III Zlot Czechofilów

Dziękuję wszystkim obecnym na III Zlocie Czechofilów za przybycie. Wiem, że poniedziałek to mało odpowiedni termin na tego typu spotkania, ale jednak frekwencja dopisała.

Niestety nasz „gwóźdź programu” Petr Vavrouska się rozchorował i nie mógł przybyć. Jednak nawet to nie przeszkodziło Czechofilom w tym by się dobrze bawić.

Cieszy mnie niezwykle, gdy pojawiają się na tych spotkaniach nowe osoby. Tym razem objawiły się dwie nowe, niezwykle sympatyczne twarze – Natalia i Robert. Dzięki za przybycie i Wasze opowieści!

Zupełnie przypadkiem do spotkania dołączył Mariusz Szczygieł. Zdziwiony był, że dziś odbywa się czechofilski Zlot. Swoją obecnością sprawił ogromną radość gościom z Czech, którzy znają jego działalność. Rozmowy pod gołym niebem przy blasku latarni (leżeliśmy na leżakach przed Wrzeniem Świata) rozgrzały każdego, zwłaszcza mnie.

Skończył się Zlot, zniknęły leżaki…wrzenie.jpg

Mariusz Szczygieł v CT

Sam Wam miałem to już dawno pokazać, ale skoro sam bohater o tym opowiada, nie będę przeszkadzać… ;)

Chciałem pokazać Wam jeden z najgorszych momentów swojego życia, a jednocześnie najważniejszych i najpiękniejszych.

Czy coś może być piękne i najgorsze zarazem? Tak.

Otóż mam kłopoty z mówieniem po czesku w sytuacjach oficjalnych, do radia, do telewizji czy przed publicznością.  Stres jest tak silny, że czuję się zawsze jak na chwilę przed wylewem. Rozmawiam z moimi bohaterami, czy tez ludźmi, którzy opowiadają mi swoje życie do reportażu. Potrafię cały wieczór opowiadać Czechom dowcipy po czesku, natomiast stres przy występowaniu, kiedy mam być oceniony, jest nie do wytrzymania. Zapominam słów, nie mówię dostatecznie miękko, akcent – nie istnieje.

Zaprosiły mnie już chyba wszystkie czeskie programy telewizyjne i talk-shows, jakie zapraszają gości. I zawsze odmawiam, przesuwam nagranie, w końcu wymiguję się jakoś z propozycji. Najczęściej tłumaczę w mailu to, co powyżej. To samo ze spotkaniami autorskimi w Czechach – unikam ich jak mogę. (Szczerze mówiąc, właśnie teraz przy pisaniu tego zdania zaczął mnie boleć brzuch). Jak tylko słyszę od kogoś ze swoich znajomych (Krystyny Krauze z Instytutu Polskiego w Pradze czy mojej wydawczyni Jarki Jiskrovej), że jakaś telewizja poprosiła, żebym u nich wystąpił, natychmiast dzieje się coś z całym moim organizmem. Zalewa mnie fala czegoś, czego nie umiem określić. Przestaję w tym momencie być sobą, jestem gorącem, jestem spięciem, jednym wielkim bezdechem. To na pewno jakaś sytuacja psychiatryczna, bo nie umiem tego inaczej określić.

Ponieważ jak to się mówi po czesku absolvoval jsem psychoterapie i wiem, że trzeba się zacząć oswajać z tym, co nam sprawia przykrość, postanowiłem raz zaeksperymentować. Pomyślałem, że muszę się z tym zmierzyć, bo życie nie polega na tym, żeby się bać, i zobaczymy, co wyjdzie. Dałem się więc zaprosić do talk-show, który wydał mi się najbardziej lajtowy i uznałem, że tam sobie najłatwiej poradzę. Do Všechnopárty.

Czekając na swoją kolej, siedzi się (ja stałem) w kulisach sceny Divadla Semafor, bo program nagrywany jest w teatrze na scenie, publiczność siedzi na widowni. Przede mną występował psycholog, pan Hubalek, a ja na 40 minut przed występem zażyłem validol. Nie działał. Kiedy pan Hubalek był w połowie swojego wywiadu, zażyłem drugi validol; w normalnej sytuacji chyba człowiek już powinien drzemać. Ja zaś czułem, że rozprysnę się zaraz na kawałki. (Wcześniej w hotelu wziąłem jeszcze tabletki na obniżenie ciśnienia – i nic).

Najgorsze, że nie znałem żadnych pytań, tylko temat. Prowadzący, pan Karel Šip, powiedział mi tylko za kulisami, że on pyta jak 10-letnie dziecko. Znam tę metodę, sam tak pracowałem, prowadząc talk-show w Polsce. Skoro znałem temat (czeski charakter narodowy, jacy są Czesi), przygotowałem sobie oczywiście gotowe opowiastki, które by pasowały do tematu. Proszę pamiętać, jeśli występujecie w telewizji i jesteście niepewni, zawsze trzeba mieć pod ręką ciekawą anegdotę, jakieś ważne dla Was zdania, dowcip. Wtedy nie musicie odpowiadać prowadzącemu na pytanie (gdy odpowiedzi nie znacie lub nie umiecie jej wyrazić), tylko odpowiadacie:

„Być może, ale ja chciałem powiedzieć o czymś istotniejszym…”;

“Tak, ale na mnie wrażenie zrobiła inna rzecz…”

– i walicie swoją anegdotkę. Owszem nie odpowiedzieliście na pytanie, ale już zaistnieliście z czymś fajnym, ciekawym, intrygującym na ekranie. Nawet gdy w innym momencie, wypadniecie słabiej, zapisaliście się w świadomości widzów jako ktoś, kto potrafi być błyskotliwy/inteligentny/ciekawy itp.

Wracając do mojego Všechnopárty. Jestem bardzo zadowolony, że przeszedłem tę próbę. Czasem nie dopuszczałem nawet prowadzącego do głosu, opanowałem publiczność jak trzeba. Źle niekiedy odmieniałem wyrazy, ale i tak był to mój psychiczny sukces. Oczywiście nie mam pragnienia występowania w kolejnych talk-shows. Wystarczył ten jeden egzamin. I jestem z niego bardzo zadowolony.

Rozmowa trwała 40 minut, z tego zmontowano najlepsze momenty, widać, że czegoś czasem brakuje, ale takie jest prawo telewizji.

Oto więc 15 minut i 20 sekund mojego życia:

www.ceskatelevize.cz/(…)105779-mariusz-szczygiel…

Polecam wszystkim: wejść w to, co Was przeraża, co Was brzydzi. Niewierni, bądźcie przez miesiąc wierni. Niemówiący po angielsku i przerażeni tym, że nie mówicie – polećcie na weekend do Londynu sami! Homofobi – dajcie się poderwać facetowi (nie musicie iść z nim do łóżka, można poflirtować). Geje – ulegnijcie kobiecie, która chce się z Wami całować. Naprawdę warto przekroczyć siebie. (Oczywiście raz. Niech Czesi teraz nie dzwonią do mnie z zaproszeniem do telewizji :)).

vsech.jpg

Polonofil

Warszawa przyciąga coraz więcej obcokrajowców. Im więcej Czechów, tym lepiej dla mnie. Jeszcze gdy jest to jakiś mój znajomy to już w ogóle nie mogę pozbierać się ze szczęścia.

Tym razem poniedziałek był dniem oczekiwanym. Po południu miałem się spotkać z kolegą Lukášem. Przyjechał do Warszawy na letnią szkołę języka polskiego. Niestety to nie pierwsza jego wizyta w stolicy, więc nawet nie miałem gdzie go zabrać, gdyż wszystko już widział. Zdążył nawet pojechać do Lublina. Poszliśmy więc na spacer wzdłuż Krakowskiego. Nie, nie pozwoliłem mu mówić po polsku choć strasznie mnie interesuje jak on wypowiada polskie słowa. Chciałem mówić tylko po czesku. Opowiadał jak bardzo podoba mu się w Warszawie, jak bardzo lubi Polaków i język polski. Dla mnie oczywiście to co mówił było nie do pojęcia.

Zauważył, że Polacy (tak samo jak Czesi) mają wielkie brzuchy. Zacytowałem Szczygła: Tak – Czesi od piwa, Polacy od jedzenia. Dyskusja na temat różnic rozpoczęta. Polacy są wierni – Czesi mniej. O katolicyzmie nie wspominaliśmy – oczywista oczywistośc, jak mawia klasyk. W Polsce jest bardzo tanio, na pewno dużo taniej niż w Pradze. Lukášovi podoba się, że w Warszawie jest mniej turystów, że jest spokój, brak tłoku. „Mniej turystów, mniej pieniędzy” – moja trafna uwaga. Zasadniczą różnicą jest brak Kofoli na sklepowych półkach!!! :(

Dlatego Lukáš wyczuł sytuację i dowiózł mi litrówkę mego ulubionego napoju. „Nie pij tak szybko, niestety to nie jest butelka bez dna!”. „No tak, ale zawsze mogę powąchać chociaż butelkę, gdy napoju już zabraknie”. Skoro Hoop Cola jest już w rękach Czechów niech zaczną sprzedawać Kofolę i w Polsce, i to szybko!

Siedząc przy fontannach (tzw. warszawski Hyde Park) ustaliliśmy przyszłe spotkanie. Będziemy gotować. Muszę wymyślić tylko co typowo polskiego mu przygotować. Schabowego zna, może żurek? Barszcz, pierogi? Kartacze? Hmmm…

Fajnie jest mieć tu na miejscu Czecha i to na cały miesiąc. Zapatrzonego w Polskę Czecha. Polonofila. Wie o budowlach warszawskich więcej niż ja. Marzy mu się wyjazd do Żelazowej Woli, do Chopina. Pilnie trenuje polski, chciałby zamieszkać w Warszawie, jeśli nie tu to może w Rosji. Patrząc na niego widzę siebie tylko, że w roli czechofila. Kochającego wszystko co jego, co czeskie. Tak jak on mnie zadziwia, tak pewnie i ja zadziwiam (?) innych…

Niesamowite, że poznając kolejnych ludzi na swej dordze każdy pyta skąd się wzięła taka „egzotyczna” pasja. Czuję się jak Szczygieł, który ma już dośc tego typu pytań. Zacząłem odsyłać zainteresowanych do pierwszych dwóch notek mego Bloga. Więcej mówić nie trzeba – trzeba czytać.

hydepark.jpg

Praha

Bilety na PolskiBus.com zamówione były na dwa miesiące wcześniej. Podróż do Pragi, mimo iż długa odbyła się w komfortowych warunkach. Dostęp do wi-fi i klimatyzacja/ogrzewanie sprawiło, że te 12 godzin upłynęło szybciej niż przypuszczałem. I do tego ta cena! Autokar rozpędził się dopiero na autostradzie za Hradec Kralovymi.

283200_1680723077937_1833374178_1087170_5977192_n.jpg

Praga powitała mnie chłodnym powietrzem oraz dość dużym ruchem na Florencu. Szybko odnalazłem przyjaciela, który już na mnie czekał. Śniadanie i…. do łóżka spać :) Po krótkiej drzemce udałem się w miasto zobaczyć jak ma się Praga. A Praga ma się jak zwykle bardzo dobrze. Ciągle piękna, ciągle gwarna i tłoczna. Wciąż urzekająca. Nie robiłem już zdjęć, bo ileż można fotografować te same cuda architektoniczne? Jednak dech mi wciąż odbierały.

185464_1680718157814_1833374178_1087157_1984754_n.jpg
228985_1680715157739_1833374178_1087151_5472631_n.jpg
205960_1680720397870_1833374178_1087164_6227209_n.jpg

Turyści, turyści… Bez turystów Praga nie byłaby taka sama. Według najnowszego raportu Czech Tourism czeska stolica jest trzecią najchętniej odwiedzaną stolicą w Europie. Awansowała z szóstego miejsca. To się widzi, to się czuje. Rosjanie, Chińczycy i… Polacy. Pełno Polaków. Usłyszałem nawet z ust Czecha, że „Polacy są jak wirus, przenoszą się z miejsca na miejsce, a jak osiądą ciężko się ich pozbyć”. Ciekawe czy ciężej niż kiłę.

197725_1680716677777_1833374178_1087154_4228940_n.jpg
223600_1680720917883_1833374178_1087165_6604224_n.jpg
225690_1680722597925_1833374178_1087168_6980347_n.jpg

Godziny upływały a tłum zaczął męczyć. Trzeba było udać się poza centrum do restauracji. Uparłem się na kuchnię czeską. Vepro-knedlo-zelo do tego piwo to standard, na który mam zawsze ochotę. Było mi mało, więc zamówiłem jeszcze Bramboraka.

284405_1680719357844_1833374178_1087160_426683_n.jpg
282470_1680723877957_1833374178_1087172_6113929_n.jpg

Czekałem już tylko na imprezowy wieczór. Vaclavak wrzał, kiełbaski się piekły, ludzie się bawili. Najpierw wizyta w pubie. Znajomi już czekali. Poznałem ich rok temu, a ciągle mnie pamiętali. Było też dwóch nowych chłopaków – jeden z nich to fan Mariusza Szczygła. Zaczął mnie wypytywać o jego książki, po czym oznajmił, że się znają osobiście. Ludzie siedzący przy stole ciągle nie mogli zrozumieć tej mojej miłości do Czech, do Czechów (wszystkich bez wyjątku). Nie mieściło im się w głowie, że znam stare czechosłowackie filmy z lat 50-tych i ich reżyserów.

284610_1680723357944_1833374178_1087171_981100_n.jpg

Po jakimś czasie dołączył do nas kolejny znajomy – mój kumpel za czasów jak mieszkaliśmy jeszcze w Ostrawie. Zaproponował  mi, żebym się przeniósł do Pragi jak on, skoro nie mogę żyć bez Republiki. Mam się nie martwić, on mi jakoś pomoże. Znalazłem ogłoszenie na witrynie sklepowej, poszukują kogoś ze znajomością polskiego. Zgłosiłem się i odpowiedzieli. Teraz czekam na decyzję kierownictwa. Chcę być Prażakiem! :)

250255_1680715677752_1833374178_1087152_4490221_n.jpg

Udaliśmy się na imprezę. W klubie znowu Polacy oraz Czesi mówiący po polsku. Wcale nie robili mi tym przyjemności, że znają mój ojczysty język. Atmosfera niezykle luźna, wręcz rozwiązła. W powietrzu zapach marihuany a przy barze niesmaczne piwo, jakieś holenderskie chyba. Czeskiego piwa nie sprzedają. Powrót taksówką był emocjonujący – z powodu remontu objechałem całe Hradczany i pół centrum. Widok znad Wełtawy był nieziemski. Wtedy też powiedziałem taksówkarzowi takie oto słowa: „Czesi muszą być szczęśliwym narodem, skoro budząc się codziennie mogą widzieć przez okno taki piękny kraj!”. Kierowca się zaśmiał, chwilę pomyślał po czym przyznał mi rację. Ja poszedłem spać, Praga jeszcze się bawiła…

285180_1680713517698_1833374178_1087148_689152_n.jpg
284605_1680714597725_1833374178_1087150_1291635_n.jpg
281830_1680719597850_1833374178_1087161_1597800_n.jpg
281865_1680712477672_1833374178_1087146_8188910_n.jpg
267315_1680720037861_1833374178_1087162_7567880_n.jpg

Český Krumlov

Wiele słyszałem o tym miejscu. Każdy Czech mi powtarzał, że jest to drugie po Pradze najładniejsze miejsce w Czeskiej Republice. Mieli rację. W tym miasteczku jest tak, jakby zatrzymał się czas. Jest tam jak w bajce. Kręta rzeka, kręte wąskie uliczki. Brakowało tylko słońca – słabo trzymaliście kciuki.

206126_1680767439046_1833374178_1087244_6469852_n.jpg

Nie będę opisywać Českého Krumlova, bo zobaczycie go na zdjęciach. Warto wspomnieć, że po drodze jest wiele miejsc, które można odwiedzić: Czeskie Budziejowice, Písek, Tábor. Nigdzie tam nie zajechaliśmy, jednak w drodze powrotnej udało mi się zobaczyć olbrzymie kominy Temelína…

185397_1680735158239_1833374178_1087177_3189235_n.jpg
197775_1680744838481_1833374178_1087198_1335545_n.jpg
185436_1680756318768_1833374178_1087219_2097986_n.jpg
197775_1680744838481_1833374178_1087198_1335545_n.jpg
198795_1680737878307_1833374178_1087183_8298633_n.jpg
205844_1680769119088_1833374178_1087248_7811494_n.jpg
215038_1680765198990_1833374178_1087239_1851022_n.jpg
216933_1680747798555_1833374178_1087203_4751739_n.jpg
223019_1680751958659_1833374178_1087211_5303445_n.jpg
223140_1680763438946_1833374178_1087235_4898701_n.jpg
223857_1680768159064_1833374178_1087246_6640621_n.jpg
224508_1680738958334_1833374178_1087185_8068033_n.jpg
225721_1680754718728_1833374178_1087216_3099017_n.jpg
226125_1680766799030_1833374178_1087242_2897767_n.jpg
226127_1680763998960_1833374178_1087237_5181403_n.jpg
228810_1680741398395_1833374178_1087189_2023894_n.jpg
229678_1680740638376_1833374178_1087187_7068493_n.jpg
229755_1680742478422_1833374178_1087192_2117441_n.jpg
249381_1680737158289_1833374178_1087181_5835290_n.jpg
250094_1680738318318_1833374178_1087184_692200_n.jpg
250315_1680756598775_1833374178_1087220_4595519_n.jpg
251783_1680749398595_1833374178_1087206_5772297_n.jpg
253272_1680737398295_1833374178_1087182_6465234_n.jpg
262546_1680757438796_1833374178_1087222_2016137_n.jpg
262891_1680753518698_1833374178_1087214_2162096_n.jpg
262955_1680762878932_1833374178_1087232_3660710_n.jpg
262962_1680736118263_1833374178_1087179_7975577_n.jpg
268760_1680742838431_1833374178_1087193_6996251_n.jpg
270051_1680741878407_1833374178_1087190_6155419_n.jpg
270171_1680739438346_1833374178_1087186_6176845_n.jpg
283820_1680745758504_1833374178_1087200_4654996_n.jpg
282478_1680749918608_1833374178_1087207_1323871_n.jpg
284739_1680761638901_1833374178_1087230_323069_n.jpg
284956_1680748278567_1833374178_1087204_7547355_n.jpg
284977_1680756878782_1833374178_1087221_7033589_n.jpg
285357_1680735598250_1833374178_1087178_4767744_n.jpg

Milosz Forman

*Milosz Forman mówi, że nasycał swoje filmy „ciemnymi wydarzeniami z własnego życia”, przezwyciężając strach i melancholię sardonicznym, bezczelnym humorem. Ale złośliwość godzi z szorstkim współczuciem. W swoich filmach nie zdradza skrzywdzonych*

milos.jpg

Jan Hrzebejk, czołowy reżyser nowego czeskiego kina, wspominał kiedyś, że w Nowym Jorku przegadał kilka nocy z Miloszem Formanem. Zastanawiali się, co jest istotą czeskiej sztuki. Forman opowiedział mu o swoim spotkaniu z wielkim aktorem Janem Werzichem, który przed wojną pisał komedie dla Teatru Wyzwolonego. Forman pytał Werzicha: Jak pisać? Werzich mówił: Trzymaj się paradoksów.

Czy nie to właśnie wyróżnia pisarstwo Hrabala, Kundery, Skvoreckiego? – zastanawia się Hrzebejk. Paradoks prowadzi czytelnika przez całą opowieść, pozwalając mu się śmiać, wywołuje głębszą refleksję. Tak właśnie jest w filmach Formana, zarówno czeskich, jak amerykańskich. Widz ma wrażenie, że życie samo demaskuje się w jego filmach w akcie spontanicznej improwizacji.

Forman, laureat dwóch Oscarów, ceni konkret, nie znosi abstrakcji. Prawda jego filmów powstaje na poziomie elementarnych, międzyludzkich relacji. Za systemami społecznymi widzi ludzi. Autor „Pali się, moja panno” nie ma złudzeń ani co do ludzi, ani co do ideologii. Nie jest jednak cynikiem czy nihilistą.

Jego żarliwą obroną demokracji był „Skandalista Larry Flynt” (1997). Oskarżony o obrazę moralności wydawca „Hustlera” zamienia się w oskarżyciela, wyzywa człowieka o nieposzlakowanej moralności, przywódcę ruchu Moralnej Większości. I wygrywa. Dochodzi w tym filmie do głosu wyniesione z komunistycznych czasów przekonanie, że społeczny porządek, jeśli ma być podtrzymywany siłą, musi kryć w sobie fałsz, a ci, którzy uważają, że mają monopol na prawdę, muszą być kłamcami.

Widz nie od razu przechodzi na stronę antybohatera. Łatwiej było solidaryzować się z innymi formanowskimi szaleńcami – przez wzgląd na geniusz Mozarta czy przez skojarzenie szpitala psychiatrycznego z „Lotu nad kukułczym gniazdem” z państwem totalitarnym. W przypadku Flynta jest to trudniejsze. Jego zwycięstwo oznacza, że w demokracji mogą żyć obok siebie ci, co uważają, że najważniejsza jest wolność i realizowanie siebie, jak i ci, którzy sądzą, jak pastor, że jest jakaś jedyna słuszna droga, na którą trzeba ludzi kierować.

Więcej… wyborcza.pl/(…)Chaplin_z_Czech_srodkowych.html…

Czech w Warszawie

Ahoj!

Jestem Wam winny wpis o wizycie mego kumpla z Ostrawy w Warszawie. Nie mogłem się do tego zabrać przez tę pogodę… Jakoś tak mało czeskich wrażeń mam w ostatnim czasie, więc chyba to mnie w końcu zmotywowało do napisania notki.

Już wcześniej, jeszcze zanim Kája przyjechał, jedna z Czytelniczek pytała jak się podoba stolica memu czeskiemu kumplowi, gdyż jej znajomi trochę kręcili nosem na naszą „piękną” stolicę. Byłem ciekawy jakie wrażenia wyniesie z Warszawy rodowity Ostravak.

Zaczęło się oczywiście (jak to w Polsce) z przygodami. To nic, że pociąg bezpośredni – w Zebrzydowicach, tuż za granicą wyłączono klimatyzację. Dalej było jeszcze gorzej. Za Katowicami okazało się, że na Centralnym jest ta wielka awaria, że zgasło światło i nie puszczają pociągów. No to pięknie, myślę sobie, Czech znów będzie miał przykre doświadczenia z Polską. Na szczęście jego Euro City puścili na Wschodnią bez problemu. Dlaczego wybrał Wschodnią? Chyba dlatego, żeby poznać polskie dworce od tej najgorszej strony.

264604_1628924943016_1833374178_1031081_3125168_n.jpg

Udało się, dotarł! Pierwsze co, to zostawić bagaże i ruszać w miasto. Ale wcześniej dareczki! Dostałem kibolski szalik z napisem Česko oraz kolejną, tym razem samochodową flagę czeską. To takie okazjonalne gadżety z okazji Mistrzostw Świata w Hokeju na lodzie. Takiego prezentu się nie spodziewałem. Wziąłem szalik na miasto (wpierdolą mi lub nie, muszę go mieć). Jakież było moje zdziwienie, gdy tuż pod domem na mojej stacji metra spotkaliśmy Czecha z Haviřova, który tutaj pracuje i pięknie już mówi po polsku („Muszę tutaj napierdalać na emerytury staruchów i te jebanedziurawe drogi”) :)  Rozpoznał nas tylko i wyłącznie po szaliku. Pojechaliśmy razem do centrum a w metrze rozmowa toczyła się po czesku. Ludzie čuměli. Najdziwniejsze było to, że dziewczyna Czecha, rodowita Polka ni w ząb nie rozumiała swego chłopaka. Na jej twarzy rysowało się ogromne sfrustrowanie. Nie wiem jak wy, ale gdybym ja miał dziewczynę Czeszkę (notabene córkę browarnika), nauczyłbym się jej języka – to takie inspirujące i łączące! A tu polska lipa, jak zwykle zresztą. Rozstaliśmy się i poszliśmy w miasto.

I tutaj następuje nużący dla Polaków opis zabytków Warszawy, który jest obowiązkowym punktem każdej wycieczki: Nowy Świat, Stare Miasto itp… Postanowiłem, że punktem przewodnim wizyty mego Czecha będzie piękno i zieleń naszej stolicy. Wilanów, Łazienki i mnóstwo parków: Ogród Saski, Moczydło itp. Gdy zieleń się znudziła,  Kája zaczął się zachwycać wieżowcami. Każdy inny i każdy świetny. Pstryknął stówkę zdjęć.

268557_1629330073144_1833374178_1031089_5036559_n.jpg

Nastał wieczór. Godzina 23.00 zmęczeni, ale szkoda iść do domu. Usiedliśmy pod cudownym Pałacem Kultury i Nauki. Cudownym, bo i mi i Czechowi się podobał. Siedzimy, kecame, podchodzi żul. Myślę sobie: „zaczyna się”, gdy nagle żul przemawia po czesku. „Ahoj klucy. Mate cigaretu?” Szok. Okazało się, że pracował 20 lat temu w fabryce w Brnie, podrywał Czeszki, pił czeskie piwo. A dziś z tego pozostało mu kilka zwrotów i piosenek, które śwpiewał. Mojej radości nie było końca. Takie bratanie się z żulami pod Pałacem tylko w stolicy.

Największą radość Ostravakovi sprawiła chyba wizyta na stadionie Legii. Mając na względzie moje bezpieczeństwo, szalik z czeskimi barwami narodowymi tuż przy Agrykoli musiałem schować do plecaka.
Później zaczęła się tylko niekończąca się seria zachwytów nad „tanizną” w sklepach. Słyszałem tylko: „1zł=6kč, ale taniooooooooooo! Ja się tu przeprowadzam! Czy ty wiesz jak w Czechach jest drogo? Matko, a tu taxówki są po 1,60zł/km! W Ostrawie są po 30 kč – to jest ponad 5 zł!!!” I zaczął robić zdjęcia wszystkim taksówkom, które woziły ludzi za mniej niż 1,60zl/km (są tu takie już za 1,20zł/km). A później: „Coo? Wy macie internet w telefonie 1 GB za 16zł?? W CR to masz 1GB za 500 kč”.

Kulminacją sobotniego wieczoru była oczywiście impreza. Zaczęło się niewinnie. W Tesco robiliśmy zapasy, było spokojnie do momentu dojścia do działu monopolowego. Sama młodzież, każdy kupuje niezliczone ilości wódki, Johnnego i piwa. „Vy Polaci furt chlastate!” A ja na to: taka tu jest kultura i nic z tym nie zrobisz. Mój Czech nie jest typowy – on piwa nie pije i jest szczupły. Dwóch Czechów na imprezie (mnie też brano za Czecha) robiło furrorę – „Ej sorry, która godzina?” – „Půl druhé” – „Acha….”

261263_1629417195322_1833374178_1031096_8192211_n.jpg

Następnego dnia poszliśmy na gofry i zapiekanki. Nasze polskie specjały. Tego nie ma w Czechach. Gofry najlepiej z polskimi truskawkami, bo Czesi też mają ich mało, sprowadzane są głównie z Polski. Pomyślałem sobie, że Warszawa przecież jest cała sztuczna, wybudowana po wojnie. Żeby pokazać Czechowi prawdziwą Warszawę, wziąłemgo na PRAGĘ :DZąbkowska odnowiona, nawet czysta i spokojna, gorzej z Brzeską. Dziwne, że ludzie mieszkają w tak poniszczonych budynkach, że to stoi i nie rozpadnie się. Gość szybko chciał się stamtąd ulotnić :D Ruszyliśmy na Chmielną. Tam trafiliśmy na Flash Moba – Zombie Walk. Setki ludzi przebranych i pomalowanych jak wampiry zablokowało skrzyżowanie, położyło się na ulicy pod Sphinx’em i krzyczało „Gdzie jest krzyż?” A propos krzyża, przy zwiedzaniu Pałacu Prezydenckiego, akcja z krzyżem miała swoją powtórkę. Banda debili znów stała z transparentami i krzyżami a ja się tylko wstydziłem.

269460_1629429795637_1833374178_1031133_5480136_n.jpg

Tak więc skończył się piewrszy i drugi dzień. Zorbiłem taki program wizyty, że Karel zaczął kuleć. Mimo to, uznał wycieczkę za bardzo udaną. Podobały się mu bardzo szerokie ulice, miejsce i dla autobusów i osobno dla tramwajów. Proste szyny tramwajowe, wieżowce oczywiście, piękne parki, duża ich ilość, Stadion Narodowy, ulica Czeska na Saskiej Kępie, zapiekani i gofry. Podobała się przejażdżka nocnym Ikarusem – w CR też od dawna ich nie ma.

Nie podobały się chyba tylko jednakowe stacje metra (odc. Kabaty – Wilanowska i Wierzbno – Centrum) oraz żule żebrający o wszystko. Cieszę się, że przyjechał gość tak zacny, że poczuł to wschodnioeuropejskie powietrze, zobaczył tę brudną Wisłę, zobaczył jak niektórzy biednie żyją w tym kraju. Że pobawił się na polskiej imprezie, że będzie miał co wspominać i opowiadać innym Czechom, że mam nadzieje osławi imię Polaków w Republice. Że na zawsze zapamięta tę znaną na całym świecie polską gościnność.

Dzięki za wizytę, Kájo!

264150_1629428635608_1833374178_1031130_4677704_n.jpg

Emil Hácha

Emil Hácha (ur. 12 lipca 1872, zm. 27 czerwca 1945) – czeski polityk prawicowy, prawnik, prezydent Czecho-Słowacji, a następnie utworzonego przez Hitlera Protektoratu Czech i Moraw. Po wojnie, aresztowany za kolaborację, zmarł w więzieniu.

haha.jpg

Po układzie w Monachium i emigracji prezydenta Edvarda Beneša, Hácha został wybrany na jego następcę 30 listopada 1938 roku. Został wybrany ze względu na swój konserwatyzm i przywiązanie do katolicyzmu, jak również dlatego iż nie był zamieszany w układ, który doprowadził do rozbioru kraju. W czasie nocnego spotkania z Hitlerem i Göringiem z 14 na 15 marca 1939 roku, zagrożono mu zmasowanymi bombardowaniami Pragi. Zmuszono go w ten sposób do podpisania dokumentu akceptującego inkorporację Czech i Moraw do Niemiec, pomimo tego, iż nie skonsultował się w tej sprawie z parlamentem.

Po rozpoczęciu okupacji pozostałości po Czechosłowacji przez wojska niemieckie, 16 marca zachował stanowisko prezydenta, ale w październiku odmówił złożenia przysięgi wierności Hilterowi i przysłanemu z Niemiec Konstantinowi von Neurathowi, tzw. protektorowi Czech i Moraw. Protestował przeciwko polityce germanizacji stosowanej przez Niemców, jednak z marnymi efektami. Współpracował także tajnie z rządem na uchodźstwie Edvarda Beneša.

Sytuacja zmieniła się, gdy uznawany przez Hitlera za nie dość ostrego Neurath został zastąpiony przez Reinharda Heydricha. Hácha stracił jakikolwiek wpływ na sytuację w kraju i stał się „marionetką” sił okupacyjnych. Wielu z jego znajomych i współpracowników zostało aresztowanych (włączając w to premiera Aloisa Eliáša) i rozstrzelanych lub wysłanych do obozów koncentracyjnych. Z powodu kampanii terroru, jaką rozpoczął Heydrich, Hácha twierdził iż kolaboracja jest jedyną drogą zapewnienia pomocy swoim rodakom.

Zgodnie z twierdzeniami powojennych historyków, Hácha nie był już w tym czasie odpowiedzialny za swe poczynania ze względu na kiepski stan zdrowia i kondycję psychiczną. Niemniej jednak, od przynajmniej 1941 roku jego wpływ na politykę niemiecką był bliski zeru. Po zdobyciu przez Rosjan Pragi 13 maja 1945, Emil Hácha został aresztowany i osadzony w szpitalu więziennym, gdzie zmarł 27 czerwca. Został pochowany w nieoznaczonym grobie na praskich Vinohradach.

Przez wielu uważany jest za najbardziej tragiczną postać czechosłowackiej historii, przez innych za uosobienie zdrajcy. Historycy twierdzą, iż był człowiekiem próbującym uratować tak wiele wolności dla swego narodu, jak tylko się dało, przy pomocy kolaboracji z wrogiem.

Barwny opis Hachy przedstawia w swej książce „Pepiki” Mariusz Surosz.

Karel Gott

 

*”Nic nie dzieje się przypadkiem” – zwykł mówić Karel Gott. I legenda czeskiej piosenki, „czeski Sinatra”, „Złoty głos Pragi”, jak go często się nazywa, doskonale wie, co mówi. Co prawda wierzy w „aniołów stróżów”, ale niebywały sukces, który osiągnął zawdzięcza przede wszystkim sobie, ciężkiej, żmudnej pracy. Swoim głosem Karel Gott uwodzi ponad 50 lat*

kg.jpg

Karel Gott urodził się 14 lipca 1939 roku w Pilźnie. Chciał zostać malarzem i po ukończeniu podstawówki w Pradze starał się o przyjęcie do szkoły plastycznej. Bez rezultatów. Potem rozpoczął naukę w szkole elektrotechnicznej, którą ukończył. Przez pewien czas Karel pracował zawodowo jako elektrotechnik. Śpiewać kochał od dziecka i marzył o karierze śpiewaka. Jako nastolatek Gott występował w licznych konkursach i występował w praskich kawiarniach. Ten epizod nie trwał jednak długo. Obdarzonego mocnym, krystalicznie czystym głosem, a do tego zabójczo przystojnego młodzieńca dość szybko porwało najpierw czeskie radio. Z Jazzową Orkiestrą Czechosłowackiego Radia zaliczył pierwszy zagraniczny wyjazd, do Polski. Później wracał do nas wielokrotnie, zawsze przyjmowany gorąco na festiwalach. Karel zawsze bardzo dbał o warsztat. Pogłębiał umiejętności w praskim konserwatorium. Do 1966 roku studiował w nim śpiew operowy pod batutą prof. Konstantina Karenina (ucznia najsłynniejszego rosyjskiego śpiewaka wszech czasów – Fiodora Szalapina).

kg2.JPG

Po zmianach ustrojowych z 1989 roku Gott bynajmniej nie ściga się z młodymi wykonawcami. Stawia na ambitniejszy repertuar. Sprzedaje mniej płyt, lecz na jego koncerty wciąż walą tłumy. „Miałem szczęście do spotykania właściwych ludzi, którzy podpowiadali mi, w którą stronę iść, co robić. Wszystko, co robię, jest pracą zespołową i zawsze nią było. Na nic zdałby się mój talent, gdyby nie odpowiedni ludzie na mojej drodze” – mówił skromnie po latach. W 1990 roku Karel Gott ogłosił zakończenie kariery i trasę pożegnalną. Publiczność, jej niesamowite przyjęcie występów, zmusiło artystę do zmiany decyzji. Ale Karel występował już znacznie mniej, a płyty nagrywał i wydawał okazyjnie. Choć sprzedawały się one doskonale, Gott nie powrócił do pracy muzyka na pełny etat. Więcej czasu poświęcał malowaniu. Miał nawet kilka autorskich wystaw, w Czechach i za granicą. Dekadę lat 90. uwieńczył wspaniałym koncertem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Chinach oraz w Carnegie Hall w Nowym Jorku.
muzyka.onet.pl/(…)karel-gott-czeski-sinatra-obchodz…

Czesi za karą śmierci

Wyniki badania przeprowadzonego przez Centrum Badania Opinii Publicznej (CVVM), pokazały, że Czesi podchodzą liberalnie do kwestii aborcji i eutanazji. Większość naszych południowo-zachodnich sąsiadów popiera także wprowadzenie kary śmierci.
Badanie CVVM pokazało, że ponad dwie trzecie Czechów jest zwolennikiem aborcji na życzenie (która w Czechach jest dozwolona w ciągu pierwszych 12 tygodni ciąży). 17% badanych stwierdziło, że przerywanie ciąży powinno być dozwolone w przypadku wystąpienia powodów zdrowotnych i socjalnych, a dalsze 8% dopuściło taką możliwość jedynie w przypadku zagrożenia życia matki. 3 % ankietowanych opowiedziało się za całkowitym zakazem aborcji. Pokazany na podstawie badania stosunek Czechów do aborcji nie różni się w zasadzie od obrazu z początku lat 90.
Prawie tyle samo osób, co za prawem do aborcji, opowiedziało się za prawem do zakończenia życia drogą eutanazji – 64%. 27% badanych stwierdziło, że jest przeciwne eutanazji, a pozostali nie mieli w tej sprawie sprecyzowanej opinii.
Również prawie dwie trzecie Czechów popiera, wg badania, karę śmierci. Natomiast niecała jedna trzecia biorących udział w badaniu opowiedziała się przeciw. Jak podaje serwis dziennika „Lidové Nowiny”, liczba zwolenników kary śmierci spadła w porównaniu z początkiem lat 90., kiedy ponad trzy czwarte obywateli popierało jej wprowadzenie.
Badanie zostało przeprowadzone od 2 do 9 maja, wzięło w nim udział 1115 osób.
Źródło: lidovky.cz

Entropa

pl.jpg

Wchodzę na google.pl i cudowne objawienie – no tak, wszak dziś Polska przejmuje przewodnictwo w Radzie UE.

*Jak poradzili sobie Czesi?*

cz1.jpg

U naszych południowych sąsiadów panuje poczucie straconej szansy. I rzeczywiście, pomimo kilku sukcesów, takich jak mediacja w ukraińsko – rosyjskim kryzysie gazowym, w Europie panuje przekonanie, że nie było to najlepsze sześć miesięcy dla Unii Europejskiej a niektórzy mówią nawet, że czeska prezydencja była najgorszą w historii.

cz2.jpeg

Zwłaszcza przez upadek rządu w czasie prezydencji oraz aferę z Entropą…

cz3.jpg

Entropa – rzeźba czeskiego artysty Davida Černého z 2009.
Praca wystawiona po raz pierwszy w gmachu Rady UE z okazji przewodnictwa Czech w UE. Praca została zlecona i opłacona (Černý otrzymał 50000 euro za wynajęcie pracy UE) przez rząd czeski, którego wymogiem było stworzenie kompozycji, na którą składałyby się pracę autorów z 27 krajów Unii, każda na temat własnego państwa autora. Praca miała ukazywać, że w Unii Europejskiej panuje wolność słowa i nie ma zjawiska cenzury. Powstała instalacja przypominająca model do składania, którego części, w tym wypadku kolejne kraje, przed złożeniem należy wyłamać z zestawu. Praca wywołała kontrowersje między innymi z powodu przedstawienia Bułgarii jako tureckiej ubikacji kucanej, a Holandii jako kraju zalanego wodą, nad której powierzchnię wystają jedynie minarety meczetów. Polskę przedstawiono jako kartoflisko, na którym duchowni wznoszą flagę ruchu LGBT. Parę dni później Černý przyznał, że wszystkie prace powstały w jego pracowni wykonane bądź przez niego, bądź też przez jego współpracowników. Dodatkowo autorzy rzeźb nigdy nie istnieli, a ich życiorysy (oraz ich strony internetowe) zostały stworzone na potrzeby projektu. Wiadomość ta zaskoczyła nawet czeski rząd, poniekąd za instalację odpowiedzialny.

cz5.jpg

Polska – grupa kleru z gejowską flagą stojąca na kartoflisku w postawie przypominającej żołnierzy amerykańskich

Entropa-rectangular.jpg

Grandhotel

*Ludzie są jak chmury…*

gb.jpg

Nazywam się Fleischman. Urodziłem się 21 września 1973 roku. Generalnie lubię kalendarze, jeśli o to pytacie. Lubię liczby, wykresy, dlatego że liczby nie kłamią. Lubię wykresy i chmury. A i jeszcze lubię lemoniadę i wafelki. Ale to tak na marginesie.

A więc urodziłem się 21 września 1973 roku. Tego samego dnia, dokładnie o dziesiątej rano, otwarto hotel na wzgórzu, w którym  dzisiaj mieszkam. I w którym też pracuję. Hotel ten nazywa się Grandhotel i nie ma żadnych kątów. Jest to zwężająca się ku górze rakieta o wysokości dziewięćdziesięciu metrów. Chociaż nie ma w nim rogów i kantów, to i tak można w nim stracić głowę i rozum. Ale do tego jeszcze dojdę.

Oprócz mnie mieszka tu też Jegr. Taki stary wariat, który myśli tylko o bzykaniu. Kiedy moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym, wziął mnie do siebie. To znaczy wymienił na dwie siatki pomarańczy. Ale to tak na marginesie. Jegr myśli też o swoim hotelu, tutaj jest Panem, a mnie traktuje jak popychadło. Zrobił sobie ołtarzyk z rzeczy, które dawały mu kobiety z którymi sypiał. Bara bara! Węgierki, Polki, ale najlepsze są Niemki Wschodnie. Węgierki według Jegra pachną gulaszem, Polki wódką wyborową, a moja Pani Doktor pachnie polskimi perfumami. Ale to tak na marginesie.

Poza tym mam tu jeszcze Zuzannę. Bardzo zakompleksiona, ciągle robi sobie testy z gazet. Testy jej mówią, że jest za gruba, zbyt wrażliwa, że powinna zmienić sobie kolor włosów, faceta. Tylko, że ona szczęścia do facetów nie ma. Tak samo jak ja do kobiet. To znaczy może i bym miał, ale też żadnej kobiety jeszcze nie miałem. Jegr mówi, że jestem durnym Waligruchą, że wolę swoje chmury niż kobiety. Że wolę swoją Pogodynkę w telewizji oglądać i walić konia do jej zdjęcia, zamiast porządnie se zaruchać. Bara bara!

Jest tu jeszcze Ilja. Mieszka w willi i jak się później okazało, ma bardzo mały pokoik. A każda ściana jest wyklejona jej zdjęciami. Jej i tylko jej, ani Patki, ani Zazunny. Patka to jej chłopak, straszny palant. Sprzedaje Hepilajf każdemu kto się nawinie. Nawet jakiejś polskiej wycieczce. I wszyscy to kupili. Petka mówi, że Hepilajf jest dobry na wszystko: na życie, na smutek, na pogodę, na kobiety. Ale wcześniej Jegr mi mówił, że na kobiety zadziała, jak wrzucę któreś z nich do zupy trzy włosy łonowe. Tak też zrobiłem.

Wszyscy żyjemy sobie w tym hotelu, a pod nami jest Liberec. Miasto, w którym się urodziłem i chyba tutaj też skończę. Bo *każdy człowiek musi skończyć tam, gdzie się urodził* Tak więc żyję w Libercu, w mieście, którego nigdy nie opuściłem i które nigdy nie opuściło mnie. Chciałbym tak po prostu Uciec.cz, ale nie mogę…

3D-przeźroczysty-Grandhotel.jpg

Wzruszająca opowieść o trzydziestolatku bez imienia uwięzionym w swoim metorologicznym świecie. Ciężko doświadczony w dzieciństwie, zamknął się w swoim świecie, trochę też przed ludźmi. Cierpi na specyficzną przypadłość: niemożność osiągnięcia czegokolwiek. W zasadzie nic go nie wyróżnia. Nigdzie nie był, niczego nie dokonał. Podczas wizyt u psychologa usiłuje przeanalizować swoje życie, choć zdecydowanie lepiej rozumie pogodę, która według niego rządzi światem. Obserwując niebo z tego niezwykłego szczytu zrozumie, że jedyna droga do szczęścia wiedzie przez chmury… Przewrotna i mądra historia o ludziach takich jak my. Prostota głównego bohatera urzeka, a mnie nachodzi myśl, że każdy kraj, w tym również Czesi ma swojego Foresta Gumpa.
*Autor*

rudis04.jpg

A gdyby ktoś był po lekturze, a wciąż będzie mu mało, zachęcam do obejrzenia filmu Grandhotel, gdzie znajdzie takie zakończenie, jakiego w książce nie ma.

plakat-01.jpg

Wydawnictwo GoodBooks, 2011

gh.jpg

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑