Alkoholowa panika w Czechach. Bezpieczny ten co nie pije

Z godziny na godzinę rośnie w Czechach liczba zatruć alkoholem metylowym. Przybywa przypadków hospitalizacji, ślepnięcia oraz śmierci. – Bezpieczny jest w tej chwili tylko ten, kto w ogóle nie pije twardego alkoholu – powiedział czeski minister zdrowia Leoš Heger. Wyznaczono nagrodę miliona koron (ok. 170 tysięcy złotych) za wskazanie źródła dystrybucji zatrutego alkoholu.

Ostrawski bezdomny był 19. ofiarą metanolu w Czechach w ciągu ostatniego tygodnia., ale sprawa nie dotyczy jedynie bezdomnych. Kilkadziesiąt osób nadal przebywa w szpitalach z objawami zatrucia. Wiele z nich jest w stanie krytycznym. Najmłodszą ofiarą trefnego alkoholu jest 21-letnia dziewczyna, najstarszą 73-letni mężczyzna. Wśród ofiar śmiertelnych są również: 62-letni mężczyzna, znaleziony martwy w swym mieszkaniu w Hawierzowie i 59-letnia kobieta oraz mężczyzna w tym samym wieku, zmarli w szpitalu klinicznym w Ostrawie.
Zakaz sprzedaży w kioskach

Metanol u naszych sąsiadów zabijał już wcześniej, ale nie na taką skalę. Pierwszą ofiarę odnotowano w Czechach 13 maja. Obecnie sytuacja stała się na tyle poważna, że czeski rząd uznał za konieczne powołanie sztabu kryzysowego. W środę podczas konferencji prasowej, minister zdrowia Leoš Heger ogłosił zakaz sprzedaży alkoholu powyżej 30% w kioskach, straganach oraz ruchomych punktach sprzedaży.

Specjalny lek z Norwegii

Do czasu wykrycia źródła pochodzenia trującego alkoholu, władza nie wykluczyła wprowadzenia prohibicji. Czescy lekarze mają otrzymać specjalny lek z Norwegii. Będą nim leczeni pacjenci, których nie można leczyć innym sposobem ze względu na dużą zawartość alkoholu we krwi. Lekarze przyznali, że jednemu pacjentowi piwo uratowało życie, ponieważ popił nim wódkę. Co ciekawe jako pierwszą pomoc przy zatruciu, podaje się czysty alkohol, który działa jako antidotum i rozcieńcza ten zatruty.

Policja ostrzega przed spożywaniem alkoholu z niepewnych źródeł. Każe również zwracać uwagę na zabezpieczenie butelek banderolą. Wczoraj w internecie opublikowała zdjęcia etykiet alkoholi, mogących zawierać metanol. Są to m.in. rum Božkov i Tuzemák firmy AB Style z Frydka Mistka w litrowych butelkach.
500 tajemniczych butelek

O wprowadzenie alkoholu metylowego do obrotu podejrzanych jest kilka osób. Dotychczas zatrzymano m.in. 36-latka z Hawierzowa. Postawiono mu zarzut przestępstwa. Przebywa w areszcie. Policja zatrzymała również właściciela sklepu nocnego, w którym kupili zatruty alkohol ludzie zatruci. Sklep we wtorek zamknięto. Policjanci także w środę zatrzymali jego dostawcę alkoholu. Jedną z ofiar była kobieta, mieszkająca w budynku, w którym znajduje się sklep.

Czeska policja oraz celnicy prowadzą wzmożone kontrole alkoholu w sklepach, magazynach i restauracjach. Część zakupionych butelek znajduje się w domach, dlatego na szeroką skalę prowadzona jest kampania informacyjna. Wczoraj policja w Zlinie odkryła nielegalny skład w garażu z ok. 500 butelkami alkoholu niewiadomego pochodzenia oraz kilka tysięcy podrobionych etykiet. Widnieje na nich m.in. Likierka Drak. Firma za podanie źródła dystrybucji zatrutego alkoholu obiecała milion koron nagrody. Zatrzymano 73-letniego właściciela garażu.

Polscy celnicy ostrzegają

Izba Celna w Katowicach także wprowadziła kontrole, ale nie planuje zaprzestać sprzedaży alkoholu. Na stronach internetowych polskich urzędów pojawiają się zdjęcia podejrzanych trunków. Panuje zamieszanie, które udziela się także Polakom mieszkającym w pobliżu czeskiej granicy. Media choćby Śląska Cieszyńskiego szczegółowo donoszą o czeskich wydarzeniach. Dziś niewielu polskich amatorów czeskiego twardego alkoholu skusiło się na zakup trunków w zwykle obleganych sklepach na ulicy Hlavnej w Czeskim Cieszynie, tuż za polską granicą.

Ewa Gajewska, Łukasz Grzesiczak

Autorzy tekstu są redaktorami portalu o Czechach i Słowacji Novinka.pl 

Źródło: gazeta.pl

Piwo już nie smakuje? Czas na alkohol metylowy

Liczba śmiertelnych ofiar zatrucia alkoholem metylowym, wprowadzonym nielegalnie do obrotu w Republice Czeskiej pod postacią podrabianych firmowych napojów wyskokowych, wzrosła do siedmiu – poinformowali przedstawiciele policji i służb zdrowia. 

W szpitalu w Przerovie na środkowych Morawach zmarł we wtorek 45-letni mężczyzna, przyjęty tam w poniedziałek. W tym samym szpitalu przebywają jeszcze dwie inne ofiary zatrucia – 73-letni mężczyzna w stanie krytycznym oraz 52-letnia kobieta, która mimo ciężkiego stanu zaczyna dochodzić do siebie i odzyskała już wzrok.

Również we wtorek policja potwierdziła, że metanol był przyczyną zgonu 21-letniej dziewczyny, którą znaleziono martwą w hotelu robotniczym w miejscowości Osek nad Beczwą w powiecie Przerov. Tego samego dnia podano, że w szpitalu w Przybramie w środkowych Czechach zmarł 38-letni mężczyzna, u którego alkohol metylowy spowodował niewydolność nerek i wątroby.

Czwarta odnotowana we wtorek ofiara śmiertelna to 28-letnia mieszkanka Ligotki Kameralnej we wchodzącym w skład kraju (województwa) morawsko-śląskiego powiecie Frydek-Mistek. Jej 60-letniego ojca, będącego w stanie krytycznym, przewieziono do szpitala w Trzyńcu.

Pierwsze trzy spowodowane zatruciem zgony zarejestrowano w ubiegłym tygodniu w kraju morawsko-śląskim. 62-letni mężczyzna został znaleziony martwy w swym mieszkaniu w Hawierzowie, a 59-letnia kobieta i mężczyzna w tym samym wieku zmarli w szpitalu klinicznym w Ostrawie.

W szpitalu w Hawierzowie przebywa obecnie pięcioro zatrutych, w tym kobieta, której stan uważa się za beznadziejny. Spośród dwóch leczonych w szpitalu w Ostrawie jeden jest poza niebezpieczeństwem utraty życia, ale oślepł, a drugi nie odzyskał dotąd przytomności.

Podejrzany o wprowadzenie alkoholu metylowego do obrotu 36-letni mieszkaniec Hawierzowa przebywa w areszcie. Postawiono mu zarzut przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, ale dokładnej kwalifikacji czynu policja nie ujawniła.

Wietnamczycy konkurencją dla Żabek

Marko chce bojować o klienta z siecią detalicznych sklepów Žabka. Gigant zakłada sklepiki Můj obchod, które prowadzić będą Wietnamczycy.

Do końca września miałoby być około 20 sklepów w zielono-pomarańczowych barwach – podaje Forbes. Pierwsze działają już w praskich Průhonicích a także środkowoczeskich Olbramovicích.

Wietnamczycy stanowią siedem z 800 tysięcy klientów sieci Makro. Ich zakupy stanowią osiem procent całkowitego dochodu sieci. To właśnie wietnamskie večerky, które możemy znależć już na każdym rogu czekich miast, będą stanowić trzon pod nowy interes Makro.

„Moim założeniem jest przemianować wietnamskie sklepy na Můj obchod na zasadzie tzw. miękkiej franczyzy. Sprzedawcy będą mieli te same uniformy, sklepy będą miały ten sam wystrój a nawet oświetlenie. Jednak ceny i promocje właściciele będą mogli ustalać sami” – powiedział Vo Van, kierownik projektu.

Vo Van to osoba, która łączy interesy Wietnamczyków i Czechów. „On zna wszystkich i wszyscy znają jego. Wietnamczycy nazywają go już Mr. Makro. Myślę, że skoro oni mu ufają, ten projekt ma ogromne szanse na powodzenie” – powiedział rzecznik Makro w Republice Axel Hluchy.

Czesi uwielbiają večerky. Mogą tam kupić praktycznie każdy produkt, a sklepy otwarte są do bardzo późna. Niektóre nawet całą dobę. Oprócz przystępnych cen, siłą tych miejsc jest ich dostępność. Teraz po rebrandingu nie dość, że będą blisko, to w dodatku będą miały stały układ półek i asortyment. Pozostaje tylko liczyć na to, że Wietnamczycy nauczą się w końcu mówić po czesku…

Czy w nowych sklepach pojawią się nowe chipsy Bohemia o smaku soli drogowej z Polski?

Czesi jako pracownicy są konserwatywni

Dwie trzecie Czechów przyznaje się do tego, że mają styczność ze swoją pracą nawet podczas letniego urlopu. Aż 11 procent pracowników nie bierze ani jednego dnia wolnego w całym roku! Praca dla Czecha jest niezwykle ważna. Większość naszych sąsiadów twierdzi, że im więcej będzie pracować, tym bardziej będą lojalni w stosunku do swej firmy.

Czesi niechętnie jeżdżą pracować za granicę. Według badania Komisji Europejskiej jeden na dziesięciu Czechów jest gotów pracować poza granicami Republiki.

Młoda generacja Czechów szybko zmienia te statystyki. W ciągu trzech lat od badania, chętnych do zatrudnienia na obczyźnie przybyło o 38 procent! Najwięcej Czechów pracuje w krajach niemiecko- i anglo-języcznych. Wykonują zwykle prace, przy których nie potrzebują wysokich kwalfikacji. Liczą jednak na dużo wyższe niż w kraju wynagrodzenie.

„Atrakcyjne kierunki to ciągle Wielka Brytania, Irlandia, Nemcy, ale również Austria i Szwajcaria. Za granicą wciąż obowiązuje hasło złote czeskie rączki. Niestety słyszy się również negatywne opinie o Czechah złodziejach, aroganckich szwejkach. Najwięcej Czechów pracuje jako robotnicy, kelnerzy, pomoce kuchenne, ale też na przykład jako asystenci w biurach i kancelariach” – powiedziała Weronika Kondziolková z branżowego portalu džob.cz. Oprócz tego wielu czeskich lekarzy można spotkać w niemieckich szpitalach.

Na czeskim rynku pracy brakuje dobrze wykształconych specjalistów. Powstałą lukę szybko wypełnili fachowcy z Europy wschodniej, ale też z Polski. Polscy górnicy chwalą sobie pracę w karwińskich kopalniach węgla.

Jeżeli Czech ma doświadczenie oraz porządne wykształcenie na pewno znajdzie świetnie płatną pracę w Republice Czeskiej. I bardzo się ucieszy z tej posady, gdyż woli siedzieć w swym małym kraju niż szwędać się u obcych.

Popyt na miejsca pracy, na które nie trzeba mieć wysokich kwalfikacji jest ogromny. W rejonie Ostrawy, Wysoczyny i regionie Pilzna mieszkańcy szukają przede wszystkim pracy w fabrykach i innych zakładach pracy. Przedsiębiorstwa walczą o każde zamówienia, których jest niewiele i zamiast zatrudniać, zwalniają kolejnych pracowników.

Zlot Czechofilów we Wrocławiu?

Halo Wrocław!

Pamiętacie jak zrobiłem ankietę, w którym regionie Polski mieszka najwięcej Czechofilów? Wygrał Wrocław. Może czas najwyższy aby to piekne miasto stało się tłem do wspólnego spotkania?

Stolica Dolnego Śląska ma to szczęście, że posiada dostęp do czeskiej granicy. Bliskość Republiki wzbudza w Czechofilach radość, że mogą tak szybko odwiedzić naszych sąsiadów, napić się Kofoli, usłyszeć język czeski. Ale czy Wrocław ma także aktywnych Czechofilów, którzy marzą o jakimś ciekawym wydarzeniu i potrafiliby wziąć sprawy w swoje ręce i coś takiego zorganizować?

Czas, by w końcu wszyscy wrocławscy Czechofile mieli swój udział i wkład w promowanie Republiki Czeskiej w Polsce.

Chciałbym zorganizować coś na wzór Zlotu Czechofilów i liczę, że niektórym z Was uda się coś ciekawego wymyślić. Poznań był najlepszym przykładem jak zrobić wielką i ciekawą imprezę małymi nakładami. Nie chodzi tu o pieniądze, ale o pomysły i zaangażowanie.

Proponuję termin 27/28 października. Wtedy ja oraz trzej inni warszawscy Czechofile będziemy we Wrocławiu. Wtedy także przyjedzie z Pragi mój przyjaciel Czech. Zawsze mówił, że chętnie zobaczy na czym ta „czechofilia” polega 😉

Liczę, że ktoś z Was zgłosi się do mnie (na maila ceskykluk@gmail.com) z pomysłami, które ja będę mógł nagłośnic na blogu. Nie narzekajcie, że Zloty odbywają się tylko w Warszawie, weźcie sprawy w swoje ręce, wcielcie pomysły w życie, zaproście fajne osoby, dogadajcie się z jakimś pubem i wzamian za reklamę na blogu/facebooku poproście o użyczenie lokalu.

Ja proponujuę fajny lokal „Kuźnia Dobrych Klimatów”, gdzie leją czeskie piwo i podają knedliky. Jeżeli nic ze Zlotu nie wypali, to możemy się tam umówić na piwo. Wcześniej trzeba oczywiście rezerwować stoliki.

Czekam na Wasze pomysły do końca września!

ceskykluk@gmail.com

Turysto! Zakochaj się w Republice Czeskiej!

CzechTourism postanowił „rozruszać” trochę ruch turystyczny w Republice Czeskiej i postawił na ścieżki śladami znanych osób

Kampania stawia na historie znanych ludzi, którzy kiedykolwiek pojawili się na ziemi czeskiej. Podróże śladami np. Goethego mają być „niezapomniane”.

Niemców na pewno zaintersuje szlak zakochanego w siedemnastolatce Goethego. Gdy ta spotkała na swej drodze 72-letniego poetę, została przez niego poproszona o rękę. Odmówiła. Zrozpaczony Niemiec swój żal wylał na papier i tak oto powstała „Mariánskolázeňská elegie”. Wspomniana niewiasta imieniem Ulrika już nigdy za mąż nie wyszła. Zmarła w wieku 95 lat w czeskich Třebívlicích.

Z kolei Praga swym pięknem powaliła na kolana Alberta Einsteina. To właśnie to miasto zainspirowało go do stworzenia teori względności. Włochów na pewno zainteresuje historia ich pisarza Franceska Petrarku, który również zakochał się w stolicy Republiki. To, że Praga oszołomi każdego wcale nie dziwi, mnie nie dziwi również, że Piotr Czajkowski tak bardzo zakochał się w Pradze i Czechach, że zaczął uczyć się języka czeskiego.

Kampania wystartuje jak najszybciej się da, aby przedłużyć sezon turystyczny. „Naszym celem jest ożywić ruch turystów i utrzymać na dobrym poziomie dochody w sferze turystycznej. Jednak najbardziej liczymy na zwiększenie rozpoznawalności naszego kraju za granicą” – powiedział szef CzechTourism Rostislav Vondruška.

Reklamy kampani pokazywane będą w wielu krajach europejskich, m.in. w Polsce. Banery oraz zajawki pojawią się też np. w piśmie National Geographic czy francuskim Le Monde.

Szał na punkcie zniżek

Czesi oszaleli na punkcie grupowych zniżek. Stron, na których dostępne są różne zniżki, przybywa jak grzybów po deszczu. Czesi na tych portalach wydali w poprzednim roku w sumie 37 miliardów koron. Dlaczego więc większość tych portali szybko upada?

Zniżkowe portale stały się fenomenem w Czeskiej Republice już dwa lata temu. Pojawiło się mnóstwo zniżek, do których Czesi nie byli przyzwyczajeni. Tak ogromna ilość zniżek zaskoczyła naszych sąsiadów, zaczęła się gorączka zakupów.

Przedsiębiorcy wcale nie musieli się wysilać – skopiowali zagraniczne serwery, podpisali wiele umów partnerskich i sprzedaż ruszyła. Wraz z rozwojem zniżkowych sklepów powstało też kilka portali umożliwiających porównywanie ofert. Z opcji porównania skorzystało ponad milion Czechów.

Wkrótce rynek stał się bardzo nasycony. Sklepy walcząc o klienta, stawały na głowie, aby jak najbardziej obniżyć ceny ofert. Jednak tylko kilka serwerów potrafiło wyrobić sobie markę i stało się rozpoznawalnych na rynku. Eksperci są pewni – dalsze prowadzenie takich serwerów na przestrzeni lat stanie się jeszcze bardziej opłacalne.

O ile prognozy na przyszły rok są pozytywne (zysk o dodatkowe 3 miliardy koron i wzrost o 65 proc.) o tyle ciągłe zmniejszanie marży (w tej chwili 15 proc.) wykończy w końcu właścicieli mniejszych portali, ale giganci będą mieli się dobrze.

Prowadzenie zwykłych e-shopów (których w Republice jest ponad 21 tysięcy) stanie się mniej opłacalnie niż prowadzenie tzw. „slevomatów”. Z badań wynika, że Czesi w Internecie kupują głównie komputery, odzież, buty, zniżkowe kupony, telefony i smartfony, bilety, a nawet kondomy. Mężczyźni na internetowe zakupy wydają więcej niż kobiety. 16 procent panów wydaje od 1000 – 3000 koron rocznie, kwotę 10 000 – 20 000 wydaje 18 procent panów i 14 procent pań.

Najczęściej pieniądze w Internecie wydają wykształcone osoby w wieku 25 – 34 lata, które mieszkają w mieście powyżej 100 000 mieszkańców. Najchętniej robią to mieszkańcy Pragi, a najrzadziej mieszkańcy regionu Ostrawy.

 

Zdrada niszczy budżet Czechów

Wraz z nadejściem weekendu, na czeskim Internecie przybywa artykułów związanych z nocnym życiem, ale także dotyczących związków małżeńskich. I tak oto wyczytałem, że aż 40 proc. Czechów przyznaje się do zdrady…

Bardziej niż samą zdradą, redaktorzy przejmują się tym, iż zdrady właśnie przyczyniają się do ruiny małżeńskich budżetów. Zdrada to nie jest takie „hop siup”, jak się dowiadujemy – to jest bardzo kosztowne i złożone działanie.

Zdradzający mąż wydaje na swoje miłosne podboje połowę rodzinnego budżetu – ostrzega Aleš Pospíšil z Poštovní spořitelny. Opłaty za telefon, prezenty, restauracje, opery i hotele najczęściej pochłaniają około 2 500 koron miesięcznie. Na pierwszy rzut oka nie jest to dużo, ale jeśli ktoś zdradza żonę przez cały rok, kwota pomnożona przez 12 miesięcy daje imponujący wynik. Ale to i tak jest nic w porównaniu z tym, ile potrafią wydać najbardziej hojni kochankowie. Rekordziści wydali rocznie równowartość trzech średnich czeskich pensji.

Poštovní spořitelna tworząc swe badanie podzieliła czeskich kochanków na trzy grupy: oszczędnych (wydają na zaloty do 2 000 kc/miesiąc), średniaków (2-5 tys. kc) i bogaczy (ponad 5 tys. kc). Mimo wielkich kwot wydawanych na pozamałżeńskie przyjemności, Czesi potrafią się opamiętać i zamiast oszczędzać na pierścionkach i hotelach, oszczędzają na transporcie. Jak się okazało, na swe miłosne podboje Czesi chadzają pieszo bądź jadą autobusem miejskim. Takie rozwiązanie jest niezwykle tanie w dobie drożejącej benzyny. Wyjazdy trzy razy w tygodniu do kochanki autem skutecznie zniszczyłyby rodzinny budżet.

Kryzys spowodował też zmianę  miejsca spotkań. Drogie hotele i tańsze motele odchodzą w zapomnienie. Kochankowie z powodu oszczędności najczęściej spotykają się we własnych domach pod nieobecność jednego z małżonków. To nie koniec pomysłów Czechów – żeby jeszcze bardziej przyoszczędzić, lokum szukają u swych przyjaciół jak też w Internecie. Jedno takie spotkanie w wynajętym pokoju kosztuje przynajmniej 500 koron.

35. procent mężczyzn i 54. procent kobiet kupuje prezenty swej nowej miłości. Na ten cel wydają około 300 koron miesięcznie. Niektórzy, ci bardziej przedsiębiorczy zapraszają kochanki na obiady, biorą faktury, a koszty wliczają  w obiad firmowy, za który płaci szef.

Strach paraliżuje kochanków

Z obawy przed zdemaskowaniem, czescy kochankowie praktycznie nie nigdzie razem nie wychodzą. Jeśli już, najczęściej jest to restauracja albo to teatr. Wydają wtedy najczęściej 500 koron. Dla 84. procent Czechów wakacje z kochanką są bardzo ciekawą propozycją, ale z obawy przed wpadką rezygnują z niej. Jedynie niektórzy szczęściarze zabierają kochankę na swój służbowy wyjazd, bo przecież rachunki zapłaci firma.

Aby zatrzeć ślady niewierności, za prezenty i inne wydatki Czech nie zapłaci kartą. 96. procent to płatności gotówką. Jeżeli Czech już zapłaci kartą, najczęściej są to małe kwoty. Transakcje są „bezpieczne” tzn. że jeśli kupuję kwiaty kochance, kupię je również i żonie. Ci najbardziej przezorni zakładają oddzielne konta – z pieniędzy na nich zgromadzonych opłacają swe kochanki.

Co jest moje, to jest moje

Czeskie żony nie interesują się tak bardzo wydatkami swoich mężów i odwrotnie. Badanie agencji Datank, w którym udział wzięło 2 000 respondentów z całej Republiki pokazało, że czeskie rodziny dzielą się na trzy grupy:

  •  Wszystko jest nasze – 37. proc. uważa, że wszystkie ich dochody są wspólne;
  •  Moje jest moje – 41. procent małżeństw jak też związków partnerskich na tej zasadzie opiera swoje finanse.
  •  Razem, ale na dwóch kontach – 13. procent Czechów przechowuje pieniądze na dwóch kontach w obawie przed śmiercią drugiej osoby, jednak wydatki ustalają wspólnie.

Fakty:

  •  40. procent Czechów przyznało się do zdrady małżonka;
  • 50.  procent Czechów starszych niż 50 lat zdradza swego partnera;
  • najbardziej niewierne osoby mieszkają w Pradze (48%), Kraju środkowoczeskim (47%) oraz w Kraju morawsko-śląskim (43%).

Czeskie hospody już nie są takie jak dawniej

Klasyczna czeska hospoda z piwem, utopencami i smażakami przestaje być dla Czechów kluczowym miejscem wspólnych spotkań. Powodują to nie tylko wyrastające jak grzyby po deszczu pizzerie, bary, bistra czy herny, ale także fakt, że społeczne życie traci na wartości.

Obecnie hospody zapełniają się jedynie podczas ważnych międzynarodowych wydarzeń sportowych, indywidualne mniej popularne dziedziny nie cieszą oka Czechów. Gościom znudziły się też piłkarzyki czy rzutki będące częścią niektórych pubów. Więcej atrakcji przynoszą gry komputerowe.

Zmiany zauważają nie tylko właściciele hospod, ale również socjologowie. Od roku 2004, kiedy ostatni raz badano zwyczaje Czechów, zmieniło się traktowanie hospod jako miejsc spotkań, dyskusji, wymiany zdań i poglądów, pohody i odpoczynku. Teraz Czesi szukają w tych miejscach przede wszystkim dobrego piwa i taniego jedzenia.

Ženy do hospod

Kobiety w Czeskich hospodach to coraz częstszy widok. Według agencji CVVM wynika to z tego, że miejsca te przestają być tak bardzo zadymione jak kiedyś oraz mniej głośne. Czeszkom podoba się także to, że wystrój hospod się poprawił: stare drewniane stoły zastępowane są stylowymi sofami a kraciaste ceraty obrusami. W 2004 roku kobiety chodziły do hospod trzy razy w ciągu dwóch miesięcy, a obecnie robią to dwa razy w miesiącu. Zwiększyła się też ilość pań w wieku 18-29 lat.

Niestety producenci piwa narzekają, że Czesi piją w hospodach coraz mniej piwa. Kiedy w 2005 roku przeciętny gość restauracji wypijał 164 litry piwa rocznie, teraz jest to tylko 145 litrów. Przyczyną może być cena piwa. Dla dwóch trzecich gości ponad 20 koron za pół litra piwa to jest już całkiem sporo.

Czasy, gdy Czecha zadowoli jedynie dobre piwo są już dawno za nami. W dobie, gdy dostępna jest szeroka oferta win oraz drinków, restauracje muszą walczyć o klienta rozszerzając swą ofertę. Nawet ulubiony trunek Czechów Fernet musiał zmodyfikować swą ofertę i wprowadzić szereg smakowych modyfikacji.

Mimo tych smutnych wiadomości nie musimy się bać, że hospody zupełnie znikną. Ponad 86 proc. Czechów deklaruje, że odwiedza te przybytki chociaż raz w miesiącu. Jedynie w małych miasteczkach da się zauważyć to, że nie zaglądają tam kobiety. Póki w hospodach będzie dobre jakościowo piwo nie ma się co martwić o przyszłość tych czeskich przybytków tak uwielbianych przez wszystkich Czechofilów.

Czesi na Mazurach

Jesteśmy na wczasach w tych MAZURSKICH lasach, w promieniach słonecznych opalamy się…

Czy Wy też tak macie, że Czechów przyciągacie? Co jak co, ale Mazury to region dość odległy dla Czechów i niezbyt często tu przyjeżdżają.  Nic już mnie nie zdziwi po dzisiejszym wypadzie wąskotorówką z Ełku 15km w głąb mazurskich lasów. Lokomotywa lekko sunie po szynach, ich wąski rozstaw powoduje, że rytmicznie bujamy się raz w prawą stronę raz w lewą. Przy każdym przejeździe słychać głośny gwizd i bucha para. Przystanek Mrozy Wielkie, a żar się z nieba leje. Do czerwonego wagonika wsiada małżeństwo. Już na pierwszy rzut oka coś zaświtało. Koszulka z rajdu rowerowego z napisami czeskimi jeszcze bardziej podgrzała atmosferę. Moment konsternacji i … jest – pośród dzikich drzew, buchającej pary z lokomotywy i dźwięku migawek z aparatów turystów usłyszałem język czeski. Radość olbrzymia, ale pierwsze co nasuwa się na myśl, co oni tu, pośród dziczy gdzieś głęboko w lesie robią? O dziwo, nie wyglądali jak stereotypowi Czesi. Ubrani zwyczajnie, jak normlani turyści, bez skarpet pod kolana, bez toreb foliowych, lecz schludnie i swobodnie, z lnianą eko-siatką.

Warto uczyć się języka, znajomość czeskiego pomogła. Konduktor słysząc, że nowi pasażerowie nie rozmawiają po polsku zapytał łamiącym się głosem: „sprechen  Sie deutsch?” Od razu wysłałem Czechofila do pomocy. Szybko dogadali się co do ceny biletu i miejsca dojazdu kolejki. Tak rozpoczęła się wakacyjna przygoda…

Pola, jeziora, rosnąca wysoko kukurydza nasuwała mi myśl: „A gdyby tak zrobić w niej labirynty, pobuszować, zgubić się w niej, a później głośno krzyczeć AHOJ?!” W tym momencie moje myśli zostały przerwane przez rozbrzmiały ostatni już gwizd i konduktorski krzyk: „Stacja końcowa, czas rozpalać ognisko!”

Drewno ustawione, dzieci na polanie rozgrywają mecz dziewczynki kontra chłopcy, a my Czechów zaprosiliśmy do wspólnego biesiadowania. Pani Petra na samym początku strzeliła Czechofilowi komplement, że ma ładny akcent i prawie nie słychać, że jest Polakiem. Serce urosło, duma rozbiła dystans i mogliśmy swobodnie usiąść. Nasi napotkani Czesi, Państwo Novakowie pochodzą z Karkonoszy. Mieszkają zaraz przy polskiej granicy, dlatego później przyznali się, że znają trochę polskich słówek, ale są radzi że mogą rozmawiać po czesku. Opowieści nie było końca, zapytani co robią właśnie tu, w tej głuszy, odpowiedzieli, że ich syn bierze udział w rajdach rowerowych, a ostatni właśnie przebiegał przez ełcką promenadę. Z racji tego, że jest to spory kawałek od Czech, postanowili spędzić tu kilka dni i wypocząć nad jeziorem. Mieszkają w gospodarstwie agroturystycznym, co ciężko im było wypowiedzieć lecz domyśliliśmy się po wcześniejszych kombinacjach słowotwórczych w po czesku zaczynając od „eko”,” ekogospodarka”. Pan Vladimír ubolewał, że jego kraj nie ma tak pięknych naturalnych jezior, dlatego każdą wolną chwilę spędza na wędkowaniu na swoim 3-metrowym pontonie.

Mój poprzedni wpis opowiadał o typowych zachowaniach Czechów na wakacjach. I tak Pani Petra zdradziła nam, że gdziekolwiek jadą ważna jest dla nich jakość jedzenia. Niektóre wyjazdy pamięta negatywnie z powodu braku dobrego pieczywa, dlatego na wszelki wypadek zabiera ze sobą paczuszki z popakowanymi sześcioma kromkami czeskiego chleba. Na tym wyjeździe dwie mazurskie kucharki przygotowały dla turystów cały gar pysznych kartaczy. Zachęciliśmy naszych biesiadników do spróbowania regionalnego specjału. Pan Vladimír powiedział, że kiedyś lubił bardziej knedliki, a teraz ubóstwia bramboraki, dlatego jak dowiedział się że to duży kawał ziemniaków z mięsem, nie omieszkał spróbować. Pani Petra tak była zachwycona specjałem, że tylko uszy się trzęsły, a chrupot gryzionego kiszonego ogórka uwalniał lekki uśmiech na jej twarzy. Dobrze doradziliśmy.

Wyjazdy i ciągłe podróże. Małżeństwo Czechów dotrzymywało nam cały czas towarzystwa, wspólnie opalanie kiełbasek nad ogniskiem sprzyjało kolejnym rozmowom. Tak dowiedzieliśmy się, że ci Państwo zwiedzili więcej miast w Polsce niż my razem. Są zauroczeni dobrodziejstwami Polski i nie wyobrażają sobie choć kilku dni wolnego nie spędzonych u nas. Pan Vladimír zapytał się czy można kąpać się w Wiśle. Często przyjeżdża do stolicy, syn jeździ na rajdy na bemowskie  lotnisko, a on chętnie gdzieś by popływał. Zszokowani takim pytaniem jednogłośnie odpowiedzieliśmy: „W Warszawie, w Wiśle? NIE!” Mamy zbyt brudną rzekę, żeby ryzykować. Zaproponowaliśmy mu kilka pobliskich jezior oraz zalew na północ od stolicy i oczywiście liczne otwarte plenerowe kąpieliska.

Nastąpił czas powrotu. Lokomotywa przyczepiona z drugiej strony, pasażerowie zajmują małe drewniane ławeczki. Wagoniki otwarte z możliwością podziwiania przyrody przepełnione, ale znaleźliśmy jeszcze ostatnie miejscówki. Pani Petra przyszła się pożegnać, bo niestety wolne miejsca znalazła w ostatnim wagoniku. Nie było nam dane wspólnie rozmawiać i fotografować się. Nasyceni całodniowymi pogawędkami zasiedliśmy. Para buch, koła w ruch, a mi się w oku łza kręci. Cały dzień laby, brak zmartwień i przesympatyczne towarzystwo odchodzi z każdym kilometrem do lamusa, a zielona tabliczka z napisem Ełk, a pod nią znak teren zabudowany spowodował otrzeźwienie i uświadomił mi, że czas już wrócić do miejskich klimatów. Czechofil zapewnił mnie, że w przyszłym sezonie, przy kolejnym urlopie też można się wybrać w taką podróż, ale czy i wtedy spotkamy Czechów, którzy tak chętnie ćwiczyli z nami czeski?

Nie wiem jak to się dzieje. Gdzie nie pojedziemy, tam Czechów spotkamy. Wizyta w Augustowie zaowocowała uroczą zabawą w Czeskim Lunaparku. Niestety dopiero dziś nadeszła możliwość swobodnego zapoznania się z Czechami i mogliśmy z nimi na luzie porozmawiać. Wokół ogniska zebrało się skupisko „gapiów”, którzy byli zaskoczeni,  że dogadujemy się z przyjezdnymi tak płynnie. Uważam, że Państwo Novakowie dotrzymali nam lepszego towarzystwa, niż polska młodzież  szalejąca z browarami nad rzeką. Bardzo miło spędziłem ten dzień i jeszcze nie raz będę wracał do naszych kochanych Czechów.

Pozdrowienia z krainy kartaczy

Dan Stefański

44. rocznica interwencji wojsk Układu Warszawskiego

W Pradze i w Bratysławie upamiętniono we wtorek 44. rocznicę inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Interwencja położyła kres „praskiej wiośnie” – próbie demokratyzacji ustroju komunistycznej Czechosłowacji.

W Pradze główne uroczystości odbyły się pod gmachem Radia Publicznego. Politycy i mieszkańcy czeskiej stolicy złożyli wieńce w miejscu, gdzie zginęło 17 pracowników radia, którzy zbudowali barykadę usiłując nie dopuścić rosyjskich czołgów do rozgłośni nadającej niezależne informacje. W Bratysławie wieniec pod pamiątkową tablicą, upamiętniającą trzech studentów, którzy zginęli w sierpniu 1968 roku pod gmachem uniwersytetu, złożył przewodniczący opozycyjnej chadecji Jan Figel.

Zarówno czeskie, jak i słowackie media zwróciły uwagę, że w uroczystościach nie wzięli udziału ani prezydenci ani premierzy obu krajów. „Prezydent Słowacji Jan Gaszparovicz usprawiedliwił się pilnymi obowiązkami” – poinformowało publiczne radio.

W Czechach i na Słowacji stacje radiowe i telewizyjne przygotowały jednak wiele programów dokumentalnych: reportaży i relacji świadków.

W nocy z 20 na 21 sierpnia 1968 roku wojska ZSRR, Polski, Węgier i Bułgarii wkroczyły do ówczesnej Czechosłowacji, aby powstrzymać próbę demokratyzacji reżimu komunistycznego, określaną jako „praska wiosna”. Próbę podjęli działacze Komunistycznej Partii Czechosłowacji (KPCz) z pierwszym sekretarzem Aleksandrem Dubczekiem na czele.

W zamierzeniach reformatorów partia miała zrezygnować z kierowania wszystkimi aspektami życia gospodarczego i społecznego. Próba wprowadzenia „socjalizmu z ludzką twarzą” była z góry skazana na przegraną.

W interwencji, która miała przywrócić wiodącą rolę partii komunistycznej, wzięło udział 600 tysięcy żołnierzy i 6300 czołgów. Była to największa operacja wojskowa w historii powojennej Europy.

Więcej: 1, 2. Foto: google.pl

Najgorętszy dzień roku

Absolutny rekord ciepła padł w Czechach. W Dobrzichovicach koło Pragi termometry pokazały 40,4 stopnia w cieniu. Poprzedni rekord, z 1983 roku, był o 0,2 stopnia niższy.

Z powodu tropikalnych upałów skrócono czas pracy w wielu instytucjach do godziny 14. Opustoszały nawet budki wartownicze od strony placu Hradczańskiego na praskim Zamku. Prezydent Vaclav Klaus zezwolił, aby strażnicy opuścili swoje posterunki i nie byli wystawieni na palące promienie słońca.

Czesi szukali orzeźwienia gdzie tylko mogli. Na różne sposoby. Na Smichowie w Pradze młodzi Czesi bawili się w specjalnej skrzynce…

[zdj. Magdalena Havlova]

Czesi w hospodach bez dymka

W przyszłości być może zobaczymy czeskie hospody bez gęstego dymu kłębiącego się pod sufitem. Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzenia całkowitego zakazu palenia w restauracjach.

Martin Plíšek, minister zdrowia potwierdził, że oprócz powyższego zakazu, chce również aby przestano sprzedawać alkohol w automatach, gdyż najczęściej kupowali go nieletni.

 „Wyjątkiem będą ogrodzone ogrody pubów i restauracji. We wszystkich innych miejscach palenie będzie surowo karane. Zwiększy się też wysokość kary z obecnego tysiąca na 5 tysięcy koron. Właściciel lokalu, którego goście będą nagminnie łamać zakaz dostać może karę nawet miliona koron oraz cofnięcie koncesji. W skrajnych wypadkach może to być całkowite zamknięcie działalności” – tłumaczy minister i dodaje, że te zmiany podyktowane są troską o młodzież.

Czesi mają już dość palenia w restauracjach. Z kwietniowego badania Uniwersytetu Karola wynika, że 78 procent ludzi chce całkowitego zakazu palenia, z kolei bez dymka w pubie nie wytrzyma 9 procent Czechów. Co ciekawe, aż 40 procent zadeklarowanych palaczy popiera taki zakaz.

Nad projektem ustawy czescy posłowie pochylą się w październiku. Jeżeli projekt przejdzie, być może w czeskich hospodach nie zobaczymy już kłębów dymu papierosowego. I całe szczęście! Pamiętam, że od początku mej fascynacji czeskimi hospodami i zwyczajami w niej panującymi, denerwowało mnie, że nie mogę w nich oddychać. Dymu było zawsze tak dużo, że wytrzymywałem może godzinę. Prawdziwą udręką była zabawa w klubie. Nie dość, że zwykle ścisk jak w puszce sardynek, to jeszcze zawiesina szarego dymu.

Mieszkając w Ostrawie jakoś starałem się do tego przyzwyczaić, ale będąc w Pradze nawet nie odwiedzam klubów. Nie dość, że nikt się nie bawi, ścisk potworny to jeszcze multum palaczy. W Polsce imprezy są fajniejsze a powietrze wolne od tytoniowego smogu.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑