W miniony poniedziałek na mapie Europy pojawiło się nowe państwo. Jest nim Liberland, enklawa wolności położona między Chorwacją i Serbią. Samozwańcze państwo, które nie zdobyło jeszcze międzynarodowego uznania, ma już swojego prezydenta. Teraz prowadzony jest nabór obywateli.
Liberland nie ma jeszcze konstytucji (ta jest dopiero tworzona), ale posiada już własny serwis internetowy. Wyjaśniono w nim, że nowe państwo leży na terenie, do którego żaden inny kraj nie wysuwa roszczeń. Założyciele Wolnej Republiki Liberlandu uznali, że jest to ziemia niczyja.
Liberland ma 7 km kwadratowych powierzchni i mieści się na zachodnim brzegu Dunaju, w pobliżu chorwackiej miejscowości Zmajevac. Założycielem państwa jest czeski polityk Vít Jedlička, który należy czeskiej Partii Wolnych Obywateli.
Flaga Liberlandu
Jedlička został pierwszym prezydentem Liberlandu. Polityk zapowiedział, że niebawem wyśle noty dyplomatyczne do rządów Serbii i Chorwacji, prosząc o oficjalne uznanie nowego państwa. Podobne noty zostaną później wysłane do innych krajów.
Konstytucja Liberlandu będzie wzorowana na prawie szwajcarskim. Państwo, któremu przyświeca hasło „Żyj i pozwól żyć”, ma być „konstytucyjną republiką z elementami demokracji bezpośredniej”. Z przedstawianych zapowiedzi wynika, że władze Liberlandu będzie obowiązywał konstytucyjny zakaz zadłużania państwa.
Na oficjalnej stronie Liberlandu prowadzona jest rekrutacja obywateli. Zgłaszać mogą się wszystkie osoby, które nie były karane, nie mają komunistycznej bądź nazistowskiej przeszłości, szanują własność prywatną oraz innych ludzi, niezależnie od ich rasy, pochodzenia etnicznego, religii i orientacji.
Liberland ma już własną flagę i własne godło. Językiem urzędowym jest czeski.
Polski pisarz i czechofil Mariusz Szczygieł już telefonował do czeskiego leśnika inżyniera Pavliczka. Wypytał go dokładnie o leśny bar w górach za Jesenikiem. Zanim przeczytacie o tym w najnowszej książce Szczygła, wybierzcie się sami na piwo do czeskiego eksperymentu.
Po czesku „napad” to pomysł. Inżynier Vaclav Pavlicek na pytanie, kto miał „napad” z leśnym barkiem, skromnie odpowiada, że to pomysł turystów.
On tu tylko pracuje. Jego rewir w lasach państwowych to ponad tysiąc hektarów w górach nad wioską Horni Lipova. Codziennie jest tutaj zawodowo, ale lubi po pracy sam albo z przyjaciółmi przemierzać leśne ścieżki na rowerze czy na nartach biegowych.
– Jadąc od wioski, jest tu po drodze bardzo stromy podjazd. Niektórzy nie dawali rady pedałować i prowadzili rower pod górę. Tu zawsze czekaliśmy na pozostałych, więc najpierw zrobiłem miejsce do siedzenia nad potokiem – opowiada leśnik. – Idąc w góry w gorące dni, zacząłem tu zostawiać w potoku jeden czy dwa napoje.
Wracając z pracy, zatrzymywałem się na odpoczynek i posiłek. Pewnego dnia jakiś nieznany turysta zabrał moje picie i zostawił pieniądze. Na papierku obok napisał: „Zabrałem jedno picie, zostawiam 10 koron”.
Ktoś inny skląłby bezczelnego turystę i poszukał lepszej skrytki na swoje piwo. Ale nie inżynier Pavliczek. On następnym razem przywiózł 10 napojów i położył w chłodnej wodzie. Po kilku dniach zabrał 100 koron. Za trzecim razem przywiózł na górę 30 butelek z piwem i lemoniadą. I odebrał 300 koron.
– W końcu postawiłem tu blaszaną puszkę – skarbonkę – opowiada Pavliczek. – Ludzie sami ją otwierali, żeby rozmienić pieniądze, zabrać sobie resztę.
Początkowo nie wywieszał żadnego cennika. Potem napisał na tabliczce: Wszystko za 10 koron. On kupował za 10 i chciał tylko zwrotu pieniędzy. Stopniowo proste miejsce odpoczynku zaczęło się rozrastać.
Przedłużenie linii A sprawiło, że po wielu latach konieczne jest ponowne nagranie komunikatów zapowiadających nowe stacje. Do zadania ponownie przystąpiła Světlana Lavičková, osoba, której głos słyszymy w najstarszej linii metra.
Linia A: Světlana Lavičková
Każdy zna jej głos, nie każdy jednak zna jej historię. W czasach, gdy ogłoszono konkurs na głos metra Světlana Lavičková jako młoda dziewczyna przyuczała się w Karlíně do zawodu lektora. W latach siedemdziesiątych władze metra praskiego zorganizowały casting, szukano odpowiednego głosu. Szef techniczny podszedł do mnie i poprosił, żebym spróbowała wypowiedzieć próbne zapowiedzi. To wszystko działo się bardzo szybko. Za chwilę dostałam telefon, że będę „jeździć” na linii A.
Sposób wyboru lektora poprzez casting działa do dnia dzisiejszego. Kilka lat temu do konkursu na głos linii C przystąpiło osiem osób: prezenterów z telewizji, redaktorów z Czeskiego Radia oraz aktorów. Każda z osób nagrała zapowiedzi, które były puszczane po kolei w jadącym metrze. Konkurs wygrywała ta osoba, której głos brzmiał najlepiej w działającym metrze. Bo tu nie chodzi o to, żeby właściciel głosu miał nienaganną dykcję czy ładną barwę. W metrze chodzi o to, aby głos brzmiał dobrze z głosników pociągów (zarówno tych starych jak i nowych) oraz by nie był zagłuszany przez huk jazdy. Każdy członek komisji wybiera anonimowo swego faworyta, osoba z największą liczbą głosów zostaje „metráčkem”
Linia C: Tomáš Černý
Zwycięzcą takiego konkursu jest Tomáš Černý, lektor użyczający głosu na linii C. Zastąpił on na tym stanowisku Jiřího Hrabáka. Było to dokładnie w roku 2004, gdy linia C została przedłużona przez Ládví do Letňan. Wiadomość o konkursie dostałem od współpracowniczki Czeskiego Radia i właścicielki głosu linni A, Světlany. Pierwszego dnia przy nagrywaniu zapowiedzi dostałem instrukcję, żeby kominukaty te nie brzmiały jak w radiu, że mają być dostojne i mają budzić respekt. Zaskoczyło mnie, że w tego typu komunikatach najważniejsze jest by nie akcentować całego zdania, całej informacji, a jedynie jedno słowo: Kačerov. Nie można tego wykrzyczeć, musi być odpowiednia intonacja. Jest to o tyle dziwne, że pasażerowie i tak nie zajmują się zapowiedziami, często nawet nie wiedzą czy męski czy może żeński głoś zapowiada daną linię metra.
Sam staram się nie jeździć linią C by siebie nie słuchać, ale pamiętam jedną zabawną scenkę. Na przeciwko mnie siedział tata z małym synkiem i ten maluch wciąż powtarzał na głos zapowiedzi: „Nááádraží Holešovice“. Jego tata gdy to słyszał odrzekł, że w ten sposób się tego nie wymawia, nie tak, jak ten pan z głośnika. Żaden z nich nie miał pojęcia, że Pan z głośnika siedzi na przeciwko nich.
Linia B: Eva Jurinová
Eva Jurinová użyczyła głos dla linii B. Jej znajomi z Czeskiej Telewizji uznali, że skoro jest taka szalona i wszędzie jej pełno, wygraną ma w kieszeni, I nie pomylili się. Spośród 25 zgłoszonych osób wybrano właśnie Evę. Przez całe popołudnie nagrywałam zapowiedzi linii B. Za te kilka godzin dostałam 500 koron. Warunkiem nagrań było to, aby mój głos brzmiał energicznie i wyraźnie. Komunikat „konečná stanice, vystupte“ to miał być już prawie rozkaz, który obudzi nawet pijaków, chcących pojechać do bazy. Zaproponowałam, aby do tego komunikatu dodać słowo „prosím”, jednak wszyscy byli przeciwni. Największym dla mnie problemem okazała się nazwa stacji Moskevská. Dla mnie to wciąż był Anděl i kiedy dochodziło do wypowiedzenia słowa Moskevská zamiast kropki na końcu było u mnie słychać pytajnik. Komisja była wkurzona, musieliśmy to powatrzać kilka razy.
Największym przeżyciem dla mnie była sytuacja, gdy jechałam jako dziennikarka na szkolenie do Wiednia. Podczas luźnego spotkania z politykami okazało się, że jedna posłanka podczas wizyty w Pradze „zakochała się” w moim głosie. Jakież było jej zdziwienie, gdy przeprowadzając z nią wywiad odezwałam się tym swoim głosem z metra. Posłanka była w takim szoku, że kazała mi podczas obiadu wypowiadać każdą stację metra. Na sam koniec musiałam te zapowiedzi ngrywać na kasetę by posłanka mogła sobie je włączać za każdym razem, gdy tylko zechce.
Chociaż mój kolega Czech wyjechał z Warszawy już we wtorek, dopiero teraz mam siłę by napisać o tej ważnej wizycie słów kilka. Opóźnienie spowodowane jest faktem, iż musiało minąć aż kilka dni by moje siły umysłowe wróciły do siebie po tylu dniach ciągłej imprezy.
#1: dojazd
Podróżujący z Pragi do Warszawy (i odwrotnie) nie mają lekko. Do wyboru jest pociąg, autobus oraz samolot. Nikt o zdrowych zmysłach zarabiający jak przeciętny Polak nie wybierze samolotu. Pozostaje PolskiBus (odpowiednio wczesna rezerwacja to koszt 20 PLN w jedną stronę) lub pociąg. Podróż w obu przypadkach jest długa i męcząca. Ale cóż począć, gdy tak kocha się Pragę? Jakub wybrał czerwony bus i już na przystanku we Wrocławiu wiedział, że to nie była mądra decyzja. Chciał wysiąść i uciec na dworzec PKP by przyjechać do Warszawy pozornie wygodniejszym pociągiem. Pozornie, bo ten również telepie się do stolicy aż 5 godzin! Przynajmniej dworzec Metro Młociny wygląda reprezentacyjnie i połączone jest z nowocześnie wyglądającym metrem. Ocena dojazdu na 3 z plusem.
#2: jaka jest ta Warszawa?
Wyjście z metra w Centrum i od razu widok na Pałac Kultury i warszawski Manhattan. Stanie i wpatrywanie się we wspomniane budowle przez dziesięć minut przyprawiało mnie o mdłości. No, ale cóż skoro „w Pradze my tego nie mamy”. Jak się później okazało Kuby nie interesuje odbudowana pieczołowicie po wojnie starówka: gdy mieszka się w centrum Pragi tego typu zabudowę ma się na co dzień.
„Praga jest jak skansen zorganizowany jedynie dla rzeczy turystów. Tutaj normalni ludzie nie mają czego szukać – jest to jak wesołe miasteczko, które kręci się szlakami od Vaclavaka przez Most Karola i Hradczany. Ludzie niczym zombie idą beznamiętnie tym szlakiem zahaczając o sklepiki i kawiarnie, które nie są w czeskich rękach i ani korona nie skapnie z tego dla Czechów. A poza tym i tak żadnego normalnego czeskiego przedsiębiorcę nie stać by płacić tak nieludzkie stawki za wynajem przy tym turystycznym trakcie”.
„Warszawa mi się podoba – macie tutaj taki specyficzny nieład i chaos. Nic nie jest zorganizowane, wszystko się zaprzecza i wyklucza. Tunele nie łączą się ze sobą, chodniki kończą się ślepo. Tutaj trzeba nauczyć się żyć. Ale z racji tego, że to wszystko jest inne niż w Pradze czy Wiedniu, właśnie dlatego mi się podoba”.
Trzy godziny później na „patelni” w godzinie największego szczytu:
„Boże, jak można tak łazić i krążyć przez te tunele, tu nawet przejść się nie da. I wciąż są czerwone światła, nawet autobus nie jedzie płynnie. Nie wspominając już o SKM, która szybkość ma tylko w nazwie”. Warszawa to stan umysłu.
#3: zwiedzanie
Co pokazać Czechowi skoro nie mamy hospudek (zamiast tego bary mleczne, które w Czechach nazywane są jidelnami), taniego piwa („Wy Polacy musicie napić się w domu, bo nikt normalny nie wyda 10 PLN za pół litra piwa w knajpie”), a stare miasto i inne zabytki go nie interesują? Oto jest pytanie. Okazało się, że najbardziej przyciąga to, czego już nie ma. Pawiak, tereny byłego getta i mury, które po nim pozostały to był hit tego wyjazdu. Na ul. Chłodnej historia sama wychodzi z ulic (dosłownie). Nie sądziłem, że mi również tak się to będzie podobać.
Podczas zwiedzania (spacery ulicami i oczywiście jazda kochanym ZTM) okazało się, że warszawiaków można podzielić na dwie grupy: „przesadnie wylaszczona młodzież” i „starsi wyglądający jak robole czy żule ubrani bez gustu i pojęcia”. Patrząc na ilość słoików w Warszawie można by wręcz powiedzieć, że był to nawet przekrój polskiego społeczeństwa! Wspomniałem, że tak samo wyglądają ludzie w Ostrawie – „Ostrawa to jeszcze inna bajka”. Ciężko nie przyznać „Kubovi” racji.
#4: clubbing
Wspomniany przekrój polskiego społeczeństwa najlepiej podkreśla sytuacja zastana w warszawskich klubach: tutaj są miejsca dla zapatrzonych w siebie lanserów oraz z drugiej strony swojskiej grupy młodych fanów disco-polo z szerokimi karkami. Nie ważne gdzie wylądujesz – pijany będziesz tak samo. To, że Polacy piją wódkę na umór jest chyba najgorszym przykładem naszej kultury picia. Trzymanie się ścian i łapanie się podłogi to najłagodniejsze z zachowań. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.
#5: duma narodowa
Najciekawsze na koniec. Nie jeden raz słyszałem, że Czesi to tchórze, nic sobą nie reprezentują. Najlepiej jest „wpuścić” Czecha w towarzystwo na domówce, krzyknąć od progu: „Uwaga, to Czech” i czekać, aż zwierzyna rzuci się na przynętę. Ilość stereotypowych opinii jaka padnie na temat Czechów w ciągu minuty przyprawia o łysienie. A zwłaszcza mężczyznom nie jest ono wskazane. Nie mogłem tego słuchać, postanowiłem się napić. Tym większe było moje zdziwienie, gdy Jakub stwierdził, że on Czechem nie jest, a jedynie na terenie Czech się urodził. To fakt, nie zawsze dla wszystkich narodowość określa miejsce urodzenia… To tak jest, że jeden Czech nie ma dobrej opinii o drugim Czechu. Tak samo jest zresztą z Polakami – w tej materii akurat niczym się nie różnimy. Czarę goryczy przelały jednak „obchody” święta 11 listopada w Polsce – tak bardzo nie chciałem, aby Kuba zobaczył te wzajemne obrzucanie się płytą chodnikową, że nakazałem mu opuścić Warszawę już o 7:00 tegoż dnia. Nich Polacy obrzucają się co najwyżej wyzwiskami, a płyty chodnikowe i wiaty przystankowe zostawią w spokoju. Nawet jeśli czyniła to grupa 200 kiboli, nie robi to nam, Polakom dobrej opinii wśród gości zza granicy.
Nie mogę otrząsnąć się jeszcze po informacji Leo Express, które z trudami, ale weszło na polski rynek autobusowo-kolejowy, podczas gdy zza południowej granicy dochodzą do nas kolejne dobre informacje.
Już od 17 listopada, zgodnie z decyzją rządu, wszystkie dzieci, studenci oraz emeryci na Słowacji będą mogli jeździć pociągami zupełnie za darmo. Decyzja Roberta Fico jest o tyle istotna, że, jak się później okazało, z przywileju tego skorzystają również Czesi, Polacy oraz wszystkie wspomniane grupy społeczne z całej Unii Europejskiej!
Aby jechać za darmo słowackim pociągiem należy:
być dzieckiem do 15 roku życia;
być studentem dziennym i nie mieć ukończone 26 lat;
być seniorem powyżej 62 roku życia i mieć legitymację emeryta.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę jedynie Słowację, zmiany dotkną aż 50 procent ludności tego pięciomilionowego kraju.
Przed wejściem do pociągu należy upewnić się, że mamy następujące dokumenty:
legitymacja szkolna dla osób do 15 roku życia;
zaświadczenie z uczelni o posiadaniu statusu studenta dziennego oraz ważna legitymacja;
zaświadczenie o statusie bycia emerytem (dotyczy też i tych, którzy z różnych powodów przeszli na wcześniejszą emeryturę i mają mniej niż wspomniane 62 lata)
UWAGA!
Dokumenty nie muszą być przetłumaczone na język słowacki.
Gdy upewnimy się, że spełniamy wszystkie powyższe kryteria, wystarczy udać się do kasy i poprosić o specjalny bilet drugiej klasy uprawniający do bezpłatnych przejazdów.
WAŻNE!
Zapisy nowej ustawy nie obowiązują w pociągach przekraczających granicę. Przykład: jadę z Mostów u Jablunkowa do Čadcy i dalej Żyliny – bezpłatny bilet obowiązuje dopiero od pierwszej słowackiej stacji na terenie Słowacji.
Warto wiedzieć:
Bezpłatne przejazdy dotyczą wszystkich połączeń dotowanych przez państwo. Wyjątkiem od tej reguły jest jedynie połączenie Bratysława – Komarno realizowane przez prywatnego RegioJet.
„Promocja” nie dotyczy żadnych pociągów InterCity (Bratysława – Koszyce) i innych np. międzynarodowych.
Koleje Słowackie przygotowane są na zwiększony ruch na peronach. Słowacy pożyczyli również od Czechów 40 starych wagonów by móc sprawnie realizować wszystkie kursy.
Ciekawostką jest, że tysiące Słowaków nie zgadza się na „marnowanie państwowych pieniędzy” i i podpisują petycję, aby rząd wycofał się z tak „nietrafionego” pomysłu. Przedstawiciel aktywistów mówi, że za darmowe połączenia zapłacą wszyscy obywatele Słowacji w podatkach. W kilka dni grupa Nova generace zebrała ponad 22 tys. głosów sprzeciwu.
Całkowity koszt uruchomienia darmowych przejazdów koleją będzie wynosił 13 milionów euro.
Czeski tani przewoźnik kolejowy LEO EXPRESS znalazł sposób i wchodzi do Polski! Nie udało mu się z połączeniami kolejowymi więc będą autobusowe! Od 7 listopada łączonym transportem (autokar + pociąg) pojedziemy z małopolski i śląska przez Bogumin do Pragi.
Autobusy LEO EXPRESS kursowały będą na trasie Kraków – Katowice – Gliwice do granicznej miejscowości Bogumin. Tam pasażerowie przesiądą się do pociągu tego samego przewoźnika i m.in. przez Ostrawę pojadą do Pragi. Połączenie do Krakowa będzie się odbywało analogicznie, najpierw podróż pociągiem, później autokarem.
Rozkład jazdy:
07:06 Praga – Kraków 13:20
Kraków 06:27 – 12:56 Praga
O ile cieszyć się z nowego połączenia i samego faktu, że LEO EXPRESS ze swoimi usługami jednak pojawił się w Polsce, to cena przejazdu już nie zachwyca. Promocyjne bilety dostępne są za 399 CZK (ok. 61 PLN) w jedną stronę. Po wyczerpaniu tej puli trzeba zapłacić 599 CZK (91 PLN).
Przewoźnik zapewnia, że zarówno autokary jak i pociągi posiadają wygodne skórzane siedzenia, personel pokładowy, darmowe napoje, WiFi oraz toalety. Sprzedaż biletów już się rozpoczęła.
Najazd arabskich klientów na słynne łaźnie w Cieplicach doprowadził do lokalnej wojny, w którą zaangażowały się partie polityczne i organizacje muzułmańskie. Niektórzy chcą nawet uchwalenia zakazu noszenia w miejscach publicznych chust zasłaniających twarz.
Kiedy w 2012 r. ówczesny minister zdrowia Leosz Heger obciął dopłaty do darmowych wyjazdów emerytów do term, zapewne nie spodziewał się, jaki będzie to mieć wpływ na życie Cieplic. Liczba Czechów odwiedzających je spadła o 45 proc., kilka łaźni zbankrutowało, a wiele skupiło się na ofercie dla Rosjan i obywateli bogatych krajów arabskich.
Cieplice są bardzo popularne właśnie wśród tych ostatnich, w 2014 r. ma ich się tam zjawić 3 tys. Często przyjeżdżają z rodziną i służbą. A ponieważ liczba miejsc noclegowych jest ograniczona, Arabowie postanowili wykupić 60 parceli w okolicach miasta i zbudować cztery kondominia.
Nie wszystkim mieszkańcom ten najazd się podoba, a skargi na głośne zachowanie w nocy czy śmiecenie są na porządku dziennym. Niektóre puby i restauracje nie wpuszczają Arabów – gdy ci próbują wejść do środka, są wypraszani pod pretekstem, że ktoś wynajął lokal.
Świnie i krzyż
Policja analizuje wideo, które pojawiło się dwa tygodnie temu w serwisie YouTube. Na filmie widać, że na działkach wykupionych przez Arabów ktoś zakopał głowy świń – pod drewnianym krzyżem z napisem „Plany islamistów zostaną pokrzyżowane przez nasze tłuste wieprze”. Świnie są uważane przez muzułmanów za zwierzęta nieczyste i taka akcja jest dla nich niezwykle obraźliwa.
Wideo zamieścił na swoim serwerze Jir~ Barták z organizacji Islamu w Czechach Nie Chcemy. Działa ona od pięciu lat i ma ponad 70 tys. fanów na Facebooku. Barták zapewnia, że materiał otrzymał anonimowo, e -mailem.
– Cieplice stawią czoła próbie islamskiej kolonizacji, która nie przynosi rdzennej ludności rozwoju, tylko średniowieczne metody i zagrożenie bezpieczeństwa; walczą bronią, którą mają do dyspozycji – oznajmił Barták.
Do akcji ruszyli też lokalni politycy. Iva Dvoráková, radna z prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS), zaapelowała do członków rady miejskiej, by wymusili na ministerstwie spraw wewnętrznych uchwalenie zakazu noszenia chust zasłaniających twarz (nikabów) w miejscach publicznych, tak jak stało się to we Francji. W rozmowie z iDnes.cz tłumaczy, że muzułmanie, którzy chcą przestrzegać czeskich przepisów, nie będą mieli nic przeciwko temu; a ci najbardziej konserwatywni po prostu nie przyjadą.
Problem spróbował rozwiązać przywódca czeskich muzułmanów Mehdi Hassan Alráw~. Muzułmańska Gmina Wyznaniowa zaczęła rozdawać arabskim gościom łaźni ulotki ostrzegające o ciszy nocnej, chce się też zaangażować w sprzątanie miasta i okolic.
Z kolei władze Cieplic planują dostarczanie klientom z krajów Zatoki Perskiej plastikowych torebek wraz z informacją, że powinni w nich przechowywać śmieci, a następnie wyrzucać je do kosza.
Zeman: Islam to antycywilizacja
Dvoráková to niejedyny polityk, który populistycznymi działaniami próbuje zyskać popularność. Wiceburmistrz Pragi Vladimira Ludková, też z ODS, wywołała oburzenie wpisem na blogu komentującym oficjalną prośbę o powstanie niepublicznego cmentarza w czeskiej stolicy przeznaczonego dla muzułmanów. Podanie odrzucono, a Ludková stwierdziła: „Sądzę, że kilkusetletni rozwój naszej kultury nie może zostać zaprzepaszczony w imię wielokulturowości i mówienia każdemu: » Jesteś tutaj mile widziany «. To mogłoby doprowadzić do tego, że w waszym mieszkaniu pojawi się ktoś, kto oznajmi: » Już tu nie mieszkasz, wyjdź! «”.
Praski ratusz zdystansował się od słów Ludkovej.
Skandal wywołała także partia Świt Demokracji Bezpośredniej, która przed ostatnimi wyborami do europarlamentu wykorzystała w kampanii plakat nacjonalistów ze Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), na którym czarne owce wyrzucają ze swego grona białe.
Również obecny lewicowy prezydent i były premier Milosz Zeman bezpardonowo skrytykował islam w 2011 r., jeszcze zanim został głową państwa. Podczas międzynarodowej konferencji „Europa zjednoczona i wolna?” mówił, że to „antycywilizacja”.
Politycy wpisują się w ten sposób w myślenie przeciętnego Czecha. Jak wynika z tegorocznego europejskiego badania EUvox, aż dwie trzecie z nich uważa, że islam zagraża czeskim tradycjom kulturowym, a 90 proc. jest mu – w różnym stopniu – przeciwna. Michaela Vojtková z Instytutu Socjologii czeskiej Akademii Nauk podkreśla, że to najmniej tolerancyjne stanowisko wśród krajów UE.
Przeciw statusowi Kościoła
Trudno określić, ilu dokładnie muzułmanów mieszka dziś w Czechach, bo podawanie wyznania w spisie powszechnym ludności nie jest obowiązkowe. Podczas ostatniego, z 2011 r., tylko 3 tys. osób zadeklarowało wiarę w islam. Szacunki samych muzułmanów mówią, że jest ich kilka razy więcej, prawdopodobnie ok. 20 tys. Zdaniem przeciwników islamu to zaniżona liczba i sięga ona raczej 50 tys.
Opór przeciwko rzekomej islamizacji jest tak duży, że problemy ma Muzułmańska Gmina Wyznaniowa. 17 września minęło dziesięć lat od jej rejestracji, i zgodnie z prawem może się ona starać o pełny status oficjalnego Kościoła, dzięki czemu mogłaby się ubiegać o nauczanie islamu w szkołach publicznych, tworzenie szkół religijnych, wysyłanie imamów do więzień i wojska, uznanie muzułmańskich małżeństw.
W parlamencie leży już jednak petycja z 22 tys. podpisami zebranymi przez organizację Islamu w Czechach Nie Chcemy z żądaniem zablokowania ewentualnego wyższego stopnia rejestracji. Przeciwnicy rozszerzenia praw muzułmanów przypominają kontrowersyjne wypowiedzi z meczetu w Brnie, kiedy to nawoływano do likwidacji Żydów i nienawiści do wszystkiego, co niemuzułmańskie. Przewodniczący praskiej gminy wyznaniowej Vladim~r Sánka został zaś oskarżony o dystrybucję kontrowersyjnej książki znanego kanadyjskiego nauczyciela islamu Bilala Philipsa „Podstawy tauhidu” propagującej nienawiść religijną i surowe zasady szariatu, jak chłosta za picie alkoholu i obcięcie ręki za kradzież. Z tego powodu ma zakaz wjazdu na teren Niemiec, Wielkiej Brytanii, Australii i Kenii. Śledztwo w sprawie dystrybucji książki trwa.
Coraz popularniejszy w Czechach carpooling (odpłatne udostępnianie miejsca w samochodzie, bądź korzystanie z takiej oferty) niesie jednak ze sobą pewne zagrożenia. Kierowca, który podwozi pasażerów na trasach międzynarodowych, może stać się przemytnikiem ludzi.
Rosnące ceny benzyny i zwykła niechęć do samotnej jazdy sprawiają, że carpooling cieszy się coraz większym powodzeniem. W Czechach portale internetowe oferujące możliwość umówienia się na wspólną jazdę mają już kilkaset tysięcy członków, z czego ponad jedna trzecia to kierowcy. Jednak usługą, która ma ułatwiać podróżowanie i obniżyć jego koszty, zainteresowali się przemytnicy ludzi.
O wielkim pechu może mówić pewien czeski kierowca, który w internecie umieścił ogłoszenie o treści: „W drodze z Rumunii do Niemiec mam w aucie dwa wolne miejsca. Chętnych proszę o kontakt”. Chciał oszczędzić na kosztach podróży, ale kiedy na czesko-słowackiej granicy zatrzymała go policja dowiedział się, że podróż może kosztować go o wiele więcej niż sądził. Okazało się bowiem, że niczego nieświadomy przewoził dwóch Afgańczyków nielegalnie przebywających na terenie Unii Europejskiej. Cała sprawa znalazła swój finał na komisariacie, gdzie kierowca musiał tłumaczyć się z tego, jak nielegalni imigranci znaleźli się w jego samochodzie. Za przemyt ludzi grozi mu nawet do ośmiu lat więzienia.
Jak podaje czeska policja, podobnych przypadków ciągle przybywa. Dzieje się tak, ponieważ z carpoolingu zaczęły korzystać gangi przemytników ludzi. „Jest to nowy sposób, który wykorzystuje się do transportowania obcokrajowców z krajów trzecich bez ważnego paszportu do innych krajów UE” – mówi Vladimir Takacz z policji ds. cudzoziemców. Dla gangów jest to tani i nierzucający się w oczy sposób przemycania swoich klientów. Auta osobowe są bowiem rzadko kontrolowane na wewnętrznych granicach Unii.
Problem ten może dotyczyć również polskich kierowców – w szczególności wracających do kraju z urlopu na południu Europy. Jedną z najchętniej wybieranych tras, którymi obcokrajowcy bez wizy podróżują przez kraje Unii jest tak zwany szlak bałkański. „Chodzi o trasę z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię, Węgry i dalej do krajów docelowych – najczęściej są to Niemcy i Skandynawia” – mówi Takacz.
Innym powodem, dla którego w ostatnim czasie nasilił się przemyt ludzi wewnątrz UE jest fakt zmiany przepisów imigracyjnych na Węgrzech. „W ubiegłym roku Węgrzy zmienili przepisy i nielegalni imigranci otrzymali prawo swobodnego poruszania się. Imigranci natychmiast zaczęli tego nadużywać i wyjeżdżać z kraju w głąb Unii” – wyjaśnia dalej Takacz.
Policja ostrzega, że nie istnieje idealny sposób zabezpieczenia się przed nielegalnym pasażerem. W wielu przypadkach niebezpiecznej sytuacji można jednak uniknąć, prosząc naszego podróżnego o pokazanie dokumentów (zwłaszcza paszportu) i sprawdzając, czy przebywa na terenie Unii legalnie.
Wybierasz się do naszych południowych sąsiadów, a może masz masz możliwość w Polsce kupić czeski alkohol? Uważaj! Czeski absynt z alkoholem metylowym… tuż przy polskiej granicy!
Na stronach internetowych Służby Celnej Republiki Czeskiej ukazała się informacja dotycząca przeprowadzonej kontroli na terenie zakładów w miejscowości Bystrzyca – leżącej tuż przy polskiej granicy, ok. 10 km. od Cieszyna. Podczas kontroli ujawniono 500 butelek alkoholu o nazwie Absinth, który zawierał w swoim składzie niebezpieczny dla zdrowia i życia konsumentów alkohol metylowy. Producentem zakwestionowanego alkoholu jest firma VAPA DRINK s.r.o. Mają zieloną etykietę z wyraźnym czerwonym napisem: ABSINTH 60%. Celnicy na razie nie wiedzą, ile skażonego absyntu znajduje się w punktach sprzedaży.
W związku z powyższym Główny Inspektor Sanitarny ponownie przypomina, że spożywanie alkoholu niewiadomego pochodzenia, nawet w butelkach łudząco przypominających oryginalne produkty, może powodować poważny uszczerbek na zdrowiu a nawet śmierć.
Dawka alkoholu metylowego zagrażająca uszkodzeniem nerwu wzrokowego wynosi od 4 do 15 ml. Dawka śmiertelna, minimalna to tylko 30 ml. W pierwszych godzinach od wypicia alkoholu metylowego objawy są takie same jak po wypiciu alkoholu spożywczego – pobudzenie, wesołkowatość, wzmożona aktywność fizyczna i psychiczna. Po kilku godzinach od zatrucia (czas wystąpienia objawów zależy od wypitej ilości metanolu) dochodzi do senności, śpiączki i głębokich zaburzeń świadomości (utrata przytomności, bez możliwości dobudzenia). Dochodzi do zaburzeń oddychania, oddech jest przyśpieszony, głęboki. Występują nudności, wymioty i bóle brzucha. Następują: spadek ciśnienia tętniczego i przyspieszenie czynności serca oraz zaburzenia widzenia (czasem występujące z opóźnieniem) do całkowitej nieodwracalnej (najczęściej) ślepoty.
Czeski prywatny przewoźnik kolejowy Leo Express złożył wniosek do PKP PLK o przydział tras na nowy rozkład jazdy. Czesi nie mają jednak własnej licencji i liczą na pomoc strategicznego partnera z Polski.
Pociąg FLIRT (szwajcarskiej firmy Stadler Rail) należący do LEO Express
Firma Leosza Novotnego zamierza w ciągu dwóch lat wejść na polski rynek. „Planujemy wystartować z nadzwyczaj wysokim standardem usług. To będą nowoczesne, czyste pociągi o niskich relacjach cenowych. Oferujemy również miejsca w klasie biznes i premium. Przystąpiliśmy do rozmów z renomowanym polskim przewoźnikiem z wizją strategicznego partnerstwa” – stwierdził Novotny.
Leosz Novotny oczekuje, ze licencję uzyska w ciągu dwóch lat, natomiast do tego czasu chce skorzystać z „dokumentów” polskiego partnera. Dziennikowi „Mlada fronta Dnes” powiedział, że jest dobrej myśli i dlatego wnioski o przyznanie tras przez PKP złożył już na najbliższy rozkład jazdy, który zacznie obowiązywać w grudniu br.
Novotny nie chciał jednak ujawnić dziennikarzom nazwy polskiego przedsiębiorstwa. Nie chciał również powiedzieć, na jakich trasach chciałby konkurować z Polakami. Czeski dziennik „Mlada fronta Dnes” sugeruje jednak na swoim portalu internetowym, że „Leo Ekspress chciałby uruchomić swoje składy na trasach Warszawa-Poznań i Warszawa-Katowice-Kraków, konkurując z PKP Intercity i Przewozami Regionalnymi, a owym strategicznym przewoźnikiem mogą być Dolnośląskie Linie Autobusowe”.
Nie wiadomo jednak, czy czeska firma będzie dysponowała wystarczającym taborem. Obecnie posiada pięć pięcioczłonowych składów. Każdy z nich ma ponad 230 miejsc. Pociągi Leo Express rozpędzają się do szybkości 160 km/h.
„Czesi byliby silnymi konkurentami PKP Intercity i Przewozów Regionalnych” – nie ukrywa dziennik „Mlada fronta Dnes”.
Atutem Kielc są atrakcje przyrodnicze, koszmarem – ścieżki rowerowe i kiepski dojazd do większych miast, a życie kulturalne jest fatalne. To wnioski z ankiety przeprowadzonej przez studentkę najlepszego czeskiego uniwersytetu, która pracę magisterkę pisze właśnie o Kielcach.
Daria Svobodova ma 26 lat, mieszka w czeskim Znojmie. Jest na ostatniej prostej przed ukończeniem pedagogiki na Uniwersytecie Masaryka w Brnie. To uczelnia uważana za najlepszą w kraju, a na świecie plasuje się w pierwszej setce. Na temat pracy magisterskiej Czeszka wybrała badanie możliwości zwiększania ruchu turystycznego w Kielcach. Powód zaskakującego wyboru jest jednak dużo prostszy.
– Z Kielc pochodzi moja mama. Byłam u was wielokrotnie i wciąż tu przyjeżdżam, ostatnio na początku listopada. W dzieciństwie spędzałam w Kielcach całe wakacje – opowiada Daria Svobodova.
By jej praca o Kielcach nie była oparta tylko na teorii, przeprowadziła ankietę wśród osób znających stolicę województwa świętokrzyskiego, pytając oczywiście o turystykę, choć nie tylko. Wysłała ją do stu osób, które wybrała głównie dzięki informacjom na Facebooku. W zdecydowanej większości to kielczanie, ale na pytania studentki odpowiedzieli również mieszkańcy innych miast, a nawet kilku Czechów, którzy przyznali, że znają Kielce.
Wyniki badań Darii Svobodovej bywają zaskakujące.
Aż 85 proc. ankietowanych stwierdziło, że Kielce to atrakcyjne miasto. 37 proc. ankietowanych przyznało, że polityka władz skierowana jest w stronę kultury, a praktycznie tyle samo (36 proc.), odpowiadając na pytanie o najsłabsze strony Kielc, jako na słabo rozwiniętą dziedzinę wskazało właśnie na kulturę. Co trzeci respondent Czeszki (34 proc.) stwierdził też, że władze miasta stawiają na edukację.
Daria uważa inaczej. – Według mnie w Kielcach nie ma możliwości zrobienia porządnych zakupów – mówi. Z kolei z tym nie zgadzają się ankietowani. Za największy atut Kielc, obok położenia geograficznego i atrakcji przyrodniczych, uznali właśnie bogatą ofertę handlową (41 proc.). A Czesi zwracają uwagę głównie na Kadzielnię i park miejski.
Ankietowani oceniają jednak, że atuty te nie mają siły przebicia bez dobrej i spójnej polityki promocji miasta. „W innych miastach ludzie praktycznie nic nie wiedzą o Kielcach. Kojarzą je jedynie z wiatrem na dworcu…” – napisała jedna z osób. „Dla nich Kielce to scyzoryki i śmieszny dworzec z dachem w kształcie spodka. Nie wiedzą na przykład, że stąd pochodzi Żeromski” – dodał ktoś inny. Pozostałe problemy to przede wszystkim kiepski dojazd do większych miast oraz za słaby dostęp do informacji o mieście.
Studentka spytała też o publiczną komunikację. Daria uważa bowiem, że autobusy w Kielcach są za stare i jeżdżą za rzadko. Ankietowani mają więcej uwag, głównie do nocnych połączeń i kursowania autobusów stadami. „Po godzinie 23 nie ma jak dostać się do domu. Linie autobusowe są źle zorganizowane. Jest mnóstwo autobusów, które jeżdżą w te same miejsca, ale rzadko bądź jeden za drugim. Jeśli ktoś spóźni się na jeden autobus, to automatycznie spóźnił się na pozostałe” – skomentowała jedna z osób. Zadowolony z miejskiej komunikacji był zaledwie co czwarty ankietowany.
Daria zauważa, że należy poprawić stan ulic na obrzeżach i ścieżek rowerowych. – Nie da się jeździć na rolkach! Dlaczego wszędzie ścieżki rowerowe są z asfaltu, a tylko w Kielcach z kostki? – pyta Czeszka. Jej respondenci zwracali także uwagę na niespójność ścieżek. Studentka dodaje, że warto byłoby też wyremontować muszlę w parku miejskim i dworzec autobusowy.
65 proc. ankietowanych stwierdziło, że miasto powinno stawiać na turystykę, a 60 proc., że na kulturę. Tak samo uważa Daria Svobodova. Nie chce się jednak wypowiadać na temat stanu kultury w mieście. – Nie mogę nic złego powiedzieć, bo jedna z dyrektorek placówki kulturalnej jest moją ciocią – śmieje się studentka.
Obronę pracy magisterskiej na Uniwersytecie Masaryka Daria Svobodova ma zaplanowaną na czerwiec przyszłego roku.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.