Czy Czechy są bardziej słoneczne od Polski?

Przy okazji ostatniej podróży do Czech znowu rzuciły mi się w oczy rzędy szybek, które błyszczały przy głównych drogach. Domyśliłam się, że są to farmy słoneczne, ale dlaczego jest ich tak dużo? Czy faktycznie w Czechach jest więcej słońca, czy tylko więcej wiary, że ono świeci?

Z tym pytaniem zgłosiłam się do znajomego specjalisty w dziedzinie odnawialnych energii. Odpowiedź poniżej.

Czechach farmy słoneczne są bardzo popularne. Łączna moc elektrowni solarnych w Czechach przekracza 1 GW, jest więc wyższa niż w Polsce, która ma blisko 4 razy więcej mieszkańców. Jest to o tyle ciekawe, że średnie nasłonecznienie w Czechach jest minimalnie wyższe niż w Polsce, analogiczne do tego jakie mamy na Podkarpaciu czy Lubelszczyźnie. Odrobinę jaśniej jest w południowych Morawach.

1280px-Fotovoltaická_elektrárna_Vepřek_(02)

Elektrownia słoneczna Vepřek

Od razu widać jednak, że my w Polsce widzimy głównie dni szare i dżdżyste, a Czesi dostrzegają piękna pogodę i szanse na rozwój. W tym wypadku ich optymizm okazał się jednak nieco na wyrost.

Od 2010 do 2014 roku obowiązywały bardzo wysokie dopłaty do zielonej energii. Dotacje przekroczyły 5 mld euro! Z tego blisko 65% zainwestowano w fotowoltaikę. W praktyce można było zbudować farmę fotowoltaiczną za darmo i sprzedać pochodzącą z niej energię, po gwarantowanych, wysokich stawkach. Super, prawda? Wszystko to z kieszeni podatników, nie tylko czeskich zresztą gdyż fundusze UE zostały tu również dobrze wykorzystane.

Solarní_(fotovoltaická)_elektrárna_v_České_Skalici_(okres_Náchod)

Elektrownia słoneczna České Skalici

Czechy stały się jednym z najlepiej wykorzystujących energię słoneczną państw w UE, co z pewnością jest godne pochwały, ale przyszło im za to słono dopłacić. Jak widać: nie wszystko słońce co się świeci. Czasami jest to kontrolka ostrzegawcza.

tekst MM

Reklamy

Škoda Felicia skończyła właśnie 20 lat

Felicia jest jedną z najbardziej znanych modeli czeskiego producenta. Pierwszy egzemplarz z linii produkcyjnej zjechał dokładnie 17 października 1994 roku. Po raz pierwszy została zaprezentowana publicznie dziewięć dni później. Był to pokaz niezwykły.

havel-skoda

Zwykły słoneczny dzień, jak zresztą każdy inny w roku 1994. Václav Havel zajmował się sprawą lasów amazońskich a przewodniczący socjaldemokratów Miloš Zeman wprowadzał zamęt w rządzie. Tego dnia rzesza Czechów dosłownie forsowała przejście graniczne w Cieszynie, by móc z pełnymi torbami wrócić do Republiki Czeskiej. Nikt nie sądził, że za chwilę zaprezentowana zostanie legenda czeskiej motoryzacji.

Trzy pierwsze modele Felicii zostały ubrane w narodowe barwy. Z wielkimi honorami i przy asyście możnych tych czasów przejechały Wełtawę Mostem Karola. Ta w kolorze czerwonym pośpiesznie pędziła na Hradczany by oddać swój pokłon głowie państwa. Havel bez żadnego skrępowania wsiadł za kierownicę, odpalił silnik i bez zwłoki pognał za róg pałacu prezydenckiego. Pisały o tym wszystkie gazety. Havlową klatkę piersiową rozpierała duma: było to takie super rodzinne autíčko dla warstw średnich. Miał nadzieję, że każda czeska rodzina będzie wkrótce przemierzała piękne zakątki Republiki Czeskiej na pokładzie Škodovky.

skoda2

Nie wspomniał o tym, że Felicja była dobrem dość luksusowym: przeciętny Czech nie wydając na życie ani halerza mógł kupić sobie to auto w przeciągu 31 miesięcy. Dla porównania gdybyśmy chcieli kupić ten model dzisiaj wystarczy nie jeść i nie opłacać rachunków przez osiem miesięcy.

Rodzina Ondráčkových z Havlíčkova Brodu miała wielkie szczęście. Z racji tego iż pani domu urodziła czworaczki, dostała w podzięce od narodu czeskiego klucze do Felicji zupełnie za darmo. 

Škoda Felicia była pierwszym modelem wybudowanym już po przejęciu koncernu przez Volkswagena. Przerobienie Favorita na Felicię – taki był zamysł inżynierów. Prace nad „nowym rodzinnym samochodem” trwały od roku 1991. Z pierwotnych Favoritów powstało 300 sztuk Felicii, kolejnych 2 700 powstało już od zera.

Felicia jako pierwszy samochód rodziny Škoda zaoferowała dwie poduszki powietrzne, ABS oraz klimatyzację.

Produkcja Felicii zakończyła się 20 czerwca 2001 roku. Jej następczynią stała się ulubiona przez Polaków Škoda Fabia. Do tej pory Felicię spotkać można na licznych bazarach czy motogiełdach. Często pełniła w rodzinie ważną rolę, dlatego stan poszczególnych egzemplarzy jest unikatowy.

Felicia nie tylko stała się symbolem przemian i luksusu w Czechach, ale stała się również znakiem rozpoznawczym narodu czeskiego w postpeerelowskiej Polsce.

skoda3

Autor: czechofil.com

Cicha wojna handlowa Czechów z UE

Czechy chcą kontrolować ceny importowanej żywności. Według eksporterów to cicha wojna handlowa w UE – pisze „Puls Biznesu„.

zeman

Rząd w Pradze właśnie zatwierdził przepisy, zgodnie z którymi importer żywności na 48 godz. przed wprowadzeniem jej do obrotu będzie musiał zgłosić organom kontrolnym nie tylko towar, ale też cenę, za jaką zamierza go sprzedać. 

Czeski resort rolnictwa podaje, że kontrole będą ukierunkowane na towary „z podejrzanie niską ceną, gdyż niesie ona ryzyko niższych parametrów jakościowych i higienicznych”.

– To efekt rosyjskiego embarga i cichej wojny handlowej w UE. Czechy próbują wprowadzić mechanizmy protekcjonistyczne, żeby chronić swoich producentów – ocenia jednak Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Jak zauważa, przepisy, które mogą mieć realny wpływ na funkcjonowanie wolnego rynku w UE, wymagają notyfikacji wszystkich krajów Unii, a Polska powinna stanowczo im się sprzeciwić.

– Zgodnie z projektowanym czeskim prawem, każdy oferujący cenę niższą niż producent czeski będzie podejrzany o sprzedawanie produktów niskiej jakości lub naruszających zasady bezpieczeństwa żywności – wskazuje.

W 2013 r. polski eksport spożywczy do Czech wyniósł blisko 1,1 mld euro.

Z jednej strony Czesi po cichu atakują UE, a z drugiej strony bronią Rosję. Jak napisał portal informacyjny iDnes.cz, Zeman bagatelizował sytuację na Ukrainie; cytował swego znajomego, który tamtejszy kryzys nazwał „czymś, jak grypa”. Tymczasem Państwo Islamskie w Iraku i Syrii dla czeskiego prezydenta to „rak”, który stanowi zagrożenie dla Zachodu i całego cywilizowanego świata.

Najciekawsze jednak są komentarze pod tym tekstem w portalu wp.pl:

Z historycznego punktu widzenia Czesi zawsze patrzyli tylko na siebie, a przy okazji szukali komu by tutaj coś zabrać najmniejszym kosztem wbijając nóż w plecy. Nie ma się czemu dziwić, że tak robią. Prawda jest też taka, że faktycznie jakość tej niby polskiej żywności w Czechach pozostawia wiele do życzenia. Podsumowując Czesi to takie ratlerki dużo krzyczące i jak się uda to dziabiące w kostkę. Jak mocniej na nich fuknąć to podkulają ogonki i zmiatają pod wersalkę.

Przestałem się dziwić. Widziałem jaką kiełbasę sprzedają w czeskim markecie pod nazwą „Polskie Salami”. Nawet mój pies tego by nie tknął. Widziałem piwo z Polski. Nazwa chyba „Sibelius”. Najtańsze w sklepie. Powoduje odruch wymiotny. Nie wiem kto to kupuje. Kupiłem Ser Polski, Chciałem zrobić tosty. Okazało się, że jest on odporny na temperaturę, nie topi się. Takich przykładów jest więcej. Tracą na tym Polskie dobre produkty. Znajomi z Czech zaskoczeni byli polską kiełbasą kupioną w Polsce za wyższą cenę, mówili, że nie spodziewali się, że Polacy potrafią coś zrobić dobrze. Przywiozłem im polskie piwa i też byli zachwyceni. Pytanie dlaczego nie promujemy jakości? W Czechach sklepy np. Penny prowadzi sprzedaż produktów pod marką „Ceska Kvalita” tj. „Czeska Jakość”. Zbyt mają pierwszej klasy. Tłumaczą, że kupując produkt czeski zapewniasz miejsca pracy. wspomagasz piekarzy, hodowców, rolników, sadowników, rzeźników, przemysł itp. A co robi nasz rząd? Nic!!! Co robią nasi handlowcy? Nic!!! I właśnie taką mamy jakość naszych polskich produktów!!! I właśnie tak jesteśmy postrzegani za granicą!!! Wyprodukowano w UE!!! Czyli w Polsce!!! Sprzedajemy chłam i jeszcze mamy pretensję do świata, że się przed tym chłamem broni!!! Jakość obroni się sama!!! Ale należy wspierać „Polską Kvalite”.

Oni sa po-prostu zazdrośni o to ze ich doganiamy! a wkrótce przegonimy i zostawimy daleko w tyle. Czesi to podły naród !!!!!!!!!!!!! Nie rozumiem dlaczego ten Szczygieł siedzi w tej Pradze i się tam fartuje liżąc im pupska.. Osobiście miałam już z nimi do czynienia. (oszukują w restauracjach i sklepach a w miastach pełno prostytutek: żeńskich i męskich!!!) Krętacze i oszuści !!!! Polska może sobie pozwolić na tańsza żywność! ponieważ mamy duużą konkurencje. Oni niestety nie mogą sobie na to pozwolić. Jednym słowem, wredna ta czeska nacja !!!

Nowy VAT, większe ulgi dla rodzin – tak ułatwia się życie Czechom

Parlament Czech znowelizował w środę prawo podatkowe: podwyższył ulgi na drugie i kolejne dzieci, przywrócił ulgi dla pracujących emerytów, ograniczył odpisy od ryczałtów osobom prowadzącym działalność gospodarczą. Wprowadził też nową, obniżoną stawkę VAT.

d74c868407d354-645-409-0-0-741-471

Za wprowadzeniem zmian głosowali posłowie rządzącej centrolewicowej koalicji oraz komuniści, w sumie 118 osób w 200-miejscowej Izbie Poselskiej. Sprzeciwiali się im reprezentanci prawicy.

Obecnie w Czechach za każde dziecko można miesięcznie odliczyć od podatku 1 117 koron (blisko 170 zł). Uchwalona nowelizacja podwyższa ulgi na drugie dziecko o 200 koron miesięcznie (ok. 30 zł), a na trzecie i kolejne – o 300 koron (ok. 45 zł).

Rząd proponuje stopniowe podwyższanie odliczeń podatkowych za dzieci za pomocą kolejnych nowelizacji prawa podatkowego. Chciałby, aby w 2017 roku miesięczna ulga na drugie dziecko wzrosła o 500 koron, a na trzecie – o 900.

„Koalicja rządząca planuje podwyższać ulgi na dzieci i wspierać rodziny w kolejnych latach, ponieważ właśnie aktywna polityka prorodzinna jest jednym z priorytetów mojego rządu” – oświadczył po głosowaniu należący do Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CzSSD) premier Bohuslav Sobotka.

Czechy wprowadzają nową stawkę VAT

Przyjęta nowela o podatkach dochodowych przywraca podatek dla emerytów, którzy pracując, podejmując działalność gospodarczą, czy też wynajmując nieruchomości, zarabiają rocznie więcej niż 840 tys. koron (ponad 127 tys. zł).

Pracujący emeryci dzięki decyzji czeskich parlamentarzystów będą mogli od przyszłego roku odpisać od rocznego podatku 24 840 koron (równowartość 3 767 zł). Ulgę stracili w 2012 roku w ramach pakietu podatkowego centroprawicowego rządu Petra Neczasa.

 Zgodnie z decyzją parlamentu ograniczono także odpisy od ryczałtów u osób samodzielnie prowadzących działalność gospodarczą. Od stycznia odpisy nie będą mogły przekroczyć kwoty 2 mln koron (300 tys. zł).

Izba Poselska opowiedziała się także za wprowadzeniem od stycznia nowej, obniżonej do 10 proc. stawki podatku VAT na książki, żywność dla niemowląt oraz leki. W Czechach obecnie obowiązują dwie stawki podatku VAT: 15 i 21 proc.

Według agencji Reutera rząd oczekuje, że wprowadzenie nowelizacji prawa podatkowego oznacza utratę 5 mld koron (758 mln zł) dla budżetu w 2015 r.

Nowelizacja przepisów podatkowych trafi teraz pod obrady Senatu. Później będzie je jeszcze musiał zatwierdzić prezydent Milosz Zeman.

Czechy rozważają skrócenie czasu pracy

Rosyjskie sankcje, które odbijają się na gospodarce Czech, skłoniły władze tego kraju do rozważań nad wprowadzeniem pracy w niepełnym wymiarze godzin.

z16404245Q,sankcje_UE_Rosja

– Intensywnie myślimy nad takim rozwiązaniem – powiedział rzecznik rządu Czech Martin Ayrer. Rząd premiera Bohuslava Sobotki już w tym tygodniu ma się zająć rekomendacjami przygotowanymi w tej sprawie przez grupę ekspertów. Planuje się, że w wypadku wprowadzenia pracy w niepełnym wymiarze godzin państwo będzie częściowo rekompensować zatrudnionym utratę zarobków.

Organizacje pracodawców i związki zawodowe zasygnalizowały już gotowość poparcia takiego rozwiązania.

W odpowiedzi na sankcje, nałożone przez Unię Europejską na Rosję za jej działania wobec Ukrainy, Moskwa wprowadziła zakaz importu wielu artykułów z państw UE. W Czechach szczególnie dotknęło to producentów artykułów spożywczych.

Czesi i Słowacy bojkotują sankcje

– Nie zgadzamy się z tą wojną na sankcje, które do niczego nie prowadzą. Przyjmowanie nowych sankcji nie ma żadnego sensu, póki nie poznamy rezultatów tych, które już wprowadziliśmy. Na razie wygląda na to, że obecne sankcje nie zmieniły nastawienia Rosji, a wręcz przeciwnie. Kolejne mogą więc tylko zaszkodzić Ukrainie – argumentował swój sprzeciw Fico.

W podobnych słowach wyrażał się premier Czech Bohuslav Sobotka. – Nie możemy za Ukrainę rozwiązywać jej problemów wojskowych i gospodarczych – stwierdził w niedzielę, dodając, że „odmówił podpisania czeku in blanco” na nowe sankcje. – Część z dotychczas ustalonych sankcji nie przyniosła efektów, a Europa już szykuje kolejny pakiet – mówił w państwowej telewizji.

Czesi polskich potravin się nie boją

Mimo wielu afer związanych z polską żywnością, Czesi masowo kupują nasze wyroby. Eksport polskich produktów do naszych południowych sąsiadów jest cztery razy większy niż jeszcze trzynaście lat temu.

sol20 miliardów koron – to wartość polskiego eksportu do Czech. Czesi lubią nasze wyroby głównie dlatego, że są tanie. Wywozu naszych potravin do Czech nie ograniczyły nawet głośne afery z solą drogową dodawaną do mięsa, jak również znalezienie trutki na szczury w pewnej fabryce słodyczy. Jeśli chodzi o sól drogową, Czesi byli przerażeni skalą procederu. Okazało się, że do Republiki trafiło aż 800 ton żywności z solą drogową! Rząd polski sprawę zbagatelizował. Jak się okazało, nawet ta afera, jak również kolejne ze skażonymi kurczakami czy oszukanym kakao, nie zaszkodziły naszym producentom.

Do Czech najwięcej wywozimy mięsa. Następnym najbardziej popularnym towarem są słodycze. W dalszej kolejności są jajka, warzywa i owoce.

Prezes Izby Żywnościowej Miroslav Toman żąda całkowitego zakazu importu polskich produktów do kraju nad Wełtawą – poinformował Radiožurnál. Minister Rolnictwa Petr Bendl prosi jednak by zachować umiar – wystarczy wprowadzić większe kontrole i zaostrzyć sankcje.

„Dlaczego polska strona nie potrafi dołożyć wszelkich starań, aby ta żywność była odpowiednio skontrolowana? Możemy się przecież zachować jak Polska czy Słowacja w przypadku afery alkoholowej i całkowicie zakazać importu polskich produktów” – atakuje Toman.

„Polska jest żywnościową potęgą. Kraj pod względem produkcji żywności jest samowystarczalny. Na dodatek po wejściu do Unii Europejskiej, potrafiła zawładnąć sąsiednimi rynkami.” – odparł Maciej Ruczaj z Polskiego Instytutu w Pradze.

„Nie można popadać w paranoję i wkładać wszystkich polskich producentów do jednego wora!” – zakończył przedstawiciel Inspektoratu czeskiego Rolnictwa i Żywności (SZPI).

Eksport polskiej żywności do Czech, foto: ct24.cz
Eksport polskiej żywności do Czech, foto: ct24.cz

Jak to Czesi halerzówek się pozbyli

Czesi wycofali drobne monety w 2003 roku.  Narodowy Bank Czeski powołał się na wysokie koszty związane z utrzymaniem ich w obiegu. Twierdzono, że sklepy odmawiały przyjmowania wspomnianych monet, które przestały spełniać rolę środka płatniczego. Podobny los czeka również nasze polskie 1- oraz 2- groszówki. Co się zmieniło w Czechach po rezygnacji z drobnych monet?
halerz
Większość Czechów „magazynowała”  w domach monety o najniższym nominale, ponieważ obciążały ich portfele. Sam widziałem jak ojciec  mego kolegi z Ostrawy miał masę halerzy w 20-litrowych słoikach. Magazynował je w piwnicy, a zamiast wymienić je w czas w banku, wolał się na nie patrzeć. Takich Czechów jak właśnie wspomniany było wielu, dlatego monety nie wracały do obiegu. Duże sieci handlowe musiały je jednak wydawać klientom i zgłaszały bez przerwy zamówienia na nowe emisje do Banku Centralnego. Koszt produkcji monet był dwukrotnie wyższy od ich wartości nominalnej.
W 2001 roku do banku centralnego wróciło tylko niecałe 20 procent monet o nominale 10 i 20 halerzy, natomiast monet o wyższym nominale aż 80 procent. W obiegu znajdowało się 705 milionów monet 10-halerzowych i 540 milionów monet 20- halerzowych.


Czeski Bank Narodowy szacował, że operacja wycofania monet o najniższym nominale pozwoliła zaoszczędzić około 30 milionów koron.

Przez rok monety o nominale 10 i 20 halerzy można było wymienić w sklepach, w bankach a przez pięć lat w Banku Centralnym. Czesi mieli z tym jednak sporo kłopotów. Ponieważ odkładali monety (statystycznie każdy Czech przechowywał w domu 60 monet 10-halerzowych i 50 dwudziestek) handlowcy odmawiali przyjmowania jednorazowo dużej liczby monet. Mieli do tego prawo: mogli odmówić przyjęcia więcej niż dziesięciu monet. Natomiast w bankach komercyjnych monety, podczas operacji wymiany, musiały zostać wcześniej zapakowane w rulony po 50 lub 100 sztuk.

Po pięciu latach do Banku Centralnego wróciła niecała jedna trzecia monet.

1 września 2009 Narodowy Bank Czeski wycofał kolejną monetę o najmniejszym nominale, tym razem 50-halerzową.

Halerze wciąż znajdowały się na paragonach wydawanych w sklepach. Przy płaceniu zaokrąglano rachunek w górę do pełnej korony, jeśli „końcówka” ceny przekraczała 50 halerzy. Mimo to – zdaniem Narodowego Banku Czeskiego – ceny towarów wzrosły w minimalny sposób (najwyżej o 0,5 proc.). Niektóre firmy (zgodnie z zasadami konkurencji) zaokrąglały ceny towarów „w dół”. Inne twierdziły, że wycofanie monet oznaczało aż 4-procentową stratę na ich marżach.

Jak sytuacja w związku z wycofaniem groszy będzie wyglądać w Polsce? Nad tym zastanawia się już wiele osób – zaczynając od ekonomistów a kończąc na dziennikarzach. Myślę, że powinniśmy brać przykład z braci Czechów – już dawno Polacy wnioskowali o zaokrąglenie cen do pełnych złotówek i skończenie „zabawy” przy kasie z grosikami.

Więcej: TUTAJ

peníze, mince, bankovky

Ile kosztuje ślub w Czechach?

Gościna sześćdziesiąt tysięcy koron, kwiaty dziesięć tysięcy, stroje i fotograf kolejne dziesięć. Do tego fryzjer, zaproszenia, wynajęcie auta. Oto lista do której zajrzą tylko zakochani…

„Pożyczenie sukni wraz z szalem, welonem i stylową parasolką kosztowało mnie 8 tysięcy koron” – wspomina Karolina Jelinkova, panna młoda. To był jedynie ułamek z tych stu tysięcy koron, jakie wydała na swój ślub. Za 60 tysięcy koron wynajęliśmy piękną salę w małym hoteliku. Niczym nie musiałam się martwić, ekipa ozdobiła kwiatami nawet sufity. Ale to nie są żadne luksusy. Karolina wspomina o swoich znajomych, których ślub kosztował nawet pół miliona koron.


W roku 2011 ślub wzięło 45 tysięcy par. Przy założeniu, że średni koszt takiej imprezy wynosi 80 tysięcy koron, wychodzi na to, że cała ślubna branża w Czechach warta jest aż 4 miliardy koron! Z tych pieniędzy żyje kilkaset ślubnych agencji oraz restauracji. Niektóre z nich bez organizowania tego typu imprez w ogóle by nie przeżyły.
Niezbędna jest suknia ślubna. Ta najtańsza kosztuje 4900 kc, ale wygląda jak „nocna koszula”. Najdroższe są suknie firmy Vera Vang, ich ceny kształtują się na poziomie 15 000 kc. – mówi Marie Novakova, właścicielka praskiego ślubnego centrum Adina. Naszą najdroższą szatą była śnieżnobiała ręcznie robiona suknia pokryta kamieniami Swarovskiego i kosztowała pół miliona koron. Jest to najdroższa rzecz, jaką się w ogóle da kupić w Republice.


Mało kogo stać jednak na takie fanaberie. Czeszki częściej zamawiają przez Internet suknie z Polski lub kupują je u Wietnamczyków za tysiąc koron. Następnie oddają je do krawcowych i te tworzą z nich te wymarzone ślubne kreacje.
To nie wszystkie wydatki. Następne w kolejce są obrączki. Na nie zakochane pary wydają około 10 tysięcy koron. Coraz częściej wybierają stal chirurgiczną, bo ta jest tańsza. Górna granica cen za obrączki praktycznie nie istnieje. Najdroższą jednak obrączką było złoto z diamentem za 60 tysięcy koron.
Każda panna młoda musi wyglądać pięknie. Przed ślubem wizyta u fryzjera jest obowiązkowa. Z portfela wyciągnąć należy kolejne 4 tysiące koron.
Powiedzenie sobie tak pod gołym niebem, albo na Śnieżce kosztuje kolejny tysiąc. Haracz spływa do urzędu gminy, do którego dane miejsce należy. Bogatsi mogą wynająć zamek: koszt rzędu 20 tysięcy to dla nich przecież drobiazg. Niezwykle popularny jest zamek Průhonice pod Pragą, w którym rocznie odbywa się 150 uroczystości.


Dalsze wydatki Państwa Młodych to: zespół za 23 tysięcy; wizażystka i makijażystka za 8400 koron; gastronomia 134 tysiące.
Najtańszą wersję ślubnej uroczystości zaprezentuje nam Marie Brotankova z Czeskiego Krumlova. Obrączki wzięliśmy po babci, wesele było u nas w ogródku, a na kolacje zaserwowaliśmy naszym przyjaciołom gulasz z chlebem. Wszyscy byli zadowoleni, nikomu taka skromność nie przeszkadzała. Fotograf to mój kolega, a suknię pożyczyłam od koleżanki. Cały ślub kosztował nie więcej niż kilka tysięcy koron.


Coraz więcej par ostro oszczędza – twierdzi Irena Hluchinkova z agencji Kopertina z Ostrawy. Nasze dochody spadły przez rok o 15 procent. Kolejnym zmartwieniem może być ciągle malejąca liczba ślubów.
Nie ważne ile pieniędzy wydasz na ślub, ważne, żebyś po uroczystości była szczęśliwa – podsumowuje Marie Brotankova.

 

Zdjęcia ze ślubu czeskiej pary, który odbył się na szczycie Śnieżki. Po uroczystości Para Młoda zorganizowała poczęstunek na trawie, w którym uczestniczyli też urzędnicy udzielający im ślubu. 

Zdrada niszczy budżet Czechów

Wraz z nadejściem weekendu, na czeskim Internecie przybywa artykułów związanych z nocnym życiem, ale także dotyczących związków małżeńskich. I tak oto wyczytałem, że aż 40 proc. Czechów przyznaje się do zdrady…

Bardziej niż samą zdradą, redaktorzy przejmują się tym, iż zdrady właśnie przyczyniają się do ruiny małżeńskich budżetów. Zdrada to nie jest takie „hop siup”, jak się dowiadujemy – to jest bardzo kosztowne i złożone działanie.

Zdradzający mąż wydaje na swoje miłosne podboje połowę rodzinnego budżetu – ostrzega Aleš Pospíšil z Poštovní spořitelny. Opłaty za telefon, prezenty, restauracje, opery i hotele najczęściej pochłaniają około 2 500 koron miesięcznie. Na pierwszy rzut oka nie jest to dużo, ale jeśli ktoś zdradza żonę przez cały rok, kwota pomnożona przez 12 miesięcy daje imponujący wynik. Ale to i tak jest nic w porównaniu z tym, ile potrafią wydać najbardziej hojni kochankowie. Rekordziści wydali rocznie równowartość trzech średnich czeskich pensji.

Poštovní spořitelna tworząc swe badanie podzieliła czeskich kochanków na trzy grupy: oszczędnych (wydają na zaloty do 2 000 kc/miesiąc), średniaków (2-5 tys. kc) i bogaczy (ponad 5 tys. kc). Mimo wielkich kwot wydawanych na pozamałżeńskie przyjemności, Czesi potrafią się opamiętać i zamiast oszczędzać na pierścionkach i hotelach, oszczędzają na transporcie. Jak się okazało, na swe miłosne podboje Czesi chadzają pieszo bądź jadą autobusem miejskim. Takie rozwiązanie jest niezwykle tanie w dobie drożejącej benzyny. Wyjazdy trzy razy w tygodniu do kochanki autem skutecznie zniszczyłyby rodzinny budżet.

Kryzys spowodował też zmianę  miejsca spotkań. Drogie hotele i tańsze motele odchodzą w zapomnienie. Kochankowie z powodu oszczędności najczęściej spotykają się we własnych domach pod nieobecność jednego z małżonków. To nie koniec pomysłów Czechów – żeby jeszcze bardziej przyoszczędzić, lokum szukają u swych przyjaciół jak też w Internecie. Jedno takie spotkanie w wynajętym pokoju kosztuje przynajmniej 500 koron.

35. procent mężczyzn i 54. procent kobiet kupuje prezenty swej nowej miłości. Na ten cel wydają około 300 koron miesięcznie. Niektórzy, ci bardziej przedsiębiorczy zapraszają kochanki na obiady, biorą faktury, a koszty wliczają  w obiad firmowy, za który płaci szef.

Strach paraliżuje kochanków

Z obawy przed zdemaskowaniem, czescy kochankowie praktycznie nie nigdzie razem nie wychodzą. Jeśli już, najczęściej jest to restauracja albo to teatr. Wydają wtedy najczęściej 500 koron. Dla 84. procent Czechów wakacje z kochanką są bardzo ciekawą propozycją, ale z obawy przed wpadką rezygnują z niej. Jedynie niektórzy szczęściarze zabierają kochankę na swój służbowy wyjazd, bo przecież rachunki zapłaci firma.

Aby zatrzeć ślady niewierności, za prezenty i inne wydatki Czech nie zapłaci kartą. 96. procent to płatności gotówką. Jeżeli Czech już zapłaci kartą, najczęściej są to małe kwoty. Transakcje są „bezpieczne” tzn. że jeśli kupuję kwiaty kochance, kupię je również i żonie. Ci najbardziej przezorni zakładają oddzielne konta – z pieniędzy na nich zgromadzonych opłacają swe kochanki.

Co jest moje, to jest moje

Czeskie żony nie interesują się tak bardzo wydatkami swoich mężów i odwrotnie. Badanie agencji Datank, w którym udział wzięło 2 000 respondentów z całej Republiki pokazało, że czeskie rodziny dzielą się na trzy grupy:

  •  Wszystko jest nasze – 37. proc. uważa, że wszystkie ich dochody są wspólne;
  •  Moje jest moje – 41. procent małżeństw jak też związków partnerskich na tej zasadzie opiera swoje finanse.
  •  Razem, ale na dwóch kontach – 13. procent Czechów przechowuje pieniądze na dwóch kontach w obawie przed śmiercią drugiej osoby, jednak wydatki ustalają wspólnie.

Fakty:

  •  40. procent Czechów przyznało się do zdrady małżonka;
  • 50.  procent Czechów starszych niż 50 lat zdradza swego partnera;
  • najbardziej niewierne osoby mieszkają w Pradze (48%), Kraju środkowoczeskim (47%) oraz w Kraju morawsko-śląskim (43%).

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑