Cieszyn

Wprost nie mogłem się doczekać wycieczki do mego ukochanego Cieszyna! Przez rok mogłem tylko myśleć i wspominać to miasto, ale w końcu myśli się urzeczywistniły i przeniosłem się w to magiczne miejsce.

DSC02831.JPG


Wyjechałem w piątek wcześnie rano z Warszawy, by po południu móc zobaczyć most graniczny i Cieszyn w oddali. Boguszowice. Stało się, chłonę to powietrze, czuję ten klimat. Wycieczka miała na celu przede wszystkim pokazanie Republiki nowo zwerbowanemu Czechofilowi, który udał się wraz ze mną. Zakwaterowaliśmy się w polskiej części miasta i od razu ruszyliśmy w miasto.

DSC02794.JPG


Najpierw standardy czyli Rynek, Wzgórze Zamkowe, Studnia Trzech Braci, Park Pokoju, Teatr. Dla mnie to żadna nowość (zresztą nie raz pisałem o tych miejscach), ale jestem bardzo ciekawy jak podobały się one osobie, która widzi je po raz pierwszy. Mnie oczarowały dlatego z taką przyjemnością tam wracam. Najlepszą częścią wycieczki była typowa szwędaczka po Cieszynie. Urokliwe wymarłe uliczki, zupełnie jakbyśmy byli w XIV w. Cieszyńska Wenecja oraz spacer wzdłuż Olzy. Kolejny raz napiszę, że niezwykle mnie podnieca to uczucie, gdy spacerujesz wzdłuż granicy państwa. Ciągle myślę sobie, jak to było za Czechosłowacji, jak była zamknięta i szczelna granica i nie umiem sobie tego wyobrazić.

DSC02914.JPG


Największą chyba atrakcją Cieszyna jest właśnie wrośnięta w miasto granica. Niebieski pasek na Moście Przyjaźni robi furorę nawet wśród Czechów zapuszczających się w miasto teraz tylko po tańsze zakupy. Widok tablic granicznych Republiki Czeskiej kolejny raz przysporzył mi palpitacji serca. Setne zdjęcie w tym miejscu, które chyba mi się nigdy nie znudzi.

Udajemy się do Czeskiego Cieszyna. Czy można tutaj zobaczyć coś ciekawego oprócz Rynku, dworca i liceum Ewy Farnej? Ano można. Browaro-restaurację, gdzie piwo jest robione i od razu podawane gościom pobliskiej restauracji. Niestety tam nie poszliśmy. Zamiast tego wybraliśmy restaurację na rynku, gdzie podają w miarę przyzwoitą svickovą oraz sklepy Wietnamców, gdzie zawsze kupisz alkohol i Studentską za grosze. Tym razem nie chciałem ryzykować wizyty w pubach na Hlavní Třidě, gdzie nie dość, że obsługa oszukuje Polaków na i tak drogie korony, to jeszcze jest nieuprzejma. Do kawiarni NOIVA (dawniej AVION) też nie ma po co iść – niby dosłownie na samiutkiej granicy a w ogóle nie rozumieją polskiego. Kelnerki nie wiedzą po co tam pracują i nie znają karty napojów, którą tam mają. Dochodzi do takich sytuacji, że kelnerka przynosi pudełko z herbatami i czyta Ci smaki herbat, które tam ma. Myślę, że ten punkt programu należy sobie odpuścić.

DSC02839.JPG


Zamiast się kulturalnie uduchawiać lepiej wybrać się do przydworcowej Billi na zakupy. Ogrom czeskich piw po prostu powala. Niejeden Czechofil umarłby z radości. Margotka, Horalky, Banány v čokoladě, Kofola i po prostu chcę się żyć!

Jeśli ktoś z Was by chciał przekonać się jak żyją prawdziwi, żywi Czesi z krwi i kości polecam wybrać się do przydworcowej Hospody, w której znajduje się również Herna. Kłęby dymu tytoniowego (od którego odwykliśmy w Polsce) o godzinie 13:00 oraz litry piwa przelanego od rana mogą niektórych zaskoczyć. Ile koron połknęły od rana automaty? Tego nie wie nawet obsługa. Miałem wrażenie, że Czesi siedzą i piją tam od poprzedniego wieczora.

DSC02810.JPG


Niestety wypite przeze mnie czeskie piwo, choć było smaczne, zamiast zakręcić mi w głowie, zamuliło mnie i poszedłem szybko spać ;)

Następnego dnia, korzystając z niesamowitej pogody, odwiedziliśmy jeszcze Wzgórze Zamkowe. Weszliśmy na szczyt Wieży Piastowskiej oraz do środka Rotundy Romańskiej z XI w. To było na prawdę NIESAMOWITE zobaczyć wnętrze 1000-letniej budowli. Magiczny Cieszyn nigdy nie przestanie mnie uwodzić. Szkoda tylko, że wyjazd nie odbył się w czasie, gdy kwitną cieszyńskie magnolie. Będzie okazja, by ponownie przyjechać tu za jakiś czas.

DSC02814.JPGDSC02817.JPGDSC02818.JPGDSC02822.JPGDSC02832.JPGDSC02841.JPGDSC02924.JPGDSC02937.JPGDSC02933.JPGDSC02939.JPG

Ostrava (2)

DSC02849.JPG

Sobota zaczęła się komfortowo, bo podróże Czeskimi Kolejami do komfortowych zdecydowanie należą. Elefant dowiózł nas szybko i sprawnie do Ostrawy. Dla jednych inspiracja:

dla drugich przeklęte miasto.

Dla mnie Ostrava była drugim domem. Długie miesiące tam przeżyte i przepracowane oraz setki wspomnień. Byłem bardzo ciekawy jak zareaguje na nie osoba, która nigdy nie widziała tak specyficznego miasta. Więc uważnie obserwowałem reakcję towarzysza.

Zaczęliśmy oczywiście od wysprzątanego po nocnych imprezach Stodolni. Ulica była pusta i lśniąca. Następnie Rynek, Most Milosza Sikory, Śląska Ostrava no i wszystkie inne mniej lub bardziej brzydkie zakątki. Pięknych kamienic nie starczy na cały dzień więc wybraliśmy się tramwajem do Avionu na zakupy. Nie obyło się bez zaczepiania o fajka lub 20 koron przez jakiegoś a la Roma. Może gdybym nie znał czeskiego i nie wdał się w gadkę z tym kilkunastolatkiem szybciej by się od nas odczepił?

DSC02878.JPG

Opowiadał o tym, że lubi Polaków i Polskę. Mówił, że mamy dobre jedzenie i piękne dziewczyny. Zapytany czy w Czechach nie ma pięknych dziewczyn odpowiedział, że są tu tylko „černé huby” („czarne cygańskie ryje – przyp. red.) W porę nadjechał tramwaj. A w nim całą plejada czeskich charakterów oraz niestety tylko jeden styl – styl robola z lat 90-tych często bez zębów. Niektóre kobiety były bardzo zaniedbane, ordynarnie się wysławiały, siedziały rozwalone na krzesłach. Pozostałe szare, bez wyrazu. Jakby wszyscy pasażerowie zlali się w jedną klarowną masę. Według mnie taki jest urok tego miasta. Nie widać w Ostrawie modnej młodzieży, ulice są smutne i szare.

DSC02886.JPG

Pozytywnie zaskoczyła mnie budowa Nowej Karoliny. Nie sądziłem, że tak szybko robotnicy wykonają tyle pracy. Nie przypuszczałem, że ta inwestycja może być tak ogromna i nowoczesna. Już nie mogę doczekać się efektu końcowego!

DSC02899.JPG

Zupełnie inaczej świat wygląda w Avion Shopping Parku. Tutaj wszystko jest „na poziomie”. Ludzie kolorowi i weseli. Weseli, bo mają pracę. W Ostrawie bezrobocie jest dość duże. Sklepy te same, ale przeceny większe. Udało się nam upolować kurtkę za 129 koron!! Gdzie w Polsce kupisz nową kurtkę za 21 zł?

Przy tak słonecznej pogodzie grzechem by było nie pójść na szczyt najwyższej w Republice wieży ratuszowej. Wjazd na 73 metry zajął tylko chwilkę. Widoki były niesamowite. Historyczne centrum, komunistyczne peryferia, dymiące kominy fabryk oraz moje kochane Beskidy. Niezła mieszanka i ogromna dawka wrażeń wzrokowych jak na jeden raz. Myślę, że jest to największa turystyczna atrakcja, jaką oprócz pieców (Vysoké pece) może zaoferować Ostrava.

DSC02852.JPG
DSC02859.JPG

Tak nam zleciał cały dzień. Być w Ostrawie i nie bawić się w rytmach Stodolni to grzech zaniedbania. Nie zjeść parka v rohliku albo smażaka w bułce – to się w głowie nie mieści. Czekaliśmy więc aż impreza się rozkręci. A zrobiło się naprawdę grubo, co ilustrują zdjęcia poniżej.

Tyle wspomnień, tyle miejsc. Do Ostrawy zawsze będę wracać jak do własnego domu.

DSC02872.JPG
DSC02878.JPG
DSC02882.JPG
DSC02870.JPGDSC02873.JPGDSC02875.JPGDSC02877.JPGDSC02884.JPGDSC02896.JPGDSC02907.JPGDSC02909.JPG

Podróże konika morskiego

WYDAWNICTWO AFERA PREZENTUJE:

*Podróże konika morskiego* Petr Šabach

Konik morski to jedyny przedstawiciel fauny, u którego samiec, nie samica, wydaje na świat młode. Bohater tej książki to jedyny (a przynajmniej jedyny, którego sam zna) mężczyzna w Pradze, który w końcu betonowych lat osiemdziesiątych nie chce stać żonie na drodze do kariery naukowej i nie bardzo wiedząc, w co się pakuje, bierze na siebie opiekę nad trzyletnim synkiem.

Podróże konika morskiego to wielokrotnie wznawiany w Czechach pamiętnik młodego ojca na urlopie tacierzyńskim. Czy kiedy w roli taty występuje czołowy czeski humorysta Petr Šabach, możemy się spodziewać tylko tego, że założy pieluchę na lewą stronę, przypali mleko i zgubi dziecko w monopolowym? Jak się okazuje – niekoniecznie. Ta niezwykle ciepła, zabawna i, co ciekawe, bardzo autobiograficzna książka to lektura obowiązkowa dla każdego rodzica i miłośnika czeskiej (lub po prostu dobrej) prozy.

kroniki.jpg

Studia w Czechach

Rankingi rankingami, ale na blogu zabrakło jedynie wpisu na temat studiowania w Republice Czeskiej. O tym dla Was moja wysłanniczka w Pradze Anna Militz.

================================================

CHCĘ STUDIOWAĆ W CZECHACH!

– Mamo, a może bym studiowała w Pradze, skoro już zdałam to B2?
Właśnie zdałam egzamin z języka czeskiego na poziomie B2 i czuję się
nie wiadomo jak zajebista. Chcę studiować w Pradze, koniecznie, nie ma
mowy, koniec z Polską. No dobrze, dobrze, chęci chęciami, ale co
dalej?

Mogę opowiedzieć głównie o moich doświadczeniach. Dla mnie było jasne
– Praga, żadne Erasmusy i Ceepusy [1], Uniwersytet Karola,
bohemistyka. Porzucam Warszawę i zaczynam znów od zera na studiach
licencjackich. Przenosze się do Najpiękniejszego Miasta Świata i
jestem najszczęśliwsza na świecie. Ładna wizja. Spełniona. Piszę dla
Was ten tekst siedząc sobie na kanapie w mojej kuchni, przez okno
patrzę się na słoneczną Pragę 7, Holešovice. Właśnie trwa sesja, więc
wstałam o 10 i czeka mnie dzień z fonetyką. Jak wyglądała moja droga
do tego punktu?

Zaczęło się wspomnianym już egzaminem. Nie miał właściwie większego
praktycznego znaczenia, ale dodał sił i wiary we własne umiejętności.
To było lato 2010.

Wybranie kierunku. Na Uniwersytecie Karola filologie znajdziemy na
Wydziale Filozofii.[2] Tam też były wszystkie potrzebne informacje,
lista otwieranych na dany rok kierunków, warunki przyjęcia, możliwości
kombinowania kierunków… Oraz SIS.[3] Jeśli zdecydujecie się
studiować na UK, SIS będzie Waszą zmorą. Zresztą jak każdy
elektroniczny system, który ma w teorii usprawnić studiowani… Otóż w
SISie od 1 listopada danego roku możecie utworzyć swoje konto i wybrać
kierunki, na które się wybieracie. Ja wybrałam dwa: Cesky jazyk a
literatura, czyli bohemistyka dla Czechów oraz Cestina pro cizince,
czyli kierunek dla mniej sprytnych. System wygeneruje Wam sztuczne
rodné čislo, czyli odpowiednik polskiego PESELu oraz podania. Podania
należy wydrukować, podpisać i razem z dowodem wpłaty na konto odesłać
na adres podany na stronie Wydziału. Rok temu to było około 500kč za
kierunek. Zgłoszenie trzeba odesłać najpóźniej do końca lutego, liczy
się data stempla. Później możecie zapomnieć o studiach w Pradze w
danym roku:)
Dokładny informacje na ten rok tutaj: www.ff.cuni.cz/FF-93.html
W tym roku przyjmowanie zgłoszeń kończy się 29.2 więc macie jeszcze szanse:)

Jeśli chodzi o warunki na innych Wydziałach, należy wejść na stronę
główną Uniwersytetu Karola www.cuni.cz i tam znaleźć interesujący nas
Wydział, a później konkretne informacje. Z resztą uniwerków w
Republice jest zdaje się podobnie. Należy się spodziewać, że terminy
zgłoszeń kończą się dla nas, Polaków, jakoś niesamowicie wcześnie,
więc decyzję o studiach tutaj podejmuje się raczej wcześniej niż
później.

Zgłoszenie wydrukowane, podpisane, wysłane. Teraz zostaje oczekiwanie
na terminy egzaminów i zakuwanie. W Czechach nikt nie zapomniał o
istnieniu egzaminów wstępnych. Żadne punkty z matury, poprzeliczać i
o, jestem na studiach. Egzaminy wstępne odbywają się w maju i czerwcu.
W maju na studia magisterskie, później na licencjackie. Czasem w lipcu
podawane są dodatkowe terminy na kierunki, gdzie nie został wypełniony
minimalny limit miejsc. Wtedy można dodatkowo się zarejestrować,
wysłać podanie itd a egzaminy są w sierpniu/na początku września.

Pod koniec kwietnia przyszło pismo z terminem egzaminów. Zastanawiałam
się, czy przystąpić do obu egzaminów,z czeskiego dla Czechów i
czeskiego dla nie-Czechów. Egzaminy na pierwszy kierunek wydały mi się
trochę za ciężkie, w dodatku na 200 miejsc zgłosiło się 500 osób, co
oznaczało, że mała Polka tam raczej zginie ze swoją nędzną czeską
ortografią. Wydział rozwiązał to za mnie – oba egzaminy pisemne
odbywały się tego samego dnia, o tej samej godzinie. W salach obok
siebie…

W piśmie dostajecie też informacje, że musicie przy egzaminie okazać
świadectwo maturalne. Nie skończyliście szkoły w Czechach, więc
musicie okazać nostryfikację. Na studia magisterskie potrzebny jest
dyplom licencjacki/jego nostryfikacja. Wybieracie się na magisterskie?
Jesteście w domu, nostryfikacją dyplomów szkół wyższych zajmuje się
sam Wydział, pokój gdzieś w okolicach sekretariatu. Idziecie na
licencjackie? No to już nie jest tak wesoło…

Nostryfikacja świadectwa maturalnego była chyba najbardziej prze..nym
fragmentem całej akcji ‚Zdaję do Pragi’. Nawet egzaminy wstępne były
lżejsze. Nostryfikacja matury to proces skomplikowany, odbywający się
w czeskim urzędzie. Konkretnie w Urzędzie Wojewódzkim. W przypadku
Pragi – na Magistracie, ulica Jungmannova. Od lat zajmuje się tym
jeden człowiek, pan Fučík. Nie spodziewajcie się, że mówi w jakimś
innym języku niż w czeskim. Osobiście widziałam tam Rosjankę z
tłumaczką.
Ale do rzeczy. Potrzebujecie:
1. odpowiedni formularz
2. świadectwa
maturalnego, najlepiej z odpisem
3. jeśli z Waszej matury nie wynika
jakie przedmioty mieliście w szkole średniej (a z nowej matury nie wynika) potrzebujecie jeszcze aby Wasza szkoła średnia wydała Wam
pismo gdzie będzie lista przedmiotów z wymiarem godzin. A teraz
potrzebujecie tłumaczenie tych dokumentów. Przysięgłe oczywiście. I
UWAGA – czeskie tłumaczenie przysięgłe, tj. wykonane przez czeskiego
tłumacza przysięgłego, wpisanego do rejestru tłumaczy przysięgłych.
Polskie jest dla pana Fučíka nic nie wartym świstkiem, nawet jeśli ma
trzy tysiące różnych pieczęci. W Pradze takich tłumaczy jest coś około
dziesięciu, powinnam mieć jeszcze gdzieś listę, gdyby ktoś nie mógł
znaleźć.
Następnym problemem na jaki trafiacie jest brak czeskiego adresu.
Właściwie chodzi o meldunek, ale starczy czeski adres pod którym
mieszkacie, macie umowę, potwierdzenie z akademika, cokolwiek. Aha,
nie macie…. To znacznie wydłuża czas pracy, ponieważ Wasze podanie
zostanie odesłane do odpowiedniego ministerstwa, które musi
potwierdzić Wasz polski adres. Nie będę opowiadać jak wygląda
przesyłanie między urzędami różnych papierów, myślę, że wszędzie
wygląda to tak samo. Ale naprawdę, nie spodziewajcie się, że 30 dni,
które Magistrat ma na rozpatrzenie Waszego podania naprawdę będzie 30
dniami. Chyba że macie czeski adres, ja niestety nie miałam.
Więc zostawiamy to wszystko, niech się kisi w urzędzie. Tak naprawdę
nie musicie tego mieć na egzaminie, starczy, że jeśli zostaniecie
przyjęci doniesiecie to do końca września. Ale lepiej wcześniej, żeby
być zapisanym oficjalnie na studia, dostać indeks i dostęp do dalszej
części SISu. Ale o tym za chwile.

Egzaminy. Egzaminy są w języku czeskim, chyba że chcecie studiować na
kierunku wykładanym w języku angielskim czy innym, lub jeśli częścią
egzaminu jest egzamin z konkretnego języka. Zależnie od kierunku jest
jeden lub dwa etapy. Sam pisemny lub pisemny i ustny. W przypadku
dwóch etapów, pierwszy zalicza 50% punktów i idziecie zdobywać dalsze
punkty na ustnym. Na niektóre kierunki musicie mieć listę lektur, u
mnie to była lista przeczytanych czeskich książek, w oryginale lub w
przekładzie, głównie z literatury pięknej. O te lektury naprawdę się
pyta, lepiej mieć te, które się faktycznie zna.
Po egzaminie znacie tylko swój wynik, ilość punktów. Na wyniki
rekrutacji czeka się do mniej więcej połowy lipca. Pojawiają się na
Waszym koncie w SISie, potem przychodzi też oficjalne pismo.

Jestem przyjęta, co dalej? Mieszkanie, przeprowadzka, doniesienie
potrzebnych papierów (godziny w Magistracie…), zapisy na studia.
Zapis, czyli dzień, którym dostałam indeks Uniwersytetu Karola. Nie
jest ładny. Taka książeczka, trochę jak stare dowody. W Brnie już z
nich zrezygnowali zupełnie, przerzucili się do systemu elektronicznego
i podobno to działa.. Z indeksem można iść wyrobić legitymację, z
legitymacją możemy się zalogować do pełnej wersji SISu, zapisywać na
przedmioty i radośnie czekać na rozpoczęcie roku akademickiego…

Potem są studia. I powiem Wam, siedząc sobie dalej na mojej kanapie,
że uczelnia jest uczelnią, służy często gęsto głównie do wku…wiania
studentów. Ale półtoramiesięczna sesja zimowa jest cudem bożym. Jeśli
w poniedziałek zdam fonetykę to do 17 lutego mam święty spokój. I
wolne:)

Jeśli czegoś zapomniałam, coś jest nie do końca jasne, hermetycznie
bohemistyczno praskie – można się ze mną kontaktować. Zostawić mail w
komentarzu, znaleźć mnie na fejsie, poprosić o kontakt Czechofila:)

Służę pomocą, aczkolwiek nieśpieszną, lenistwo nade wszystko.
A, i można jeszcze poczytać mojego bloga [4]. Blog jest raczej
osobisty niż prago-znawczy, ale od czasu do czasu pojawiają się tam
różne refleksje o życiu tutaj. Albo zdjęcie chociaż.
No i jeszcze. Jeśli będziecie w Pradze, zajrzyjcie na siódemkę[5].
Mamy tu fantastyczną kawiarnię-antykwariat Ouky Douky, hospodę U
houbaře i najlepsze kino świata – BIO|OKO [6]!

*Anna Militz*

[1] programy wymiany studenckiej
[2] www.ff.cuni.cz strona Wydziału Filozofii, wersja czeska.
Przełączenie na angielski jest ukryte w górnym prawym rogu, obok
kontaktów, mapy strony i ukrywa się pod tajemniczym EN . Wydział
Filozofii magicznie staje się wtedy Faculty of Arts.
[3] is.cuni.cz/studium/index.php strona SISu. Wersja angielska
– prawy górny róg, brytyjska flaga. Jeśli posługujecie się wersją
czeską, żeby utworzyć konto trzeba kliknąć „Elektronická přihláška ke
studiu”, jeśli angielską „Study application form”
[4] dziewczyna-zlego-chlopca.blogspot.com
[5] siódemka, czyli Praga 7. Praga jest administracyjnie podzielona na
X części i dość często, obok nazw dzielnic, używa się też ich numerów.
Siódemka znajduje się dwie stacje metra od dworca głównego oraz stację
od dworca autobusowego. Albo 7 minut tramwajem ze Staroměstskej czy
naměstí Republiky. Nie jest już tak turystycznie, a jest fajnie. No i
mamy też Letną, gdzie stał wujek Stalin. Teraz nie stoi. Ale widok
stamtąd niesamowity.
[6] adresy: Ouky Douky – Janovského 14 (przystanek Veletržní lub
Strossmayerovo naměstí lub stacja Vltavska); U houbaře –  Dukelských
hrdinů 30 (zaraz obok przystanku Veletržní, jadąc z centrum); BIO|OKO
– Františka Křížka 15 (przystanek Strossmayerovo naměstí lub
Kamenická) www.biooko.net/cz/

Tomáš Sedláček

Wtorkowy wieczór zaczął się bardzo obiecująco. Otóż całe Wrzenie Świata oczekiwało w napięciu byłego doradce ekonomicznego prezydenta Vaclava Havla Tomáša Sedláčka. Dla mnie ważniejsze było to, że gość był Czechem, ale bardzo podziwiam go za wszystko do czego doszedł w swym młodym życiu.

Nie sposób wymienić wszystkich funkcji pana Sedláčeka, warto więc przeczytać to, co mówi o nim http://pl.wikipedia.org/wiki/Tom%C3%A1%C5%A1_Sedl%C3%A1%C4%8Dek

Wszystkich zgromadzonych przywitał Mariusz Szczygieł. Oprócz Czechofilów przyszło wiele osób interesujących się ekonomią. Ekonomią, gdyż wieczór poświęcony był promocji książki Sedláčka  „Ekonomia dobra i zła”, która stała się najchętniej czytanym tytułem w Czechach, pokonując m.in. Paulo Coelho i Dana Browna i sprzedając się w ponad 50.000 egzemplarzy. W 2011 roku książka została wydana w Wielkiej Brytanii przez Oxford University Press, a wkrótce ma również ukazać się po chińsku i niemiecku. Przyznam szczerze, że trochę się przestraszyłem, że nic nie będę rozumieć, przecież w ogóle się na tym nie znam. Poza tym te wszystkie problemy, kryzysy, z którymi boryka się dzisiejszy świat…

Z każdą minutą jednak widać było na twarzach publiczności coraz większe zdumienie. Chyba nikt nie sądził, że procesy ekonomiczne można wytłumaczyć tak przystępnie. Ekspert wyjaśnił w kontekście ekonomicznym nawet wydarzenia biblijne. Przyjęcie przez Czechy i Polskę waluty Euro porównano do małżeństwa – to nie jest decyzja na jeden wieczór tylko na całe życie. Jednak objaśnień jakich używał gość nikt się chyba nie spodziewał – prowadzący spotkanie Aleksander Kaczorowski stwierdził, że Sedláček „głosi herezje”. To nie były herezje, to była ekonomia z ludzką twarzą.

Za bardzo ciekawe spotkanie dziękuję gościom oraz przybyłym.

Czeski Wrocław

Ten rok minął mi pod znakiem ciągłych podróży. Na nadchodzące święta postanowiłem zrobić sobie prezent i wybrać się do Wrocławia. Słyszałem, że to podobno piękne miasto, może najpiękniejsze w całej Polsce. Pewnie, najpiękniejsze, bo niemieckie. Liczyłem na to, że znajdę w nim pełno czeskich śladów i miejsc i nie przeliczyłem się…

404709_2081406814780_1833374178_1335422_1472032722_n.jpg

Wcześniej oczywiście przeprowadziłem mały wywiad na Facebooku oraz zrobiłem rekonesans u wujka Googla. Czeskich miejsc we Wrocławiu jest pod dostatkiem. Jak będzie na żywo? Chcę się przekonać!

Zaczęliśmy od pubowego królestwa czyli lokali pod torami na Bogusławskiego. Czeski Raj oraz inne a w każdym z nich czeskie piwo w kilkunastu rodzajach! Po wejściu do tych miejsc czar pryska – zadymione, ubogie wnętrza, smród i nic więcej. Ewakuacja!

407172_2081428575324_1833374178_1335430_1520640226_n.jpg

Nastał wieczór. Gdzieś przy Rynku miała być podobno oblegana knajpa Czeski Film. Oblegana, bo w centrum i tanio. Szukamy… Niepozorna tablica z nazwami czeskich piw sygnalizuje, że to tu. Piękny szyld, podekscytowany wchodzę. Ponowne rozczarowanie: smród, wszechobecny dym papierosowy, tłok, gwar. Wystrój mało czeski, z lekkimi akcentami browarno-praskimi. Wychodzimy.

DSC02618.JPG

Następnego dnia falę niepowodzeń w poszukiwaniu prawdziwych czeskich miejsc postanowiłem sobie zrekompensować odwiedzając po raz kolejny stoisko Czeski Świat na jarmarku świątecznym, który znajdował się na Rynku. Widok Krecika, Lentilków i Kofoli sprawił, że zapomniałem o wszystkich niepowodzeniach. W końcu mogłem ponownie poczuć smak Kofoli.

395735_2081417615050_1833374178_1335426_322504585_n.jpg
DSC02596.JPG

Jednak ani czeskie smakołyki ani nawet czeskie piwo nie sprawią, że poczuję choć przez chwilę jak w Republice. Takie cuda zdziałają tylko knedliky z gulaszem! Po długich spacerach, błądzeniu po Wrocławiu w mrozie udało się trafić do knajpy Kuźnia Dobrych Klimatów (ul. Bogusławskiego 81). Serwują tam prawdziwe czeskie houskove knedliky oraz czeskie piwo.

DSC02676.JPG

Kameralny wystrój, miła obsługa, bogate menu i do tego ciągle pełno gości.

DSC02677.JPG
DSC02678.JPG
DSC02679.JPG

Wieczorny spacer po Wrocławiu przyniósł spotkanie trzeciego stopnia z Czechami. Czeska rodzinka szła sobie spokojnie rozmawiając, gdy ja, słysząc ich mowę zacząłem drzeć się wniebogłosy po czesku i witać się z nimi. Zdziwieni przeszli dalej :D

392079_2081426015260_1833374178_1335429_783185150_n.jpg

Niedziela 18 grudnia okazała się przełomowa. Gdy krzepiłem swe serce przy stoisku z Krecikami, okazało się, że chłopak, który je sprzedaje jest Czechem, nazywa się Jirka, pochodzi z Czeskiego Cieszyna i studiuje prawo we Wrocławiu. Podjarany zacząłem rozmowę. Jiřík zdradził, że zna Ewę Farną, a kilka dni wcześniej na swoim stoisku gościł samego Václava Klausa!

388184_10150428342372986_755982985_8666545_1654338544_n.jpg

 

Rok 2011 w Czechach

1. Dziękujemy, odchodzimy.
czechofil.pinger.pl/m/4685797

luty.jpg

2. Klaus i pióro
czechofil.pinger.pl/m/5772791

800px-Declaración_a_la_prensa_-_Klaus.jpg

3. Po raz pierwszy tzw. nowe matury
czechofil.pinger.pl/m/4164900

matury.jpg

4. Niepokoje na północy
czechofil.pinger.pl/m/7687136

romowie.JPG

5. Pierwsza w historii Parada Gejów
czechofil.pinger.pl/m/7493850

geje.jpg

6. Regio Jet rusza na podbój Republiki
czechofil.pinger.pl/m/9020271

regio.jpg

7. Strzelanina w fabryce
czechofil.pinger.pl/m/8766955

strze.jpg

8. Śmierć twórcy Krecika
czechofil.pinger.pl/m/9132901

zdenek.jpg

9. Sprzedaż Sazki
czechofil.pinger.pl/m/5518916

0315-sazka.jpg

10. Śmierć Václava Havla
czechofil.pinger.pl/m/9421752

havel.jpg

Vaclav Havel [*]

*Minutą ciszy, a potem żałobnym biciem dzwonów w całym kraju rozpoczęto w piątek w południe państwowe uroczystości pogrzebowe ostatniego prezydenta Czechosłowacji i pierwszego prezydenta Czech Vaclava Havla*

pogrzeb.JPG

W całych Czechach rozległy się syreny, na ulicach zatrzymali się przechodnie i pojazdy.

Ostatnie pożegnanie Havla odbywa się w praskiej katedrze św. Wita – w tym samym miejscu, w którym odprawiono mszę dziękczynną po inauguracji jego pierwszej kadencji prezydenckiej. Z sąsiadującego z Praskim Zamkiem Pałacu Arcybiskupów do świątyni przeszła wcześniej procesja złożona z hierarchów kościelnych Czech i Słowacji. To właśnie oni odprawią uroczystą mszę żałobną w intencji zmarłego.

W katedrze jest ponad tysiąc osób, wśród nich przedstawiciele władz czeskich – prezydent Vaclav Klaus oraz premier Petr Neczas – a także goście z kraju i zagranicy. Przybyli przywódcy: Francji – Nicolas Sarkozy, Austrii – Heinz Fischer, Słowacji – Ivan Gaszparovicz, Niemiec – Christian Wulff, Węgier – Pal Schmitt, Słowenii – Danilo Tuerk, Gruzji – Micheil Saakaszwili, szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton wraz z mężem, byłym prezydentem USA Billem Clintonem, była szefowa amerykańskiej dyplomacji, a prywatnie przyjaciółka Havla, Madeleine Albright, szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

Polskę reprezentują marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i – jako przedstawiciel prezydenta RP Bronisława Komorowskiego – były prezydent Lech Wałęsa. W imieniu rządu RP przybył minister kultury Bogdan Zdrojewski. W polskiej delegacji jest też były premier Tadeusz Mazowiecki.

W ławach katedry zasiedli przyjaciele Havla: artyści, muzycy, dawni opozycjoniści, obrońcy praw człowieka.

Przed mszą z Sali Władysławowskiej Praskiego Zamku trumnę z ciałem zmarłego wnieśli do katedry żołnierze kompanii honorowej armii czeskiej.
www.dziennikwschodni.pl/(…)article…

Foto: idnes.cz

lud1.JPGlud2.JPGlud3.JPGlud4.JPGlud5.JPGlud6.JPG

IV Zlot Czechofilów

*Środek tygodnia, pogodna i ciepła Warszawa… I pomyśleć, że to 1 grudnia. Czwartkowy wieczór należał do Czechofilów i Jaroslava Rudisa*

Przytulne wnętrza Wrzenia Świata na ulicy Gałczyńskiego świetnie nastroiły nas na pogaduszki z czeską duszą. Zaczęło się przebojowo od brawurowego przeczytania fragmentu Grandhotelu po czesku. Po chwili tłumaczka tej książki Katarzyna Dudzic zaprezentowała fragment po polsku. Wszyscy byli usatysfakcjonowani: Czechofile znający czeski, jak i ci, którzy go nie rozumieją.

ksiazka.JPG

Nadeszła chwila prawdy i zaczęliśmy zadawać pytania. Nie była to standardowa procedura pytanie-odpowiedź – był to wywód autora traktujący o prawie całym jego życiu! Opowieści o inspiracjach, zainteresowaniu Polską, zwłaszcza polskim jedzeniem. Rudisz kilka razy był w Polsce, zna kilka polskich słów ale za to wszystko rozumie. Dowiedzieliśmy się też o filmie Aloes Nebel, który został nominowany do Oscara.

Całe spotkanie okraszone niesamowitym poczuciem humoru. Problemem okazało się pytanie „Co łączy Czechów i Polaków, w czym są podobni do siebie?”. Jedyne sensowne stwierdzenie to takie, że łączy nas położenie geograficzne i fakt, że jesteśmy Słowianami.

Niesamowita osobowość i optymizm autora sprawiło, że spotkanie trwało ponad 1,5h. Na zakończenie do Jaroslava ustawiła się ogromna kolejka po autografy. Udało mi się dostać aż dwa – jeden na Grandhotelu, a drugi na niepublikowanej jeszcze w Polsce powieści „Koniec punku w Helsinkach”.

Dziękujemy za wizytę i zapraszamy ponownie na Żurek!

autografy.JPG

Czeski Sen, Toruń

gora.JPG

*Weekendowy wypad polskibus.com do Torunia przyniósł niezwykłą niespodziankę. W poszukiwaniu idealnego miejsca na wieczorną posiadówkę przy piwie przypadkiem natknąłem się na pub Cesky Sen. Zupełnie zapomniałem, że on się tam znajduje*

DSC02510.JPG

Świetliste logo skutecznie przyciąga. Wchodzimy ekipą do środka. Uwagę przykuwa ogromna przestrzeń. Czeski sen kończy się wraz z wejściem do tego miejsca. Jeśli właściciele kupili patent na nazwę i wystrój lokalu od twórców legendarnego filmu, powinni przyłożyć się do jego realizacji. Czeskości w tym miejscu brakowało tak samo jak i klimatu. Na plus jedynie tanie piwo (czeskie oryginalne importowane piwo) i świetne tanie drinki. Muzyka podobno też na żywo, ale akurat leciała amerykańska z płyty. Barmani, jak się ich ładnie zbajeruje, robią podwójnego drinka w cenie pojedynczego – tak przynajmniej twierdzi moja pewna siebie koleżanka ;)Na plus ponadto malutkie czeskie akcenty na ścianach oraz przede wszystkim karta drinków i napojów.

DSC02512.JPG

Zaskoczyła mnie dziwna polityka lokalu. Wszędzie na ścianach wiszą kartki z informacją, że wstęp płatny, że wstęp TYLKO dla studentów, że drinki sprzedawane są TYLKO studentom. A co jeśli klient nie jest studentem? Nikt co prawda tego nie weryfikował, ale może tylko mi się udało? Niesmak pozostaje. Rekompensuje je kilka rodzajów wybornego czeskiego piwa.

DSC02513.JPG

Ogólnie pozytywnie, ale szału nie ma. Jeśli ktoś będzie w Toruniu może zajrzeć. Punkt w programie wizyty w miescie Kopernika na pewno NIEobowiązkowy.

DSC02516.JPG
DSC02521.JPG
sen.JPG
ty.JPG

Grafiki pochodzą ze strony lokalu: ceskysen.pl/

Aksamitna Rewolucja

*AKSAMITNA REWOLUCJA*

Aksamitna rewolucja – to określenie wydarzeń roku 1989 w Czechosłowacji, które doprowadziły do obalenia systemu komunistycznego oraz elit sprawujących władzę, a także transformacji ustrojowej, która niedługo później nastąpiła, pozwalając Czechosłowacji wstąpić na drogę demokracji parlamentarnej. Aksamitna rewolucja stała się początkiem demokratycznych przemian społecznych, które rozpoczęły drogę państw Europy Środkowo-Wschodniej do pełnej integracji z Europą Zachodnią. Doprowadzono do delegalizacji Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Transformacja polityczna w Czechosłowacji przyspieszyła również przemiany w Rumunii oraz Bułgarii.

Głównym powodem wybuchu aksamitnej „rewolucji” były podobne wydarzenia w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. W Polsce już przeprowadzono częściowo wolne wybory, władze komunistyczne ustąpiły również w NRD i na Węgrzech. Wiadomo było wtedy, że wybuch rewolucji w Czechosłowacji jest tylko kwestią czasu. Dodatkowo przez cały kraj, od końca 1988 roku, zaczęły przetaczać się demonstracje coraz bardziej uderzające w rozpadający się system komunistyczny.

czechofil.pinger.pl/m/4286310/aksamitna-rewolucja

aaa.jpgbbb.jpgccc.jpgddd.jpgeee.jpg

Jan Balaban

Wakacje i Możliwe, że odchodzimy to połączone wydanie dwóch ulubionych przez czeskich czytelników zbiorów opowiadań Jana Balabána. Drugi ze zbiorów otrzymał we wrześniu 2011 tytuł Książki Dziesięciolecia, zdobył też inne nagrody m. in.: najbardziej prestiżową czeską nagrodę literacką Magnesia Litera w kategorii Proza Roku 2005 i tytuł Książki Roku 2004 w plebiscycie popularnego dziennika Lidové Noviny. Pierwszy zbiór, Wakacje to szesnaście bardzo krótkich opowiadań, tylko na pozór będących osobnymi. Drugi, Możliwe, że odchodzimy składa się z dwudziestu dłuższych i bardziej złożonych historii. W obu zbiorach autor stara się zrozumieć problemy przeciętnych i w pewnym sensie pod-przeciętnych ludzi, rozczarowanych życiem i sobą, szukających ukojenia w alkoholu, samotnych, rozwiedzionych, nie mogących znaleźć pracy, zagubionych. Bohaterowie Balabána są mieszkańcami robotniczej Ostrawy, pełnej smogu, blokowisk i ludzi, którzy stracili wiarę w sens życia i jego wartości. Autor pokazuje rzeczywistość, która boli, nie pozbawiając przy tym czytelnika ani swoich bohaterów nadziei. Poruszająca treść i prosty a zarazem piękny styl Balabána sprawiają, że książka jest prawdziwym klejnotem literatury czeskiej.

balaban.jpg

*CZESKA KSIĄŻKA DZIESIĘCIOLECIA*

Niesamowicie napisana książka! Na pewno ogromna to zasługa polskiej tłumaczki, gdyż wszystkie opisy są miażdżąco realistyczne i obrzydliwie dosadne! Uwielbiam tego typu współczesny język. Beznadzieja bohaterów potęgowana przez smutne opisy rzeczywistości. Zadziwiające jest to, w jaki sposób można opisać zwykłe losy szarych ludzi.

Czesi tutaj nie są tymi „roześmianymi bestiami”, które dobrze znamy z filmów czy anegdot. Czesi Balabana są zgorzkniali, przygnieceni swą przeciętnością. Smutni, szarzy a nawet biedni. W samotności, między blokami marzą o dzikim jak kiedyś seksie, o dobrej pracy, o chwili zainteresowania. Wszystkie radosne wydarzenia są wspomnieniami ich przeszłości. Tu nic nie dzieje się przypadkiem, a opowiedzenie dwudziestu kilku osobnych pozornie historii tylko potęguje moje gorzkie odczucia podczas czytania tej książki.

Mimo że Czechów sobie wyidealizowałem, okazało się, że są to tacy sami ludzie jak my – smutni i narzekający jak Polacy :D

Powyższe słowa niech Was nie odstraszą! Opisy te powinny Was zachęcić. Jeśli ktoś lubi tego typu styl pisania na pewno będzie zadowolony z tej pozycji.

Balaban Jan – Wakacje/ Możliwe, że odchodzimy.
*Wydawnictwo AFERA*, Wrocław 2011.


Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑