Bardzo nieświeże żarty

„Čerstvé żarty” to dziwny twór, rzeknę bez kozery nowotwór, który ma Polaków bawić i uczyć jacy są nasi sąsiedzi zza południowej granicy przy okazji „dyskretnie” reklamując piwo Žatecký Světlý Ležák. Bez ogródek napiszę- moim zdaniem ten program to rak mózgu.

Chyba nikomu z Czechofili nie muszę tłumaczyć, że Žatecký Světlý Ležák nie jest czeski, ale jest to koncernowe piwo produkowane przez okocimski browar  w Brzesku na zlecenie Carlsberga.

Nie mam pojęcia kto wpadł na pomysł, żeby celowo konsumentów wprowadzać w błąd, że to jest czeskie piwo, ale pewnie to ten sam spec, który potem wpadł na pomysł typu: „Ej a jakby zrobić program rozrywkowy, w którym Polak i Czech będą ze sobą rozmawiali, ale oczywiście się nie dogadają i będzie z tego kupa śmiechu, bo przecież czeski język jest taki śmieszny!”

Tak- wyszła z tego kupa i jeśli już śmiechu to z tego, jak to „dzieło” na pograniczu marketingu i rozrywki jest zrobione. Spróbuję prześledzić tok myślenia speców od reklamy. Zaczynając od początku- gdzie Polak i Czech mogliby się spotkać- oczywiście w barze. Nie może to jednak być zwykły bar- to ma niby być gospoda, ale przecież ludzie nie będą chcieli patrzeć na wąsatych barmanów czy barmanki, więc zatrudnijmy męskich modeli, którzy przecież nie muszą umieć nalewać piwa tylko się uśmiechać i przecierać szklanki. Same rozmowy polsko-czeskie będą pewnie nudne, więc dodajmy „muzykę”.  Przecież jednak mamy XXI wiek, więc niech to będzie DJ. Najlepiej DJka, bo jak za dużo facetów będzie w programie, to nam się feministki doczepią, że parytetów nie ma. Damy więc kobietę, do której prowadzący (Piotr Kędzierski, którego bardzo cenię, ale jego obecność w ogóle nie ratuje tego „show”) zwraca się per Praktyczna Pani. Ja do pani DJki nie mam nic oprócz tego, że jej obecność jest bardziej żenująca i bez sensu niż wodzianek u Wojewódzkiego. Puszczanie sampli z odgłosem nalewania piwa albo jego głośnego przełykania na przemian z jakimiś czeskimi czy polskimi wtrąceniami typu: „to było gupie, nie”.

Widzowie pewnie nie będą się orientowali, gdzie mają się śmiać, więc dodajmy śmiech od publiczności. Nie możemy jednak ryzykować- niech publiczność będzie podstawiona. Posadzimy ich elegancko przy stolikach z lampami, damy po kuflu piwa (ale lepiej żeby go nikt nie pił, niech tylko stoi przed nimi). W efekcie otrzymujemy obrazki tego typu:

Prawie bym zapomniała o jeszcze jednym elemencie tego bigosu- stand up. Tak, program umajają polscy stand uperzy. Do tej pory powstało trzy odcinki. W każdym na początku jest niby losowanie, jaki będzie temat przewodni, więc mamy jak dotąd miłość (láska- jakie to śmieszne ha haha !!!), pech i jedzenie. Bardzo naturalni i w ogóle, zupełnie zaskoczeni tematem stand uperzy na poczekaniu wymyślają swoje wystąpienia, bawiąc publiczność do łez!

Wiem, że tym tekstem raczej tylko podsycam Waszą ciekawość i niektórzy zamiast czuć się zniechęceni od razu przeszukają (šukają- ha hahahahah!!!) internety, żeby sprawdzić czemu ten Czechofil tym razem taki złośliwy, ale ostrzegam- robicie to na własną odpowiedzialność. Szkoda mi jedynie tego biednego Robina (Czecha, który partneruje panu Kędzierskiemu). Wygląda na sympatycznego gościa, ale musi dźwigać na sobie cały możliwy stereotyp żłopiącego piwo Pepika, którego babiczka pochazi s Chrzanowa albo innego Brzeska.

Dla przypomnienia reklama, do której się odwołuję (wtedy przynajmniej nikt nie ściemniał, że Tyskie nie jest z Polski):

Autor: Dorota Chmielewska

Broumov o(d)kryty jesienią

Na dobry początek umilająca lekturę jesienna piosenka oraz podtrzymujące napięcie zdjęcie (powyżej).

Pan Leopold ma marzenie. Jest nauczycielem geografii w dolnośląskiej Bielawie, który nigdy nie był za granicą. Czasy są takie, że nawet do bratniego kraju nie sposób wyjechać ot tak. Można spróbować nielegalnie. Pan Poldek obmyśla więc plan, jak dostać się do miejsca, które jest tak bliskie a tak niedostępne. To Broumov. Wszystko, co wie o tym północno-czeskim miasteczku, obwarowanym skałami Broumowskich Ścian, wypatrzył na zdjęciach w starej niemieckiej książce. „Przy okazji dowiedziałem się, że Broumov to bardzo stare miasteczko. Jest tam opactwo benedyktyńskie, pochyły rynek z rzeźbą Matki Boskiej ustawioną na spiralnej kolumnie, wiele starych kościołów i cmentarz z najstarszym w Czechach drewnianym kościółkiem żałobnym. Jest tam stary browar, który od setek lat warzy dobrego Opata.” Streściłem fabułę opowiadania „Marzenia” Huberta Klimko-Dobrzanieckiego z tomu „Wariat”. Nie zamierzam zdradzać, czy panu Poldkowi udało się zobaczyć miasto swoich snów. Z ochotą za to przyznam, że sam miałem niedawno przyjemność je odwiedzić, jako wysłannik Czechofila. W Broumovie zobaczyłem to, o czym czytał pan Poldek, i dużo więcej. O części odkryć piszę poniżej, temat jednak zdecydowanie nie jest wyczerpany. Warto do Broumova zaglądać, dla kultury, historii, natury (o tym kiedy indziej) i po piwo, korzystając z faktu, że już nie musimy się tam dostawać rogalem[1].

Olga Tokarczuk i Mariusz Szczygieł

Co łączy tegoroczną noblistkę i laureata nagrody Nike? Kilka rzeczy, ale wśród nich wspólne spotkanie autorskie w ramach festiwalu Góry Literatury, które odbyło się 7 lipca 2015 r. w klasztorze w Broumovie w Sali Kreslírna – historycznej sali kreślarni gimnazjum klasztornego. Obecność obojga autorów nie dziwi, (Olga Tokarczuk ma dom w nieodległym Krajanowie), ale samo miejsce spotkania trochę może. Wiekowy budynek to obecnie nie tylko dostojny (a jesienna aura jeszcze to wrażenie wzmaga), zabytek, ale i ośrodek kultury i edukacji. Można tam, poza spotykaniem polskich pisarzy, zorganizować ślub z weselem, wysłać pociechy np. na lekcje pisania piórem, wziąć udział w koncertach, które odbywają się także w nowej sali Drzewnik (dawna drewutnia) w ładnym przyklasztornym ogrodzie. Przy kolejnej wizycie chętnie skorzystam z okazji przenocowania w klasztornym Domu Gości. To tam, na 3 piętrze, na ścianach wiszą zdjęcia pokazujące, jak źle wnętrza klasztorne wyglądały jeszcze kilka lat temu (część klasztoru ciągle nie jest dostępna dla zwiedzających, za możliwość jej zobaczenia dziękuję p. Libuše Růčkovej). W latach 50. XX w. były wszak miejscem internowania zakonników i zakonnic, potem służyły jako magazyny, a w takich miejscach remonty to jednak rzadkość. Nowe życie zabytkowego budynku po prostu cieszy, ale już to, co w nim stare, szczerze zachwyca.

Krzysztof Dientzenhofer i Ignacy Kilian Dientzenhofer

Dwóch architektów, ojciec i syn, odpowiada za osiemnastowieczną rekonstrukcję opactwa benedyktyńskiego w Broumovie, która nadała budynkowi obecny imponujący, barokowy wygląd. Użyczyli także nazwiska dla funkcjonującej dziś na terenie obiektu kawiarni. Początki klasztoru to jednak już wiek XIV, a oszałamiający przepychem zdobień kościół św. Wojciecha był początkowo kościołem gotyckim. Z tego okresu zachował się w wieżyczce nad zakrystią fresk „Pokłon Trzech Króli“. W 1999 r. w świątyni doszło do fascynującego odkrycia. Stojąc przed ołtarzem odwróćmy się w prawo. Zobaczymy kaplicę św. Krzyża. Unieśmy wzrok żeby dostrzec złocony wieniec z napisem Sancta Sindon. Właśnie tam znaleziono drewnianą skrzynię, a w niej kopię Całunu Turyńskiego z 1651 r. Ten wyjątkowy przedmiot, jeden z 40 istniejących na świecie, ale jedyny w naszej części Europy można zobaczyć podczas zwiedzania klasztoru, (okazjonalnie także nocą) w dawnym refektarzu. A także w pewnym filmie.

Ivan Trojan i diabeł

Prawda czasu, prawda ekranu. W miniserialu czeskiej telewizji „Ďáblova lest” grany przez Ivana Trojana religioznawca przyjeżdża do klasztoru w Broumovie, żeby razem z miejscowymi zakonnikami ustalić, jak… muszę wziąć głęboki oddech… zwyciężyć szatana, który chce przejąć władzę nad światem. Spotkanie odbywa się w bibliotece klasztoru, która na żywo robi jeszcze większe wrażenie. To około 17 tys. woluminów, manuskrypty i pierwodruki w wielu językach i dotyczące różnych gałęzi wiedzy. Niezwykła kolekcja. Prawda jest jednak taka, że w klasztorze od dłuższego czasu żadnych zakonników już nie ma. A co z szatanem? Nic nie zdradzę stwierdzając, że w starciu z Ivanem Trojanem był bez szans. Tak to wygląda, chociaż nigdzie nie raczej nie napiszę, że to „dzieło” czeskiej kinematografii polecam.

Opat Zinke i Maryja

Krótka uliczka i już jesteśmy na rynku, swego czasu, jakżeby inaczej, Adolf Hitler Platz. Jeśli akurat przypadkiem mamy rok 1706 to staraniami opata Otmara Zinke na środku placu staje słup z rzeźbą Maryi Panny z Jezuskiem. Mieszczanie nie są zachwyceni. Maryja zwrócona jest twarzą w stronę klasztoru, ale plecami do reszty miasteczka. Opat każe więc rzeźbę wymienić i od 1728 r. Matka Boska patrzy już na dwie strony rynku, na ratusz, teatr i bibliotekę z jednej, oraz na Obchodni Centrum z reklamą piątkowo-sobotniego disco z drugiej strony. Niech żyje opat! Opat dla opata! Spacerując klimatycznymi uliczkami miasteczka warto zajrzeć do barokowego kościoła św. Wacława oraz na Plac Kościelny z kościołem św. Piotra i Pawła, zwracając uwagę na… krasnala z siekierą na wieży i wmurowane w ściany kościoła płyty nagrobne z XVI i XVII w. Tablica informacyjna donosi, że plac po przebudowie został jedną z 35 najpiękniejszych budowli w Czechach 2007-2008 r. To chyba nie była najistotniejsza informacja tego tekstu.

Heimat i vlast

Różowy budynek prawie naprzeciwko Lidla był kiedyś domem niemieckiego fabrykanta, potem siedzibą gestapo, dziś funkcjonuje jako ośrodek zdrowia. Złożoność tutejszej, i każdej innej, historii najlepiej widać na starym cmentarzu. Heimatdank i In memoriam padlým za vlast. Dwa napisy na dwóch sąsiadujących ze sobą pomnikach postawionych ku pamięci ofiar I i II wojny światowej. Która wojna była czyja – nietrudno przyporządkować. Stoją obok nekropolii, na której dziewiętnastowieczne nagrobki niemieckich obywateli Braunau sąsiadują z nowszymi, czeskimi. Nad cmentarzem góruje drugi najważniejszy zabytek Broumova – kościół Maryi Panny z 1450 r. Ta pięknie zdobiona budowla, do powstania której nie użyto ani jednego gwoździa, jest uznawana za najstarszy drewniany kościół Czech. Kościelna dzwonnica miłosiernie rzuca swój cień na wszystkie groby.

Uwaga (!), wnętrze kościoła jest otwarte dla zwiedzających od czerwca do września.

Olivětínský Opat jasny i ciemny

Małe sprostowanie. Pan Poldek nie mógł w przedwojennej niemieckiej książce czytać o piwie Opat. O Brauerei Ölberg już jak najbardziej. Ale to, że piwo warzy się w mieście już kilkaset lat to czysta, jak svetlý ležák, prawda. Benedyktyni zaczęli produkcję na wzgórzu klasztornym (cała starówka leży na skale) w 1348 r., ale po serii pożarów w XVIII w. przenieśli browar do wsi Olivětín (niem. Ölberg), dziś już części Broumova. Obecni właściciele szczycą się stosowaniem starych receptur i niezależnością od piwowarskich potentatów. Są dumni z kilkudziesięciu rodzajów piwa, w tym konopnego, z dostępności trunku w okolicznych lokalach oraz niekorzystania przy odnowie browaru z pieniędzy unijnych. Te, albo jakiekolwiek inne, są pilnie potrzebne na rekonstrukcję budynku byłego browaru miejskiego. W mieście funkcjonował bowiem swego czasu, tuż przy klasztorze, drugi pivovar. Produkcję ukończono już w roku 1943 r. Ciemny, pusty budynek jest teraz co prawda obiektem fotogenicznym, obiektywy mają słabość do upadku i zniszczenia, ale wypiję niejednego Opata za jego drugą szansę.

Schrollowie i afrykański brokat

Jest coraz chłodniej, może by się tak przenieść do jakiegoś Lagos albo Bamako. Ach, te wzorzyste, błyszczące tkaniny na ciałach tubylców. Że niby skąd są? Mechaniczną tkalnię we wspomnianym powyżej Olivětínie założył w 1856 r. Josef Edler von Schroll, syn lokalnego tekstylnego przedsiębiorcy Benedykta. To właśnie Josefowi miasteczko zawdzięcza także budynek, w którym obecnie mieści się Urząd Miasta. Zakłady Veba produkujące tkaniny bawełniane, obrusy i ręczniki funkcjonują w tym samym miejscu do dziś. To ważny fragment teraźniejszości Broumova; odwiedzając jakieś miejsce nie warto tylko cofać się kilkaset lat wstecz. Firma ma się dobrze eksportując swój flagowy produkt „afrykański brokat” m.in. do Mali i Nigerii. Miejska część zakładów niczym jakiś gród okazale rozłożyła się nad Ścinawką. To rzeka, która chociaż zaczyna i kończy swój bieg w Polsce postanowiła zajrzeć do Czech, do Broumova. W pełni to pochwalam i rozumiem. Bierzmy przykład z rzeki.

 

Autor: Piotr Klijewski

Zdjęcia autora poza:

  • zdjęciem Olgi Tokarczuk i Mariusza Szczygła by Tomasz Leśniowski – Praca własna, CC BY-SA
  • zdjęciem modelki Veby ze strony firmy.

Za umożliwienie powstania tekstu dziękuję SDMB Broumovsko, p. Libie, Katerinie, Zuzannie i Rafałowi.

Pozdrawiam: Andreę, Wiolę, Kasię, Maćka, Marka, Sebastiana i Darka.

[1] Uwaga, spoiler! Rogalo to po czesku lotnia.

 

Jízdenka na léto- czyli 7 dni podróży po Czechach

Jízdenka na léto to bilet na czeskie koleje ważny przez 7 lub 14 dni. Dzięki niej można podróżować po całej Republice wszystkimi dostępnymi pociągami przewoźnika Ceske Drahy. Jednynie w ekspresach trzeba dokupić obowiązkową miejscówkę i dopłacić do podróży pendolino 70 koron (ale w zamian dostaje się butelkę wody mineralnej i gazetę, co niemal równoważy koszt). Czytaj dalej „Jízdenka na léto- czyli 7 dni podróży po Czechach”

Trzeboń – mała mieścinka, ale jaka ładna!

Południowe 1b Czechy nie przypominają ani Pragi, ani bardziej znanych u nas w kraju Moraw. Wydają się bardziej senne, prowincjonalne, ale też wyjątkowo zadbane. Trzeboń nie jest tam największym miastem, czy stolicą regionu. Leży bardzo blisko granicy Austrii, nieco na wschód od Czeskich Budziejowic. A jednak warto spędzić w nim choćby jeden dzień, delektując się kupionym bezpośrednio w browarze piwem Bohemia Regent.

Karp z piwnym brzuszkiem

1cMiasteczko najbardziej znane jest z piwa i karpi. W zabytkowym browarze powstaje jedno z najbardziej znanych czeskich piw. Pozostałymi po warzeniu resztkami karmi się natomiast karpie w potężnym zalewie o oryginalnej nazwie Świat. Mieszkańcy żartują, że można obejść świat nie wychodząc z Trzeboni. Trudno jednak zrobić to nie zatrzymując się po drodze na doskonale przyrządzona rybkę. Wypasione na słodzie karpiki można znaleźć w kilkunastu restauracyjkach.

Film Ani? Nie. AniFilm!

W maju przez tydzień, spo1akojny zazwyczaj Trzeboń pęka w szwach. Na Międzynarodowy Festiwal Filmów Animowanych ANIFILM przyjeżdżają goście z połowy Europy . Na miejskim rynku pojawiają się krzesełka, ławeczki i spory ekran, na którym codziennie można zobaczyć kilka kreskówek. W okolicznych knajpkach są wówczas kameralne koncerty i pokazy związane z branżą. W cieniu imprezy Wyszehradzkie Forum Animacji obraduje nad kolejnymi produkcjami. Jest głośno i gwarnie, a w dalszym ciągu czysto. Wiedząc jak wyglądają miasta w czasie festiwali i tuż po nich, nie sposób tego nie zauważyć.

Po prostu ładnie

W czasie roku odbywa się tu kilka cyklicznych imprez organizowanych przez miasto, browar lub karpiarzy. Na ogół jest jednak spokojnie, a po Trzeboniu bardzo przyjemnie się spaceruje. Starówka to ciasno przytulone do siebie kamienice rozciągające się na kilka przecznic od rynku. Bezpośrednio obok niej są budynki browaru, zamek i zejście nad staw Świat. Myszkując po zaułkach można natknąć się na poukrywane w różnych miejscach zabytki i pomniki jak ten przedstawiający wyłaniającą się z wody kobietę w ciąży. Jedyne co nie pasuje do obrazu miasteczka to przepływająca przez nie rdzawo-ruda rzeczka. Wszystko poza nią daje obraz iście sielskiego, zadbanego miasteczka.

„Obywatel Havel podtacza”-10.02.2016 o 21:00 w kinie Wisła

Film pokazuje środowisko browaru i jego pracowników, którzy inspirowali autora do napisania „Audiencji“. Dokument przybliża nawet okoliczności undergroundowego zapisu sztuki. Zaistnienie gry szeroko rezonowało w ówczesnym medialnym świecie – m.in. aktorka Jiřina Bohdalová żeby nie musieć ganić publicznie Havla za jej treść w telewizji zleciła przyjaciółce-lekarce by ta nadcięła jej wargę…

Bogate i zróżnicowane świadectwo dysydentów, byłych policjantów, znanych aktorów. I – oczywiście – Havla.To wszystko w filmie „…o miłości do piwa”.

havel-foto

O FILMIE:

Film dokumentalny o Václavie Havlu oraz powstaniu jego sztuki „Audiencja“.

Jan Novák ze swoim synem Adamem już nakręcili dokument „Obywatel Havel jedzie na wczasy“ (2005). Tym razem skupili się na latach siedemdziesiątych, w których Václav Havel był robotnikiem w browarze w Trutnowie. Toczył tutaj 126 kilowe beczki z piwem i dostawał za to marną pensję w wysokości 1700 koron miesięcznie. Nowe środowisko i doświadczenie wywarły wyraźny wpływ na jego tworczość. I zainspirowały do napisania sztuki „Audiencja“.

Prelekcję przed filmem wygłosi Jacek Dziduszko, filmoznawca, animator kultury.

Po spotkaniu zapraszamy na piwo w zniżkowych cenach za okazaniem biletu do Czeskiej Piviarni na Marymoncie
(ul. Popiełuszki 19/21, piętro 1, pawilon 21)
_________

CZESKIE ŚRODY w kinie Wisła: „Obywatel Havel podtacza”
środa, 10 lutego, godz. 21:00
bilety: 14 zł

Partnerzy: Ach jo kulturo! Czeskie Centrum w Warszawie, Jestem Czechofilem, Czeska Piviarnia, Czeska fotografia

Wycieczka do Czech na narty biegowe

„Marzy mi się, żebyśmy byli jak Czesi”. Jeszcze trzy lata temu takie życzenie wypowiadali prowadzący portal nabiegowkach.pl. W 2013 roku sport ten u nas dopiero się rozwijał, ale czynił to niezwykle dynamicznie, do czego przyczyniły się zwłaszcza sukcesy Justyny Kowalczyk. Biegaczy na nartach zaczęło w Polsce przybywać i to lawinowo. Oddano też do użytku sporo tras biegowych. Rozwój tych ostatnich zahamowały jednak nieco niefortunne przepisy. Polscy biegacze ruszają więc na biegówkach także na amatorsko wyznaczone szlaki lub jadą odwiedzić południowego sąsiada.

Czechom trzeba przyznać, że są dobrze przygotowani na przyjęcie biegaczy. Łącznie w całym kraju jest ponad 3000 kilometrów tras biegowych. Z reguły są to szlaki dobrze utrzymane, o niezbyt dużym poziomie trudności. Bardzo duża część z nich jest położona tuż przy polskiej granicy – w Karkonoszach i Górach Izerskich. Magistrala Karkonoska i Magistrala Izerska to długie, doskonale przygotowane trasy, być może najlepsze w tej części Europy. Pierwsza z nich zaczyna się w Harrachovie i łączy z również dobrze przygotowanymi trasami w okolicach Szklarskiej Poręby.

Biegówki warto też wziąć ze sobą jadąc na Moravy. Niecałe sto kilometrów na północny zachód od Brna znajdują się Góry Żdarskie, które są trochę zbyt płaskie jak na góry, ale które idealnie nadają się do biegania na nartach. Nieco mniej tras jest też w Szumawie i Rudawie. Gdyby nie autostrady (hmmm, w Czechach są, u nas też by mogły) dałoby się obiec cały kraj na biegówkach.
Tutaj możecie znaleźć inspiracje i szczegóły tras na Morawach: www.dolnimorava.cz

Można powiedzieć, że marzenie z pierwszego cytatu spełniło się. Polacy biegają na nartach równie chętnie co Czesi co widać np. po wyjściu do Lasu Kabackiego w Warszawie lub na wały we Wrocławiu. Biegać na nartach można wszędzie gdzie jest śnieg. Jeśli chcemy robić to po dobrze przygotowanych trasach – mamy kolejny powód by pojechać do Czech.

Infografika_Polacy_biegaja_w_Czechach

Wizyta w Browarze Koníček (Hostinec a Minipivovar U Koníčka, Vojkovice)

Jedynie 15 kilometrów od Czeskiego Cieszyna, na uboczu lokalnej bezpłatnej drogi na Frydek-Mistek znajduje się nietypowe miejsce. Hospoda i minibrowar Koníček. To tam warzą najprawdopodobniej najlepsze piwo na świecie…

IMG_2403

Mały zajazd, restauracja, pokoje gościnne, a w tle ukryty i nierzucający się w oczy browar. To tam warzone jest piwo Koníček. Zanim zaczęliśmy zwiedzać browarniane zakamarki, postanowiliśmy usiąść i delektować się tutejszym wyrobem. Pszeniczny Koníček to prawdopodobnie najlepsze piwo, jakie w życiu piłem. Było świeże, zapewne uwarzone kilka dni temu. Niepasteryzowane i niefiltrowane, zresztą jak każde piwo tutaj serwowane.  Wyczuwalny nietypowy posmak, taki nie do opisania – niby kwiaty, niby miód. Każdemu przywodził na myśl inne smaki.

Kierownik zmiany zgodził się nas oprowadzić po wnętrzu browaru. Wszędzie unosił się zapach chmielu i palonych zbóż. Załoga nie była liczna, ale wszyscy uwijali się jak w ukropie. Pracownicy witali się z nami i uśmiechali, nie dali nam odczuć, że przeszkadzamy im w pracy.

Następnie udaliśmy się na tzw. rampę, skąd sprzedawane są w hurtowych ilościach kegi i litrowe butelki ze złotym trunkiem. W ciągu kilkunastu minut gdy tam byliśmy, okoliczny parking zapełnił się osobami chcącymi zrobić tu solidne zakupy. Cały zapas piwa rozchodził się na naszych oczach. Mając w pamięci smak wypitego przed chwilą pszeniczaka, wcale mnie zastała sytuacja nie dziwiła.

Jest to moja druga wizyta w czeskim browarze. Wcześniejszy Pilsner odznaczał się ogromną powierzchnią i dużą anonimowością. Takie małe tradycyjne browary jak Koníček dają możliwość rozmowy w cztery oczy z pracownikami, dotknięcia składników i przyrządów.

Będąc w Cieszynie warto tam zajrzeć. Dzieci znajdą tam plac zabaw i żywe konie, a dorośli piwne i gastronomiczne uciechy.

IMG_2423

Koniec palenia w czeskich restauracjach

To, o czym dyskutowało się od dawna, wkrótce stanie się faktem. Ministerstwo Zdrowia ma w końcu zaprowadzić porządek z palaczami oraz wodą droższą od piwa w knajpach. 

PP3d5005_hospoda

Nowe założenia zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia obejmą m.in.:

1. Zakaz palenia papierosów w miejscach publicznych (przystanki, hospody, restauracje), szkołach, urzędach i placach zabaw dla dzieci. Gminy będą mogły dowolnie ustalać miejsca wolne od dymu.

2. Ograniczenie dostępu do papierosów. W zamyśle nie będzie można kupić wyrobów tytoniowych gdziekolwiek (w sklepach z prasą czy na stacjach benzynowych), a jedynie w wyspecjalizowanych sklepach z papierosami. Dotyczy to również e-papierosów.

3. Automaty na papierosy będą mogły być jedynie tam, gdzie wstęp mają osoby starsze niż 18 lat.

4. Większy nacisk na to, aby niepełnoletnie osoby nie mogły dostać alkoholu na przykład w restauracjach czy miejscach z automatami do gier. W razie kontroli osoby niepełnoletnie będą badane alkomatem. Jeśli będą po spożyciu alkoholu, właściciel lokalu zapłaci surową karę.

5. Wprowadzona zostanie cenowa regulacja. Przynajmniej jeden napój w menu musi kosztować mniej niż napoje alkoholowe. Nie może być takiej sytuacji jak teraz, że woda jest dwa razy droższa niż pół litra piwa.

6. Nie będzie można zakupić piwa w budkach z przekąskami. Skończą się sytuacje, gdy do kiełbasy na Vaclavaku kupujemy piwo z nalewaka. Jeśli sprzedawca chce takie piwo sprzedawać, będzie musiał spełnić rygorystyczne warunki sanitarne.

7. Zostanie stworzony Państwowy Fundusz Przeciwdziałający Uzależnieniu finansowany przez jeden procent podatków ściąganych od sprzedawców papierosów, alkoholu i miejsc z automatami do gier. Roczny dochód Funduszu wyniesie 660 milionów koron.

Nad powyższymi założeniami debatować będą teraz pozostałe ministerstwa. Przewiduje się realne obniżenie spożycia papierosów nawet kosztem obniżenia o 2,1 miliardów koron wpływów z podatków.

Propozycje Ministerstwa Zdrowia popiera premier Bohuslav Sobotka. Premier uważa, że wprowadzając te regulacje Czechy zbliżą się do zachodniej europy. Sobotka powołuje się na Wielką Brytanię czy Irlandię, gdzie takie zakazy funkcjonują od dawna.

Jeżeli posłowie będą zgodni, wymienione założenia wejdą w życie już w przyszłym roku. Wygląda na to, że czeska zadymiona hospoda pozostanie jedynie legendą.

Pub Warszawa-Praha, Warszawa – nowe miejsce z czeskim piwem i jedzeniem

W zeszłą niedzielę dość spontanicznie udałem się do nowego czeskiego miejsca na warszawskiej mapie Warszawy. Na temat pubu Warszawa-Praha otrzymałem jedną rekomendację od mojej Czytelniczki, nie zastanawiałem się więc długo i po chwili zawitałem pod te skromne i serdeczne progi. 

zdjęcie (15)

Powitały mnie uśmiechnięte twarze dwóch młodych osób. Dominika i Michał mimo młodego wieku okazali się właścicielami tej nowej miejscówki. Przychodząc tutaj wiedziałem jedynie, że posiadają w ofercie czeskie piwo (którego zresztą jest wszędzie pod dostatkiem). Tym co ich wyróżnia (i co mnie najbardziej zainteresowało) jest czeska kuchnia. Ciekawiło mnie czy może istnieć w Warszawie knajpa, gdzie zjem potrawy, które przynajmniej przypominają te czeskie.

Czechofil.com: Ciężko do Was trafić. Dobrze, że słyszałem czeską muzykę na zewnątrz (uśmiech). 

Dominika i Michał: Wiemy, niestety. Ale ci, którzy chcą nas wkrótce odwiedzić powinni kierować się w stronę charakterystycznych komunistycznych „grzybków” – mieścimy się w tym drugim [zobacz na mapie] od Ronda Wiatraczna.

Czechofil.com: Skąd wziął się pomysł na czeską knajpę?

Dominika i Michał: Ogólnie to pomysł czeskiej knajpy świtał nam od dawna, ale bardziej jako fajny pomysł, ale poza naszym zasięgiem. Jednak pewnego dnia stwierdziliśmy, że wypadałoby zacząć robić w życiu coś co się lubi. Następnego dnia zaczęliśmy przeglądać ogłoszenia dotyczących lokali do wynajęcia i dalej samo się jakoś potoczyło. Dość szybko znaleźliśmy lokal, który by nam odpowiadał (zależało nam na klimatycznej piwniczce, żeby klienci mogli poczuć się swobodniej). Lokal nie był w zbyt dobrym stanie, więc przez dwa miesiące dzień w dzień remontowaliśmy wnętrze, wszystko robiliśmy sami, więc też mamy pewną satysfakcję z tego co udało się nam osiągnąć (uśmiech). Ogólnie pomysł realizacji przyszedł nam do głowy bardzo nagle, wyglądało to poniekąd tak: ” A może byśmy otworzyli czeski pub, z dobrym czeskim piwem?” – „A no w sumie, można spróbować”. Był to skok na głęboką wodę, zaryzykowaliśmy i okaże się jak się to dalej potoczy.

zdjęcie (12)

Czechofil.com: Żeby otworzyć czeski pub wcześniej jak się domyślam była fascynacja Czechami. Dlaczego akurat ten kraj?

D. i M.: Czemu akurat Czechy? Bo jak byliśmy pierwszy raz w Czechach to nam się bardzo spodobało i staliśmy się częstymi bywalcami, szczególnie Pragi. Uwielbiamy to miasto, tamtych ludzi i klimat, głównie ten który panuje w czeskich gospodach. No i oczywiście kochamy smak czeskiego piwa.

Czechofil.com: Kto prowadzi lokal?

D. i M.: My! Jesteśmy młodym małżeństwem z rocznym stażem, no i także jesteśmy dość młodzi: ja jeszcze studiuję, mój mąż dopiero co skończył studia, i też z tego powodu praktycznie wszyscy nam odradzali taki radykalny krok, ale byliśmy nieugięci. Kiedyś trzeba zaryzykować! Bardzo się cieszymy, że w końcu udało nam się otworzyć i mamy nadzieje, że się to jakoś rozwinie. Staramy się jak możemy, chcemy mieć duży wybór wszelakich piw, także tych rzemieślniczych i regionalnych, ale niestety na samym początku musimy się troszkę odbić od dna, a później będziemy się rozwijać.

zdjęcie (14)

Czechofil.com: Skąd pomysł na czeską kuchnię? Z tego co wiem, inne typowo czeskie knajpy z serwowaniem dań nie wystartowały. Skąd bierzecie przepisy?

D.: W naszym lokalu to ja jestem kucharką.  Jeśli chodzi o kuchnię to może śmiesznie to zabrzmi, ale eksperymentowałam z różnymi przepisami i szczerze mówiąc ostateczne przepisy na smażony ser i czosnkową brałam od Ciebie (uśmiech), bo chyba najbardziej mi Twoje przepisy pasowały (uśmiech). [Zobacz moje przepisy na Blogu] Szukałam jakiejś czeskiej książki kucharskiej, ale niestety byliśmy tak zajęci remontem, że niestety nie zdążyłam jej znaleźć.

Czechofil.com: Naprawdę? Bardzo mi miło… (uśmiech). Przyznam szczerze, że zanim mi to powiedziałaś stwierdziłem, że kuchnia jest udana, a dania smakują tak, jak bym tego chciał. Może zupa jest za mało czosnkowa, jednak myślę, że taka ilość czosnku jaką lubię nie będzie odpowiadała innym osobom. A więc sama zagniatasz knedliki? (uśmiech)

D.: Co do knedlików to sama je robię, zgniatam ciasto z drożdżami i czekam, aż rośnie. W życiu bym nie kupiła gotowego knedla, żeby podać Gościom. Tak to chociaż wiem, co podaje, mam pewność, że nie jest to jeden wielki konserwant. W związku z tym także dzisiaj knedlików nie było, bo po prostu musimy się rozkręcić, żeby nam to jedzenie schodziło, bo jednak długo tego trzymać nie można. Gotuję wszystko tego samego dnia i przyrządzam po zamówieniu przez naszego Gościa.

Czechofil.com: W menu widzę przekreślone ceny przy zupie czosnkowej, pomidorowej i przy niektórych daniach. Dlaczego obniżyliście ceny? To raczej się nie zdarza.

D. i M.: Obniżyliśmy ceny bo i zmniejszyliśmy porcje. Wcześniej porcje były tak hojne, że nasi Goście nie byli w stanie ich dokończyć. Podpowiadali nam, że odrobinę mniejsze porcje będą idealne. Chcąc pozostać fair obniżyliśmy również ceny (uśmiech).

Czechofil.com: Smażak, knedliky, bambule. Już dla tych dań warto do Was zajrzeć. Planujecie rozszerzyć kartę? 

D.: W planach mamy jeszcze wprowadzić utopenca i nakladanego hermelina, więc kwestia kuchni nie jest jeszcze ostatecznie zamknięta.

Czechofil.com: Wracając do czeskich trunków… Widzę w lodówkach spory zapas różnych piw. Są bezglutenowe, pszeniczne i wiele innych. Są fajnie opisane. Czy można liczyć u Was na jakąś dodatkową poradę odnoście wybranych piw?

D.: Szczerze mówiąc mój mąż bardziej zna się na piwach w tej chwili ode mnie, ale chcemy obydwoje jak najbardziej się wyedukować w tej kwestii, ale raczej będzie to troszkę trwało zanim staniemy się ekspertami. Na razie mogę doradzić co do kwestii smaku poszczególnych piw. Liczę, że za chwilę będę miała tyle wiedzy co Michał (uśmiech).

Czechofil.com: Planujecie wprowadzenie czegoś co zaskoczy wszystkich warszawskich czechofilów? 

D. i M.: Oczywiście mamy pewne pomysły, jednak musimy chwilę odczekać by wszystko dopiąć na ostatni guzik. O wszystkich naszych planach dowiecie się z naszego Facebooka. 

Warszawa-Praha PUB, Warszawa, Al. Stanów Zjednoczonych 67 lokal D6. 

Budějovický Budvar zmienia etykiety

Budějovický Budvar, wiodący producent piwa, po dziesięciu latach zmienia etykiety swoich piw. Zmianę tłumaczy wymaganiami rynku. Chce również przyciągnąć do swoich piw młodszą generację społeczeństwa. 

zmiana

Odświeżenie wizerunku jest ukierunkowane na to, aby trafiało zarówno do Czechów jak i Anglików. Dopiski w języku angielskim sprawią, że tekst na etykiecie będzie czytelny dla zagranicznych gości, a przy okazji znacznie obniży nakłady na ich produkcję. Do tej pory etykiety drukowało się oddzielnie dla każdego kraju, do którego eksportowało się piwo. Świeże i nowoczesne grafiki mają też przyciągnąć do sklepów młodych Czechów pijących złoty trunek.

Biorąc pod uwagę fakt, iż Budějovický Budvar produkuje znane wszystkim od lat piwo, nie mógł tej zmiany wprowadzić tak po prostu. Badania rynku trwały już od roku 2010. W tym czasie powstało ponad 200 wersji etykiet, puszek i kartonów. Końcowy efekt zobaczymy na sklepowych półkach już w tym miesiącu.

nowy

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑