Czechofilka Jadwiga Jarczyk

*Przestała liczyć, na ilu już była koncertach „pana Nohavicy”. W bibliotece uniwersyteckiej, gdzie pracuje, nie zostawia współpracownikom kartek z wiadomościami po polsku, tylko po czesku. Niech się domyślają*

Podobno każdy spotyka takiego Czecha, na jakiego sobie zasłużył. Jeśli miałaby to być prawda, Jadwiga Jarczyk, informatyczka z zielonogórskiej Biblioteki Uniwersyteckiej, jest człowiekiem o złotym sercu. Jak dotąd trafiła tylko na dobrych, uprzejmych i otwartych Czechów.

Dlatego twierdzi, że wyszłoby nam wszystkim na dobre, gdyby kiedyś Polskę podbili Czesi. – Są spokojni, zrównoważeni. Za niczym nie gonią. Uważają, że życie trzeba przeżyć dobrze tu i teraz, a nie w wieczności. Potrafią się cieszyć z każdej najmniejszej rzeczy, nie narzekają – opowiada.

W Czechach czuje się bezpiecznie, w Polsce niekoniecznie. – Czasami muszę czekać na pociąg z Czech całą noc. W każdej, nawet najmniejszej mieścinie jest gospoda. Ludzie piją, bawią się, rozmawiają. Siedzisz w towarzystwie totalnie nietrzeźwym i ani przez chwilę się nie boisz – zapewnia.

Pewnego dnia zapadła w czeski sen. Nauczyła się języka, przeczytała kilkadziesiąt czeskich książek, obejrzała drugie tyle filmów. W bibliotece nie zostawia już współpracownikom kartek z wiadomościami po polsku, tylko po czesku. Niech się domyślają.

Pan Nohavica pyta, jak było

Czechofilka Jadwiga Jarczyk narodziła się w 2005 r. Na słupie w Poznaniu czyta: Jarom~r Nohavica w Centrum Kultury Zamek. – Nie był zupełnie obcy, w domu miałam dwie płyty. Byłam ciekawa, jak brzmią na żywo – wspomina. Koncert na 500 osób, Jadwiga zajmuje tylne rzędy. W torebce ma jedną z płyt Nohavicy. Ustawia się w kolejce po autograf. – Wyszłam odmieniona. Właśnie usłyszałam słowa, które idealnie formułowały moje własne myśli. Także te, których do tej pory nie nazywałam. Zdecydowałam, że trzeba zacząć żyć inaczej, spojrzeć do przodu – opowiada.

Czym przekonał ją Nohavica? – W Czechach jest gwiazdą. A jednak zachowuje się naturalnie, nie gra, nikogo nie oszukuje.

Nohavica śpiewa ballady o rodzinie, przyjaźni i miłości, o sporcie, codzienności i o tragedii wojny, ale gra też erotyki, piosenki biesiadne. – W tekstach jest radość życia, ale i trzeźwe, przenikliwe spojrzenie na naszą zwariowaną rzeczywistość. Czasem dyskutuje z Bogiem, ma do niego pretensje. Ujmuje dokładnie to, co myślę – mówi Jadwiga Jarczyk. – Wiersze nie zawierają zbędnych słów. Są mądre i prawdziwe.

I tak ruszyła lawina. Wrocław, Kędzierzyn, Kraków, Warszawa, Cieszyn, Ostrava, Praga, Brno. Jest tam, gdzie śpiewa. Jeżeli koncert jest w czwartek, bierze urlop. Na ilu koncertach już była? Nie wie. Przestała je liczyć. – Na kilkudziesięciu na pewno. Mogę spróbować określić dokładną liczbę, jeśli będzie taka potrzeba – proponuje.

Jeździ pociągami i autobusami. Śpi u rodziny, przyjaciół, innych fanów.

Żartuje, że „zapracowała sobie” na pewien drobny zaszczyt. Zdarza się, że bard po koncercie pyta ją: no i jak nam dziś poszło?

Koncerty Jarom~ra Nohavicy w Czechach przyciągają tysiące ludzi. Na widowni sztafeta pokoleń: dzieci, dorośli, ludzie starsi. Kobiety i mężczyźni, po równo, tu też nie ma reguły. – Byłam na koncercie w amfiteatrze u podnóża góry zamkowej, w miejscowości Hukvaldy. Przyszło 8 tys. osób. Byłam w szoku. Na scenie grał przecież człowiek z gitarą, a nie jakiś showman – opowiada Jadwiga.

O czeskim pieśniarzu nigdy nie mówi Jarek, Jarom~r, ani nawet Nohavica. Miłość do czeskiej kultury zaszczepił w niej „pan Nohavica”.

Żadnej „zachlastanej fifulki”

Pierwsze tłumaczenia zaczęła robić sama. Kupiła słowniki. Nie wierzy tłumaczeniom w internecie. Chciała wiedzieć o czym śpiewa „pan Nohavica”. – Nasze języki mają 27 proc. słów identycznych i jednocześnie to samo znaczących, wiem to z pewnej poważnej książki – zaznacza Jadwiga. – Poza tym pochodzę z Górnego Śląska. W gwarze i w czeskim są wspólne słowa pochodzenia niemieckiego, więc początki nie były takie straszne.

Przebrnęła dwuletni kurs czeskiego dla cudzoziemców na Uniwersytecie Warszawskim. Dziś z satysfakcją otwiera numer „Fantastyki”. Pokazuje swoje tłumaczenie artykułu Martina Fajkusa o fantastyce w Czechach i na Słowacji. Oddycha z ulgą, gdy biblioteka prowadzi rozmowy z czeskimi książnicami. – Nie muszę się męczyć z angielskim – wyjaśnia.

Czeski urzekł ją zabawnymi pułapkami. Dementuje, jakoby istnieć miały słowa typu „drevny kocour” (krążą żarty, że to po czesku wiewiórka) albo „zachlastana fifulka” (niby, że zaczarowany flet). Te zwroty są oczywiście zmyślone, ale – Poraziło mnie słowo „poprava”. W Polsce, wiadomo, oznacza zmianę na lepsze. „Poprawa” po czesku to egzekucja. Czyli taki człowiek „poprawiony” w Czechach jest już polepszony ostatecznie. I na pewno nic złego więcej nie zrobi.

Jej biblioteka ugina się od czeskiej klasyki. Na półce Jaroslav Seifert, Ota Pavel, Bohumil Hrabal, Ota Filip.

Ulubiona lektura? – „Wszystkie uroki świata” Seiferta.

A najbliższa? – Na pewno „Malý Princ” Antoine de Saint-Exupery’ego. Od zawsze i na zawsze – mówi.

Nasza rozmowa dobiega końca. Jadwiga musi się jeszcze spakować. Jutro rano wyjeżdża do stolicy. Zgadnijcie, po co. Podpowiem, że się rymuje.

gazeta.pl

Tradycje wielkanocne w Czechach

kraslice.jpg

Kraslice – pisanki

Przez długie lata ustroju socjalistycznego tradycja Wielkiejnocy częściowo zanikła. Wraz z nowym ustrojem, powoli wracają tradycyjne święta. Czeska Wielkanoc to przede wszystkim pisanki, judasze, rózgi, drewniane figurki, drewniane kołatki i kolęda. Według sondy ( agencji Sofres-Factum) zamieszczonej w Mladá fronta Dnes z piątku 29 marca (strona 6) wynika, że 96 procent Czechów obchodzi święta Wielkiejnocy. Prawie 80 % nie ma zamiaru iść do kościoła, 75% oczekuje odwiedzin kolędników, 66% maluje jajka, a niecała jedna trzecia kolęduje.

*Zamiast palmy*

W Palmową Niedzielę powszechnym zwyczajem polskim jest święcenie palm, w Czechach natomiast święci się, o ile ktoś to robi, bazie. Niektórzy robią nawet z nich wianki. Oczywiście po czesku w nazwie niedzieli rozpoczynającej Wielki Tydzień nie będzie przymiotnika palmowa, ale kwiatowa, Kvetná Nedele) Minęły czasy kiedy przestrzegano ludowych obyczajów. Kiedyś po przyjściu z kościoła Czesi wkładali bazie za święty obrazek lub krzyż, gdzie stały przez cały rok. W niektórych miejscowościach łykano bazie, żeby ustrzec się od bólu gardła. Przestrzegano też zakazu pieczenia, żeby „nie zapiec kwiatu na drzewach.”

*Wielki Tydzień – tydzień barw*

Czeskie nazwy dni w Wielkim Tygodniu różnią się od polskich. U nas dominuje przymiotnik wielki (np. Wielki Czwartek, Wielki Piątek). Po czesku wielki jest tylko piątek, reszta dni ma w nazwie odpowiedni kolor i tak, poniedziałek jest niebieski (Modré pondelí), wtorek żółty (Žluté úterý), środa czarna (Cerná streda, rzadko używane), czwartek zielony (Zelený ctvrtek), sobota biała (Bílá sobota)

*Jarmark*

Do tradycji należy organizowanie świątecznych jarmarków, gdzie można zaopatrzyć się w świąteczne produkty: pisanki, słodycze, ozdoby takie jak: drewniane figurki, kołatki, i tak zwaną pomlázka czyli splecioną z wierzbowych witek rózgę na Poniedziałek Wielkanocny.

*Środa (Škaredá streda)*

Na Wielką środę Czesi mają najwięcej nazw. Najczęstsze z nich to škaredá i sazometná, rzadziej smetná lub cerná. Ze względu na to, że škaredit se oznacza dąsać się, wierzenia ludowe zabraniają się tego dnia dąsać. Kto nie posłucha tej dobrej rady będzie dąsał się co środę przez cały rok.
Druga nazwa wskazuje na stary zwyczaj czeski; w ten dzień Czesi wymiatali sadzę z komina.

*Czwartek (Zelený ctvrtek)*

Kolor zielony w nazwie czwartku według etymologii ludowej pochodzi od tego, że Pan Jezus modlił się na zielonej łące. W rzeczywistości nazwa ta związana jest z katolicką liturgią. Tego dnia milkną też dzwony, które zabrzmią dopiero w Wielką Sobotę. Dla zapewnienia sobie dostatku dobrze jest wraz z ostatnim biciem dzwonów zabrzęczeć monetami.
Kiedyś w Wielki Czwartek gospodynie wstawały rano, żeby mieć zamiecione jeszcze przed wschodem słońca. Aby w domu nie było pcheł, śmieci należało wynieść na skrzyżowanie lub za klepisko.
Z tej bogatej tradycji wielkoczwartkowej do dzisiaj przetrwały przede wszystkim tzw. judasze. Są to ciastka z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem.

*Piątek (Veliký pátek)*

Starym zwyczajem było przed wschodem słońca umyć się w potoku, co miało chronić przed chorobami. Niektórzy musieli się porządnie natrudzić, żeby uchronić się przed bólem zębów. Młodzi mężczyźni wyciągali ustami z potoku kamień, a następnie lewą ręką przerzucali go za głowę.

*Wielkanoc (Velikonoce)*

Kiedyś chodzono do kościoła święcić jedzenie, a następnie spożywano je w gronie rodzinnym. Dzisiaj, ze względu na laicyzację tych Świąt, oprócz wystroju domowego, raczej nic specjalnego się nie dzieje. Jest to dzień wolny od pracy. Większość Czechów wyjeżdża na działki, gdzie odpoczywają na świeżym powietrzu. Do tradycyjnego jedzenia należą przeróżne ciasta często w kształcie baranka. No i oczywiście judasze, ciastka zrobione z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem. W niektórych domach można znaleźć typowy dla tych Świąt wystrój: pisanki, figurki z drewna w kształcie gołąbków i baranków oraz drewniane kołatki.
W miejscowościach gdzie tradycja nie zginęła lub tam gdzie powoli wraca od rana chodzą kolędnicy z kołatkami i piszczałkami. Za pieśni dostają jedzenie a nieraz nawet pieniądze.

*Poniedziałek Wielkanocny*

pomlazka3.jpg

Tego dnia w zwyczaju jest pomlázka. Chłopcy z rózgami ganiają dziewczyny i smagają je po nogach. W zamian dostaną pisanki, kolorowe wstążki lub coś do jedzenia.

Przygotowała: Milena Hebal

*Všem přeji krásné Velikonoce!*

pomlazka.jpg

I Zlot Czechofilów

26 marca 2011 to był wyjątkowy dzień.

Przyznam szczerze, że gdy pewnego dnia obudziłem się rano z myślą, że zorganizuje Zlot Czechofilów, nie sądziłem, że ta myśl może być w ogóle zrealizowana.

Jednak przystąpiłem do działania – chodziłem i dzwoniłem, prosiłem – ale opłaciło się!

*******

Godzina 16.30 – wraz z Czechofilem Łukaszem pojawiamy się we Wrzeniu Świata. Pusto i cicho. Zaczynamy rozkładać swoje rzeczy. Gdy na rzutniku ukazało się logo mego bloga, podeszła do nas Pani Katerina Zdanowiczova z Czeskiego Centrum. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Zbliżała się godzina 17.00, ale wciąż nikogo nie było. Zostały 3 minuty a nikt się nawet nie kręci. Zacząłem się denerwować… Czy ktokolwiek się w ogóle zjawi?

Po jakiś 10 minutach pojawiały się nieśmiało kolejne osoby. Wkrótce okazało się, że zabrakło miejsca dla wszystkich przy tym wielkim stole, więc niektórzy zajęli też drugi, mniejszy stół. Zaczynamy!

Najpierw przemówiła pani Ivana Bílková, która zjawiła się z dziećmi. Świetne dzieciaki, mówiły po polsku i czesku a Uczestnikom Zlotu sprawiły mnóstwo radości, gdy się nawzajem licytowały kto lepiej mówi po polsku. Pani Bílková opowiadała o portalu Czechtourism.com którym się zajmuje. Przyznała, że Republika to nie tylko Praga, że są miliony innych cudownych miejsc jak na przykład Morawy czy też Szumawy. Doszliśmy do wniosku, że Polacy i Czesi dopiero teraz zaczynają się poznawać, że upłynie jeszcze dużo wody w Wiśle, zanim się sobą nawzajem zainteresujemy na większą skalę.

Kolejny gość, pani Katerina z Czeskiego Centrum opowiadała o możliwości podjęcia nauki języka czeskiego w ich siedzibie oraz o akcjach jakie organizują. Później dyskusja zeszła na temat tego, jak postrzegamy siebie nawzajem. Okazało się, co nie jest nowością, że w RC Polacy uchodzą za najgorszych kierowców oraz że nasz naród uwielbia sam sobie wymyślać problemy. Wszyscy zgodnie przyznali, że Polaków urzeka ta czeska pohoda i klidek. Ktoś w międzyczasie rzucił hasło, że w Czechach kochamy to, czego sami nie mamy – gdzieś już to słyszałem.  Przedstawicielka Czeskiego Centrum zaprosiła wszystkich Czechofili i sympatyków Republiki Czeskiej na pokazy filmowe, wystawy, pogadanki i inne kulturalne akcje organizowane w siedzibie przy Al. Róż 16 w Warszawie. Dla zainteresowanych program: warsaw.czechcentres.cz/

Po chwili postanowiłem wypytać każdego z Uczestników, co sprawiło, że stali się mniejszymi lub większymi Czechofilami. Należy zaznaczyć, że przyszły osoby w różnym wieku, co jest dowodem na to, że na tę czechofilską chorobę nigdy nie jest za późno!

Większość obecnych na Zlocie to osoby, które uczą się czeskiego właśnie w Czeskim Centrum, więc ich obecność na spotkaniu da się łatwo wytłumaczyć. Ale przyszły też osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Czechami, chciałyby się nauczyć języka, czegoś dowiedzieć.

Najbardziej podobało mi się, że wszyscy byli niezwykle otwarci, udzielali się, nie bali przemówić. Opowiadali o swojej sympatii, podróżach do Republiki, doświadczeniach z Czechami i językiem. Niektóre historie były naprawdę interesujące i zabawne.

Kiedy omówiliśmy kwestię stereotypów, podróży, języka itp, postanowiłem wspomnieć o sztuce Gottland, która widziałem w Ostrawie. W tym momencie niespodziewanie pojawił się w drzwiach sam Mariusz Szczygieł!! Niespodziewanie, bo miał być w Berlinie. Wszystkich ucieszyła ta nagła zmiana decyzji  Pan Mariusz dosiadł się i przysłuchiwał.

Ale miał tylko chwilę spokoju – w dwie minuty dostał kilkanaście pytań, najwięcej oczywiście ode mnie. Zauważyłem, że obecność Szczygła sprawiła ogromną radość studentom bohemistyki, którzy przyjechali na Zlot aż z Opola! Zaczęliśmy robić fotki, nadszedł czas też na autografy i dedykacje (niezwykłe dedykacje). Dyskusji i żartów nie było końca. Spotkanie przy aromatycznej kawie stało się jeszcze bardziej intymne.

Tak naprawdę 26 marca spełniło się moje marzenie – Zlot Czechofilów, poznanie osób o takich samych pasjach, poznanie Mariusza Szczygła (nie wspomnę o tym, że zaproponował mi przejście na „ty”) oraz uśmiech i to spojrzenie łaknących wiedzy i wrażeń Zlotowiczów.

Nadszedł czas wręczenia obiecanych nagród. Dwie książki Petra Szabacha, jedna Haliny Pawlovskiej oraz ta najważniejsza – Gottland po czesku z autografrem i gratulacjami od Szczygła znalazły swoich nowych właścicieli.

I tak nie wiadomo kiedy, z godziny 17.00 zrobiła się 22.00. Wrzenie Świata ucichło, klucz od drzwi trzeba było przekręcić.

*******

Nikt się tym jednak nie przejmował. Mniejszą już grupką udaliśmy się do pubu Czeska Baszta w Moście Poniatowskiego. Od drzwi witała nas Helena Vondrackova oraz Karel Gott. No i te 30 rodzajów regionalnego czeskiego piwa. Niestety Ostravara nie było więc na pocieszenie wypiłem Kofolę

Chłopaki do czarnej Cernej Hory zamówili sobie Hermelina a ja śpiewałem Helenę wymachując czeską flagą. Gdy zdarłem gardło przysiadłem się do naszej kochanej Czeszki Marketki, która pojawiła się na Zlocie. Była tam incognito, najpierw udawała Polkę by później po czesku poprosić mnie o adres e-mail Ja cieszyłem się, że poznałem kolejną Czeszkę (z Brna) a ona, że od pół roku może w końcu pogadać po czesku.

Minęło kilka godzin, a gdy zaszumiało nam w głowie postanowiliśmy się rozstać. Szybko, ale tylko dlatego, żeby został niedosyt i żeby przyjemniej było się spotkać następnym razem.

****

Jeśli ktoś z Was, Czytelników chciałby się niedługo spotkać w takim gronie zapraszam na nasz Facebookowy Czechofilowy profil. Tam możecie się wpisywać z propozycjami na spotkanie. Jedna propozycja już padła – czeski piknik na Polach Mokotowskich  Pamiętajcie, że w komunikacji i grupie siła! Dlatego Lajkujcie profil i piszcie.

A każdy Uczestnik Zlotu niech wysyła na profil swoje fotki i dzieli się wrażeniami. Zapraszam!!

www.facebook.com/czechofile

DSC01578.JPG
DSC01579.JPG
DSC01580.JPG
DSC01581.JPG
DSC01582.JPG
DSC01583.JPGDSC01584.JPGDSC01586.JPGDSC01587.JPGDSC01588.JPGDSC01589.JPGDSC01591.JPGDSC01592.JPGDSC01593.JPGDSC01594.JPG

Bohumil Hrabal

*Bohumil Hrabal* (ur. 28 marca 1914 w Brnie, zm. 3 lutego 1997 w Pradze), czeski pisarz, uważany za znaczącego twórcę światowej literatury XX wieku. Jego książki zostały przetłumaczone na ponad 25 języków. Według jego opowiadań powstało kilka filmów, z których najbardziej znane są Pociągi pod specjalnym nadzorem Jiříego Menzla (Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny).

Hrabal w swoich książkach (większość to zbiory luźno powiązanych ze sobą opowiadań) zawarł obraz Pragi, w której mieszkał przez większość swego życia, jako miejsca magicznego. Miejsca, które opisywał są dziś odwiedzane przez wielbicieli jego prozy z całego świata. Są to przede wszystkim knajpy, w tym szczególnie gospoda U Zlatého Tygra i cała dzielnica Libeň. Także postacie, które wypełniają karty jego dzieł są niezwykłe: żona Eliška, zwana także Pipsi, stryj Pepin, który pojawia się w prawie każdej książce, znajomi artyści opisani w Weselach w domu i ukochane przez pisarza koty. Niemal wszystkie historie opowiadane są przez Hrabala z dystansem, przymrużeniem oka, mimo że często dotyczą one smutnych przeżyć – II wojna światowa i zbrodnie popełniane przez niemieckich okupantów oraz w czasach komunistycznej dyktatury w Czechosłowacji. Ten sposób opowiadania wpisuje się w tradycję praskich pábiteli – bywalców knajp opowiadających przy piwie cudowne, częściowo zmyślone historie. Większość ludzi kocha tę literaturę właśnie za atmosferę serdeczności, ciepła, senności i surrealizmu oraz słodkiej ironii, z jaką patrzy autor na świat i własne życie. Dzięki niezwykłemu językowi, w którym odbija się czeszczyzna z praskich piwiarni, autor wywarł także wpływ na język Czechów.

A jak dziś wygląda dziś praska dzielnica Libeň?

Autor zdjęć: Jan Langer

b1.jpgb2.jpgb3.jpgb4.jpgb5.jpgb6.jpgb7.jpgb8.jpgb9.jpgb10.jpg

Przedwieczne stereotypy o Czechach

Jak widzę, ciągle Wam tego tematu mało. Oprócz tego, co już napisałem przedstawię teraz jak postrzegaliśmy naszych sąsiadów (i odwrotnie – jak oni nas widzieli) już w XVII w…

***********************************

Polacy od końca XIV wieku stali się czeskimi sojusznikami dlatego, że oba narody łączyło poczucie wspólnoty wzmocnione podobną motywacją – zagrożeniem z zewnątrz”. W odróżnieniu od okresu średniowiecza, jak również historii najnowszej, czeski obraz Polaków we wczesnej epoce nowożytnej, względnie w okresie przedbiałogórskim, był stosunkowo pozytywny. Wynikało to z ówczesnych kontaktów, które nie były obciążone konfliktami zbrojnymi, sporami terytorialnymi ani poważną konkurencją w sferze gospodarczej. Przez wpływową część czeskiego społeczeństwa stanowego Polacy byli postrzegani na ogół jako bracia, sprzymierzeńcy, patrioci, twórcy kultury, a nawet wzór kulturowy, choć także jako ludzie dzicy, skłonni do pijaństwa i korupcji.

Również polski szesnastowieczny obraz Czecha był pozytywny. O Czechach mówiono jako o „naszych braciach”, ceniono ich za godny sposób życia, rzetelność i dzielność, a „słowo Czecha” oznaczało gwarancję dotrzymania umowy. Korzystny był także obraz Czech i stosunków polsko-czeskich w kronice Marcina Kromera. Z drugiej strony w popularnej literaturze mieszczańskiej i sowizdrzalskiej nie brakowało negatywnego stereotypu Czecha jako skłonnego do pijaństwa i kradzieży. Znaczący był wówczas obraz „niewoli Czechów” pod władzą Habsburgów, który – jak skonstatował wybitny znawca polsko-czeskich kontaktów w okresie Odrodzenia, obecnie dziekan Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lubline, prof. Henryk Gmiterek – miał służyć zarówno uzasadnieniu negatywnego stotunku wobec habsburskiej kandydatury na tron polski, jak i podkreślaniu doskonałości ustroju polskiego. W tym drugim przypadku potwierdza się współzależność pomiędzy kształtowaniem się narodowego heterostereotypu i autostereotypu.

****************************************

Dziewiętnastowieczny negatywny polski stereotyp Czecha znalazł wyraz nawet w literaturze pięknej, która, jak wiadomo, jest w stanie tworzyć oraz umacniać różnego rodzaju mity i stereotypy. Znany wówczas w Galicji publicysta i satyryk Jan Lam (1838–1886) głównym bohaterem powieści Wielki świat Capowic (1869) uczynił Wenzla Pretschlitschcka, który, jak podaje Antoni Kroh: „stał się dla Polaków ucieleśnieniem najważniejszych cech czeskiego urzędnika w Galicji”. Jakie to były cechy? Konformizm, głupota, bojaźń przed władzą, sekowanie podwładnych, uważanie się za Austriaka, mówienie prawie wyłącznie po niemiecku z czeskimi a rzadziej polskimi wtrętami (te ostatnie tylko w kontaktach z żoną i córką – polskimi patriotkami), manifestowanie czeskiego pochodzenia dopiero po przejściu na emeryturę. Co ciekawe, Jan Lam – syn Niemca, przybyłego znad Menu do Galicji około 1820 roku – należał do licznej grupy Niemców i Czechów, którzy już w pierwszym pokoleniu ulegali polonizacji. Jednak czeskie pochodzenie takich osobistości polskiej kultury jak Jan Matejko, Leopold Staff, Jan Styka czy Karol Szajnocha nie miało najwyraźniej wpływu na kształtowanie się polskiego stereotypu czy chociażby obrazu Czecha. Niezgodny z opisanym stereotypem był również udział kilkudziesięciu czeskich ochotników w powstaniu styczniowym oraz sympatia większości ówczesnego społeczeństwa czeskiego wyrażana dla polskich powstańców. To samo można powiedzieć o przejęciu z ziem czeskich idei „Sokoła”. Natomiast różnice polityczne pomiędzy Czechami a Polakami, których nie brakowało, znalazły istotne odbicie w heterostereotypie Czecha. Świadczy o tym zwłaszcza powszechne przypisywanie narodowi czeskiemu bezkrytycznego rusofilizmu.

**********************************

„Czesi dla Polaków byli zanadto mieszczańscy, Polacy dla Czechów zanadto szlacheccy. Czesi dla Polaków zanadto słowianofilscy, Polacy dla Czechów zanadto antyrusofilscy i jednocześnie prowęgierscy”

**************************************

W XX w. ani Polska nie była w stanie współdecydować o losie Czechosłowacji, ani też Czechosłowacja o losie Polski. W krytycznych chwilach dziejowych decydowały przede wszystkim mocarstwa. Dlatego w okresie Monachium i II wojny światowej gniew społeczeństwa czeskiego kierował się zwłaszcza w stronę Niemców, natomiast w czasie praskiej wiosny w kierunku Rosjan i Związku Radzieckiego. Według przeprowadzonego w tajemnicy sondażu opinii publicznej w Czechosłowacji w sierpniu 1968 r. Polacy uplasowali się wśród pogardzanych narodów na drugim miejscu. Potem czeski obraz Polaków ulegał poprawie, aczkolwiek w okresie „Solidarności” propaganda komunistyczna w Czechosłowacji uczyniła wiele, by przedstawić strajkujących w jak najgorszym świetle. Podobnie przez Polaków Czesi – nie mówiąc już o Słowakach – nie byli postrzegani jako wrogowie ani podczas wojny, ani po jej zakończeniu. Jednak wzajemne stosunki cechowały raczej niechęć, lekceważenie, obojętność i brak rzetelnej wiedzy o drugim narodzie – niestety dotyczyło to również elit politycznych.

*******************************************

To tylko fragmenty obszernej rozprawy naukowej Romana Barona. *Całość tutaj*

www.tygielkultury.eu/4_6_2008/aktual/18.htm

Jak czytają Czesi

Mariusz Szczygieł

*Czesi czytają najwięcej w Europie. Średnia liczba książek w czeskim domu to 246. Tylko 2 proc. Czechów nie ma w domu żadnej książki*

Przeciętny Czech czyta średnio ponad 17 książek rocznie (u nas – tylko 12 proc. czyta więcej niż sześć książek rocznie), a 79 proc. Czechów przeczytało w ubiegłym roku przynajmniej jedną książkę (u nas – 44 proc.). Daje im to prymat wśród europejskich czytelników.

Kiedy w Czechach mówi się o czytelnictwie, często pada słowo, którego nie mamy, a które stanowi dla mnie dowód, jak czytanie książek jest w tej kulturze ważne. Słowo to brzmi: „knihomil”. To człowiek, który „miluje knihy”. Wydaje mi się, że naród obdarza jednym słowem zjawiska, które są dla niego istotne i których nazwy pojawiają się tak często, że należy skrócić czas ich wypowiadania. (Stąd nasze: „serwowanie piwa”, ma tam krótszą nazwę: „eepovani”; nasze: „leczenie uzdrowiskowe” – „lazenstvi”). Znane powiedzenie: „Co Czech, to muzykant”, po ujawnieniu danych o czytelnictwie zostało przez czeską prasę przetworzone na: „Co Czech, to knihomil”.

Kiedy Czeszka (bo to ona czyta więcej) bierze do ręki najgłupszą nawet, wypoczynkową książkę, ma wrażenie, że trzyma w dłoni coś odświętnego. Twarda okładka, często tasiemka do zakładania stron, czasem tasiemka jest nawet w kolorze liter na okładce, wreszcie obwoluta – jako przejaw szacunku dla książki. Gdy czytelniczka trzyma w ręku czeską Grocholę (W Czechach Grochola jest mężczyzną i nosi nazwisko Viewegh), ma mieć wrażenie, że to książka dla niej ważna.

Kiedy wchodzi się do bardzo popularnej sieci sklepów Levne Knihy (tania książka) można być zaskoczonym, bo mnóstwo książek, wydawanych właśnie dla tej sieci, oprócz przystępnej ceny ma piękne twarde okładki. Dla mnie to wygląda tak, jakby w McDonaldzie istniała możliwość jedzenia srebrnymi sztućcami.

Kiedy mówimy o czeskim piwie, nie uświadamiamy sobie, że czeska literatura tworzyła się w knajpie. Tam, gdzie każdy przy piwie musiał coś opowiedzieć, każdy starał się opowiedzieć ciekawiej niż poprzednik. Tu bym szukał źródeł ich kultury narracji i przyczyn jej sukcesów.

Kiedy mówimy o czeskim odrodzeniu narodowym, musimy pamiętać, że ono stawiało nie na powstania zbrojne, ale na książki.

Kiedy w XIX wieku ojcowie-odrodzeniowcy tworzyli na nowo nowoczesny czeski język, literatura była tu podstawowym narzędziem. Za habsburskiej niewoli język upadł, a przetrwał głównie dzięki wsi, mieszczaństwo i inteligencja używały przeważnie niemieckiego. Kwestia wolności wewnętrznej zaczęła być w pewnym momencie tożsama z kwestią wykształcenia.

Kiedy Czesi piszą o swoim czytelnictwie, podkreślają, że są czempionami w dziedzinie bibliotek domowych i że wiele domów ma trzypokoleniowe biblioteki (średnia liczba książek w czeskim domu to 246, tylko 2 proc. Czechów nie ma w domu żadnej książki). Dziś co drugi Czech korzysta z biblioteki publicznej, bo książki w ostatnich latach bardzo drożeją.

Kiedy w nowo powstałej Czechosłowacji ustawa o bibliotekach publicznych była jedną z pierwszych, nad którą pracowano i została uchwalona już latem 1919 roku, w Polsce projektów takiej ustawy powstało kilka. Żadna nie została uchwalona.

Kiedy dla potrzeb tego tekstu zapytałem kilku czeskich wydawców, księgarzy i bibliotekarzy jak dziś państwo czeskie wspiera rynek książki i czytelnictwo, odpowiadali: „w ogóle” lub „żenująco”. Właśnie trwa debata: dlaczego młodzi czytają mało. Niedawno 100 tys. osób (w 10-milionowym kraju!) protestowało przeciwko zbyt wysokiemu podatkowi VAT na książki, bo państwo chciało wprowadzić 20 proc. Po protestach uchwalono i tak gigantyczny podatek – 14 proc. Za dwa lata wzrośnie on do 17,5 proc. Wysokość rzadka w Europie, gdzie średnia to 5-6 proc. Do tego prezydent Vaclav Klaus ośmieszał protestujących jak mógł, nazywał ich w telewizji „sv’tlonoše sv’ta”, w wolnym tłumaczeniu – wykształciuchy. A mimo to Czesi czytają najwięcej.

Do tego obrazu muszę dodać jeszcze coś. Na życzenie Piotra Zaremby – który zaatakował mnie w czwartkowej „Rzeczypospolitej”, że nie piszę o Czechach prawdy, bo ukrywam przed polskim czytelnikiem fakt, że Czesi są ogromnymi ksenofobami – napiszę tak: Czesi czytają najwięcej w Europie i jest wśród nich odsetek ksenofobów.

Albo napiszę inaczej: Czesi, proszę Państwa, tak samo jak my, mają swoje Jedwabne (z Niemcami jako ofiarami). Tak samo jak my nie tolerują Romów. A czytają nie tak samo jak my.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ostrawa

Weekendowy wyjazd do Ostravy i Cieszyna był po prostu super! Nie dość, że pogoda dopisała, smogu nie było to jeszcze ucieszył mnie fakt, że znów spotkałem się ze znajomymi. Oczywiście ważne było dla mnie też, że poćwiczyłem swój czeski.

Rozumiem, że jest wielu czechofilów, ale zawsze mnie będzie zadziwiać, że w ogóle istnieją Czesi-polskofile! Takiego też udało mi się poznać i tym razem. To było niezwykłe spotkanie.

A jak zmieniła się Ostrawa?

Oprócz tego, że Karolina buduje się w najlepsze, powstała nowa siedziba firmy Dalkia. Nie potrafię zrozumieć kto pozwolił na budowę nowoczesnego kolosa obok odremontowanych kamienic przy Rynku Masaryka. Kolejny dowód na to, że Ostrawa jest miastem kontrastów.

No i to chyba wszystkie zmiany. Mieszkańcy dalej szarzy, mało się uśmiechają. Na Stodolni tłumów już nie ma. Młodzież mniej kolorowa niż w Warszawie.

Acha! I najważniejsze. Rzutem na taśmę udało mi się zdobyć wejściówki na sztukę GOTTLAND wg Szczygła. Przedstawienie jest ciągle popularne, a powtórki mają być aż do czerwca. Relacja w najbliższym czasie.

ova11.jpg
ova12.jpg
ova13.jpg

Praca w Czechach – statystyki

W serwisie Pracuj.pl firmy z Czech zamieściły w minionym roku więcej ofert pracy dla Polaków niż pracodawcy z Wielkiej Brytanii. W ubiegłym roku liczba ofert od zagranicznych pracodawców w serwisie Pracuj.pl wzrosła o ponad połowę w stosunku do kryzysowego roku 2009. W sumie w całym 2010 roku było ponad 3,5 tys. ofert z zagranicy, dla różnego rodzaju specjalistów. W analizowanym okresie najwięcej propozycji było z Niemiec (424 ofert), Francji i Holandii (po ponad 250), ale duże zapotrzebowanie na naszych pracowników było również za naszą południową granicą – w Czechach częściej oferowano pracę naszym specjalistom (231 ofert) niż w Wielkiej Brytanii (189) czy w Finlandii (160).

Również od początku roku firmy działające w Czechach, po Niemczech i Holandii, są w czołówce zagranicznych pracodawców najczęściej szukających w naszym kraju pracowników. Pracodawcy zza Olzy najczęściej szukają u nas różnego rodzaju specjalistów IT. Obecnie w Pracuj.pl są m.in. oferty dla Java developera, administratora baz danych, programisty C# i software analyst. Poszukiwane są też osoby z wykształceniem chemicznym oraz inżynierowie ze specjalizacją elektronika.

By pracować w Czechach niekoniecznie trzeba znać język naszych sąsiadów, bo w ofertach pracy dominuje wymóg języka angielskiego, ale jak twierdzą przedstawiciele firm specjalizujących się w rekrutacji dla czeskich firm, w praktyce podstawowa znajomość języka czeskiego bardzo się przydaje i jest mile widziana. Znając czeski pracę znajdziemy też z resztą w Polsce i innych krajach, bo jak wynika z analizy ofert, umieszczonych w serwisie Pracuj.pl w 2010 roku, aż 1465 propozycji zawierało wymóg posługiwania się tym językiem. Pracowników ze znajomością czeskiego szukały głównie międzynarodowe koncerny i centra BPO.

Szacuje się, że w Czechach pracuje ok. 20 tys. Polaków, czyli ponad 4% wszystkich pracujących tam obcokrajowców. Więcej jest Ukraińców, Słowaków, Wietnamczyków i Rosjan. Nasi obywatele, którzy zdecydowali się na pracę w kraju „Krtka”, najczęściej są w wieku 25-39 lat, ale równie duża grupa jest czterdziestolatków i osób tuż po pięćdziesiątce (dane Czeskiego Urzędu Statystycznego z 2010 roku).

Według danych Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Pradze, najwięcej polskich pracowników zatrudnionych było w zawodach rzemieślniczych (39%), w zakładach produkcyjnych przy obsłudze maszyn i urządzeń (31%) oraz w pracach pomocniczych niewymagających kwalifikacji (16%). W charakterze pracowników umysłowych (nauka, szkolnictwo, usługi prawne, zarządy przedsiębiorstw, służba zdrowia i administracja) pracowało łącznie 13% osób, a w handlu i usługach 1% Polaków (ostatnie dostępne dane z 31.12.2009 r.).

Ze zrozumiałych względów, Czechy na miejsce pracy najczęściej wybierają mieszkańcy naszych południowych województw (na ogół pracują oni również w paśmie przygranicznym), ale osoby mające odpowiednie kwalifikacje i lubiące kulturę tego kraju powinny rozważyć oferty czeskich pracodawców. Choć jak wynika z badania, przeprowadzonego w połowie 2010 roku przez CBOS i jego partnerów
z krajów Grupy Wyszehradzkiej, wśród Czechów jest relatywnie najmniej osób, które spodziewają się poprawy kondycji gospodarczej swojego kraju, to nadal bezrobocie jest tu niższe niż  Polsce. Jak podaje czeskie Ministerstwo Pracy, w styczniu było ono na poziomie 9,7%, gdy w Polsce kształtowało się na poziomie 13%.
– Pomimo spowolnienia gospodarczego i zmniejszenia się liczby wolnych miejsc pracy, prawie 55 procent społeczeństwa czeskiego uważa za właściwe zatrudnianie obcokrajowców. Na tym tle korzystnie kształtują się wyniki badania sympatii Czechów do wybranych narodów i narodowości, w którym w stosunku do Polaków, podobnie jak do Austriaków, Anglików i Szwedów dominowały przejawy sympatii. Ogólnie wizerunek polskiego pracownika w Czechach jest pozytywny. – mówi Wojciech Pobóg-Pągowski,
I Radca w Ambasadzie Rzeczpospolitej Polskiej w Pradze.
Niewątpliwym plusem wyjazdu do Czech za pracą jest stosunkowo niewielka odległość od Polski, co pozwala na powrót do kraju niemal w każdy weekend. Jako członkowie Unii Europejskiej nie musimy mieć pozwolenia na pracę, wystarczy dowód osobisty lub paszport. Po okresie 3 miesięcy należy wystąpić o wydanie zezwolenia na pobyt dla obywatela kraju członkowskiego UE, ale posiadanie tego zezwolenia nie jest warunkiem koniecznym i niezbędnym do podjęcia pracy. Zarobki są co prawda porównywalne do tych nad Wisłą, ale popyt na wykwalifikowanych pracowników jest w Czechach nadal duży, więc można liczyć na nieco lepsze stawki w wybranych zawodach.
– W naszej ocenie w najbliższym czasie najwięcej możliwości zatrudnienia obywateli polskich, poza tradycyjnym przemysłem i rzemiosłem, będzie w branży informatycznej, usługach biznesowych i administracyjnych. – dodaje Wojciech Pobóg-Pągowski.

pracuj.pl

mapka_europy_czechy.gif

Gottland – moja relacja

Wyjazd do Ostrawy bardzo się opłacił. W ostatniej chwili udało mi się zdobyć bilety na sztukę GOTTLAND wg Szczygła.

ova13.jpg

Godzina 18.00, centrum miasta. Ludzie się powoli zbierają. Przychodzą całymi rodzinami, zabierają ze sobą przyjaciół. Odświętnie ubrani. Niektórzy czekają w ciszy, reszta dyskutuje o sztuce. Zastanawiają się jak scenarzysta poradził sobie z przeniesieniem książki na deski teatru, a inni się martwią, że nie zrozumieją sztuki, bo nie czytali książki.

Po wszystkim okazało się, że *JEŚLI POLAK NIE CZYTAŁ KSIĄŻKI SZCZYGŁA, A NIE ZNA HISTORII CZECH, NA SPEKTAKLU NIE MA CZEGO SZUKAĆ*

Trzy dzwonki, wrzawa ucicha i pędzimy zająć miejsca. Światło gaśnie, napięcie jest już całkiem duże.

„Kdo neskáče, není Cech!” – zabrzmiało pierwsze zdanie sztuki. No i piętnastka aktorów zaczęła skakać. Nawet ten o kulach, który grał inwalidę. Początkowo chaotyczna akcja szybko składała się w kolejne całości. Czekałem na epizod z Bat’ą. Niestety został potraktowany bardzo po macoszemu.

LUDZIE MYŚLEĆ – MASZYNY HAROWAĆ!
ANI KROKU BEZ BAT’Y!
BAT’A BOHATEREM NARODU!
ZLIN CENTRUM PRZEMYSŁOWYM ŚWIATA!

******

Wątek Lidii Baarovej był znacznie bardziej rozbudowany. Widzimy jej miłosny trójkąt z Goebbelsami, uniesienia, wątpliwości a na końcu upadek. Stara Baarová stoi obok młodej i jest teraz jej sumieniem, tłumaczy się za błędy młodości, ale tak naprawdę nie dostrzega naiwności swych działań.

********

Mój długo wyczekiwany wątek odnośnie Pomnika Stalina był dopiero w drugim akcie, ale został  bardzo ciekawie przedstawiony. Postać twórcy pomnika Otakara Sveca była mniej ważna niż sama budowa kolosa. A Kolos z minuty na minutę stawał się coraz większy. Aktorzy siedząc za stołami w równym tempie przysuwali je z końca sceny prawie pod twarze widzów z pierwszego rzędu. Powtarzali jak mantrę zdania:

„Bez vody nejde pít
bez chleba nejde jíst,
bez očí nejde čist…”

Do tej pory słowa te chodzą po mej głowie.

A na dwóch krańcowych stołach leżą ciała Sveca oraz jego żony.

Stoły jak pomnik – im są bliżej tym pomnik staje się większy. Im bardziej synchroniczna jest akcja przesuwania stołów tym bardziej głupieje społeczeństwo – „Stawiamy Największy na świecie Pomnik Wodzowi!” Ludzie umierają ze strachu, że coś może pójść nie tak. A gdy trzeba go zburzyć, sprawą najwyższej wagi było delikatne odłupanie głowy betonowego Stalina.

******

Kochaneczkiem ludu został na wiosnę.
Za jakiś czas szukano mu gorączkowo miejsca na pochówek. Udało się położyć go w miejscu grabarza, Pana Vybornego. Otaczali go bardzo przyzwoici ludzie.

Wcześniej odegrał swą życiową rolę w filmie pod tytułem „Świadectwa znad Sekwany”. A najważniejszą kwestią, jaką wypowiedział było: „Dubček jest kretynem!”. Ta rola zniszczyła jego życie. Widzimy  naszego „aktora” w momencie, gdy dowiaduje się o spisku i jego zachowanie. Symbolem upadku Procházki został film „Ucho”.

*******

Najwięcej emocji wzbudził wątek sporu Heleny Vondračkové oraz Marty Kubišové. Obie piękne, utalentowane, przebojowe. Razem koncertują, zdobywają kolejne nagrody. Do momentu gdy ujawniono skandalizujące pornozdjęcia Kubiszowej. Ktoś taki jak ona nie mógł już być osobą publiczną!

“Časy se mění”

Marta zmaga się ze smutkiem oraz z reżimem. Helenka dalej odnosi sukcesy. I tłumaczy się: „Musiałam śpiewać, byłam młoda. Co mogłam robić poza śpiewaniem?”

Po latach słyszymy z ust Sądu rozstrzygnięcie kolejnego, niedawnego sporu między Kubiszową a Vondraćkovą.

******

Noc sylwestrowa to to, na co wszyscy czekamy. Nasi bohaterowie też się nie mogli jej doczekać. Tak się im śpieszyło, bo chcieli ośmieszać przywary wielu znanych osób. Karel Gott ukazał się jako Bóg, śpiewająca doskonałość. Co chwila doklejał sobie Złote Słowiki, reszta chciała się pokazać z jak najlepszej strony. Wynikiem było ukazanie karykaturalnej rzeczywistości.

******

Od zawsze wiadomo, że łóżko to najbardziej intymne miejsce. Dlatego gdzie, jak nie w łóżku poznamy wszelkie wady i przywary danej osoby?

Nasi bohaterowie obnażyli się właśnie w łóżku. Pokazywali nam swoje najlepsze strony. Po chwili okazało się, że wszystko co prezentują, wzięte do kupy jest szalone, wręcz przerażające. Niby każdy inny, ale w komunizmie nikt nie mógł się wyróżniać. Powstała ludzka masa bezlitośnie wylewająca się ze sceny wprost na pierwsze rzędy publiczności.

*****

Sposób przedstawienia książki bardzo mnie zaskoczył. Przyznam się szczerze, że nie wyobrażałem sobie jak w ogóle można przenieść coś takiego na deski teatru. Jednak się udało i to całkiem fajnie. Akcja szybko się zmienia, aktorzy są przekonywujący, na scenie ciągle się coś dzieje, a narracja jest powalająca. Kiedy trzeba jest smutno, innym razem prześmiewczo.

Najciekawsze jest, że Czesi na większość wątków reagowali śmiechem. Dla mnie jako Polaka, było to zaskakujące. My przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że nasz naród jest Mesjaszem, każdy ucisk należy opłakiwać. A Czesi, mimo że okupowani tak samo jak my, śmieli się z tego.

Tylko dla jednej pani sztuka nie była zabawna. Wyszła ze łzami w oczach po pierwszym akcie. Gdy zapytałem się jej dlaczego wychodzi odpowiedziała, że w komunizmie przetrzymywali jej ojca w więzieniu przez 20 lat. A sztuka właśnie o tym przypomniała.

ova15.jpg

Ženy v pokušení 2010

Chyba najlepsza komedia jaką widziałem. Po co, jak w Polsce, siłować się, żeby coś było śmieszne, kiedy zamiast tego wychodzi żałośnie? Czesi nie dość, że opowiedzieli prostą historię, to ukazali ją w iście czeskim stylu! Nic dziwnego, że film okazał się hitem w Republice, a niedługo premierę będzie miała druga część, tym razem Může v pokušení.

Helena jest psychologiem, pomaga małżeństwom z problemami. Jednak sama nie radzi sobie ze swoimi. Jej mąż zdradził ją na oczach wszystkich z 20-letnią Murzynką. Do tego wszystkiego dochodzi matka, Vilma, dawna gwiazda estrady, która lata świetności ma już za sobą. Pozostała jednak wyzwoloną, zadbana i dystyngowaną starszą panią. Matka z córką różnią się od siebie jak dwie krople wody.

Helena ma też córkę Laurę, z którą doskonale się rozumieją. Laura ma chłopaka Jakuba, nie poświęca mu jednak zbyt dużo uwagi. Z tego wszystkiego doszło do tego, że Helena i Jakub spędzają ze sobą upojną noc… Kiedy wszystko wychodzi na jaw, akcja filmu się jeszcze bardziej rozkręca….

Odważne sceny seksu: w łóżku, w antykwariacie, mnóstwo gołych piersi; świetne dialogi i ciągłe zwroty akcji. A do tego typowe życiowe przygody sprawiają, że od filmu nie sposób jest się oderwać, mimo iż trwa 2 godziny. Polecam!!!

film.jpg

Czechosłowacja chciała tuż po wojnie zająć niektóre polskie miasta

Wojska Czechosłowackie tuż po II wojnie światowej chciały zająć część terytorium Polski – ujawniła 13 lutegto Czeska Telewizja.

Historyk Jiří Bílek  w latach 90. dotarł do tajnego dokumentu oraz mapy obrazującej sporne terytorium. Dokument dopiero teraz został odtajniony. Spór został ostatecznie zakończony przez Moskwę w 1945 roku.  Oprócz terenów dzisiejszego Raciborza oraz Kędzierzyna-Koźla Czesi chcieli też przyłączyć tereny sąsiadujące z dzisiajszą niemiecką granicą (Rudawy, Szumawy).

Czesi uważali, że tereny Kotliny Kłodziej są rdzennie czeskie, żyje tam dużo przedstawicieli ludności czeskiej. Z kolei tereny Głubczyc były ważne ze względu na duży węzeł kolejowy. Zajęcie Raciborza i Kędzierzyna jako Wrót Bramy Morawskiej, miały zapewnić ochronę terenów przygranicznych.

Według historyków, zaczęto nawet zbrojnie walczyć o wspomniane tereny. Według niektórych źródeł użyto broni. Sytuacja stawała się coraz bardzie napięta. Spór zakończył się umieszczeniem wojska radzieckich po obu stronach granicy.

opr. własne

231977.jpg               odtajnione dokumenty231974.jpg               czeskie żądania terytorialne231975.jpg

Czeskie wzory ludowe

W odpowiedzi na polskiego bączka, naszego hita na prezydencję w KE przedstawiam czeską cepelię.

Mało jest na świecie narodów, które mogą się pochwalić takim bogactwem sztuki ludowej jak Czechosłowacja. Ogromne bogactwo, niekończące się kształty, kontrasty, ale także finezja to cechy charakterystyczne sztuki ludowej Czech i Słowacji.

Początków tej sztuki należy upatrywać jeszcze w czasach średniowiecznej Europy, gdzie na terenach dzisiejszych Czech i Moraw krzyżowały się szlaki handlowe. Piękne wzory ludowe powstały z dobroci i pracowitości tamtejszej ludności. Tradycje te zostały przekazane przyszłym pokoleniom. Poza tym, hafty przyczyniły się do odrodzenia tożsamości narodowej Czechów po klęsce pod Białą Górą.

Oprócz haftów wykonywano ludowe rękodzieła także w drewnie, gipsie, piasku, ceramiki oraz z różnych włókien. Każdy z tych dzieł charakteryzował się bogatym zdobieniem na brzegach i dbaniu o każdy szczegół.

opracowanie własne

1.jpg2.jpg3.jpg4.jpg5.jpg6.jpg

Kukačka v temném lese

Chory Czechofil nadrabia filmowe zaległości…

Tym razem film z 1985 roku – polsko – czechosłowacka produkcja. Fajnie się ogląda, gdy jeden bohater mówi po polsku a ten drugi, Czech to rozumie :D Trochę przydługi, a gra aktorska Emilki mnie nie powaliła.

Opowieść o dziecku boleśnie skonfrontowanym z rzeczywistością wojny. Droga małej Emilki przez złowrogi las śmierci i cierpienia rozpoczyna się w chwili, gdy hitlerowcy zabijają jej ojca, a matkę wywożą w nieznanym kierunku. Następnie dziewczynka trafia do Łodzi. Tu, w Głównym Urzędzie Badania Ras i ds. Przesiedleń dziękuje Opatrzności, że dała jej jasne włosy i błękitne oczy. Zakwalifikowana jako typ nordycki unika brutalnego traktowania, któremu poddawane są inne dzieci. Zamiast bólu fizycznego czeka ją jednak inny – związany z niszczeniem rodzinne i narodowej tożsamości. Emilka przechodzi proces germanizacji w paramilitarnym zakładzie wychowawczym. Następnie trafia do rodziny komendanta obozu pracy. Tu ma być ostatecznie przygotowana do funkcji wzorowej niemieckiej dziewczyny, mającej w przyszłości rodzić III Rzeszy nieustraszonych niemieckich żołnierzy. Jego żona, Frida, przykuta do wózka inwalidzkiego, znęca się nad dziewczynką. Ostra interwencja Kukucka przerywa te praktyki. Kukuck ma nadzieję, że zdobywa miłość dziecka . . . Gdy wojska niemiecka zaczynają się wycofywać, Kukuck zostawia żonę. Zabiera Emilkę i w cywilnym ubraniu, z cudzymi dokumentami, ucieka. Jako były więzień otrzymuje zezwolenie na pobyt w strefie angielskiej. Rozpoznany ginie z rąk goniącego go tłumu. Emilka odnajduje matkę w praskim mieszkaniu.

kuku.jpg

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑