50. MFF KV: Co nowego w czeskiej kinematografii?

O tym, że kino naszych południowych sąsiadów pogrążone jest w kryzysie słychać coraz częściej. Jak jest naprawdę przekonamy się w czasie największego środkowo-europejskiego i zdecydowanie akcentującego rodzimą kinematografię 50. Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach, który rozpoczyna się już 3. lipca.

W ostatnich latach czeskie tytuły znikły z polskiej dystrybucji kinowej. W 2014 roku miały miejsce zaledwie cztery czeskie premiery („Bella Mia” Marina Duby, „Po ślubie” Jana Hřebejka, „Mój pies Killer” Miry Fornay i „Gottland” w reżyserii studentów praskiej FAMU: Lukáša Kokeša, Petra Hátle, Viery Čákanyováej, Rozálie Kohoutovowej, Kláry Tasovskiej i Radovana Síbrta), w obecnym zaledwie jedna („Revival” Alice Nelis). Cieszyński przegląd Kino na Granicy oraz nie tak bardzo oddalony karlowarski festiwal są dla polskich widzów jedyną możliwością szybkiego nadrobienia zaległości w najnowszych filmach produkcji czeskiej. W czasie tegorocznej, 50. edycji pokazane zostaną aż 24 czeskie filmy pełnometrażowe, cztery krótkometrażowe oraz cztery koprodukcje.

Konkurs główny

Tradycją jest, iż w karlowarskim Konkursie głównym znajdują się reprezentanci gospodarzy. W tym roku o Kryształowy Globus walczyć będą dramat Kobry a užovky” Jana Prušinovskiego, komediodramat „Domácí péče” Slávka Horáka oraz koprodukcja polsko-czeska, pierwszy fabularny film Marcina Koszałki „Czerwony pająk”.

Kobry a užovky / Jan Prušinovský (2015
Kobry a užovky / Jan Prušinovský (2015)

Konkurs filmów dokumentalnych

W podzielonej na dwie kategorie: filmy do 30 minut oraz filmy powyżej 60 minut sekcji Konkurs filmów dokumentalnych znalazły się aż trzy czeskie produkcje, łącząca konwencje dokumentu i filmu drogi „Amerika” Jana Foukala, „Mallory” znanej w Polsce z „Prywatnego wszechświatu” Heleny Třeštíkovej oraz krótkometrażowy „Resort” Martina Hrubego.

Na wschód od Zachodu

Sekcja Na wschód od Zachodu obejmuje pierwsze i drugie filmy twórców z krajów byłego Związku Radzieckiego, Bałkan, Grecji i Turcji. Obrazy te uczestniczą w konkursie i mają w Karlowych Warach premierę światową, międzynarodową lub europejską. Filmem otwarcia tej sekcji będzie czesko-polska koprodukcja w reżyserii Tomasza Mielnika „Droga do Rzymu” („Cesta do Říma”). Pokazane zostaną również subtelny dramat rodzinny „Prach” debiutującego Víta Zapletala oraz węgiersko-czeska koprodukcja, animowane „Zero” w reżyserii Gyuli Nemesa.

Cesta do Říma / Tomasz Mielnik (2015)
Cesta do Říma / Tomasz Mielnik (2015)

Sekcja czeskie filmy

Odzwierciedleniem słabej kondycji czeskiej kinematografii zdaje się tegoroczna sekcja Filmów czeskich, czyli przegląd najnowszych czeskich produkcji. Wyjątkowo znalazło się w niej tylko siedem tytułów. Najbardziej oczekiwaną pozycją jest niewątpliwie najnowszy film reżysera oscarowej „Koli” i jednocześnie numer jeden czeskich box office’ów 2014 „Tři bratři” Jana Svěraka. Utrzymany w baśniowej konwencji, odwołujący się do tradycji musicali lat 70., film zdecydowanie odchodzi od obrazów, do których przyzwyczaił nas jeden z najbardziej uznanych twórców czeskiego kina.

Tři bratři / Jan Svěrák (2014)
Tři bratři / Jan Svěrák (2014)

Najciekawszą pozycją zdaje się natomiast film o bujnym życiu ikony czeskiej fotografii – Janie Saudku, „Fotograf” Ireny Pavláskovej. Gorzka, na poły biograficzna komedia (scenariusz współtworzył sam Saudek) skupia się na skomplikowanych relacjach artysty z kobietami.

Fotograf / Irena Pavlásková (2015)
Fotograf / Irena Pavlásková (2015)

Po pokazywanym w roku ubiegłym w Konkursie głównym „Gdzieś na Morawach” („Díra u Hanušovic”) do tematyki czeskiego pogranicza i wiejskiej rzeczywistości wrócimy za sprawą debiutanckiej, wyśmiewającej czesko-niemieckie stereotypy komedii Stephana Altrichtera „Schmitke”. Na wieś lat 90. i okresu tak polskiej jak i czeskiej transformacji przeniesie nas natomiast znany polskim widzom z filmu „Związani” („Pouta”) Radim Špaček w swoim najnowszym filmie „Miejsca” („Místa”).

50. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Karlowych Warach trwać będzie od 3. do 11. lipca.

Beata Poprawa

Przeciętny Czech kupi mieszkanie za siedem rocznych wynagrodzeń

Na mieszkanie o powierzchni 70 m2 Czesi muszą pracować siedem lat. Oczywiście, jeśli w tym czasie nie wydają pieniędzy na jedzenie ani rachunki. Najszybciej mieszkanie za swą roczną wypłatę kupią Belgowie, a najdłużej będą na nie pracować mieszkańcy Wielkiej Brytanii.

w4

Z raportu firmy Deloitte badającej kraje UE oraz Rosji i Izreala wynika, że w kategorii dostępności mieszkań Czeska Republika jest tuż pod średnią europejską. Tuż za Belgami znajdują się Niemcy. Ci pracują na swoje mieszkanie jedynie 3,3 roku. Najdrożej jest w Wielkiej Brytanii – typowy Anglik czy też Szkot na swoje 70 m2 pracuje aż 10 lat.

Polacy w porównaniu z Czechami nie wypadają tak słabo – na czeskie 7,1 lat przypada 7,2 lat. Węgrzy pracują na swoje cztery kąty 7,8 lat.

Jeśli chodzi o samą Republikę Czeską ceny metra kwadratowego różnią się od siebie w zależności od lokalizacji. Najdroższa jest Praga, na końcu tabelki znajdziemy z kolei Liberec.

w5

Ceny nowych mieszkań w Czechach oscylują w granicach 32.706 koron (1200 euro) za metr kwadratowy, co jest ceną najwyższą w całej Europie Środkowo-Wschodniej. W samej Pradze średnia cena metra kwadratowego nowego mieszkania to koszt 55.055 koron (2020 euro). Praga jest o 13 proc. droższa niż Warszawa i o 41 proc. droższa niż Budapeszt!!!

Najtańszym europejskim miastem jest Porto (860 euro/m2).

Wszyscy jesteśmy tak samo ciepli – to hasło tegorocznej Prague Pride 2015

Wszyscy jesteśmy tak samo ciepli – tak można przetłumaczyć na polski hasło tegorocznej parady równości, która już po raz piąty przejdzie ulicami stolicy Czech. Autorzy hasła wskazują, że każdy człowiek, niezależnie od orientacji seksualnej, ma tę samą temperaturę ciała.

w3

„Teplý” to jedno z kilku określeń opisujących geja w Republice Czeskiej. Tłumaczone jako „ciepły” używane jest również w Polsce na określenie osób homoseksualnych. Organizatorzy tegorocznego kolorowego pochodu właśnie z pojęciem temperatury łączą kampanię na rzecz zwiększenia tolerancji. Piąta edycja Prague Pride to cykl kilkunastu spotkań, które odbywać się będą od 10 do 16 sierpnia 2015 roku. Program przewiduje głównie nacisk na „zbliżenie się” do siebie osób homo i heteroseksualnych, a nie tylko wspólny pochód osób LGBT.

Jak zwykle na finał obchodów Prague Pride, czyli marsz ulicami Pragi, zjedzie do stolicy Czech tysiące ludzi, również tych z Polski. Jest to dobra okazja do rewanżu czeskim kolegom za ich częste wizyty podczas naszej Parady Równości.

csp

Obóz dla imigrantów powstanie blisko polskiej granicy

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Republiki Czeskiej jest właśnie w trakcie poszukiwania miejsca dla imigrantów, którzy mają napłynąć do naszych południowych sąsiadów. Wszystko wskazuje na to, że będą umieszczeni na miejscowości Vyšní Lhoty (Ligota Górna) położonej między Frydkiem-Mistkiem a Trzyńcem. 

w2

Obiekt już w przeszłości służył jako obóz dla imigrantów. W połowie lat 90-tych zamieszkiwali tam uchodźcy z byłej Jugosławii i Czeczeni. Zamknięty w 2009 roku ośrodek posiadający 580 miejsc będzie odnowiony, a jego pojemność zwiększy się do 700 łóżek.

Choć decyzja jeszcze nie zapadła, do Vyšní Lhoty zawitały już ważne głowy z ministerstwa. Miejscowi pytani o sąsiedztwo uchodźców nie są przeciwni – wszak gdy mieszkali tam uciekinierzy z byłego ZSRR żadna krzywda nie działa się ani miejscowym, ani tym bardziej imigrantom.

Republika Czeska przygotowuje się na przyjęcie nawet kilku tysięcy uchodźców. Powiększane są również obozy w Havířově a także w Kostelci nad Orlicí, gdzie istnieje największy do tej pory ośrodek dla uciekinierów z innych krajów.

Najbiedniejsi seniorzy z Pragi 7 zjedzą za darmo

Sytuacja niektórych seniorów z Pragi 7 jest krytyczna. Według władz dzielnicy po opłaceniu bieżących rachunków nie zostaje im nawet na jedzenie. Aby starsi nie głodowali, nawiązano współpracę z dwiema restauracjami, które serwują obiady za darmo.

Lokál Nad Stromovkou
Lokál Nad Stromovkou

Z badań wynika, że w Pradze jest 220 tys. seniorów. Ilu z nich żyje na granicy ubóstwa – tego nie wie nikt. Dzielnica jednak postanowiła wziąć pod lupę osoby starsze niż 65 lat, które zalegają z zapłatą czynszów i na tej podstawie wytypowała ilość osób, które będą mogły zupełnie za darmo zjeść ciepły obiad.

Do uruchomionego przed dwoma miesiącami projektu zgłosiły się dwie restauracje. „Kiedy okazało się, że tych obiadów nie będzie tak dużo, nie namyślałem się długo. Dla mnie to drobnostka, a dla tych ludzi ważna rzecz” – mówi właściciel Lokálu Nad Stromovkou Jiří Skall. Problemem jest jednak to, że ubodzy seniorzy wstydzą się tego typu pomoc przyjmować…

Aby każdy potrzebujący dostał swoją porcję posiłku postanowiono nawet zorganizować coś w rodzaju cateringu – ciepły obiad jest dowożony prosto do mieszkań seniorów.

Dzielnica Praha 7 stara się nawiązać współpracę z kolejnymi restauracjami. Na chwilę obecną ubodzy seniorzy mogą się stołować w Lokálu Nad Stromovkou oraz Peperoncino.

Wizyta w Browarze Koníček (Hostinec a Minipivovar U Koníčka, Vojkovice)

Jedynie 15 kilometrów od Czeskiego Cieszyna, na uboczu lokalnej bezpłatnej drogi na Frydek-Mistek znajduje się nietypowe miejsce. Hospoda i minibrowar Koníček. To tam warzą najprawdopodobniej najlepsze piwo na świecie…

IMG_2403

Mały zajazd, restauracja, pokoje gościnne, a w tle ukryty i nierzucający się w oczy browar. To tam warzone jest piwo Koníček. Zanim zaczęliśmy zwiedzać browarniane zakamarki, postanowiliśmy usiąść i delektować się tutejszym wyrobem. Pszeniczny Koníček to prawdopodobnie najlepsze piwo, jakie w życiu piłem. Było świeże, zapewne uwarzone kilka dni temu. Niepasteryzowane i niefiltrowane, zresztą jak każde piwo tutaj serwowane.  Wyczuwalny nietypowy posmak, taki nie do opisania – niby kwiaty, niby miód. Każdemu przywodził na myśl inne smaki.

Kierownik zmiany zgodził się nas oprowadzić po wnętrzu browaru. Wszędzie unosił się zapach chmielu i palonych zbóż. Załoga nie była liczna, ale wszyscy uwijali się jak w ukropie. Pracownicy witali się z nami i uśmiechali, nie dali nam odczuć, że przeszkadzamy im w pracy.

Następnie udaliśmy się na tzw. rampę, skąd sprzedawane są w hurtowych ilościach kegi i litrowe butelki ze złotym trunkiem. W ciągu kilkunastu minut gdy tam byliśmy, okoliczny parking zapełnił się osobami chcącymi zrobić tu solidne zakupy. Cały zapas piwa rozchodził się na naszych oczach. Mając w pamięci smak wypitego przed chwilą pszeniczaka, wcale mnie zastała sytuacja nie dziwiła.

Jest to moja druga wizyta w czeskim browarze. Wcześniejszy Pilsner odznaczał się ogromną powierzchnią i dużą anonimowością. Takie małe tradycyjne browary jak Koníček dają możliwość rozmowy w cztery oczy z pracownikami, dotknięcia składników i przyrządów.

Będąc w Cieszynie warto tam zajrzeć. Dzieci znajdą tam plac zabaw i żywe konie, a dorośli piwne i gastronomiczne uciechy.

IMG_2423

Najlepsza restauracja w Ostrawie – Restaurace u Dvořáčků

Poprzedni wpis na blogu o Cieszynie był oczywiście ironią, szkoda, że niektórzy z Was zupełnie tego nie zrozumieli. Dziwią mnie też pytania pod wpisem typu: Właśnie się tam wybieram, co ciekawego można zobaczyć? No właśnie to, co w tekście. Ale tym razem wpis będzie traktował o mieście, w którym przez jakiś czas mieszkałem i pracowałem. Chętnie też tam wracam o czym za chwilę Was przekonam.

Ostrawa z tymi wszystkimi swoimi kontrastami jest bardzo ciekawym miastem. Jest nieoczywista – co chwila zmienia się architektura i krajobraz. Od przemysłowych rejonów przez komunistyczne zabudowania do zielonych rejonów Śląskiej Ostrawy. Wpisów o tym mieście poczyniłem już sporo dlatego teraz skupię się na opisaniu najlepszej według mnie restauracji w jakiej byłem.

IMG_2442

Restaurace u Dvořáčků na ulicy. Hladnovskiej 19 odwiedziłem po raz pierwszy pięć lat temu. Wtedy zaskoczył mnie wystrój: wypchane dziki, kaczki i lisy wiszące na ścianach. Od tego czasu nic się tam nie zmieniło. Jedzenie wciąż jest smaczne, piwo i kofola z kija są zimne, a obsługa nienaganna. Kelnerzy tam pracujący obsługują tak, jak to widziałem w filmie „Kelner, płacić!”: elegancko, z powagą i szacunkiem. Są szybcy, dokładni, kulturalni i co najważniejsze – niewidzialni. Jeszcze nigdzie nie byłem tak obsługiwany. Pięć lat temu zrobił na mnie wrażenie pan Martin Mareček (przynajmniej tak było napisane na paragonie). Łysawy facet przed czterdziestką w służbowym czarno-zielonym stroju. Po pięciu latach wygląda i podaje zupę w ten sam sposób jak kiedyś. Ustalone i niezmienne standardy – to jest to, co najbardziej podoba mi się w knajpach.

IMG_2460

Z racji tego, że knajpa leży na uboczu, nie spotkałem tam ani jednego Polaka. O dziwo, kelnerzy starają się mówić po polsku. Jednak, gdy tak rozkosznie wymawiają polskie słowa znika ta ich dostojność. Jest to miły ukłon w naszą stronę.

Restauracja nie jest najtańszą w Ostrawie, ale ceny nie wypalają oczu i mózgu. Dania podawane są bardzo szybko, tak szybko, że nawet nie było czasu nacieszyć się darmowym Wi-Fi. Świeżo i sycąco. Menu to czeska klasyka: svičkova czy vepřo-knedlo-zelo. Spory wybór zup i dań głównych. Według mnie najlepsza jest jednak czosnkowa. Stopień intensywności czosnku jest idealny. Czasem się zdarza, że zupy czosnkowe są mdłe lub zbyt aromatyczne. Grzanki u Dvořáčků są chrupiące, a ser ciągnący. Dla mnie zupa idealna.

Dania główne, które zamówiliśmy (vepřo-knedlo-zelo) smakowały tak samo jak pięć lat temu. Porcje słuszne. Knedliki bramborowe, ale nie mam pewności czy domowe. Bez zastrzeżeń. Zresztą zobaczcie sami. Zachęcam do wypróbowania pozostałych pozycji z karty. Mam nadzieję, że nikt nie będzie zawiedziony. Na koniec zjedliśmy jeszcze deser czyli gorące maliny z lodami.

Gdy tylko zasiądziecie przy stoliku waszym oczom ukażą się domowe chipsy. Są smaczne, ale kosztują 25 koron. Kwota zostanie wam doliczona do rachunku. Nie ma za to dopłaty za obsługę, jednak aż głupio jest nie dać napiwku. Pamiętajcie o tym.

Po obiedzie był jeszcze czas na wizytę w Pivovarskym Domku. Szeroki wybór piw z różnych zakątków Republiki Czeskiej i świata. Klika z nich wziąłem do Warszawy.

IMG_2434

10 rzeczy, które WKURWIAJĄ w Cieszynie

Jest taka tradycja, że Czechofil przynajmniej raz w roku MUSI być w Cieszynie. To miasto niezwykłe, urzekające swą architekturą, swymi kontrastami i werżniętą w rzekę Olzę granicą. Choć moich wypadów na Śląsk Cieszyński było wiele, dopiero teraz zacząłem dostrzegać wady tego miasta. Początkowa miłość do tego miejsca przerodziła się w złość.

IMG_2322

Oto 10 rzeczy, które wkurwiają w Cieszynie:

10. Magnolie kwitną tylko przez maj.

Spacer szlakiem cieszyńskich magnolii stał się już obowiązkowym punktem wycieczek na pogranicze polsko-czeskie. Chętnych do zobaczenia tych pięknych kwiatów jest tym więcej, im bardziej się one różowią. Swego czasu słyszało się nawet opowieści o stratowanych uczestnikach wycieczek – magnolie kwitną tak szybko, że nie da się ukończyć spaceru przed ich obeschnięciem…

9. Zbyt małe sale kinowe przy projekcjach Kina na Granicy.

To już standard: zaczyna się majówka – zaczyna się i Przegląd filmowy Kino na Granicy – świecące wcześniej słońce nagle chowa się za chmurami. Ponura aura sprawia, że szukający kulturalnych uciech festiwalowicze tłoczą się w ciasnych salach kinowych zlokalizowanych po obu stronach granicy. Wyczuwam spisek: pogoda psuje tak świetny przegląd filmowy tylko po to, by setka widzów musiała okupować podłogi i okolice wyjść ewakuacyjnych zamiast zasiąść sobie w trochę bardziej wygodnych niż schody siedzeniach.

8.  Piesza przeprawa przez Olzę już nie jest różowa.

Uwielbiana przez cieszyniaków (ze względu na swój pierwotny kolor) piesza kładka już nie jest tak intensywnie różowa. Od kiedy wyblakła przestano na niej wieszać kłódki zakochanych, nie wykonuje się na niej również zdjęć selfie. Wraz z kolorem kładka straciła swój urok. Przestała się kojarzyć z różowym jeleniem mającym swe legowisko na Wzgórzu Zamkowym. Stała się bezużyteczna: Polakom jest do niej za daleko, a Czesi nie mają żadnego powodu by przychodzić do Polski.

7. Kultowe cieszyńskie kanapki są nie-do-po-dro-bie-nia!

Muszę powiedzieć to głośno: jechanie kilkuset kilometrów z Warszawy tylko po to by zjeść kultową cieszyńską kanapkę ze śledziem stało się nieekonomiczne. Wcześniej moje podróże do Cieszyna skupiały się na tym by rozpracować sekretną recepturę powstawania tego rarytasu znad Olzy. Na wspomniane kanapki wydałem naprawdę majątek, część z nich odłożyła mi się w postaci tkanki tłuszczowej. I choć moje próby podrobienia smaku cieszyńskiej kanapki spełzły na niczym, nie umiem ich sobie odmówić podczas wizyty  w Cieszynie. Ze złością, ale i rozkoszą zjadam cztery kanapki każdego poranka.

6. Urokliwie brzydkie perony czeskiego dworca przestaną być tak brzydkie.

Ten piękny kontrast: okazały i elegancki dworzec oraz zapuszczone perony i tunel przy czeskim dworcu – to już historia. Powiał silny wiatr zmian i zaczęto remontować wszystko co brzydkie. Zniknie zapewne napis: „Wolne miasto Cieszyn żąda dostępu do morza”, zniknie pewien symbol. Podział na piękny czeski dworzec „z którego dojedziemy wszędzie” i sypiący się z zaniedbania ten polski będzie na nowo przypominać cieszyniakom, że choć szlabany zniknęły, granica w Cieszynie dalej istnieje.

5. Zlitujcie się i otwórzcie sklep nocny.

Przy każdym Kinie na Granicy jak bumerang powraca temat sklepów nocnych, a raczej ich braku. Skoro setki osób poświęciły swój czas, siłę i pieniądze by dotrzeć na ten koniec świata, właściciele sklepików i punktów usługowych powinni pomyśleć jak by tym festiwalowiczom wyjść na przeciw. Brak jest woli właścicieli by wydłużyć godziny otwarcia sklepów. Nie chcecie zatrudniać dodatkowych osób na te kilka dni? Sami stańcie za ladą. Po co zmuszać dziesiątki osób, by swoje pieniądze zostawiali na stacjach benzynowych?

4. Płatne parkowanie.

W tym roku dotarłem do Cieszyna samochodem. W życiu nie sądziłem, że Polska może się tak zmniejszyć. Wystarczyło zbudować normalne szerokie i równe drogi. Dojazd z Warszawy w przeciągu 3:30 h to w tej chwili wcale nie jest wyczyn, to realny czas dojazdu na Śląsk Cieszyński. Tylko po co mi samochód skoro parkowanie w centrum tego małego miasta jest płatne. I to wcale nie tak mało. Ale dobrze, łatajcie w ten sposób dziurę budżetową. Tylko niech kasa zamiast do kieszeni radnych idzie na budowę dworca po polskiej stronie.

3. Zbyt łatwo jest stąd wyjechać wgłąb Republiki Czeskiej.

Odcięcie od świata polskiej strony i świetnie skomunikowanie czeskiej strony Cieszyna niejako przymusza człowieka do zapuszczenia się wgłąb regionu. Według Czechów palenie zioła, jak też picie alkoholu po czeskiej stronie wcale nie jest legalne (jak się nam Polakom wydaje). Niedostępne brzegi Olzy nie pozwalają na zbyt intensywne upijanie się pograniczem. Cóż więc począć? Podróż na przykład do Ostrawy jest rzeczą naturalną.

2. Wtopy miejscówkowe.

To, co uchodzi za kultowe okazuje się niewypałem. To, co jest na uboczu okazuje się skarbem. Tak właśnie jest w Czeskim Cieszynie. Każdy przewodnik, każda strona internetowa odsyła turystów do przybytku przy ul. Głównej Hubertem zwanego. Zapyziała spelunka z obskurnym wystrojem, strasznymi toaletami i tłumem Czechów i Polaków. Hubert jest podobno „synonimem czeskiej hospody”. Tak przynajmniej twierdzą blogerzy opisujący co roku swoje wrażenia z Cieszyna. Rzekomo najlepsze piwo, rzekomo najlepsze czeskie jedzenie. Podobno obsługuje tam czeska Wodzianka. Tak ci się będzie wydawać jeśli nie zapuścisz się wgłąb czeskiej części i nie odwiedzisz mniej znanych miejsc na uboczu. Bo po co wchodzić do słynnej Siódemki czy Pod wieżą, gdzie nie dość, że nie znoszą Polaków to jeszcze jawnie tę niechęć demonstrują? Pamiętam jak w zeszłym roku chwaliłem Restauracje Sikorák mieszczącą się przy już nie-różowym mostku. W tym roku obsługa przeszła samą siebie serwując nam Polakom Staropramena w plastikowym kubku. Na podwójne prośby lania piwa do szkła reagowała obojętnością. Kultura nakazała nam dopicie piwa zamiast wylania go na oczach złośliwej barmanki i odejścia w poszukiwaniu lepszych miejscówek. A o te wcale nie tak łatwo. Strzałem w dziesiątkę okazała się założona w 1905 roku Restauracja na Brandyse przy ul. Karwińskiej. Pyszne czeskie dania, duże porcje, piwo z pianą pod sufit i bardzo sympatyczna obsługa. Polaków względnie mało, ci którzy się pojawili nie czują się obrażani i lekceważeni. Na sześć czy siedem odwiedzonych hospod po czeskiej stronie pozytywnie wyróżniła się jedynie ta opisywana jako ostatnia. Źle się dzieje w Czeskim Cieszynie…

1. Jest tu tylko jeden hostel!

Ale za to jaki! Duży, przestronny, zadbany. Sofy i kanapy przegoniły mini golf, który stał wcześniej w pokoju dziennym. Jest to jedna w wielu wspólnych części 3 Bros Hostelu, ale za to najbardziej klimatyczna. Sala jest areną dla indywidualności jak też łączy ze sobą nieznane sobie wcześniej grupki osób. Nic tak nie spaja jak wspólne piwko przy grillu umieszczonym na balkonie. 3 Bros Hostel to idealna miejscówka na podryw: podczas Kina na Granicy śpi w nim połowa fanów kina, łatwo więc tam odnaleźć osobę upatrzoną wcześniej podczas seansu w kinie. Najbardziej mnie jednak smucą te zawiedzione buzie młodych ludzi, którzy zagapili się i nie zrobili w porę rezerwacji, wiedzą, że spanie u Trzech Braci to wyróżnienie. Ale 3 Bros Hostel to również miejsce spędzające sen z powiek, dosłownie. Rozmowy z gośćmi hostelu są tak wciągające, że nie sposób po prostu wstać i udać się na spoczynek. Wspólna wymiana poglądów kończy się więc najczęściej późno w nocy. Godziny serwowania śniadania również są więc bardzo umowne:  kto mi wyje kanapki skoro wszyscy jeszcze śpią? Przegadane noce powodują niewyspanie, które ciągnie się za mną aż do dziś. To zdecydowanie wkurza!

A jeśli dotrwałeś do końca tego krytycznego wywodu, wyrzuć z pamięci wszystko co do tej pory przeczytałeś i usłyszałeś na temat Cieszyna. Rusz się i zacznij poznawać to miejsce na swój sposób. Byłem w Cieszynie kilka razy i za każdym razem odkrywałem coś nowego. Zdaj się na siebie i swoje nogi, a nie na opinie blogerów podróżniczych.Wtedy jest pewność, że nie będziesz jadł średniej jakości jedzenia u Huberta i nie zostaniesz potraktowany jak człowiek drugiej kategorii w pewnych pubach i hospodach. Bądź sobie sam przewodnikiem i pamiętaj…”Keep Cieszyn in your heart”!

Powstało nowe państwo z urzędowym językiem czeskim

W miniony poniedziałek na mapie Europy pojawiło się nowe państwo. Jest nim Liberland, enklawa wolności położona między Chorwacją i Serbią. Samozwańcze państwo, które nie zdobyło jeszcze międzynarodowego uznania, ma już swojego prezydenta. Teraz prowadzony jest nabór obywateli.

image

Liberland nie ma jeszcze konstytucji (ta jest dopiero tworzona), ale posiada już własny serwis internetowy. Wyjaśniono w nim, że nowe państwo leży na terenie, do którego żaden inny kraj nie wysuwa roszczeń. Założyciele Wolnej Republiki Liberlandu uznali, że jest to ziemia niczyja.

Liberland ma 7 km kwadratowych powierzchni i mieści się na zachodnim brzegu Dunaju, w pobliżu chorwackiej miejscowości Zmajevac. Założycielem państwa jest czeski polityk Vít Jedlička, który należy czeskiej Partii Wolnych Obywateli.

Flaga Liberlandu
Flaga Liberlandu

Jedlička został pierwszym prezydentem Liberlandu. Polityk zapowiedział, że niebawem wyśle noty dyplomatyczne do rządów Serbii i Chorwacji, prosząc o oficjalne uznanie nowego państwa. Podobne noty zostaną później wysłane do innych krajów.

Konstytucja Liberlandu będzie wzorowana na prawie szwajcarskim. Państwo, któremu przyświeca hasło „Żyj i pozwól żyć”, ma być „konstytucyjną republiką z elementami demokracji bezpośredniej”. Z przedstawianych zapowiedzi wynika, że władze Liberlandu będzie obowiązywał konstytucyjny zakaz zadłużania państwa.

Na oficjalnej stronie Liberlandu prowadzona jest rekrutacja obywateli. Zgłaszać mogą się wszystkie osoby, które nie były karane, nie mają komunistycznej bądź nazistowskiej przeszłości, szanują własność prywatną oraz innych ludzi, niezależnie od ich rasy, pochodzenia etnicznego, religii i orientacji.

Liberland ma już własną flagę i własne godło. Językiem urzędowym jest czeski.

17. Przegląd Filmowy Kino na Granicy – 28.04-03.05.2015 CIESZYN

Przegląd Filmowy Kino na Granicy / Kino na Hranici zrodził się w środowisku Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej z płynącej z serca potrzeby poznawania kultury sąsiadów zza rzeki. Pierwsza edycja w 1999 roku oferowała jedenaście czeskich filmów pokazywanych w jednym kinie. Trzecia edycja przyniosła rozszerzenie artystycznych poszukiwań na kino Słowaków, czwarta pokazy także w Czeskim Cieszynie, a na szóstej pojawiły się filmy polskie i węgierskie – i tak już miało pozostać.

20721_10152888659244401_2181930898494251681_n

Liczba pokazywanych filmów systematycznie rosła, by w dwunastej edycji w 2010 roku dojść do okrągłej setki. I wtedy rozpoczęła się doceniana przez uczestników przeglądu stabilizacja: 6 dni, co najmniej 4 miejsca projekcji w jednym, choć podwójnym mieście, zawsze ponad 100 filmów, 5 koncertów i mnóstwo wydarzeń towarzyszących. Niezmienna pozostaje też baza: konsekwentnie odkrywana i promowana kultura najbliższych sąsiadów.

Kino na Granicy ma już swoją tradycję i renomę oraz jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych imprez filmowych. 17. edycja Przeglądu Filmowego Kino na Granicy odbędzie się w dniach od 28 kwietnia do 3 maja 2015 roku w Cieszynie i Czeskim Cieszynie.

11154720_10152943518824401_5408533776392241297_o

AKREDYTACJE

PROGRAM DO ŚCIĄGNIĘCIA 

NOCLEGI

10486568_10152528289679401_6152230752035234525_oKONKURS

Do wzięcia:

  • jedna PEŁNA akredytacja
  • jedna TRZYDNIOWA akredytacja
  • bilet na koncert czeskiego zespołu ILLE

Aby zdobyć nagrody napisz:

Na który film z programu 17. Przeglądu Kino na Granicy najbardziej czekasz i dlaczego?

Najlepsze odpowiedzi zostaną nagrodzone (wysyłajcie je na ceskykluk@gmail.com)

Jeśli wciąż nie masz wejściówek na festiwal, bądź wahasz się czy w ogóle pojawić się w Cieszynie, masz teraz świetną okazję by zobaczyć na żywo tę piękną imprezę. 

Leśny Bar czyli nietypowa atrakcja koło Jesionika

Polski pisarz i czechofil Mariusz Szczygieł już telefonował do czeskiego leśnika inżyniera Pavliczka. Wypytał go dokładnie o leśny bar w górach za Jesenikiem. Zanim przeczytacie o tym w najnowszej książce Szczygła, wybierzcie się sami na piwo do czeskiego eksperymentu.

bilde

Po czesku „napad” to pomysł. Inżynier Vaclav Pavlicek na pytanie, kto miał „napad” z leśnym barkiem, skromnie odpowiada, że to pomysł turystów.

On tu tylko pracuje. Jego rewir w lasach państwowych to ponad tysiąc hektarów w górach nad wioską Horni Lipova. Codziennie jest tutaj zawodowo, ale lubi po pracy sam albo z przyjaciółmi przemierzać leśne ścieżki na rowerze czy na nartach biegowych.

– Jadąc od wioski, jest tu po drodze bardzo stromy podjazd. Niektórzy nie dawali rady pedałować i prowadzili rower pod górę. Tu zawsze czekaliśmy na pozostałych, więc najpierw zrobiłem miejsce do siedzenia nad potokiem – opowiada leśnik. – Idąc w góry w gorące dni, zacząłem tu zostawiać w potoku jeden czy dwa napoje.

Wracając z pracy, zatrzymywałem się na odpoczynek i posiłek. Pewnego dnia jakiś nieznany turysta zabrał moje picie i zostawił pieniądze. Na papierku obok napisał: „Zabrałem jedno picie, zostawiam 10 koron”.

Ktoś inny skląłby bezczelnego turystę i poszukał lepszej skrytki na swoje piwo. Ale nie inżynier Pavliczek. On następnym razem przywiózł 10 napojów i położył w chłodnej wodzie. Po kilku dniach zabrał 100 koron. Za trzecim razem przywiózł na górę 30 butelek z piwem i lemoniadą. I odebrał 300 koron.

– W końcu postawiłem tu blaszaną puszkę – skarbonkę – opowiada Pavliczek. – Ludzie sami ją otwierali, żeby rozmienić pieniądze, zabrać sobie resztę.

Początkowo nie wywieszał żadnego cennika. Potem napisał na tabliczce: Wszystko za 10 koron. On kupował za 10 i chciał tylko zwrotu pieniędzy. Stopniowo proste miejsce odpoczynku zaczęło się rozrastać.

Źródło oraz dalsza część artykułu: nto.pl

Nowe stacje metra w Pradze

O cztery stacje więcej ma trasa praskiego metra linii A. Na Wielkanoc otwarto nowy sześciokilometrowy odcinek ze stacji Dejvicka do stacji Nemocnice Motol.

m1

Premier Bohuslav Sobotka przeciął wstęgę i tym samym symbolicznie otworzył nowe stacje. Były obietnice dofinansowania przez państwo dalszej rozbudowy sieci praskiego metra.

Pasażerom podoba się ciekawy design, jedna ze stacji jest oświetlona światłem dziennym. Najgłębsza z nowych stacji znajduje się 35 metrów pod powierzchnią ziemi, najpłytsza jedynie 5,6 metra.

Według rzecznika metra każda stacja jest inna – „tak budowali Rosjanie, tak budujemy i my”. Jednak w porównaniu do drugiej linii warszawskiego metra, nowe stacje w Pradze są bardzo spójne z tymi, które znamy od dawna, tworzą spójną całość.

Odcinek budowano pięć lat. Łączny koszt prac zamknął się w 20 miliardach koron. Niestety choć czas dojazdu do lotniska skrócił się o 6 minut, metro wciąż nie dojeżdża do samych terminali. Nie wiadomo kiedy to nastąpi.

Metro w Pradze składa się z trzech linii: A (17 stacji, długość 17,1 km), B (24 stacje, długość 25,7 km) i C (20 stacji, długość 22,4 km). Pierwszy odcinek praskiego metra został otwarty w maju 1974 roku (Florenc – Kačerov, trasa C). W projekcie jest czwarta linia łącząca północną i południową część miasta, częściowo równoległa do linii C.

Co to jest česká potravina? Tego nie wiedzą nawet Czesi

Znowelizowane prawo nakazuje sklepom (z rocznym obrotem wyższym niż pięć miliardów koron) umieszczanie przy wejściu tabliczki z procentowym udziałem nazw krajów, z których pochodzi dany produkt spożywczy. W rzeczywistości napis „93 proc.” przy symbolu czeskiej flagi nie oznacza, że tyle czeskich produktów znajdziemy na półkach. 

tabule

Klient widząc tego typu obowiązkowe oznaczenia myśli sobie, że asortyment sklepu do którego wchodzi zawiera właśnie podaną wielkość towarów z danego kraju. Niestety się myli. Jak się okazuje nie istnieje definicja określenia česká potravina i z tego powodu dochodzi do przekłamań.

Jeżeli przy drzwiach marketu widnieje napis „93 proc” oraz symbol czeskiej flagi, oznacza to że taka jest ilość firm zarejestrowanych w Czechach, której produkty leżą na półkach. Nie oznacza to wcale, że firmy te nie mogły ściągnąć mięsa z Polski i go przemetkować.

W trakcie badania Inspekcji Handlowej okazało się, że deklarowane jako czeskie, produkty tak naprawdę pochodziły z Niemiec, a nawet Indii.

Rzeczniczka Izby Żywności Republiki Czeskiej ( Potravinářska komora ČR) Dana Večerová informuje: Pochodzenie produktu powinno być definiowane poprzez miejsce jego produkcji. Jednak prawda jest zgoła inna.

W kraju, gdzie istnieje kilkanaście oznaczeń definiujących „czeskość” produktu, gdzie za czeskie uważane są produkty z Chin („bo mają przecież symbol czeskiej jakości”), gdzie nikt tego nie kontroluje, ciężko jest w ogóle wyłapać to co naprawdę czeskie.

Ministerstwo Rolnictwa po interwencji serwisu lidovky.cz w pośpiechu tworzy definicję czeskiego produktu. Według wstępnych ustaleń do jego powstania ma być użyte więcej niż 75 proc. czeskich składników. Czy nie za późno na tego typu działania ministerstwa? I czy na pewno to oznaczenie będzie gwarantem „czeskości”?

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑