CZECHOFIL

NAJLEPSZY BLOG O CZECHACH

Warszawa oczami Czecha

Z kartką z imieniem Tomáš oraz aparatami udaliśmy się na halę przylotów warszawskiego lotniska. Długo oczekiwany gość z Prahy został powitany na lotnisku niczym gwiazda. 

Jakiś rok temu miałem już przyjemność gościć Tomasza w Polsce. Wtedy wspólnie zwiedzaliśmy Kraków oraz były obóz zagłady w Oświęcimiu. Teraz przyszedł czas na naszą stolicę.

Na zwiedzanie wszystkich atrakcji przeznaczyłem cztery dni. Postanowiłem sobie, że jedyne co mój praski gość zobaczy w Warszawie to będą wszelkiego rodzaju parki i zielone tereny. Wszak podobno Warszawa jest jedynym europejskim miastem, które można przejść z północy na południe nie wychodząc z parku. Komunistyczny beton poszedł w odstawkę.

Na pierwszy rzut Wilanów i Łazienki. To co najładniejsze w stolicy nie zachwyciło prażaka – wszak piękniejsze budowle ma na co dzień w Pradze. Strzałem w dziesiątkę okazał się Stadion Narodowy dumnie prężący się nad brudną Wisłą. Nie dość, że rzeka brudna, to jej niezagospodarowany praski brzeg skutecznie odstrasza turystów. Tomasz potwierdził to, co wielu Czechów powtarza o Warszawie: nasza stolica wyglądem przypomina Moskwę. Szerokie ulice, wielkie przestrzenie no i ten PKiN.

Kolejne punkty programu to Saska Kępa wraz z ulicą Czeską, ogrody na BUW, Pole Mokotowskie. Na sam koniec klasyk czyli Krakowskie Przedmieście i Stare Miasto. O żadnych muzeach nie było mowy, Tomasza interesowało tylko chodzenie po mieście i chłonięcie Warszawy.

Nie mogło się obejść bez degustacji polskiej kuchni. Po nieudanych próbach gotowania żurku odpuściłem go sobie, nie ryzykowałem też zakupu zupy w proszku. Pozostały pierogi. Na ruskie ciężko było Czecha namówić (nazwa mówi sama za siebie), ale smażone pierogi z kapustą i grzybami podane z barszczem czerwonym zrobiły furorę! Po tak obfitym obiedzie nie mogło zabraknąć polskiej wódki. Czech wódce niechętny uparł się, że wypije jabłkowego browara. Zaproponował za to, żebym spróbował Wyborowej limonkowej z Mountain Dew. Drink smakował jak nalewka Squash o smaku marihuany, którą po praz pierwszy w życiu spróbowałem w Pradze.  Po solidnej dawce marihuanowego trunku udaliśmy się do klubu.

Nic w Warszawie nie podobało się Czechowi jak nasze kluby. Zakaz palenia, uśmiechnięci ludzie, świetni didżeje („My w Pradze to chyba przez następne 30 lat będziemy tańczyć do remiksowanej Vondraczkovej, a wy tutaj macie jak w Londynie!”). Nawet browar za 8 zł smakował tak dobrze jak nigdy dotąd.

Nocny spacer po „czystych i bezpiecznych” warszawskich ulicach to była dla Tomasza sama przyjemność. Spora liczba zagranicznych turystów tylko utwierdziła Czecha w przekonaniu, że Warszawa to już nie tylko „socjalistyczna betonowa pustynia” ale przede wszystkich nowoczesne i dynamiczne europejskie miasto.

Starą prawobrzeżną Pragę sobie odpuściliśmy. Wszyscy dookoła zgodnie twierdzili, że pokazując prażakowi to miejsce zniszczę mu obraz tej nowoczesnej stolicy. Pragę czeską i warszawską łączyć zawsze będzie tylko nazwa.

Advertisements

2 comments on “Warszawa oczami Czecha

  1. Lech Wałęsa
    12 października 2012

    Oni nam wstrzymywali transport broni w trakcie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 i zagarnęli Zaolzie, a Wy ich przyjmujecie jak równych nam – wstyd!

  2. Jacek Szura
    10 lipca 2012

    Dobra robota!

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Information

This entry was posted on 9 lipca 2012 by in Społeczeństwo and tagged , , .

KONTAKT

czeskaholka@gmail.com

FACEBOOK

facebook.com/czechofile

CZECHOFIL

© Czechofil 2010-2016. All rights reserved.

ARCHIWUM

%d bloggers like this: