Czesi zaczęli jeździć za pracą

Niezwykła zmiana postawy naszych południowych sąsiadów. Więcej niż połowa Czechów decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania spowodowaną znalezieniem pracy. O tyle to ważne, że Czesi słyną z tego, że niechętnie w ogóle dojeżdżają do pracy, nie mówiąc już o przeprowadzkach.

JB3b5734_02

Agencja OnlinePrace przeprowadziła badanie z którego wynika, że 51 proc. Czechów zdecyduje się na zmianę miejsca zamieszkania, o ile będą przekonani, że praca w nowym miejscu im się opłaci. Ale 22 proc. przeprowadzki nie bierze w ogóle pod uwagę. Jest to duża zmiana. Wcześniejsze badania ukazały, że Czesi niechętnie w ogóle dojeżdżają do pracy, gdy ta znajduje się ponad godzinę od miejsca zamieszkania.

Decyzja o przeprowadzce jest decyzją nie tylko pracownika, ale całej jego rodziny. My, Czesi słyniemy z tego, że zapuszczamy korzenie bardzo głęboko, każda taka decyzja jest dla nas niezwykle ciężka – stwierdziła Lea Kozáková  portalu OnlinePráce.

Przez spowolnienie gospodarcze oraz szalejący kryzys Czesi coraz częściej decydują się na zmianę miejsca zamieszkania. Jadą do nowego miejsca, wyłącznie po to, żeby zarobić pieniądze. Z badań wynika, że nasi sąsiedzi w przeciwieństwie do Polaków chętniej przeprowadzą się do innego czeskiego miasta niż za granicę. Polacy, jeśli już mają ruszyć za pracą, bez wahania wybierają kraje bardzo oddalone od Polski, np: Wielką Brytanię, Holandię czy Norwegię.

Okazuje się, że to mężczyźni częściej się przeprowadzają (49% mężczyzn – 32% kobiet), a im młodsza osoba, tym szybciej podejmuje taki krok. To właśnie młodzi Czesi najchętniej deklarują, że jeśli mieliby szukać pracy za granicą, podjęliby ją tylko u znanych pracodawców, takich jak Google czy Apple. Google w Czeskiej Republice zatrudnia tylko 30 osób podczas gdy Apple nie ma nawet swego przedstawicielstwa. Gdy młodzi orientują się, że zdobycie wymarzonej posady nie jest takie łatwe jak się im wydaje, pragną co najwyżej posady w grupie ČEZ czy Škoda Auto.

Poznałem już wielu młodych Czechów i każdy z nich jest przedsiębiorczy. Nie zdziwię się, jeśli któryś znich zadzwoni i oznajmi mi, że właśnie został kierownikiem w którejś z wiodących czeskich firm.

Wyślij SMS-a do Klausa

Grupa Ztohoven, która w środę ujawniła prywatne numery telefonów do czeskich polityków, może spać spokojnie. Gorzej mają ci, którzy wysyłali prominentnym osobom pogróżki.

Wystawa MORÁLNÍ REFORMA stanęła w centrum DOX. Na wielkiej tablicy umieszczone są nazwiska oraz prywatne numery telefonów wszystkich posłów, ministrów oraz, w centralnym punkcie, nazwisko prezydenta. Obok tablicy wisi niezarejestrowany telefon, z którego każdy zwiedzający ma szansę wysłać SMS-a do na przykład premiera rządu.

Twórcy wystawy byli niezmiernie ciekawi, jak Czesi skorzystają z tego „najbardziej bezpośredniego sposobu demokracji”...

Na pierwsze SMS-y z pogróżkami nie trzeba było czekać długo. Telefon Miroslava Kalouska praktycznie nie milkł. Jedna z osób groziła mu, że „powiesi go i jego dzieci do góry nogami na krzyżu”.

„Ty kurvo, podpálíme ti barák a oběsíme tě i s dětmi.”

„Denně se modlím, abyste umřel na rakovinu ve strašných bolestech.”

„Ty svině flanďácká, přibijem tě na kříž hlavou dolů a nacpeme ti koule do krku.”

„Chci tě vomrdat”.

Cześć polityków jest oburzona, inni nie przejmują się tym co zaszło. Faktem jest, że twórcom wystawy za opublikowanie numerów nic nie grozi. Policja zastanawia się raczej jak ukarać tych, którzy wysyłają politykom groźby.

Projekt, który w zamierzeniu miał pokazać jak cienka jest granica między życiem publicznym a prywatnym, dowiódł, że wystarczy dać człowiekowi telefon, aby tę granicę przekroczyć.

Jak to Słowak stał się obojętny dla Czecha, czyli Słowacy w Republice Czeskiej

Linda Hammelová prowadzi w czeskim radiu audycje wieczorne. Po słowacku. W przerwie, w barze na dole zamówi „kafe” a nie „kavu”. Piękny akcent, nikt nie pozna, że nie jest tutejsza.

W Republice Czeskiej żyje pół miliona Słowaków. To tak, jakby cała Bratysława wstała, przekroczyła morawskie rzeki i rozpłynęła się po czeskiej ziemi.

„Wszystkie reakcje na moje audycje były pozytywne. Cieszę się, że w czeskim eterze można posłuchać języka słowackiego. Może to zachęci moich rodaków, aby częściej tego naszego języka używali”

Kiedy rozmawia z rówieśnikami słyszy, że nie może się wstydzić swego języka, żeby mówiła po słowacku. Niestety, kiedy na antenie rozmawia z młodymi Czechami, język czeski wydaje się niezbędny w komunikacji. Młodzi Czesi prawie nie rozumieją słowackiego. Linda po czesku już myśli, przyznaje, że ma problemy, żeby przestawić się z jednej mowy na drugą.

Słowacka mniejszość

Poranek na Florencu. Przez dworzec przelewa się kupa Słowaków. Co rusz słychać język sąsiadów. Z tym, że to już nie są sąsiedzi, oni stają się częścią Pragi. Według Czeskiego Urzędu Statystycznego (ČSÚ) to właśnie w Złotym Mieście żyje co trzeci przedstawiciel mniejszości słowackiej w Czechach. Jeżeli byś wybrał z dwutysięcznego tłumu dziesięć ludzi, ci na pewno będą Słowakami. Wśród ponad 420 tysięcznej mniejszości słowackiej można wyróżnić 60 tys. ludzi z trwałym pobytem, reszta się w ogóle nie melduje.

Na Słowacji z kolei żyje około 17 tys. Czechów i Morawian co stanowi ok. 1 procent ogółu obywateli Słowacji. Słowaków w Czechach jest ponad 5 procent. W kraju Wacława II studiuje 17 tysięcy Słowaków – jest to 2/3 wszystkich zagranicznych studentów. Tylko 400 Czechów dostało dyplom słowackiej uczelni. Studiują tam, bo u siebie się po prostu nie dostali.

Więcej kasy

Nie ma się co oszukiwać – w Czechach lepiej się zarabia. Średnia płaca w CR to 26 tys. koron, a w SR to tylko 18 tys. (725 EUR) Warto się przenieść, by za tę samą pracę dostać te 8 tysięcy więcej. Najważniejszym czynnikiem motywującym do emigracji, jest to, że Słowak nie potrzebuje pozwolenia na pracę, a języki są na tyle podobne, że nie będzie problemu z szukaniem pracy. Często do przeprowadzki zmusza lepsza czeska uczelnia, albo czeski partner. Dla młodych Słowaków Praga jest pierwszym przystankiem przed zdobywaniem Zachodu.

Pani jest z Polski?

Farmaceutka Zuzana Svítková przyjechała do Pragi za mężem. Bardzo szybko znalazła zatrudnienie w praskiej aptece. Bardzo była zadziwiona, że znalazła tę pracę akurat w dzielnicy, gdzie mnóstwo klientów cierpi na problemy ze słuchem. Powtarzali za nią każde jej zdanie. Gdy zapytała się koleżanek dlaczego tylu klientów jest przygłuchych, one odpowiedziały, że klienci po prostu jej nie rozumieją. Od tego dnia w pracy mówi wyłącznie po czesku.

Jednak sama Zuzana ma problem w sklepach. Ekspedientki często taktują ją wyniośle, gdy mówi po słowacku. Dzieci praktycznie jej nie rozumieją, a syn jej koleżanki zapytał się czy pochodzi z Polski.

Lubimy Was

Słowacy w Czechach mają się nadzwyczaj dobrze. Problem pojawia się tylko przy jakiś konfliktach. Ostatnio wybuchła afera, gdy zamiast Czechów miejsca w czeskich akademikach dostali Słowacy – podaje Naďa Vokušová, redaktor naczelna miesięcznika dla mniejszości słowackiej. – Jesteśmy tu najbardziej lubianą mniejszością, to z nami Czesi mają najmniej problemów.

Otwartą nienawiść do Słowaków Czesi żywili tuż po rozpadzie Czechosłowacji. Obwiniali ich za rozpad wspólnego państwa. Wtedy z ziem czeskich na słowackie przeniosło się 10 tysięcy ludzi. Ci, którzy zostali, nieprzyznawani się do swej narodowości oraz języka. Poza tym Czesi czuli niechęć do Vladimíra Mečiara, autorytarnego słowackiego polityka, którego uważano za negatywną postać – mówi Jan Rychlík, czeski historyk i specjalista od relacji czesko-słowackich.

Po objęciu władzy przez Mikuláša Dzurindu nagle Słowacja przestała być „nacjonalistycznym biedactwem w rogu Europy”. Stała się wzorem. Ale później czeskie gazety przestały informować o tym co dzieje się na Słowacji. Słowackie gazety przestały być dostępne w Republice Czeskiej, a słowackie radio i telewizja prawie znikła z pakietów telewizyjnych operatorów. Jedyna słowacka księgarnia w Pradze ledwo przędzie, a pomysł powstania słowackiej szkoły w Złotym Mieście upadł, gdyż zgłosiło się jedynie siedmioro dzieci.

Czeskie spojrzenie na Słowację jest bardzo stereotypowe. Biedny kraj gdzieś tam pod Tatrami, nienawidzący Węgrów. Górale jedzący tony halušek se zelím.

Słowacy – mówcie po czesku!

Slovenčina jest dla wielu Czechów problemem. Swego czasu w czeskich mediach wybuchła dyskusja dotycząca niechęci Słowaków do używania czeskiego. Znany publicysta Josef Chuchma w dzienniku Mladá fronta Dnes napisał:

Dlaczego niektórzy Słowacy nawet po kilkunastu latach spędzonych w Czechach odmawia używania języka czeskiego? Osłabiłaby się wasza narodowa duma? – i dodał – Przecież Słowacy więcej czytają po czesku niż po słowacku a w ich telewizji leci więcej czeskich filmów i programów niż tych słowackich. Ale to chyba nie jest powód do tego, żeby nieustannie unikać używania języka kraju, który daje im dom i pracę?

Słowacka mniejszość nie ma żadnych dodatkowych przywilejów, nie ma też żadnej audycji w czeskich mediach kierowanych do ich samych. Ostatnio nawet Słowacy protestowali przeciwko czeskiemu dubbingowi w słowackich programach telewizyjnych.

Myślę, że to jak dobrze się ma w Czechach mniejszość słowacka nie wynika z tego, że Czesi ich tak lubią, a raczej dlatego, jak bardzo Słowacy są dla nas obojętni – zakończył gorzko Rychlík.

TEKST WŁASNY POWSTAŁ Z MATERIAŁÓW ZACZERPNIĘTYCH Z CZESKIEGO I SŁOWACKIEGO INTERNETU. 

Nie bać się kraść…czyli Czesi przeciw rządowi

Niestety nie wszyscy Czesi wyjechali za miasto, żeby odpoczywać przy święcie niepodległości. Podobnie jak w Polsce, ulicami czeskich miast przeszły tłumy mieszkańców niezadowolonych z sytuacji w kraju. 

Dzień Walki o Wolność i Demokrację, jak nazwano pochód, spotkał się z ogromnym zainteresowaniem. Czeskie media podały, że na Placu Wacława zebrało się więcej ludzi niż przy świętowaniu 20. rocznicy upadku Żelaznej Kurtyny.

Około godziny 13:00 na centralnym placu Pragi było już ponad 15 tysięcy Czechów. Ogromny tłum zaczął skandować antyrządowe hasła. Hitem stało się hasło „Nie bać się kraść”, które jest zmienionym hasłem prezydenta Masaryka, a odnosiło się do zachowania Klausa kradnącego pióro w trakcie rządowego spotkania. Tłum stawał się coraz bardziej nerwowy. Obywatele wyjęli klucze i inne hałaśliwe przedmioty i zaczęli uderzać. Brzęk kluczy było słychać w całym śródmieściu. Związkowcy, osoby niepełnosprawne, studenci , młodzi komuniści z flagami ZSRR, łącznie ponad 20 tysięcy ludzi domagało się dymisji rządu.

Niektórzy starsi Czesi życzyli sobie, żeby w republice powróciły rządy komunistów. Twierdzili, że „tak dobrze, jak za komuny, nigdy w kraju nad Wełtawą nie było”. 

Sytuacja zaostrzyła się po interwencji policji w sprawie Zdenka Ponerta. O tym słynnym taksówkarzu zrobiło się głośno, gdy jako pierwszy sprzeciwił się obniżeniu przez władze Pragi taryfy za jeden przejechany kilometr w praskich taksówkach: z 99 koron na 28. Gdy policja starała się odholować jego auto z Placu Wacława, gruba narodowców postanowiła interweniować. Doszło do walki młodych wyrostków z policją.

Poza tym jednym incydentem w czeskich miastach było spokojnie.

Foto: idnes.cz

Aksamitna Rewolucja – 17. listopada 1989

Mieszkańcy całej republiki od Chebu aż po Cieszyn oraz od Liberca aż po Mikulov będą sławić przez weekend rocznicę wybuchu Aksamitnej Rewolucji.

To ważne wydarzenie w historii Czech nie traci na swej wartości. Czesi tłumnie i chętnie gromadzą się w miejscach publicznych, aby oddać hołd ofiarom komunizmu oraz aby wspólnie cieszyć się z tego, że są wolni.

Z okazji tego radosnego święta wiele czeskich miast przygotowało ciekawe atrakcje dla swych mieszkańców:

Šumperk – Międzynarodowy Festival Blues Alive. Do miasta zjadą się światowe gwiazdy tego gatunku muzycznego.

Praha:

Objazdowy Festival Dookoła Świata – Kulturním domě Ládví w Pradze;
– Modlitwa za ofiary reżimu w katedrze św. Wita;
– Sedemnásty November – muzyczna akcja w praskim klubie Rock Cafe – współorganizator to Słowacki Instytut. Występy słowackich kapel: Polemic, Billy Barman a Živé kvety.
– Wystawa Światowego Dziedzictwa Czeskiej Republiki – Zmiany na przestrzeni 20 lat – Sala Architektów – 4. piętro ratusza Staromiejskiego.

PRZEGLĄD REGIONALNYCH KNEDLIKÓW – od 11:00 w Hotelu Intercontinental. Będzie można spróbować knedlików z Czech, Moraw, Austrii i Niemiec.

Zámek Slavkov zaprasza na strašidelné prohlídky – spacer szlakiem tutejszych duchów.

Plzeň – w godzinach 10-18 otwarte dla zwiedzających będzie Muzeum Piwa.

Olomouc – Balet Gala w Teatrze Morawskim oraz Futbolowa Wystawa w Vlastivědném muzeum;

Zlín – wystawa przemysłowego designu – Instytut Alternativa.

Brno – wystawa ilustracji z dziecięcych książek – Muzeum Miasta Brno na Zamku Špilberk.

Jutrzejszy dzień to także wspomnienie na zmarłego Vaclava Havla, osoby, która w sposób pokojowy przeprowadziła Czechów przez bramę wolności i demokracji.

To tylko część z atrakcji, jakie są przygotowane dla wszystkich, którzy chcą ten wolny od pracy weekend spędzić z kulturą oraz historią.

Czeskie miasta toną w długach

Większość czeskich miast ma poważny problem. Włodarze jeszcze przed kryzysem pożyczyły miliardy koron na inwestycje, a teraz borykją się ze spłatą kredytów.

Niechlubnym rekordzistą jest Kolín – dług miasta stanowi aż 98,4 % wszystkich rocznych dochodów! To środkowoczeskie miasto goni także Praha oraz Olomouc.

Choć Ústí nad Labem dłuży ponad miliard koron, a na jednego mieszkańca miasta przypada 16 253 koron długu, włodarzom udało się przez ostatni rok obniżyć swój dług aż o 55 milionów koron.

Najbardziej zadłużonym miastem w Republice Czeskiej jest stolica Praha – 31 miliardów koron długu to około 44 % dochodów miasta (dane 2012).

Są również wyjątki – jest jedno miasto w całej republice, które nie ma ani halerza długu – są to Teplice w kraju usteckim. Morawski Prostějov z kolei dłuży jedynie 3 miliony koron, a każde zobowiązanie spłaca na bieżąco. Oznacza to, że każdy mieszkanieć tego morawskiego miasta jest winien państwu jedynie 65 koron.

Czy takie zadłużanie się tych miast przynosi konkretne efekty? Odpowiedzą ci, którzy w nich mieszkają oraz turyści.

Dla porównania ranking najbardziej zadłużonych polskich miast:

1. WROCŁAW – najbardziej zadłużone polskie miasto.

Jeden mieszkaniec winien jest państwu 2.796 zł.

2. KRAKÓW – 2.576 zł
3. WARSZAWA – 2.468 zł
4. TORUŃ – 1.900 zł
5. BYDGOSZCZ – 1.608 zł
6. LUBLIN – 1.530 zł
7. ŁÓDŹ – 1.426 zł
8. GDAŃSK – 1.424 zł
9. POZNAŃ – 1.366 zł
10. ZIELONA GÓRA – 1.266 zł

Czesi wydali na książki siedem miliardów koron

Mimo tak dużej kwoty wydanej na książki, Czesi uznawani za największych moli książkowych w Europie, zaczęli oszczędzać na swym hobby…

Czeski Związek Wydawców przedstawił wyniki za rok 2011/2012, z których wynika, że branżę księgarską dopadł kryzys.

Liczba wydanych w Republice Czeskiej książek zmalała o niecałych siedem procent i wyniosła 16 tysięcy. To mniej więcej o 2 tysiące tytułów mniej niż w roku 2008, gdy nastąpiło podwyższenie VAT na książki.

W porównaniu z poprzednim badaniem, zmalała również liczba książek kupionych przez Czechów: z 6,6 książki na 5. Średnio wydano na publikacje około 1214 Kč, co oznacza spadek o 89 Kč.

Na czeskim rynku jest ponad 550 silnych księgarni z czego około 50 to punkty wyspecjalizowane. Specyfiką czeskiego rynku jest fakt, że ogromna ilość ludzi robi zakupy w największych sieciach księgarskich, takich jak Euromedia Group, Kosmas czy Pemic Books.

W roku 2011 wydano również osiem procent książek mniej. Zdarzyło się nawet, że dane wydawnictwo wypuściło w tym roku tylko jedną książkę. Mimo spadku wydań papierowych wcale nie wzrasta liczba e-booków produkowanych i sprzedawanych w republice. Liczba e-tytułów kształtuje się na poziomie tysiąca, produkuje je 150 wydawców.

Kryzys coraz dotkliwiej dotyka naszych sąsiadów. Po oszczędzaniu na napojach, żywności i wakacjach przyszła kolej na książki. Nastroje nie są optymistyczne – aż 85 procent Czechów twierdzi, że w ciągu pięciu lat sytuacja w czeskiej gospodarce znacznie się pogorszy. Bezrobocie za naszą południową granicą rośnie tak szybko jak koszty życia.  Czeska telewizja podała, że już ponad 40 procent mieszkańców obszarów przygranicznych przyjeżdża do Polski na cotygodniowe zakupy.

Czy nowy prezydent zmieni sytuację w kraju? Czesi coraz bardziej niechętni władzy twierdzą, że nie. O przyszłości swego kraju zadecyduje 62,3 procent Czechów, którzy zapewniają, że pójdą do styczniowych wyborów.

Jak Czesi obchodzą Dzień Niepodległości?

Każde państwo ma takie święto niepodległości, na jakie stać jego naród. Jakie święto mają Polacy, każdy widzi. – prof. Janusz Czapiński –

Mój kolega Czech, który przyjechał do mnie w odwiedziny, musiał dziś wracać do domu. Tak się stało, że w drodze na dworzec natknęliśmy się na grupy narodowościowe wykrzykujące nacjonalistyczne hasła. Zamaskowane grupy łysolców skutecznie wystraszyły mnie, ale również kolegę Czecha. Czuliśmy się zagrożeni. Było mi wstyd, że Polacy właśnie tak obchodzą swoje święto. „Ten dzień powinien łączyć, a was podzielił”… Zapytałem więc, jak Czesi obchodzą swój dzień niepodległości.

28 października to ważny dzień dla Czechów, choć nie da się ukryć, że nie świętują go tak „hucznie” jak my. Po kilkuset latach ucisku ze strony monarchii, Czesi w porównaniu z naszymi 123. latami powinni mieć chyba z siedem razy huczniejsze obchody.

Jak minęły ostatnie obchody?

94. rocznicę powstania samodzielnej Czechosłowacji rozpoczęło przemówienie prezydenta Republiki Vaclava Klausa. W wielu miastach Czech pod pomnikami  Tomáša Garrigue Masaryka złożono wieńce. Podczas, gdy w Polsce narodowcy wychodzą na ulicę rozbijać szyby i rzucać race, w Republice Czeskiej Czesi wychodzą na ulicę świętować.

W Pilznie na głównej ulicy wystawiono wystawę pokazującą drogę narodu czeskiego do niepodległości. Oprócz tego na ulice wyjechał zabytkowy tramwaj z  numerem bocznym 1918. Dla najmłodszych zorganizowano masz z lampionami oraz inne zabawy. Na taki marsz można bez obaw zabrać swoje dziecko nie obawiając się, że dostanie od kogoś butelką w głowę.

Miasta Republiki tego dnia stają otworem dla swych obywateli. Muzea są darmowe, a na przykład wstęp na baseny i lodowiska kosztuje symboliczne 28 koron (28října). 

W śląskiej Opawie urzędnicy przebierają się w historyczne stroje i oprowadzają mieszkańców po mieście prezentując przy tym historię miasta. W Úštěku z kolei zaczyna się Festiwal Rzemiosł – dwustu wystawców odwiedziło ponad 7 tysięcy Czechów, Morawian i Słowaków.

I choć Słowacy nie uznają 28 października za ich święto narodowe, o wiele bardziej bym wolał, aby świętowanie niepodległości wyglądało u nas tak jak w Czechach: bez burd, bez podziałów i z darmowymi muzeami i teatrami.

BLESKmobil – pierwszy wirtualny operator

Rzecz się dziś stała niesłychana – Pani zadzwoniła do Pana! W Republice Czeskiej wystartował pierwszy wirtualny operator.

Właścieciel Blesku, Wydawnictwo Ringer, przetarł dziś (07.11.2012) szlak, wyznaczył nowy bieg historii i zaczął sprzedawać swoją ofertę. Usługa działa nadajnikach sieci O2. Mimo wszystko, w Czechach żadna rewolucja cenowa nie nastała.

Minuta rozmowy to 2,50 kc (u konkurencji ok. 6 koron), sms-y są o koronę tańsze. Według ekspertów, ceny mogły być bardziej rewolucyjne, np. takie, jak dla obecnych klientów firmowych u obecnych operatorów.

Dlaczego dopiero teraz powstał wirtualny operator? Wielu już chciało coś dla siebie ugrać na czeskim telekomunikacyjnym rynku: Kaufland, Tesco czy UPC. Operatorzy jednak nie chcieli udostępnić swojej infrastruktury  W końcu zainterweniował Czeski Urząd Telekomunikacyjny. Uznał, że Czechom należą się niższe stawki i uwolnił rynek.

Właściciel marki, Wydawnictwo Ringer, uznało, że nie może dalej godzić się na spadek przychodów ze sprzedaży ich sztandarowego tabloidu i wpadło właśnie na taki pomysł podreperowania swego budżetu.

Okazało się jednak, że to wielcy gracze rozdają karty. Oferują swoje usługi za pożądaną przez nich stawkę. Mały gracz, taki jak BLESKmobil, doliczając swą prowizję, przedstawia klientom cenniki. Czy atrakcyjne? Czas pokaże.

Centrum Ostrawy umiera

Życie w tym chętnie odwiedzanym przez Polaków mieście powoli umiera. Wszystkiemu winna jest Nowa Karolina…

Już wtedy, gdy mieszkałem w Ostrawie, dało się zauważyć, że centrum miasta jest praktycznie wymarłe. Ludzi spotkać można było tylko w weekendy i tylko na imprezowej ulicy Stodolni. W ciągu dnia tramwaje jeździły puste a Rynkiem Masaryka przechadzali się wyłącznie osoby wracające z zakupów w pobliskiej Billi. Pustka zaczęła oddziaływać również na lokalny biznes.

Jako pierwsza o likwidacji swojej placówki z ostrawskiego rynku zdecydowała Česká spořitelna. Inne banki również się ewakuują. Złe czasy nastały też dla Hotelu Palace i McDonald’sa. Pierwsza poza praska restauracja tej amerykańskiej sieci po dwudziestu latach znika z ostrawskiego Rynku. Wszystkiemu winna jest Nowa Karolina – nowo otwarte centrum handlowe, do którego przeniosło się życie towarzyskie ostrawiaków.

Na pocieszenie można dodać, że w historycznym centrum miasta powstała wreszcie cukiernia, która jest otwarta w weekendy dłużej niż do godziny 14:00. Jest to ważne miejsce dla ostrawaków, mogą się tam napić dobrej kawy i nikt ich stamtąd nie przepędzi z powodu zamknięcia lokalu. Zainteresowanie jest ogromne – nie ma się czemu dziwić – na ostrawskim Rynku albo wszystkie lokale zajęte są przez banki albo wszystko jest zamknięte.

Przykładem ratowania sytuacji przez miasto jest wynajem za symboliczną koronę lokalu pod bar mleczny. Miejsce prowadzone jest przez osoby z grupą inwalidzką, których denerwowało to, że w weekendy nie było gdzie pójść w Ostrawie. Teraz zapraszają do siebie.

Na brak zainteresowania i ruchu nie narzekają właściciele Nowej Karoliny. Nie od dziś wiadomo, że ludzie wolą mieć wszystko pod jednym dachem. Władze miasta, mimo, że nic z faktem wymierania miasta nie robią, potrafią tylko narzekać. Na sygnały mieszkańców dotyczących braku miejsc parkingowych w centrum nie reagują.

I tak Ostrawa pozostawiona sama sobie, żyjąca od imprezy do imprezy na Stodolni, od klienta do klienta w kolejnym H&M w Karolinie, powoli umiera…

Czesi – mały naród, duży kompleks

Idąc rok temu za chlebem do Pragi, naiwnie uwierzyłem swoim liberalnym kolegom, przekonującym mnie, że prascy Czesi i w ogóle Czesi na zachód od Ostrawicy są kwintesencją tolerancji, iż pałają miłością do Polaków itp. Rok od rozpoczęcia mojego pobytu w stolicy RC mija w środku samej aferki alkoholowej, czas więc na podsumowanie czeskiej miłości wobec swoich sąsiadów.

Pisano już wielokrotnie na łamach „Głosu Ludu” o stereotypach polsko-czeskich, o polskich różowych okularach wobec Czechów oraz czeskich uprzedzeniach wobec Polaków. Będąc rok w Pradze, niestety muszę potwierdzić owe stwierdzenia. Spora grupa Polaków pochodzących z Polski, mieszkających w Pradze stanowi piątą kolumnę czechofilii. Rozmawiając z nimi odnosi się wrażenie, że mówią chyba o innym państwie. Wszystko w Czechach jest super: piwo, sklepy, drogi, pociągi i marihuana. Najbardziej super są jednak Czesi: tolerancyjni, wyrozumiali, kosmopolityczni, weseli i nowocześni. Ogrom bzdur, które przez ten rok usłyszałem z polskich ust nie przestaje mnie zadziwiać. Otóż w Czechach ponoć wcale się nie kradnie, przestępczość niemal nie istnieje, a w knajpach nigdy nie dochodzi do bijatyk, bo Czesi z wszystkimi lubią się bratać przy piwku. Lista podobnych założeń jest bardzo długa. Spora część praskich Polaków poczeszcza się szybciej niż kiedyś galicyjscy Polacy w Witkowicach. Szlifują niepoprawny praski czeski, by tylko czuli się bardziej „światowi”. Doznałem także przykrego rozczarowania, gdy jeden z moich polskich współpracowników rozmawiał ze mną łamaną czeszczyzną, nawet gdy ja odpowiadałem mu czysto po polsku. Absurd. Brawo Polacy!

Niekończąca się miłość Polaków do Czechów nie zna granic, tak samo jak małostkowa nienawiść Czechów wobec nas. Aferka alkoholowa nie tylko rozszerzyła w społeczeństwie czeskim niespotykaną jak dotąd paranoję, ale także znów odkryła stare i dobrze znane czeskie kompleksy. Na każdym kroku można w Pradze usłyszeć, że wszystko polskie jest złe, teraz już nie tylko żywność, ale także alkohol. To przecież oczywista sprawa, że ślady lewej wódki prowadzą do Polski. Hyde Park w Telewizji Czeskiej pełen jest ksenofobicznych uwag o Polsce i zakazywaniu całego importu z Polski, bo „z Polski przecież nigdy nic dobrego nie przyszło”. Czeskie gazety powielają i szerzą te brukowe poglądy, dodając od czasu do czasu kolejne rewelacyjne artykuły o tym, jak cała Polska pełna jest katolickich pedofilów. Wszystko w sytuacji, gdy w Polsce nikt nawet pół-oszczerstwa wobec Czechów nie wysuwa; w sytuacji, gdy zabójczy alkohol metylowy ma stuprocentowo czeską genezę.

Fobia wobec wszystkiego, co polskie dopełnia już wcześniejsze antypolskie stereotypy. Już wielokrotnie słyszałem od swoich czeskich znajomych, że w Polsce wszyscy jeżdżą ciągle konno, że kobiety są używane w polach zamiast pługu itp. Pewna znajoma wyraziła zdanie, że do Polski nigdy by swoich dzieci nie zawiozła, bo na granicy pewnie schwytał by ich zły ksiądz katolicki i przemocą zmusił do całowania krzyża. Niewiele lepiej mają Słowacy, którzy są w Pradze wyśmiewani na każdym kroku, mając status społeczny niemal biednych gastarbeiterów gdzieś z Azji. W pracy raz w tygodniu moi czescy koledzy bawią się w wyśmiewanie słowackiego jako śmiesznego języka. Słysząc znów głośne nabijanie się z „drevokocurów”, wychodzę. Wyszydzanie słowackiego i Słowaków jako zacofanego narodu osiągnęło już taki poziom, że nawet Węgrzy ze Słowacji, których w pracy sporo, bronią swoich rodaków. Zmasowane poniżanie Słowaków w ramach niby-humoru osiąga swój czechizacyjny cel. Zaczyna się na „nashle” w windzie, a kończy na nieudolnym „rzykaniu”. Słowackość w Pradze umiera szybko. W ostatnim Spisie Powszechnym niemal 25 tys. mieszkańców Pragi zadeklarowało słowacką narodowość. Kolejnych kilkadziesiąt tysięcy Słowaków – obywateli Słowacji mieszka w Pradze. W zeszłym roku słowaccy działacze próbowali w Pradze uruchomić słowackie gimnazjum – zgłosiło się siedmioro dzieci…

Czeskie poczucie wyższości nad innymi narodami nie zna granic. Wszędzie jest gorzej, wszystko jest gorsze, tylko w Czechach jest pięknie, no i może jeszcze w Niemczech. Czesi sami siebie bardzo kochają, w zwierciadle widząc nowoczesnych, tolerancyjnych Europejczyków. Ten sielankowy obraz wspomagany jest badaniami opinii publicznej, które co roku potwierdzają, że Czesi najbardziej lubią właśnie Słowaków i Polaków. Piękny, jednak kołtuński obraz, jak już pisałem wyżej. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Nie trzeba ubierać się w mundury i maszerować z sztandarami, by być prowincjonalnymi ksenofobami. Polecam owym ksenofobom dłuższy wyjazd za granice, bowiem z zagranicy Czechy wyglądają zupełnie inaczej i wcale nie tak sielankowo.

Marzę o tym, by pewnego dnia zwykły czeski Novak dostrzegł, że Polska nie jest teokratycznym krajem trzeciego świata, produkującym same wadliwe produkty. Daleka jednak droga przed nami.

Adam Krumnik, źródło

Czechy – Ziemia Obiecana?

„Żądamy czeskiej okupacji” – czytamy na rozpowszechnianym na Facebooku memie. Jego autorzy chwalą naszych południowych sąsiadów, za postęp który się u nich dokonał. Liberalne podejście do aborcji, posiadania niewielkiej ilości narkotyków czy choćby legalne picie piwa na ulicy, to tylko niektóre różnice, które przyciągają sympatyków Republiki Czeskiej. O tym jak naprawdę żyje się w Czechach mówi nam Jovita Praga, która ponad rok temu przeprowadziła się do Pragi.

Macie na nazwisko Praga. Czy miało to wpływ na waszą przeprowadzkę do czeskiej stolicy?

Jovita Praga
Jovita Praga•Fot. Michał Dagajew

Jovita Praga: Absolutnie żadnego. Gdy mówimy ludziom jak się nazywamy, to spotykamy się z bardzo miłymi emocjami. Jest to jednak czysty przypadek.

Jak wam się żyło w Polsce?

Super. Mieliśmy praktycznie wszystko. Dobrą pracę, duży i ładny dom, wysokie zarobki.

To dlaczego wyjechaliście? Większość ludzi decyduje się na emigrację za chlebem?

To nie praca zmusiła nas do wyjazdu. To sposób życia. Nie chcieliśmy się martwić o przyszłość naszych dzieci i o to, w jakich realiach będą się wychowywać. Polska codzienność nas wypalała. To była przemyślana decyzja, aby zacząć wszystko od nowa.

Dlaczego właśnie Czechy? Większość moich znajomych wyjechało do Norwegii, Wielkiej Brytanii albo Danii.

Mieliśmy do wyboru wiele miejsc na świecie, bo w wielu miejscach mamy rodzinę. Zdecydowaliśmy się na Czechy z kilku powodów. To przede wszystkim blisko, więc mniej odczuwa się emigrację. Ludzie są z jednej strony podobni, ale życie tu wygląda zupełnie inaczej. Chcemy zapewnić dzieciom życie w lepszej atmosferze.

Co rozumiesz przez lepszą atmosferę?

Mam na myśli służbę zdrowia, system edukacji, sferę obyczajową. Mój syn Patryk nie chodził w Polsce na religię. Nie było do wyboru innych zajęć, jak np. etyka. Skutek był taki, że Patryk siedział sam w szatni jak wyrzutek, podczas gdy inne dzieci były na religii. Miał wtedy sześć lat. Nikt nie zaproponował, aby w tym czasie choćby pobawił się w jakiejś sali zabawkami. Później sam mnie prosił, czy może chodzić na religię, bo mu się nudzi i nie chce siedzieć sam w szatni.

W Czechach nie ma takiej dyskryminacji. W nowej szkole Patryka nie ma takiego problemu. Jest na przykład wiele dzieci arabskiego pochodzenia. Temat wyznania nie jest poruszany w szkołach. W Czechach to odrębna sprawa każdego człowieka. Dla mnie to ważne, bo umysł dziecka jest bardzo chłonny i podatny na wszelką indoktrynację. Jeśli rodzice dziecka są religijni, to w Czechach mogą chodzić na zajęcia pozalekcyjne w kościołach.

Czy podejście do religii to jedyna różnica w naszych systemach edukacji?

Tych różnic jest zdecydowanie więcej. Tu nauczyciele mają inne podejście. Nie próbują zdominować dziecka, traktują je niemalże na równi, jak dorosłego. Są też bardzo przyjaźnie nastawieni do rodziców, jest z nimi naprawdę świetny kontakt.

W szkołach prowadzi się też wiele zajęć, które przystosowują dzieci do późniejszego życia. Dzieci w gimnazjum uczą się, jak założyć własną firmę i odnieść sukces w biznesie. Są też zajęcia chociażby z gotowania, aby młody człowiek umiał sobie poradzić bez rodzica. Dziesięcioletnia koleżanka mojego syna umie już ugotować zupę, bo musiała zaliczyć z tego egzamin. Problemem nie jest też dla niej upieczenie ciasta.

Jesteście w Czechach już od roku. Mieliście jakieś problemy w znalezieniu pracy?

Nie szukaliśmy pracy. Ja i mąż założyliśmy firmy, praktycznie zaraz po przyjeździe. Nie stanowiło to najmniejszego problemu. Tu są mniejsze podatki, a państwo ma mniej rozwinięty system urzędniczy. Formalności załatwiliśmy w jeden dzień. Państwo skupia się tu na pomocy obywatelowi.

Zastanawiałam się kiedyś, czy założyć działalność w Polsce, ale to by mi się nie opłacało. Tu zaraz po przyjeździe weszłam w spółkę i rozwijamy salon piękności. Mój mąż też ma firmę, którą założył z Czechem.

Mówisz o tym kraju, jak by nie miał żadnych minusów. Czy Czechy to faktycznie raj?

Oczywiście, że są i minusy. Największy problem Czech, o którym się mówi głośno, to korupcja. Nam to jednak w niczym nie przeszkadza, bo inne udogodnienia nam to rekompensują.

Jakie to udogodnienia?

Chodzi mi raczej o sferę obyczajową. Jest to kraj zlaicyzowany i jest w nim dużo mniej kościołów, niż w Polsce. Oczywiście jeśli ktoś chce, to je znajdzie. Tu jednak ludzie wierzący nie narzucają swojej religii i światopoglądu innym.

Mówiłaś, że w Polsce niczego wam nie brakowało. Jak wyglądają zarobki u naszego południowego sąsiada? Czy po roku żyjecie już na podobnym poziomie, co w Polsce?

Czechy nie kojarzą się z wielkimi pieniędzmi, ale zarobki są tu wyższe. Jednak tutaj nie okazuje się swojego bogactwa. Czesi nie wywyższają się, gdy osiągną sukces. Nie widać po nich na pierwszy rzut oka, że są zamożni. To jest po prostu źle widziane, gdy ktoś za bardzo przechwala się kim jest lub tym, co ma.

A co jest ważne dla Czechów?

Bezwzględnie rodzina. Nie praca, nie zarobki, ani też nie religia. Ważne jest, aby zadbać o dom i swoich bliskich. Czesi poświęcają rodzinie praktycznie każdy weekend. Chodzą wspólnie na koncerty, spotykają się też z przyjaciółmi. Dlatego jest tu tak wiele knajp, w których jest bardzo smacznie i tanio. Każdy może sobie na to pozwolić.

Czy zdarza wam się tęsknić za Polską?

Pierwszego października minął rok od przyjazdu. Ani razu nie zatęskniliśmy za krajem. Myśli się jedynie o rodzinie, przyjaciołach, którzy zostali w kraju. Mam znajomą Polkę, która mieszka tu jedenaście lat i twierdzi, że nigdy nie wróciłaby do Polski. Powtarza to zawsze po powrocie od rodziny.

Chcecie zostać tam na stałe?

Myślimy o tym. Czechy to państwo dla obywateli i to się czuje. Nie dla urzędników, nie dla polityków. Zastanawiamy się nawet nad zmianą obywatelstwa. Musimy jednak na to zaczekać. Aby to zrobić, trzeba zarejestrować się na policji i przejść pięcioletni okres próbny. Jak się nie zrezygnuje, mogą przedłużyć o kolejne dziesięć. Po piętnastu latach można się starać o obywatelstwo.

Co Czesi myślą o Polsce i Polakach?

Wielu Czechów myśli, że Polska to kraj trzeciego świata. Śmieją się z nas, że zajmujemy się tyloma nieważnymi sprawami. Mają na myśli religię, politykę, kłótnie o sprawy obyczajowe. Ich polityka koncentruje się na tym, aby polepszyć swój byt ekonomiczny, opiekę zdrowotną czy emerytury.

A czym oni żyją na co dzień, jeśli nie przywiązują wagi do polityki?

Kulturą. Bardzo mocno dbają o życie kulturalne. Dzieci raz w tygodniu chodzą do teatrów, zwiedzają muzea. Czesi uczą swoje dzieci wrażliwości na sztukę. Ludzie nie gadają bez przerwy o aborcji, która jest tu do trzeciego miesiąca legalna. I tak wykonuje się jej mniej niż w Polsce. Pigułki antykoncepcyjne są refundowane.

Inny styl życia widać także, gdy patrzy się na ludzi starszych. Są mili, spokojni i często się uśmiechają. Mówią sobie „dzień dobry” i często proponują pomoc. W Polsce starsze osoby są zupełnie inne, choć to nie ich wina, a systemu. Są sfrustrowani.

Jeśli Czesi żyją spokojnie i nie szukają sensacji, jak wyglądają u nich media? Czy też widać tabloidyzację, która jak twierdzą niektórzy, jest spowodowana oczekiwaniami widza?

Tu także jest ogromna różnica. Jak oglądam TVN24 to tylko się denerwuję. Ostatnio zadałam sobie pytanie, po co to właściwie robię? W polskich mediach mówi się wciąż o tych samych tematach, aborcja, afery, lub że posłanka powiedziała do posła „spier…”. Czesi się z nas śmieją. Ostatnio jechałam metrem i Czesi naśmiewali się z pojawienia się w Polsce magazynu „Egzorcysta”. Dla nich świadczy to o tym, że nasz kraj stoi w miejscu.

Czesi przedstawiają informacje spokojnie. Nie oglądają debat z kłócącymi się politykami. Poruszają naprawdę ważne problemy, politykę zagraniczną. Czesi interesują się również polityką krajową, ale podchodzą do niej racjonalnie i z dystansem. Mówi się o kryzysie, częste są też dyskusje o wprowadzeniu waluty euro. W mediach jest też bardzo wiele informacji o kulturze. Informuje się o koncertach, wystawach, czy ktoś ważny przyjechał.

Czytaj tutaj.

Czesi nie znają angielskiego

Według badań Eurobarometru, Czesi plasują się na ostatnim miejscu wśród krajów Unii Europejskiej pod względem znajomości języka angielskiego.

Nie pomaga też młoda generacja – z badań wynika, że tylko 11,07% Czechów uważa swoje umiejętności językowe za dobre lub bardzo dobre. Podstawy angielskiego zna tylko 27% Czechów, ale ich umiejętności nie są wystarczające do codziennej komunikacji z obcokrajowcami.

W ogonie Europy oprócz Czechów są jeszcze Hiszpanie (11,28%) oraz Bułgarzy (11,9%). Najlepiej po angielsku mówią Szwedzi i Duńczyczy (52%) oraz Finowie i Austriacy.

Jest to ogromny cios w Ministerstwo Edukacji. Pomimo obowiązkowych lekcji języka obcego i trzech godzin nauki tygodniowo, czeska młodzież wypada najgorzej w Europie w przedziale wiekowym 15-24. Dziwi też to, że pomimo że język angielski wciąż jest bardziej popularny od niemieckiego, znajomość mowy Wyspiarzy kuleje.

Niedawno było słychać opinie, że za taki stan rzeczy odpowiadają dubbingowane filmy. W krajach skandynawskich, gdzie filmy lecą w oryginale z napisami, znajomość angielskiego jest najwyższa. Jednak aż 80% Czechów nie chce, aby przestano dubbingować filmy. Jak widać Czeska Republika będzie musiała znaleźć inny sposób na to, by Czesi zaczęli uczyć się angielskiego.

Badanie przeprowadzono na próbie 27 tys. respondentów ze wszystkich nieanglojęzycznych krajów Unii Europejskiej w pierwszej połowie 2012 roku.

A jakie zdanie na ten temat macie Wy? Oprócz mego znajomego Toma z Pragi, który biegle włada ośmioma językami, nie znam żadnego Czecha, który mówiłby biegle w języku angielskim. Nieliczni moi znajomi mówią po niemiecku, a kilku polonofilów po polsku.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑