Czy Warszawa urzeknie Czechów?

W myśleniu o Polsce brakowało nam pokory. Czesi podczas Euro odkrywają, że Polska jest barwnym krajem i są tym odkryciem zdumieni – mówi czeski dziennikarz Petr Vavrouška

Wojciech Tymowski: Czy spodziewać się mamy w czwartek małej czeskiej inwazji na Warszawę?

Petr Vavrouška, korespondent Czeskiego Radia: – Nie sądzę. Tysiące Czechów przyjechało do Wrocławia, ale tam mieli blisko. Do Warszawy jest znacznie dalej.

Nie tak aż znowu daleko. 

– Ale jednak wysiłek dla podróżnych większy. A chodzi tylko o jeden mecz. We Wrocławiu Czesi grali trzy.

Pan był w ostatnich dniach we Wrocławiu. Co pana rodacy mówili o przyjęciu w Polsce?

– Że im się podoba. Na ulicach we Wrocławiu panowała świetna atmosfera. Widziałem, że i Czesi, i Polacy byli zachwyceni. Razem pili piwo, robili sobie zdjęcia. Żadnego napięcia tak jak w Warszawieprzed meczem z Rosją nie było. Czesi zapowiadali, że wrócą zwiedzić miasto po Euro, na spokojnie.

To chyba jakaś zmiana wśród Czechów?

– Tak, uważam, że dzięki Euro zmienia się nastawienie Czechów do Polski. Nie tylko tych, którzy byli we Wrocławiu. W mediach jest teraz mnóstwo pozytywnych materiałów z waszego kraju. Czesi są tym zaskoczeni, bo oni na ogół myślą o Polsce stereotypowo – szary kraj z dziurawymi drogami. A teraz w relacjach z Euro odkrywają barwną Polskę. To nam, Czechom, bardzo się przyda. Bo nam w myśleniu o Polsce brakowało pokory. Gdy ja mówiłem, że od Polaków możemy się uczyć, nikt mnie nie chciał słuchać. A teraz tak mówią nie tylko pojedynczy dziennikarze, ale w zasadzie wszyscy. I Czesi już myślą, że może warto do Polski przyjechać.

To może jednak w czwartek odkryją Warszawę jak wcześniej Wrocław?

– Myślę, że tak licznie nie przyjadą. Szczyt czeskiej fiesty mamy za sobą. Był we Wrocławiu, tu się nie powtórzy. Do Warszawy jedzie się znacznie dłużej i – jak mówiłem – tylko na jeden mecz.

Ale stawka teraz jest większa. To przecież ćwierćfinał.

– To prawda, ale my tego wszystkiego nie przeżywamy tak mocno, jak to ma miejsce w Polsce. Wielu ludzi pomyśli, dlaczego nie zostać w Pradze. Do domu blisko, a tam też na rynku jest strefa kibica.

Ale sama wyprawa na taki ważny mecz…

-…nie, nie. U nas nie ma takiej mobilizacji, mimo że ludzie interesują się Euro. Ale wiedzą też, że od tego meczu znowu tak wiele nie zależy. Bo co się zmieni w ich życiu? To w Polsce przed meczem z Rosją było takie napięcie jak przed wielką walką polityczną, bitwą jakąś, po której wszystko miałoby być już inne. Przed sobotnim meczem z Czechami też było ogromne nerwowe napięcie. Po porażce Polacy byli mocno rozczarowani i przygnębieni. U nas generalnie raczej nie ma aż takiego masowego napięcia. My zwykle oczekujemy mało, potem mamy najwyżej miłą niespodziankę.

To jeśli ona się zdarzy, będzie okazja do nocnego świętowania w Warszawie.

– Naprawdę nie wiem. Po wygranej z Polską we Wrocławiu godzinę po meczu już prawie nie było Czechów w mieście. Od razu szli na pociągi albo wsiedli do samochodów i wracali do domu.

Powinniśmy w czwartek kibicować Czechom?

– Niech Polacy kibicują, komu wolą. Ja oczywiście życzę powodzenia Czechom.

wyborcza.pl

To ilu się dzisiaj nas Czechofilów pojawi przy Strefie Kibica o 19:30?

5 powodów, dlaczego warto kibicować Czechom

Agitacja na rzecz czechofilstwa nie ustaje. Oprócz dzisiejszego nawoływania do czwartkowego spotkania w TVN24, mój apel pojawi się również dziś wieczorem w Czeskiej Telewizji.

Tym czasem na Krakowskim Przedmieściu rozstawiła się „Czeska Fanambasada”, w której rodowici Czesi rozdają ulotki, flagi i oprócz nawoływania do kibicowania, zapraszają do Republiki Czeskiej.

Dlaczego warto kibicować Czechom?

1. Przede wszystkim dlatego, że Polacy odpadli już z rozgrywek, a Czesi są naszymi najbliższymi sąsiadami, zarówno pod względem kulturowym, jak też językowym.

2. Żeby pokazać Czechom, jak fajnie potrafi być w Warszawie/Polsce. Wielu Czechów będzie tutaj po raz pierwszy,trzeba im pokazać, że oprócz sympatycznych ludzi, mamy fajne miasto/kraj.
3. Za to, że Czesi nas wspierali w eliminacjach do ćwierćfinału, że zamiast przeciwników widzieli w nas braci.
4. Czesi to wesoły naród. Kibicując z nimi nie dość że zarażą nas swym podejściem do życia, to jeszcze lepiej się nawzajem poznamy.
5. Czesi nie są faworytami tych mistrzostw, ale potrafią zaskakiwać. Może gdy będziemy im kibicować jeszcze nie raz nas czymś w tym turnieju zaskoczą?

Najazd Czechów na Warszawę?

Czechofile! Pisze o nas dzisiejsza Gazeta Wyborcza!  Oto artykuł:

Przed nami ćwierćfinałowy mecz Euro 2012 na Stadionie Narodowym. Zagrają piłkarze Czech i Portugalii. Do Warszawy przyjadą z tych krajów tysiące kibiców. Jak ich przywitamy?

„Jak już wiecie, Czesi będą grać w ćwierćfinale EURO z Portugalią w Warszawie 21 czerwca! Wpadłem na pomysł, że skoro czechofilów w Warszawie jest tak wielu, moglibyśmy spotkać się w strefie kibica, by kibicować naszym braciom. Mam nadzieję, że na ten mecz przyjedzie choć garstka Czechów i łącząc się z nimi, pokażemy siłę biało-niebiesko-czerwonych!” – napisał Mariusz Bujnowski na swoim blogu „Czechofil.wordpress.com„.

Flagi i bojowe okrzyki

Namawia, by spotkać się o godz. 19.30 przy wejściu do strefy od stacji metra Centrum. – Bierzemy flagi, szaliki, koszulki, co kto ma. I kibicujemy tak jak Polakom z tym, że tym razem nasze krzyki mają wspomóc braci Czechów – zachęca bloger.

Chodzi o bojowe hasła, które podobno zna każdy czechofil: „Kdo neskáče není Čech, Hop Hop Hop!” (Kto nie skacze, ten nie Czech), „ČEŠI, DO TOHO!” (Czesi do boju!), albo nie wymagające tłumaczenia: „Ole, ole, ole, ole vyhrajeme, vyhrajeme!”.

Ilu Czechów przyjedzie do Warszawy, jeszcze nie wiadomo. Dominika Prejdová z Czeskiego Centrum twierdzi, że najazdu nie będzie. – Oni cenią sobie prywatność. Wolą kibicować w domach lub pubach – mówi.

Z kolei koordynująca przebieg mistrzostw w Polsce spółka PL2012 szacuje, że będziemy gościć ok. 20 tys. Czechów. Tomasz Maćkowiak, przed laty korespondent „Gazety Wyborczej” w Pradze, zwraca uwagę, że warszawiacy, myśląc stereotypowo, spodziewają się przyjazdu przyjaznych wesołków. Tymczasem wśród czeskich kibiców są agresywni skini, którzy nie mają poczucia humoru na swoim punkcie. Ale do Wrocławia, gdzie dotąd grali Czesi, rozrabiacy z ich kraju nie przyjechali. Nasz wrocławski dziennikarz Jacek Harłukowicz zapewnia, że Czesi wprowadzali radosną atmosferę i znakomicie się bawili.

– Ja się cieszę, że przyjadą do Warszawy! – mówi Mariusz Surosz autor piszący o Czechach. W dniu meczu będzie w Pradze. Transmisje obejrzy w gospodzie, kibicując Czechom. – Ostatnio z powodu Euro w czeskich mediach było pełno Wrocławia – opowiada. – Mnóstwo artykułów. Chciałbym teraz, aby Czesi zobaczyli Warszawę, bo z mojego doświadczenia wiem, że ona robi na nich wrażenie.

(…)

Piwo na radość i smutek

Do przyjęcia kibiców gotuje się też pub Czeska Baszta na szlaku prowadzącym na stadion, w jednej z wieżyc mostu Poniatowskiego. – Jak mawiają Czesi: żeby się napić, są zawsze dwa powody – radość albo smutek. Zatem wygrają, czy przegrają, Czesi przyjdą na piwko – przewiduje Karol, współwłaściciel pubu. – Mamy piwa z rodzinnych czeskich browarów: Konieek Vojkovice, Valašek Vestin, Qasek Ostrava, Kocour Varnsporf, Kout na šumave – wylicza drugi współwłaściciel pubu, też Karol. A do piwa zakąski: utopenec (po polsku topielec, czyli kiełbasa w marynacie), nakládany hermel~n – marynowany ser pleśniowy, to Czechom się podoba.

W czasie Euro po meczach właściciele wychodzą na most i zapraszają kibiców. – W sobotę i u Rosjan, i u Polaków nastroje były niemrawe. Ciężko było namówić na piwko – wspominają. – W czwartek nie będzie problemu. Czesi nie odmówią – cieszą się dwaj panowie Karolowie. Zapraszać będą po czesku.

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,11965202,W_czwartek_cwiercfinal_na_Narodowym__Kogo_wesprzemy_.html

Dwa dodatkowe pociągi wyślą Czesi na czwartkowy mecz Euro 2012 w Warszawie. Spodziewane są też dodatkowe samoloty.

Według Mikołaja Piotrowskiego ze spółki PL.2012 na ćwierćfinał Czechy – Portugalia ma przyjechać ponad 20 tys. kibiców zza naszej południowej granicy – głównie pociągami, autokarami i samochodami. Koleje Czeskie reklamują już specjalne pociągi z atrakcjami dla kibiców. Jeden wyjedzie z Pragi, drugi – z Brna. W każdym będzie blisko 700 miejsc. Oprócz tego z Pragi do Warszawy kursują dwa zwykłe pociągi (dzienny i nocny) oraz składy z Wiednia przez wschodnie Czechy.

Dla podróżujących w grupach najtańszy może się okazać dojazd samochodem. Dlatego Mikołaj Piotrowski spodziewa się, że w czwartek szczególnie przydadzą się parkingi przesiadkowe na obrzeżach Warszawy. Dotychczas auta zostawiało tam niewiele osób.

Pójdźmy kibicować Czechom!

Jak już wiecie, Czesi będą grać w ćwierćfinale EURO z Portugalią w Warszawie 21 czerwca!

Wpadłem na pomysł, że skoro Czechofilów w Warszawie jest tak wielu, moglibyśmy spotkać się w Strefie Kibica, żeby kibicować naszym braciom.  Mam nadzieję, że na ten mecz przyjedzie choć garstka Czechów, którzy aktualnie przebywają we Wrocławiu i łącząc się z nimi w warszawskiej Fun Zonie pokażemy siłę biało-niebiesko-czerwonych!

Proponuję zaopatrzyć się w czeskie barwy narodowe i umówić się na 19:30 przy wejściu do Fun Zone od strony Patelni (wejścia do metra).

Ja wraz ze znajomymi będę na pewno, nie może Was zabraknąć.

Po wygranym ( a jakże) przez Czechów meczu, wybierzemy się do jakiegoś pubu na czeskie piwo.

Wierzę, że dołączą do nas rodowici Czesi. Pokażmy im, że umiemy ich ugościć lepiej niż właściciele pewnej restauracji… (zdjęcie poniżej)

Szukamy Czechofilów do badania!

*Pani Veronika Czeszka studiująca na Uniwersytecie w Olomouc poszukuje 15 – 20 osób chętnych wziąć udział w anonimowym badaniu dotyczącym czechofilii*

Poszukujemy przede wszystkim osób z Warszawy, które kiedykolwiek wzięły udział w organizowanym przeze mnie Zlocie.

Inni warszawscy Czechofile też są mile widziani.

Badanie odbyłoby się w połowie sierpnia w Warszawie i trwałoby dwie godziny. Miałoby charakter swobodnej rozmowy.

Jeżeli macie ochotę wziąć udział w tym badaniu i pomóc w tworzeniu pracy, która będzie pierwszą taką w Republice Czeskiej…

…wyślijcie mi maila na
vesna.mikulova@gmail.com

Zgłoszenie powinno zawierać Imię, nazwisko oraz telefon kandydata.

Badanie jest bezpłatne oraz anonimowe.

Czechofile, do dzieła! :)

plcz.JPG

Czeska pani domu

*67,6% małżeństw w Republice Czeskiej przyznaje, że pieczę nad ich dochodami trzyma kobieta*

Czeski Urząd Statystyczny podaje, że im dłużej para ze sobą żyje, tym częściej partnerzy uznają swój dochód jako wspólny. Przyznaje tak 43% par ze stażem do jednego roku oraz 63% par ze stażem większym niż 10 lat.

Jednak aż 69% Czechów przyznaje, że mimo iż mają wspólne pieniądze, mogą sobie kupić co chcą, nie pytając partnera o zgodę. O większych wydatkach typu kredyt czy kupno auta małżonkowie decydują wspólnie (90%).

65,9 % partnerów wspólnie także decyduje o zakupie wyprawki (śpioszki czy też później ubrania) dla swego dziecka, jednak to właśnie żony/panie trzymają wspólne oszczędności. Panowie przyznają, że partnerki lepiej orientują się, gdzie robić zakupy, orientują się ile muszą zapłacić za rachunki itp.

Niestety, jak wszędzie, zdarza się, że zadłużone kobiety trafiają na ulicę lub do ośrodków pomocy społecznej. Na szczęście jest to zjawisko marginalne.

opr. własne na podst. danych ČSÚ.

wykres.jpg

Studia w Czechach

Rankingi rankingami, ale na blogu zabrakło jedynie wpisu na temat studiowania w Republice Czeskiej. O tym dla Was moja wysłanniczka w Pradze Anna Militz.

================================================

CHCĘ STUDIOWAĆ W CZECHACH!

– Mamo, a może bym studiowała w Pradze, skoro już zdałam to B2?
Właśnie zdałam egzamin z języka czeskiego na poziomie B2 i czuję się
nie wiadomo jak zajebista. Chcę studiować w Pradze, koniecznie, nie ma
mowy, koniec z Polską. No dobrze, dobrze, chęci chęciami, ale co
dalej?

Mogę opowiedzieć głównie o moich doświadczeniach. Dla mnie było jasne
– Praga, żadne Erasmusy i Ceepusy [1], Uniwersytet Karola,
bohemistyka. Porzucam Warszawę i zaczynam znów od zera na studiach
licencjackich. Przenosze się do Najpiękniejszego Miasta Świata i
jestem najszczęśliwsza na świecie. Ładna wizja. Spełniona. Piszę dla
Was ten tekst siedząc sobie na kanapie w mojej kuchni, przez okno
patrzę się na słoneczną Pragę 7, Holešovice. Właśnie trwa sesja, więc
wstałam o 10 i czeka mnie dzień z fonetyką. Jak wyglądała moja droga
do tego punktu?

Zaczęło się wspomnianym już egzaminem. Nie miał właściwie większego
praktycznego znaczenia, ale dodał sił i wiary we własne umiejętności.
To było lato 2010.

Wybranie kierunku. Na Uniwersytecie Karola filologie znajdziemy na
Wydziale Filozofii.[2] Tam też były wszystkie potrzebne informacje,
lista otwieranych na dany rok kierunków, warunki przyjęcia, możliwości
kombinowania kierunków… Oraz SIS.[3] Jeśli zdecydujecie się
studiować na UK, SIS będzie Waszą zmorą. Zresztą jak każdy
elektroniczny system, który ma w teorii usprawnić studiowani… Otóż w
SISie od 1 listopada danego roku możecie utworzyć swoje konto i wybrać
kierunki, na które się wybieracie. Ja wybrałam dwa: Cesky jazyk a
literatura, czyli bohemistyka dla Czechów oraz Cestina pro cizince,
czyli kierunek dla mniej sprytnych. System wygeneruje Wam sztuczne
rodné čislo, czyli odpowiednik polskiego PESELu oraz podania. Podania
należy wydrukować, podpisać i razem z dowodem wpłaty na konto odesłać
na adres podany na stronie Wydziału. Rok temu to było około 500kč za
kierunek. Zgłoszenie trzeba odesłać najpóźniej do końca lutego, liczy
się data stempla. Później możecie zapomnieć o studiach w Pradze w
danym roku:)
Dokładny informacje na ten rok tutaj: www.ff.cuni.cz/FF-93.html
W tym roku przyjmowanie zgłoszeń kończy się 29.2 więc macie jeszcze szanse:)

Jeśli chodzi o warunki na innych Wydziałach, należy wejść na stronę
główną Uniwersytetu Karola www.cuni.cz i tam znaleźć interesujący nas
Wydział, a później konkretne informacje. Z resztą uniwerków w
Republice jest zdaje się podobnie. Należy się spodziewać, że terminy
zgłoszeń kończą się dla nas, Polaków, jakoś niesamowicie wcześnie,
więc decyzję o studiach tutaj podejmuje się raczej wcześniej niż
później.

Zgłoszenie wydrukowane, podpisane, wysłane. Teraz zostaje oczekiwanie
na terminy egzaminów i zakuwanie. W Czechach nikt nie zapomniał o
istnieniu egzaminów wstępnych. Żadne punkty z matury, poprzeliczać i
o, jestem na studiach. Egzaminy wstępne odbywają się w maju i czerwcu.
W maju na studia magisterskie, później na licencjackie. Czasem w lipcu
podawane są dodatkowe terminy na kierunki, gdzie nie został wypełniony
minimalny limit miejsc. Wtedy można dodatkowo się zarejestrować,
wysłać podanie itd a egzaminy są w sierpniu/na początku września.

Pod koniec kwietnia przyszło pismo z terminem egzaminów. Zastanawiałam
się, czy przystąpić do obu egzaminów,z czeskiego dla Czechów i
czeskiego dla nie-Czechów. Egzaminy na pierwszy kierunek wydały mi się
trochę za ciężkie, w dodatku na 200 miejsc zgłosiło się 500 osób, co
oznaczało, że mała Polka tam raczej zginie ze swoją nędzną czeską
ortografią. Wydział rozwiązał to za mnie – oba egzaminy pisemne
odbywały się tego samego dnia, o tej samej godzinie. W salach obok
siebie…

W piśmie dostajecie też informacje, że musicie przy egzaminie okazać
świadectwo maturalne. Nie skończyliście szkoły w Czechach, więc
musicie okazać nostryfikację. Na studia magisterskie potrzebny jest
dyplom licencjacki/jego nostryfikacja. Wybieracie się na magisterskie?
Jesteście w domu, nostryfikacją dyplomów szkół wyższych zajmuje się
sam Wydział, pokój gdzieś w okolicach sekretariatu. Idziecie na
licencjackie? No to już nie jest tak wesoło…

Nostryfikacja świadectwa maturalnego była chyba najbardziej prze..nym
fragmentem całej akcji ‚Zdaję do Pragi’. Nawet egzaminy wstępne były
lżejsze. Nostryfikacja matury to proces skomplikowany, odbywający się
w czeskim urzędzie. Konkretnie w Urzędzie Wojewódzkim. W przypadku
Pragi – na Magistracie, ulica Jungmannova. Od lat zajmuje się tym
jeden człowiek, pan Fučík. Nie spodziewajcie się, że mówi w jakimś
innym języku niż w czeskim. Osobiście widziałam tam Rosjankę z
tłumaczką.
Ale do rzeczy. Potrzebujecie:
1. odpowiedni formularz
2. świadectwa
maturalnego, najlepiej z odpisem
3. jeśli z Waszej matury nie wynika
jakie przedmioty mieliście w szkole średniej (a z nowej matury nie wynika) potrzebujecie jeszcze aby Wasza szkoła średnia wydała Wam
pismo gdzie będzie lista przedmiotów z wymiarem godzin. A teraz
potrzebujecie tłumaczenie tych dokumentów. Przysięgłe oczywiście. I
UWAGA – czeskie tłumaczenie przysięgłe, tj. wykonane przez czeskiego
tłumacza przysięgłego, wpisanego do rejestru tłumaczy przysięgłych.
Polskie jest dla pana Fučíka nic nie wartym świstkiem, nawet jeśli ma
trzy tysiące różnych pieczęci. W Pradze takich tłumaczy jest coś około
dziesięciu, powinnam mieć jeszcze gdzieś listę, gdyby ktoś nie mógł
znaleźć.
Następnym problemem na jaki trafiacie jest brak czeskiego adresu.
Właściwie chodzi o meldunek, ale starczy czeski adres pod którym
mieszkacie, macie umowę, potwierdzenie z akademika, cokolwiek. Aha,
nie macie…. To znacznie wydłuża czas pracy, ponieważ Wasze podanie
zostanie odesłane do odpowiedniego ministerstwa, które musi
potwierdzić Wasz polski adres. Nie będę opowiadać jak wygląda
przesyłanie między urzędami różnych papierów, myślę, że wszędzie
wygląda to tak samo. Ale naprawdę, nie spodziewajcie się, że 30 dni,
które Magistrat ma na rozpatrzenie Waszego podania naprawdę będzie 30
dniami. Chyba że macie czeski adres, ja niestety nie miałam.
Więc zostawiamy to wszystko, niech się kisi w urzędzie. Tak naprawdę
nie musicie tego mieć na egzaminie, starczy, że jeśli zostaniecie
przyjęci doniesiecie to do końca września. Ale lepiej wcześniej, żeby
być zapisanym oficjalnie na studia, dostać indeks i dostęp do dalszej
części SISu. Ale o tym za chwile.

Egzaminy. Egzaminy są w języku czeskim, chyba że chcecie studiować na
kierunku wykładanym w języku angielskim czy innym, lub jeśli częścią
egzaminu jest egzamin z konkretnego języka. Zależnie od kierunku jest
jeden lub dwa etapy. Sam pisemny lub pisemny i ustny. W przypadku
dwóch etapów, pierwszy zalicza 50% punktów i idziecie zdobywać dalsze
punkty na ustnym. Na niektóre kierunki musicie mieć listę lektur, u
mnie to była lista przeczytanych czeskich książek, w oryginale lub w
przekładzie, głównie z literatury pięknej. O te lektury naprawdę się
pyta, lepiej mieć te, które się faktycznie zna.
Po egzaminie znacie tylko swój wynik, ilość punktów. Na wyniki
rekrutacji czeka się do mniej więcej połowy lipca. Pojawiają się na
Waszym koncie w SISie, potem przychodzi też oficjalne pismo.

Jestem przyjęta, co dalej? Mieszkanie, przeprowadzka, doniesienie
potrzebnych papierów (godziny w Magistracie…), zapisy na studia.
Zapis, czyli dzień, którym dostałam indeks Uniwersytetu Karola. Nie
jest ładny. Taka książeczka, trochę jak stare dowody. W Brnie już z
nich zrezygnowali zupełnie, przerzucili się do systemu elektronicznego
i podobno to działa.. Z indeksem można iść wyrobić legitymację, z
legitymacją możemy się zalogować do pełnej wersji SISu, zapisywać na
przedmioty i radośnie czekać na rozpoczęcie roku akademickiego…

Potem są studia. I powiem Wam, siedząc sobie dalej na mojej kanapie,
że uczelnia jest uczelnią, służy często gęsto głównie do wku…wiania
studentów. Ale półtoramiesięczna sesja zimowa jest cudem bożym. Jeśli
w poniedziałek zdam fonetykę to do 17 lutego mam święty spokój. I
wolne:)

Jeśli czegoś zapomniałam, coś jest nie do końca jasne, hermetycznie
bohemistyczno praskie – można się ze mną kontaktować. Zostawić mail w
komentarzu, znaleźć mnie na fejsie, poprosić o kontakt Czechofila:)

Służę pomocą, aczkolwiek nieśpieszną, lenistwo nade wszystko.
A, i można jeszcze poczytać mojego bloga [4]. Blog jest raczej
osobisty niż prago-znawczy, ale od czasu do czasu pojawiają się tam
różne refleksje o życiu tutaj. Albo zdjęcie chociaż.
No i jeszcze. Jeśli będziecie w Pradze, zajrzyjcie na siódemkę[5].
Mamy tu fantastyczną kawiarnię-antykwariat Ouky Douky, hospodę U
houbaře i najlepsze kino świata – BIO|OKO [6]!

*Anna Militz*

[1] programy wymiany studenckiej
[2] www.ff.cuni.cz strona Wydziału Filozofii, wersja czeska.
Przełączenie na angielski jest ukryte w górnym prawym rogu, obok
kontaktów, mapy strony i ukrywa się pod tajemniczym EN . Wydział
Filozofii magicznie staje się wtedy Faculty of Arts.
[3] is.cuni.cz/studium/index.php strona SISu. Wersja angielska
– prawy górny róg, brytyjska flaga. Jeśli posługujecie się wersją
czeską, żeby utworzyć konto trzeba kliknąć „Elektronická přihláška ke
studiu”, jeśli angielską „Study application form”
[4] dziewczyna-zlego-chlopca.blogspot.com
[5] siódemka, czyli Praga 7. Praga jest administracyjnie podzielona na
X części i dość często, obok nazw dzielnic, używa się też ich numerów.
Siódemka znajduje się dwie stacje metra od dworca głównego oraz stację
od dworca autobusowego. Albo 7 minut tramwajem ze Staroměstskej czy
naměstí Republiky. Nie jest już tak turystycznie, a jest fajnie. No i
mamy też Letną, gdzie stał wujek Stalin. Teraz nie stoi. Ale widok
stamtąd niesamowity.
[6] adresy: Ouky Douky – Janovského 14 (przystanek Veletržní lub
Strossmayerovo naměstí lub stacja Vltavska); U houbaře –  Dukelských
hrdinů 30 (zaraz obok przystanku Veletržní, jadąc z centrum); BIO|OKO
– Františka Křížka 15 (przystanek Strossmayerovo naměstí lub
Kamenická) www.biooko.net/cz/

Polonofil

Warszawa przyciąga coraz więcej obcokrajowców. Im więcej Czechów, tym lepiej dla mnie. Jeszcze gdy jest to jakiś mój znajomy to już w ogóle nie mogę pozbierać się ze szczęścia.

Tym razem poniedziałek był dniem oczekiwanym. Po południu miałem się spotkać z kolegą Lukášem. Przyjechał do Warszawy na letnią szkołę języka polskiego. Niestety to nie pierwsza jego wizyta w stolicy, więc nawet nie miałem gdzie go zabrać, gdyż wszystko już widział. Zdążył nawet pojechać do Lublina. Poszliśmy więc na spacer wzdłuż Krakowskiego. Nie, nie pozwoliłem mu mówić po polsku choć strasznie mnie interesuje jak on wypowiada polskie słowa. Chciałem mówić tylko po czesku. Opowiadał jak bardzo podoba mu się w Warszawie, jak bardzo lubi Polaków i język polski. Dla mnie oczywiście to co mówił było nie do pojęcia.

Zauważył, że Polacy (tak samo jak Czesi) mają wielkie brzuchy. Zacytowałem Szczygła: Tak – Czesi od piwa, Polacy od jedzenia. Dyskusja na temat różnic rozpoczęta. Polacy są wierni – Czesi mniej. O katolicyzmie nie wspominaliśmy – oczywista oczywistośc, jak mawia klasyk. W Polsce jest bardzo tanio, na pewno dużo taniej niż w Pradze. Lukášovi podoba się, że w Warszawie jest mniej turystów, że jest spokój, brak tłoku. „Mniej turystów, mniej pieniędzy” – moja trafna uwaga. Zasadniczą różnicą jest brak Kofoli na sklepowych półkach!!! :(

Dlatego Lukáš wyczuł sytuację i dowiózł mi litrówkę mego ulubionego napoju. „Nie pij tak szybko, niestety to nie jest butelka bez dna!”. „No tak, ale zawsze mogę powąchać chociaż butelkę, gdy napoju już zabraknie”. Skoro Hoop Cola jest już w rękach Czechów niech zaczną sprzedawać Kofolę i w Polsce, i to szybko!

Siedząc przy fontannach (tzw. warszawski Hyde Park) ustaliliśmy przyszłe spotkanie. Będziemy gotować. Muszę wymyślić tylko co typowo polskiego mu przygotować. Schabowego zna, może żurek? Barszcz, pierogi? Kartacze? Hmmm…

Fajnie jest mieć tu na miejscu Czecha i to na cały miesiąc. Zapatrzonego w Polskę Czecha. Polonofila. Wie o budowlach warszawskich więcej niż ja. Marzy mu się wyjazd do Żelazowej Woli, do Chopina. Pilnie trenuje polski, chciałby zamieszkać w Warszawie, jeśli nie tu to może w Rosji. Patrząc na niego widzę siebie tylko, że w roli czechofila. Kochającego wszystko co jego, co czeskie. Tak jak on mnie zadziwia, tak pewnie i ja zadziwiam (?) innych…

Niesamowite, że poznając kolejnych ludzi na swej dordze każdy pyta skąd się wzięła taka „egzotyczna” pasja. Czuję się jak Szczygieł, który ma już dośc tego typu pytań. Zacząłem odsyłać zainteresowanych do pierwszych dwóch notek mego Bloga. Więcej mówić nie trzeba – trzeba czytać.

hydepark.jpg

Czech w Warszawie

Ahoj!

Jestem Wam winny wpis o wizycie mego kumpla z Ostrawy w Warszawie. Nie mogłem się do tego zabrać przez tę pogodę… Jakoś tak mało czeskich wrażeń mam w ostatnim czasie, więc chyba to mnie w końcu zmotywowało do napisania notki.

Już wcześniej, jeszcze zanim Kája przyjechał, jedna z Czytelniczek pytała jak się podoba stolica memu czeskiemu kumplowi, gdyż jej znajomi trochę kręcili nosem na naszą „piękną” stolicę. Byłem ciekawy jakie wrażenia wyniesie z Warszawy rodowity Ostravak.

Zaczęło się oczywiście (jak to w Polsce) z przygodami. To nic, że pociąg bezpośredni – w Zebrzydowicach, tuż za granicą wyłączono klimatyzację. Dalej było jeszcze gorzej. Za Katowicami okazało się, że na Centralnym jest ta wielka awaria, że zgasło światło i nie puszczają pociągów. No to pięknie, myślę sobie, Czech znów będzie miał przykre doświadczenia z Polską. Na szczęście jego Euro City puścili na Wschodnią bez problemu. Dlaczego wybrał Wschodnią? Chyba dlatego, żeby poznać polskie dworce od tej najgorszej strony.

264604_1628924943016_1833374178_1031081_3125168_n.jpg

Udało się, dotarł! Pierwsze co, to zostawić bagaże i ruszać w miasto. Ale wcześniej dareczki! Dostałem kibolski szalik z napisem Česko oraz kolejną, tym razem samochodową flagę czeską. To takie okazjonalne gadżety z okazji Mistrzostw Świata w Hokeju na lodzie. Takiego prezentu się nie spodziewałem. Wziąłem szalik na miasto (wpierdolą mi lub nie, muszę go mieć). Jakież było moje zdziwienie, gdy tuż pod domem na mojej stacji metra spotkaliśmy Czecha z Haviřova, który tutaj pracuje i pięknie już mówi po polsku („Muszę tutaj napierdalać na emerytury staruchów i te jebanedziurawe drogi”) :)  Rozpoznał nas tylko i wyłącznie po szaliku. Pojechaliśmy razem do centrum a w metrze rozmowa toczyła się po czesku. Ludzie čuměli. Najdziwniejsze było to, że dziewczyna Czecha, rodowita Polka ni w ząb nie rozumiała swego chłopaka. Na jej twarzy rysowało się ogromne sfrustrowanie. Nie wiem jak wy, ale gdybym ja miał dziewczynę Czeszkę (notabene córkę browarnika), nauczyłbym się jej języka – to takie inspirujące i łączące! A tu polska lipa, jak zwykle zresztą. Rozstaliśmy się i poszliśmy w miasto.

I tutaj następuje nużący dla Polaków opis zabytków Warszawy, który jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki: Nowy Świat, Stare Miasto itp… Postanowiłem, że punktem przewodnim wizyty mego Czecha będzie piękno i zieleń naszej stolicy. Wilanów, Łazienki i mnóstwo parków: Ogród Saski, Moczydło itp. Gdy zieleń się znudziła,  Kája zaczął się zachwycać wieżowcami. Każdy inny i każdy świetny. Pstryknął stówkę zdjęć.

268557_1629330073144_1833374178_1031089_5036559_n.jpg

Nastał wieczór. Godzina 23.00 zmęczeni, ale szkoda iść do domu. Usiedliśmy pod cudownym Pałacem Kultury i Nauki. Cudownym, bo i mi i Czechowi się podobał. Siedzimy, kecame, podchodzi żul. Myślę sobie: „zaczyna się”, gdy nagle żul przemawia po czesku. „Ahoj klucy. Mate cigaretu?” Szok. Okazało się, że pracował 20 lat temu w fabryce w Brnie, podrywał Czeszki, pił czeskie piwo. A dziś z tego pozostało mu kilka zwrotów i piosenek, które śwpiewał. Mojej radości nie było końca. Takie bratanie się z żulami pod Pałacem tylko w stolicy.

Największą radość Ostravakovi sprawiła chyba wizyta na stadionie Legii. Mając na względzie moje bezpieczeństwo, szalik z czeskimi barwami narodowymi tuż przy Agrykoli musiałem schować do plecaka.
Później zaczęła się tylko niekończąca się seria zachwytów nad „tanizną” w sklepach. Słyszałem tylko: „1zł=6kč, ale taniooooooooooo! Ja się tu przeprowadzam! Czy ty wiesz jak w Czechach jest drogo? Matko, a tu taxówki są po 1,60zł/km! W Ostrawie są po 30 kč – to jest ponad 5 zł!!!” I zaczął robić zdjęcia wszystkim taksówkom, które woziły ludzi za mniej niż 1,60zl/km (są tu takie już za 1,20zł/km). A później: „Coo? Wy macie internet w telefonie 1 GB za 16zł?? W CR to masz 1GB za 500 kč”.

Kulminacją sobotniego wieczoru była oczywiście impreza. Zaczęło się niewinnie. W Tesco robiliśmy zapasy, było spokojnie do momentu dojścia do działu monopolowego. Sama młodzież, każdy kupuje niezliczone ilości wódki, Johnnego i piwa. „Vy Polaci furt chlastate!” A ja na to: taka tu jest kultura i nic z tym nie zrobisz. Mój Czech nie jest typowy – on piwa nie pije i jest szczupły. Dwóch Czechów na imprezie (mnie też brano za Czecha) robiło furrorę – „Ej sorry, która godzina?” – „Půl druhé” – „Acha….”

261263_1629417195322_1833374178_1031096_8192211_n.jpg

Następnego dnia poszliśmy na gofry i zapiekanki. Nasze polskie specjały. Tego nie ma w Czechach. Gofry najlepiej z polskimi truskawkami, bo Czesi też mają ich mało, sprowadzane są głównie z Polski. Pomyślałem sobie, że Warszawa przecież jest cała sztuczna, wybudowana po wojnie. Żeby pokazać Czechowi prawdziwą Warszawę, wziąłemgo na PRAGĘ :DZąbkowska odnowiona, nawet czysta i spokojna, gorzej z Brzeską. Dziwne, że ludzie mieszkają w tak poniszczonych budynkach, że to stoi i nie rozpadnie się. Gość szybko chciał się stamtąd ulotnić :D Ruszyliśmy na Chmielną. Tam trafiliśmy na Flash Moba – Zombie Walk. Setki ludzi przebranych i pomalowanych jak wampiry zablokowało skrzyżowanie, położyło się na ulicy pod Sphinx’em i krzyczało „Gdzie jest krzyż?” A propos krzyża, przy zwiedzaniu Pałacu Prezydenckiego, akcja z krzyżem miała swoją powtórkę. Banda debili znów stała z transparentami i krzyżami a ja się tylko wstydziłem.

269460_1629429795637_1833374178_1031133_5480136_n.jpg

Tak więc skończył się piewrszy i drugi dzień. Zorbiłem taki program wizyty, że Karel zaczął kuleć. Mimo to, uznał wycieczkę za bardzo udaną. Podobały się mu bardzo szerokie ulice, miejsce i dla autobusów i osobno dla tramwajów. Proste szyny tramwajowe, wieżowce oczywiście, piękne parki, duża ich ilość, Stadion Narodowy, ulica Czeska na Saskiej Kępie, zapiekani i gofry. Podobała się przejażdżka nocnym Ikarusem – w CR też od dawna ich nie ma.

Nie podobały się chyba tylko jednakowe stacje metra (odc. Kabaty – Wilanowska i Wierzbno – Centrum) oraz żule żebrający o wszystko. Cieszę się, że przyjechał gość tak zacny, że poczuł to wschodnioeuropejskie powietrze, zobaczył tę brudną Wisłę, zobaczył jak niektórzy biednie żyją w tym kraju. Że pobawił się na polskiej imprezie, że będzie miał co wspominać i opowiadać innym Czechom, że mam nadzieje osławi imię Polaków w Republice. Że na zawsze zapamięta tę znaną na całym świecie polską gościnność.

Dzięki za wizytę, Kájo!

264150_1629428635608_1833374178_1031130_4677704_n.jpg

Czesi za karą śmierci

Wyniki badania przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Publicznej (CVVM), pokazały, że Czesi podchodzą liberalnie do kwestii aborcji i eutanazji. Większość naszych południowo-zachodnich sąsiadów popiera także wprowadzenie kary śmierci.
Badanie CVVM pokazało, że ponad dwie trzecie Czechów jest zwolennikiem aborcji na życzenie (która w Czechach jest dozwolona w ciągu pierwszych 12 tygodni ciąży). 17% badanych stwierdziło, że przerywanie ciąży powinno być dozwolone w przypadku wystąpienia powodów zdrowotnych i socjalnych, a dalsze 8% dopuściło taką możliwość jedynie w przypadku zagrożenia życia matki. 3 % ankietowanych opowiedziało się za całkowitym zakazem aborcji. Pokazany na podstawie badania stosunek Czechów do aborcji nie różni się w zasadzie od obrazu z początku lat 90.
Prawie tyle samo osób, co za prawem do aborcji, opowiedziało się za prawem do zakończenia życia drogą eutanazji – 64%. 27% badanych stwierdziło, że jest przeciwne eutanazji, a pozostali nie mieli w tej sprawie sprecyzowanej opinii.
Również prawie dwie trzecie Czechów popiera, wg badania, karę śmierci. Natomiast niecała jedna trzecia biorących udział w badaniu opowiedziała się przeciw. Jak podaje serwis dziennika „Lidové Nowiny”, liczba zwolenników kary śmierci spadła w porównaniu z początkiem lat 90., kiedy ponad trzy czwarte obywateli popierało jej wprowadzenie.
Badanie zostało przeprowadzone od 2 do 9 maja, wzięło w nim udział 1115 osób.
Źródło: lidovky.cz

Wietnamczycy

*Wietnamskie nazwisko Nguyen znalazło się na dziewiątym miejscu najpopularniejszych nazwisk w Czechach. Obecnie nad Wełtawą nosi je nieco ponad 21 tys. ludzi – wynika z rankingu czeskiego portalu internetowego kdejsme.cz*

Nazwisko Nguyen znalazło się w rankingu między powszechnie znanymi w Czechach nazwiskami: Dvořak i Černa.

Według statystyk, Nguyen jest najpopularniejszym nazwiskiem w Wietnamie; szacuje się, że tak właśnie nazywa się ponad 40 proc. obywateli tego kraju. Jak tłumaczy cytowany przez media w Pradze czeski wietnamista i socjolog Jiři Kocourek, nazwisko to wywodzi się od cesarskiej dynastii rządzącej w Wietnamie w XIX i XX wieku.

W Czechach mieszka około 70 tysięcy Wietnamczyków. Po Słowakach i Ukraińcach tworzą trzecią pod względem liczby mniejszość narodową.

Wysoka pozycja Nguyenów w rankingu może wynikać też z tego, że w tym przypadku nie uwzględniono pełnej formy nazwisk, np. członów wskazujących na płeć.

Statystyki badające pozostałe nazwiska w Czechach klasyfikują je zależnie od rodzaju. Stąd też na pierwszym miejscu rankingów popularności znalazło się kobiece nazwisko Novakova, a tuż za nim, na drugiej pozycji, jego męski odpowiednik – Novak. Dalej – na trzecim i czwartym miejscu – są panie o nazwisku Svobodova i Novotna, a następnie – na piątym i szóstym – panowie nazywający się Svoboda i Novotny.

Zdaniem Kocurka, Nguyenowie nie będą już zbytnio awansować w statystykach badających powszechność nazwisk w Czechach. – Obecnie Wietnamczycy już do nas nie przyjeżdżają w tak zawrotnych liczbach. Sądzę, że udział Nguyenów znacząco się nie zmieni – dodał socjolog.

Obecnie w Republice Czeskiej mieszka 21 tys. 200 ludzi noszących nazwisko Nguyen.

Nguyen jest także siódmym pod względem popularności nazwiskiem w Australii.

PAP

*Kto z Was kupił u Wietnamca na rogu pyszny chleb i gacie za 30 koron?*

Polacy oczami Czechów

*Ziemowit Szczerek*

neznamy-soused.jpg

Facebookowy profil „wypowiedzmy wojnę Czechom i im się poddajmy” zgromadził prawie 5000 użytkowników. Czesi mają inną facebookową grupę: „Chceme moře místo Polska”. Czesi do polskiego entuzjazmu podchodzą nawet nie tyle chłodno, co obojętnie.
Dwa stereotypy Czecha: inteligencki i plebejski
W Polsce funkcjonują dwa stereotypy Czecha. Pierwszy to stereotyp – nazwijmy go – inteligencki.
Czyli taki: Czesi lubią spokój, a nie cierpią egzaltacji. Śmieją się z zabobonów, w tym religijnych. Lubią sami siebie i mają do siebie zdrowy dystans. Ten dystans owocuje najlepszą na świecie literaturą i kinematografią.
Czy najlepsze na świecie piwo również jest efektem tego czeskiego dystansu – nie wiadomo, ale czeskie piwo najlepsze na świecie jest.
Polski inteligent postrzega Czechy jako kraj, w którym kultura wysoka w bezpretensjonalny sposób miesza się z niską: Jaromir Nohavica, czeski bard, raczej nie zaśpiewałby „Murów” czy „Modlitwy o wschodzie słońca”. Nie znaczy to, że Nohavica unika poważnych tematów: wręcz przeciwnie. Tyle, że śpiewa je z pozycji prostego „Jarka z Ostrawy”.
Drugi to stereotyp – nazwijmy go – plebejski: Czesi (czyli Pepiczki) to podlizujący się Niemcom tchórze, którzy wolą pić piwo, niż walczyć. Nie mają za grosz honoru ani, jako ateiści, żadnych wartości. To jałowa ziemia.
Trudna czechofilia
Stereotyp plebejski dominuje na forach internetowych. W artykułach, reportażach, esejach – dominuje stereotyp inteligencki. Przestaje on być bezkrytyczny: powoli rozpętuje się debata nad polskim postrzeganiem Czechów. Prym w niej wiedzie Mariusz Szczygieł, którego „czeska dylogia” jest już biblią polskiego czechofila, przy czym nie jest to „czechofilia na kolanach”. Czechofile zdają sobie sprawę, że ich miłość do Pepików jest trudna i raczej nieodwzajemniona.

(…)

Zacofana Polska
Polska dla przeciętnego Czecha to jeden z krajów szeroko pojętego, zacofanego Wschodu. Taka kolejna Rosja, Białoruś czy Ukraina – tyle, że używa się w niej łacinki w miejsce cyrylicy, a wierni rozmodlają się w kościołach, a nie w cerkwiach. No i nie było tu ZSRR, choć na pierwszy rzut oka trudno to dostrzec.
Słowem – stereotyp na temat rozwoju cywilizacyjnego naszego kraju przypomina polski stereotyp względem Rosji, Białorusi i Ukrainy.
„W świadomości czeskiej Polak uchodzi jednak za szlachciurę, zadufka, nieroba i pijaka. […]” – pisze Edmund Lewandowski pisze w „Pejzażu etnicznym Europy”.
„[…] Czesi uważali nas, Polaków, za naród skrajnie biedny i zacofany, przyjeżdżający do Czech (czy też Czechosłowacji, bo mieszkałam tam w czasie, kiedy Czechosłowacja właśnie się rozpadała) tylko po to, żeby handlować na bazarze podróbkami. – Pisze na forum portalu „Odyssei.com” niejaka „Fen.”, która w Czechach przez kilka lat mieszkała.
Jak można być dumnym z brudnych miast?

Na forum “INTERII.PL” odbyła się w 2009 roku polsko-czeska debata. Czech mieszkający w Polsce, podpisujący się „Andermartisson”, pisał tak (pisownia oryginalna): „pierwsze wrażenie większości Czechów przyjeżdżających do Polski to brudne domy i brak autostrad. Przeczętny Czech nie rozumie dumie a priori, uważa że dumny może ktoś ze swojego państwa być tylko wtedy jak jego państwo jest ładne i bogate – i po to Czesi często nie zrozumieją polską dumę, jak jednocześnie myślą o Polsce jako o kraju biednym. Niestety jest większość polskich miast przy granicy z Republiką Czeską naprawdę brudna i Czesi którzy to widzą nikdy nie zobaczą przeładny Kraków, Wrocław lub inne naprawdę piękne miasta w Polsce – bo są daleko i bez autostrad trudno tam dojechać”.
„Koń jaki jest, każdy widzi, gdyby mógł być ładniejszy, czy zdrowszy, byłby. Możesz się porównywać z Eskimosami, na Grenlandii, albo Maorysami z Nowej Zelandii, wtedy jaskrawiej zobaczysz różnice, i łatwiej je zrozumiesz” – odpowiada mu całkiem rozsądnie Polak, „ArtBlues”, przy czym nie byłby sobą, gdyby nie dodał: „Byłem raz w Czechach, w Zlatych Horach (?) i jakoś estetyka i glanz mnie nie poraziły :)”.
Gulasz z blaszanych bud
Zresztą – plebejska wersja czeskiego stereotypu Polski najlepiej prezentuje się w czeskiej wersji „Uncyclopedii” (w Polsce znanej jako „Nonsensopedia”). Pod hasłem “Polska” przeczytać można m.in. , że polskie miasta to gulasz wykonany z blaszanych bud.
Polacy w nonsensopediowym artykule poświęconym Czechom odgryzają się, że „powstanie w Pradze to doskonały materiał dla przemysłu filmowego. Trwało krócej niż reklamy na TVNie” i czepiają się „nijakiego” smaku czeskiego piwa. Wiedzą jednak też, że świat nie zniknie, gdy się zamknie oczy: „zimą wśród Polaków można zauważyć wzrost nienawiści wobec Czechów z podtekstami na tle rasowym (ich drogi są czarne, a nasze są białe)” – czytamy zrezygnowaną konstatację.
Polak w maluchu
Polak dla przeciętnego Czecha to nadal, jak w latach 90-tych, cwaniura i handlarz w maluchu.
Na polskich drogach maluchów już niewiele, polskich handlarzy w Czechach jeszcze mniej, o ile w ogóle jeszcze się jacyś uchowali, ale plebejski stereotyp jest bardziej żywotny od życia.
Maluch okręcony z każdej strony każdym możliwym do spieniężenia towarem, jak – używając kolejnego stereotypu – autobus w Indiach, to nadal eksportowy obrazek polskiego sposobu wojażowania u szanownych sąsiadów z południowego zachodu.
Nieznany sąsiad
„Neznamy soused” (nieznany sąsiad), to główny temat jednego z numerów magazynu „Nový Prostor” (z 2007 roku). Znajdziemy tam m. in. rysowany prostą kreską komiksowy reportaż z podróży do Polski. Polacy piją obrzydliwe piwo z jeszcze obrzydliwszym sokiem, a żywot im płynie pomiędzy blaszanymi budami z mydłem i powidłem. (Cały numer „Prostora” (w PDF-ie) można ściągnąć stąd ).
Polska w oczach Czechów to – przede wszystkim – coś, czemu nie warto poświęcać większej uwagi. Jeśli jednak się już ją poświęci – widać głównie wschód.

bramborsko.jpg

Czeski „tchórz” i „polska brawura”
Czesi doskonale wiedzą o łatce tchórzy, którą przypinają im nie tylko Polacy, ale Europa w ogóle.
“Szwejkami nazywa nas połowa Europy” – mówi Lucie Kněžourková w wywiadzie dla „Dziennika Zachodniego”, opublikowanym także w „Panoramie Kultur”.
Wielu Czechów stoi jednak na stanowisku, że ich postawa podczas II wojny światowej była jedyną, która miała jakikolwiek sens. Owszem, można było walczyć i ginąć – tylko po co? Co by to dało? Dać się pozabijać dla samej walki? Przecież to – ze zdroworozsądkowego punktu widzenia – horrendalny idiotyzm!
Ale nie zawsze tak było.
„Podczas wojen husyckich” – pisze Lewandowski – „Czesi walczyli znakomicie. Natomiast po klęsce w 1620 [pod Białą Górą – przyp. Z.S] roku nie próbowali już akcji zbrojnej. W przeciwieństwie do Polaków, którzy organizowali powstania, wykonywali pracę organiczną. Nie potrafią fascynować się wojną. Nie podziwiają bohaterskiej śmierci na polu bitwy. W języku czeskim jest valka i vojak, ale nie ma wojenki”.
„Pochwałę umierania podczas wojny, którą wygłosił kapelan oberfeldkurat Ibl, Szwejk nazywa bałwanieniem do kwadratu” – pisze Lewandowski, i dodaje: „Czesi są narodem laickim, pragmatycznym, konserwatywnym, demokratycznym, pacyfistycznym i pogodnym. […] W kolejkach stoją długo i cierpliwie. Etos mieszczańsko-protestancki wyznacza ich stosunek do pracy i pieniądza. W porównaniu z Polakami są mniej uczuciowi, raczej pozytywistyczni, niż romantyczni”.
Polak – szaleniec
Z drugiej strony funkcjonuje czeski wobec Polaków stereotyp narodu odważnego, a raczej brawurowego, którego brawura przekracza granice zdrowego rozsądku i jest szaleństwem i głupotą.
W artykule “Dobry wojak Czech” Aleksandra Kaczorowskiego przeczytać można, co też sądził Hrabal na temat polskiego zamiłowania do wojaczki:
„Kiedy słyszałem o tragedii Polski, do płaczu doprowadzały mnie opowieści o tym, jak pułki polskiej kawalerii szarżowały na niemieckie czołgi, wszyscy ci polegli Polacy walczący konno przeciw czołgom byli dla mnie objawieniem, antycznym mitem, jak ten grecki hoplita, który, aby uniemożliwić ucieczkę wrogiej perskiej łodzi, sam jeden trzymał łódź rękoma, a kiedy ucięli mu ręce, wgryzł się zębami w linę i dopiero gdy perscy żołnierze odcięli mu głowę, łódź odpłynęła…”.
Podziw miesza się tu z osłupieniem – komentuje Kaczorowski, dodając, że osłupiały Czech, to Czech sceptyczny. – „Polak uczy się na błędach; Czech – by znów zacytować Hrabala – mawia w takich razach: „Trzeba było siedzieć na dupie w domu. […] My napinamy muskuły, przelewamy krew, święcimy we własnym gronie nieznane reszcie świata rocznice – a górą i tak zawsze są Czesi.”
Głupio-mądry Szwejk, który robi z siebie udawanego błazna, bo nie zamierza prawdziwym błaznom dać się bez sensu zabić, to „śmiejąca się bestia”, która wyszydzi każdy patos prowadzący do prucia flaków w imię umownych pojęć. Szwejk zawsze zatrzyma się w punkcie, za którym zdrowy rozsądek, nakazujący nie tylko przeżyć, ale także jako-tako żyć, przegrywa z egzaltowanymi ideami. Bo uważa, że zdrowy rozsądek w zupełności wystarczy, by przeżyć to życie tak, by dawało przyjemność i satysfakcję. A z egzaltowanych idei często i gęsto jest nieszczęście.
W polskim postrzeganiu Szwejk to Czech. Szwejkoid Chudej pojawia się filmie Lecha Majewskiego „C.K. Dezerterzy”. W ogóle wizerunek Czecha w polskiej popularnej kulturze to uśmiechnięty, krępy, mędrkujący, gadatliwy brzuchacz z kuflem piwa w ręce. Czyli Szwejk właśnie.

CAŁOŚĆ: www.ahistoria.pl/(…)co-sadza-i-sadzili-czesi-o-pola…
ORAZ: www.novyprostor.cz/pdf/293.pdf

Dziękuję Arkowi za linka.

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑