Dostatniej żyje się na prowincji

Mają mniejsze wypłaty, a mimo to żyje się im lepiej! O kim mowa? O Czechach, którzy nie mieszkają w trzech największych miastach Republiki Czeskiej. Serwis idnes prezentuje raport, z którego wynika, że mit o lepszym życiu w dużych miastach nie jest prawdą.

VEN4bfddc_074419_7166268

Badanie Regionální rozdíly v kupní síle: Ceny, platy, mzdy a důchody‘ srovnává příjmy různých skupinlidív jednotlivých krajích pracowni Idea porównuje wynagrodzenia Czechów oraz bada czy region republiki wpływa na wysokość wypłat. 

Okazuje się, że w przypadku Pragi dane o dochodach są silnie zawyżone przez zagraniczne firmy i dużą ich koncentrację w stolicy. Ponadto właśnie dzięki przekonaniu, że w Pradze szybciej znajdziemy pracę i będzie ona lepsza, drożeją czynsze oraz usługi. I choć zarabiamy w Pradze kwotę X, kupimy za nią mniej niż na przykład w Olomouc. 

Autorzy badania Matěj Bajgar i Petr Janský potwierdzają, że przeciętne wynagrodzenie nauczyciela w Zlinie czy w Pradze jest takie samo. Jednak w stolicy Czech będzie żyło się nam gorzej, mniej kupimy za to co wpłynęło na konto, a opłata za fryzjera również będzie wyższa. Porównując zarobki nauczycieli z kraju Usteckiego okazuje się, że tam życie będzie aż o 6 proc. tańsze niż w Pradze. 

Najcięższe życie według autorów raportu mają nauczyciele i urzędnicy z Brna i Pragi, okazuje się że nie zarabiają oni tak dużo. Praga jest miastem jedynie dla dobrze opłacanych pracowników korporacji.

Ciężkie jest również życie pracownika fizycznego w wielkich miastach. Mieszkaniec Brna kupi miesięcznie aż o 10 proc. mniej rzeczy niż jego kolega z okolic Opawy. 

Bogaci z wielkich miast płacą większe podatki za nieruchomości. Bezrobotni z Brna dostają taki sam zasiłek jak ci Ústí nad Labem, jednak to ci drudzy kupią za niego o 22 proc. więcej rzeczy niż ci pierwsi. Jedyną zachętą do emigrowania do metropolii jest zatem szerszy dostęp do kultury oraz większy wybór uczelni wyższych. 

W czeskich autobusach naładujesz telefon przez USB

To nie fikcja. W czeskich autobusach kursujących pomiędzy Pragą a miastem Kutna Hora pasażerowie mogą podładować swoje tablety czy telefony dzięki wejściom USB umieszczonym nad kasownikami. Na chwilę obecną takie udogodnienie znajdziemy tylko na dwóch liniach.

usb1

Grupa ČSAD Polkost uruchomiła specjalne pojazdy na linii 381 oraz 382. We wnętrzu pojazdu znajdziemy 10 wejść USB, które jednocześnie mogą ładować urządzenia mobilne. Na chwilę obecną wykonywane są kursy próbne, jeśli gniazda USB się sprawdzą i zyskają na popularności, wprowadzimy je do wszystkich naszych pojazdów – mówi Pavel Procházka, szef firmy Polkost. 

Firma ponadto obiecuje wprowadzenie tego typu udogodnień we wszystkich pojazdach wszystkich aktualnie działających przewoźników w obrębie Pragi i okolic. Niestety, praski MHD, który odpowiada za komunikacje miejską w stolicy Czech rozmywa nadzieje prażaków oraz milionów turystów: portów USB w metrze i autobusach nie będzie.

Dla pocieszenia wspomnę jedynie, że w tej chwili MHD pracuje nad uruchomieniem łączności WiFi w miejskich pojazdach oraz pokryciem sygnałem sieci komórkowych tunelów metra.

usb2

Czesi uwielbiają szmateksy

A to ci paradoks! Chociaż z każdym rokiem w Republice Czeskiej przybywa galerii handlowych, a wraz z nimi sklepów odzieżowych, nie idzie wraz z tym wzrost sprzedaży odzieży. Czesi nie lubią na ciuchy wydawać za dużo. Lubują się w szateksach!

585472

W zapomnienie odchodzą wietnamskie sklepiki z odzieżą, gdzie koszulkę można kupić za 50 koron, choć na metce widnieje cena 70CZK. Wietnamskie sklepy i bazary oferują jedną i wciąż tę samą bylejakość. Przybysze ze Wschodu prowadzący sklepiki na bazarze w Pradze Holeszowicach załamują ręce.

Właściciele sklepów odzieżowych w centrach handlowych zauważyli jedną przypadłość: Czesi w tego typu przybytkach pojawiają się jedynie w czasie wyprzedaży. Jak sami tłumaczą sezonowi klienci, żal jest nie kupić bluzki przecenionej aż o 70 proc.

W tych trudnych czasach nasi sąsiedzi liczą każdą koronę. Jednak znalazł się sposób na porządne zakupy: wizyta w szmateksie (czes. hrabárna, sekáč, second-hand). Znane jeszcze z lat 90-tych były symbolem biedy. Dziś stały się symbolem gustu i stylu. W szmateksach kupuje dzisiaj 30 proc. Czechów.

Oprócz tych istniejących na każdym rogu wyrastają kolejne. Niektórzy oprócz szperania w stacjonarnych second-handach lubują się też w tych internetowych. Portale oferujące odzież z drugiej ręki przeżywają rozkwit.

Używana odzież, która pojawia się w czeskich sklepach pochodzi z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Włoch. W zeszłym roku do Republiki Czeskiej przyjechała odzież o wartości 400 milionów koron. Wśród ogromu tych ciuchów można znaleźć krótkie spodenki (cze. letní kraťasy) za 20 koron, a markowy sweter za 100. Ale to nie wszystko!

Nasza klientela po tak długim czasie jest rozpieszczona! Teraz oprócz tych najtańszych rzeczy chcą i droższe ale oryginalne. Z naszego szmateksu robi się teraz luksusowy butik – mówi Jana Stančíková właścicielka sklepu w centrum Pragi.

Dziennikarka telewizji CT24 postanowiła ubrać się w podobne ciuchy w second handzie oraz w zwykłym sieciowym sklepie. Efekt? Za używane, ale modne i eleganckie ubrania zapłaciła 330 koron. Za taki sam zestaw, ale kupiony w galerii handlowej zapłaciła prawie 2000 CZK.

585473

Praga: Koniec wielkich reklam w przestrzeni miejskiej

W ramach nowych przepisów budowlanych, które zaczną obowiązywać od 1 października, w czeskiej stolicy nie będzie można lokować nowych reklam. Jednak zmiany dotykają także innych problemów przestrzeni z jakimi zmaga się Praga.

reklamy

Przepis dotyczący reklam obejmuje wszystkie billboardy, szyldy oraz siatki reklamowe o powierzchni ponad 6 metrów kwadratowych, niezależnie od tego jaką funkcję będą pełnić – promocyjną, reklamową czy informacyjną. Ograniczenia dotyczyć mają całego miasta, zarówno terenów zabudowanych jak i parków czy terenów zalewowych. Prawo nie działa wstecz, stąd już istniejące billboardy będą jeszcze wisieć do czasu wygaśnięcia umów firm reklamujących się. Powściągliwy stosunek do tego zapisu przedstawiają właściciele czeskich firm, działających w rej branży, dla których jest to znaczne ograniczenie pola działalności.

Ważnym elementem nowego miejskiego prawa budowlanego jest określenie minimalnej szerokości chodnika. Nowopowstające praskie chodniki mają mieć co najmniej 1.5 metra. Gwarancja obecności drzew oraz innych form zieleni w przestrzeni miasta jest kolejnym interesującym zapisem w nowych przepisach. Każda ulica o szerokości większej niż 12 metrów będzie musiała mieć zapewniony pas do obsadzenia jej drzewami. Prawo budowlane określać ma też dozwolone wysokości budynków w poszczególnych rejonach miasta, aby zapobiec chaosowi i różnorodnej wysokości zabudowy w poszczególnych dzielnicach.

Projekt nowych praskich przepisów budowlanych przygotowywał Instytut Planowania i Rozwoju w Pradze. Pracami nad projektem przepisów kierował urbanista, Filip Tittl. Przy tworzeniu nowych praskich przepisów inspirowano się rozwiązaniami m.in. z Berlina czy z Wiednia. Burmistrz Pragi, Tomáš Hudeček, nazwał uchwalenie dokumentu „absolutnie koniecznym” w kontekście postępującej dewastacji architektury i urbanistyki miasta. „Chciałbym porównać go do nowego Kodeksu Cywilnego. Praga zyskała nowe prawo budowlane, o jakości zbliżonej podobnym regulacjom w europejskich miastach, kładącym nacisk na jakość układu urbanistycznego oraz kontekst miejsca” – powiedział burmistrz dla portalu e15.cz.

Źródło

Zrób na złość Putinowi i zjedz Žemlovkę

Czechofil.com przyłącza się do ogólnopolskiej akcji „robienia na złość Putinowi” i zachęca do jedzenia polskich jabłek. Jabłka z polskich sadów są najlepsze na świecie – jeśli będziecie gdzieś za granicą, jabłka które kupicie w sklepie zapewne pochodzić będą z Polski. Nasz kraj to trzeci eksporter jabłek na świecie.

apple-calm

Postanowiłem połączyć polskie jabłka z czeskim przepisem. Przepis pochodzi z nieprowadzonego już niestety bloga o czeskiej kuchni. Autorko tego bloga – jeśli to czytasz – odezwij się! Tak fajnie się nam pisało 😉

Żemlowka to jedno z łatwiejszych dań do wykonania, idealne na długie wieczory. W Czechach często żemlowkę podaje się jako danie główne obiadowe, chociaż ja wolę delektować się nią przy kawie. Składa się ona z starego chleba/bułek i nadzienia jabłkowo-rodzynkowego. Oczywiście można poddać się fantazji i np. zastąpić jabłka bananami lub twarogiem 🙂 Można podawać na ciepło i na zimno, posypane cukrem pudrem lub cukrem waniliowym. Żemlowkę układa się warstwowo, a podstawą jest czerstwe pieczywo.

– około 600g suchych bułek/chleba/chlebka tostowego
– 3 jajka
– 0,7l mleka
– 600g jabłek
– 150g cukru
– cynamon do smaku
– rodzynki
– ja dodaje jeszcze odrobinę rumu
– masło/margaryna

Przygotować naczynie żaroodporne i wysmarować tłuszczem. Jajko wymieszać z mlekiem w głębokim naczyniu. Chleb lub bułkę pokroić na cieniutkie plastry, które należy nasączyć jajkiem i mlekiem. Jabłka obrać i można je zetrzeć na tarce lub pokroić w bardzo cieniutkie plasterki. Na tym etapie moczę rodzynki w rumie, aby dobrze wpiły alkohol. Pokrojony chleb należy także zamoczyć, ale w rozmieszanym jajku z mlekiem. Układamy pierwszą warstwę w naczyniu do pieczenia, aby chleb dobrze zakrywał dno. Na tak przygotowany podkład umieszczamy jabłka, rodzynki i posypujemy cynamonem, cukrem, po czym przygotowujemy drugą warstwę chleba- powtarzamy proces moczenia w jajku i mleku. Trzecią warstwą są znów jabłka z rodzynkami i cynamonem, a czwartą ponownie chleb. Tak przygotowaną żemlowkę polewamy jeszcze na górze pozostałymi resztkami jajka z mlekiem i możemy dodać cieniutkie płatki masła, aby chlebek ładnie się opiekł. Wstawiamy do piekarnika o temp. 180 stopni na około 10-15 min, jak góra lekko się przypiecze- oznacza to, że żemlowka jest gotowa 🙂

Žemlovka
Žemlovka

06

Czesi palą na potęgę, najwięcej w Europie

W Czechach palacze stanowią ponad 40 proc. ludzi w wieku od 15 do 24 roku życia. Czechy to również ostatni kraj Unii Europejskiej, w którym palenie w lokalach jest całkowicie akceptowane.

koureni2

Chmury dymu papierosowego są nieodłączną częścią klimatu czeskich gospód i kawiarni. Miejscowi nie wyobrażają sobie, żeby mogło go zabraknąć w miejscach publicznych. To upodobanie znajduje odzwierciedlenie w konkretnych danych.

Autorzy raportu o stanie zdrowia społeczeństwa czeskiego, opracowanego przez Uniwersytet Karola w Pradze, pytali uczniów szkół podstawowych, czy palenie jest szkodliwe. Jedynie połowa z nich stwierdziła, że bardzo. Co więcej – praktycznie każdy z pytanych próbował palenia, zaś rekordziści mieli okazję zapalić swojego pierwszego papierosa w wieku dziewięciu lat.

Podobne informacje zebrali twórcy rocznego raportu ministerstwa zdrowia o stanie zdrowia obywateli. Zgodnie z ich ustaleniami popularność palenia wynika z kombinacji dwóch czynników – łatwiej dostępności papierosów oraz wielkiej tolerancji dla palenia tytoniu w czeskim prawie. Obecnie Czechy są jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym nie tylko nie maleje liczba palących, ale wręcz rośnie. Alarmujący jest również fakt, że większość palaczy uzależnia się od nikotyny przed ukończeniem osiemnastego roku życia.

Jednak zakazu palenia w miejscach publicznych, a zwłaszcza w gospodach i restauracjach od wielu lat nie udaje się wprowadzić. – Miejmy nadzieję, że tym razem wreszcie się to uda – mówi Jirzi Jerzabek z ruchu Czechy Bez Dymu i zwraca uwagę, że dziś Czechy są jedynym krajem UE, w którym taki zakaz nie obowiązuje. – Wynika to z faktu, że mamy tu silne lobby tytoniowe- dodaje.

Palenie w restauracjach (Europa, 2014)
Palenie w restauracjach (Europa, 2014)

Intensywne próby walki z paleniem tytoniu prowadzone są praktycznie od 2006 roku. Jednak od tamtej pory udało się jedynie uchwalić zakaz palenia w szkołach, instytucjach opieki zdrowotnej i środkach komunikacji zbiorowej.

Całkowitemu zakazowi palenia w lokalach gastronomicznych sprzeciwiają się sami restauratorzy, którzy uważają, że sprawę tę powinien uregulować rynek, a nie odgórne przepisy. Jak mówi portalowi iDNES.cz Vaclav Starek ze stowarzyszenia hoteli i restauracji „Już dziś jest przecież 60 proc. restauracji, w których obowiązuje zakaz palenia tytoniu”.

Starek pomija jednak fakt, że dane te dotyczą jedyne największych miast – Pragi i Brna. Ze świecą można szukać tego typu lokali w innych, mniejszych miastach. Na przykład w Usti nad Łabą na sto restauracji zakaz palenia obowiązuje jedynie w pięciu.

hosp-4

W walce z tytoniowym nałogiem nie pomaga też postawa obecnego prezydenta republiki Milosza Zemana, który nie tylko bardzo często publicznie pali papierosy, ale też wyraża opinię, że w pewnych okolicznościach nie są one szkodliwe.

– Chciałbym państwu zwrócić uwagę, że zacząłem palić w wieku 27 lat, kiedy mój organizm był już całkowicie rozwinięty i tytoń nie był dla niego niebezpieczny – powiedział w ubiegłym roku prezydent Czech w czasie wizyty w fabryce jednego z producentów papierosów. Głowa państwa pozwoliła sobie również na pewną sugestię: „Pozwólcie, abym poradził państwa dzieciom podobne postępowanie – aby poczekały aż będą miały 27 lat, a potem paliły bez żadnego ryzyka”.

Kolejny pomysł Czeskiej Poczty na biznes: stanie się apteką

Po nieudanych pomysłach na sprzedaż papierosów, zabawek i innych akcesoriów niezwiązanych z profilem działalności, Czeska Poczta ma nowy pomysł na biznes: będzie sprzedawała leki. Została podpisana już stosowna umowa z gigantem farmaceutycznym, firmą Euroclinicum. 

JB4939f3_IMG_0131

Już wkrótce oprócz wysłania listu czy pocztówki, będziemy mogli zakupić w okienku Czeskiej Poczty lek na prostatę bądź zaparcia. Dystrybucja medykamentów będzie skupiała się głównie w małych miejscowościach, gdzie nie są obecne apteki. Starsi mieszkańcy tych miasteczek nie umieją korzystać z komputera – nie zamówią sobie leków przez internet, tak jak to robi duża część osób – mówi rzecznik Czeskiej Poczty.

Wspomniana współpraca to czysty interes: Euroclinicum zarobi dziesiątki milionów koron na sprzedaży leków, a Poczta równie nie małe pieniądze na prowizji z ich dystrybucji. Sam koncern Euroclinicum na swoich aptekach zarabia rocznie setki milionów koron.

Leki będzie można zamówić na jednym z dwóch tysięcy oddziałów Czeskiej Poczty. Realizacja zamówienia ma trwać maksymalnie 48 godzin. Poczta może również dostarczyć zamówione medykamenty poprzez listonosza prosto do naszego domu. Niestety jak to zostało ujęte w umowie chodzi tutaj tylko o SPRZEDAŻ leków, o fachowym doradztwie w okienku poczty możemy zapomnieć.

Czeska Poczta od dłuższego czasu cierpi na odpływ klientów i pieniędzy. Po eksperymentami ze sprzedażą papierosów czy ubrań (i fali ostrej krytyki) zdecydowała się na dystrybucję leków. W tej chwili obecnej czeski gigant czerpie 1/10 swoich dochodów z usług towarzystwa oszczędnościowego Era, które należy do ČSOB.

Woda za droga? Tę z kranu wypijecie za darmo!

Ostatnio mój znajomy podniósł temat różnicy cen między wodą mineralną a piwem w czeskich knajpach. „W czeskiej knajpie -> woda 250ml = 30 koron, piwo 0,5l = 27 koron”. Dodał jednak, że ta różnica sprawia mu jedynie przyjemność. A co z tymi, którzy piwa pić jednak nie chcą? Muszą przepłacać? Okazuje się, że nie!

JB54468f_profimedia_0173865090

Jak donosi portal idnes.cz, restauracji, w których napijemy się wody z kraju wciąż przybywa. Szacuje się, że jest ich już około 30 procent. Jak to działa w praktyce? Jeśli woda z kranu umieszczona jest w menu, licz się z tym, że za nią zapłacisz. I to całkiem słono, bo kilkanaście koron. Dobrą dla klienta stroną kranowego biznesu jest fakt, że często wystarczy poprosić o szklankę wody z kranu, by kelner nam ją przyniósł.

Od połowy 2012 roku do teraz kranowych przybytków w Czechach przybyło (z 12 proc. do 35). W krajach Jihočeskim i Ústeckim takich miejsc jest nawet 40 procent. Z jednej strony jest to ukłon spragnionym w tym upale ludziom, a z drugiej strata właścicieli knajp: tak wysokie marże na samej wodzie dostrzegł nawet czeski rząd i nakazał by woda w czeskich hospodach była tańsza niż piwo. Jak widać rząd dalej nic w tej kwestii nie zrobił.

Coca-Cola kosztuje w hurcie trzynaście koron, sprzedajemy ją za czterdzieści. To samo z wodą: tę kupujemy za cztery korony, a klient może ją sobie zakupić za tyle ile kosztuje piwo. Taka sytuacja to marzenie każdego restauratora w Europie – mówi Michal Pelichovský, czeski restaurator.

To samo dotyczy lemoniad: robimy ją za grosze, a szklaneczkę napoju sprzedajemy za kilkadziesiąt koron – mówi właścicielka praskiej restauracji TGI Fridays, która serwuje również klientom wodę z kranu na żądanie.

Woda z kranu nie jest oczywiście usługą oficjalną. Jak to wszak rozliczyć? Doszło do tego, że jedna z restauracji stawiała na każdy stół dzbanek z kranówką. Niestety nawet dzięki takiemu ukłonowi w stronę klienta, nie zwiększyło to ani ruchu w restauracji ani nawet obrotów. Dzbanki z wodą zostały wycofane.

Ilość restauracji w danym kraju, która serwuje klientom wodę z kanu
Ilość restauracji w danym kraju, która serwuje klientom wodę z kanu

Restauratorzy i klienci zgodnie przyznają: wstyd jest pytać o wodę z kranu. Właściciel restauracji Nad Jezerem u Máchova Jiří Roith twierdzi, że woda z kranu zupełnie za darmo nie może być wydawana: Nam się to wtedy nie opłaci. Ale serwujemy klientowi nieograniczoną ilość dolewek za 30 koron. Kranówka w USA również jest za darmo, jednak kelnerzy liczą sobie 10 proc. za serwis czyli jej podanie. U nas to wychodzi taniej – wyjaśnia.

 

Bohumin tak blisko, a tak daleko jednocześnie

Pierwszy o 2.12 rusza Chopin, który przez Ostrawę mknie do Wiednia. Polonią dojedziemy aż pod włoską granicę do Villach, gdzie odbywają się konkursy Pucharu Świata w skokach narciarskich. Ostatni odchodzi Excelsior. O 23.22 przez Pragę jedzie do czeskiego Cheba, miasta niedaleko niemieckiej granicy. W ciągu doby odchodzi stąd 100 połączeń, bo dzięki swemu strategicznemu położeniu Bohumin (Bogumin) jest dziś ważnym europejskim węzłem kolejowym. Można stąd wyruszyć w wiele kierunków, tylko nie do Raciborza.

Nádraží_Bohumín

Kolej jest atutem tego miasta już od połowy XIX wieku. Pierwszy pociąg przyjechał tu z Lipnika nad Beczwą w 1847 roku. Za sprawą Kolei Wilhelma z Bohumina przez Racibórz i Koźle można było dotrzeć do Berlina, a oddana do użytku w 1872 roku Kolej Koszycko-Bogumińska łączyła miasto z Koszycami. Prawdziwą perełką architektury jest też tutejszy dworzec. Przebudowany na początku XX wieku w stylu neorenesansowym jest zaliczany obecnie do najładniejszych tego typu obiektów w Czechach.  Jego gruntowna modernizacja, która pochłonęła 2,6 mld koron czeskich zakończyła się dziewięć lat temu. Dziś z czterech peronów stacji odjeżdżają pociągi do Austrii, Słowacji, Polski i na Węgry. Radegast jeździ do Brna, Slovakią dostaniemy się do Koszyc, Varsowią do Budapesztu, a Chopin zawiezie nas do Wiednia. Kursują tu też pociągi do Polski (Silesia do Krakowa, Sobieski do Warszawy). Cztery razy dziennie (o 4.11, 5.11, 6.11 i 7.11) z Bohumina odjeżdża Pendolino, który trasę do Pragi pokonuje w 3 godziny 16 minut.

(…)

Zabytkowy dworzec jest dostosowany do potrzeb nawet najbardziej wymagających podróżnych. Znajdziemy tu informację (od poniedziałku do niedzieli otwarta w godzinach: 5.30 – 10.40, 11.10 – 14.30, 15.00 – 18.20), dwie poczekalnie, całodobowe kasy biletowe, w których możemy płacić kartami, w koronach lub euro (międzynarodowa i obsługująca połączenia lokalne) i czynne na okrągło bary. Informacje o przyjazdach i odjazdach pociągów wyświetlane są na nowoczesnych elektronicznych tablicach, można też skorzystać z klasycznych rozkładów jazdy.

Podziemnym przejściem dostaję się na trzeci peron, skąd ma odjechać pociąg do Warszawy.  Na każdym kroku widzę pracowników, którzy dbają o czystość dworca. Zbierają śmieci i pety, bo tu nikt nie przejmuje się obowiązującym zakazem palenia papierosów.

Wśród oczekujących na peronie spotykam polską obsługę pociągu, która zastępuje w Bohuminie czeską. W pociągu, który jedzie do Warszawy z Villach pracują do granicy z Czechami również Austriacy. – Pociągi mamy teraz lepsze, ale podróżni są wredniejsi – podsumowuje konduktor Tomasz Kozłowski, który z koleją jest związany od 20 lat.

Pierwszy raz w Bohuminie jest Josef Pekar, który ze Słowacji jedzie do dziewczyny do Łodzi. W podróży spędzi 10 godzin, ale czego nie robi się dla miłości? – Polki są najładniejsze – mówi z przekonaniem – i lepsze od Słowaczek! Kupiłem bilet miesięczny za 60 euro, mam nadzieję, że często będę z niego korzystał – dodaje.

Justyna Barkmanova jest Polką, która od lat mieszka z mężem Czechem w Pradze. Na wakacje przyjeżdża co roku do babci, która mieszka w Kielcach. – Podróż z małymi dziećmi nie jest już dziś takim wyzwaniem jak kiedyś. Wagony są klimatyzowane, a obsługa przynosi dzieciom zabawki i puzzle, żeby szybciej minął im czas. Korzystam też z tego, że dzieci do szóstego roku życia jeżdżą w Czechach za darmo – tłumaczy pani Justyna, która dba o to, by Łucja i Kuba mówili też po polsku – Ja znam trzy języki, bo uczę się angielskiego – mówi Łucja i po chwili namysłu dodaje: cztery, bo jeszcze słowacki!

To jedynie fragment tekstu z portalu noviny.pl. Autorem tekstu jest Katarzyna Gruchot. Cały tekst dostępny TUTAJ

Najsmutniejszy fragment tekstu:

W kasie międzynarodowej sprawdzam ceny biletów do wybranych miast. Za przejazd z Bohumina do Wiednia trzeba zapłacić 958 KC, do Pragi 315 KC, Krakowa 638 KC a Warszawy 1226 KC. Najdroższy jest bilet do austriackiego Villach, za który trzeba zapłacić 2246 koron. Najsmutniejsze jest jednak to, że nawet mając pieniądze, z Bohumina nie dotrzemy pociągiem do Chałupek, czy Raciborza.  Przewozy Regionalne deklarują, że 14 grudnia tego roku ma zostać uruchomione połączenie międzynarodowe na trasie Wrocław Główny – Bohumin (przez Kędzierzyn-Koźle, Kuźnię Raciborską i Rybnik).

Rowerem po Czechach? Tak, ale tylko sprawnym

Rowerem po Czechach? Mnóstwo Polaków przyjeżdża do nas na rowerach korzystając z nowych ścieżek rowerowych, ale ich wyposażenie często nie spełnia czeskich przepisów – informuje Dorota Havlikova, rzeczniczka Urzędu Miejskiego w Czeskim Cieszynie.

Otwarte niedawno nowe atrakcyjne trasy rowerowe (jak trasa nr 10 z Beskidów, przez Czeski Cieszyn do Kocobędza), ich bliskość oraz malownicze położenie zachęcają do rowerowych wycieczek po czeskiej stronie Olzy. W sezonie letnim w rejonie Czeskiego Cieszyna polskich rowerzystów bywa więcej niż Czechów. Ale nieznajomość przepisów może nas drogo kosztować. Ile? To zależy od wykroczenia. Za jazdę dziecka bez kasku rowerowego mandat wynosi do 2 tysięcy koron, czyli około 320 zł.

– Mandaty mogą być bardzo wysokie przede wszystkim w wypadku, gdyby rowerzysta był uczestnikiem kolizji. A za spowodowanie wypadku i uszczerbku na zdrowiu przez pijanego rowerzystę może być wymierzona nawet kara więzienia – przestrzega Havlikova, która nie ukrywa, że podczas akcji profilaktycznej skierowanej do rowerzystów, w czasie której czescy strażnicy miejscy zatrzymywali i wręczali odblaski oraz mapy rowerowe kierowcom jednośladów, wyszły na jaw braki w wyposażeniu polskich rowerzystów. Na co powinniśmy zwrócić uwagę i o czym powinniśmy pamiętać, wybierając się rowerem do naszych południowych sąsiadów, żeby nie narazić się na otrzymanie mandatu? Jest kilka takich rzeczy. Oto one:

1 KASK – u naszych południowych sąsiadów kask jest obowiązkowy dla wszystkich rowerzystów do 18. roku życia. I nie jest ważne czy jeździsz na rowerze górskim, corssowym czy leciwej damce. Kask musi być.
I to dobrze zapięty, czego wielu naszych rodaków nie zawsze przestrzega.

2 ODBLASKI – zgodnie z czeskim prawem każdy, ale to każdy, rower musi mieć oświetlenie z przodu oraz biały odblask, a z tyłu czerwone (dopuszczalne migające) oraz czerwone światło odblaskowe. Bez tego nawet się nie ruszajmy na szlak.

3 HAMULCE – niby to takie oczywiste, że nie jeździmy na rowerze, który nie ma sprawnych hamulców. Ale warto wiedzieć, że zgodnie z czeskim prawem każdy rower musi mieć – uwaga! – co najmniej dwa niezależne, skutecznie działające hamulce.

4 POD OPIEKĄ – to informacja szczególnie ważna dla rodziców, dziadków i innych opiekunów. W Czechach dzieci mające mniej niż 10 lat mogą jechać na rowerze tylko i wyłącznie w towarzystwie osoby starszej niż 15 lat. W foteliku można przewozić dziecko w wieku do 7 lat, ale może to zrobić tylko rowerzysta, który ma więcej niż 15 lat.

5 PRZYCZEPKI – u naszych południowych sąsaidów od 2012 roku można też przewozić dzieci w przyczepkach rowerowych, ale mogą to robić tylko pełnoletni (od 18 lat). W tym przypadku, podobnie jak w Polsce przyczepka musi być prawidłowo oznakowana – nie tylko w odblaski, ale i chorągiewkę.

6 ALKOHOL – zgodnie z czeskim prawem na rowerze nie można jeździć pod wpływem alkoholu. W Czechach niedozwolona jest jakakolwiek ilość alkoholu we krwi kierowcy samochodu czy roweru. Mandat za jazdę pod wpływem alkoholu waha się od 10 tys. do 20 tys. koron (poniżej promila alkoholu) oraz od 25 do 50 tys. koron powyżej jednego promila. Odmowa poddania się testowi na zawartość alkoholu we krwi podlega grzywnie w wysokości do 50 tys. koron.

7 TELEFON – warto także pamiętać, że w Czechach obowiązuje zakaz trzymania w ręku telefonu komórkowego podczas kierowania rowerem – dopuszczalne jest jedynie telefonowanie za pomocą zestawu hands-free.
53bff6631d01d_o
Ciekawe trasy rowerowe
Szlak Zamków nad Piotrówką to jedna z ciekawszych tras rowerowych na pograniczu polsko-czeskim.
Liczy około 24 kilometry. Zaczyna się w Kończycach Wielkich, kończy w Gołkowicach. Po drodze można zobaczyć wiele ciekawych zabytków w gminach Hażlach, Zerzydowice, Piotrowice koło Karwiny oraz Godów znajdujących się w znacznej części w dolinie rzeki Piotrówki. Np. stylowy pałac z przełomu XVII i XVIII wieku w Kończycach Wielkich, czy zameczek myśliwski z drugiej połowy XVIII wieku zbudowany w czeskiej Pierstnej. Trasa nie jest trudna, można ją przejechać także z dziećmi.

Drugą polecaną przez nas trasą jest tzw. Szlak Olzy.
Umożliwia on poznawanie rowerem najciekawszych miejsc położonych nad symboliczną dla regionu rzeką Olzą. Zaczyna się w Cieszynie, słynącym z takich zabytków jak XII-wieczna rotunda czy Studnia Trzech Braci, po czym wiedzie do Czeskiego Cieszyna, Kocobędza, gdzie można zobaczyć wieżę strzelniczą, Albrechcic, Karwiny z pięknym parkiem zdrojowym w stylu angielskim, Dziećmorowic i Lutyni Dolnej, gdzie można podziwiać zamek z końca XVI w. Trasa nie jest trudna, ale warto podzielić ją na dwa dni.

naszemiasto.pl

„Petro Kvitowa, jesteś śmieciem!”

Czescy politycy żądają, aby Petra Kvitova została pozbawiona obywatelstwa naszych południowych sąsiadów, bo przeprowadziła się do Monte Carlo i nie płaci podatków. – Jest śmieciem – mówi Daniel Rovny.

– Gdy ktoś porzuca Czechy dla innego państwa, powinien stracić obywatelstwo Republiki Czeskiej. Odrzuca bowiem pomoc, jaką w dojściu do sukcesu, zaoferowały mu Czechy – powiedział radiu Impuls czeski polityk partii socjaldemokratycznej (ČSSD) Stanislav Huml, który jest oburzony faktem, że mistrzyni Wimbledonu Petra Kvitova nie uiści do państwowej kasy podatku za zwycięstwo w Londynie, bowiem na przełomie października i listopada przeprowadziła się do Monte Carlo.

pkHuml jest zdania, że przypadek Kvitovej, która za zwycięstwo w Wimbledonie zainkasowała 1,76 mln funtów brytyjskich (60 mln koron czeskich), jest idealną okazją, aby rozpocząć debatę na temat mieszkających poza granicami kraju czeskich sportowców, którzy tym samym unikają płacenia podatków w ojczyźnie. – Nie tylko Czechy, cała Europa powinna się nad tym zastanowić. To powinno ulec zmianie – dodał Huml na łamach dziennika Mladá fronta Dnes.

– Najlepsi czescy sportowcy powinni oddać społeczeństwu to, co im dało – stwierdził socjaldemokrata i przewodniczący Izby Deputowanych czeskiej komisji budżetowej, Václav Votava, dodając, że „jeżeli czescy sportowcy nie chcą płacić podatku w ojczyźnie, to powinni poważnie zastanowić się, czy chcą reprezentować Republikę Czeską”.

Suchej nitki na Kvitovej nie zostawił również praski komunista, Daniel Rovný. – Petro, zostałaś wychowana na obiektach sportowych, które powstały z podatków biednych ludzi. Dlaczego teraz, będąc osobą bogatą, unikasz płacenia podatków? – zwrócił się do Kvitovej Rovný, nie przebierając w słowach: – Jesteś świetną tenisistką, ale jako człowiek jesteś śmieciem.

W obronie Kvitovej oraz Radka Stepanka, Tomasa Berdycha i Lucie Safarovej, którzy także są rezydentami Monte Carlo, stanął Ivo Kaderka, prezes Czeskiej Federacji Tenisowej (ČTS). – Nigdy nie wybaczało się sukcesów w tym kraju, a teraz jeszcze chcą za nie karać – powiedział Kaderka, podając za przykłady Ivana Lendla i Martinę Navratilovą, którzy z Czechosłowacji wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych i reprezentowali barwy tego kraju.

Tymczasem policja w Pradze, poinformowała o zatrzymaniu 23-letniego mężczyzny, który rzekomo miałby grozić Kvitovej w rozmowie telefonicznej – Policja wykonała świetną robotę – przyznał rzecznik prasowy tenisistki, Karel Tejkal.

Czesi Polakom kojarzą się z piwem i smaženým sýrem, mówi Czech mieszkający we Wrocławiu

Jiří Kočka przeprowadził się z Pragi do Wrocławia z powodu studiów. Mówi, że między Czechami a Polakami nie ma tak dużych różnic. Uważa, że młodych ludzi już tak Kościół nie kręci, chociaż fakt, iż nie jest ochrzczony wciąż budzi zainteresowanie. 

Jiří Kočka - arch. prywatne
Jiří Kočka – arch. prywatne

Co Cię najbardziej zaskoczyło zaraz po przeprowadzce?

Wielkiego szoku kulturowego nie przeżyłem. Polska mentalność i obyczaje jakoś nie różnią się zbytnio od tych czeskich. Jadąc tutaj miałem w głowie kilka stereotypów, ale większość z nich się nie potwierdziła. Kościół już młodych ludzi tak bardzo nie interesuje, jak to się w Czechach wydaje i chociaż wszyscy uważają się za katolików, to mało kto chodzi do kościoła co niedzielę, o spowiedzi nie wspominając. Krytykę Kościoła słyszę tutaj dużo częściej niż w republice. Mój pobyt zaczął się od miesięcznego intensywnego kursu językowego. Jako jedyny byłem Słowianinem. Ale choć język polski nie jest łatwy, jako jedyny miałem łatwiej niż pozostali w grupie. Nawet po pół roku wciąż robiłem błędy językowe. Prawdziwego języka nauczyłem się dopiero, gdy zamieszkałem z Polakami w wynajmowanym mieszkaniu. Wiele słów brzmi podobnie jak w języku czeskim, ale znaczy zupełnie co innego. Często z tego powodu dochodziło do śmiesznych sytuacji. Nie będę już wspominał o słowie „szukać” bo to wszyscy już znają.

Czy dla Polaków jakieś czeskie zwyczaje były nietypowe, coś ich zaskoczyło?

Polacy nie znają wielkanocnego zwyczaju, nazwanego u nas pomlázką. Nigdy o czymś takim nie słyszeli. Wszyscy byli też zaskoczeni, że nie jestem ochrzczony. Poza tym, gdy przyjechałem z moimi polskimi przyjaciółmi do Pragi, Czesi słysząc, że są to Polacy zaczęli ich słownie atakować. Było mi strasznie wstyd.

Czy brakuje Ci czeskiego jedzenia?

Asortyment w polskich sklepach jest podobny, jednak znalazłem już kilka restauracji, gdzie serwują svíčkovou s knedlíkem. Na pewno nie brakuje mi czeskiego piwa. Te we Wrocławiu znajdziemy w każdej prawie restauracji. Ludzi atakuje od wejścia szyld „CZESKIE PIWO”. Co najciekawsze, nie są to wcale czeskie koncerniaki, ale wyszukane rodzaje lokalnego czeskiego piwa. Jeśli chodzi o polskie piwo, Polacy piją te powyżej 5 proc. Piwo bezalkoholowe to rarytas. Z niewiadomego mi powodu Polacy kojarzą czeską kuchnię ze smaženým sýrem. Wiele razy przygotowywałem go znajomym i zawsze byli zadowoleni. W sumie na smaženým sýrze kończą się moje zdolności kulinarne.

Jak reagują Polacy na wieść o tym, że pochodzisz z Republiki Czeskiej?

Polacy kojarzą nasz kraj głównie z Pragą. To bezapelacyjnie numer jeden wśród Polaków. Poza tym Czechy dla nich to Helenka Vondráčková (wielkie dla mnie zaskoczenie) i jej piosenka  „Malovaný džbánku“ oraz Ewa Farna, której twarz znajdziemy na okładkach wielu kobiecych pism.

Interesujesz się polską polityką?

Polską politykę śledzę głównie poprzez portal lidovky.cz. To wystarczy, abym miał informację co się w Polsce dzieje i bym mógł dyskutować o tym z moimi znajomymi. Partie polityczne są tutaj trochę bardziej konserwatywne niż w Czechach, ale to chyba ze względu na wpływ Kościoła. Duża część polskiego społeczeństwa jest wiecznie niezadowolona z życia, tak samo jak Czesi zresztą.

Kim jest Jiří Kočka?

Urodził się w 1990 roku. W Pradze studiuje nauki społeczne. Ku zdziwieniu rodziny i znajomych, na swój kierunek w programie wymiany studentów Erasmus wybrał Polskę. Trafił na jedna z wyższych uczelni we Wrocławiu.

Czeskie Środy w Kinie Wisła – Lemoniadowy Joe

Film Lipskiego jest jedną z najsłynniejszych komedii z poprzedniego ustroju – zabawną parodią popularnych, zachodnich gatunków (western, musical) powstałą za żelazną kurtyną w czasach kiełkującej Nowej Fali.
lemonade joe-02
 
Do Tiger-Saloonu (…), gdzie w tempie niebywałym i trybie nieustającym tłuką się i piją kowboje, wkracza szlachetne dziewczę Winnifred w towarzystwie sędziwego ojca o twarzy łagodnej i naznaczonej cierpieniem. Są oni niby pierwsi chrześcijanie wśród rzymskich żołdaków: niezrozumiali w swej czystości, śmieszni w swej niezłomnej wierze; bo cóż głoszą? Że trzeba porzucić whisky i pić tylko bezalkoholową lemoniadę. Kowboje – jak na kowbojów przystało – przyjmują tę parę proroków z szyderstwem i pogardą, i kto wie jakie ofiary musiałaby ona złożyć na bezalkoholowym ołtarzu, gdyby w saloonie nie zjawiła się nowa postać. Jest to młodzieniec o urodzie efeba i sile Herkulesa, ideał strzelca i wzór dżentelmena, Lemoniadowy Joe. Bo Joe, na którego widok bledną najwięksi awanturnicy, którego kocha, rzecz prosta, Winnifred, pije jedynie lemoniadę. Ta lemoniada, którą zwie Kolaloka, jak mityczne źródło Hippokrenem, darzące natchnieniem poetów, jemu daję siłę ducha, męstwo i szlachetność. Pijcie Kolalokę – woła piękny Joe, i nikt nie śmie mu się sprzeciwić. (…) Znakomite zakończenie filmu „Lemoniadowy Joe” – reżyseria Oldřich Lipský, scenariusz Jiři Brdečka, wespół z Lipskim – przydaje ich parodii westernu akcent nie oczekiwany i zaskakujący. Od pierwszego kadru byliśmy bowiem przygotowani na serię przerysować i gagów (…), których jedynym i wystarczającym, zdawałoby się, celem miało być wydobycie maksimum komizmu z wątków Dzikiego Zachodu. (…) Jednakże okazało się, że czeskim filmowcom nie było tego dość; że chcieli zabawy, ale z morałem; że ich parodię miał zamknąć końcowy akcent satyryczny, który w gruncie rzeczy godzi już nie w sam gatunek (w oczywisty sposób im sympatyczny), ale w zasadę nadrzędną cywilizacji wspartej na interesie. (…) Zręczność „Lemoniadowego Joe” polega na tym, że ów morał (…), nie tylko nie został wyjawiony przed sceną końcową, ale doskonale mieści się w ramach przyjętej dla całego filmu stylistyki. (Joanna Guze, „Film” 1965, nr 34)
 
Prelekcję przed filmem wygłosi Jacek Dziduszko, dziennikarz filmowy i animator kultury.
 
Bilety na seans: 12 zł
 
Partner cyklu: Czeskie Centrum w Warszawie
__
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Lemoniadowy Joe”
środa, 9 lipca, godz. 20:00
Nove Kino Wisła, Plac Wilsona 2

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑