Jak kupują Czesi?

Po wielu aferach związanych z żywnością, Czesi mają już dość! Przy wyborze produktu w końcu główną rolę przestała odgrywać cena. Nasi sąsiedzi nauczyli się też czytać etykietki.

Firma Asociace przeprowadziła badanie w małych i średnich sklepach. Z raportu wynika, że jakość jest najważniejsza dla 61% badanych. Cena w końcu zeszła na drugi plan – wybrało ją 59% badanych. Marka (producent) jest ważna tylko dla 36% respondentów. Wybranie towaru dzięki poleceniu znajomych praktykuje tylko 26% Czechów.

Podczas zakupów Czesi chętniej sięgają po rodzime produkty (55 % klientów). Mają do nich ogromne zaufanie. Kupując je, mają poczucie, że wspierają rodzimych przedsiębiorców. Nic dziwnego, że wiele sklepów specjalnie oznacza czeskie produkty.

Przy okazji kryzysu Czesi zmienili swoje zwyczaje zakupowe: kupują towaru mniej, a wybierają ten bardziej jakościowy. Zaczęli oszczędzać na napojach. Wolą napić się wody z kranu niż przepłacać za 1,5 litrową butelkę wody. Wolą pojechać do Niemiec, żeby kupić super ubrania za naprawdę niską cenę (Niemcy robią specjalne promocje dla Czechów) czy odwiedzić sąsiadów Polaków i zatankować taniej benzynę. W dobie kryzysu to właśnie na paliwie Czesi oszczędzają najbardziej.

Obroty sklepów spadły o 2,1 %. Przedsiębiorcy robią co mogą, żeby ściągnąć Czechów po zakupy. Jednak ci odkryli, że mogą robić zakupy szybciej i taniej przez internet. Sprzedaż internetowa produktów spożywczych wzrosła aż o 7,7 %!

Na tak silnych zmianach cen i korzystają głównie sami Czesi. Sklepy walcząc o klienta obniżają ceny. Przez to możemy kupować jeszcze taniej. I właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Cygan najlepszym malarzem

Z uprzedzeniami wobec Romów w Republice Czeskiej zamierza walczyć agencja IQ Roma Service, która przygotowała kampanię informującą Czechów o problemie bezrobocia wśród ludności romskiej.

Kampania opiera się na stereotypowych hasłach, bardzo często dyskryminujących ludność Romską.

„Cygan wybielił mi mieszkanie. Po prostu najlepszy malarz!”

Hasło odwołuje się do poglądu, że Cyganie to złodzieje. „Kiedy rodowity Czech mówi do ciebie, że wybieli ci mieszkanie, myślisz sobie, że ładnie ci je odmaluje. Kiedy mówi to do ciebie Rom, jesteś przekonany, że chce ci to mieszkanie okraść” – stwierdza Peter Vlasák z agencji reklamowej, która przygotowywała kampanię.

„Nastawienie pracodawców jest bardzo podobne do postawy społeczeństwa – nieufności, podejrzeń, ksenofobii, uprzedzeń, stwierdziła dyrektorka kampanii, Klamková Katarina, której firma zajmuje się znajdywaniem pracy dla ludności romskiej na południu Morawy. „Romowie są postrzegani jako leniwi ludzie, którzy utrzymują się ze świadczeń socjalnych”.

Dlatego, żeby przełamać te stereotypy, powstała kampania informująca Czechów o tym, że ludność romska cierpi przez tego typu poglądy.

Według szacunków ekspertów, w Czechach żyje około ćwierć miliona Romów. Jedna trzecia z nich żyje w gettach. Większość dorosłych jest bez pracy, rodziny są uzależnione od zasiłków, a dzieci nie chodzą do szkół.

Kwietniowe badanie Opinii Publicznej (CVVM), pokazało, że większość Czechów uważa, że Romowie mają takie same lub lepsze warunki życia niż inni mieszkańcy, 60 procent, stwierdziło jednak, że przy poszukiwaniu pracy, że Romowie są gorzej traktowani.

Pod artykułem na ten temat opublikowanym w internecie wybuchła ożywiona dyskusja. Na ludność romską posypały się gromy. Niektórzy twierdzą, że taka już natura Cygana, że kradnie i nie pracuje, a inni stwierdzają zgodnie, że Romowie nigdy nie będą pracować, bo im państwo słono płaci. Daje się zauważyć, że im bardziej ksenofobiczny komentarz, tym ma więcej pozytywnych ocen. Wśród 50 komentarzy najlepiej ocenionych, nie ma żadnego pozytywnego. Czesi się złoszczą, żeby zamiast na „kretyńskie kampanie”, pieniądze lepiej przenaczyć na budowę dróg. Słychać też uskarżanie się na to, że Czesi są postrzegani jako ci, którzy „krzywdzą Cyganów” swoimi rasistowskimi poglądami.

„Jedną kampanią nic nie zdziałacie! Dlaczego to my mamy zmieniać opinie o nich a nie oni na pracę? Twierdzicie, że to wina stereotypów? Stereotyp wam domu nieokradnie!”

„Syzyfowa praca. Jedna kampania nie zniszczy kilkudziesięcu lat przekonań i poglądów. Czechów na pewno do Cyganów nie przekonacie”.

Nie ma się co oszukiwać, że stosunki czesko-romskie są bardzo napięte. Czy taka kampania była skuteczna? Czas pokaże.

Czesi nie lubią się myć?

Podczas podróży transportem miejskim, wydawać by się mogło, że część Czezhów nie korzysta z prysznica. Czy nieprzyjemny zapach w tramwajach i autobusach jest wynikiem unikania kąpieli przez mieszkańców Republiki Czeskiej? Na to pytanie postanowiła odpowiedzieć firma Henkel.

Według przeprowadzonego badania, prawie połowy Czechów nie obchodzi to czy na zewnątrz jest plus 30 stopni czy minus 20 – myją się tak samo często. Co piąty mężczyzna kąpie się co drugi dzień lub rzadziej.

Na uwagę zasługuje porównanie regionów – najrzadziej kąpią się mieszkańcy Kraju libereckiego, a największymi czyściochami są mieszkańcy Kraju karlowarskiego. W tym ostatnim regionie ludzie biorą prysznic częściej niż dwa razy dziennie.

Czesi nie lubią przebywać w łazience. Jeżeli już muszą tam iść, pobyt pod prysznicem trwa najwyżej pięć minut, a kąpiel umilają sobie śpiewaniem.

Podejrzewano, że rzadsze kąpiele spowodowane są oszczędzaniem w dobie kryzysu. Nic bardziej mylnego: Czesi drogerie odwiedzają tak samo często jak przed kryzysem. Kupują najczęściej produkty w promocji. Co z tego, skoro i tak większość tych kosmetyków stoi nieużywana w czeskich łazienkach – stwierdza smutno Radka Šimánková z firmy Henkel.

Na pocieszenie dodam, że tych pachnących Czechów jest jednak ciągle większość.

Związki partnerskie w Czechach

Pierwsze czytanie zgłoszonych przez SLD i Ruch Palikota projektów ustaw o związkach partnerskich nie odbędzie się. Głosami posłów PiS, Solidarnej Polski i większości posłów PO, projekty zdjęto z porządku obrad. A jak sytuacja przedstawia się za naszą południową granicą?

W 2001 Czechy zalegalizowały konkubinaty par tej samej i przeciwnej płci. Przyznają one dwa prawa: dziedziczenia i pozostania w mieszkaniu po śmierci partnera.

12 lutego 2005 czeski parlament po raz czwarty odrzucił projekt związków partnerskich – do przyjęcia projektu zabrakło jednego głosu. Poprzednie projekty przepadły kolejno w 1998, 2001 oraz 2003. Ostatni projekt miał dawać większość praw i obowiązków właściwych dla małżeństwa, wykluczał jednak adopcję dzieci przez takie pary.

Nowy, piąty projekt został przedstawiony i uchwalony przez Izbę Poselską 16 grudnia 2005. Poparło go 86 ze 147 obecnych posłów. Przeciwko było 54, a pozostali wstrzymali się od głosu. Mimo że prezydent Czech Václav Klaus zawetował ustawę, 15 marca 2006 prezydenckie weto zostało odrzucone, a ustawa przyjęta przez parlament przy minimalnej ilości 101 głosów. Ustawa weszła w życie 1 lipca 2006. W pierwszym roku obowiązywania ustawy, swój związek zarejestrowało 345 par tej samej płci.

Związek partnerski mogą zawrzeć dwie osoby tej samej płci, które są pełnoletnie i nie pozostają w związku małżeńskim ani w rejestrowanym związku partnerskim. Czeskie prawo przyznaje rejestrowanym partnerom tej samej płci m.in. prawo do alimentacji, dziedziczenia. Jeden partner może reprezentować drugiego w bieżących sprawach życia codziennego. Niestety, nie daje prawa do współwłasności majątkowej.

Wiele osób zadaje pytania dotyczące tego zagadnienia. Oto niektóre z nich:

„Czy obywatel polski/obywatelka polska może zawrzeć związek partnerski w tym kraju?”

Tak. Rejestrowane partnerstwo można zawrzeć w stosownym urzędzie stanu cywilnego Republiki Czeskiej w wypadku, gdy co najmniej jedna z osób zamierzających zawrzeć partnerstwo, posiada obywatelstwo czeskie.

„Warunki, na jakich Polak/Polka może zawrzeć związek: czy jest obowiązek wcześniejszego przebywania w Czechach przez określony czas?”

Nie, obywatel polski/obywatelka polska może wstąpić w związek partnerski z obywatelem czeskim bez uprzedniego obowiązkowego udokumentowanego czasu pobytu na terenie Republiki Czeskiej.

„Jaki urząd jest właściwy do zarejestrowania związku w Czechach?”

Urząd stanu cywilnego właściwy dla stałego miejsca zamieszkania jednego z partnerów. Opłaty za zarejestrowanie związku są pobierane, podobnie jak ma to miejsce w przypadku małżeństwa dwupłciowego.

„Jak następuje rozwiązanie związku? Przed jakim urzędem?”

Rozwiązanie związku partnerskiego następuje tak samo jak małżeństwa dwupłciowego, czyli wyrokiem sądu.

„Czy czeskie prawo pozwala ubiegać się o azyl w związku z moją orientacją?”

Czeskie przepisy prawne nie przyznają prawa osobom do ubiegania się o azyl polityczny z powodu prześladowań przez wzgląd na orientację seksualną we własnym kraju.

Ogólnie w Republice Czeskiej zarejestrowano 2576 związków partnerskich: 1288 par różnopłciowych, 893 par gejowskich i 395 lesbijskich. Z tego w wyniku rozwodu swoje wspólne życie zakończyło 107 par (55 gejowskich i 52 lesbijskie).

Źródła: 1, 2, 3, 4.

Pierwsze w Polsce wesele z Kofolą

Dzięki uprzejmości Czeskiego Marketu mam przyjemność przedstawić Wam zdjęcia z prawdopodobnie pierwszego wesela z Kofolą. 

23 czerwca był dla Państwa Młodych niezwykłym dniem nie tylko ze względu na to, że tego dnia odbywał się ich ślub. Tego dnia na weselnych stołach miała gościć Kofola. Zrezygnowano zupełnie z Pepsi i Coca Coli i zdecydowano się ugościć przybyłą rodzinę i znajomych Kofolą w różnych smakach.

Jak wiemy, jedni za butelkę tego czeskiego napoju dali by się zabić, drugim w ogóle „to coś” nie smakuje. Nie mamy informacji ilu gościom weselnym Kofola nie przypadła do gustu, ale jesteśmy przekonani, że taka odmiana była bardzo ciekawa.

Państwu Młodym życzymy stu lat szczęśliwego pożycia!

 

Czesi chaluparskou potęgą

Podczas gdy w latach dziewięćdziesiątych wydawało się, że era mieszkania na działkach w domkach letniskowych (czes. Chalupaření) w Czechach nieodwołalnie się  kończy, tak się nie stało. Wręcz przeciwnie, liczba domków i domów używanych wyłącznie do rekreacji rośnie, a Czesi w ich liczbie na mieszkańca zajmują drugie miejsce na świecie, tuż za Szwedami.

W 1970 roku w Czechach było 25 000 domków letniskowych, dziś Szacuje się, że jest ich ponad 166 000. Oprócz tego są domy wakacyjne – ich liczba wynosi około 400 tys.

Powody, dla których obiekty rekreacyjne są tak popularne wśród Czechów, jest kilka. Domek letniskowy, jeżeli jest własnością rodziny, jest jednym z najtańszych sposobów na spędzenie weekendów i świąt.

Chalupaření  jest również jednym z najlepszych sposobów na relaks i odpoczynek. Ale również zarobek. Czechów koszą zwłaszcza sklepy z asortymentem działkowym. Kosiarki, nasiona, narzędzia budowalne – ktoś za to musi słono zapłacić. Badania wykazały, że Czesi w dobie kryzysu wolą sprzedać swój majątek, biżuterię, samochody niż oddać działkę, w którą włożyli tyle pracy.

Niesłychaną karierę robią wszelkiego rodzaju programy telewizyjne dla działkowiczów. Wydawane są różne książki o tematyce grillowo-ogrodowej.

„Weź urlop i wynajmij domek” – brzmią hasła z reklam dla czeskich rodzin. Jak się okazuje w dobie bankrutujących biur podróży i niepokojów społecznych (zwłaszcza w Północnej Afryce) Czesi wybierają spokój (Klid a Pohoda) na działce.

Ci, którym pozwalają na to warunki wynajmują swoje domki letnikom. Ceny wynoszą ok 1000 koron za rodzinę w zależności od warunków.

Ponadto wśród młodych żyjących nad Wełtawą zapanowała moda całorocznego mieszkania w odciętej od cywilizacji chałupie. Warunkiem jest jej odległość od pracy nie większa niż 100 km. Ci najbardziej nowoczesni prąd pozyskują z paneli słonecznych. Solarna gorączka opanowała zresztą całą Republikę. Zainteresowanie tego typu energią wzrosło ponad pietnastokrotnie! Mała elektrownia na dachu chałupy kosztuje od 100 do 200 tysięcy koron, inwestycja zwraca się po 10 latach. Myślę, że Czech zrobi wiele dla zachowania piękna swej osławionej hymnem przyrody.

Źródło 1 Źródło 2

Czeskie potraviny

Mianem české potraviny określamy wszelkiego rodzaju produkty spożywcze, które znajdziemy w czeskich sklepach. Różnica między Polską a Czechami jest taka, że na czeskich półkach znajdziemy więcej rodzajów produktów niż w kraju nad Wisłą. 

Bolesnym, dla wszystkich czechofilów, przykładem jest brak Kofoli w polskich sklepach. Przenosząc tutaj wpisy ze starego bloga trafiłem na wpis informujący o tym, iż specjał ten w najbliższej przyszłości będzie dostępny w Polsce. Zapewniał o tym nasz prezydent Komorowski. Minęło tyle czasu od wyboru Bronka na głowę państwa, a nic w tej materii nie drgnęło. Producent Hoop Coli wykupionej przez Czechów z Krnova również milczy na ten temat. Pozostaje nam tylko przestać wierzyć w rządowe obietnice i zamawiać Kofolę z Czeskiego Marketu.

Kolega z Pragi Tomasz, który przybył do mnie w odwiedziny był zaskoczony brakiem  pewnych produktów w Polsce. Mówił przede wszystkim o różnego rodzaju limitowanych edycjach znanych napojów, które świetnie przyjęły się w Czechach a u nas nikt czasem o nich nie słyszał (choćby Fanta Mango albo Mandarynkowa). Coca-Cola waniliowa dostępna jest u nas tylko importowana w zaporowej cenie. A kto z Was wie co to jest MezzoMix, w którym zakochało się wielu Czechów? No właśnie… Mam wrażenie, że niektóre wytwory globalizacji i kapitalizmu do Polski nigdy nie dotrą.

Wczoraj ktoś zapytał mnie, gdzie w Warszawie dostanie knedlik. O dziwo ten czeski specjał kupimy w Realu i czasem w Lidlu. Tylko zastanawiam się z czego składa się taki knedlik, skoro jego data przydatności do spożycia wypada na moje przyszłoroczne urodziny.  Knedlik kupiony w Czechach ma datę trwałości góra tydzień. Niemniej jednak, zagorzali Czechofile kupią realowski knedlik i zaleją go sviczkowym sosem.

Ktoś powie: „Cudze chwali, swego nie zna”. Zna i poleca! Zwłaszcza swoim czeskim braciom. Tomasz z Pragi jest fanem naszego sosu grzybowego w proszku (sam nie wiem skąd on go wytrzasnął, jak mógł coś takiego znaleźć). Tak jak na mnie Kofola działa pobudzająco, tak na Tomasza działa Prince Polo, zwany przez niego Polo Princ. Cały wyjazd był podporządkowany wizytom w kioskach, sklepach osiedlowych i hipermarketach i zakupie każdego rodzaju tego wafelka. Dziwiło mnie to, gdyż Czesi Prince Polo jedzą w postaci wafelka Siesta (robi go ta sama Olza z Cieszyna). Tomasz mówił, że nie ma to jak jeść oryginał.

Podczas penetracji sklepowych półek Tomasz znalazł niemieckie banany w czekoladzie (pycha!) oraz słowackie Horalki, zwane od niedawna Góralkami. Zapytał zdziwiony dlaczego sprowadzamy to od Słowaków i Niemców a nie od Czechów. Przecież Czesi mają najlepsze potraviny. (notabene dało się zauważyć odwieczną niechęć Czechów do Słowaków… Ale to tak na marginesie. Może kiedyś powstanie o tym osoby wpis).

Podczas ostrej wymiany zdań z Tomaszem dowiedziałem się, że nie dość, że mamy słabo zaopatrzone sklepy, to jeszcze mniej zarabiamy. Kolejny raz słyszę od Czecha, że nam się biedniej żyje. 1 PLN = 6 koron. Za 6 koron w Czechach nie kupisz prawie nic a u nas masz za to Prince Polo, bananka w czekoladzie i połowę chleba. Żeby załagodzić sytuację prażak dodał, że oni zarabiają więcej, ale mają też wyższe ceny. Wyższy jest też VAT na potraviny (przy okazji warto wspomnieć, że Polska ma jeden z najniższych podatków na żywność w UE i na przykład Litwini przy granicy kupują co tydzień jedzenie głównie w Polsce z względu na różnicę VAT).

Podsumować można to stwierdzeniem, że gdyby w Polsce byłoby tak samo jak w Republice, nie miało by nas Czechofilów co tam tak ciągnąć.

Dla chętnych jeszcze artykuł po czesku.

Warszawa oczami Czecha

Z kartką z imieniem Tomáš oraz aparatami udaliśmy się na halę przylotów warszawskiego lotniska. Długo oczekiwany gość z Prahy został powitany na lotnisku niczym gwiazda. 

Jakiś rok temu miałem już przyjemność gościć Tomasza w Polsce. Wtedy wspólnie zwiedzaliśmy Kraków oraz były obóz zagłady w Oświęcimiu. Teraz przyszedł czas na naszą stolicę.

Na zwiedzanie wszystkich atrakcji przeznaczyłem cztery dni. Postanowiłem sobie, że jedyne co mój praski gość zobaczy w Warszawie to będą wszelkiego rodzaju parki i zielone tereny. Wszak podobno Warszawa jest jedynym europejskim miastem, które można przejść z północy na południe nie wychodząc z parku. Komunistyczny beton poszedł w odstawkę.

Na pierwszy rzut Wilanów i Łazienki. To co najładniejsze w stolicy nie zachwyciło prażaka – wszak piękniejsze budowle ma na co dzień w Pradze. Strzałem w dziesiątkę okazał się Stadion Narodowy dumnie prężący się nad brudną Wisłą. Nie dość, że rzeka brudna, to jej niezagospodarowany praski brzeg skutecznie odstrasza turystów. Tomasz potwierdził to, co wielu Czechów powtarza o Warszawie: nasza stolica wyglądem przypomina Moskwę. Szerokie ulice, wielkie przestrzenie no i ten PKiN.

Kolejne punkty programu to Saska Kępa wraz z ulicą Czeską, ogrody na BUW, Pole Mokotowskie. Na sam koniec klasyk czyli Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto. O żadnych muzeach nie było mowy, Tomasza interesowało tylko chodzenie po mieście i chłonięcie Warszawy.

Nie mogło się obejść bez degustacji polskiej kuchni. Po nieudanych próbach gotowania żurku odpuściłem go sobie, nie ryzykowałem też zakupu zupy w proszku. Pozostały pierogi. Na ruskie ciężko było Czecha namówić (nazwa mówi sama za siebie), ale smażone pierogi z kapustą i grzybami podane z barszczem czerwonym zrobiły furorę! Po tak obfitym obiedzie nie mogło zabraknąć polskiej wódki. Czech wódce niechętny uparł się, że wypije jabłkowego browara. Zaproponował za to, żebym spróbował Wyborowej limonkowej z Mountain Dew. Drink smakował jak nalewka Squash o smaku marihuany, którą po praz pierwszy w życiu spróbowałem w Pradze.  Po solidnej dawce marihuanowego trunku udaliśmy się do klubu.

Nic w Warszawie nie podobało się Czechowi jak nasze kluby. Zakaz palenia, uśmiechnięci ludzie, świetni didżeje („My w Pradze to chyba przez następne 30 lat będziemy tańczyć do remiksowanej Vondraczkovej, a wy tutaj macie jak w Londynie!”). Nawet browar za 8 zł smakował tak dobrze jak nigdy dotąd.

Nocny spacer po „czystych i bezpiecznych” warszawskich ulicach to była dla Tomasza sama przyjemność. Spora liczba zagranicznych turystów tylko utwierdziła Czecha w przekonaniu, że Warszawa to już nie tylko „socjalistyczna betonowa pustynia” ale przede wszystkich nowoczesne i dynamiczne europejskie miasto.

Starą prawobrzeżną Pragę sobie odpuściliśmy. Wszyscy dookoła zgodnie twierdzili, że pokazując prażakowi to miejsce zniszczę mu obraz tej nowoczesnej stolicy. Pragę czeską i warszawską łączyć zawsze będzie tylko nazwa.

Trwają poszukiwania uprowadzonej dziewczynki

Poszukująca porwanej w środę 3-tygodniowej Michaly Janovej czeska policja ponownie dokonała w piątek przeglądu autostrady z Usti na Łabą do granicy Niemiec, starając się znaleźć ślady lub porzucone auto, ale nie przyniosło to rezultatu.

„Nic mi nie wiadomo o tym, aby czeska policja poprosiła o pomoc (w poszukiwaniach) polskich partnerów i inne kraje europejskie, z wyjątkiem naszych kolegów z Niemiec” – powiedziała PAP rzeczniczka policji północnych Czech Petra Trypesova.

Rzeczniczka przyznała, że porywacze, którzy najprawdopodobniej uciekli przez granicę czesko-niemiecką, mogli przedostać się do Polski. Obecne śledztwo w sprawie uprowadzenia koncentruje się jednak na „niemieckim wątku”. Przeglądane są dziesiątki minut nagrań z drogowych kamer wideo na terenie Czech i Niemiec.

„Pracujemy nie tylko w terenie, ale i w lokalnych biurach policji, badając każdy ślad. Mamy wielu naocznych świadków wydarzenia, ale na razie nic konkretnego z ich wypowiedzi nie wynika” – stwierdziła Trypesova.

Rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji insp. Mariusz Sokołowski, pytany o informacje, jakoby czescy funkcjonariusze wcale nie zwracali się o pomoc do Polaków, podkreślił swoje zdziwienie, gdyż informacja z Czech do Polski trafiła za pośrednictwem biura SIRENE, czyli organu odpowiedzialnego za wymianę informacji między krajowymi służbami w ramach systemu informacyjnego strefy Schengen.

„Kanałem międzynarodowym przez biuro SIRENE przyszła do nas notatka z prośbą o rozpowszechnienie tej informacji w mediach. Widziałem faks i zdjęcia od nich, które zamieściliśmy na stronie internetowej. Mogę się tylko i wyłącznie zdziwić takim informacjom” – powiedział Sokołowski.

„Wciąż jesteśmy w kontakcie z czeską policją, bo to od nich otrzymaliśmy w nocy kolejną informację, że o wiele bardziej niż polski jest prawdopodobny trop niemiecki” – dodał rzecznik KGP.

Rodzina uprowadzonej prowadzi śledztwo na własną rękę. 40 samochodów przeczesuje całe czesko-niemieckie pogranicze. Wyznaczono również nagrodę za odnalezienie dziewczynki. Na przystankach autobusowych rozwieszono jej fotografie.

Michala Janova została uprowadzona w środę o godzinie 14.30 na skwerze nieopodal przystanku autobusowego w miejscowości Trmice koło Usti nad Łabą. Mężczyzna zabrał dziecko z wózka na oczach przerażonej matki, która nie zdążyła zareagować, ponieważ trzymała za rączkę starsze dziecko, i wraz ze swoją partnerką uciekł w kierunku Niemiec czarnym samochodem VW Touran na ukradzionych białoruskich numerach rejestracyjnych. Najprawdopodobniej porywacze zdążyli już zmienić samochód i swój wygląd. Auta dotąd nie odnaleziono.

Andrzej Niewiadowski

Źródło: wyborcza.pl

 

Czesi na wakacjach

Dość długo mnie tu nie było, a to za sprawą urlopu, na który musiałem się wyrwać, gdyż miałem już dość wszystkiego. Dałem przekonać się swoim znajomym, żeby zamiast czeskich gór wybrać polskie morze. Było warto.

Słoneczna i piaszczysta plaża w Karwi oszołomiła mnie zupełnie. Nie sądziłem, że polskie wybrzeże może zaoferować tak fajne warunki do plażowania. Słońca było co niemiara, nie straszna była nawet chłodnawa bałtycka woda. Po dwóch dniach przewalania się z boku na bok zaczęło mi się nudzić. Ciągle zastanawiałem się nad tym, że powinienem się cieszyć, że tu jestem, bo Czesi dostępu do morza nie mają. Pamiętamy te słynne strony facebookowe, gdzie Czesi nawołują do rozparcelowania Polski, żeby mieć dla siebie morze.

I wtem nadjechał do Karwi…czeski samochód z przyczepą typu camper. Cała czeska rodzinka radośnie wytoczyła się z samochodu i pobiegła w stronę morza. Wtedy sobie pomyślałem: „Biedaki, tyle przejechali po tych okropnych polskich drogach, żeby nacieszyć się zimnym polskim morzem…” No tak, urlop w Polsce na pewno wyjdzie ich taniej niż w Chorwacji czy Włoszech. Czy urlop się im udał? Tego nie wiem, bo pewnie jeszcze leżakują na piaszczystej plaży.

W drodze powrotnej do Warszawy widziałem jeszcze z samochodu dwa auta na ostrawskich numerach rejestracyjnych. Jechali za sobą na wspólny urlop. Zacząłem za nimi krzyczeć: „Aaaaa! Czesi!” W myśli powiedziałem sobie: „To fajnie, że Czesi chcą do nas przyjeżdzać…”

Szybki powrót do Warszawy i już w czwartek, 5 lipca odbieram Prażaka z lotniska. Trzeba tak pokazać mu Warszawę, żeby chciał tu wrócić. Właśnie jesteśmy po pierwszym dniu zwiedzania (ale o tym później na blogu), a Czechowi zostały jeszcze trzy dni wolnego. Pozwolił sobie tu przylecieć, bo w Republice zaczął się długi weekend.

Dziś 5 lipca Święto Cyryla i Metodego. Opis tego dnia w tym wpisie. Jutro (6lipca) rocznica Spalenia Jana Husa. Później sobota i niedziala. Z moich informacji wynika, że Praga zupełnie opustoszała. Czesi udali się na wakacje. Najczęściej wybierane kierunki to Chorwacja, Włochy, Hiszpania, Egipt, Grecja, Turcja i…Dominikana.

Mój kolega Czech, który akurat najbardziej upodobał sobie Włochy, a Polskę postrzegał jako dziki kraj, po dzisiejszym zwiedzaniu inaczej zaczyna postrzegać nasz kraj.

Jako hrom z čistého nebe

Wyjazd na Mazury i Podlasie miał być odskocznią od warszawskiego pędu i pośpiechu. Przecież na wschodzie życie płynie wolniej a obcowanie z przyrodą daje odpoczynek.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie wymyślił, na coś nie trafił. Tym razem, jak grom z jasnego nieba (Jako hrom z čistého nebe) w samym centrum Białegostoku pojawił się Czech. Niewiele myśląc poszliśmy na piwo i smażeny syr. Zaczęła się rozmowa i wymiana uprzejmości: jak to fajnie mówię po czesku, jak wiele wiem. Następnie opowieści jak to ciężko jest Czechowi w Polsce bez pracy, że Polacy mają problemy z poprawnym zapisaniem czeskich nazwisk. Jedno trzeba stwierdzić: każdemu obcokrajowcowi jest trudno w obcym kraju. Przeżywałem to samo, gdy mieszkałem w Czechach.

Później się okazało, że moja obsesja jest większa niż przypuszczałem. Swoją wiedzą na temat czeskiej kultury, czeskich świąt narodowych i czeskiej kuchni przyćmiłem rodowitego Czecha.  Uświadomiłem go co to jest Kulajda i jakie święto obchodzi się w Czechach 5 lipca. Poza tym kolega w końcu dowiedział się ode mnie, gdzie w Białymstoku może kupić Kofolę i markowe czeskie piwo.  Moja wiedza zaskoczyła samego Czecha jak i ludzi dookoła. Zacząłem się zastanawiać czy to ja jestem aż tak postrzelony na tym punkcie czy po prostu niektórzy Czesi nie przywiązują do pewnych spraw takiej wagi.

Jednak wisienką na torcie okazało się wyznanie naszego Czecha, że nie lubi pić piwa. Jakże to, Czech i nie pije piwa? Jest on drugim moim czeskim znajomym, który łamie stereotyp Czecha-piwosza. Potwierdziło się natomiast jedno: Czesi rzeczywiście nie jedzą surówek.

Zapytacie co ściągnęło Czecha aż na koniec Polski? Ano, láska odpowiadam. Tak samo láska jest czynnikiem, który ściąga czechofilów do Republiki.

Czeskiego potopu nie było

Długo oczekiwany mecz Czechy-Portugalia miał zaprowadzić naszych braci do półfinału. Jak się okazało Czesi nie mieli jednak szczęścia…

Czwartek, godzina 19:30. Garstka czechofilów zebrała się pod Strefą Kibica, żeby wspólnie kibicować Czechom. Ku mojej uciesze w kilku miejscach można było wypatrzeć Czechów. Niewielu ich niestety było. Jak się później okazało reszta spędzała czas na Krakowskim Przedmieściu bądź przy Stadionie Narodowym. W centrum poszczególni Czesi z wymalowanymi na twarzy flagami i w koszulkach reprezentacji wesoło przemieszczali się z miejsca na miejsce. Nie można ich było ani złapać ani się z nimi zbratać. Na okrzyk „Ahoj” reagowali uśmiechem i machaniem ręką. To wszystko.

W samej strefie kibica Czesi stali z tyłu. Było ich niewielu. Za żadną cenę nie można było ich wyciągnąć do zabawy. Ciekawą sytuacją było to, że wielu Polaków przebrało się za Czechów, poznać Czecha można było jedynie po mowie. Im bardziej zawzięta była drużyna Portugalii, tym głośniej Czechów dopingowali…Polacy.

Nauczyć Polaków czeskich przyśpiewek zajęło mi chyba z minutę. Tylko na moment dołączyły do nas Czeszki, żeby zaprezentować nową piosenkę, której jeszcze nie znałem. Gdy przekonały się jak nachalni potrafią być pijani Polacy szybko się ulotniły. Zawodniczka Portugalii, niejaka Krystyna R., ciągle atakowała czeską bramkę. Emocje sięgnęły zenitu. Polacy śpiewali „Czesi chcemy gola” a rozczuleni Czesi nagrywali polski doping komórkami.

Po przegranym meczu sprawdził się czarny scenariusz przepowiedziany przez korespondentów czeskich mediów: Czesi szybko i niespostrzeżenie ulotnili się do hoteli. Wsiedli w auta i odjechali. Kwadrans po meczu nie widzieliśmy w strefie już żadnych Czechów. Może wybrali się na Nowy Świat na piwo?  Tego nie wiem, musiałem wracać do domu.  Według mnie liczniejsi byli portugalscy kibice.

Mecz był piękny, Czesi walczyli do końca. Jednak ten wieczór był dla mnie wyjątkowy również z innego powodu:  mogłem zobaczyć jak pięknie Polacy kibicują Czechom. Widzę, że Polacy coraz więcej interesują się naszymi południowymi sąsiadami. A przecież właśnie o to nam czechofilom chodzi!

Dziś po południu drużyna Czech opuściła Wrocław.

„Nie mamy Ronaldo, ale gramy na luzie”

Karol z Brna: – Wywróżyłem z piwa, że wygrają Czechy. Może nie mamy Ronaldo, ale gramy na luzie. Miguel z Bregi: – Nowa fryzura Ronaldo wszystkich rozniesie. Pięć do zera. Stawiam na to piwny żeton!

Mariusz przyszedł do strefy kibica z czeską flagą i czekoladą.

Czekoladę wygrał w konkursie. Postawił na wygraną Czechów z Polakami. Czekolada – czeska, oryginalna Studentska – przyszła pocztą. Flagę kupił jeszcze przed Euro. Na co dzień prowadzi bloga dla czechofilów. Wczoraj do strefy przyszedł z przyjaciółmi: Justyną, Joanną, Kasią, Danem i Sylwią. – Zaraził nas tym czechofilstwem. Jesteśmy już Czechom zupełnie oddani. A on to już ma zupełnego świra. Nawet w internecie podpisuje się jako Zdenek Novotny – opowiadali wymalowani w czeskie barwy z czeskimi opaskami i czeskimi flagami. Dziewczyny miały nawet kolczyki z Krecikiem.

– Ahoj! – zatrzymał się przy nich mężczyzna przekonany, że rozmawia z prawdziwymi Czechami. – Mam nadzieję, że, bracia Słowianie, dziś wygracie!

– Będzie 1:0 dla Czechów, Ronaldo nie pomoże – obstawiał wynik Mariusz.

Godzina do meczu. W strefie kibica jeszcze pustki. Choć Polska dziś nie gra, z piwem w ręku krąży tu co najmniej kilku „Lewandowskich”. Portugalczycy ćwiczą doping. Czesi tańczą pod sceną, bo z głośnika leci „Malowany dzbanek” Heleny Vondraczkowej. Kilku ma na policzkach wymalowane polskie flagi. Podobno panu, który je malował, skończyła się niebieska farba. Inni podejrzewają polski sabotaż.

Karol z Brna: – Wywróżyłem dzisiaj z piwa, że wygrają Czechy. Może nie mamy Ronaldo, ale za to gramy na luzie.

Na scenie przeciąganie liny. Portugalczycy wygrywają z Czechami 2:0.

Anna Romanowska, która na jednym policzku wymalowała flagę czeską, a na drugim portugalską, tłumaczy: – Jakoś nie mogłam się zdecydować. Podczas meczu zobaczę, za kim mi będzie bliżej.

Obok Miguel z Bregi otula się portugalską flagą: – Żonę zostawiłem w domu. I dobrze. Jakby zobaczyła te wasze ładne dziewczyny, toby była zazdrosna i byśmy chyba musieli wracać. Ale będzie mecz, zobaczysz, człowieku! Nowa fryzura Ronaldo wszystkich rozniesie. Pięć do zera. Stawiam na to piwny żeton!

Mariusz Bujnowski uczy czeskich piłkarskich przyśpiewek: „Ole, ole! Wyhrajme, wyhrajme”.

– A podczas meczu z Polską komu kibicowałeś?

– Przyszedłem z dwiema flagami. Dla kogo była akcja, to taką machałem. Ale jak Czesi zdobyli bramkę i zacząłem wrzeszczeć z radości, ludzie dziwnie się na mnie patrzyli.

Na telebimie stoją już drużyny obu państw. Jest Cristiano Ronaldo. Kilka dziewczyn piszczy. Kilku chłopaków prycha: „O, patrz. Jest Krystyna!”.

Hymn Portugalii. Miguel śpiewa o „Heróis do mar, nobre povo…”, czyli o „bohaterach mórz, plemieniu szlachetnym”. Potem Czesi. Mariusz dobrze zna słowa: „V sadě skví se jara květ, zemský ráj to na pohled! („W sadzie wiosenny kwiat, widać, że to ziemski raj”).
Gdy zaczyna się mecz, strefa jest już całkiem dobrze wypchana.

Miguel obgryza paznokcie: – Coś fryzura dziś nie pomaga!

– Czy to jest właśnie ta chwila, gdy Portugalia strzeli bramkę? – stopniuje napięcie z telebimu Dariusz Szpakowski.

– Nieee! To nie ta! – wrzeszczy Mariusz. A piłka jakby krzykiem odbita mija o centymetry czeską bramkę.

Jakieś dziecko w tłumie: – Tato, dlaczego ten bramkarz Czech nazywa się Czech?

Koniec pierwszej połowy. Wszyscy biorą głęboki oddech. Mariusz i przyjaciele czechofile – jak prawdziwi Czesi – idą na piwo. – Naprawdę wszyscy myślą, że jesteśmy Czechami. Udzielaliśmy już wywiadu Al-Dżazirze – chwalą się. – Z telewizją polską też mieliśmy wywiad po angielsku.

Miguel ściera pot z czoła i wcina kiełbaskę: – Myślałem, że będzie łatwiej.

Druga połowa. Wskazówki coraz dalej, a strefa piszczy i łapie się za głowę częściej. Gol! Miguel woła, że naprawdę „grande”, Czesi ze stresu wychylają piwo do dna. Nerwy.

Anna Romanowska: – Już się zdecydowałam. Kibicuję Portugalii, bo grają ładniej!

90. minuta, w stronę portugalskiej bramki biegnie nawet bramkarz Petr Czech.

– Petra, Petra! – skanduje czeski tłum.

Ale to już koniec. Gwizdek. Brawa.

Mariusz Bujnowski: – Szacunek dla jednych i drugich. Świetna walka. Niestety, Ronaldo jednak pomógł.

– Ahoj! Nie wyszło! – woła ktoś z tłumu.

Grzegorz Szymanik

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑