25 lat po Aksamitnej Rewolucji Czesi i Słowacy nie mają czego świętować

Aksamitna Rewolucja z 1989 roku nie spełniła oczekiwań Czechów i Słowaków. Tak wynika z badań przeprowadzonych przez agencję Median, przeprowadzonych na zlecenie Czeskiej Telewizji oraz Radia i Telewizji Słowacji.

25lat

Zawiedzionych jest 54 procent Czechów i aż 70 procent Słowaków. Nie zostały spełnione ich oczekiwania w sprawach socjalnych, likwidacji bezrobocia, a także z obniżającego się poziomu życia.

Ludzie są zawiedzeni przede wszystkim dlatego, że ich wyobrażenia w listopadzie 1989 roku, po upadku komunizmu, nie zostały potwierdzone przez skutki transformacji ekonomicznej. Ponadto z jakości demokracji zadowolonych jest tylko 20 procent Czechów i zaledwie 17 procent Słowaków.

Najbardziej zadowolonymi ludźmi w obu krajach są młodzi ludzie z wyższym wykształceniem. Badania przeprowadzono na początku listopada na próbie około tysiąca osób w każdym z krajów.


Aksamitna rewolucja – to określenie wydarzeń roku 1989 w Czechosłowacji, które doprowadziły do obalenia systemu komunistycznego oraz elit sprawujących władzę, a także transformacji ustrojowej, która niedługo później nastąpiła, pozwalając Czechosłowacji wstąpić na drogę demokracji parlamentarnej. Aksamitna rewolucja stała się początkiem demokratycznych przemian społecznych, które rozpoczęły drogę państw Europy Środkowo-Wschodniej do pełnej integracji z Europą Zachodnią. Doprowadzono do delegalizacji Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Transformacja polityczna w Czechosłowacji przyspieszyła również przemiany w Rumunii oraz Bułgarii.

Głównym powodem wybuchu aksamitnej „rewolucji” były podobne wydarzenia w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. W Polsce już przeprowadzono częściowo wolne wybory, władze komunistyczne ustąpiły również w NRD i na Węgrzech. Wiadomo było wtedy, że wybuch rewolucji w Czechosłowacji jest tylko kwestią czasu. Dodatkowo przez cały kraj, od końca 1988 roku, zaczęły przetaczać się demonstracje coraz bardziej uderzające w rozpadający się system komunistyczny.


Na budynku Muzeum Narodowego na placu Wacława w Pradze, w miejscu, gdzie już od stuleci rozgrywają się najważniejsze wydarzenia czeskiej historii, z okazji 25. rocznicy aksamitnej rewolucji wisi olbrzymia fotografia legendarnego prezydenta z napisem: „Václav Havel na zawsze”. Z tej samej okazji jego następcy Václav Klaus oraz aktualny prezydent Milosz Zeman starają się wymazać ze spuścizny po Havlu i aksamitnej rewolucji to, co najważniejsze, czyli wsparcie dla praw człowieka, demokracji i czeskiego członkostwa w UE i NATO. Spór idzie o system wartości współczesnych Czech. Przeciwnicy Havla go wygrywają. Czeskie społeczeństwo nie godzi się na tego typu słowa.

25l3

17 listopada 2014 roku czyli dokładnie 25 lat po pamiętnych wydarzeniach tysiące Czechów wyszło na ulicę protestować przeciwko słowom prezydenta. „25 lat po listopadzie ’89 idea praw człowieka w naszym kraju jest rozdrabniana i pomijana. Przysięgali na konstytucję, ale dziś pokątnie i oszukańczo niszczą jej podstawę. W ten sposób sprawiają, że sens wolnego państwa czeskiego staje się pusty” – czytamy w dokumencie podpisanym przez setkę osobistości. „Nacisk, jaki po aksamitnej rewolucji kładł na przestrzeganie praw człowieka w stosunkach międzynarodowych prezydent Václav Havel, rozumieliśmy jako poprawne historycznie wykorzystanie naszych własnych doświadczeń związanych z uciskającym nas reżimem” – piszą byli dysydenci. Dodają, że w niebezpieczeństwie jest nie tylko kierunek czeskiej polityki zagranicznej, ale i demokratyczny rozwój kraju. „Osobistą odpowiedzialność za to ponoszą Vaclav Klaus i Milosz Zeman”.

25l2

Więcej: idnes.cz, idnes.cz – ’89, źródła: gazeta.pl, money.pl

Chaos i burdel czyli jak Czech widzi Warszawę

Chociaż mój kolega Czech wyjechał z Warszawy już we wtorek, dopiero teraz mam siłę by napisać o tej ważnej wizycie słów kilka. Opóźnienie spowodowane jest faktem, iż musiało minąć aż kilka dni by moje siły umysłowe wróciły do siebie po tylu dniach ciągłej imprezy.

10805586_10204024898937137_2519913589235707664_n

#1: dojazd

Podróżujący z Pragi do Warszawy (i odwrotnie) nie mają lekko. Do wyboru jest pociąg, autobus oraz samolot. Nikt o zdrowych zmysłach zarabiający jak przeciętny Polak nie wybierze samolotu. Pozostaje PolskiBus (odpowiednio wczesna rezerwacja to koszt 20 PLN w jedną stronę) lub pociąg. Podróż w obu przypadkach jest długa i męcząca. Ale cóż począć, gdy tak kocha się Pragę? Jakub wybrał czerwony bus i już na przystanku we Wrocławiu wiedział, że to nie była mądra decyzja. Chciał wysiąść i uciec na dworzec PKP by przyjechać do Warszawy pozornie wygodniejszym pociągiem. Pozornie, bo ten również telepie się do stolicy aż 5 godzin! Przynajmniej dworzec Metro Młociny wygląda reprezentacyjnie i połączone jest z nowocześnie wyglądającym metrem. Ocena dojazdu na 3 z plusem.

#2: jaka jest ta Warszawa?

Wyjście z metra w Centrum i od razu widok na Pałac Kultury i warszawski Manhattan. Stanie i wpatrywanie się we wspomniane budowle przez dziesięć minut przyprawiało mnie o mdłości. No, ale cóż skoro „w Pradze my tego nie mamy”. Jak się później okazało Kuby nie interesuje odbudowana pieczołowicie po wojnie starówka: gdy mieszka się w centrum Pragi tego typu zabudowę ma się na co dzień.

„Praga jest jak skansen zorganizowany jedynie dla rzeczy turystów. Tutaj normalni ludzie nie mają czego szukać – jest to jak wesołe miasteczko, które kręci się szlakami od Vaclavaka przez Most Karola i Hradczany. Ludzie niczym zombie idą beznamiętnie tym szlakiem zahaczając o sklepiki i kawiarnie, które nie są w czeskich rękach i ani korona nie skapnie z tego dla Czechów. A poza tym i tak żadnego normalnego czeskiego przedsiębiorcę nie stać by płacić tak nieludzkie stawki za wynajem przy tym turystycznym trakcie”.


„Warszawa mi się podoba – macie tutaj taki specyficzny nieład i chaos. Nic nie jest zorganizowane, wszystko się zaprzecza i wyklucza. Tunele nie łączą się ze sobą, chodniki kończą się ślepo. Tutaj trzeba nauczyć się żyć. Ale z racji tego, że to wszystko jest inne niż w Pradze czy Wiedniu, właśnie dlatego mi się podoba”.

Trzy godziny później na „patelni” w godzinie największego szczytu:

„Boże, jak można tak łazić i krążyć przez te tunele, tu nawet przejść się nie da. I wciąż są czerwone światła, nawet autobus nie jedzie płynnie. Nie wspominając już o SKM, która szybkość ma tylko w nazwie”. Warszawa to stan umysłu.

#3: zwiedzanie

Co pokazać Czechowi skoro nie mamy hospudek (zamiast tego bary mleczne, które w Czechach nazywane są jidelnami), taniego piwa („Wy Polacy musicie napić się w domu, bo nikt normalny nie wyda 10 PLN za pół litra piwa w knajpie”), a stare miasto i inne zabytki go nie interesują? Oto jest pytanie. Okazało się, że najbardziej przyciąga to, czego już nie ma. Pawiak, tereny byłego getta i mury, które po nim pozostały to był hit tego wyjazdu. Na ul. Chłodnej historia sama wychodzi z ulic (dosłownie). Nie sądziłem, że mi również tak się to będzie podobać.

Podczas zwiedzania (spacery ulicami i oczywiście jazda kochanym ZTM) okazało się, że warszawiaków można podzielić na dwie grupy: „przesadnie wylaszczona młodzież” i „starsi wyglądający jak robole czy żule ubrani bez gustu i pojęcia”. Patrząc na ilość słoików w Warszawie można by wręcz powiedzieć, że był to nawet przekrój polskiego społeczeństwa! Wspomniałem, że tak samo wyglądają ludzie w Ostrawie – „Ostrawa to jeszcze inna bajka”. Ciężko nie przyznać „Kubovi” racji.

10384102_10204041375389038_6128960617415942101_n

#4: clubbing

Wspomniany przekrój polskiego społeczeństwa najlepiej podkreśla sytuacja zastana w warszawskich klubach: tutaj są miejsca dla zapatrzonych w siebie lanserów oraz z drugiej strony swojskiej grupy młodych fanów disco-polo z szerokimi karkami. Nie ważne gdzie wylądujesz – pijany będziesz tak samo. To, że Polacy piją wódkę na umór jest chyba najgorszym przykładem naszej kultury picia. Trzymanie się ścian i łapanie się podłogi to najłagodniejsze z zachowań. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

#5: duma narodowa

Najciekawsze na koniec. Nie jeden raz słyszałem, że Czesi to tchórze, nic sobą nie reprezentują. Najlepiej jest „wpuścić” Czecha w towarzystwo na domówce, krzyknąć od progu: „Uwaga, to Czech” i czekać, aż zwierzyna rzuci się na przynętę. Ilość stereotypowych opinii jaka padnie na temat Czechów w ciągu minuty przyprawia o łysienie. A zwłaszcza mężczyznom nie jest ono wskazane. Nie mogłem tego słuchać, postanowiłem się napić. Tym większe było moje zdziwienie, gdy Jakub stwierdził, że on Czechem nie jest, a jedynie na terenie Czech się urodził. To fakt, nie zawsze dla wszystkich narodowość określa miejsce urodzenia… To tak jest, że jeden Czech nie ma dobrej opinii o drugim Czechu. Tak samo jest zresztą z Polakami – w tej materii akurat niczym się nie różnimy. Czarę goryczy przelały jednak „obchody” święta 11 listopada w Polsce – tak bardzo nie chciałem, aby Kuba zobaczył te wzajemne obrzucanie się płytą chodnikową, że nakazałem mu opuścić Warszawę już o 7:00 tegoż dnia. Nich Polacy obrzucają się co najwyżej wyzwiskami, a płyty chodnikowe i wiaty przystankowe zostawią w spokoju. Nawet jeśli czyniła to grupa 200 kiboli, nie robi to nam, Polakom dobrej opinii wśród gości zza granicy.

Czeski przewoźnik Leo Express jednak w Polsce!

Czeski tani przewoźnik kolejowy LEO EXPRESS znalazł sposób i wchodzi do Polski! Nie udało mu się z połączeniami kolejowymi więc będą autobusowe! Od 7 listopada łączonym transportem (autokar + pociąg) pojedziemy z małopolski i śląska przez Bogumin do Pragi.

Jízdní-řád-Praha-Krakov

Autobusy LEO EXPRESS kursowały będą na trasie Kraków – Katowice – Gliwice do granicznej miejscowości Bogumin. Tam pasażerowie przesiądą się do pociągu tego samego przewoźnika i m.in. przez Ostrawę pojadą do Pragi. Połączenie do Krakowa będzie się odbywało analogicznie, najpierw podróż pociągiem, później autokarem.

LEO-POCIAG

Rozkład jazdy:
07:06 Praga – Kraków 13:20
Kraków 06:27 – 12:56 Praga

O ile cieszyć się z nowego połączenia i samego faktu, że LEO EXPRESS ze swoimi usługami jednak pojawił się w Polsce, to cena przejazdu już nie zachwyca. Promocyjne bilety dostępne są za 399 CZK (ok. 61 PLN) w jedną stronę. Po wyczerpaniu tej puli trzeba zapłacić 599 CZK (91 PLN).

Przewoźnik zapewnia, że zarówno autokary jak i pociągi posiadają wygodne skórzane siedzenia, personel pokładowy, darmowe napoje, WiFi oraz toalety. Sprzedaż biletów już się rozpoczęła.

Info dzięki fly4free.pl

Czechy. Niebezpieczny carpooling

Coraz popularniejszy w Czechach carpooling (odpłatne udostępnianie miejsca w samochodzie, bądź korzystanie z takiej oferty) niesie jednak ze sobą pewne zagrożenia. Kierowca, który podwozi pasażerów na trasach międzynarodowych, może stać się przemytnikiem ludzi.
carpooling

Rosnące ceny benzyny i zwykła niechęć do samotnej jazdy sprawiają, że carpooling cieszy się coraz większym powodzeniem. W Czechach portale internetowe oferujące możliwość umówienia się na wspólną jazdę mają już kilkaset tysięcy członków, z czego ponad jedna trzecia to kierowcy. Jednak usługą, która ma ułatwiać podróżowanie i obniżyć jego koszty, zainteresowali się przemytnicy ludzi.

O wielkim pechu może mówić pewien czeski kierowca, który w internecie umieścił ogłoszenie o treści: „W drodze z Rumunii do Niemiec mam w aucie dwa wolne miejsca. Chętnych proszę o kontakt”. Chciał oszczędzić na kosztach podróży, ale kiedy na czesko-słowackiej granicy zatrzymała go policja dowiedział się, że podróż może kosztować go o wiele więcej niż sądził. Okazało się bowiem, że niczego nieświadomy przewoził dwóch Afgańczyków nielegalnie przebywających na terenie Unii Europejskiej. Cała sprawa znalazła swój finał na komisariacie, gdzie kierowca musiał tłumaczyć się z tego, jak nielegalni imigranci znaleźli się w jego samochodzie. Za przemyt ludzi grozi mu nawet do ośmiu lat więzienia.

Jak podaje czeska policja, podobnych przypadków ciągle przybywa. Dzieje się tak, ponieważ z carpoolingu zaczęły korzystać gangi przemytników ludzi. „Jest to nowy sposób, który wykorzystuje się do transportowania obcokrajowców z krajów trzecich bez ważnego paszportu do innych krajów UE” – mówi Vladimir Takacz z policji ds. cudzoziemców. Dla gangów jest to tani i nierzucający się w oczy sposób przemycania swoich klientów. Auta osobowe są bowiem rzadko kontrolowane na wewnętrznych granicach Unii.

Problem ten może dotyczyć również polskich kierowców – w szczególności wracających do kraju z urlopu na południu Europy. Jedną z najchętniej wybieranych tras, którymi obcokrajowcy bez wizy podróżują przez kraje Unii jest tak zwany szlak bałkański. „Chodzi o trasę z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię, Węgry i dalej do krajów docelowych – najczęściej są to Niemcy i Skandynawia” – mówi Takacz.

Innym powodem, dla którego w ostatnim czasie nasilił się przemyt ludzi wewnątrz UE jest fakt zmiany przepisów imigracyjnych na Węgrzech. „W ubiegłym roku Węgrzy zmienili przepisy i nielegalni imigranci otrzymali prawo swobodnego poruszania się. Imigranci natychmiast zaczęli tego nadużywać i wyjeżdżać z kraju w głąb Unii” – wyjaśnia dalej Takacz.

Policja ostrzega, że nie istnieje idealny sposób zabezpieczenia się przed nielegalnym pasażerem. W wielu przypadkach niebezpiecznej sytuacji można jednak uniknąć, prosząc naszego podróżnego o pokazanie dokumentów (zwłaszcza paszportu) i sprawdzając, czy przebywa na terenie Unii legalnie.

Bohumin tak blisko, a tak daleko jednocześnie

Pierwszy o 2.12 rusza Chopin, który przez Ostrawę mknie do Wiednia. Polonią dojedziemy aż pod włoską granicę do Villach, gdzie odbywają się konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich. Ostatni odchodzi Excelsior. O 23.22 przez Pragę jedzie do czeskiego Cheba, miasta niedaleko niemieckiej granicy. W ciągu doby odchodzi stąd 100 połączeń, bo dzięki swemu strategicznemu położeniu Bohumin (Bogumin) jest dziś ważnym europejskim węzłem kolejowym. Można stąd wyruszyć w wiele kierunków, tylko nie do Raciborza.

Nádraží_Bohumín

Kolej jest atutem tego miasta już od połowy XIX wieku. Pierwszy pociąg przyjechał tu z Lipnika nad Beczwą w 1847 roku. Za sprawą Kolei Wilhelma z Bohumina przez Racibórz i Koźle można było dotrzeć do Berlina, a oddana do użytku w 1872 roku Kolej Koszycko-Bogumińska łączyła miasto z Koszycami. Prawdziwą perełką architektury jest też tutejszy dworzec. Przebudowany na początku XX wieku w stylu neorenesansowym jest zaliczany obecnie do najładniejszych tego typu obiektów w Czechach.  Jego gruntowna modernizacja, która pochłonęła 2,6 mld koron czeskich zakończyła się dziewięć lat temu. Dziś z czterech peronów stacji odjeżdżają pociągi do Austrii, Słowacji, Polski i na Węgry. Radegast jeździ do Brna, Slovakią dostaniemy się do Koszyc, Varsowią do Budapesztu, a Chopin zawiezie nas do Wiednia. Kursują tu też pociągi do Polski (Silesia do Krakowa, Sobieski do Warszawy). Cztery razy dziennie (o 4.11, 5.11, 6.11 i 7.11) z Bohumina odjeżdża Pendolino, który trasę do Pragi pokonuje w 3 godziny 16 minut.

(…)

Zabytkowy dworzec jest dostosowany do potrzeb nawet najbardziej wymagających podróżnych. Znajdziemy tu informację (od poniedziałku do niedzieli otwarta w godzinach: 5.30 – 10.40, 11.10 – 14.30, 15.00 – 18.20), dwie poczekalnie, całodobowe kasy biletowe, w których możemy płacić kartami, w koronach lub euro (międzynarodowa i obsługująca połączenia lokalne) i czynne na okrągło bary. Informacje o przyjazdach i odjazdach pociągów wyświetlane są na nowoczesnych elektronicznych tablicach, można też skorzystać z klasycznych rozkładów jazdy.

Podziemnym przejściem dostaję się na trzeci peron, skąd ma odjechać pociąg do Warszawy.  Na każdym kroku widzę pracowników, którzy dbają o czystość dworca. Zbierają śmieci i pety, bo tu nikt nie przejmuje się obowiązującym zakazem palenia papierosów.

Wśród oczekujących na peronie spotykam polską obsługę pociągu, która zastępuje w Bohuminie czeską. W pociągu, który jedzie do Warszawy z Villach pracują do granicy z Czechami również Austriacy. – Pociągi mamy teraz lepsze, ale podróżni są wredniejsi – podsumowuje konduktor Tomasz Kozłowski, który z koleją jest związany od 20 lat.

Pierwszy raz w Bohuminie jest Josef Pekar, który ze Słowacji jedzie do dziewczyny do Łodzi. W podróży spędzi 10 godzin, ale czego nie robi się dla miłości? – Polki są najładniejsze – mówi z przekonaniem – i lepsze od Słowaczek! Kupiłem bilet miesięczny za 60 euro, mam nadzieję, że często będę z niego korzystał – dodaje.

Justyna Barkmanova jest Polką, która od lat mieszka z mężem Czechem w Pradze. Na wakacje przyjeżdża co roku do babci, która mieszka w Kielcach. – Podróż z małymi dziećmi nie jest już dziś takim wyzwaniem jak kiedyś. Wagony są klimatyzowane, a obsługa przynosi dzieciom zabawki i puzzle, żeby szybciej minął im czas. Korzystam też z tego, że dzieci do szóstego roku życia jeżdżą w Czechach za darmo – tłumaczy pani Justyna, która dba o to, by Łucja i Kuba mówili też po polsku – Ja znam trzy języki, bo uczę się angielskiego – mówi Łucja i po chwili namysłu dodaje: cztery, bo jeszcze słowacki!

To jedynie fragment tekstu z portalu noviny.pl. Autorem tekstu jest Katarzyna Gruchot. Cały tekst dostępny TUTAJ

Najsmutniejszy fragment tekstu:

W kasie międzynarodowej sprawdzam ceny biletów do wybranych miast. Za przejazd z Bohumina do Wiednia trzeba zapłacić 958 KC, do Pragi 315 KC, Krakowa 638 KC a Warszawy 1226 KC. Najdroższy jest bilet do austriackiego Villach, za który trzeba zapłacić 2246 koron. Najsmutniejsze jest jednak to, że nawet mając pieniądze, z Bohumina nie dotrzemy pociągiem do Chałupek, czy Raciborza.  Przewozy Regionalne deklarują, że 14 grudnia tego roku ma zostać uruchomione połączenie międzynarodowe na trasie Wrocław Główny – Bohumin (przez Kędzierzyn-Koźle, Kuźnię Raciborską i Rybnik).

Młodzi Czesi piją mniej piwa…przez tablety

O tym, że Czesi w każdym wieku piją mniej piwa w knajpach mówi się od dawna. Artykuły na ten temat można przeczytać w każdym wydaniu czeskich dzienników. Browary robią, co mogą, aby nakłonić Czechów do większego spożycia ich narodowego trunku: zmieniają smaki, przemalowują etykiety. Nikt nie wpadł na to, że kolejnym wrogiem browarów może stać się nowoczesna technika.

JB53fe4c_profimedia_0192458845

Co trzeci Czech ma swój smartfon lub tablet. Według analityków Czesi to 17. najbogatszy naród Europy. Istnieje więc uzasadniona obawa, że sprzedaż nowych technologii jeszcze się zwiększy niszcząc przy tym życie towarzyskie w hospodach. Bo jak wynika z badania Agencji G82 opublikowanego w portalu idnes.cz, przybywa klientów, którzy zamiast świętować ze znajomymi przy hektolitrach piwa, zamawia jedno i godzinami siedzi przeglądając internet na tabletach:

„Przyłażą do hospody z tabletami i godzinami siedzą na necie. Przy tym zamawiają góra dwa piwa i na tym się kończy – stwierdza gorzko Ondřej Roček, szef marketingu Rémy Cointreau, firmy, która dostarcza na czeski rynek na przykład Metaxę. 

Z kolei według Ondřeje Hladkého z Agencji G82, młodzi już nie rozmawiają ze sobą podczas wizyt w hospodach. Jeszcze przy wejściu wymienią ze sobą kilka zdań, po czym jak już się rozsiądą z tabletami, to nie ma zmiłuj. Bóg jeden wie, co oni w tym internecie tyle godzin robią. Wolą grać w gry on-line niż rozmawiać z tymi, którzy siedzą na przeciwko.

Wspomniane sytuacje dotyczą najmłodszej grupy Czechów do 30 roku życia. Ale ci w średnim wieku coraz częsciej zabierają ze sobą swój komputer do knajpy. Obrazy, gdzie gromada Czechów siedzi przy jednym stole, na którym stoi kilkanaście szklanek piwa i leży talia kart odeszły do lamusa. Cieszenie się czasem spędzanym przy złotym trunku w gronie znajomych to zdaje się domena już tylko starszych Czechów z mniejszych miasteczek i wsi – podsumowuje Martin Souček z Agencji G82.

Portal idnes dodaje, że restauratorzy z Sao Paulo znaleźli sposób na osoby, którym do ręki przyrosły telefony. W pubie Slave Jorge nalewa się piwo do krzywych szklanek. Aby złoty trunek się nie wylał, należy pod kufel podłożyć smartfon.

Wszystkie przystanki w Pradze „na żądanie”?

Nezastavujeme, máme zpoždění – to cytat z mego ulubionego czeskiego filmu. To, co wydawało się być realne tylko w filmie, wkrótce może okazać się rzeczywistością. MHD Praha chce, aby wszystkie przystanki były na żądanie.

Kadr z filmu "Slunce, seno, jahody"
Kadr z filmu „Slunce, seno, jahody”

W Pradze jest 1200 przystanków autobusowych. Około połowa z nich jest w tej chwili „na żądanie”. Docelowo wszystkie przystanki mają być objęte tym sposobem działania. Od niedawna prascy pasażerowie muszą machać do kierowcy autobusu na przystankach: Depo Hostivař, Malešická továrna i Na Homoli. Ale to dopiero początek.

MHD w Pradze żywi nadzieję, że wkrótce, wzorem kilku europejskich miast, i Praga będzie miała wszystkie przystanki z opcją „na żądanie”. Prowadzone są intensywne rozmowy z władzami miasta, aby ten model jak najszybciej wprowadzić. Kiedy? Konkretnego terminu nikt nie chce zdradzić, wiadomo jednak, że nie nastąpi to w tym roku ze względu na jesienne wybory. Technicznie MHD zmianę mogłaby wprowadzić w jeden dzień. Wymagane jest jednak przeprowadzenie kampanii informacyjnej dla pasażerów.

Rzecznik MHD te kontrowersyjne plany tłumaczy oszczędnościami: dziennie jest to około 2 proc. nakładów na benzynę oraz pensję kierowców. Słowem: im szybciej autobus dojedzie do pętli, tym mniej straci paliwa i tym szybciej skończy się zmiana pracownicza. Po wprowadzeniu zmian już nie będziemy musieli machać, a jedynie ustawić się tak, by być widocznym dla kierowcy przejeżdżającego autobusu. Wysiadając wciskamy guzik STOP. 

Zakaz picia alkoholu w centrum Pragi

Centrum Pragi będzie wkrótce oblepione plakatami informującymi o tym, iż spożywanie alkoholu w ścisłym centrum stolicy Czech jest zakazane. Najpierw informacje o zakazie będą umieszczone na słupach ogłoszeniowych, z czasem turyści będą mogli wypatrzeć tablice również na budynkach.

497415

Napis po czesku i angielsku ma informować turystów, że znajdują się w strefie, w której spożywanie alkoholu na powietrzu jest zakazane. Takie tablice to świetny sposób na dotarcie do rzeszy przyjezdnych osób, które w ogóle nie zdają sobie sprawy, że kilka miesięcy temu zmieniło się prawo w tym zakresie. Władze dzielnicy Praha 1 wynajęły 20 miejsc, w których będą naklejone informacje. Będą to na przykład miejsca koło latarni bądź też billboardy. Znajdą się na pewno w okolicach ulic Długiej oraz Kozí. Miesięczny koszt wynajmu powierzchni reklamowych to 20 tysięcy koron.

Praha 1 wciąż czeka na decyzję konserwatora zabytków, który pozwoli na zawieszenie specjalnych tablic z zakazami na kamienicach. Poza tym władze dzielnicy chcą przygotować specjalną wersję map Pragi, w których oprócz atrakcji i zabytków turyści znajdą informację o zakazie picia alkoholu w miejscach publicznych. Mapy te mają być dostępne w hotelach i pensjonatach.

Na chwilę obecną wspomniane tablice są sposobem wyciszenia ulic Prahy 1, które zapełniają się głośnymi turystami. Jeżeli te nie zdadzą swojej roli, Praha 1 będzie wnioskować o nakaz zamykania pubów i klubów o godzinie 22:00. 

Wkrótce legalizacja prostytucji?

Radni Miasta Stołecznego Pragi chcieliby zalegalizować prostytucję. Rządząca koalicja nie jest jednak w tym temacie jednomyślna. Próby legalizacji tej profesji odbywają się od końca lat dziewięćdziesiątych, jednak do tej chwili nie ma żadnych przepisów określających tę kwestię.

Praska ulica Ve Smečkách
Praska ulica Ve Smečkách

Licencja, regularne badania zdrowotne, opłaty, podatki – niedługo zapewnianie rozkoszy mogłoby być opodatkowane. Prostytutki miałyby dokument poświadczający możliwość uprawiania tego zawodu. Dodatkowo domy publiczne płaciłyby podatek za każdy metr kwadratowy swojej powierzchni. Oprócz tego również burdele prowadzone w prywatnych domach będą podlegały opodatkowaniu.

Już w 2011 roku Andrej Babis, lider ANO mówił, że tę profesję trzeba uregulować. Jednak rządzący politycy są bardzo podzieleni. KDU-ČSL jest przeciwna: rozwiązaniem byłaby jedynie kontrola czy oprócz prostytuowania się nie jest prowadzony handel ludźmi, zmuszanie do nierządu itp.

Michaela Marksová-Tominová (ČSSD), minister pracy, chciałaby zobaczyć czy opodatkowanie prostytucji jest opłacalne. Ma zamiar porównać dane z krajów, w których podobne rozwiązanie już działa.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych obawia się, że gdy tego typu regulacje weszłyby w życie, Republika Czeska musiałaby wypowiedzieć Konwencję w sprawie zwalczania handlu ludźmi i eksploatacji prostytucji. Zrywanie takich umów jest postrzegane negatywnie – twierdzi rzecznik ministerstwa Vladimir Repka.

Konwencja z 1951 roku jest już przestarzała i zrezygnowały z niej Niemcy, Austria czy Holandia. Według ministerstwa nie odbyła się publiczna dyskusja na ten temat, a zaproponowana ustawa jest pełna błędów.

W Pradze powstanie miejsce pamięci Vaclava Havla

Ponad dwa lata po śmierci byłego prezydenta Czech Vaclava Havla w Pradze powstanie miejsce poświęcone jego pamięci. Nie będzie to tradycyjny pomnik, a tzw. Havel’s Place – instalacja symbolizująca przestrzeń spotkania i dialogu.

IMG_4807Z propozycją upamiętnienia zmarłego w 2011 roku prezydenta wystąpiła biblioteka jego imienia, a propozycję poparł stołeczny magistrat. Obecnie trwają poszukiwania najbardziej odpowiedniego miejsca. Możliwe, że instalacja będzie gotowa już w maju.

– Praga to od lat miasto najbardziej związane z Vaclavem Havlem. Obecnie trwa debata o tym, gdzie mogłaby stanąć instalacja. Rozważa się umieszczenie jej na przykład na Kampie na Malej Stranie, niewielkiej wysepce w centrum miasta, przy Moście Karola – powiedział w Czeskim Radiu mer Pragi Tomasz Hudeczek. Dodał, że miasto pokryje związane z tym koszty, szacowane na 230 tys. czeskich koron (ok. 34,5 tys. zł).

Pierwsze Havel’s Place powstało w październiku ub. roku w Waszyngtonie, kolejne stanęło w Dublinie w grudniu, a ostatnie – 15 lutego w Barcelonie. Każda z instalacji wygląda tak samo – dwa krzesła połączone stolikiem, pośrodku którego rośnie drzewo. Tak samo ma wyglądać praski projekt. Autorem instalacji jest projektant i architekt Borzek Szipek.

– Pierwszy projekt powstał dla Uniwersytetu im. Jerzego Waszyngtona, na którego kampusie miała być posadzona lipa upamiętniająca Vaclava Havla. Wtedy (czeski ambasador w USA) Petr Gandalovicz razem z Borzkiem Szipkiem podczas rozmowy wpadli na pomysł, że pasowałaby tam ławeczka. Później powstała z tego instalacja złożona z dwóch krzesełek i stołu między nimi, a ze środka stolika wyrasta właśnie ta lipa – wyjaśniła w Czeskim Radiu dyrektorka Biblioteki Vaclava Havla, Marta Smolikova.

Instalacja ma reprezentować zasady wyznawane przez Havla – obywatelskość i tolerancję. – Ważne, że to nie jest pomnik, a raczej wspomnienie. Nie ma monumentalnych rozmiarów, charakterystycznych dla większości pomników. To jest raczej skromna rzecz, z której można skorzystać – mówił w Czeskim Radiu autor projektu. Jak powiedział, dwa zwrócone ku sobie krzesła symbolizują to, co Havel cenił: gotowość do dialogu i otwartość na drugiego człowieka.

Vaclav Havel, ostatni prezydent Czechosłowacji i pierwszy prezydent Czech, zmarł 18 grudnia 2011 roku w wieku 75 lat w swoim wiejskim domu w Hradeczku, na pogórzu karkonoskim. Po jego śmierci w kraju ogłoszono trzydniową żałobę narodową. Urna z prochami zmarłego spoczęła w grobie rodzinnym na praskim Cmentarzu Vinohradzkim.

Jedyna w Czechach państwowa cukiernia

Czerwoną cukiernię blisko metra Pražského povstání mija codziennie tysiące ludzi. Większość z nich nie wie, że przechodzi obok jedynej w Republice Czeskiej państwowej cukierni. Dlaczego jest taka wyjątkowa i co oferuje swym klientom?

cukrarna1

Słodkie specjały takie jak Kremole kupimy tam za 16 koron. Z kolei koňaková špička kosztuje jedynie 17 koron. Są to bardzo dobre ceny. Choć często do kasy ustawia się ogromna kolejka, cukiernia jest stratna. Nie ma obaw, że zostanie zamknięta, gdyż jej pracownicy są odpowiedzialni za produkcję słodkości dla 5,5 tysiąca strażaków, policjantów i strażników miejskich. Samo pomieszczenie znajduje się w rządowym budynku i to właśnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych je dotuje.

cukrarna2

Tysiące deserów i ciastek jest rozwożonych codziennie do w sumie 30 stołówek służb porządkowych. Tylko 25 proc. słodkości jest sprzedawana w cukierni. Jak wynika z danych Ministerstwa, gdyby to pozbyło się cukierni oraz wspomnianych stołówek, mogłoby oszczędzić sto milionów koron. Myślano nawet o odstąpieniu tych miejsc prywatnym firmom. Nic z tych planów jednak nie wyszło.

cukrarna

Nastroje przed wyborami w Czechach

Odwrót od centropawicy i rozdrobnienie w parlamencie – to obawy nie tylko ekspertów, ale i polityków na 3 dni przed wyborami izby niższej w Czechach. Według czeskich komentatorów i politologów wyniki wyborów zaskoczą przede wszystkim polityków. W sondażach wyborczych prowadzi lewica. Dziś w Pradze na lampach ulicznych zawisły kukły z antykomunistycznymi hasłami.

kukly

Fioletowa dłoń z uniesionym i wydłużonym środkowym palcem stanęła na platformie na Wełtawie, naprzeciw Zamku na Hradczanach, który jest siedzibą prezydenta Czech.

Autorem instalacji, której wymowa jest dość wulgarna, jest David Černý. Artysta już wielokrotnie zasłynął  swoimi kontrowersyjnymi projektami. Swojej nowej pracy Černý nie komentuje, bo jak twierdzi gest, który zaprezentował, jest powszechnie znany i wystarczająco wymowny, zwłaszcza to, w którą stronę został skierowany.

Rzeźbiarz podczas wyborów prezydenckich zaangażował się w kampanię Karla Schwarzenberga, lidera partii TOP 09, głównego przeciwnika obecnego prezydenta Milosza Zemana. Prezydent, który przebywa z wizytą na Ukrainie, również nie skomentował jeszcze dzieła artysty. – Nie widziałem go, więc nie mogę się wypowiedzieć na ten temat – cytował jego słowa prezydencki rzecznik.

Najnowsze dzieło Černego
Najnowsze dzieło Černego

Praga chce przeprosin od National Geographic

Władze czeskiej Pragi będą domagać się przeprosin od telewizyjnego programu National Geographic. Według miejscowej policji dokument pod tytułem „Miasto oszustw”, który opisuje Pragę jako raj dla złodziei i oszustów, został sfabrykowany. Urzędnicy uważają, że film naraził Pragę na straty.

Kadr z filmu
Kadr z filmu

Śledztwa na podstawie filmu dokumentalnego

W związku z tym, że w filmie ukazano różnego rodzaju przestępstwa, zainteresowała się nim czeska policja. Reżyser pokazał m.in. spotkania z kieszonkowcami, dilerami narkotyków czy gangsterami w różnych miejscach Pragi. Śledczy zaczęli wyjaśniać poszczególne przypadki.

– Dokument opublikowano w listopadzie ubiegłego roku, a my zajęliśmy się opisanymi tam przypadkami na drugi dzień. Zrobiliśmy to z własnej inicjatywy. Nie otrzymaliśmy bowiem w tej sprawie żadnego zgłoszenia – powiedziała portalowi iDnes rzeczniczka praskiej policji Jana Roesslerova.

– Jednak dzięki temu stopniowo odkrywaliśmy, że ukazane wydarzenia nie przebiegły tak, jak je prezentuje dokument – ujawnia.

Reżyser sfabrykował sceny w „dokumencie”?

Na podstawie przesłuchań osób występujących w filmie policjanci dowiedzieli się, że wszystkie sytuacje były inscenizowane. Nie brali w tym jednak udziału aktorzy, ale osoby, które przemieszczają się po Pradze i którym ekipa zapłaciła, wyjaśniła co mają robić, a później to nakręciła – wyjaśniła rzeczniczka policji.

Po ustaleniu tych faktów śledczy zwrócili się do praskiego przedstawiciela National Geographic i zażądali wyjaśnień od autora dokumentu.

– Jak dotąd nasza prośba pozostaje bez odpowiedzi. Ani reporter, ani nikt inny nie odezwał się do nas, by odpowiedzieć na nasze pytania. Jeżeli sytuacja się nie zmieni, nie wykluczamy, że o pomoc zwrócimy się do Interpolu. W takim przypadku będziemy chcieli, aby międzynarodowa policja pośredniczyła w przesłuchaniu reportera – poinformowała Roesslerova.

Praga chce przeprosin od National Geographic

Reżyserowi nie zamierzają też odpuścić miejscowi politycy. – Będziemy domagać się przeprosin w formie kolejnego reportażu, który pokaże prawdziwy obraz naszego miasta – mówi radny Lukasz Manhart. Jeżeli jednak przedstawiciele firmy będą odmawiali współpracy, władze Pragi są gotowe podjąć dalsze kroki prawne.

Firma Channels, która jest reprezentantem National Geographic na terenie Czech, twierdzi, że jest zainteresowana wyjaśnieniem sprawy, ale zaznacza, że Woodman nie jest jej pracownikiem i świadczy usługi jako firma zewnętrzna.

źródło: gazeta.pl

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑