Sylwestrowe i noworoczne zwyczaje i przesądy

Nasi południowi sąsiedzi podobnie jak my mają kilka zwyczajów związanych z przełomem roku.

U nich, tak jak w Polsce obowiązuje przysłowie „Jaki Nowy Rok, taki cały” (Jak na Nový rok, tak po celý rok), więc wierzy się, że wtedy warto wynieść wszelkie śmieci, zmienić pościel i zrobić pranie, żeby nie pozostały w naszym domu żadne przykre sprawy z roku poprzedniego.

1 stycznia raczej nie podaje się drobiu, żeby szczęście nie odleciało, ale za to chętnie je się soczewicę, dzięki czemu nasze pieniądze będą się mnożyły.

cs-legie-rusko

Czesi z okazji Nowego Roku posyłają sobie PF zwane też novoročenkami, czyli kartki z życzeniami. Ciekawe jest to, że zwyczaj ten jest starszy niż kartki bożonarodzeniowe i został wynaleziony przez czeskiego szlachcica hrabiego Karela Chotka, który w roku 1827 wpadł na pomysł jak poradzić sobie z pochodem gości, którzy zwykli odwiedzać go przy okazji Nowego Roku, zaczął zawczasu wysyłać im życzenia na ozdobnych blankietach.

Nowe stacje metra w Pradze

O cztery stacje więcej ma trasa praskiego metra linii A. Na Wielkanoc otwarto nowy sześciokilometrowy odcinek ze stacji Dejvicka do stacji Nemocnice Motol.

m1

Premier Bohuslav Sobotka przeciął wstęgę i tym samym symbolicznie otworzył nowe stacje. Były obietnice dofinansowania przez państwo dalszej rozbudowy sieci praskiego metra.

Pasażerom podoba się ciekawy design, jedna ze stacji jest oświetlona światłem dziennym. Najgłębsza z nowych stacji znajduje się 35 metrów pod powierzchnią ziemi, najpłytsza jedynie 5,6 metra.

Według rzecznika metra każda stacja jest inna – „tak budowali Rosjanie, tak budujemy i my”. Jednak w porównaniu do drugiej linii warszawskiego metra, nowe stacje w Pradze są bardzo spójne z tymi, które znamy od dawna, tworzą spójną całość.

Odcinek budowano pięć lat. Łączny koszt prac zamknął się w 20 miliardach koron. Niestety choć czas dojazdu do lotniska skrócił się o 6 minut, metro wciąż nie dojeżdża do samych terminali. Nie wiadomo kiedy to nastąpi.

Metro w Pradze składa się z trzech linii: A (17 stacji, długość 17,1 km), B (24 stacje, długość 25,7 km) i C (20 stacji, długość 22,4 km). Pierwszy odcinek praskiego metra został otwarty w maju 1974 roku (Florenc – Kačerov, trasa C). W projekcie jest czwarta linia łącząca północną i południową część miasta, częściowo równoległa do linii C.

Znowu antypolskie hasła na Zaolziu

Konflikt na Ukrainie odbija się czkawką w całej Europie Środkowo-Wschodniej. O swój byt drży Białoruś i kraje bałtyckie. Jednak precedensem wydawać się może napięcie stosunków polsko-czeskich na Zaolziu w ciągu ostatnich tygodni. Czy może mieć to związek z Rosją?

źródło: stalo-se.cz
źródło: stalo-se.cz

Na czeskim portalu „Stalo Se”, cieszącym się popularnością wśród czeskiej młodzieży na Zaolziu pojawiły się antypolskie hasła. Wystarczy przytoczyć słowa redakcji „Polacy precz! Cieszyn i cały Śląsk zawsze były czeskie. Polacy nam to ukradli. Trzeba to odzyskać”, którym towarzyszą prorosyjskie komentarze użytkowników, by stwierdzić, że sytuacja zaczyna robić się nieciekawa. Wymowną ilustracją do tychże słów jest swastyka wpisana w polską flagę.

Czas „zrobić porządek” z Polakami

To kolejny z pojawiających się postulatów. Na portalu dowiadujemy się na przykład, że Polska za wszelką cenę chcę odzyskać Zaolzie i tylko Moskwa może przyjść z odsieczą przed imperialistycznymi zapędami kraju nad Wisłą… W związku z tym należy zawrzeć strategiczny sojusz z Rosją i raz na zawsze „zrobić porządek” z Polakami.

Dwójmyślenie Zemana

Do tego typu postulatów można by przypiąć łatkę marginesu, gdyby nie fakt, że wpisują się one w szerszą spójną całość. Warto zwrócić uwagę na postać postkomunistycznego prezydenta Republiki Czeskiej – Miloša Zemana, który nawet nie stara się ukrywać swojej prorosyjskości, a w oczach czeskiej opozycji zyskał miano „marionetki Putina”, zapraszając „cara Wszechrusi” na oficjalne obchody państwowe. Z kolei nieco dalej na wschodzie Zeman po wielu swoich wypowiedziach stał się bożyszczem internetów.

Znaczące są również próby wybiórczego traktowania historii przez czeskiego prezydenta. Nie tak dawno było głośno o uświadamianiu Polaków przez Zemana na temat zbrodni Stepana Bandery na naszym narodzie, natomiast uwadze prezydenta umyka inny ludobójca Polaków – gen. Josef Snejdarek, którego wojska w 1919 roku wtargnęły na Zaolzie, w wyniku czego śmierć poniosło tysiące Polaków. Ba, nawet w przypadku tego drugiego, którego pomnik niespełna 2 lata temu stanął niedaleko polskiej granicy, Zeman ma już pozytywne odczucia.

Pożyteczni idioci czy zamierzone rosyjskie działania?

Wg prezesa Kongresu Polaków w Republice Czeskiej dra Józefa Szymeczka w wywiadzie dla „Do Rzeczy” – „nasilenie antypolskich nastrojów, wezwań rewizjonistycznych czy straszenia, że Polska ma wrogie zamiary wobec Czech, nastąpiło w ostatnich miesiącach konfliktu na Ukrainie.”

Kuriozalne wydaje się, że prorosyjsko nastawiona grupa Czechów, popierająca tym samym politykę Rosji wobec Ukrainy „w trosce” o mieszkającą tam mniejszość rosyjską, jednocześnie żąda „pomocy” Rosji w wypędzeniu rdzennej polskiej mniejszości z terenów Republiki Czeskiej (sic!).

Związek czasowy, o którym wspomina dr Szymeczek, brak logicznej spójności oraz nazywanie wszystkich myślących inaczej faszystami wydają się wskazywać na działania naszego „wielkiego słowiańskiego brata”. Jak widać wojna hybrydowa prowadzona na Łotwie to nie samotny wyjątek, a rosyjska propaganda sięga po najbardziej na zachód wysunięte kraje byłego bloku socjalistycznego.

Co na to polski MSZ?

Sprawa została potraktowana jako incydent, ale miejmy nadzieję, że na dłuższą metę polska dyplomacja zainteresuje się mniejszością polską zamieszkującą części składowe Republiki Czeskiej, a mianowicie Czechy, Morawy, a przede wszystkim Śląsk Cieszyński. Wg spisu z 2011 roku u naszych południowych sąsiadów zamieszkuje ok. 40 tys. Polaków, a w niektórych gminach stanowią oni nawet większość (dla przypomnienia w 1919 Polacy stanowili ponad 2/3 ludności Zaolzia). Choć na tle kilkunastomilionowej polskiej diaspory to zaledwie niewielki odsetek, to jak niezwykle istotny z punktu widzenia minionej historii, jak i tej, która pisze się na naszych oczach.

Marcin Bagiński

Wysiedleni Niemcy rezygnują z roszczeń

Ziomkostwo Niemców sudeckich wysiedlonych po 1945 roku z Czechosłowacji zmieniło w niedzielę na zjeździe w Monachium statut organizacji. Niemcy zrezygnowali z roszczeń do zwrotu majątków znajdujących się w ich dawnej ojczyźnie.

Czechosłowaccy Niemcy entuzjastycznie powitali wojska Hitlera w 1938 r.
Czechosłowaccy Niemcy entuzjastycznie powitali wojska Hitlera w 1938 r.

Ze statutu wykreślono postulat dążenia do zwrotu skonfiskowanego po wojnie przez władze czechosłowackie majątku, co było dotąd jednym z celów ziomkostwa. Zrezygnowano ponadto z roszczeń do „odzyskania ojczyzny” i zrealizowania „prawa do samostanowienia” Niemców sudeckich.

Zmiany w statucie oznaczają radykalny zwrot w polityce Niemców sudeckich. Jeszcze rok temu ziomkostwo domagało się unieważnienia przez Republikę Czeską dekretów wydanych po wojnie przez ówczesnego prezydenta Edvarda Benesza w celu wywłaszczenia i wysiedlenia Niemców.

Na podstawie dekretów Benesza w latach 1946-48 przymusowo wysiedlono i wywłaszczono 3 mln sudeckich Niemców oraz 70 tys. Węgrów. Większość wysiedlonych Niemców osiedliła się w graniczącej z Czechami Bawarii.

Czeski minister spraw zagranicznych Lubomir Zaoralek przywitał z zadowoleniem decyzję ziomkostwa. – To nie jest zaskoczenie – to jest warunek poprawy relacji – powiedział Zaoralek cytowany przez „Spiegel online”.

Niemieckie ziomkostwa, przed przyjęciem Czech i Polski do UE w 2004 roku, szczególnie intensywnie podnosiły kwestię unieważnienia aktów prawnych, na podstawie których po zakończeniu II wojny światowej władze obu krajów pozbawiły majątku i wysiedliły Niemców. Władze czeskie obawiały się, że zakwestionowanie dekretów może stać się podstawą do roszczeń majątkowych.

Relacje między Czechami a Niemcami, a szczególnie Bawarią, w minionych latach znacznie się poprawiły. W lutym 2013 roku ówczesny premier Czech Petr Neczas złożył, uznaną za historyczną, wizytę w Bawarii. Bawarski premier Horst Seehofer i Neczas ustalili wówczas, że spór o wysiedlenia nie będzie dłużej zatruwał wzajemnych stosunków. Premier Bawarii jest tradycyjnie patronem ziomkostwa Niemców sudeckich.

Czechy oddadzą swe terytorium Polakom

Obietnice stały się faktem: po wielu latach dyskusji między rządami obu państw Czechy w końcu przekazały stronie polskiej propozycje terenów, które zwrócą nam w ramach powojennej wymiany terytoriów. Strona czeska wiele razy oferowała północnemu sąsiadowi ekwiwalent pieniężny, Polacy jednak kategorycznie odmawiali.

VOT2363e8_Hranice

Sporne 386 hektarów (wielkość 90 Placów Wacława) zostanie przekazane Polakom. Sporządzono tajną listę terenów, które mogą znaleźć się na terytorium państwa polskiego. Na chwilę obecną spekuluje się o terenach miasta Krnov (poprosimy od razu fabrykę Kofoli!), okolic Frydlandu czy też o Vidnavě na Jesenicku. Burmistrz Vidnavy potwierdza, że jakiś czas temu rząd Czech wytywował pewne tereny w tej gminie.

W latach 50-tych poprzedniego stulecia tak wytyczano granice między państwami, aby dało się je lepiej upilnować. Po wszystkim okazało się, że Czesi dłużą Polakom 386 hektarów terenów. Po raz ostatni terytorium Republiki Czeskiej zmieniło się osiemnaście lat temu, gdy Czechy i Słowacy wymieniły się osadami Sidonie oraz U Sabotů.

Tereny przekazywane teraz Polsce przez Czechów muszą być własnością państwa oraz muszą przylegać do polskiej granicy. Większość burmistrzów jednak ma spore niechęci. Mieszkańcy Frydlandu boją się, że na tereny przekazane Polsce zostanie przesunięta kopalnia węgla bruntanego Turów w Bogatyni, a tym samym nastąpi degradacja tamtejszych terenów.

Burmistrz Javorníku ani myśli oddawać swe tereny Polakom: Wytypowany teren owszem należy do Republiki Czeskiej, ale został objęty również długoletnim planem zagospodarowania przestrzennego, według którego ma zostać terenem rekreacyjnym służącym miejscowej ludności – stwierdza starostka Javorníku Irena Karešová.

Plany na sporny fragment ma również gmina Mikulovice, na którym chce stawiać zabudowę jednorodzinną. Osada Bílá Voda również nie jest z pomysłu przekazania swych terenów zadowolona. Gminy uzbroiły te tereny w kanalizację, pociągnęły tam prąd, a teraz rząd chce je tak po prostu przekazać Polakom – argumentuje burmistrz Vidnavy Eva Pavličíková.

Burmistrz Bílé Vody Miroslav Kocián stwierdza, że jednej krzywdy nie należy leczyć drugą krzywdą. Na spornych terenach przez dziesiątki lat pracują rolnicy, którzy dzięki płodom tych ziem żywią siebie i swoją rodzinę. Oddanie tych terenów to będzie ogromna niesprawiedliwość. Kocián dodaje, że tego typu sytuacja świadczy jedynie o nieporadności czeskiego rządu. 

Poznajcie ich: to oni są głosami praskiego metra

Przedłużenie linii A sprawiło, że po wielu latach konieczne jest ponowne nagranie komunikatów zapowiadających nowe stacje. Do zadania ponownie przystąpiła Světlana Lavičková, osoba, której głos słyszymy w najstarszej linii metra. 

Linia A: Světlana Lavičková

m4

Każdy zna jej głos, nie każdy jednak zna jej historię. W czasach, gdy ogłoszono konkurs na głos metra Světlana Lavičková jako młoda dziewczyna przyuczała się w Karlíně do zawodu lektora. W latach siedemdziesiątych władze metra praskiego zorganizowały casting, szukano odpowiednego głosu. Szef techniczny podszedł do mnie i poprosił, żebym spróbowała wypowiedzieć próbne zapowiedzi. To wszystko działo się bardzo szybko. Za chwilę dostałam telefon, że będę „jeździć” na linii A.

Sposób wyboru lektora poprzez casting działa do dnia dzisiejszego. Kilka lat temu do konkursu na głos linii C przystąpiło osiem osób: prezenterów z telewizji, redaktorów z Czeskiego Radia oraz aktorów. Każda z osób nagrała zapowiedzi, które były puszczane po kolei w jadącym metrze. Konkurs wygrywała ta osoba, której głos brzmiał najlepiej w działającym metrze. Bo tu nie chodzi o to, żeby właściciel głosu miał nienaganną dykcję czy ładną barwę. W metrze chodzi o to, aby głos brzmiał dobrze z głosników pociągów (zarówno tych starych jak i nowych) oraz by nie był zagłuszany przez huk jazdy. Każdy członek komisji wybiera anonimowo swego faworyta, osoba z największą liczbą głosów zostaje „metráčkem”

Linia C: Tomáš Černý

m3

Zwycięzcą takiego konkursu jest Tomáš Černý, lektor użyczający głosu na linii C. Zastąpił on na tym stanowisku Jiřího Hrabáka. Było to dokładnie w roku 2004, gdy linia C została przedłużona przez  Ládví do Letňan. Wiadomość o konkursie dostałem od współpracowniczki Czeskiego Radia i właścicielki głosu linni A, Světlany. Pierwszego dnia przy nagrywaniu zapowiedzi dostałem instrukcję, żeby kominukaty te nie brzmiały jak w radiu, że mają być dostojne i mają budzić respekt. Zaskoczyło mnie, że w tego typu komunikatach najważniejsze jest by nie akcentować całego zdania, całej informacji, a jedynie jedno słowo: Kačerov. Nie można tego wykrzyczeć, musi być odpowiednia intonacja. Jest to o tyle dziwne, że pasażerowie i tak nie zajmują się zapowiedziami, często nawet nie wiedzą czy męski czy może żeński głoś zapowiada daną linię metra.

Sam staram się nie jeździć linią C by siebie nie słuchać, ale pamiętam jedną zabawną scenkę. Na przeciwko mnie siedział tata z małym synkiem i ten maluch wciąż powtarzał na głos zapowiedzi: „Nááádraží Holešovice“. Jego tata gdy to słyszał odrzekł, że w ten sposób się tego nie wymawia, nie tak, jak ten pan z głośnika. Żaden z nich nie miał pojęcia, że Pan z głośnika siedzi na przeciwko nich.

Linia B: Eva Jurinová

m2

Eva Jurinová użyczyła głos dla linii B. Jej znajomi z Czeskiej Telewizji uznali, że skoro jest taka szalona i wszędzie jej pełno, wygraną ma w kieszeni, I nie pomylili się. Spośród 25 zgłoszonych osób wybrano właśnie Evę. Przez całe popołudnie nagrywałam zapowiedzi linii B. Za te kilka godzin dostałam 500 koron. Warunkiem nagrań było to, aby mój głos brzmiał energicznie i wyraźnie. Komunikat „konečná stanice, vystupte“ to miał być już prawie rozkaz, który obudzi nawet pijaków, chcących pojechać do bazy. Zaproponowałam, aby do tego komunikatu dodać słowo „prosím”, jednak wszyscy byli przeciwni. Największym dla mnie problemem okazała się nazwa stacji Moskevská. Dla mnie to wciąż był  Anděl i kiedy dochodziło do wypowiedzenia słowa Moskevská zamiast kropki na końcu było u mnie słychać pytajnik. Komisja była wkurzona, musieliśmy to powatrzać kilka razy.

Największym przeżyciem dla mnie była sytuacja, gdy jechałam jako dziennikarka na szkolenie do Wiednia. Podczas luźnego spotkania z politykami okazało się, że jedna posłanka podczas wizyty w Pradze „zakochała się” w moim głosie. Jakież było jej zdziwienie, gdy przeprowadzając z nią wywiad odezwałam się tym swoim głosem z metra. Posłanka była w takim szoku, że kazała mi podczas obiadu wypowiadać każdą stację metra. Na sam koniec musiałam te zapowiedzi ngrywać na kasetę by posłanka mogła sobie je włączać za każdym razem, gdy tylko zechce.

m1

Czesi wierzą w magię, horoskopy i siły nadprzyrodzone

Czesi mają opinię ateistów i tylko 14 proc. z nich przyznaje się do należenia do jakiegoś kościoła. Co ciekawe, więcej niż połowa z naszych południowych sąsiadów wierzy jednak w co innego: horoskopy, magię i siły nadprzyrodzone.

468205-top_foto1-go1rv

„Więcej niż połowa Czechów wierzy, że amulety przynoszą szczęście, wróżki przepowiadają przyszłość, a uzdrowiciele leczą ludzi” – stwierdza Dana Hamplová, socjolożka specjalizująca się w kwestiach wiary i religii.  Czesi jak nikt inny wierzą, że na ich życie mają wpływ horoskopy.

Według badania, o którym pisze serwer novinky.cz, Czesi, którzy nie przynależą do żadnego kościoła często opowiadają się za wiarą w często nieidentyfikowalne bożki i bóstwa. Wśród nich znajdziemy i te owiane złą sławą (okultyzm, satanizm, szamani).

Wróżki i uzdrowiciele

Od wielu lat chodzę do wróżbitki, stawia mi karty i to co powie, zawsze się sprawdza – twierdzi 28-letnia Alice. Oprócz młodej kobiety do wróżek chodzi również 20 proc. pozostałych Czechów.

Ogromnym zainteresowaniem cieszą się również uzdrowiciele. 50-letni Karel ma swoje zdanie na temat ich misji:

Uzdrowiciel używa ziół, które są w pełni naturalne. Koncerny farmaceutyczne sztucznie wytwarzają to, co w ziołach najlepsze. Lekarze następnie przepisują tę chemię w postaci leków ludziom. Zamiast skupić się na istocie dolegliwości, znalezienia jej przyczyny, lekarze po prostu przepisują leki tym samym odfajkowując kolejnego pacjenta. Uzdrowiciel leczy nie tylko ciało, ale również duszę. 

Z badania serweru novinky.cz wynika, że aż 33 proc. Czechów oprócz gabinetów lekarskich odwiedza też ciche i przytulne zakątki uzdrowicieli. Osiem procent Czechów przyznaje, że „szamani” pomogli im bardziej niż tradycyjni lekarze.

Niezły interes

To, że Czesi wierzą w siły nadprzyrodzone nikogo już nie dziwi. Aż 46 proc. z nich twierdzi, że zajmuje się sprawami paranormalnymi prawie codziennie. Sąsiedzi nasi nie obawiają się, że jest to niebezpieczne, przeciwnie – telewizje wiedzą o zamiłowaniu Czechów do sił nadprzyrodzonych i umieszczają w swoich ramówkach coraz więcej programów na ten temat. Pasma, w czasie których następuje emisja tych programów biją rekordy popularności.

Skąd wzięła się powszechna wiara w coś co jest niewytłumaczalne?

Socjologowie twierdzą, że aż 60 proc. Czechów przeżyło w życiu coś, czego nie umie racjonalnie wyjaśnić. Inni z kolei twierdzą, że współczesne kościoły oderwane są od rzeczywistości stąd taka awersja do nich ze strony naszych sąsiadów. Jako najważniejszą przyczynę wymienia się jednak pośpiech i wszechobecny strach przed pogorszeniem się poziomu życia, a nawet zagrożeniem ze strony terrorystów.

Co zmieni się w Czechach od 2015 roku?

Każdy styczeń przynosi znaczące zmiany jeśli chodzi o podatki, regulacje i inne przepisy. Czechy również czeka dużo zmian. Oto najważniejsze z nich.

2015

1. Znakowanie produktów spożywczych

To co w Polsce jest standardem w Czechach stanie się od stycznia. Każdy producent będzie musiał umieścić na opakowaniu kraj pochodzenia produktu, dokładny skład i informacje o wartościach odżywczych.

2. Obowiązkowe ciepłomierze i liczniki na wodę

Każde mieszkanie musi mieć założone powyższe urządzenia. Czesi uznali, że tzw. ryczałt nie jest sprawiedliwy.

3. Nowy VAT

Zaczęła właśnie obowiązywać nowa stawka podatku VAT w wysokości 10 %, ale za to zwiększą się ulgi dla wielodzietnych rodzin. Powraca ulga dla pracujących emerytów.

4. Nowy numer dla kierowców

Wszystkie zdarzenia drogowe należy zgłaszać do ogólnokrajowego numeru 1224 – pod tym numerem czekają osoby, które zgłoszą szkodę u naszych ubezpieczycieli. Tym sposobem nie trafimy na nieuczciwe firmy, które będą żądać krocie za pomoc w nagłych drogowych wypadkach.

5. Podróż pociągiem

Od stycznia przejazdy grupowe (więcej niż 5 osób) należy zgłosić na trzy dni przed planowaną podróżą. Nowością jest bezpłatny bilet dla dzieci do lat sześciu.

6. Umowy z operatorami

1 stycznia weszła w życie zasada zgodnie z którą operatorzy komórkowi nie muszą wysyłać klientom informacji o zmianie regulaminu o ile zmiany te „nie są istotne”. Jest to zmiana niezgodna z prawem UE i Czesi będą za to pozwani.

7. Taniej w przychodni

Styczeń przynosi zniesienie 30 KC opłaty za wizytę w przychodni i w aptekach. Pozostaje jedynie opłata 90 KC za przyjazd pogotowia.

8. Urzędnicy otrzymają podwyżki

Tym razem jest to kolejne 5% dla lekarzy ale już dla policjantów zarezerwowano tylko 1,5 procenta.

9. Dodatki rodzinne i wyższa płaca minimalna

Za urodzenie drugiego dziecka kobieta dostanie 10 tys. koron. Płaca minimalna wzrasta z 8500 koron do 9200.

10. Segregowanie odpadów

Miasta mają od teraz obowiązek zapewnić obywatelom oprócz standardowych pojemników na szkło, papier czy plastik (Czesi segregują odpady już 14 lat) również takie do których będzie można wrzucać metal i bioodpady.

Nieprzychylne atrykuły w polskiej i czeskiej prasie godzą w dobre stosunki między narodami

Kierowcy z Wielkiej Brytanii, Francji i Czech doświadczają najwięcej agresywnych zachowań na drodze. 7 na 10 kierowców spotkało się tam z wrogimi gestami, a przynajmniej co drugi z przekleństwami i blokowaniem drogi. Pod względem braku kultury na drodze Polska zajęła dalekie 18. miejsce.

fotoo

Badanie kierowców przeprowadził TNS. W ankiecie online udział wzięło ponad 3 tysiące kierowców flotowych z 20 krajów. Jednym z badanych aspektów było agresywne zachowanie na drodze. Okazuje się, że z najczęściej spotykają się z nią kierowcy z Wielkiej Brytanii, a najrzadziej ci jeżdżący po Turcji. Polacy znaleźli się dopiero na 18. miejscu zestawienia. Natomiast w pierwszej dziesiątce najbardziej agresywnych kierowców znalazły się jeszcze takie kraje jak Niemcy, Indie, Belgia, Włochy, Stany Zjednoczone, Australia i Luksemburg.

Tekst opublikowany na stronie wp.pl szeroko opisuje portal idnes.cz. Pod artykułem rozgorzała gorąca dyskusja – pojawiło się niespełna 500 komentartzy. Według komentujących, to właśnie Polacy są najgorszymi kierowcami i że jazda do Polski autem to igranie ze śmiercią. Inni twierdzą, że tekst z wp.pl jest kolejnym etapem „brudnej kampanii pomiędzy Czechami a Polską” jaka obserwowana jest ostatnimi czasy w mediach po obu stronach Karkonoszy.

Rzekomy dokument
Rzekomy dokument

Kolejny poważny zgrzyt nastąpił, gdy „wydało się”, że Czeska Inspekcja Żywności i Rolnictwa zleciła niezwykle drobiazgowe badania polskiej żywności wjeżdżającej na teren Republiki Czeskiej. Choć minister Sawicki ogłosił w mediach, że za południową granicą trwa antypolska kampania, Czeska Inspekcja twierdzi, że dokument jest sfałszowany.

Co bardziej bulwersuje, Sawicki odrzekł, że „polska sól nikogo nie otruła w przeciwieństwie do czeskiego alkoholu metylowego”, który przecież pojawił się nielegalnie w sprzedaży. 

Czeska zmowa została wymierzona zwłaszcza w producentów mleka, ryb czy kiełbasy. Polacy twierdzą, że podjęta w tajemnicy decyzja czeskiej Inspekcji ma znaleźć sposób na długotrwałe sprawdzanie i w konsekwencji wykluczenie polskich produktów z czeskiego rynku.

Sawicki stwierdził, że jest to już otwarta wojna. Czeska Inspekcja odpiera zarzuty – uważa, że dopóki wspomniany dokument nie trafi w ich ręce sprawy komentować nie mogą. Pavel Kopriva, rzecznik inspekcji oświadczył ponadto, że nigdy taki dokument nie powstał.

Czesi śmieją, się, że reakcja Sawiciego to odpowiedź na kampanię sieci T-Mobile. Odmawia się nam poczucia humoru, powtarza się, że polska reakcja tylko utwierdza Czechów w przekonaniu, że ich północni sąsiedzi to „zacofane katolickie łby”. Po wielu miesiącach względnego spokoju kampania oskarżeń i nienawiści wybuchła na nowo. Szkoda, że i moi czytelnicy dali jej wyraz na tym bolgu. Czuje się, jakby ponad cztery lata mojej pracy w uświadamianiu Polaków odnośnie ich sąsiadów poszły na marne.

CZESKIE ŚRODY: „Powrót Agnieszki H.” i spotkanie z twórcami

W środę, 10 grudnia o godzinie 20:00 zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła! Pokażemy film

„Powrót Agnieszki H.”

dokument w reżyserii Krystyny Krauze i Jacka Petryckiego będący nie tylko powrotem do czasów studenckich Agnieszki Holland, ale jednocześnie do wydarzeń późniejszych – do przyjaźni jakie łączyły bohaterkę z Czechami w czasie emigracji, czy Aksamitnej Rewolucji.

powrót-agnieszki-h-plakat

Po projekcji spotkanie z twórcami!

Wielowątkowa opowieść o Agnieszce Holland i jej więziach z Czechami. Obserwujemy pracę reżyserki nad serialem „Gorejący krzew” o samospaleniu w Pradze w 1969 roku Jana Palacha. Agnieszka Holland podczas tego jednego z najważniejszych wydarzeń w historii komunistycznej Czechosłowacji była studentką słynnej praskiej szkoły filmowej FAMU.

Powrot_agnieszki_5

Ten powrót do czasów studenckich będzie także powrotem do wydarzeń późniejszych – do przyjaźni jakie łączyły reżyserkę z Czechami w czasie emigracji czy Aksamitnej Rewolucji. Film pokazuje jak bardzo przeżycia z lat 1966-71, spędzonych w Czechach, zaważyły na jej późniejszych losach i jaki miały wpływ na jej filmową twórczość. Oglądamy fragmenty jej filmów, słuchamy opowieści samej Agnieszki Holland, która opowiada o sobie Jackowi Petryckiemu, wieloletniemu przyjacielowi. W filmie mówią o wspólnych ideałach z lat młodości, ludzkiej potrzebie do życia w wolności i prawdzie, ważnych życiowych wyborach w sytuacji presji politycznej i zwykłej, ludzkiej uczciwości w czasach totalitaryzmu.

powrót agi

Prelekcję do filmu wygłosi dziennikarz filmowy, animator kultury i czechofil, Jacek Dziduszko. Po projekcji odbędzie się spotkanie z twórcami.

Po filmie zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazaniem biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie (u. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)

  • CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Powrót Agnieszki H.”  
  • środa, 10 grudnia, godz. 20:00 
  • Kino Wisła, plac Wilsona 2 
  • bilety: 12 zł

25 lat po Aksamitnej Rewolucji Czesi i Słowacy nie mają czego świętować

Aksamitna Rewolucja z 1989 roku nie spełniła oczekiwań Czechów i Słowaków. Tak wynika z badań przeprowadzonych przez agencję Median, przeprowadzonych na zlecenie Czeskiej Telewizji oraz Radia i Telewizji Słowacji.

25lat

Zawiedzionych jest 54 procent Czechów i aż 70 procent Słowaków. Nie zostały spełnione ich oczekiwania w sprawach socjalnych, likwidacji bezrobocia, a także z obniżającego się poziomu życia.

Ludzie są zawiedzeni przede wszystkim dlatego, że ich wyobrażenia w listopadzie 1989 roku, po upadku komunizmu, nie zostały potwierdzone przez skutki transformacji ekonomicznej. Ponadto z jakości demokracji zadowolonych jest tylko 20 procent Czechów i zaledwie 17 procent Słowaków.

Najbardziej zadowolonymi ludźmi w obu krajach są młodzi ludzie z wyższym wykształceniem. Badania przeprowadzono na początku listopada na próbie około tysiąca osób w każdym z krajów.


Aksamitna rewolucja – to określenie wydarzeń roku 1989 w Czechosłowacji, które doprowadziły do obalenia systemu komunistycznego oraz elit sprawujących władzę, a także transformacji ustrojowej, która niedługo później nastąpiła, pozwalając Czechosłowacji wstąpić na drogę demokracji parlamentarnej. Aksamitna rewolucja stała się początkiem demokratycznych przemian społecznych, które rozpoczęły drogę państw Europy Środkowo-Wschodniej do pełnej integracji z Europą Zachodnią. Doprowadzono do delegalizacji Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Transformacja polityczna w Czechosłowacji przyspieszyła również przemiany w Rumunii oraz Bułgarii.

Głównym powodem wybuchu aksamitnej „rewolucji” były podobne wydarzenia w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. W Polsce już przeprowadzono częściowo wolne wybory, władze komunistyczne ustąpiły również w NRD i na Węgrzech. Wiadomo było wtedy, że wybuch rewolucji w Czechosłowacji jest tylko kwestią czasu. Dodatkowo przez cały kraj, od końca 1988 roku, zaczęły przetaczać się demonstracje coraz bardziej uderzające w rozpadający się system komunistyczny.


Na budynku Muzeum Narodowego na placu Wacława w Pradze, w miejscu, gdzie już od stuleci rozgrywają się najważniejsze wydarzenia czeskiej historii, z okazji 25. rocznicy aksamitnej rewolucji wisi olbrzymia fotografia legendarnego prezydenta z napisem: „Václav Havel na zawsze”. Z tej samej okazji jego następcy Václav Klaus oraz aktualny prezydent Milosz Zeman starają się wymazać ze spuścizny po Havlu i aksamitnej rewolucji to, co najważniejsze, czyli wsparcie dla praw człowieka, demokracji i czeskiego członkostwa w UE i NATO. Spór idzie o system wartości współczesnych Czech. Przeciwnicy Havla go wygrywają. Czeskie społeczeństwo nie godzi się na tego typu słowa.

25l3

17 listopada 2014 roku czyli dokładnie 25 lat po pamiętnych wydarzeniach tysiące Czechów wyszło na ulicę protestować przeciwko słowom prezydenta. „25 lat po listopadzie ’89 idea praw człowieka w naszym kraju jest rozdrabniana i pomijana. Przysięgali na konstytucję, ale dziś pokątnie i oszukańczo niszczą jej podstawę. W ten sposób sprawiają, że sens wolnego państwa czeskiego staje się pusty” – czytamy w dokumencie podpisanym przez setkę osobistości. „Nacisk, jaki po aksamitnej rewolucji kładł na przestrzeganie praw człowieka w stosunkach międzynarodowych prezydent Václav Havel, rozumieliśmy jako poprawne historycznie wykorzystanie naszych własnych doświadczeń związanych z uciskającym nas reżimem” – piszą byli dysydenci. Dodają, że w niebezpieczeństwie jest nie tylko kierunek czeskiej polityki zagranicznej, ale i demokratyczny rozwój kraju. „Osobistą odpowiedzialność za to ponoszą Vaclav Klaus i Milosz Zeman”.

25l2

Więcej: idnes.cz, idnes.cz – ’89, źródła: gazeta.pl, money.pl

Chaos i burdel czyli jak Czech widzi Warszawę

Chociaż mój kolega Czech wyjechał z Warszawy już we wtorek, dopiero teraz mam siłę by napisać o tej ważnej wizycie słów kilka. Opóźnienie spowodowane jest faktem, iż musiało minąć aż kilka dni by moje siły umysłowe wróciły do siebie po tylu dniach ciągłej imprezy.

10805586_10204024898937137_2519913589235707664_n

#1: dojazd

Podróżujący z Pragi do Warszawy (i odwrotnie) nie mają lekko. Do wyboru jest pociąg, autobus oraz samolot. Nikt o zdrowych zmysłach zarabiający jak przeciętny Polak nie wybierze samolotu. Pozostaje PolskiBus (odpowiednio wczesna rezerwacja to koszt 20 PLN w jedną stronę) lub pociąg. Podróż w obu przypadkach jest długa i męcząca. Ale cóż począć, gdy tak kocha się Pragę? Jakub wybrał czerwony bus i już na przystanku we Wrocławiu wiedział, że to nie była mądra decyzja. Chciał wysiąść i uciec na dworzec PKP by przyjechać do Warszawy pozornie wygodniejszym pociągiem. Pozornie, bo ten również telepie się do stolicy aż 5 godzin! Przynajmniej dworzec Metro Młociny wygląda reprezentacyjnie i połączone jest z nowocześnie wyglądającym metrem. Ocena dojazdu na 3 z plusem.

#2: jaka jest ta Warszawa?

Wyjście z metra w Centrum i od razu widok na Pałac Kultury i warszawski Manhattan. Stanie i wpatrywanie się we wspomniane budowle przez dziesięć minut przyprawiało mnie o mdłości. No, ale cóż skoro „w Pradze my tego nie mamy”. Jak się później okazało Kuby nie interesuje odbudowana pieczołowicie po wojnie starówka: gdy mieszka się w centrum Pragi tego typu zabudowę ma się na co dzień.

„Praga jest jak skansen zorganizowany jedynie dla rzeczy turystów. Tutaj normalni ludzie nie mają czego szukać – jest to jak wesołe miasteczko, które kręci się szlakami od Vaclavaka przez Most Karola i Hradczany. Ludzie niczym zombie idą beznamiętnie tym szlakiem zahaczając o sklepiki i kawiarnie, które nie są w czeskich rękach i ani korona nie skapnie z tego dla Czechów. A poza tym i tak żadnego normalnego czeskiego przedsiębiorcę nie stać by płacić tak nieludzkie stawki za wynajem przy tym turystycznym trakcie”.


„Warszawa mi się podoba – macie tutaj taki specyficzny nieład i chaos. Nic nie jest zorganizowane, wszystko się zaprzecza i wyklucza. Tunele nie łączą się ze sobą, chodniki kończą się ślepo. Tutaj trzeba nauczyć się żyć. Ale z racji tego, że to wszystko jest inne niż w Pradze czy Wiedniu, właśnie dlatego mi się podoba”.

Trzy godziny później na „patelni” w godzinie największego szczytu:

„Boże, jak można tak łazić i krążyć przez te tunele, tu nawet przejść się nie da. I wciąż są czerwone światła, nawet autobus nie jedzie płynnie. Nie wspominając już o SKM, która szybkość ma tylko w nazwie”. Warszawa to stan umysłu.

#3: zwiedzanie

Co pokazać Czechowi skoro nie mamy hospudek (zamiast tego bary mleczne, które w Czechach nazywane są jidelnami), taniego piwa („Wy Polacy musicie napić się w domu, bo nikt normalny nie wyda 10 PLN za pół litra piwa w knajpie”), a stare miasto i inne zabytki go nie interesują? Oto jest pytanie. Okazało się, że najbardziej przyciąga to, czego już nie ma. Pawiak, tereny byłego getta i mury, które po nim pozostały to był hit tego wyjazdu. Na ul. Chłodnej historia sama wychodzi z ulic (dosłownie). Nie sądziłem, że mi również tak się to będzie podobać.

Podczas zwiedzania (spacery ulicami i oczywiście jazda kochanym ZTM) okazało się, że warszawiaków można podzielić na dwie grupy: „przesadnie wylaszczona młodzież” i „starsi wyglądający jak robole czy żule ubrani bez gustu i pojęcia”. Patrząc na ilość słoików w Warszawie można by wręcz powiedzieć, że był to nawet przekrój polskiego społeczeństwa! Wspomniałem, że tak samo wyglądają ludzie w Ostrawie – „Ostrawa to jeszcze inna bajka”. Ciężko nie przyznać „Kubovi” racji.

10384102_10204041375389038_6128960617415942101_n

#4: clubbing

Wspomniany przekrój polskiego społeczeństwa najlepiej podkreśla sytuacja zastana w warszawskich klubach: tutaj są miejsca dla zapatrzonych w siebie lanserów oraz z drugiej strony swojskiej grupy młodych fanów disco-polo z szerokimi karkami. Nie ważne gdzie wylądujesz – pijany będziesz tak samo. To, że Polacy piją wódkę na umór jest chyba najgorszym przykładem naszej kultury picia. Trzymanie się ścian i łapanie się podłogi to najłagodniejsze z zachowań. Trzeba mieć oczy dookoła głowy.

#5: duma narodowa

Najciekawsze na koniec. Nie jeden raz słyszałem, że Czesi to tchórze, nic sobą nie reprezentują. Najlepiej jest „wpuścić” Czecha w towarzystwo na domówce, krzyknąć od progu: „Uwaga, to Czech” i czekać, aż zwierzyna rzuci się na przynętę. Ilość stereotypowych opinii jaka padnie na temat Czechów w ciągu minuty przyprawia o łysienie. A zwłaszcza mężczyznom nie jest ono wskazane. Nie mogłem tego słuchać, postanowiłem się napić. Tym większe było moje zdziwienie, gdy Jakub stwierdził, że on Czechem nie jest, a jedynie na terenie Czech się urodził. To fakt, nie zawsze dla wszystkich narodowość określa miejsce urodzenia… To tak jest, że jeden Czech nie ma dobrej opinii o drugim Czechu. Tak samo jest zresztą z Polakami – w tej materii akurat niczym się nie różnimy. Czarę goryczy przelały jednak „obchody” święta 11 listopada w Polsce – tak bardzo nie chciałem, aby Kuba zobaczył te wzajemne obrzucanie się płytą chodnikową, że nakazałem mu opuścić Warszawę już o 7:00 tegoż dnia. Nich Polacy obrzucają się co najwyżej wyzwiskami, a płyty chodnikowe i wiaty przystankowe zostawią w spokoju. Nawet jeśli czyniła to grupa 200 kiboli, nie robi to nam, Polakom dobrej opinii wśród gości zza granicy.

Gottland bez Gotta – RECENZJA filmu na podstawie książki Mariusza Szczygła

Gottland bez Gotta

Pięciu młodych dokumentalistów słynnej praskiej szkoły filmowej FAMU stanęło przed nie lada wyzwaniem – ekranizacją bestsellerowego zbioru reportaży Mariusza Szczygła „Gottland”. Stworzone przez poszczególnych twórców trudno jednak oceniać jako jeden spójny film.

Zbudowany w technice dokumentu, animacji i fabularyzowanego dokumentu film prezentuje pięć epizodów złączonych oryginalnym tytułem zbioru „Gottland”. Inspirując się spisanymi w zbiorze Szczygła historiami, pięciu młodych reżyserów przygląda się powojennej Czechosłowacji i Czechom przez pryzmat znanych jednostek. Wychodząc od wydarzeń z okresu Pierwszej Republiki Czechosłowackiej i II Wojny Światowej, przez lata 50. i 60., okres normalizacji i wydarzenia bieżące, próbują odpowiedzieć na pytanie o współczesne konsekwencje przełomowych wydarzeń oraz ich istnienie w społecznej świadomości.

Lukáš Kokeš reżyser części pierwszej wykorzystał niespotykaną technikę obrazowania – widza umieścił w centrum, ukazał perspektywę panoptykonu. Ta, być może nieznośna w przypadku pełnego metrażu, technika, w tym miejscu sprawdza się doskonale. Obrazuje bowiem kolejność produkcji oraz pracę zespołu, która wspólnym wysiłkiem socjalistycznych robotników produkuje finalny wyrób. Tomáša Bat’a – wprawił w ruch Czeską gospodarkę i pozostał wiernym ideałom kapitalizmu z ludzką twarzą i zapewnienia godziwych warunków płacy i pracy. Część ta wyróżnia się realizacyjną sprawnością twórcy a sam ruch zarówno na poziomie formy jak i metafory ma ogromne znaczenie, nie przez przypadek jeden napis powraca na murach: Ruch to życie, brak ruchu – to śmierć.

Gottland2

Wyreżyserowana przez autora pełnometrażowej „Twierdzy” Petra Hátle, część przywołuje postać Lídy Baarovej – czeskiej artystki, której najbardziej zapamiętaną rolą była, ta, – przez wielu prześmiewczo nazywana życiową, kochanki Göbbelsa. Reżyser próbuje przybliżyć ją przez rekonstrukcję spotkania Otokara Vavry z artystką. Niechlujne, sfilmowane z perspektywy planu zdjęciowego ujęcia przeplecione są autentycznymi wypowiedziami Baarovej ukazanymi z offu tle statycznych ujęć przyrody niewiele wnoszą do całości.

Prawdziwą złotą maliną „Gottlandu” jest jednak animowana etiuda na temat socjalistycznego pisarza współpracującego ze służbami bezpieczeństwa Eduarda Věry Čekanyovéj. Istnienie tej, co więcej najdłuższej, części, uwłacza innym twórcom i jej widzom. Niechlujna animacja na podstawie brzydkich rysunków uzupełniona powtarzającymi się kilkoma tandetnymi dźwiękami kraczących wron i okrzyków zaczerpniętych z creative commons, połączona z, po raz kolejny, czytanymi z offu raportami sprawia, że mamy ochotę opuścić kinową salę.

Gottland1

Przedostatnia, zrealizowana w tradycyjnej, dokumentalnej formie części Radovana Síbrta i Rozálie Kohoutovéj mierzy się z postacią Stalina i mitów wyrosłych wokół znanego jako „Kolejka po mięso”, pomnika. Ostania, wyreżyserowana przez najbardziej doświadczoną z grona młodych – współreżyserkę „Twierdzy” Klarę Tasovskou, jako jedyna wyprzedza wydarzenia z „Gottlandu” i przybliża postać studenta z Humpolca – Zdeňka Adamca, który przed jedenastoma laty w czynie buntu stał się kolejną po Janie Palachu pochodnią.

Lektura „Gottlandu” Mariusza Szczygła weryfikuje naszą wiedzę na temat postrzeganego jako naród poczciwych piwoszy Czechów oraz dostarcza gorzką dawkę ironii na temat czeskich realiów z perspektywy losów kilkunastu przedstawicieli narodu. Łączy elementy smutku, groteski. Weryfikuje prawdę o narodzie, którego zwykliśmy uznawać za naród konformistów, dostosowujących swe poglądy do czasów i warunków. Filmowi twórcy zdają się realizować swój film bez zaangażowania i wnikliwości, a ich „Gottland” nie sięga poza banalne i bezrefleksyjne opowiedzenie pięciu wybranych historii. Mariusz Szczygieł pisze swój literacki reportaż z perspektywy czechofila, wnika w kulturę, spisuje swą fascynację krajem tak bliskim i tak dalekim kulturowo. Reżyserzy „Gottlandu” zdają się zaś pozbawieni ciekawości wniknięcia w losy opisywanych bohaterów.

Można bowiem zapytać: „Gottland”, tylko gdzie jest Gott? W filmowej wersji brak spójności, brak choćby niechlujnych kleksów kleju, który próbowałby połączyć samodzielne etiudy. Warto pozostać pod wrażeniem części pierwszej i w towarzystwie muzyki, pominiętego w filmowej, wersji „Gottlandu”, otoczonego jakże czeskim popkulturowym kultem Karela Gotta, ze spokojem ducha powrócić do literackiego pierwowzoru.

Beata Poprawa

Gottland”

Gottland” był pokazywany w ramach sekcji Konkursu Dokumentalnego 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Recenzja została opublikowana po raz pierwszy na portalu 5kilo kultury.

reżyser: Lukáš Kokeš, Petr Hátle, Viera Čákanyová, Rozálie Kohoutová, Klára Tasovská, Radovan Síbrt

premiera: 7 listopada 2014 (Polska, świat)

produkcja: Czechy, Polska, Słowacja

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑