Jak Czesi obchodzą Dzień Niepodległości?

Każde państwo ma takie święto niepodległości, na jakie stać jego naród. Jakie święto mają Polacy, każdy widzi. – prof. Janusz Czapiński –

Mój kolega Czech, który przyjechał do mnie w odwiedziny, musiał dziś wracać do domu. Tak się stało, że w drodze na dworzec natknęliśmy się na grupy narodowościowe wykrzykujące nacjonalistyczne hasła. Zamaskowane grupy łysolców skutecznie wystraszyły mnie, ale również kolegę Czecha. Czuliśmy się zagrożeni. Było mi wstyd, że Polacy właśnie tak obchodzą swoje święto. „Ten dzień powinien łączyć, a was podzielił”… Zapytałem więc, jak Czesi obchodzą swój dzień niepodległości.

28 października to ważny dzień dla Czechów, choć nie da się ukryć, że nie świętują go tak „hucznie” jak my. Po kilkuset latach ucisku ze strony monarchii, Czesi w porównaniu z naszymi 123. latami powinni mieć chyba z siedem razy huczniejsze obchody.

Jak minęły ostatnie obchody?

94. rocznicę powstania samodzielnej Czechosłowacji rozpoczęło przemówienie prezydenta Republiki Vaclava Klausa. W wielu miastach Czech pod pomnikami  Tomáša Garrigue Masaryka złożono wieńce. Podczas, gdy w Polsce narodowcy wychodzą na ulicę rozbijać szyby i rzucać race, w Republice Czeskiej Czesi wychodzą na ulicę świętować.

W Pilznie na głównej ulicy wystawiono wystawę pokazującą drogę narodu czeskiego do niepodległości. Oprócz tego na ulice wyjechał zabytkowy tramwaj z  numerem bocznym 1918. Dla najmłodszych zorganizowano masz z lampionami oraz inne zabawy. Na taki marsz można bez obaw zabrać swoje dziecko nie obawiając się, że dostanie od kogoś butelką w głowę.

Miasta Republiki tego dnia stają otworem dla swych obywateli. Muzea są darmowe, a na przykład wstęp na baseny i lodowiska kosztuje symboliczne 28 koron (28. října). 

W śląskiej Opawie urzędnicy przebierają się w historyczne stroje i oprowadzają mieszkańców po mieście prezentując przy tym historię miasta. W Úštěku z kolei zaczyna się Festiwal Rzemiosł – dwustu wystawców odwiedziło ponad 7 tysięcy Czechów, Morawian i Słowaków.

I choć Słowacy nie uznają 28 października za ich święto narodowe, o wiele bardziej bym wolał, aby świętowanie niepodległości wyglądało u nas tak jak w Czechach: bez burd, bez podziałów i z darmowymi muzeami i teatrami.

BLESKmobil – pierwszy wirtualny operator

Rzecz się dziś stała niesłychana – Pani zadzwoniła do Pana! W Republice Czeskiej wystartował pierwszy wirtualny operator.

Właścieciel Blesku, Wydawnictwo Ringer, przetarł dziś (07.11.2012) szlak, wyznaczył nowy bieg historii i zaczął sprzedawać swoją ofertę. Usługa działa nadajnikach sieci O2. Mimo wszystko, w Czechach żadna rewolucja cenowa nie nastała.

Minuta rozmowy to 2,50 kc (u konkurencji ok. 6 koron), sms-y są o koronę tańsze. Według ekspertów, ceny mogły być bardziej rewolucyjne, np. takie, jak dla obecnych klientów firmowych u obecnych operatorów.

Dlaczego dopiero teraz powstał wirtualny operator? Wielu już chciało coś dla siebie ugrać na czeskim telekomunikacyjnym rynku: Kaufland, Tesco czy UPC. Operatorzy jednak nie chcieli udostępnić swojej infrastruktury  W końcu zainterweniował Czeski Urząd Telekomunikacyjny. Uznał, że Czechom należą się niższe stawki i uwolnił rynek.

Właściciel marki, Wydawnictwo Ringer, uznało, że nie może dalej godzić się na spadek przychodów ze sprzedaży ich sztandarowego tabloidu i wpadło właśnie na taki pomysł podreperowania swego budżetu.

Okazało się jednak, że to wielcy gracze rozdają karty. Oferują swoje usługi za pożądaną przez nich stawkę. Mały gracz, taki jak BLESKmobil, doliczając swą prowizję, przedstawia klientom cenniki. Czy atrakcyjne? Czas pokaże.

Spokojnie to tylko… Czechy

Przewodnik „Spokojnie, to tylko Czechy” pozwala odkryć bogatą historię Czech, zapoznaje z czeską kulturą, etykietą, lokalnym klimatem, obyczajami i tradycjami mieszkańców jednego z najpiękniejszych państw Europy.

Pomaga odnaleźć się w nowym otoczeniu służy praktycznymi informacjami, zdradza, jak nie popełniać gaf, gdzie wynająć mieszkanie, czego oczekiwać na czeskim weselu, a czego w urzędzie czy w piwiarni. Jest niezbędny każdemu, kto wybiera się do Czech bez względu na to, czy ma zamiar zostać tu jeden dzień, czy całe życie.

Tyle od wydawcy. A czym jest ta książka dla czechofila?

Jeżeli jesteś początkującym czechofilem, który dopiero zaczyna swoją przygodę z tym krajem, książka ta będzie dla Ciebie kopalnią wiedzy o naszych południowych sąsiadach.

Jeżeli natomiast jesteś takim wariatem jak ja i Czechy praktycznie nie mają przed Tobą tajemnic, ta książka będzie dla Ciebie właściwie nieprzydatna.

Autorem książki jest Amerykanin, który zamieszkał w Pradze, a po kilku latach spędzonych w tym pięknym mieście, napisał o Czechach przewodnik. O Czechach jako państwie, ale również o ludziach, którzy w nim mieszkają.

Niestety książka pisana jest z perspektywy Amerykanina, który styka się z zupełnie odmienną kulturą niż tą, którą sam już zna. My Polacy, posiadamy podobne losy odciśnięte przez ZSRR, dlatego czytając ten poradnik wiele rzeczy stanowiło dla mnie banał. Autor rozpisywał się na przykład na temat guzika w ścianie, którym należy przywołać windę. Albo tego, żeby zawsze zdejmować buty, gdy się wchodzi do czeskiego mieszkania.

Czytając tę pozycję można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy na temat zasad zachowania się wśród Czechów, ich kultury i historii. Wszystkie informacje podane są niezwykle lekko i zwięźle. Każdy opis poparty jest opowieścią z życia autora. Oprócz zasad savoir vivre podczas luźnych spotkań, dowiemy się o regułach jakie panują w czeskich korporacjach. Jak zachować się na rozmowie kwalifikacyjnej w Czechach i jak okręcić sobie wokół palca czeskich kontrahentów.

Najważniejszą zaletą jednak jest fakt, że porady autora są bardzo trafione i prawdziwe. Miałem wrażenie, że żaden fragment książki nie jest naciągany.

Spokojnie to tylko… Czechy

Autor: Tim Nollen

Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007

ŠKODA AUTOLAB w Markach

Wraz ze Škoda Auto Polska zapraszam wszystkich Czechofilów do Škoda Autolab w Markach, gdzie w specjalnie stworzonej strefie przeżyjecie między innymi bezpieczne dachowanie, a także symulowane czołowe zderzenie z innym pojazdem.

Cały Autolab został podzielony na różne strefy. Pierwsza to prezentacja dwóch modeli Skody, m.in. najnowszego modelu Citigo. Następna strefa to Bezpieczeństwo, gdzie możesz skorzystać z symulatorów zderzenia oraz dachowania. Wielka Octavia zawieszona w powietrzu obraca się wokół własnej osi, podczas gdy ty siedzisz w środku przypięty tylko pasami. Niesamowite uczucie. W pierwszej chwili ogarnął mnie atak śmiechu, ale później zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy w życiu nie chciałbym przeżyć tego na żywo. Zawsze zapinajcie pasy, one na serio ratują życie.

W tej samej strefie możemy też podszkolić się ze sposobów udzielania pierwszej pomocy. Specjaliści wyjaśnią wszelkie wątpliwości. Dla głodnych wiedzy przewidziano również salę kinową, w której można zobaczyć film dotyczący zasad bezpieczeństwa na drodze.

Strefa Technologia przeznaczona jest dla tych, których interesuje jak zachowują się poduszki powietrzne podczas wypadku, bądź dla tych, którzy chcą zobaczyć przekrój samochodu. Oprócz tego zobaczymy jak zachowują się dwa auta podczas czołowego zderzenia.

Przy użyciu alkogogli możemy sprawdzić jak będziemy się zachowywać po spożyciu alkoholu. Obok postawiono gablotę z różnymi rodzajami alkoholu (w tym z naszą Beherovką) i zobaczyć ile czystego alkoholu mieści w sobie pół litra naszego ulubionego trunku.

Eko strefa to nauka ekologicznej jazdy. Eko jazda to taka, dzięki której zużywamy jak najmniej paliwa. Symulator eko jazdy pokaże nam błędy, jakie popełniamy. Jego użycie to istna frajda!

Pamiętaj, żeby nie wyrzucać swego biletu. Po skończeniu zwiedzania możesz przez internet zalogować się na stronie Škoda Autolab i pobrać z niej swoje zdjęcia wykonane podczas używania symulatorów.

Škoda Autolab w Markach czynne jest do 9 grudnia 2012!

Centrum Ostrawy umiera

Życie w tym chętnie odwiedzanym przez Polaków mieście powoli umiera. Wszystkiemu winna jest Nowa Karolina…

Już wtedy, gdy mieszkałem w Ostrawie, dało się zauważyć, że centrum miasta jest praktycznie wymarłe. Ludzi spotkać można było tylko w weekendy i tylko na imprezowej ulicy Stodolni. W ciągu dnia tramwaje jeździły puste a Rynkiem Masaryka przechadzali się wyłącznie osoby wracające z zakupów w pobliskiej Billi. Pustka zaczęła oddziaływać również na lokalny biznes.

Jako pierwsza o likwidacji swojej placówki z ostrawskiego rynku zdecydowała Česká spořitelna. Inne banki również się ewakuują. Złe czasy nastały też dla Hotelu Palace i McDonald’sa. Pierwsza poza praska restauracja tej amerykańskiej sieci po dwudziestu latach znika z ostrawskiego Rynku. Wszystkiemu winna jest Nowa Karolina – nowo otwarte centrum handlowe, do którego przeniosło się życie towarzyskie ostrawiaków.

Na pocieszenie można dodać, że w historycznym centrum miasta powstała wreszcie cukiernia, która jest otwarta w weekendy dłużej niż do godziny 14:00. Jest to ważne miejsce dla ostrawaków, mogą się tam napić dobrej kawy i nikt ich stamtąd nie przepędzi z powodu zamknięcia lokalu. Zainteresowanie jest ogromne – nie ma się czemu dziwić – na ostrawskim Rynku albo wszystkie lokale zajęte są przez banki albo wszystko jest zamknięte.

Przykładem ratowania sytuacji przez miasto jest wynajem za symboliczną koronę lokalu pod bar mleczny. Miejsce prowadzone jest przez osoby z grupą inwalidzką, których denerwowało to, że w weekendy nie było gdzie pójść w Ostrawie. Teraz zapraszają do siebie.

Na brak zainteresowania i ruchu nie narzekają właściciele Nowej Karoliny. Nie od dziś wiadomo, że ludzie wolą mieć wszystko pod jednym dachem. Władze miasta, mimo, że nic z faktem wymierania miasta nie robią, potrafią tylko narzekać. Na sygnały mieszkańców dotyczących braku miejsc parkingowych w centrum nie reagują.

I tak Ostrawa pozostawiona sama sobie, żyjąca od imprezy do imprezy na Stodolni, od klienta do klienta w kolejnym H&M w Karolinie, powoli umiera…

Czesi – mały naród, duży kompleks

Idąc rok temu za chlebem do Pragi, naiwnie uwierzyłem swoim liberalnym kolegom, przekonującym mnie, że prascy Czesi i w ogóle Czesi na zachód od Ostrawicy są kwintesencją tolerancji, iż pałają miłością do Polaków itp. Rok od rozpoczęcia mojego pobytu w stolicy RC mija w środku samej aferki alkoholowej, czas więc na podsumowanie czeskiej miłości wobec swoich sąsiadów.

Pisano już wielokrotnie na łamach „Głosu Ludu” o stereotypach polsko-czeskich, o polskich różowych okularach wobec Czechów oraz czeskich uprzedzeniach wobec Polaków. Będąc rok w Pradze, niestety muszę potwierdzić owe stwierdzenia. Spora grupa Polaków pochodzących z Polski, mieszkających w Pradze stanowi piątą kolumnę czechofilii. Rozmawiając z nimi odnosi się wrażenie, że mówią chyba o innym państwie. Wszystko w Czechach jest super: piwo, sklepy, drogi, pociągi i marihuana. Najbardziej super są jednak Czesi: tolerancyjni, wyrozumiali, kosmopolityczni, weseli i nowocześni. Ogrom bzdur, które przez ten rok usłyszałem z polskich ust nie przestaje mnie zadziwiać. Otóż w Czechach ponoć wcale się nie kradnie, przestępczość niemal nie istnieje, a w knajpach nigdy nie dochodzi do bijatyk, bo Czesi z wszystkimi lubią się bratać przy piwku. Lista podobnych założeń jest bardzo długa. Spora część praskich Polaków poczeszcza się szybciej niż kiedyś galicyjscy Polacy w Witkowicach. Szlifują niepoprawny praski czeski, by tylko czuli się bardziej „światowi”. Doznałem także przykrego rozczarowania, gdy jeden z moich polskich współpracowników rozmawiał ze mną łamaną czeszczyzną, nawet gdy ja odpowiadałem mu czysto po polsku. Absurd. Brawo Polacy!

Niekończąca się miłość Polaków do Czechów nie zna granic, tak samo jak małostkowa nienawiść Czechów wobec nas. Aferka alkoholowa nie tylko rozszerzyła w społeczeństwie czeskim niespotykaną jak dotąd paranoję, ale także znów odkryła stare i dobrze znane czeskie kompleksy. Na każdym kroku można w Pradze usłyszeć, że wszystko polskie jest złe, teraz już nie tylko żywność, ale także alkohol. To przecież oczywista sprawa, że ślady lewej wódki prowadzą do Polski. Hyde Park w Telewizji Czeskiej pełen jest ksenofobicznych uwag o Polsce i zakazywaniu całego importu z Polski, bo „z Polski przecież nigdy nic dobrego nie przyszło”. Czeskie gazety powielają i szerzą te brukowe poglądy, dodając od czasu do czasu kolejne rewelacyjne artykuły o tym, jak cała Polska pełna jest katolickich pedofilów. Wszystko w sytuacji, gdy w Polsce nikt nawet pół-oszczerstwa wobec Czechów nie wysuwa; w sytuacji, gdy zabójczy alkohol metylowy ma stuprocentowo czeską genezę.

Fobia wobec wszystkiego, co polskie dopełnia już wcześniejsze antypolskie stereotypy. Już wielokrotnie słyszałem od swoich czeskich znajomych, że w Polsce wszyscy jeżdżą ciągle konno, że kobiety są używane w polach zamiast pługu itp. Pewna znajoma wyraziła zdanie, że do Polski nigdy by swoich dzieci nie zawiozła, bo na granicy pewnie schwytał by ich zły ksiądz katolicki i przemocą zmusił do całowania krzyża. Niewiele lepiej mają Słowacy, którzy są w Pradze wyśmiewani na każdym kroku, mając status społeczny niemal biednych gastarbeiterów gdzieś z Azji. W pracy raz w tygodniu moi czescy koledzy bawią się w wyśmiewanie słowackiego jako śmiesznego języka. Słysząc znów głośne nabijanie się z „drevokocurów”, wychodzę. Wyszydzanie słowackiego i Słowaków jako zacofanego narodu osiągnęło już taki poziom, że nawet Węgrzy ze Słowacji, których w pracy sporo, bronią swoich rodaków. Zmasowane poniżanie Słowaków w ramach niby-humoru osiąga swój czechizacyjny cel. Zaczyna się na „nashle” w windzie, a kończy na nieudolnym „rzykaniu”. Słowackość w Pradze umiera szybko. W ostatnim Spisie Powszechnym niemal 25 tys. mieszkańców Pragi zadeklarowało słowacką narodowość. Kolejnych kilkadziesiąt tysięcy Słowaków – obywateli Słowacji mieszka w Pradze. W zeszłym roku słowaccy działacze próbowali w Pradze uruchomić słowackie gimnazjum – zgłosiło się siedmioro dzieci…

Czeskie poczucie wyższości nad innymi narodami nie zna granic. Wszędzie jest gorzej, wszystko jest gorsze, tylko w Czechach jest pięknie, no i może jeszcze w Niemczech. Czesi sami siebie bardzo kochają, w zwierciadle widząc nowoczesnych, tolerancyjnych Europejczyków. Ten sielankowy obraz wspomagany jest badaniami opinii publicznej, które co roku potwierdzają, że Czesi najbardziej lubią właśnie Słowaków i Polaków. Piękny, jednak kołtuński obraz, jak już pisałem wyżej. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Nie trzeba ubierać się w mundury i maszerować z sztandarami, by być prowincjonalnymi ksenofobami. Polecam owym ksenofobom dłuższy wyjazd za granice, bowiem z zagranicy Czechy wyglądają zupełnie inaczej i wcale nie tak sielankowo.

Marzę o tym, by pewnego dnia zwykły czeski Novak dostrzegł, że Polska nie jest teokratycznym krajem trzeciego świata, produkującym same wadliwe produkty. Daleka jednak droga przed nami.

Adam Krumnik, źródło

Czechy – Ziemia Obiecana?

„Żądamy czeskiej okupacji” – czytamy na rozpowszechnianym na Facebooku memie. Jego autorzy chwalą naszych południowych sąsiadów, za postęp który się u nich dokonał. Liberalne podejście do aborcji, posiadania niewielkiej ilości narkotyków czy choćby legalne picie piwa na ulicy, to tylko niektóre różnice, które przyciągają sympatyków Republiki Czeskiej. O tym jak naprawdę żyje się w Czechach mówi nam Jovita Praga, która ponad rok temu przeprowadziła się do Pragi.

Macie na nazwisko Praga. Czy miało to wpływ na waszą przeprowadzkę do czeskiej stolicy?

Jovita Praga
Jovita Praga•Fot. Michał Dagajew

Jovita Praga: Absolutnie żadnego. Gdy mówimy ludziom jak się nazywamy, to spotykamy się z bardzo miłymi emocjami. Jest to jednak czysty przypadek.

Jak wam się żyło w Polsce?

Super. Mieliśmy praktycznie wszystko. Dobrą pracę, duży i ładny dom, wysokie zarobki.

To dlaczego wyjechaliście? Większość ludzi decyduje się na emigrację za chlebem?

To nie praca zmusiła nas do wyjazdu. To sposób życia. Nie chcieliśmy się martwić o przyszłość naszych dzieci i o to, w jakich realiach będą się wychowywać. Polska codzienność nas wypalała. To była przemyślana decyzja, aby zacząć wszystko od nowa.

Dlaczego właśnie Czechy? Większość moich znajomych wyjechało do Norwegii, Wielkiej Brytanii albo Danii.

Mieliśmy do wyboru wiele miejsc na świecie, bo w wielu miejscach mamy rodzinę. Zdecydowaliśmy się na Czechy z kilku powodów. To przede wszystkim blisko, więc mniej odczuwa się emigrację. Ludzie są z jednej strony podobni, ale życie tu wygląda zupełnie inaczej. Chcemy zapewnić dzieciom życie w lepszej atmosferze.

Co rozumiesz przez lepszą atmosferę?

Mam na myśli służbę zdrowia, system edukacji, sferę obyczajową. Mój syn Patryk nie chodził w Polsce na religię. Nie było do wyboru innych zajęć, jak np. etyka. Skutek był taki, że Patryk siedział sam w szatni jak wyrzutek, podczas gdy inne dzieci były na religii. Miał wtedy sześć lat. Nikt nie zaproponował, aby w tym czasie choćby pobawił się w jakiejś sali zabawkami. Później sam mnie prosił, czy może chodzić na religię, bo mu się nudzi i nie chce siedzieć sam w szatni.

W Czechach nie ma takiej dyskryminacji. W nowej szkole Patryka nie ma takiego problemu. Jest na przykład wiele dzieci arabskiego pochodzenia. Temat wyznania nie jest poruszany w szkołach. W Czechach to odrębna sprawa każdego człowieka. Dla mnie to ważne, bo umysł dziecka jest bardzo chłonny i podatny na wszelką indoktrynację. Jeśli rodzice dziecka są religijni, to w Czechach mogą chodzić na zajęcia pozalekcyjne w kościołach.

Czy podejście do religii to jedyna różnica w naszych systemach edukacji?

Tych różnic jest zdecydowanie więcej. Tu nauczyciele mają inne podejście. Nie próbują zdominować dziecka, traktują je niemalże na równi, jak dorosłego. Są też bardzo przyjaźnie nastawieni do rodziców, jest z nimi naprawdę świetny kontakt.

W szkołach prowadzi się też wiele zajęć, które przystosowują dzieci do późniejszego życia. Dzieci w gimnazjum uczą się, jak założyć własną firmę i odnieść sukces w biznesie. Są też zajęcia chociażby z gotowania, aby młody człowiek umiał sobie poradzić bez rodzica. Dziesięcioletnia koleżanka mojego syna umie już ugotować zupę, bo musiała zaliczyć z tego egzamin. Problemem nie jest też dla niej upieczenie ciasta.

Jesteście w Czechach już od roku. Mieliście jakieś problemy w znalezieniu pracy?

Nie szukaliśmy pracy. Ja i mąż założyliśmy firmy, praktycznie zaraz po przyjeździe. Nie stanowiło to najmniejszego problemu. Tu są mniejsze podatki, a państwo ma mniej rozwinięty system urzędniczy. Formalności załatwiliśmy w jeden dzień. Państwo skupia się tu na pomocy obywatelowi.

Zastanawiałam się kiedyś, czy założyć działalność w Polsce, ale to by mi się nie opłacało. Tu zaraz po przyjeździe weszłam w spółkę i rozwijamy salon piękności. Mój mąż też ma firmę, którą założył z Czechem.

Mówisz o tym kraju, jak by nie miał żadnych minusów. Czy Czechy to faktycznie raj?

Oczywiście, że są i minusy. Największy problem Czech, o którym się mówi głośno, to korupcja. Nam to jednak w niczym nie przeszkadza, bo inne udogodnienia nam to rekompensują.

Jakie to udogodnienia?

Chodzi mi raczej o sferę obyczajową. Jest to kraj zlaicyzowany i jest w nim dużo mniej kościołów, niż w Polsce. Oczywiście jeśli ktoś chce, to je znajdzie. Tu jednak ludzie wierzący nie narzucają swojej religii i światopoglądu innym.

Mówiłaś, że w Polsce niczego wam nie brakowało. Jak wyglądają zarobki u naszego południowego sąsiada? Czy po roku żyjecie już na podobnym poziomie, co w Polsce?

Czechy nie kojarzą się z wielkimi pieniędzmi, ale zarobki są tu wyższe. Jednak tutaj nie okazuje się swojego bogactwa. Czesi nie wywyższają się, gdy osiągną sukces. Nie widać po nich na pierwszy rzut oka, że są zamożni. To jest po prostu źle widziane, gdy ktoś za bardzo przechwala się kim jest lub tym, co ma.

A co jest ważne dla Czechów?

Bezwzględnie rodzina. Nie praca, nie zarobki, ani też nie religia. Ważne jest, aby zadbać o dom i swoich bliskich. Czesi poświęcają rodzinie praktycznie każdy weekend. Chodzą wspólnie na koncerty, spotykają się też z przyjaciółmi. Dlatego jest tu tak wiele knajp, w których jest bardzo smacznie i tanio. Każdy może sobie na to pozwolić.

Czy zdarza wam się tęsknić za Polską?

Pierwszego października minął rok od przyjazdu. Ani razu nie zatęskniliśmy za krajem. Myśli się jedynie o rodzinie, przyjaciołach, którzy zostali w kraju. Mam znajomą Polkę, która mieszka tu jedenaście lat i twierdzi, że nigdy nie wróciłaby do Polski. Powtarza to zawsze po powrocie od rodziny.

Chcecie zostać tam na stałe?

Myślimy o tym. Czechy to państwo dla obywateli i to się czuje. Nie dla urzędników, nie dla polityków. Zastanawiamy się nawet nad zmianą obywatelstwa. Musimy jednak na to zaczekać. Aby to zrobić, trzeba zarejestrować się na policji i przejść pięcioletni okres próbny. Jak się nie zrezygnuje, mogą przedłużyć o kolejne dziesięć. Po piętnastu latach można się starać o obywatelstwo.

Co Czesi myślą o Polsce i Polakach?

Wielu Czechów myśli, że Polska to kraj trzeciego świata. Śmieją się z nas, że zajmujemy się tyloma nieważnymi sprawami. Mają na myśli religię, politykę, kłótnie o sprawy obyczajowe. Ich polityka koncentruje się na tym, aby polepszyć swój byt ekonomiczny, opiekę zdrowotną czy emerytury.

A czym oni żyją na co dzień, jeśli nie przywiązują wagi do polityki?

Kulturą. Bardzo mocno dbają o życie kulturalne. Dzieci raz w tygodniu chodzą do teatrów, zwiedzają muzea. Czesi uczą swoje dzieci wrażliwości na sztukę. Ludzie nie gadają bez przerwy o aborcji, która jest tu do trzeciego miesiąca legalna. I tak wykonuje się jej mniej niż w Polsce. Pigułki antykoncepcyjne są refundowane.

Inny styl życia widać także, gdy patrzy się na ludzi starszych. Są mili, spokojni i często się uśmiechają. Mówią sobie „dzień dobry” i często proponują pomoc. W Polsce starsze osoby są zupełnie inne, choć to nie ich wina, a systemu. Są sfrustrowani.

Jeśli Czesi żyją spokojnie i nie szukają sensacji, jak wyglądają u nich media? Czy też widać tabloidyzację, która jak twierdzą niektórzy, jest spowodowana oczekiwaniami widza?

Tu także jest ogromna różnica. Jak oglądam TVN24 to tylko się denerwuję. Ostatnio zadałam sobie pytanie, po co to właściwie robię? W polskich mediach mówi się wciąż o tych samych tematach, aborcja, afery, lub że posłanka powiedziała do posła „spier…”. Czesi się z nas śmieją. Ostatnio jechałam metrem i Czesi naśmiewali się z pojawienia się w Polsce magazynu „Egzorcysta”. Dla nich świadczy to o tym, że nasz kraj stoi w miejscu.

Czesi przedstawiają informacje spokojnie. Nie oglądają debat z kłócącymi się politykami. Poruszają naprawdę ważne problemy, politykę zagraniczną. Czesi interesują się również polityką krajową, ale podchodzą do niej racjonalnie i z dystansem. Mówi się o kryzysie, częste są też dyskusje o wprowadzeniu waluty euro. W mediach jest też bardzo wiele informacji o kulturze. Informuje się o koncertach, wystawach, czy ktoś ważny przyjechał.

Czytaj tutaj.

Czesi nie znają angielskiego

Według badań Eurobarometru, Czesi plasują się na ostatnim miejscu wśród krajów Unii Europejskiej pod względem znajomości języka angielskiego.

Nie pomaga też młoda generacja – z badań wynika, że tylko 11,07% Czechów uważa swoje umiejętności językowe za dobre lub bardzo dobre. Podstawy angielskiego zna tylko 27% Czechów, ale ich umiejętności nie są wystarczające do codziennej komunikacji z obcokrajowcami.

W ogonie Europy oprócz Czechów są jeszcze Hiszpanie (11,28%) oraz Bułgarzy (11,9%). Najlepiej po angielsku mówią Szwedzi i Duńczyczy (52%) oraz Finowie i Austriacy.

Jest to ogromny cios w Ministerstwo Edukacji. Pomimo obowiązkowych lekcji języka obcego i trzech godzin nauki tygodniowo, czeska młodzież wypada najgorzej w Europie w przedziale wiekowym 15-24. Dziwi też to, że pomimo że język angielski wciąż jest bardziej popularny od niemieckiego, znajomość mowy Wyspiarzy kuleje.

Niedawno było słychać opinie, że za taki stan rzeczy odpowiadają dubbingowane filmy. W krajach skandynawskich, gdzie filmy lecą w oryginale z napisami, znajomość angielskiego jest najwyższa. Jednak aż 80% Czechów nie chce, aby przestano dubbingować filmy. Jak widać Czeska Republika będzie musiała znaleźć inny sposób na to, by Czesi zaczęli uczyć się angielskiego.

Badanie przeprowadzono na próbie 27 tys. respondentów ze wszystkich nieanglojęzycznych krajów Unii Europejskiej w pierwszej połowie 2012 roku.

A jakie zdanie na ten temat macie Wy? Oprócz mego znajomego Toma z Pragi, który biegle włada ośmioma językami, nie znam żadnego Czecha, który mówiłby biegle w języku angielskim. Nieliczni moi znajomi mówią po niemiecku, a kilku polonofilów po polsku.

Na Hitlera z Czechami

Razem z Czechami mogliśmy pokonać Hitlera i uniknąć wszystkich późniejszych nieszczęść. A pazernemu Beckowi zachciało się Zaolzia i z Niemcami uczestniczył w rozbiorze słowiańskiej Czechosłowacji.

Z czego Czechosłowację zbudowano?

Czechosłowacja uzyskała niepodległość po upadku cesarstwa austro-węgierskiego. Aspiracje terytorialne polityków czeskich sięgnęły wówczas daleko poza etnograficzne granice Czech. Program terytorialny, sformułowany pod koniec I wojny światowej i przedłożony Entencie w lutym 1919 r., obejmował wszystkie ziemie „korony św. Wacława”. Czesi domagali się połączenia ze Słowakami, inkorporacji Rusi Podkarpackiej, korytarza przez tereny austriackie i węgierskie do Jugosławii, poprawek na korzyść Czech od strony Prus, Saksonii, Bawarii i Austrii, w tym włączenia ziemi kłodzkiej i całego Śląska Cieszyńskiego, aż po Bielsko. Program ten udało się politykom czeskim w zasadzie zrealizować.

Niepodległa Czechosłowacja zajmowała terytorium liczące 140 tys. km2 i zamieszkiwało w niej ponad 14 mln ludzi, a szczęśliwy traf uczynił ją państwem należącym do czołówki przemysłowych krajów świata, gdyż tylko traf sprawił, że na jej ziemiach znalazło się 75% przemysłowego potencjału cesarsko-królewskich Austro-Węgier (90% wydobycia węgla, 75% produkcji surówki i stali, 80% produkcji maszyn, taki sam procent produkcji tekstyliów itd.). W 1938 r. Czechosłowacja produkowała po 2,3 mln ton stali i surówki, a było to więcej, niż zdołały osiągnąć Włochy. W Czechach znalazł się nieomal cały przemysł zbrojeniowy byłych Austro-Węgier – na terenie ziem polskich zaborcy nie budowali fabryk uzbrojenia. Ogromne zakłady Śkody zatrudniały ponad 40 tys. pracowników, na potrzeby wojska – i przede wszystkim eksportu – pracowało 13 wytwórni samolotów, 7 – broni pancernej, 6 fabryk dział, 8 – broni ręcznej i maszynowej, 6 – amunicji i granatów.

Zaraz po proklamowaniu niepodległości czescy Niemcy, powołując się na zasadę samostanowienia, ogłosili powstanie niezależnych prowincji niemieckich, dążących do połączenia z Austrią. Wprawdzie ostre działanie czeskich wojsk stłumiło akcję Niemców, ale problem kilkumilionowej mniejszości niemieckiej pozostał. Połączenie ze Słowacją spowodowało konflikt z Węgrami, które niegdyś władały tym obszarem. Wymuszona granica, sięgająca Dunaju, wyszła poza zasięg słowacczyzny i obiektywnie wzmocniła mniejszość węgierską na terenie republiki czechosłowackiej. Również na Rusi Podkarpackiej rząd praski nie zrealizował obiecanej szerokiej autonomii dla Rusinów. Wygrany z Polską spór o Śląsk Cieszyński oznaczał natomiast ponad 100-tysięczną ludność polską wypowiadającą się za połączeniem do Polski.

 

Stało się więc widoczne, że przyszłość Republiki jest uzależniona od okiełznania irredenty niemieckiej i zgodnej współpracy ze Słowakami. Tymczasem Słowacja ustępowała znacznie poziomem zagospodarowania Czechom i Morawom. Rolnictwo słowackie miały zbiory o jedną trzecią mniejsze od rolnictwa czeskiego i nie było przemysłu. Ziemie słowackie stawały się rynkiem zbytu dla wyrobów czeskich, bowiem słaby przemysł rodzimy nie wytrzymywał konkurencji. Kryzys gospodarczy odbijał się głównie na ludności słowackiej, której jedyną perspektywą miała być czechizacja, czyli utrata narodowej odrębności. Na Słowacji rosło rozczarowanie do związku z Pragą. Przybywało zwolenników oddzielenia się od Czech. Procent ludności zainteresowanej obroną Czechosłowacji spadał poniżej granicznej wielkości 50%. Tworzyło to zarodek katastrofy czeskiej państwowości.

————————————————————————————-

Tekst pochodzi z portalu wpolityce.pl. Autorem tekstu jest Romuald Szeremietiew.

Polecam całość!

 

Niedoparki – Pavel Šrut

 

Niedoparki (czes. Lichožrouti) to książka dla dzieci od lat pięciu do stu stworzona przez czeskiego pisarza, Pavla Šruta, oraz ilustratorkę i twórczynię filmów animowanych, Galinę Miklínovą.

Niezwykła historia o stworkach zamieszkujących nasze domy i bezwstydnie
podjadających skarpetki zdobyła w Czechach szereg nagród; w tym tytuł Książki Dziesięciolecia dla Dzieci i Młodzieży przyznany przez jury Magnesia Litera (odpowiednik polskiego NIKE). Książka została wydana w Czechach w roku 2008, w 2010 ukazała się jej druga część, w 2013 pojawi się trzecia.

Niedoparki stały się ulubieńcami czeskich dzieci. Za naszą południową granicą powstaje na podstawie książki wysoko budżetowyfilm animowany 3D pod kierownictwem Ondřeja Trojana (reżyser m.in. nominowanego do Oscara filmu Żelary). Książka Niedoparki zapoczątkowuje w wydawnictwie Afera serię Czeska Bajka, w której będą wydawane wartościowe książki dla dzieci i młodzieży współczesnych czeskich autorów.

AUTOR
Pavel Šrut (ur. 1940); czeski poeta, tłumacz, autor tekstów piosenek, felietonów oraz książek dla dzieci i młodzieży (m.in. kontynuacji znanych także w Polsce przygód Boba i Bobka – dwóch królików z kapelusza). Laureat m.in. nagrody Jaroslava Seiferta (nagroda przyznawana wybitnej beletrystyce) oraz nagrody Karela Čapka przyznawanej przez czeski PEN Club.

AUTORKA ILUSTRACJI
Galina Miklínová (ur. 1970); czeska ilustratorka, reżyserka i twórczyni filmów
animowanych. Ilustratorka m.in. czeskiego przekładu cyklu Harry Potter, twórczyni logotypu największej czeskiej akcji promującej czytelnictwo wśród dzieci Rosteme s knihou (odpowiednik Cała Polska czyta dzieciom). Jej filmy animowane pokazywano na festiwalach w Stuttgarcie, Annecy, Rio de Janeiro, Tampere, São Paolo.

Polska premiera: 22 października 2012.

Wydawnictwo Afera 2012

Lidice – wstrząsający zapis dziejów

Wolny niedzielny wieczór postanowiłem przeznaczyć na nadrobienie czeskich filmów. Tak się stało, że wybrałem film Lidice, opowiadającym o masakrze ludności czeskiej podczas II wojny światowej.

Historia została opowiedziana w sposób bardzo mocny. Główny bohater František Šíma trafia do więzienia za zabicie swego syna. Życie w więzieniu płynie mu bardzo spokojnie. Spokojnie jest również w jego rodzinnej wsi Lidice, do której tęskni. Przypadek sprawił, że po zamachu na Reinharda Heydricha, najwyższego rangą przedstawiciela III Rzeszy zabitego przez ruch oporu w Pradze w czasie II wojny światowej, Lidice stają się tłem ogromnej masakry z rąk hitlerowców.
Lidickich mężczyzn rozstrzeliwano. W sumie zamordowano ich 173. Najstarszy miał 84 lata, najmłodszy – 14 lat. Wszystkie budynki – łącznie ze szkołą, kościołem i plebanią – oblano benzyną i spalono.


Resztki budynków wysadzano w powietrze, cmentarz zniszczono, drzewa zrąbano, staw zasypano gruzami. W niektórych miejscach nawet przesunięto koryto potoku, żeby nic nie zostało na swoim miejscu. Miejsce, gdzie stały Lidice, miało zostać gołym polem i nazwa wsi miała zniknąć z map.

Taki obraz swojej wsi zastaje František wracający z więzienia. Zrozpaczony pragnie własnej śmierci…
Film niebywale realistyczny. Klimat tamtych czasów jest bardzo odczuwalny. Z pozoru sielskie życie na wsi, poza zasięgiem wojny burzy obława Niemców. Widzimy rozstrzeliwania, masowe mordy, wywózki do obozów koncentracyjnych. Najbardziej wzruszającą sceną było jednak gazowanie małych dzieci.

Obraz ten to hołd dla wszystkich 340 mieszkańców Lidic zabitych podczas niemieckiej obławy.

 

Petra Soukupová – Zniknąć

Czytałam chciwie, rano, przed spaniem i w środkach transportu, czytałam łapczywie od początku do końca.

Petra Hůlová, tygodnik „Respekt“

Kuba ma sześć lat, osiem miesięcy i trzynaście dni. Pomijając fakt, że brat go nie lubi, a tata za bardzo nie zwraca na niego uwagi, nic złego mu się w życiu nie dzieje. Po prostu nie lubi treningów i nie lubi brata, Martina, jak go straszy. Kuba jest cały jaśniutki i strasznie mały jak na swój wiek. Nie lubi jeść. Czasami wyrzuca przez okno. Ale potem już się boi, bo raz kawałek mięsa spadł na parapet sąsiadów z dołu. Kuba ma dla siebie całą mamę, Martin całego tatę i
każdy z nich chciałby też kawałek tego drugiego rodzica.

Vojta jest rudy i wycina z papieru modele okrętów. Mama mówi, że kiedy wycina, nic do niego nie dociera. Nie za bardzo to kuma, ale przywykła. Siostra, Pavla, nie przywykła, a to dlatego, że jest strasznie głupia. Ale to tak naprawdę strasznie. Uczy się na kucharkę i już teraz jest okropnie gruba. Vojta ma jedenaście lat, Pavlína szesnaście, ale i tak by go nie dogoniła, on biega
szybciej.Vojta i Pavla mieszkają z mamą. Tata Vojty podobno jest marynarzem i służy na statku gdzieś za granicą. Tata Pavlíny mieszka w Stanach i czasem wysyła jej paczki, ale też jest dupkiem.

Helena sama wychowuje Jiříka. Tata nie za bardzo chce go widywać. Jego pech, idiota. Ale płaci. Helena ma młodszą siostrę, Hanę, ale nigdy za sobą nie przepadały. Po prawie dwudziestu latach Hana odzywa się do siostry tylko z powodu śmierci kogoś, kogo Helena nie tylko całe wieki nie widziała, ale nawet wcześniej nie lubiła. Hanka pisze Przyjedź. Czemu nie. Helena chciała to przecież zrobić już ze sto razy. Nie, dużo więcej razy. Ale kiedy przyjeżdża,  coś dziwnego. Jej własny syn wygląda jak jej ojczym. Coś jest nie tak.

Zniknąć – trzy nowele, trzy współczesne historie rodzinne. Trudno się od nich oderwać. Opowiedziane wartko i beznamiętnie, wywołują jednak w czytelniku burzę emocji. Doskonale skonstruowana fabuła, żywi bohaterowie, którzy zabierają w swój świat; równocześnie, niepostrzeżenie i z zaskakującą siłą prowokując nasze własne wspomnienia – najmocniejsze – rodzinne. Bo właśnie w tych relacjach – rodzinnych – jak nigdzie indziej zacierają się granice między miłością a nienawiścią, egoizmem a poświęceniem, codziennością a mroczną tajemnicą. Nic nie daje nam tyle sił i równocześnie tak bezwzględnie nie obezwładnia, jak rodzina. Przecież wszyscy wiemy, że… …najwięcej wypadków przydarza się w domu!

Zniknąć błyskawicznie stało się w Czechach bestsellerem i przyniosło młodej autorce, Petrze Soukupovej, najważniejszą czeską nagrodę literacką Magnesia Litera w kategorii Książka Roku.

Wydawnictwo Afera

DATA PREMIERY

15.października 2012

 

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑