Czesi a mniejszość romska

Władze Litvinova na północy Czech zapowiadają, że nie pozwolą Romom na osiedlanie się w tym mieście. To m.in. z tego powodu czeski premier popiera francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego.

Na ubiegłotygodniowym szczycie UE prezydent Francji ostro starł się z szefem Komisji Europejskiej o politykę deportowania Romów. Na Nicolasa Sarkozy’ego oburzeni byli niemal wszyscy. Poparł go natomiast premier Czech Petr Neczas.

– Każdy kraj członkowski Unii ma prawo wymagać, by przebywający na jego terenie obywatel innego kraju członkowskiego pracował, studiował lub wykazał, że ma środki do życia – mówił na szczycie Neczas. – I każdy kraj członkowski ma prawo wymagać przestrzegania swych własnych praw – podkreślił premier, odrzucając krytykę wobec Francji. Neczas uważa bowiem, że Czechy mają ten sam problem co Francuzi.

Do Francji Romowie przyjeżdżają z Rumunii i Bułgarii, do Czech przede wszystkim ze Słowacji. Niemal wszyscy z 300 tys. przebywających dziś w Czechach Romów pochodzą właśnie z tego kraju.

Znaczna większość z ok. 20 tys. czeskich Cyganów żyjących w Czechach przed II wojną światową podzieliła los czeskich Żydów – trafili do komór gazowych niemieckich obozów koncentracyjnych. W Zagładzie Romów brał udział rząd pronazistowskiego Protektoratu Czech i Moraw, a w samym Protektoracie działały zarządzane przez Czechów obozy koncentracyjne dla Romów, m.in. w Letach czy Pisku.

Po wojnie słowaccy Romowie zaczęli osiedlać się w Czechach przeważnie na wyludnionych terenach przygranicznych skąd wygnane zostały 3 mln Niemców sudeckich. Znane są także przypadki prowadzonych przez władze komunistyczne deportacji Romów ze wschodniej Słowacji do czeskich Sudetów.

Po rozpadzie Czechosłowacji w Czechach pozostała społeczność romska silnie związana z Romami słowackimi. Cichy napływ słowackich Romów trwał, gdyż obywatele słowaccy w Czechach i czescy na Słowacji mieli w porównaniu z innymi cudzoziemcami większe możliwości znalezienia pracy czy studiowania.

Na romską migrację do Czech miała także wpływ pogłębiająca się z czasem różnica między systemami socjalnymi w bogatszych Czechach i biedniejszej Słowacji. Kiedy słowacki rząd po 2002 r. mocno ściął zasiłki (stosunek między wysokością zasiłków czeskich i słowackich wynosił wówczas 4 do 1), a w romskich osiedlach na Słowacji wybuchły tłumione przez wojsko zamieszki, w Czechach zapanowała panika.

Przed wejściem do UE rząd ówczesnego premiera Stanislava Grossa wynegocjował z Bratysławą szczególną umowę międzynarodową, która miała ochronić Czechy przed masowym napływem słowackich Romów. – Cały rząd uważa ten problem za bardzo poważny. Chcemy zrobić wszystko, by nie dochodziło do migracji słowackich Romów do Czech – ogłosił Gross w 2003 r.

– Musimy zrobić wszystko, by ta fala do Czech nie dotarła, gdyż oznaczałoby to dla nas obciążenia finansowe oraz napięcia etniczne – stwierdził ówczesny socjaldemokratyczny premier. Podstawowym narzędziem stało się uniemożliwienie Romom uzyskania czeskich zasiłków socjalnych.

Obawy Grossa się nie potwierdziły, choć nie wiadomo, czy nie przyczyniły się do tego właśnie decyzje rządu. Ale problem zniknął. Kilka dni temu czeskie media opisywały północnoczeskie miasto Litvinov, gdzie na osiedlu Janov jest jedno z największych romskich gett w Czechach.

Na Janov przybyła ostatnio duża grupa Romów słowackich. – Przybycie tych rodzin uważamy za groźne dla naszego bezpieczeństwa. Szukamy sposobu, jak słowackich Romów przenieść z powrotem do ich ojczyzny – oświadczył wicestarosta Litvinova Martin Klika.

Miasto ostrzegło właścicieli mieszkań, by nie przyjmowali przybyszy i wysłało na Janov jednostkę straży miejskiej.

Władze miasta zapowiedziały, że zrobią wszystko, by Romowie nie uzyskali prawa stałego pobytu i prawa do zasiłków. Kilka miesięcy temu Martinowi Klice udało się zmusić liczną rodzinę słowackich Romów do opuszczenia miasta.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Problem bardzo palący, zwłaszcza w Ostravie. Tutaj Cyganów jet więcej niż Czechów. Wszystko to przyjechało ze Słowacji. Nie możesz się krzywo spojrzeć, bo cię pobiją lub oskarżą o rasizm. Pewnie Czech mnie zapytał: Byłem w Polsce przy granicy z Bohuminem, a tam Cyganów w ogóle nie było? Dlaczego? No właśnie dlatego, że w Czechach każdy ma się dobrze, państwo to do niedawna było państwem socjalnym, o każdego dbało. Teraz po kryzysie nawet Czesi oszczędzają, najszybciej idzie oszczędzić na jełopach Cyganach! Nie pracują, a zasiłki pobierają. Czechy wprowadziły teraz ustawę, że zasiłek należy się tylko na pierwsze dziecko, a nie jak to było na każde, od tej pory Cyganie nie będą płodzić dzieci tylko po to, by dostać zapomogę.

Wczoraj, w ramach stworzonego przeze mnie Wieczoru Kina Czeskiego obejrzałem super film „Smradi” („Gnojki”). Niesamowity film (jak każdy czeski) opowiada o tym, jak to jest, kiedy czeskie białe małżeństwo adoptuje sobie cygańskie dziecko. Z powodu szykan wyprowadzili się z dużego miasta (pewnie Pragi) na wieś. Jednak to wcale nie rozwiązało problemu. Rodzina była naznaczona przez „czarną gebę” ich dziecka. Mądry i życiowy film, polecam każdemu, którego interesują sprawy społeczne.

Współczuję tylko Słowakom… Te cygańskie getta na obrzeżach Bratyslavy są po prostu jak z dokumentu o Bangladeszu albo o Kenii.

Kroměříž

Z okazji pożegnania tego wyjątkowo gorącego lata obfitującego w wiele anomalii pogodowych, zamieszczam fotki miasta Kroměříž, położonego na Morawach. Jest to jedno z najpiękniejszych miast w Republice, słynie z tzw. Ogrodu Kwiatowego.  W 1997 miasto zwyciężyło w ogólnokrajowym konkursie „Historyczne Miasto Roku”. A w 1998 r. ogrody i renesansowo-barokowy zamek biskupów ołomunieckich w Kromieryżu zostały zapisane na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

DSC00750.JPGDSC00751.JPGDSC00754.JPGDSC00755.JPGDSC00761.JPGDSC00763.JPGkrom_002.JPGkwiatowy.jpgDSC00765.JPG

Stereotyp Czecha

Na podstawie informacji z internetu (które z trudem, ale udało się znaleźć), opinii z forum, jak też z przeprowadzonego wśród znajomych małego sondażu postanowiłem nakreślić stereotyp Czecha.

Z czym się Wam kojarzy typowy Czech? Z pewnością ze znaną swego czasu piosenką Jożin z Bażin, która hulała w internecie. Wizja Czecha, jaką przedstawia ta piosenka jest w dużej mierze prawdziwa. Typowy stary Czech właśnie tak wygląda. Niestety, ale dalej nosi fryzurę na „czeskiego piłkarza” i do tego obowiązkowo skarpetki w sandałach. Z racji zawodu muszę jeździć na targi staroci, gdzie właśnie takie „okazy” się pojawiają. Z młodymi chłopakami jest już lepiej, ale jak wszędzie, zdarzają się wyjątki od reguły – dziwne swetry i dresowe spodnie, tłuste włosy i wiekowe plecaki. Według mnie, rejon Ostrawski charakteryzuję się dużą obecnością tzw. roboli – nie ma lansu jak np. w Pradze. Jedyny moment odmiany to piątkowa impreza na Stodolni – najlepsze spodnie i sukienki, lakierki i żele na włosy – Ostrava zmienia się w Mediolan, ale tylko w obrębie jednej ulicy. Ale chyba zboczyłem z tematu…

Stereotyp Czechów:

Czesi to naród ulęgły, przedsiębiorczy, wykształcony, spokojny. Czechowi można dać w pysk a on sie jeszcze ukłoni, ma poczucie humoru , nie lubi Polaków , głownie za Zaolzie, zapominając o najeździe Brzetysława; film i literatura czeska fascynuje, Czesi są solidni, nieufni, zdystansowani, potrafią śmiać sie z siebie, są demonstrującymi swoją pogardę dla religii, ateistami, zadufani w sobie, niemiecko centryczni, tchórzliwi i posiadający niskie poczucie honoru narodowego

A jaka jest prawda o Czechach?

+ Piwo to ich duma narodowa;

+ Czesi to są tzw. „cwane gapy”. Cwanie potrafią wszystko dla siebie załatwić, nie myślą w ogóle o innych, ważny jest ich własny dobrobyt.

+ Czesi śmieją sie z Polaków, podobno przez komunizm, że musieli nam przesyłać jedzenie do Polski, że nie potrafiliśmy zadbać nawet o coś tak elementarnego;

+ Czują się lepsi od nas;

+ Potrafią wszystko, kiedy chcą, a tym bardziej kiedy załatwiają coś dla siebie;

+ Jest to spokojny naród, który do niczego się nie miesza, czują się dobrze w domu i nie maja potrzeby interesować się innymi sprawami. My Polacy chcemy wszystko pozmieniać a oni czują się dobrze z tym co jest.

+ Czują się dobrze w swoim kraju i nie jeżdżą za granicę do pracy.

+ Czesi lubią podróżować i można ich spotkać wszędzie, podobnie jak Polaków;

+ Poza tym są dużo przyjemniejsi w obyciu niż Polacy, bardziej kulturalni, są mili dla nieznanych osób, weseli.

+ Czech jest pogodny, niezbyt szybki ale solidny i odpowiedzialny, trochę hedonista. Jeśli zjedna się jego sympatie można na nim polegać.

Z badania CBOS z września 2007 wynika, że Czesi są 3 najbardziej lubianym narodem w Polsce zaraz po Irlandczykach i Anglikach. Bratni i sąsiedni naród Słowacki był dopiero dziewiąty. Należy zauważyć, że jeszcze w 1993 roku, sympatię do Czechów deklarowało 38% badanych, w 2007 roku już 53%.

Tylko 15 % Polaków deklaruje niechęć do narodu czeskiego.

A wy co sądzicie o Czechach? :)

Opava

OPAVA – kiedyś bardzo ważne miasto, stolica samodzielnego śląskiego księstwa Przemyślidów, było lennem Korony Czeskiej. Po II wojnie światowej straciło na wartości, a duża część zabytkowej zabudowy została zniszczona. To skutkowało tym, że komuchy zrobili z jej centrum co chcieli i tak obok pięknych kamienic i ratusza, jest komunistyczna plomba w postaci kwadratowych mieszkalnych budynków, zwanymi w Czechach „panelakami”.

DSC00784.JPGDSC00796.JPGDSC00798.JPGDSC00800.JPGDSC00789.JPGDSC00785.JPGDSC00791.JPGDSC00795.JPGDSC00794.JPGDSC00799.JPG

Czeskie piwo

Teraz obiecany post dla wielbicieli piwa, w szczególności piwa z Czech. Jak wiadomo dla Czecha piwo jest jak narodowy hymn. Czech musi mieć piwo, mógłby nie mieć wody w kranie, ale piwo musi być! Każde czeskie miasto ma swój browar. Wyobraźcie sobie więc ile jest rodzajów piwa. Wokół jednego bloku są 4 pivnice, czyli nasze piwiarnie. Środek tygodnia czy sobota, piwiarnie są oblegane. Nie umiem sobie wyobrazić co działo się w tych miejscach, gdy Czesi grali o Mistrzostwo Świata w hokeju i wygrali!!!

Alfabetycznie wg Wikipedii:

Birell – ulubione bezalkoholowe piwo wszystkich Czechów. Każdy je pije do obiadu dokładnie w południe. Mnie nie smakuje, pewnie dlatego, że nie ma tego charakterystycznego smaku piwa.

Budweiser Bier – czeskie piwo typu lager produkowane w Czeskich Budziejowicach przez Budějovický měšťanský pivovar.
Nazwa pochodzi od niemieckiej wersji nazwy Budziejowice („Budweis”). Obok Budweiser Bier w Czeskich Budziejowicach produkowany jest również Budweiser Budvar.
Zawartość alkoholu: 5%

Budweiser Budvar – jasne piwo dolnej fermentacji produkowane z morawskiego słodu i żateckiego chmielu przez browar Budějovický Budvar, n. p., z Czeskich Budziejowic, których tradycje warzenia piwa sięgają 1265 r. Obok Pilsnera Urquell jest najbardziej znanym i cenionym czeskim piwem na świecie. Budweiser Budvar zawiera 3,75% wag. alkoholu. W Czeskich Budziejowicach istnieją 2 różne browary produkujące piwo Budweiser. Jednakże piwo z drugiego browaru (Budweiser Burgerbrau) jest mniej znane.

Březňák jest to czeska marka piwa produkowana przez browar w Wielkim Brzeźnie (kraj Ustecki), należący do kompanii Drinks Union.

Krušovice – marka piwa produkowanego w browarze królewskim Krušovice od roku 1581. Silnie promowany w czeskich filmach. Gdy film kręcony jest w Pradze, na pewno pojawi się w nim logo Krusowic.

Pilsner Urquell (czes. Plzeňský prazdroj, plzeň) – jasne piwo produkowane w Pilznie w Czechach. Pierwsze piwo tzw. dolnej fermentacji (fermentowane w niskich temperaturach) na świecie, stworzone w 1842 r. przez pilzeńskiego piwowara Josefa Grolla. Zawiera 4,4% alk.
Pilsner Urquell jest również warzony i rozlewany na licencji przez Tyskie Browary Książęce należące do Kompanii Piwowarskiej, czyli w Polsce kupujecie podróbę czeską. Jedynie małe 0,33l jest eksportowane z Czech.

Radegast – marka piwa typu pilzeńskiego o lekkim, zrównoważonym smaku słodowo-chmielowym i o delikatnym słodowym zapachu, które produkowane jest od 1970 roku, w Pilznie. Nazwa piwa została zaczerpnięta od nazwy słowiańskiego boga Radegasta, który był czczony pod tym imieniem na terenie Moraw. Przyznam szczerze, że to jedyne piwo z Czech, którego po prostu nie znoszę! Moi koledzy z Polski potwierdzają moje zdanie, jednak Czesi sądzą zupełnie coś innego – piwo jest bardzo popularne.

Staropramen – obowiązująca od 1911 r. nazwa browaru istniejącego w Pradze w dzielnicy Smíchov od roku 1869, a także marka piwa tam produkowanego – w powieści Haszka „Przygody dobrego wojaka Szwejka” z lat 1921-1923 występuje ono pod nazwą „piwo smichowskie”.
Jest to drugi największy browar w Czechach, obecnie wchodzi w skład grupy InBev.
Oprócz marki Staropramen, browar produkuje też piwa: Kelt, Ostravar, Branik i Velvet. Dość popularny w Czechach.

Velkopopovický Kozel jest piwem typu lager pochodzącym u miejscowości Velké Popovice. Jest produkowane w różnych jasnych i ciemnych odmianach. Znakiem rozpoznawczym piwa Kozel jest kozioł niosący kufel napełniony pieniącym się piwem.
W smaku piwo Kozel jest bardziej słodkawe i jednocześnie mocniejsze niż bardziej popularne w Polsce piwa typu pilsner.

Zlatopramen (czes. złote źródło) – czeska marka piwa produkowana przez kompanię Drinks Union z siedzibą w Ústí nad Labem, w dzielnicy Krásné Březno. Browar istnieje od 1867 roku, choć tradycje piwowarskie w Krásnym Břeźnie sięgają 1642 roku. Od 1900 roku piwo eksportowane jest do wielu krajów, także poza Europę. W 1914 było produkowanych 14 gatunków piw. Nazwa Zlatopramen została oficjalnie przyjęta w setną rocznicę powstania, w 1967 roku. Piwo Zlatopramen jest eksportowane również do Polski.

Teraz dwa moje ulubione:

Gambrinus – To jasne piwo z gatunku lager o wielowiekowej tradycji (browar Gambrinus w Pilźnie powstał w 1869 roku). Charakterystyczne dla tego piwa są wyśmienita goryczka, złocisty kolor i obfita piana. Swój smak piwo zawdzięcza przede wszystkim czeskim składnikom: słodowi pilzneńskiemu oraz słynnej pilzeńskiej wodzie, której odczyn jest idealny do warzenia piwa. Woda ta, jest rzeczywiście wyjątkowa – większość piw jest produkowana właśnie w tym przemysłowym mieście. Piwo to jest wyborne! Uwielbiam jego smak, barwę, piankę. Polecam każdemu.

Ostravar – wiadomo, Ostravar z Ostravy. Produkowany bez przerwy od 1898 i jest ceniony za swą jakość i smak. Browar działa ponad sto lat i można go zwiedzić, gdyż mieści się w budynku muzeum piwa. Kto przyjedzie na Morawę niech kupi sobie choć jedną buteleczkę.

W Czeskiej Telewizji ktoś nawet powiedział:

„Czesi nie potrzebują airbagi, bo mają wielkie brzuchy od piwa”

Także Skoda nie dodaje poduszek powietrznych.

Właśnie skończył się Festiwal Piwa w Pilznie. Na wszystkich, którzy przyszli na festiwal czekały wyjątkowe promocje piwa. Było można także posłuchać opowieści o historii browaru Pilsner Urquell, zwiedzić zakład w tym jego warzelnię oraz zakładowe Muzeum w dwupiętrowych, historycznych piwnicach browaru. Atrakcją była też degustacja niefiltrowanego i niepasteryzowanego piwa Pilsner Urquell. Każdy mógł wziąć również udział w biciu rekordu w zbiorowym toaście.

Zapraszam wszystkich na jednego!!

DSC01075.JPGDSC01076.JPGDSC01077.JPGDSC01078.JPGDSC01079.JPGDSC01080.JPGDSC01085.JPGDSC01081.JPGDSC01083.JPGDSC01084.JPG

Czech – mój bohater

Zaolziacy – jako mieszkańcy pogranicza – mają wyjątkową sposobność po temu, by obserwować i porównywać tradycje kulturowe i historyczne dwóch państw, które różnią się od siebie jak ogień i woda. W ciągu ostatnich miesięcy najbardziej rzuca mi się w oczy diametralnie odmienna narodowa definicja bohatera.

Polski bohater musi być męczennikiem, musi wybuchnąć jak fajerwerki w spektakularnej przegranej. Dlatego dzieci w szkole uczą się o wszystkich fenomenalnie nieudanych powstaniach przepełnionych krwawymi poświęceniami, które poszły na marne. Od powstania listopadowego po warszawskie – czym bardziej sromotna porażka, tym lepiej.

Południowi sąsiedzi serwują Polakom odwrotny biegun do ich festynu męki i zagłady. Czeski bohater musi być sprytny, giętki i szczwany – Czesi nie radzą sobie z cierpieniem, dla nich walka o wolność musi być albo wygodna, albo rozrywkowa i właśnie według tego klucza dobierają swoich bohaterów. Tę bogatą szwejkowską tradycję świetnie wyraża Cimrmanowski cytat „możesz się ugiąć, byle byś się potem wyprostował”. Wroga można wyśmiać – najlepiej prosto w plecy.

Ile jest jeszcze różnic między nami a Czechami? Tego nie udałoby mi się wymienić, choćbym nawet pisał całą noc. Najważniejsze różnice są właśnie w mentalności i podejściu do zwykłych spraw. Na przykład odnośnie parkowania. Urząd Miejski w Czeskim Cieszynie błaga, aby Polacy przestali parkować „po polsku” czyli na chodnikach i trawnikach. Niestety to co „normalne” u nas, w Czechach nie przystoi. Można dostać za to mandat.

Ale to nie wszystko. Najważniejszą jak dla mnie różnicą jest to, że Czesi nie szarpią się o byle gówno. Kiedy Polak pod Pałacem krzyczy, że Krzyż jest za sałatą, Czech w takiej sytuacji powiedziałby: „No comment” i odszedł. Jak tu nie kochać Czechów? Czesi żyją w swojej małej republice, życie płynie im w spokoju i zgodzie a wszystko mają doskonale zorganizowane! Bardzo mi się podoba, że taka Bielsko – Biała ściągnęła organizacje wchodzenia i wychodzenia z autobusu od Czechów i tak wchodzi się tylko od strony kierowcy, a wychodzi pozostałymi drzwiami. A nie jak krowy, kto się wepcha, ten wejdzie! Poza tym nie zobaczysz tu psiej kupy na trawniku – wiem, bo codziennie chodzę na skróty po trawniku i żadnej kupy nie widziałem. Wszędzie przy chodniku są psie zestawy czystościowe, których Czesi (tak jak Austriacy) używają. Wiadomo – zachód się kłania. Poza tym rożni nas chyba poziom życia. Czesi tak jak Polacy dużo podróżują, my za pracą a Czesi na wakacje. Najpopularniejsze kierunki czeskiej turystyki (nie zarobkowej) to Włochy i Chorwacja. I wcale się nie dziwię, bo po czeskich autostradach i drogach ekspresowych podróż do Wiednia trwa tylko 2 godziny, do Benatek (czyli Wenecji) dwa razy więcej. My jakoś sobie poradzić nie umiemy. Od dłuższego czasu czekają na nas i nasz odcinek autostrady przy węźle Bohumin. Gdybyśmy ją wybudowali w odcinku 70 km (Gliwice – Bohumin) Polacy i inne narody mogłyby dojechać z Krakowa, aż na południe Włoch. My nie potrafiliśmy nawet zamontować drogowego znaku Schengen na nowym moście w Bohuminie – zrobili to za nas Czesi. Zresztą nie tylko tam…

Kolejne wrażenia z pobytu w Republice już niedługo.

bohumin.jpg

Olomouc

Zaczynamy cykl zwiedzania Republiki Czeskiej. Na początek nieodkryta jeszcze Morawa. Nieodkryta, gdyż wszyscy wybierają piękną aczkolwiek oklepaną już Pragę.
Olomouc stolica kraju olomouckiego, ponad 100 tys. mieszkańców, autostradą trochę ponad godzinę od polskiej granicy i zjawiskowe zabytkowe centrum.

DSC00719.JPG

DSC00705.JPG

DSC00725.JPG

DSC00721.JPGDSC00726.JPGDSC00734.JPGDSC00739.JPGDSC00735.JPGDSC00737.JPGDSC00722.JPG

Cieszyn Kocham

Korzystając z ostatnich dni „wakacji” udałem się dziś na kolejny wyjazd. Nie, żebym nigdy tam nie był czy coś w tym stylu, ale Cieszyn jest po prostu niesamowitym miastem! Nie dość, że ma bogatą historię, to jeszcze leży na pograniczu. Mógłbym wymieniać zalety tego miasteczka bez końca, że posiada piękną starówkę i rynek, że ma tak pięknie odnowione kamienice, że Kraków się chowa, że ciągle się zmienia i jest przyjazny turystom, że ma jedyną w Polsce Wenecję, ale nie powiem zupełnie NIC!
Dziś udałem się tam jak zwykle z drżącym sercem, nie wiem czemu, ale tak właśnie działa na mnie ten klimat sąsiedztwa.
Mimo, że teraz granice i bariery praktycznie zniknęły, wcześniej nie było tak kolorowo…

“Po obu stronach Olzy były gęsto ustawione patrole więc nikt nawet nie myślał o moczeniu stóp w Olzie. Na początku lat dziewięćdziesiątych zmieniła się tylko ilość i mundury patroli. Jedyna różnica to taka, że jak wcześniej chłopaki strzelały to wtedy już raczej brali cię żywego i do paki za nielegalne przekroczenie granicy. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych dopiero wprowadzono przywilej dla mieszkańców strefy przygranicznej i możnabyło przechodzić na dowód. Polskie dzieci z czeskiej strony miały specjalne przepustki. Dziś to jest praktycznie jedno miasto. A Olza jak każda rzeka jest uczęszczana przez rybaków, pijaków itd. a w najbliższym czasie powstaną nowe kładki dla pieszych i rowerzystów. Teraz widać jak się pozmieniało. Gdybyś nie wiedział że Olza to granica , nie zauważyłbyś kiedy ją przekraczasz…”

To był głoś mieszkańca Cieszyna.

Symbolem tych zmian jest właśnie otwarty, odnowiony most Przyjaźni między dwoma Cieszynami. Zmodernizowano barierki i nawierzchnię, a nad mostem powiewają flagi Czech, Polski i Unii Europejskiej. Ciekawostką jest to, że dokładnie w połowie mostu wbudowano w beton niebieskie neony, które świecąc w nocy wyznaczają symboliczną granicę. Już dziś widziałem wycieczkę seniorów, która robiła sobie na ich tle zdjęcia. Za mostem już na czeskiej stronie jest replika kawiarni AVION, podobna stała w tym miejscu już w 1935 roku. Zdjęcia możecie zobaczyć tutaj:

cieszyn.fotopolska.eu/113726,foto.html

Moja miłość do Cieszyna zaczęła się od Festiwalu Kino na granicy, gdzie prezentowane są przez 4 dni filmy z 4 krajów: Polski, Czech, Słowacji i czasem Węgier. Na ostatnim z festiwali poznałem mego miejscowego i teraz spotykamy się co dwa tygodnie na kufel piwa Brackie, które produkowane jest właśnie w Cieszynie. Piękno miasta nie oddadzą moje zdjęcia, ale mam nadzieje, że chętnie obejrzycie.

DSC00419.JPG

DSC01065.JPGDSC01015.JPGDSC01016.JPG

Podróż transgraniczna

Dziś chyba przeszedłem samego siebie… Siedzę tu, piszę bloga, a nogi to zgubiłem jeszcze w połowie drogi.. Ale po kolei…

Zaczęło się od tego, że ze względów zawodowych musiałem po raz kolejny jechać do pięknego miasta Olomouc, a gdy byłem już z powrotem i miałem 100 metrów do dworca, nabrałem takiej ochoty na podróżowanie, że wsiadłem w pierwszy pociąg jaki nadjechał. Nie przejmując się zupełnie pogodą, jechałem do miasta Karvina. Uświadomiłem sobie, że przecież miasta to granica państwa. Udałem się więc przez rynek (notabene nie krawiński ale frysztacki, gdyż Karvina pochłonęła Frysztat dawno temu zyskując historyczne centrum) na ulicę Polską w kierunku przejścia granicznego. Jest to niesamowite, że Polacy i Czesi mieszkają tak blisko siebie – granica stanowiła siatkę ogrodzenia między dwoma położonymi od siebie 5 metrów domami. Zobaczyłem budkę graniczną pustą ze zdemontowanymi już tabliczkami i szlabanami. Udałem się do polskiego sklepu na rozeznanie terenu. Interesowało mnie czy Polacy i Czesi interesują się sobą nawzajem. Okazało się, że nie za bardzo. Polacy rozumieją czeski i na odwrót, ale jakiś wielkich zażyłości, przynajmniej na tym przejściu (Karvina – Kaczyce, gm. Zebrzydowice, powiat Cieszyn) nie było. Niesamowite było, że jak wracałem na przejście, Polak palił papierosa przed domem, a gdyby chciał bez wysiłku mógł rzucić niedopałek na posesję sąsiada Czecha. Jak relacjonowała Pani Kinga ze sklepu, ona sama mieszka przy ogrodzeniu i czasem słyszy jak sąsiedzi Czesi oglądają o 19.00 Udalosti na CT1 podczas gdy ona FAKTY TVN. Utwierdziłem się ponadto w przekonaniu, że w Polsce jest taniej i z tego powodu często Czesi przychodzą do tego wiejskiego sklepu na wielkie zakupy. Wracając zrobiłem jeszcze niezwykłe zdjęcie: lewą nogę miałem na stronie polskiej a prawą na czeskiej. Udało mi się być naraz w dwóch miejscach.

Z faktu, że mi wciąż było mało wrażeń, ponownie pociągiem ruszyłem w stronę Bohumina. Po drodze bezcenny widok – wielka elektrownia niczym Temelin dumnie prężyła swe kominy nad Odrą. Są tak wysokie, że widać je w promieniu 30 km, także w Polsce, Wodzisławiu czy nawet Gliwicach. Z Bohumina kawałeczek do Odry i już za mostem potężną i zupełnie niezrozumiałą tablicą witała mnie, o zgrozo, Ojczyzna! Akurat przy rzecze na pograniczu odbywał się jakiś festyn i było mnóstwo czeskich i polskich rodzin. Miło było popatrzeć jak wspólnie kręcą się na karuzelach. Gdy zobaczyłem tablicę z napisem: Gmina Krzyżanowice, witamy a pod spodem mapę, już wiedziałem, że nie wracam do domu, tylko idę na kolejne przejście graniczne, oddalone zaledwie 2 km. Już wcześniej z internetu dowiedziałem się, że jest niezwykłe, ale musiałem sam się o tym przekonać. Od nadmiaru wrażeń aż zakręciło mi się w głowie! Okazało się, że granica przebiega dokładnie środkiem ulicy, prawe pobocze jest polskie a lewe czeskie. Niesamowite! Rozejrzałem się po okolicy. Nie wiem kiedy, a już znalazłem się w Czechach. W ogóle ciężko mi było się zorientować w jakim kraju jestem. Biegałem z aparatem a miejscowi się dziwili… Za zakrętem na wprost była wieś Šilheřovice, a na prawo dalej polska i dalej granica wzdłuż osi jezdni. Oszalałem!
W drodze powrotnej zatrzymałem się na kawę w jednym z ostatnich polskich domów. Zagadałem właścicieli jak im się mieszka w tak bliskim sąsiedztwie granicy i Czechów. Opowieści były bardzo zajmujące, od czasów Socjalistycznej Czechosłowacji i Prus aż do dziś. Okazało się, ze dwa metry od domu tychże Państwa, za czasów CSRR był ogromny płot i nie można było zbliżyć się w jego rejon. Wydaje mi się to ciężkie nie zbliżyć się do czegoś co jest 2 m od podwórka ale tak rzeczywiście było. Wszędzie czyhali pogranicznicy.  Nie było prawie żadnego kontaktu z sąsiadami… Po wejściu do Unii mimo braku szlabanów, kontrole pozostały. Mogli cię skontrolować czy to na drodze czy za domem, gdy poisz krowy.  Od Schengen wszystko się zmieniło. Czesi i Polacy na zmianę wspólnie remontują graniczną ulicę, a czeskie dzieci bawią się wspólnie z polskimi. Gdy byłem już pod pierwszym domem po stronie czeskiej, zapytałem się dziecka po czesku czy bawi się z małymi Czechami a on na to po polsku, że właśnie idzie do swego kolegi Karela. Też bym tak chciał! Z ciekawostek jeszcze, że gdy na tej wspólnej ulicy zdarzy się wypadek i są ranni, o odwiezieniu ich do polskiego czy też czeskiego szpitala decyduje strona, na której zatrzymali się auta biorące udział w kolizji. Nie ważne że Czecha powiozą do Polski. Ciekawe jest też, że druty wysokiego napięcia biegną każdy po swojej stronie pobocza i nigdy się nie krzyżują, mimo, że obie wsie później „zakręcają”. Życie bez Schengen musiało być straszne. Najważniejszą jednak kwestią dla mnie jest to, że ie ważne czy po czeskiej czy po polskiej stronie – każdy mieszkanie tamtych terenów nazywa siebie „Ślązakiem spod Raciborza”, każdy się rozumie i akurat w tym miejscu mówi się mieszanką polsko-czesko-śląską.
Gdy już nogi miały dość, okazało się ze we wsi Šilheřovice jest wielkie pole golfowe i piękny Zamek. Niestety nie chciało mi się zwiedzać i dla hecy postanowiłem złapać stopa. Na przemian jechały polskie i czeskie auta. Szybko jedno się zatrzymało a pani ze zdziwieniem stwierdziła, że muszę być szalony, żeby takie pustkowia przemierzać jedynie z ciekawości. Ja jej odpowiedziałem, że to z Miłości. Co czego dalej mnie ta Miłość zaprowadzi?

Jak to się zaczęło?

Przy okazji przeprowadzki będę wklejał tutaj najciekawsze wpisy z pingera. W ciągu niespełna dwóch lat nazbierało się ich wiele.  Myślę, że taka forma retrospekcji bardzo się Wam spodoba.

Dlaczego blog o Czechach?
Dlatego, że w całym internecie nie ma porządnego zbioru subiektywnych spostrzeżeń na temat naszych południowych sąsiadów.

Dlaczego akurat o Czechach? Dlatego, że są wyjątkowi. Co będę starał się udowodnić w tym właśnie miejscu.

Jak i kiedy to się zaczęło?
Tego sam do końca nie wiem. Waham się między opowieścią o poznaniu pewnego czechofila, który mnie tą przyjemną chorobą zaraził a przeczytaniem pewnej książki, która właśnie tematu czechofilstwa dotyczyła… Łukasza poznałem już prawie dwa lata temu, dogadaliśmy sie na internecie. Chciał przyjechać nad polskie morze, ale nie miał do kogo, ja – miałem miałem puste mieszkanie, ale nie było do kogo się odezwać. Gdy przyjechał opowiedział mi o swojej miłości do Czech, którą przelał na mnie. Zadziwiające jest, że ja, chłopak z północy Polski tak zapalił się na pogłębianie wiedzy o swych sąsiadach, że przeprowadził sie na południe, by następnie utorować sobie drogę prosto do Republiki.

Miłość mą pogłębiła lektura książki Huberta Klimko-Dobrzanieckiego „Wariat”. Jest to autobiograficzna opowieść o życiu autora, gdy jako mały chłopiec pomagał swemu nauczycielowi odlecieć do Broumova, miasteczka tuż przy polskiej granicy, a tylko kilkanaście kilometrów od ich miejscowości Bielawy. Czasy komunizmu i szczelnie zamkniętych granic skłoniły bohaterów do ich przekroczenia w nielegalny sposób… Jak opowieść się skończyła tego nie zdradzę, ale od momentu jej przeczytania nie mogłem spocząć póki nie spełnię mego czeskiego snu…..

Nowa odsłona

Zawsze ceniłem prostotę. Sam nie wiem dlaczego tyle czasu wytrzymałem na pingerze. Dlatego teraz witam Was w nowej odsłonie, bez reklam i pstrokatości, a co najważniejsze, dzięki platformie wordpress, również w wersji mobilnej w telefonach.

Przez chwilę oba blogi będą prowadzone równolegle, jednak przeprowadzka na ten serwer w końcu się zakończy i pinger umrze śmiercią naturalną. Mam nadzieje,  że tak jak dla mnie,  dla Was również ten portal będzie kojarzył się w wygodą.

Zapraszam Was również na

www.czechofil.pinger.pl

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑