Znajomość języków obcych wciąż jest niedostateczna. Ci, którzy ubiegają się o pracę wykazują w swoich CV jedynie znajomość angielskiego na podstawowym i średnim poziomie. Nie dość, że często to o wiele za mało to okazuje się, że znajomość angielskiego nie jest już taką zaletą jak dawniej.
Według właścicielki portalu Profesia.cz Kateřiny Jaroňovej, język angielski nie jest już tak często wymagany jak kiedyś. Dzisiaj co piąta oferta pracy związana jest ze znajomością języka niemieckiego. Jeszcze przed otwarciem rynku pracy Niemcy obawiali się najazdu Czechów na swój kraj, jednak okazało się, że Czesi wcale nie kwapią się do przeprowadzki za ich północno-zachodnią granicę ze względu na słabą znajomość niemieckiego.
Dziś okazuje się, że wciąż chłonny niemiecki rynek potrzebuje czeskich fachowców. Jednak ci wolą zostać w Czechach zamiast uczyć się niemieckiego. Ta postawa dziwi tym bardziej, iż Niemcy to główny partner handlowy Republiki Czeskiej.
Według portalu Profesie.cz szanse na rynku pracy w Czechach ma ten, kto oprócz czeskiego i angielskiego zna dodatkowe języki. Największe zainteresowanie wśród pracodawców budzi obecnie język rosyjski.
Okazuje się, że poziom znajomości języka obcego kandydatów na stanowiska nie odpowiada pracodawcom: gdy w 44% ofert o pracę wymagany jest biegły angielski, to tylko 22% kandydatów deklaruje średnio zaawansowaną znajomość tego języka.
Czeski film o kręceniu filmu. Czeskiego, ale w polskiej koprodukcji. Czyli komedia międzykulturowych nieporozumień, którą można zobaczyć w kinach całej Polski. Ale czy udana?
Niezła zabawa, ale też i krótka rozprawka o różnicach między polskim oraz czeskim poczuciu humoru – jak również o różnicach w stosunku do siebie, życia etc., jakie dzielą nasze, sąsiadujące ze sobą narody. Zaczyna się od tego, że czterech popularnych czeskich aktorów (w Polsce najbardziej chyba znany jest Pavel Liska) postanawia nakręcić film o sobie samych. Przeszłych (wszyscy studiowali razem w tej samej szkole), obecnych, prawdziwych, takich, jakimi widzą ich czeskie tabloidy itd. – gra jest skomplikowana, a mistyfikacja kilkupiętrowa. Ale jak to z produkcją filmu, zwłaszcza pół-prywatnego bywa – zaczyna brakować pieniędzy. Na szczęście (?) zjawia się wówczas polski koproducent (Czeczot), gotów wesprzeć projekt finansowo. Tyle, że producent jest jak klient – płaci i wymaga – i w zamian za poratowanie budżetu stawia określone warunki (np.Kraków ma udawać Brno). I choć dochodzi tu początkowo do wzajemnego bratania się oraz polsko-czeskiego romansu (uznany przez czeskie brukowce za nieuleczalnie chorego Liska i okazująca mu samarytańskie współczucie Zawadzka), współpraca z każdym dniem staje się coraz trudniejsza…
Żywiołem tego filmu jest autoironia. I w planie indywidualnym (aktorzy chętnie nabijają się tu z samych siebie), i zbiorowym (Czesi śmieją się z własnej czeskości). Ale żeby być uczciwym: śmieją się również z nas, z naszej nabożności, kultu Jana Pawła II, nadętej powagi, braku dystansu – czyli raczej stereotypowo (nawiasem mówiąc, mnie się wydaje, że opinia o naszej niezdolności do śmiania się z siebie jest mocno przesadzona: za często braliśmy w d , żeby nie wypracować sobie obronnych mechanizmów auto-deprecjacyjnych). Nie ma jednak co się z tego powodu obrażać, bo obstrzał idzie tu we wszystkich kierunkach i nie oszczędza się nikogo (z tytułu katolicyzmu np. bardziej obrywają Morawianie).
Mam słabość do tego rodzaju wariackich, częściowo improwizowanych produkcji, co nie oznacza jednak bezkrytycznego zachwytu. Po pierwsze, z moich własnych doświadczeń z planu filmowego i jego okolic wynika, że jest tam w rzeczywistości znacznie śmieszniej. To praktycznie komediowy samograj, a tu sytuacji naprawdę komicznych, ale takich do głośnego śmiechu, jest raczej niewiele, przeważa chichocik. Po drugie, często materią komiczną jest osobiste życie wykonawców: dobrze zapewne znane czeskim widzom, polskim nie, co niektóre żarty czyni nieczytelnymi. Po trzecie, film jest przynajmniej o 20 minut za długi – przydałby mu się jakiś montażysta bez serca, do którego nie przemawiałyby argumenty typu: „a czy nie szkoda…?”. Myślę, że widzom przynajmniej kilkunastu scen szkoda by nie było.
To już ponad dwa lata kiedy odbył się we Wrzeniu Świata I Zlot Czechofilów. Pamiętam ten dzień jak dziś: wypełniona po brzegi sala, zachłanni wiedzy i siebie nawzajem uczestnicy oraz wyśmienici goście. Ten dzień był wyjątkowy również dla Michała oraz Eweliny – to właśnie Zlot szczęśliwie połączył ich drogi.
Michał i Ewelina
26 marca 2011 podczas spotkania, w ramach rozluźnienia atmosfery każdy miał za zadanie powiedzieć kilka słów o sobie. Uczestnikami Zlotu byli ludzie praktycznie z każdego miejsca w Polsce. Nic tak nie łączy jak wspólna pasja – w tym wypadku Czechy i wszystko co czeskie. Okazało się, że do obgadania jest tyle rzeczy, że zabrakło nam czasu i gdy zamknięto Wrzenie udaliśmy się na piwo do Czeskiej Baszty. Tam już w mniej oficjalnej atmosferze naradzały się znajomości. Niektóre przetrwały do dziś.
Ale dla pewnej dwójki ludzi ten dzień to był początek czegoś głębszego. Zwykła znajomość przerodziła się w uczucie. Przetrwali trudności związane z mieszkaniem w dwóch odrębnych miastach i na szczęście teraz mieszkają już razem. Uznałem, że ich historia jest na tyle interesująca, abym mógł ją Wam opowiedzieć. Jest to dla mnie jakby symbol, bo uczucie pomiędzy dwoma czechofilami wzrastało równolegle z liczbą wpisów na blogu i moim zapałem do jego pisania.
On pracuje w Warszawie, ona studiuje bohemistykę w Opolu. Jeżdżą do siebie i odwiedzają co jakiś czas. Po trzech miesiącach od Zlotu dochodzą do wniosku, że chcą być razem mimo przeciwności losu. Michał po jakimś czasie dochodzi jednak do wniosku, że tęsknota za Wrocławiem jest silniejsza i wraca do rodzinnego miasta. Teraz jest bliżej Eweliny, wszak Opole to tylko godzina drogi pociągiem. Po czasie Ewelina podejmuje decyzję, że ostatni rok studiów spędzi na wrocławskim uniwersytecie. Odkąd Michał i Ewelina zamieszkali razem, mają podwójną motywację aby zajmować się czeskimi pasjami.
W zeszłą sobotę wybrałem się do Wrocławia specjalnie po to, by się z nimi spotkać. Życzę im, by ich szczęście wzrastało wraz z pojawianiem się kolejnych wpisów na blogu!
PS: Kolejny mini zlot czechofilów już 24 października – kogo tym razem połączy wspólna pasja?
We wrześniu trzy lata temu wpadłem na pomysł, aby zacząć pisać bloga na temat życia w Republice Czeskiej. Wtedy mieszkałem jeszcze w Ostrawie i bacznie obserwując czeskie zwyczaje, zacząłem je opisywać. Nikt wtedy nie sądził, że z pozoru pisanie dla siebie w sieci, przerodzi się w pisywanie dla ogromnej rzeszy moich Czytelników!
Gdy zakładałem bloga brakowało w sieci strony, na której można by było znaleźć nie tylko podstawowe informacje o Czechach, ale również doniesienia o tym, co aktualnie się dzieje za naszą południową granicą. W tej otchłani stron internetowych brakowało takiej, która będzie elementarzem dla każdego czechofila. Postanowiłem wziąć na siebie tę odpowiedzialność i stałem się Waszym przewodnikiem po Republice Czeskiej. Tym samym można też stwierdzić, że blog czechofil.com stał się Waszymi wrotami do Czech.
Kiedy czytam Wasze maile, utwierdzam się w przekonaniu, że warto było zacząć pisać tego bloga. Cieszy mnie każdy Wasz głos, mail czy komentarz. Będę się starać, aby z każdym tygodniem blog stawał się coraz ciekawszy, albo przynajmniej nie tracił na swej wartości.
KONKURS
Wasz odzew na zaproponowany przeze mnie konkurs był bardzo duży! Przypomnieliście mi wiele ciekawych wpisów, które w trakcie tych trzech lat pojawiły się na stronie czechofil.com. Wybór zwycięzcy był bardzo trudny, jednak nagrodę może dostać tylko jeden z Was. Tym razem za „Podróż transgraniczną” książkę otrzymuje Artur! Serdecznie gratuluję!
Wspomnę jeszcze, że trzecie urodziny bloga nie będą obchodzone tylko we wrześniu. Już 24 października spotkamy się wszyscy w Warszawie, aby wspólnie świętować. Szczegóły wkrótce na blogu. Bądźcie czujni i zaglądajcie tutaj!
Umowa na czas określony, zjawisko dobrze znane w Europie, zaczyna być coraz powszechniej stosowana w Republice Czeskiej. Dotąd rzadko z niej korzystano, ponieważ prawo zobowiązywało pracodawców do podpisywania po dwukrotnym zastosowaniu takich umów kontraktów na czas nieokreślony.
Po niedawnej nowelizacji kodeksu pracy zezwalającej na podpisywanie bez ograniczeń kolejnych umów na czas określony należy się spodziewać, że ich liczba gwałtownie wzrośnie (obecnie jest ich 344 000), a za tym pójdą wszelkie konsekwencje, jakie one niosą, m.in. odmowa udzielenia przez bank kredytu.
Lidové Noviny uważają, że ten przepis prowadzi do podziału wśród pracowników i zalecają jego większe uelastycznienie w odniesieniu do wszystkich rodzajów umów.
Informacje o zmianach w kodeksie pracy zbiegły się z ogłoszeniem przez Czeski Urząd Statystyczny informacji o tym, iż Republika Czeska w końcu wyszła z recesji. Gospodarka Czech zanotowała w drugim kwartale bieżącego roku wzrost o 0,6 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem, co oznacza że wyszła z recesji. W porównaniu z drugim kwartałem 2012 roku PKB był jednak niższy o 1,3 proc. Gospodarka Czech kurczyła się od trzeciego kwartału 2011 roku do pierwszego kwartału 2013 roku; była to najdłuższa recesja od czasu rozpadu Czechosłowacji w 1993 roku. Aby stymulować wzrost, bank centralny obniżył w listopadzie zeszłego roku stopę procentową do 0,05 proc.
Czechy zamierzają być kolejnym krajem, który zostanie współorganizatorem mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2020 roku – poinformowały brytyjskie media.
Czeska reprezentacja
Sekretarz generalny Czeskiego Związku Piłkarskiego Rudolf Repka zadeklarował złożenie kandydatury do europejskich organów zarządzających przed upływem ostatecznego terminu, czyli 12 września.
Aby zorganizować turniej, nasi południowi sąsiedzi będą musieli wybudować stadion na co najmniej 30 tysięcy miejsc. Taki obiekt najprawdopodobniej powstanie w Pradze.
W styczniu UEFA potwierdziła, że Euro 2020 odbędzie się w 13 miastach 13 europejskich państw. We wrześniu 2014 roku zostaną ostatecznie wybrani gospodarze finałowego turnieju.
Tymczasem już w ten czwartek drużyna Czech będzie w czwartek drugim przeciwnikiem reprezentacji Polski koszykarzy w grupie C mistrzostw Europy. Biało-czerwoni z reprezentacją Czech w finałach ME jeszcze nie grali, ale mają stare porachunki z kwalifikacji do takich turniejów, gdy rywale zza południowej granicy stawali im na drodze do awansu. Z sześciu takich spotkań przegrali aż pięć.
Mało kto o tym wie, ale Czesi i Słowacy również odegrali ważne role przed i w trakcie działań zbrojnych adresowanych przeciwko Polsce we wrześniu 1939 roku.Za głównych agresorów we wrześniu 1939 r. uznaje się wyłącznie Niemców i ZSRR. Tymczasem w napaści na Polskę brali udział nasi południowi sąsiedzi – Słowacy. W wyniku słowackiej agresji Polska utraciła 0,1% swego terytorium w postaci północnej części Spisza i Orawy (770 km²) zamieszkanego przez 34 509 obywateli polskich.
Trzech agresorów: Tito, Stalin i Hitler
W 1938 roku miejscowość Mosty koło Jabłonkowa, wraz z całym Zaolziem, została przyłączona do Polski. Pierwotny plan Adolfa Hitleraprzewidywał jako termin napaści na Polskę godzinę 4:30 rano w dniu 26 sierpnia 1939 r. W noc poprzedzającą rozpoczęcie działań wojennych oddziały dywersyjne miały dokonać w nocy z 25 na 26 sierpnia napadu na stację kolejową Mosty koło Jabłonkowa i zająć tunel jabłonkowski do czasu nadejścia od strony Czadcyregularnych wojsk niemieckich.
Rozkaz Hitlera o przesunięciu terminu agresji na Polskę na 1 września nie dotarł na czas do dywersantów, którzy wieczorem wyruszyli już na akcję. Przechodząc górami dotarli do Mostów między godz. 3 a 4 nad ranem. Z pobliskiego wzgórza ostrzelali stację kolejową oraz stojącą obok willę kierownika polskiej szkoły, w której kwaterowali polscy saperzy, po czym opanowali dworzec. Po wzięciu do niewoli polskich robotników, udających się do huty w Trzyńcu, dywersanci nadaremnie czekali na nadejście wojsk niemieckich. Nie udało się im zawładnąć tunelem, który obsadzili zaalarmowani wystrzałami Polacy. Nie zdobyli tak naprawdę nawet samej stacji kolejowej: telefonistka z nieodkrytej przez dywersantów łącznicy, mieszczącej się w podziemiach stacji, zdołała zawiadomić o wszystkim polskie dowództwo. Gdy nad ranem dywersanci nawiązali łączność ze sztabem niemieckiej 7. Dywizji Piechoty w Żylinie i zostali poinformowani o zaistniałej sytuacji, zdecydowali się opuścić stację.
Agresja słowacka na Polskę rozpoczęła się zgodnie z planem Hitlera – 1 września o godzinie 8:00 bez uprzedniego aktu wypowiedzenia wojny. Głównymi kierunkami operacyjnymi Armii Słowackiej były: Zakopane-Bukowina-Jurgów, Piwniczna-Nowy Sącz-Grybów-Tylicz oraz Komańcza-Sanok-Lesko-Cisna.
W ciągu dwóch dni Słowakom wspieranym m.in. przez niemieckie oddziały udało się zająć m.in.: Niedzicę, Dunajec, Harklową, Czorsztyn, Krościenko i Nową Białą. Do 9 września 1. Dywizja „Jánošik” opanowała ponadto Zakopane i Jaworzynę Spiską, po czym skierowała się w stronę Nowego Targu. Na kierunku tym miała nacierać początkowo 2. Dywizja oraz Grupa Szybka, jednakże wskutek zmiany planów operacyjnych ze strony niemieckiej, zaniechano dalszych ataków. 3. Dywizja zajęła tereny Polski na głębokość 60-90 km. 17 września, w dniu agresji radzieckiej, lotnictwo słowackie wspierane przez Luftwaffe dokonało nalotów na główne arterie komunikacyjne i większe miasta. Walki z Polakami trwały do 23 września, kiedy to wydano rozkaz o demobilizacji armii słowackiej.
Dlaczego Słowacja napadła na Polskę? W marcu 1939 r, Czechosłowacja utraciła niepodległość w wyniku śmiałych żądań Hitlera, chcącego za wszelką cenę otoczyć Polskę od południa. Z zaistniałej sytuacji skorzystał ksiądz Józef Tiso, polityk związany ze Słowacką Partią Ludową. Chcąc u boku Hitlera stworzyć niezależne od Czechów państwo słowackie, stanął na czele rządu proklamowanej przez siebie Republiki Słowackiej.
Hitler miał chronić integralność nowego państwa pod warunkiem zerwania kontaktów dyplomatycznych z Polską i współdziałania militarnego wojsk słowackich w agresji na Polskę. Słowacka armia o kryptonimie „Bernolak” licząca 51 tys. żołnierzy, miała osłaniać wschodnie skrzydło 14. Armii niemieckiej dowodzonej przez gen. Wilhelma Lista.
Oficjalnym powodem włączenia się Republik Słowackiej w wojnę z Polską były rzekomo uzasadnione obawy przed planowanym przez stronę polską podziałem terytorium Słowacji między Polskę i Węgry (były to tylko pogłoski) oraz chęć przyłączenia do nowo powstałego państwa terenów spornych – Jaworzyny Spiskiej (zatarg trwał od 1924 r.).
Matra Szewczyk przyjechała do Pragi w ramach programu studenckiego Erasmus. Jej pobyt miał trwać rok, jednak okazało się, że nie może żyć bez Pragi. Czechofil.com oraz lidovky.cz prezentują kolejny wpis z serii Czeski Szok.
foto: Marta Szewczyk
Co Cię najbardziej zaskoczyło przy pierwszej wizycie?
To, że Czesi bardzo sobie cenią swój wolny czas. Nie wiem czy dalej się tak dzieje, ale kilka lat temu w mniejszych miejscowościach sklepy zamykano już o godzinie 11 w sobotę. W sobotę wszak się odpoczywa a nie pracuje.
Kiedy zdecydowałaś, że chcesz zostać tu na stałe?
W Polsce studiowałam bohemistykę i udało mi się przyjechać do Pragi w ramach Erasmusa. Jednak Praga okazała się bardzo podstępnym miastem: najpierw się w niej zakochujesz, a gdy cię owinie wokół palca, dopiero wtedy zaczynasz dostrzegać tę codzienną życiową gonitwę.
Co Ci w Czechach przeszkadza?
Ciężko jest wszystkich wrzucać do jednego worka, ale zauważyłam, że brakuje tu w ludziach ciepła i słowiańskiej spontaniczności. Czesi są tolerancyjni, ale mam wrażenie, że to raczej obojętność. Denerwuje mnie, że większość ludzi, zwłaszcza tych młodych zupełnie nic nie wie o Polsce. Jedyne co Czesi wiedzą o naszym kraju to to, że mamy morze, Kraków i „niezdrową żywność”. To smutne, bo ta miłość do Czechów jest nieodwzajemniona….
Jak Czesi odnoszą się do siebie nawzajem?
Polacy są trochę bardziej otwarci. Poza tym czeskie dzieci są strasznie rozpuszczone i myślę, że nie zaszkodzi im odrobina dobrych manier. Zdziwiło mnie natomiast, że nawet młodzi ludzie na uczelni mówią do siebie na Pan i Pani. Często miewam na uczelni takie sytuacje, że mój rówieśnik powie do mnie „pani Marto”. Na początku myślałam, że robią sobie ze mnie jaja, ale później zauważyłam, że tak zwracają się również do innych osób.
Lubisz czeski humor?
Polacy uwielbiają czeskie komedie, ale nie zdają sobie z tego sprawy, że ich scenariusze pisze samo życie. Bardzo mi się podoba, że Czesi potrafią śmiać się sami z siebie. Podziwiam fenomen Jary Cimrmana i chciałabym mieć takiego dziadka jak Zdeněk Svěrák.
Uczysz się czeskiego?
Język to był powód, dla którego tu przyjechałam. Żyć w danym kraju bez znajomości języka jest dla mnie bez sensu. Teraz czeski chłonę raczej z czasopism i książek. Jednak bez względu na to jak dobrze będę mówiła po czesku i tak będę postrzegana jako obcokrajowiec co bardzo komplikuje sytuację w chwili, gdy starasz się o posadę na bardziej kreatywnym stanowisku. To mnie trochę boli.
Czego ci w Republice brakuje najbardziej?
Brakuje mi moich przyjaciół, z którymi nie muszę umawiać się miesiąc wcześniej, gdy chcę wyjść na miasto. Mam wrażenie, że w Polsce jest o wiele łatwiej zadzwonić do kogoś, powiedzieć mu przez telefon, że stoję pod jego blokiem i po prostu wyjść z nim na spontanie na piwo lub na kawę. Lecz może to jest tylko problem wielkomiejskiej Pragi? Denerwuje mnie też, że w Pradze trudno jest używać roweru jako codziennego środka transportu. W Polsce jest według mnie lepiej rozwinięta infrastruktura dla rowerzystów.
Para biznesmenów z Pragi miała wyłudzić od niepełnosprawnego intelektualnie mężczyzny 30 milionów koron wygranych na loterii. Ostatecznie jednak pozostaną na wolności.
45-letni bezdomny František Václavek pracował dorywczo w praskiej cukierni należącej do dwójki biznesmenów, Jany Cernej i Miroslava Šoški. Według jego zeznań w czerwcu 2010 wygrał 30 milionów koron na loterii, po czym pochwalił się informacją swojemu szefostwu. Ci zaoferowali, że pomogą odebrać mu nagrodę. Nie miał konta w banku, nie mógł więc samodzielnie odebrać wygranej.
Cerna przedstawiła się w punkcie loteryjnym jako właścicielka zwycięskiego losu i podała swój numer konta. Za zdobyte w ten sposób pieniądze kupiła luksusową willę w Klánovicach na przedmieściach Pragi. Pozwoliła bezdomnemu mieszkać w posiadłości przez 9 miesięcy i zapewniała go w tym czasie, że jest jej właścicielem. W kwietniu 2011 Václavek pokłócił się z Cerną i w końcu został wyrzucony z domu. Znów wylądował na ulicy bez jakichkolwiek pieniędzy.
„Bezdomny przynosi szczęście”
Proces pary przedsiębiorców trwał ponad rok. Sędzi nie udało się ustalić, czy doszło do przestępstwa, zastosowano więc domniemanie niewinności. Cerna i Šoška twierdzą, że zwycięski los należał do nich. Groziło im do 10 lat odsiadki. Prokurator proponował karę więzienia o zaostrzonym rygorze, grzywnę w wysokości 2 milionów koron i obowiązek wypłaty pełnego odszkodowania bezdomnemu.
Według specjalistów Václavek ma lekkie upośledzenie umysłowe, jest łatwowierny i daje sobą manipulować. Przed sądem jego wypowiedzi były niejednoznaczne i wewnętrznie sprzeczne. Sądu nie przekonał fakt, że jego wersję potwierdzili policyjni śledczt i pracownicy cukierni. Z drugiej strony na korzyść przedsiębiorców zeznawali ich znajomi i krewni. Według relacji tej strony dwójka biznesmenów miała przyjąć bezdomnego do zakupionej willi tylko dlatego, że „to przynosi szczęście”. Według oskarżyciela niespójność wypowiedzi Václavka nie świadczy o tym, że kłamał w sprawie zwycięskiego losu, tylko o jego niskiej inteligencji. Oskarżyciel odwołał się od wyroku i sprawa będzie rozpatrywana przez sąd wyższej instancji.
Rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej w Czechach może być od stycznia jeszcze łatwiejsze. Już nie trzeba będzie wpłacać kapitału zakładowego w wysokości 200 tys. koron, teraz do założenia firmy wystarczy jedynie jedna korona.
Wiele początkujących właścicieli spółek z ograniczoną odpowiedzialnością (czes.: s.r.o.) musiało przy zakładaniu firmy wpłacić kapitał w wysokości 200 tys. koron. Tak naprawdę ta kwota miała robić wrażenie na przyszłych klientach i kontrahentach i budzić ich wiarę w to, że firma ta rzeczywiście posiadała ten kapitał – stwierdził František Korbel z Ministerstwa sprawiedliwości.
Kolejną zmianą ma być możliwość edytowania on-line danych o firmie w Rejestrze Handlowym. Od stycznia zatem nie tylko założymy firmę przez internet, ale również szybko i o każdej porze dnia i nocy prześlemy dane o zmianach w strukturze firmy. Słowem: żadnego czekania na decyzje – wszystko przez Internet.
Wraz z ułatwieniami dla przedsiębiorców dojdą również nowe obowiązki. Więcej na ten temat do poczytania na stronach odpowiedniego Ministerstwa.
Każdego miesiąca na czeskiej mapie pojawiają się dwa, trzy nowe małe browary. W sumie jest ich na chwilę obecną około 250. Gdy giganci dominujący na rynku ogłaszają zastój w sprzedaży piwa, małe browary przeżywają rozkwit.
Według właściciela browaru Bernard Stanislava Bernarda, Czechy przegoniły już Niemcy jeśli chodzi o ilość małych browarów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Bo żeby warzyć piwo wcale nie potrzeba dużo miejsca. Świadczy o tym na przykład historia minibrowaru w Třebonicích. Jego właściciel David Staněk zapewnia, że udaje mu się produkować piwo na 16 metrach kwadratowych garażu i części kuchni.
Jeszcze kilka lat temu próbował warzyć piwo w jednej kadzi, do dziś z jego browaru wyszło już 48 różnych gatunków piw. Każda butelka tego złocistego trunku wyszła spod jego ręki – Pan David nie zatrudnia bowiem żadnego pracownika. Cały zapas piwa zostaje sprzedany w hospodzie którą prowadzi. W cały swój interes zainwestował do tej pory pół miliona koron.
Niestety w dobie rozkwitu małych browarów okazało się, że miejsc do przygotowywania piwa jest więcej niż wykwalifikowanych piwowarów. Dlatego trzeba uważać na każde nowe miejsce: czasami niestety nie uda się nam dostać wybornego regionalnego piwa, ale jego nędzną podróbkę.
W ostatnim czasie fenomenem stał się tzw.: „latający browar”. Do jego założenia wystarczy jedynie pozwolenie. Gdy papierkowa robota jest już załatwiona, inny działający browar po prostu przenosi swoje siły przerobowe do nowego miejsca, a zyskiem dzielmy się po połowie. W Czechach w chwili pisania tekstu były trzy takie „latające browary”.
Czechy coraz bardziej zaskakują – kryzys rządowy przybrał takie rozmiary, że prezydent republiki musi 28 sierpnia rozwiązać Izbę Poselską a na datę przedterminowych wyborów wybrał koniec października. Co się dzieje z Czechami, które do tej pory uchodziły za ostrożne i roztropne?
Rozwiązanie Izby Poselskiej w istocie oznacza pełne moralne bankructwo rządów prawicy, które doprowadziły kraj do dzisiejszego kryzysu. Ten rząd całymi latami trzymał ludność w napięciu grożąc krachem finansowym, aby usprawiedliwić swoją politykę gospodarczą. Ludzie w to wierzyli i ich negatywne oczekiwania zmaterializowały się, co doprowadziło do spadku produkcji. Dopiero teraz sytuacja trochę polepszyła się. Prawica stale deklarowała walkę z korupcją, przez co umacniała swoją pozycję. I nagle okazało się, że ona sama ugrzęzła w korupcji. Zdymisjonowanie poprzedniego premiera Petra Nečasa przypominało amerykański serial: przeszukiwania w urzędach państwowych, kochanka premiera – szefowa sekretariatu wplątana w korupcyjne schematy. W dodatku ona mobilizuje służby specjalne do śledzenia żony szefa rządu. I wszystko dlatego, aby on uzyskał rozwód i ożenił się z nią… To jest moralny upadek prawicy – Obywatelskiej Partii Demokratycznej! – mówi Jan Mladek z opozycyjnej Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej.
Czy to znaczy, że zmęczeni prawicowymi rządami Czesi skręcą na lewo? W tym przypadku lewicowa większość w parlamencie może mieć decydujący wpływ na sytuację w kraju, a także na stosunki z Rosją, z którą Czesi nie utrzymują zażyłych kontaktów od dłuższego czasu.
To, co zaczęło się jako tani wątek jak z brukowca, przybrało postać wielkiej kuli śnieżnej, która niszczy kariery polityczne i obala rządy – mówi o sytuacji w republice Dariusz Kałan z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Dokąd idą Czechy i którą drogą? Zapewne odpowiedź na to pytanie poznamy pod koniec października po wyborach.
Dwaj prywatni przewoźnicy oraz jeden państwowy w końcu przerywają milczenie i zasiadają do stołu by dyskutować nad honorowaniem wszystkich biletów w swoich pojazdach. To, co w Polsce jest wciąż nierealnym marzeniem, w Czechach może stać się rzeczywistością.
foto: idnes.cz
Do tej pory podróż z Pragi do Opawy wymagała zakupu dwóch biletów: jeden na Leo Express a drugi na Czeskie Koleje. Teraz ma się to zmienić. Właściciele trzech przewoźników w końcu chcą się dogadać i dogodzić pasażerom w Republice Czeskiej. Teraz nikt nie będzie musiał czekać dwie godziny na pociąg – będzie mógł wsiąść w każdy, który akurat podjedzie.
Aby móc honorować wszystkie bilety, trzeba najpierw połączyć systemy rezerwacyjne trzech przewoźników. Wszyscy właściciele zapewniają jednak, że uda im się to zrobić bardzo szybko.
Skąd taka zmiana?
Ministerstwo Transportu już od dłuższego czasu naciskało, żeby ten pomysł wszedł w życie, jednak bezskutecznie. Teraz okazało się, że możliwe jest wejście na czeski rynek kolejnego prywatnego przewoźnika, co wystraszyło władze firm przewozowych.
Ulga dla pasażerów?
Na pewno wielkim udogodnieniem będzie możliwość rezerwowania biletu na danym odcinku, a nie na danego przewoźnika. Na niekorzyść będzie przemawiał fakt zrównania cen biletów na odcinku Ostrawa-Praga, który obsługują wszyscy trzej przewoźnicy.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.