Restauracja Česká – Chmielna 35, Warszawa – ogromne rozczarowanie

Wkrótce… Tylko jedno słowo, a tyle emocji. Codziennie jeździłem w pobliżu rowerem i zgalądając przez drzwi wejściowe doglądałem remontu. Wkrótce miało wydarzyć się coś wielkiego – otwarcie „Czeskiej Oryginalnej” restauracji w Warszawie! To coś wielkiego nastało – ogromne rozczarowanie.

11041739_835343446511602_4804686349848682193_n

Otwarcie czeskiej knajpy w czentrum Warszawy w sobotę musiało być sukcesem. Ludzi tyle, że ciężko było się wcisnąć. Przechadzając się między stolikami widziałem jedynie wielkie kufle z obfitą pianą i puste talerze. Musi być smacznie, pomyślałem, przyjdę jednak w tygodniu jak się uspokoi.

Nadszszła wiekopomna chwila. Cóż, że przed wypłatą? Zapłacę kredytówką. Jak się później okazało, dobrze, że ją ze sobą wziąłem. Wita mnie bardzo sympatyczna i uśmiechnięta obsługa, idę na górny poziom. Sterylnie i czysto, schody jeszcze pachną lakierem i farbą. Ściany bielutkie. Ile to wszystko musiało kosztować? – pytam siebie – oszczędności życia lub kredyt na całe życie. Siadam. W zasięgu wzroku naliczyłem dziewięć osób z obsługi, na jeden poziom! A na moim poziomie ośmiu gości. Czyli każdy z nas ma swego kelnera. Jeden czyścił kufle.

Zagadka rozwiązana...
Zagadka rozwiązana…

Piwo? Jedynie Pilsner.

Piękne tanki zawieszone w oknie, tak, by zachęcać gości do wejścia. W każdym tanku 500 litrów piwa. Z każdego tanku będzie 1000 kufli. Tysiąc obsłużonych klientów. A tanki są cztery. Widowiskowa instalacja – długa na kilkadziesiąt metrów rurka prowadząca piwo z tanku wprost do stoiska barmana. Jak się okazało, to tylko dekoracja. Piwo czerpane jest z zupełnie innego miejsca. W prawdziwej instalacji piwo jest chłodzone i takie wlewane do kufli. Podane na pięć sposobów. W normalnej jak na Warszawę cenie. Piana gęsta jak bita śmietana, piwo świeże i niezwykle smaczne. I to na tyle słodkości. Wybór piwa jest zerowy. Oprócz Pilsnera dostaniemy jedynie Książęce. A gdzie reszta? Chociażby jakieś koncerniaki… Skoro zamówiło się kilka tysięcy litrów piwa w tankach, trzeba je sprzedać. Oto rozwiązanie zagadki.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Czeska oryginalna kuchnia?

Jako że nie jestem wytrawnym piwoszem, skupię się na kuchni. Jest to moje hobby i sposób na spędzanie wolnego czasu. Ojejku, ależ się ekscytowałem tymi wrzucanymi na Facebooka przez restaurację zdjęciami. Szkolenia z czeskiej kuchni w Pradze, pełne i ociekające smakołykami talerze, które pałaszowała obsługa. Oczami wyobraźni widziałem zaciemnioną hospodę z przaśną czeską muzyką i wielkimi porcjami tuczącego jedzenia typowego dla naszych sąsiadów. Dania w Českiej „Oryginalnej” (patrz: dopiesek w logo) restauracji są równie sterylne i minimalistyczne jak jej wystrój.

Zaczęło się od CARPACCIO Z ČERVENÉ ŘEPY. Kilka plasterków czerwonego buraka, na którym umieszczono kawałeczek koziego sera i coś tam wokół. To była najdroższa połowa buraka w życiu ever – 19 PLN (Czesi w tym momencie przeliczają na korony…).

Na drugi ogień poszedł UTOPENEC. Z tego co wiem, utopenec powinien być zrobiony z kiełbaski zwanej Špekáček. Typowy Špekáček składa się z połowy mięsa wołowego, 1/4 mięsa wieprzowego bez skóry oraz 1/3 boczku (špeku). Doprawiony jest czosnkiem, pieprzem i czasami gałką muszkatołową. Konsystencja Špekáčeka przypomina naszego serdelka – twardego i mięsistego. W Českiej dostałem zwykłą kiełbasę, coś a la śląska – miękka i taka typowo polska w smaku. Fajnie jednak udawała Utopenca, bo miała białe plamki tłuszczu imitujące špek. Jedyne 12 PLN (ma ktoś kalkulator?)

Finał wieczoru upływać miał przy SMAŽENÝM SÝRZE. Nie ważne kto jak zaczyna, ważne kto jak kończy – pomyślałem. To miał być gwóźdź programu. Danie okazało się gwoździem do trumny. Tego dnia piekło zamarzło! Kucharz (rzekomo Czech z krwi i kości) serwuje Gościom mrożony ser z frytownicy. To tak, jakbym był w Czechach, poszedł do Billa i zakupił kawałki sera w papierowym kartoniku, wrzucił na rozgrzany olej i zjadł.

741-428-obalovany-syr-pajero-4ks-240g

Jak można tak karmić ludzi? Nie dość, że kosztuje bez promocji aż 60 koron, leży tygodniami w lodówkach, to nie wiadomo co znajduje się w jego składzie. Nie łatwiej wejść w google i wyszukać chociażby mój (bo pojawia się jako pierwszy) przepis na ręcznie robiony smażony ser? Koszt dwóch takich solidnych ręcznie robionych kawałków sera zamyka się w 5 zł. Zakładam, że olej i bułka tarta znajduje się w każdej restauracji. Zamarłem. Więcej nie będę na temat tego dania pisał. Poszło kolejne 24 zł. Dramat.

SVÍČKOVÁ NA SMETANĚ co prawda nie wylądowała na moim stole, ale miałem okazję widzieć ją na stole obok. Porcja naprawdę licha. Pani, która wsunęła danie w trzy minuty, po konsumpcji patrzyła jedynie smutno w pusty talerz. Oto co udało mi się znaleźć na facebooku omawianej knajpy:

Czy jest coś więcej do dodania? Ano jest. Jeżeli jest to prawda, że właścicielem bądź kucharzem jest prawdziwy Czech (dało się słyszeć czeski język między członkami obsługi), to poziom serwowanych dań jest wprost żenujący. Jeżeli restauracja chce dalej podawać tego typu jedzenie, to proszę niech nie nazywa się „Czeską Oryginalną”. Bo jak to ktoś stwierdził…”dupa, nie czeska”.

Muzyka

Hudba. Słyszę to słowo i mam w głowie stare czechosłowackie kultowe piosenki śpiewane przez Petrę Janů czy też Věrę Špinarovą. Niestety takich szlagierów w Czeskiej nie usłyszymy. Jest za to stos popowo-rockowych piosenek znanych z najbardziej odmóżdżającego radia z trzema literami w nazwie. Czasem jedna czeska współczesna nuta pojawi się na playliście. Xindl X to jednak nie jest mój ulubiony wykonawca.

Rachunek

Przepraszam, że jestem tak złośliwy, ale pisząc tę recenzję po kilku dniach, wciąż jestem rozdrażniony. Mam wrażenie, że policzono nam o dwa piwa za dużo. Rachunek był strasznie wysoki: za te buraki i niejadalny smażony ser plus kilka piw (których i tak nie mogliśmy się doliczyć) musieliśmy zapłacić 150 PLN. 75 PLN za jeden krótki wieczór pełen nieprzyjemnych wrażeń to dużo. Dla mnie o wiele za dużo.

A czy są w takim razie jakiekolwiek plusy?

Oczywiście, że są! Nie jestem przecież malkontentem.

  • Największą zaletą jest lokalizacja – właściciel nie mógł sobie lepiej wymarzyć miejscówki.
  • Czysto i sterylnie – wszak knajpa dopiero co po remoncie, wiadomo, że tak będzie.
  • Uśmiechnięta i pomocna obsługa – co ciekawe kelnerzy dopytują jak smakowało piwo, nie pytają jak smakowało jedzenie…
  • Barman/szef barmanów/? Jakub – sądząc po akcencie rodowity Czech, miły i sympatyczny. Zapada w pamięć 🙂

To tyle….

W Warszawie, gdzie miejscówek dla Czechofilów jest tak dużo, dziwi tak nieprofesjonalne podejście. Czeska kojarzy mi się ze Szwejkiem, który wykorzystując świetną lokalizację i wzorowanie się na czeskich symbolach zyskuje multum gości gotowych „dopłacić” za to, że mogą zjeść i wypić w centrum stolicy. Czy jest sens przepłacać? Każdy Czechofil stwierdzi, że nie.

Wolę bardziej klimatyczne miejsca, do których będę zapraszał swoich znajomych. I wy też tak zróbcie! Mieszkańcy północnych dzielnic napijcie się wyśmienitego piwa w Czeskiej Piviarni, a ci ze wschodnich dzielnic i Ursynowa walcie śmało do pubu Warszawa-Praha (mmmm, ten ręcznie robiony smażony ser…).

Moja ocena: 2/5

PS: Z Czeskiej wyszliśmy biedni i głodni. Oto, co musiało się stać po tej wizycie…

zdjęcie 3

Reklamy

Znowu antypolskie hasła na Zaolziu

Konflikt na Ukrainie odbija się czkawką w całej Europie Środkowo-Wschodniej. O swój byt drży Białoruś i kraje bałtyckie. Jednak precedensem wydawać się może napięcie stosunków polsko-czeskich na Zaolziu w ciągu ostatnich tygodni. Czy może mieć to związek z Rosją?

źródło: stalo-se.cz
źródło: stalo-se.cz

Na czeskim portalu „Stalo Se”, cieszącym się popularnością wśród czeskiej młodzieży na Zaolziu pojawiły się antypolskie hasła. Wystarczy przytoczyć słowa redakcji „Polacy precz! Cieszyn i cały Śląsk zawsze były czeskie. Polacy nam to ukradli. Trzeba to odzyskać”, którym towarzyszą prorosyjskie komentarze użytkowników, by stwierdzić, że sytuacja zaczyna robić się nieciekawa. Wymowną ilustracją do tychże słów jest swastyka wpisana w polską flagę.

Czas „zrobić porządek” z Polakami

To kolejny z pojawiających się postulatów. Na portalu dowiadujemy się na przykład, że Polska za wszelką cenę chcę odzyskać Zaolzie i tylko Moskwa może przyjść z odsieczą przed imperialistycznymi zapędami kraju nad Wisłą… W związku z tym należy zawrzeć strategiczny sojusz z Rosją i raz na zawsze „zrobić porządek” z Polakami.

Dwójmyślenie Zemana

Do tego typu postulatów można by przypiąć łatkę marginesu, gdyby nie fakt, że wpisują się one w szerszą spójną całość. Warto zwrócić uwagę na postać postkomunistycznego prezydenta Republiki Czeskiej – Miloša Zemana, który nawet nie stara się ukrywać swojej prorosyjskości, a w oczach czeskiej opozycji zyskał miano „marionetki Putina”, zapraszając „cara Wszechrusi” na oficjalne obchody państwowe. Z kolei nieco dalej na wschodzie Zeman po wielu swoich wypowiedziach stał się bożyszczem internetów.

Znaczące są również próby wybiórczego traktowania historii przez czeskiego prezydenta. Nie tak dawno było głośno o uświadamianiu Polaków przez Zemana na temat zbrodni Stepana Bandery na naszym narodzie, natomiast uwadze prezydenta umyka inny ludobójca Polaków – gen. Josef Snejdarek, którego wojska w 1919 roku wtargnęły na Zaolzie, w wyniku czego śmierć poniosło tysiące Polaków. Ba, nawet w przypadku tego drugiego, którego pomnik niespełna 2 lata temu stanął niedaleko polskiej granicy, Zeman ma już pozytywne odczucia.

Pożyteczni idioci czy zamierzone rosyjskie działania?

Wg prezesa Kongresu Polaków w Republice Czeskiej dra Józefa Szymeczka w wywiadzie dla „Do Rzeczy” – „nasilenie antypolskich nastrojów, wezwań rewizjonistycznych czy straszenia, że Polska ma wrogie zamiary wobec Czech, nastąpiło w ostatnich miesiącach konfliktu na Ukrainie.”

Kuriozalne wydaje się, że prorosyjsko nastawiona grupa Czechów, popierająca tym samym politykę Rosji wobec Ukrainy „w trosce” o mieszkającą tam mniejszość rosyjską, jednocześnie żąda „pomocy” Rosji w wypędzeniu rdzennej polskiej mniejszości z terenów Republiki Czeskiej (sic!).

Związek czasowy, o którym wspomina dr Szymeczek, brak logicznej spójności oraz nazywanie wszystkich myślących inaczej faszystami wydają się wskazywać na działania naszego „wielkiego słowiańskiego brata”. Jak widać wojna hybrydowa prowadzona na Łotwie to nie samotny wyjątek, a rosyjska propaganda sięga po najbardziej na zachód wysunięte kraje byłego bloku socjalistycznego.

Co na to polski MSZ?

Sprawa została potraktowana jako incydent, ale miejmy nadzieję, że na dłuższą metę polska dyplomacja zainteresuje się mniejszością polską zamieszkującą części składowe Republiki Czeskiej, a mianowicie Czechy, Morawy, a przede wszystkim Śląsk Cieszyński. Wg spisu z 2011 roku u naszych południowych sąsiadów zamieszkuje ok. 40 tys. Polaków, a w niektórych gminach stanowią oni nawet większość (dla przypomnienia w 1919 Polacy stanowili ponad 2/3 ludności Zaolzia). Choć na tle kilkunastomilionowej polskiej diaspory to zaledwie niewielki odsetek, to jak niezwykle istotny z punktu widzenia minionej historii, jak i tej, która pisze się na naszych oczach.

Marcin Bagiński

„Czesi nie znają innych kultur, bo za długo żyli za żelazną kurtyną” czyli o Arabach w Cieplicach

Atif urodził się w Palestynie. Przedtem mieszkał w Niemczech. W Cieplicach jest tłumaczem z języka arabskiego. Mieszka tu z rodziną od wielu lat. Od pewnego czasu zauważa jednak znaczne pogorszenie się atmosfery w tym mieście.

 supporters

– Czasami siedzę z dziećmi w ogrodzie. Gdy się ma dzieci to jest to normalne, że rzuca się niekiedy na ziemię papierek albo niedopałek papierosa. Myślę, że Czesi też nie są inni. Ale to jeszcze żaden problem. Największym problemem jest ich strach. Strach przed obcymi; przed muzułmanami – mówi.

Około jedna czwarta spośród prawie 13 tysięcy kuracjuszy przybywających rokrocznie do Teplic, pochodzi z Kuwejtu, Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej. Wielu pacjentów i ich rodziny zostają w Teplicach przez kilka miesięcy. Ich pobyty zwykle finansuje się z budżetów rodzin panujących.

„Czesi za długo żyli za żelazną kurtyną”

W lecie obraz czeskiej prowincji zmienia się nie do poznania. „Wielu mieszkańców 50-tysięcznych Cieplic ma z tym problem”, uważa lekarz Abbas Jahaf. „W Parku Zdrojowym toczy się wojna kultur. Rodziny arabskie prowadzą inny tryb życia. Są głośne i pełne temperamentu. Czesi nie są do tego przyzwyczajeni. Nie znają innych kultur, bo za długo żyli za żelazną kurtyną”.

Strach przed pełzającą islamizacją sprawia, że ludzie zaczynają protestować. Jesienią ubiegłego roku skrajnie prawicowa partia zorganizowała marsz przez śródmieście Teplic. W Radzie Miejskiej dyskutuje się sprawę zakazu noszenia muzułmańskich chust w Parku Zdrojowym. Wejścia do niektórych arabskich sklepów wysmarowuje się świńską krwią.

Plastikowa świnia u wejścia

W lokalu „Pod Lampou”, goście z krajów arabskich nie są mile widziani. Nad barem wisi izraelska flaga z gwiazdą Dawida. Ma odstraszać Arabów. Wejścia pilnuje naturalnej wielkości plastikowa świnia. „Nie ma to nic wspólnego z rasizmem”, zapewnia właściciel knajpy, „ale jest to jedyna forma obrony. W lecie, w Parku Zdrojowym przebywa około tysiąca kobiet w burkach i brodaci mężczyźni. Dzieci wrzeszczą do wczesnych godzin porannych. Nikt nie może spać a trawnik jest całkowicie zdewastowany. To istne piekło. Przecież nie żyjemy na pustyni. Nikt tu nie cierpi Arabów”.

– Nie jest to niestety odosobniona opinia – twierdzi burmistrz Jaroslav Kubera. Tę funkcję pełni od dwudziestu lat.

Cieplice mocno się zmieniły od upadku socjalizmu. Kiedyś było to zaniedbane miasto przemysłowe. Dziś dobrze żyje dzięki gościom z całego świata. Jednak sukces ma też swoje ciemne strony.

– Ludzi irytuje nie tylko bałagan w Parku Zdrojowym i hałas. Od czasu zamachów w Paryżu i Kopenhadze, wielu mieszkańców po prostu boi się Arabów. Widzą w telewizji, co się dzieje i myślą, że ten terror przyjdzie teraz do nas; do Teplic. To jest bardzo nieracjonalne – uważa burmistrz.

Zagrożona sielanka

Niedaleko historycznej części miasta znajduje się na wzgórzu dzielnica Modlany. Tam Karel Secky zrealizował swoje marzenie o spokojnym życiu za miastem. Nowy dom zbudował na działce wśród jabłoni. – Ta idylla jest jednak zagrożona – twierdzi 41-letni inżynier. – Kuwejccy inwestorzy kupili bowiem w dzielnicy Modlany ponad 120 działek. Mają tu powstać luksusowe domy wakacyjne dla bogatych arabskich kuracjuszy. Widzę to jako zagrożenie. My Czesi pragniemy tylko spokojnego życia. Nie chcemy tutaj żadnych obcych kultur. Żadnych kobiet w burkach i ludzi, którzy nie respektują naszych zasad. Arabowie nie potrafią się do nas dostosować. Obserwujemy to w Cieplicach każdego dnia – dodaje.

Ludzie bronią się przed sprzedażą działek Arabom

Jego inicjatywa obywatelska chce uniemożliwić sprzedaż dalszych działek arabskim inwestorom. W petycji inicjatywa żąda wstrzymania prac budowlanych.

W Domach Zdrojowych obserwuje się te działania z coraz większą troską. – Ta napięta atmosfera nie pozostanie w Cieplicach bez następstw – obawia się dyrektorka Yveta Sliskova. – Niektórzy goście są tym tak dotknięci, że być może w przyszłym roku już do nas nie przyjadą. Mam nadzieję, że ten spór nam jednak w dłuższej perspektywie nie zaszkodzi. Ale pewne ryzyko istnieje – dodaje.

Gminę muzułmańską w Teplicach też ogarnął strach. Wielu właścicieli sklepów i drobnych przedsiębiorców boi się o swoją egzystencję i bezpieczeństwo swoich rodzin. Żeby załagodzić sytuację, zaprosili mieszkańców Cieplic do meczetu na dyskusję. Chcą, żeby Tepliczanie wyzbyli się strachu przed obcą kulturą i religią. – Rozmawiamy z tymi ludźmi o rzeczach, które ich rażą albo niepokoją. Reakcje są przeważnie bardzo pozytywne. Trzeba się bliżej zapoznać, wtedy problemy same się rozwiążą – mówią.

onet.pl

Polacy mają kolejny sposób na oszczędność: rejestrują drogie auta w Czechach

Zamożni Polacy coraz częściej zakładają firmy w Czechach lub na Słowacji tylko po to, żeby zaoszczędzić na zakupie drogiego samochodu.

7433956-643-482

Tak zwane szufladowe firmy rejestrowane są w Pradze, Brnie i Bratysławie, bo obowiązują tam korzystniejsze niż w Polsce przepisy podatkowe towarzyszące zakupowi nowego auta. Na Słowacji i w Czechach nie płaci się podatku akcyzowego, który u nas stanowi 1/5 ceny. Można też odliczyć całość VAT.

Południowy kierunek jest dla polskich przedsiębiorców tym bardziej kuszący, że nasi sąsiedzi mają prostą procedurę oraz krótszy czas założenia i rejestracji spółki. Zwykle trwa to nie dłużej niż 25 dni. Często nie trzeba nawet być osobiście przy jej rejestracji, bo wszelkie formalności biorą na siebie wyspecjalizowani w tego typu procedurach pośrednicy. A inne formalności związane z zakładaniem firm można załatwić drogą elektroniczną. Niestraszne są też bieżące koszty obsługi: wynajęcie  wyspecjalizowanego biura księgowego kosztuje nie więcej niż 100 euromiesięcznie.

Nic dziwnego, że taka możliwość kusi nabywców drogich aut.

Piotr Chodzeń, wyłączny importer samochodów Maserati w Polsce, szacuje, że na sprzedanych w zeszłym roku blisko 50 samochodów do Czech i na Słowację wyjechało ok. ośmiu. Z kolei Marcin Dąbrowski, wiceszef JLR Polska, które sprzedaje jaguary i land rovery, szacuje, że na 1100 sprzedanych w zeszłym roku aut do 5 proc. trafiło za granicę.

– W większości przypadków samochody rejestrowano w Szwajcarii, choć Słowacja i Czechy także występowały – zdradza Dąbrowski.

O podobnych praktykach słyszeli także inni dilerzy. W Mercedesie, Porsche czy w Infiniti zapewniają jednak, że ich auta nie są rejestrowane u południowych sąsiadów.

Jak mówi Adam Pietkiewicz, szef Polskiej Grupy Dealerów, która sprzedaje m.in. infiniti, w zeszłym roku samochody japońskiej marki kupiło u niego tylko dwóch południowych sąsiadów.– Byli to jednak autentyczni Czech i Słowak. W tym przypadku mówimy o samochodach, których wartość sięga 300 tys. zł. Być może to za tanio, bo jednak kłopotów z taką operacją jest sporo –mówi Pietkiewicz. Przy zakupie takiego auta zaoszczędzić można około 60 tys. zł i odliczyć 30 tys. zł więcej VAT niż w Polsce. Przy zakupie auta za 0,5 mln można zaoszczędzić ok. 150 tys. zł.

O tym, że proceder ma miejsce, przekonuje też aktywność celników. Jeden z dilerów anonimowo informuje, że urzędy celne zwracają szczególną uwagę na sprawę rejestracji w Czechach i na Słowacji ze względu na nieopłacenie akcyzy. – Często otrzymujemy pytania o klientów, którzy kupili auto, ale go tu nie zarejestrowali. Cała sprawa jest wpleciona w tropienie firm, które unikają płacenia podatku w Polsce i wynoszą swoją działalność za granicę – mówi jeden z dilerów luksusowej marki.

Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Samar, który monitoruje krajowy rynek motoryzacyjny, nie ma wątpliwości, że amatorów tańszego kupowania drogich aut będzie przybywać. Największym problemem w Polsce jest niesprawiedliwy dla przedsiębiorców system odliczenia VAT przy zakupie aut osobowych. Choć nowe zasady, które obowiązują od 1 kwietnia 2014 r., teoretycznie mają umożliwić przedsiębiorcom odliczenie pełnego podatku, to w praktyce przewidziany jest katalog restrykcyjnych wymogów, których niespełnienie jest zagrożone wysokimi sankcjami karnoskarbowymi. Fiskus może obciążyć firmę karą w wysokości do 720 stawek dziennych, czyli ponad 16 mln zł.

Materiał pochodzi ze strony: dziennik.pl

Biedni Czesi sprzedają paszporty uchodźcom

Policja w Pradze stoi przed nie lada wyzwaniem: coraz więcej biednych Czechów sprzedaje swoje paszporty przemytnikom. Potem wjeżdżają na nich do UE uchodźcy z Syrii, Iraku i innych krajów.

Jak na razie nie wiadomo, dlaczego ten proceder jest tak nagminny właśnie w Czechach. Jednym z powodów może być fakt, że paszporty tego kraju należą do najlepiej zabezpieczonych na świecie, dlatego jeżeli są prawdziwe, nie budzą podczas kontroli podejrzeń.

 929aaf33b80bac0247d6eae37ffd82ae

Paszporty niby kradzione

Proceder funkcjonuje w następujący sposób: osoby ze słabo sytuowanych grup społecznych sprzedają paszporty, które potem zgłaszają jako zgubione lub skradzione, tłumaczy Hubert Lang z urzędu ds. paszportowych w Pradze. Inny sposób to sprzedaż dokumentów po zmarłych, które nie zostają oddane do urzędów po śmierci.

Zdarzają się również przypadki sprzedaży paszportu bez zgłoszenia ich zaginięcia. Te właśnie policja uznaje za najbardziej niebezpieczne. Ich numery nie pojawiają się bowiem w żadnych rejestrach skradzionych dokumentów i tym samym przechodzą przez wszystkie filtry systemu informacji strefy Szengen. To uniemożliwia praktycznie skuteczną kontrolę graniczną.

Majątek za paszport

Czeska policja zakłada, że za paszportowym fenomenem stoją zorganizowane bandy, które szukają w Europie paserów, którzy znajdują osoby w potrzebie i proponują im odkupienie dokumentów. Następnie sprzedają je dalej pośrednikom w regiony, gdzie trwają konflikty i skąd pochodzi wielu uchodźców. Zwłaszcza w krajach arabskich za europejski paszport można żądać majątek.

– Wszyscy uchodźcy potrzebują jakichś dokumentów, aby w ogóle wejść na pokład samolotu lecącego do jakiegokolwiek europejskiego kraju. Tam składają podanie o azyl. – W ten sposób przemytnicy obchodzą najtrudniejszą barierę dotyczącą fałszowania dokumentów. Zamiast je podrabiać, używają bezpiecznych czeskich paszportów wykorzystując je inaczej, tłumaczy Hubert Lang problem czeskiej policji. Z reguły oszustwo wychodzi na jaw dopiero w momencie, kiedy uchodźca jest już na terenie UE i może starać się o azyl.

Kontrole niezbyt skuteczne

Przemytnicy dobrze sobie radzą z problemem zdjęcia. – Stronę, gdzie znajduje się zdjęcie, można w miarę łatwo zastąpić inną – wystarczy dobra drukarka. W efekcie widoczna jest na niej twarz uchodźcy, podczas gdy dane osobowe pozostają te same. Te dane są sprawdzane. Ale nie można poddawać specjalnej kontroli wszystkich, którzy mają arabski wygląd – tłumaczy Lang.

Czeska policja wykryła w ostatnim czasie ponad 100 przypadków wykorzystania przez uchodźców dokumentów należących pierwotnie do innych osób. Prawdziwa liczba z pewnością jest dużo wyższa. Czeska policja próbuje teraz uzyskać możliwie dużo informacji od osób, które sprzedały swoje paszporty. – Większość z nich – mówi Lang – należy do najbiedniejszej grupy społeczeństwa, przede wszystkim z północnych Czech. Pozostaje jednak problem udowodnienia sprzedaży, czyba, że ktoś „gubi” paszport kilka razy w ciągu roku. Czeskie władze zastanawiają się teraz nad nowymi przepisami. – Planujemy zaostrzenie przepisów i wyższe kary za utratę dokumentów, jeżeli w ciągu krótkiego czasu ktoś kilkakrotnie traci dokumenty, a potem inna osoba na nie wjeżdża do UE – zapowiada Lang.

Wysiedleni Niemcy rezygnują z roszczeń

Ziomkostwo Niemców sudeckich wysiedlonych po 1945 roku z Czechosłowacji zmieniło w niedzielę na zjeździe w Monachium statut organizacji. Niemcy zrezygnowali z roszczeń do zwrotu majątków znajdujących się w ich dawnej ojczyźnie.

Czechosłowaccy Niemcy entuzjastycznie powitali wojska Hitlera w 1938 r.
Czechosłowaccy Niemcy entuzjastycznie powitali wojska Hitlera w 1938 r.

Ze statutu wykreślono postulat dążenia do zwrotu skonfiskowanego po wojnie przez władze czechosłowackie majątku, co było dotąd jednym z celów ziomkostwa. Zrezygnowano ponadto z roszczeń do „odzyskania ojczyzny” i zrealizowania „prawa do samostanowienia” Niemców sudeckich.

Zmiany w statucie oznaczają radykalny zwrot w polityce Niemców sudeckich. Jeszcze rok temu ziomkostwo domagało się unieważnienia przez Republikę Czeską dekretów wydanych po wojnie przez ówczesnego prezydenta Edvarda Benesza w celu wywłaszczenia i wysiedlenia Niemców.

Na podstawie dekretów Benesza w latach 1946-48 przymusowo wysiedlono i wywłaszczono 3 mln sudeckich Niemców oraz 70 tys. Węgrów. Większość wysiedlonych Niemców osiedliła się w graniczącej z Czechami Bawarii.

Czeski minister spraw zagranicznych Lubomir Zaoralek przywitał z zadowoleniem decyzję ziomkostwa. – To nie jest zaskoczenie – to jest warunek poprawy relacji – powiedział Zaoralek cytowany przez „Spiegel online”.

Niemieckie ziomkostwa, przed przyjęciem Czech i Polski do UE w 2004 roku, szczególnie intensywnie podnosiły kwestię unieważnienia aktów prawnych, na podstawie których po zakończeniu II wojny światowej władze obu krajów pozbawiły majątku i wysiedliły Niemców. Władze czeskie obawiały się, że zakwestionowanie dekretów może stać się podstawą do roszczeń majątkowych.

Relacje między Czechami a Niemcami, a szczególnie Bawarią, w minionych latach znacznie się poprawiły. W lutym 2013 roku ówczesny premier Czech Petr Neczas złożył, uznaną za historyczną, wizytę w Bawarii. Bawarski premier Horst Seehofer i Neczas ustalili wówczas, że spór o wysiedlenia nie będzie dłużej zatruwał wzajemnych stosunków. Premier Bawarii jest tradycyjnie patronem ziomkostwa Niemców sudeckich.

W Pradze uruchomiono poezjomat

Na Placu Pokoju (Namiesti Miru) w śródmieściu Pragi uruchomiono w poniedziałek „poezjomat”, odczytujący przechodniom wiersze współczesnych czeskich poetów, w tym laureata literackiej nagrody Nobla Jaroslava Seiferta.
Poezjomat / foto: pragaprzewodnik
Poezjomat / foto: pragaprzewodnik
Praska „szafa grająca z wierszami” jest według czeskich mediów pierwszą tego rodzaju w świecie. Ma formę wystającej z trawnika zakrzywionej rury z wylotem zasłoniętym kratką. „Poezjomat” postawił za zdobyte w publicznej zbiórce 200 tys. koron (30 tys. złotych) właściciel praskiej artystycznej kawiarni „V Lese” Ondrzej Kobza.

Już wcześniej zyskał on rozgłos podobnymi inicjatywami – na ulicach Pragi i kilku innych czeskich miast umieścił dostępne dla wszystkich pianina i stoliki do gry w szachy wraz z figurami. Film przedstawiający umundurowanego policjanta, który po służbie gra na pianinie koło wydziału filozofii praskiego Uniwersytetu Karola utwór południowokoreańskiego kompozytora Yirumy „River Flows in You”, stał się jednym z czeskich przebojów YouTube.

Inauguracji „poezjomatu” dokonali czeski minister kultury Daniel Herman i burmistrzyni obejmującej Plac Pokoju dzielnicy Praga 2 Jana Czernochova. Nagrania wierszy w artystycznym wykonaniu udostępniła Kobzie funkcjonująca w ramach publicznego Czeskiego Radia rozgłośnia Vltava (Wełtawa), która emituje programy kulturalne.

źródło: PAP

Czechy: prostytutki są coraz starsze i wypierają cudzoziemki

Najstarszy zawód świata w Czechach zaczyna być zdominowany przez Czeszki, które wypierają z tego biznesu cudzoziemki – pisze w środę „Mlada fronta Dnes”. Roczne obroty w sektorze usług seksualnych są szacowane na 10 miliardów koron (ponad 350 mln euro).

2012-05-15989585

Dziesięć lat temu obywatelki innych krajów, głównie byłych republik radzieckich, a także Bułgarii i Rumunii, stanowiły ok. 45 proc. prostytutek w Czechach. Dziś jest to już tylko 18 proc.

Jako jeden z powodów tego zjawiska gazeta wymienia przystąpienie Bułgarii i Rumunii do Unii Europejskiej; twierdzi, że prostytutki z tych krajów zainteresowały się bardziej lukratywnymi rynkami, takimi jak Niemcy.

„Mlada fronta Dnes” odnotowuje również, że rośnie średnia wieku prostytutek w Czechach; obecnie statystyczna przedstawicielka sektora usług seksualnych w tym kraju ma prawie 30 lat.

Spada liczba dużych nocnych klubów, które de facto są domami publicznymi – jest ich obecnie w Pradze około 70. Coraz więcej prostytutek preferuje prywatne mieszkania. Tylko nieliczne szukają jeszcze klientów na ulicach – pisze czeski dziennik.

Prawie połowa czeskich prostytutek to samotne matki. Prostytucja jest dla nich często jedynym sposobem na wyjście z pułapki zadłużenia po utracie pracy i źródłem utrzymania – wynika z ankiety przeprowadzonej przez pozarządową organizację R-R pomagającą prostytutkom.

Z ustaleń gazety wynika, że obserwuje się wzrost napięć między prostytutkami, spowodowany ostrzejszą konkurencją. Spada podobno zainteresowanie Słowiankami; domy publiczne starają się przyciągnąć klientów, oferując ciemnoskóre dziewczyny, głównie z Ghany i Nigerii. Rośnie liczba ofert seksualnych w internecie.

Dyrektorka organizacji R-R Lucie Sidova ostrzega, że dekoniunktura na rynku usług seksualnych zmusza prostytutki do godzenia się na seks bez zabezpieczeń.

Czeskie prawo nie traktuje prostytucji jako przestępstwa. Jest natomiast przestępstwem czerpanie zysków z cudzego nierządu. „Mlada fronta Dnes” odnotowuje, że pozytywnym efektem spadku liczby zagranicznych prostytutek w Czechach jest ograniczenie związanej z prostytucją przestępczości zorganizowanej

źródło: PAP/wyborcza.pl

Najnowszy sondaż: Czesi lubią Polaków, nie znoszą Romów i Arabów

Najnowsze badanie przeprowadzone przez CVVM skupiło się na ocenieniu sympatii Czechów do 17 grup narodowościowych mieszkających na terenie Republiki Czeskiej. Ocena sympatii polegała na przyznaniu „oceny” w skali od 1-5 przy nazwie danej narodowości. 

Populacja Romów w niektórych krajach Europy / polskieradio.pl
Populacja Romów w niektórych krajach Europy / polskieradio.pl

Należy pamiętać, że w Czechach skala przyznawania ocen jest odwrotna niż w Polsce: im niższa cyfra, tym wyższa ocena. W sondażu uwzględniono narodowość czeską, gdyż aż 88 proc. innych Czechów wskazało na swoich krajan jako na najbardziej ulubioną narodowość.

Zestawienie najbardziej lubianych narodów otwiera ponownie Słowacja (84 proc. wskazań), Polska (54 proc.) zajęła kolejne miejsce. Podium zamykają Grecy z 37 proc. wskazań. 

Aż 82 proc. odpowiedzi wskazywało na brak sympatii do Romów z czego aż połowa z respondentów zaznaczyła „ogromną niechęć” do wspomnianej mniejszości. Sympatię do Romów wyraża 4 proc. badanych Czechów.

Im starszy respondent, tym większa niechęć do Arabów. Im bardziej wykształcona jest osoba biorąca udział w badaniu tym więcej ma wyrazów sympatii dla Chińczyków, Niemców i Greków.

Ciekawostką jest, że mieszkańcy Moraw większa sympatią darzą Słowaków, Rosjan i Polaków niż mieszkańcy Środkowych Czech. Zamiast tego mieszkańcy Pragi i okolic częściej wskazują sympatię do Wietnamczyków niż ich krajanie na Morawie.

Osoby o lewicowych poglądach częściej wykazują sympatię do Rosjan, podczas gdy osoby o prawicowych poglądach częściej wskazują na Niemców i Żydów.

smpatia

Czechy oddadzą swe terytorium Polakom

Obietnice stały się faktem: po wielu latach dyskusji między rządami obu państw Czechy w końcu przekazały stronie polskiej propozycje terenów, które zwrócą nam w ramach powojennej wymiany terytoriów. Strona czeska wiele razy oferowała północnemu sąsiadowi ekwiwalent pieniężny, Polacy jednak kategorycznie odmawiali.

VOT2363e8_Hranice

Sporne 386 hektarów (wielkość 90 Placów Wacława) zostanie przekazane Polakom. Sporządzono tajną listę terenów, które mogą znaleźć się na terytorium państwa polskiego. Na chwilę obecną spekuluje się o terenach miasta Krnov (poprosimy od razu fabrykę Kofoli!), okolic Frydlandu czy też o Vidnavě na Jesenicku. Burmistrz Vidnavy potwierdza, że jakiś czas temu rząd Czech wytywował pewne tereny w tej gminie.

W latach 50-tych poprzedniego stulecia tak wytyczano granice między państwami, aby dało się je lepiej upilnować. Po wszystkim okazało się, że Czesi dłużą Polakom 386 hektarów terenów. Po raz ostatni terytorium Republiki Czeskiej zmieniło się osiemnaście lat temu, gdy Czechy i Słowacy wymieniły się osadami Sidonie oraz U Sabotů.

Tereny przekazywane teraz Polsce przez Czechów muszą być własnością państwa oraz muszą przylegać do polskiej granicy. Większość burmistrzów jednak ma spore niechęci. Mieszkańcy Frydlandu boją się, że na tereny przekazane Polsce zostanie przesunięta kopalnia węgla bruntanego Turów w Bogatyni, a tym samym nastąpi degradacja tamtejszych terenów.

Burmistrz Javorníku ani myśli oddawać swe tereny Polakom: Wytypowany teren owszem należy do Republiki Czeskiej, ale został objęty również długoletnim planem zagospodarowania przestrzennego, według którego ma zostać terenem rekreacyjnym służącym miejscowej ludności – stwierdza starostka Javorníku Irena Karešová.

Plany na sporny fragment ma również gmina Mikulovice, na którym chce stawiać zabudowę jednorodzinną. Osada Bílá Voda również nie jest z pomysłu przekazania swych terenów zadowolona. Gminy uzbroiły te tereny w kanalizację, pociągnęły tam prąd, a teraz rząd chce je tak po prostu przekazać Polakom – argumentuje burmistrz Vidnavy Eva Pavličíková.

Burmistrz Bílé Vody Miroslav Kocián stwierdza, że jednej krzywdy nie należy leczyć drugą krzywdą. Na spornych terenach przez dziesiątki lat pracują rolnicy, którzy dzięki płodom tych ziem żywią siebie i swoją rodzinę. Oddanie tych terenów to będzie ogromna niesprawiedliwość. Kocián dodaje, że tego typu sytuacja świadczy jedynie o nieporadności czeskiego rządu. 

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑