Praca w Czechach – co musisz wiedzieć

Wciąż dostaję pytania od osób zainteresowanych podjęciem pracy w Republice Czeskiej. Niebywałe, że Czechy  i tamtejszy rynek pracy tak ciągną Polaków. O tym, w jakich zawodach można zarobić w Czechach, mówi Artur Ragan, rzecznik prasowy agencji pracy tymczasowej Work Express. 

Skoda Auto, foto:  Jan Zátorský, MAFRA
Skoda Auto, foto: Jan Zátorský, MAFRA

W ubiegłym roku do pracy w Czechach rekrutowano spawaczy, górników, tokarzy, frezerów, elektryków, telemarketerów (tu znajomość języka jest konieczna), personelu hotelowego (pokojówek, kelnerów, recepcjonistów, kucharzy, a nawet pracowników administracyjnych) Nieliczne oferty były przeznaczone dla specjalistów ds. marketingu – tych szukały głównie spółki działające w obu krajach. Rzecz jasna obowiązkowa była co najmniej komunikatywna znajomość czeskiego. Interesujące są też oferty pracy dla pracowników kolejnictwa: maszynistów, elektryków lokomotyw itp.

Czy można tam zarobić dobre pieniądze, czy raczej zatrudnienie to traktować w kategoriach możliwości pracy w zawodzie?

– Co do zarobków, warto podkreślić, że żadnych rewelacji tam nie znajdziemy. Czeska gospodarka nie rozkwita w takim tempie jak kilka lat temu i na „zachodnie” wynagrodzenia nie ma co liczyć. Łączenie życia w Polsce z pracą w Czechach, poza nielicznymi wyjątkami, jest ekonomicznie bardzo trudne, chyba że mieszka się w rejonach przygranicznych, np. na Śląsku Cieszyńskim i codzienne dojazdy do pracy po 100 km nie są problemem.– O jakich zarobkach możemy mówić?

– Przeciętne zarobki w Czechach to około 2 tysięcy zł. Jako, że stolica jest zawsze droższa – utrzymanie się w Pradze za tę kwotę wymaga niezłej gimnastyki, ale już w mniejszych miejscowościach powinno się udać.

Średnia stawka za godzinę pracy w branży produkcyjnej to 11 zł na rękę przez pierwsze 3 miesiące (w okresie próbnym), potem można liczyć na stawkę 18 zł – 21 zł. Bywa że stawka jest niższa, bo pracodawca refunduje część kosztów wyżywienia. To często spotykana forma w zatrudnianiu osób bez znajomości czeskiego, o niskich kwalifikacjach i niewielkim doświadczeniu.

Sektory, w których można znaleźć zatrudnienie, to automotive (Skoda i jej dostawcy), elektroniczna ( Panasonic, Siemens) oraz elektrotechniczna – praktycznie wszystkie stanowiska produkcyjne.

Rozważając pracę w Czechach warto pamiętać, że perspektywy tej gospodarki też nie są pewne – czeski eksport jest właściwie uzależniony od kondycji Unijnej (głównie niemieckiej) gospodarki. Jeśli ta zacznie zwalniać, odbije się to bezpośrednio na liczbie miejsc pracy u naszych południowych sąsiadów. I wtedy trzeba będzie wracać.

– Czym jeszcze kuszą Czechy?– Wartością, która może zachęcać Polaków do przeprowadzki jest też piękno tego kraju i lepszy „klimat” relacji społecznych. Czesi są zdecydowanie bardziej uśmiechniętym narodem, z większym poczuciem humoru i dystansem do świata, ale jednocześnie szanującym przepisy i wszelkie regulaminy. Typowe dla rodaków traktowanie z góry i narzekanie na wszystko przyjmują zwykle pobłażliwie, ale słyszałem historię, w której, początkowo życzliwie nastawionych gospodarzy w końcu zmierził wielkopański ton pewnego specjalisty znad Wisły i po upływie okresu próbnego w czeskiej firmie musiał wracać do domu.

– Da się tam pracować bez znajomości języka?

– Dość częste jest złudzenie Polaków wybierających pracę w Czechach: „czeski jest podobny do polskiego, więc nauka potrwa krótko”. Tak naprawdę, żeby komunikatywnie znać ten język i nie wywoływać np. irytacji klientów swoimi pomyłkami potrzebne jest 1,5 roku do 2 lat nauki. Paradoksalnie – właśnie podobieństwa językowe sprawiają mnóstwo kłopotów. Rozpoczęcie spotkania rekrutacyjnego od słów „szukam pracy” zapewne rozbawi naszych czeskich rozmówców, ale też błyskawicznie obnaży nieznajomość języka. „Szukam” to po czesku „hledam”, a tego pierwszego słowa, lepiej wśród kulturalnych Czechów nie używać.

– Czego jeszcze warto się wystrzegać?

– Inna „pułapka” to rzekome przyzwolenie na spożywanie alkoholu w godzinach pracy. Jedno małe piwo do obiadu jest tolerowane, natomiast biada tym, którzy ulegną temu złudzeniu i przyjdą do pracy „wczorajsi” lub po prostu pod wpływem.

Okazuje się, że wymarzonym pracodawcą w Czechach jest Škoda Auto. Nic dziwnego skoro ciągle się słyszy jak dobre warunki zapewnia ta firma. Według najnowszych danych średnie wynagrodzenie w Škodzie Auto wzrosło do 40 tys. koron. 
Przeglądając oferty pracy róbcie to z głową. Sprawdźcie danego pracodawcę, przeszukajcie forma internetowe. Nie chciałbym, żeby ktoś z Was skończył jak niektórzy nasi rodacy…  Najlepiej o opinię zapytajcie kogoś z Waszych znajomych – wszak chyba każdy z Czechofilów ma znajomego, który pracuje w Czechach 🙂

Czesi nie potrafili wznieść się ponad swoją przeciętność – czyli komentarze po wyborach

Miloš Zeman – urodzony w 1944 roku, premier rządu w latach 1988-2002. 8 marca zostanie zaprzysiężony na pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Republiki Czeskiej. W drugiej turze wyborów zdobył 54,8 proc. głosów. Obecny szef dyplomacji, Karel Schwarzenberg otrzymał 45,2 proc. głosów. Frekwencja wyniosła 58,2 proc.

Milos Zeman oddaje głos w wyborach (Fot. Petr David Josek AP)
Milos Zeman oddaje głos w wyborach (Fot. Petr David Josek AP)

Eksperci są podzieleni w ocenie wyników wyborów. Część radzi, by nie spodziewać się radykalnej zmiany w czeskiej polityce. – Musimy pamiętać o tym, że Milos Zeman jest bardziej zbliżony do ustępującego prezydenta Vaclava Klausa jeśli chodzi o mentalność, osobowość, nieprzewidywalność niż Karel Schwarzenberg. Myślę jednak, że jako socjaldemokrata zasadniczo zmieni stosunek tego kraju do Unii Europejskiej. Czesi stracą swoje eurosceptyczne ostrze – skomentował wynik wyborów prof. Kazimierz Kik, politolog z kieleckiego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego.

Odmiennego zdania jest Petr Kambersky, komentator dziennika „Hospodářské noviny„. – To wielka rewolucja. Zeman jest kandydatem proeuropejskim, będzie się starał współpracować z wielkimi państwami Europy Zachodniej. W stosunku do Unii Europejskiej i Grupy Wyszehradzkiej będzie prowadził bardzo normalną politykę, w przeciwieństwie do Vaclava Klausa, który rozgrywał całkowicie własną grę – ocenił. – Milosz Zeman wygrał dzięki – nawet jak na czeskie warunki – personalnej i kłamliwej kampanii. Dlatego chciałoby się powiedzieć: „to nie jest mój prezydent”. Ale byłoby to alibi tchórza – komentował Kambersky. Zauważył przy tym, że nie ma dokładniejszego badania stanu narodu, niż wybory powszechne. – Powiada się: „każdy naród ma taką władzę, na jaką zasłużył”, co w przypadku prezydenta wybranego bezpośrednio oznacza dwie rzeczy – większość ludzi bądź nie zauważa oszustwa i kłamstwa, bądź nie uważa ich za istotny problem. Wyborcze zwierciadło jest niemiłosierne – podkreśla komentator.

Słowackie media zareagowały jednak na zwycięstwo Zemana bardziej wstrzemięźliwie. Opiniotwórczy dziennik „SME” napisał w wydaniu internetowym, że „wybór Zemana oznacza trudne czasy dla centroprawicowego rządu Petra Neczasa”. Zdaniem dziennika powrót Zemana do wielkiej polityki doprowadzi do nierównowagi na czeskiej scenie politycznej.

Z kolei politolog Marian Leszko ocenił w rozmowie z PAP, że „Zeman jest w gruncie rzeczy podobny do (prezydenta Vaclava) Klausa, który udzielił mu poparcia w drugiej turze wyborów. Jest tylko znacznie mniej eurosceptyczny. Ale to polityk odchodzącej ery. W dodatku nieprzewidywalny, prowincjonalny i autokratyczny, który popiera korupcję, głosi ksenofobię, ma niewybredny język, podejrzane kontakty z Kremlem i jest autorem wielu skandali politycznych”.

„Czesi nie potrafili wznieść się ponad swoją przeciętność. Nie zdali egzaminu dojrzałości. Schwarzenberg to polityk zupełnie innego formatu: Europejczyk w każdym calu, respektujący konserwatywne wartości Wspólnoty, <książę czeskiej i europejskiej dyplomacji>, spadkobierca Masaryka i Havla – ocenił politolog Peter Morvay.

„Czesi nie potrafili jednak przekroczyć własnego cienia. Uwierzyli irracjonalnym, oszczerczym argumentom, że Schwarzenberg, kojarzony rządem Petra Neczasa, może stać się rzecznikiem Niemców sudeckich” – powiedział. „Zwyciężyła demagogia i małostkowość. Czesi chcieli widzieć na Zamku swojego obrońcę, a nie polityka europejskiego formatu” – dodał.

Co do kontaktów z Polską – ten wybór nie powinien w żaden znaczący sposób wpłynąć na nasze relacje. Między Polska a Czechami jest rodzaj zupełnie spokojnego, raczej bezkonfliktowego, ale też nieopartego na jakichś zasadniczych interesach sąsiedztwa. To, jak są urządzone poszczególne domy takich właśnie sąsiadów, nie ma na co dzień większego znaczenia. – podsumował dr Lech Rubisz z Instytutu Politologii Uniwersytetu Opolskiego.

Respekt.cz 5/2013
Respekt.cz 5/2013

Źródła: 1, 2, 3, 4

 

Zjarani Polacy w Pradze

W czeluściach Internetu natknąłem się oto na niezwykle barwny językowo felieton, w którym dziennikarz portalu Interia.pl opisuje wyprawę Ślązaków do Pragi.  W oczekiwaniu na wyniki wyborów udaję się więc w podróż do kolegi Czecha. Zapytam się go czy Czesi rzeczywiście tak patrzą na Polaków w Pradze, jak to pokazane jest w felietonie.

Ilustracja do tekstu
Ilustracja do tekstu

– Ukoncete prosim vystup a nastup, dvere se zaviraji – mówił głos baby w praskim metrze, a ujarane chłopaki z Katowic aż się od śmiechu zataczały po wagonie. Czesi na nich patrzyli tak, jak zawsze patrzą na Polaków, czyli z mieszaniną niechęci i współczucia, dodając dziś tylko do tego zestawu nieco zdumienia.

A chłopaki ryczeli: „o ja pierdole wystup a nastup, ło kurwa, wystup a nastup”. Dwerze se zawirali, metro jechało dalej, po paru minutach znów się zatrzymywało, baba znowu mówiła, że „vystup a nastup”, że „nastupni stanice – Malostranska”, a chłopaki w brecht.

(…)

Nie bardzo było co robić. Od Mostu Karola po Plac Wacława wszystko było dokumentnie zajebane tłumem, w którym Czechów w ogóle nie było. Czesi ograniczali się do siedzenia w sklepikach i sprzedawania turystom najgorszego szitu na świecie: skarbonek w kształcie Dobrego Wojaka Szwejka i wzwiedzionych porcelanowanowych chujów z napisem I LOVE PRAGUE.

Handlowali nawet swoją Słowiańszczyzną i sprzedawali ruskie matrioszki, co mnie bardzo bawiło, bo Czechom, generalnie, bardzo zależy na tym, żeby nie kojarzyć ich z tym całym wschodnioeuropejskim gównem, tylko od razu z Austrią i Niemcami, no, może ewentualnie Słowenią i Chorwacją, gdzie lubią jeździć na wakacje.

Polscy absolwenci kulturoznawstwa łazili po Holeszowicach i Nuslach w poszukiwaniu prawdziwej Pragi, ale to nie miało sensu. Tu była prawdziwa Praga. To, co tu widzieli – to była właśnie prawda, niezależnie od tego, czy im się to podobało, czy nie.

No, ale absolwenci łazili po Żiżkowie i po Winohradach i szukali gospód, w których siedzą prawdziwi Czesi. I, zaprawdę, znajdowali. Zamawiali piwo i przyczajali się w rogu, jarając petry i sparty tak, jak Amerykanie jarali gitanesy w międzywojennym Paryżu. Co odważniejsi przysiadali się do pytlujących czeskich chłopów i mówili, że dobrydeń, że oni od zawsze, że Praga, że Sverak, że Hrabal, że śmiejące się bestie. A śmiejące się bestie bredziły coś o tym, że świat jest po chuju i zły, że euro już niedługo padnie, a Unia razem z nim, że polska gospodarka to wyścigówka na glinianych kołach, że Polacy są lenie i nie są w stanie wypracowywać tego swojego pekabe, więc rząd w Warszawie fałszuje dane, i że Niemcy w końcu znowu napadną na Polskę żeby odebrać te wszystkie dotacje unijne, które szły z ich budżetu, a przy okazji Szczecin i Wrocław. Bestie śmiały się i pierdoliły to samo, co pierdolą wszystkie inne bestie we wszystkich innych gospodach całego świata, czyli, że islam niedługo zaleje Europę i że to już ostatnie podrygi w miarę wolnego świata, że kiedyś było lepiej, nawet, jeśli było gorzej, i że zrobiliby remont mieszkania, a przynajmniej wymienili instalację elektryczną, ale nie mają hajsu.

Absolwenci mieli ze sobą kajeciki, w których zapisywali te wszystkie mądrości, a Czesi znów patrzyli na nich ze zwykłym zestawem emocji towarzyszących patrzeniu na Polaków.

Tymczasem chłopaki, które ujarane przejechały już wszystkie trzy linie praskiego metra i ryły do rozpuku z wystupa i nastupa, wyszły w końcu na stacji gdzieś na Nowym Mieście i pokapowały się, że gandzia im się skończyła.

Co jeszcze przytrafiło się w Pradze mieszkańcom Katowic? Czytajcie DALEJ!

FRAGMENT TEKSTU POCHODZI Z PORTALU HA.ART.PL

EDIT: Nie mogłem się powstrzymać. Kwintesencja polskości w tym oto filmiku:

Jak to się stało, że Słowacja wszystkim nam uciekła

20 lat po rozpadzie Czechosłowacji wciąż słyszymy głosy podsumowujące okres kiedy każde z państw żyło oddzielnie. Tym razem przedstawię Wam niezwykle ciekawą opinię pana Lubosza Palaty, czeskiego dziennikarza.

Bratysława (Fot. Shutterstock)
Bratysława (Fot. Shutterstock)

Rano mgła nad Morawą jak zwykle, granicy ni widu ni słychu, jakby się nic nie zmieniło. Zmieniło się jednak wszystko. Państwo, w którym się urodziłem, przestało istnieć. A ja wracałem z obczyzny do domu. Nie czułem jednak żadnego smutku, raczej ulgę. Tam, za granicą, został już wówczas straszny słowacki premier Vladimir Mecziar, który zamienił Słowację w półmafijny, półdemokratyczny i półrosyjski kraj. Przez sześć kolejnych lat cieszyłem się, że w nim nie mieszkam. Straciłem Tatry, Dunaj, Koszyce, Zamek Spiski, ale można się było z tym pogodzić. Była to w końcu tylko jedna trzecia kraju. To Słowacy stracili więcej. Właściwie dziękuję za ten podział – mówiłem sobie pełen wspomnień. Był 1 stycznia 1993 r.

Wierzyliśmy, że bez Słowacji będzie nam lepiej, że zostanie nam więcej pieniędzy, a rozpędzająca się za sprawą radykalnych reform gospodarka szybko dogoni Zachód, zaś w Unii Europejskiej będziemy wiele lat przed Słowakami, Węgrami, o Polakach nie wspominając. Byliśmy przekonani, że na tym podziale zarobimy (tak jak dzieje się to wówczas, gdy uwolnicie się od biednych krewnych, którzy przez lata wyciągali z was pieniądze).


Nic podobnego! W ciągu 20 lat nie uciekliśmy Słowacji, a w dodatku ona dogoniła nas. I to tak, że już czujemy jej oddech na plecach. Poziom wynagrodzeń w Pradze i Bratysławie właściwie się nie różni. Słowacja ma euro, dostęp do wszystkich nowinek UE i rośnie najszybciej w całej strefie euro. My już drugi rok zmagamy się z recesją, do strefy nie wejdziemy nawet za dziesięć lat, a w Unii jesteśmy piątym kołem u wozu, z którym nikt już prawie nie rozmawia.

Jesteśmy dziwnym krajem, z dziwnym prezydentem, skorumpowaną polityką, chwiejącą się gospodarką i coraz mniej wykształconym społeczeństwem. Słowacja stała się krajem przyszłości, my zaś – samotnym państwem bez przyszłości.

Przed 20 laty byłem dumny, że jestem Czechem i że nie muszę być Słowakiem. Dziś w Bratysławie niemal się wstydzę tej swojej czeskości. I jeśli ktoś ma prawo świętować 20. rocznicę podziału kraju, to jedynie odnoszący sukcesy nasi byli bracia, Słowacy”.

Najciekawsze fragmenty mam jednak na koniec:

„W ciągu 20 lat, które minęły, Słowacja była krajem Vladimira Mecziara jedynie przez sześć, podczas gdy Czechy przez prawie 16 były krajem Václava Klausa. Rządy obydwu były złe. Owszem, z Mecziara wyrosło to, czego się obawialiśmy, ale Klaus, jak się okazało, zachowywał się kłamliwie. Z pokazowego proeuropejskiego i prozachodniego reformatora szybko przeistoczył się w marudnego, pełnego nienawiści i niebezpiecznego dla przyszłości Czech i Europy narcystycznego starca, który kradnie pióra”.

W komentarzach pod tekstem autorowi zarzuca się zbytnią poreuropejskość oraz szkalowanie dobrego imienia Czech:

 Wstydzę się za naszego czeskiego dziennikarza, panie Palato! Zbyt często znajduję w prasie jego oszczerstwa dotyczące naszego kraju. Da się zauważyć, że na Słowacji sytuacja gospodarcza się polepszyła i że są tam zmiany, ale ten tekst jest niezwykle subiektywny. Pan Palata jest wielkim euroentuzjastą, zupełnie inaczej niż ja i reszta naszego podzielonego społeczeństwa. W obecnej sytuacji euroentuzjazm nie jest już mile widziany. 

Z tekstów pana Palaty wypływa zachwyt Unią Europejską. Ten „podział” na euroentuzjastów i euro-przeciwników w czeskim społeczeństwie idealnie widać na przykładzie kampanii prezydenckiej, która właściwie się już powoli kończy. Z jednej strony Karel, „który otworzy Czechy na świat, na Unię„, z drugiej strony popierany przez komunistów Zeman.

Foto Respekt.cz
Foto Respekt.cz

 Już w ten weekend Czesi wybiorą, która drogą chcą iść. Dziwi mnie z kolei jak bardzo niektórzy Czesi próbują na siłę udowodnić innym, że Republika Czeska zamknęła się sama w sobie. Czy Czechom naprawdę jest dobrze bez europejskiej integracji, bez euro? Czy czeska izolacja jest dla Czechów powodem do wstydu? Pan Lubosz Palata twierdzi, że tak:

 Osobiście, jako Czech, mam podobne odczucia. Myślę, że Słowacja [przyjmując Euro] poszła w dobrym kierunku, że zrobiła duży krok i uciekła z Europy Środkowej do Europy. Ode mnie, ale i od wszystkich Czechów, Węgrów i Polaków po wielu latach, kiedy to wspólnie płynęliśmy na tym samym statku, Słowacja znów się oddaliła. A wszystko dlatego, że to my stoimy, a Słowacja gdzieś idzie.


Czekam więc z niecierpliwością na wyniki wyborów prezydenckich w Republice Czeskiej. 

Czesi również są lekomanami

Nasi południowi sąsiedzi w jednej dziedzinie próbują dogonić Polaków – zażywają ogromną ilość leków.
Każdego roku Czesi wyrzucają ponad 245 ton leków!

Lekarna

Państwowy Instytut Kontroli Leków przeprowadził badanie wśród dwóch tysięcy gospodarstw domowych.

Z danych Instytutu wynika, że jedna piąta leków nie jest w ogóle używanych, a co dziesiąta rodzina nigdy

nie kontroluje zawartości domowej apteczki.

„Każdego roku przyjmujemy z powrotem przeterminowane leki za ponad jeden miliard koron. Daje to około 

245 ton tabletek” – poinformował minister zdrowia Leoš Heger.

Czesi w roku 2011 zmarnowali medykamenty za kwotę 1,6 miliarda koron. W większości oddali je do aptek,
reszta (kwota wartości 400 milionów koron) trafiła do śmietników. Niektóre jednak trafiły do
kanalizacji, zatruwając przy okazji środowisko. Likwidacja przeterminowanych leków przyniesionych do
aptek kosztowała 7,5 miliona koron.

Rocznie w Republice Czeskiej sprzedaje się leki za 60-70 miliardów koron! Z tego 35 miliardów to są leki
na receptę – tych wyrzuca się jedynie 3,7 proc.

Badanie wykazało jeszcze, że jedna rodzina ma średnio 17 opakowań leków, z tego 41 proc. na receptę. Jedna trzecia Czechów wyrzuca leki do kanalizacji.

Czeskie Ministerstwo Zdrowia zamierza przeprowadzić akcję informacyjną dotyczącą sposobów składowania leków, właściwego ich zażywania i oraz pozbywania. Niestety nie dotarłem do informacji mówiącej o tym czy Czesi zażywają leki zgodnie z zaleceniami lekarza.

Jestem przekonany jednak, że żaden z Czechów nie ma tyle pecha co pewna mieszkanka Warszawy, która zażywając 70 różnych preparatów jednocześnie, trafiła do szpitala.

Statystyki nie pozostawiają złudzeń – codziennie ponad 2 mln Polaków kupuje leki, a miesięcznie wydajemy na nie już 2,2 mld zł. Jesteśmy w europejskiej czołówce. Na świecie większymi lekomanami są tylko Amerykanie i Francuzi. W Polsce jest 30 procent lekomanów. Statystyczny Polak łyka codziennie cztery tabletki, a tylko 13 procent z nas czyta ulotkę dołączoną do opakowania.

Skoro już przy temacie ulotek jesteśmy… Czy tylko ja zauważyłem, że w czeskiej telewizji w reklamach leków i innych medykamentów nie słyszy się tej irytującej formułki o „zapoznaniu się z tereścią ulotki”? Czy tylko w Polsce jest nakaz informowania w 30 sekundowej reklamie o konsultacji z farmaceutą przed zażyciem leku? Jeśli się mylę, to mnie oświećcie!

W 2011 roku z powodu przedawkowania leków zmarło w Polsce 8 osób, a u 382 wykryto zatrucie.

I jeszcze jedno: są leki, które są niedostępne w Polsce, a można je nabyć w Czechach. Chodzi tu głównie o leki na odchudzanie.

Pewien środek na odchudzanie jako substancja pokrewna amfetaminie, może uzależniać, doprowadzać do załamań psychicznych i depresji. Dlatego w Polsce za sprzedaż leku można dostać taki sam wyrok jak za handel narkotykami. Ale już w Czechach można legalnie kupić specyfik. Jest w każdej aptece. Lucie Dusankova z czeskiego Frydlantu często sprzedaje go Polkom. – Jeśli mają receptę – mówi. Należy uważać co kupujecie i co przewozicie przez granicę.

lekiŹródła: 1, 2, 3, 4

Jacy są młodzi Czesi?

Według sondażu Czeskiego Urzędu Statystycznego czeskie dzieci najbardziej pragną być zdrowe. Zdrowie przekładają nad bogactwem i szczęściem. Co dziwi, uroda znalazła się na ostatnim miejscu w rankingu.

badanie222

 

Według specjalistów, badania te pokazują, że dla dzieci powodzenie w życiu to przede wszystkim dobra materialne.

„Niestety życie pokazuje, że aby zyskać bogactwo wcale nie trzeba być mądrym, często wystarczy szczęście lub determinacja” – mówi doradca finansowy František Macháček.

W tabeli prezentującej pragnienia czeskiej młodzieży prym wiedzie komputer z internetem (57,1%), następny jest telefon. Ostatnie pozycje zajęły telewizja oraz odtwarzacz MP3, głownie dlatego, że prawie wszystkie czeskie rodziny już te dobra posiadają.

Ale szczęście to nie tylko dobra materialne. Dla Czechów ważna jest też rodzina. Babcię czy dziadka codziennie widuje 29 proc. czeskich dzieci. Raz w tygodniu babcie odwiedza 44 proc. dzieci, a kilka razy w roku dziadków widuje 7,8 proc. młodych Czechów.

Niestety czeska młodzież  z rodzicami nie ma już tak dobrych kontaktów. Badanie pokazuje, że rodzice praktycznie nie rozmawiają ze swymi pociechami o seksie. Źródłem tego typu informacji są, podobnie jak w Polsce, koledzy oraz internet (odpowiednio 25 i 22 proc.). Tylko 13,8 proc. czeskich rodziców kiedykolwiek rozmawiało z dziećmi na intymne tematy.

Jednak mimo wszystko dzieci nie mają za złe rodzicom braku rozmów. Na pytanie Kogo byś wziął ze sobą na bezludną wyspę? 25 proc. dzieci odpowiedziało, że właśnie swojego rodzica. Koledzy znaleźli się na drugim miejscu z 16 procentami.

Rodzice nie mają też dużego wpływu na to, jak ich dzieci spędzają czas wolny. Aż 67,3 proc. młodych Czechów w swoim wolnym czasie ogląda na komputerze film lub używa internetu. Gra na komputerze 17 proc. Czechów, a czyta jedynie 4,2. Te piękne wysokie statystyki dotyczące czytelnictwa nabijają zatem dorośli.

Autor: Czechofil

Český rozhlas (1923-2013) – 90 lat Czeskiego Radia

W tym roku przypada 90 lat od powstania czeskiego radia. Krajowy nadawca przygotował z tej okazji wiele audycji prezentujących historię radia od jego powstania, aż do dnia dzisiejszego.

Budowla Czeskiego Radia w 1949 roku.
Budynek Czeskiego Radia w 1949 roku.

Český rozhlas (wtedy Československý rozhlas) zaczął nadawać 18 maja 1923 roku z lotniska w Kbelích. Studio Radia Praha mieściło się w wielkim namiocie postawionym na trawie. Pierwsza audycja trwała ledwie ponad godzinę: po kilku słowach wstępu puszczono zapis koncertu. Ogromne zainteresowanie sprawiło, że audycje pojawiały się w czeskim eterze cyklicznie.

Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych zaczęto stawiać budynek Czeskiego Radia na ulicy Vinohradskiej w Pradze. Dziesięć lat później Czeskie Radio mogło poszczycić się ogromnym zbiorem archiwalnych nagrań. Český rozhlas wrył się na dobre do czeskosłowackiej świadomości. Jego audycje towarzyszyły całemu narodowi nawet w momentach smutku oraz tragedii narodowych.

Budowa radia w 1930 roku
Budowa radia w 1930 roku
Sekretariat w 1934 roku
Sekretariat w 1934 roku
Studio nagrań nr 1, rok 1936
Studio nagrań nr 1, rok 1936
Archiwum Czeskiego Radia, rok 1941
Archiwum Czeskiego Radia, rok 1941

5 maja 1945 roku, Czeskie Radio nadaje pierwszą audycję w języku czeskim tuż po obaleniu dyktatury Hitlera. Radio jednoczy naród w tym ważnym momencie. W eterze pojawiają się piosenki po czesku. Czeska Rada Narodowa na falach Radia Praha wydaje oświadczenie o zakończeniu Protektoratu i przejęcia władzy.

Zniszczone wejście do budynku Czeskiego Radia w 1945 roku
Zniszczone wejście do budynku Czeskiego Radia w 1945 roku

Niespełna kilka godzin od pierwszej audycji w języku czeskim, z głośników słychać wołanie o pomoc:

„Voláme českou polici do rozhlasu, střílí se zde!“ (Wołamy czeską policję do budynku radia, strzelają do ludzi!)

„Všichni do Českého rozhlasu! Jsou zde stříleni čeští lidé! Přijďte co nejdříve! Přijďte nám na pomoc!“
(Wszyscy do radia! Są tu zabici ludzie! Przyjdzcie jak najszybciej! Pomocy!)

Niemcy bezskutecznie szukają studia. Wszystkie niemieckie napisy są usunięte. Poddają się. Następnego dnia wszystko zaczyna się na nowo…

6 maja 1945 – W radiu słychać informację, że Plzeň ogłasza niepodległość. Niemieckie czołgi prą w kierunku Pragi. Trwa mobilizacja i ustawianie barykad przed budynkiem radia. Do walki w Pradze przeciwko okupantowi zgłosiło się 30 tysięcy ludzi.

8 maja 1945 roku koszmar się kończy. Radio zostało uratowane. Śmierć poniosło 1,7 tys. mieszkańców Pragi.

9 maja 1945 – Rosjanie wyzwalają Pragę. Z głośników słychać komunikat:

„Vítáme představitele Rudé armády… Ať žije Československá republika! Ať žije Sovětský svaz a jeho Rudá armáda! Ať žije maršál Koněv! Sláva velkému Stalinovi!“

Budowa nowego holu, rok 1946
Budowa nowego holu, rok 1946
Wnętrze radia, rok 1947
Wnętrze radia, rok 1947

Niestety, bycie pod sowieckimi wpływami wcale nie przyniosło spokoju. Czeskie Radio po raz kolejny doświadczyło ataku ze strony okupanta…

21 sierpnia 1968 roku ulice Pragi pełne były czołgów Układu Warszawskiego. Przyjechały stłumić normalizację, która była zagrożeniem dla sowieckiej dyktatury. Czeskie Radio zostało przejęte przez okupanta. W jego miejsce z terenu Niemiec zaczęło nadawać Radio Vltava, wspierające Czechów w trakcie okupacji. Audycje prowadzone były w językach czeskim i słowackim. Radio Vltava skończyło nadawanie po pół roku.

Barykady przed budynkiem radia
Barykady przed budynkiem radia
1078707--okupace-ceskoslovenska-srpen-1968--1-300x225p0
Wojska Układu Warszawskiego na ulicach Pragi

Po kryzysowych latach 1968-1969 wyemigrowało z Czechosłowacji ponad 13 tysięcy ludzi. Nastały czasy cenzury, która skutecznie niszczyła wszystkie przejawy swobodnego myślenia. Stan agonii trwał aż do aksamitnej rewolucji.

31 grudnia 1992 roku powstało niezależne Czeskie Radio. Choć rządy radia i załoga w nim pracująca w ciągu tylu lat zmieniła się wielokrotnie,  nie zmieniła się siedziba Českeho rozhlasu – budynek ten przeżył już obu okupantów.

Dopóki będzie istniał czeski głos w eterze, dopóty istnieć będzie czeskie państwo.

Autor: Czechofil

Źródło: rozhlas.cz

Jak to Czesi halerzówek się pozbyli

Czesi wycofali drobne monety w 2003 roku.  Narodowy Bank Czeski powołał się na wysokie koszty związane z utrzymaniem ich w obiegu. Twierdzono, że sklepy odmawiały przyjmowania wspomnianych monet, które przestały spełniać rolę środka płatniczego. Podobny los czeka również nasze polskie 1- oraz 2- groszówki. Co się zmieniło w Czechach po rezygnacji z drobnych monet?
halerz
Większość Czechów „magazynowała”  w domach monety o najniższym nominale, ponieważ obciążały ich portfele. Sam widziałem jak ojciec  mego kolegi z Ostrawy miał masę halerzy w 20-litrowych słoikach. Magazynował je w piwnicy, a zamiast wymienić je w czas w banku, wolał się na nie patrzeć. Takich Czechów jak właśnie wspomniany było wielu, dlatego monety nie wracały do obiegu. Duże sieci handlowe musiały je jednak wydawać klientom i zgłaszały bez przerwy zamówienia na nowe emisje do Banku Centralnego. Koszt produkcji monet był dwukrotnie wyższy od ich wartości nominalnej.
W 2001 roku do banku centralnego wróciło tylko niecałe 20 procent monet o nominale 10 i 20 halerzy, natomiast monet o wyższym nominale aż 80 procent. W obiegu znajdowało się 705 milionów monet 10-halerzowych i 540 milionów monet 20- halerzowych.


Czeski Bank Narodowy szacował, że operacja wycofania monet o najniższym nominale pozwoliła zaoszczędzić około 30 milionów koron.

Przez rok monety o nominale 10 i 20 halerzy można było wymienić w sklepach, w bankach a przez pięć lat w Banku Centralnym. Czesi mieli z tym jednak sporo kłopotów. Ponieważ odkładali monety (statystycznie każdy Czech przechowywał w domu 60 monet 10-halerzowych i 50 dwudziestek) handlowcy odmawiali przyjmowania jednorazowo dużej liczby monet. Mieli do tego prawo: mogli odmówić przyjęcia więcej niż dziesięciu monet. Natomiast w bankach komercyjnych monety, podczas operacji wymiany, musiały zostać wcześniej zapakowane w rulony po 50 lub 100 sztuk.

Po pięciu latach do Banku Centralnego wróciła niecała jedna trzecia monet.

1 września 2009 Narodowy Bank Czeski wycofał kolejną monetę o najmniejszym nominale, tym razem 50-halerzową.

Halerze wciąż znajdowały się na paragonach wydawanych w sklepach. Przy płaceniu zaokrąglano rachunek w górę do pełnej korony, jeśli „końcówka” ceny przekraczała 50 halerzy. Mimo to – zdaniem Narodowego Banku Czeskiego – ceny towarów wzrosły w minimalny sposób (najwyżej o 0,5 proc.). Niektóre firmy (zgodnie z zasadami konkurencji) zaokrąglały ceny towarów „w dół”. Inne twierdziły, że wycofanie monet oznaczało aż 4-procentową stratę na ich marżach.

Jak sytuacja w związku z wycofaniem groszy będzie wyglądać w Polsce? Nad tym zastanawia się już wiele osób – zaczynając od ekonomistów a kończąc na dziennikarzach. Myślę, że powinniśmy brać przykład z braci Czechów – już dawno Polacy wnioskowali o zaokrąglenie cen do pełnych złotówek i skończenie „zabawy” przy kasie z grosikami.

Więcej: TUTAJ

peníze, mince, bankovky

16 stycznia Dniem Pamięci Jana Palacha

Czeski rząd postanowił uczcić pamięć Jana Palacha – studenta, który 16 stycznia 1969 roku podpalił się w centrum Pragi w proteście przeciw inwazji Układu Warszawskiego na Czechosłowację – i ustanowić jego święto.

Jan Palach

Rząd przychylił się do propozycji deputowanych centroprawicowej koalicji, którzy argumentowali, że „ustanowienie symbolicznego dnia pamięci będzie wyrazem szacunku dla heroicznego czynu młodego studenta, który zaprotestował przeciw reżimowi totalitarnemu i pogwałceniu suwerenności narodowej”. Sygnatariusze wniosku przypomnieli, że pogrzeb Jana Palacha przełamał powszechną apatię czeskiego społeczeństwa, „stając się jednym z największych protestów społecznych przeciw politycznym realiom po zdławieniu praskiej wiosny i wprowadzeniu procesu normalizacji”.

Dzień Jana Palacha, będzie dziewiątym, symbolicznym świętem w kalendarzu Republiki Czeskiej. Zacznie obowiązywać 11 sierpnia 2013 roku – co jest również symbolem: dniem urodzin Palacha.

20-letni Jan Palach 16 stycznia 1969 roku dokonał aktu samospalenia przed Muzeum Narodowym na placu Wacława w Pradze. Zmarł trzy dni później w wyniku poparzeń całego ciała.

 

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑