Polska młodzież szprycuje się Acodinem, a czeska Neurolem

Jeszcze nie tak dawno temu w Polsce było głośno o nastolatkach, którzy łykają w ogromnych dawkach lek na kaszel o nazwie Acodin. Okazuje się, że Czeska młodzież nie pozostaje w tyle i również ma swoje „sposoby” na urozmaicenie sobie dnia…

neurol-30tbl-1mgCzeskie Forum Zdrowotne przeprowadziło sondaż wśród uczniów szkół podstawowych, z którego wynika, że połowa z nich zażywa różnego rodzaju leki. Najczęściej są to środki przeciwbólowe dostępne bez recepty. Coraz częściej jednak można spotkać nastolatka, który zażywa środek o nazwie Neurol. Jest to silny środek o działaniu przede wszystkim przeciwlękowym, w mniejszym stopniu uspokajającym, nasennym, przeciwdrgawkowym, zmniejszającym napięcie mięśni. Ponadto wykazuje działanie przeciwdepresyjne. Przy wzięciu zbyt dużej dawki wystąpić może skutek uboczny w postaci zbytniego ograniczenia strachu oraz zaburzeń lękowych. Wraz ze zmniejszeniem napięcia mięśni powoduje, że osoba, która zażyła lek, czuje się jakby była w innym świecie.

W dziecięcej psychiatrii tego leku nie używa się często, gdyż istnieją jego bezpieczniejsze i słabsze odpowiedniki. Zastanawiające jest skąd tego typu leki w rękach dzieci. Badanie wykazało, że młodzi obserwując swych rodziców zażywających przeróżne środki, sami próbują ich działania. W Czechach, tak samo jak wśród polskiej młodzieży, wiedza o Neurolu rozeszła się pocztą pantoflową oraz poprzez media społecznościowe.

W internecie można znaleźć filmy pokazujące osoby po zażyciu Acodniu i Neurolu. Niektóre z nich są bardzo drastyczne.

W Czechach jest 21 tysięcy dzieci, które są leczone psychiatrycznie.

Więcej TUTAJ

 

Polska to dla Czechów „chłopiec do bicia”

Ogromne nadzieje na przełamanie stereotypów, poprawę naszego wizerunku i zyskanie sympatii spełzły na niczym. Jest gorzej niż było rok temu. Euro 2012 miało poprawić nasze notowania u Czechów. Tymczasem miejscowi politycy i media wręcz prześcigają się w niechęci do Polaków. Dziś to już nie są milczące i niewypowiedziane pretensje, ale głośne zarzuty a nawet ataki – na szczęście tylko słowne.

8992_10151585772936103_1937417124_n

Lista stereotypów, jakie na temat Polaków są wciąż żywe w czeskiej świadomości, jest długa. Po Euro 2012 i wielu przychylnych opiniach na temat naszego kraju pojawiła się nadzieja, że może wreszcie coś się zmieni. Niestety nadzieja okazała się była płonna. – Nie jem tych waszych gówien – powiedział niedawno na antenie Czeskiej Telewizji Andrzej Babisz – największy czeski producent artykułów spożywczych, kiedy poczęstowano go polską kiełbasą.

Niechęć do polskiej żywności stała się w ostatnich miesiącach swego pretekstem dla epatowania braku sympatii dla Polaków – w każdej możliwej dziedzinie. W efekcie obrywa się nam za to, że mamy (stosunkowo) nowoczesne i konkurencyjne rolnictwo, wykształcone kadry, w miarę sprawną gospodarkę, wreszcie powstające autostrady, a nawet za dostęp do morza.

Polacy to cwaniacy

– Polacy to tacy cwaniacy – mówi pracownik biura podróży w Pradze, Jan Stehlik. – Oni ciągle patrzą, jak zrobić interes, na czymś zarobić, wykorzystać sytuację. Ciągle czymś handlują, coś kupują, coś sprzedają – dodał. Dziwi taka opinia w ustach człowieka, który nie wystawił nosa poza Pragę i nie ma pojęcia jak wygląda Polska i czym, na co dzień zajmują się Polacy.

Podobnie jest w czeskich mediach. Oczywiście tematem wiodącym jest żywność – a konkretnie konina. Czeskie media z lubością opisują przypadek znalezienia feralnej koniny w mięsie z Polski. O innych przykładach i krajach raczej milczą.

Pomimo że czeski urząd weterynaryjny na swoich stronach internetowych informuje, że ujawnił kilkanaście przypadków końskiego mięsa w zadeklarowanym wołowym, media szeroko rozpisują się o tym, że nieprawidłowości stwierdzono przede wszystkim w mięsie pochodzącym z Polski. Nagłówki gazet, informacje w metrze, radiu i telewizji krzyczały: „Konina z Polski”, „Sfałszowane polskie mięso”, „Polacy znowu oszukują”. Jednak żadna z tych informacji medialnych nie przyznała, że na wszystkie stwierdzone przypadki koniny, tylko jeden pochodził z polski (większości fałszerstw dopuścili się czescy producenci). Mało tego – ujawnione mięso nawet nie zostało jeszcze wprowadzone na rynek. Dopiero, kiedy afera objęła kolejne kraje Europy, Czesi trochę odpuścili Polakom.

Polska – zaorane kartoflisko

Polskie drogi – kolejny drażliwy temat. Myślę, że sami doskonale wiemy jak wygląda nasza infrastruktura. 50 lat zaniedbań i kolejne 20 lat urzędniczej niemocy zrobiły swoje. De facto jesteśmy 70 lat za Europą. Ale każdy przyzna, że choć mozolnie, to jednak czynimy postępy w tej dziedzinie. Dziś bez przeszkód można dojechać z Berlina aż za Kraków i prawie do Warszawy. Pojawiają się kolejne odcinki dróg z północy na południe. Sukcesywnie remontowane i modernizowane są najważniejsze drogi krajowe. – Ale w Polsce nie ma w ogóle dróg – upiera się Katerina Nemcova, nauczycielka z Brna. – Tam nie da się jeździć! To jest jakaś tragedia! Zaorane pole! – dodaje.

Zapytana, kiedy po raz ostatni była w Polsce szybko odpowiada: „Nie trzeba jeździć do Polski, żeby wiedzieć, że tam są tylko pola i lasy. Kartoflisko (czeskie: Polsko-Bramborsko)”.

Polacy nie chcą współpracować

Kiedy w Polsce wybuchła afera solna czeski minister rolnictwa Petr Bendl zapewniał Czechów, że współpraca z Polakami w tej sprawie przebiega sprawnie i nie ma żadnego zagrożenia dla zdrowia obywateli jego kraju.

Kiedy jednak kilkanaście dni później chciał odwrócić uwagę wyborców od swoich niepopularnych decyzji, kozłem ofiarnym okazali się znów Polacy. Natychmiast zwołał konferencję prasową, na której poinformował dziennikarzy, że wysłał do swojego polskiego odpowiednika Marka Sawickiego list z żądaniem udostępniania listy firm, które wprowadziły do obiegu sól przemysłową. Nie krył oburzenia tym, że ciągle nie dostał odpowiedzi. Dopiero zapytany przez korespondenta Polskiego Radia – kiedy wysłał ten list – przyznał, że przed dwoma godzinami. Czeskie media jednak jakoś zapomniały zacytować zarówno pytanie Polaka jak i odpowiedź ministra.

WIĘCEJ TUTAJ

Amerykanie mylą Czechy z Czeczenią

Kto popełnia tak zasadniczy błąd? To internauci, którzy komentują schwytanie podejrzanego o przeprowadzenie zamachu w Bostonie, mylą kraj pochodzenia braci Carnajewów. Zamiast z Czeczenii, wydaje im się, że pochodzą z Czech

635020577279470128Ambasador Czech w Waszyngtonie Petr Gandalowicz wydał w piątek oświadczenie, w którym zaapelował do użytkowników mediów społecznościowych, by nie mylili Republiki Czeskiej z Czeczenią, co było powszechną pomyłką w komentarzach dotyczących zamachów w Bostonie.

Ambasador napisał, że niepokoi go, że w komentarzach „dotyczących pochodzenia domniemanych sprawców zamachów” bombowych w Bostonie, jakie pojawiają się w mediach społecznościowych w Stanach Zjednoczonych, dochodzi do „niefortunnego nieporozumienia”. A mianowicie mylenia Republiki Czeskiej z Czeczenią.

Wielu amerykańskich internautów uznało nazwę Czeczenia (ang. Chechnya) za skrót od Republiki Czeskiej (ang. Czech Republic). „Do diabła z Republiką Czeską! Kiedyś ją zbombardujemy” – napisał Snowflake. „Ciekawe, co by się stało, gdyby Ameryka wkroczyła do Rosji, albo Republiki Czeskiej? Dlaczego napadają na Stany Zjednoczone?” – pytali inni.

„Republika Czeska i Czeczenia to dwie różne jednostki. Republika Czeska to kraj w Europie środkowej, a Czeczenia jest częścią Federacji Rosyjskiej” – przypomniał ambasador.

Ambasador Gandalovicz napisał, że Praga jest sojusznikiem USA w walce z terroryzmem, co prezydent Milosz Zeman przypomniał w kondolencjach, jakie złożył prezydentowi Barackowi Obamie z powodu ofiar zamachów. W wybuchach dwóch bomb tuż przy mecie Maratonu Bostońskiego zginęły 3 osoby, a 180 zostało rannych.

O te zamachy są podejrzani dwaj mieszkający w USA od około 10 lat bracia pochodzenia czeczeńskiego – 19 letni Dżochar Carnajew, schwytany w piątek wieczorem czasu lokalnego, oraz 26-letni Tamerlan Carnajew, zabity w strzelaninie z policją w piątek rano.

U ostatnich Niemców sudeckich

Mimo przesiedleń po II wojnie światowej, w zachodniej części kraju przetrwała silna wspólnota niemieckojęzyczna. Dziś jej kultura powoli zamiera. Ale ci, którzy tam jeszcze są, patrzą na te kilkadziesiąt lat współżycia z Czechami bez cienia goryczy i żalu.

Pavel Schreiber
Pavel Schreiber

Na 3 mln ludności jedynie około 150 tys. czeskich Niemców uniknęło po wojnie przesiedlenia. Większość z nich to byli niezbędni do pracy robotnicy, bez których zbankrutowałyby znacjonalizowane położone przy granicy fabryki. Wśród tych, którzy zostali byli również rolnicy – oni nie mogli być przesiedleni, ponieważ Niemcy, kraj kompletnie zniszczony, nie był w stanie przyjąć do siebie wszystkich.

Powrót do roku 1948. Przegrody z drutów kolczastych na granicach zaczęły dzielić Zachód i Wschód. Zakończył się okres przesiedleń. Wydawać by się mogło, że rodzina Berthy Růžičkovej nigdy nie opuści Czechosłowacji. Widziała, jak wyjechała połowa jej sąsiadów. Niemców została zaledwie niewielka mniejszość w Czechosłowacji, odtąd etniczne homogenicznej.

„Wszyscy wyjechali i zostaliśmy tu sami. Przyzwyczailiśmy się do życia razem i nagle nastała cisza”, mówi Bertha, przypominając sobie epokę, gdy z dnia na dzień, zaczęła przynależeć do narodowej mniejszości. „To uczucie bycia obcym u siebie było okropne. Już nic więcej nie należało do nas”.

Ale niegdysiejsi mieszkańcy Rudaw i nowi przybysze, pochodzący z centrum kraju, przestali nagle być jedni dla drugich obcymi. Warto również dodać, że przyczynił się do tego także rozkwit historii miłosnych, które ignorują przecież granice narodowe. „Mój mąż mówił po czesku, a ja mu odpowiadałam po niemiecku. Nie bardzo pojmowaliśmy to, co do siebie mówimy, ale, aby się zrozumieć, niepotrzebne nam były słowa. To dopiero dużo później nauczyłam się od niego czeskiego”, mówi, śmiejąc się, Bertha Růžičková.

CAŁOŚĆ TUTAJ

Czesi szukają pracy w Austrii

To już dwa lata od kiedy Austria i Niemcy otworzyły rynek pracy dla nowo przyjętych krajów UE. O ile, wbrew obawom Niemców, Czesi nie zalali niemieckiego rynku pracy, o tyle mieszkańcy południowych Moraw chętnie rozglądają się za pracą w północnej Austrii.

foto: Jan Strouhal, MAFRA
foto: Jan Strouhal, MAFRA

Niestety jak się okazuje, Czesi gubią się w austriackich przepisach pracy, które zamiast być bardziej przyjazne cudzoziemcom, stają się coraz trudniejsze. Barierą jest również język. Aby podjąć pracę w Austrii czy Niemczech, należy znać przynajmniej podstawy języka niemieckiego. W Austrii obowiązują ścisłe zasady dotyczące tego, jak ma wyglądać umowa o pracę oraz jakie ma być minimalne wynagrodzenie na danym stanowisku. Niestety często się zdarza, że Czesi nie wiedząc o tym, podpisują niekorzystne dla nich umowy.

Austriackie przepisy mają za zadanie blokować zjawisko tzw. płacowego dumpingu. Chodzi o to, aby Czesi dostawali za konkretną pracę takie same pieniądze jak Austriacy.

Czesi w Austrii najczęściej pracują w gastronomii, turystyce czy budownictwie. Ciągle prowadzony jest nabór na pozycje dla różnego typu specjalistów. Według danych MPSV bezrobocie na Morawach wynosi 8,8 proc. Najwięcej ludzi bez pracy jest w powiecie znojemskim – 12 proc.

Aborcja w Czechach i na Słowacji – pytania i odpowiedzi

Aborcja w Republice Czeskiej jest legalna aż do 12. tygodnia ciąży. Jeśli pozwoli na to lekarz, usunąć ciążę można nawet do 24. tygodnia jej trwania. Jeżeli istnieje niebezpieczeństwo dla płodu bądź matki, aborcji można dokonać kiedykolwiek. Aborcja z polecenia lekarza jest pokryta zdrowotnym ubezpieczeniem.

Aborcja w Republice Czeskiej w 2012 roku
Aborcja w Republice Czeskiej z podziałem na obszary w 2012 roku

 

Historia i statystyki

Rozwój aborcji w Republice Czeskiej wywołał bardzo szybki wzrost populacji oraz rządowe postanowienie propagowania nowoczesnych metod antykoncepcji.

Od 1957 roku, łączna liczba aborcji nie przekroczyła liczby urodzeń. Szybki wzrost zabiegów odnotowano jednak w latach 80-tych, gdy w wyniku braku dostępu do innych środków antykoncepcyjnych, masowo wykonywano aborcję. Szczytowy moment w historii czeskiej aborcji odnotowano w latach 1988 oraz 1990, kiedy to liczba zabiegów prawie dorównała liczbie urodzeń (98,2 aborcji na 100 urodzeń).

W latach 90-tych poziom aborcji był bardzo wysoki w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Liczba zabiegów spadła dopiero na przełomie XX i XXI wieku dzięki szeroko dostępnej antykoncepcji oraz edukacji seksualnej.

W 2009 roku liczba przedwcześnie zakończonych ciąż wynosiła w sumie 40 528 z czego 24 636 (60%) to aborcje. Największą liczbę zabiegów odnotowano z północno-zachodnich Czechach, najniższą w południowych Morawach.

W tym samym roku odnotowano 7,5 proc. aborcji wśród kobiet spoza Republiki Czeskiej. Oficjalne statystki dotyczące tzw. „turystyki aborcyjnej” zwłaszcza tej z Polski nie są dostępne. Nieoficjalnie mówi się, że liczba aborcji wśród Polek wykonywanych w Republice jest niska.

Co prawda w Czechach formalnie prawo do aborcji przysługuje cudzoziemkom z prawem stałego pobytu albo posiadającym czeskie ubezpieczenie, ale w praktyce niezbyt skrupulatnie się tego przestrzega.

Aborcja na Słowacji

Z Internetu wprost wylewają się ogłoszenia prywatnych klinik, w których Polski mogą usunąć ciążę. Najczęściej są to kliniki znajdujące się na Słowacji. Niektóre z nich oferują cały „pakiet” w cenie 439 euro. W skład „pakietu” wchodzi transport z Cieszyna do Bańskiej Bystrzycy bądź Bratysławy, zabieg i opieka medyczna. Bez transportu opłata za zabieg to 370 euro. Za dopłatą można wynająć pokój w hotelu współpracującym z kliniką. Wszystkie infolinie obsługują klientów w języku polskim, a dyrektor jednej z klinik chwali się, że ponad 80 proc. jego pacjentek to Polki. Nie wymagane są żadne dokumenty, ani skierowania – wystarczy umówić się na konkretny termin i zapłacić całą kwotę w gotówce. Zabieg wykonywany jest do 12 tygodnia ciąży a Polce za dokonanie aborcji na terenie Słowacji nie grozi żadna kara.

Aborcja w Czechach

W Republice Czeskiej zabieg kosztuje ponad 1 tys. złotych. Informacje, że aborcję można przeprowadzić w czeskich klinikach, znajdują się na feministycznych portalach internetowych. Widnieją np. na stronach Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny w Warszawie. Niektóre portale zamieszczają adresy i telefony do klinik w Zabrzeży na Morawach albo w Szumperku, kilkadziesiąt kilometrów od polskiej granicy. Dyrekcja szpitala w Szumperku oficjalnie zaprzecza jednak, aby takie zabiegi wykonywano w szpitalu Polkom. Zaprzecza także dyrektor szpitala w Jeseniku Jaroslav Jedliczka. W praktyce jednak wystarczy się trochę zainteresować i szybko można się dowiedzieć o tej możliwości – opowiada Polka pracująca w jednej z przygranicznych czeskich miejscowości. – Ja znam dwa przypadki kobiet, które pojechały do Jesenika usunąć ciążę. Najpierw poszły tam do gabinetu ginekologicznego i lekarz skierował je na zabieg w szpitalu. Z pełnym zabezpieczeniem medycznym, na sali operacyjnej. Zostały potraktowane w pełni profesjonalnie, tak samo jak pacjentki z Czech. Nikt nie sprawdzał ich ubezpieczenia czy prawa stałego pobytu.

Więcej informacji:

Wikipedia

Aborcja w Czechach

Aborcja przy granicy z Czechami

Aborcja na Słowacji

Może zamiast mrozić dzieci w zamrażalniku, lepiej udać się na Słowację?

ciala

 

Jak Polak z Czechem – czyli dlaczego nas nie lubią

W Polsce panuje moda na Czechy. Ale Czechom trudno przełamać stereotyp Polaka: biedaka, awanturnika, oszukującego handlarza, nieroba. Dlaczego nas nie lubią? O tym w felietonie Bernadetty Waszkielewicz z wprost.pl

1293801390_by_kirysek_600Kierowcy ostrzegają się przed wyjazdami do Czech: weź z sobą komplet żarówek i bezpieczników. Czeski policjant dokładnie cię sprawdzi, znajdzie każdy brak i wlepi mandat nawet 2000 zł!

Po części to drogowe mity, jednak sporo osób z Czech wywozi złe wspomnienia. O swoich sąsiadach piszą, że to „smutny i nieuprzejmy naród. W Pradze udają, że nie rozumieją, co się do nich mówi po polsku. Lepiej rozmawiać po angielsku”.

Polaków w Czechach nazywa się pogardliwie handlarzami, jak my kiedyś ludzi ze Wschodu na naszych bazarach. Kiedy runęła żelazna kurtyna, ówczesny minister finansów Václav Klaus obawiał się, że wykupimy towary z czeskich sklepów. Straszył wręcz, że przemytnicy wywiozą do Polski wszystkie czeskie jajka.

Ta żywnościowa wojenka utrzymuje się do dziś. Czesi zarzucają naszym firmom, że sprzedają produkty niskiej jakości. A przez Czechy od czasu do czasu przetacza się fama o trującej polskiej żywności. Kiedy w zeszłym roku wybuchł skandal z metanolem sprzedawanym z Czechach jako markowy alkohol, próbowano znaleźć polski wątek afery. Czeski dziennik „Lidové Noviny” doniósł, że metanol mógł pochodzić z Polski. – Momentalnie wszystkie czeskie media rzuciły to na pierwszą stronę – wspomina Witold Kożdoń, cieszyński dziennikarz „Dziennika Zachodniego”.

Komentarze Polaków pod newsami były ostre: „Czesi są perfidni. Niedawno podawali, że zanieczyszczone powietrze pochodzi z Polsko, niedługo rozgłoszą, że ten syf płynący Odrą pod Ostrawą też. Za komuny, gdy mieli braki cukru na rynku, też pisali, że Polacy go wykupują. Kiedy jadę na zachód Europy, to wybieram tranzyt przez Słowację i omijam szerokim łukiem ten nadęty naród”.

Odpowiedzi też były mocne: „My, Pepiki, mamy skodiczkę, dobre piwo, wspaniałe metro, czyste pociągi, mamy superszybkie Pendolino, zabytki, o których wy marzycie. A wy, Polaczki, co macie? Metro? Buhahaha. Wszędzie śmierdzi, bród, bieda, obdrapane budynki, jeść na mieście strach. Straszna ta Polska. Nie chlejcie tyle wódki, tylko tak jak my – do pracy!”.

CAŁOŚĆ TUTAJ

Zdejmij buty, nałóż kapcie

Czesi w domu, ale też nawet i w pracy nie wyobrażają sobie życia bez kapci. Odwiedzając znajomych w ich domach, nie wypada wejść w butach, trzeba zdjąć buty i przyjąć kapcie od gospodarza domu.

839

Gospodynie nie chcą by ktokolwiek brudził i rysował butami ich świeżo umytą podłogę. Już lepiej widziana jest dziura w skarpetce gościa, niż niezdjęcie przez niego butów. Niegdyś buty zostawiało się przed drzwiami. Sąsiedzi z uśmiechem na twarzy liczyli pary butów i wiedzieli jak liczną grupą nas odwiedzono. Teraz jednak na buty polują różni złodzieje i bezpieczniej jest zostawić swoje buty od Bat’y w przedpokoju.

Zdejmowanie butów często jest uważane jako relikt z doby socjalizmu. Biada tomu maluchowi, który zapomniał wziąć ze sobą do szkoły buty na zmianę. Nauczycielki pilnowały czy uczniowie zmieniali buty niczym stróż budowy. Zwyczaj ten przeniósł do do domowych gospodarstw – adidasy zmieniano na ciepłe kapcie.

Inni z kolei o przymus noszenia kapci w gościach oskarżają Tomasza Batę, który w latach dwudziestych zaczął produkować i sprzedawać za grosze różnego rodzaju kapcie. Intensywna kampania reklamowa obiegła całą republikę, każda czeska stopa chciała zażyć wygody jaką obiecywał Tomasz.

Milý je dárek, papučí párek,
Noha v teple, nemoc v pekle.
 
Spíš než tretky, dětem trepky.
 
Hned se nám to lépe učí, když vklouzneme do papučí.

Zmienianie obuwia miało swój rozkwit w latach sześćdziesiątych, gdy masowo stawiano socjalistyczne bloki. Wieżowce powstawały szybciej niż chodniki wokół nich. Konieczność zdjęcia brudnego obuwia i zmiana na ciepłe kapcie była nieunikniona. W tych czasach, gdy ktoś szedł w odwiedziny do znajomych, niósł ze sobą kapcie w torbie. O tych czasach najlepiej opowiada film Panelstory (Panelstory aneb Jak se rodí sídliště) z 1979 roku.

7327028.3

Wydawało by się, że wpływ amerykańskich seriali na czeską kulturę będzie znaczny i Czesi niczym Amerykanie zaczną siedzieć podczas wizyty u znajomych w butach – nic podobnego! Zwyczaj nakładania kapci u Czechów jest wciąż żywy – uczą się go młodzi i praktykują starsi. Aby się o tym przekonać wystarczy obejrzeć choć jeden odcinek programu Prostřeno! w którym zobaczymy, że czeski zwyczaj „rozbuwania się” (tutaj pokłon w stronę mieszkańców Białegostoku) jest wciąż żywy. 

Czesi są nieprzyjacielscy i ksenofobiczni

Wywiad ze Zbigniewem Liberą – polskim artystą, autorem instalacji i wideoinstalacji, fotografem. Od 2009 roku wykłada na praskiej ASP.

94fe8_Libera-Zacheta-Warszawa

 

Robert Kowalski: W Polsce od lat panuje miłość do Czechów. Ty, który spędziłeś tam 5 lat, pracując na akademii jako profesor sztuki, nie wyglądasz na człowieka, który by tę miłość podzielał.

Zbigniew Libera: A jak wyglądają tacy, co się załapali? Noszą coś na sobie czeskiego?

No na przykład nigdy nie powiedzieliby nic złego na temat Havla, a ty mi już powiedziałeś.

Trzeba zacząć od tego, że ja też lubię Vaclava Havla, zawsze też uważałem go za postać z polskich marzeń, bo mamy  do czynienia z kimś, kto jest autorytetem społecznym, jest prezydentem i jeszcze do tego jest wykształcony, jest pisarzem, dramaturgiem, robi filmy i ma poczucie humoru. Do tego można go spotkać w knajpie na obiedzie, bo wiadomo, gdzie chodzi i nie prowadza za sobą całej jednostki wojskowej, która ma go chronić itd. Nie dziwi mnie, że Polacy chcieliby mieć takiego prezydenta, nie tylko Polacy zresztą, chyba wszyscy by chcieli mieć takiego prezydenta, wszelkie wątpliwości precz i polegać na nim jak na opoce. Zdaje się jednak, że prawda jest inna, nikt nie jest taki świetlisty, nikt nie jest taki do końca święty.

No to wyjaw tę znaną Ci prawdę.

Tak. Chcę powiedzieć, że mnie też to zabolało, jak odkryłem, że owszem był bardzo fajny, ale tylko jeśli chodzi o, powiedzmy, „rasowych europejczyków”, natomiast już pewną mniejszość narodową w swoim kraju nie bardzo cenił. Myślę tu o Romach oczywiście. Czesi są w gruncie rzeczy trudni do uchwycenia, Robią wrażenie bardzo tolerancyjnych, otwartych i że wszystko tam przejdzie, choćby legalizacja marihuany…

No i za to nam się między innymi podobają.

Tak, ale to jest złudzenie, ponieważ w gruncie rzeczy Czesi nie są ani wcale tak otwarci, jak my im przypisujemy, ani tak tolerancyjni.

Ale zostańmy jeszcze przy Havlu.

Zaraz do niego dojdziemy, ale zdaje się, że trzeba powiedzieć parę słów tytułem wstępu. Przede wszystkim ktoś, kto chce mówić o Czechach, musi wziąć pod uwagę ich odmienną historię. A w związku z tym inny sposób rozwiązywania najważniejszych problemów, z jakimi się stykały nasze narody. My, jak myślimy o trwaniu narodu, to zaraz trzeba chwycić za broń. Czesi tę broń sami produkują, nieźle na tym zarabiając, chociaż nie ma takiej bitwy, którą mogliby wygrać z kimś, kto im zagrażał w historii. W związku z tym przyjęli inną strategię. I ta strategia w końcu doprowadziła do tego, że mamy do czynienia ze społeczeństwem niezwykle utajnionym. Tworzą pozory. Jedną z cech, które zdołałem odkryć, jest ksenofobia. W pewnym momencie wydawało mi się, że Czesi po prostu myślą, że są niewidoczni. Ponieważ są w dolinie, między górami ułożeni, jak patrzy się z Niemiec w kierunku wschodnim, to nie widzi się Czech tylko od razu Ukrainę. W związku z tym wszystko tylko wobec samych siebie, tylko we własnym sosie, pomiedzy sobą. Jirka do Pepo, ten do Honzy a ten ostatni do Jirki z powrotem, bo nie ma już niczego więcej. Inną cechą, która z tego wynika, jest jednak nacjonalizm i nietolerancja, jeśli chodzi o Cyganów czy też Romów. To wyszło w latach 90. – kiedy zaczęto głośno mówić na temat czeskich obozów pracy dla Cyganów.

Tylko krótki wtręt na temat, o którym mówiłeś. Na czeskim Facebooku jest profil „Chcemy morza, w miejscu, gdzie jest Polska”.

No jasne kochają morze – przecież mówią na powitanie „ahoj”. Ale wracając do rzeczy, jeszcze przed samą wojną w 1938 roku na terenie Czech powstały dwa obozy koncentracyjne dla Cyganów. Nazywało się to obozy dla uchylających się od pracy, ale trafiali tam przede wszystkim Romowie. Obóz, który znajdował się w miejscowości Lety, to są południowe Czechy, jest bardzo dobrze udokumentowany. Prawie wszyscy jego więźniowie, koło 3 tysięcy, trafili ostatecznie do Auschwitz. Dowództwo było czeskie, obsługa była czeska. (…)

WIĘCEJ TUTAJ

Czesi kupują domy w Hiszpanii

Czescy emeryci, podobnie jak Anglicy czy Niemcy, zaczynają kupować sobie domy nad brzegiem morza. Najczęściej wybierają właśnie Hiszpanię ze względu na tanie nieruchomości.

foto: www.mediterranea.cz/
foto: http://www.mediterranea.cz/

Szalejący kryzys sprawił, że nieruchomości w niektórych krajach drastycznie staniały. Jeśli ktoś dysponuje wolną gotówką, może wybrać sobie dom spośród setek wystawionych na sprzedaż posiadłości.

 Kim są Czesi kupujący domy nad Morzem Śródziemnym?

Są to najczęściej biznesmeni, którzy po dwudziestu latach prowadzenia własnej firmy sprzedają ją albo przepisują swoim dzieciom – informuje Lucie Pilipová z agencji nieruchomości Mediterránea. Domy w Grecji czy Hiszpanii są teraz o połowę tańsze niż przed kryzysem. Najbardziej rozchwytywane są te w Andaluzji. Po zakupie domu w ciepłej Hiszpanii, Czesi spędzają tam większość roku. Po kilku latach praktycznie zamieszkują tam na stałe.

Ceny śródziemnomorskich willi sięgają nawet miliona euro. Ci biedniejsi gustują raczej w tańszych i skromniejszych domkach nad brzegiem morza. Zdarza się trafić na okazję i nabyć swój drugi dom już za 70 tys. euro (1,8 mln koron).

Szacuje się, że w Hiszpanii jest 2 – 3 miliony nieruchomości na sprzedaż z czego 800 tys. z drugiej ręki. Wydaje się, że to Hiszpania stała się Mekką czeskich emerytów, wyprzedzając Stany Zjednoczone czy Włochy.

Pod tekstem informującym o tym zjawisku zamieszczono ponad dwieście komentarzy. Ludzie się dziwią skąd tacy emeryci mają pieniądze na tego typu wydatki. Komentujący przypominają, że przeciętnego czeskiego emeryta nie stać na tego typu wydatki, a zakup domu w Hiszpanii to fanaberia. Z drugiej strony nieruchomość nad brzegiem Morza Śródziemnego kosztuje mniej niż mieszkanie w Pradze, jeśli ktoś miałby pracę w Hiszpanii, taka przeprowadzka byłaby opłacalna.

Lecznicza marihuana legalna w Czechach

Od 1 kwietnia w aptekach można kupić na receptę marihuanę – lekarze będą ją przepisywać osobom cierpiącym na stwardnienie rozsiane, chorobę Parkinsona czy AIDS. Lewicowa opozycja krytykuje nowe przepisy, bo cena legalnego narkotyku będzie wyższa niż na czarnym rynku, co „nakręci jedynie biznes dilerom”

Krzew marihuany (Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)
Krzew marihuany (Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

 

W 2012 r. pod petycją o legalizację marihuany do celów leczniczych podpisało się kilkanaście tysięcy Czechów, za rozwiązaniem takim opowiedziało się też wielu lekarzy. Wniosek został zatwierdzony w grudniu przez Izbę Poselską, a w styczniu przez Senat. W lutym, tuż przed końcem swojej drugiej kadencji, nowelizację przepisów podpisał ówczesny prawicowy prezydent Vaclav Klaus.

Według opinii ekspertów przytaczanych w trakcie debaty nad zmianami w prawie marihuana pomaga w leczeniu takich schorzeń jak stwardnienie rozsiane, choroba Parkinsona czy AIDS. Na podobnych zasadach udostępnia ją kilka stanów USA.

Zgodnie z nowymi regulacjami marihuana trafi do spisu leków w Czechach i będzie dostępna na receptę w aptekach. Na razie będzie sprowadzana z Holandii, a od 2014 r. dostarczać ją będą nadzorowani przez państwo krajowi plantatorzy. Państwowy Instytut Kontroli Leków będzie odpowiadał za wydawanie koncesji na uprawę marihuany oraz skupował całość zbiorów po 70-80 koron za gram suszu. Ta sama instytucja będzie odpowiadać za stworzenie rejestru pacjentów uprawnionych do korzystania z marihuany w celach leczniczych i pilnowanie, aby ta sama osoba nie odbierała swojego przydziału suszu od wielu różnych lekarzy. Pacjenci będą bowiem mogli kupić jedynie 5 gramów marihuany miesięcznie.

Marihuana, przynajmniej na razie, będzie kosztować więcej niż obecnie na czarnym rynku i nie będzie refundowana przez państwo. Według Martina Pliszka z ministerstwa zdrowia cena wyniesie 250-350 koron (40-56 zł) za gram – to o 100-150 koron więcej niż obecne ceny czarnorynkowe.

– Sam fakt legalizacji marihuany jest już sukcesem. To ogromna pomoc dla chorych – podkreśla Tomasz Zima, dziekan Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Karola w Pradze. – Ministerstwo nakręca jedynie dobry biznes handlarzom narkotyków rywalizującym z dystrybutorami – irytuje się Jirzi Koskuba, poseł opozycyjnej Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CzSSD).

Od 2010 r. posiadanie niewielkich ilości marihuany było wprawdzie u naszych południowych sąsiadów nielegalne, ale nie podlegało karze. Wiele osób, które potrzebowały marihuany do celów leczniczych, kupowało ją od dilerów albo hodowało we własnych ogródkach, łamiąc prawo (zgodnie z dotychczasowymi przepisami na własny użytek wolno uprawiać do pięciu krzaków rośliny).

– Nie stać mnie na kupno narkotyku od handlarzy. Czekam tylko, kiedy ktoś z sąsiadów złoży na mnie donos i policja wkroczy na moje podwórko. Moja chora na stwardnienie rozsiane córka potrzebuje dziennie 5 gramów marihuany, więc limity ustalone w aptekach wydają się śmieszne. Może zamiast sprowadzać marihuanę należało zalegalizować jej przydomową uprawę w celach leczniczych? – mówi Polskiej Agencji Prasowej Zdenek Majzlik, emerytowany pracownik siłowni jądrowej w Temelinie.

Używanie marihuany do celów medycznych w precyzyjnie określonych przypadkach dopuszczalne jest m.in. w Austrii, Holandii, Izraelu, Kanadzie i kilkunastu stanach USA.

Źródło: wyborcza.pl

 

 

 

Przewrócone auta na ulicach Pragi

Nietypową kampanię reklamową przeprowadza właśnie na ulicach Pragi firma zajmująca się ochroną praw osób poszkodowanych w wypadkach drogowych. Przewrócone do góry nogami auta pojawiły się w jedenastu miejscach czeskiej metropolii.

auto1

Kampania reklamowa ma na celu uświadomienie ludzi, że są oskubywani z pieniędzy przez agencje ubezpieczeniowe. Ich marża może wynosić nawet 100 proc. odszkodowania.  Przewrócone auta mają na sobie napis: „ubezpieczeniowe warunki stanęły na glowie” i można je znaleźć na przykład na Pankráci, przed Nuselským mostem, w Hybernské, na Vinohradské czy na Andělu.

Według policji, auta nie mają odpowiednich kart postojowych, dlatego znajdują się nielegalnie na ulicach. Poza tym, jeśli stoją na dachach, są nieruchome i nie spełniają wymogów bezpieczeństwa. Według oficjalnego oświadczenia policji reklamowe auta szybko znikną.

auto2Więcej zdjęć TUTAJ

Wielkanoc w Pradze

Podczas nadchodzących świąt wielkanocnych przyjedzie do Republiki Czeskiej aż 285 tys. zagranicznych turystów, podało stowarzyszenie zrzeszające biura podróży (AČCKA). Wielkanoc jest po okresie Bożego Narodzenia drugim najbardziej atrakcyjnym okresem turystycznym.

450276

W okresie wielkanocnym oczekuje się trzyprocentowego wzrostu turystów. Niektórzy goście jak na przykład Włosi czy Hiszpanie przyjeżdżają do Czech tydzień przed świętami, a na samą Wielkanoc wracają do domu. W przeciwieństwie do nich, Niemcy czy Austriacy spędzają w Czechach całe święta.

Oprócz Pragi, Niemcy wybierają również Karkonosze albo uzdrowiskowe miasta ulokowane wzdłuż zachodniej granicy. Najwięcej turystów przyjedzie z Rosji, a najmniej z Grecji.

Rosjanie chętnie podróżują do Republiki Czeskiej przez cały rok. Jednak ich ulubionym okresem jest tzw.: „majówka”. Początek maja to gorący okres dla karlowarskich hoteli, które wprost pękają w szwach. Czeskie miasteczko zamienia się w małą Moskwę.

autor: František Vlček , zdroj: ISIFA/LN
autor: František Vlček , zdroj: ISIFA/LN

Czesi na Wielkanoc najchętniej wyjeżdżają za miasto. Zamiast auta wybierają autobusy, pociągi, czasem samoloty. Ostatnio bardzo popularne stały się tematyczne wyjazdy, np.: do Amsterdamu, żeby podziwiać plantacje tulipanów.

Najchętniej wybierane przez Czechów kierunki wielkanocnych podróży to: Paryż, Rzym, Budapeszt, Amsterdam, Barcelona, Londyn i Wenecja. 

O tradycjach wielkanocnych w Czechach przeczytacie TUTAJ.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑