Czech w Warszawie

Ahoj!

Jestem Wam winny wpis o wizycie mego kumpla z Ostrawy w Warszawie. Nie mogłem się do tego zabrać przez tę pogodę… Jakoś tak mało czeskich wrażeń mam w ostatnim czasie, więc chyba to mnie w końcu zmotywowało do napisania notki.

Już wcześniej, jeszcze zanim Kája przyjechał, jedna z Czytelniczek pytała jak się podoba stolica memu czeskiemu kumplowi, gdyż jej znajomi trochę kręcili nosem na naszą „piękną” stolicę. Byłem ciekawy jakie wrażenia wyniesie z Warszawy rodowity Ostravak.

Zaczęło się oczywiście (jak to w Polsce) z przygodami. To nic, że pociąg bezpośredni – w Zebrzydowicach, tuż za granicą wyłączono klimatyzację. Dalej było jeszcze gorzej. Za Katowicami okazało się, że na Centralnym jest ta wielka awaria, że zgasło światło i nie puszczają pociągów. No to pięknie, myślę sobie, Czech znów będzie miał przykre doświadczenia z Polską. Na szczęście jego Euro City puścili na Wschodnią bez problemu. Dlaczego wybrał Wschodnią? Chyba dlatego, żeby poznać polskie dworce od tej najgorszej strony.

264604_1628924943016_1833374178_1031081_3125168_n.jpg

Udało się, dotarł! Pierwsze co, to zostawić bagaże i ruszać w miasto. Ale wcześniej dareczki! Dostałem kibolski szalik z napisem Česko oraz kolejną, tym razem samochodową flagę czeską. To takie okazjonalne gadżety z okazji Mistrzostw Świata w Hokeju na lodzie. Takiego prezentu się nie spodziewałem. Wziąłem szalik na miasto (wpierdolą mi lub nie, muszę go mieć). Jakież było moje zdziwienie, gdy tuż pod domem na mojej stacji metra spotkaliśmy Czecha z Haviřova, który tutaj pracuje i pięknie już mówi po polsku („Muszę tutaj napierdalać na emerytury staruchów i te jebanedziurawe drogi”) :)  Rozpoznał nas tylko i wyłącznie po szaliku. Pojechaliśmy razem do centrum a w metrze rozmowa toczyła się po czesku. Ludzie čuměli. Najdziwniejsze było to, że dziewczyna Czecha, rodowita Polka ni w ząb nie rozumiała swego chłopaka. Na jej twarzy rysowało się ogromne sfrustrowanie. Nie wiem jak wy, ale gdybym ja miał dziewczynę Czeszkę (notabene córkę browarnika), nauczyłbym się jej języka – to takie inspirujące i łączące! A tu polska lipa, jak zwykle zresztą. Rozstaliśmy się i poszliśmy w miasto.

I tutaj następuje nużący dla Polaków opis zabytków Warszawy, który jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki: Nowy Świat, Stare Miasto itp… Postanowiłem, że punktem przewodnim wizyty mego Czecha będzie piękno i zieleń naszej stolicy. Wilanów, Łazienki i mnóstwo parków: Ogród Saski, Moczydło itp. Gdy zieleń się znudziła,  Kája zaczął się zachwycać wieżowcami. Każdy inny i każdy świetny. Pstryknął stówkę zdjęć.

268557_1629330073144_1833374178_1031089_5036559_n.jpg

Nastał wieczór. Godzina 23.00 zmęczeni, ale szkoda iść do domu. Usiedliśmy pod cudownym Pałacem Kultury i Nauki. Cudownym, bo i mi i Czechowi się podobał. Siedzimy, kecame, podchodzi żul. Myślę sobie: „zaczyna się”, gdy nagle żul przemawia po czesku. „Ahoj klucy. Mate cigaretu?” Szok. Okazało się, że pracował 20 lat temu w fabryce w Brnie, podrywał Czeszki, pił czeskie piwo. A dziś z tego pozostało mu kilka zwrotów i piosenek, które śwpiewał. Mojej radości nie było końca. Takie bratanie się z żulami pod Pałacem tylko w stolicy.

Największą radość Ostravakovi sprawiła chyba wizyta na stadionie Legii. Mając na względzie moje bezpieczeństwo, szalik z czeskimi barwami narodowymi tuż przy Agrykoli musiałem schować do plecaka.
Później zaczęła się tylko niekończąca się seria zachwytów nad „tanizną” w sklepach. Słyszałem tylko: „1zł=6kč, ale taniooooooooooo! Ja się tu przeprowadzam! Czy ty wiesz jak w Czechach jest drogo? Matko, a tu taxówki są po 1,60zł/km! W Ostrawie są po 30 kč – to jest ponad 5 zł!!!” I zaczął robić zdjęcia wszystkim taksówkom, które woziły ludzi za mniej niż 1,60zl/km (są tu takie już za 1,20zł/km). A później: „Coo? Wy macie internet w telefonie 1 GB za 16zł?? W CR to masz 1GB za 500 kč”.

Kulminacją sobotniego wieczoru była oczywiście impreza. Zaczęło się niewinnie. W Tesco robiliśmy zapasy, było spokojnie do momentu dojścia do działu monopolowego. Sama młodzież, każdy kupuje niezliczone ilości wódki, Johnnego i piwa. „Vy Polaci furt chlastate!” A ja na to: taka tu jest kultura i nic z tym nie zrobisz. Mój Czech nie jest typowy – on piwa nie pije i jest szczupły. Dwóch Czechów na imprezie (mnie też brano za Czecha) robiło furrorę – „Ej sorry, która godzina?” – „Půl druhé” – „Acha….”

261263_1629417195322_1833374178_1031096_8192211_n.jpg

Następnego dnia poszliśmy na gofry i zapiekanki. Nasze polskie specjały. Tego nie ma w Czechach. Gofry najlepiej z polskimi truskawkami, bo Czesi też mają ich mało, sprowadzane są głównie z Polski. Pomyślałem sobie, że Warszawa przecież jest cała sztuczna, wybudowana po wojnie. Żeby pokazać Czechowi prawdziwą Warszawę, wziąłemgo na PRAGĘ :DZąbkowska odnowiona, nawet czysta i spokojna, gorzej z Brzeską. Dziwne, że ludzie mieszkają w tak poniszczonych budynkach, że to stoi i nie rozpadnie się. Gość szybko chciał się stamtąd ulotnić :D Ruszyliśmy na Chmielną. Tam trafiliśmy na Flash Moba – Zombie Walk. Setki ludzi przebranych i pomalowanych jak wampiry zablokowało skrzyżowanie, położyło się na ulicy pod Sphinx’em i krzyczało „Gdzie jest krzyż?” A propos krzyża, przy zwiedzaniu Pałacu Prezydenckiego, akcja z krzyżem miała swoją powtórkę. Banda debili znów stała z transparentami i krzyżami a ja się tylko wstydziłem.

269460_1629429795637_1833374178_1031133_5480136_n.jpg

Tak więc skończył się piewrszy i drugi dzień. Zorbiłem taki program wizyty, że Karel zaczął kuleć. Mimo to, uznał wycieczkę za bardzo udaną. Podobały się mu bardzo szerokie ulice, miejsce i dla autobusów i osobno dla tramwajów. Proste szyny tramwajowe, wieżowce oczywiście, piękne parki, duża ich ilość, Stadion Narodowy, ulica Czeska na Saskiej Kępie, zapiekani i gofry. Podobała się przejażdżka nocnym Ikarusem – w CR też od dawna ich nie ma.

Nie podobały się chyba tylko jednakowe stacje metra (odc. Kabaty – Wilanowska i Wierzbno – Centrum) oraz żule żebrający o wszystko. Cieszę się, że przyjechał gość tak zacny, że poczuł to wschodnioeuropejskie powietrze, zobaczył tę brudną Wisłę, zobaczył jak niektórzy biednie żyją w tym kraju. Że pobawił się na polskiej imprezie, że będzie miał co wspominać i opowiadać innym Czechom, że mam nadzieje osławi imię Polaków w Republice. Że na zawsze zapamięta tę znaną na całym świecie polską gościnność.

Dzięki za wizytę, Kájo!

264150_1629428635608_1833374178_1031130_4677704_n.jpg

Emil Hácha

Emil Hácha (ur. 12 lipca 1872, zm. 27 czerwca 1945) – czeski polityk prawicowy, prawnik, prezydent Czecho-Słowacji, a następnie utworzonego przez Hitlera Protektoratu Czech i Moraw. Po wojnie, aresztowany za kolaborację, zmarł w więzieniu.

haha.jpg

Po układzie w Monachium i emigracji prezydenta Edvarda Beneša, Hácha został wybrany na jego następcę 30 listopada 1938 roku. Został wybrany ze względu na swój konserwatyzm i przywiązanie do katolicyzmu, jak również dlatego iż nie był zamieszany w układ, który doprowadził do rozbioru kraju. W czasie nocnego spotkania z Hitlerem i Göringiem z 14 na 15 marca 1939 roku, zagrożono mu zmasowanymi bombardowaniami Pragi. Zmuszono go w ten sposób do podpisania dokumentu akceptującego inkorporację Czech i Moraw do Niemiec, pomimo tego, iż nie skonsultował się w tej sprawie z parlamentem.

Po rozpoczęciu okupacji pozostałości po Czechosłowacji przez wojska niemieckie, 16 marca zachował stanowisko prezydenta, ale w październiku odmówił złożenia przysięgi wierności Hilterowi i przysłanemu z Niemiec Konstantinowi von Neurathowi, tzw. protektorowi Czech i Moraw. Protestował przeciwko polityce germanizacji stosowanej przez Niemców, jednak z marnymi efektami. Współpracował także tajnie z rządem na uchodźstwie Edvarda Beneša.

Sytuacja zmieniła się, gdy uznawany przez Hitlera za nie dość ostrego Neurath został zastąpiony przez Reinharda Heydricha. Hácha stracił jakikolwiek wpływ na sytuację w kraju i stał się „marionetką” sił okupacyjnych. Wielu z jego znajomych i współpracowników zostało aresztowanych (włączając w to premiera Aloisa Eliáša) i rozstrzelanych lub wysłanych do obozów koncentracyjnych. Z powodu kampanii terroru, jaką rozpoczął Heydrich, Hácha twierdził iż kolaboracja jest jedyną drogą zapewnienia pomocy swoim rodakom.

Zgodnie z twierdzeniami powojennych historyków, Hácha nie był już w tym czasie odpowiedzialny za swe poczynania ze względu na kiepski stan zdrowia i kondycję psychiczną. Niemniej jednak, od przynajmniej 1941 roku jego wpływ na politykę niemiecką był bliski zeru. Po zdobyciu przez Rosjan Pragi 13 maja 1945, Emil Hácha został aresztowany i osadzony w szpitalu więziennym, gdzie zmarł 27 czerwca. Został pochowany w nieoznaczonym grobie na praskich Vinohradach.

Przez wielu uważany jest za najbardziej tragiczną postać czechosłowackiej historii, przez innych za uosobienie zdrajcy. Historycy twierdzą, iż był człowiekiem próbującym uratować tak wiele wolności dla swego narodu, jak tylko się dało, przy pomocy kolaboracji z wrogiem.

Barwny opis Hachy przedstawia w swej książce „Pepiki” Mariusz Surosz.

Karel Gott

 

*”Nic nie dzieje się przypadkiem” – zwykł mówić Karel Gott. I legenda czeskiej piosenki, „czeski Sinatra”, „Złoty głos Pragi”, jak go często się nazywa, doskonale wie, co mówi. Co prawda wierzy w „aniołów stróżów”, ale niebywały sukces, który osiągnął zawdzięcza przede wszystkim sobie, ciężkiej, żmudnej pracy. Swoim głosem Karel Gott uwodzi ponad 50 lat*

kg.jpg

Karel Gott urodził się 14 lipca 1939 roku w Pilźnie. Chciał zostać malarzem i po ukończeniu podstawówki w Pradze starał się o przyjęcie do szkoły plastycznej. Bez rezultatów. Potem rozpoczął naukę w szkole elektrotechnicznej, którą ukończył. Przez pewien czas Karel pracował zawodowo jako elektrotechnik. Śpiewać kochał od dziecka i marzył o karierze śpiewaka. Jako nastolatek Gott występował w licznych konkursach i występował w praskich kawiarniach. Ten epizod nie trwał jednak długo. Obdarzonego mocnym, krystalicznie czystym głosem, a do tego zabójczo przystojnego młodzieńca dość szybko porwało najpierw czeskie radio. Z Jazzową Orkiestrą Czechosłowackiego Radia zaliczył pierwszy zagraniczny wyjazd, do Polski. Później wracał do nas wielokrotnie, zawsze przyjmowany gorąco na festiwalach. Karel zawsze bardzo dbał o warsztat. Pogłębiał umiejętności w praskim konserwatorium. Do 1966 roku studiował w nim śpiew operowy pod batutą prof. Konstantina Karenina (ucznia najsłynniejszego rosyjskiego śpiewaka wszech czasów – Fiodora Szalapina).

kg2.JPG

Po zmianach ustrojowych z 1989 roku Gott bynajmniej nie ściga się z młodymi wykonawcami. Stawia na ambitniejszy repertuar. Sprzedaje mniej płyt, lecz na jego koncerty wciąż walą tłumy. „Miałem szczęście do spotykania właściwych ludzi, którzy podpowiadali mi, w którą stronę iść, co robić. Wszystko, co robię, jest pracą zespołową i zawsze nią było. Na nic zdałby się mój talent, gdyby nie odpowiedni ludzie na mojej drodze” – mówił skromnie po latach. W 1990 roku Karel Gott ogłosił zakończenie kariery i trasę pożegnalną. Publiczność, jej niesamowite przyjęcie występów, zmusiło artystę do zmiany decyzji. Ale Karel występował już znacznie mniej, a płyty nagrywał i wydawał okazyjnie. Choć sprzedawały się one doskonale, Gott nie powrócił do pracy muzyka na pełny etat. Więcej czasu poświęcał malowaniu. Miał nawet kilka autorskich wystaw, w Czechach i za granicą. Dekadę lat 90. uwieńczył wspaniałym koncertem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Chinach oraz w Carnegie Hall w Nowym Jorku.
muzyka.onet.pl/(…)karel-gott-czeski-sinatra-obchodz…

Czesi za karą śmierci

Wyniki badania przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Publicznej (CVVM), pokazały, że Czesi podchodzą liberalnie do kwestii aborcji i eutanazji. Większość naszych południowo-zachodnich sąsiadów popiera także wprowadzenie kary śmierci.
Badanie CVVM pokazało, że ponad dwie trzecie Czechów jest zwolennikiem aborcji na życzenie (która w Czechach jest dozwolona w ciągu pierwszych 12 tygodni ciąży). 17% badanych stwierdziło, że przerywanie ciąży powinno być dozwolone w przypadku wystąpienia powodów zdrowotnych i socjalnych, a dalsze 8% dopuściło taką możliwość jedynie w przypadku zagrożenia życia matki. 3 % ankietowanych opowiedziało się za całkowitym zakazem aborcji. Pokazany na podstawie badania stosunek Czechów do aborcji nie różni się w zasadzie od obrazu z początku lat 90.
Prawie tyle samo osób, co za prawem do aborcji, opowiedziało się za prawem do zakończenia życia drogą eutanazji – 64%. 27% badanych stwierdziło, że jest przeciwne eutanazji, a pozostali nie mieli w tej sprawie sprecyzowanej opinii.
Również prawie dwie trzecie Czechów popiera, wg badania, karę śmierci. Natomiast niecała jedna trzecia biorących udział w badaniu opowiedziała się przeciw. Jak podaje serwis dziennika „Lidové Nowiny”, liczba zwolenników kary śmierci spadła w porównaniu z początkiem lat 90., kiedy ponad trzy czwarte obywateli popierało jej wprowadzenie.
Badanie zostało przeprowadzone od 2 do 9 maja, wzięło w nim udział 1115 osób.
Źródło: lidovky.cz

Entropa

pl.jpg

Wchodzę na google.pl i cudowne objawienie – no tak, wszak dziś Polska przejmuje przewodnictwo w Radzie UE.

*Jak poradzili sobie Czesi?*

cz1.jpg

U naszych południowych sąsiadów panuje poczucie straconej szansy. I rzeczywiście, pomimo kilku sukcesów, takich jak mediacja w ukraińsko – rosyjskim kryzysie gazowym, w Europie panuje przekonanie, że nie było to najlepsze sześć miesięcy dla Unii Europejskiej a niektórzy mówią nawet, że czeska prezydencja była najgorszą w historii.

cz2.jpeg

Zwłaszcza przez upadek rządu w czasie prezydencji oraz aferę z Entropą…

cz3.jpg

Entropa – rzeźba czeskiego artysty Davida Černého z 2009.
Praca wystawiona po raz pierwszy w gmachu Rady UE z okazji przewodnictwa Czech w UE. Praca została zlecona i opłacona (Černý otrzymał 50000 euro za wynajęcie pracy UE) przez rząd czeski, którego wymogiem było stworzenie kompozycji, na którą składałyby się pracę autorów z 27 krajów Unii, każda na temat własnego państwa autora. Praca miała ukazywać, że w Unii Europejskiej panuje wolność słowa i nie ma zjawiska cenzury. Powstała instalacja przypominająca model do składania, którego części, w tym wypadku kolejne kraje, przed złożeniem należy wyłamać z zestawu. Praca wywołała kontrowersje między innymi z powodu przedstawienia Bułgarii jako tureckiej ubikacji kucanej, a Holandii jako kraju zalanego wodą, nad której powierzchnię wystają jedynie minarety meczetów. Polskę przedstawiono jako kartoflisko, na którym duchowni wznoszą flagę ruchu LGBT. Parę dni później Černý przyznał, że wszystkie prace powstały w jego pracowni wykonane bądź przez niego, bądź też przez jego współpracowników. Dodatkowo autorzy rzeźb nigdy nie istnieli, a ich życiorysy (oraz ich strony internetowe) zostały stworzone na potrzeby projektu. Wiadomość ta zaskoczyła nawet czeski rząd, poniekąd za instalację odpowiedzialny.

cz5.jpg

Polska – grupa kleru z gejowską flagą stojąca na kartoflisku w postawie przypominającej żołnierzy amerykańskich

Entropa-rectangular.jpg

Grandhotel

*Ludzie są jak chmury…*

gb.jpg

Nazywam się Fleischman. Urodziłem się 21 września 1973 roku. Generalnie lubię kalendarze, jeśli o to pytacie. Lubię liczby, wykresy, dlatego że liczby nie kłamią. Lubię wykresy i chmury. A i jeszcze lubię lemoniadę i wafelki. Ale to tak na marginesie.

A więc urodziłem się 21 września 1973 roku. Tego samego dnia, dokładnie o dziesiątej rano, otwarto hotel na wzgórzu, w którym  dzisiaj mieszkam. I w którym też pracuję. Hotel ten nazywa się Grandhotel i nie ma żadnych kątów. Jest to zwężająca się ku górze rakieta o wysokości dziewięćdziesięciu metrów. Chociaż nie ma w nim rogów i kantów, to i tak można w nim stracić głowę i rozum. Ale do tego jeszcze dojdę.

Oprócz mnie mieszka tu też Jegr. Taki stary wariat, który myśli tylko o bzykaniu. Kiedy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, wziął mnie do siebie. To znaczy wymienił na dwie siatki pomarańczy. Ale to tak na marginesie. Jegr myśli też o swoim hotelu, tutaj jest Panem, a mnie traktuje jak popychadło. Zrobił sobie ołtarzyk z rzeczy, które dawały mu kobiety z którymi sypiał. Bara bara! Węgierki, Polki, ale najlepsze są Niemki Wschodnie. Węgierki według Jegra pachną gulaszem, Polki wódką wyborową, a moja Pani Doktor pachnie polskimi perfumami. Ale to tak na marginesie.

Poza tym mam tu jeszcze Zuzannę. Bardzo zakompleksiona, ciągle robi sobie testy z gazet. Testy jej mówią, że jest za gruba, zbyt wrażliwa, że powinna zmienić sobie kolor włosów, faceta. Tylko, że ona szczęścia do facetów nie ma. Tak samo jak ja do kobiet. To znaczy może i bym miał, ale też żadnej kobiety jeszcze nie miałem. Jegr mówi, że jestem durnym Waligruchą, że wolę swoje chmury niż kobiety. Że wolę swoją Pogodynkę w telewizji oglądać i walić konia do jej zdjęcia, zamiast porządnie se zaruchać. Bara bara!

Jest tu jeszcze Ilja. Mieszka w willi i jak się później okazało, ma bardzo mały pokoik. A każda ściana jest wyklejona jej zdjęciami. Jej i tylko jej, ani Patki, ani Zazunny. Patka to jej chłopak, straszny palant. Sprzedaje Hepilajf każdemu kto się nawinie. Nawet jakiejś polskiej wycieczce. I wszyscy to kupili. Petka mówi, że Hepilajf jest dobry na wszystko: na życie, na smutek, na pogodę, na kobiety. Ale wcześniej Jegr mi mówił, że na kobiety zadziała, jak wrzucę któreś z nich do zupy trzy włosy łonowe. Tak też zrobiłem.

Wszyscy żyjemy sobie w tym hotelu, a pod nami jest Liberec. Miasto, w którym się urodziłem i chyba tutaj też skończę. Bo *każdy człowiek musi skończyć tam, gdzie się urodził* Tak więc żyję w Libercu, w mieście, którego nigdy nie opuściłem i które nigdy nie opuściło mnie. Chciałbym tak po prostu Uciec.cz, ale nie mogę…

3D-przeźroczysty-Grandhotel.jpg

Wzruszająca opowieść o trzydziestolatku bez imienia uwięzionym w swoim metorologicznym świecie. Ciężko doświadczony w dzieciństwie, zamknął się w swoim świecie, trochę też przed ludźmi. Cierpi na specyficzną przypadłość: niemożność osiągnięcia czegokolwiek. W zasadzie nic go nie wyróżnia. Nigdzie nie był, niczego nie dokonał. Podczas wizyt u psychologa usiłuje przeanalizować swoje życie, choć zdecydowanie lepiej rozumie pogodę, która według niego rządzi światem. Obserwując niebo z tego niezwykłego szczytu zrozumie, że jedyna droga do szczęścia wiedzie przez chmury… Przewrotna i mądra historia o ludziach takich jak my. Prostota głównego bohatera urzeka, a mnie nachodzi myśl, że każdy kraj, w tym również Czesi ma swojego Foresta Gumpa.
*Autor*

rudis04.jpg

A gdyby ktoś był po lekturze, a wciąż będzie mu mało, zachęcam do obejrzenia filmu Grandhotel, gdzie znajdzie takie zakończenie, jakiego w książce nie ma.

plakat-01.jpg

Wydawnictwo GoodBooks, 2011

gh.jpg

Cyryl i Metody

W Kościele Prawosławnym Czech i Słowacji święto obchodzone jest 5 lipca wg kalendarza gregoriańskiego.

cyryl.jpg

Cyryl i Metody dużą część swojego życia poświęcili idei równouprawnienia Słowian, zrównania ich z wielkimi narodami ówczesnego świata. Działalność świętych okazała się niezwykle ważna dla kultury Słowian, zapoczątkowując rozwój języka i piśmiennictwa.

pl.wikipedia.org/wiki/Cyryl_i_Metody
cs.wikipedia.org/(…)Cyril_a_Metod%C4%9Bj…

Jan Hus

Hus jest twórcą literackiego języka czeskiego, dla którego stworzył ortografię ze specjalnymi znakami diakrytycznymi. Jego aktywność jako pisarza przyczyniła się do rozkwitu literatury czeskiej; dzięki niemu język czeski stał się w XV wieku najbardziej rozwiniętym językiem słowiańskim i wzorcem dla literackiego języka polskiego.

Kościoły protestanckie uznają Jana Husa za bohatera wiary i męczennika. W Kościołach anglikańskich jest on świętym. Luteranie i anglikanie wspominają życie Jana Husa 6 lipca.

Jan_hus_1.jpg

Hus propagował poprawną wymowę wg wzorca staroczeskiego: protestował przeciwko wymawianiu y jak i oraz ł jak l ; bronił także prawidłowej wymowy długich samogłosek: ó, ú, ý (co nie przyniosło rezultatu).

W dziedzinie fleksji i słownictwa Hus był innowatorem: wprowadził nowe, powszechnie używane, formy odmiany czasu przeszłego. Propagował wyrazy ze słownictwa potocznego, do tego stopnia, że używał ich nawet w swoim tłumaczeniu Biblii (np. Pán zamiast Hospodin). Było to spowodowane demokratycznymi poglądami Husa oraz chęcią dotarcia do jak najszerszych warstw społecznych.

Ogromne znaczenie miało dzieło Husa De orthographia bohemica (1410), które wprowadziło do języka czeskiego proste znaki diakrytyczne (przyjęte następnie przez języki łużyckie, język chorwacki i język słoweński).

Działalność Husa nie ma odpowiednika w historii innych języków słowiańskich: walczył z obcymi wpływami w języku czeskim, dbał o przejrzystość stylu i demokratyzację języka, czyli zmniejszenie różnicy między wersją mówioną i pisaną. Od tego czasu literacką czeszczyzną zaczęły posługiwać się wszystkie warstwy społeczne, w tym husyccy chłopi.

Przez swoją działalność został uznany za heretyka. Głównym tego powodem było negowanie przez Husa boskiego pochodzenia władzy papieży.  6 lipca 1415 został spalony żywcem na stosie poza murami miasta. Umarł śpiewając Kyrie eleison (Panie, zmiłuj się), a heroiczna śmierć umocniła przekonanie o jego świętości i niewinności wśród jego zwolenników. Na miejscu kaźni znajduje się dziś pomnik upamiętniający jego śmierć.

hus.jpg

Śmierć Husa stała się powodem do wybuchu powstania w Pradze, które ogarnęło całe Czechy i stało się początkiem wojen husyckich.

Ukształtował się również w Czechach odrębny Kościół taborycki (mimo iż nie było to bezpośrednim zamiarem Husa), który udzielał wiernym komunii pod dwiema postaciami i który uznał Husa i Hieronima z Pragi za męczenników, a następnie stopniowo stworzył doktrynę podobną do późniejszego kalwinizmu. Wyznawcy tego Kościoła to znani w Polsce, Niemczech i wielu innych krajach bracia czescy (znani później jako bracia morawscy). Kościół husycki odrodził się w Czechosłowacji w 1920, a wspólnoty braci morawskich istnieją w wielu krajach świata. Trwałym skutkiem epoki wojen religijnych pozostał na ogół niechętny stosunek Czechów do Kościoła rzymskokatolickiego.

Monumentalny pomnik Husa (dzieło Ladislava Šalouna) wzniesiono w 1915 na Rynku Staromiejskim w Pradze, w pięćsetną rocznicę jego śmierci. Rocznica spalenia Husa (6 lipca) jest w Republice Czeskiej świętem państwowym i dniem wolnym od pracy.

Janowi Husowi przypisuje się powiedzenie: O, sancta simplicitas – O, święta naiwności – ponoć wypowiedziane przez niego na stosie, a odnoszące się do starej kobiety, która pobożnie pomagała podkładać chrust pod jego stos. Używał też często zaczerpniętego z 3 Księgi Ezdrasza (3,12) zdania Veritas omnia vincit (prawda wszystko zwycięży), które dostało się w skróconej formie na flagę czechosłowackich oraz czeskich prezydentów.

pravda_vitezi.jpg

Wietnamczycy

*Wietnamskie nazwisko Nguyen znalazło się na dziewiątym miejscu najpopularniejszych nazwisk w Czechach. Obecnie nad Wełtawą nosi je nieco ponad 21 tys. ludzi – wynika z rankingu czeskiego portalu internetowego kdejsme.cz*

Nazwisko Nguyen znalazło się w rankingu między powszechnie znanymi w Czechach nazwiskami: Dvořak i Černa.

Według statystyk, Nguyen jest najpopularniejszym nazwiskiem w Wietnamie; szacuje się, że tak właśnie nazywa się ponad 40 proc. obywateli tego kraju. Jak tłumaczy cytowany przez media w Pradze czeski wietnamista i socjolog Jiři Kocourek, nazwisko to wywodzi się od cesarskiej dynastii rządzącej w Wietnamie w XIX i XX wieku.

W Czechach mieszka około 70 tysięcy Wietnamczyków. Po Słowakach i Ukraińcach tworzą trzecią pod względem liczby mniejszość narodową.

Wysoka pozycja Nguyenów w rankingu może wynikać też z tego, że w tym przypadku nie uwzględniono pełnej formy nazwisk, np. członów wskazujących na płeć.

Statystyki badające pozostałe nazwiska w Czechach klasyfikują je zależnie od rodzaju. Stąd też na pierwszym miejscu rankingów popularności znalazło się kobiece nazwisko Novakova, a tuż za nim, na drugiej pozycji, jego męski odpowiednik – Novak. Dalej – na trzecim i czwartym miejscu – są panie o nazwisku Svobodova i Novotna, a następnie – na piątym i szóstym – panowie nazywający się Svoboda i Novotny.

Zdaniem Kocurka, Nguyenowie nie będą już zbytnio awansować w statystykach badających powszechność nazwisk w Czechach. – Obecnie Wietnamczycy już do nas nie przyjeżdżają w tak zawrotnych liczbach. Sądzę, że udział Nguyenów znacząco się nie zmieni – dodał socjolog.

Obecnie w Republice Czeskiej mieszka 21 tys. 200 ludzi noszących nazwisko Nguyen.

Nguyen jest także siódmym pod względem popularności nazwiskiem w Australii.

PAP

*Kto z Was kupił u Wietnamca na rogu pyszny chleb i gacie za 30 koron?*

Tabor

Z cyklu „Czeskie spotkania” – Tabor
*Miasteczko Tabor co roku świętuje pamięć reformatora Jana Husa i oddaje cześć czeskiej dumie narodowej*

Nawet gdy tu, na dole jest chłodno, nawet kiedy trzeba się schylić, a wzrok nie odnajduje niczego więcej niż tylko sklepione skalne ściany i proste lampy, można mieć wrażenie, że jest to właśnie miejsce, w którym zaczyna się rozumieć usposobienie Czechów. Ich odporność, asertywność, upór. – To jedna z najgłębiej położonych piwnic, znajdujemy się dwanaście metrów pod ziemią – mówi Marta Kratochvilová. Ta 33-letnia pracownica miejskiego muzeum przez prawie pół godziny prowadziła gości korytarzami, jakie ciągną się pod historycznym rynkiem starego miasta Tabor. Ciemny labirynt miał kiedyś długość prawie 14 kilometrów, jego budowę rozpoczęto wkrótce po założeniu miasta w 1420 roku. Można było się tutaj schronić przed wrogami i pożarami, tu dojrzewało również piwo i magazynowano żywność. Dziś dostępnych jest około 550 metrów trasy, która otacza gotycki ratusz.

Nie jest przypadkiem, że właśnie Tabor potrzebował takich zabezpieczeń. Jego założycielami byli wojowniczy religijni radykałowie, a ich czyny mają niewiele sobie podobnych w całej historii Czech i Europy. Przed 600 laty wywarli na długo wpływ na losy naszego kontynentu. Był to czas pierwszych wielkich wojen religijnych i pierwszej europejskiej rewolucji – czas husytów.

Południowoczeskie miasteczko Tabor ze swoimi przyłączonymi i nowszymi częściami, liczące dziś 37 tysięcy mieszkańców, może pochwalić się wspaniałymi świadectwami tamtej epoki, stanowiąc tym samym wielką atrakcję dla interesujących się kulturą turystów, również tych z Niemiec. Zaczęło się właśnie coroczne święto husyckie, z zabawami, koncertami i prezentacjami historycznymi, które potrwa aż do późnego lata, a we wrześniu zakończy się wielkim korowodem amatorskich aktorów, przebranych w historyczne kostiumy.

To folklorystyczne ożywienie dotyczy epoki o fundamentalnym znaczeniu dla tożsamości narodowej Czechów. Stała ona pod znakiem Jana Husa, żyjącego w latach 1370-1415. Ponad sto lat przed Niemcem Marcinem Lutrem podważył on autorytet papieża, napiętnował sprzedawanie przezeń odpustów, jego ziemskie dobra i rozpustę kleru. Żądał, by podstawę nauk religijnych stanowiło jedynie Pismo Święte. Ewangelię głosił po czesku, stając się tym samym czołową postacią, która przyczyniła się do rozwoju rodzimego języka, oraz apostołem oporu przeciwko dominacji Niemców i niemieckich prałatów, kierujących Kościołem w ówczesnym Królestwie Czech. Prześladowano go jako heretyka, a w 1415 roku Jan Hus zapłacił za swoją odwagę śmiercią na stosie, mimo że cesarz osobiście zagwarantował mu bezpieczeństwo „listem żelaznym”. Dzień, w którym zginął, 6 lipca, do dziś obchodzony jest w Czechach jako święto narodowe.

wiadomosci.onet.pl

mesto-tabor.jpgtabor.jpgtabor (1).jpg

Polacy oczami Czechów

*Ziemowit Szczerek*

neznamy-soused.jpg

Facebookowy profil „wypowiedzmy wojnę Czechom i im się poddajmy” zgromadził prawie 5000 użytkowników. Czesi mają inną facebookową grupę: „Chceme moře místo Polska”. Czesi do polskiego entuzjazmu podchodzą nawet nie tyle chłodno, co obojętnie.
Dwa stereotypy Czecha: inteligencki i plebejski
W Polsce funkcjonują dwa stereotypy Czecha. Pierwszy to stereotyp – nazwijmy go – inteligencki.
Czyli taki: Czesi lubią spokój, a nie cierpią egzaltacji. Śmieją się z zabobonów, w tym religijnych. Lubią sami siebie i mają do siebie zdrowy dystans. Ten dystans owocuje najlepszą na świecie literaturą i kinematografią.
Czy najlepsze na świecie piwo również jest efektem tego czeskiego dystansu – nie wiadomo, ale czeskie piwo najlepsze na świecie jest.
Polski inteligent postrzega Czechy jako kraj, w którym kultura wysoka w bezpretensjonalny sposób miesza się z niską: Jaromir Nohavica, czeski bard, raczej nie zaśpiewałby „Murów” czy „Modlitwy o wschodzie słońca”. Nie znaczy to, że Nohavica unika poważnych tematów: wręcz przeciwnie. Tyle, że śpiewa je z pozycji prostego „Jarka z Ostrawy”.
Drugi to stereotyp – nazwijmy go – plebejski: Czesi (czyli Pepiczki) to podlizujący się Niemcom tchórze, którzy wolą pić piwo, niż walczyć. Nie mają za grosz honoru ani, jako ateiści, żadnych wartości. To jałowa ziemia.
Trudna czechofilia
Stereotyp plebejski dominuje na forach internetowych. W artykułach, reportażach, esejach – dominuje stereotyp inteligencki. Przestaje on być bezkrytyczny: powoli rozpętuje się debata nad polskim postrzeganiem Czechów. Prym w niej wiedzie Mariusz Szczygieł, którego „czeska dylogia” jest już biblią polskiego czechofila, przy czym nie jest to „czechofilia na kolanach”. Czechofile zdają sobie sprawę, że ich miłość do Pepików jest trudna i raczej nieodwzajemniona.

(…)

Zacofana Polska
Polska dla przeciętnego Czecha to jeden z krajów szeroko pojętego, zacofanego Wschodu. Taka kolejna Rosja, Białoruś czy Ukraina – tyle, że używa się w niej łacinki w miejsce cyrylicy, a wierni rozmodlają się w kościołach, a nie w cerkwiach. No i nie było tu ZSRR, choć na pierwszy rzut oka trudno to dostrzec.
Słowem – stereotyp na temat rozwoju cywilizacyjnego naszego kraju przypomina polski stereotyp względem Rosji, Białorusi i Ukrainy.
„W świadomości czeskiej Polak uchodzi jednak za szlachciurę, zadufka, nieroba i pijaka. […]” – pisze Edmund Lewandowski pisze w „Pejzażu etnicznym Europy”.
„[…] Czesi uważali nas, Polaków, za naród skrajnie biedny i zacofany, przyjeżdżający do Czech (czy też Czechosłowacji, bo mieszkałam tam w czasie, kiedy Czechosłowacja właśnie się rozpadała) tylko po to, żeby handlować na bazarze podróbkami. – Pisze na forum portalu „Odyssei.com” niejaka „Fen.”, która w Czechach przez kilka lat mieszkała.
Jak można być dumnym z brudnych miast?

Na forum “INTERII.PL” odbyła się w 2009 roku polsko-czeska debata. Czech mieszkający w Polsce, podpisujący się „Andermartisson”, pisał tak (pisownia oryginalna): „pierwsze wrażenie większości Czechów przyjeżdżających do Polski to brudne domy i brak autostrad. Przeczętny Czech nie rozumie dumie a priori, uważa że dumny może ktoś ze swojego państwa być tylko wtedy jak jego państwo jest ładne i bogate – i po to Czesi często nie zrozumieją polską dumę, jak jednocześnie myślą o Polsce jako o kraju biednym. Niestety jest większość polskich miast przy granicy z Republiką Czeską naprawdę brudna i Czesi którzy to widzą nikdy nie zobaczą przeładny Kraków, Wrocław lub inne naprawdę piękne miasta w Polsce – bo są daleko i bez autostrad trudno tam dojechać”.
„Koń jaki jest, każdy widzi, gdyby mógł być ładniejszy, czy zdrowszy, byłby. Możesz się porównywać z Eskimosami, na Grenlandii, albo Maorysami z Nowej Zelandii, wtedy jaskrawiej zobaczysz różnice, i łatwiej je zrozumiesz” – odpowiada mu całkiem rozsądnie Polak, „ArtBlues”, przy czym nie byłby sobą, gdyby nie dodał: „Byłem raz w Czechach, w Zlatych Horach (?) i jakoś estetyka i glanz mnie nie poraziły :)”.
Gulasz z blaszanych bud
Zresztą – plebejska wersja czeskiego stereotypu Polski najlepiej prezentuje się w czeskiej wersji „Uncyclopedii” (w Polsce znanej jako „Nonsensopedia”). Pod hasłem “Polska” przeczytać można m.in. , że polskie miasta to gulasz wykonany z blaszanych bud.
Polacy w nonsensopediowym artykule poświęconym Czechom odgryzają się, że „powstanie w Pradze to doskonały materiał dla przemysłu filmowego. Trwało krócej niż reklamy na TVNie” i czepiają się „nijakiego” smaku czeskiego piwa. Wiedzą jednak też, że świat nie zniknie, gdy się zamknie oczy: „zimą wśród Polaków można zauważyć wzrost nienawiści wobec Czechów z podtekstami na tle rasowym (ich drogi są czarne, a nasze są białe)” – czytamy zrezygnowaną konstatację.
Polak w maluchu
Polak dla przeciętnego Czecha to nadal, jak w latach 90-tych, cwaniura i handlarz w maluchu.
Na polskich drogach maluchów już niewiele, polskich handlarzy w Czechach jeszcze mniej, o ile w ogóle jeszcze się jacyś uchowali, ale plebejski stereotyp jest bardziej żywotny od życia.
Maluch okręcony z każdej strony każdym możliwym do spieniężenia towarem, jak – używając kolejnego stereotypu – autobus w Indiach, to nadal eksportowy obrazek polskiego sposobu wojażowania u szanownych sąsiadów z południowego zachodu.
Nieznany sąsiad
„Neznamy soused” (nieznany sąsiad), to główny temat jednego z numerów magazynu „Nový Prostor” (z 2007 roku). Znajdziemy tam m. in. rysowany prostą kreską komiksowy reportaż z podróży do Polski. Polacy piją obrzydliwe piwo z jeszcze obrzydliwszym sokiem, a żywot im płynie pomiędzy blaszanymi budami z mydłem i powidłem. (Cały numer „Prostora” (w PDF-ie) można ściągnąć stąd ).
Polska w oczach Czechów to – przede wszystkim – coś, czemu nie warto poświęcać większej uwagi. Jeśli jednak się już ją poświęci – widać głównie wschód.

bramborsko.jpg

Czeski „tchórz” i „polska brawura”
Czesi doskonale wiedzą o łatce tchórzy, którą przypinają im nie tylko Polacy, ale Europa w ogóle.
“Szwejkami nazywa nas połowa Europy” – mówi Lucie Kněžourková w wywiadzie dla „Dziennika Zachodniego”, opublikowanym także w „Panoramie Kultur”.
Wielu Czechów stoi jednak na stanowisku, że ich postawa podczas II wojny światowej była jedyną, która miała jakikolwiek sens. Owszem, można było walczyć i ginąć – tylko po co? Co by to dało? Dać się pozabijać dla samej walki? Przecież to – ze zdroworozsądkowego punktu widzenia – horrendalny idiotyzm!
Ale nie zawsze tak było.
„Podczas wojen husyckich” – pisze Lewandowski – „Czesi walczyli znakomicie. Natomiast po klęsce w 1620 [pod Białą Górą – przyp. Z.S] roku nie próbowali już akcji zbrojnej. W przeciwieństwie do Polaków, którzy organizowali powstania, wykonywali pracę organiczną. Nie potrafią fascynować się wojną. Nie podziwiają bohaterskiej śmierci na polu bitwy. W języku czeskim jest valka i vojak, ale nie ma wojenki”.
„Pochwałę umierania podczas wojny, którą wygłosił kapelan oberfeldkurat Ibl, Szwejk nazywa bałwanieniem do kwadratu” – pisze Lewandowski, i dodaje: „Czesi są narodem laickim, pragmatycznym, konserwatywnym, demokratycznym, pacyfistycznym i pogodnym. […] W kolejkach stoją długo i cierpliwie. Etos mieszczańsko-protestancki wyznacza ich stosunek do pracy i pieniądza. W porównaniu z Polakami są mniej uczuciowi, raczej pozytywistyczni, niż romantyczni”.
Polak – szaleniec
Z drugiej strony funkcjonuje czeski wobec Polaków stereotyp narodu odważnego, a raczej brawurowego, którego brawura przekracza granice zdrowego rozsądku i jest szaleństwem i głupotą.
W artykule “Dobry wojak Czech” Aleksandra Kaczorowskiego przeczytać można, co też sądził Hrabal na temat polskiego zamiłowania do wojaczki:
„Kiedy słyszałem o tragedii Polski, do płaczu doprowadzały mnie opowieści o tym, jak pułki polskiej kawalerii szarżowały na niemieckie czołgi, wszyscy ci polegli Polacy walczący konno przeciw czołgom byli dla mnie objawieniem, antycznym mitem, jak ten grecki hoplita, który, aby uniemożliwić ucieczkę wrogiej perskiej łodzi, sam jeden trzymał łódź rękoma, a kiedy ucięli mu ręce, wgryzł się zębami w linę i dopiero gdy perscy żołnierze odcięli mu głowę, łódź odpłynęła…”.
Podziw miesza się tu z osłupieniem – komentuje Kaczorowski, dodając, że osłupiały Czech, to Czech sceptyczny. – „Polak uczy się na błędach; Czech – by znów zacytować Hrabala – mawia w takich razach: „Trzeba było siedzieć na dupie w domu. […] My napinamy muskuły, przelewamy krew, święcimy we własnym gronie nieznane reszcie świata rocznice – a górą i tak zawsze są Czesi.”
Głupio-mądry Szwejk, który robi z siebie udawanego błazna, bo nie zamierza prawdziwym błaznom dać się bez sensu zabić, to „śmiejąca się bestia”, która wyszydzi każdy patos prowadzący do prucia flaków w imię umownych pojęć. Szwejk zawsze zatrzyma się w punkcie, za którym zdrowy rozsądek, nakazujący nie tylko przeżyć, ale także jako-tako żyć, przegrywa z egzaltowanymi ideami. Bo uważa, że zdrowy rozsądek w zupełności wystarczy, by przeżyć to życie tak, by dawało przyjemność i satysfakcję. A z egzaltowanych idei często i gęsto jest nieszczęście.
W polskim postrzeganiu Szwejk to Czech. Szwejkoid Chudej pojawia się filmie Lecha Majewskiego „C.K. Dezerterzy”. W ogóle wizerunek Czecha w polskiej popularnej kulturze to uśmiechnięty, krępy, mędrkujący, gadatliwy brzuchacz z kuflem piwa w ręce. Czyli Szwejk właśnie.

CAŁOŚĆ: www.ahistoria.pl/(…)co-sadza-i-sadzili-czesi-o-pola…
ORAZ: www.novyprostor.cz/pdf/293.pdf

Dziękuję Arkowi za linka.

Obrazki z Czech

*Książka Jolanty Piątek to dwa w jednym – subiektywny krótki przewodnik po Czechach ze wskazaniem miejsc wartych odkrycia i poradnik dotyczący praktycznej strony życia po drugiej stronie Karkonoszy. I jest warta uwagi zwłaszcza ze względu na ten drugi element, w polskich wydawnictwach poświęconych podróżom rzadko obecny*

z8955959X.jpg

Owszem, mamy w nich adresy hoteli, muzeów i restauracji, ale praktyki życia codziennego z osobistej perspektywy niewiele. Tej strony polskiej tęsknoty za Czechami nikt dotąd nie dostrzegł i nie próbował wykorzystać. Piątek to robi i chwała jej za to, choć po jej książkę powinni sięgnąć nie tylko ci, którzy marzą o przeprowadzce na najbliższe nam południe.

Autorka to wrocławska dziennikarka radiowa, żona Mirosława Jasińskiego, byłego dyrektora Instytutu Polskiego w Pradze. Razem z nim na dziewięć lat trafiła do czeskiej stolicy, dokąd zabrała dwoje dzieci – jedenastoletniego Olka i trzyletniego Kubę, z początku mocno zbuntowanych przeciwko planom przeprowadzki. Szybko jednak wszyscy poczuli się jak u siebie w domu: „Nawet nie wiem, kiedy się zadomowiłam. Nagle, nim się obejrzałam, zaczęłam rozumieć, co do mnie mówią w sklepie, dzieci znalazły znajomych, ja – lekarza dla dzieci (…), sąsiadka przychodziła pożyczyć mąkę, a kelner w pobliskiej knajpie witał jak stamgasta: długo was nie widziałem”.

I rzeczywiście, jak wynika z tej lektury, w Czechach łatwo się zaaklimatyzować – w szkołach mniej więcej te same problemy co u nas, służba zdrowia bardziej przyjazna pacjentom, a jeszcze do tego pozostała po czasach C.K. tradycja celebrowania rozmaitych bali i biesiadowania przy suto zastawionych stołach. No i zamki i pałace, rozrzucone po tym niewielkim kraju tak hojnie, że nie trzeba długo podróżować, żeby odkryć prawdziwe skarby. Z książki dowiemy się też, że wyjazd do Pragi w ostatni tydzień roku uderzy nas po kieszeni o wiele bardziej niż w innym terminie, że 200 koron za knedliki z gulaszem to gruba przesada, a także dlaczego w Czechach Polak zaczyna szybko tęsknić za warzywami i dobrym chlebem, który wprawdzie po długich poszukiwaniach udaje się znaleźć, ale wyłącznie w sklepach prowadzonych przez Wietnamczyków. W zaskoczenie wprawi czytelników wiadomość, że niegrzeczne czeskie dzieci zamiast rózgi dostają węgiel, a zlaicyzowane społeczeństwo toczy właśnie bój o Jezuska, przynoszącego prezenty pod choinkę, którego próbuje ocalić przed zagrożeniem z Zachodu – Santa Clausem.

„Obrazki z Czech” czyta się lekko i przyjemnie, co jest zasługą przyjętego przez autorkę stylu – niezależnie od tego, czy pisze o zamku w Duchcovie, gdzie ostatnie lata życia spędził Casanova, czy o potyczkach z właścicielem domu, od którego wynajmowała mieszkanie, nie gubi subiektywnej, osobistej perspektywy.

Jolanta Piątek, „Obrazki z Czech”, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2010

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑