
„Czeska strona respektuje niezależność i integralność terytorialną Chińskiej Republiki Ludowej. Tybet jest nieodłączną częścią chińskiego terytorium. Czechy nie popierają niezależności Tybetu w jakiejkolwiek formie” – głosi memorandum.

„Czeska strona respektuje niezależność i integralność terytorialną Chińskiej Republiki Ludowej. Tybet jest nieodłączną częścią chińskiego terytorium. Czechy nie popierają niezależności Tybetu w jakiejkolwiek formie” – głosi memorandum.
Zbigniew Sikora (46 l.) z Cieszyna o tym, że ma chore oczy, dowiedział się ok. dwa lata temu. Zaćma postępowała błyskawicznie, konieczna była pilna operacja. – Termin za trzy lata – usłyszał w szpitalach w Cieszynie i w Bielsku-Białej. Pan Zbigniew zdecydował się na leczenie w klinice w Czeskim Cieszynie. Szczęśliwie miał po sąsiedzku, kilka ulic dalej od domu, na operację poszedł więc pieszo. Zapłacił 17 550 koron czeskich, czyli ok. 5,2 tys. zł. Operacja była w grudniu. Następnie postanowił upomnieć się o pieniądze za zabieg w NFZ. Takie prawo daje mu dyrektywa o leczeniu za granicą, która obowiązuje w Europie od października ub. roku.

Niestety śląski NFZ odmówił zwrotu pieniędzy w związku z brakiem przepisów krajowych. To akurat prawda, bo projekt dokumentu jest dopiero w podkomisji zdrowia. – Nie ma co się łudzić, że Sejm zajmie się nim przed wakacjami – mówi poseł Tomasz Latos (50 l.), szef sejmowej Komisji Zdrowia.
Pacjenci wiedzą jednak swoje. Ci, którzy nie chcą czekać kilka lat w kolejce, wprost szturmują szpitale u naszych sąsiadów Czechów i Niemców. Np. tylko klinika w czeskim Cieszynie przez pół roku przyjęła już ok. 500 Polaków. Co piąty przeszedł zabieg lub oczekuje go. Około 50 osób domaga się już zwrotu pieniędzy. Wśród nich pan Sikora. – W lipcu mam rozprawę sądową. I mam nadzieję ją wygrać – mówi nam pan Zbigniew. – Nie czuję się Europejczykiem drugiej kategorii. Obowiązuje unijna dyrektywa transgraniczna, więc z niej skorzystałem i dzięki temu nie oślepłem – dodaje.
Zapadł już pierwszy wyrok
Fundusz Zdrowia musi zwrócić Józefowi Berezie ok. 4 tys. zł za operację zaćmy, jakiej się poddał w klinice w czeskim Cieszynie. Krakowski sąd uznał, że Polacy objęci ubezpieczeniem zdrowotnym uprawnieni są do leczenia na terenie innego państwa UE i nie muszą prosić o zgodę NFZ. Sąd podkreślił, że Polska miała nieprzekraczalny czas do 25 października ub. roku, by zmienić prawo.

Sobotka został skrytykowany przez przewodniczącego opozycyjnej partii ODS Petra Fiala. Według niego, Czechy nie mogą ryzykować swojego bezpieczeństwa. – W przeciwieństwie do premiera uważam, że wzmocnienie obecności wojskowej sił NATO w Europie jest pożądane. NATO jest gwarantem naszego bezpieczeństwa i kto mówi inaczej, ryzykuje bezpieczną przyszłość naszego kraju – powiedział Fiala .
Według oświadczenia ministra obrony Martina Stropnického wygłoszonego w Brukselii, Republika Czeska mogłaby wziąć udział we wspólnych ćwiczeniach lotniczych z USA i Polską.
Wydane po wojnie rozporządzenie ówczesnego prezydenta Czech, Edwarda Benesza, nakazywało wygnanie Niemców oraz pozbawienie ich majątku.

Rzecznik ziomkostwa, polityk CSU Bernd Posselt domagał się w wystąpieniu, by rząd Czech wyraźnie zdystansował się od tamtych wydarzeń. Jak powiedział, „Czesi w końcu powinni zrzucić z siebie to straszne obciążenie”. Dekrety Benesza nazwał „śmieciami, których należy się pozbyć”.
Choć same dekrety nie były głównym tematem obrad w Augsburgu, na tę wypowiedź natychmiast zareagował premier Czech, Bohuslav Sobotka. Powiedział, że jego rząd nie widzi powodu, dla którego miałby w ogóle wracać do tej sprawy i rozpoczynać na ten temat jakąkolwiek debatę.
Urzędujący od stycznia czeski premier jednocześnie przypomniał czesko-niemieckie porozumienie podpisane w roku 1997.
– Nie ma podstaw, by przeszłość obciążała nasze doskonałe stosunki zarówno z Niemcami, jak i z samą Bawarią – dodał Bohuslav Sobotka.
Wynikiem wprowadzenia po wojnie w życie dekretów Benesza, wysiedlonych oraz wywłaszczonych zostało około 3 milionów Niemców mieszkających na terenie ówczesnej Czechosłowacji.
Niemieckie ziomkostwa przed przejęciem Czech i Polski do UE w 2004 roku szczególnie intensywnie podnosiły kwestię unieważnienia aktów prawnych, na podstawie których po zakończeniu II wojny światowej władze obu krajów pozbawiły majątku i wysiedliły Niemców. Władze czeskie obawiały się, że zakwestionowanie dekretów może stać się podstawą do roszczeń majątkowych.
Relacje między Czechami a Niemcami, a szczególnie Bawarią, gdzie większość Niemców sudeckich osiedliła się po wojnie, znacznie się ostatnio poprawiły. W lutym zeszłego roku ówczesny premier Czech Petr Neczas złożył uznaną za historyczną wizytę w Bawarii. Bawarski premier Horst Seehofer i Neczas ustalili wówczas, że spór o wysiedlenia nie będzie dłużej zatruwał wzajemnych stosunków. Premier Bawarii jest tradycyjnie patronem ziomkostwa Niemców sudeckich.


Republika Czeska jest miejscem, gdzie spożywa się najwięcej metamfetaminy (pervitin). Co ciekawe, to właśnie w Czechach produkuje się go najwięcej. Potwierdziły to badania ścieków z 42 europejskich miast. I to wcale nie jest żart.

Zaraz za Pragą oraz Czeskimi Budziejowicami, największe stężenie pervitinu występowało w Oslo, Bratysławie oraz Dreźnie. Wyniki grupy ekspertów (wśród nich byli też czescy hydrologowie) zostały opublikowane w czasopiśmie Addiction. Badanie było kontynuacją analiz przeprowadzonych w roku 2011 oraz 2012. Według naukowców Europę można podzielić pod względem użytkowania narkotyków na różne rejony.
Kokaina jest wybierana głównie przez mieszkańców zachodniej Europy. Oprócz tego w użyciu jest też extazy. Z kolei metamfetamina jest najczęściej wybierana przez mieszkańców środkowej części kontynentu zwłaszcza w Czechach i na Słowacji. Holandia to mekka amfetaminy. Co najbardziej zaskakuje, mekką marihuany jest serbskie miasto Novy Sad. Tuż za nim jest dopiero Amsterdam i Paryż. Praga w rankingu spożycia marihuany jest dopiero 14, a jeśli chodzi o zużycie tabletek extazy – 15.
Badanie wykonano przy pomocy filtracji ścieków komunalnych w 42 miastach 21 krajów Europy. Zasięg badania obejmował aż 25 milionów ludzi (2 proc. obywateli Europy). Obok tego badania, swoje własne śledztwo prowadzą i Czesi. Filtrują ścieki w takich miastach jak Praga, Pilzno, Ostrawa, Czeski Cieszyn, Karwina, Brno czy Orlova.
Na czeski previtin skarżą się też władze Berlina. W niemieckiej stolicy używa go już prawie 4000 tys. ludzi (wzrost o siedem procent w porównaniu z rokiem ubiegłym). W sumie niemiecka policja zatrzymała ponad 77 kilogramów tego narkotyku produkowanego w Czechach.
Czeska metamfetamina jest hitem wśród Niemców ze względu na swoją niską cenę. Gram narkotyku kosztuje 2200 koron czyli około 80 euro. Spożycie narkotyku wzrasta zwłaszcza w czasie weekendu.
Na Masarykovym náměstí w Náchodě przy granicy z Polską odsłonięto ławkę słynnego pisarza narodzonego w tym mieście. O wygląd pomnika zatroszczył się artysta Josef Faltus z Záryb u Kostelce nad Labem.

Realistyczny pomnik przedstawia siedzącego na ławce pisarza. Został zaprojektowany tak, aby można było usiąść koło Škvoreckého. Podstawę pomnika tworzą grzbiety książek. Inspiracją do projektu stało się zdjęcia pisarza. Pomnik wykonany jest z żeliwa, w celu uniknięcia wytarć i zniszczeń.
Pomnik kosztował 800 tys, koron i jest zwieńczeniem odnowy starego miasta w Nachodzie, które zostało zrewitalizowane wyłącznie ze środków urzędu miasta, bez jakichkolwiek dotacji – mówi burmistrz Jan Birke. Nie jest to mała kwota. Ale takie dzieło sztuki było tego warte.
Oprócz pomnika miasto wyznaczyło również szlak im. Josefa Škvoreckého z przystankami w miejscach, o których była mowa w jego książkach. Są one oznaczone specjalnymi metalowymi płytami. Już w kwietniu na cmentarzu komunalnym odsłonięto pomnik w formie otwartej książki ku czci autora.
Josef Škvorecky urodził się 27 września 1924 roku. Przez całe życie fascynował się literaturą, jazzem oraz kobietami. Po wojnie, którą ciężko doświadczył zaczął studiować filologię angielską na Uniwersytecie Karola. W 1969 wyjechał do Toronto gdzie wykładał współczesną literaturę angielską i amerykańską. Tam też założył wydawnictwo, w którym publikowali Vaclav Havel oraz Milan Kundera. Jego najbardziej znanym w Polsce utworem jest książka Przypadki inżyniera dusz ludzkich.

Przeciętny Czech najbardziej ufa policji, wojsku oraz radiu. Zaufanie do tych instytucji wzrosło najbardziej od roku 1993 kiedy to przeprowadzono pierwsze tego typu badanie. W przeciwieństwie do wymienionych grup, Czesi najmniejszym zaufaniem darzą media oraz kościół.

Armii ufa 67 proc. Czechów, policji 61 proc., a na trzecim miejscu znalazło się radio (53 proc.) W porównaniu z zeszłym rokiem policja zyskała aż sześć punktów procentowych i awansowała na ówczesne drugie miejsce. Coraz mniejszym zaufaniem cieszą się natomiast organizacje pozarządowe, sądy oraz internet.
Chociaż zaufanie do czeskich stacji radiowych zmalało o pięć procent, większe spadki notują pozostałe media. Telewizja oraz gazety doznają w tym roku najniższego poparcia od kilkunastu lat. Tendencja jest niestety spadkowa. Widać to idealnie na przykładzie prasy, która zajęła przedostatnie miejsce tuż przed kościołem.
A jeśli już o kościele mowa, ostatnie miejsce w rankingu nie robi na nikim wrażenia.
Oto jak Czesi odpowiadali na pytanie „Czy darzysz zaufaniem wymienioną instytucje publiczną?”

Dla uczniów szóstych oraz dziewiątych klas szkoły podstawowej ważne jest jakie dzieci uczą się z nimi w jednej klasie. Jedna trzecia ankietowanych młodych Czechów otwarcie przyznaje się do niechęci wobec Romów czy też Wietnamczyków z uwagi na ich inny kolor skóry czy też wygląd.

Agencja Scio po zakończonym badaniu nakreśliła obraz idealnej osoby, którą czeskie dzieci chętnie widziałyby w szkole. Idealny kolega musi być średni. Jego cechy nie mogą się w żaden sposób wyróżniać: nie może być ani gruby, ani zbyt mądry. Po prostu żadna inność nie wchodzi w rachubę.
Ponadto badanie wykazało, że duża grupa ankietowanych dzieci (40 proc.) poszłaby w marszu przeciwko Romom, gdyby taki został zorganizowany w ich mieście. W tego typu wydarzeniu stanowczo nie wzięłoby udziału jedynie osiem proc. młodych Czechów. 32 proc. ankietowanych stwierdziło, że nigdy w życiu nie zaprzyjaźniłoby się z Cyganem.
Uczniowie z miast od 10 do 70 tys. mieszkańców wyrażają znacznie bardziej konserwatywne i radykalne poglądy jeśli chodzi o mniejszości narodowe. Ci z mniejszych miasteczek nie mają tak ostrych poglądów jak ich koledzy z dużych miast.
Oprócz tego, ankietowanym dzieciom zaprezentowano jedną informację w dwóch wersjach: jedną w formie tabloidu, a drugą w postaci poważnego publicystycznego tekstu. Okazało się, że dzieci więcej zrozumiały z bulwarowego tekstu, który był nafaszerowany wyrazami wywołującymi emocje, niż z tekstu z opiniotwórczego pisma. Aż 62 proc. stwierdziło, że tekst z pisma brukowego bardziej się im podobał.
W badaniu wzięło udział 174 dzieci z 39 szkół z całej republiki.
Źródło: lidovky.cz
Polacy będą produkować kolejny model samochodu. Z taśm montażowych poznańskich zakładów Volkswagena będzie zjeżdżać nowa generacja Skody Roomster – poinformował czeski dziennik „Mlada fronta Dnes”.

Pojazdy użytkowe to często niedoceniana część wachlarza modeli producentów oferujących także modele osobowe. W przypadku Fiata sukces modelu Ducato jest jednak niepodważalny, czy podobny czeka nową odsłonę Skody Roomster? Oby tak było, bo samochód ten ma powstawać w Polsce. Informacje te, choć nieoficjalne, pojawiły się w jednym z najważniejszych czeskich dzienników. Obecna generacja Roomstera powstaje w Kvasinach, jednak zakład ten przechodzi obecnie szeroko zakrojoną modernizację. W przyszłości ma być tam produkowany jeden z modeli Seata lub duży SUV jednej z marek koncernu Volkswagena.
Skoda Roomster nowej generacji ma być większa, a co za tym idzie również droższa od obecnego modelu. Samochód będzie opierał się na obecnym Volkswagenie Caddy, który już produkowany jest w Poznaniu. Krok Skody jest więc najbardziej racjonalnym rozwiązaniem, gdyż będzie prowadził do obniżenia kosztów produkcji. Pierwsze samochody powinny zjechać z polskich taśm montażowych w maju 2015 roku. Czechom zależy na jak najszybszym wprowadzeniu nowego modelu, gdyż obecny Roomster powstaje od 2006 roku. Przy dzisiejszym cyklu życia samochodów osobowych to bardzo długo.
Polacy nie powinni liczyć jednak na potężny wolumen produkcji. W 2013 roku w zakładach w Kvasinach powstało nieco ponad 30 tys. sztuk Roomstera. Dla porównania w tym samym czasie sprzedano blisko 360 tys. sztuk Octavii. Być może odświeżenie modelu wpłynie na zwiększenie jego popularności.
Produkcja Skody Roomster w Poznaniu nie byłaby jedyną nową inwestycją grupy Volkswagena w Polsce. W marcu 2014 roku zapadła decyzja o wybudowaniu fabryki VW we Wrześni. Będzie tam powstawał dostawczy Volkswagen Crafter we wszystkich wariantach. Fabryka ma produkować 85 tys. pojazdów rocznie, a pierwsze z nich opuszczą linie montażowe w czwartym kwartale 2016 roku. W 2013 roku fabryka VW w Poznaniu wyprodukowała blisko 171 tys. samochodów. Jeśli takie tempo produkcji się utrzyma, a dodamy do tego Craftera i nową Skodę Roomster, w 2017 roku Volkswagen niemal zrówna się z liderem produkcji samochodów na polskim rynku – Fiatem.
Chociaż Unia Europejska zakazała sprzedaży Pomazánkového másla, w słowackich sklepach wciąż je można znaleźć. Według Słowaków wszystko jest w porządku, jednak Czesi są wściekli.

Słowacka Inspekcja Handlowa stwierdziła, że Bruksela zakazała używania czeskiej wersji nazwy. Słowacy na Pomazánkové máslo mówią Smotanová nátierka, a na swych etykietach używają obu wersji, tak jak to było do tej pory.
Przewodniczący Czeskiego Związku Mleczarzy twierdzi, że jest to łamanie unijnego prawa. Skoro UE zakazała w ogóle używania tego terminu, nie można go stosować nigdzie, nawet na Słowacji. Czeskie sklepy musiały wyprzedać wszelkie zapasy Pomazánkového másla do końca kwietnia 2014 roku. Od tego okresu tę czechosłowacką specjalność nazywa się Tradiční pomazánkové. Czechy w przeciwnieństwie do Słowacji, miały okres przejściowy na dostosowanie się do nowych wymogów. Mimo to, w słowackim Tesco czy Billi wciąż znajdziemy opakowania z niedozwoloną nazwą.
Czescy specjaliści mają nadzieję, że chodzi tutaj o wyprzedawanie produktów w starych opakowaniach. Sprawa jest o tyle bulwersująca, że to właśnie słowaccy mleczarze donieśli na czeskich, że ci nazywają masłem wyrobek, który nie składa się przynajmniej w 80 proc. z masła, a tym samym nie spełnia europejskich praw.
To właśnie przez Słowaków Czesi zostali pozbawieni swego specjału, sprzedawanego pod pierwotną nazwą ponad 30 lat. Teraz Słowacy wbili Czechom kolejną bolesną szpilę. Czekamy na rozwój wydarzeń.
Więcej o tej sprawie przeczytacie TUTAJ.

Republikę Czeską rocznie zalewa 100 tysięcy ton ulotek reklamowych (czes. letáků). W przeliczeniu na dosłownie każdego Czecha, nawet tego w wózku, wychodzi to jakieś 400 letáků rocznie. Drukarnie działają codziennie – we dnie i w nocy. Taka ilość ulotek z promocjami to ewenement na skalę europejską.

Ulotki przestały być adresowane jedynie do starszych osób. W chwili obecnej przegląda je aż 3/4 Czechów. 40 procent naszych sąsiadów wybiera się na zakupy jedynie dlatego, że znaleźli w ulotce fajną promocję. W momencie zakupów okazuje się jednak, że Czesi kupują w ogromnych ilościach i to, co w promocji nie jest.
Czech myśli sobie, że skoro tyle oszczędziłem kupując banany o 10 koron tańsze, mogę wziąć jeszcze i ten proszek do prania stojący w sklepowej alejce. Kupowanie pozostałych produktów to jest powód, dlaczego markety szybko nie przestaną zasypywać republiki swoimi „publikacjami”.
Często jest tak, że towar w promocyjnej cenie jest już sprzedany. Skoro już przyszedłem do sklepu, kupię to, co jest mi potrzebne, nawet jeśli ma być to droższe. Z tego powodu na ulotkach umieszcza się napis „…lub do wyczerpania zapasów”, a towaru zamawia się naprawdę symboliczne ilości.
Najczęściej wybieraną grupą towarów w promocji są artykuły spożywcze. Gorzej jest się przebić właścicielom elektromarketów. Chociaż tego typu oferty przegląda 75 proc. Czechów, zakupy RTV AGD pod wpływem promocji z ulotki robi tylko 18 proc. z nich.
Czesi nie mogą żyć bez przecen. Dlatego czasem niektóre grupy produktów wciąż są w promocji. Chodzi tu przede wszystkim o piwo i napoje gazowane. Przykładem tego, jak łatwo Czechów przyciągnąć do marketów tylko dzięki promocjom jest film Český sen z 2004 roku. Dwóch studentów buduje makietę supermarketu, po czym przywabia mieszkańców Pragi, aby mogli zakupić nieistniejące towary w atrakcyjnych cenach.
Źródło: ct24.cz
Zakończył się kolejny tydzień urlopu. Nie ma roku, aby Czechofil nie pojawił się w dwóch miejscach: Pradze i Cieszynie. Stolicę Czech odwiedzam ze względu na znajomych, a to piękne graniczne miasteczko ze względu na jego położenie. Sprawdzając historię bloga zauważyłem, że wpisów o Cieszynie zrobiłem już kilka. Co napisać nowego? Czy jest jeszcze coś co Was zainteresuje?
Niektórzy jeżdżą co roku na przykład do Egiptu. Ludzi ciągną wybrane miejsca, z którymi mamy miłe wspomnienia. Ja wybieram Cieszyn. Tym, co mnie przyciąga na Śląsk Cieszyński są na pewno ludzie. I ten ich powolny tryb życia. Wszak „miastowe tego nie mają i spokoju tu szukają”. Także wolno snujący się urokliwymi uliczkami ludzie, bawiący się w pubach na kampusie studenci i uśmiechnięte ekspedientki – tego nie znajdziesz w metropolii.
Cieszyn: tu czeskie piwo upija bardziej
Zatrzymałem się w Hostel nazwanym 3 Bros’ Hostel na cześć legendy o Trzech Braciach, założycielach miasta. Właściciel i zawiadowca miejsca Mariusz (notabene wszyscy wielcy Mariusze, których znam to czechofile) to zakręcony i młody człowiek, który wziął sobie za zadanie rozpropagowanie ideologii podróżowania grupowego. Nie ma nic lepszego niż paczka znajomych pijąca Brackie w Cieszyńskiej Wenecji*. Żeby wspólna sielanka trwała nawet po zamknięciu lokali, w 3 Bros’ Hostel urządzono wspólną kuchnię, w której można pić piwo kontynuując biesiadowanie. Górna półka lodówki hostelowej mieści lokalne piwa, a nawet wina. W czasie mojej obecności Hostel odwiedzili goście z Kanady, a nawet Australii. Niesłychane, że goście z tak daleka odwiedzają Cieszyn. Wynajmują oni zwykle pokoje wieloosobowe, dlatego czują się swobodnie wśród swoich znajomych. O dziwo, nawet podczas pełnego obłożenia, w hostelu jest cicho i da się wypocząć po podróżniczych wojażach.
A tych było sporo. Po trzech dniach zwiedzania stopy odmówiły mi niestety posłuszeństwa. Pewnie dlatego, że pokusiłem się o chodzenie po szczytach Beskidów. Strome cieszyńskie uliczki też zrobiły swoje. Szczytem mojej głupoty okazała się próba zdobycia polskiego brzegu Olzy – nieosiągalnego, jak się okazało, dla zwykłych śmiertelników. Zachciało mi się iść wzdłuż brzegu aż do momentu, jak Olza przestaje być rzeką graniczną a granica wcina się w ląd w okolicach Trzyńca. To był najgłupszy pomysł, na jaki mogłem wpaść. Zarośnięte chaszczami i niezwykle nieprzyjazne brzegi nie dopuszczą nikogo. Zastanawiam się czy w czasie zamkniętych granic ktokolwiek próbował przejść granicę w takich warunkach.
Štramberk
Spacer wzdłuż Olzy to był dopiero przedsmak tego, co mnie czekało następnego dnia. Wyprawa do Štramberku to był główny punkt tegorocznego urlopu. Nie było mnie tam już ponad cztery lata. I oczywiście nic się nie zmieniło: zadbane kamieniczki, zimne piwo i niezwykle sympatyczni Czesi. W Štramberku można zjeść smacznie i tanio. Ponadto można też skosztować lokalnego piwa. Ważnym punktem programu jest również zaopatrzenie się w korzenny przysmak jakim są Štramberskie Uszy*.
Ale żeby dostać się do tego ukrytego między beskidzkimi szczytami miasteczka, trzeba pokonać kilkadziesiąt kilometrów pociągiem. Z Czeskiego Cieszyna wystarczy pojechać pociągiem do miasta Studenka, a tam przesiąść się w wagon motorowy serii 810 – produkowane od 1975 roku w fabryce Vagonka Studénka jeżdżą do dziś i stanowią nie lada lokalną atrakcję. Czułem się jak bohater filmu „Slunce, seno, jahody”. Naprawdę warto wybrać się w podróż trasą Studenka – Veřovice i przenieść się w czasie. Po drodze widziałem ładne miasteczko Příbor oraz obleśne komunistyczne Kopřivnice, które słyną z fabryki Tatry. Widać ją jednak z pociągu, nie warto więc nawet wysiadać.
Ostrawa
Przy okazji okazało się, że w modzie są wciąż fryzury na czeskiego piłkarza. W 2014 roku tego typu fryzurę miał na sobie kierownik pociągu, ale również rzesza taksówkarzy i obywateli Czeskiego Cieszyna i Ostrawy.

Jeśli chodzi zaś o Ostrawę, jest to idealne miejsce, aby zobaczyć cały przekrój czeskiego społeczeństwa. Nie wspominam tutaj o ogromie Romów, którzy wręcz zalewają to przygraniczne miasto. Dla nowych przybyszów jest to widok na pewno przerażający i powodujący bezwarunkowy odruch przyciskania do siebie torebki. Wydaje mi się, że z każdym rokiem Cyganów w Ostrawie widzę coraz więcej. Są bardzo hałaśliwi i wiecznie się uśmiechają – aż tak dobrze się im powodzi? Oprócz dziesiątek tysięcy Romów zauważymy też kilku Czechów. Moda w mieście Ostrawa zatrzymała się na epoce warszawskiego Stadionu X-lecia. Kolorowe i pasiaste bluzki z poliestru (ten zapach) oraz sandały ze skarpetami. Wizerunek Czechów z Ostrawy różni się diametralnie od tych widzianych w Pradze. Kobiety z dwukolorowymi włosami (miks mlecznobiałego i kruczoczarnego) a mężczyźni otyli i szczerbaci. Młodzież rozmaita: jedni modni i schludni, pozostali tandetni i wyglądający jakby zatrzymali się w czasie. Warto przyjechać i zobaczyć ten lokalny folklor (patrz zdjęcie). Choć przeżyjemy szok, nie trzeba bać się o swoje zdrowie – Ostrawa jest dość bezpiecznym miastem. Warunek: nie wychodź na miasto po 22:00. Zresztą i tak nie ma po co – oprócz imprezowej ulicy Stodolni, nic się tu nie dzieje. W trakcie weekendu ulice są wymarłe, a tramwaje jeżdżą puste. Jedyny ratunek na nudę to centrum Handlowe Nową Karoliną nazwane, w gruncie rzeczy bardzo fajne.
Czeski Cieszyn
Wieczory spędzałem po obu stronach Cieszyna. W tym Czeskim można (ale nie trzeba) wybrać się do Restauracji u Huberta. To kultowe miejsce w przypadku początkujących czechofilów odwiedza się na własną odpowiedzialność. To, co urzeka starych czechofilów (ten klimat starej hospody, pianka na piwie) może bardzo wystraszyć nowicjuszy. Obskurne ściany i wygląd speluny – tak to miejsce jest określane, przez tych, którzy nie przywykli to wyglądu tradycyjnych czeskich hospudek. To samo tyczy się knajpy w budynku dworca w Czeskim Cieszynie czy też restauracji Hotelu Piast. Ta ostatnia zresztą to relikt poprzedniej epoki – choć czysto i schludnie, to jednak martwo, cicho i tak nijak. Na pierwszy raz znajomych można zabrać do Da Capo (pizzeria oraz czeska kuchnia) czy też pobliskiej Siódemki. Tradycyjna czeska kuchnia do spróbowania jeszcze w Restauracji U Dzika czy tez w Restauracji na Brandyse. Najsympatyczniejsza według mnie jest Restauracja Sikorák w Parku Adama Sikory po czeskiej stronie Olzy. Do Colors na Hlavní tříde nie chodźcie – barmani tam oszukują i są strasznie irytujący.
Gdy pozostało Ci jeszcze kilka dni urlopu w zapasie, możesz wybrać się jeszcze do pobliskiej Opawy. Mieszkając rok na Śląsku Cieszyńskim udało mi się zwiedzić wszystkie te okoliczne miejsca, dlatego teraz pozwolę sobie wkleić jedynie linki.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.