Praska wiosna – relacja z pierwszej ręki

19 sierpnia 1968 roku na Kremlu została podjęta decyzja w sprawie siłowego stłumienia „praskiej wiosny”, zatwierdzona przez przywódców Układu Warszawskiego. Tamte wydarzenia do tej pory w Rosji oględnie nazywane są „interwencją”, podczas gry w Czechach i na Słowacji – nie inaczej, jak tylko okupacją. Ale… „sami Czesi, którzy zobaczyli czołgi na ulicach Pragi 21 sierpnia, w ogóle nie czuli się okupowani w dosłownym sensie tego słowa” – twierdzi świadek wydarzeń z 1968 roku, ekonomista Wladlen Kriwoszejew. W sierpniu 1968 roku przebywał on w Pradze jako korespondent gazety Izwiestija.

proc

W nocy z 20 na 21 sierpnia siedzieliśmy we trzech w naszym punkcie korespondenckim – ja, zastępca redaktora naczelnego „Rudé právo“ Zdeněk Hoření oraz tłumacz języka rosyjskiego Semion Biller. Mówiliśmy o zagrożeniu wprowadzenia wojsk. Twierdziłem, że to absurd. Semion mówił, że jestem naiwny. W środku nocy musiałem dosłownie wypędzić przyjaciół, ponieważ miałem jeszcze skończyć artykuł o wykonywaniu radzieckich zleceń w czechosłowackich zakładach. Jak tylko zabrałem się do pracy, dzwoni do mnie Hoření: „Wladlenie, słuchaj, wasi już tu są“. Powiedziałem: „Przestań już się wygłupiać!“. Dzwoni ponownie: „Posłuchaj, jaki tu hałas“. Otwieram okna, na niebie słyszać szum: co 30 sekund w kierunku lotniska Ruzyně lecą Iły. Dzwonię do korespondenta w Warszawie. W praskiej centrali telefonicznej zamiast zwykłego kobiecego głosu odpowiada męski: „Brak połączenia“, dzwonię do Budapesztu, do kolegi Bori Rodionowa, słyszę tę samą odpowiedź: „Brak połączenia“.

Włączam radio i nagle słyszę zaniepokojony głos spikera Radia Praga: „Wszyscy, którzy nie śpią, niech obudzą tych, którzy śpią. Ważne doniesienie rządowe. Łamiąc układ sojuszniczy wojska ZSRR oraz Układu Warszawskiego prezekroczyły granicę Czechosłowacji…“. Rano następnego dnia przed oknem punktu koresponednckiego zobaczyłem czołg. Stał na torach tramwajowych. Pomyślałem sobie: „I po co było stawiać go na torach“. Na ulicach zbierali się mieszkańcy Pragi i gwałtownie wyrażali swoje oburzenie. Jednak na początku myśl o okupacji nie przyszła im do głowy. Radzieckim żołnierzom, którzy co jakiś czas wyglądali z czołgów, w których najwyraźniej było nieznośnie gorąco tego sierpniowego dnia, mieszkańcy próbowali wyjaśnić: tutaj toczy się pokojowe życie, po co przejechaliście? Też rozmawiałem z naszymi czołgistami. Byłem wstrząśnięty. Jeden uważał, że jest w Niemczech. Drugi powiedział, że przybyli bronić Czechów przed nazistami, którzy tuż-tuż mogą zająć Czechosłowację. Jednym słowem, powtarzali propagandowe brednie. W oczach naszych chłopców było jednak widać zdziwienie. Zobaczyli piękne miasto, dobrze ubranych ludzi, pólki sklepowe wypełnione towarami i produktami, których w Związku Radzieckim wówczas nie było….

Operacja wojskowa pod kryptonimem „Dunaj”, rozpoczęta w dniach 20 i 21 sierpnia 1968 roku przy udziale wojsk pięciu krajów sygnatariuszy Układu Warszawskiego, jak wiadomo, zakończyła się stłumieniem „Praskiej wiosny” i krachem wszystkich nadziei na zreformowanie społeczeństwa socjalistycznego. Nadzieje na to mieli nie tylko Czesi i Słowacy, lecz także wielu obywateli innych krajów.

Wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego na teren Czechosłowacji ostatecznie zniweczyło owoce praskiej wiosny. Ponownie zaostrzono cenzurę, rozwiązano szereg niezależnych organizacji. Brutalnie stłumiono demonstracje w pierwszą rocznice okupacji w sierpniu 1969 r., do których doszło m.in. w Pradze, Brnie i Libercu. 22 sierpnia 1969 r. Zgromadzenie Narodowe uchwaliło akty prawne o „środkach doraźnych koniecznych dla umocnienia i ochrony porządku publicznego”, które stały się narzędziem tłumienia opozycji. W wyniku czystek tysiące ludzi wyrzucano z pracy, wielu emigrowało, niektórzy działacze zostali uwięzieni. Społeczeństwo wycofało się w sferę życia prywatnego i pogrążyło się w politycznym letargu, który trwał przez kolejne 20 lat aż do aksamitnej rewolucji w 1989 r.

Źródła: wikipedia.org, polish.ruvr.ru

Muzeum w budynku Tańczącego Domu?

Jest duża szansa, że Rašínově nábřeží w Pradze przejdzie wkrótce kolejną metamorfozę. W 1996 roku grupa CBRE Global Investors w miejsce kamienicy zniszczonej w czasie wojny bombardowaniem postawiła Tańczący Dom. Teraz padł pomysł, aby ten niezwykły budynek otworzyć dla ludzi i urządzić w nim muzeum architektury i designu.

tanczacy-dom

Pomysł muzeum zrodził się w głowie właściciela firmy deweloperskiej Central Group, która za ćwierć miliarda koron chce przejąć budynek i nadać mu funkcje muzealną. Jest to unikatowy budynek w niezwykłym miejscu. Teraz znajdują się w nim jedynie biura.

 

Zmiana funkcji budynku jest zależna od decyzji jego twórców: Franka O. Gehryho oraz Vlada Miluniće. Central Group wierzy, że architektom pomysł muzeum w Tańczącym Domu się spodoba.

Źródło: lidovky.cz

Zakaz palenia tytoniu? Sprawę najlepiej zamieść pod dywan

Unia z powodzeniem wprowadza zakaz palenia w miejscach publicznych. Tylko Czechy, wierne swojej koncepcji liberalizmu, stawiają opór, próbując wszelkimi sposobami storpedować rozporządzenie europejskie.

Koureni

Dyrektywa „tytoniowa” spotkała się z silnym sprzeciwem ze strony Czechów. Ich delegacja była jedyną, która wybrała politykę „bezkompromisową”, czyli domagała się odłożenia jej na półkę. Tylko dzięki nowemu systemowi głosowania wprowadzonemu przez traktat z Lizbony pojedyncze czeskie weto nie zdołało zablokować projektu.

Podobnie jak w innych krajach Europy, tytoń jest w Czechach ogromnym biznesem. Philip Morris ma fabrykę w mieście Kutná Hora. Zajmuje około 40% rynku i uzyskuje roczny zysk netto w wysokości 100 mln euro. Reszta rynku należy do grup globalnych – British American Tobacco, Imperial Tobacco i Japan Tobacco. Tytoń generuje dwa miliardy euro podatków, około 77% ceny każdej paczki papierosów zasila bezpośrednio kasę państwa.

W wywiadach lobbyści, którzy prosili o anonimowość, wyrażali satysfakcję, że w czeskim środowisku politycznym zawsze można znaleźć bardzo dużą liczbę osób na odpowiedzialnych stanowiskach, które bez żadnej dodatkowej zachęty, motywowane jedynie swoją oporem wobec Unii Europejskiej i regulacji jako takich, bronią interesów firm tytoniowych.

„To jest nowy wynalazek Brukseli, aby regulować rynek. Dzisiaj są to papierosy, jutro zakażą nam jedzenia tłuszczu lub prowadzenia samochodu. Musimy dać odpór i bronić naszej wolności”, powiedział Jaroslav Kubera, przewodniczący ODS [konserwatywnej Obywatelskiej Partii Demokratycznej] w Senacie, powtarzając argumenty, dzięki którym przekonał przywódców swojej partii do odrzucenia nowego europejskiego projektu. W Sejmowej Komisji do Spraw Europejskich członkom ODS udało się nawet wprowadzić tak zwaną procedurę „żółtej kartki” przeciwko dyrektywie „tytoniowej”. Chodzi tu o wyjątkowe narzędzie dyplomacji, które pozwala ostrzec Brukselę przed nadużyciem władzy [niespełnieniem zasady subsydiarności].

Pozycji tej nie będzie w stanie zmienić proeuropejska [czeska] lewica. „Nie widzę tu tematu do walki politycznej”, uważa Jeroným Tejc, członek CSSD [Partii Socjaldemokratycznej]. „Ten problem nie jest w partii omawiany. Nie palę, ale szanuję opinie moich kolegów, którzy mają inny stosunek do tytoniu”.

Z [roczną] konsumpcją 2125 papierosów na mieszkańca Republika Czeska zajmuje dwunaste miejsce na świecie, niedaleko za Rosją i Białorusią. Według ostatnich danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, średni wiek, w którym sięga się po pierwszego papierosa spadł poniżej 12 roku życia, co oznacza przekroczenie historycznej granicy.

Z drugiej zaś strony najnowsze badania opinii publicznej przeprowadzone przez Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Karola w Pradze ujawniły, że 80% populacji, jak również połowa palaczy, jest za zakazem palenia w restauracjach. W ubiegłym roku, po wielu latach zwłoki, Czechy ostatecznie ratyfikowały umowę ze Światową Organizacją Zdrowia [WHO] nakładającą obowiązek stopniowego obostrzania krajowego prawa.

„Nie wierzę w to, że postawy w Republice Czeskiej nigdy się nie zmienią. Pytanie tylko, kiedy”, powiedział poseł [i lekarz] Boris Šťastný. „To się stanie, ale tylko pod naciskiem UE lub gdy kelner lub kelnerka zaskarży w sądzie fakt zachorowania na raka płuc w miejscu pracy. Albowiem w innych krajach, takie to właśnie sprawy inicjowały zmiany prawa i pozwoliły nam zrozumieć, dlaczego dyskurs o wolności palaczy był wypaczeniem”.

Źródło: preseurop.eu, Tłumaczenie: Władysław Bibrowski

Czechy: Kamery zamiast winiet?

Czeskie władze zastanawiają się nad wprowadzeniem nowego sposobu ściągania od kierowców opłat za przejazd autostradami. Dotychczasowe winiety zostałyby zastąpione przez… kamery.

winiety

Czeskie ministerstwa finansów oraz transportu zaczynają liczyć pieniądze. Okazało się, że koszty produkcji, magazynowania i dystrybucji winiet drogowych są bardzo wysokie. Specjaliści pracują więc nad nowym rozwiązaniem. Winiety zostałyby zastąpione przez system kamer, rozpoznający tablice rejestracyjne pojazdów. Według ministerstw, gra jest warta świeczki. W ciągu roku koszty winiet sięgają aż 250 milionów koron, czyli około 42 milionów złotych.

Trwają już prace studyjne. Istniejący w Czechach system myta z bramami elektronicznymi nie potrafi odczytać znaków rejestracyjnych. Jednak nowy pomysł wymagałby nowych inwestycji. Czy okaże się on opłacalny, dowiemy się prawdopodobnie jesienią tego roku.

Źródło: bankier.pl

Polska sex-maszyna przyjechała do Pragi by współżyć z połową Czech

Anna Lisewska (21 l.) która chce pobić seksualny rekord świata, właśnie zawitała do Pragi. Każdy kto chce przyczynić się do pobicia rekordu ma szansę zrobić to dziś w klubie LuckyLucky w Pradze.

s1

Wizyta rozwiązłej Polski w Pradze zapowiadana była przez czeskie tabloidy od dawna. Oprócz publikowania jej zdjęć i informowania czytelników o preferencjach seksualnych Polki, mogliśmy również zapoznać się ze stroną wydarzenia na Facebooku. Najbardziej interesujące okazały się jednak mini wywiady z Anną Lisewską, w których błyszczała wręcz elokwencją.

Marzeniem Polski jest obcowanie ze stoma tysiącami mężczyzn. Jak obiecują organizatorzy, w klubie podczas „sex maratonu z Anią” ma panować „dzika atmosfera”. Wstęp do klubu będzie kosztował 300 koron. Każdy mężczyzna, który będzie „czysty” i będzie miał na sobie kondom, będzie mógł z Polką współżyć. Jak informuje właściciel klubu, dziewczyny będą mogły popatrzeć na przebieg maratonu za darmo. Przygotowano nawet specjalne posłanie.  

I choć sama Anna zbyt urodziwa nie jest, klub liczy na gromadne przybycie mężczyzn w piątkowy wieczór.  

s2AKTUALIZACJA:

Akcja okazała się niewypałem. Podobno Anna nie wzbudziła prawie żadnego zainteresowania. Według czeskich tabloidów znalazło się jedynie dwóch chętnych. Zdjęcia z imprezy dostępne w internecie.

 

Na upały idealna jest wizyta w lodowej knajpie

W Pradze powstała druga największa lodowa knajpa w Europie. W lokalu utrzymuje się -7 stopni. Napić można się siedząc przy lodowym barze, albo w lodowym fotelu. Icepub powstał w budynku muzycznego klubu Karlovy lázne, dwie minuty drogi od Mostu Karola.

1

 

Do wystroju wnętrza zużyto 40 ton lodu. Klienci przy wejściu do lokalu dostają kurtki i rękawiczki. Za pół godziny w Icepub między godziną 12 a 21 zapłacimy 200 koron. Między godz. 21 a 5 pobyt jest teoretycznie bezpłatny pod warunkiem, że zapłacimy za wejście do klubu Karlovy lázne, co kosztuje 180 koron.

2

W kanapie lodowe są ściany, bar, stoły, rzeźby, a nawet szklanki do drinków i piwa. W menu są trzy typy koktajli na bazie wódki oraz piwo. Ze względu na ujemną temperaturę zalecane jest, by w Icepubie przebywać nie dłużej niż 30 minut. Największa tego typu knajpa działa w Londynie. Kilka lat temu podobny lokal działał także w Warszawie przy ul. Pańskiej. 

Wstęp do praskiego Icepub można rezerwować na stronie http://www.icepubprague.cz

3

 

Źródło: wyborcza.pl

Czesi mają obsesję na punkcie swojej kuchni – mówi Polak mieszkający w Czechach

Sławomir Budziak do Republiki przyjechał w 2008 roku z Norwegii. Według niego Czesi są mniej agresywni niż Polacy, ale zaskoczyła go ilość korupcyjnych afer.  

APE4b7867_fotka_s.budziak

Co Cię najbardziej zaskoczyło podczas pierwszej wizyty?

Najbardziej mnie zaskoczyła chłodna obsługa w praskich knajpach. Poza tym nie mogłem się odnaleźć z powodu nieznajomości języka. Następnie już w Brnie zaskoczyło mnie, że tak wiele ludzi przychodzi do restauracji ze swoimi psami, a właścicielom knajp obecność zwierząt nie przeszkadza. Do Brna przyjechałem prosto z Norwegii. Byłem tam pięć lat i widzę, że Czesi mają wiele wspólnego z Norwegami, na przykład to, że na weekendy wyjeżdżają odpoczywać na działki (tzw. chalupy)

Co Ci w Czechach najbardziej przeszkadza?

Nie ma takiej jakieś jednej rzeczy, która mi bardzo przeszkadza. Raczej wspomnę o małej drobnostce. Chodzi mi tutaj o taką czeską obsesję na punkcie jedzenia. Zawsze byłem zdania, że jemy po to, aby przeżyć i być zdrowym. Tutaj jest jakby na odwrót. Czesi żyją po to, aby jeść. Sami siebie nazywają „koszem na śmieci Europy” – ale to nie jest moja opinia tylko cytat.

Jak Czesi traktują innych i siebie nawzajem ?

Spotkałem się z opiniami, że Czesi są chłodni i niedostępni, ale według mnie jest to nieprawda. Wszędzie można spotkać takich ludzi, ale również tych serdecznych i otwartych. Według mnie jesteście mniej agresywni niż Polacy, którzy są skłonni uciekać się do brutalnych zachowań. Ale to tylko moje subiektywne odczucia.

Lubisz czeski humor?

W Norwegii byłem przyzwyczajony do tego, że ludzie tam żyjący nie lubią ironii ani żartów. W Czechach jest odwrotnie. Tutaj przechodzą nawet bardzo ryzykowne żarty.

Interesujesz się czeską historią?

Teraz skupiam się na tym, aby zrozumieć obecną sytuację polityczną w kraju. Mam w planach zagłębić się w historię Drugiej Republiki.

Lubisz czeską kuchnię i piwo?

Piwa czeskie lubię, zwłaszcza te z małych browarów (np.: Richard). Lubię również białe morawskie wina. Jako wegetarianin jednak nie mam za dużej pociechy z czeskiej kuchni. Fajnie by było, gdyby właściciele czeskich restauracji zrozumieli wreszcie, że smażeny ser z plastrem szynki nie należy do wegetariańskich potraw.

Co Cię zaskoczyło w czeskiej polityce?

Dziwi mnie ilość afer korupcyjnych. Sam pochodzę z kraju, gdzie szerzy się korupcja, ale wciąż zadaję sobie pytanie: Czy w Czechach rzeczywiście jest więcej korupcji niż w Polsce czy wy po prostu lepiej wykrywacie korupcyjne afery?

Uczysz się języka?

Nie wyobrażam sobie żyć w jakimkolwiek kraju i nie uczyć się tutejszego języka . Niektórzy obcokrajowcy tutaj żyją niczym w bańce otoczeni mówiącymi po angielsku Czechami i choć fizycznie są na terenie Republiki to w rzeczywistości nie uczestniczą tutaj ani w życiu kulturalnym ani w towarzyskim. Mnie interesuje nie tylko asymilacja z tutejszym społeczeństwem, ale również szerzenie dookoła informacji dotyczących Czech.

Czego Ci w Czechach brakuje?

Oczywiście morza.

 

Sławomir Budziak, 33 lata. Nauczyciel języka norweskiego, tłumacz, pracownik firmy internetowej.  

Źródło: lidovky.cz

Czechy to kraina mlekiem i miodem płynąca?

Jeśli by patrzeć przez pryzmat mego znajomego Czecha z Pragi to tak – Czechy to miejsce idealne do życia. Jednak ja bym zawęził to twierdzenie jedynie do rejonu Pragi, do której tak chętnie emigrują Polacy. Jakie są różnice między Warszawą a Pragą? Tekst powstał na bazie informacji uzyskanych od kolegi, którego w ten weekend miałem przyjemność gościć.

czekolady

PRACA

Od dłuższego czasu istnieje przekonanie, że jeśli ktoś w Polsce szuka pracy, znajdzie ją oczywiście w Warszawie. Tutaj jest podobno najbardziej chłonny rynek i największe zarobki. To właśnie do stolicy zjeżdżają się młodzi i starsi, by szukać lepszego życia. Ale prawda jest taka, że właśnie przez ten ogrom przyjezdnych konkurencja na rynku pracy jest coraz większa. Szalejący kryzys wymusza na pracodawcach oszczędności, więc ci zatrudniają ludzi za marne grosze na śmieciowe umowy. Młodzi się na to godzą i pracują po 12 godzin za tysiąc złotych. Znalezienie nowej pracy graniczy z cudem, gdy już się uda, jest słabo opłacalna. Kolega Czech złapał się za głowę, gdy usłyszał jaka sytuacja panuje w kraju nad Wisłą. Zaczęła się opowieść jak to jest w Pradze.

Według słów kolegi – właściciela firmy, wiek ponad 30 lat – w Pradze najłatwiej znaleźć jest pracę w okresie marzec/kwiecień oraz wrzesień/październik. Podobno, gdy zna się język znalezienie pracy nie jest żadnym problemem, można nawet wybierać spośród dwóch, trzech ofert. Stawka za godzinę 100 koron netto to dosyć mała kwota. Generalnie nie ma problemów z pracą w Pradze. Gdy nie zna się języka, najlepiej zrobić atut z tego co już umiemy czyli z języka ojczystego. Swoich sił można spróbować w firmach które poszukują polskich pracowników. Jak sprawdziłem, w Internecie aż roi się od tego typu ofert. Z opowieści kolegi dowiedziałem się o Polakach, którzy nie znając czeskiego pojechali do Pragi i tam w krótkim czasie stali się dobrze opłacanymi informatykami (70 tys. koron miesięcznie) lub przedstawicielami handlowymi (35 tys koron/miesiąc).

 Czy jest tak w rzeczywistości – nie wiem. Czytelnicy bloga mieszkający w Pradze – może Wy się wypowiecie i zweryfikujecie powyższe dane? Wszak jest tu tyle osób, które poszukują informacji dotyczących czeskiego rynku pracy poprzez bloga.

TRANSPORT

Kolejną bolącą kwestią jest oczywiście transport publiczny. W Polsce panuje przekonanie, że czeskie koleje funkcjonują bardzo dobrze. Temat ten był poruszany tutaj wiele razy, więc skupię się raczej na połączeniach autobusowych. Na własne oczy przekonałem się, że w Republice Czeskiej z każdego zakątka w kraju, o dowolnej porze dnia można się przemieścić w inne miejsce. Z malutkich wiosek jeżdżą przyzwoite autobusy dowożące ludzi do okolicznych miast. Co więcej w miastach, gdy zbliża się piątek i sobota wieczór, podstawiane są dodatkowe autobusy, którymi młodzież jeździ na nocne imprezy. W Warszawie chciano wycofać nocne metro (które jeździ tylko dwie noce) bo się podobno nie opłacało. O tym, że metro i wszystkie dworce w Pradze czyszczone są każdej nocy nawet nie będę wspominać.

Tak się złożyło, że postanowiłem zaprosić Czecha poza Warszawę, aby odpocząć na łonie natury. Najpierw udaliśmy się na jeden z warszawskich dworców kolejowych w północnej części miasta. Co uderzyło Czecha w oczy? Brak jakichkolwiek wyświetlaczy, brak komunikatów, brak rozkładów. Pociągi jadą jak chcą i z których peronów chcą. Cywilizacją zaczyna się na Dworcu Zachodnim, a kończy na Wschodnim. Dalej jest już tylko gorzej. Brudne i pomalowane sprayem dworce, nieopróżnione kosze. Dopełnieniem wieczoru była kłótnia gapowicza z kanarami w SKM oraz tańce i krzyki pijanych Polaków jadących na imprezę.

DOSTĘPNOŚĆ TOWARÓW

O braku Kofoli czy Studentskiej piać nie będę, bo temat był wałkowany wiele razy. Skupię się na produktach międzynarodowych firm, które dostępne są dookoła Polski, ale nie w Polsce. Mowa tu oczywiście o wszystkich nietypowych edycjach smakowych czekolad Milka, napojów koncernu Coca-Cola: wszystkie edycje Fanty, Coca-Cola Waniliowa, Mezzo Mix, itp. W Czechach dostępne są w normalnych cenach w detalu, w Polsce dostępne w sklepach typu „Smaki Świata” za astronomiczne ceny. Jedyne czym mogłem się wybronić to brak dostępności pasty Blend-a-Med w Czechach. Jaki jest powód niedostępności niektórych towarów w Polsce? Może decydują o tym gusta smakowe a może to, że „Czechy to najbardziej zachodnie z państw byłego bloku socjalistycznego”?

 

Zobacz jeszcze wpis dotyczący pozostałych różnic między oba państwami:

CZESKA BANKOWA DZIURA

SZUKAJĄC SWEGO BANKOMATU CZECH TRACI TYDZIEŃ ŻYCIA

CZESKA TELEKOMUNIKACYJNA DZIURA

Czechofil.com poleca film „Prywatny Wszechświat” RECENZJA

PRYWATNY WSZECHŚWIAT

Private Universe / Soukromý vesmír, Czechy 2012, 83 min

Reżyseria i scenariusz: Helena Třeštíková

PREMIERA KINOWA – 9 SIERPNIA 2013

poster

Petr Kettner i Jana Pfefferova pobrali się w 1974 roku i zamieszkali razem z dwiema babciami w niewielkim jednopokojowym mieszkaniu w Pradze. Rok po ślubie na świat przyszedł ich pierwszy syn – Honza. To właśnie skłoniło Petra do rozpoczęcia dokumentacji ich rodzinnego życia i czasów, w których przyszło im funkcjonować. Robił to w formie pisanego i kręconego kamerą dziennika.

 Film Heleny Třeštíkovej wykorzystuje te nagrania tworząc niesamowity obraz wzrastania głównego bohatera, ale przede wszystkim ukazuje zmieniającą się jak w kalejdoskopie  historię Czech i Słowacji.

 Jest to film niezwykły. Jego wyjątkowość nie polega jedynie na unikatowym zapisie losów osób w nim występujących. Ten film jest wyjątkowy z tego względu, że pozwala przenieść się w czasie, do epoki, która jest za nami, która wywarła na nas Polakach i Czechach ogromne piętno. Ale czy komunizm był taki straszny?

 W filmie widzimy jak beztroskie było życie bez telefonów, komputera i Internetu. Dzieci bawiły się w chowanego, rysowały, a rodzice mieli czas na pracę w domu i poza nim. Cały czas poświęcano sobie nawzajem, a obiady jadło się wspólnie. Zdaje się, że te czasy odeszły bezpowrotnie. Smutne.

 Honza, główny bohater, mimo że był zbuntowanym dzieckiem, życie bierze bardzo prosto. Bez komplikowania sobie spraw. Stwierdził, że w obecnych czasach największym kościołem jest telewizja, która robi z nami co chce. Ludzie są coraz częściej pozbawieni moralności i świadomości tego, dokąd zmierza dziś świat.

 Z tych wszystkich współczesnych szarości przebija się radosny obraz wspomnień rodziny Kettnerów zapisany w 37 zeszytach. Wspomnień niezwykłych, bo okraszonych muzyką Karela Gotta i archiwalnymi materiałami obrazującymi upadek komunizmu.

Na film zaprasza:

AG(1)

Pierwszy w Czechach pastafarianin

Lukáš Nový, młody informatyk z Brna, pozostałby zapewne jednym z miliardów anonimowych mieszkańców globu, gdyby nie jego wyznanie. Dokładniej zaś specyficzny „wymóg religijny”, z powodu którego na zdjęciu w wydanym właśnie dowodzie osobistym Czech ma na głowie… durszlak.

5252559-643-452

Nový jest bowiem pierwszym za naszą południową granicą uznanym oficjalnie przez państwo pastafarianinem. Ten termin – będący zlepkiem słowa rastafarianin i włoskiego wyrazu pasta, czyli makaron – oznacza wyznawcę Latającego Potwora Spaghetti. Kościół Potwora Spaghetti powstał w Stanach Zjednoczonych. Religioznawcy zaliczają to wyznanie do joke religions, czyli parodii religijnych. Przedstawiciele Kościoła Potwora oburzają się jednak na takie stawianie sprawy. Na znak swojego wyznania noszą zaś na głowach durszlaki.

 Słyszałem o tym, ale to wyjątkowo rzadki przypadek – mówi portalowi Ceskapozice.cz Pavel Žára, rzecznik prasowy urzędu miasta w Brnie. To właśnie ten czeski serwis jako pierwszy poinformował o wydaniu Novemu nietypowego dokumentu tożsamości. Na stronie Ceskapozice.cz można też ten dowód zobaczyć.

Žára wyjaśnił, że choć faktycznie sprawa jest nietypowa, urząd, który reprezentuje, nie zrobił nic nadzwyczajnego. Zastosował bowiem jedynie obowiązujące w Czechach przepisy prawa, a te mówią, że każdy obywatel, który z powodów religijnych lub zdrowotnych zmuszony jest stale nosić nakrycie głowy, może mieć w dowodzie tożsamości zdjęcie w tym nakryciu, o ile nie rzuca ono cienia na twarz.

Dowód wydany właśnie Novemu jest tymczasowym dokumentem, jaki wyrabia się w przypadku utraty lub kradzieży oryginału. – Zdjęcie z durszlakiem na głowie zrobiono mi na miejscu. Powiedziałem po prostu, że to nakrycie głowy mam z powodów religijnych, ale o to, do jakiego Kościoła należę, już nikt mnie nie pytał – powiedział Novy portalowi. – Wyznanie to w XXI wieku sprawa prywatna – dodaje z szelmowskim uśmiechem (jak relacjonuje Ceskapozice.cz).

Lukáš Nový to pierwszy uznany przez państwo czeskie pastafarianin, ale nie pierwszy oficjalny wyznawca Latającego Potwora Spaghetti w Europie Środkowej. W 2011 roku Austriak Niko Alm wyrobił sobie prawo jazdy ze zdjęciem, na którym również miał na głowie cedzak do makaronu. O to, by mieć taką fotografię, austriacki pastafarianin musiał się jednak starać trzy lata. Początkowo urzędnicy odrzucili jego wniosek i Alm dochodził swoich praw przed sądem.

Kiedy doczekamy się pierwszego polskiego pastafarianina, który będzie się mógł pochwalić dowodem osobistym z wyjątkową fotografią? Chyba nieprędko. W marcu tego rokuminister administracji Michał Boni odmówił bowiem wpisania do oficjalnego rejestru Kościołów i innych związków wyznaniowych Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Stwierdził, że ten Kościół nie został stworzony w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej. Wnioskodawcy zapowiedzieli odwołanie od tej decyzji oraz wniesienie wielu skarg, m.in. do Naczelnego Sądu Administracyjnego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W materiale, jaki przygotował portal Ceskapozice.cz, jest też polski akcent. To cytat z posła Ruchu Palikota Armanda Ryfińskiego, który stwierdził po prostu: Pastafarianie walczą z dominacją Kościoła katolickiego.

Źródła: dziennik.pl, ceskapozice.cz

Zamiast skupić się na korupcji, Czechów interesują kochanki premiera – dziwi się Polka

Hanna Marciniak przyjechała do Republiki Czeskiej studiować. Po czasie uznała, że w Czechach już zostanie. Podoba się jej język czeski. Chwali sobie miłą atmosferę oraz łatwość zakładania firmy w tym kraju.  

Hanna_Marciniak

Co Cię najbardziej zaskoczyło przy pierwszej wizycie w Czechach?

Wszechobecne telewizory i sportowe transmisje na żywo w każdej hospodzie. Spodobały mi się czeskie nowoczesne pociągi i odnowione dworce – w Polsce próżno tego szukać. Zdziwiło mnie, że po przyjeździe do Pragi, zupełnie nic nie rozumiałam. Nawet po dwóch latach studiowania bohemistyki nie rozumiałam w dalszym ciągu języka mówionego – tego przecież w szkołach nie uczą. Zdziwieniem było dla mnie też to, że w Czechach są mniej widoczne różnice materialne i społeczne.

 Kiedy zdecydowałaś, że w Pradze zostaniesz na stałe?

To było jeszcze, gdy byłam tutaj na Erasmusie. Miałam do wyboru: Kraków albo Praga. Decyzja była prosta z kilku powodów: po pierwsze urzekły mnie praskie hospody i język czeski. Drugim powodem jest to, że łatwiej tutaj jest założyć swój biznes i go kontynuować. Tak samo uważają mi polscy przyjaciele, którym pomagam przenosić firmy z Polski do Czech.

Co Ci się w Czechach nie podoba?

Nie podoba mi się, że Czesi nie są spontaniczni. Poza tym da się zauważyć, że Czesi są zakompleksieni. Często się słyszy: „já na to nemám”, „neřeším to”, „je mi to jedno”. Jednak podoba mi się, że Czesi są o wiele bardziej tolerancyjni niż Polacy. Chwali się też, że często w ogóle nie interesują się cudzym życiem prywatnym.

 Jacy są panowie Czesi?

Czescy chłopcy są o wiele bardziej wyluzowani niż Polacy. Chłopcy z Polski kurczowo trzymają się utartych wzorów „męskości”, ale nie wiedzą, że kobiety już tych wzorów nie wymagają. Czesi są weselsi i bardziej bezpośredni.

 Jak Czesi traktują się nawzajem?

Czesi zachowują się względem siebie o wiele przyjaźniej niż Polacy. Są bardziej stonowani i spokojniejsi. Nikt nikogo nie obarcza swoimi frustracjami. Czesi, zwłaszcza ci młodsi, są bardzo otwarci w stosunku do cudzoziemców. Zaskakuje mnie, że Czesi są aż za bardzo samokrytyczni jeśli porównują się do krajów niemieckojęzycznych. Myślę, że trochę samoświadomości i dumy nikomu nie zaszkodzi. Także zapamiętajcie to sobie: nie jesteście Niemcami drugiej kategorii, ale Czechami, ze swoimi tradycjami i kulturą! Przestańcie powtarzać, jak źle jest w kraju i że coś takiego nie mogłoby się wydarzyć w Wiedniu.

 Interesuje Cię czeska historia?

Czesi mają to do siebie, że przez długi okres ich historia łączyła się z niemiecką. Przez to powstał język, w który wplecione są niemiecko brzmiące słowa. Myślę, że stąd płynie też ten czeski pragmatyzm, racjonalniejsze podejście do materialnych wartości.

 Lubisz czeskie piwo?

Piwo oczywiście piję. Nie każde, ale mam ulubione marki. Czeskie piwo jest mniej słodkie niż to polskie i nie smakuje chemią tylko chmielem. Czeska kuchnia mi w ogóle nie odpowiada z racji tego, że jestem wegetarianką. Zamiast czeskiej wybieram restaurację chińską albo tajską, których w Pradze jest pod dostatkiem.

 Znajomość czeskiego jest w Pradze niezbędna?

Język czeski jest dla mnie czymś najpiękniejszym. Co dzień nie mogę się nadziwić jak bardzo mi się ten język podoba. Znajomość języka przynajmniej na poziomie komunikatywnym jest po prostu niezbędna, aby móc żyć z ludźmi i ich rozumieć. Ktoś kto nie mówi językiem kraju w którym żyje, jest jakby w izolacji. Czuję się doceniona, gdy Czesi myślą, że jestem rodowitą Czeszką. Sama nauczam czeskiego obcokrajowców i bardzo mnie cieszy, gdy przekazuję im to, czego sama się kiedyś nauczyłam, przekazuję im ten klucz do społeczności.

Czego ci w Czechach brakuje?

Brakuje mi języka polskiego, bo tutaj nie mam zbyt wielu polskich znajomych. Czasem mówię po polsku jedynie ze studentami i klientami. Brakuje mi też dobrze ubranych ludzi. Tutaj Czesi i Słowacy ubierają zupełnie przypadkowe rzeczy: na przykład łączą ciuchy z bazarów ze sportowymi butami. W Polsce powstaje wiele dobrych odzieżowych firm, polscy projektanci inspirują się minimalizmem i są dosyć tani. 

Źródło: lidovky.cz

Rowerem z Czech do Świnoujścia – relacja Czecha z wyprawy

Masz ponad czterdzieści lat, z Tobą plecak rower i syn, który stwierdza, że podróż z północnych Czech do polskiego morza to głupota. Tydzień jazdy i ponad 500 kilometrów – ale było warto!

Trójstyk granic Niemcy-Polska-Czechy w Hradku nad Nisą
Trójstyk granic Niemcy-Polska-Czechy w Hradku nad Nisą

Niektórym na samą myśl o tak dalekiej podróży rowerem trzęsą się nogi. Pieniądze mam, zawsze da się wrócić do Czech, ale pociągiem.

Podróż naszą zaczynamy w północnoczeskim Hrádku nad Nisou. Postanowiliśmy jechać wzdłuż rzeki – jest to taki punkt orientacyjny, wiemy, że będzie nasz wiódł aż do morza. Po drodze mijamy niezwykle piękną Żytawę, klasztor Marienthal i suniemy prosto do Görlitz. Jest to według mnie jedno z najładniejszych niemieckich miast, jakie znam. Śpimy jednak w Zgorzelcu – jest to nic więcej jak tylko biedne przedmieście po prawej stronie rzeki. Trzygwiazdkowy hotel po polskiej stronie kosztuje tu tyle co pensjonat w Niemczech.

Görlitz to perła wśród niemieckich miast – kamienice ze wszystkich epok, centrum czyste i przyjemne. Czuć tu jednak upadek. Niemcy wyjechali na Zachód a sami turyści nie ożywią miasta.

W dalszej podróży mijamy równiny i pola – do morza mamy prostą drogę. Trafiamy do Bad Mukau (Mużaków) pięknego uzdrowiskowego miasteczka nad Nysą Łużycką. Po stronie niemieckiej Park Mużaków wpisany na listę UNESCO, po stronie polskiej jarmarczny bazar, na którym kupisz wszystko. Zamiast Wietnamców sprzedają Polacy. „Najtańsze papierosy w Polsce” – tabliczki z takimi napisami wręcz zachęcają do zakupów. Niemcy patrzą na Polaków, jakby byli z innej epoki, wszak rzeka to granica dwóch cywilizacji. Na tych terenach mieszkają osadnicy z ziem zabranych po wojnie: z Wileńszczyzny, zza Buga. Napotkany Polak Jakub jest z tzw.: „Polski B” stwierdza, że jada kolacje tylko w Niemczech, po polskiej stronie nie ma gdzie pójść.

 targ

Kolejne kilometry za nami. Wita nas Guben. Ze starego miasta po wojennym froncie nic nie zostało. Zamiast kościoła nad rzeką widzimy dużą ilość budynków z wielkiej płyty. Życie tu umarło po zjednoczeniu Niemiec. Teraz większość Niemców żyje z renty i robi zakupy w polskiej Biedronce. Mieszkaniec Gubina: oni u nas kupują, my sprzedajemy, interes się kręci.

Kończy się Nysa. Widzimy Odrę – jest szeroka, silna, budzi respekt. Trafiamy do Frankfurtu nad Odrą, które wraz ze Słubicami tworzy wzorowe dwujęzyczne miasto. Jest tu uniwersytet, polskie restauracje są wypełnione Niemcami. Dalszą część trasy pokonujemy pociągiem ze względu na uszkodzenie roweru. Kiedy kończy się Odra trafiamy do miasta Löcknitz. Po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej bardzo dużo Polaków ze Szczecina przeniosło się do Löcknitz, z uwagi na dużo niższe ceny mieszkań. Na 3 tys. mieszkańców 650 to Polacy. Także w okolicy mieszkają ich setki. Miasteczko jako jedyne w regionie odnotowuje od paru lat wzrost populacji. W miejscowości rozwijają się także polskie usługi, a firmy niemieckie oraz urzędy zatrudniają polskojęzycznych pracowników. Mieszkamy u Polki, ale mówi do nas po niemiecku.

Droga rowerowa się kończy, przybywa za to łąk, lasów, a powietrze się zmienia – morze jest coraz bliżej. Płyniemy do Świnoujścia statkiem wypełnionym po brzegi turystami. Im bliżej jest miasto, tym wydaje się piękniejsze. Widzimy w końcu piękną białą długą plażę. I morze, morze!

Na liczniku wybiło 538 kilometrów. Przed podrożą zapytałbym siebie po co jechać taki szmat drogi by dojechać do zimnego morza. Dziś, gdy tu jestem mogę tylko z radością stwierdzić, że polsko-niemiecki Bałtyk dał się nam poznać niezwykle piękną plażą z białym, delikatnym piaskiem, który leży tylko na bałtyckich plażach. Miejsc noclegowych nad brzegiem morza w cenie do 1000 koron jest pod dostatkiem.

Tuż za rogiem są Niemcy z luksusową infrastrukturą dla turystów, jednak po co przepłacać, gdy ma się pod ręką tańsze i bardziej radosne polskie przybytki! 

Plaża w Świnoujściu
Plaża w Świnoujściu

Źródło: idnes.cz

Wersja polska: czechofil.com

Rok 2100: Czechów będzie 7,7 mln

„Już mamy tego potwierdzenie: Czesi zaczynają powoli wymierać jako naród”, stwierdza Mladá Fonta Dnes, nawiązując do raportu w sprawie trendów demograficznych opublikowanego przez Czeski Urząd Statystyczny (ČSÚ).

duchodci

 

Za dziesięć dekad liczba ludności zmaleje o 25%, z obecnych 10,52 mln do 7,7 mln, a przeciętny czeski obywatel będzie miał 50 lat (wzrost o 9 lat). Zdaniem badaczy jest to naturalna tendencja, zgodna z trendami utrzymującymi się w społeczeństwach Europy Zachodniej i Północnej: Czeszki wydają na świat mniej dzieci, ponieważ trudno jest im pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Średnia długość życia rośnie ze względu na tryb życia i postęp w medycynie.

Socjologowie sygnalizują, że wszystkie te zmiany będą miały wpływ na rynek pracy, który będzie musiał przejść od dzisiejszego modelu, opartego na minimalizacji kosztów pracy, do modelu opartego na maksymalizacji wskaźnika zatrudnienia.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑