49. MFF KV: Opera z mydła – Donżuani (Donšajni) Jiří Menzel [Recenzja]

Z każdą minutą „Donżuanów” Jiřego Menzla coraz bardziej zadziwia nas to, że ten sam twórca przed laty stworzył filmy takie jak”, „Skowronki na uwięzi” czy „Postrzyżyny”. Pierwszy film na podstawie oryginalnego scenariusz czeskiego twórcy zmusza nas do tego, by powiedzieć: Panie Menzlu, w tej kwestii zaufaj innym.

Do małego czeskiego miasteczka ze Stanów Zjednoczonych wraca Jakub (Martin Huba), który stawiał swoje pierwsze kroki jako aktor w lokalnym teatrze miejskim. Ma być gwiazdą operowej adaptacji „Don Giovanniego”. Przyjeżdża na zaproszenie reżysera Vítka (Jan Hartl), który opery nie znosi. Kocha za to operowe śpiewaczki. Przyglądamy się również historii ekscentrycznej Makréty (Libuše Šafránková), która do małego operowego występu przygotowuje dziecięcy chór. Film Menzla niemal pozbawiony jest fabuły. To, co nie jest operową próbą, składa się na słaby serialowy odcinek. Co się tyczy gatunku, ze znakiem zapytania możemy mówić o komedii operowej połączonej z lekką satyrą.

Donsajni4

W filmie tym po latach od popularnej komedii Menzla „Wsi moja sielska, anielska” spotkała się para aktorów – Libuše Šafránková i Martin Huba. Aktorzy ci jako jedyni mają coś do grania. Pozostałe postaci, Ivana Chýlková w roli córki głównej bohaterki i zmarła niedawno Jiřina Jirásková, filmowa matka Markéty przemykają jedynie po ekranie. Aktorzy zdawałoby się drugoplanowi i śpiewacy mogli zadowolić się jedynie rólkami statystów. Jan Hartl, od którego historia zaczyna się, wcielił się w rolę narratora historii – znaczną część fabuły stanowi bowiem opowiadana przez niego, wprost do kamery, nużąca historia.

„Donżuanów” można przyrównać jedynie do filmopoodbnych późnych „dzieł” Jerzego Gruzy (reżysera takich hitów jak „Gulczas, a jak myślisz” czy „Yyyyreek!!! Kosmiczna nominacja”). Szkoda tylko, że „serial” Menzla zatrzymuje nas w kinie aż na 100 minut.

„Dunżuani” to fantazja erotyczna podstarzałego reżysera, czego ucieleśnieniem jest scena, w której roznegliżowane śpiewaczki padają na łóżko z ariami operowymi na ustach. Jak dalekie to od subtelności sceny nabijania stempli na pupce uroczej niewiasty w „Pociągach pod specjalnym nadzorem”. Co gorsza współczesny erotyzmMezla ma charakter buduarowo-pościelowy. Jedynym pocieszeniem pozostały humorystyczne, powracające sceny, w których Vítek podaje swoim kąpiącym się kochankom koszyczek z zapakowanymi, nowiuśkimi szczoteczkami. To na osłodę zmordowanego tą przygodą widza.

Dosajni3

Szkoda też, że Menzel tworząc historię o donżuaństwie nie może się zdecydować czy pochwala taki styl bycia i życia, czy też odrzuca go. Pokazując życiową sytuację głównej bohaterki, niemal przenoszącą się na życie jej córki i wnuczki stawia jedynie wątpliwą tezę, iż miłość do donżuanów przechodzi wraz z genami. Równie niejednoznaczne stanowisko ma czeski reżyser do samej opery. Z jednej strony w tle wybrzmiewają arie z największych dzieł. Z drugiej, tworząc bliską pastiszowi operową komedię, w której to adaptacja „Don Giovanniego” ma odbyć się w tekturowych dekoracjach bez wyrazu, ma być odegrana przez gwiazdy zatrudnione przez Vítka raczej na podstawie swych łóżkowych niż operowych dokonań, jawnie kpi z niej. Jako wisienkę na torcie Menzel stawia krzywdzącą i anachroniczną tezę: Operowa gra to tylko nieznaczny dodatek do muzyki.

Pociesza jedynie fakt, że film w Czechach – jedynym kraju dystrybucji – zarówno przez widzów jak i krytyków został jednoznacznie uznany za pomyłkę (średnia 3/10 na ČSDB). Co więcej z początkiem roku gromki śmiech wzbudziła informacja o tym, iż to właśnie „Donżuani” reprezentują Czechy w starciu o Oskara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Kandydatura zdaje się zaproponowana ze względu na nazwisko twórcy – opera z mydła pozostanie jednak jedynie niespieralną plamą na jego filmografii.

Beata Poprawa

Donżuani (Donšajni)

  • reżyser: Jiří Menzel
  • premiera: 19 września 2013 (świat)
  • produkcja: Czechy

49.MFF KV: Zachować honor sportowca – „Fair play” [Recenzja]

Sport to wielkie zwycięstwa, niechybne porażki, ale i wyniszczający zdrowie doping. Przyjmowanie zakazanych, sterydowych substancji było regularną praktyką wśród sportowców socjalistycznych republik. Temat ten podejmuje, walczący w Konkursie Głównym 49. Festiwalu w Karlowych Warach, „Fiar play” Andrei Sedláčkovej.

W przypadku Czechosłowacji o używaniu dopingu wśród najlepszych sportowców mówi się już od początku lat 80. Nie żeby wcześniej żaden sporowiec nie brał zakazanych substancji, tak się działo. Wówczas jednak nie było nad tym jakiejkolwiek kontroli – mówi konsultant historyczny „Fair play” Vít Polaček. Przyjmowanie sterydów było już kilka lat wcześniej na porządku dziennym w NRD i ZSRR, stąd jedynym sposobem dorównania zawodnikom z bratnich republik było podjęcie identycznych praktyk. Młodym, osiągającym sukcesy, sportowcom oferowano specjalistyczną opiekę. Aby ją uzyskać musieli podpisać umowę, zobowiązującą do zachowania tajemnicy. W przypadku większości zawodników odmowa jednoznaczna była z wyrzuceniem z narodowej reprezentacji. Przed wyborem tym stanęła główna bohaterka „Fair play” młoda biegaczka Anna (Judit Bárdos).

 

Fair play3

Czarny rynek anabolików był w krajach socjalistycznych ogromny. Współpraca między lekarzami – funkcjonariuszami państwowymi a trenerami odbywała się na wszystkich poziomach. Jak to się działo, że badania antydopingowe nie wykazywały obecności zakazanych substancji we krwi? Reprezentanci brali leki wiele tygodni przed zawodami, w czasie przygotowań do nich, odstawiając je kilkanaście dni przed olimpiadą. Dzięki temu, działanie środków było dostrzegalne – znacznie polepszało kondycję sportowców, a co za tym idzie umożliwiało im osiąganiu doskonałych wyników, nie było jednak wykrywalne we krwi. Jedynymi czechosłowackimi sportowcami przyłapanymi na dopingu była dyskobolistka Zdeňka Šilhavá i rzucający kulą Remigius Machura. Miało to miejsce na Mistrzostwach Europy w Lekkoatletyce w 1985 roku w Moskwie. Fakt ten wyszedł na jaw tylko, dlatego że ich próbki niespodziewanie zostały wysłane do laboratorium w Kolíně nad Rýnem, które ujawniło to, co przedtem taili lekarze współpracujący z socjalistyczną władzą. Ironiczną pointą tej sytuacji był fakt, iż krótko potem w podległym partii „Rudým právě” oboje zostali skarceni za naruszenie zasad sportowej etyki.

r play1

„Fair play” ma świetnie zbudowany konflikt o całkowicie racjonalnych i psychologicznie przemyślanych podstawach. Matka Anny (Anna Geislerová) w żadnym wypadku nie jest wyrodną matką, bowiem za jej jednoznacznie niemoralnymi decyzjami stoją zrozumiałe przesłanki. Z jednej strony, dzięki córce pragnie zrealizować swe dawne marzenia o sportowych medalach, z drugiej, nie widząc przyszłości w socjalistycznym reżimie Czechosłowacji, pragnie dla niej lepszego życia na Zachodzie, a olimpijskie medale są przepustką do świata za Żelazną Kurtyną. „Fair play” doskonale oddaje historyczne realia. Scena zakładania urządzeń podsłuchowych jest niemal identyczna do tej z „Życia na podsłuchu” Floriana Henckela von Donnersmarcka. W filmie dostrzegalny jest również niezwykły sentyment, zbudowany wybrzmiewającą w tle instrumentalną muzyką i odrobinę spłowiałymi barwami obrazu, tak jednoznacznie kojarzonymi z smutnymi latami socjalizmu.

Andrea Sedláčková płynnie wchodzi w świat sportowców, w realia współzawodnictwa i samotności jednostek zdeterminowanych zdobywaniem laurów. Anna nigdy nie trenuje sama. Zawsze towarzyszy jej koleżanka – Martina. Porównywane są ich czasy, osiągnięcia, wkład pracy, tętno i wyniki badań. Pokazując różnorodne ćwiczenia, do których zmuszane są dziewczyny, od wykańczającego biegania w śniegu, przez obciążające treningi biegowe z maskami przeciwgazowymi w wodzie, doskonale oddaje ponadludzki wysiłek. Reżyserka w niezwykle bezpośredni sposób ukazuje przemiany zachodzące w organizmie bohaterki pod wpływem przyjmowania hormonów. Ukazując stopniowe przemiany na ciele dziewczyny, przełamuje filmowe tabu.

fair play 2

 

Choć wydawało się, że tematy na filmy, osadzone na tle komunistycznego systemu, wyczerpały się zarówno w polskiej jak i czeskiej („Związani”, „Czeski błąd”) kinematografii. „Fair play” odkrywa nowy wątek ciemnej historii dawnego reżimu, którego nieprzyjemny swąd do dziś wisi nad współczesną Słowacją, Czechami i Niemcami i Polską.

Kres dopingowi w Czechosłowacji przyniósł dopiero czerwiec 1989 roku i oficjalny zakaz przyjmowania anabolików. Dla większości czechosłowackich czołowych sportowców to wciąż temat – tabu. Grom z nich jest dziś ofiarami dawnych praktyk i emerytowanymi inwalidami. W bogatszych Niemczech wiele z dawnych zawodniczek, biorąc hormony i decydując się na liczne operacje, podejmuje próby przywrócenia dawnej kobiecości.

Beata Poprawa

  • Fair Play
  • reżyser: Andrea Sedláčková
  • premiera: 6 marca 2014 (świat)
  • produkcja: Czechy, Słowacja, Niemcy

 

Czeskie Święto Kina rozpoczęte! – 49. Festiwal Filmowy Karlowy Vary [RELACJA]

Festiwalowe miasteczko w Karlowych Warach już dziś wypełniło się widzami głodnymi znakomitego kina w fantastycznej czeskiej atmosferze. Od 4. do 12. lipca KW są miastem filmu. Na 49. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym organizatorzy oczekują, podobnie jak w roku ubiegłym ok. 128 tysięcy widzów na 461. projekcjach.

Między siedmioma światowymi premierami i pięcioma premierami międzynarodowymi w konkursie głównym pojawią się dwa czeskie filmy – „Díra u Hanušovic” Miroslava Krobota i „Fair Play” Andrei Sedlačkovej.

Karlovy-Vary-titulka

Dla zagranicznych widzów jedną z najciekawszych części festiwalu będą niewątpliwie projekcje najnowszych czeskich produkcji, wśród których znalazły się filmy takie jak: „Cesta ven” Petra Václava, pokazywane również w ramach 29. Warszawskiego Festiwalu Filmowego „Jako nikdy” Zdeňka Tyca, „Hany” Michala Samira, , „Krásno” Ondřeja Sokola, „Niepravděpodobne romance” Ivana Vojnara oraz „Klauni” Viktora Tauša, które mogli zobaczyć widzowie Kina na Granicy oraz dwa krótsze filmy „Maria Stock” w reżyserii samej Jana Březiny oraz „Milosntné písně” BohdanaKaráska. Większość miłośników czeskiego kina oczekuje jednak najnowszego filmu Jiřiego Menzla, obrazu „Donšajni”. Już dziś, podczas pierwszego z pokazów tej sekcji, największa z festiwalowych sal zapełniła się.

Czeskie filmy są również częścią sekcji Na Wschód od Zachodu. Tu zaprezentowana zostanie „Rozkoš” Jitkí Rodolfovej. Wśród filmów dokumentalnych znalazły się filmy „K oblakům vzhlížíme” Martina Duška oraz „Opži žebřík o nebe” Jany Ševčíkovej. Cztery obrazy zostaną ponadto pokazane poza konkursem.

nagroda

W każdym roku MFF w Karlowych Warach dla zwycięzców przygotowane jest 30 Kryształowych Globusów, dziesięć złotych, srebrnych i brązowych. Największy z nich ma ponad 5 kilogramów, najmniejszy 1,8. Czekamy na czeskich zwycięzców!

Beata Poprawa

Czeskie Środy w Kinie Wisła – Lemoniadowy Joe

Film Lipskiego jest jedną z najsłynniejszych komedii z poprzedniego ustroju – zabawną parodią popularnych, zachodnich gatunków (western, musical) powstałą za żelazną kurtyną w czasach kiełkującej Nowej Fali.
lemonade joe-02
 
Do Tiger-Saloonu (…), gdzie w tempie niebywałym i trybie nieustającym tłuką się i piją kowboje, wkracza szlachetne dziewczę Winnifred w towarzystwie sędziwego ojca o twarzy łagodnej i naznaczonej cierpieniem. Są oni niby pierwsi chrześcijanie wśród rzymskich żołdaków: niezrozumiali w swej czystości, śmieszni w swej niezłomnej wierze; bo cóż głoszą? Że trzeba porzucić whisky i pić tylko bezalkoholową lemoniadę. Kowboje – jak na kowbojów przystało – przyjmują tę parę proroków z szyderstwem i pogardą, i kto wie jakie ofiary musiałaby ona złożyć na bezalkoholowym ołtarzu, gdyby w saloonie nie zjawiła się nowa postać. Jest to młodzieniec o urodzie efeba i sile Herkulesa, ideał strzelca i wzór dżentelmena, Lemoniadowy Joe. Bo Joe, na którego widok bledną najwięksi awanturnicy, którego kocha, rzecz prosta, Winnifred, pije jedynie lemoniadę. Ta lemoniada, którą zwie Kolaloka, jak mityczne źródło Hippokrenem, darzące natchnieniem poetów, jemu daję siłę ducha, męstwo i szlachetność. Pijcie Kolalokę – woła piękny Joe, i nikt nie śmie mu się sprzeciwić. (…) Znakomite zakończenie filmu „Lemoniadowy Joe” – reżyseria Oldřich Lipský, scenariusz Jiři Brdečka, wespół z Lipskim – przydaje ich parodii westernu akcent nie oczekiwany i zaskakujący. Od pierwszego kadru byliśmy bowiem przygotowani na serię przerysować i gagów (…), których jedynym i wystarczającym, zdawałoby się, celem miało być wydobycie maksimum komizmu z wątków Dzikiego Zachodu. (…) Jednakże okazało się, że czeskim filmowcom nie było tego dość; że chcieli zabawy, ale z morałem; że ich parodię miał zamknąć końcowy akcent satyryczny, który w gruncie rzeczy godzi już nie w sam gatunek (w oczywisty sposób im sympatyczny), ale w zasadę nadrzędną cywilizacji wspartej na interesie. (…) Zręczność „Lemoniadowego Joe” polega na tym, że ów morał (…), nie tylko nie został wyjawiony przed sceną końcową, ale doskonale mieści się w ramach przyjętej dla całego filmu stylistyki. (Joanna Guze, „Film” 1965, nr 34)
 
Prelekcję przed filmem wygłosi Jacek Dziduszko, dziennikarz filmowy i animator kultury.
 
Bilety na seans: 12 zł
 
Partner cyklu: Czeskie Centrum w Warszawie
__
CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Lemoniadowy Joe”
środa, 9 lipca, godz. 20:00
Nove Kino Wisła, Plac Wilsona 2

Jesteśmy takie zepsute! – Stokrotki [RECENZJA]

Dla bohaterek filmu „Stokrotki” Věry Chytilovej wszystko jest niezobowiązującą, męczącą i nużącą psotą. Reżyserka odkrywa nowy nurt w Czechosłowackiej Nowej Fali a stworzona przez nią farsa na temat pasożytnictwa zdaje się bardziej aktualna dziś niż w roku 1966, gdy powstała.

Chytilová ukazuje stan zaklęcia dwóch dziewcząt (Ivana Karbanová, Jitka Cerhová). Analizuje ich puste, jałowe i egoistyczne, skupiające się na biologicznych potrzebach, egzystowanie. Charakterologicznie, obrazowane niczym marionetki, niemal lustrzanie podobne bohaterki, stale wykonują te same trywialne czynności. Krążą między łóżkiem, łazienką, restauracjami i pływalnią, beztrosko powtarzając: Jesteśmy takie zepsute! I ani myślą opuszczać swój mały, perfekcyjny świat. W ich rzeczywistości niemal nie istnieją inni ludzie, ci którzy pojawiają się w kadrach są tylko nieistotnymi pionkami. Mężczyźni stanowią jedynie mało istotne źródła pożywienia i tylko, gdy ignorują dziewczęta, wywołują krótkotrwałe zainteresowanie.

stokrotki1

Film ma charakter eksperymentalny. O jego nietypowym klimacie świadczy wieńcząca dedykacja: Tym, którzy żołądkują się tylko nad rozdeptaną sałatką. Z pozornie niespójnych ujęć wyłania się poszatkowana fabuła z elementami moralitetu, w której istnieje wyłącznie subiektywna prawda, prawda o życiu dwóch sprytnych dziewcząt, które czerpią korzyści ze swojego seksapilu i uroku. Obraz ten ukazuje powierzchowność przyjętego trybu życia, niebezpieczeństwo pragnienia posiadania, zmuszającego do wiecznych póz a tym samym niemożność bycia sobą.

Bohaterki Chytilovej wykraczają przeciwko każdemu z siedmiu grzechów głównych. Nie sposób nie dostrzec ich pychy, chciwości, wzajemnej zazdrości, nieczystości, momentów gniewu a nade wszystko zaznaczonego w licznych scenach łakomstwa i lenistwa. Marie (I i II – takie imiona noszą dziewczęta) są odbiciem Anny I i Anny II „Siedmiu grzechów głównych” Kurta Weilla i Bertolda Brechta.

Stokrotki2

Młoda Věra Chytilová niewątpliwie należała do pokolenia czeskich twórców lat 60., którzy nie byli naśladowcami starej Nowej Fali, lecz próbowali iść pod prąd. Na jednym biegunie znajdowały się wówczas filmy symboliczne i alegoryczne o ambicjach filozoficznych Věry Chytilovej czy Jana Němca, na drugim zaś realistyczne obrazy Jiřego Menzla czy Miloša Formana. Mimo przepaści dzielącej te obrazy, łączy je nowofalowa inspiracja wychodząca od pozornej obserwacji człowieka, drobnej subiektywnej ekspresji, która zmierza w stronę głębszej analizy rzeczywistości i człowieczeństwa. Ten filmowy nurt zwraca się zatem w kierunku odwrotnym niż czechosłowackie kino sprzed pięciu lat, z charakterystyczną ironią, apatią i sceptycyzmem w odbiorze realiów.

Zadziwiająca jest niebywała aktualność, stworzonych w 1966 roku „Stokrotek”. Film mówiący o amoralnym nihilizmie swego okresu, jeszcze lepiej odnajduje się we współczesnych czasach konsumpcjonizmu i wykraczania poza wszelkie dozwolone granice. Dziś upadek ducha ludzkiego reprezentowany przez bohaterki „Stokrotek” jest w rzeczywistości dużo bardziej zwyrodniały. Ach zróbmy coś wielkiego i pozostańmy zepsute!

Beata Poprawa

Film był pokazywany w ramach Czeskich Śród w Kinie Wisła. Czechofil.com jest patronem medialnym tego wydarzenia.

Stokrotki (Sedmikraski)

  • reżyser: Věra Chytilová
  • premiera: 30 grudnia 1966 (świat)
  • produkcja: Czechosłowacja

Kelner, płacić (Vrchní, prchni! 1980) czyli rzecz o sąsiedzie, który cię sprzeda [RECENZJA]

Uciążliwy sąsiad potrafi dopiec każdemu. Myślisz sobie: takiego lepiej omijać szerokim łukiem… Nic z tego, dopadnie Cię i tak, niszcząc Ci życie. Taką oto smutną historię przeżył Dalibor Vrána, główny bohater filmu z 1980 pod tytułem Kelner, płacić! I choć według założeń miała to być wyśmienita czechosłowacka komedia, morał z niej płynie głęboki. 

k1

Wiodący ubogie życie dwukrotny rozwodnik i kobieciarz Dalibor (w tej roli amant czeskiego kina Josef Abraham) nie ma z czego płacić alimentów. Jeździ starym rozklekotanym rzęchem, ale żeby ruszyć musi najpierw prosić sąsiada o pchnięcie. Podczas spotkania z absolwentami jego szkoły dostrzega, jak bardzo jego życie jest nędzne. Udając przed innymi kogoś kim nie jest, zamierza zmienić w końcu swoje życie. Lecz nie bardzo ma pomysł w jaki sposób miałoby się to dokonać.

W momencie, gdy został mylnie wzięty za kelnera, a do jego kieszeni została wepchnięta zapłata, postanowił przybrać tę rolę by w końcu wydostać się z finansowego dołka. W przyjmowaniu należności od kilkuset praskich klientów stał się specjalistą. Robił to bardzo finezyjnie, a co najważniejsze pomysłowo. Stał się wrogiem publicznym numer 1 w praskim światku restauracyjnym. Gdy cały małżeński tapczan wypełnił się koronami, jego plan w mgnieniu oka zaczął się sypać…

Środowy filmowy wieczór w Kinie Wisła na Placu Wilsona przyniósł ogromną frekwencję. Każdy obecny na sali oczekiwał wyśmienitej rozrywki. Taka też została zaserwowana. Mówiąc terminologią kulinarną podczas tego wieczoru wszelkie przywary czeskiego społeczeństwa tamtego okresu, wszystkie jego bolączki, zostały wręcz podane na tacy. Rozkoszowaliśmy się świetnymi dialogami, zaskakującymi gagami oraz wartką akcją filmu Kelner, płacić! Salwom śmiechu nie było końca. To nic, że widziałem ten film po raz czwarty. Na wielkim ekranie robi spektakularne wrażenie.

I choć akcja filmu rozgrywa się ponad dwadzieścia lat temu, ma się wrażenie, że tylko ludzie się nie zmienili. Ludzkie historie, ludzkie problemy wciąż są takie same. A co najważniejsze – dziś tak samo jak kiedyś okazuje się, że nie wszystkim warto ufać. Wszak dobrobyt Dalibora trwał krótko tylko ze względu na „dobre serce” sąsiada z jednej kamienicy.

Kelner, płacić! to w Czechach film kultowy. Fani filmu spotykają się w restauracji Rotisserie na rogu Národní třídy i Mikulandské ulici. Miejsce to pojawiło się w filmie i istnieje do dziś. Po premierze filmu w Novém Městě nad Metují Jiří Menzel powiedział Zdeňkovi Svěrákovi: „Vidíš, takhle hezky bych to já nikdy nenatočil.” (Widzisz, ja bym tego tak świetnie nie nakręcił). W Karlowych Warach, gdzie odgrywa się finałowa scena, co roku organizowany jest pościg za kelnerem: kilkadziesiąt osób przebiera się w strój kelnera i biega wokół deptaku za tytułowym Daliborem Vráną.

k23

 

Czeskie Środy w Kinie Wisła: Kelner, płacić!

Zapraszamy na CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła
Najbliższe spotkanie: środa, 11 czerwca, godz. 20:00
Pokażemy film
KELNER, PŁACIĆ! (1980)
w reżyserii Ladislava Smoljaka
vrchni-prchni-foto-velke-na-web
Kolejne spotkanie w cyklu CZESKIE ŚRODY poświęcimy jednej z najzabawniejszych komedii powstałych u naszych południowych sąsiadów.
„Kelner, płacić!” (1980) powstał na podstawie scenariusza Zdenka Svěráka (pamiętny bohater „Koli”, wyreżyserowanego przez jego syna, Jana), a film wyreżyserował Ladislav Smoljak („Jára Cimrman śpi”).
Bohater, Dalibor (Josef Abrham) ma kłopoty finansowe. Dwukrotnie rozwiedziony miłośnik kobiet płaci ogromne alimenty, co fatalnie wpływa na stan jego portfela. Dalibor widzi to z całą jasnością, gdy spotyka się z dawnymi szkolnymi kolegami. Przypadkowe zdarzenie podsuwa mu pomysł na zebranie tak potrzebnych pieniędzy…
Znakomite gagi, świetne dialogi, absurd sączący się z ekranu niczym dobre piwo z kija i podprogowe żarty z czeskiej rzeczywistości poprzedniej epoki. Film, na którym będziecie się śmiać od pierwszej do ostatniej minuty!
Film zaprezentujemy z lektorem.
Partner cyklu: Czeskie Centrum w Warszawie
Patroni medialni: Stopklatka.pl, Czechofil.com, Novinka.pl
 
__
Czeskie środy w Kinie Wisła
„Kelner, płacić!” (1980, reż. Ladislav Smoljak)
środa, 11 czerwca, godz. 20:00
Kino Wisła, pl. Wilsona
bilety: tylko 12 złotych!
GLU33abd8_vrchni_prchni4

CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: Stokrotki (1966)

Zapraszamy na CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła
Najbliższe spotkanie: środa, 14 maja, godz. 20:00
pokażemy film
STOKROTKI (1966)
zmarłej niedawno Věry Chytilovej
7268293.3
 
Kolejne spotkanie w cyklu CZESKIE ŚRODY poświęcimy zmarłej w tym rokuVěrze Chytilovej, jednej z najwybitniejszych postaci czeskiego kina. W „Stokrotkach” Chytilová bawi się, obserwując dwie współczesne dziewczyny, które nie tylko nie chcą dorosnąć, ale jeszcze pragną być zdemoralizowane, co przychodzi im bez trudu. Atrakcyjne, pełne seksapilu dziewczyny naciągają starszych panów, z młodszymi prowadzą dwuznaczną grę. Im bardziej się demoralizują, tym mniejszą uwagę otoczenia zwracają. Ale chyba o nie im chodziło… Żywiołowy „dokument komediowo – filozoficzny”, jeden z symboli czechosłowackiej Nowej Fali.

Bezczelne, anarchiczne,  nihilistyczne, od strony formalnej  (znów Kučera jako operator, wtedy zresztą mąż Chytilovej) pełne takiej inwencji i fantazji, jakich się dziś nie spotyka: kolaż, surrealizm, mieszanie gatunków, a zarazem jedno z najbardziej przenikliwych studiów ludzkiej głupoty i destrukcyjnej siły, jaką ona niesie ze sobą. (Agnieszka Holland)

10168214_714179478623185_8667244430568601709_n
 
__
Czeskie środy w Kinie Wisła
„Stokrotki” (1966, reż. Věra Chytilova)
środa, 14 maja, godz. 20:00
Kino Wisła, pl. Wilsona, Warszawa
bilety: tylko 12 złotych!

Zdrada niszczy, zdrada leczy? – Muži v naději (2012) RECENZJA

Czterdzieści procent Czechów przyznaje się do zdrady małżonka, pięćdziesiąt procent naszych południowych sąsiadów powyżej pięćdziesiątego roku życia jest niewierna wobec swojego partnera, zdrad najczęściej dopuszczają się Prażanie*. O zdradach Czechów i Czeszek opowiada komedia omyłek Jiřího Vejděleka, Muži v naději z 2011 roku.

Film ten bez wątpienia miał odpowiadać na problemy współczesnych Czechów (zdrady, trudności z posiadaniem dzieci, prowadzeniem własnego biznesu, czy kwestią patchworkowych rodzin). Nie opiera się na czeskiej małości, nie konotuje z historią, nie trąci patosem. Jego zadaniem jest bawić. Nie ujmuje on jednak inteligencji widza, bowiem nie stroni od refleksji. I choć schemat fabularny jest odrobinę podobny do poprzedniego filmu reżysera – Žen v pokušeni daleka jestem od powszechnego twierdzenia, że jest to „męska odpowiedź” na poprzedni z obrazów. To samodzielne dzieło.

muzi z nadeji1

Rudolf (Bolek Polívka) wierzy, że zdrada jest absolutną podstawą szczęśliwego małżeństwa, jak mówi: Kobieta musi czuć, że o chłopa trzeba walczyć, że trzeba się ciągle starać, aby go przy sobie utrzymać, a co najważniejsze: Kobieta nie może się nudzić. Na swoim koncie ma dokładnie 139 „wykroczeń w walce o swoje szczęśliwe małżeństwo”. Żona (Simona Stašová) świadoma zdrad snuje swą prywatną filozofię, wedle której: Jak chłop ma coś na sumieniu, to dopiero jest troskliwy. O zdradach wie, ponieważ mąż fotografuje każdą ze swych kochanek, a na wzór ów zdjęć projektuje kolejki górskie do parków rozrywki – na pomysł ten mogli wpaść tylko czescy twórcy!

Ukazana historia okazuje się prawdziwą feerią nieporozumień, szaleństw i dezorientacji, z której sprytni Czesi nieco nieprawdopodobnie wychodzą cało. Bohaterowie ulegają złudzeniom, gubią się w spojrzeniach, ostatecznie poddają w wątpliwość niezależność własnego postrzegania. Vejdělek doskonale posługuje się gagiem i choć wiele z jego chwytów jest widzowi doskonale znana (jak pozostawione przez kochankę stringi w marynarce, skryte zbieranie nasienia partnera do probówki), to wpisują się w pozornie zwyczajną sytuację, tworząc sceny zabawnymi. Vejdělek świadomie sięga po klisze, którymi odruchowo tłumaczylibyśmy zachowania bohaterów, a mimo to nie opuszcza go poczucie humoru i zręcznie stopniuje napięcie.

muzi z nadeji2

Vejdělek w prosty sposób ukazał przebieg niewierności, od momentu odczuwania niezwykłych emocji towarzyszących spotkaniom z kochanką – wiary w to, iż to oni są panami sytuacji, przez moment, w którym relacja ta wymyka się spod kontroli aż do chwili żalu z dokonanych czynów i często niemożność ich naprawienia. Bez wątpienia można by uznać ten film za cyniczny hołd niewierności, jednak Muži v naději na kilkanaście minut odchodzą w zupełnie inny gatunek filmowy – stają się dramatem. I choć to pewnego rodzaju zaburzenie konwencji, to doskonale działa. Sekwencja kilku scen doskonale naddaje fabule wartość i skłania do refleksji. Dzięki nim Vejdělek zachęca do zadania sobie prostych pytań, które na co dzień umykają – pytań o istotę partnerstwa, bycia szczęśliwym we dwoje czy prawa do oceniania relacji innych.

Vejdělek wykorzystał dobry, prosty scenariusz, lubiany przez Czechów gatunek filmowy, znane twarze, nośny temat konotujący z seksualnością i dobrą kampanie marketingową. Wykorzystane przez niego sposoby to nośne filary. My jako widzowie mamy przynajmniej dwie możliwości spojrzenia na ten film: Możemy wziąć go za rozrywkę, w której na próżno szukać czegoś głębszego, traktując film jako dwugodzinny relaks lub spojrzeć głębiej na dobre kino gatunkowe ze świetną obsadą, zrobione na dobrych zagranicznych wzorcach. Wówczas moralna ocena zdarzeń odchodzi na bok. Ostatecznie, jak niemal jednym głosem mówią bohaterowie: I tak nie ważne, za którą babą chłop lata, ważne do której wraca a same zdrady nie bawią, gdy nie ma tej jednej jedynej osoby, do której można zawsze wrócić.

muzi z nadeji3

Autor: Beata Poprawa

  • Tytuł: Muži v naději
  • Reżyseria: Jiří Vejdělek
  • Scenariusz: Jiří Vejdělek
  • Premiera: 25 sierpnia 2011 (świat)
  • Produkcja: Czechy

*o zdradach Czechów pisaliśmy TU

16. Przegląd Filmowy Kino na Granicy

Hasłowy program tegorocznej edycji.

kng

Na początek retrospektywy. Przygotowujemy trzy, choć bohaterów będzie aż pięciu:

Dušan Hanák – niemal kompletna retrospektywa twórczości fabularnej i dokumentalnej słowackiego mistrza, który był chyba rekordzistą jeśli chodzi o czas przetrzymywania jego filmów na cenzorskich półkach, a paradoksalnie już od blisko 20 lat nie kręci filmów;
Janusz Majewski & Kurt Weber – wspólne dokonania tego niezwykłego reżysersko-operatorskiego tandemu, które przypadły na lata 60. XX wieku, a znajdziemy wśród nich i krótkometrażowe filmy science fiction, i najprawdziwszego… „Awatara”;
Franz Kafka & Jaroslav Hašek – wybór z najciekawszych środkowoeuropejskich ekranizacji prozy tych dwóch jakże różnych rówieśników, bo mało kto pamięta, że urodzili się w tym samym roku, a zmarli w odstępie półtora roku, i choć większość życia spędzili w Pradze, mało prawdopodobne, by kiedykolwiek się spotkali…
Świetna informacja jest następująca: panowie Hanák, Majewski i Weber (który urodził się w Cieszynie!) przyjadą nad Olzę, by spotkać się z Wami!

A co słychać w cyklach tematycznych?

W związku z przypadającą w tym roku okrągłą rocznicą wydarzenia, które na zawsze zmieniło kształt świata, ze szczególnym uwzględnieniem Europy Środkowej, przyjrzymy się, jak środkowoeuropejscy twórcy przedstawiali epizody I wojny światowej. Temu tematowi poświęcimy blok „Wielka Wojna 1914-1918”, trochę z przymrużeniem oka wywiedzionym z nostalgii za C. k. czasami, ale głównie zupełnie na poważnie, jak tego wymaga absurd i groza każdej wojny. Czy wiecie, że w 1805 roku Cieszyn był przez chwilę stolicą austriackiej monarchii?

W ramach cyklu „Granice i mury świata” anonsowaliśmy wprawdzie wyprawę do byłej Jugosławii, ale zmieniliśmy zdanie – chcemy pokazać Wam, co się dzieje we współczesnym kinie ukraińskim, bardzo rzadko obecnym na naszych ekranach. To nie będzie opowieść o podziałach, o tych niestety słyszymy i czytamy codziennie, ale próba udowodnienia, że ukraińskie kino nie tylko istnieje, ale i zdobywa festiwalowe nagrody, m. in. dwukrotnie w ostatnich 10 latach canneńską Złotą Palmę dla filmu krótkometrażowego.

Zainspirowani świetną książką dr Moniki Talarczyk-Gubały „Biały mazur. Kino kobiet w polskiej kinematografii”, szykujemy taki właśnie cykl – przypomnimy lub wręcz odkryjemy wraz z Wami dokonania niezwykłych artystek, mniej znanych jak Ewa Kruk („Palace Hotel”) czy Hanka Włodarczyk („Bluszcz”), i bardziej jak Agnieszka Holland czy Barbara Sass – choć w ich przypadku skupimy się na mniej popularnych tytułach.
O mnóstwie nowych filmów i akcencie węgierskim chyba nie musimy wspominać?

Jak wiadomo, nie samym filmem Kino na Granicy żyje. Oto nasz program muzyczny:
wtorek 29.04: Kieslowski (CZ)
środa 30.04:
Bokka (PL)
czwartek 1.05:
Zrní (CZ)
piątek 2.05:
Dr Misio (PL)
sobota 3.05:
Puding pani Elvisovej (SK)

Będą wystawy: fotografii Dušana Hanáka i przygotowana przez Muzeum Kinematografii w Łodzi „Polska, Europa, świat. Twarze Agnieszki Holland”, a także wydarzenia w ramach Biennale w Wenecji Cieszyńskiej, spotkania, promocje książek, biesiady.

 

16. Przegląd Filmowy Kino na Granicy – 29.04 – 04.05.2014 Cieszyn/Czeski Cieszyn

KnG---niedziela---0063_0

Piękne sarny umierają młodo – Śmierć pięknych saren – Recenzja

Umieć się cieszyć. Ze wszystkiego. Nie oczekiwać, że w przyszłości zdarzy się coś, co będzie prawdziwe. Możliwe bowiem, że prawdziwe przychodzi właśnie teraz, a w przyszłości nic piękniejszego już nie nadejdzie myśl ta widnieje w Muzeum Oty Pavla w Busztegardzie i stanowi esencje niezwykłego zbioru opowiadań czeskiego prozaika i publicysty. W Śmierci pięknych saren Pavel tworzy historię niebanalną i pełną humoru, choć niestroniącą od trudnej tematyki czasów zagłady.

Śmierć pięknych saren to historia opowiadana z perspektywy dziecka. Leon Popper – ojciec autora jest głównym bohaterem tej historii, dla czytelnika to „Tatuś”. Ota Pavel o swoim ojcu wypowiada się z czułą ironią, a dowodzi temu już nonsensowna dedykacja lektury: Mojej mamusi, która miała za męża mojego tatusia – Pavel na wstępie zaznacza kontrast między rodzicami, których tradycyjnie role są u Pavlów mocno zachwiane.

śmierć pięknych saren 3

Leon Popper, podobnie jak błędny rycerz Don Kichot, miał głowę pełną marzeń i planów. W trosce o los swojej rodziny podejmował kolejne próby interesu życia. Jako komiwojażer Elektroluxów czy lepów na muchy nigdy się nie poddawał. Po nieudanym interesie, z dziecięcym zapałem zabierał się za kolejny. Był człowiekiem rozmiłowanym w marzeniu i ufnym jak dziecko. Wizerunek nieudolnego ekonomicznie Żyda wyjątkowo odbiega od stereotypowego obrazu, do którego przyzwyczaiła nas kultura. Leon Popper był raczej nieudolny niż skuteczny a największą przeszkodą w osiągnięciu ekonomicznego sukcesu bohatera była jego dualistyczna natura. Sprzeczne cechy charakteru budziły w nim odwieczne dysonanse i przywodziły pytania: Czy istnieje sposób pogodzić, by pogodzić kupiecki spryt z naiwną wiarą w człowieka, pragmatyzm z intuicją, umiłowanie luksusu z miłością do przyrody, chęć wiecznej rywalizacji z marzeniem o spokoju. W prozie Pavla dostrzegamy, że nie każdy został stworzony, aby zbawiać świat.

Autor odmalował krainę szczęśliwości i umiejętnie przeniósł czytelnika w rejony młodości dziecięcego narratora: Mój tatuś już wtedy zrozumiał, że kiedyś mogę zobaczyć bulwary Paryża i drapacze chmur Nowego Jorku, ale już nigdy nie będę mógł całymi tygodniami mieszkać w chacie, gdzie pachnie w piecu chleb, a w kierzance ubija się masło, bo obok tych chałup będą kiedyś parkować skody, a w środku migotać telewizory i podadzą tu człowiekowi kiepską czarną kawę i niedopieczony chleb. Krystalicznie czysta woda w stawie, sarenki pasące się nad jej brzegiem, światło odbijające się od łusek ogromnych ryb, czas spokoju spędzony nad wodą, ujmująca cisza, zapach pachnącego chleba czy macierzanki budowały świat małego bohatera, a wspomnienia z dzieciństwa – zmityzowane, osnute mgłą miały łagodzić zło świata i stanowić barierę nie przebicia. Realność była jednak inna, gdzieś na świecie słychać było huki bomb i krzyki przerażonych ludzi. Holokaust to jedynie tło prozaicznych wydarzeń z życia Popperów. Przesunięcie wielkiej historii na dalszy plan jest charakterystyczną cechą filmu i literatury czeskiej, w których dopiero głębsze zastanowienie nad przedstawionymi realiami uświadamia realną nieznośność sytuacji.

śmierć pięknych saren 5

W 1987 roku Karel Kachyňa stworzył film na podstawie Śmierci pięknych saren. Lata normalizacji nie były jednak tymi złotym okresem w dziejach czeskiego kina i adaptacja okadzała się przeciętna, pozbawiona lekkości, uroku i plastyczności opisu zdarzeń, która urzekają u Pavla. Jedna z podstawowych różnic zawiera się w sposobie narracji. Reżyser nie próbuje konstruować świata przy pomocy środków odtwarzających perspektywę dziecka. W jednej z pierwszych scen ojciec w towarzystwie swoich synów podnosi do oczu lornetkę, przez nią obserwuje sarny pasące się na łące. Widok z lornetki sugeruje, iż rzeczywistość ukazana jest oczami mężczyzny. W literackiej wersji epizod ten znajduje się w połowie tekstu. W filmowej wersji scena ta powraca w ostatnich minutach. To celowy zabieg, mający znaczenie metaforyczne, bowiem to samo ujęcie ukazane po raz drugi zyskuje całkiem nowy sens. Dostrzegalne są również różnice w podejściu do faktów historycznych. W książce są one jedynie tłem, zaś w filmie stają się bardziej wyraziste. Jednoznacznie przedstawiony jest moment śmierci nazistowskiego zbrodniarza Richarda Heydricha i następujące po niej zdarzenia – pacyfikacja Lidic i Ležaków. Paradoksalnie adaptacja filmowa pomija powojenne czasy, ukazane w wersji literackiej. Kino czechosłowackie okresu normalizacji sprawia niekiedy wrażenie artystycznego przytłumionego, utemperowanego, co niestety dotyka również filmową Śmierć pięknych saren. 

śmierć pięknych saren 2

Szczególny charakter utworu Pavla bierze się również stąd, iż był on owocem leczenia, cierpiącego na chorobę psychiczną autora, który w ramach terapii miał spisać wspomnienia z dzieciństwa. I tak oto zrodził się Ota Pavel – pisarz. Zanim nim się stał, był komentatorem sportowym. Pisanie było jednak wytchnieniem na krótko. Pavel odszedł w wieku 42 lat.

Śmierć pięknych saren tchnie absolutnie nienaiwnym optymizmem, wszak Leon Popper twierdził, że nawet w przegranej jest wygrana i ta wygrana jest większa od przegranej. Ota Pavel doskonale wiedział, że najważniejsze i najlepsze chwile to te spędzone nad rzeką, z ojcem, matką i braćmi. Najszczęśliwszy był, gdy ojciec zabierał go na ryby i opowiadał jak polował na lwy w Afryce, chociaż tak naprawdę widział je tylko w zoo. Pavel pozostawił po sobie niewiele, jednak wartość napisanych przez niego dzieł porównywana jest do twórczości Bohumila Hrabala czy Ladislava Fuksa.

Autor: Beata Poprawa

Na podstawie: Śmierć pięknych saren w przekładzie Andrzeja Czcibora-Piotrowskiego i Józefa Waczkowa, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2011

  • Tytuł: Śmierć pięknych saren (Smrt krásných srnců)
  • Reżyseria: Karel Kachyňa
  • Scenariusz: Karel Kachyňa
  • Premiera: 1 września 1987 (świat)
  • Produkcja: Czechosłowacja

CZESKIE ŚRODY W KINIE WISŁA

Zapraszamy na nowy cykl w kinie Wisła. W każdą drugą środę miesiąca będziemy prezentować jeden film naszych południowych sąsiadów. Na inauguracyjnym spotkaniu zapraszamy na projekcję:

7150292.3

Obsługiwałem angielskiego króla
reż. Jiří Menzel

9 kwietnia, godz. 20:00,
kino Wisła, plac Wilsona 2
bilety: 12 zł

O filmie: Bohaterem „Obsługiwałem angielskiego króla” jest kelner, który dorabia się własnej restauracji, lecz traci ją, kiedy władza w Czechach trafia w ręce ludu. Barwne opisy dojrzewania w lokalach gastronomicznych, tragicznej miłości w czasie wojny i groteskowych, powojennych represji wobec ”burżujów” tworzą opowieść piękną i mądrą, opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. Nagrodzony 4 Czeskimi Lwami i Nagrodą FIPRESCI na festiwalu w Wenecji film Jiříego Menzla był jednym z największych sukcesów czeskiego kina w ubiegłej dekadzie.

U Menzla pięknie przebija Hrabalowska idea – niby przyziemna, a na swój sposób wzniosła, nawet mistyczna: nieszczęście bywa czasem szczęściem, trzeba kochać wszystko to, co niemiłe – pisał o filmie Tadeusz Sobolewski („Gazeta Wyborcza”).

Seansowi będzie towarzyszyć promocja książki „Hrabal i inni. Adaptacje czeskiej literatury”. Gośćmi spotkania będą Ewa Cieszewska -redaktorka tomu oraz Petr Janyška – dyrektor Czeskiego Centrum w Warszawie. Przed spotkaniem będzie można nabyć egzemplarze w atrakcyjnych cenach.

Spotkanie poprowadzi Jacek Dziduszko – dziennikarz filmowy i animator kultury.

Patronat nad wydarzeniem objęło Czeskie Centrum w Warszawie

Zakąski dla widzów przygotuje Czeska Piviarnia
(Ul. Ks J. Popiełuszki 19/21 piętro I pawilon nr 2).

Patronat medialny: Novinka.pl, Czechofil.com
___
Inauguracja Czeskich Śród w kinie Wisła
„Obsługiwałem angielskiego króla”(2006)
CZAS: 9 kwietnia, godz. 20:00,
MIEJSCE: kino Wisła, plac Wilsona 2
BILETY: 12 zł

Zmarła wybitna czeska reżyserka Vĕra Chytilová

W Pradze zmarła Czeska reżyserka, scenarzystka i pedagog,  Vĕra Chytilová. Miała 85 lat. Nakręciła dwadzieścia filmów fabularnych i kilkadziesiąt dokumentów. Jest uważana za największą z reżyserek w historii czeskiej kinematografii.

DDDF

Chytilová w ogromnej mierze przyczyniła się do sukcesów Czechosłowackiej Nowej Fali.  Rozgłos zdobyła już swym filmem  dyplomowym pt. Stokrotki. Obraz opowiada o niekonwencjonalnym życiu dwóch przyjaciółek, Marii i Marii. Film był przedmiotem wielu filmoznawczych analiz i do dziś zyskał rozliczne interpretacje. Jednym z najbardziej cenionych obrazów reżyserki są też eksperymentalne Owoce rajskich drzew spożywamy. Reżyserka była prekursorką tego nurtu, bowiem film ten pojawił się jeszcze przed szerzej znanymi filmami Luisa Bunuela.

Wśród jej najbardziej znanych dokumentów są Praga – niespokojne serce Europy, Wzloty i upadki oraz W poszukiwaniu Ester o artystce Ester Krumbachowej. Dokumentalną pracę Věry Chytilovej docenia reżyser Fero Fenič: Myślę, że młodzi filmowy, którzy często marnują swój talent, wchodząc w różne komercyjne projekty, mogą się od tej pani uczyć, zwłaszcza jej niezłomności i bezkompromisowości .
Filmy Chytilovej skupiały uwagę dzięki temu, iż reżyserka w bardzo przenikliwy sposób ukazywała skomplikowane ludzkie relacje, w swoich filmach nierzadko poruszała też w problemy moralne i społeczne. Reżyserka w środowisku filmowym była też znana z nieposkromionego temperamentu.

Miroslav Donutil, czeski aktor, który poznał reżyserkę podczas kręcenia filmu Dědictví aneb Kurvahošigutntag, ceni jej znakomitą pracę z aktorem.  Wiedziała, jakim sposobem, konkretnie do którego aktora mówić. Wiedziała, jakim sposobem skłonić aktorów, by swe zadanie wykonali jak najlepiej i najbliżej jej wyobrażeniu. Pracowała w niezwykle przemyślany sposób. Bardzo lubiłem współpracę z nią. Nigdy nie zapomnę tego doświadczenia – mówił.

Reżyserka za swe dzieła zyskała wiele nagród, między innymi Francuski Order Sztuki i Literatury, Czeskiego Lwa za Całokształt Twórczości oraz Państwowy Medal Zasłużonych.


Red. Beata Poprawa
Fot.ČTK
Więcej tutaj: rozhlas.cz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑