Wojna polsko-czeska?

*Mimo że dopiero co skończyła się II wojna światowa, po obu stronach spornej granicy koncentrowały się wojska gotowe do ataku. Zarówno Czesi, jak i Polacy byli zdeterminowani walczyć o Kłodzko, Zaolzie i Racibórz. Jeśli Stalin miał jakiekolwiek zasługi dla Europy Środkowej, to właśnie niedopuszczenie do nowej wojny na gruzach III Rzeszy. Gdyby nie interwencja radzieckiego przywódcy, niemal na pewno Wojsko Polskie wkroczyłoby do Czechosłowacji*

rola-zymierski-w-cieszynie.jpg

Nieporozumienia pomiędzy Polską i Czechosłowacją nie były żadną nowością. Od 1918 roku spieraliśmy się o Zaolzie, które wpierw zajęli Czesi (wbrew dwustronnym ustaleniom, ale za przyzwoleniem mocarstw zachodnich), a następnie – korzystając z hitlerowskiej aneksji Kraju Sudeckiego – w 1938 roku odbili Polacy. II wojna światowa sprawiła, że spór chwilowo odłożono na bok, ale wystarczyło, że oba kraje odzyskały utraconą państwowość, a na horyzoncie pojawiło się widmo nowego – nieporównanie poważniejszego – konfliktu.
Po pierwsze nie chodziło już tylko o Zaolzie. Do katalogu sporów doszedł podział poniemieckiego Dolnego Śląska oraz temat zwrotu pogranicznych miejscowości zajętych w 1939 roku przez Słowaków. Sytuacji w żadnym razie nie łagodziło przejęcie w Polsce władzy przez komunistów. Wprawdzie chodzili oni na pasku Stalina, ale jednocześnie musieli walczyć o poparcie społeczeństwa. Oddawanie kolejnych terytoriów – w dodatku do całych Kresów Wschodnich – nie mogło im w tym pomóc. Udana walka o poszerzenie granic wręcz przeciwnie.

polska-czechoslowacja-1945.jpg

Więcej:ciekawostkihistoryczne.pl/(…)czy-w-czerwcu-1945-rok…

Emil Hácha

Emil Hácha (ur. 12 lipca 1872, zm. 27 czerwca 1945) – czeski polityk prawicowy, prawnik, prezydent Czecho-Słowacji, a następnie utworzonego przez Hitlera Protektoratu Czech i Moraw. Po wojnie, aresztowany za kolaborację, zmarł w więzieniu.

haha.jpg

Po układzie w Monachium i emigracji prezydenta Edvarda Beneša, Hácha został wybrany na jego następcę 30 listopada 1938 roku. Został wybrany ze względu na swój konserwatyzm i przywiązanie do katolicyzmu, jak również dlatego iż nie był zamieszany w układ, który doprowadził do rozbioru kraju. W czasie nocnego spotkania z Hitlerem i Göringiem z 14 na 15 marca 1939 roku, zagrożono mu zmasowanymi bombardowaniami Pragi. Zmuszono go w ten sposób do podpisania dokumentu akceptującego inkorporację Czech i Moraw do Niemiec, pomimo tego, iż nie skonsultował się w tej sprawie z parlamentem.

Po rozpoczęciu okupacji pozostałości po Czechosłowacji przez wojska niemieckie, 16 marca zachował stanowisko prezydenta, ale w październiku odmówił złożenia przysięgi wierności Hilterowi i przysłanemu z Niemiec Konstantinowi von Neurathowi, tzw. protektorowi Czech i Moraw. Protestował przeciwko polityce germanizacji stosowanej przez Niemców, jednak z marnymi efektami. Współpracował także tajnie z rządem na uchodźstwie Edvarda Beneša.

Sytuacja zmieniła się, gdy uznawany przez Hitlera za nie dość ostrego Neurath został zastąpiony przez Reinharda Heydricha. Hácha stracił jakikolwiek wpływ na sytuację w kraju i stał się „marionetką” sił okupacyjnych. Wielu z jego znajomych i współpracowników zostało aresztowanych (włączając w to premiera Aloisa Eliáša) i rozstrzelanych lub wysłanych do obozów koncentracyjnych. Z powodu kampanii terroru, jaką rozpoczął Heydrich, Hácha twierdził iż kolaboracja jest jedyną drogą zapewnienia pomocy swoim rodakom.

Zgodnie z twierdzeniami powojennych historyków, Hácha nie był już w tym czasie odpowiedzialny za swe poczynania ze względu na kiepski stan zdrowia i kondycję psychiczną. Niemniej jednak, od przynajmniej 1941 roku jego wpływ na politykę niemiecką był bliski zeru. Po zdobyciu przez Rosjan Pragi 13 maja 1945, Emil Hácha został aresztowany i osadzony w szpitalu więziennym, gdzie zmarł 27 czerwca. Został pochowany w nieoznaczonym grobie na praskich Vinohradach.

Przez wielu uważany jest za najbardziej tragiczną postać czechosłowackiej historii, przez innych za uosobienie zdrajcy. Historycy twierdzą, iż był człowiekiem próbującym uratować tak wiele wolności dla swego narodu, jak tylko się dało, przy pomocy kolaboracji z wrogiem.

Barwny opis Hachy przedstawia w swej książce „Pepiki” Mariusz Surosz.

Entropa

pl.jpg

Wchodzę na google.pl i cudowne objawienie – no tak, wszak dziś Polska przejmuje przewodnictwo w Radzie UE.

*Jak poradzili sobie Czesi?*

cz1.jpg

U naszych południowych sąsiadów panuje poczucie straconej szansy. I rzeczywiście, pomimo kilku sukcesów, takich jak mediacja w ukraińsko – rosyjskim kryzysie gazowym, w Europie panuje przekonanie, że nie było to najlepsze sześć miesięcy dla Unii Europejskiej a niektórzy mówią nawet, że czeska prezydencja była najgorszą w historii.

cz2.jpeg

Zwłaszcza przez upadek rządu w czasie prezydencji oraz aferę z Entropą…

cz3.jpg

Entropa – rzeźba czeskiego artysty Davida Černého z 2009.
Praca wystawiona po raz pierwszy w gmachu Rady UE z okazji przewodnictwa Czech w UE. Praca została zlecona i opłacona (Černý otrzymał 50000 euro za wynajęcie pracy UE) przez rząd czeski, którego wymogiem było stworzenie kompozycji, na którą składałyby się pracę autorów z 27 krajów Unii, każda na temat własnego państwa autora. Praca miała ukazywać, że w Unii Europejskiej panuje wolność słowa i nie ma zjawiska cenzury. Powstała instalacja przypominająca model do składania, którego części, w tym wypadku kolejne kraje, przed złożeniem należy wyłamać z zestawu. Praca wywołała kontrowersje między innymi z powodu przedstawienia Bułgarii jako tureckiej ubikacji kucanej, a Holandii jako kraju zalanego wodą, nad której powierzchnię wystają jedynie minarety meczetów. Polskę przedstawiono jako kartoflisko, na którym duchowni wznoszą flagę ruchu LGBT. Parę dni później Černý przyznał, że wszystkie prace powstały w jego pracowni wykonane bądź przez niego, bądź też przez jego współpracowników. Dodatkowo autorzy rzeźb nigdy nie istnieli, a ich życiorysy (oraz ich strony internetowe) zostały stworzone na potrzeby projektu. Wiadomość ta zaskoczyła nawet czeski rząd, poniekąd za instalację odpowiedzialny.

cz5.jpg

Polska – grupa kleru z gejowską flagą stojąca na kartoflisku w postawie przypominającej żołnierzy amerykańskich

Entropa-rectangular.jpg

Cyryl i Metody

W Kościele Prawosławnym Czech i Słowacji święto obchodzone jest 5 lipca wg kalendarza gregoriańskiego.

cyryl.jpg

Cyryl i Metody dużą część swojego życia poświęcili idei równouprawnienia Słowian, zrównania ich z wielkimi narodami ówczesnego świata. Działalność świętych okazała się niezwykle ważna dla kultury Słowian, zapoczątkowując rozwój języka i piśmiennictwa.

pl.wikipedia.org/wiki/Cyryl_i_Metody
cs.wikipedia.org/(…)Cyril_a_Metod%C4%9Bj…

Jan Hus

Hus jest twórcą literackiego języka czeskiego, dla którego stworzył ortografię ze specjalnymi znakami diakrytycznymi. Jego aktywność jako pisarza przyczyniła się do rozkwitu literatury czeskiej; dzięki niemu język czeski stał się w XV wieku najbardziej rozwiniętym językiem słowiańskim i wzorcem dla literackiego języka polskiego.

Kościoły protestanckie uznają Jana Husa za bohatera wiary i męczennika. W Kościołach anglikańskich jest on świętym. Luteranie i anglikanie wspominają życie Jana Husa 6 lipca.

Jan_hus_1.jpg

Hus propagował poprawną wymowę wg wzorca staroczeskiego: protestował przeciwko wymawianiu y jak i oraz ł jak l ; bronił także prawidłowej wymowy długich samogłosek: ó, ú, ý (co nie przyniosło rezultatu).

W dziedzinie fleksji i słownictwa Hus był innowatorem: wprowadził nowe, powszechnie używane, formy odmiany czasu przeszłego. Propagował wyrazy ze słownictwa potocznego, do tego stopnia, że używał ich nawet w swoim tłumaczeniu Biblii (np. Pán zamiast Hospodin). Było to spowodowane demokratycznymi poglądami Husa oraz chęcią dotarcia do jak najszerszych warstw społecznych.

Ogromne znaczenie miało dzieło Husa De orthographia bohemica (1410), które wprowadziło do języka czeskiego proste znaki diakrytyczne (przyjęte następnie przez języki łużyckie, język chorwacki i język słoweński).

Działalność Husa nie ma odpowiednika w historii innych języków słowiańskich: walczył z obcymi wpływami w języku czeskim, dbał o przejrzystość stylu i demokratyzację języka, czyli zmniejszenie różnicy między wersją mówioną i pisaną. Od tego czasu literacką czeszczyzną zaczęły posługiwać się wszystkie warstwy społeczne, w tym husyccy chłopi.

Przez swoją działalność został uznany za heretyka. Głównym tego powodem było negowanie przez Husa boskiego pochodzenia władzy papieży.  6 lipca 1415 został spalony żywcem na stosie poza murami miasta. Umarł śpiewając Kyrie eleison (Panie, zmiłuj się), a heroiczna śmierć umocniła przekonanie o jego świętości i niewinności wśród jego zwolenników. Na miejscu kaźni znajduje się dziś pomnik upamiętniający jego śmierć.

hus.jpg

Śmierć Husa stała się powodem do wybuchu powstania w Pradze, które ogarnęło całe Czechy i stało się początkiem wojen husyckich.

Ukształtował się również w Czechach odrębny Kościół taborycki (mimo iż nie było to bezpośrednim zamiarem Husa), który udzielał wiernym komunii pod dwiema postaciami i który uznał Husa i Hieronima z Pragi za męczenników, a następnie stopniowo stworzył doktrynę podobną do późniejszego kalwinizmu. Wyznawcy tego Kościoła to znani w Polsce, Niemczech i wielu innych krajach bracia czescy (znani później jako bracia morawscy). Kościół husycki odrodził się w Czechosłowacji w 1920, a wspólnoty braci morawskich istnieją w wielu krajach świata. Trwałym skutkiem epoki wojen religijnych pozostał na ogół niechętny stosunek Czechów do Kościoła rzymskokatolickiego.

Monumentalny pomnik Husa (dzieło Ladislava Šalouna) wzniesiono w 1915 na Rynku Staromiejskim w Pradze, w pięćsetną rocznicę jego śmierci. Rocznica spalenia Husa (6 lipca) jest w Republice Czeskiej świętem państwowym i dniem wolnym od pracy.

Janowi Husowi przypisuje się powiedzenie: O, sancta simplicitas – O, święta naiwności – ponoć wypowiedziane przez niego na stosie, a odnoszące się do starej kobiety, która pobożnie pomagała podkładać chrust pod jego stos. Używał też często zaczerpniętego z 3 Księgi Ezdrasza (3,12) zdania Veritas omnia vincit (prawda wszystko zwycięży), które dostało się w skróconej formie na flagę czechosłowackich oraz czeskich prezydentów.

pravda_vitezi.jpg

Przedwieczne stereotypy o Czechach

Jak widzę, ciągle Wam tego tematu mało. Oprócz tego, co już napisałem przedstawię teraz jak postrzegaliśmy naszych sąsiadów (i odwrotnie – jak oni nas widzieli) już w XVII w…

***********************************

Polacy od końca XIV wieku stali się czeskimi sojusznikami dlatego, że oba narody łączyło poczucie wspólnoty wzmocnione podobną motywacją – zagrożeniem z zewnątrz”. W odróżnieniu od okresu średniowiecza, jak również historii najnowszej, czeski obraz Polaków we wczesnej epoce nowożytnej, względnie w okresie przedbiałogórskim, był stosunkowo pozytywny. Wynikało to z ówczesnych kontaktów, które nie były obciążone konfliktami zbrojnymi, sporami terytorialnymi ani poważną konkurencją w sferze gospodarczej. Przez wpływową część czeskiego społeczeństwa stanowego Polacy byli postrzegani na ogół jako bracia, sprzymierzeńcy, patrioci, twórcy kultury, a nawet wzór kulturowy, choć także jako ludzie dzicy, skłonni do pijaństwa i korupcji.

Również polski szesnastowieczny obraz Czecha był pozytywny. O Czechach mówiono jako o „naszych braciach”, ceniono ich za godny sposób życia, rzetelność i dzielność, a „słowo Czecha” oznaczało gwarancję dotrzymania umowy. Korzystny był także obraz Czech i stosunków polsko-czeskich w kronice Marcina Kromera. Z drugiej strony w popularnej literaturze mieszczańskiej i sowizdrzalskiej nie brakowało negatywnego stereotypu Czecha jako skłonnego do pijaństwa i kradzieży. Znaczący był wówczas obraz „niewoli Czechów” pod władzą Habsburgów, który – jak skonstatował wybitny znawca polsko-czeskich kontaktów w okresie Odrodzenia, obecnie dziekan Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lubline, prof. Henryk Gmiterek – miał służyć zarówno uzasadnieniu negatywnego stotunku wobec habsburskiej kandydatury na tron polski, jak i podkreślaniu doskonałości ustroju polskiego. W tym drugim przypadku potwierdza się współzależność pomiędzy kształtowaniem się narodowego heterostereotypu i autostereotypu.

****************************************

Dziewiętnastowieczny negatywny polski stereotyp Czecha znalazł wyraz nawet w literaturze pięknej, która, jak wiadomo, jest w stanie tworzyć oraz umacniać różnego rodzaju mity i stereotypy. Znany wówczas w Galicji publicysta i satyryk Jan Lam (1838–1886) głównym bohaterem powieści Wielki świat Capowic (1869) uczynił Wenzla Pretschlitschcka, który, jak podaje Antoni Kroh: „stał się dla Polaków ucieleśnieniem najważniejszych cech czeskiego urzędnika w Galicji”. Jakie to były cechy? Konformizm, głupota, bojaźń przed władzą, sekowanie podwładnych, uważanie się za Austriaka, mówienie prawie wyłącznie po niemiecku z czeskimi a rzadziej polskimi wtrętami (te ostatnie tylko w kontaktach z żoną i córką – polskimi patriotkami), manifestowanie czeskiego pochodzenia dopiero po przejściu na emeryturę. Co ciekawe, Jan Lam – syn Niemca, przybyłego znad Menu do Galicji około 1820 roku – należał do licznej grupy Niemców i Czechów, którzy już w pierwszym pokoleniu ulegali polonizacji. Jednak czeskie pochodzenie takich osobistości polskiej kultury jak Jan Matejko, Leopold Staff, Jan Styka czy Karol Szajnocha nie miało najwyraźniej wpływu na kształtowanie się polskiego stereotypu czy chociażby obrazu Czecha. Niezgodny z opisanym stereotypem był również udział kilkudziesięciu czeskich ochotników w powstaniu styczniowym oraz sympatia większości ówczesnego społeczeństwa czeskiego wyrażana dla polskich powstańców. To samo można powiedzieć o przejęciu z ziem czeskich idei „Sokoła”. Natomiast różnice polityczne pomiędzy Czechami a Polakami, których nie brakowało, znalazły istotne odbicie w heterostereotypie Czecha. Świadczy o tym zwłaszcza powszechne przypisywanie narodowi czeskiemu bezkrytycznego rusofilizmu.

**********************************

„Czesi dla Polaków byli zanadto mieszczańscy, Polacy dla Czechów zanadto szlacheccy. Czesi dla Polaków zanadto słowianofilscy, Polacy dla Czechów zanadto antyrusofilscy i jednocześnie prowęgierscy”

**************************************

W XX w. ani Polska nie była w stanie współdecydować o losie Czechosłowacji, ani też Czechosłowacja o losie Polski. W krytycznych chwilach dziejowych decydowały przede wszystkim mocarstwa. Dlatego w okresie Monachium i II wojny światowej gniew społeczeństwa czeskiego kierował się zwłaszcza w stronę Niemców, natomiast w czasie praskiej wiosny w kierunku Rosjan i Związku Radzieckiego. Według przeprowadzonego w tajemnicy sondażu opinii publicznej w Czechosłowacji w sierpniu 1968 r. Polacy uplasowali się wśród pogardzanych narodów na drugim miejscu. Potem czeski obraz Polaków ulegał poprawie, aczkolwiek w okresie „Solidarności” propaganda komunistyczna w Czechosłowacji uczyniła wiele, by przedstawić strajkujących w jak najgorszym świetle. Podobnie przez Polaków Czesi – nie mówiąc już o Słowakach – nie byli postrzegani jako wrogowie ani podczas wojny, ani po jej zakończeniu. Jednak wzajemne stosunki cechowały raczej niechęć, lekceważenie, obojętność i brak rzetelnej wiedzy o drugim narodzie – niestety dotyczyło to również elit politycznych.

*******************************************

To tylko fragmenty obszernej rozprawy naukowej Romana Barona. *Całość tutaj*

www.tygielkultury.eu/4_6_2008/aktual/18.htm

Czechosłowacja chciała tuż po wojnie zająć niektóre polskie miasta

Wojska Czechosłowackie tuż po II wojnie światowej chciały zająć część terytorium Polski – ujawniła 13 lutegto Czeska Telewizja.

Historyk Jiří Bílek  w latach 90. dotarł do tajnego dokumentu oraz mapy obrazującej sporne terytorium. Dokument dopiero teraz został odtajniony. Spór został ostatecznie zakończony przez Moskwę w 1945 roku.  Oprócz terenów dzisiejszego Raciborza oraz Kędzierzyna-Koźla Czesi chcieli też przyłączyć tereny sąsiadujące z dzisiajszą niemiecką granicą (Rudawy, Szumawy).

Czesi uważali, że tereny Kotliny Kłodziej są rdzennie czeskie, żyje tam dużo przedstawicieli ludności czeskiej. Z kolei tereny Głubczyc były ważne ze względu na duży węzeł kolejowy. Zajęcie Raciborza i Kędzierzyna jako Wrót Bramy Morawskiej, miały zapewnić ochronę terenów przygranicznych.

Według historyków, zaczęto nawet zbrojnie walczyć o wspomniane tereny. Według niektórych źródeł użyto broni. Sytuacja stawała się coraz bardzie napięta. Spór zakończył się umieszczeniem wojska radzieckich po obu stronach granicy.

opr. własne

231977.jpg               odtajnione dokumenty231974.jpg               czeskie żądania terytorialne231975.jpg

Czeski żart polityczny

Czesi, jak i inne narody śmieją się z polityki i polityków. Opowiadali dowcipy polityczne w czasach komunizmu, opowiadają i teraz, kiedy żyją w państwie demokratycznym.

Żarty z polityki i polityków zmieniały się na przestrzeni lat. Dowcip polityczny jest komentarzem do aktualnych wydarzeń. Po latach, aby go zrozumieć trzeba znać okoliczności w jakich powstał. Prześledźmy z czego śmiali się Czesi w ciągu ostatnich 60 lat.

Czesi mają to nieszczęście, że żyją w środku Europy, czyli regionie, którego historia nie oszczędzała. Podobnie jak Polacy przeżyli próbę narzucenia im ustroju komunistycznego.

A to oznaczało, że państwo zmierzało w kierunku totalitaryzmu. Monopol informacyjny, propaganda, terror policji politycznej miały na celu całkowitą kontrolę życia jednostki.

W takim systemie dowcip polityczny był formą samoobrony przed kłamstwem. Przez rządzących był zwalczany, ponieważ wyśmiewał wartości, które władza starała się narzucić obywatelom. Człowiek, który opowiada dowcip i widzi, że inni się z niego śmieją wie, że nie jest sam, że inni myślą podobnie jak on. A propaganda przekonywała, że wszyscy wierzą w to, co ona głosi. A zatem dowcip był swoistą bronią.

(…)
Praga, 1994 r. Popiersia Józefa Stalina i Klementa Gottwalda jako elementy czerwonej ośmiornicy

joh.jpg

Komuniści bardzo dbali o propagandę również na tym najniższym poziomie. Powołali do życia tzw. trójki agitacyjne. Były to swoiste patrole, których zadaniem było sprawdzanie czy kierownicy sklepów przygotowali przed świętami państwowymi odpowiedni wystrój witryn, czy dozorcy wywiesili czerwone sztandary, czy hasła w zakładach pracy są odpowiednie. Jedna z takich gorliwych trójek weszła do kościoła. Aktywiści zobaczyli, że kościół ozdobiony jest napisami: „Pan z wami”, „Bóg was kocha”. Poszli do księdza i dalej przekonywać, że hasła są nieodpowiednie, że nie nadążają za duchem przemian. Ksiądz próbował przekonywać do swoich racji, ale wszystko na nic. Usłyszał, że ma zmienić hasła i ma na to trzy dni. Kiedy aktywiści zgodnie z zapowiedzią wrócili do kościoła zobaczyli, że nad ołtarzem wisi wielki transparent. Na czerwonym suknie widniał napis: „BÓJCIE SIĘ BOGA – TOWARZYSZE”.

W 1953 roku zmarł komunistyczny prezydent Klement Gottwald, którego propaganda przedstawiała, jako komunistę bez skazy nazywając go „najlepszym uczniem Stalina”. A prywatnie jako człowieka dobrego, mądrego, wspaniałego męża, ojca i dziadka. Złośliwi, którzy uznawali go za zbrodniarza uknuli kolejny żart.

Gottwald po śmierci trafia do piekła. Przyjmujący go diabeł, sprawdza coś w swoich zapiskach i każe prezydentowi iść za sobą. Wchodzą do sali, gdzie są wielkie kadzie z gorącym olejem. Czart pokazuje nowoprzybyłemu jedną z kadzi i mówi: właź tutaj. Gottwald posłusznie wchodzi i okazuje się, że olej sięga mu niemalże do ust. Rozgląda się i spostrzega, że obok stoi jakiś człowiek, a gorąca ciecz sięga mu tylko do kolan. Przygląda się mu dokładniej i rozpoznaje, że to Adolf Hitler. Woła diabła. – Jak to jest? Mnie olej sięga do gardła, a Hitlerowi tylko do kolan. To niesprawiedliwe!

Diabeł odwraca się do Hitlera i mówi: Adolf, złaź natychmiast na dół. Znowu stoisz na Leninie.

stalinoop.jpg

*Interwencja 1968 roku*

Mieszkańcy Czechosłowacji szybko dostrzegli, że propaganda władzy o socjalizmie jako przodującym ustroju to stek frazesów i kłamstw. I to potrafili celnie spuentować.

Rozmawiają dwaj koledzy.

– Wiesz, gdzie jest teraz kapitalizm?

– No jasne, na skraju przepaści.

– A socjalizm?

– Jak zawsze o krok przed kapitalizmem.

Połowa lat 60. to odwilż polityczna spowodowana w głównej mierze kryzysem gospodarczym. Polityczna próba zreformowania systemu zakończyła się tragicznie. W 1968 roku Czechosłowację najechały armie Układu Warszawskiego, ponieważ przywódcy „bratnich krajów socjalistycznych” uznali, że reformy stanowią zagrożenie także dla nich. Na ulicach pojawiły się czołgi. Czesi nie mieli wątpliwości, że to okupacja, a nie „bratnia pomoc”.

Wtedy to narodził się dowcip dotyczący polskiego uczestnictwa w inwazji. Nie wiadomo, kto pierwszy go wymyślił: Czesi czy Polacy, ale krążył po obu stronach granicy.

Dwóch Czechów w mieście Hradec Kralove patrzy na polskich żołnierzy. W pewnym momencie jeden się odzywa i mówi: Patrz ci Polacy niczego nie zrozumieli. Chcieliśmy, aby przyjechały Czerwone Gitary, a oni nam przysłali Czerwone Berety (elitarne polskie jednostki).

Czesi manifestowali pogardę dla okupantów. Podobnie jak w okresie II wojny światowej Polacy deprecjonowali wroga nazywając niemieckich żołnierzy „szwabami” czy „hyclami”, tak Czesi traktowali Rosjan. Na budynkach malowano hasła w skierowane do Sowietów:

*Zobaczyliście cywilizację, to wracajcie do swoich domów”, „Czerwoni bracia, wracajcie do rezerwatu*

Komizm dowcipu jest często jedynym sposobem, aby opanować przez śmieszność sprzeczności nie do pogodzenia w rzeczywistości. Śmiech pozwala na zbudowanie poczucia dystansu wobec spraw, na które nie mamy wpływu. A czy można pogodzić się z okupacją kraju? Taką próbę widać w kolejnym dowcipie z epoki.

Prezydent Czechosłowacji Ludvik Svoboda postanowił poradzić się rabina w jaki sposób pozbyć się wojsk okupacyjnych. Mądry Żyd, kiedy usłyszał pytanie spojrzał na niego i odpowiedział:

– Na to istnieją dwa sposoby: naturalny i nadprzyrodzony.

– Jaki jest ten naturalny sposób? – pyta Svoboda.

– Naturalny jest taki, że objawi się archanioł Gabriel z ognistym mieczem i wyrzuci okupantów z waszego kraju – odpowiada rabin.

– A ten nadprzyrodzony? – zadaje pytanie prezydent

– Sami odejdą!

Komuchy wracają do rezerwatu

1264067012-armia_czerwona.jpg

Lata 1969 – 1989 określane są jako czas tzw. normalizacji. Ten termin miał oznaczać jedno: pełne panowanie ideologii komunistycznej w każdej dziedzinie. Jeden z najsławniejszych dowcipów komentujących atmosferę tych lat został wykorzystany przez czeskiego reżysera Jana Hrzebejka w filmie „Pupendo”. A brzmiał on tak: siedzi mężczyzna na ławeczce na Placu Wacława w centrum Pragi i wymiotuje. Zatrzymuje się przed nim przechodzień. Chwilę patrzy i mówi: w pełni się z panem zgadzam. :D

*Socjalistyczna gospodarka*

W porównaniu do innych krajów komunistycznych poziom życia w Czechosłowacji był wyższy. Partyjni agitatorzy mówili o sukcesie gospodarczym i przekonywali, że planowa gospodarka socjalistyczna lepiej zaspokaja potrzeby obywateli niż rozpasany kapitalistyczny wolny rynek.

Czesi jednak powątpiewali jednak w te zapewnienia i podchodzili do propagandowego szumu z duża rezerwą.

Połowa lat 70. Czech postanowił kupić samochód. Kiedy już podpisał umowę, zapytał sprzedawcę, kiedy może odebrać auto.

Sprzedawca spojrzał w segregator pełen papierów i odpowiedział:

– Samochód odbierze pan o godzinie 10 przed południem, 20 września 1985 roku.

Na tę wieść mężczyzna straszliwie się zdenerwował. Sprzedawca stara się go uspokoić, więc przekonuje: – Proszę pana, niech pan sobie uświadomi, że 10 lat czekania na samochód, to nie jest znów tak długo.

– Te 10 lat mi nie przeszkadza! – odpowiada mężczyzna. – Ale nie 20 września! Wtedy mam zamówionego hydraulika!

Nasi południowi sąsiedzi z ironią podchodzili również do zapewnień, że w socjalizmie można się dorobić.

Podróżując po Czechosłowacji Gustaw Husak zatrzymał się przed piękną willą.

– Czy to jest twój dom? – zapytał chłopczyka bawiącego się w ogrodzie.

– Tak – usłyszał Husak.

– A ten piękny samochód to twoich rodziców?

Chłopiec potwierdził.

– A wiesz, że jestem tą osobą, której zawdzięczacie swój dobrobyt – mówi uśmiechnięty prezydent.

– Mamo, mamo – krzyknął chłopczyk w kierunku domu. – Przyjechał stryjek Kurt z Monachium!

Gustaw Husak

guuu.jpg

*Demokratyzacja*

Transformacja ustrojowa nie stała się powodem, aby dowcip polityczny znikł. Zmienił się. Głównym celem żartów nie jest już ustrój, ale politycy. To wynik rozczarowania Czechów. Afery gospodarcze i obyczajowe, korupcja wśród polityków, ale także wzrost bezrobocia i drożyzna spowodowały, że Czesi bardzo krytycznie oceniają ludzi zajmujących się zawodowo polityką i często oskarżają ich, że nie robią nic dla normalnych obywateli.

Żarty najczęściej dotyczą aktualnych wydarzeń, więc nie są zrozumiałe dla cudzoziemców, ale są też takie, które mają charakter uniwersalny.

Oto dwa przykładowe:

Mężczyzna w kościele prosi spowiednika: Wybacz mi ojcze mój wielki grzech, wychowałem syna na polityka.

Jaka jest różnica między nieszczęściem a tragedią?

Kiedy polityk wpadnie do Wełtawy to jest to nieszczęście, ale jeśli go uratują, to jest to tragedia.

Na celowniku żartownisiów znaleźli się również ci najważniejsi politycy, czyli prezydenci. Tak szanowany w Polsce Vaclav Havel miał w Czechach licznych przeciwników. Być może to oni wymyślili ten dowcip:

George Bush, Francois Mitterand i Vaclav Havel w prywatnej rozmowie omawiają swoje kłopoty.

Bush: Mam 30 ochroniarzy, jeden z nich chce mnie zabić, a ja nie wiem który.

Mitterand: Mam 30 kochanek. Jedna ma AIDS, a ja nie wiem która.

Havel: Mam 30 doradców. Jeden jest mądry, a ja nie wiem który.

Czeska opinia publiczna nie była zachwycona, kiedy Vaclav Havel niedługo po śmierci pierwszej żony, Olgi ożenił się z aktorką Dagmar Veszkrnovą. Olga Havlova cieszyła się powszechnym poważaniem, a druga żona prezydenta nie była od początku darzona zbytnią sympatią. Powstała zatem seria dowcipów o żonie prezydenta.

Przyleciał anioł do Dagmar i zaproponował jej, że nauczy ją latać. Żona prezydenta szybko się zgodziła, poszła za aniołem. Anioł pokazał jak się lata. W końcu mówi: teraz ty spróbuj. Dagmar skoczyła z okna, zaczęła machać rękami, ale spadła z hukiem na bruk. Zapłakana pobiegła poskarżyć się mężowi, jak złego spotkała anioła. Anioł wrócił do raju, a tam czeka na niego święty Piotr i mówi: Olgo, pierwsza twoja przepustka i od razu taki numer?!

Następca Havla, Vaclav Klaus nim został głową państwa był szefem Obywatelskiej Partii Demokratycznej. Jego przeciwnicy oskarżali go, że ma skrajnie liberalne poglądy i nie dostrzega, że zadaniem państwa jest także pomoc obywatelom. W trakcie jednej z kampanii wyborczych można było usłyszeć dowcip rzekomo ilustrujący przekonania polityka.

Spacerujący po Pradze Klaus dostrzegł człowieka, który je trawę. Zszokowany prezydent nie może uwierzyć w to, co zobaczył, ale podchodzi do mężczyzny i pyta się: dlaczego pan je trawę?

– Nie mam pieniędzy na jedzenie – odpowiada mężczyzna.

– To niech pan nie zje wszystkiej, trzeba trochę zostawić na siano, bo co pan będzie jadł zimą?

Vaclav Klaus postrzegany jest jako człowiek, który ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Sposób zachowania, przekonanie o nieomylności, pewność siebie i arogancja stały się też tematem kpin jego rodaków.

Vaclav Klaus zaciął się podczas golenia. Przechodząca obok łazienki żona, dostrzegła krew na policzku męża, pokręciła głową i zaczęła narzekać:

– Panie Bożę, ty się znów zaciąłeś!

Klaus spojrzał na nią i odpowiedział: Ile razy mam ci powtarzać, że w domu możesz do mnie mówić Vaclavie.

vaclav_klaus.jpg

Czeskie wynalazki

Powstała z męskiej ambicji i strachu przed żoną. – Jesteś dyrektorem? To w końcu zrób z tym coś! – krzyczała pani Jakubowa Radowa, która by posłodzić filiżankę herbaty, tłukła młotkiem nieforemne bryły cukru. Pan Jakub Rad bał się krzyku żony, bał się młotka do cukru, a i męska, dyrektorska ambicja została urażona. Był w końcu dyrektorem cukrowni w Dačicach. Więc wymyślił kostkę cukru. Przyniósł żonie pudełko z 35, białymi i różowymi kostkami, a potem wynalazek opatentował, żył długo i bogato.

Poza tym teolog Prokop Diviš wymyślił pierwszy piorunochron. A słowo robot wymyślił w 1920 roku czeski pisarz Karel Čapek, przekształcając wyraz „robota”, czyli „ciężka praca”.

EDIT:
słowo robot spopularyzował Karel swoją sztuką „RUR”, ale wymyślił brat Josef, malarz.

A w grudniu zeszłego roku w Brnie powstał Żel, który ułatwi zrastanie kości.

Żel może zastąpić gips w leczeniu złamań kości. Naukowcy z Wyższej Szkoły Technicznej w Brnie w Czechach opracowali technologię, która pozwoli na zlepianie kości złamanych rąk lub nóg.

Hydrożel – bo tak nazywają naukowcy swój wynalazek, będzie wstrzykiwany w miejsce złamanych kości. W ciągu zaledwie kilku sekund stwardnieje i unieruchomi miejsce złamania na tyle, że nie będzie potrzeby stosowania gipsowego opatrunku. Hydrożel nie będzie mieć skutków ubocznych. Ponadto wynalazcy z Brna twierdzą, że w połączeniu z proteinami i środkami przeciwbólowymi złagodzi w znaczący sposób ból i jednocześnie przyśpieszy zrastanie kości.

Wierzą też, że pacjent po bezinwazyjnym zastosowaniu hydrożelu będzie mógł opuścić szpital niemal natychmiast. Nowy wynalazek będzie teraz testowany na zwierzętach, co potrwa 5 lat. W pierwszych dniach nowego roku zostanie zgłoszony w Czeskim Urzędzie Patentowym.

W Czechach powstało także genetyczne prawo Mendla oraz odkryto cztery grupy krwi.

218_1255700792.jpgd0b308c4e99a6e0cmed.jpgkrew.jpgpiorun.jpgsoczewki-okulary-1.jpgwynalazek_czeskich_lekarzy.jpgCzeskie_naj.jpg

Jan Palach

*Jan Palach*

IFORUM-6506-version1-maturitni1.jpg

(ur. 11 sierpnia 1948 w Všetaty, zm. 19 stycznia 1969 w Pradze) – student filozofii praskiego Uniwersytetu Karola, który w proteście przeciwko agresji Układu Warszawskiego na Czechosłowację i powszechnej apatii czeskiego społeczeństwa 16 stycznia 1969 o godz. 4 po południu dokonał aktu samospalenia przed Muzeum Narodowym na Placu Wacława w Pradze.
Zmarł 3 dni później o 3.15 w wyniku odniesionych poparzeń (85% ciała) w specjalistycznej klinice poparzeniowej przy ulicy Legerova. Student rzeźby, Olbram Zoubek zdjął potajemnie jego maskę pośmiertną, której odlew zaniesiono następnego dnia na miejsce jego protestu.
25 stycznia wielotysięczna procesja pogrzebowa na cmentarz Olsany przerodziła się w wielki protest przeciwko okupacji. Jej uczestnicy byli potem prześladowani przez tajną policję StB, która fotografowała i nagrywała jej przebieg.
W październiku 1973 szczątki Palacha ekshumowano, skremowano i przeniesiono na cmentarz w rodzinnym mieście Všetaty.
Po aksamitnej rewolucji w miejscu, w którym upadł przy Muzeum Narodowym, Palach został upamiętniony wmurowanym brązowym krzyżem. W 1990 jego szczątki powróciły na cmentarz olsański, a rok później on sam został pośmiertnie odznaczony najwyższym czeskim odznaczeniem, orderem Tomasza Masaryka.
Nazwiskiem Palacha została nazwana odkryta 22 sierpnia 1969 asteroida, 1834 Palach. Nazwę tę nadał jej odkrywca, przebywający na emigracji czeski astronom Luboš Kohoutek.

Po proteście Palacha do końca kwietnia jeszcze 26 osób próbowało aktów samospalenia. 7 z nich zmarło.

Mój czyn ma sens, ale nikt nie powinien go naśladować. Studenci powinni zachować życie, aby spełnić jego cele, by mogli żywi wesprzeć walkę.
Dzień po samospaleniu grupa studentów – wśród nich Jan Zajíc – rozpoczęła pod pomnikiem św. Wacława przerwany w dniu pogrzebu protest głodowy, domagając się realizacji postulatów zmarłego. Nazajutrz po zgonie Jana na placu Wacława zgromadziła się manifestacja, która przeszła na Uniwersytet, gdzie zegary w Wydziale Filozofii zostały zatrzymane na godzinie 3.15. Na czele szli studenci z transparentem Pozostaniemy wierni.
20 stycznia podpalił się Josef Hlavaty (zmarł 25 stycznia). 22 stycznia podpalił się Miroslav Malinka, a Blanka Nachazelova popełniła samobójstwo trując się gazem. Dokładnie miesiąc po pogrzebie kolejny student, 18-letni Jan Zajíc dokonał śmiertelnego samospalenia w pasażu na Placu Wacława – w pozostawionym liście określił się jako pochodnia numer 2. 4 kwietnia 40-letni Evžen Plocek podpalił się na rynku południowomorawskiego miasta Jihlava (zmarł 5 dni później).
Pół roku przed czynem Palacha – 8 września 1968 – w czasie ogólnopolskich dożynek na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia podobną formę protestu przeciw inwazji wybrał Polak, Ryszard Siwiec. Palach nie mógł jednak o tym wiedzieć, bowiem protest Siwca został zatajony przez polskie władze. Dopiero w 4 miesiące po śmierci Czecha wiadomość o proteście Siwca podała rozgłośnia Radia Wolna Europa.
Owym wydarzeniom oddał hołd Jacek Kaczmarski w utworze zatytułowanym „Pochodnie”.
Angielski zespół Bloc Party dedykował mu swoją piosenkę „One More Chance”, o czym informuje na początku teledysku. Również zespół Kasabian zadedykował Janowi Palachowi swoją piosenkę „Club Foot”, z albumu „Kasabian”

pd916036.jpg

Zelów

Mój kolega Czechofil, który mnie zaraził tą jakże przyjemną chorobą, z rodzinnego domu do Zelowa miał zaledwie 20 km. Jednak przez tyle lat swej fascynacji Czechami nie wybrał się do tego miasteczka. Skusiła go dopiero ewangelicka msza w języku czeskim…

Zelów to miejsce bardzo nietypowe. Od zawsze związane z Czechami, którzy uciekli tu przed religijnymi prześladowaniami. Założono tu kościół ewangelicki ale oprócz tego mieszkali tu przedstawiciele wielu religii i wyznań. Luteranie, katolicy, baptyści itp. Tu właśnie jest kolebka czeskości na dawnych ziemiach polskich..

O historii Czechów na tej ziemi porozmawiam z Ks. Mirosławem Jelinkiem, opiekunem mniejszości czeskiej w Polsce i proboszczem ewangelicko-reformowanej parafii w Zelowie. Urodził się w 1957 roku w Częstochowie. Od 1982 pracuje w Zelowie, a w 1985 roku przejął pełną odpowiedzialność za parafię. Zakładał też parafie w Bełchatowie. Z jego inicjatywy zostało w Zelowie stworzone Muzeum Braci Czeskich w Polsce, które jest zarazem ośrodkiem dokumentacji dziejów czeskiej emigracji religijnej. Wśród wielu pełnionych funkcji jest min. członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych od momentu jej powstania w roku 2005 oraz honorowym członkiem międzynarodowego stowarzyszenia EXULANT z siedzibą w Pradze.

Jak wiele łączy Czechów i Polaków?

Ks. Mirosław Jelinek*: Bardzo wiele. Nie może być inaczej bo przecież od wieków narody żyją obok siebie a często razem. Obie narodowości dawno już się przeniknęły. Słynny polski malarz Jan Matejko miał właśnie czeskie korzenie. Jego ojciec gdy prześladowany religijnie uciekł z Czech został organistą w parafii pod Krakowem. W domu Jana Matejki mówiło się tylko po czesku bo przecież jego ojciec polskiego języka nie znał. Był ewangelikiem, ale co ciekawe do południa grał do mszy w kościele ewangelickim a po południu w kościele katolickim. Takich przykładów mogę przytoczyć mnóstwo. Poeta Leopold Staff także miał czeskie korzenie. Jego ojciec we Lwowie był przewodniczącym Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Czeskiej. Jeden z braci Leopolda Staffa był pierwszym rektorem SGGW w Warszawie a drugi zakładał GOPR w Zakopanem.

Czyli Polacy Czechom wiele zawdzięczają?

Absolutnie nie chciał bym tego mówić w taki sposób. Bo właśnie takie spostrzeganie spraw rodzi antagonizmy. Powinniśmy mówić o bogactwie i różnorodności naszych narodowości. O tym, że się wzajemnie uzupełniamy i wspieramy. Bo wszyscy z tego korzystamy. I takie wykłady jak te z cyklu zorganizowanego przez Dom Europejski służą właśnie takiej dobrej sprawie. Bardzo się cieszę, że mogę w nim wziąć udział, tym bardziej, że po raz pierwszy mam taka okazję, by w szerszym gronie opowiadać o mniejszości czeskiej. A naprawdę jest o czym i na wspólne mianowniki z Polakami mamy też przykłady w najnowszej historii. Karol Matejka szef energii atomowej w Republice Czeskiej został odznaczony najwyższym odznaczeniem Stanów Zjednoczonych za pokojowe wykorzystanie energii atomowej. A jego ojciec pochodzi z Zelowa tego w którym ja mieszkam. Zresztą przykładów na to jak Czesi rozsławiają właśnie Polskę jest wiele.

Jak Czesi trafili do Polski?

Na przestrzeni wieków mieliśmy do czynienia z wieloma migracjami bądź to spowodowanymi prześladowaniami religijnymi na terenie państwa czeskiego, czy emigracja zawodowa. Właśnie do największych emigracji dochodziło w XVIII wieku. Wówczas Czesi masowo przyjeżdżali głównie na Dolny Śląsk. Tam co najmniej 300 miejscowości jest założonych lub współzałożonych przez Czechów. Trzeba też pamiętać, że Śląsk w XVIII wieku był zasiedlany przez Czechów. Król Pruski był ewangelikiem i właśnie tych ewangelików chciał ściągnąć do siebie z Czech. Na terenie ich kraju rząd habsburski prześladował ewangelików. W XIX wieku polskie prywatne miasta starały się o jak najlepszych rzemieślników. A ponieważ takimi byli właśnie Czesi ściągano ich na teren kraju.

Jak duża jest mniejszość czeska w Polsce?

Podczas spisu ludności w 2002 roku 386 osób przyznało się do narodowości czeskiej. Z tego 111 osób w samym województwie łódzkim. Może wydaje się, że to nie wiele ale dla mnie to było już duże zaskoczenie. Zwłaszcza województwo łódzkie. To przecież środek Polski a 1/3 osób z mniejszości czeskiej mieszka właśnie tam.

W sumie to jednak niewiele osób z tak wielkich emigracji do Polski na przestrzeni ostatnich wieków.

Z badań wynika, że około 40 tysięcy osób w samej Wielkopolsce ma czeskie korzenie. Ludzie jednak nie są tego świadomi, choć nawet noszą typowo czeskie nazwiska. Ale niewiedzą dlaczego. Podobna sytuacja jest w Wielkopolsce, Małopolsce na Mazowszu, czy na Mazurach. Dzisiaj dość trudno przyznawać się ludziom do swoich korzeni. Ale moim zdaniem to będzie się zmieniać.

Gdzie teraz w Polsce są największe ośrodki mniejszości czeskiej?

Na pewno należy do nich Bełchatów, czy nasz Zelów. W Zelowie powołano muzeum dokumentacji Braci Czeskich. Zelów na początku XIX wieku był nawet większy niż Łódż. Później Łódź podbierała najlepszych tkaczy z Zelowa i tam właśnie tak pięknie rozwinął się przemysł włókienniczy. Cały czas gdzieś do około słyszy się, że obecność Czechów jest istotna. Gdyby Czesi nie wsparli Żyrarda, który w XIX wieku kładł podwaliny pod ośrodek tkaczy dziś Żyrardów nie był by tak rozwiniętym miastem.

Czesi są więc mocno zasymilowani z Polakami.

Mają jedną wspaniałą cechę. To otwarty i radosny naród. Czech potrafi się bawić i cieszyć życiem. To nie są ludzie, którzy chcieli by zamykać się w swoim kociółku. Trzeba pamiętać, że w większości to ewangelicy, ale to również nie stanowi problemu. Gdy przyjechał do na ksiądz prof. Tiszner powiedział „Jesteście jak kropla rosy, która mieni się w kolorycie słońca nad oceanem szarości”. W 1945 roku 90 procent Czechów zostało wygnanych z Zelowa, zresztą podobnie jak z wielu innych miast. To były bardzo tragiczne czasy. Majątki, które tu zostawiali zostały zagrabione i ta sprawa do dziś nie jest rozstrzygnięta. Ale staramy się przełamywać problemy wynikające z zaszłości historycznej.

Czechy i Słowacja

W 1992 r., kiedy ważyły się losy Czechosłowacji, zdecydowana większość Czechów i Słowaków lubiła swoje państwo, które traktowała jako oczywistość. Co więcej, żadna licząca się siła polityczna w ówczesnej federacji nie szła do wyborów z hasłami jej rozbioru.

Tym większe było zaskoczenie, kiedy przywódcy dwóch zwycięskich ugrupowań – Vaclav Klaus w Czechach i Vladimir Mecziar na Słowacji – umówili się, że od 1 stycznia 1993 r. wspólne państwo przestanie istnieć.

Dziś sondaże pokazują, że to 72 proc. Czechów jest zadowolonych z powstania własnego państwa, ale już tylko 40 proc. Słowaków deklaruje żal, że Czechosłowacji już nie ma. – Czesi i Słowacy oddalili się od siebie na początku lat 90., kiedy na Słowacji rządził Mecziar, polityk o zapędach autorytarnych. Wtedy Czechy i Słowacja to były dwa różne światy. Stosunki między społeczeństwami zostały jednak wyśmienite, a od kiedy Mecziar został odsunięty od władzy, następuje ponowne zbliżenie – mówi Samuel Abraham, politolog z Bratysławskiej Szkoły Sztuk Wyzwolonych.

Politycy zadbali, by rozwód był „aksamitny”. Czesi i Słowacy mogli więc jeździć na drugą stronę tylko z dowodem osobistym, mogli podejmować pracę, mogli też uczyć się za darmo w drugim kraju. Ze względu na wyższy poziom życia w Czechach migracja miała jeden kierunek. Na Słowacji studiuje więc dziś 450 Czechów, a w Czechach 14 tys. Słowaków.

Czechosłowacja trwa również w kulturze. W Pradze działa np. popularne wśród młodych Radio Express grające muzykę funky i soul. Choć dominuje twórczość anglojęzyczna, to z twórczości rodzimej o wiele częściej można w nim usłyszeć piosenki słowackie niż czeskie. W radiu pracuje też mnóstwo słowackich prezenterów, podobnie jak w czeskim radiu publicznym, które w niektórych miastach korzysta z usług dziennikarzy słowackich.

W lipcu 2003 r. odbył się na Leteńskich Błoniach w Pradze koncert Rolling Stonesów, który organizatorzy okrzyknęli wydarzeniem muzycznym roku. Wszystko wskazywało na to, że tak będzie, aż do czasu kiedy dwa miesiące później w tym samym miejscu wystąpił słowacki zespół rockowy Elan, niezwykle popularny w całej federacji w latach 80. Na koncert przyszło 80 tys. widzów, tyle samo co na Stonesów.

– Tyle że połowa widzów na koncercie Stonesów to byli cudzoziemcy, a na Elan przyszli sami Czechosłowacy – podkreśla Michal Czimera, menedżer grupy.

Dominacja Czechów

Stosunki czesko-słowackie mają jednak jedną niebezpieczną tendencję – brak symetrii.

Wszystkie najważniejsze filmy czeskie wchodzą na słowackie ekrany, ale słowackich filmów na czeskich ekranach praktycznie nie ma. Kiedy odbywają się wielkie festiwale muzyczne na Słowacji, nie mogą się one obejść bez czeskich wykonawców. Słowackich zespołów w Czechach występuje mniej.

Słowacy wszędzie w swoim kraju mogą kupić czeską prasę i książki, słowacka prasa do Czech nie dociera. Tylko w Pradze są miejsca, gdzie da się ją kupić, ale można je policzyć na palcach jednej ręki. Czeską telewizję można oglądać w całej Słowacji dzięki sieciom kablowym, słowacka jest dostępna jedynie na wschodzie Czech.

Najmłodsze pokolenie Czechów ma problemy z rozumieniem rówieśników ze wschodu. – Ostatnio pojechałem do swojego ulubionego czeskiego Hradca Kralove. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że syn moich przyjaciół wciąż pytał rodziców, o czym mówię – opowiada Samuel Abraham. – To niebywałe, że jakiś Czech może nie rozumieć po słowacku, ale w najmłodszym pokoleniu tak właśnie się dzieje. Inaczej jest u młodych Słowaków, którzy oglądają dostępną w całym kraju czeską telewizję.

Czeska TV podjęła już decyzję, za co jest krytykowana przez część komentatorów, by podkładać dubbing pod niektóre filmy słowackie przeznaczone dla najmłodszej publiczności. Ówczesny Premier Paroubek chciałby natomiast przywrócić „słowackie poniedziałki”, kiedy telewizja przez cały dzień nadawała filmy i programy słowackie. Choć telewizja publiczna nie chce wrócić do tego pomysłu, to Fabio Fenicz, szef jednego z festiwali filmowych w Pradze, który właśnie pracuje nad uruchomieniem własnej telewizji, zapowiada, że w jego telewizji dni słowackie będą.

Problemy ze zrozumieniem dotyczą jednak tylko dzieci. Kiedy właściciel willi, w której odbywał się program typu Big Brother, nagle wypowiedział stacji telewizyjnej umowę, uczestnicy przenieśli się na Słowację, gdzie w tym samym czasie trwała słowacka edycja programu. Zarówno młodzi Czesi, jak i Słowacy nie mieli problemów ze zrozumieniem mądrości wymienianych przez czeskiego Gulczasa ze słowacką Frytką.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑