Czechia, Czech Island czy ČR? Czy Czechy to bananowa republika?

 Jak nazwać Czeską Republikę jednym słowem? W języku polskim nie ma z tym problemu – państwo tonazywamy Czechami. Jak jednak jest z tym w języku angielskim?

Anglicy nazywają Czechy terminem „Czechia”. Słowo to powstało już wiele lat temu i było silnie promowane w krajach anglojęzycznych. Jednak część polityków sprzeciwia się nazywaniu ich państwa takim określeniem.

 Już w roku 1925 „New York Times” opublikował artykuł, w którym nazwał ziemie czeskie terminem „Czechia”. Później do rozpadu Czechosłowacji nie używano tego określenia. Teraz sam Czech nie wie nawet jak nazywać swoją ojczyznę jednym angielskim słowem.

 Kiedy organizacja CzechTourism przedstawiła nowe logo promujące Republikę Czeską z tekstem: „Czech Republike” rozgorzała na nowo dyskusja dlaczego Republika boi się nazwać w świecie inaczej niż tylko tłumacząc dosłownie czeską nazwę. „To nowe logo zupełnie ignoruje ponad tysiącletnią historię ziem czeskich” – mówi Jiří Felix, propagator nazwy Czechia w świecie.

Gdy odbywa się ważna konferencja krajów europejskich, wszystkie inne kraje określane są oficjalną urzędową nazwą (np. Slovakia, France), tylko Czechom wiecznie zmienia się podpisy z Czech Republic na Czechię.

Česko

Określenie „Česko” używane jest już od 1777 roku. Nie powstało z tłumaczenia niemieckiego słowa Tschechien. Powstało ono za czasów Habsburgów i miało na celu zaznaczenie odrębności ziem czeskich od Śląska i Morawy. Nazwa „Česko” mimo, iż nie podobała się panującej monarchii, przetrwała do dziś.

 Angielski wyraz „Czechia” powstał od określenia ludności czeskiej (ang. Czechs) i było używane po zaniku Czechosłowacji w 1939 roku. Obecnie Czechia używana jest na prestiżowych konferencjach jak też we wszystkich angielskich i amerykańskich atlasach świata.

69 procent głosujących opowiedziało się za nazwą „Czechia”, 26 procent za nazwą „Czech” a 5 procent za dziwnym tworem „Czechlands” *

Republika Czeska w innych językach:

angielski: Czechia

łacina: Czechia

niemiecki: Tschechien

francuski: Tchéquie

włoski: Cechia

hiszpański: Chequia

szwedzki: Tjeckien

polski: Czechy

słowacki: Česko

chorwacki: Češka

rosyjski: [Čechija]

 * ankieta przeprowadzona wśród Internautów zpravy.ihned.cz. Odpowiedzi udzieliło 645 osób.

 

 

 

Jak jedzą Czesi?

Czeskie rodziny coraz rzadziej spotykają się przy wspólnym stole. Jeżeli już, najczęściej jest to spotkanie przypadkowe. 40 procent naszych sąsiadów nie je już wspólnych posiłków…

Z badania agencji J.L.M. wynika, że tylko 37 procent rodzin spotyka się choć raz przy jedzeniu. Najczęściej jest to śniadanie. Socjologowie grzmią, że taka sytuacja doprowadzi do tego, że członkowie rodziny przestaną się między sobą komunikować. „Wspólna kolacja zbliża, dzieci mogą się wtedy wygadać z rodzicami, ci zaś dowiedzą się czy ich pociechy nie mają aby jakiś problemów” – mówi psycholog Radana Štěpánková.

Członkowie rodzin oddalają się coraz dalej od siebie. Zamiast podczas posiłku rozmawiać przy wspólnym stole, wolimy w pośpiechu zjeść obiad na sofie w salonie oglądając telewizję.

Wspólne spożywanie posiłków ma też jeszcze jedną ważną cechę. Domowe obiady są zdrowsze niż te spożywane na szybko kupione w Fast foodach. Wiemy, że Czesi wprost oszaleli na ich punkcie. Nie zważając na kalorie, czeskie dzieci stołują się w barach szybkiej obsługi na potęgę. Przez ostatnie 15 lat otyłych dzieci w Republice przybyło aż 4-krotnie.

A Czesi lubią zjeść dobrze.

Z międzynarodowego projektu FOOD, który powstał na zlecenie UE, wynika, że Czesi stołują się bardzo niezdrowo. Tłuste zupy, wielkie porcje jedzenia, słodzone napoje, piwo to częsty widok na czeskich restauracyjnych stołach. Z badania, w którym wzięło udział 4400 respondentów z Belgii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Szwecji i Republiki Czeskiej wynika, że co drugi Czech je obiad w ciągu dnia. To daje naszym sąsiadom ostatnie miejsce wśród europejskich narodowości. Reszta badanych je obiady codziennie.  Gdy już Czesi wybiorą się do restauracji, ważna jest dla nich wielkość porcji. Jeżeli w pobliżu pracy nie ma miejsca, gdzie da się zjeść tanio i dużo, wtedy w ogóle nie wychodzą na obiad.

Czeskie obiady są zbyt kaloryczne. Już sama zupa podawana z pieczywem jest treściwa, jednak po niej następuje główne danie. Wszystko to popijane jest słodzonymi napojami, których Czesi spożywają więcej w porównaniu z mieszkańcami Europy zachodniej.

Znudziła się już klasyka.

Jeśli chodzi o kolację, tylko 6 procent Czechów deklaruje, że ją w ogóle je. Jeśli już się do jej robienia zabiorą, najczęściej kolacja jest bardzo urozmaicona. 67 procent naszych sąsiadów eksperymentuje w kuchni.

Badanie firmy Hamé pokazało, że coraz rzadziej mamy czas na gotowanie kolacji. Najlepiej gdyby jej zrobienie trwało mniej niż 15 minut. Oczywiście, jeśli chcesz mieć ciepłą kolację rzadko osiągniesz taki wynik. Tak myśli 57 procent Czechów, dlatego za robienie kolacji w ogóle się nie zabiera. Kolejnym argumentem za tym, żeby wieczorem nie jeść, jest fakt, że jedzenie musi kosztować mniej niż 100 koron. Jest to warunek bardzo ciężki do spełnienia, dlatego ogromna ilość naszych południowych braci idzie spać głodna albo odgrzewa sobie w mikrofalówce gotowe jedzenie z supermarketu.

Przytoczone badania pokazują, że w kwestii żywienia nie różnimy się tak dużo od Czechów. Może dlatego Polakom tak bardzo smakuje czeska kuchnia.

Nowa mapa Czech

Serwis Lidovky.cz postanowił zebrać w jedno miejsce wszystkie potoczne określenia miejsc znajdujących się w Republice Czeskiej. Niektóre nazwy wprost powalają na kolana. 

W południowoczeskim Vimperku mają Suez, na pewnym osiedlu w Czeskich Budziejowicach mają ulice Hokejową a w Rumburku mamy Ciekawską ulicę. Ale to tylko część z tych potocznych nazw miejsc, które nadali swoim miejscom tubylcy.

I na przykład miasto Orlová jest nazywana Rondlem, dzięki wielkiemu zagęszczeniu obwodnic i objazdów.  Mieszkańcy Jeseníka natomiast dzielnicę urzędową nazywają Pentagonem. Wspomniany Suez to tak naprawdę ulica Piwowarska a swoją potoczną nazwę zawdzięcza temu, że jest porównywana do cieśniny Suez łączącej morza Czarne i Śródziemne, która jest wiecznie zakorkowana.

Ulica Ciekawska w Rumburku to tak naprawdę Smilovského ulice. Przez to, że w domach przy tej ulicy jest mnóstwo wielkich okien, łatwo z nich obserwować co się wokoło dzieje. Stąd miejscowi ulicę tę nazywają Ciekawską. Niesamowita też jest historia brneńskiej Kraví hory, którą nazywa się Monte Bú. W Brnie znajdziemy też Bronx, BlekfíldBílý dům albo Brněnský Manhattan. Brnieński uniwersytet oraz wieża telewizyjna na Kavčích w Pradze, nazywane są Rohlikami.

 Oxfordem nazywana jest szkoła techniczna w Otrokiwicach. Nabrzeże w Písku nazywane jest za dnia Amsterdamem, a po zmroku Titanikiem.

Ciekawą historię ma też długowieczny konflikt na linii Pardubice – Hradec Králové. Mieszkańcy Pardubic nazywali Hradec Mechov, a to z tego powodu, że w mieście tym przez długi czas nie wiedziano co to jest papier toaletowy a mieszkańcy podcierali się mchem… Jednak gdy spojrzymy na sprawę odwrotnie to mieszkańcy Hradca nazywają sąsiadów używając określenia Koněpůlky, a to przez wizerunek połowy konia w herbie miasta.

 Silicon Hill stoi w Pradze a chodzi o akademik studencki. Nová Fukušima to nazwa budowanej właśnie Nowej Karoliny w Ostrawie, która wyglądem podobno przypomina elektrownię jądrową. W Czelakowicach (Čelákovicíce) ulicę Stankovského nazwano Chińskim Murem ze względu na to, że komunistyczne bloki przy niej stojące tworzą jakby ścianę, która podzieliła miasteczko na dwie części.

To tylko część z wielu takich miejsc zgłoszonych przez czytelników Lidovky.cz. Żeby opisać je wszystkie, nie starczyłoby tu miejsca. Reszta dostępna jest w tym miejscu. Miłego czytania!

David Černý na olimpiadzie

 

Słynny Czech w końcu pokazał swoje nowe dzieło, które jest artystycznym wkładem w nadchodzącej wielkimi krokami olimpiadzie w Londynie. Tym razem na swój cel wziął symbol Londynu – czerwony autobus i przeobraził go w ćwiczącego sportowca. 

„Jest to symbol siły, walki i dążenia do celu. Wprawiona w ruch maszyna prezentuje jakby swą tężyznę fizyczną. Jest to połączenie dwuznaczności i ironi. Mam nadzieje, że się spodoba” – powiedział David Černý.

Artysta odkupił autobus z 1957 roku od holendreskiego małżeństwa. Aby z pojazdu powstało artystyczne dzieło, zamontował specjalny silnik, który napędza dwie „ręce”. Ręce te muszą utrzymać sześciotonowego potwora. Dzięki przemyślanej konstrukcji kolos rusza się w każdą stronę, niczym prawdziwy sportowiec.

Dzieło można oglądać przy Czeskim Domu w londyńskiej Wiosce Olipmijskiej.  Mam nadzieje, że potwór wytrwa aż do końca olimpiady – powiedział Černý.

Więcej fotek do zobaczenia tutaj. A na dole zdjęcie z wioski olimpijskiej.

Polski Film

„W czeskiej branży mówi się, że są filmy dobre, złe i z Brna. Natomiast w Polsce wyrażenie ‚czeski film’ takie samo znaczenie jak u nas ‚hiszpańska wioska’: coś, w czym się gubicie. Z połącznia obu powiedzeń możecie sobie mniej więcej wyobrazić, jak wygląda Polski film.”

Tak zaczyna się recenzja najnowszego filmu Marka Najbrta na portalu iDnes.

Dwa lata temu, na krakowskiej OFF Camerze, Marek Najbrt otrzymał nagrodę od Polskiego Instytut Sztuki Filmowej za genialnego „Protektora” (który, bóg jeden raczy wiedzieć czemu, nie trafił do tej pory do polskich kin). Nagrodą był milion złotych dotacji na następny film. Warunek był jeden – musi to być polsko-czeska koprodukcja.

Nie wiem, czego spodziewał się PISF przyznając Najbrtowi te pieniądze. Możliwe, że zachwyceni „Protektorem” liczyli, że reżyser stworzy kolejne dzieło, w dodatku promujące Polskę. No toście się państwo przeliczyli…

Polski film to film o filmie. Czwórka brnieńskich aktorów wpada na pomysł nakręcenia filmu o sobie samych sprzed 20 lat. Tomáš Matonoha, znany z sitcomu Comeback, Pavel Liška, w Polsce kojarzony dzięki Powrotowi Idioty, Marek Daniel – Szczęście, Horem padem, Protektor i Josef Polášek. Reżyseruje Jan Budař, kolejny absolwent brnieńskiej filmówki, a producentką zostaje Jana Plodková, która uważa się za „całkiem popularną aktorkę”…

Ciężko napisać o tym filmie coś, żeby zachęcić, ale za wiele nie zdradzić. Mistyfikacja ściga mistyfikację, aktorzy grają samych siebie, grających siebie w młodości, jednocześnie mówiąc, że to, że grasz w filmie samego siebie, nie znaczy, że jesteś to ty… Trochę gubiące? No właśnie. Do tego wszystkiego dochodzi polski producent, który zgadza się dać kasę pod warunkiem, że będą kręcić w Polsce, nawet jeśli to zupełnie bez sensu, bo cała akcja według scenariusza toczy się w Brnie. Ale przecież Kraków może zagrać Brno, a Wawel brnieński zamek Špilberk…

Autorzy Polskiego filmu pojechali po bandzie, czasem są już na granicach dobrego smaku. Aktorzy nabijają się w najlepsze z samych siebie i siebie nawzajem. Autorzy naśmiewają się ze sposobu przyznawania dotacji na filmy oraz z różnorakich ekspertów pracujących przy filmie (polski ekspert od czeskiego humoru – jeżu, jakie to piękne!!!). Jest miłość polsko-czeska i są też polsko-czeskie gierki językowe. Żarty z religijności mogą się niektórym wydać przesadzone. Nie, nie, nie, nikt się nie nabija z tego że jesteśmy katolickimi talibami (ale pomnik Jana Pawła II występuje w filmie). Atak poszedł w religijnych Morawiaków.

Kilka komentarzy z ČSFD:
„Inland Empire po czesku.”
„Polski film jest zdecydownie najlepszą fikcją Zelenki bez Zelenki! ”
„O ‚Protektorze’ napisałem, że jest to wyjątkowy film w czeskiej kinematografii. Tutaj to idzie jeszcze dalej. To jak film się bawi z widzem da się przyrównać do braci Coenów.”
„Albo jestem kretyn i ignorant a ten film jest genialny, albo jest to zupełnie odwrotnie.”

Tyle powiem, bo za dużo zdradzę. Wszystkim rozumiejącym po czesku i będącym w najbliższym czasie w Republice polecam pójście. Proszę tylko zabrać duży dystans do siebie i dużo czeskiego humoru. Takiego wiecie, jak w filmach Zelenki…

Dla tych co aktualnie są w Pradze – Polski film do obejrzenia w najlepszym kinie na Pradze 7, czyli w Oku, w niedzielę, 22.07, o 20:30 i we wtorek, 31.07, o 20.45. Ale uwaga, jak byłam przedwczoraj to sala była wyprzedana. I pękała ze śmiechu!

Z Pragi Anna Militz

http://mojeholesovice.blogspot.com/

Najazd Czechów na Warszawę?

Czechofile! Pisze o nas dzisiejsza Gazeta Wyborcza!  Oto artykuł:

Przed nami ćwierćfinałowy mecz Euro 2012 na Stadionie Narodowym. Zagrają piłkarze Czech i Portugalii. Do Warszawy przyjadą z tych krajów tysiące kibiców. Jak ich przywitamy?

„Jak już wiecie, Czesi będą grać w ćwierćfinale EURO z Portugalią w Warszawie 21 czerwca! Wpadłem na pomysł, że skoro czechofilów w Warszawie jest tak wielu, moglibyśmy spotkać się w strefie kibica, by kibicować naszym braciom. Mam nadzieję, że na ten mecz przyjedzie choć garstka Czechów i łącząc się z nimi, pokażemy siłę biało-niebiesko-czerwonych!” – napisał Mariusz Bujnowski na swoim blogu „Czechofil.wordpress.com„.

Flagi i bojowe okrzyki

Namawia, by spotkać się o godz. 19.30 przy wejściu do strefy od stacji metra Centrum. – Bierzemy flagi, szaliki, koszulki, co kto ma. I kibicujemy tak jak Polakom z tym, że tym razem nasze krzyki mają wspomóc braci Czechów – zachęca bloger.

Chodzi o bojowe hasła, które podobno zna każdy czechofil: „Kdo neskáče není Čech, Hop Hop Hop!” (Kto nie skacze, ten nie Czech), „ČEŠI, DO TOHO!” (Czesi do boju!), albo nie wymagające tłumaczenia: „Ole, ole, ole, ole vyhrajeme, vyhrajeme!”.

Ilu Czechów przyjedzie do Warszawy, jeszcze nie wiadomo. Dominika Prejdová z Czeskiego Centrum twierdzi, że najazdu nie będzie. – Oni cenią sobie prywatność. Wolą kibicować w domach lub pubach – mówi.

Z kolei koordynująca przebieg mistrzostw w Polsce spółka PL2012 szacuje, że będziemy gościć ok. 20 tys. Czechów. Tomasz Maćkowiak, przed laty korespondent „Gazety Wyborczej” w Pradze, zwraca uwagę, że warszawiacy, myśląc stereotypowo, spodziewają się przyjazdu przyjaznych wesołków. Tymczasem wśród czeskich kibiców są agresywni skini, którzy nie mają poczucia humoru na swoim punkcie. Ale do Wrocławia, gdzie dotąd grali Czesi, rozrabiacy z ich kraju nie przyjechali. Nasz wrocławski dziennikarz Jacek Harłukowicz zapewnia, że Czesi wprowadzali radosną atmosferę i znakomicie się bawili.

– Ja się cieszę, że przyjadą do Warszawy! – mówi Mariusz Surosz autor piszący o Czechach. W dniu meczu będzie w Pradze. Transmisje obejrzy w gospodzie, kibicując Czechom. – Ostatnio z powodu Euro w czeskich mediach było pełno Wrocławia – opowiada. – Mnóstwo artykułów. Chciałbym teraz, aby Czesi zobaczyli Warszawę, bo z mojego doświadczenia wiem, że ona robi na nich wrażenie.

(…)

Piwo na radość i smutek

Do przyjęcia kibiców gotuje się też pub Czeska Baszta na szlaku prowadzącym na stadion, w jednej z wieżyc mostu Poniatowskiego. – Jak mawiają Czesi: żeby się napić, są zawsze dwa powody – radość albo smutek. Zatem wygrają, czy przegrają, Czesi przyjdą na piwko – przewiduje Karol, współwłaściciel pubu. – Mamy piwa z rodzinnych czeskich browarów: Konieek Vojkovice, Valašek Vestin, Qasek Ostrava, Kocour Varnsporf, Kout na šumave – wylicza drugi współwłaściciel pubu, też Karol. A do piwa zakąski: utopenec (po polsku topielec, czyli kiełbasa w marynacie), nakládany hermel~n – marynowany ser pleśniowy, to Czechom się podoba.

W czasie Euro po meczach właściciele wychodzą na most i zapraszają kibiców. – W sobotę i u Rosjan, i u Polaków nastroje były niemrawe. Ciężko było namówić na piwko – wspominają. – W czwartek nie będzie problemu. Czesi nie odmówią – cieszą się dwaj panowie Karolowie. Zapraszać będą po czesku.

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,11965202,W_czwartek_cwiercfinal_na_Narodowym__Kogo_wesprzemy_.html

Dwa dodatkowe pociągi wyślą Czesi na czwartkowy mecz Euro 2012 w Warszawie. Spodziewane są też dodatkowe samoloty.

Według Mikołaja Piotrowskiego ze spółki PL.2012 na ćwierćfinał Czechy – Portugalia ma przyjechać ponad 20 tys. kibiców zza naszej południowej granicy – głównie pociągami, autokarami i samochodami. Koleje Czeskie reklamują już specjalne pociągi z atrakcjami dla kibiców. Jeden wyjedzie z Pragi, drugi – z Brna. W każdym będzie blisko 700 miejsc. Oprócz tego z Pragi do Warszawy kursują dwa zwykłe pociągi (dzienny i nocny) oraz składy z Wiednia przez wschodnie Czechy.

Dla podróżujących w grupach najtańszy może się okazać dojazd samochodem. Dlatego Mikołaj Piotrowski spodziewa się, że w czwartek szczególnie przydadzą się parkingi przesiadkowe na obrzeżach Warszawy. Dotychczas auta zostawiało tam niewiele osób.

řezané pivo

P5260020.JPG

Czy żeby zrobić řezané pivo trzeba być mistrzem sztuki barmańskiej? Nie wiem. Wiem na pewno, że efekt jest powalający i spodoba się każdemu piwoszowi.

rezane.jpg

Barman w Czeskiej Piwnicy w Lublinie opanował sztukę lania rżniętego piwa do perfekcji. Mieliśmy niezłą zabawę czekając kiedy w końcu skończy się jasna barwa i przebijemy się do ciemnego piwa. Za żadne skarby piwo nie chciało się wymieszać, a jasna warstwa „tańczyła” na tej ciemnej.

#!

blog-rezak.jpg

Euforia minęła, gdy zacząłem zastanawiać się kto wymyślił polską nazwę tego specjału.

A na deser Modra Luna – piwo jagodowe! :)

modra.jpg

Wielkanoc w Czechach

*Všem přeji krásné Velikonoce!*

kdjsj.jpg

Kraslice – pisanki

Przez długie lata ustroju socjalistycznego tradycja Wielkiejnocy częściowo zanikła. Wraz z nowym ustrojem, powoli wracają tradycyjne święta. Czeska Wielkanoc to przede wszystkim pisanki, judasze, rózgi, drewniane figurki, drewniane kołatki i kolęda. Według sondy ( agencji Sofres-Factum) zamieszczonej w Mladá fronta Dnes z piątku 29 marca (strona 6) wynika, że 96 procent Czechów obchodzi święta Wielkiejnocy. Prawie 80 % nie ma zamiaru iść do kościoła, 75% oczekuje odwiedzin kolędników, 66% maluje jajka, a niecała jedna trzecia kolęduje.

*Zamiast palmy*

W Palmową Niedzielę powszechnym zwyczajem polskim jest święcenie palm, w Czechach natomiast święci się, o ile ktoś to robi, bazie. Niektórzy robią nawet z nich wianki. Oczywiście po czesku w nazwie niedzieli rozpoczynającej Wielki Tydzień nie będzie przymiotnika palmowa, ale kwiatowa, Kvetná Nedele) Minęły czasy kiedy przestrzegano ludowych obyczajów. Kiedyś po przyjściu z kościoła Czesi wkładali bazie za święty obrazek lub krzyż, gdzie stały przez cały rok. W niektórych miejscowościach łykano bazie, żeby ustrzec się od bólu gardła. Przestrzegano też zakazu pieczenia, żeby „nie zapiec kwiatu na drzewach.”

*Wielki Tydzień – tydzień barw*

Czeskie nazwy dni w Wielkim Tygodniu różnią się od polskich. U nas dominuje przymiotnik wielki (np. Wielki Czwartek, Wielki Piątek). Po czesku wielki jest tylko piątek, reszta dni ma w nazwie odpowiedni kolor i tak, poniedziałek jest niebieski (Modré pondelí), wtorek żółty (Žluté úterý), środa czarna (Cerná streda, rzadko używane), czwartek zielony (Zelený ctvrtek), sobota biała (Bílá sobota)

*Jarmark*

Do tradycji należy organizowanie świątecznych jarmarków, gdzie można zaopatrzyć się w świąteczne produkty: pisanki, słodycze, ozdoby takie jak: drewniane figurki, kołatki, i tak zwaną pomlázka czyli splecioną z wierzbowych witek rózgę na Poniedziałek Wielkanocny.

*Środa (Škaredá streda)*

Na Wielką środę Czesi mają najwięcej nazw. Najczęstsze z nich to škaredá i sazometná, rzadziej smetná lub cerná. Ze względu na to, że škaredit se oznacza dąsać się, wierzenia ludowe zabraniają się tego dnia dąsać. Kto nie posłucha tej dobrej rady będzie dąsał się co środę przez cały rok.
Druga nazwa wskazuje na stary zwyczaj czeski; w ten dzień Czesi wymiatali sadzę z komina.

*Czwartek (Zelený ctvrtek)*

Kolor zielony w nazwie czwartku według etymologii ludowej pochodzi od tego, że Pan Jezus modlił się na zielonej łące. W rzeczywistości nazwa ta związana jest z katolicką liturgią. Tego dnia milkną też dzwony, które zabrzmią dopiero w Wielką Sobotę. Dla zapewnienia sobie dostatku dobrze jest wraz z ostatnim biciem dzwonów zabrzęczeć monetami.
Kiedyś w Wielki Czwartek gospodynie wstawały rano, żeby mieć zamiecione jeszcze przed wschodem słońca. Aby w domu nie było pcheł, śmieci należało wynieść na skrzyżowanie lub za klepisko.
Z tej bogatej tradycji wielkoczwartkowej do dzisiaj przetrwały przede wszystkim tzw. judasze. Są to ciastka z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem.

*Piątek (Veliký pátek)*

Starym zwyczajem było przed wschodem słońca umyć się w potoku, co miało chronić przed chorobami. Niektórzy musieli się porządnie natrudzić, żeby uchronić się przed bólem zębów. Młodzi mężczyźni wyciągali ustami z potoku kamień, a następnie lewą ręką przerzucali go za głowę.

*Wielkanoc (Velikonoce)*

Kiedyś chodzono do kościoła święcić jedzenie, a następnie spożywano je w gronie rodzinnym. Dzisiaj, ze względu na laicyzację tych Świąt, oprócz wystroju domowego, raczej nic specjalnego się nie dzieje. Jest to dzień wolny od pracy. Większość Czechów wyjeżdża na działki, gdzie odpoczywają na świeżym powietrzu. Do tradycyjnego jedzenia należą przeróżne ciasta często w kształcie baranka. No i oczywiście judasze, ciastka zrobione z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem. W niektórych domach można znaleźć typowy dla tych Świąt wystrój: pisanki, figurki z drewna w kształcie gołąbków i baranków oraz drewniane kołatki.
W miejscowościach gdzie tradycja nie zginęła lub tam gdzie powoli wraca od rana chodzą kolędnicy z kołatkami i piszczałkami. Za pieśni dostają jedzenie a nieraz nawet pieniądze.

*Poniedziałek Wielkanocny*

pomlazka22.jpg

Tego dnia w zwyczaju jest pomlázka. Chłopcy z rózgami ganiają dziewczyny i smagają je po nogach. W zamian dostaną pisanki, kolorowe wstążki lub coś do jedzenia.

Zrób sobie raj – sztuka

Środowa prapremiera sztuki „Zrób sobie raj” Kasi Adamik i Olgi Chajdas odbyła się w uroczystej atmosferze. Pełna sala czekających na to wydarzenie osób, świadczy o dużym zainteresowaniu. Każdy miał nadzieję, że sztuka spełni ich oczekiwania. Czy spełniła? Czytajcie dalej…

Nie wiem co kierowało twórcami przedstawienia, żeby tak poprowadzić akcję sztuki. Albo ja w ogóle nie pamiętam książki albo sztuka była tylko luźnym nawiązaniem do książki Mariusza Szczygła. Akcja toczyła się w świecie zmarłych, gdzie bohaterowie wspominają swoją śmierć, swoje życie i zastanawiają się nad tym, dlaczego ich urn z popiołem nie odebrała rodzina. Bohaterowie byli barwni i różnorodni. Każdy miał swoją historię, jednak narracja była chaotyczna, niespójna. Większości bohaterów w ogóle nie kojarzę, wypowiadali jedynie kwestie wyciągnięte z kart książki Szczygła. Sam Szczygieł powiedział, że był na 40 minutach próby i w tym czasie nie padło ani jedno zdanie z jego dzieła.

Czesi przedstawieni w spektaklu byli rozpustni, palili skręty. Jeden bohater wciąż powtarzał, że chce mu się piwa albo że nie może się wysrać. Temat defekacji powtarzał się jak mantra przez całą sztukę. Wysrać się i napić piwa to sens życia Czecha. Całość przeplatana wykonaniem hymnu Republiki Czeskiej w różnych aranżacjach: od „pijackiej” po kabaretową. Jeszcze żeby aktorzy naprawdę nauczyli się wysławiać poprawnie czeskie słowa… Głośne śpiewanie, tańce towarzyskie i tarzanie się po ziemi – jakoś mało kojarzy mi to się z czeską „pohodą”. Ale może za bardzo się czepiam. Jedyne do czego nie mogę się przyczepić to gra aktorska. Największe brawa dla Katarzyny Herman.

Całość skupiła się wokół śmierci, krematoriów i urn. Nie było ani słowa o innych zabawnych momentach książki. Na prapremierę przybyło dużo osób, które przeczytały książkę Szczygła i wiele z nich nie kryło swego rozczarowania z tego co zobaczyli po pierwszym akcie. Głośno dyskutowali o tym co ich zdziwiło. Kilka miejsc po rozpoczęciu drugiego aktu pozostała pusta. Akcja zakończyła się bardzo niespodziewanie, zgasło światło i aktorzy wybiegli kłaniając się publiczności. Ta odwdzięczyła się odtwórcom ról średnio intensywnymi brawami. Zanim brawa ucichły, część osób z widowni w pośpiechu gnała do szatni.

Miał być Raj, a wyszedł Sraj… Szkoda mi tylko, że może zdarzyć się taka sytuacja, że ktoś nie sięgnie po świetną książkę Mariusza Szczygła ze względu na kiepską, według mnie sztukę. Oczywiście mogę nie znać się na sztuce, na teatrze, opisuję tylko swoje odczucia. Jednak ostrzegam Was, szkoda kasy na bilety!

Zdjęcia od teatrstudio.pl/spektakl/zrob-sobie-raj/

raj1.JPGraj2.JPGraj3.JPG

Podróże konika morskiego

WYDAWNICTWO AFERA PREZENTUJE:

*Podróże konika morskiego* Petr Šabach

Konik morski to jedyny przedstawiciel fauny, u którego samiec, nie samica, wydaje na świat młode. Bohater tej książki to jedyny (a przynajmniej jedyny, którego sam zna) mężczyzna w Pradze, który w końcu betonowych lat osiemdziesiątych nie chce stać żonie na drodze do kariery naukowej i nie bardzo wiedząc, w co się pakuje, bierze na siebie opiekę nad trzyletnim synkiem.

Podróże konika morskiego to wielokrotnie wznawiany w Czechach pamiętnik młodego ojca na urlopie tacierzyńskim. Czy kiedy w roli taty występuje czołowy czeski humorysta Petr Šabach, możemy się spodziewać tylko tego, że założy pieluchę na lewą stronę, przypali mleko i zgubi dziecko w monopolowym? Jak się okazuje – niekoniecznie. Ta niezwykle ciepła, zabawna i, co ciekawe, bardzo autobiograficzna książka to lektura obowiązkowa dla każdego rodzica i miłośnika czeskiej (lub po prostu dobrej) prozy.

kroniki.jpg

Tomáš Sedláček

Wtorkowy wieczór zaczął się bardzo obiecująco. Otóż całe Wrzenie Świata oczekiwało w napięciu byłego doradce ekonomicznego prezydenta Vaclava Havla Tomáša Sedláčka. Dla mnie ważniejsze było to, że gość był Czechem, ale bardzo podziwiam go za wszystko do czego doszedł w swym młodym życiu.

Nie sposób wymienić wszystkich funkcji pana Sedláčeka, warto więc przeczytać to, co mówi o nim http://pl.wikipedia.org/wiki/Tom%C3%A1%C5%A1_Sedl%C3%A1%C4%8Dek

Wszystkich zgromadzonych przywitał Mariusz Szczygieł. Oprócz Czechofilów przyszło wiele osób interesujących się ekonomią. Ekonomią, gdyż wieczór poświęcony był promocji książki Sedláčka  „Ekonomia dobra i zła”, która stała się najchętniej czytanym tytułem w Czechach, pokonując m.in. Paulo Coelho i Dana Browna i sprzedając się w ponad 50.000 egzemplarzy. W 2011 roku książka została wydana w Wielkiej Brytanii przez Oxford University Press, a wkrótce ma również ukazać się po chińsku i niemiecku. Przyznam szczerze, że trochę się przestraszyłem, że nic nie będę rozumieć, przecież w ogóle się na tym nie znam. Poza tym te wszystkie problemy, kryzysy, z którymi boryka się dzisiejszy świat…

Z każdą minutą jednak widać było na twarzach publiczności coraz większe zdumienie. Chyba nikt nie sądził, że procesy ekonomiczne można wytłumaczyć tak przystępnie. Ekspert wyjaśnił w kontekście ekonomicznym nawet wydarzenia biblijne. Przyjęcie przez Czechy i Polskę waluty Euro porównano do małżeństwa – to nie jest decyzja na jeden wieczór tylko na całe życie. Jednak objaśnień jakich używał gość nikt się chyba nie spodziewał – prowadzący spotkanie Aleksander Kaczorowski stwierdził, że Sedláček „głosi herezje”. To nie były herezje, to była ekonomia z ludzką twarzą.

Za bardzo ciekawe spotkanie dziękuję gościom oraz przybyłym.

Vaclav Havel [*]

*Minutą ciszy, a potem żałobnym biciem dzwonów w całym kraju rozpoczęto w piątek w południe państwowe uroczystości pogrzebowe ostatniego prezydenta Czechosłowacji i pierwszego prezydenta Czech Vaclava Havla*

pogrzeb.JPG

W całych Czechach rozległy się syreny, na ulicach zatrzymali się przechodnie i pojazdy.

Ostatnie pożegnanie Havla odbywa się w praskiej katedrze św. Wita – w tym samym miejscu, w którym odprawiono mszę dziękczynną po inauguracji jego pierwszej kadencji prezydenckiej. Z sąsiadującego z Praskim Zamkiem Pałacu Arcybiskupów do świątyni przeszła wcześniej procesja złożona z hierarchów kościelnych Czech i Słowacji. To właśnie oni odprawią uroczystą mszę żałobną w intencji zmarłego.

W katedrze jest ponad tysiąc osób, wśród nich przedstawiciele władz czeskich – prezydent Vaclav Klaus oraz premier Petr Neczas – a także goście z kraju i zagranicy. Przybyli przywódcy: Francji – Nicolas Sarkozy, Austrii – Heinz Fischer, Słowacji – Ivan Gaszparovicz, Niemiec – Christian Wulff, Węgier – Pal Schmitt, Słowenii – Danilo Tuerk, Gruzji – Micheil Saakaszwili, szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton wraz z mężem, byłym prezydentem USA Billem Clintonem, była szefowa amerykańskiej dyplomacji, a prywatnie przyjaciółka Havla, Madeleine Albright, szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

Polskę reprezentują marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i – jako przedstawiciel prezydenta RP Bronisława Komorowskiego – były prezydent Lech Wałęsa. W imieniu rządu RP przybył minister kultury Bogdan Zdrojewski. W polskiej delegacji jest też były premier Tadeusz Mazowiecki.

W ławach katedry zasiedli przyjaciele Havla: artyści, muzycy, dawni opozycjoniści, obrońcy praw człowieka.

Przed mszą z Sali Władysławowskiej Praskiego Zamku trumnę z ciałem zmarłego wnieśli do katedry żołnierze kompanii honorowej armii czeskiej.
www.dziennikwschodni.pl/(…)article…

Foto: idnes.cz

lud1.JPGlud2.JPGlud3.JPGlud4.JPGlud5.JPGlud6.JPG

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑