Polska to dla Czechów „chłopiec do bicia”

Ogromne nadzieje na przełamanie stereotypów, poprawę naszego wizerunku i zyskanie sympatii spełzły na niczym. Jest gorzej niż było rok temu. Euro 2012 miało poprawić nasze notowania u Czechów. Tymczasem miejscowi politycy i media wręcz prześcigają się w niechęci do Polaków. Dziś to już nie są milczące i niewypowiedziane pretensje, ale głośne zarzuty a nawet ataki – na szczęście tylko słowne.

8992_10151585772936103_1937417124_n

Lista stereotypów, jakie na temat Polaków są wciąż żywe w czeskiej świadomości, jest długa. Po Euro 2012 i wielu przychylnych opiniach na temat naszego kraju pojawiła się nadzieja, że może wreszcie coś się zmieni. Niestety nadzieja okazała się była płonna. – Nie jem tych waszych gówien – powiedział niedawno na antenie Czeskiej Telewizji Andrzej Babisz – największy czeski producent artykułów spożywczych, kiedy poczęstowano go polską kiełbasą.

Niechęć do polskiej żywności stała się w ostatnich miesiącach swego pretekstem dla epatowania braku sympatii dla Polaków – w każdej możliwej dziedzinie. W efekcie obrywa się nam za to, że mamy (stosunkowo) nowoczesne i konkurencyjne rolnictwo, wykształcone kadry, w miarę sprawną gospodarkę, wreszcie powstające autostrady, a nawet za dostęp do morza.

Polacy to cwaniacy

– Polacy to tacy cwaniacy – mówi pracownik biura podróży w Pradze, Jan Stehlik. – Oni ciągle patrzą, jak zrobić interes, na czymś zarobić, wykorzystać sytuację. Ciągle czymś handlują, coś kupują, coś sprzedają – dodał. Dziwi taka opinia w ustach człowieka, który nie wystawił nosa poza Pragę i nie ma pojęcia jak wygląda Polska i czym, na co dzień zajmują się Polacy.

Podobnie jest w czeskich mediach. Oczywiście tematem wiodącym jest żywność – a konkretnie konina. Czeskie media z lubością opisują przypadek znalezienia feralnej koniny w mięsie z Polski. O innych przykładach i krajach raczej milczą.

Pomimo że czeski urząd weterynaryjny na swoich stronach internetowych informuje, że ujawnił kilkanaście przypadków końskiego mięsa w zadeklarowanym wołowym, media szeroko rozpisują się o tym, że nieprawidłowości stwierdzono przede wszystkim w mięsie pochodzącym z Polski. Nagłówki gazet, informacje w metrze, radiu i telewizji krzyczały: „Konina z Polski”, „Sfałszowane polskie mięso”, „Polacy znowu oszukują”. Jednak żadna z tych informacji medialnych nie przyznała, że na wszystkie stwierdzone przypadki koniny, tylko jeden pochodził z polski (większości fałszerstw dopuścili się czescy producenci). Mało tego – ujawnione mięso nawet nie zostało jeszcze wprowadzone na rynek. Dopiero, kiedy afera objęła kolejne kraje Europy, Czesi trochę odpuścili Polakom.

Polska – zaorane kartoflisko

Polskie drogi – kolejny drażliwy temat. Myślę, że sami doskonale wiemy jak wygląda nasza infrastruktura. 50 lat zaniedbań i kolejne 20 lat urzędniczej niemocy zrobiły swoje. De facto jesteśmy 70 lat za Europą. Ale każdy przyzna, że choć mozolnie, to jednak czynimy postępy w tej dziedzinie. Dziś bez przeszkód można dojechać z Berlina aż za Kraków i prawie do Warszawy. Pojawiają się kolejne odcinki dróg z północy na południe. Sukcesywnie remontowane i modernizowane są najważniejsze drogi krajowe. – Ale w Polsce nie ma w ogóle dróg – upiera się Katerina Nemcova, nauczycielka z Brna. – Tam nie da się jeździć! To jest jakaś tragedia! Zaorane pole! – dodaje.

Zapytana, kiedy po raz ostatni była w Polsce szybko odpowiada: „Nie trzeba jeździć do Polski, żeby wiedzieć, że tam są tylko pola i lasy. Kartoflisko (czeskie: Polsko-Bramborsko)”.

Polacy nie chcą współpracować

Kiedy w Polsce wybuchła afera solna czeski minister rolnictwa Petr Bendl zapewniał Czechów, że współpraca z Polakami w tej sprawie przebiega sprawnie i nie ma żadnego zagrożenia dla zdrowia obywateli jego kraju.

Kiedy jednak kilkanaście dni później chciał odwrócić uwagę wyborców od swoich niepopularnych decyzji, kozłem ofiarnym okazali się znów Polacy. Natychmiast zwołał konferencję prasową, na której poinformował dziennikarzy, że wysłał do swojego polskiego odpowiednika Marka Sawickiego list z żądaniem udostępniania listy firm, które wprowadziły do obiegu sól przemysłową. Nie krył oburzenia tym, że ciągle nie dostał odpowiedzi. Dopiero zapytany przez korespondenta Polskiego Radia – kiedy wysłał ten list – przyznał, że przed dwoma godzinami. Czeskie media jednak jakoś zapomniały zacytować zarówno pytanie Polaka jak i odpowiedź ministra.

WIĘCEJ TUTAJ

Jak Polak z Czechem – czyli dlaczego nas nie lubią

W Polsce panuje moda na Czechy. Ale Czechom trudno przełamać stereotyp Polaka: biedaka, awanturnika, oszukującego handlarza, nieroba. Dlaczego nas nie lubią? O tym w felietonie Bernadetty Waszkielewicz z wprost.pl

1293801390_by_kirysek_600Kierowcy ostrzegają się przed wyjazdami do Czech: weź z sobą komplet żarówek i bezpieczników. Czeski policjant dokładnie cię sprawdzi, znajdzie każdy brak i wlepi mandat nawet 2000 zł!

Po części to drogowe mity, jednak sporo osób z Czech wywozi złe wspomnienia. O swoich sąsiadach piszą, że to „smutny i nieuprzejmy naród. W Pradze udają, że nie rozumieją, co się do nich mówi po polsku. Lepiej rozmawiać po angielsku”.

Polaków w Czechach nazywa się pogardliwie handlarzami, jak my kiedyś ludzi ze Wschodu na naszych bazarach. Kiedy runęła żelazna kurtyna, ówczesny minister finansów Václav Klaus obawiał się, że wykupimy towary z czeskich sklepów. Straszył wręcz, że przemytnicy wywiozą do Polski wszystkie czeskie jajka.

Ta żywnościowa wojenka utrzymuje się do dziś. Czesi zarzucają naszym firmom, że sprzedają produkty niskiej jakości. A przez Czechy od czasu do czasu przetacza się fama o trującej polskiej żywności. Kiedy w zeszłym roku wybuchł skandal z metanolem sprzedawanym z Czechach jako markowy alkohol, próbowano znaleźć polski wątek afery. Czeski dziennik „Lidové Noviny” doniósł, że metanol mógł pochodzić z Polski. – Momentalnie wszystkie czeskie media rzuciły to na pierwszą stronę – wspomina Witold Kożdoń, cieszyński dziennikarz „Dziennika Zachodniego”.

Komentarze Polaków pod newsami były ostre: „Czesi są perfidni. Niedawno podawali, że zanieczyszczone powietrze pochodzi z Polsko, niedługo rozgłoszą, że ten syf płynący Odrą pod Ostrawą też. Za komuny, gdy mieli braki cukru na rynku, też pisali, że Polacy go wykupują. Kiedy jadę na zachód Europy, to wybieram tranzyt przez Słowację i omijam szerokim łukiem ten nadęty naród”.

Odpowiedzi też były mocne: „My, Pepiki, mamy skodiczkę, dobre piwo, wspaniałe metro, czyste pociągi, mamy superszybkie Pendolino, zabytki, o których wy marzycie. A wy, Polaczki, co macie? Metro? Buhahaha. Wszędzie śmierdzi, bród, bieda, obdrapane budynki, jeść na mieście strach. Straszna ta Polska. Nie chlejcie tyle wódki, tylko tak jak my – do pracy!”.

CAŁOŚĆ TUTAJ

Czesi są nieprzyjacielscy i ksenofobiczni

Wywiad ze Zbigniewem Liberą – polskim artystą, autorem instalacji i wideoinstalacji, fotografem. Od 2009 roku wykłada na praskiej ASP.

94fe8_Libera-Zacheta-Warszawa

 

Robert Kowalski: W Polsce od lat panuje miłość do Czechów. Ty, który spędziłeś tam 5 lat, pracując na akademii jako profesor sztuki, nie wyglądasz na człowieka, który by tę miłość podzielał.

Zbigniew Libera: A jak wyglądają tacy, co się załapali? Noszą coś na sobie czeskiego?

No na przykład nigdy nie powiedzieliby nic złego na temat Havla, a ty mi już powiedziałeś.

Trzeba zacząć od tego, że ja też lubię Vaclava Havla, zawsze też uważałem go za postać z polskich marzeń, bo mamy  do czynienia z kimś, kto jest autorytetem społecznym, jest prezydentem i jeszcze do tego jest wykształcony, jest pisarzem, dramaturgiem, robi filmy i ma poczucie humoru. Do tego można go spotkać w knajpie na obiedzie, bo wiadomo, gdzie chodzi i nie prowadza za sobą całej jednostki wojskowej, która ma go chronić itd. Nie dziwi mnie, że Polacy chcieliby mieć takiego prezydenta, nie tylko Polacy zresztą, chyba wszyscy by chcieli mieć takiego prezydenta, wszelkie wątpliwości precz i polegać na nim jak na opoce. Zdaje się jednak, że prawda jest inna, nikt nie jest taki świetlisty, nikt nie jest taki do końca święty.

No to wyjaw tę znaną Ci prawdę.

Tak. Chcę powiedzieć, że mnie też to zabolało, jak odkryłem, że owszem był bardzo fajny, ale tylko jeśli chodzi o, powiedzmy, „rasowych europejczyków”, natomiast już pewną mniejszość narodową w swoim kraju nie bardzo cenił. Myślę tu o Romach oczywiście. Czesi są w gruncie rzeczy trudni do uchwycenia, Robią wrażenie bardzo tolerancyjnych, otwartych i że wszystko tam przejdzie, choćby legalizacja marihuany…

No i za to nam się między innymi podobają.

Tak, ale to jest złudzenie, ponieważ w gruncie rzeczy Czesi nie są ani wcale tak otwarci, jak my im przypisujemy, ani tak tolerancyjni.

Ale zostańmy jeszcze przy Havlu.

Zaraz do niego dojdziemy, ale zdaje się, że trzeba powiedzieć parę słów tytułem wstępu. Przede wszystkim ktoś, kto chce mówić o Czechach, musi wziąć pod uwagę ich odmienną historię. A w związku z tym inny sposób rozwiązywania najważniejszych problemów, z jakimi się stykały nasze narody. My, jak myślimy o trwaniu narodu, to zaraz trzeba chwycić za broń. Czesi tę broń sami produkują, nieźle na tym zarabiając, chociaż nie ma takiej bitwy, którą mogliby wygrać z kimś, kto im zagrażał w historii. W związku z tym przyjęli inną strategię. I ta strategia w końcu doprowadziła do tego, że mamy do czynienia ze społeczeństwem niezwykle utajnionym. Tworzą pozory. Jedną z cech, które zdołałem odkryć, jest ksenofobia. W pewnym momencie wydawało mi się, że Czesi po prostu myślą, że są niewidoczni. Ponieważ są w dolinie, między górami ułożeni, jak patrzy się z Niemiec w kierunku wschodnim, to nie widzi się Czech tylko od razu Ukrainę. W związku z tym wszystko tylko wobec samych siebie, tylko we własnym sosie, pomiedzy sobą. Jirka do Pepo, ten do Honzy a ten ostatni do Jirki z powrotem, bo nie ma już niczego więcej. Inną cechą, która z tego wynika, jest jednak nacjonalizm i nietolerancja, jeśli chodzi o Cyganów czy też Romów. To wyszło w latach 90. – kiedy zaczęto głośno mówić na temat czeskich obozów pracy dla Cyganów.

Tylko krótki wtręt na temat, o którym mówiłeś. Na czeskim Facebooku jest profil „Chcemy morza, w miejscu, gdzie jest Polska”.

No jasne kochają morze – przecież mówią na powitanie „ahoj”. Ale wracając do rzeczy, jeszcze przed samą wojną w 1938 roku na terenie Czech powstały dwa obozy koncentracyjne dla Cyganów. Nazywało się to obozy dla uchylających się od pracy, ale trafiali tam przede wszystkim Romowie. Obóz, który znajdował się w miejscowości Lety, to są południowe Czechy, jest bardzo dobrze udokumentowany. Prawie wszyscy jego więźniowie, koło 3 tysięcy, trafili ostatecznie do Auschwitz. Dowództwo było czeskie, obsługa była czeska. (…)

WIĘCEJ TUTAJ

Czechy przepraszają Niemców za skutki II wojny światowej

Za wypędzenia i przymusowe wysiedlenia Niemców sudeckich z Czechosłowacji po II wojnie światowej przeprosił „byłych współobywateli” premier Czech Petr Neczas. Kancelaria ustępującego prezydenta Vaclava Klausa uznała, że przeprosiny te są „szokujące” – podaje „Gazeta Wyborcza”.

sudeci

 

Strona czeska żałuje, że zarówno w wyniku powojennych wygnań, jak i przymusowych wysiedleń sudeckich Niemców z ówczesnej Czechosłowacji, wywłaszczania i odbierania obywatelstwa przyczyniono się do wielu cierpień i krzywd niewinnych ludzi, także biorąc pod uwagę zbiorowy charakter przypisywania winy – powiedział Neczas w czasie wizyty w Monachium (premier Czech przemawiał w bawarskim parlamencie). Neczas zwrócił się do Niemców słowami: „Drodzy rodacy i byli współobywatele”. Neczas podkreślił też, że niemieckojęzyczni obywatele Czech wnieśli swój wkład w „gospodarczy i kulturalny rozwój czeskich terenów w całej ich historii”.

Premier Czech zaznaczył jednocześnie, że „czasu nie da się cofnąć” w związku z czym Niemcy nie mogą liczyć na zwrot majątków na terenie Czech, które odebrano im po wojnie decyzją władz komunistycznych.

Słowa premiera wywołały oburzenie czeskich komunistów, którzy zażądali natychmiastowej dymisji szefa rządu. Z kolei Kancelaria Prezydenta ostrzegła, że słowa Neczasa mogą „otworzyć drzwi na roszczenia majątkowe sudeckich Niemców”.

Praska uczta

W Pradze byłem już wiele razy. Czy to skwar czy mróz, zawsze zachwycała. Tym razem pogoda zaskoczyła nie tylko mnie, ale i innych turystów. Tyle śniegu w Pradze dawno nikt nie pamięta.

Nie wiem jak to się stało, ale w ciągu jednego dnia spadło w Pradze prawie 30 centymetrów śniegu. Zasypało całe miasto, nie dało się chodzić. Autobusy ledwo jeździły, a służby miejskie nie nadążały za odśnieżaniem. Istny kataklizm.

 IMG_20130223_155853

Pogoda taka miała też i swoje uroki – na zwiedzanie miasta wybrali się jedynie najwytrwalsi zaopatrzeni w kalosze lub buty śniegowe. Praktycznie nie było Polaków, Rosjan garstka, za to Chińczyki i ich aparaty jak zwykle nie zawiedli. Włosi lepili gałki i bałwany, a Czesi… Czesi jak zwykle woleli w turystyczne rejony się nie zapuszczać.

Moi znajomi na samą myśl, że po raz kolejny muszą iść na Most Karola i Hradczany zgrzytali zębami. To nic, że mieszkają na Małej Stranie i wszędzie mają rzut beretem. Po prostu moi Czesi są już wyczuleni na praskie turystyczne klasyki. Warszawiaki też na Starówkę nie chodzą. Jednak udało mi się ich namówić.

 

Tym razem gościł mnie w Pradze kolega, którego nie widziałem prawie dwa lata. Wszystkim znajomym ogłosił, że będzie miał wyjątkowego gościa „z daleka” („Warszawa to już wschód, prawie Rosja”). Postanowił mnie przywitać pieczoną kaczką z czerwoną kapustą. Podobno kiedy Czech robi komuś domową kaczkę, oznacza to, że żywi on duży szacunek do gościa. Byłem wniebowzięty! Nowo poznana współlokatorka mego Czecha zdradziła mi w tajemnicy, że kaczką tą mój gospodarz chwalił się dzień wcześniej wszystkim znajomym. Nadeszła chwila prawdy. Kaczka była wyśmienita. Uznałem, że lepiej powitać mnie nie mógł. Ruszyliśmy do miasta…

A w centrum…praska klasyka! Most Karola, Hradczany, Vaclavak… Nuda. Gdy już przestałem zwracać uwagę na te wszystkie pamiątki, zacząłem przeżywać piękno wszystkich praskich kamienic. Sklepowe witryny, wejścia do restauracji, zdobienia i wzory – wszystko jest takie oszałamiające! Wcześniej tego nie dostrzegałem. Jedno się jednak nie zmieniło – Praga jest jak miasto z bajki. No gdzie indziej znajdziemy taką architekturę?

No a ludzie? Wiem, że tego typu wpisy budzą największe zainteresowanie… Przez dwa dni da się zauważyć kilka różnic między Warszawą a Pragą. Po pierwsze w metrze nikt się nie przepycha, w marketach ludzie się mniej śpieszą i więcej uśmiechają. Dalej Unii się nie lubi i się na nią narzeka. Polska żywność wciąż straszy, ale już wędliny się chwali. Każdy się dziwi, że wybrano Zemana i każdy się pyta kto na niego głosował. Chwali się Pragę za wygodne życie, choć tak bardzo się na nią narzeka: że droga, że zakorkowana. Pije się dużo taniego piwa i żyje się spokojnie. Generalnie życie płynie przyjemnie. W Pradze o rosnącym bezrobociu nikt nie mówi. Mówi się za to o rozglądaniu się za lepszą pracą. Przynajmniej moi znajomi o tym mówią.

Często myślę o tym, że Praga to moje miejsce na ziemi. Z każdym wyjazdem tam coraz bardziej się w tym upewniam. Zbieram kasę na kolejne wyjazdy, a w sobie zbieram siły, by zrobić ten odważny krok i rzucić wszystko dla Pragi. Ale czy wtedy ta czechofilska miłość będzie taka sama jak teraz? Taka bezwarunkowa i platoniczna…?

WIĘCEJ ZDJĘĆ TUTAJ

Nazwa Pomazánkové máslo znika

Od połowy tego roku pomazánkové máslo zostanie zastąpione Tradičním pomazánkovym. Jest to następstwo decyzji Unii Europejskiej, która nie zgadza się, by produkt zawierający mniej niż 80% masła nazywane było masłem.

Pomazánkové máslo | foto: idnes.cz
Pomazánkové máslo | foto: idnes.cz

Z decyzją UE nie zgadza się właściciel firmy Jihočeská Madeta, która od lat produkuje ten czeski specjał. Wtóruje mu prezydent Václav Klaus.

To głupota! Do żadnych zaleceń stosować się nie będę i dalej z naszej fabryki wyjdą Pomazánkové másla.” – rzekł Milan Teplý. Przyznał jednak, że w firma myśli również nad alternatywną nazwą, ale zdradzać jej nie będzie, bo boi się, że potem Unia mogłaby wydać kolejne zalecenia dotyczące ujednolicenia nazwy.

 Istne szaleństwo! Jeśli będziemy zajmować się tego typu głupotami, a poważne sprawy zostawiać na później, to jest to według mnie zła gra toczona z Unią – tego typu gier nigdy nie lubiłem” – stwierdził Klaus.

Firma Madeta już zaczęła prowadzić antyeuropejską kampanię – na swoich wozach dostawczych przy nazwie „Pomazánkové máslo” zaczepiła czarny kir z napisem „Pamiętamy”.

Decyzja UE odnośnie Pomazánkového másla to kolejna porażka Republiki Czeskiej w sprawie nazewnictwa czeskich produktów. Wcześniej tradycyjny czeski rum musiał być nazwany Tuzemákem. Unia zakazała także używania nazwy „marmolada” dla żelu z truskawek czy brzoskwiń – decyzją UE tego typu produkt musi być nazywany dżemem albo galaretką…

Nową nazwę, która średnio podoba się Czechom, muszą stosować wszyscy producenci tego specjału. Kto się nie dostosuje, dostanie karę w wysokości 3 milionów koron.

Portal idnes.cz zorganizował konkurs na nową nazwę dla czeskiego wyrobku:

  • Máslová pomazánka
  • Pomazánkové m@slo
  • Pomazánková pomsta EU

Choceňská mleczarnia, która jest najstarszym producentem Pomazánkového másla (od 1979 roku), obliczyła, że sama produkcja nowych opakowań i etykiet wyniesie 1,5 miliona koron. Czeski specjał to 65 proc. całej produkcji Madety. 

Źródło: idnes.cz

Czesi również są lekomanami

Nasi południowi sąsiedzi w jednej dziedzinie próbują dogonić Polaków – zażywają ogromną ilość leków.
Każdego roku Czesi wyrzucają ponad 245 ton leków!

Lekarna

Państwowy Instytut Kontroli Leków przeprowadził badanie wśród dwóch tysięcy gospodarstw domowych.

Z danych Instytutu wynika, że jedna piąta leków nie jest w ogóle używanych, a co dziesiąta rodzina nigdy

nie kontroluje zawartości domowej apteczki.

„Każdego roku przyjmujemy z powrotem przeterminowane leki za ponad jeden miliard koron. Daje to około 

245 ton tabletek” – poinformował minister zdrowia Leoš Heger.

Czesi w roku 2011 zmarnowali medykamenty za kwotę 1,6 miliarda koron. W większości oddali je do aptek,
reszta (kwota wartości 400 milionów koron) trafiła do śmietników. Niektóre jednak trafiły do
kanalizacji, zatruwając przy okazji środowisko. Likwidacja przeterminowanych leków przyniesionych do
aptek kosztowała 7,5 miliona koron.

Rocznie w Republice Czeskiej sprzedaje się leki za 60-70 miliardów koron! Z tego 35 miliardów to są leki
na receptę – tych wyrzuca się jedynie 3,7 proc.

Badanie wykazało jeszcze, że jedna rodzina ma średnio 17 opakowań leków, z tego 41 proc. na receptę. Jedna trzecia Czechów wyrzuca leki do kanalizacji.

Czeskie Ministerstwo Zdrowia zamierza przeprowadzić akcję informacyjną dotyczącą sposobów składowania leków, właściwego ich zażywania i oraz pozbywania. Niestety nie dotarłem do informacji mówiącej o tym czy Czesi zażywają leki zgodnie z zaleceniami lekarza.

Jestem przekonany jednak, że żaden z Czechów nie ma tyle pecha co pewna mieszkanka Warszawy, która zażywając 70 różnych preparatów jednocześnie, trafiła do szpitala.

Statystyki nie pozostawiają złudzeń – codziennie ponad 2 mln Polaków kupuje leki, a miesięcznie wydajemy na nie już 2,2 mld zł. Jesteśmy w europejskiej czołówce. Na świecie większymi lekomanami są tylko Amerykanie i Francuzi. W Polsce jest 30 procent lekomanów. Statystyczny Polak łyka codziennie cztery tabletki, a tylko 13 procent z nas czyta ulotkę dołączoną do opakowania.

Skoro już przy temacie ulotek jesteśmy… Czy tylko ja zauważyłem, że w czeskiej telewizji w reklamach leków i innych medykamentów nie słyszy się tej irytującej formułki o „zapoznaniu się z tereścią ulotki”? Czy tylko w Polsce jest nakaz informowania w 30 sekundowej reklamie o konsultacji z farmaceutą przed zażyciem leku? Jeśli się mylę, to mnie oświećcie!

W 2011 roku z powodu przedawkowania leków zmarło w Polsce 8 osób, a u 382 wykryto zatrucie.

I jeszcze jedno: są leki, które są niedostępne w Polsce, a można je nabyć w Czechach. Chodzi tu głównie o leki na odchudzanie.

Pewien środek na odchudzanie jako substancja pokrewna amfetaminie, może uzależniać, doprowadzać do załamań psychicznych i depresji. Dlatego w Polsce za sprzedaż leku można dostać taki sam wyrok jak za handel narkotykami. Ale już w Czechach można legalnie kupić specyfik. Jest w każdej aptece. Lucie Dusankova z czeskiego Frydlantu często sprzedaje go Polkom. – Jeśli mają receptę – mówi. Należy uważać co kupujecie i co przewozicie przez granicę.

lekiŹródła: 1, 2, 3, 4

Jacy są młodzi Czesi?

Według sondażu Czeskiego Urzędu Statystycznego czeskie dzieci najbardziej pragną być zdrowe. Zdrowie przekładają nad bogactwem i szczęściem. Co dziwi, uroda znalazła się na ostatnim miejscu w rankingu.

badanie222

 

Według specjalistów, badania te pokazują, że dla dzieci powodzenie w życiu to przede wszystkim dobra materialne.

„Niestety życie pokazuje, że aby zyskać bogactwo wcale nie trzeba być mądrym, często wystarczy szczęście lub determinacja” – mówi doradca finansowy František Macháček.

W tabeli prezentującej pragnienia czeskiej młodzieży prym wiedzie komputer z internetem (57,1%), następny jest telefon. Ostatnie pozycje zajęły telewizja oraz odtwarzacz MP3, głownie dlatego, że prawie wszystkie czeskie rodziny już te dobra posiadają.

Ale szczęście to nie tylko dobra materialne. Dla Czechów ważna jest też rodzina. Babcię czy dziadka codziennie widuje 29 proc. czeskich dzieci. Raz w tygodniu babcie odwiedza 44 proc. dzieci, a kilka razy w roku dziadków widuje 7,8 proc. młodych Czechów.

Niestety czeska młodzież  z rodzicami nie ma już tak dobrych kontaktów. Badanie pokazuje, że rodzice praktycznie nie rozmawiają ze swymi pociechami o seksie. Źródłem tego typu informacji są, podobnie jak w Polsce, koledzy oraz internet (odpowiednio 25 i 22 proc.). Tylko 13,8 proc. czeskich rodziców kiedykolwiek rozmawiało z dziećmi na intymne tematy.

Jednak mimo wszystko dzieci nie mają za złe rodzicom braku rozmów. Na pytanie Kogo byś wziął ze sobą na bezludną wyspę? 25 proc. dzieci odpowiedziało, że właśnie swojego rodzica. Koledzy znaleźli się na drugim miejscu z 16 procentami.

Rodzice nie mają też dużego wpływu na to, jak ich dzieci spędzają czas wolny. Aż 67,3 proc. młodych Czechów w swoim wolnym czasie ogląda na komputerze film lub używa internetu. Gra na komputerze 17 proc. Czechów, a czyta jedynie 4,2. Te piękne wysokie statystyki dotyczące czytelnictwa nabijają zatem dorośli.

Autor: Czechofil

Muži v naději 2011 – recenzja

Mając w pamięci poprzedni film Jiřího Vejdělka Ženy v pokušení, nie wahałem się długo, żeby obejrzeć jego kolejne dzieło. Zarówno plakat filmowy, jak też tytuł nawiązywał do pierwszego filmu. Miałem obawy, że będą to bardzo podobne filmy, co pomniejszy wrażenia z seansu. Tak się jednak na szczęście nie stało…

Film Muži v naději jest rzekomo przepisem na szczęście w związku. Szczęście to, według głównego bohatera (tutaj rewelacyjny Boleslav Polívka znany z kultowego Kurva Hoši Guten Tag czy Pupendozdrada. Aby twoja partnerka ci się nie opatrzyła, należy ją zdradzić. Najlepiej ze 139 kobietami. Każdej należy wykonać nagie zdjęcie, aby ten jej widok na stałe utknął ci w głowie. Wtedy twoja stara małżonka nie zbrzydnie ci w łóżku. Przecież każdy facet jest tylko facetem i zdradzać będzie!

Niestety na nauki teścia oporny jest jego zięć Ondřej (grany przez niezastąpionego Jiřího Macháčka – wyobrażacie sobie jakiś czeski film bez niego?). Zdradzić żony nie chce, dla niego to niemoralne. Jego żona jest dla niego całym życiem. To z nią uprawia seks każdego wieczora w kilku pozycjach, chcą mieć przecież dziecko! Sprawy komplikują się, gdy do akcji wkracza niesłychanie seksowna i pociągająca Słowaczka Šarlota (Vica Kerekes), kochanka starego teścia… Od tej pory już nic nie jest tak proste, jak wcześniej.

Niesamowita atmosfera, ciągłe zwroty akcji i ta swojskość, z jaką Czesi pokazują zwykłe sprawy nigdy nie przestanie mnie urzekać. Żywi, namacalni bohaterowie, wspaniała gra aktorska i scenariusz sprawiają, że nie da się usiedzieć tych dwóch godzin na miejscu! Zwykła-niezwykła opowieść o mieszkańcach współczesnej Pragi, których dręczą takie same problemy jak i nas tutaj w Polsce. Całość zwieńczona oczywiście morałem. Końcowa scena aż dech w piersiach zapiera. Zdecydowanie polecam!

Puchar Davisa: Czesi po raz pierwszy zdobyli trofeum

Czescy tenisiści po raz pierwszy w historii zdobyli Puchar Davisa. W 100. finale tych rozgrywek pokonali na twardym korcie w O2 Arena w Pradze drużynę Hiszpanii 3-2. Decydujący punkt zdobył wieczorem dla gospodarzy Radek Sztepanek w ostatnim meczu rywalizacji.

Czesi po raz drugi doszli do finału rozgrywek o Puchar Davisa. Trzy lata temu ulegli Hiszpanii 0-5. Wygrywając w Pradze, nawiązali do sukcesu drużyny Czechosłowacji, która zdobyła Srebrną Salaterę w 1980 roku, mając w składzie m.in. Ivana Lendla i Jana Kodesza. Pięć lat wcześniej ci sami zawodnicy musieli przełknąć gorycz porażki w decydującym spotkaniu w Sztokholmie ze Szwedami.

Więcej: tutaj

Jak Czesi zachowują się na wakacjach?

Plaża, plaża…Z czym kojarzy nam się plaża. Tona piachu i nic więcej a dla Czecha, który nie ma bezpośredniego dostępu do morza oznacza ZAGROŻENIE, że piaseczek wejdzie między palce. Najlepszym rozwiązaniem są skarpety podciągnięte jak najwyżej i sandałki na letnie upałki.

POCZUJMY SIĘ PRZEZ MOMENT JAK CZESI

Oczywiście Polaczki są narodem pokrewnym i mają podobne zachowania. Zacznijmy od początku. Czesi mają charakter leniucha. Wypad za miasto musi być skonsultowany i przetrawiony przynajmniej dwie noce wcześniej, bo przecież trzeba będzie wybyć ze swojego gniazdka. A że to naród wygodnicki i nie lubi sobie utrudniać życia, najlepiej podróżowałby wyłącznie samolotem. Halo halo, a ceny, tak, nie zapominajmy, że wszystkie promocje będą wcześniej przetrzebione i dopiero ostatecznym rozwiązaniem będzie pakowanie toreb do nowiuśkiej Skody.

No to zaczęliśmy urlop. Kiedy już znaleźliśmy się w hotelu jedną z ważniejszych rzeczy jest to, na czym da się zaoszczędzić. Ważne jest czy w cenie pobytu mamy zapewnione posiłki albo przynajmniej śniadania. Moja ostatnia wizyta w Wiedniu udowodniła, że nie taki straszny leń za skórą Czecha siedzi, bo tyle aut z czeską rejestracją to ja nigdzie w innym mieście poza Republiką nie widziałem. Aż miło było sfotografować się z BMWicą 🙂

Uff jak gorąco, puff, para wrze, nogi w ruch… Przytaczając  to, chciałem określić zachowanie Czecha i marudzenie na upały. Zapłacone wykorzystane, ale ile przy tym wypominania. U nas chłodniej, po co my tutaj, taki skwar a w Cesku 21 stopni. Chciałoby się posiedzieć w cieniu przy piwku, a nie na ręczniku, gdy żar się z nieba leje. Och, dobre czeskie piwko, gdzie lepsze  znajdziemy? Dźwięk otwieranej butelki, złocisty trunek w kuszącej cenie. Tu na wyjeździe, ceny z kosmosu, smak goryczkowaty, istne pomyje. Zapłacone skonsumowane, ale co powiedziane i wypomniane to poszło w eter. I tak kolejne spostrzeżenie – Czesi swoje chwalą, ale jak już się wybrali na wakacje i zapłacili za atrakcje, muszą je wykorzystać.

Jak rozpoznać Czecha turystę?

Pytanie retoryczne, ale przybliżę parę faktów. Przede wszystkim głośna rozmowa. Pani domu, prawdziwa gospodyni jak kwoka musi pilnować swoich podopiecznych, a gdy mąż się wtrąca, nie ma że boli, musi być tak, jak ona postanowiła. Kobiety mają piskliwy głos i zawsze swoim ględzeniem szybko postawią na swoim. Jak mówi przysłowie, dzieci i mąż głosu nie mają. Może lekko przesadziłem, ale spacerując sobie z ukochaną mi osobą po parku, chwilę relaksu przerwała nam jedna z takich opisywanych Czeszek. Miała dużo do powiedzenia, ale czy warto było aż tak narzucać racje swojej rodzinie? Mówi się, że ludzie najczęściej kłócą się właśnie podczas wakacji. A czy nie powinniśmy dać na chillout i wprowadzać konsensus?

Wracając do spaceru…

Za zaułkiem czyhała na nas kolejna niespodzianka. Mile zaskoczeni usłyszeliśmy po raz kolejny czeski język. Wytężamy słuch, uszy jak radary, oczy błądzą w poszukiwaniu prawdziwych Knedliczków. Są… tak to oni. Mamy pewność. Co dało nam gwarancję czeskości? Nic innego jak oryginalna żółto-czerwona torba z BILLI Dnes. Ta limitowana edycja dostępna wyłącznie w Republice Czeskiej. Tak jak Polaczek, majątek dzierżyć musi. A gdzie? A no w torbie. Nie byle jakiej bo foliowej, płatnej! Także wszelkie zakupy  zrobione wcześniej, aby przypadkiem nie przepłacić na mieście. Jakby to tak parę euro więcej, a na co to komu, kiedy mogę taniej.

Idąc tym śladem i wspomnianym „piaseczkiem”, opiszę jedną sytuację z hotelowej restauracji. W cenie pobytu mieliśmy zapewnione obiady, co ułatwiło sprawę, bo nie trzeba było myśleć co dziś zjemy na obiad. Pamiętnego dnia były tradycyjne sznycle. Duży kawał mięsa rozklepany, panierowany i rzucony na tłuszcz. Z pewnością wystarczy dla rosłego chłopa. I tu znowu włącza się matka Czeszka. Ona musi zagwarantować swoim dzieciom pełnię szczęścia. Nie ma, że coś się zmarnuje. Od czego mamy chusteczki? Siup siup i sznycle popakowane wędrują do foliówki. A jaka radość? oczywiście, gumowate, ale po co ma się te siekacze. Rachu ciachu i żuj żuj. Taki widok zaobserwowaliśmy na bulwarze. Zachód słońca, cichutko brzmiąca latynoska muzyka z pobliskiego baru i widok Czechów pałaszujących te sznycle. To nasi współlokatorzy z piętra hotelowego.

Miło, aż serce rosło, ale czy te stereotypy zostaną już w mej głowie?  Nie chcę narzucać zdania, broń cię Panie Boże… ale rozmawiając ostatnio po urlopie z rodowitą Czeszką przyznała mi rację. Tak jest i tego nie zmienimy. Na dowód dołączam zdjęcia z wyjazdu. Potwierdzają one moje słowa. Na dole macie filmik znaleziony w sieci. Czesi sami o sobie na wakacjach. Gdyby wyłączyć dźwięk, myślałbym, że są na nim Polaczki. Wszak nasze narody są tak spokrewnione.

Dan Stefański

Pójdźmy kibicować Czechom!

Jak już wiecie, Czesi będą grać w ćwierćfinale EURO z Portugalią w Warszawie 21 czerwca!

Wpadłem na pomysł, że skoro Czechofilów w Warszawie jest tak wielu, moglibyśmy spotkać się w Strefie Kibica, żeby kibicować naszym braciom.  Mam nadzieję, że na ten mecz przyjedzie choć garstka Czechów, którzy aktualnie przebywają we Wrocławiu i łącząc się z nimi w warszawskiej Fun Zonie pokażemy siłę biało-niebiesko-czerwonych!

Proponuję zaopatrzyć się w czeskie barwy narodowe i umówić się na 19:30 przy wejściu do Fun Zone od strony Patelni (wejścia do metra).

Ja wraz ze znajomymi będę na pewno, nie może Was zabraknąć.

Po wygranym ( a jakże) przez Czechów meczu, wybierzemy się do jakiegoś pubu na czeskie piwo.

Wierzę, że dołączą do nas rodowici Czesi. Pokażmy im, że umiemy ich ugościć lepiej niż właściciele pewnej restauracji… (zdjęcie poniżej)

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑