Czerń i biel – upadek i odrodzenie – RECENZJA

Wraz ze zmianą kolorów sukienek Maji (Stine Stengade), zmieniają się nastroje w chłodnej i surowej Pradze Duńczyka Ole Christiana Madsena. Kobieta niczym kostiumy zmienia swe niezwykle podobne sukienki. Początkowo uderza czerwienią, kolorem mocy, ilustracją odwagi. Wówczas potrzebuje siły, by prowadzić swą podwójną grę. Następnie przybiera czerń, barwę żalu i pokuty, by na końcu przywdziać kolor niewinności – biel.

Christoffer (Mads Mikkelsen) przyjeżdża ze swoją żoną do Pragi, aby odebrać ciało zmarłego ojca, z którym nie miał kontaktu od ponad 25 lat. Miasto staje się dla Christoffera przedziwnym labiryntem, którego prawideł nie jest w stanie pojąć. Mamy do czynienia z Kafkowską Pragą i absolutnym przeniesieniem wizji czeskiej stolicy na obraz tegoż miasta w filmie. Dla Kafki Praga była więzieniem duchowym. Osobista niechęć pisarza do stolicy Czech, bez wątpienia zaważyła na ciężkiej i dusznej atmosferze, która otacza Pragę w jego dziełach. Zwracał uwagę to ciasne uliczki, wielkie kamienice pełne niezliczonej ilości schodów, liczne mosty i kościoły. Taką też Pragę widzi Christoffer.

Kafka pisał niegdyś do swojego przyjaciela Oskara Pollaka: Praga nie puszcza. Nas obydwóch. Mateczka ta posiada pazury. Musimy się z tym pogodzić, chyba że podpalimy miasto z dwóch stron – od strony Wyszehradu i Hradczanów, wtedy staniemy się wolni. Dla Christoffera moment opuszczenia tego miasta, właściwie nie dokończywszy sprawy, dla której tu przyjechał, jest chwilą odzyskania wolności.

Praga1

Bohater uczestniczy w komedii pomyłek: Gdy prosi o kawę, dostaje piwo, w restauracji informują go, że gulasz można zamówić tylko we wtorki (nie do pomyślenia dla Duńczyka, dla Czecha jest oczywistością – w czeskich restauracjach każdego dnia w porze obiadowej jest inne danie). Gdy chce wejść do urzędu, musi to uczynić przez okno. Na każdym kroku spotyka się z Czechami nie znającymi angielskiego.

W prywatnym świecie bohatera, na horyzoncie pojawia się kochanek żony, młody artysta. Christoffer musi się również skonfrontować z rzeczywistą orientacją seksualną swojego ojca. Na domiar złego, wszyscy napotkani Czesi jak mantra powtarzają: Życie jest ciężkie i nie można mieć wszystkiego. Kafkowska, absurdalno-koszmarna, niepojęta sytuacja staje się osią życia Christoffera.

Praga 2

Podczas gdy żonę bohatera, Maję od samego początku filmu otaczają czerwienie (czerwone obicia foteli, zasłonki i lampy w pociągu), Chrostoffera okalają zimne, bezsilne niebieskości pokoju hotelowego i szarości praskich ulic. Bohater ten od początku jawi się jako postać przegrana, na z góry straconej pozycji. Im dłużej się przyglądamy, dostrzegamy niuanse, zauważamy niejednoznaczności w postępowaniu, początkowo bardzo sugestywnie zarysowanych postaci. Im głębiej odczuwamy kolory, tym bardziej wizualna ekspresja zgrywa się z nami. Biały to pozornie wyobrażenie spokoju i niewinności. Jednak czysta biel jest tak przytłaczająca , że nawet to uczucie może zmienić w coś zupełnie odwrotnego: strach lub poczucie pustki. Końcowa nagła zmiana czerni na biel kostiumów kobiety symbolizują koniec dawnej relacji i początek nowego życia Maji oraz w pewien sposób kwestionują jej odpowiedzialność za zaistniałą sytuację.

Praga 3

Ciekawym dopełnieniem Pragi jest wykorzystanie utworu Love me tender Elvisa Presleya. Piosenka ta jest tłem trudnej rozmowy małżonków – oschłej wymiany zdań na temat sensu trwania w chylącym się ku upadkowi związku. Słowa tego utworu przywołują wszystko to, co chciałby w tym momencie powiedzieć swojej żonie Christoffer. Utwór ten pojawia się ponownie, śpiewany po czesku przez inną bohaterkę, Alenę. Wówczas to ona prawdopodobnie chciałaby wyznać mu te słowa.

Praga 4

Świadkami kluczowej dla filmu scena kłótni między małżonkami (dotychczas bardzo powściągliwie mówiącymi o swoich uczuciach) są Romowie, mieszkający na praskich przedmieściach. Jednakże zdjęcia te były robione w Usteckim Kraju (Osiedle Chanov), gdzie faktycznie znajduje się największe w Czechach getto cygańskie. Miejsce to dla Czechów jest tak charakterystyczne, że scena ta ma bez wątpienia posmak fałszu. Zważywszy na to, iż Praga, jest przestrzenią filmu dodatkowo uwypukloną w tytule oczekiwalibyśmy obrazu znacznie bliższego rzeczywistości. Fakt odrealnienia tego miasta można jednak podporządkować głębszemu zamysłowi. Praga miała posłużyć przybliżeniu dziwnego, nietypowego, niezrozumiałego, obcego środowiska, które stało się katalizatorem rozpadu relacji Christoffera i jego żony. W tym ujęciu przestrzeń ta zorganizowana jest doskonale, a obraz jest spójny. Większość osiedli, które przemierza bohater jest zaniedbana, tymczasowa, co stanowi doskonałą paralee do jego skomplikowanej sytuacji życiowej.

Praga 5

Duńska Praga to spojrzenie na Czechy i Czechów„ z zewnątrz” , jakże inne od znanego z filmów Hřebejka, Svěraka czy Zelenki. Czescy twórcy próbują uchwycić codzienność, pewne czeskie wady wyidealizować, a dziwności uczynić śmiesznymi. Duńczycy mają perspektywę i dystans. Są też narodem tak dalekim kulturowo, iż prawdopodobnie nieumyślnie i bez złośliwości stosują uproszczony i stereotypowy obraz dalekiego sobie słowiańskiego kraju. Świat Christoffera był dotychczas ujęty w regulaminy prozy, pragmatykę nudy, ułożony zgodnie z surową i chłodną mentalnością zamieszkałych na północy Duńczyków. Świat Europy Środkowej pokazuje paletę odmienności, a mentalność środkowoeuropejska jest powszednia i banalna ale przepełniona radosną anegdotą. A byt społeczny choć pełen zakrętów i pułapek daleki jest od tworzenia reguł.

Autor: Beata Poprawa

  • Tytuł: Praga (Prag)
  • Reżyseria: Ole Christian Madsen
  • Scenariusz: Kim Fupz Aakeson, Ole Christian Madsen
  • Premiera: 12 września 2006 (świat)
  • Produkcja: Dania
Reklamy

Co sądzą Czesi o Polakach?

90 proc. Polaków darzy Czechów sympatią. Niestety bez wzajemności. Takie wnioski płyną z badań, które na zlecenie Orlenu przeprowadził Instytut Spraw Publicznych.

Co sądzą Czesi o Polakach?
Co sądzą Czesi o Polakach?

Raport pt. „Polska Czechy Niemcy – Wzajemne relacje/Współpraca/Rozwój” pokazuje, że to, jak społeczeństwa postrzegają się nawzajem, może się przekładać na wymierne korzyści dla całej Unii Europejskiej. Wyniki badania zostały zaprezentowane podczas konferencji w Pradze zorganizowanej przez Grupę ORLEN. – Zleciliśmy przeprowadzenie badań społecznych, aby poznać niuanse dotyczące wzajemnych stosunków panujących pomiędzy trzema sąsiednimi krajami, w których prowadzimy działalność biznesową – powiedział podczas spotkania Andrzej Kozłowski, dyrektor wykonawczy ds. strategii Orlenu i członek zarządu czeskiego Unipetrolu.

– Uzyskane rezultaty dowodzą, że to, jak wyglądają stosunki społeczne, jak się wzajemnie widzimy, jaki jest wizerunek kraju, bardzo wpływa na relacje gospodarcze i społeczne – wyjaśniła Agnieszka Łada z Instytutu Spraw Publicznych. – Tego typu badania prowadzimy od wielu lat i widzimy, że im lepszy wizerunek, tym liczba i więź wzajemnych kontaktów są większe – dodała.

Zaskakująca asymetria

W ramach konferencji odbył się również panel dyskusyjny, w którym zaproszeni goście, doskonale orientujący się w relacjach polsko-czeskich, analizowali wyniki badań. Sympatię wobec sąsiadów z południa czuje aż 86 proc. Polaków. Podobne uczucia wobec nas żywi zaledwie 63 proc. Czechów. – Okazuje się, że jestem typowym Polakiem. Gdy cztery lata temu przyjechałem tutaj do pracy, byłem bardzo optymistycznie nastawiony do Czechów, bardzo otwarty wobec nich – wspominał Marek Świtajewski, prezes Unipetrolu. – Byłem bardzo zdziwiony tym, że podejście Czechów do Polaków wcale nie jest takie samo jak nasze do nich. Okazało się nawet, że część z nich ma do nas wręcz negatywne nastawienie – dodał szef czeskiej spółki Orlenu.

Skąd bierze się ta dziwna asymetria? Dlaczego Polacy uwielbiają Czechów, a Czesi odnoszą się do nas z rezerwą? – Rosnąca z roku na rok sympatia Polaków do Czechów wynika moim zdaniem z tego, że widzimy różnice między naszymi narodami, ale jednocześnie troszkę chcielibyśmy być tacy, jak Czesi. To takie nasze skryte pragnienie – stwierdził pisarz i dziennikarz Mariusz Szczygieł. W opinii Świtajewskiego fenomen sympatii Polaków do Czechów ma z kolei podstawy w historii. – Mieliśmy z Czechami wspólnych królów, znamy i lubimy Jaroslava Haška i jego dobrego wojaka Szwejka, oglądamy czeskie firmy, zwłaszcza komedie, bardzo pozytywnie zawsze patrzyliśmy na Václava Havla i jego dokonania dla całego regionu – wyliczał prezes Unipetrolu.

Unipetrol należący do Orlenu szykuje się na zakupy Koncern ENI chce sprzedać udziały w czeskich rafineriach i sieć tamtejszych stacji paliw. Taka inwestycja może kosztować ok. 3–4 mld koron. Tymczasem Orlen pożyczył właśnie swojej czeskiej spółce zależnej 4 mld koron.

A skąd powściągliwość Czechów wobec nas? – Jesteśmy mało obeznani z polską historią. W Czechach nie mówi się prawie w ogóle o tym, jak gigantyczną zmianę granic przeżyła Polska po II wojnie światowej – wyjaśniła z kolei Jiřina Šiklová, wybitna czeska socjolog.

Warto jednak zauważyć, że – jak wynika z badań – Czesi uważają, że jesteśmy bardziej życzliwi niż Niemcy. Miroslav Karas, były korespondent czeskiej telewizji w Polsce, twierdzi, że wzajemne relacje Polaków i Czechów zmieniały się na przestrzeni lat. – Gdy ponad dwadzieścia lat temu przyjechałem do Warszawy, słyszałem, że jedyną rzeczą, jaka łączy nasze narody, jest granica – powiedział Karas.

Co jeszcze dziś sądzą Czesi o nas? Uważają, że Polacy są przedsiębiorczy – ta cecha naszej nacji wybija się na czoło – ale jednocześnie twierdzą, że nie jesteśmy szczególnie uczciwi. – Muszę powiedzieć, że to był dla mnie najbardziej zaskakujący wniosek z tych badań – stwierdził David Král, szef czeskiego think tanku Europeum.

– W Czechach utrwalił się obraz Polaka handlarza i z tym wiązałbym niski poziom zaufania u Czechów – powiedział René Sommer, przewodniczący rady nadzorczej firmy Kofola. Zastrzegł jednak zaraz, że osobiście uważa, iż ten polski handlarz to w rzeczywistości bardzo twardy, wytrawny biznesmen, który wie, czego chce, i umie dopiąć swego. To odróżnia go od czeskiego przedsiębiorcy. Ten również ma swój cel, ale chce go osiągnąć jak najszybciej. – Uważa często, że jeśli nie da się dojść do porozumienia w ciągu jednego popołudnia, to żadnego biznesu z tego nie będzie, i traci zaufanie do partnera – powiedział Sommer. – Tymczasem, jak wynika z naszych doświadczeń (Kofola kilka lat temu przejęła polską firmę Hoop – red.), droga do osiągnięcia porozumienia z polskim biznesmenem jest skomplikowana, kręta, ale możliwa – dodał.

Trudna współpraca

Podczas badań zapytano respondentów także o to, jak postrzegaliby przedstawiciela innej nacji w roli swojego szefa lub współpracownika. – Generalnie odpowiedzi były pozytywne. Polacy znowu jednak są zdecydowanie bardzo przyjaźnie nastawieni do Czechów, a Czesi nieco sceptyczni wobec Polaków – zauważyła Agnieszka Łada.

Zdarza się jednak i inaczej. – Gdy przejęliśmy firmę Hoop, bardzo mała – może dziesięcioosobowa – grupka pracowników jednoznacznie zadeklarowała, że nie będzie pracować w przedsiębiorstwie należącym do Czechów – wspominał René Sommer. Analogiczne sytuacje zdarzały się zresztą także po przejęciu czeskiego Unipetrolu przez Orlen.

Generalnie jednak to Polacy mają lepszą opinię o czeskiej gospodarce, a Czesi gorzej postrzegają naszą. A pytano m.in. o organizację pracy, biurokrację i korupcję. Respondentów pytano również o to, czy w sąsiednim kraju opłaca się inwestować. – To było pytanie po części o obawy, po części o zarobki – wyjaśniła przedstawicielka ISP. I znowu zarówno Czesi, jak i Polacy zgodnie twierdzili, że inwestycje w Niemczech są opłacalne. Polacy lepiej oceniają inwestycje w Czechach niż Czesi w Polsce. – Niepokojące jest to, że jest więcej Czechów, którzy uważają inwestycje w Polsce za nieopłacalne, niż tych, którzy są przeciwnego zdania – dodała Łada.

Spora grupa mieszkańców Czech ciągle uważa, że polskie inwestycje nie są dla nich korzystne. Odsetek Polaków, którzy mają podobne zdanie o inwestycjach Czechów w naszym kraju, jest mniejszy. Wszyscy dyskutanci zgodnie stwierdzili jednak, że jest to raczej wynik generalnej oceny kraju niż pogląd oparty na rzeczywistym doświadczeniu.

Lepsi czy gorsi?

Z postrzeganiem zagranicznych inwestycji, związane jest również pytanie o to, jak funkcjonują gospodarki naszych sąsiadów. Chodzi m.in. o to, gdzie więcej się pracuje, gdzie jest wyższy standard życia itd. Wyniki ankiet pokazują jednoznacznie, że każdy z badanych narodów najlepsze zdanie ma o samym sobie. W szczególności jeśli chodzi o pracowitość. Zarówno Polacy, jak i Czesi przyznają, że dużo pracują również Niemcy.

– Bardzo ciekawe wnioski wypływają z odpowiedzi na pytanie o standard życia. Powszechna jest opinia, że najwyższy jest on w Niemczech. Czesi uważają, że lepiej żyje się u nich niż w Polsce. Polacy zgadzają się z tą opinią: standard życia u siebie oceniają niżej niż w Czechach – stwierdziła Agnieszka Łada. – A odpowiedzi na tego typu pytania są kluczowe dla relacji biznesowych – dodała.

Zwróciła przy tym uwagę, że to media i kreowany przez nie wizerunek, a nie osobiste kontakty wpływają na to, co ludzie myślą o firmach z sąsiednich krajów.

A co utrudnia zdobywanie bezpośrednich doświadczeń? – Czesi uważają, że w inwestycjach za granicą przeszkadza im biurokracja w ich własnym kraju. To samo o swoim państwie i jego biurokracji sądzą Polacy. Stąd wniosek dla instytucji państwowych zarówno w Czechach, jak i w Polsce: jeśli chcecie, aby zagraniczne inwestycje napływały szerszym strumieniem, musicie walczyć z biurokracją. To ona jest największą przeszkodą – podsumowała Agnieszka Łada. – Znaczącą barierą dla Czechów jest także brak zaufania do Polaków. Bo zaufanie buduje się właśnie dzięki wzajemnej sympatii – przyznała badaczka.

Potrzeba zbliżenia

– Co zrobić, żeby poprawiać wzajemne relacje? Inwestować w kontakty. Z badań wynika wyraźnie, że intensywniejsze kontakty poprawiają postrzeganie się społeczeństw – powiedziała przedstawicielka Instytutu.

Na komunikację wskazywał także prezes Unipetrolu. W jego przekonaniu w komunikacji najważniejszy jest język. – Polscy przedsiębiorcy działający w Czechach powinni się starać nauczyć czeskiego – powiedział.

– Zgadzam się: lepiej, gdy Polak mówi po czesku, bo to oznacza, że nie uważa się za wielkiego pana, do którego wszyscy wokół powinni się dostosowywać i mówić w jego języku – potwierdził znawca Czech Mariusz Szczygieł. Dodajmy, że wszyscy uczestnicy debaty, w tym także Polacy, mówili po czesku.

Świtajewski wskazywał również na to, że Polacy przybywający do Czech muszą szanować tamtejszą kulturę. Zresztą, jak stwierdzili także inni dyskutanci, jest wiele rzeczy, które nasze oba narody mogą czerpać od siebie. – Polacy od Czechów mogliby wziąć rezerwę czy nawet sceptycyzm wobec autorytetów. Czesi od Polaków otwartość i gotowość do przemieszczania się, choćby w poszukiwaniu pracy – wskazał Král.

Świtajewski z kolei przypomniał, że Czesi od niedawna skutecznie walczą z szarą strefą na rynku paliw. – Z tym samym problemem borykamy się w Polsce, gdzie potrzebne byłoby wprowadzenie regulacji wzorujących się na czeskich rozwiązaniach – powiedział szef Unipetrolu.

René Sommer z Kofoli ma inne doświadczenia. – Wchodząc do Polski, musieliśmy się nauczyć, jak działać, będąc firmą giełdową, bo Hoop jest notowany na GPW – wspominał. – Polacy nauczyli nas także… świętować. Lubią też chwalić się sukcesami i je pokazywać. Wtedy świętują, co bardzo ważne, wszyscy razem, cała firma. To ważne w budowaniu zespołu, który jest gotowy do realizacji ambitnych celów – dodał Sommer.

Autor: Bartłomiej Mayer

Artykuły z: Dziennik Gazeta Prawna

Wagony miłości to istna klapa!

Seznamovací vagony, Komunikační vagony – w języku czeskim nazw tego przedsięwzięcia jest sporo. W Polsce ciężko znaleźć odpowiednik na te określenia. Ostatnie doniesienia czeskich mediów mogą sugerować, że szukanie polskiego określenia na „wagony miłości” może okazać się zbędne. Projekt okazał się klapą i pewnie niedługo zostanie przerwany.

wagon

To miał być znak rozpoznawczy praskiego metra! Czegoś takiego nie było jeszcze nigdzie. W Meksyku napisano nawet, że prażanie będą uprawiać seks w wagonach metra! Nic podobnego. Nawet rozmawiać ze sobą nikt nie chce.

W każdą sobotę wyjeżdżały specjalne składy metra, w których mieszkańcy Pragi mogli bez skrępowania podrywać siedzącą naprzeciwko osobę bądź nawiązać z nią rozmowę. Nic takiego się jednak nie dzieje.

Komunikační vagony po raz pierwszy wyjechały w listopadzie 2013 roku na linii A. Zaczęto dyskutować czy tego typu inicjatywy mają w ogóle sens. Klęski projektu nikt nie chce komentować. Władze Pragi twierdzą, że jakiś czas to musi przecież działać, a ludzie muszą się do tego przyzwyczaić. Od listopada do stycznia minęło już przecież sporo czasu…

wagon2

Odbijanie piłeczki trwa: W zasadzie tego typu wagony nikomu nie szkodzą. Po co niszczyć coś, co jest nieszkodliwe? – mówi rzecznik prezydenta Pragi.

Można więc stwierdzić, ze Zarząd Transportu Miejskiego (DPP) rozdmuchał sprawę i nie robić nic celem promocji projektu. Do tej pory nie słychać żadnych komunikatów podczas jazdy metrem, a jedynym co przypomina o „wagonach miłości” są plakaty przy wejściach na stacje metra. Po interwencji mediów rzeczniczka DPP stwierdziła, że projekt będzie obserwowany przez pół roku i być może wtedy nastąpią jakieś zmiany.

Najprawdopodobniej skończy się tak, że projekt zostanie zamieciony pod dywan.

wagon3

Więcej: Wagon miłości już jeździ! 

Pierwszy w Czechach prywatny przystanek kolejowy – wprost do browaru!

Właściciel browaru z miasta Varnsdorf na północy Czech został właścicielem pierwszego w tym kraju prywatnego przystanku kolejowego. I to nie byle jakiego, bo postawionego koło browaru!

pivovar1

Trzy lata od swego pomysłu w końcu na stacji Pivovar zatrzymują się pociągi kursujące między Libercem a niemieckim Seifhennersdorfem.

Chciałem, aby ludzie mieli do nas bliżej, aby mogli przyjeżdżać z daleka, na przykład z Liberca – mówi właściciel browaru Kocour Josef Šusta, który jest jednocześnie fanem kolei oraz pociągów.

Budowa przystanku kosztowała go ponad milion koron. Sam zatrudnił tamtejszych pracowników. Walka z biurokracją trwała ponad trzy lata. Pozwolenie na budowę musiał uzyskać od blisko 40 instytucji! Kluczowa była opinia administratora infrastruktury kolejowej Czeskich Kolei, który zarządza tym odcinkiem trasy.

pivivar2

Josef Šusta kocha dwie rzeczy: piwo oraz koleje. Na podwórzu browaru postawił dwa wagony zakupione z Moskwy, odnowił je i służą teraz jako hostel. Właściciel browaru ma w planach uruchomienie turystycznego pociągu po zarośniętej już trawą linii Varnsdorf – Eibau.

Kolejna prywatna stacja kolejowa powstała w Jihlavie. Jej właścicielem jest fabryka Bosch, która budując przystanek chciała ułatwić dojazd do pracy swym pracownikom.

W Polsce swoją prywatną stację kolejową otworzył deweloper – właściciel osiedla Zacisze-Wilno w Warszawie.

pivo3

Koniec z karami za zerwanie umowy z operatorem

To, o czym pisałem jeszcze niedawno (a za mną powtórzyło kilka innych portali), stało się faktem: operatorzy telekomunikacyjni w Czechach nie mogą nakładać na swych operatorów wysokich kar za zerwanie umów. 

Operatorzy w Czechach muszą zmienić obowiązujące umowy ze swoimi klientami. Zgodnie z rozporządzeniem, w przypadku gdy klient zrywa umowę z operatorem, może dostać karę w wysokości maksymalnie do 1/5 sumy pozostałych do zapłaty opłat.

Jako pierwszy swoje umowy zmieni T-Mobile (28 stycznia). Kolejni będą Vodafone oraz Telefonica. Ci ostatni zrobią to 8 lutego. Według Czeskiego Urzędu Telekomunikacyjnego zmiany miały obowiązywać już od momentu ogłoszenia nowelizacji ustawy czyli od sierpnia. Operatorzy wykorzystali jednak ten czas na informowanie swoich abonentów o wprowadzanych zmianach.

t-mobile

Oznacza to, że klienci wszystkich operatorów w terminie od sierpnia 2013 do teraz mogli wypowiedzieć umowę bez jakichkolwiek sankcji w związku z niewypełnianiem postanowień ustawy.

Czeski Urząd Telekomunikacyjny jest przeciwny podpisywaniu długotrwałych umów z operatorami. Działania urzędu mają zakończyć obietnice zaoferowania niższych cen usług w zamian za długą umowę. Ceny usług na coraz bardziej konkurencyjnym czeskim rynku są niezwykle zmienne.

W Republice Czeskiej działa w tej chwili ponad 14 milionów aktywnych kart SIM.

Symboli jakości w Czechach jest za dużo

Polska ma swoje logo „Teraz Polska”, które od lat kojarzy się Polakom z jakością. Otrzymują je tylko zaufane marki. O ile w naszym kraju jest jedno rozpoznawalne logo, o tyle w Czechach jest ich kilka. Nadmiar tych symboli wywołuje niezły chaos. 

To tylko kilka z ponad tysiąca tego typu znaków.
To tylko kilka z ponad tysiąca tego typu znaków.

Czesi, tak bardzo uczuleni na jakość polskich tanich produktów, postanowili za wszelką cenę pokazać, że najlepsze jest tylko to, co czeskie. Tak oto nawymyślali różnego rodzaju symboli, które każdemu kupującemu  mają uświadomić, że kupując mleko z konkretnym logo, ma się pewność, że pochodzi od czeskiej krowy, która żarła czeską trawę.

Jakość, Potrawa regionalna, regionalna marka, marka chroniona przez EU, Czeska portawa, BIO produkcja z Czech, Wiem, co jem.. I tak można by wymieniać w nieskończoność. Na przykład logo z napisem „Český výrobek” używają aż trzy firmy. Każda z nich ma inne kryterium oznaczania produktów i nawet ludzie z branży spożywczej nie mogą się połapać w tych kryteriach.

Naliczyłem ich ponad czterdzieści. Nadmiar logo powoduje jedynie zamieszanie. Przesyt tych znaków daje efekt odwrotny do zamierzonego – mówi Petr Havel, analityk rynku.

Sieć sklepów Kaufland ma w swojej ofercie produkty jedynie z dwoma oznaczeniami właśnie po to, by Czech podczas zakupów nie zgłupiał. Jak podaje serwis idnes.cz, wszystkich logo sygnujących czeskie pochodzenie i jakość jest w sumie tysiąc (!). Państwo czeskie wykłada z kasy podatników ponad 250 milionów koron na promocję dwóch oznaczeń: Klasa (K – 200 mln) oraz Regionalni potravina (50 mln).

Jak się okazuje jedynie kilku przedsiębiorstwom udało się zwiększyć obroty dzięki umieszczeniu takiego logo. Szef Mleczarni Valašské Meziříčí Zdeněk Bukovjan rzekł, że choć jego firma miała prawa do używania logo Klasa, nie używało go wcale ze względu na zbyt duży koszt wymiany etykiet oraz opakowań.

Smaczku w tej sprawie dodaje fakt, że praktycznie nie może być mowy o zupełnie „czeskich produktach”, gdyż według przepisów 50-70 proc. surowców musi być z Republiki Czeskiej, reszta składu może być z importu (na przykład z tańszej Polski). Także wszelkie oznaczenia typu: Český výrobek Potravinářské komory, Czech Made albo Česká kvalita nie dają gwarancji, że jemy czekoladę z czeskiego mleka czy knedlik z czeskich ziemniaków.

Jedyna w Czechach państwowa cukiernia

Czerwoną cukiernię blisko metra Pražského povstání mija codziennie tysiące ludzi. Większość z nich nie wie, że przechodzi obok jedynej w Republice Czeskiej państwowej cukierni. Dlaczego jest taka wyjątkowa i co oferuje swym klientom?

cukrarna1

Słodkie specjały takie jak Kremole kupimy tam za 16 koron. Z kolei koňaková špička kosztuje jedynie 17 koron. Są to bardzo dobre ceny. Choć często do kasy ustawia się ogromna kolejka, cukiernia jest stratna. Nie ma obaw, że zostanie zamknięta, gdyż jej pracownicy są odpowiedzialni za produkcję słodkości dla 5,5 tysiąca strażaków, policjantów i strażników miejskich. Samo pomieszczenie znajduje się w rządowym budynku i to właśnie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych je dotuje.

cukrarna2

Tysiące deserów i ciastek jest rozwożonych codziennie do w sumie 30 stołówek służb porządkowych. Tylko 25 proc. słodkości jest sprzedawana w cukierni. Jak wynika z danych Ministerstwa, gdyby to pozbyło się cukierni oraz wspomnianych stołówek, mogłoby oszczędzić sto milionów koron. Myślano nawet o odstąpieniu tych miejsc prywatnym firmom. Nic z tych planów jednak nie wyszło.

cukrarna

Czesi wstydzą się tego, jak mieszkają

Podczas świąt Bożego Narodzenia Czesi przyjmowali w swych domach rodziny i znajomych. Bank Raiffeisen przeprowadził z tej okazji ankietę dotyczącą warunków życia Czechów i tego, czy są zadowoleni z poziomu swego życia. Jak się okazuje 55 procent badanych odpowiedziało, że wstydzi się za to, jak żyje.

Pokój przeciętnego Czecha
Pokój przeciętnego Czecha

Ankieta pokazała, że najbardziej wstydliwymi pomieszczeniami są kuchnia i łazienka. Czesi chcieliby aby ich kuchenne meble bądź armatura łazienkowa były nowsze i bardziej nowoczesne. Ośmiu na dziesięciu Czechów przyznało, że czułoby się lepiej, gdyby podczas wizyty goście mogli oglądać te pomieszczenia po remoncie.

Jedynie 29 procent badanych jest dumnych z tego, w jakich warunkach żyją. Ponad połowa respondentów stwierdziło, chciałaby mieszkać w ładniejszym mieszkaniu. 28 proc. z badanych zastanawia się nad tym, czy ich mieszkanie jest dostatecznie wysprzątane, a kolejne 27 procent wstydzi się starych mebli – tak wyniki badań komentuje rzeczniczka banku Raiffeisen Jitka Jechova.

graf1To gdzie się spotkać, jeśli nie w mieszkaniu?

Jeżeli Czech musi się z kimś spotkać, najchętniej wybierze tzw. neutralny grunt (44 proc. odpowiedzi). Z kolei 40 proc. badanych zaprosi znajomych do swego mieszkania. Specjaliści komentują, że tego typu postawy mogą prowadzić do ochłodzenia stosunków koleżeńskich.

Co jeśli Czech wybierze się do nas w odwiedziny?

Czesi krytycznie patrzą nie tylko na swoje mieszkanie, ale i na dobytek innych. Aż dwie trzecie z badanych podczas wizyty u znajomych krytycznie patrzy na ich mieszkanie i doszukuje się tego, co mogli by zmienić i ulepszyć. Jak się okazuje 48 proc. Czechów myśli o remoncie swego domu jedynie w przypadku, gdy sami znajdują się w odnowionym mieszkaniu kolegi.

Co by tu polepszyć?

Jedynie 25 proc. badanych stwierdziła, że w swym otoczeniu nie potrzebuje niczego zmieniać i unowocześniać. O ile najbardziej palącymi są pokój, łazienka czy kuchnia, o tyle niezadbany ogród, niewyremontowany gabinet czy pokój dziecięcy nie martwią tak bardzo.

graf2

To dlaczego nie zrobimy remontu?

W braku funduszy Czesi najczęściej upatrują brak możliwości przeprowadzenia remontu swego mieszkania. Takie jest zdanie 34 proc. ankietowanych. 30 proc. Czechów taki remont w najbliższym czasie planuje. Reszta po prostu nie chce w najbliższym czasie nic remontować lub nie ma na to czasu.

Pokój przeciętnego Czecha
Pokój przeciętnego Czecha

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑