Polskim kandydatem do amerykańskiej Nagrody Akademii Filmowej jest film Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei”. O Oscara w kategorii „najlepszy film zagraniczny” powalczy jednak też Agnieszka Holland. „Gorejący krzew” w jej reżyserii zgłosiła do nagrody Czeska Akademia Filmowa i Telewizyjna CFTA
Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej musi jeszcze potwierdzić, czy film spełnia reguły konkursu. Nie wolno bowiem zgłaszać do Oscara filmów, które wcześniej były udostępniane w telewizji lub internecie. Jak zaznaczyła Rekova, według wynajętych przez CFTA prawników emitowanego wcześniej serialu nie można utożsamiać z filmem.
– Po raz pierwszy w historii do oscarowej rywalizacji skierowano z Republiki Czeskiej film, którego reżyser nie jest narodowości czeskiej. Nominowana trzy razy do Oscara polska reżyserka Agnieszka Holland ma do istotnego momentu czeskiej historii bliski stosunek, ponieważ w dobie okupacji Czechosłowacji przez wojska Układu Warszawskiego studiowała na praskiej uczelni filmowej FAMU – zauważyła Rekova.
W rozmowie z PAP Agnieszka Holland nie kryła radości. – O tym, jak wspaniale przyjęto w Czechach naszą pracę, świadczy to, że moi czescy koledzy wybrali ją jako najlepszą swoją produkcję, mimo że jestem Polką – podkreślała. Dodała też, że rywalizacja o Oscara z filmem Andrzeja Wajdy, to „dobry znak dla polskiego kina”.
Gdyby opinia czeskich prawników nie przekonała amerykańskiej Akademii i okazało się, że „Gorejący krzew” nie spełnia kryteriów do nagrody, zastąpiłby go film, który w głosowaniu CFTA zajął drugie miejsce. Są to „Don Juani” znanego czeskiego reżysera Jirzego Menzla.
86. ceremonia rozdania nagród amerykańskiej Akademii Filmowej odbędzie się 2 marca 2014 r. w Los Angeles. Lista nominowanych do Oscarów w poszczególnych kategoriach – którzy wyłonieni będą spośród kandydatów – zostanie ogłoszona 16 stycznia.
Dzielnicowy z Komisariatu Policji w Krzyżanowicach zatrzymał młodego obywatela Republiki Czeskiej, który w Raciborzu dokonał podwójnej kradzieży.
Do zdarzenia doszło w dniu 20 września przed godziną 10.00 wtedy to raciborska policja otrzymała zgłoszenie o kradzieży paliwa na stacji paliw przy ulicy Jana Pawła na kwotę 359 złotych przez kierującego samochodem jeep koloru srebrnego. Informacje tą niezwłocznie drogą radiową przekazał oficer dyżurny raciborskiej komendy policji. Dzielnicowy z Komisariatu Policji w Krzyżanowicach będący w trakcie kontroli swojej dzielnicy w miejscowości Borucin ul. Kopernika zauważył pojazd odpowiadający opisowi podanemu w komunikacie dotyczącym kradzieży paliwa. Natychmiast zareagował i zatrzymał pojazd do kontroli drogowej. Pojazdem podróżowało dwóch obywateli Republiki Czeskiej. Dzielnicowy w trakcie kontroli w pojeździe ujawnił komplet tablic rejestracyjnych, które kilka minut temu również zostały skradzione w Raciborzu przy ul. Opawskiej z samochodu osobowego. W trakcie dalszych czynności do podwójnej kradzieży paliwa i tablic rejestracyjnych przyznał się 20-letni Czech. Za popełnione przestępstwo 20-latkowi grozi nawet 5 lat pobytu w więzieniu.
Polski odcinek kanału ma mieć swój początek w okolicach Kędzierzyna-Koźla i prowadzić wzdłuż Odry aż do Krzyżanowic przy granicy czeskiej. Kolejny fragment prowadziłby przez terytorium naszych południowych sąsiadów, a swój koniec miałby w Wiedniu bądź Bratysławie.
– Czesi już od wielu lat marzą o własnym porcie nad Bałtykiem – mówi BohdanTomaszek, były wojewoda opolski, a dziś doradca prezydenta Kędzierzyna-Koźla ds. gospodarczych. – Już nawet mają podpisane listy intencyjne z portem w Szczecinie.
W Kędzierzynie-Koźlu zorganizowano wczoraj konferencję dotyczącą rozwoju żeglugi na Odrze, którą zdominowała sprawa budowy kanału. Wiceprezes czeskiego Żeglarstwa i Dróg Wodnych Petr Forman przyznał, że Czesi przygotowali już tzw. studium wykonalności. Taki dokument wskazuje na to, czy inwestycja jest w ogóle możliwa do realizacji i czy się opłaca. Wynika z niego, że tak.
– Tym są bardzo zainteresowani przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność na terenach przylegających do Odry – mówił Petr Forman. Pieniądze na tę inwestycję, której budowa może pochłonąć nawet kilkadziesiąt miliardów euro, mają pochodzić m.in. z UniiEuropejskiej.
Ma ona jednak sens tylko wówczas, jeżeli zostanie zmodernizowana odrzańska droga wodna z Koźla do Szczecina. I tu jest problem. Szlak ten nie został bowiem wpisany w do transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T. A to oznacza, że nie możemy się starać o gigantyczne fundusze unijne na jego rozwój.
Władze Polski godzą się jedynie na to, żeby Odra osiągnęła na całym odcinku III klasę żeglowności. Oznacza to, że ma być gotowa do żeglugi statków do 1000 ton. Z kolei Unia chce dofinansowywać te szlaki, które mają IV i wyższą klasę (od 1500 ton w górę). To oznacza konieczność przebudowy niektórych mostów, śluz itd. Szacuje się, że doprowadzenie do IV klasy może kosztować około 18 miliardów złotych, tymczasem do klasy III „zaledwie” 6 mld zł.
Błędne jest przekonanie polskich turystów o tym, iż w Republice Czeskiej można legalnie spożywać alkohol pod gołym niebem. Jak się okazuje, zakaz picia piwa pod chmurką obowiązuje już w 459 miejscach czeskiej stolicy. Teraz władze miasta zdecydowały, że liczba ta ma się zwiększyć o połowę.
Nowela ustawy przewiduje, że od 3 października nie można pić alkoholu aż w 837 miejscach Pragi! Tym razem zakaz objął nie tylko turystyczne szlaki, ale również place zabaw dla dzieci, boiska a nawet przystanki.
Zakaz picia również w Brnie
Zakazowi spożywania alkoholu w miejscach publicznych przyklaskuje coraz więcej czeskich miast. W obecnej chwili jest ich ponad 300. Głośnym echem w mediach odbiła się sprawa zakazu picia piwa przez Polaków w Czeskim Cieszynie. Wiadomo – Polacy korzystając z bliskości granicy nadmiernie pili piwo u czeskiego brzegu Olzy, co nie spodobało się włodarzom czeskiej części miasta. Czeski Cieszyn jako trzecie miasto w Republice wprowadziło podobne rozwiązanie.
Teraz do akcji włączyło się również Brno. Miejscami wolnymi od pijących piwo pod chmurką mają być turystyczne szlaki a także niektóre części dzielnicy Brno-střed.
Tysiąc koron mandatu
Jeżeli jednak, drogi turysto, skusisz się na picie zimnego Pilsnera pod gołym niebem, możesz zapłacić mandat w wysokości tysiąca koron. Podobno strażnicy miejscy mają być ostrzejsi – tolerowane do tej pory picie piwa na Strzeleckim Ostrowie ma zniknąć. Odmowa przyjęcia mandatu może skutkować wszczęciem postępowania administracyjnego z karą grzywny do 30 tys. koron.
Zakaz picia alkoholu na terenie miasta stołecznego Pragi obowiązuje:
w promieniu 100 metrów od stacji metra;
w promieniu 100 metrów od szkół i obiektów szkolnych;
w promieniu 100 metrów od ośrodków zdrowia;
na placach zabaw i piaskownicach;
okolicach dworców i przystanków autobusowych.
Zakaz nie dotyczy:
ogródków restauracyjnych;
miejscach, gdzie jest zezwolenie na sprzedaż alkoholu;
miejscach imprez zbiorowych, gdzie jest pozwolenie na sprzedaż alkoholu.
Pełna lista miejsc, w któyrch obowiązuje zakaz picia alkoholu TUTAJ
Chińskie miasto Xijuxiang na wschodzie kraju ma nową atrakcję – idealną kopię praskiej telewizyjnej wieży. Cała budowa trwała niespełna dwa miesiące i zakończyła się oczywiście instalacją Maluchów Dawida Czarnego.
Kopiowanie zabytków wśród Chińczyków to nic nowego. Wcześniej dokonano już podróbek wieży Eiffla, włoskiej Wenecji a nawet austriackich wsi. Jednak władze wspomnianego powyżej miasta postanowiły pójść o krok dalej i inspirując się listą Najbrzydszych Budynków Świata (praska wieża zajmuje na tej liście 4. miejsce) wybrała na swą nową turystyczną atrakcję żiżkowski symbol.
Urzędnicy dzielnicy Praha 3 są bardzo zadowoleni z chińskiej inicjatywy. Pomysł nie spodobał się za to Dawidowi Černemu. Wieża kosztowała dwa miliardy dolarów. Kasę wyłożył chiński rząd, któy w okolicach miasta planuje postawić pozostałe 24 najbrzydsze budowle świata.
Wyższe pensje, lepsza opieka socjalna, a do tego blisko do domu i podobny język – to największe atuty pracy u naszych południowych sąsiadów. Coraz więcej Polaków, szczególnie tych z przygranicznych miejscowości, wybiera czeskie fabryki i sklepy jako miejsce swojego zatrudnienia.
Od wejścia Polski do Unii Europejskiej liczba Polaków wyjeżdżających do pracy w Czechach wzrosła do 40 tysięcy
– W ubiegłym roku do pracy w Czechach rekrutowano m.in. spawaczy, górników, tokarzy, frezerów, elektryków, telemarketerów (w przypadku tej pracy znajomość języka jest konieczna), personel hotelowy (pokojówki, kelnerów, recepcjonistów, kucharzy, a nawet pracowników administracyjnych). Nieliczne oferty były przeznaczone dla specjalistów ds. marketingu. Szukały ich głównie spółki działające w obu krajach: Polsce i Czechach – wyjaśniał na portalu Czechofil.com jeden z pracowników dużej agencji zatrudnienia.
Dla miłośników samochodów
Czechy to dobry kierunek wyjazdu dla osób zainteresowanych branżą motoryzacyjną. Można się tam zatrudnić m.in. w fabrykach Škody, Toyoty, Peugeota Citroëna czy Hyundaia. Według najnowszych danych pracodawcy, średnie wynagrodzenie w Škodzie wynosi 40 tys. koron (ok. 6,4 tys. zł) miesięcznie.
O pracę nie jest też trudno w fabrykach Siemensa czy Panasonica. Najwięcej ofert dla Polaków pochodzi z Ostrawy i Pragi. W stolicy jest też najdrożej, dlatego wyjazd opłaca się głównie w przypadku specjalistycznych, dobrze płatnych stanowisk.
W regionie przygranicznym, gdzie brakuje rąk do pracy, w specjalistycznych zawodach lub fabrykach wystarczy niekiedy znajomość języka angielskiego lub tylko języka polskiego. W większości branż warto jednak znać chociaż w komunikatywnym stopniu język czeski.
Darmowy posiłek na zachętę
Od wejścia Polski do Unii Europejskiej liczba Polaków wyjeżdżających do pracy w Czechach wzrosła do 40 tysięcy. Wzrosło tam też bezrobocie – wynosi ono obecnie 7,2 proc. To wciąż wskaźnik o połowę niższy niż w Polsce, lecz nie liczmy na szybkie znalezienie tam lukratywnej posady.
– Polacy z zachodu Polski od lat chętnie przyjeżdżają do nas do pracy – mówi Maria Mazarikowa, właścicielka szwalni w okolicy Nachodu. Dodaje: – Nowością jest dla nich nasz pakiet socjalny – fabryki często oferują za darmo posiłki i napoje, bony żywieniowe lub mleko dla dzieci. Zarobki są nieco wyższe niż w Polsce, tak jak ceny. Najbardziej opłaca się więc pracować w Czechach, a zakupy robić w Polsce. Praktykuje to wiele osób.
Choć jeszcze kilka lat temu to my jeździliśmy do Czech na zakupy, teraz jest odwrotnie. Polskie ceny są na poziomie 60 proc. unijnej średniej, czeskie – 82 proc. Czynsze są jednak podobne – w Warszawie i Pradze kawalerkę można wynająć od około 1,1 tys. zł miesięcznie, a na prowincji już za 400 zł.
Średnia płaca w Czechach to około 25 tys. koron, czyli nieco ponad 4 tys. zł brutto. Według danych firmy Sedlak&Sedlak, wśród popularnych zawodów w Czechach najwięcej zarabiająkierowcy(ok. 6,6 tys. zł) i specjaliści (ok. 5 tys. zł). Pracownicy zatrudniani do prostych prac zarabiają około 2,2 tys. zł brutto.
Porównując dane Czeskiego Urzędu Statystycznego i GUS, możemy zauważyć, że w niektórych branżach u naszych południowych sąsiadów zarobimy więcej. Tak jest m.in. w przypadku branż telekomunikacyjnej, przemysłu, handlu, naprawy aut i przetwórstwa przemysłowego. Jednak już w gastronomii, nieruchomościach i górnictwie to Czesi zarabiają mniej.
Realizm jest w cenie
Powtarzana na internetowych forach rada dla osób poszukujących w Czechach pracy brzmi: bądźmy realistami w swoich oczekiwaniach. Jeśli znamy dobrze język czeski, to możemy znaleźć zatrudnienie łatwiej niż w Polsce i być może za nieco lepsze wynagrodzenie. Jednak osoby, które nie mówią w tym języku, nie mogą liczyć na łatwy start.
Warto skierować swoje kroki do sprawdzonej agencji pracy specjalizującej się w wyjazdach zarobkowych do tego kraju. Jest ich wiele, np. CPL Jobs, Budvar, Work Service czy InterKadra. Aktualnie poszukiwani są tam m.in. kierowcy TIR-ów, doradcy klienta z językiem niemieckim do Brna, operatorzy produkcji foteli samochodowych czy inżynierowie serwisu robotów udojowych – od tych ostatnich nie wymaga się znajomości języka czeskiego, ale angielskiego i/lub rosyjskiego.
ILE MOŻNA ZAROBIĆ W CZECHACH?
programista – 6 tys. zł kierowca – 6,6 tys. zł pracownik biurowy – 3,4 tys. zł księgowy – 3,2 tys. zł sprzedawca – 2,4 tys. zł ogrodnik – 2,7 tys. zł monter maszyn – 3,3 tys. zł budowlaniec – 3,5 tys. zł
Praskie MHD chce podnieść kary za jazdę na gapę. Od stycznia kara za jazdę bez ważnego biletu w komunikacji miejskiej w Pradze ma wzrosnąć z obecnych 1000 do 1500 koron.
W ostatnich latach przybyło gapowiczów, ponieważ według rzecznika praskiego MHD wysokość kary nie jest adekwatna do ceny biletu. W przyszłości kara ma wynosić:
z obecnych 1000 koron do 1500;
gdy mandat zapłaci się do 15 dni od daty jego wystawienia, kwota wynosić będzie 1000 koron (wcześniej 800).
W tym roku „kanarzy” rozdali już 280 139 mandatów, na łączną kwotę 132,6 miliona koron. Praskie MHD rocznie przewozi 1,22 miliarda pasażerów: 589 miliona metrem, 324 tramwajami i 316 autobusami.
Zimne miesiące oraz powodzie – to główne przyczyny spadku sprzedaży piwa w Czechach w pierwszym półroczu tego roku. O dziwo, to co jeszcze niedawno było ogłoszone hitem, teraz stało się kulą u nogi czeskich browarów – owocowych piw nikt już pić nie chce.
Gdy w maju pisałem wpis o tym, że piwne lemoniady hitem zdobyły serca Czechów, nie sądziłem, że już we wrześniu rynek przyniesie doniesienia o tym, że sprzedaż wspomnianego specyfiku spadnie aż o 40 procent. Ogólna sprzedaż również nieznacznie spadła, dlatego browary starają się zrekompensować sobie te straty i produkują piwo dla hipermarketów (sprzedawane na przykład dla Tesco jako Tesco Value).
Marzenia właścicieli browarów o tym, że w Czechach produkcja smakowego piwa sięgnie około 10 procent (jak w Niemczech czy Austrii) rozmyły się niczym koszmar po przebudzeniu.
Cięższe czasy nadeszły również dla właścicieli hospod i restauracji. Czesi już mniej chętnie kupują piwo w tego typu miejscach. Zamiast tego wolą kupić to tańsze z hipermarketu. Potwierdza to powyższa grafika.
Dzień Czeskiego Piwa
Jako że piwo w Republice Czeskiej to wręcz dobro narodowe, ponad 800 hospod i restauracji wpadło na pomysł, aby dzień 27 września ogłosić Dniem Czeskiego Piwa. Data nie jest przypadkowa i przypada w przeddzień obchodów Święta Wacława, patrona Czech.
Twórcy Dnia Czeskiego Piwa inspirowali się przede wszystkim obchodami święta Svatomartinského wina, które przyniosły sukces komercyjny. Nowa czeska tradycja czerpie również inspiracje od irlandzkiego Dnia św. Patryka. Za swój cel pomysłodawcy stawiają wzbudzenie w Czechach dumy za ich narodowy napój oraz przybliżenie historii piwa.
Znajomość języków obcych wciąż jest niedostateczna. Ci, którzy ubiegają się o pracę wykazują w swoich CV jedynie znajomość angielskiego na podstawowym i średnim poziomie. Nie dość, że często to o wiele za mało to okazuje się, że znajomość angielskiego nie jest już taką zaletą jak dawniej.
Według właścicielki portalu Profesia.cz Kateřiny Jaroňovej, język angielski nie jest już tak często wymagany jak kiedyś. Dzisiaj co piąta oferta pracy związana jest ze znajomością języka niemieckiego. Jeszcze przed otwarciem rynku pracy Niemcy obawiali się najazdu Czechów na swój kraj, jednak okazało się, że Czesi wcale nie kwapią się do przeprowadzki za ich północno-zachodnią granicę ze względu na słabą znajomość niemieckiego.
Dziś okazuje się, że wciąż chłonny niemiecki rynek potrzebuje czeskich fachowców. Jednak ci wolą zostać w Czechach zamiast uczyć się niemieckiego. Ta postawa dziwi tym bardziej, iż Niemcy to główny partner handlowy Republiki Czeskiej.
Według portalu Profesie.cz szanse na rynku pracy w Czechach ma ten, kto oprócz czeskiego i angielskiego zna dodatkowe języki. Największe zainteresowanie wśród pracodawców budzi obecnie język rosyjski.
Okazuje się, że poziom znajomości języka obcego kandydatów na stanowiska nie odpowiada pracodawcom: gdy w 44% ofert o pracę wymagany jest biegły angielski, to tylko 22% kandydatów deklaruje średnio zaawansowaną znajomość tego języka.
Czeski film o kręceniu filmu. Czeskiego, ale w polskiej koprodukcji. Czyli komedia międzykulturowych nieporozumień, którą można zobaczyć w kinach całej Polski. Ale czy udana?
Niezła zabawa, ale też i krótka rozprawka o różnicach między polskim oraz czeskim poczuciu humoru – jak również o różnicach w stosunku do siebie, życia etc., jakie dzielą nasze, sąsiadujące ze sobą narody. Zaczyna się od tego, że czterech popularnych czeskich aktorów (w Polsce najbardziej chyba znany jest Pavel Liska) postanawia nakręcić film o sobie samych. Przeszłych (wszyscy studiowali razem w tej samej szkole), obecnych, prawdziwych, takich, jakimi widzą ich czeskie tabloidy itd. – gra jest skomplikowana, a mistyfikacja kilkupiętrowa. Ale jak to z produkcją filmu, zwłaszcza pół-prywatnego bywa – zaczyna brakować pieniędzy. Na szczęście (?) zjawia się wówczas polski koproducent (Czeczot), gotów wesprzeć projekt finansowo. Tyle, że producent jest jak klient – płaci i wymaga – i w zamian za poratowanie budżetu stawia określone warunki (np.Kraków ma udawać Brno). I choć dochodzi tu początkowo do wzajemnego bratania się oraz polsko-czeskiego romansu (uznany przez czeskie brukowce za nieuleczalnie chorego Liska i okazująca mu samarytańskie współczucie Zawadzka), współpraca z każdym dniem staje się coraz trudniejsza…
Żywiołem tego filmu jest autoironia. I w planie indywidualnym (aktorzy chętnie nabijają się tu z samych siebie), i zbiorowym (Czesi śmieją się z własnej czeskości). Ale żeby być uczciwym: śmieją się również z nas, z naszej nabożności, kultu Jana Pawła II, nadętej powagi, braku dystansu – czyli raczej stereotypowo (nawiasem mówiąc, mnie się wydaje, że opinia o naszej niezdolności do śmiania się z siebie jest mocno przesadzona: za często braliśmy w d , żeby nie wypracować sobie obronnych mechanizmów auto-deprecjacyjnych). Nie ma jednak co się z tego powodu obrażać, bo obstrzał idzie tu we wszystkich kierunkach i nie oszczędza się nikogo (z tytułu katolicyzmu np. bardziej obrywają Morawianie).
Mam słabość do tego rodzaju wariackich, częściowo improwizowanych produkcji, co nie oznacza jednak bezkrytycznego zachwytu. Po pierwsze, z moich własnych doświadczeń z planu filmowego i jego okolic wynika, że jest tam w rzeczywistości znacznie śmieszniej. To praktycznie komediowy samograj, a tu sytuacji naprawdę komicznych, ale takich do głośnego śmiechu, jest raczej niewiele, przeważa chichocik. Po drugie, często materią komiczną jest osobiste życie wykonawców: dobrze zapewne znane czeskim widzom, polskim nie, co niektóre żarty czyni nieczytelnymi. Po trzecie, film jest przynajmniej o 20 minut za długi – przydałby mu się jakiś montażysta bez serca, do którego nie przemawiałyby argumenty typu: „a czy nie szkoda…?”. Myślę, że widzom przynajmniej kilkunastu scen szkoda by nie było.
To już ponad dwa lata kiedy odbył się we Wrzeniu Świata I Zlot Czechofilów. Pamiętam ten dzień jak dziś: wypełniona po brzegi sala, zachłanni wiedzy i siebie nawzajem uczestnicy oraz wyśmienici goście. Ten dzień był wyjątkowy również dla Michała oraz Eweliny – to właśnie Zlot szczęśliwie połączył ich drogi.
Michał i Ewelina
26 marca 2011 podczas spotkania, w ramach rozluźnienia atmosfery każdy miał za zadanie powiedzieć kilka słów o sobie. Uczestnikami Zlotu byli ludzie praktycznie z każdego miejsca w Polsce. Nic tak nie łączy jak wspólna pasja – w tym wypadku Czechy i wszystko co czeskie. Okazało się, że do obgadania jest tyle rzeczy, że zabrakło nam czasu i gdy zamknięto Wrzenie udaliśmy się na piwo do Czeskiej Baszty. Tam już w mniej oficjalnej atmosferze naradzały się znajomości. Niektóre przetrwały do dziś.
Ale dla pewnej dwójki ludzi ten dzień to był początek czegoś głębszego. Zwykła znajomość przerodziła się w uczucie. Przetrwali trudności związane z mieszkaniem w dwóch odrębnych miastach i na szczęście teraz mieszkają już razem. Uznałem, że ich historia jest na tyle interesująca, abym mógł ją Wam opowiedzieć. Jest to dla mnie jakby symbol, bo uczucie pomiędzy dwoma czechofilami wzrastało równolegle z liczbą wpisów na blogu i moim zapałem do jego pisania.
On pracuje w Warszawie, ona studiuje bohemistykę w Opolu. Jeżdżą do siebie i odwiedzają co jakiś czas. Po trzech miesiącach od Zlotu dochodzą do wniosku, że chcą być razem mimo przeciwności losu. Michał po jakimś czasie dochodzi jednak do wniosku, że tęsknota za Wrocławiem jest silniejsza i wraca do rodzinnego miasta. Teraz jest bliżej Eweliny, wszak Opole to tylko godzina drogi pociągiem. Po czasie Ewelina podejmuje decyzję, że ostatni rok studiów spędzi na wrocławskim uniwersytecie. Odkąd Michał i Ewelina zamieszkali razem, mają podwójną motywację aby zajmować się czeskimi pasjami.
W zeszłą sobotę wybrałem się do Wrocławia specjalnie po to, by się z nimi spotkać. Życzę im, by ich szczęście wzrastało wraz z pojawianiem się kolejnych wpisów na blogu!
PS: Kolejny mini zlot czechofilów już 24 października – kogo tym razem połączy wspólna pasja?
We wrześniu trzy lata temu wpadłem na pomysł, aby zacząć pisać bloga na temat życia w Republice Czeskiej. Wtedy mieszkałem jeszcze w Ostrawie i bacznie obserwując czeskie zwyczaje, zacząłem je opisywać. Nikt wtedy nie sądził, że z pozoru pisanie dla siebie w sieci, przerodzi się w pisywanie dla ogromnej rzeszy moich Czytelników!
Gdy zakładałem bloga brakowało w sieci strony, na której można by było znaleźć nie tylko podstawowe informacje o Czechach, ale również doniesienia o tym, co aktualnie się dzieje za naszą południową granicą. W tej otchłani stron internetowych brakowało takiej, która będzie elementarzem dla każdego czechofila. Postanowiłem wziąć na siebie tę odpowiedzialność i stałem się Waszym przewodnikiem po Republice Czeskiej. Tym samym można też stwierdzić, że blog czechofil.com stał się Waszymi wrotami do Czech.
Kiedy czytam Wasze maile, utwierdzam się w przekonaniu, że warto było zacząć pisać tego bloga. Cieszy mnie każdy Wasz głos, mail czy komentarz. Będę się starać, aby z każdym tygodniem blog stawał się coraz ciekawszy, albo przynajmniej nie tracił na swej wartości.
KONKURS
Wasz odzew na zaproponowany przeze mnie konkurs był bardzo duży! Przypomnieliście mi wiele ciekawych wpisów, które w trakcie tych trzech lat pojawiły się na stronie czechofil.com. Wybór zwycięzcy był bardzo trudny, jednak nagrodę może dostać tylko jeden z Was. Tym razem za „Podróż transgraniczną” książkę otrzymuje Artur! Serdecznie gratuluję!
Wspomnę jeszcze, że trzecie urodziny bloga nie będą obchodzone tylko we wrześniu. Już 24 października spotkamy się wszyscy w Warszawie, aby wspólnie świętować. Szczegóły wkrótce na blogu. Bądźcie czujni i zaglądajcie tutaj!
Umowa na czas określony, zjawisko dobrze znane w Europie, zaczyna być coraz powszechniej stosowana w Republice Czeskiej. Dotąd rzadko z niej korzystano, ponieważ prawo zobowiązywało pracodawców do podpisywania po dwukrotnym zastosowaniu takich umów kontraktów na czas nieokreślony.
Po niedawnej nowelizacji kodeksu pracy zezwalającej na podpisywanie bez ograniczeń kolejnych umów na czas określony należy się spodziewać, że ich liczba gwałtownie wzrośnie (obecnie jest ich 344 000), a za tym pójdą wszelkie konsekwencje, jakie one niosą, m.in. odmowa udzielenia przez bank kredytu.
Lidové Noviny uważają, że ten przepis prowadzi do podziału wśród pracowników i zalecają jego większe uelastycznienie w odniesieniu do wszystkich rodzajów umów.
Informacje o zmianach w kodeksie pracy zbiegły się z ogłoszeniem przez Czeski Urząd Statystyczny informacji o tym, iż Republika Czeska w końcu wyszła z recesji. Gospodarka Czech zanotowała w drugim kwartale bieżącego roku wzrost o 0,6 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem, co oznacza że wyszła z recesji. W porównaniu z drugim kwartałem 2012 roku PKB był jednak niższy o 1,3 proc. Gospodarka Czech kurczyła się od trzeciego kwartału 2011 roku do pierwszego kwartału 2013 roku; była to najdłuższa recesja od czasu rozpadu Czechosłowacji w 1993 roku. Aby stymulować wzrost, bank centralny obniżył w listopadzie zeszłego roku stopę procentową do 0,05 proc.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.