Czesi w Polsce

Dziś ogłosili w radio, że w kwietniu zacznie się kolejny już Spis Powszechny. Pierwszy po wejściu do UE. Zastanawiam się, jak zmienią się dane dotyczące mniejszości czeskiej w Polsce. Oby ta malutka grupa nie zanikła.

Prezentuję dane z poprzedniego Spisu Ludności.

Podczas narodowego spisu powszechnego ludności w 2002 r., jako Czesi zadeklarowało się 386 obywateli Polski w tym:
w województwie łódzkim – 111
województwie śląskim – 61
województwie dolnośląskim – 47
województwie mazowieckim – 37

1.226 osób zadeklarowało używanie w domu języka czeskiego.

Ogólna charakterystyka mniejszości czeskiej:

Płeć:
mężczyźni – 42,23 %

kobiety – 57,77%

Charakter miejsca zamieszkania
Miasto – 72,02%

Wieś –  27,98%

Ekonomiczne grupy wiekowe
Wiek przedprodukcyjny (0 -17) – 10,10%
Wiek produkcyjny razem (18 – 59/64) – 52,85%
Wiek poprodukcyjny (60/65 lat i więcej) – 37,05%

Poziom wykształcenia (dla osób w wieku 13 i więcej lat)
Wyższe – 13,28%
średnie – 30,51%
Zasadnicze zawodowe – 18,64%
Podstawowe ukończone – 29,38%
Podstawowe nieukończone i bez wykształcenia – 3,39%

Działalność społeczno-kulturalna osób należących do mniejszości czeskiej koncentruje się wokół Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Zelowie.

Sprawy dotyczące mniejszości czeskiej poruszane są na łamach czasopisma „Kalendarz Zelowski – rocznik społeczno-kulturalny czesko-braterskiej parafii ewangelicko-reformowanej w Zelowie”.

zelow.jpgzelow2.jpgzelow3.jpg

Praca w Czechach

W ojczyźnie knedlików i Pilsnera. W kraju wojaka Szwejka i Karela Gotta. Tuż za miedzą. To tam, w czasach redukcji etatów i grupowych zwolnień, znajdziesz pewną posadę.

Plusy wyjazdu? Po pierwsze niewielka odległość od domu, która pozwala na odwiedziny w kraju niemal w każdy weekend. Po drugie podobieństwo czeskiego do mowy Mickiewicza, które sprawia, że język południowych sąsiadów jest dla nas w dużej części zrozumiały. Poza tym – zbliżona kultura, kuchnia, praktycznie ten sam klimat i gwarantowana ogromna dawka czeskiego humoru. Oczywiście tutejsze zarobki nie mogą konkurować ze stawkami na Wyspach czy w Norwegii. Średnie pensje porównywalne są do tych nad Wisłą, ale jeśli idą w parze z gwarancją stałego zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, dla wielu będą stanowić satysfakcjonującą ofertę. Warto więc zastanowić się nad wyjazdem za Olzę, szczególnie że koniunktura sprzyja. – W ostatnich latach przeprowadzono tu wiele nowych inwestycji, a co za tym idzie, pojawiły się dodatkowe miejsca pracy. Czechy nie dysponują jednak wystarczającą ilością wykwalifikowanych pracowników, dlatego korzystają ze wsparcia sąsiadów – wyjaśnia Dorota Kwarciak, specjalista ds. rekrutacji z agencji Gi Group. Najwięcej ofert można znaleźć w branży motoryzacyjnej, elektronicznej i elektrotechnicznej.

Od zaraz

– Aktualnie poszukiwani są przede wszystkim spawacze, ślusarze oraz operatorzy wózków widłowych – wylicza Krzysztof Smoroń z Agencji Pracy Interkadra. Ale potrzebni są też monterzy, zgrzewacze, równacze i lakiernicy w takich koncernach samochodowych, jak Škoda Auto, TRW czy Faurecia. O tym, że kryzys w tej branży powoli mija, świadczą informacje od producentów. W pierwszych dniach listopada Skoda ogłosiła plany dwukrotnego zwiększenia sprzedaży swoich aut w ciągu 10 lat. Wymagania dla kandydatów dotyczą przede wszystkim doświadczenia. – Certyfikaty są sprawą drugorzędną. Zawsze istnieje możliwość wyrobienia stosownych dokumentów na miejscu, po przejściu odpowiednich szkoleń – tłumaczy ekspert Interkadry. Rekruterzy podkreślają też, że choć znajomość języka formalnie nie jest wymagana, to w praktyce kandydat powinien znać podstawy czeskiego. – Pracodawca oczekuje, że zatrudniony będzie rozumiał czeski na takim poziomie, by móc bez przeszkód wykonywać polecenia przełożonych – wyjaśnia Dorota Kwarciak.

Bilans zysków i strat

Pracownicy podejmujący pracę w Czechach za pośrednictwem agencji, zatrudniani są na podstawie umowy o pracę. – Po pierwszym miesiącu okresu próbnego kolejne umowy podpisywane są na okres od 6 do 12 miesięcy – informuje specjalistka z Gi Group. Zarobki kształtują się w przedziale od 80 do 100 koron netto za godzinę pracy, co w przeliczeniu daje od 13 do 17 zł na rękę. Oznacza to ok. 15 tys. koron (2,4 tys. zł) brutto miesięcznej stawki podstawowej. Do tego dochodzą dodatki zmianowe w wysokości 6-20 koron (1-3 zł) i nadgodziny (25 proc. za pracę w tygodniu i 100 proc. w święta). Oprócz tego zatrudniony otrzymuje także dopłatę do zakwaterowania. Ostatecznie będzie musiał dołożyć co najmniej 500 koron (78 zł) miesięcznie, ale na warunki narzekać nie można. – Pracownicy, którzy wyjeżdżają do pracy z agencją Gi Group, kwaterowani są w hotelach robotniczych po 2-4 osób w pokoju. Każdy z nich ma dostęp do aneksu kuchennego i łazienki. Dodatkowo w niektórych budynkach jest również bezpłatny dostęp do internetu, co znacząco ułatwia kontakt z rodziną – zapewnia przedstawicielka firmy. Niewątpliwym atutem posady nad Wełtawą są też niższe niż na Zachodzie koszty utrzymania. Wynika to z niższych cen, ale również z dodatkowych świadczeń pozapłacowych, które otrzymują pracownicy. – Są to najczęściej bony żywnościowe, dodatki do zakwaterowania, bezpłatne dojazdy do pracy oraz darmowa opieka zdrowotna – dodaje ekspertka. Wszelkie formalności związane z wyjazdem można załatwić w kilka dni. – To dobra oferta zarówno dla osób, które pragną zdobyć większe doświadczenie w pracy na danym stanowisku, jak również dla tych, którzy mają już pewne doświadczenie, ale nie posiadają żadnych uprawnień i certyfikatów – przekonuje Krzysztof Smoroń.

Interia.pl

Przed wyjazdem do czeskich fabryk radzę sprawdzić fora internetowe. Dużo ciekawych i mniej ciekawych rzeczy można się dowiedzieć na przykład o firmie z Pardubic lub naczytać o wyzysku w Mladzie Bolesław w Fabryce Skody. Czytanki okraszone też szokującymi zdjęciami. Trzeba wybierać tylko sprawdzone agencje albo jechać przez urząd pracy. Stanowczo odradzam firmę pośredniczącą z Elbląga!!!

Hospoda U Svejka, Biesko-Biała

Kolejne godne uwagi miejsce na czechofilskiej kulinarnej mapie Polski.

svejk2.jpg

Położona w centrum Bielska, tuż przy galerii Sfera, na starówce mała i przytulna. Hospoda kusi z zewnątrz swym logo każdego przybysza.

Motyw przewodni głównego bohatera – Wojaka Szwejka powtarza się niczym litania na ścianach i w menu. Chociaż lokal wydaję się już trochę „wyeksploatowany” zachęca swoim jadłospisem. Litrowe piwa wielu rodzajów oraz prawdziwe czeskie dania zadowolą każdego smakosza. Vepro-knedlo-zelo czy smazeny syr to podstawa. Do tego na początek zupa czosnkowa a na przystawkę czeskie rohliki z różnymi nadzieniami. Do tego Utopenec i nawet ryby. Menu jest dwujęzyczne i przejrzyste. Ceny przystępne.

Dania zawsze świeże, sycące i tłuste. Powtarzalna jakość posiłków tak samo jak ciągle ten sam smak czeskiego piwa.

W weekendy warto zarezerwować sobie miejsce, zwłaszcza gdy akurat swój koncert ma czeska kapela grająca na żywo w lokalu.

Obsługa miła i całkiem sprawna. Jedyne co można wytknąć to zaniedbana toaleta.

Moja ocena 4-/5. Przyjemne miejsce i tak czeskie, że nie ma się do czego przyczepić ;)

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony restauracji.

222de02eabfbf7.jpga7ad4a04f05c10.jpg14eee19750fe52.jpg140f2ec4cf87b14a9.jpg8d7b2142c884b9.jpgaa318353e1e823.jpg

Zelów

Mój kolega Czechofil, który mnie zaraził tą jakże przyjemną chorobą, z rodzinnego domu do Zelowa miał zaledwie 20 km. Jednak przez tyle lat swej fascynacji Czechami nie wybrał się do tego miasteczka. Skusiła go dopiero ewangelicka msza w języku czeskim…

Zelów to miejsce bardzo nietypowe. Od zawsze związane z Czechami, którzy uciekli tu przed religijnymi prześladowaniami. Założono tu kościół ewangelicki ale oprócz tego mieszkali tu przedstawiciele wielu religii i wyznań. Luteranie, katolicy, baptyści itp. Tu właśnie jest kolebka czeskości na dawnych ziemiach polskich..

O historii Czechów na tej ziemi porozmawiam z Ks. Mirosławem Jelinkiem, opiekunem mniejszości czeskiej w Polsce i proboszczem ewangelicko-reformowanej parafii w Zelowie. Urodził się w 1957 roku w Częstochowie. Od 1982 pracuje w Zelowie, a w 1985 roku przejął pełną odpowiedzialność za parafię. Zakładał też parafie w Bełchatowie. Z jego inicjatywy zostało w Zelowie stworzone Muzeum Braci Czeskich w Polsce, które jest zarazem ośrodkiem dokumentacji dziejów czeskiej emigracji religijnej. Wśród wielu pełnionych funkcji jest min. członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych od momentu jej powstania w roku 2005 oraz honorowym członkiem międzynarodowego stowarzyszenia EXULANT z siedzibą w Pradze.

Jak wiele łączy Czechów i Polaków?

Ks. Mirosław Jelinek*: Bardzo wiele. Nie może być inaczej bo przecież od wieków narody żyją obok siebie a często razem. Obie narodowości dawno już się przeniknęły. Słynny polski malarz Jan Matejko miał właśnie czeskie korzenie. Jego ojciec gdy prześladowany religijnie uciekł z Czech został organistą w parafii pod Krakowem. W domu Jana Matejki mówiło się tylko po czesku bo przecież jego ojciec polskiego języka nie znał. Był ewangelikiem, ale co ciekawe do południa grał do mszy w kościele ewangelickim a po południu w kościele katolickim. Takich przykładów mogę przytoczyć mnóstwo. Poeta Leopold Staff także miał czeskie korzenie. Jego ojciec we Lwowie był przewodniczącym Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Czeskiej. Jeden z braci Leopolda Staffa był pierwszym rektorem SGGW w Warszawie a drugi zakładał GOPR w Zakopanem.

Czyli Polacy Czechom wiele zawdzięczają?

Absolutnie nie chciał bym tego mówić w taki sposób. Bo właśnie takie spostrzeganie spraw rodzi antagonizmy. Powinniśmy mówić o bogactwie i różnorodności naszych narodowości. O tym, że się wzajemnie uzupełniamy i wspieramy. Bo wszyscy z tego korzystamy. I takie wykłady jak te z cyklu zorganizowanego przez Dom Europejski służą właśnie takiej dobrej sprawie. Bardzo się cieszę, że mogę w nim wziąć udział, tym bardziej, że po raz pierwszy mam taka okazję, by w szerszym gronie opowiadać o mniejszości czeskiej. A naprawdę jest o czym i na wspólne mianowniki z Polakami mamy też przykłady w najnowszej historii. Karol Matejka szef energii atomowej w Republice Czeskiej został odznaczony najwyższym odznaczeniem Stanów Zjednoczonych za pokojowe wykorzystanie energii atomowej. A jego ojciec pochodzi z Zelowa tego w którym ja mieszkam. Zresztą przykładów na to jak Czesi rozsławiają właśnie Polskę jest wiele.

Jak Czesi trafili do Polski?

Na przestrzeni wieków mieliśmy do czynienia z wieloma migracjami bądź to spowodowanymi prześladowaniami religijnymi na terenie państwa czeskiego, czy emigracja zawodowa. Właśnie do największych emigracji dochodziło w XVIII wieku. Wówczas Czesi masowo przyjeżdżali głównie na Dolny Śląsk. Tam co najmniej 300 miejscowości jest założonych lub współzałożonych przez Czechów. Trzeba też pamiętać, że Śląsk w XVIII wieku był zasiedlany przez Czechów. Król Pruski był ewangelikiem i właśnie tych ewangelików chciał ściągnąć do siebie z Czech. Na terenie ich kraju rząd habsburski prześladował ewangelików. W XIX wieku polskie prywatne miasta starały się o jak najlepszych rzemieślników. A ponieważ takimi byli właśnie Czesi ściągano ich na teren kraju.

Jak duża jest mniejszość czeska w Polsce?

Podczas spisu ludności w 2002 roku 386 osób przyznało się do narodowości czeskiej. Z tego 111 osób w samym województwie łódzkim. Może wydaje się, że to nie wiele ale dla mnie to było już duże zaskoczenie. Zwłaszcza województwo łódzkie. To przecież środek Polski a 1/3 osób z mniejszości czeskiej mieszka właśnie tam.

W sumie to jednak niewiele osób z tak wielkich emigracji do Polski na przestrzeni ostatnich wieków.

Z badań wynika, że około 40 tysięcy osób w samej Wielkopolsce ma czeskie korzenie. Ludzie jednak nie są tego świadomi, choć nawet noszą typowo czeskie nazwiska. Ale niewiedzą dlaczego. Podobna sytuacja jest w Wielkopolsce, Małopolsce na Mazowszu, czy na Mazurach. Dzisiaj dość trudno przyznawać się ludziom do swoich korzeni. Ale moim zdaniem to będzie się zmieniać.

Gdzie teraz w Polsce są największe ośrodki mniejszości czeskiej?

Na pewno należy do nich Bełchatów, czy nasz Zelów. W Zelowie powołano muzeum dokumentacji Braci Czeskich. Zelów na początku XIX wieku był nawet większy niż Łódż. Później Łódź podbierała najlepszych tkaczy z Zelowa i tam właśnie tak pięknie rozwinął się przemysł włókienniczy. Cały czas gdzieś do około słyszy się, że obecność Czechów jest istotna. Gdyby Czesi nie wsparli Żyrarda, który w XIX wieku kładł podwaliny pod ośrodek tkaczy dziś Żyrardów nie był by tak rozwiniętym miastem.

Czesi są więc mocno zasymilowani z Polakami.

Mają jedną wspaniałą cechę. To otwarty i radosny naród. Czech potrafi się bawić i cieszyć życiem. To nie są ludzie, którzy chcieli by zamykać się w swoim kociółku. Trzeba pamiętać, że w większości to ewangelicy, ale to również nie stanowi problemu. Gdy przyjechał do na ksiądz prof. Tiszner powiedział „Jesteście jak kropla rosy, która mieni się w kolorycie słońca nad oceanem szarości”. W 1945 roku 90 procent Czechów zostało wygnanych z Zelowa, zresztą podobnie jak z wielu innych miast. To były bardzo tragiczne czasy. Majątki, które tu zostawiali zostały zagrabione i ta sprawa do dziś nie jest rozstrzygnięta. Ale staramy się przełamywać problemy wynikające z zaszłości historycznej.

U Szwejka, Warszawa

*Wizyta 8 stycznia 2011*

Miejsce to zdoła opisać tylko i wyłącznie jedno określenie…

*hledat jehlu v kupce sena → szukać igły w stogu siana*

Jak opisać coś, czego nie ma? Spróbuję…

Pierwsze wrażenie – wizualne – krzykliwe neony, wielki ogródek i gwar. Wchodzimy dalej. Już na progu obsługa krzyczy, że nie ma wolnych miejsce, trzeba czekać w długiej kolejce albo udowodnić, że się ma rezerwację. Okazało się, że obsługa kłamie – miejsc wolnych na trzech poziomach tego lokalu jest pod dostatkiem, a rezerwacji praktycznie nie ma. Mimo to, kolejka ogromna. Wydaje mi się, że ludzie byli zatrzymywani, bo obsługa nie nadążała z realizacją zamówień.

A co, jeśli już udało się wejść i dostać wolny stolik?

Dostajemy menu, piękne, duże, twarde i co najważniejsze, zupełnie pozbawione dań z kuchni czeskiej!!! Łosoś norweski, żurek, krewetki to zdecydowanie nie są specjały naszych południowych sąsiadów. Spędziłem kilka minut w znalezieniu w tym gąszczu dań czegokolwiek chociaż czechopodobnego. Chyba zauważyłem coś z „bułkowym kendlem” ale nie mogłem być pewien co rzeczywiście wyjdzie na talerzu od kucharza. Kuchnia jest przeszklona – klient widzi kucharza podczas pracy, ale co z tego, jeśli kelner podchodzi i brudnymi łapami klepie mięso, które przyrządza szef kuchni?

Zdruzgotany postanowiłem pocieszyć się chociaż czeskim piwem. Okazuje się, że w restauracji, która robi się na czeską nie podaje się ani jednego czeskiego piwa!!! Dostępne są tylko dwa rodzaje: Tyskie oraz Pilsner Urquell (ten podrobiony, produkowany w Poznaniu). Skandal!!!

Chwila czekania i przychodzi kelnerka. Zupełnie zdezorientowana i zaskoczona moimi pytaniami odnośnie menu. Postanowiłem być łagodny i nie pouczałem jej, że brakuje chociażby kulajdy czy vepro-knedlo-zelo. W karcie nie było nawet tego…

Nie rezygnując z ciężko wywalczonego stolika, zamówiłem jakąś kiełbasę i frytki. Obeszło się bez piwa.

Zdawało się, że nikt z klientów nie był koneserem kuchni czeskiej ani czeskiego piwa – ludzie przychodzą tu tłumami tylko ze względu na ogromne porcje i dobrą, jak na taką ilość jedzenia, cenę.

Czeskie tabliczki i plakaty na ścianach są tylko dodatkiem, małą groteską w tym teatrze fałszu. Boże, ale sformułowanie… Wolę taką kurtuazję niż napisanie wprost, że jest to beznadziejny lokal. Jednak amatorzy dużego żarcia i litrowego piwa będą zadowoleni. Czechofile nie mają czego tam szukać.

Zdecydowanie nie polecam. Ocena 3/5 tylko ze względu na wystrój lokalu i jego dużą powierzchnię.

PS: Jeszcze tego samego dnia na Krakowskim Przedmieściu spotkałem czworo Czechów – prawdziwych, rodowitych, z pięknym „Ř”. Jak się okazało pracują w Warszawie i tutaj mieszkają. Dwóch z nich to panowie po 40-stce lekko pijani i czerwoni od alkoholu a pozostali to młoda para snująca plany ślubu, ale tylko w Czechach.

To chyba, oprócz ambasady, jedyne czeskie ślady w stolicy.

DSC01334.JPGDSC01336.JPGDSC01335.JPGDSC01337.JPGDSC01338.JPGDSC01339.JPGDSC01341.JPGDSC01342.JPGDSC01344.JPGDSC01343.JPG

Na pograniczu

Pamiętacie jak pokazywałem Wam granice między naszymi dwoma bratnimi krajami? Zapomniałem o tej najbardziej kuriozalnej.

Koniec roku to zawsze czas podsumowań. Na te przyjdzie jeszcze czas, ale dla mnie ten rok był wspaniały jeśli chodzi o czeskie przeżycia. Jednym z nim na pewno było zamieszkanie na pograniczu i obserwowanie wszystkiego z bliska. Teraz jedna z tych obserwacji.

Przed wejściem Polski i Czech do UE (to jest przed 2004 r.), właściciel działki gruntu,
przedzielonej granicą państwa musiał korzystać z przejścia małego ruchu granicznego,
żeby nie skończyć w sądzie.
Zmieniło sie to po wejściu do UE ale problem zniknął dopiero po wejściu PL i CZ do strefy Schengen, to jest po 27 grudnia 2007 r.

Wcześniej sprawę zgłaszał gdzie się dało, była interpelacja w sejmie. Teraz właściciel felernego gruntu płaci większą część podatku za ziemię Polsce, a resztę Czechom. Ciekawe w jakiej walucie się rozlicza i jaki ma kurs wymiany walut?

Rok 2010

     Rok 2010 był dla mnie wyjątkowy – spełniło się moje marzenie i zamieszkałem w Czechach. A raczej na pograniczu Moraw i Śląska. To właśnie położenie sprawiało mi najwięcej radości i wrażeń. Bliskość granicy, otwarte granice, łatwość podróżowania. Nowi czescy znajomi, jedni lepsi, drudzy obojętni. Język i nowa kultura, jak bardzo frapująca, rajcująca – jak mówią Czesi. Nie wiem.. Jest tyle rzeczy o których można by było napisać, ale po co? Lepiej to pokazać…

rek1.jpg

Rok 2010 to Ostrava – ta ładna jej część, te dziesiątki placów, rynków, zakamarków.

rek2.jpg

Rok 2010 to też Ostrava – jej ta brzydka strona, pełna kopalni, brudu i przemysłu. To wizyta w Muzeum Górnictwa i wdychanie smogu.

rek3.jpg

Rok 2010 to ciągłe podróże – małe i duże. Przez całą Republikę, jak też tylko po Morawach. Czechy to kraj tyle razy mniejszy od Polski, a nie uda mi się go zwiedzić choćbym miał podróżować 5 lat

rek4.jpg

Rok 2010 to współczucie Czechów nad tą durną tragedią. Co by nie mówić, ale jeśli w Czechach się dzieje coś ważnego nikt się tym nie podnieca, ale nad polską sprawą Czesi pokłonili się szczerze i głęboko.

rek5.jpg

Rok 2010 to upływający czas na mym osiedlu Poruba. Zmieniały się pory roku i zmieniali się znajomi. Zmieniało się moje podejście do Czech.

rek6.jpg

Rok 2010 to miłość do pogranicza. A najlepszą opcją na dosłownie każdy weekend był wyjazd do Cieszyna. Kocham to miasto bardziej niż jakiekolwiek inne w Polsce czy Czechach.

rek7.jpg

Rok 2010 to ciągłe bycie rozdartym między ojczyzną a Czechami. Tęsknić za Polską czy śnić swój czeski sen?

V8cZONFRmy46IBUTAB.jpg

Rok 2010 to najlepsze chwile z mymi przyjaciółmi – polskofilem Káją i Refaelem oraz nasze wspólne wyjazdy do Polski na imprezy właśnie tą drogą, przez ten gęsty las, na skróty i po nowym schengeńskim asfalcie. Tam, gdzie kończy się las, zaczyna się Polska.

czech_rep_flag_h.jpg

Czesi i Wietnamczycy

Lubosz Palata

Wiadomości o nielegalnych zakładach tytoniowych, uprawach marihuany, rozlewniach wódki, burdelach tylko dla Wietnamczyków czy psich rzeźniach utwierdzają Czechów w przekonaniu, że za sukcesem wietnamskiej społeczności nie stoi tylko ciężka praca, lecz także wszechmocna mafia

Patrol czeskiej policji w Brnie przyjechał na wezwanie w sprawie zakłócenia ciszy nocnej. W trakcie interwencji 43-letni Wietnamczyk Hoang Son Lam został pobity. W celi stracił przytomność, a po przewiezieniu do szpitala zmarł. Przyczyną śmierci było złamanie żeber i rozerwana śledziona.

Policjant, który wyżył się na drobnym, ważącym ledwie 45 kilogramów Wietnamczyku, został oskarżony o spowodowanie śmierci i grozi mu 15 lat więzienia. Na razie jest na wolności.

To szczytowa faza napięć między społeczeństwem czeskim a wietnamską mniejszością narodową, która w ostatnich tygodniach przybrała kilka form. Pierwszą z nich jest trzymiesięczny zakaz udzielania czeskich wiz Wietnamczykom. Kolejna to wyrzucanie, jako pierwszych, wietnamskich robotników z fabryk – co w przypadku jednego z nich skończyło się samobójstwem. Ostatnia to brutalne policyjne obławy na wietnamskich targowiskach, przeciwko którym zaprotestował prezydent Vaclav Klaus.

W sklepiku państwa Thi

Na praskim osiedlu Bohnice wszyscy już zamknęli sklepy, a wśród uśpionych wieżowców pali się tylko jedno światło. Mały sklep z produktami spożywczymi, gazetami, owocami, papierosami i proszkami do prania jest otwarty całą dobę. Pracuje w nim, tak jak w wielu innych miejscach w Pradze i innych miastach, wietnamska rodzina. Przy ladzie, gdzie stale idzie program wietnamskiej telewizji satelitarnej, wymienia się małżeństwo w średnim wieku – pan i pani Thi.

Nie mówią dobrze po czesku, a braki językowe nadrabiają uśmiechem. Ich mała córka, która chodzi do czeskiej szkoły, po czesku mówi bez akcentu. Kiedy zapytacie się pani Thi, która – co w wietnamskich rodzinach jest zasadą – zna czeski lepiej niż jej mąż, jak się wiedzie, odpowie bez uśmiechu: – Teraz źle, bardzo źle. Wciąż kontrole, potem ten pożar, a teraz wiza. Okropne, my się bać, co dalej.

Wietnamska społeczność wraz z 50 tysiącami oficjalnie zarejestrowanych imigrantów (i co najmniej drugie tyle nielegalnych) jest trzecią co do wielkości mniejszością narodową w Czechach, zaraz po Słowakach i Ukraińcach, a przed Polakami. Początki emigracji to czasy socjalizmu, kiedy Wietnamczycy przyjeżdżali do Czechosłowacji studiować (w większości na kierunkach technicznych) i pracować w mało popularnych zawodach.

– W Wietnamie jest dziś ponad 200 tys. ludzi, którzy znają czeski – mówi przewodniczący Towarzystwa Czesko-Wietnamskiego Marcel Winter.

Po upadku komunizmu większość Wietnamczyków pozostała, a z czasem ta mniejszość zaczęła rosnąć. Co roku o kolejne tysiące ludzi. Z robotników, tokarzy i szwaczek stali się sprzedawcami na targowiskach w całych Czechach; od wielkich miast aż po większe wsie. Słynne stały się ich targowiska przy granicy z Niemcami, na których sprzedawali Niemcom tani czeski alkohol, papierosy i gipsowe krasnale. Te targowiska wkurzały wielu Czechów, ale sumy, które Wietnamczycy są w stanie zapłacić za wynajem powierzchni targowej, zazwyczaj przekonywały władze. – Tak wysokiego czynszu nie są w stanie płacić czescy przedsiębiorcy – przyznaje anonimowa urzędniczka ratusza w Chebie.

A zdaniem czeskich przedsiębiorców nie mogą oni sprostać wietnamskiej konkurencji, ponieważ płacą podatki, przestrzegają przepisów i nie sprzedają podrabianego i szmuglowanego towaru. Ceny na wietnamskich targowiskach były i są o połowę lub jedną trzecią niższe w porównaniu do sklepów, ale o jakości i dwuletniej gwarancji na głównie chiński produkt możemy zapomnieć.

Jednak emeryci i najsłabsze grupy społeczne, którzy obok Niemców są głównymi klientami Wietnamczyków, patrzą tylko na cenę. Natomiast pytanie: „Masz to od Wietnamczyków?”, jest dla uczniów obrazą, które łatwo może stać się powodem bójki.

Wraz z przystąpieniem Czech do UE dla wietnamskich sprzedawców nastały ciężkie czasy. Bruksela naciska, aby Praga ostro zwalczała podróbki światowych marek i towary niespełniające norm unijnych. W ostatnich dwóch latach policyjne obławy na wietnamskich targach stały się bardzo częste.

Kiedy pojawiają się policjanci i urzędnicy Izby Gospodarczej, wietnamscy sprzedawcy uciekają ze stoisk. Schwytani odpowiadają do kamery zawsze tak: „Nie mówię po czesku”. Policjanci pakują podrabiany towar, inspekcja nakłada kary, a na drugi dzień targowisko znów jest otwarte. Z nowym towarem i ewentualnie z nowymi sprzedawcami, gdyż większość Wietnamczyków nie jest właścicielami stoisk, lecz pracuje dla bogatszych wietnamskich bossów.

Małe Hanoi

Wielu Wietnamczyków na targowiskach zarobiło już wystarczająco dużo i chce zalegalizować swój pobyt w Czechach. To dlatego w ciągu ostatnich trzech lat powstały setki murowanych wietnamskich sklepów z artykułami spożywczymi i owocami. Od czeskich nie różnią się cenami, ale tym, że są otwarte non stop i nawet o północy mają świeże pieczywo.

Centrum wietnamskiej społeczności jest w Libusie na peryferiach Pragi, gdzie przed laty Wietnamczycy kupili olbrzymi teren należący do zbankrutowanych zakładów mięsnych.

To „Małe Hanoi”. Oprócz olbrzymich magazynów i sieci dużych hurtowni, z których dystrybuuje się towar dla całej wietnamskiej społeczności w Czechach, są tam restauracje, wietnamska szkoła, oddziały banków, biuro podróży, redakcje gazet i buddyjska świątynia. Tysiące Wietnamczyków pracuje tu i mieszka.

Niedawny pożar, podczas którego spłonęła część największej hali i towary za 100 mln koron (około 13 mln zł), był pierwszą po długim czasie okazją dla policji do wkroczenia na teren, gdzie spotyka się tylko wietnamskie napisy. – Nawet nie wiemy, ilu ich tam jest. Ale z pewnością tysiące – mówi burmistrz dzielnicy Praha-Libus.

Zamknięcie wietnamskiej społeczności (nie dotyczy młodszej generacji, która chodzi do czeskich szkół) wpływa na rozwój przestępczości. Zakłady produkujące papierosy, uprawy marihuany, rozlewnie nielegalnego alkoholu, burdele (tylko dla Wietnamczyków) i psie rzeźnie utwierdzają Czechów w przekonaniu, że za sukcesem wietnamskiej społeczności nie stoi tylko ciężka praca, lecz także wszechmocna mafia.

Pogarszająca się sytuacja gospodarcza Czechach, w której wyniku tysiące zadłużonych Wietnamczyków po wyrzuceniu z fabryk zostanie bez środków do życia, i frustracja wielu Czechów, którzy po latach prosperity wpadną w problemy, może przyczynić się do powstania nowych napięć, nowego rasizmu.

Pani Thi ze sklepiku w praskich Bohnicach mówi: – Wszystko źle. My chcieć tu żyć uczciwie. Co my sobie teraz zrobić? A co wy, Czesi, sobie tu zrobić bez nas, Wietnamczyków?

Czesi w Polsce i za granicą

Jak wcześniej podałem, Czesi niechętnie wyjeżdżają za granicę. Jeśli już jadą to na krótszy okres czasu. Ci, którzy są na emigracji, zwykle pozostają na obcej ziemi od wielu lat. Takie emigracje najczęściej spowodowane były nastaniem ery komunizmu.

Ukazane dane są jedynie orientacyjne (Czesi często nie rejestrują swych krótkich pobytów na obczyźnie) i pochodzą z czeskich ambasad i konsulatów w danych krajach. Dane 2008 rok.

zagr.jpg

*CZESI W POLSCE*

Podczas narodowego spisu powszechnego ludności w 2002 r., jako Czesi zadeklarowało się 386 obywateli Polski w tym:
w województwie łódzkim – 111
województwie śląskim – 61
województwie dolnośląskim – 47
województwie mazowieckim – 37

1.226 osób zadeklarowało używanie w domu języka czeskiego.

Ogólna charakterystyka mniejszości czeskiej:

Płeć:
mężczyźni – 42,23 %

kobiety – 57,77%

Polska i Czechy

Zadaję sobie pytanie, czy Czechy i Polska mają w Europie jakieś wspólne interesy. I natychmiast nasuwa się odpowiedź: tak – i w sprawach dwustronnych, i w ramach Unii Europejskiej, i w NATO.

Kiedy jednak trochę bliżej przyjrzeć się sprawie, okaże się, że tych interesów wcale nie jest aż tak wiele. Pomiędzy Czechami i Polską jest natomiast wiele różnic, które determinują ich cele w polityce międzynarodowej. Po pierwsze – inaczej układała się nasza historia przed upadkiem komunizmu. Liczne są różnice wyniesione z tamtego okresu. Po drugie – Czechy i Polska różnią się wielkością, sytuacją geopolityczną, strukturą gospodarki, a także rolą, jaką odgrywa w społeczeństwie religia. To wszystko sprawia, że inaczej patrzymy na rolę, jaką mamy do odegrania w Europie i czego innego się po samej Europie spodziewamy.

*Czesi – naród prowincjonalny*

Korzenie Czech sięgają głęboko w niemiecką przestrzeń kulturową, a później w mocarstwo habsburskie. Polska natomiast to kraj kilku tożsamości. Częściowo należy do Europy Środkowej, częściowo do regionu nadbałtyckiego, a po trosze do Europy Wschodniej, gdzie graniczy z Rosją.

Czechów w relacjach z niemieckojęzyczną częścią Europy interesuje głównie Wiedeń, Bawaria i Saksonia, dla Polski zaś głównym partnerem jest Berlin. Czesi nigdy nie mieli wyraźnych ambicji mocarstwowych. Nasze cele polityczne ograniczały się do przetrwania w przestrzeni, o którą rywalizowały duże mocarstwa europejskie, a nasza tożsamość narodowa formowała się defensywnie, głównie w relacjach z innymi.

Geopolitycznie Polacy bywali w porównywalnej sytuacji, ale ich podejście było zawsze inne. Nawet gdy byli zależni od dużych mocarstw, zawsze przejawiały się ich ambicje mocarstwowe. Polska tożsamość narodowa, w przeciwieństwie do czeskiej, w mniejszym stopniu tworzyła się jako odbicie tożsamości innych, zwłaszcza Niemców.

Czesi ze względu na swoją historię są właściwie narodem prowincjonalnym, któremu brak ambicji globalnych. W pewnym sensie boją się nawet „wielkiego świata”. Przeciętnego Czecha mało zajmuje to, co dzieje się poza obszarem czeskiej kotliny. Polacy natomiast są bardziej globalni. Uważają się – zapewne z racji swej liczebności oraz wielkości terytorium – za jednego z głównych rozgrywających w Europie.

Te różnice mają zasadnicze znaczenie. Cele polskiej polityki są i będą – i wobec Europy, i wobec Stanów Zjednoczonych – naturalnie bardziej ambitne. Polska właściwie nie potrzebuje współpracy regionalnej tak bardzo jak Czechy.

*Poznajmy się od nowa*

Wydaje się, że wejście Polski do UE zmieniło podejście Warszawy do współpracy w regionie. Polska jest dziś bardziej pewna siebie i zachowuje się tak, jakby nie potrzebowała już wsparcia ze strony pozostałych krajów wyszehradzkich.

Dla Polski partnerami w europejskiej grze są Hiszpania, Włochy, Francja lub Niemcy. Republika Czeska kieruje swoją uwagę na mniejsze kraje Europy Środkowej, takie jak Słowacja, Austria, Węgry lub Słowenia. Dlatego jest całkiem możliwe, że w przyszłości środkowoeuropejska współpraca będzie dotyczyła właśnie tych krajów, podczas gdy Polska – która ma więcej mieszkańców niż wszystkie te państwa razem wzięte – pozostanie na zewnątrz takiej regionalnej grupy.

Inna asymetria dotyczy struktury gospodarczej. Republika Czeska jest małym, przemysłowym krajem z dość efektywnym rolnictwem. W rolnictwie pracuje jedynie około pięciu procent ludności, podczas gdy w Polsce – aż 20 procent. Jest więc oczywiste, że interesy ekonomiczne Czech są inne od interesów Polski. Poza tym Republika Czeska jest w dużo większym stopniu krajem nastawionym na eksport.

W odróżnieniu od Polski Czechy nie mają dostępu do morza, choć to akurat może się okazać czynnikiem zbliżającym interesy obu krajów.

W przyszłości Polska mogłaby się stać dla Czech ważniejszym „morskim” partnerem, natomiast Republika Czeska – typowy kraj tranzytowy – partnerem Polski, ułatwiającym dostęp do środkowo- i południowoeuropejskich rynków.

A przecież są i inne pola potencjalnego współdziałania. W pewnych sytuacjach Polska mogłaby użyczyć całemu regionowi swej silnej międzynarodowej pozycji. Do tego byłaby jednak potrzebna aktywna koordynacja polityki zagranicznej. Wiele dałoby się też zrobić w sferze bezpieczeństwa.

Lecz aby bliższa współpraca w tych dziedzinach stała się możliwa, należałoby najpierw pokonać niektóre bariery powstałe po upadku komunizmu. Przed 1989 rokiem wielu Czechów śledziło wydarzenia w Polsce i na odwrót. Wiedza o sobie nawzajem – a zwłaszcza o życiu toczącym się w drugim obiegu – była częścią pasywnego oporu wobec reżimu komunistycznego.

Dziś przeciętny młody Czech jest lepiej poinformowany o wydarzeniach kulturalnych w USA lub Wielkiej Brytanii niż w Polsce. Podobnie młodzi Polacy mało wiedzą o tym, co się dzieje w Czechach. Żelazna kurtyna oddzielająca nas od Zachodu zniknęła, ale jej upadek stłumił zainteresowanie Czechów sytuacją w Polsce i na odwrót. A przecież lepsze wzajemne poznanie jest podstawowym warunkiem poważnej współpracy politycznej.

Przyglądajmy się uważnie, co teraz będzie się działo w naszej części kontynentu, bo następnych kilka lat zdecyduje o tym, czy Czechom do Polski będzie równie blisko jak do Austrii i Niemiec.

pehe.cz

Czeska hospoda

*wyszperane w sieci*

Kochani.
Z racji tego, że wielu z Was deklaruje chęć spędzenia okresu noworocznego właśnie w Czechach (szkoda, że wybieracie Pragę i tylko Pragę), przyda się Wam kilka rad jak zachować się w czeskiej gospodzie. Bo nie wyobrażam sobie być w Czechach i nie zajść na przynajmniej jednego z obfitą pianką….

EGALITARYZM

Ludzie dzielą się różnorako. Na wysokich i niskich. Grubych i chudych. Biednych i urzędników walczących z biedą itp.

W praskiej gospodzie podział jest znacznie prostszy – tu ludzie dzielą się na bogatych turystów i… wszystkich pozostałych. I tylko tak „sformatowane” są tutejsze knajpki. Zdarza się, co prawda, iz te bardziej bogobojne piwiarnie zostają czasami zaanektowane przez hordy pogan w postaci amerykańsko-rosyjsko-niemieckiego tłumu, wówczas przez chwilę panuje tam swoista schizofrenia, potem jednak górę zawsze biorą turyści. Przypadków odwrotnych (odbicie gospody z rąk turystów) nie zaobserwowaliśmy ale na szczęście owych Knajp Prawdziwych jest jeszcze w Pradze sporo.

W Polsce trudno byłoby znaleźć pub, który za swój uznaliby zarówno codzienni piwosze w starych swetrach, robotnicy wracający z pracy w swych kombinezonach, jaki i lokalni politycy w eleganckich garniturach czy lekarze w kitl… Nie, nie, też w garniturach. W Czechach, nie tylko, że wszyscy oni wejdą do tej samej knajpki, to jeszcze usiądą przy jednym stoliku zamawiając piwo i marynowaną kiełbaskę. Czeska gospoda jest przestrzenią równie publiczną, co ulica czy metro. Tutaj każdy może wstąpić i poczuć, że jest u siebie. Gdy brak wolnych stolików, nie krępujmy się do kogoś dosiąść, nie ma w tym nic niestosownego.

W „mentalności” czeskiej gospody nie istnieją też podziały na grupy wiekowe. 60-letni dziadkowie toczą tu żwawe rozmowy z 30-letnimi młokosami, a młody, początkujący kelner śmialo dosiada się na chwilę do stolika 40-letnich sztamgastów.

Egalitaryzm czeskiej knajpy polega też na tym, że przychodzą tu całe rodziny z małymi dziećmi i z… psami. Ale cóż to za psy! Sama łagodność i radość istnienia. Ot, siedzą sobie spokojnie przy stolikach i cieszą się widokiem przechodzących ludzi. Zawołane przeciągną sie leniwie, podbiegną i przywitają się opierając się na tobie przednimi łapami. Właściciel nie zareaguje bo wie, że ani pies ani gość gospody nie stanowią żadnego zagrożenia. Nie chce nam się wierzyć, by takie psy można bylo wychować nie podając im codziennie szklaneczki Velkopopovickiego Kozelka…

W czeskiej knajpie na pewno nie pogryzie was pies ale i – w przeciwieństwie do polskich lokali – nie spotkamy się tu z agresją ze strony współbiesiadników. Ludzie często tu dyskutują, spierają się czy wyzywają łagodnie per „ty vole”. Ale nigdy nie spotkaliśmy się z objawami agresji. Bo też, jak tu być agresywnym pijąc Budvara czy Svijanskie?

Będąc w czeskiej gospodzie, to również my tworzymy ów swoisty, naturalny ład. Ład nie zmieniany od pokoleń. Nie przynośmy zatem do piwnych świątyń naszych nawyków z dżungli polskiej knajpy. Oto krótki…

….BON TON DLA POCZĄTKUJĄCYCH I ŚREDNIOZAAWANSOWANYCH

1. Zaakceptujmy fakt, że w świątyniach piwa to kelnerowi – jako tutejszemu kapłanowi – przysługuje prawo do kaprysów i idiosynkrazji. Czescy kelnerzy stanowią szanowaną grupę społeczną i w większości knajp tworzą barwną galerię postaci. Osobiście, uwielbiamy obserwować ich pracę i największą radość sprawiają nam Kelnerzy Ekstremalni: kapryśni i apodyktyczni bądź nieśmiali i zahukani. Jednej i drugiej grupie należy się bezwzględny szacunek i posłuszeństwo.

2. Zamówmy piwo (lub, ostatecznie, inny napój) przed studiowaniem jidelnego listka. Inne zachowanie wprowadzi kelnera w niekłamany szok – jest bowiem zupełnie niespotykane.

3. Pamiętajmy, że w wielu Knajpach Wybitnych funkcjonuje nasze ukochane zjawisko – Ręka Boga. Nie czyńmy więc foch i awantur gdy piwo zostanie nam podane bez zamówienia. Układ ten funkcjonuje dla naszej wygody, nie zaś – by zedrzeć z nas pieniądze. Wszak czeskie piwo jest naprawdę tanie.

4. Zaakceptujmy każde towarzystwo, które pragnie się do nas dosiąść. Również to, zaopatrzone w dzieci i/lub psy. I korzystajmy z tego prawa – w wielu doskonałych knajpach jedyną szansą na pobyt i jest to, że możemy dosiąść się do każdego niezarezerwowanego stolika. Z radością zrobią nam trochę wolnego miejsca. Jak widać, korzyści z tego systemu są znacznie większe niż chwilowe niedogodności. Uwaga, jest rzeczą zupełnie naturalną by zamówić jedzenie nawet gdy tłok przy stoliku przypomina ten, w – za przeproszeniem – urzędzie skarbowym 30-ego kwietnia…

5. Dostosujmy się do godzin zamykania lokalu. Jeśli jest on zamykany o 22, to zapewne już o 21.57 nie będzie tu gości.

pivo.jpg

Polska oczami Czeszki

*NIEZMIERNIE CIEKAWY WYWIAD Z CZESZKĄ O POLAKACH – POLECAM*

Łukasz Grzesiczak: *Polska jest fajna?*

Lucie Kněžourková: Jak najbardziej. Przede wszystkim podoba mi się, że jesteście tak blisko, ale kultura jest zupełnie inna od naszej. Podziwiam polską dumę narodową i to, że interesuje was wasza historia, kultura.

Wydaję mi się, że Czesi więcej krytykują własną politykę czy kulturę, ale nic z tym nie robią. Żyją bardziej spokojnie – dla siebie i swojej rodziny. Natomiast Polacy, jak im się coś nie podoba, szykują się do czynu. I tutaj nie chodzi tylko o rewolucje, ale o codzienne sprawy.

Z drugie strony czuję w Polsce też coś wschodniego…

*Wschodniego?*

Wystarczy wybrać się w podróż po Polsce – już te same odległości są takie zaskakujące. Z okna pociągu widać niekiedy pole i parę domów. To wszystko.

Drugą rzeczą – może trochę śmieszną, ale dla mnie ważną – jest sposób picia: wódka jest wschodnia, wino i piwo zachodnie. Na ulicach miast w nocy człowiek czuje, czy jest pijany wódką, czy winem.

W Polsce czuję pewną atmosferę, której nie ma w Czechach, czy też miastach niemieckich i francuskich.

*Wiele osób uważa, ze Czesi i Polacy są bardzo podobni do siebie. To prawda?*

Przeciwnie. Czesi są bardziej spokojni, tolerancyjni wobec innych wyznań. Dużo Czechów traktuje Polskę jako ziemie pełną radykalnych katolików. W czeskich mediach w kontekście Polski mówi się o zakazie aborcji lub negatywnym stosunku do homoseksualistów.

Czesi nie chcą opuszczać swojego kraju na dłuższy czas. Polacy natomiast masowo wyjeżdżają za pracą i często zostają tam na zawsze.

*Na temat naszych narodów panują wzajemne stereotypy, które wydają się najbardziej szkodliwe?*

Czesi często traktują Polskę jakby ciągle panował w niej komunizm, nie interesuje ich zmiana kraju po ‘89 roku. Dziś dużo Polaków pracuje w Czechach i stereotypy związane z Ukraińcami łączą się teraz z Polakami. Ludzie widzą w Polakach konkurencję, ponieważ często robią za mało pieniędzy to, czego Czesi robić nie chcą.

W kręgach intelektualnych panowało i panuje zainteresowanie Polską – pisarzami i waszą kulturą. Trzeba zdawać sobie sprawę, że przeciętny Czech zna Polskę z czeskich gazet, w których piszą przede wszystkim o antysemickich wypowiedziach ks. Rydzyka.

*W Polsce panuje stereotyp Czecha jako ateisty, tchórza i Szwejka*

Czesi dobrze o tym wiedzą  –  Szwejkami nazywa nas połowa Europy. Z tym jest znów związany nasz stosunek do własnej historii – kompleks braku czynu. O tych, którzy się bronili (i nie było ich mało) się zapomina.

*Powszechnie uważa się, że język polski i język czeski są do siebie bardzo podobne. Czy to podobieństwo nie potrafi być czasem zgubne?*

Większość Polaków i Czechów te podobieństwa często śmieszą. Dla polonisty są oczywiście pewne problemy z gramatyką i słownictwem – jest dużo tzw. fałszywych przyjaciół, słów, które wyglądają tak samo, ale znaczy coś innego. Na przykład „czerstwa bułka” znaczy po czesku świeża, a po polsku stara. Ale kiedy tylko ma sie ochotę, można się porozumieć. Nie lubię, kiedy Czesi w Polsce czy Polacy w Czechach mówią po angielsku. Są to przecież języki zachodniosłowiańskie!

*Pokolenie naszych rodziców – czeska Karta77 i polski KOR – współpracowało ze sobą, interesowali się wzajemnie swoją historią, kultura. Dziś to zainteresowanie jakby ucichło. Dlaczego?*

Temu sprzyjały warunki historyczne. Czesi na wzór KOR-u zrobili Kartę 77, czytali książki wydawane w polskich wydawnictwach – polskie czy też tłumaczenia zachodnich książek, których w Czechach nie było. Dziś jesteśmy bardziej zapatrzeni na Zachód niż na siebie. Po ‘89 mogliśmy podróżować po całej Europie i trudno się dziwić np. mojej mamie, która chce zobaczyć Paryż, Londyn oraz Atlantyk, a nie Bałtyk, który kojarzy jej się ze starymi czasami.

*Nie zatraciliśmy gdzieś tej wielkiej szansy jaką mogła być Europa Środkowa. Václav Havel w „Sile bezsilnej” pisał o trzeciej drodze, o bogatej kulturowo Europie Środkowej*

Rzeczywiście tej szansy nie wykorzystaliśmy, ale to nie znaczy, że dziś jest brak komunikacji między naszymi krajami – te kontakty przebiegają raczej po drodze osobistej, przykładem jest przyjaźń Andrzeja Stasiuka i Jáchyma Topola.

*Dziś Petrovi Pithartovi – legendzie czeskiej opozycji – Europa Środkowa przypomina stale powiększający się parking. Wszędzie te same Mc Donaldy, te same sklepy… Zwyciężyła amerykanizacja i homogenizacja kultury*

Wierzę w to, że trzeba więcej czasu. Nasza generacja już jest inna, moi przyjaciele szukają już czegoś innego, podróżują po Europie Wschodniej. I nasze dzieci będą otwarte, zobaczą, że nie wystarczy tylko mieć dużo pieniędzy, ale że ważne jest też otoczenie człowieka – przestrzeń miasta oraz natura.

Rozmawiał Łukasz Grzesiczak
Zdjęcie: Roman Zakopal

Lucie Kněžourková – polonistka i komparatystka. Publikuje teksty o Polsce i polskiej literaturze w najważniejszych czeskich dziennikach i tygodnikach. Współpracuje z poznańskim komiksowym projektem Central European Comics Art. Mieszka w Pradze.

(Tekst ukazał się w Dzienniku Zachodnim)

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑