Od 4 lat w okolicach polskiego długiego weekendu majowego jeżdżę do Trzebonia na festiwal animacji Anifilm i zawsze zastanawiało mnie czemu na rynku stoi coś przypominającego choinkę umieszczoną na szczycie wysokiego pala. Czytaj dalej „Choinki na patyku, palenie czarownic i święto zakochanych, czyli majówka po czesku”
„Żart”- w kinie Wisła o 20:15 | 26.04
W najbliższą środę w kinie Wisła kolejna odsłona cyklu ‚Czeskie Środy’. Tym razem znów sięgamy po klasykę- „Żart” (1968) w reż. Jaromila Jireša. Czytaj dalej „„Żart”- w kinie Wisła o 20:15 | 26.04″
Święto Niepodległości przy kieliszku morawskiego wina
Poranek 11 listopada. W Warszawie za kilka godzin narodowcy chwycą za flagi, bluzy z symbolami Polski Walczącej, z motywem wilków i żołnierzy wyklętych. Przejdą ulicami stolicy głośno krzycząc i puszczając race. W wieczornym serwisie informacyjnym pewnie znów będzie o zamieszkach z policją… Nuda, co roku jest tak samo…
A może by tak przy okazji Święta Odzyskania Niepodległości przez Polskę poświętować trochę radośniej? Przecież mimo wszystko, jest co świętować.
Jest ku temu okazja, bo 11 listopada w Czechach świętuje się Dzień Świętego Marcina, patrona winiarzy. Chciałam napisać, że Czechofile z Warszawy mają wybór miejsc, w których mogliby posmakować tradycyjnej czeskiej gęsiny i młodego morawskiego wina, ale… żadna z tutejszych restauracji nie wykorzystała okazji, żeby wykazać się znajomością czeskiej tradycji. Jedynie Czeska Piviarnia obiecała na tę okoliczność otworzyć beczkę svatomartinského piva, więc mamy coś na pocieszenie.
Może w przyszłym roku restauratorzy coś nam zaproponują, a jeśli nie, to pozostaje tylko wycieczka za czeską granicę, bo naprawdę warto!
O tradycji
Według legendy Święty Marcin przybywa co roku na białym koniu, co oznacza, że rozpoczynają się opady śniegu (co widać za oknem). Na szczęście Czesi przykry moment nadejścia zimy potrafią sobie umilić przy młodym winie i pieczonej gęsi.
Tradycja świętomarcińska pojawiła się w XVIII wieku, kiedy to za panowania cesarza Józefa II, 11 listopada właściciele winnic chodzili do swoich winiarzy aby spróbować nowego wina i zdecydować, czy przedłużać z nimi umowę na kolejny rok.
Dokładnie o godzinie 11:00 w całych Czechach, otwarte zostaną pierwsze butelki tegorocznego wina. Potem rozpocznie się tradycyjne biesiadowanie. Koncerty, wydarzenia, atrakcje kulinarne i degustacyjne na św. Marcina przygotowywane są w całych Czechach.
A skąd gęsina? Legenda mówi, że święty Marcin był rzymskim żołnierzem. Po przyjęciu wiary chrześcijańskiej został misjonarzem, a następnie biskupem. Podczas wygłaszania kazania biskupowi Marcinowi przeszkadzały gęsi, dlatego nakazał je zabić. Szkoda, żeby tak dobre mięso się zmarnowało, więc swoją karę odbyły piekąc się w brytfannach. Dziś to tradycyjne sezonowe danie oferuje każda dobra restauracja. Zazwyczaj gęś podawana jest z czerwoną duszoną kapustą, jesiennymi jabłkami oraz knedlikiem czy delikatnymi ziemniaczanymi kluseczkami.
Więcej o czeskiej tradycji na stronie Czech tourism
Lekka komedia na lato: „ŚWIĘTA CZWÓRCA” 8 czerwca, godz. 20.30 w kinie Wisła
Dwaj elektrycy, Ondra i Vitek, otrzymują pracę na jednej z karaibskich wysp, gdzie huragan zniszczył linie wysokiego napięcia. Są przyjaciółmi i sąsiadami. Ich żony lubią się, a nastoletni synowie Ondry chodzą z córkami Vitka. Krótko mówiąc, żyją w nieustającej idylli, na której cieniem kładzie się jedna, jedyna rzecz – nudne życie seksualne. Gdy przeznaczenie rzuca im rękawicę w postaci propozycji pracy za granicą, mężczyźni podejmują wyzwanie i zabierają na Karaiby swoje żony. I to właśnie w owym egzotycznym raju wymyślają plan, który na zawsze odmieni ich życie seksualne.
MEDIA O FILMIE:
Najnowszy film Jana Hrebejka to kino czeskie w pigułce – niezobowiązujące, letnie, ale jednocześnie wsparte odpowiednim ciężarem. (Piotr Pluciński, „Zwierciadło”)
Siłą Hrebejka zawsze było to, że nawet absurdalne, odjechane fabularne pomysły miały u niego mocny realistyczny rys. I tak jest w „Świętej czwórcy”: „swingową” receptę na związek reżyser rozwija tak sprawnie, że konsekwentnie zagłusza istotny detal – oglądamy bajkę. Tyle że uroczą i przewrotną.
(Paweł T. Felis, „Gazeta Wyborcza”)
Prelekcję przed filmem wygłosi Jacek Dziduszko, filmoznawca, animator kultury.
bilety 14 zł.
Po spotkaniu zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazaniem biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie
(ul. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
Partnerzy cyklu: Ach jo kulturo! Czeskie Centrum w Warszawie, Czeskie Centrum W Warszawie,Jestem Czechofilem, Czeska Piviarnia
Co Hrabal miał na myśli? O książce „W poszukiwaniu przerw w zabudowie”
Bardzo lubiłam zastanawiać się „co autor/poeta miał na myśli, pisząc dany utwór”. Oczywiście nigdy nie traktowałam swoich tropów jako jednej, jedynej odpowiedzi i wprowadzenie jednolitego klucza odpowiedzi na takie pytania uważam za kompletny bezsens. Czytaj dalej „Co Hrabal miał na myśli? O książce „W poszukiwaniu przerw w zabudowie””
Auto*Mat na Czeskiej Środzie w kinie Wisła 11 maja o 20:45
Film „Auto*Mat” to „film-widokówka, film-gest, film-akcja”. Film okrzyknięty został przez czeskich internautów Dokumentalnym Filmem Dekady. Czytaj dalej „Auto*Mat na Czeskiej Środzie w kinie Wisła 11 maja o 20:45”
Otwarcie Festiwalu Buntownicy Kamery
19 lutego 2016 r. zaczął się Festiwal Buntownicy Kamery Czechosłowacka Nowa Fala. W piątek miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z wyjątkowymi twórcami: Jiřím Menzlem, Andrzejem Wajdą oraz Markiem Piwowskim, którzy starali się wytłumaczyć fenomen Czechosłowackiej Nowej Fali.

Jiří Menzel zapytany przez prowadzącego spotkanie Michała Chacińskiego o to jak to się wszystko zaczęło, odpowiedział „Nie wiem.’. Zrzucał to raczej na karb zbiegu okoliczności- tego, że rząd w tamtym czasie miał inne zmartwienia niż grupa młodych filmowców, którzy dopiero co skończyli szkołę filmową.
Andrzej Wajda powiedział coś, co na długo pozostanie mi w pamięci: „Różnica między Polską a Czechosłowacją jest taka, że Czechosłowacja jest krajem cywilizowanym, a Polska kulturalnym.” Dlatego u nich to mogło się dać robić w tamtym czasie tak nowatorskie filmy.
Ważnym aspektem tego nurtu jest również to, że ówczesna Czechosłowacja miała dobrą, podatną na przenoszenie na ekran literaturę. Z filmowcami współpracował przy pisaniu scenariuszy m.in. sam Hrabal, czego świetny rezultat możemy podziwiać oglądając „Pociągi pod specjalnym nadzorem”.
Reżyser „Pociągów…” zwrócił również uwagę na to, że Polacy są zbyt dumni, żeby żartować z siebie, z rzeczywistości wokół. Czesi- przeciwnie. Zawsze byli pod czyimś panowaniem, więc nie pozostało im nic innego jak obśmiać to co się dzieje.
Festiwal „Buntownicy Kamery: Czechosłowacka Nowa Fala” po weekendzie otwarcia (19 lutego – 21 lutego) przekształci się w przegląd filmów. Spotkania z czechosłowacką Nową Falą odbywać się będą regularnie we wtorki w kinie Muranów i czwartki w kinie Iluzjon do końca maja.
Szczegóły na stronie: www.buntownicykamery.pl
CZESKIE ŚRODY: „Katka” | 18.11.2015 r. o 21:00
W listopadzie zapraszamy do kina Wisła na spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY! Tym razem możemy wspólnie obejrzeć film „Katka” Heleny Třeštíkovej, głośny dokument portretujący próbę wyjścia z nałogu przez narkomankę.

„Katka” reż. Helena Třeštíkova
O FILMIE:
Film jest wynikiem wieloletniej obserwacji przez czeską dokumentalistkę życia narkomanki. Rzecz zaczyna się w 1996 r., 19-letnia Katka przebywa na terapii odwykowej. Zaczęła brać narkotyki, aby wyróżnić się wśród rówieśników. Niestety, szybko wpadła w szpony nałogu. Ucieczka od uzależnienia okazuje się bardzo trudna. Třeštíkova towarzyszy swojej bohaterce w najróżniejszych chwilach, rozłożonych na przestrzeni lat. Reżyserka unika interwencji, choć płaciła Katce za „udział” w filmie, tym samym niejako wspierając jej nałóg poprzez dostarczanie środków finansowych. Czy nie twórczyni nie przekracza w ten sposób żadnej granicy?
O REŻYSERCE:
Helena Třeštíkova jest laureatką Europejskiej Nagrody Filmowej za film „Rene”. Otrzymała także Smoka Smoków, najważniejsze wyróżnienie Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Jej filmy charakteryzuje szczególna wytrwałość realizacyjna. Reżyserka obserwuje swoich bohaterów przez lata, rejestrując w dokumentach zmiany w ich życiu, nigdy nie kończąc prac w krótkim czasie. Wieloletnia obserwacja pozwala też widzom przyglądać się przemianom, jako dokonywało się w Czechach (a wcześniej – w Czechosłowacji).
Prelekcję do filmu wygłosi dziennikarz filmowy, animator kultury i czechofil, Jacek Dziduszko.
Po filmie zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazaniem biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie
(ul. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
Link do wydarzenia na Facebooku: TUTAJ
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła
„Katka”
środa, 18 listopada, godz. 21:00
bilety: 14 zł
Partnerzy: Ach jo kulturo! Czeskie Centrum w Warszawie, Jestem Czechofilem, Czeska Piviarnia
Najbiedniejsi seniorzy z Pragi 7 zjedzą za darmo
Sytuacja niektórych seniorów z Pragi 7 jest krytyczna. Według władz dzielnicy po opłaceniu bieżących rachunków nie zostaje im nawet na jedzenie. Aby starsi nie głodowali, nawiązano współpracę z dwiema restauracjami, które serwują obiady za darmo.

Z badań wynika, że w Pradze jest 220 tys. seniorów. Ilu z nich żyje na granicy ubóstwa – tego nie wie nikt. Dzielnica jednak postanowiła wziąć pod lupę osoby starsze niż 65 lat, które zalegają z zapłatą czynszów i na tej podstawie wytypowała ilość osób, które będą mogły zupełnie za darmo zjeść ciepły obiad.
Do uruchomionego przed dwoma miesiącami projektu zgłosiły się dwie restauracje. „Kiedy okazało się, że tych obiadów nie będzie tak dużo, nie namyślałem się długo. Dla mnie to drobnostka, a dla tych ludzi ważna rzecz” – mówi właściciel Lokálu Nad Stromovkou Jiří Skall. Problemem jest jednak to, że ubodzy seniorzy wstydzą się tego typu pomoc przyjmować…
Aby każdy potrzebujący dostał swoją porcję posiłku postanowiono nawet zorganizować coś w rodzaju cateringu – ciepły obiad jest dowożony prosto do mieszkań seniorów.
Dzielnica Praha 7 stara się nawiązać współpracę z kolejnymi restauracjami. Na chwilę obecną ubodzy seniorzy mogą się stołować w Lokálu Nad Stromovkou oraz Peperoncino.
Maraton czeskich filmów: U mě dobrý, Konfident, Perníková věž – recenzja
Niestety mała kontuzja stopy unieruchomiła mnie w domu. W sumie nie żałuję, bo w końcu mam czas na obejrzenie kilku z jedenastu współczesnych czeskich filmów, które zalegają u mnie na dysku. Dziś opowiem o trzech z nich.
Na pierwszy ogień pójdzie film U mě dobrý Jana Hřebejka. Z całym szacunkiem do tego reżysera i jego twórczości, ale jak dla mnie udana twórczość tegoż pana zakończyła się mniej więcej w 2007 roku na filmie Niedźwiadek. Nowsze filmy Hřebejka to już tylko nuda i bazowanie na znanym nazwisku. Także włączając U mě dobrý nasatwiłem się na typową czeską komedię – lekką i z inteligentnym humorem. Niestety podczas seansu omal nie usnąłem. Nie wiem o czym był ten film, bo w głowie miałem sto tysięcy różnych myśli znacząco odbiegających od tematyki filmowej. Nie obejrzałem, więc nie będę oceniał. Wiem, że na pewno do filmu nie wrócę. Do Hřebejka również.
Kolejną pozycją „na rozruszanie” był film Perníková věž z 2002 roku. W bazie filmweb opisywany jako dramat/krymianł. Mając w głowie pozytywne wrażenia po filmie Vendeta, słowo kryminał działało niczym najsilniejszy magnez. Tym razem dostałem mieszkankę gatunków: komedii i kryminału przeplatanego ćpuńskimi wizjami. Główny bohater nie stroniący od narkotyków postanawia pomścić śmierć swojej ukochanej i zamierza zabić miejscowego gangstera, którego o zabicie dziewczyny podejrzewa. Zapowiadało się naprawdę ciekawie. Szybko okazało się, że postać wspomnianego gangstera to istna parodia, samo planowanie zemsty również ocierało się o kabaret. Zrozumiałem, że taka jest konwencja filmu i że stracę kolejne 90 minut życia. Mimo iż całość kleiła się, bardziej niż na planowaniu zemsty skupiłem się na zachowaniach Czechów ukazanych w filmie. Wieczorny seans został uratowany przez końcówkę filmu, która okazała się dosyć zaskakująca. Podsumowując: Perníková věž bardziej pachniała Olomouckim tvarůžkiem niż piernikami, ale i tak dało się ją zjeść.
Zwieńczeniem wieczoru okazał się film Konfident (eŠteBák, 2012) w reżyserii Juraja Nvoty. Znany chociażby z filmu Občanský průkaz Słowak starał się pokazać rzeczywistość zwykłych ludzi w czasach okupacji wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku. Do obejrzenia filmu zachęcił mnie udział Jiřího Mádla, aktora młodego pokolenia, którego po prostu uwielbiam. Bohaterem filmu jest Adam, którego poznajemy w roku 1966 jako młodego poborowego odbywającego służbę w oddziałach łączności. Wtedy też po raz pierwszy zetknie się „ucho w ucho” z brutalną rzeczywistością komunistycznego reżimu. Będąc świadkiem morderstwa dokonanego w imię państwa, raz na zawsze wyzbędzie się złudzeń, co do znaczenia jednostki w trybach maszynerii kontrolowanej przez bezpiekę. A jednak sympatyczny, z natury szczery Adam spróbuje żyć normalnie. Przed złem tego świata chronić go mają dwie pasje: radio i Ewa, jego dziewczyna. Obie go zdradzą. Obie sprawią, że stanie przed wyborem, który nie jest żadnym wyborem. Pasja radiowca uczyni z niego specjalistę, co z kolei zwróci na niego uwagę speców od inwigilacji. Miłość do Ewy sprawi, że dla utrzymania jej bezpieczeństwa i szczęścia, gotowy będzie popełnić każdy grzech (za filmweb). Ciekawostką jest udział w tym filmie Macieja Stuhra, który wcielił się w polskiego agenta służb specjalnych, strasznego skurwysyna zresztą.
Film Konfident pokazuje w jak perfidny sposób władza rozprawiała się z obywatelami, jak potrafiła zgnoić i odrzeć z godności zwykłego człowieka pragnącego jedynie normalności. Dopełnieniem są udane sceny wjazdu „przyjacielskich” wojsk na teren Czechosłowacji. Jedyne co mi się nie podobało to dialogi w języku słowackim, którego po prostu nie umiem polubić (delikatnie mówiąc).
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Gottland” + „Kochaneczek narodu” (polska premiera!) i spotkanie z producentem
Gottland
Przemysłowiec, który wprawił czeskie fabryki w ruch i gwiazda filmowa, która swą życiową rolę odegrała będąc kochanką Goebbelsa. Człowiek stawiający Stalina na piedestale i ten, który go z niego zrzucił. Pisarz, który nie kłamał tylko wtedy, kiedy tworzył fikcję. Chłopiec, który próbował podpalić kraj. Pięć epizodów, pięć wyjątkowych historii.
„Gottland” to pełnometrażowy film dokumentalny oraz seria dokumentalnych epizodów oparte na bestsellerowym zbiorze reportaży Mariusza Szczygła pod tym samym tytułem (zwycięzca Plebiscyt Czytelników Nagrody Literackiej Nike oraz zdobywca tytułu Europejskiej Książki Roku 2009). Zainspirowani książką dokumentaliści, studenci słynnej praskiej szkoły filmowej FAMU, z wnikliwością przyglądają się powojennej Czechosłowacji i Czechom i poszukują narodowych bohaterów– tak zapomnianych, jak i nigdy nieodkrytych oraz tych, których z kart historii brutalnie wymazano. Wychodząc od wydarzeń z okresu Pierwszej Republiki Czechosłowackiej i II wojny światowej, przez lata 50. i 60., a na okresie normalizacji kończąc, stawiają pytanie o współczesne konsekwencje przełomowych wydarzeń. Czy jednak zawsze trafnie rozpoznajemy, które zdarzenia były kluczowe, a ich echo wybrzmiewa do dziś? Kto w opowieści, którą wydaje nam się, że znamy, tak naprawdę jest bohaterem, a kto zdrajcą?
„Gottland” jest wynikiem czesko-polsko-słowackiej współpracy – film został wyprodukowany przez praskie Nutprodukce w koprodukcji z łódzką Centralą, Czeską Telewizją, BFilm, FAMU oraz Dolnośląskim Funduszem Filmowym. Obraz łączy w sobie tradycyjną formułę kina dokumentalnego, filmu fabularnego oraz animację. Zdjęcia do epizodu „Kochaneczek narodu” zostały w całości zrealizowane we Wrocławiu. Wzięły w nich udział czeskie gwiazdy ekranu: Jaroslava Pokorna (znana m.in. z „Płonącego Krzewu” Agnieszki Holland) oraz Jan Vondracek (zagrał w nominowanym do Europejskiej Nagrody Filmowej filmie „Alois Nebel”). Produkcja współfinansowana została ze środków Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Słowackiego Funduszu Audiowizualnego oraz Czeskiego Funduszu Filmowego.
W Czechach sterylizowano Romów bez ich wiedzy
Równowartość kilkudziesięciu tysięcy złotych mają wynieść odszkodowania dla romskich kobiet, którym wykonano operacje, pozbawiając je możliwości rodzenia dzieci.

Elena Gorolova miała 21 lat, gdy lekarze zmienili jej życie na zawsze. – W 1990 r. czekałam na narodziny drugiego dziecka. Do szpitala dotarłam z krwawieniem. Zanim znalazłam się na sali operacyjnej, minął dzień – opisuje. – To miało być cesarskie cięcie, ale pojawiły się komplikacje. Lekarze kazali mi podpisać jakieś papiery, rzekomo zgodę na metodę porodu.
Gorolova urodziła drugiego syna. Nazajutrz przyszedł do niej ordynator szpitala w Ostrawie i powiedział, że już nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Wpadła w rozpacz, bo, jak mówi, zawsze marzyła o dziewczynce. Dziś należy do Związku Kobiet Pokrzywdzonych przez Sterylizację skupiającego około stu Romek.
Inna ofiara sterylizacji Iveta Cervenáková też miała 21 lat, gdy po urodzeniu drugiej córki w ostrawskim szpitalu w 1997 r. została wysterylizowana. Lekarze poprosili ją o zgodę na zabieg, gdy była już pod wpływem znieczulenia. Mówi, że nie wiedziała, co podpisuje, i że nie została poinformowana o celu i naturze zabiegu. Sądziła, że chodzi o tymczasową antykoncepcję. – Mówili tylko o cesarskim cięciu, o sterylizacji ani słowa – twierdzi.
O tym, że już nie urodzi więcej dzieci, dowiedziała się przypadkiem w 2004 r. Pozwała szpital, który bronił się w sądzie, twierdząc, że podwiązanie jajowodów de facto nie jest sterylizacją – powoduje tylko utratę zdolności do poczęcia dziecka w sposób naturalny.
Cervenáková walczyła o sprawiedliwość cztery lata; w 2011 r. szpital zaoferował Romce ugodę i pół miliona koron odszkodowania (ok. 80 tys. zł).
Jak zadośćuczynić ofiarom
Teraz sprawę sterylizowania romskich kobiet chce ustawowo rozwiązać minister ds. praw człowieka i równouprawnienia Jir!~ Dienstbier z Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CzSSD). Parlament ma przyjąć prawo gwarantujące poszkodowanym finansowe zadośćuczynienie. Podstawą prac jest projekt Czeskiego Komitetu Helsińskiego z 2013 r., który przewidywał odszkodowania do 250 tys. koron (ok. 40 tys. zł).
Przyjęcie ustawy wydaje się formalnością, bo popiera ją również prawicowa opozycja.
Rzeczywista skala sterylizacji, której podlegali także romscy mężczyźni, nie jest znana, bo zabiegów często dokonywano bez wiedzy ofiar. Według szacunków może chodzić o kilkadziesiąt tysięcy osób. Szefowa Czeskiego Komitetu Helsińskiego Lucia Rybová mówi: – Wiele ofiar już zmarło, inne straciły zaufanie do władz. Jest więc prawdopodobne, że nie zgłoszą się po odszkodowania.
Jeszcze w 2004 r. Europejskie Centrum Praw Romów (ERRC) twierdziło, że romskie kobiety w Czechach wciąż są sterylizowane bez ich wiedzy. Organizacja udokumentowała dziewięć takich przypadków. W 2006 r. grupa ofiar poskarżyła się rzecznikowi praw obywatelskich Otakarowi Motejlowi, niektóre skierowały sprawę do sądu. Motejl publicznie potwierdził, że przymusowe sterylizacje przeprowadzano także na początku lat 90. XX w., i to za cichym przyzwoleniem instytucji państwowych. W 2008 r. rząd przeprosił za nielegalne zabiegi.
Klapa asymilacji
Tzw. politykę asymilacyjną mniejszości romskiej stosowano w Czechosłowacji już w latach 50. XX w. Zdaniem komunistycznych władz miało to doprowadzić do likwidacji ich „zacofanego sposobu życia”. Państwo starało się ograniczyć wędrówki Romów, wprowadzając w 1958 r. ustawę o ich przymusowym osiedlaniu. Byli umieszczani w blokach komunalnych i zmuszani do pracy.
Ten program okazał się klapą. Romowie nie potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Pracownicy socjalni często odbierali im dzieci – bo np. zaniedbywali obowiązek szkolny – i umieszczali w rodzinach zastępczych. Bardzo obciążało to system socjalny państwa, więc władze postanowiły kontrolować liczbę urodzeń. W 1958 r. doszło do pierwszej sterylizacji, większość zabiegów wykonano w latach 1972-91. Czeska Liga Praw Człowieka (LLP) podała w zeszłym roku, że praktyki te dotyczyły także dużej liczby osób niepełnosprawnych. Dowodów na to jednak brakuje.
Cały tekst: Wyborcza.pl
Gottland bez Gotta – RECENZJA filmu na podstawie książki Mariusza Szczygła
Gottland bez Gotta
Pięciu młodych dokumentalistów słynnej praskiej szkoły filmowej FAMU stanęło przed nie lada wyzwaniem – ekranizacją bestsellerowego zbioru reportaży Mariusza Szczygła „Gottland”. Stworzone przez poszczególnych twórców trudno jednak oceniać jako jeden spójny film.
Zbudowany w technice dokumentu, animacji i fabularyzowanego dokumentu film prezentuje pięć epizodów złączonych oryginalnym tytułem zbioru „Gottland”. Inspirując się spisanymi w zbiorze Szczygła historiami, pięciu młodych reżyserów przygląda się powojennej Czechosłowacji i Czechom przez pryzmat znanych jednostek. Wychodząc od wydarzeń z okresu Pierwszej Republiki Czechosłowackiej i II Wojny Światowej, przez lata 50. i 60., okres normalizacji i wydarzenia bieżące, próbują odpowiedzieć na pytanie o współczesne konsekwencje przełomowych wydarzeń oraz ich istnienie w społecznej świadomości.
Lukáš Kokeš reżyser części pierwszej wykorzystał niespotykaną technikę obrazowania – widza umieścił w centrum, ukazał perspektywę panoptykonu. Ta, być może nieznośna w przypadku pełnego metrażu, technika, w tym miejscu sprawdza się doskonale. Obrazuje bowiem kolejność produkcji oraz pracę zespołu, która wspólnym wysiłkiem socjalistycznych robotników produkuje finalny wyrób. Tomáša Bat’a – wprawił w ruch Czeską gospodarkę i pozostał wiernym ideałom kapitalizmu z ludzką twarzą i zapewnienia godziwych warunków płacy i pracy. Część ta wyróżnia się realizacyjną sprawnością twórcy a sam ruch zarówno na poziomie formy jak i metafory ma ogromne znaczenie, nie przez przypadek jeden napis powraca na murach: Ruch to życie, brak ruchu – to śmierć.
Wyreżyserowana przez autora pełnometrażowej „Twierdzy” Petra Hátle, część przywołuje postać Lídy Baarovej – czeskiej artystki, której najbardziej zapamiętaną rolą była, ta, – przez wielu prześmiewczo nazywana życiową, kochanki Göbbelsa. Reżyser próbuje przybliżyć ją przez rekonstrukcję spotkania Otokara Vavry z artystką. Niechlujne, sfilmowane z perspektywy planu zdjęciowego ujęcia przeplecione są autentycznymi wypowiedziami Baarovej ukazanymi z offu tle statycznych ujęć przyrody niewiele wnoszą do całości.
Prawdziwą złotą maliną „Gottlandu” jest jednak animowana etiuda na temat socjalistycznego pisarza współpracującego ze służbami bezpieczeństwa Eduarda Věry Čekanyovéj. Istnienie tej, co więcej najdłuższej, części, uwłacza innym twórcom i jej widzom. Niechlujna animacja na podstawie brzydkich rysunków uzupełniona powtarzającymi się kilkoma tandetnymi dźwiękami kraczących wron i okrzyków zaczerpniętych z creative commons, połączona z, po raz kolejny, czytanymi z offu raportami sprawia, że mamy ochotę opuścić kinową salę.
Przedostatnia, zrealizowana w tradycyjnej, dokumentalnej formie części Radovana Síbrta i Rozálie Kohoutovéj mierzy się z postacią Stalina i mitów wyrosłych wokół znanego jako „Kolejka po mięso”, pomnika. Ostania, wyreżyserowana przez najbardziej doświadczoną z grona młodych – współreżyserkę „Twierdzy” Klarę Tasovskou, jako jedyna wyprzedza wydarzenia z „Gottlandu” i przybliża postać studenta z Humpolca – Zdeňka Adamca, który przed jedenastoma laty w czynie buntu stał się kolejną po Janie Palachu pochodnią.
Lektura „Gottlandu” Mariusza Szczygła weryfikuje naszą wiedzę na temat postrzeganego jako naród poczciwych piwoszy Czechów oraz dostarcza gorzką dawkę ironii na temat czeskich realiów z perspektywy losów kilkunastu przedstawicieli narodu. Łączy elementy smutku, groteski. Weryfikuje prawdę o narodzie, którego zwykliśmy uznawać za naród konformistów, dostosowujących swe poglądy do czasów i warunków. Filmowi twórcy zdają się realizować swój film bez zaangażowania i wnikliwości, a ich „Gottland” nie sięga poza banalne i bezrefleksyjne opowiedzenie pięciu wybranych historii. Mariusz Szczygieł pisze swój literacki reportaż z perspektywy czechofila, wnika w kulturę, spisuje swą fascynację krajem tak bliskim i tak dalekim kulturowo. Reżyserzy „Gottlandu” zdają się zaś pozbawieni ciekawości wniknięcia w losy opisywanych bohaterów.
Można bowiem zapytać: „Gottland”, tylko gdzie jest Gott? W filmowej wersji brak spójności, brak choćby niechlujnych kleksów kleju, który próbowałby połączyć samodzielne etiudy. Warto pozostać pod wrażeniem części pierwszej i w towarzystwie muzyki, pominiętego w filmowej, wersji „Gottlandu”, otoczonego jakże czeskim popkulturowym kultem Karela Gotta, ze spokojem ducha powrócić do literackiego pierwowzoru.
Beata Poprawa
„Gottland”
„Gottland” był pokazywany w ramach sekcji Konkursu Dokumentalnego 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego.
Recenzja została opublikowana po raz pierwszy na portalu 5kilo kultury.
reżyser: Lukáš Kokeš, Petr Hátle, Viera Čákanyová, Rozálie Kohoutová, Klára Tasovská, Radovan Síbrt
premiera: 7 listopada 2014 (Polska, świat)
produkcja: Czechy, Polska, Słowacja





Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.