Jan Balaban

Wakacje i Możliwe, że odchodzimy to połączone wydanie dwóch ulubionych przez czeskich czytelników zbiorów opowiadań Jana Balabána. Drugi ze zbiorów otrzymał we wrześniu 2011 tytuł Książki Dziesięciolecia, zdobył też inne nagrody m. in.: najbardziej prestiżową czeską nagrodę literacką Magnesia Litera w kategorii Proza Roku 2005 i tytuł Książki Roku 2004 w plebiscycie popularnego dziennika Lidové Noviny. Pierwszy zbiór, Wakacje to szesnaście bardzo krótkich opowiadań, tylko na pozór będących osobnymi. Drugi, Możliwe, że odchodzimy składa się z dwudziestu dłuższych i bardziej złożonych historii. W obu zbiorach autor stara się zrozumieć problemy przeciętnych i w pewnym sensie pod-przeciętnych ludzi, rozczarowanych życiem i sobą, szukających ukojenia w alkoholu, samotnych, rozwiedzionych, nie mogących znaleźć pracy, zagubionych. Bohaterowie Balabána są mieszkańcami robotniczej Ostrawy, pełnej smogu, blokowisk i ludzi, którzy stracili wiarę w sens życia i jego wartości. Autor pokazuje rzeczywistość, która boli, nie pozbawiając przy tym czytelnika ani swoich bohaterów nadziei. Poruszająca treść i prosty a zarazem piękny styl Balabána sprawiają, że książka jest prawdziwym klejnotem literatury czeskiej.

balaban.jpg

*CZESKA KSIĄŻKA DZIESIĘCIOLECIA*

Niesamowicie napisana książka! Na pewno ogromna to zasługa polskiej tłumaczki, gdyż wszystkie opisy są miażdżąco realistyczne i obrzydliwie dosadne! Uwielbiam tego typu współczesny język. Beznadzieja bohaterów potęgowana przez smutne opisy rzeczywistości. Zadziwiające jest to, w jaki sposób można opisać zwykłe losy szarych ludzi.

Czesi tutaj nie są tymi „roześmianymi bestiami”, które dobrze znamy z filmów czy anegdot. Czesi Balabana są zgorzkniali, przygnieceni swą przeciętnością. Smutni, szarzy a nawet biedni. W samotności, między blokami marzą o dzikim jak kiedyś seksie, o dobrej pracy, o chwili zainteresowania. Wszystkie radosne wydarzenia są wspomnieniami ich przeszłości. Tu nic nie dzieje się przypadkiem, a opowiedzenie dwudziestu kilku osobnych pozornie historii tylko potęguje moje gorzkie odczucia podczas czytania tej książki.

Mimo że Czechów sobie wyidealizowałem, okazało się, że są to tacy sami ludzie jak my – smutni i narzekający jak Polacy :D

Powyższe słowa niech Was nie odstraszą! Opisy te powinny Was zachęcić. Jeśli ktoś lubi tego typu styl pisania na pewno będzie zadowolony z tej pozycji.

Balaban Jan – Wakacje/ Możliwe, że odchodzimy.
*Wydawnictwo AFERA*, Wrocław 2011.


Markéta Pilátová

W zeszły weekend wybrałem się do Białegostoku. Wziąłem ze sobą na drogę nową książkę Wydawnictwa GoodBooks „Żółte oczy prowadzą do domu” Markéty Pilátovej. Nie sądziłem, że przeczytanie jej sprawi, że zupełnie zapomnę o polskiej rzeczywistości a zanurzę się w otchłani czeskiej tęsknoty…

zolte.jpg

Żółte oczy prowadzą do domu opowiadają historię o przyjaźni, tęsknocie i miłości ponad wszystko. Zabierając nas w podróż do barwnego świata Ameryki Południowej, pozwalają doświadczyć zderzenia dwóch kultur i dwóch pokoleń. Losy emigrantów i ich tęsknota za ojczyzną, skłaniają do refleksji, czym jest dom i gdzie każdy z nas ma swoje miejsce na ziemi. Jak je odnaleźć?

Książka zaczęła się bardzo niewinnie – podróż do Sao Paulo, egzotyczne opisy, ciekawe przygody. Naszą bohaterkę Martę spotykają takie wydarzenia, których nigdy nie zazna w Europie. Sielanka kończy się w momencie, gdy Marta zdaje sobie sprawę z tego, że ciągle jest rozdarta między „dwa światy”: Pragę oraz Brazylię. Wydaje się, że przez całą książkę nie umie sobie z tym poradzić.

Ciągłe porównania obu krajów, niemożność usiedzenia w jednym miejscu to cechy, które charakteryzują również mnie. W dalszym ciągu zdarza mi się porównywać Polskę i Czechy. Czasem myślę wciąż po czesku.

Zamyśliłem się i patrząc w okno zdałem sobie sprawę, że czeska kraina jest nieporównywalnie piękniejsza niż polska.

Wydarzenia z książki mimo, że są bardzo ciekawe a historie bohaterów zawiłe nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak ta TĘSKNOTA za Republiką Czeską. W pierwszych dniach po wyprowadzce z Czech przeżywałem swego rodzaju schizofrenię – byłem w Polsce a tęskniłem za Czechami. Marta większość życia spędziła w Brazylii i to właśnie Czechy były dla niej bardziej egzotyczne niż Brazylia. To w Czechach można było pójść do kawiarni i kina, gdy na brazylijskiej prerii rozrywką było ujeżdżanie koni. Podczas gdy nasza bohaterka radziła sobie świetnie jako władczyni krów, przejażdżka tramwajem w Pradze była dla niej już większym wyzwaniem.

Podczas lektury potwierdziło się spostrzeżenie, że nie liczy się gdzie jesteś, ważniejsi są ludzie dookoła Ciebie. Gdy Marta była w Pradze tęskniła do matki, która została w Brazylii. Gdy za długo była w Czechach uciekała do Sao Paulo. Taka ambiwalencja targa też mną – z jednej strony zadomowiłem się w Warszawie, z drugiej wciąż się zastanawiam, jakby to było, gdybym w końcu zamieszkał w Pradze? Czy byłbym szczęśliwy? Czy warto zaczynać wszystko znowu od zera tylko dla samej satysfakcji z tego, że mieszka się w tak pięknym mieście wśród narodu, który kocham?

Wydaje mi się, że nigdy człowiekowi nie będzie dobrze tam gdzie jest. Każdy szuka szczęścia i spokoju. Czy Marta, bohaterka książki „Żółte oczy prowadzą do domu” odnajdzie swoje miejsce na ziemi? Czy w końcu znajdzie spokój wśród swoich „czterech ścian”?

Jest to opowieść wielowymiarowa, sploty akcji i historie bohaterów łączą się w jedną całość. Dla mnie spoiwem tych przeżyć jest słowo TĘSKNOTA. Ktoś inny powie, że DOM, kolejny, że OJCZYZNA. Na pewno każdy z tych puzzli stworzy swoją własną układankę, znajdzie jakiś element łączący i przybliżający nas do bohaterów powieści. Markéta Pilátová zmusiła mnie do ponownych przemyśleń nad pytaniem: co Czechy mają tak fajnego w sobie, że nie mogę przestać o nich myśleć?

Każdy z Czechofilów zadaje sobie to samo pytanie, ale każdy z Was odpowie na nie po swojemu. :)

gb.jpg

Václav Havel

Były prezydent Czechosłowacji oraz Czech, dawny dysydent, dramaturg, pisarz i reżyser Vaclav Havel.

Havel to jedna z największych postaci najnowszej historii Czech i Czechosłowacji. Intelektualista, który najpierw piętnował, a później zdołał w swym kraju obalić komunizm, a także myśliciel, który miał odwagę stanąć na czele państwa.

Ogromnym szacunkiem Havel cieszy się zagranicą. W kraju opinie na jego temat są podzielone.

W 2003 roku, gdy po 12 latach urzędowania opuścił fotel prezydenta, słowacki dziennik „Hospodarske noviny” napisał, że dla Czech Havel w świecie „był większą reklamą niż drużyna hokejowa, piwo, czy semteks”.

Przyszedł na świat w Pradze 5 października 1936 roku w rodzinie inteligenckiej, obecnej w biznesie. Z tego powodu po drugiej wojnie światowej komuniści, którzy przejęli władzę, uznali go za „burżuja” i utrudniali wybór szkoły. Trafił więc do pracy w laboratorium chemicznym, a szkołę średnią ukończył w trybie wieczorowym.

Wkrótce po maturze debiutował jako literat. Swoje pierwsze teksty, głównie poezje, w latach 50. i 60. nieprzerwanie publikował w czasopismach literackich.

Po obowiązkowej służbie w wojsku Havel zatrudnił się jako technik sceniczny w teatrach „ABC” i „Na zabradli”. Już wówczas pisał sztuki teatralne; jego drugą sztukę – „Festyn” (z 1963 roku) – teatr „Na zabradli” wystawił na swych deskach.

W połowie lat 60. Vaclav Havel ożenił się z Olgą Szplichalovą. Znali się od kilku lat. Vaclav podziwiał jej urodę i pewność siebie. Łączyła ich wspólna pasja – teatr.

Związek zaowocował m.in. pisanymi później z więzienia w latach 70. i 80. wieku bardzo osobistymi „Listami do Olgi” („Dopisy Olze”). Pisarz mówił, że listy, choć nie miał pewności, czy dotrą do żony, pozwoliły mu przetrwać w celi, były jego „kotwicą” osadzoną w rzeczywistości.

-Nie możesz sobie pozwolić teraz na depresję – pisał wtedy. „Poczekaj, aż wrócę do domu! Bądź wesoła, towarzyska, odważna i mądra (przede wszystkim mądra)”.

W okresie praskiej wiosny – próby demokratyzacji życia publicznego w komunistycznej Czechosłowacji z 1968 roku – Havel wystąpił z ostrą krytyką cenzury. Usunięto go za to ze Związku Pisarzy Czechosłowackich. To zmotywowało go do większego zaangażowania się w politykę: stanął na czele organizacji pisarzy niezależnych oraz ogłosił manifest, w którym wzywał komunistów do podzielenia się władzą i przywrócenia systemu wielopartyjnego.

Po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego i zdławieniu czechosłowackiej próby reform, Havla zwolniono z pracy w teatrze, zakazano publikacji i wystawiania jego dzieł. Zaczął działalność w podziemiu, gdzie powołał wydawnictwo „Edice Expedice”.

Kiedy w 1977 roku Czechosłowacja – bez żadnego rozgłosu w mediach państwowych – podpisała Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, grupa czechosłowackich myślicieli, twórców i opozycjonistów powołała Kartę 77, inicjatywę mającą na celu monitorowanie postanowień dokumentu i krytykującą władze państwowe za niedotrzymywanie podpisanych zobowiązań, łamanie praw człowieka i naruszanie swobód.

Havel – obok filozofa Jana Patoczki, pisarza Pavla Kohouta, czy dziennikarza Perta Uhla – należał do najważniejszych przedstawicieli Karty i był też jednym z jej pierwszych rzeczników. Za zaangażowanie w jej działalność spędził pięć miesięcy w areszcie śledczym i skazano go w zawieszeniu na 14 miesięcy więzienia.

W sumie w komunistycznych więzieniach spędził około pięciu lat. Tam też znacząco pogorszył się stan jego zdrowia.

Gdy w 1989 roku w Czechosłowacji wybuchła aksamitna rewolucja stanął na czele antykomunistycznego Forum Obywatelskiego (OF). Wkrótce też został prezydentem, jako niekwestionowany lider opozycji antykomunistycznej.

Z tego okresu wywodzi się spór Havla z Vaclavem Klausem; obie osobowości ścierały się w kwestiach koncepcji rozwoju kraju, choć łączył ich sprzeciw wobec komunizmu i totalitaryzmu. Później konflikt pogłębiał się. Najwyraźniej dawał o sobie znać w okresie podziału Czechosłowacji na dwa państwa: Havel był za utrzymaniem wspólnoty Czechów i Słowaków, Klaus – już jako premier – się jej sprzeciwiał.

Podział kraju z 1993 roku Havel głęboko przeżył i na kilka miesięcy wycofał się z życia publicznego. Wkrótce jednak wrócił na fotel prezydenta Czech, gdy parlament wybrał go na ten urząd.

Drugim dotkliwym ciosem była śmierć żony Olgi w 1995 roku. Rok później drugą małżonką Havla została aktorka Dagmar Veszkrnova.

Jako prezydent skutecznie realizował cele aksamitnej rewolucji – pod hasłem „Z powrotem do Europy”. W pierwszej kolejności doprowadził do wyjścia z Czech wojsk Związku Radzieckiego, a w 1999 roku wprowadził kraj do NATO. Za jego kadencji Republika Czeska uczyniła również znaczne postępy w integracji z Unią Europejską.

Kontrowersje w kraju – szczególnie wbrew opinii rządu – wzbudzało jego poparcie dla międzynarodowych interwencji zbrojnych w Kosowie oraz Iraku.

Fotel prezydencki Vaclav Havel opuścił w 2003 roku. Wówczas powrócił do pisania, wraz z małżonką powołał fundację swego imienia i działał na rzecz obrony praw człowieka w świecie. W ubiegłym roku wyreżyserował swój pierwszy film na podstawie własnej sztuki „Odejścia” („Odchazeni”), mówiąc, iż chce w ten sposób spełnić swe chłopięce marzenie.

Ogólny bilans prezydentury Havla wypada pozytywnie. „Jego działania w polityce zagranicznej, autorytet u zagranicznych polityków, głównie po upadku muru berlińskiego, pozwoliły na przykład na szybkie rozwiązanie Układu Warszawskiego i pomogły Europie Środkowej na wejście do NATO” – twierdzi czeski politolog Milan Struna.

– Ponadto w polityce krajowej jego moralna postawa, jak i historia życia, wciąż wywierają wpływ na czeskie społeczeństwo – dodaje.

Autor: GK
Źródła: PAP
wiadomosci.onet.pl/(…)czeski-bohater-konczy-75-lat,…

299976_259568654081878_100000862362394_716543_1003357755_n.jpg
Havel zmarł 18 grudnia 2011 roku.

Mariusz Szczygieł v CT

Sam Wam miałem to już dawno pokazać, ale skoro sam bohater o tym opowiada, nie będę przeszkadzać… ;)

Chciałem pokazać Wam jeden z najgorszych momentów swojego życia, a jednocześnie najważniejszych i najpiękniejszych.

Czy coś może być piękne i najgorsze zarazem? Tak.

Otóż mam kłopoty z mówieniem po czesku w sytuacjach oficjalnych, do radia, do telewizji czy przed publicznością.  Stres jest tak silny, że czuję się zawsze jak na chwilę przed wylewem. Rozmawiam z moimi bohaterami, czy tez ludźmi, którzy opowiadają mi swoje życie do reportażu. Potrafię cały wieczór opowiadać Czechom dowcipy po czesku, natomiast stres przy występowaniu, kiedy mam być oceniony, jest nie do wytrzymania. Zapominam słów, nie mówię dostatecznie miękko, akcent – nie istnieje.

Zaprosiły mnie już chyba wszystkie czeskie programy telewizyjne i talk-shows, jakie zapraszają gości. I zawsze odmawiam, przesuwam nagranie, w końcu wymiguję się jakoś z propozycji. Najczęściej tłumaczę w mailu to, co powyżej. To samo ze spotkaniami autorskimi w Czechach – unikam ich jak mogę. (Szczerze mówiąc, właśnie teraz przy pisaniu tego zdania zaczął mnie boleć brzuch). Jak tylko słyszę od kogoś ze swoich znajomych (Krystyny Krauze z Instytutu Polskiego w Pradze czy mojej wydawczyni Jarki Jiskrovej), że jakaś telewizja poprosiła, żebym u nich wystąpił, natychmiast dzieje się coś z całym moim organizmem. Zalewa mnie fala czegoś, czego nie umiem określić. Przestaję w tym momencie być sobą, jestem gorącem, jestem spięciem, jednym wielkim bezdechem. To na pewno jakaś sytuacja psychiatryczna, bo nie umiem tego inaczej określić.

Ponieważ jak to się mówi po czesku absolvoval jsem psychoterapie i wiem, że trzeba się zacząć oswajać z tym, co nam sprawia przykrość, postanowiłem raz zaeksperymentować. Pomyślałem, że muszę się z tym zmierzyć, bo życie nie polega na tym, żeby się bać, i zobaczymy, co wyjdzie. Dałem się więc zaprosić do talk-show, który wydał mi się najbardziej lajtowy i uznałem, że tam sobie najłatwiej poradzę. Do Všechnopárty.

Czekając na swoją kolej, siedzi się (ja stałem) w kulisach sceny Divadla Semafor, bo program nagrywany jest w teatrze na scenie, publiczność siedzi na widowni. Przede mną występował psycholog, pan Hubalek, a ja na 40 minut przed występem zażyłem validol. Nie działał. Kiedy pan Hubalek był w połowie swojego wywiadu, zażyłem drugi validol; w normalnej sytuacji chyba człowiek już powinien drzemać. Ja zaś czułem, że rozprysnę się zaraz na kawałki. (Wcześniej w hotelu wziąłem jeszcze tabletki na obniżenie ciśnienia – i nic).

Najgorsze, że nie znałem żadnych pytań, tylko temat. Prowadzący, pan Karel Šip, powiedział mi tylko za kulisami, że on pyta jak 10-letnie dziecko. Znam tę metodę, sam tak pracowałem, prowadząc talk-show w Polsce. Skoro znałem temat (czeski charakter narodowy, jacy są Czesi), przygotowałem sobie oczywiście gotowe opowiastki, które by pasowały do tematu. Proszę pamiętać, jeśli występujecie w telewizji i jesteście niepewni, zawsze trzeba mieć pod ręką ciekawą anegdotę, jakieś ważne dla Was zdania, dowcip. Wtedy nie musicie odpowiadać prowadzącemu na pytanie (gdy odpowiedzi nie znacie lub nie umiecie jej wyrazić), tylko odpowiadacie:

„Być może, ale ja chciałem powiedzieć o czymś istotniejszym…”;

“Tak, ale na mnie wrażenie zrobiła inna rzecz…”

– i walicie swoją anegdotkę. Owszem nie odpowiedzieliście na pytanie, ale już zaistnieliście z czymś fajnym, ciekawym, intrygującym na ekranie. Nawet gdy w innym momencie, wypadniecie słabiej, zapisaliście się w świadomości widzów jako ktoś, kto potrafi być błyskotliwy/inteligentny/ciekawy itp.

Wracając do mojego Všechnopárty. Jestem bardzo zadowolony, że przeszedłem tę próbę. Czasem nie dopuszczałem nawet prowadzącego do głosu, opanowałem publiczność jak trzeba. Źle niekiedy odmieniałem wyrazy, ale i tak był to mój psychiczny sukces. Oczywiście nie mam pragnienia występowania w kolejnych talk-shows. Wystarczył ten jeden egzamin. I jestem z niego bardzo zadowolony.

Rozmowa trwała 40 minut, z tego zmontowano najlepsze momenty, widać, że czegoś czasem brakuje, ale takie jest prawo telewizji.

Oto więc 15 minut i 20 sekund mojego życia:

www.ceskatelevize.cz/(…)105779-mariusz-szczygiel…

Polecam wszystkim: wejść w to, co Was przeraża, co Was brzydzi. Niewierni, bądźcie przez miesiąc wierni. Niemówiący po angielsku i przerażeni tym, że nie mówicie – polećcie na weekend do Londynu sami! Homofobi – dajcie się poderwać facetowi (nie musicie iść z nim do łóżka, można poflirtować). Geje – ulegnijcie kobiecie, która chce się z Wami całować. Naprawdę warto przekroczyć siebie. (Oczywiście raz. Niech Czesi teraz nie dzwonią do mnie z zaproszeniem do telewizji :)).

vsech.jpg

Milosz Forman

*Milosz Forman mówi, że nasycał swoje filmy „ciemnymi wydarzeniami z własnego życia”, przezwyciężając strach i melancholię sardonicznym, bezczelnym humorem. Ale złośliwość godzi z szorstkim współczuciem. W swoich filmach nie zdradza skrzywdzonych*

milos.jpg

Jan Hrzebejk, czołowy reżyser nowego czeskiego kina, wspominał kiedyś, że w Nowym Jorku przegadał kilka nocy z Miloszem Formanem. Zastanawiali się, co jest istotą czeskiej sztuki. Forman opowiedział mu o swoim spotkaniu z wielkim aktorem Janem Werzichem, który przed wojną pisał komedie dla Teatru Wyzwolonego. Forman pytał Werzicha: Jak pisać? Werzich mówił: Trzymaj się paradoksów.

Czy nie to właśnie wyróżnia pisarstwo Hrabala, Kundery, Skvoreckiego? – zastanawia się Hrzebejk. Paradoks prowadzi czytelnika przez całą opowieść, pozwalając mu się śmiać, wywołuje głębszą refleksję. Tak właśnie jest w filmach Formana, zarówno czeskich, jak amerykańskich. Widz ma wrażenie, że życie samo demaskuje się w jego filmach w akcie spontanicznej improwizacji.

Forman, laureat dwóch Oscarów, ceni konkret, nie znosi abstrakcji. Prawda jego filmów powstaje na poziomie elementarnych, międzyludzkich relacji. Za systemami społecznymi widzi ludzi. Autor „Pali się, moja panno” nie ma złudzeń ani co do ludzi, ani co do ideologii. Nie jest jednak cynikiem czy nihilistą.

Jego żarliwą obroną demokracji był „Skandalista Larry Flynt” (1997). Oskarżony o obrazę moralności wydawca „Hustlera” zamienia się w oskarżyciela, wyzywa człowieka o nieposzlakowanej moralności, przywódcę ruchu Moralnej Większości. I wygrywa. Dochodzi w tym filmie do głosu wyniesione z komunistycznych czasów przekonanie, że społeczny porządek, jeśli ma być podtrzymywany siłą, musi kryć w sobie fałsz, a ci, którzy uważają, że mają monopol na prawdę, muszą być kłamcami.

Widz nie od razu przechodzi na stronę antybohatera. Łatwiej było solidaryzować się z innymi formanowskimi szaleńcami – przez wzgląd na geniusz Mozarta czy przez skojarzenie szpitala psychiatrycznego z „Lotu nad kukułczym gniazdem” z państwem totalitarnym. W przypadku Flynta jest to trudniejsze. Jego zwycięstwo oznacza, że w demokracji mogą żyć obok siebie ci, co uważają, że najważniejsza jest wolność i realizowanie siebie, jak i ci, którzy sądzą, jak pastor, że jest jakaś jedyna słuszna droga, na którą trzeba ludzi kierować.

Więcej… wyborcza.pl/(…)Chaplin_z_Czech_srodkowych.html…

Karel Gott

 

*”Nic nie dzieje się przypadkiem” – zwykł mówić Karel Gott. I legenda czeskiej piosenki, „czeski Sinatra”, „Złoty głos Pragi”, jak go często się nazywa, doskonale wie, co mówi. Co prawda wierzy w „aniołów stróżów”, ale niebywały sukces, który osiągnął zawdzięcza przede wszystkim sobie, ciężkiej, żmudnej pracy. Swoim głosem Karel Gott uwodzi ponad 50 lat*

kg.jpg

Karel Gott urodził się 14 lipca 1939 roku w Pilźnie. Chciał zostać malarzem i po ukończeniu podstawówki w Pradze starał się o przyjęcie do szkoły plastycznej. Bez rezultatów. Potem rozpoczął naukę w szkole elektrotechnicznej, którą ukończył. Przez pewien czas Karel pracował zawodowo jako elektrotechnik. Śpiewać kochał od dziecka i marzył o karierze śpiewaka. Jako nastolatek Gott występował w licznych konkursach i występował w praskich kawiarniach. Ten epizod nie trwał jednak długo. Obdarzonego mocnym, krystalicznie czystym głosem, a do tego zabójczo przystojnego młodzieńca dość szybko porwało najpierw czeskie radio. Z Jazzową Orkiestrą Czechosłowackiego Radia zaliczył pierwszy zagraniczny wyjazd, do Polski. Później wracał do nas wielokrotnie, zawsze przyjmowany gorąco na festiwalach. Karel zawsze bardzo dbał o warsztat. Pogłębiał umiejętności w praskim konserwatorium. Do 1966 roku studiował w nim śpiew operowy pod batutą prof. Konstantina Karenina (ucznia najsłynniejszego rosyjskiego śpiewaka wszech czasów – Fiodora Szalapina).

kg2.JPG

Po zmianach ustrojowych z 1989 roku Gott bynajmniej nie ściga się z młodymi wykonawcami. Stawia na ambitniejszy repertuar. Sprzedaje mniej płyt, lecz na jego koncerty wciąż walą tłumy. „Miałem szczęście do spotykania właściwych ludzi, którzy podpowiadali mi, w którą stronę iść, co robić. Wszystko, co robię, jest pracą zespołową i zawsze nią było. Na nic zdałby się mój talent, gdyby nie odpowiedni ludzie na mojej drodze” – mówił skromnie po latach. W 1990 roku Karel Gott ogłosił zakończenie kariery i trasę pożegnalną. Publiczność, jej niesamowite przyjęcie występów, zmusiło artystę do zmiany decyzji. Ale Karel występował już znacznie mniej, a płyty nagrywał i wydawał okazyjnie. Choć sprzedawały się one doskonale, Gott nie powrócił do pracy muzyka na pełny etat. Więcej czasu poświęcał malowaniu. Miał nawet kilka autorskich wystaw, w Czechach i za granicą. Dekadę lat 90. uwieńczył wspaniałym koncertem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Chinach oraz w Carnegie Hall w Nowym Jorku.
muzyka.onet.pl/(…)karel-gott-czeski-sinatra-obchodz…

Entropa

pl.jpg

Wchodzę na google.pl i cudowne objawienie – no tak, wszak dziś Polska przejmuje przewodnictwo w Radzie UE.

*Jak poradzili sobie Czesi?*

cz1.jpg

U naszych południowych sąsiadów panuje poczucie straconej szansy. I rzeczywiście, pomimo kilku sukcesów, takich jak mediacja w ukraińsko – rosyjskim kryzysie gazowym, w Europie panuje przekonanie, że nie było to najlepsze sześć miesięcy dla Unii Europejskiej a niektórzy mówią nawet, że czeska prezydencja była najgorszą w historii.

cz2.jpeg

Zwłaszcza przez upadek rządu w czasie prezydencji oraz aferę z Entropą…

cz3.jpg

Entropa – rzeźba czeskiego artysty Davida Černého z 2009.
Praca wystawiona po raz pierwszy w gmachu Rady UE z okazji przewodnictwa Czech w UE. Praca została zlecona i opłacona (Černý otrzymał 50000 euro za wynajęcie pracy UE) przez rząd czeski, którego wymogiem było stworzenie kompozycji, na którą składałyby się pracę autorów z 27 krajów Unii, każda na temat własnego państwa autora. Praca miała ukazywać, że w Unii Europejskiej panuje wolność słowa i nie ma zjawiska cenzury. Powstała instalacja przypominająca model do składania, którego części, w tym wypadku kolejne kraje, przed złożeniem należy wyłamać z zestawu. Praca wywołała kontrowersje między innymi z powodu przedstawienia Bułgarii jako tureckiej ubikacji kucanej, a Holandii jako kraju zalanego wodą, nad której powierzchnię wystają jedynie minarety meczetów. Polskę przedstawiono jako kartoflisko, na którym duchowni wznoszą flagę ruchu LGBT. Parę dni później Černý przyznał, że wszystkie prace powstały w jego pracowni wykonane bądź przez niego, bądź też przez jego współpracowników. Dodatkowo autorzy rzeźb nigdy nie istnieli, a ich życiorysy (oraz ich strony internetowe) zostały stworzone na potrzeby projektu. Wiadomość ta zaskoczyła nawet czeski rząd, poniekąd za instalację odpowiedzialny.

cz5.jpg

Polska – grupa kleru z gejowską flagą stojąca na kartoflisku w postawie przypominającej żołnierzy amerykańskich

Entropa-rectangular.jpg

Grandhotel

*Ludzie są jak chmury…*

gb.jpg

Nazywam się Fleischman. Urodziłem się 21 września 1973 roku. Generalnie lubię kalendarze, jeśli o to pytacie. Lubię liczby, wykresy, dlatego że liczby nie kłamią. Lubię wykresy i chmury. A i jeszcze lubię lemoniadę i wafelki. Ale to tak na marginesie.

A więc urodziłem się 21 września 1973 roku. Tego samego dnia, dokładnie o dziesiątej rano, otwarto hotel na wzgórzu, w którym  dzisiaj mieszkam. I w którym też pracuję. Hotel ten nazywa się Grandhotel i nie ma żadnych kątów. Jest to zwężająca się ku górze rakieta o wysokości dziewięćdziesięciu metrów. Chociaż nie ma w nim rogów i kantów, to i tak można w nim stracić głowę i rozum. Ale do tego jeszcze dojdę.

Oprócz mnie mieszka tu też Jegr. Taki stary wariat, który myśli tylko o bzykaniu. Kiedy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, wziął mnie do siebie. To znaczy wymienił na dwie siatki pomarańczy. Ale to tak na marginesie. Jegr myśli też o swoim hotelu, tutaj jest Panem, a mnie traktuje jak popychadło. Zrobił sobie ołtarzyk z rzeczy, które dawały mu kobiety z którymi sypiał. Bara bara! Węgierki, Polki, ale najlepsze są Niemki Wschodnie. Węgierki według Jegra pachną gulaszem, Polki wódką wyborową, a moja Pani Doktor pachnie polskimi perfumami. Ale to tak na marginesie.

Poza tym mam tu jeszcze Zuzannę. Bardzo zakompleksiona, ciągle robi sobie testy z gazet. Testy jej mówią, że jest za gruba, zbyt wrażliwa, że powinna zmienić sobie kolor włosów, faceta. Tylko, że ona szczęścia do facetów nie ma. Tak samo jak ja do kobiet. To znaczy może i bym miał, ale też żadnej kobiety jeszcze nie miałem. Jegr mówi, że jestem durnym Waligruchą, że wolę swoje chmury niż kobiety. Że wolę swoją Pogodynkę w telewizji oglądać i walić konia do jej zdjęcia, zamiast porządnie se zaruchać. Bara bara!

Jest tu jeszcze Ilja. Mieszka w willi i jak się później okazało, ma bardzo mały pokoik. A każda ściana jest wyklejona jej zdjęciami. Jej i tylko jej, ani Patki, ani Zazunny. Patka to jej chłopak, straszny palant. Sprzedaje Hepilajf każdemu kto się nawinie. Nawet jakiejś polskiej wycieczce. I wszyscy to kupili. Petka mówi, że Hepilajf jest dobry na wszystko: na życie, na smutek, na pogodę, na kobiety. Ale wcześniej Jegr mi mówił, że na kobiety zadziała, jak wrzucę któreś z nich do zupy trzy włosy łonowe. Tak też zrobiłem.

Wszyscy żyjemy sobie w tym hotelu, a pod nami jest Liberec. Miasto, w którym się urodziłem i chyba tutaj też skończę. Bo *każdy człowiek musi skończyć tam, gdzie się urodził* Tak więc żyję w Libercu, w mieście, którego nigdy nie opuściłem i które nigdy nie opuściło mnie. Chciałbym tak po prostu Uciec.cz, ale nie mogę…

3D-przeźroczysty-Grandhotel.jpg

Wzruszająca opowieść o trzydziestolatku bez imienia uwięzionym w swoim metorologicznym świecie. Ciężko doświadczony w dzieciństwie, zamknął się w swoim świecie, trochę też przed ludźmi. Cierpi na specyficzną przypadłość: niemożność osiągnięcia czegokolwiek. W zasadzie nic go nie wyróżnia. Nigdzie nie był, niczego nie dokonał. Podczas wizyt u psychologa usiłuje przeanalizować swoje życie, choć zdecydowanie lepiej rozumie pogodę, która według niego rządzi światem. Obserwując niebo z tego niezwykłego szczytu zrozumie, że jedyna droga do szczęścia wiedzie przez chmury… Przewrotna i mądra historia o ludziach takich jak my. Prostota głównego bohatera urzeka, a mnie nachodzi myśl, że każdy kraj, w tym również Czesi ma swojego Foresta Gumpa.
*Autor*

rudis04.jpg

A gdyby ktoś był po lekturze, a wciąż będzie mu mało, zachęcam do obejrzenia filmu Grandhotel, gdzie znajdzie takie zakończenie, jakiego w książce nie ma.

plakat-01.jpg

Wydawnictwo GoodBooks, 2011

gh.jpg

Obrazki z Czech

*Książka Jolanty Piątek to dwa w jednym – subiektywny krótki przewodnik po Czechach ze wskazaniem miejsc wartych odkrycia i poradnik dotyczący praktycznej strony życia po drugiej stronie Karkonoszy. I jest warta uwagi zwłaszcza ze względu na ten drugi element, w polskich wydawnictwach poświęconych podróżom rzadko obecny*

z8955959X.jpg

Owszem, mamy w nich adresy hoteli, muzeów i restauracji, ale praktyki życia codziennego z osobistej perspektywy niewiele. Tej strony polskiej tęsknoty za Czechami nikt dotąd nie dostrzegł i nie próbował wykorzystać. Piątek to robi i chwała jej za to, choć po jej książkę powinni sięgnąć nie tylko ci, którzy marzą o przeprowadzce na najbliższe nam południe.

Autorka to wrocławska dziennikarka radiowa, żona Mirosława Jasińskiego, byłego dyrektora Instytutu Polskiego w Pradze. Razem z nim na dziewięć lat trafiła do czeskiej stolicy, dokąd zabrała dwoje dzieci – jedenastoletniego Olka i trzyletniego Kubę, z początku mocno zbuntowanych przeciwko planom przeprowadzki. Szybko jednak wszyscy poczuli się jak u siebie w domu: „Nawet nie wiem, kiedy się zadomowiłam. Nagle, nim się obejrzałam, zaczęłam rozumieć, co do mnie mówią w sklepie, dzieci znalazły znajomych, ja – lekarza dla dzieci (…), sąsiadka przychodziła pożyczyć mąkę, a kelner w pobliskiej knajpie witał jak stamgasta: długo was nie widziałem”.

I rzeczywiście, jak wynika z tej lektury, w Czechach łatwo się zaaklimatyzować – w szkołach mniej więcej te same problemy co u nas, służba zdrowia bardziej przyjazna pacjentom, a jeszcze do tego pozostała po czasach C.K. tradycja celebrowania rozmaitych bali i biesiadowania przy suto zastawionych stołach. No i zamki i pałace, rozrzucone po tym niewielkim kraju tak hojnie, że nie trzeba długo podróżować, żeby odkryć prawdziwe skarby. Z książki dowiemy się też, że wyjazd do Pragi w ostatni tydzień roku uderzy nas po kieszeni o wiele bardziej niż w innym terminie, że 200 koron za knedliki z gulaszem to gruba przesada, a także dlaczego w Czechach Polak zaczyna szybko tęsknić za warzywami i dobrym chlebem, który wprawdzie po długich poszukiwaniach udaje się znaleźć, ale wyłącznie w sklepach prowadzonych przez Wietnamczyków. W zaskoczenie wprawi czytelników wiadomość, że niegrzeczne czeskie dzieci zamiast rózgi dostają węgiel, a zlaicyzowane społeczeństwo toczy właśnie bój o Jezuska, przynoszącego prezenty pod choinkę, którego próbuje ocalić przed zagrożeniem z Zachodu – Santa Clausem.

„Obrazki z Czech” czyta się lekko i przyjemnie, co jest zasługą przyjętego przez autorkę stylu – niezależnie od tego, czy pisze o zamku w Duchcovie, gdzie ostatnie lata życia spędził Casanova, czy o potyczkach z właścicielem domu, od którego wynajmowała mieszkanie, nie gubi subiektywnej, osobistej perspektywy.

Jolanta Piątek, „Obrazki z Czech”, Oficyna Wydawnicza ATUT, Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2010

Czeskie opowieści

*Czy czeska láska różni się od naszej miłości? Uczucie między dwojgiem ludzi ma niejedno oblicze*

kochaj.jpg

Nieśmiałemu maszyniście z malutkiej stacyjki przyniesie najprawdziwszy cud kolejowy i sprawi, że w oczach ukochanej ujrzy prawdę oraz szczere uczucie. Przypadkowy pasażer taksówki odkryje, że można kochać za mocno, a niemłody aktor odnajdzie prawdę o swoim sercu w… daczy nad jeziorem i maszynie do pisania. Pierwszy zawód miłosny przeżyje dorastający uczeń, zdając sobie sprawę, że często nic nie jest takie, jakim się wydaje. Spotkanie wykładowcy ze studentką przyniesie zupełnie nieoczekiwane zakończenie a mąż-businessman drogo zapłaci za dogadzanie żonie wizytami u energoterapeuty.

Seria Czeskie Opowieści po raz trzeci przynosi zbiór dziewięciu niezwykłych opowiadań współczesnych czeskich autorów, które tym razem skupiają się na miłości. Uczucia rodzące się między ludźmi w bardzo różnych miejscach i okolicznościach stanowią kanwę opowieści, jakie składają się na niniejszy tomik. Miłość i zauroczenie zaskakują, uderzają nagle, żeby ściąć z nóg lub uskrzydlić. Polscy Czytelnicy znów mają okazję zajrzeć w czeską duszę, by przekonać się, na ile jesteśmy podobni i czy Czeszki… oraz Czesi czują inaczej.

gblogo.jpg

Czeskie opowieści II

gblogo.jpg

*Czytając najnowszą pozycje od Good Books nie mogłem się oprzeć i sięgnąłem po trochę starszą książkę, drugi tomik z cyklu „Czeskie opowieści”*

dwa.jpg

Matki, żony i kochanki widziane oczami najciekawszych czeskich pisarzy.
Dziewięć niezwykłych opowieści o kobietach to nie tylko zabawa
stereotypami, ale i intrygująca podróż po kobiecej psychice. Miłość, pasja,
zdrada i zemsta przeplatają się w nich ze sobą, tworząc wyrazisty i
zmysłowy obraz współczesnej czeskiej kobiety.
Czy bliżej jej do matki Polki, czy też do kochanicy Francuza?

Niezmiernie fascynująca pozycja!

O kobietach… Czeskie Opowieści: Irena Dousková, Daniela Fischerová, Eva Hauserová, Ivan Klíma, Věra Nosková, Halina Pawlowská, Iva Pekárková, Michal Viewegh

*Lektura opowiadań skłoniła mnie do refleksji – czy to możliwe, że my kobiety, takie właśnie jesteśmy: bojaźliwe, naiwne, czasami przebiegłe czy mściwe? Bywamy… Ale ja jestem przekonana, że o wiele bardziej jesteśmy przebojowe, radosne, pomysłowe, troskliwe, kochające i pragnące miłości!… W książce „O kobietach…” znalazłam szeroki obraz współczesnych kobiet – z krwi i kości, z wszystkimi naszymi zaletami i wadami (oczywiście, te w zdecydowanej mniejszości). Doceniam odwagę autorów, którzy nie bali się pokazać złożoności kobiecej natury, nie ograniczyli się jedynie do ukazania jedynie jej przyjaźniejszej strony. Odczułam pewien rodzaj ulgi, że w tym wyidealizowanym i nieco plastikowym świecie autorzy pozwalają kobietom na chwile słabości – uznają je za normalne czy może nawet na swój sposób urocze. Książka rozśmiesza, smuci i budzi wiele innych emocji – najważniejsze jednak, że jako kobieta mogę śmiało podpisać się pod prawdami, które niosą za sobą zawarte w niej opowiadania. Polecam! PS Podsuńcie książkę swoim mężczyznom, może jeszcze lepiej nas zrozumieją*

wydawca: Good Books
miejsce wydania: Wrocław
data wydania: 2009

Tradycje wielkanocne w Czechach

kraslice.jpg

Kraslice – pisanki

Przez długie lata ustroju socjalistycznego tradycja Wielkiejnocy częściowo zanikła. Wraz z nowym ustrojem, powoli wracają tradycyjne święta. Czeska Wielkanoc to przede wszystkim pisanki, judasze, rózgi, drewniane figurki, drewniane kołatki i kolęda. Według sondy ( agencji Sofres-Factum) zamieszczonej w Mladá fronta Dnes z piątku 29 marca (strona 6) wynika, że 96 procent Czechów obchodzi święta Wielkiejnocy. Prawie 80 % nie ma zamiaru iść do kościoła, 75% oczekuje odwiedzin kolędników, 66% maluje jajka, a niecała jedna trzecia kolęduje.

*Zamiast palmy*

W Palmową Niedzielę powszechnym zwyczajem polskim jest święcenie palm, w Czechach natomiast święci się, o ile ktoś to robi, bazie. Niektórzy robią nawet z nich wianki. Oczywiście po czesku w nazwie niedzieli rozpoczynającej Wielki Tydzień nie będzie przymiotnika palmowa, ale kwiatowa, Kvetná Nedele) Minęły czasy kiedy przestrzegano ludowych obyczajów. Kiedyś po przyjściu z kościoła Czesi wkładali bazie za święty obrazek lub krzyż, gdzie stały przez cały rok. W niektórych miejscowościach łykano bazie, żeby ustrzec się od bólu gardła. Przestrzegano też zakazu pieczenia, żeby „nie zapiec kwiatu na drzewach.”

*Wielki Tydzień – tydzień barw*

Czeskie nazwy dni w Wielkim Tygodniu różnią się od polskich. U nas dominuje przymiotnik wielki (np. Wielki Czwartek, Wielki Piątek). Po czesku wielki jest tylko piątek, reszta dni ma w nazwie odpowiedni kolor i tak, poniedziałek jest niebieski (Modré pondelí), wtorek żółty (Žluté úterý), środa czarna (Cerná streda, rzadko używane), czwartek zielony (Zelený ctvrtek), sobota biała (Bílá sobota)

*Jarmark*

Do tradycji należy organizowanie świątecznych jarmarków, gdzie można zaopatrzyć się w świąteczne produkty: pisanki, słodycze, ozdoby takie jak: drewniane figurki, kołatki, i tak zwaną pomlázka czyli splecioną z wierzbowych witek rózgę na Poniedziałek Wielkanocny.

*Środa (Škaredá streda)*

Na Wielką środę Czesi mają najwięcej nazw. Najczęstsze z nich to škaredá i sazometná, rzadziej smetná lub cerná. Ze względu na to, że škaredit se oznacza dąsać się, wierzenia ludowe zabraniają się tego dnia dąsać. Kto nie posłucha tej dobrej rady będzie dąsał się co środę przez cały rok.
Druga nazwa wskazuje na stary zwyczaj czeski; w ten dzień Czesi wymiatali sadzę z komina.

*Czwartek (Zelený ctvrtek)*

Kolor zielony w nazwie czwartku według etymologii ludowej pochodzi od tego, że Pan Jezus modlił się na zielonej łące. W rzeczywistości nazwa ta związana jest z katolicką liturgią. Tego dnia milkną też dzwony, które zabrzmią dopiero w Wielką Sobotę. Dla zapewnienia sobie dostatku dobrze jest wraz z ostatnim biciem dzwonów zabrzęczeć monetami.
Kiedyś w Wielki Czwartek gospodynie wstawały rano, żeby mieć zamiecione jeszcze przed wschodem słońca. Aby w domu nie było pcheł, śmieci należało wynieść na skrzyżowanie lub za klepisko.
Z tej bogatej tradycji wielkoczwartkowej do dzisiaj przetrwały przede wszystkim tzw. judasze. Są to ciastka z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem.

*Piątek (Veliký pátek)*

Starym zwyczajem było przed wschodem słońca umyć się w potoku, co miało chronić przed chorobami. Niektórzy musieli się porządnie natrudzić, żeby uchronić się przed bólem zębów. Młodzi mężczyźni wyciągali ustami z potoku kamień, a następnie lewą ręką przerzucali go za głowę.

*Wielkanoc (Velikonoce)*

Kiedyś chodzono do kościoła święcić jedzenie, a następnie spożywano je w gronie rodzinnym. Dzisiaj, ze względu na laicyzację tych Świąt, oprócz wystroju domowego, raczej nic specjalnego się nie dzieje. Jest to dzień wolny od pracy. Większość Czechów wyjeżdża na działki, gdzie odpoczywają na świeżym powietrzu. Do tradycyjnego jedzenia należą przeróżne ciasta często w kształcie baranka. No i oczywiście judasze, ciastka zrobione z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem. W niektórych domach można znaleźć typowy dla tych Świąt wystrój: pisanki, figurki z drewna w kształcie gołąbków i baranków oraz drewniane kołatki.
W miejscowościach gdzie tradycja nie zginęła lub tam gdzie powoli wraca od rana chodzą kolędnicy z kołatkami i piszczałkami. Za pieśni dostają jedzenie a nieraz nawet pieniądze.

*Poniedziałek Wielkanocny*

pomlazka3.jpg

Tego dnia w zwyczaju jest pomlázka. Chłopcy z rózgami ganiają dziewczyny i smagają je po nogach. W zamian dostaną pisanki, kolorowe wstążki lub coś do jedzenia.

Przygotowała: Milena Hebal

*Všem přeji krásné Velikonoce!*

pomlazka.jpg

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑