to życie, brak ruchu – to śmierć.
Wyreżyserowana przez autora pełnometrażowej „Twierdzy” Petra Hátle, część przywołuje postać Lídy Baarovej – czeskiej artystki, której najbardziej zapamiętaną rolą była, ta, – przez wielu prześmiewczo nazywana życiową, kochanki Göbbelsa. Reżyser próbuje przybliżyć ją przez rekonstrukcję spotkania Otokara Vavry z artystką. Niechlujne, sfilmowane z perspektywy planu zdjęciowego ujęcia przeplecione są autentycznymi wypowiedziami Baarovej ukazanymi z offu tle statycznych ujęć przyrody niewiele wnoszą do całości.
Prawdziwą złotą maliną „Gottlandu” jest jednak animowana etiuda na temat socjalistycznego pisarza współpracującego ze służbami bezpieczeństwa Eduarda Věry Čekanyovéj. Istnienie tej, co więcej najdłuższej, części, uwłacza innym twórcom i jej widzom. Niechlujna animacja na podstawie brzydkich rysunków uzupełniona powtarzającymi się kilkoma tandetnymi dźwiękami kraczących wron i okrzyków zaczerpniętych z creative commons, połączona z, po raz kolejny, czytanymi z offu raportami sprawia, że mamy ochotę opuścić kinową salę.
Przedostatnia, zrealizowana w tradycyjnej, dokumentalnej formie części Radovana Síbrta i Rozálie Kohoutovéj mierzy się z postacią Stalina i mitów wyrosłych wokół znanego jako „Kolejka po mięso”, pomnika. Ostania, wyreżyserowana przez najbardziej doświadczoną z grona młodych – współreżyserkę „Twierdzy” Klarę Tasovskou, jako jedyna wyprzedza wydarzenia z „Gottlandu” i przybliża postać studenta z Humpolca – Zdeňka Adamca, który przed jedenastoma laty w czynie buntu stał się kolejną po Janie Palachu pochodnią.
Lektura „Gottlandu” Mariusza Szczygła weryfikuje naszą wiedzę na temat postrzeganego jako naród poczciwych piwoszy Czechów oraz dostarcza gorzką dawkę ironii na temat czeskich realiów z perspektywy losów kilkunastu przedstawicieli narodu. Łączy elementy smutku, groteski. Weryfikuje prawdę o narodzie, którego zwykliśmy uznawać za naród konformistów, dostosowujących swe poglądy do czasów i warunków. Filmowi twórcy zdają się realizować swój film bez zaangażowania i wnikliwości, a ich „Gottland” nie sięga poza banalne i bezrefleksyjne opowiedzenie pięciu wybranych historii. Mariusz Szczygieł pisze swój literacki reportaż z perspektywy czechofila, wnika w kulturę, spisuje swą fascynację krajem tak bliskim i tak dalekim kulturowo. Reżyserzy „Gottlandu” zdają się zaś pozbawieni ciekawości wniknięcia w losy opisywanych bohaterów.
Można bowiem zapytać: „Gottland”, tylko gdzie jest Gott? W filmowej wersji brak spójności, brak choćby niechlujnych kleksów kleju, który próbowałby połączyć samodzielne etiudy. Warto pozostać pod wrażeniem części pierwszej i w towarzystwie muzyki, pominiętego w filmowej, wersji „Gottlandu”, otoczonego jakże czeskim popkulturowym kultem Karela Gotta, ze spokojem ducha powrócić do literackiego pierwowzoru.
Beata Poprawa
„Gottland”
„Gottland” był pokazywany w ramach sekcji Konkursu Dokumentalnego 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego.
Recenzja została opublikowana po raz pierwszy na portalu 5kilo kultury.
reżyser: Lukáš Kokeš, Petr Hátle, Viera Čákanyová, Rozálie Kohoutová, Klára Tasovská, Radovan Síbrt
premiera: 7 listopada 2014 (Polska, świat)
produkcja: Czechy, Polska, Słowacja
Czeskie Środy w Kinie Wisła: W CIENIU – 8 października 2014 – Warszawa
Już w środę, 8 października o godzinie 20:00 zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła! Pokażemy film W CIENIU.
Lata 50., była Czechosłowacja. Kapitan policji Hakl (Ivan Trojan) bada sprawę rabunku cennej biżuterii. Pozostawione na miejscu zdarzenia ślady prowadzą do znanego złodziejaszka. Jednak z pozoru prosta sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Po zamknięciu dochodzenia Hakl postanawia na własną rękę kontynuować śledztwo, w wyniku którego zagrożone zostanie bezpieczeństwo jego najbliższych.
49. MFF KV: Czesi grzeszą – Relacja z festiwalu
Gdyby w Czechach powstało rocznie tylko pięć komedii i żaden film innego gatunku, mówiłoby się, że kinematografia miała udany rok. Brak wystarczającej ilości dowcipów w filmie najprawdopodobniej należy według Czechów do siedmiu grzechów głównych. Najnowsze produkcje naszych południowych sąsiadów przestały być zabawne i odróżnieniu od obrazów z lat 90. są to głównie dramaty. Akcja wielu z nich rozgrywa się w teraźniejszości, a jednak z różnych powodów ich bohaterowie wracają do przeszłości.
Film „Klauni” Viktora Tauša upada już na poziomie pomysłu. Klauni bowiem w dzisiejszych czasach nie budzą już ani śmiechu, ani wzruszenia. Trzej starsi panowie – Max (Oldrich Kaisel), Oskar (Didler Flamand) i Viktor (Jíři Lábuš) grali przed laty w grupie BUSTERS. Ich występy były niechybnymi przejawami wolności w nieruchomym systemie komunistycznym. Wraz z jego końcem , skończyło się też coś między przyjaciółmi. Teraz, po 30 latach spotykają się, a spotkanie to zmusza ich do niełatwej konfrontacji. Szkoda, że miłość Tauša do starych filmów nie przełożyła się na realizacje „Klaunów. Filmu, który w reżyserskich założeniach miał być sentymentalnym obrazem o miłości i nienawiści. Obraz ten stopniowo zbacza z historii grupy, rozdzielając się na trzy historie prywatne.

Miłość osnuta sentymentem to temat jednego z trzech wątków – losów Viktora i jego chorej na Alzheimera żony. Już samo mieszkanie pary przypomina skład pamiątek, niepozornych pokrytych kurzem bibelotów. Wśród nich jest lusterko, pod którym stoi zdjęcie uśmiechniętej, młodej i szczęśliwej dziewczyny. W nim przegląda się kobieta schorowana i niezdolna spostrzec, że to jej własny wizerunek. To jedna z najtrafniejszych scen „Klaunów”. Film ten jest niestety technicznie efekciarski, przez co znacząco traci. Reżyser celowo używa komicznego wykrzywienia (krzywe kadry, nietypowe ujęcia). Problem tkwi też w złamaniu gatunkowej jedności i nieudolnej próbie spojenia komedii i dramatu.
„Krásno” Ondřeja Sokola to historia powrotu dwóch bohaterów (w rolach tych sam Ondřej Sokol i Martin Finger) do rodzinnego Šumperka, nad jezioro o tytułowej nazwie. Miasta, w którym przed laty w Krasně znaleźli matkę jednego z nich. Michal jest przeświadczony, że za tragedią tą stoi jego ojciec, który umiera w dzień powrotu. Dla bohaterów to wejście w małomiasteczkowy świat,, od którego tak łatwo przed laty uciekli. Film ten to niewątpliwie obraz najbliższy dawnym, dobrym czeskim filmom. Sokol umiejętnie łączy bowiem sceny zabawne i smutne. Przełamuje konwencje, utrzymując skupienie widza. Ponadto w umiejętny sposób buduje, zabarwione sepią sceny retrospektywne.

Do przeszłości wracają też bohaterowie „Donżuanów” Jiřego Menzla. Do małego czeskiego miasteczka ze Stanów Zjednoczonych wraca Jakub (Martin Huba), którego pierwsze aktorskie kroki sięgają lokalnego teatru miejskiego. Dziś ma być gwiazdą operowej adaptacji „Don Giovanniego”. Powrót do miasta, w którym spędził młodość to spotkanie pierwszych kochanek. A miłość czy to przygodna, czy trwała nieść może za sobą jasne konsekwencje. Film czołowego czeskiego twórcy lat 60. załamuje. Załamuje w nim sposób podejścia do operowego tematu, sztuczna aktorska gra i tekturowe dekoracje, w których zaaranżowana jest większość scen. Film ten pokazuje jednak, że powrót do przeszłości może mieć pozbawiony goryczy smak. [Więcej o „Donżuanach” w recenzji tutaj]
W sentymentalnym nastroju pozostajemy z bohaterami „Milostnych písni” Bohdana Karáska, wyróżnionego wśród tegorocznych dyplomowych filmów FAMU . Tu zarówno przestrzeń jak i sama historia wprowadzają nas w nieco sentymentalny nastrój. Akcja dzieje się w mieszkaniu, w którym czas niemal zatrzymał się – pełnym meblościanek, wersalek i smutno-brunatnych barw. W miejscu tym spotykają się trzy osoby: młody chłopak (Miroslav König), kobieta, która mogłaby być jego matką (Taťjana Medvecká) i jej partner (František Host). Film ten daleki jest perfekcji, nagrany w żółtym świetle, bliski home video jest męczący, dobrze oddaje jednak duchotę przestrzeni. Od początku relacja bohaterów jest dla nas niewiadomą a zagadka ta wyjaśnia się niemal z końcem fabuły, na co musimy czekać dość długo. Dopiero zakulisowa rozmowa w kuchni odkrywa skrywany sekret. To dopiero początki młodego reżysera, biorąc pod uwagę spójność fabuły i formy to ciekawa próba.
W nastroju smutnej tajemnicy z przeszłości pozostaje obraz „Maria Stock” Jana Březiny. Główny bohater – Milan przyjeżdża do opuszczonej wsi, gdzie poznaje tajemniczą Hildę. Zarówno on (Jan Strejcovský) jak i rudowłosa, o niebanalnej urodzie dziewczyna (Kamila Trnková) pragną zatrzymać nas na dłużej. Mają bowiem w sobie pierwiastek odrobinę hipnotyzujący widza. Film utrzymany jest w wypłowiałych barwach, które komponują się z późnojesiennym czasem akcji i nadają obrazowi sentymentalny klimat. Szkoda tylko, że „Maria Stock” w pewnym momencie odpływa w nierealność. Tym ciężej zaakceptować ten fakt, że był to zabieg celowy, sam reżyser powiedział: Stworzyłem film, który nie ma być zrozumiały, to obraz festiwalowy, który ma być bliższy kinu artystycznemu.
Na innym biegunie znajduje się film „Jako nikdy” Zdeňka Tyca. To historia zgorzkniałego malarza – Vladimira Holasa (Jiří Schmitzel), któremu towarzyszą dwie kobiety, Karla (Petra Špalková) była studentka artysty i jego partnerka i Jaruna (Taťjána Medvecká) pielęgniarka i dawna kochanka. Obie bohaterki są elementami przynależącymi do przeszłości głównego bohatera. Jaruna przypomina mu młodzieńcze czasy pierwszych miłości, Karla okres pracy na uniwersytecie, lata tworzył najdoskonalsze dzieła. Choć oczekiwaniem reżysera było poruszyć, uświadomić, że w każdym człowieku tkwi ukryty diament, to los do granic zgorzkniałego, nieprzyjemnego, agresywnego bohatera jest nam w najlepszym wypadku obojętny, a większość z nas czeka na śmierć artysty i oswobodzenie unieszczęśliwionych przez niego kobiet. Film Tyca pozostaje zupełnie nieprzekonujący w zakresie motywacji postępowania i powiązań bohaterów. Pełna pseudosymboli opowieść jest rozmyty i pusty.

Między zastygnięciem w przeszłości a trudną teraźniejszością znajduje się „Díra u Hanušovic” Miloslava Krobota. Niedoszła nauczycielka niemieckiego Maruna (Tatiana Vilhelmová) pracuje w wiejskiej gospodzie, które jest głównym miejscem spotkań. Rozchwiana emocjonalnie kobieta miota się między myśliwym-starostą (Ivanem Trojanem), który większość swojego czasu spędza, czekając na swojego jelenia, uznawanym za miejscowego błazna Olinem (Jaroslav Plesl) a lokalnym kobieciarzem (Lukáš Letinák).
Akcja filmu toczy się nieopodal Hanušovic w Sudetach. Rozwój tego rejonu został wstrzymany w okresie II Wojny Światowej i tak pozostało do dziś. Całą wieś tworzą ludzie, którzy w wyniku politycznych decyzji zostali przeniesieni z miejsc, w których faktycznie były ich korzenie. Na ziemiach tych dochodziło do przemieszenia różnych typów ludzi z odmiennych środowisk. W tych warunkach jest dużo agresji, alkoholizmu i innych nałogów. Są tutaj ludzie, który i w tych warunkach próbują się nie poddawać i zmieniać swoje życie – twierdzi scenarzysta filmu Lubomir Smékal. Co pozostaje jednak z tych słów, gdy widz od początku ma wrażenie, że to raczej film o ludziach straconych (podobnie choćby do „Szczęścia” Bohdana Slámy). Opacznie do założeń zdają się oni bohaterami, którzy przywykli do dokładnie takiego stylu życia, a ich mały świat, choć pełen niedogodności, jest ich wyborem.

Film ten ma być czeskim hitem. Jednak historii tej nie ratuje ani Tatiana Vilhelmová, ani Ivan Trojan. „Díra u Hanušovic” pełna jest niewykorzystanych, ciekawych fabularnie elementów. Dodatkowo obraz ten to też męskie, mizoginiczne spojrzenie na świat, świat, w którym kobiety to jeden podły, łatwy gatunek.
Festiwal w Karlowych Warach to impreza o niewątpliwie doskonałym międzynarodowym charakterze. Festiwal ten hołubi przy tym kino krajowe. I doskonale, że to robi. Daje mu swoją, odrębną sekcję (w tym roku dziewięć tytułów) oraz pozostawia miejsce w innych, w tym w Konkursie Głównym. Najnowsze czeskie produkcje niestety dalekie są od najlepszych obrazów poprzedniej dekady. Czesi odchodzą od tragikomedii i czarnego humoru, wydawałoby się, tak bliskich ich narodowemu charakterowi. Dziś tworzą raczej nieudane dramaty. Jakaś głęboka siła pcha ich, by próbować. Próbować tworzyć smutne, przepełnione sentymentem obrazy pozbawione unikalnej wrażliwości, która towarzyszyła starszym filmom. Być może ich natura – śmiejących się bestii uległa nagłej zmianie?
Beata Poprawa
Cytat z początku relacji pochodzi z książki Mariusza Szczygła „Zrób sobie raj”, rozdział pt. Wytwórnia śmiechu.
49.MFF KV: Zachować honor sportowca – „Fair play” [Recenzja]
Sport to wielkie zwycięstwa, niechybne porażki, ale i wyniszczający zdrowie doping. Przyjmowanie zakazanych, sterydowych substancji było regularną praktyką wśród sportowców socjalistycznych republik. Temat ten podejmuje, walczący w Konkursie Głównym 49. Festiwalu w Karlowych Warach, „Fiar play” Andrei Sedláčkovej.
W przypadku Czechosłowacji o używaniu dopingu wśród najlepszych sportowców mówi się już od początku lat 80. Nie żeby wcześniej żaden sporowiec nie brał zakazanych substancji, tak się działo. Wówczas jednak nie było nad tym jakiejkolwiek kontroli – mówi konsultant historyczny „Fair play” Vít Polaček. Przyjmowanie sterydów było już kilka lat wcześniej na porządku dziennym w NRD i ZSRR, stąd jedynym sposobem dorównania zawodnikom z bratnich republik było podjęcie identycznych praktyk. Młodym, osiągającym sukcesy, sportowcom oferowano specjalistyczną opiekę. Aby ją uzyskać musieli podpisać umowę, zobowiązującą do zachowania tajemnicy. W przypadku większości zawodników odmowa jednoznaczna była z wyrzuceniem z narodowej reprezentacji. Przed wyborem tym stanęła główna bohaterka „Fair play” młoda biegaczka Anna (Judit Bárdos).

Czarny rynek anabolików był w krajach socjalistycznych ogromny. Współpraca między lekarzami – funkcjonariuszami państwowymi a trenerami odbywała się na wszystkich poziomach. Jak to się działo, że badania antydopingowe nie wykazywały obecności zakazanych substancji we krwi? Reprezentanci brali leki wiele tygodni przed zawodami, w czasie przygotowań do nich, odstawiając je kilkanaście dni przed olimpiadą. Dzięki temu, działanie środków było dostrzegalne – znacznie polepszało kondycję sportowców, a co za tym idzie umożliwiało im osiąganiu doskonałych wyników, nie było jednak wykrywalne we krwi. Jedynymi czechosłowackimi sportowcami przyłapanymi na dopingu była dyskobolistka Zdeňka Šilhavá i rzucający kulą Remigius Machura. Miało to miejsce na Mistrzostwach Europy w Lekkoatletyce w 1985 roku w Moskwie. Fakt ten wyszedł na jaw tylko, dlatego że ich próbki niespodziewanie zostały wysłane do laboratorium w Kolíně nad Rýnem, które ujawniło to, co przedtem taili lekarze współpracujący z socjalistyczną władzą. Ironiczną pointą tej sytuacji był fakt, iż krótko potem w podległym partii „Rudým právě” oboje zostali skarceni za naruszenie zasad sportowej etyki.

„Fair play” ma świetnie zbudowany konflikt o całkowicie racjonalnych i psychologicznie przemyślanych podstawach. Matka Anny (Anna Geislerová) w żadnym wypadku nie jest wyrodną matką, bowiem za jej jednoznacznie niemoralnymi decyzjami stoją zrozumiałe przesłanki. Z jednej strony, dzięki córce pragnie zrealizować swe dawne marzenia o sportowych medalach, z drugiej, nie widząc przyszłości w socjalistycznym reżimie Czechosłowacji, pragnie dla niej lepszego życia na Zachodzie, a olimpijskie medale są przepustką do świata za Żelazną Kurtyną. „Fair play” doskonale oddaje historyczne realia. Scena zakładania urządzeń podsłuchowych jest niemal identyczna do tej z „Życia na podsłuchu” Floriana Henckela von Donnersmarcka. W filmie dostrzegalny jest również niezwykły sentyment, zbudowany wybrzmiewającą w tle instrumentalną muzyką i odrobinę spłowiałymi barwami obrazu, tak jednoznacznie kojarzonymi z smutnymi latami socjalizmu.
Andrea Sedláčková płynnie wchodzi w świat sportowców, w realia współzawodnictwa i samotności jednostek zdeterminowanych zdobywaniem laurów. Anna nigdy nie trenuje sama. Zawsze towarzyszy jej koleżanka – Martina. Porównywane są ich czasy, osiągnięcia, wkład pracy, tętno i wyniki badań. Pokazując różnorodne ćwiczenia, do których zmuszane są dziewczyny, od wykańczającego biegania w śniegu, przez obciążające treningi biegowe z maskami przeciwgazowymi w wodzie, doskonale oddaje ponadludzki wysiłek. Reżyserka w niezwykle bezpośredni sposób ukazuje przemiany zachodzące w organizmie bohaterki pod wpływem przyjmowania hormonów. Ukazując stopniowe przemiany na ciele dziewczyny, przełamuje filmowe tabu.

Choć wydawało się, że tematy na filmy, osadzone na tle komunistycznego systemu, wyczerpały się zarówno w polskiej jak i czeskiej („Związani”, „Czeski błąd”) kinematografii. „Fair play” odkrywa nowy wątek ciemnej historii dawnego reżimu, którego nieprzyjemny swąd do dziś wisi nad współczesną Słowacją, Czechami i Niemcami i Polską.
Kres dopingowi w Czechosłowacji przyniósł dopiero czerwiec 1989 roku i oficjalny zakaz przyjmowania anabolików. Dla większości czechosłowackich czołowych sportowców to wciąż temat – tabu. Grom z nich jest dziś ofiarami dawnych praktyk i emerytowanymi inwalidami. W bogatszych Niemczech wiele z dawnych zawodniczek, biorąc hormony i decydując się na liczne operacje, podejmuje próby przywrócenia dawnej kobiecości.
Beata Poprawa
- Fair Play
- reżyser: Andrea Sedláčková
- premiera: 6 marca 2014 (świat)
- produkcja: Czechy, Słowacja, Niemcy
Czeskie Święto Kina rozpoczęte! – 49. Festiwal Filmowy Karlowy Vary [RELACJA]
Festiwalowe miasteczko w Karlowych Warach już dziś wypełniło się widzami głodnymi znakomitego kina w fantastycznej czeskiej atmosferze. Od 4. do 12. lipca KW są miastem filmu. Na 49. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym organizatorzy oczekują, podobnie jak w roku ubiegłym ok. 128 tysięcy widzów na 461. projekcjach.
Między siedmioma światowymi premierami i pięcioma premierami międzynarodowymi w konkursie głównym pojawią się dwa czeskie filmy – „Díra u Hanušovic” Miroslava Krobota i „Fair Play” Andrei Sedlačkovej.

Dla zagranicznych widzów jedną z najciekawszych części festiwalu będą niewątpliwie projekcje najnowszych czeskich produkcji, wśród których znalazły się filmy takie jak: „Cesta ven” Petra Václava, pokazywane również w ramach 29. Warszawskiego Festiwalu Filmowego „Jako nikdy” Zdeňka Tyca, „Hany” Michala Samira, , „Krásno” Ondřeja Sokola, „Niepravděpodobne romance” Ivana Vojnara oraz „Klauni” Viktora Tauša, które mogli zobaczyć widzowie Kina na Granicy oraz dwa krótsze filmy „Maria Stock” w reżyserii samej Jana Březiny oraz „Milosntné písně” BohdanaKaráska. Większość miłośników czeskiego kina oczekuje jednak najnowszego filmu Jiřiego Menzla, obrazu „Donšajni”. Już dziś, podczas pierwszego z pokazów tej sekcji, największa z festiwalowych sal zapełniła się.
Czeskie filmy są również częścią sekcji Na Wschód od Zachodu. Tu zaprezentowana zostanie „Rozkoš” Jitkí Rodolfovej. Wśród filmów dokumentalnych znalazły się filmy „K oblakům vzhlížíme” Martina Duška oraz „Opži žebřík o nebe” Jany Ševčíkovej. Cztery obrazy zostaną ponadto pokazane poza konkursem.

W każdym roku MFF w Karlowych Warach dla zwycięzców przygotowane jest 30 Kryształowych Globusów, dziesięć złotych, srebrnych i brązowych. Największy z nich ma ponad 5 kilogramów, najmniejszy 1,8. Czekamy na czeskich zwycięzców!
Beata Poprawa












Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.