Wojna polsko-czeska?

*Mimo że dopiero co skończyła się II wojna światowa, po obu stronach spornej granicy koncentrowały się wojska gotowe do ataku. Zarówno Czesi, jak i Polacy byli zdeterminowani walczyć o Kłodzko, Zaolzie i Racibórz. Jeśli Stalin miał jakiekolwiek zasługi dla Europy Środkowej, to właśnie niedopuszczenie do nowej wojny na gruzach III Rzeszy. Gdyby nie interwencja radzieckiego przywódcy, niemal na pewno Wojsko Polskie wkroczyłoby do Czechosłowacji*

rola-zymierski-w-cieszynie.jpg

Nieporozumienia pomiędzy Polską i Czechosłowacją nie były żadną nowością. Od 1918 roku spieraliśmy się o Zaolzie, które wpierw zajęli Czesi (wbrew dwustronnym ustaleniom, ale za przyzwoleniem mocarstw zachodnich), a następnie – korzystając z hitlerowskiej aneksji Kraju Sudeckiego – w 1938 roku odbili Polacy. II wojna światowa sprawiła, że spór chwilowo odłożono na bok, ale wystarczyło, że oba kraje odzyskały utraconą państwowość, a na horyzoncie pojawiło się widmo nowego – nieporównanie poważniejszego – konfliktu.
Po pierwsze nie chodziło już tylko o Zaolzie. Do katalogu sporów doszedł podział poniemieckiego Dolnego Śląska oraz temat zwrotu pogranicznych miejscowości zajętych w 1939 roku przez Słowaków. Sytuacji w żadnym razie nie łagodziło przejęcie w Polsce władzy przez komunistów. Wprawdzie chodzili oni na pasku Stalina, ale jednocześnie musieli walczyć o poparcie społeczeństwa. Oddawanie kolejnych terytoriów – w dodatku do całych Kresów Wschodnich – nie mogło im w tym pomóc. Udana walka o poszerzenie granic wręcz przeciwnie.

polska-czechoslowacja-1945.jpg

Więcej:ciekawostkihistoryczne.pl/(…)czy-w-czerwcu-1945-rok…

Za co lubię blog Czechofil?

Chcesz wiedzieć za co lubię Twój blog. No cóż, krótko rzecz ujmując za wszystko i na tym mogłabym zakończyć mój wywód:) Ale nie!!! Mam dziś potwornego doła a kiedy człowiek jest przygnębiony, to chce się wygadać albo wypisać. Obiecuję, że postaram się nie narzekać na swój los i skupić się na sprawie czeskiej:) Twojego bloga śledzę  prawie od samego początku tj.od września bądź października 2010 i trudno uwierzyć, że to już rok minął. Czas biegnie zdecydowanie za szybko:(  Na bloga trafiłam jak to zwykle bywa przez przypadek, googlając w poszukiwaniu jakichś informacji o moim ulubionym kraju. Zajrzałam i zostałam. Podejrzewam, że jestem jedną z najwierniejszych Twoich fanek, bo odwiedzam czechofila bardzo,bardzo regularnie. Najwyraźniej okazało się, że trafiłeś w niszę, zapełniłeś lukę w internetowej przestrzeni, zaspokoiłeś mój głód informacji,moją potrzebę, której chyba wtedy sama jeszcze sobie nie uświadamiałam. To Ty pierwszy uzmysłowiłeś mi, że jestem CZECHOFILEM. Co więcej spowodowałeś, ze zaczęłam interesować się tematem bardziej intensywnie niż dotychczas. Dotąd byłam czechofilem bardziej uśpionym tzn. darzyłam ten kraj niezwykłą sympatią, szczególnym sentymentem i zainteresowaniem ale z mniejszym zaangażowaniem niż obecnie. Kiedy znajowałam jakąś informację,książkę czy cokolwiek innego dotyczącego CR to często przez przypadek, gdzieś po drodze pomiędzy codziennymi sprawami. Teraz jest to działanie uświadomione i jak najbardziej zamierzone. To wszystko przez Ciebie!!!
Ze mną to było tak, że Czeska Repubika a wczesniej Czechosłowacja były obecne w mojej świadomości i moim życiu praktycznie od zawsze. Można powiedzieć, że wychowałam sie na tym co czeskie mimo, że całe życie mieszkam w Polsce. I cały ten czas, kiedy Czechy miałam podane na tacy nie robily one na mnie szczegolnego wrażenia. Teraz, kiedy CR odwiedzam juz tyko wirtualnie trochę jest mi żal niewykorzystanych szans, jakie miałam na bliższe poznanie tego kraju.  Tutaj chyba należy przyznać słuszność stwierdzeniu, że najbardziej docenia sie to, co sie straciło:(  Zainspirowana między innymi Twoim blogiem planuję(chociaż jeszcze nie wiem, kiedy) wyprawę sentymentalna do CR:) Ostatnio byłam tam jakies 10 lat temu, a swego czasu bywałam regularnie co roku.
Twój blog jest chyba jedynym miejscem w sieci, które dostarcza mi bieżących informacji o moim ulubionym kraju i robi  to w języku polskim(póki co,po polsku łatwiej jest mi czytać, niż po czesku ale mam nadzieję, że z czasem sytuacja się zmieni:)
Za to wszystko, co powyżej lubię ten blog. Poza tym, za to, ze inspiruje mnie do działania i poszerzania wiedzy o CR, do ruszenia tyłka i odwiedzenia w końcu tego kraju.Za to, że jest pierwszy,jedyny, subiektywny:)i że dzięki niemu wiem, że nie jestem jedyna cierpiąca na czechofilstwo, czechofilizm czy jak tam zwał. Jeszcze nie wiem, czy jest to choroba uleczalna ale jak na razie wcale mi nie zależy żeby się z niej wyleczyć.
Z okazji urodzin życzę blogowi długich lat życia a autorowi gratuluję wspaniałego pomysłu:)

Z pozdrawieniami

Ceska holka feferonka :)

1 urodziny Bloga

*W nawale obowiązków i w pogoni za codziennym życiem nie zauważyłem nawet, że zbliżały się urodziny mego Bloga. Zorientowałem się dopiero wczoraj, że mój mały blog osiągnął w końcu przyzwoity wiek – Czechofil obchodzi dziś pierwsze urodziny*

196730_179793978733222_179793908733229_399565_7557004_n.jpg

Gdy rok temu zaczynałem pisać Bloga, nie sądziłem, że starczy mi zapału by go kontynuować. I tak przez rok wiele się zmieniło w moim życiu, ale Blog pozostał ciągle ten sam. Zmieniał się na przestrzeni miesięcy tak jak i ja się zmieniałem. Na początku był okraszony barwnymi relacjami z codziennego życia w Republice Czeskiej. Później, gdy się wyprowadziłem z tego pięknego kraju, były to raczej relacje prasowe z tego co się tam dzieje. Czasem moja wierna Czytelniczka Merunka mnie wspomogła jakąś superciekawą notką, a innym razem znaleźliście relację ze Zlotu.

12 miesięcy temu nie przypuszczałem też, że oddziaływanie Bloga będzie tak duże! Jak każdy bloger zacząłem pisać dla siebie. Po chwili zorientowałem się, że w całym internecie nie ma żadnego serwisu, strony poświęconej Czechom i Republice Czeskiej, żadnego kompendium gdzie wszystkie informacje byłyby zebrane. W założeniu nie chciałem robić kolejnej Wikipedii tylko rzeczowy, empiryczny i namacalny podręcznik o Czechach, gdzie oprócz suchej teorii znajdzie się również garść ciekawostek oraz obraz prawdziwych Czechów. Jak mi to wyszło? Chyba świetnie skoro tygodniowo mam około 1000 odwiedzin z kilkunastu krajów głównie Europy ale też świata (dane z Google Analytics).

Największym moim marzeniem było poznać ludzi, którzy podzielają moją pasję i poprzez Bloga to się udało! Mowa tu o Was, moi drodzy Czechofile! Prowadzenie tej strony przynosi mi same radości oraz wymierne korzyści. Udało mi się poznać Mariusza Szczygła, przemiłe Panie z Czeskiego Centrum i Czech Tourism, pisarza Petra Szabacha, osoby z Wydawnictwa Afera oraz Good Books, które wydają czeskie książki. Chciałbym podziękować wszystkim tym osobom za możliwość spotkania oraz cudowne znajomości.

mapa.jpg

*To tylko aktywność czytelnicza z Polski. Dużo odsłon jest też ze Słowacji, Wielkiej Brytanii, Niemiec no i oczywiście Republiki Czeskiej*

Pamiętajcie, że to tylko od Waszej aktywności i odsłon zależy przyszłość tego Bloga! Kiedy widzę, że komentujecie, że dodajecie posty na Facebooku, że przychodzicie na Zloty wiem, że podoba się wam ta idea i że jest sens bym ją kontynuował.

Cieszę się, gdy czytelnicy piszą do mnie prywatne maile, że chcą się udzielać. Liczę, że Wasz zapał nie ostygnie po pierwszym mailu, że napiszecie jakąś ciekawą czechofilską relację. Każdą z nich opublikuje – również WY możecie tworzyć ten Blog!

Dziękuję Wam kochani, że jesteście! :)

tort.jpg

III Zlot Czechofilów

Dziękuję wszystkim obecnym na III Zlocie Czechofilów za przybycie. Wiem, że poniedziałek to mało odpowiedni termin na tego typu spotkania, ale jednak frekwencja dopisała.

Niestety nasz „gwóźdź programu” Petr Vavrouska się rozchorował i nie mógł przybyć. Jednak nawet to nie przeszkodziło Czechofilom w tym by się dobrze bawić.

Cieszy mnie niezwykle, gdy pojawiają się na tych spotkaniach nowe osoby. Tym razem objawiły się dwie nowe, niezwykle sympatyczne twarze – Natalia i Robert. Dzięki za przybycie i Wasze opowieści!

Zupełnie przypadkiem do spotkania dołączył Mariusz Szczygieł. Zdziwiony był, że dziś odbywa się czechofilski Zlot. Swoją obecnością sprawił ogromną radość gościom z Czech, którzy znają jego działalność. Rozmowy pod gołym niebem przy blasku latarni (leżeliśmy na leżakach przed Wrzeniem Świata) rozgrzały każdego, zwłaszcza mnie.

Skończył się Zlot, zniknęły leżaki…wrzenie.jpg

Mariusz Szczygieł v CT

Sam Wam miałem to już dawno pokazać, ale skoro sam bohater o tym opowiada, nie będę przeszkadzać… ;)

Chciałem pokazać Wam jeden z najgorszych momentów swojego życia, a jednocześnie najważniejszych i najpiękniejszych.

Czy coś może być piękne i najgorsze zarazem? Tak.

Otóż mam kłopoty z mówieniem po czesku w sytuacjach oficjalnych, do radia, do telewizji czy przed publicznością.  Stres jest tak silny, że czuję się zawsze jak na chwilę przed wylewem. Rozmawiam z moimi bohaterami, czy tez ludźmi, którzy opowiadają mi swoje życie do reportażu. Potrafię cały wieczór opowiadać Czechom dowcipy po czesku, natomiast stres przy występowaniu, kiedy mam być oceniony, jest nie do wytrzymania. Zapominam słów, nie mówię dostatecznie miękko, akcent – nie istnieje.

Zaprosiły mnie już chyba wszystkie czeskie programy telewizyjne i talk-shows, jakie zapraszają gości. I zawsze odmawiam, przesuwam nagranie, w końcu wymiguję się jakoś z propozycji. Najczęściej tłumaczę w mailu to, co powyżej. To samo ze spotkaniami autorskimi w Czechach – unikam ich jak mogę. (Szczerze mówiąc, właśnie teraz przy pisaniu tego zdania zaczął mnie boleć brzuch). Jak tylko słyszę od kogoś ze swoich znajomych (Krystyny Krauze z Instytutu Polskiego w Pradze czy mojej wydawczyni Jarki Jiskrovej), że jakaś telewizja poprosiła, żebym u nich wystąpił, natychmiast dzieje się coś z całym moim organizmem. Zalewa mnie fala czegoś, czego nie umiem określić. Przestaję w tym momencie być sobą, jestem gorącem, jestem spięciem, jednym wielkim bezdechem. To na pewno jakaś sytuacja psychiatryczna, bo nie umiem tego inaczej określić.

Ponieważ jak to się mówi po czesku absolvoval jsem psychoterapie i wiem, że trzeba się zacząć oswajać z tym, co nam sprawia przykrość, postanowiłem raz zaeksperymentować. Pomyślałem, że muszę się z tym zmierzyć, bo życie nie polega na tym, żeby się bać, i zobaczymy, co wyjdzie. Dałem się więc zaprosić do talk-show, który wydał mi się najbardziej lajtowy i uznałem, że tam sobie najłatwiej poradzę. Do Všechnopárty.

Czekając na swoją kolej, siedzi się (ja stałem) w kulisach sceny Divadla Semafor, bo program nagrywany jest w teatrze na scenie, publiczność siedzi na widowni. Przede mną występował psycholog, pan Hubalek, a ja na 40 minut przed występem zażyłem validol. Nie działał. Kiedy pan Hubalek był w połowie swojego wywiadu, zażyłem drugi validol; w normalnej sytuacji chyba człowiek już powinien drzemać. Ja zaś czułem, że rozprysnę się zaraz na kawałki. (Wcześniej w hotelu wziąłem jeszcze tabletki na obniżenie ciśnienia – i nic).

Najgorsze, że nie znałem żadnych pytań, tylko temat. Prowadzący, pan Karel Šip, powiedział mi tylko za kulisami, że on pyta jak 10-letnie dziecko. Znam tę metodę, sam tak pracowałem, prowadząc talk-show w Polsce. Skoro znałem temat (czeski charakter narodowy, jacy są Czesi), przygotowałem sobie oczywiście gotowe opowiastki, które by pasowały do tematu. Proszę pamiętać, jeśli występujecie w telewizji i jesteście niepewni, zawsze trzeba mieć pod ręką ciekawą anegdotę, jakieś ważne dla Was zdania, dowcip. Wtedy nie musicie odpowiadać prowadzącemu na pytanie (gdy odpowiedzi nie znacie lub nie umiecie jej wyrazić), tylko odpowiadacie:

„Być może, ale ja chciałem powiedzieć o czymś istotniejszym…”;

“Tak, ale na mnie wrażenie zrobiła inna rzecz…”

– i walicie swoją anegdotkę. Owszem nie odpowiedzieliście na pytanie, ale już zaistnieliście z czymś fajnym, ciekawym, intrygującym na ekranie. Nawet gdy w innym momencie, wypadniecie słabiej, zapisaliście się w świadomości widzów jako ktoś, kto potrafi być błyskotliwy/inteligentny/ciekawy itp.

Wracając do mojego Všechnopárty. Jestem bardzo zadowolony, że przeszedłem tę próbę. Czasem nie dopuszczałem nawet prowadzącego do głosu, opanowałem publiczność jak trzeba. Źle niekiedy odmieniałem wyrazy, ale i tak był to mój psychiczny sukces. Oczywiście nie mam pragnienia występowania w kolejnych talk-shows. Wystarczył ten jeden egzamin. I jestem z niego bardzo zadowolony.

Rozmowa trwała 40 minut, z tego zmontowano najlepsze momenty, widać, że czegoś czasem brakuje, ale takie jest prawo telewizji.

Oto więc 15 minut i 20 sekund mojego życia:

www.ceskatelevize.cz/(…)105779-mariusz-szczygiel…

Polecam wszystkim: wejść w to, co Was przeraża, co Was brzydzi. Niewierni, bądźcie przez miesiąc wierni. Niemówiący po angielsku i przerażeni tym, że nie mówicie – polećcie na weekend do Londynu sami! Homofobi – dajcie się poderwać facetowi (nie musicie iść z nim do łóżka, można poflirtować). Geje – ulegnijcie kobiecie, która chce się z Wami całować. Naprawdę warto przekroczyć siebie. (Oczywiście raz. Niech Czesi teraz nie dzwonią do mnie z zaproszeniem do telewizji :)).

vsech.jpg

Polonofil

Warszawa przyciąga coraz więcej obcokrajowców. Im więcej Czechów, tym lepiej dla mnie. Jeszcze gdy jest to jakiś mój znajomy to już w ogóle nie mogę pozbierać się ze szczęścia.

Tym razem poniedziałek był dniem oczekiwanym. Po południu miałem się spotkać z kolegą Lukášem. Przyjechał do Warszawy na letnią szkołę języka polskiego. Niestety to nie pierwsza jego wizyta w stolicy, więc nawet nie miałem gdzie go zabrać, gdyż wszystko już widział. Zdążył nawet pojechać do Lublina. Poszliśmy więc na spacer wzdłuż Krakowskiego. Nie, nie pozwoliłem mu mówić po polsku choć strasznie mnie interesuje jak on wypowiada polskie słowa. Chciałem mówić tylko po czesku. Opowiadał jak bardzo podoba mu się w Warszawie, jak bardzo lubi Polaków i język polski. Dla mnie oczywiście to co mówił było nie do pojęcia.

Zauważył, że Polacy (tak samo jak Czesi) mają wielkie brzuchy. Zacytowałem Szczygła: Tak – Czesi od piwa, Polacy od jedzenia. Dyskusja na temat różnic rozpoczęta. Polacy są wierni – Czesi mniej. O katolicyzmie nie wspominaliśmy – oczywista oczywistośc, jak mawia klasyk. W Polsce jest bardzo tanio, na pewno dużo taniej niż w Pradze. Lukášovi podoba się, że w Warszawie jest mniej turystów, że jest spokój, brak tłoku. „Mniej turystów, mniej pieniędzy” – moja trafna uwaga. Zasadniczą różnicą jest brak Kofoli na sklepowych półkach!!! :(

Dlatego Lukáš wyczuł sytuację i dowiózł mi litrówkę mego ulubionego napoju. „Nie pij tak szybko, niestety to nie jest butelka bez dna!”. „No tak, ale zawsze mogę powąchać chociaż butelkę, gdy napoju już zabraknie”. Skoro Hoop Cola jest już w rękach Czechów niech zaczną sprzedawać Kofolę i w Polsce, i to szybko!

Siedząc przy fontannach (tzw. warszawski Hyde Park) ustaliliśmy przyszłe spotkanie. Będziemy gotować. Muszę wymyślić tylko co typowo polskiego mu przygotować. Schabowego zna, może żurek? Barszcz, pierogi? Kartacze? Hmmm…

Fajnie jest mieć tu na miejscu Czecha i to na cały miesiąc. Zapatrzonego w Polskę Czecha. Polonofila. Wie o budowlach warszawskich więcej niż ja. Marzy mu się wyjazd do Żelazowej Woli, do Chopina. Pilnie trenuje polski, chciałby zamieszkać w Warszawie, jeśli nie tu to może w Rosji. Patrząc na niego widzę siebie tylko, że w roli czechofila. Kochającego wszystko co jego, co czeskie. Tak jak on mnie zadziwia, tak pewnie i ja zadziwiam (?) innych…

Niesamowite, że poznając kolejnych ludzi na swej dordze każdy pyta skąd się wzięła taka „egzotyczna” pasja. Czuję się jak Szczygieł, który ma już dośc tego typu pytań. Zacząłem odsyłać zainteresowanych do pierwszych dwóch notek mego Bloga. Więcej mówić nie trzeba – trzeba czytać.

hydepark.jpg

Praha

Bilety na PolskiBus.com zamówione były na dwa miesiące wcześniej. Podróż do Pragi, mimo iż długa odbyła się w komfortowych warunkach. Dostęp do wi-fi i klimatyzacja/ogrzewanie sprawiło, że te 12 godzin upłynęło szybciej niż przypuszczałem. I do tego ta cena! Autokar rozpędził się dopiero na autostradzie za Hradec Kralovymi.

283200_1680723077937_1833374178_1087170_5977192_n.jpg

Praga powitała mnie chłodnym powietrzem oraz dość dużym ruchem na Florencu. Szybko odnalazłem przyjaciela, który już na mnie czekał. Śniadanie i…. do łóżka spać :) Po krótkiej drzemce udałem się w miasto zobaczyć jak ma się Praga. A Praga ma się jak zwykle bardzo dobrze. Ciągle piękna, ciągle gwarna i tłoczna. Wciąż urzekająca. Nie robiłem już zdjęć, bo ileż można fotografować te same cuda architektoniczne? Jednak dech mi wciąż odbierały.

185464_1680718157814_1833374178_1087157_1984754_n.jpg
228985_1680715157739_1833374178_1087151_5472631_n.jpg
205960_1680720397870_1833374178_1087164_6227209_n.jpg

Turyści, turyści… Bez turystów Praga nie byłaby taka sama. Według najnowszego raportu Czech Tourism czeska stolica jest trzecią najchętniej odwiedzaną stolicą w Europie. Awansowała z szóstego miejsca. To się widzi, to się czuje. Rosjanie, Chińczycy i… Polacy. Pełno Polaków. Usłyszałem nawet z ust Czecha, że „Polacy są jak wirus, przenoszą się z miejsca na miejsce, a jak osiądą ciężko się ich pozbyć”. Ciekawe czy ciężej niż kiłę.

197725_1680716677777_1833374178_1087154_4228940_n.jpg
223600_1680720917883_1833374178_1087165_6604224_n.jpg
225690_1680722597925_1833374178_1087168_6980347_n.jpg

Godziny upływały a tłum zaczął męczyć. Trzeba było udać się poza centrum do restauracji. Uparłem się na kuchnię czeską. Vepro-knedlo-zelo do tego piwo to standard, na który mam zawsze ochotę. Było mi mało, więc zamówiłem jeszcze Bramboraka.

284405_1680719357844_1833374178_1087160_426683_n.jpg
282470_1680723877957_1833374178_1087172_6113929_n.jpg

Czekałem już tylko na imprezowy wieczór. Vaclavak wrzał, kiełbaski się piekły, ludzie się bawili. Najpierw wizyta w pubie. Znajomi już czekali. Poznałem ich rok temu, a ciągle mnie pamiętali. Było też dwóch nowych chłopaków – jeden z nich to fan Mariusza Szczygła. Zaczął mnie wypytywać o jego książki, po czym oznajmił, że się znają osobiście. Ludzie siedzący przy stole ciągle nie mogli zrozumieć tej mojej miłości do Czech, do Czechów (wszystkich bez wyjątku). Nie mieściło im się w głowie, że znam stare czechosłowackie filmy z lat 50-tych i ich reżyserów.

284610_1680723357944_1833374178_1087171_981100_n.jpg

Po jakimś czasie dołączył do nas kolejny znajomy – mój kumpel za czasów jak mieszkaliśmy jeszcze w Ostrawie. Zaproponował  mi, żebym się przeniósł do Pragi jak on, skoro nie mogę żyć bez Republiki. Mam się nie martwić, on mi jakoś pomoże. Znalazłem ogłoszenie na witrynie sklepowej, poszukują kogoś ze znajomością polskiego. Zgłosiłem się i odpowiedzieli. Teraz czekam na decyzję kierownictwa. Chcę być Prażakiem! :)

250255_1680715677752_1833374178_1087152_4490221_n.jpg

Udaliśmy się na imprezę. W klubie znowu Polacy oraz Czesi mówiący po polsku. Wcale nie robili mi tym przyjemności, że znają mój ojczysty język. Atmosfera niezykle luźna, wręcz rozwiązła. W powietrzu zapach marihuany a przy barze niesmaczne piwo, jakieś holenderskie chyba. Czeskiego piwa nie sprzedają. Powrót taksówką był emocjonujący – z powodu remontu objechałem całe Hradczany i pół centrum. Widok znad Wełtawy był nieziemski. Wtedy też powiedziałem taksówkarzowi takie oto słowa: „Czesi muszą być szczęśliwym narodem, skoro budząc się codziennie mogą widzieć przez okno taki piękny kraj!”. Kierowca się zaśmiał, chwilę pomyślał po czym przyznał mi rację. Ja poszedłem spać, Praga jeszcze się bawiła…

285180_1680713517698_1833374178_1087148_689152_n.jpg
284605_1680714597725_1833374178_1087150_1291635_n.jpg
281830_1680719597850_1833374178_1087161_1597800_n.jpg
281865_1680712477672_1833374178_1087146_8188910_n.jpg
267315_1680720037861_1833374178_1087162_7567880_n.jpg

Český Krumlov

Wiele słyszałem o tym miejscu. Każdy Czech mi powtarzał, że jest to drugie po Pradze najładniejsze miejsce w Czeskiej Republice. Mieli rację. W tym miasteczku jest tak, jakby zatrzymał się czas. Jest tam jak w bajce. Kręta rzeka, kręte wąskie uliczki. Brakowało tylko słońca – słabo trzymaliście kciuki.

206126_1680767439046_1833374178_1087244_6469852_n.jpg

Nie będę opisywać Českého Krumlova, bo zobaczycie go na zdjęciach. Warto wspomnieć, że po drodze jest wiele miejsc, które można odwiedzić: Czeskie Budziejowice, Písek, Tábor. Nigdzie tam nie zajechaliśmy, jednak w drodze powrotnej udało mi się zobaczyć olbrzymie kominy Temelína…

185397_1680735158239_1833374178_1087177_3189235_n.jpg
197775_1680744838481_1833374178_1087198_1335545_n.jpg
185436_1680756318768_1833374178_1087219_2097986_n.jpg
197775_1680744838481_1833374178_1087198_1335545_n.jpg
198795_1680737878307_1833374178_1087183_8298633_n.jpg
205844_1680769119088_1833374178_1087248_7811494_n.jpg
215038_1680765198990_1833374178_1087239_1851022_n.jpg
216933_1680747798555_1833374178_1087203_4751739_n.jpg
223019_1680751958659_1833374178_1087211_5303445_n.jpg
223140_1680763438946_1833374178_1087235_4898701_n.jpg
223857_1680768159064_1833374178_1087246_6640621_n.jpg
224508_1680738958334_1833374178_1087185_8068033_n.jpg
225721_1680754718728_1833374178_1087216_3099017_n.jpg
226125_1680766799030_1833374178_1087242_2897767_n.jpg
226127_1680763998960_1833374178_1087237_5181403_n.jpg
228810_1680741398395_1833374178_1087189_2023894_n.jpg
229678_1680740638376_1833374178_1087187_7068493_n.jpg
229755_1680742478422_1833374178_1087192_2117441_n.jpg
249381_1680737158289_1833374178_1087181_5835290_n.jpg
250094_1680738318318_1833374178_1087184_692200_n.jpg
250315_1680756598775_1833374178_1087220_4595519_n.jpg
251783_1680749398595_1833374178_1087206_5772297_n.jpg
253272_1680737398295_1833374178_1087182_6465234_n.jpg
262546_1680757438796_1833374178_1087222_2016137_n.jpg
262891_1680753518698_1833374178_1087214_2162096_n.jpg
262955_1680762878932_1833374178_1087232_3660710_n.jpg
262962_1680736118263_1833374178_1087179_7975577_n.jpg
268760_1680742838431_1833374178_1087193_6996251_n.jpg
270051_1680741878407_1833374178_1087190_6155419_n.jpg
270171_1680739438346_1833374178_1087186_6176845_n.jpg
283820_1680745758504_1833374178_1087200_4654996_n.jpg
282478_1680749918608_1833374178_1087207_1323871_n.jpg
284739_1680761638901_1833374178_1087230_323069_n.jpg
284956_1680748278567_1833374178_1087204_7547355_n.jpg
284977_1680756878782_1833374178_1087221_7033589_n.jpg
285357_1680735598250_1833374178_1087178_4767744_n.jpg

Milosz Forman

*Milosz Forman mówi, że nasycał swoje filmy „ciemnymi wydarzeniami z własnego życia”, przezwyciężając strach i melancholię sardonicznym, bezczelnym humorem. Ale złośliwość godzi z szorstkim współczuciem. W swoich filmach nie zdradza skrzywdzonych*

milos.jpg

Jan Hrzebejk, czołowy reżyser nowego czeskiego kina, wspominał kiedyś, że w Nowym Jorku przegadał kilka nocy z Miloszem Formanem. Zastanawiali się, co jest istotą czeskiej sztuki. Forman opowiedział mu o swoim spotkaniu z wielkim aktorem Janem Werzichem, który przed wojną pisał komedie dla Teatru Wyzwolonego. Forman pytał Werzicha: Jak pisać? Werzich mówił: Trzymaj się paradoksów.

Czy nie to właśnie wyróżnia pisarstwo Hrabala, Kundery, Skvoreckiego? – zastanawia się Hrzebejk. Paradoks prowadzi czytelnika przez całą opowieść, pozwalając mu się śmiać, wywołuje głębszą refleksję. Tak właśnie jest w filmach Formana, zarówno czeskich, jak amerykańskich. Widz ma wrażenie, że życie samo demaskuje się w jego filmach w akcie spontanicznej improwizacji.

Forman, laureat dwóch Oscarów, ceni konkret, nie znosi abstrakcji. Prawda jego filmów powstaje na poziomie elementarnych, międzyludzkich relacji. Za systemami społecznymi widzi ludzi. Autor „Pali się, moja panno” nie ma złudzeń ani co do ludzi, ani co do ideologii. Nie jest jednak cynikiem czy nihilistą.

Jego żarliwą obroną demokracji był „Skandalista Larry Flynt” (1997). Oskarżony o obrazę moralności wydawca „Hustlera” zamienia się w oskarżyciela, wyzywa człowieka o nieposzlakowanej moralności, przywódcę ruchu Moralnej Większości. I wygrywa. Dochodzi w tym filmie do głosu wyniesione z komunistycznych czasów przekonanie, że społeczny porządek, jeśli ma być podtrzymywany siłą, musi kryć w sobie fałsz, a ci, którzy uważają, że mają monopol na prawdę, muszą być kłamcami.

Widz nie od razu przechodzi na stronę antybohatera. Łatwiej było solidaryzować się z innymi formanowskimi szaleńcami – przez wzgląd na geniusz Mozarta czy przez skojarzenie szpitala psychiatrycznego z „Lotu nad kukułczym gniazdem” z państwem totalitarnym. W przypadku Flynta jest to trudniejsze. Jego zwycięstwo oznacza, że w demokracji mogą żyć obok siebie ci, co uważają, że najważniejsza jest wolność i realizowanie siebie, jak i ci, którzy sądzą, jak pastor, że jest jakaś jedyna słuszna droga, na którą trzeba ludzi kierować.

Więcej… wyborcza.pl/(…)Chaplin_z_Czech_srodkowych.html…

Czech w Warszawie

Ahoj!

Jestem Wam winny wpis o wizycie mego kumpla z Ostrawy w Warszawie. Nie mogłem się do tego zabrać przez tę pogodę… Jakoś tak mało czeskich wrażeń mam w ostatnim czasie, więc chyba to mnie w końcu zmotywowało do napisania notki.

Już wcześniej, jeszcze zanim Kája przyjechał, jedna z Czytelniczek pytała jak się podoba stolica memu czeskiemu kumplowi, gdyż jej znajomi trochę kręcili nosem na naszą „piękną” stolicę. Byłem ciekawy jakie wrażenia wyniesie z Warszawy rodowity Ostravak.

Zaczęło się oczywiście (jak to w Polsce) z przygodami. To nic, że pociąg bezpośredni – w Zebrzydowicach, tuż za granicą wyłączono klimatyzację. Dalej było jeszcze gorzej. Za Katowicami okazało się, że na Centralnym jest ta wielka awaria, że zgasło światło i nie puszczają pociągów. No to pięknie, myślę sobie, Czech znów będzie miał przykre doświadczenia z Polską. Na szczęście jego Euro City puścili na Wschodnią bez problemu. Dlaczego wybrał Wschodnią? Chyba dlatego, żeby poznać polskie dworce od tej najgorszej strony.

264604_1628924943016_1833374178_1031081_3125168_n.jpg

Udało się, dotarł! Pierwsze co, to zostawić bagaże i ruszać w miasto. Ale wcześniej dareczki! Dostałem kibolski szalik z napisem Česko oraz kolejną, tym razem samochodową flagę czeską. To takie okazjonalne gadżety z okazji Mistrzostw Świata w Hokeju na lodzie. Takiego prezentu się nie spodziewałem. Wziąłem szalik na miasto (wpierdolą mi lub nie, muszę go mieć). Jakież było moje zdziwienie, gdy tuż pod domem na mojej stacji metra spotkaliśmy Czecha z Haviřova, który tutaj pracuje i pięknie już mówi po polsku („Muszę tutaj napierdalać na emerytury staruchów i te jebanedziurawe drogi”) :)  Rozpoznał nas tylko i wyłącznie po szaliku. Pojechaliśmy razem do centrum a w metrze rozmowa toczyła się po czesku. Ludzie čuměli. Najdziwniejsze było to, że dziewczyna Czecha, rodowita Polka ni w ząb nie rozumiała swego chłopaka. Na jej twarzy rysowało się ogromne sfrustrowanie. Nie wiem jak wy, ale gdybym ja miał dziewczynę Czeszkę (notabene córkę browarnika), nauczyłbym się jej języka – to takie inspirujące i łączące! A tu polska lipa, jak zwykle zresztą. Rozstaliśmy się i poszliśmy w miasto.

I tutaj następuje nużący dla Polaków opis zabytków Warszawy, który jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki: Nowy Świat, Stare Miasto itp… Postanowiłem, że punktem przewodnim wizyty mego Czecha będzie piękno i zieleń naszej stolicy. Wilanów, Łazienki i mnóstwo parków: Ogród Saski, Moczydło itp. Gdy zieleń się znudziła,  Kája zaczął się zachwycać wieżowcami. Każdy inny i każdy świetny. Pstryknął stówkę zdjęć.

268557_1629330073144_1833374178_1031089_5036559_n.jpg

Nastał wieczór. Godzina 23.00 zmęczeni, ale szkoda iść do domu. Usiedliśmy pod cudownym Pałacem Kultury i Nauki. Cudownym, bo i mi i Czechowi się podobał. Siedzimy, kecame, podchodzi żul. Myślę sobie: „zaczyna się”, gdy nagle żul przemawia po czesku. „Ahoj klucy. Mate cigaretu?” Szok. Okazało się, że pracował 20 lat temu w fabryce w Brnie, podrywał Czeszki, pił czeskie piwo. A dziś z tego pozostało mu kilka zwrotów i piosenek, które śwpiewał. Mojej radości nie było końca. Takie bratanie się z żulami pod Pałacem tylko w stolicy.

Największą radość Ostravakovi sprawiła chyba wizyta na stadionie Legii. Mając na względzie moje bezpieczeństwo, szalik z czeskimi barwami narodowymi tuż przy Agrykoli musiałem schować do plecaka.
Później zaczęła się tylko niekończąca się seria zachwytów nad „tanizną” w sklepach. Słyszałem tylko: „1zł=6kč, ale taniooooooooooo! Ja się tu przeprowadzam! Czy ty wiesz jak w Czechach jest drogo? Matko, a tu taxówki są po 1,60zł/km! W Ostrawie są po 30 kč – to jest ponad 5 zł!!!” I zaczął robić zdjęcia wszystkim taksówkom, które woziły ludzi za mniej niż 1,60zl/km (są tu takie już za 1,20zł/km). A później: „Coo? Wy macie internet w telefonie 1 GB za 16zł?? W CR to masz 1GB za 500 kč”.

Kulminacją sobotniego wieczoru była oczywiście impreza. Zaczęło się niewinnie. W Tesco robiliśmy zapasy, było spokojnie do momentu dojścia do działu monopolowego. Sama młodzież, każdy kupuje niezliczone ilości wódki, Johnnego i piwa. „Vy Polaci furt chlastate!” A ja na to: taka tu jest kultura i nic z tym nie zrobisz. Mój Czech nie jest typowy – on piwa nie pije i jest szczupły. Dwóch Czechów na imprezie (mnie też brano za Czecha) robiło furrorę – „Ej sorry, która godzina?” – „Půl druhé” – „Acha….”

261263_1629417195322_1833374178_1031096_8192211_n.jpg

Następnego dnia poszliśmy na gofry i zapiekanki. Nasze polskie specjały. Tego nie ma w Czechach. Gofry najlepiej z polskimi truskawkami, bo Czesi też mają ich mało, sprowadzane są głównie z Polski. Pomyślałem sobie, że Warszawa przecież jest cała sztuczna, wybudowana po wojnie. Żeby pokazać Czechowi prawdziwą Warszawę, wziąłemgo na PRAGĘ :DZąbkowska odnowiona, nawet czysta i spokojna, gorzej z Brzeską. Dziwne, że ludzie mieszkają w tak poniszczonych budynkach, że to stoi i nie rozpadnie się. Gość szybko chciał się stamtąd ulotnić :D Ruszyliśmy na Chmielną. Tam trafiliśmy na Flash Moba – Zombie Walk. Setki ludzi przebranych i pomalowanych jak wampiry zablokowało skrzyżowanie, położyło się na ulicy pod Sphinx’em i krzyczało „Gdzie jest krzyż?” A propos krzyża, przy zwiedzaniu Pałacu Prezydenckiego, akcja z krzyżem miała swoją powtórkę. Banda debili znów stała z transparentami i krzyżami a ja się tylko wstydziłem.

269460_1629429795637_1833374178_1031133_5480136_n.jpg

Tak więc skończył się piewrszy i drugi dzień. Zorbiłem taki program wizyty, że Karel zaczął kuleć. Mimo to, uznał wycieczkę za bardzo udaną. Podobały się mu bardzo szerokie ulice, miejsce i dla autobusów i osobno dla tramwajów. Proste szyny tramwajowe, wieżowce oczywiście, piękne parki, duża ich ilość, Stadion Narodowy, ulica Czeska na Saskiej Kępie, zapiekani i gofry. Podobała się przejażdżka nocnym Ikarusem – w CR też od dawna ich nie ma.

Nie podobały się chyba tylko jednakowe stacje metra (odc. Kabaty – Wilanowska i Wierzbno – Centrum) oraz żule żebrający o wszystko. Cieszę się, że przyjechał gość tak zacny, że poczuł to wschodnioeuropejskie powietrze, zobaczył tę brudną Wisłę, zobaczył jak niektórzy biednie żyją w tym kraju. Że pobawił się na polskiej imprezie, że będzie miał co wspominać i opowiadać innym Czechom, że mam nadzieje osławi imię Polaków w Republice. Że na zawsze zapamięta tę znaną na całym świecie polską gościnność.

Dzięki za wizytę, Kájo!

264150_1629428635608_1833374178_1031130_4677704_n.jpg

Emil Hácha

Emil Hácha (ur. 12 lipca 1872, zm. 27 czerwca 1945) – czeski polityk prawicowy, prawnik, prezydent Czecho-Słowacji, a następnie utworzonego przez Hitlera Protektoratu Czech i Moraw. Po wojnie, aresztowany za kolaborację, zmarł w więzieniu.

haha.jpg

Po układzie w Monachium i emigracji prezydenta Edvarda Beneša, Hácha został wybrany na jego następcę 30 listopada 1938 roku. Został wybrany ze względu na swój konserwatyzm i przywiązanie do katolicyzmu, jak również dlatego iż nie był zamieszany w układ, który doprowadził do rozbioru kraju. W czasie nocnego spotkania z Hitlerem i Göringiem z 14 na 15 marca 1939 roku, zagrożono mu zmasowanymi bombardowaniami Pragi. Zmuszono go w ten sposób do podpisania dokumentu akceptującego inkorporację Czech i Moraw do Niemiec, pomimo tego, iż nie skonsultował się w tej sprawie z parlamentem.

Po rozpoczęciu okupacji pozostałości po Czechosłowacji przez wojska niemieckie, 16 marca zachował stanowisko prezydenta, ale w październiku odmówił złożenia przysięgi wierności Hilterowi i przysłanemu z Niemiec Konstantinowi von Neurathowi, tzw. protektorowi Czech i Moraw. Protestował przeciwko polityce germanizacji stosowanej przez Niemców, jednak z marnymi efektami. Współpracował także tajnie z rządem na uchodźstwie Edvarda Beneša.

Sytuacja zmieniła się, gdy uznawany przez Hitlera za nie dość ostrego Neurath został zastąpiony przez Reinharda Heydricha. Hácha stracił jakikolwiek wpływ na sytuację w kraju i stał się „marionetką” sił okupacyjnych. Wielu z jego znajomych i współpracowników zostało aresztowanych (włączając w to premiera Aloisa Eliáša) i rozstrzelanych lub wysłanych do obozów koncentracyjnych. Z powodu kampanii terroru, jaką rozpoczął Heydrich, Hácha twierdził iż kolaboracja jest jedyną drogą zapewnienia pomocy swoim rodakom.

Zgodnie z twierdzeniami powojennych historyków, Hácha nie był już w tym czasie odpowiedzialny za swe poczynania ze względu na kiepski stan zdrowia i kondycję psychiczną. Niemniej jednak, od przynajmniej 1941 roku jego wpływ na politykę niemiecką był bliski zeru. Po zdobyciu przez Rosjan Pragi 13 maja 1945, Emil Hácha został aresztowany i osadzony w szpitalu więziennym, gdzie zmarł 27 czerwca. Został pochowany w nieoznaczonym grobie na praskich Vinohradach.

Przez wielu uważany jest za najbardziej tragiczną postać czechosłowackiej historii, przez innych za uosobienie zdrajcy. Historycy twierdzą, iż był człowiekiem próbującym uratować tak wiele wolności dla swego narodu, jak tylko się dało, przy pomocy kolaboracji z wrogiem.

Barwny opis Hachy przedstawia w swej książce „Pepiki” Mariusz Surosz.

Karel Gott

 

*”Nic nie dzieje się przypadkiem” – zwykł mówić Karel Gott. I legenda czeskiej piosenki, „czeski Sinatra”, „Złoty głos Pragi”, jak go często się nazywa, doskonale wie, co mówi. Co prawda wierzy w „aniołów stróżów”, ale niebywały sukces, który osiągnął zawdzięcza przede wszystkim sobie, ciężkiej, żmudnej pracy. Swoim głosem Karel Gott uwodzi ponad 50 lat*

kg.jpg

Karel Gott urodził się 14 lipca 1939 roku w Pilźnie. Chciał zostać malarzem i po ukończeniu podstawówki w Pradze starał się o przyjęcie do szkoły plastycznej. Bez rezultatów. Potem rozpoczął naukę w szkole elektrotechnicznej, którą ukończył. Przez pewien czas Karel pracował zawodowo jako elektrotechnik. Śpiewać kochał od dziecka i marzył o karierze śpiewaka. Jako nastolatek Gott występował w licznych konkursach i występował w praskich kawiarniach. Ten epizod nie trwał jednak długo. Obdarzonego mocnym, krystalicznie czystym głosem, a do tego zabójczo przystojnego młodzieńca dość szybko porwało najpierw czeskie radio. Z Jazzową Orkiestrą Czechosłowackiego Radia zaliczył pierwszy zagraniczny wyjazd, do Polski. Później wracał do nas wielokrotnie, zawsze przyjmowany gorąco na festiwalach. Karel zawsze bardzo dbał o warsztat. Pogłębiał umiejętności w praskim konserwatorium. Do 1966 roku studiował w nim śpiew operowy pod batutą prof. Konstantina Karenina (ucznia najsłynniejszego rosyjskiego śpiewaka wszech czasów – Fiodora Szalapina).

kg2.JPG

Po zmianach ustrojowych z 1989 roku Gott bynajmniej nie ściga się z młodymi wykonawcami. Stawia na ambitniejszy repertuar. Sprzedaje mniej płyt, lecz na jego koncerty wciąż walą tłumy. „Miałem szczęście do spotykania właściwych ludzi, którzy podpowiadali mi, w którą stronę iść, co robić. Wszystko, co robię, jest pracą zespołową i zawsze nią było. Na nic zdałby się mój talent, gdyby nie odpowiedni ludzie na mojej drodze” – mówił skromnie po latach. W 1990 roku Karel Gott ogłosił zakończenie kariery i trasę pożegnalną. Publiczność, jej niesamowite przyjęcie występów, zmusiło artystę do zmiany decyzji. Ale Karel występował już znacznie mniej, a płyty nagrywał i wydawał okazyjnie. Choć sprzedawały się one doskonale, Gott nie powrócił do pracy muzyka na pełny etat. Więcej czasu poświęcał malowaniu. Miał nawet kilka autorskich wystaw, w Czechach i za granicą. Dekadę lat 90. uwieńczył wspaniałym koncertem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Chinach oraz w Carnegie Hall w Nowym Jorku.
muzyka.onet.pl/(…)karel-gott-czeski-sinatra-obchodz…

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑