Czechosłowacja chciała tuż po wojnie zająć niektóre polskie miasta

Wojska Czechosłowackie tuż po II wojnie światowej chciały zająć część terytorium Polski – ujawniła 13 lutegto Czeska Telewizja.

Historyk Jiří Bílek  w latach 90. dotarł do tajnego dokumentu oraz mapy obrazującej sporne terytorium. Dokument dopiero teraz został odtajniony. Spór został ostatecznie zakończony przez Moskwę w 1945 roku.  Oprócz terenów dzisiejszego Raciborza oraz Kędzierzyna-Koźla Czesi chcieli też przyłączyć tereny sąsiadujące z dzisiajszą niemiecką granicą (Rudawy, Szumawy).

Czesi uważali, że tereny Kotliny Kłodziej są rdzennie czeskie, żyje tam dużo przedstawicieli ludności czeskiej. Z kolei tereny Głubczyc były ważne ze względu na duży węzeł kolejowy. Zajęcie Raciborza i Kędzierzyna jako Wrót Bramy Morawskiej, miały zapewnić ochronę terenów przygranicznych.

Według historyków, zaczęto nawet zbrojnie walczyć o wspomniane tereny. Według niektórych źródeł użyto broni. Sytuacja stawała się coraz bardzie napięta. Spór zakończył się umieszczeniem wojska radzieckich po obu stronach granicy.

opr. własne

231977.jpg               odtajnione dokumenty231974.jpg               czeskie żądania terytorialne231975.jpg

Czeskie wzory ludowe

W odpowiedzi na polskiego bączka, naszego hita na prezydencję w KE przedstawiam czeską cepelię.

Mało jest na świecie narodów, które mogą się pochwalić takim bogactwem sztuki ludowej jak Czechosłowacja. Ogromne bogactwo, niekończące się kształty, kontrasty, ale także finezja to cechy charakterystyczne sztuki ludowej Czech i Słowacji.

Początków tej sztuki należy upatrywać jeszcze w czasach średniowiecznej Europy, gdzie na terenach dzisiejszych Czech i Moraw krzyżowały się szlaki handlowe. Piękne wzory ludowe powstały z dobroci i pracowitości tamtejszej ludności. Tradycje te zostały przekazane przyszłym pokoleniom. Poza tym, hafty przyczyniły się do odrodzenia tożsamości narodowej Czechów po klęsce pod Białą Górą.

Oprócz haftów wykonywano ludowe rękodzieła także w drewnie, gipsie, piasku, ceramiki oraz z różnych włókien. Każdy z tych dzieł charakteryzował się bogatym zdobieniem na brzegach i dbaniu o każdy szczegół.

opracowanie własne

1.jpg2.jpg3.jpg4.jpg5.jpg6.jpg

Kukačka v temném lese

Chory Czechofil nadrabia filmowe zaległości…

Tym razem film z 1985 roku – polsko – czechosłowacka produkcja. Fajnie się ogląda, gdy jeden bohater mówi po polsku a ten drugi, Czech to rozumie :D Trochę przydługi, a gra aktorska Emilki mnie nie powaliła.

Opowieść o dziecku boleśnie skonfrontowanym z rzeczywistością wojny. Droga małej Emilki przez złowrogi las śmierci i cierpienia rozpoczyna się w chwili, gdy hitlerowcy zabijają jej ojca, a matkę wywożą w nieznanym kierunku. Następnie dziewczynka trafia do Łodzi. Tu, w Głównym Urzędzie Badania Ras i ds. Przesiedleń dziękuje Opatrzności, że dała jej jasne włosy i błękitne oczy. Zakwalifikowana jako typ nordycki unika brutalnego traktowania, któremu poddawane są inne dzieci. Zamiast bólu fizycznego czeka ją jednak inny – związany z niszczeniem rodzinne i narodowej tożsamości. Emilka przechodzi proces germanizacji w paramilitarnym zakładzie wychowawczym. Następnie trafia do rodziny komendanta obozu pracy. Tu ma być ostatecznie przygotowana do funkcji wzorowej niemieckiej dziewczyny, mającej w przyszłości rodzić III Rzeszy nieustraszonych niemieckich żołnierzy. Jego żona, Frida, przykuta do wózka inwalidzkiego, znęca się nad dziewczynką. Ostra interwencja Kukucka przerywa te praktyki. Kukuck ma nadzieję, że zdobywa miłość dziecka . . . Gdy wojska niemiecka zaczynają się wycofywać, Kukuck zostawia żonę. Zabiera Emilkę i w cywilnym ubraniu, z cudzymi dokumentami, ucieka. Jako były więzień otrzymuje zezwolenie na pobyt w strefie angielskiej. Rozpoznany ginie z rąk goniącego go tłumu. Emilka odnajduje matkę w praskim mieszkaniu.

kuku.jpg

Ropojady

„Ropojady” to w zasadzie 20-minutowa studencka etiuda Jana Sveraka – późniejszego zdobywcy Oscara za film „Kola”. Szlag może trafić Polaka na myśl, że Czesi, nawet w półamatorskich rzeczach, biją nas pomysłem i realizacją na głowę.

Tytułowe stwory to najbardziej „cywilizowane” osobniki, jakie pojawiły się na ziemi. Przynajmniej jeżeli wziąć pod uwagę tę ”brudniejszą” stronę związaną z cywilizacyjnym postępem. Ropojady żywią się bowiem odpadami w rodzaju oleju silnikowego, ropy, plastiku i innych rzeczy, które często kojarzą nam się z ekologicznym zagrożeniem. Za to zabójczy jest dla nich np. tlen. Na poszukiwanie mitycznych stworów (nikt ich nie widział) wyrusza grupa naukowców pod wodzą pewnego zoologa. Towarzyszy im ekipa dokumentalistów. Udaje im się znaleźć martwego przedstawiciela tajemniczego gatunku (zmarły w wyniku zachłyśnięcia się czystym powietrzem). Sekcja zwłok wykazuje, że Ropojady są perfekcyjnie przystosowane do funkcjonowania we współczesnym świecie, a idealnym miejscem dla nich, o czym niebawem się przekonamy, jest czeska Praga…

Niesmowity pomysł, świetna realizacja, szybki rytm czyli dobry montaż, napięcie, humor, przekonywująca gra aktorów ;) i ten swoisty czeski dystans do rzeczywistości…

Najbardziej mnie zdziwiły te potworki – że się ruszały, jadły, wdychały spaliny, a wszystko takie realistyczne. I całość trwa niestety tylko 20 minut.

r1.jpgr2.jpg

Sztuka Gottland, Ostrawa

Relacja z premiery Gottlandu w Ostrawie

„Doceniliśmy, że Pan Szczygieł dał nam wolną rękę i mamy nadzieję, że nie będzie rozczarowany” – powiedział reżyser Jan Mikulášek. Wtóruje mu dramaturg Marek Pivovar – „W sztuce było kilka rzeczy, których w książce nie było. Na przykład finał sprawy z Helenou Vondrackovou, która procesowała się  z Martą Kubišovou.

ski.jpg

„Bardzo mnie ciekawi, co reżyser zrobił z postacią Heleny. Gdyby nie było Vondrackovej, nie było by książki. Spotkałem ją 10 lat temu i opowiadała mi o Kubisovej. Postanowiłem, że się nauczę czeskiego i przeprowadzę z panią Martą wywiad”. Lidove Noviny kładą nacisk na fakt, że Szczygieł opanował biegle język czeski. „Bohaterami mojej książki są prawdziwi ludzie. Boję się, że aktorzy grający te postaci mogą mówić rzeczy, które nigdy nie padły z ust tych bohaterów. Oczekuję premeiry w napięciu”.

Kulisy tragedii i sukcesów, obraz niekończącej się kariery Karela Gotta i przymusowej „nieobecności” represjonowanej piosenkarki Marty Kubišovej – nic nie powinno być dla Czechów zaskakujące, a tym bardziej śmieszne. A jednak, gdy nieopuszczający sceny aktorzy wcielają się w kolejnych „znanych”, gdy padają kolejne daty, fakty, cytaty, można odnieść wrażenie, że Czesi słyszą o opisanych przez Szczygła wstydliwych i tragicznych epizodach XX-wiecznej czeskiej historii po raz pierwszy. A do tego z każdego zdania śmieją się jak z dowcipu.

ski2.jpg

W wydobyty z „Gottlandu” chronologiczny ciąg zdarzeń Mikulášek wmontował serię komicznych powtórzeń. Rozproszonym opowieściom nadał wspólne tło i rytm. Wybrał czeskie „znaki szczególne” – konformizm, odporność na nacjonalistyczny patos.

„Bardzo udana i odważna sztuka” – tak mi napisał Szczygieł w mailu tuż po premierze.

ski3.jpg

Czesi lubiani przez Polaków

SMS od Czecha Petra Vavrouški na wieść z CBOS-u, że połowa Polaków zakochała się w Czechach: „Myślę, że tak naprawdę to zostaliśmy wam do miłości tylko my. Niemców nie lubicie, Rosjan i Białorusinów też nie, teraz pokłóciliście się z Litwinami, tak więc z sąsiadów zostaliśmy wam tylko my i Słowacy”

Wydawało mi się dłuższy czas, że nie przepadamy za żadnym ze swoich sąsiadów, a już urodzenie się niewierzącym Czechem było nawet może i grzechem. No i mam święto. Nie wiem, za co każdy z ponad połowy badanych Polaków lubi Czechów, ale wiem, za co lubię mojego przyjaciela Petra Vavrouškę. Z żoną Katią i dwojgiem dzieci mieszka od dwóch lat w Warszawie i jest korespondentem czeskiego radia.

Kiedy nadawał swoją korespondencję z Polski o planowanej beatyfikacji Jana Pawła II, musiał ją na życzenie radia nagrać jeszcze raz. Bo mówił już jak Polak – „cuda Jana Pawła II”, a zapomniał, że mówi do publiczności czeskiej i powinien powiedzieć: „tak zwane cuda Jana Pawła II”. („Lubicie nas, bo nie jesteśmy tak pobożni jak wy”). Kiedy Petr spotyka w Polsce księdza, zwraca się do niego „Proszę pana”, na co księża reagują różnie, najczęściej oburzeniem i pouczeniem, że tak nie wolno, przecież ksiądz to „prawie święta osoba”. („Ale przecież pan jest panem, a nie panią” – dziwi się Petr). Kiedy porównał kampanię wyborczą w Polsce i w Czechach, z podnieceniem opowiadał, że wszyscy polscy politycy, bez względu na opcję, używali słowa, którego nie użył żaden polityk w Czechach. Słowo to brzmi: „patriotyzm”. („Czego właściwie wy, Polacy tak się boicie?” – pyta). Zagadywany, co nas różni, powtarza: histeria. Zwłaszcza na własnym punkcie. („My, Czesi, raczej jej nie znamy”). Petr uważa, że podoba nam się czeski spokój i zrównoważenie, i tęsknimy do niego. Czechy są małym krajem i zaakceptowały to, histeria i porywy nie są im przypisane. Polacy zaś najbardziej boją się, że im ktoś umniejszy. Nie wiedzą, czy są dużym, czy małym państwem, czy są uznawani na równi z Niemcami i Francją, czy nie. („I to was trzyma w ciągłym napięciu, nie zaznacie spokoju chyba nigdy”).

Moje wytłumaczenie: my, 51 proc. Polaków, lubimy Czechów, bo są tym, kim my nie możemy być. I zachowują się tak, jak nie umiemy się jeszcze zachować. Lubimy w Czechach to, czego w sobie nie mamy. A chcielibyśmy.

Mariusz Szczygieł

Morawa – enklawa katolicyzmu

Może się Wam to wydać zaskakujące, ale na Morawach wciąż są praktykujący katolicy. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Jako że dużo podróżuję, trafiłem do wsi, gdzie są trzy kościoły – dwa katolickie i jeden ewangelicki. Katolickie są prowadzone przez księży Polaków. Księża ci, często urządzają różnego rodzaju pielgrzymki…

proglasjpg.jpg

Jedną z ostatnich była wyprawa na Jasną Górę. Na wyprawę tę wybrał się też mój późniejszy czeski znajomy. To był dla mnie istny szok!

Gdy się poznaliśmy, prawie nie słychać było, że jest Czechem. Mówił pięknie po polsku (nauczył się od księży). Następnie spytał się mnie jak często chodzę do kościoła. Ja na to: „Skąd to pytanie???” Odpowiedział, że „SKORO JESTEM POLAKIEM TO NA PEWNO CHODZĘ DO KOŚCIOŁA!!!”

Zdziwiony szybko zapytałem: „A co, ty chodzisz?” On na to: „Pewnie, nawet na pielgrzymki jeżdżę z ojcem Tadeuszem!”. I zatkało mnie.

Przyznam się szczerze, że spotkać Czecha i w dodatku gorliwego katolika to nie lada wyczyn. Było to dla mnie wielkie przeżycie. Nie umiał jednak zrozumieć mojej niechęci do kościoła. Bo z góry założył, że „MUSZĘ BYĆ WIERZĄCY SKORO JESTEM POLAKIEM!!!” Na tej płaszczyźnie nie mogliśmy się porozumieć i nasze kontakty się urwały.

Przy okazji dowiedziałem się, że X. był ministrantem, uczestniczył aktywnie w życiu kościółka i nie odpuścił żadnej pielgrzymki, zwłaszcza tej do Polski. Ukochał sobie Polskę – tę ostoję katolicyzmu.

Tak bardzo niezrozumiałe dla mnie było to jego podejście. Uznałem, że skoro Czech to na pewno ateista/niewierzący. Tu wylewa się niczym jad stereotypowe myślenie, jak i jego, tak też moje.

Dodam na zakończenie, że w Republice Czeskiej od 2006 roku działa katolicka telewizja TV NOE (Kanał emituje także polskie bajki, m.in. takie jak: Bolek i Lolek, Reksio, czy Miś Uszatek.) oraz – słyszalne na Morawach – katolickie radio Proglas z siedzibą w Brnie.

Mój kolega z Pragi, gdy usłyszał o tym katolickim radiu, postukał się w głowę i rzekł:

“To niemożliwe!”. Ja na to: „A jednak…”

tv-noe4.jpg

Czeski żart polityczny

Czesi, jak i inne narody śmieją się z polityki i polityków. Opowiadali dowcipy polityczne w czasach komunizmu, opowiadają i teraz, kiedy żyją w państwie demokratycznym.

Żarty z polityki i polityków zmieniały się na przestrzeni lat. Dowcip polityczny jest komentarzem do aktualnych wydarzeń. Po latach, aby go zrozumieć trzeba znać okoliczności w jakich powstał. Prześledźmy z czego śmiali się Czesi w ciągu ostatnich 60 lat.

Czesi mają to nieszczęście, że żyją w środku Europy, czyli regionie, którego historia nie oszczędzała. Podobnie jak Polacy przeżyli próbę narzucenia im ustroju komunistycznego.

A to oznaczało, że państwo zmierzało w kierunku totalitaryzmu. Monopol informacyjny, propaganda, terror policji politycznej miały na celu całkowitą kontrolę życia jednostki.

W takim systemie dowcip polityczny był formą samoobrony przed kłamstwem. Przez rządzących był zwalczany, ponieważ wyśmiewał wartości, które władza starała się narzucić obywatelom. Człowiek, który opowiada dowcip i widzi, że inni się z niego śmieją wie, że nie jest sam, że inni myślą podobnie jak on. A propaganda przekonywała, że wszyscy wierzą w to, co ona głosi. A zatem dowcip był swoistą bronią.

(…)
Praga, 1994 r. Popiersia Józefa Stalina i Klementa Gottwalda jako elementy czerwonej ośmiornicy

joh.jpg

Komuniści bardzo dbali o propagandę również na tym najniższym poziomie. Powołali do życia tzw. trójki agitacyjne. Były to swoiste patrole, których zadaniem było sprawdzanie czy kierownicy sklepów przygotowali przed świętami państwowymi odpowiedni wystrój witryn, czy dozorcy wywiesili czerwone sztandary, czy hasła w zakładach pracy są odpowiednie. Jedna z takich gorliwych trójek weszła do kościoła. Aktywiści zobaczyli, że kościół ozdobiony jest napisami: „Pan z wami”, „Bóg was kocha”. Poszli do księdza i dalej przekonywać, że hasła są nieodpowiednie, że nie nadążają za duchem przemian. Ksiądz próbował przekonywać do swoich racji, ale wszystko na nic. Usłyszał, że ma zmienić hasła i ma na to trzy dni. Kiedy aktywiści zgodnie z zapowiedzią wrócili do kościoła zobaczyli, że nad ołtarzem wisi wielki transparent. Na czerwonym suknie widniał napis: „BÓJCIE SIĘ BOGA – TOWARZYSZE”.

W 1953 roku zmarł komunistyczny prezydent Klement Gottwald, którego propaganda przedstawiała, jako komunistę bez skazy nazywając go „najlepszym uczniem Stalina”. A prywatnie jako człowieka dobrego, mądrego, wspaniałego męża, ojca i dziadka. Złośliwi, którzy uznawali go za zbrodniarza uknuli kolejny żart.

Gottwald po śmierci trafia do piekła. Przyjmujący go diabeł, sprawdza coś w swoich zapiskach i każe prezydentowi iść za sobą. Wchodzą do sali, gdzie są wielkie kadzie z gorącym olejem. Czart pokazuje nowoprzybyłemu jedną z kadzi i mówi: właź tutaj. Gottwald posłusznie wchodzi i okazuje się, że olej sięga mu niemalże do ust. Rozgląda się i spostrzega, że obok stoi jakiś człowiek, a gorąca ciecz sięga mu tylko do kolan. Przygląda się mu dokładniej i rozpoznaje, że to Adolf Hitler. Woła diabła. – Jak to jest? Mnie olej sięga do gardła, a Hitlerowi tylko do kolan. To niesprawiedliwe!

Diabeł odwraca się do Hitlera i mówi: Adolf, złaź natychmiast na dół. Znowu stoisz na Leninie.

stalinoop.jpg

*Interwencja 1968 roku*

Mieszkańcy Czechosłowacji szybko dostrzegli, że propaganda władzy o socjalizmie jako przodującym ustroju to stek frazesów i kłamstw. I to potrafili celnie spuentować.

Rozmawiają dwaj koledzy.

– Wiesz, gdzie jest teraz kapitalizm?

– No jasne, na skraju przepaści.

– A socjalizm?

– Jak zawsze o krok przed kapitalizmem.

Połowa lat 60. to odwilż polityczna spowodowana w głównej mierze kryzysem gospodarczym. Polityczna próba zreformowania systemu zakończyła się tragicznie. W 1968 roku Czechosłowację najechały armie Układu Warszawskiego, ponieważ przywódcy „bratnich krajów socjalistycznych” uznali, że reformy stanowią zagrożenie także dla nich. Na ulicach pojawiły się czołgi. Czesi nie mieli wątpliwości, że to okupacja, a nie „bratnia pomoc”.

Wtedy to narodził się dowcip dotyczący polskiego uczestnictwa w inwazji. Nie wiadomo, kto pierwszy go wymyślił: Czesi czy Polacy, ale krążył po obu stronach granicy.

Dwóch Czechów w mieście Hradec Kralove patrzy na polskich żołnierzy. W pewnym momencie jeden się odzywa i mówi: Patrz ci Polacy niczego nie zrozumieli. Chcieliśmy, aby przyjechały Czerwone Gitary, a oni nam przysłali Czerwone Berety (elitarne polskie jednostki).

Czesi manifestowali pogardę dla okupantów. Podobnie jak w okresie II wojny światowej Polacy deprecjonowali wroga nazywając niemieckich żołnierzy „szwabami” czy „hyclami”, tak Czesi traktowali Rosjan. Na budynkach malowano hasła w skierowane do Sowietów:

*Zobaczyliście cywilizację, to wracajcie do swoich domów”, „Czerwoni bracia, wracajcie do rezerwatu*

Komizm dowcipu jest często jedynym sposobem, aby opanować przez śmieszność sprzeczności nie do pogodzenia w rzeczywistości. Śmiech pozwala na zbudowanie poczucia dystansu wobec spraw, na które nie mamy wpływu. A czy można pogodzić się z okupacją kraju? Taką próbę widać w kolejnym dowcipie z epoki.

Prezydent Czechosłowacji Ludvik Svoboda postanowił poradzić się rabina w jaki sposób pozbyć się wojsk okupacyjnych. Mądry Żyd, kiedy usłyszał pytanie spojrzał na niego i odpowiedział:

– Na to istnieją dwa sposoby: naturalny i nadprzyrodzony.

– Jaki jest ten naturalny sposób? – pyta Svoboda.

– Naturalny jest taki, że objawi się archanioł Gabriel z ognistym mieczem i wyrzuci okupantów z waszego kraju – odpowiada rabin.

– A ten nadprzyrodzony? – zadaje pytanie prezydent

– Sami odejdą!

Komuchy wracają do rezerwatu

1264067012-armia_czerwona.jpg

Lata 1969 – 1989 określane są jako czas tzw. normalizacji. Ten termin miał oznaczać jedno: pełne panowanie ideologii komunistycznej w każdej dziedzinie. Jeden z najsławniejszych dowcipów komentujących atmosferę tych lat został wykorzystany przez czeskiego reżysera Jana Hrzebejka w filmie „Pupendo”. A brzmiał on tak: siedzi mężczyzna na ławeczce na Placu Wacława w centrum Pragi i wymiotuje. Zatrzymuje się przed nim przechodzień. Chwilę patrzy i mówi: w pełni się z panem zgadzam. :D

*Socjalistyczna gospodarka*

W porównaniu do innych krajów komunistycznych poziom życia w Czechosłowacji był wyższy. Partyjni agitatorzy mówili o sukcesie gospodarczym i przekonywali, że planowa gospodarka socjalistyczna lepiej zaspokaja potrzeby obywateli niż rozpasany kapitalistyczny wolny rynek.

Czesi jednak powątpiewali jednak w te zapewnienia i podchodzili do propagandowego szumu z duża rezerwą.

Połowa lat 70. Czech postanowił kupić samochód. Kiedy już podpisał umowę, zapytał sprzedawcę, kiedy może odebrać auto.

Sprzedawca spojrzał w segregator pełen papierów i odpowiedział:

– Samochód odbierze pan o godzinie 10 przed południem, 20 września 1985 roku.

Na tę wieść mężczyzna straszliwie się zdenerwował. Sprzedawca stara się go uspokoić, więc przekonuje: – Proszę pana, niech pan sobie uświadomi, że 10 lat czekania na samochód, to nie jest znów tak długo.

– Te 10 lat mi nie przeszkadza! – odpowiada mężczyzna. – Ale nie 20 września! Wtedy mam zamówionego hydraulika!

Nasi południowi sąsiedzi z ironią podchodzili również do zapewnień, że w socjalizmie można się dorobić.

Podróżując po Czechosłowacji Gustaw Husak zatrzymał się przed piękną willą.

– Czy to jest twój dom? – zapytał chłopczyka bawiącego się w ogrodzie.

– Tak – usłyszał Husak.

– A ten piękny samochód to twoich rodziców?

Chłopiec potwierdził.

– A wiesz, że jestem tą osobą, której zawdzięczacie swój dobrobyt – mówi uśmiechnięty prezydent.

– Mamo, mamo – krzyknął chłopczyk w kierunku domu. – Przyjechał stryjek Kurt z Monachium!

Gustaw Husak

guuu.jpg

*Demokratyzacja*

Transformacja ustrojowa nie stała się powodem, aby dowcip polityczny znikł. Zmienił się. Głównym celem żartów nie jest już ustrój, ale politycy. To wynik rozczarowania Czechów. Afery gospodarcze i obyczajowe, korupcja wśród polityków, ale także wzrost bezrobocia i drożyzna spowodowały, że Czesi bardzo krytycznie oceniają ludzi zajmujących się zawodowo polityką i często oskarżają ich, że nie robią nic dla normalnych obywateli.

Żarty najczęściej dotyczą aktualnych wydarzeń, więc nie są zrozumiałe dla cudzoziemców, ale są też takie, które mają charakter uniwersalny.

Oto dwa przykładowe:

Mężczyzna w kościele prosi spowiednika: Wybacz mi ojcze mój wielki grzech, wychowałem syna na polityka.

Jaka jest różnica między nieszczęściem a tragedią?

Kiedy polityk wpadnie do Wełtawy to jest to nieszczęście, ale jeśli go uratują, to jest to tragedia.

Na celowniku żartownisiów znaleźli się również ci najważniejsi politycy, czyli prezydenci. Tak szanowany w Polsce Vaclav Havel miał w Czechach licznych przeciwników. Być może to oni wymyślili ten dowcip:

George Bush, Francois Mitterand i Vaclav Havel w prywatnej rozmowie omawiają swoje kłopoty.

Bush: Mam 30 ochroniarzy, jeden z nich chce mnie zabić, a ja nie wiem który.

Mitterand: Mam 30 kochanek. Jedna ma AIDS, a ja nie wiem która.

Havel: Mam 30 doradców. Jeden jest mądry, a ja nie wiem który.

Czeska opinia publiczna nie była zachwycona, kiedy Vaclav Havel niedługo po śmierci pierwszej żony, Olgi ożenił się z aktorką Dagmar Veszkrnovą. Olga Havlova cieszyła się powszechnym poważaniem, a druga żona prezydenta nie była od początku darzona zbytnią sympatią. Powstała zatem seria dowcipów o żonie prezydenta.

Przyleciał anioł do Dagmar i zaproponował jej, że nauczy ją latać. Żona prezydenta szybko się zgodziła, poszła za aniołem. Anioł pokazał jak się lata. W końcu mówi: teraz ty spróbuj. Dagmar skoczyła z okna, zaczęła machać rękami, ale spadła z hukiem na bruk. Zapłakana pobiegła poskarżyć się mężowi, jak złego spotkała anioła. Anioł wrócił do raju, a tam czeka na niego święty Piotr i mówi: Olgo, pierwsza twoja przepustka i od razu taki numer?!

Następca Havla, Vaclav Klaus nim został głową państwa był szefem Obywatelskiej Partii Demokratycznej. Jego przeciwnicy oskarżali go, że ma skrajnie liberalne poglądy i nie dostrzega, że zadaniem państwa jest także pomoc obywatelom. W trakcie jednej z kampanii wyborczych można było usłyszeć dowcip rzekomo ilustrujący przekonania polityka.

Spacerujący po Pradze Klaus dostrzegł człowieka, który je trawę. Zszokowany prezydent nie może uwierzyć w to, co zobaczył, ale podchodzi do mężczyzny i pyta się: dlaczego pan je trawę?

– Nie mam pieniędzy na jedzenie – odpowiada mężczyzna.

– To niech pan nie zje wszystkiej, trzeba trochę zostawić na siano, bo co pan będzie jadł zimą?

Vaclav Klaus postrzegany jest jako człowiek, który ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Sposób zachowania, przekonanie o nieomylności, pewność siebie i arogancja stały się też tematem kpin jego rodaków.

Vaclav Klaus zaciął się podczas golenia. Przechodząca obok łazienki żona, dostrzegła krew na policzku męża, pokręciła głową i zaczęła narzekać:

– Panie Bożę, ty się znów zaciąłeś!

Klaus spojrzał na nią i odpowiedział: Ile razy mam ci powtarzać, że w domu możesz do mnie mówić Vaclavie.

vaclav_klaus.jpg

Wrzenie Świata, Warszawa

Świetne miejsce na każdą okazję. I czechofilskie również, gdyż są tam książki o Czechach. I to nie tylko te napisane przez Szczygła.

484.jpg

Można usiąść na oknie z książką lub laptopem (są gniazdka elektryczne), można usiąść w ławce jak w bibliotece i pracować, robić notatki na uczelnię.

Można napić się dobrej kawy i zamówić ciastko.

Imprez sporo (darmowych oczywiście). Pokazy filmów, czytanie książek, które dopiero się ukażą, spotkania z autorami, dyskusje itp. Program na stronie instytutr.pl

ir1.jpg

Są tam też skrzynki pocztowe, do których można wrzucić list np. do Szczygła czy Hanny Krall lub zostawić książkę do podpisania.

A najważniejsze, że panuje tam świetna atmosfera. Przytulna a jednocześnie nowoczesna. To właśnie tam usłyszałem od nowego kolegi, że

*NIE JESTEM JUŻ CZECHOFILEM TYLKO CZECHOHOLIKIEM*

Niezwykle trafne spostrzeżenie.

Będę częściej odwiedzać Wrzenie Świata. Mariusz Szczygieł napisał mi: „Proszę uznać to miejsce za swoje ulubione”. Tak też się stało.

ir2.jpgir3.jpg

Czeskie wynalazki

Powstała z męskiej ambicji i strachu przed żoną. – Jesteś dyrektorem? To w końcu zrób z tym coś! – krzyczała pani Jakubowa Radowa, która by posłodzić filiżankę herbaty, tłukła młotkiem nieforemne bryły cukru. Pan Jakub Rad bał się krzyku żony, bał się młotka do cukru, a i męska, dyrektorska ambicja została urażona. Był w końcu dyrektorem cukrowni w Dačicach. Więc wymyślił kostkę cukru. Przyniósł żonie pudełko z 35, białymi i różowymi kostkami, a potem wynalazek opatentował, żył długo i bogato.

Poza tym teolog Prokop Diviš wymyślił pierwszy piorunochron. A słowo robot wymyślił w 1920 roku czeski pisarz Karel Čapek, przekształcając wyraz „robota”, czyli „ciężka praca”.

EDIT:
słowo robot spopularyzował Karel swoją sztuką „RUR”, ale wymyślił brat Josef, malarz.

A w grudniu zeszłego roku w Brnie powstał Żel, który ułatwi zrastanie kości.

Żel może zastąpić gips w leczeniu złamań kości. Naukowcy z Wyższej Szkoły Technicznej w Brnie w Czechach opracowali technologię, która pozwoli na zlepianie kości złamanych rąk lub nóg.

Hydrożel – bo tak nazywają naukowcy swój wynalazek, będzie wstrzykiwany w miejsce złamanych kości. W ciągu zaledwie kilku sekund stwardnieje i unieruchomi miejsce złamania na tyle, że nie będzie potrzeby stosowania gipsowego opatrunku. Hydrożel nie będzie mieć skutków ubocznych. Ponadto wynalazcy z Brna twierdzą, że w połączeniu z proteinami i środkami przeciwbólowymi złagodzi w znaczący sposób ból i jednocześnie przyśpieszy zrastanie kości.

Wierzą też, że pacjent po bezinwazyjnym zastosowaniu hydrożelu będzie mógł opuścić szpital niemal natychmiast. Nowy wynalazek będzie teraz testowany na zwierzętach, co potrwa 5 lat. W pierwszych dniach nowego roku zostanie zgłoszony w Czeskim Urzędzie Patentowym.

W Czechach powstało także genetyczne prawo Mendla oraz odkryto cztery grupy krwi.

218_1255700792.jpgd0b308c4e99a6e0cmed.jpgkrew.jpgpiorun.jpgsoczewki-okulary-1.jpgwynalazek_czeskich_lekarzy.jpgCzeskie_naj.jpg

Absynt

To wstyd by mieszkając w Czechach nie spróbować tego legendarnego specjału… Tak, tak – wstydzę się… Będąc w Pradze można natknąć się na sklepy tylko i wyłącznie z Absyntem. Jeden z większych mieści się na Placu Wacława.

Posłużę się więc Wikipedią i zasłyszanymi opiniami.

Pierwsza receptura została opracowana w Szwajcarii. Początkowo stosowany był jako cudowny eliksir na wszelkie dolegliwości, zwłaszcza przeciwbólowo. Jednak znacznie większą popularność absynt zdobył na przełomie XIX i XX wieku we Francji, zwłaszcza pośród paryskiej bohemy artystycznej, dzięki której romantyczne skojarzenia z tym alkoholem trwają w kulturze masowej do dziś. U szczytu swojej popularności trunek został opisany jako niebezpieczny, silnie uzależniający narkotyk. Zawarty w piołunie tujon został oskarżony o większość szkodliwych skutków spożywania tego alkoholu. Do roku 1915 zakazano wytwarzania i sprzedaży w większości państw europejskich i w Stanach Zjednoczonych. Jednak żadne dowody nie wskazują na to, żeby absynt był bardziej niebezpieczny, czy w większym stopniu psychoaktywny, niż inne alkohole.

Pierwszy zakaz produkcji i handlu tym alkoholem wprowadzono w Wolnym Kongu już w 1898 roku. W 1905 roku, jako pierwsze europejskie państwo, podobne restrykcje wprowadziła ojczyzna absyntu – Szwajcaria, która zakaz ten wpisała nawet w 1907 roku do swojej konstytucji. Delegalizacja szybko objęła wiele krajów Starego Kontynentu i Stany Zjednoczone (1912), w 1915 roku obejmując też Francję. Pernod przeniósł produkcję alkoholu do Hiszpanii, gdzie nadal była ona legalna, jednak z powodu braku rynków zbytu, szybko zmuszony był zakończyć produkcję. Trunek wytwarzano w małych destylarniach, głównie w Czechach, w większości jednak powstawał on w niewielkich manufakturach. Jego popularność stopniowo malała.

W latach 90. na zlecenie brytyjskiego importera napojów alkoholowych czeska destylarnia rozpoczęła produkcję absyntu na większą skalę. Było to możliwe, gdyż zarówno w Czechach, jak i Wielkiej Brytanii nigdy nie zakazano prawnie produkcji, ani handlu tym alkoholem. Zainicjowało to odrodzenie popularności trunku.

W Konfederacji Szwajcarskiej konstytucyjny zakaz dotyczący tego trunku został uchylony w 2000 roku, jednak wpisano go do ustawodawstwa zwykłego. Absynt stał się w swojej ojczyźnie ponownie całkowicie legalnym alkoholem 1 marca 2005, po uchyleniu odnośnych przepisów. Obecnie w tym kraju można handlować nim i produkować go całkowicie zgodnie z prawem.

Są różne rytuały spożywania tego trunku, jednak w każdym państwie obowiązują inne. W sieci dostępne są filmiki prezentujące np. francuskie rytuały. Manie interesuje oczywiście czeski. Króluje pogląd, że przed spożyciem należy położyć na specjalnej łyżeczce kostkę cukru, polać ją odrobiną trunku i podpalić. Gdy cukier się skrystalizuje zdmuchnąć i dodać do szklanki z Absyntem. Słyszałem, że ta metoda jest proponowana głownie cudzoziemcom ze względu na swą zjawiskowość. Może być niebezpieczna. Zdarzały się poparzenia jamy ustnej przez niewprawnych degustatorów, ponadto można przy okazji zniszczyć, niejednokrotnie drogie, akcesoria, jak łyżeczki czy kieliszki. Podpalanie absyntu przed konsumpcją jest również czasami – błędnie – zwane „czeskim sposobem degustacji”. Rytuał ognia jest wymysłem końca XX wieku raczej na potrzeby hollywoodzkich produkcji filmowych niż na potrzeby prawdziwych degustatorów trunku. Tak naprawdę, kostkę cukru powinno się rozpuścić na łyżce polewając ją lodowatą wodą. Skrystalizowany cukier zakłóca swym smakiem aromat mieszanki ziołowej znajdującej się w alkoholu.

Inne metody i rytuały to m.in.:
– na wodę
– mieszany
– rytuał powietrza
Do poczytania tutaj:
pl.wikipedia.org/wiki/Absynt

Współcześnie większość państw na świecie nie ma prawnej definicji absyntu, określającej jego skład, czy sposób produkcji. Sprawia to, że producenci mogą oznaczać produkty napisem absynt, absinthe lub absinth, niezależnie od tego, czy wypełniają one tradycyjne definicje. Ponieważ wiele państw nigdy nie wprowadziło zakazu dotyczącego tego alkoholu, nie wszystkie kraje mają uregulowania dopuszczające jego produkcję i sprzedaż.

A kto z Was pił Absynt?
I jaki rytuał został użyty przy spożyciu?

Oto film, na którym Czeszka uczy turystki zza granicy, jak powinno się podawać trunek. W pokrewnych inne – mniej lub bardziej poprawne – metody.

2613483550088444627YFiVgb_ph.jpgIMG_7683.JPG

Jan Palach

*Jan Palach*

IFORUM-6506-version1-maturitni1.jpg

(ur. 11 sierpnia 1948 w Všetaty, zm. 19 stycznia 1969 w Pradze) – student filozofii praskiego Uniwersytetu Karola, który w proteście przeciwko agresji Układu Warszawskiego na Czechosłowację i powszechnej apatii czeskiego społeczeństwa 16 stycznia 1969 o godz. 4 po południu dokonał aktu samospalenia przed Muzeum Narodowym na Placu Wacława w Pradze.
Zmarł 3 dni później o 3.15 w wyniku odniesionych poparzeń (85% ciała) w specjalistycznej klinice poparzeniowej przy ulicy Legerova. Student rzeźby, Olbram Zoubek zdjął potajemnie jego maskę pośmiertną, której odlew zaniesiono następnego dnia na miejsce jego protestu.
25 stycznia wielotysięczna procesja pogrzebowa na cmentarz Olsany przerodziła się w wielki protest przeciwko okupacji. Jej uczestnicy byli potem prześladowani przez tajną policję StB, która fotografowała i nagrywała jej przebieg.
W październiku 1973 szczątki Palacha ekshumowano, skremowano i przeniesiono na cmentarz w rodzinnym mieście Všetaty.
Po aksamitnej rewolucji w miejscu, w którym upadł przy Muzeum Narodowym, Palach został upamiętniony wmurowanym brązowym krzyżem. W 1990 jego szczątki powróciły na cmentarz olsański, a rok później on sam został pośmiertnie odznaczony najwyższym czeskim odznaczeniem, orderem Tomasza Masaryka.
Nazwiskiem Palacha została nazwana odkryta 22 sierpnia 1969 asteroida, 1834 Palach. Nazwę tę nadał jej odkrywca, przebywający na emigracji czeski astronom Luboš Kohoutek.

Po proteście Palacha do końca kwietnia jeszcze 26 osób próbowało aktów samospalenia. 7 z nich zmarło.

Mój czyn ma sens, ale nikt nie powinien go naśladować. Studenci powinni zachować życie, aby spełnić jego cele, by mogli żywi wesprzeć walkę.
Dzień po samospaleniu grupa studentów – wśród nich Jan Zajíc – rozpoczęła pod pomnikiem św. Wacława przerwany w dniu pogrzebu protest głodowy, domagając się realizacji postulatów zmarłego. Nazajutrz po zgonie Jana na placu Wacława zgromadziła się manifestacja, która przeszła na Uniwersytet, gdzie zegary w Wydziale Filozofii zostały zatrzymane na godzinie 3.15. Na czele szli studenci z transparentem Pozostaniemy wierni.
20 stycznia podpalił się Josef Hlavaty (zmarł 25 stycznia). 22 stycznia podpalił się Miroslav Malinka, a Blanka Nachazelova popełniła samobójstwo trując się gazem. Dokładnie miesiąc po pogrzebie kolejny student, 18-letni Jan Zajíc dokonał śmiertelnego samospalenia w pasażu na Placu Wacława – w pozostawionym liście określił się jako pochodnia numer 2. 4 kwietnia 40-letni Evžen Plocek podpalił się na rynku południowomorawskiego miasta Jihlava (zmarł 5 dni później).
Pół roku przed czynem Palacha – 8 września 1968 – w czasie ogólnopolskich dożynek na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia podobną formę protestu przeciw inwazji wybrał Polak, Ryszard Siwiec. Palach nie mógł jednak o tym wiedzieć, bowiem protest Siwca został zatajony przez polskie władze. Dopiero w 4 miesiące po śmierci Czecha wiadomość o proteście Siwca podała rozgłośnia Radia Wolna Europa.
Owym wydarzeniom oddał hołd Jacek Kaczmarski w utworze zatytułowanym „Pochodnie”.
Angielski zespół Bloc Party dedykował mu swoją piosenkę „One More Chance”, o czym informuje na początku teledysku. Również zespół Kasabian zadedykował Janowi Palachowi swoją piosenkę „Club Foot”, z albumu „Kasabian”

pd916036.jpg

Czesi w Polsce

Dziś ogłosili w radio, że w kwietniu zacznie się kolejny już Spis Powszechny. Pierwszy po wejściu do UE. Zastanawiam się, jak zmienią się dane dotyczące mniejszości czeskiej w Polsce. Oby ta malutka grupa nie zanikła.

Prezentuję dane z poprzedniego Spisu Ludności.

Podczas narodowego spisu powszechnego ludności w 2002 r., jako Czesi zadeklarowało się 386 obywateli Polski w tym:
w województwie łódzkim – 111
województwie śląskim – 61
województwie dolnośląskim – 47
województwie mazowieckim – 37

1.226 osób zadeklarowało używanie w domu języka czeskiego.

Ogólna charakterystyka mniejszości czeskiej:

Płeć:
mężczyźni – 42,23 %

kobiety – 57,77%

Charakter miejsca zamieszkania
Miasto – 72,02%

Wieś –  27,98%

Ekonomiczne grupy wiekowe
Wiek przedprodukcyjny (0 -17) – 10,10%
Wiek produkcyjny razem (18 – 59/64) – 52,85%
Wiek poprodukcyjny (60/65 lat i więcej) – 37,05%

Poziom wykształcenia (dla osób w wieku 13 i więcej lat)
Wyższe – 13,28%
średnie – 30,51%
Zasadnicze zawodowe – 18,64%
Podstawowe ukończone – 29,38%
Podstawowe nieukończone i bez wykształcenia – 3,39%

Działalność społeczno-kulturalna osób należących do mniejszości czeskiej koncentruje się wokół Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Zelowie.

Sprawy dotyczące mniejszości czeskiej poruszane są na łamach czasopisma „Kalendarz Zelowski – rocznik społeczno-kulturalny czesko-braterskiej parafii ewangelicko-reformowanej w Zelowie”.

zelow.jpgzelow2.jpgzelow3.jpg

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑