Czechy to kraina mlekiem i miodem płynąca?

Jeśli by patrzeć przez pryzmat mego znajomego Czecha z Pragi to tak – Czechy to miejsce idealne do życia. Jednak ja bym zawęził to twierdzenie jedynie do rejonu Pragi, do której tak chętnie emigrują Polacy. Jakie są różnice między Warszawą a Pragą? Tekst powstał na bazie informacji uzyskanych od kolegi, którego w ten weekend miałem przyjemność gościć.

czekolady

PRACA

Od dłuższego czasu istnieje przekonanie, że jeśli ktoś w Polsce szuka pracy, znajdzie ją oczywiście w Warszawie. Tutaj jest podobno najbardziej chłonny rynek i największe zarobki. To właśnie do stolicy zjeżdżają się młodzi i starsi, by szukać lepszego życia. Ale prawda jest taka, że właśnie przez ten ogrom przyjezdnych konkurencja na rynku pracy jest coraz większa. Szalejący kryzys wymusza na pracodawcach oszczędności, więc ci zatrudniają ludzi za marne grosze na śmieciowe umowy. Młodzi się na to godzą i pracują po 12 godzin za tysiąc złotych. Znalezienie nowej pracy graniczy z cudem, gdy już się uda, jest słabo opłacalna. Kolega Czech złapał się za głowę, gdy usłyszał jaka sytuacja panuje w kraju nad Wisłą. Zaczęła się opowieść jak to jest w Pradze.

Według słów kolegi – właściciela firmy, wiek ponad 30 lat – w Pradze najłatwiej znaleźć jest pracę w okresie marzec/kwiecień oraz wrzesień/październik. Podobno, gdy zna się język znalezienie pracy nie jest żadnym problemem, można nawet wybierać spośród dwóch, trzech ofert. Stawka za godzinę 100 koron netto to dosyć mała kwota. Generalnie nie ma problemów z pracą w Pradze. Gdy nie zna się języka, najlepiej zrobić atut z tego co już umiemy czyli z języka ojczystego. Swoich sił można spróbować w firmach które poszukują polskich pracowników. Jak sprawdziłem, w Internecie aż roi się od tego typu ofert. Z opowieści kolegi dowiedziałem się o Polakach, którzy nie znając czeskiego pojechali do Pragi i tam w krótkim czasie stali się dobrze opłacanymi informatykami (70 tys. koron miesięcznie) lub przedstawicielami handlowymi (35 tys koron/miesiąc).

 Czy jest tak w rzeczywistości – nie wiem. Czytelnicy bloga mieszkający w Pradze – może Wy się wypowiecie i zweryfikujecie powyższe dane? Wszak jest tu tyle osób, które poszukują informacji dotyczących czeskiego rynku pracy poprzez bloga.

TRANSPORT

Kolejną bolącą kwestią jest oczywiście transport publiczny. W Polsce panuje przekonanie, że czeskie koleje funkcjonują bardzo dobrze. Temat ten był poruszany tutaj wiele razy, więc skupię się raczej na połączeniach autobusowych. Na własne oczy przekonałem się, że w Republice Czeskiej z każdego zakątka w kraju, o dowolnej porze dnia można się przemieścić w inne miejsce. Z malutkich wiosek jeżdżą przyzwoite autobusy dowożące ludzi do okolicznych miast. Co więcej w miastach, gdy zbliża się piątek i sobota wieczór, podstawiane są dodatkowe autobusy, którymi młodzież jeździ na nocne imprezy. W Warszawie chciano wycofać nocne metro (które jeździ tylko dwie noce) bo się podobno nie opłacało. O tym, że metro i wszystkie dworce w Pradze czyszczone są każdej nocy nawet nie będę wspominać.

Tak się złożyło, że postanowiłem zaprosić Czecha poza Warszawę, aby odpocząć na łonie natury. Najpierw udaliśmy się na jeden z warszawskich dworców kolejowych w północnej części miasta. Co uderzyło Czecha w oczy? Brak jakichkolwiek wyświetlaczy, brak komunikatów, brak rozkładów. Pociągi jadą jak chcą i z których peronów chcą. Cywilizacją zaczyna się na Dworcu Zachodnim, a kończy na Wschodnim. Dalej jest już tylko gorzej. Brudne i pomalowane sprayem dworce, nieopróżnione kosze. Dopełnieniem wieczoru była kłótnia gapowicza z kanarami w SKM oraz tańce i krzyki pijanych Polaków jadących na imprezę.

DOSTĘPNOŚĆ TOWARÓW

O braku Kofoli czy Studentskiej piać nie będę, bo temat był wałkowany wiele razy. Skupię się na produktach międzynarodowych firm, które dostępne są dookoła Polski, ale nie w Polsce. Mowa tu oczywiście o wszystkich nietypowych edycjach smakowych czekolad Milka, napojów koncernu Coca-Cola: wszystkie edycje Fanty, Coca-Cola Waniliowa, Mezzo Mix, itp. W Czechach dostępne są w normalnych cenach w detalu, w Polsce dostępne w sklepach typu „Smaki Świata” za astronomiczne ceny. Jedyne czym mogłem się wybronić to brak dostępności pasty Blend-a-Med w Czechach. Jaki jest powód niedostępności niektórych towarów w Polsce? Może decydują o tym gusta smakowe a może to, że „Czechy to najbardziej zachodnie z państw byłego bloku socjalistycznego”?

 

Zobacz jeszcze wpis dotyczący pozostałych różnic między oba państwami:

CZESKA BANKOWA DZIURA

SZUKAJĄC SWEGO BANKOMATU CZECH TRACI TYDZIEŃ ŻYCIA

CZESKA TELEKOMUNIKACYJNA DZIURA

Pierwszy w Czechach pastafarianin

Lukáš Nový, młody informatyk z Brna, pozostałby zapewne jednym z miliardów anonimowych mieszkańców globu, gdyby nie jego wyznanie. Dokładniej zaś specyficzny „wymóg religijny”, z powodu którego na zdjęciu w wydanym właśnie dowodzie osobistym Czech ma na głowie… durszlak.

5252559-643-452

Nový jest bowiem pierwszym za naszą południową granicą uznanym oficjalnie przez państwo pastafarianinem. Ten termin – będący zlepkiem słowa rastafarianin i włoskiego wyrazu pasta, czyli makaron – oznacza wyznawcę Latającego Potwora Spaghetti. Kościół Potwora Spaghetti powstał w Stanach Zjednoczonych. Religioznawcy zaliczają to wyznanie do joke religions, czyli parodii religijnych. Przedstawiciele Kościoła Potwora oburzają się jednak na takie stawianie sprawy. Na znak swojego wyznania noszą zaś na głowach durszlaki.

 Słyszałem o tym, ale to wyjątkowo rzadki przypadek – mówi portalowi Ceskapozice.cz Pavel Žára, rzecznik prasowy urzędu miasta w Brnie. To właśnie ten czeski serwis jako pierwszy poinformował o wydaniu Novemu nietypowego dokumentu tożsamości. Na stronie Ceskapozice.cz można też ten dowód zobaczyć.

Žára wyjaśnił, że choć faktycznie sprawa jest nietypowa, urząd, który reprezentuje, nie zrobił nic nadzwyczajnego. Zastosował bowiem jedynie obowiązujące w Czechach przepisy prawa, a te mówią, że każdy obywatel, który z powodów religijnych lub zdrowotnych zmuszony jest stale nosić nakrycie głowy, może mieć w dowodzie tożsamości zdjęcie w tym nakryciu, o ile nie rzuca ono cienia na twarz.

Dowód wydany właśnie Novemu jest tymczasowym dokumentem, jaki wyrabia się w przypadku utraty lub kradzieży oryginału. – Zdjęcie z durszlakiem na głowie zrobiono mi na miejscu. Powiedziałem po prostu, że to nakrycie głowy mam z powodów religijnych, ale o to, do jakiego Kościoła należę, już nikt mnie nie pytał – powiedział Novy portalowi. – Wyznanie to w XXI wieku sprawa prywatna – dodaje z szelmowskim uśmiechem (jak relacjonuje Ceskapozice.cz).

Lukáš Nový to pierwszy uznany przez państwo czeskie pastafarianin, ale nie pierwszy oficjalny wyznawca Latającego Potwora Spaghetti w Europie Środkowej. W 2011 roku Austriak Niko Alm wyrobił sobie prawo jazdy ze zdjęciem, na którym również miał na głowie cedzak do makaronu. O to, by mieć taką fotografię, austriacki pastafarianin musiał się jednak starać trzy lata. Początkowo urzędnicy odrzucili jego wniosek i Alm dochodził swoich praw przed sądem.

Kiedy doczekamy się pierwszego polskiego pastafarianina, który będzie się mógł pochwalić dowodem osobistym z wyjątkową fotografią? Chyba nieprędko. W marcu tego rokuminister administracji Michał Boni odmówił bowiem wpisania do oficjalnego rejestru Kościołów i innych związków wyznaniowych Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Stwierdził, że ten Kościół nie został stworzony w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej. Wnioskodawcy zapowiedzieli odwołanie od tej decyzji oraz wniesienie wielu skarg, m.in. do Naczelnego Sądu Administracyjnego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W materiale, jaki przygotował portal Ceskapozice.cz, jest też polski akcent. To cytat z posła Ruchu Palikota Armanda Ryfińskiego, który stwierdził po prostu: Pastafarianie walczą z dominacją Kościoła katolickiego.

Źródła: dziennik.pl, ceskapozice.cz

Zamiast skupić się na korupcji, Czechów interesują kochanki premiera – dziwi się Polka

Hanna Marciniak przyjechała do Republiki Czeskiej studiować. Po czasie uznała, że w Czechach już zostanie. Podoba się jej język czeski. Chwali sobie miłą atmosferę oraz łatwość zakładania firmy w tym kraju.  

Hanna_Marciniak

Co Cię najbardziej zaskoczyło przy pierwszej wizycie w Czechach?

Wszechobecne telewizory i sportowe transmisje na żywo w każdej hospodzie. Spodobały mi się czeskie nowoczesne pociągi i odnowione dworce – w Polsce próżno tego szukać. Zdziwiło mnie, że po przyjeździe do Pragi, zupełnie nic nie rozumiałam. Nawet po dwóch latach studiowania bohemistyki nie rozumiałam w dalszym ciągu języka mówionego – tego przecież w szkołach nie uczą. Zdziwieniem było dla mnie też to, że w Czechach są mniej widoczne różnice materialne i społeczne.

 Kiedy zdecydowałaś, że w Pradze zostaniesz na stałe?

To było jeszcze, gdy byłam tutaj na Erasmusie. Miałam do wyboru: Kraków albo Praga. Decyzja była prosta z kilku powodów: po pierwsze urzekły mnie praskie hospody i język czeski. Drugim powodem jest to, że łatwiej tutaj jest założyć swój biznes i go kontynuować. Tak samo uważają mi polscy przyjaciele, którym pomagam przenosić firmy z Polski do Czech.

Co Ci się w Czechach nie podoba?

Nie podoba mi się, że Czesi nie są spontaniczni. Poza tym da się zauważyć, że Czesi są zakompleksieni. Często się słyszy: „já na to nemám”, „neřeším to”, „je mi to jedno”. Jednak podoba mi się, że Czesi są o wiele bardziej tolerancyjni niż Polacy. Chwali się też, że często w ogóle nie interesują się cudzym życiem prywatnym.

 Jacy są panowie Czesi?

Czescy chłopcy są o wiele bardziej wyluzowani niż Polacy. Chłopcy z Polski kurczowo trzymają się utartych wzorów „męskości”, ale nie wiedzą, że kobiety już tych wzorów nie wymagają. Czesi są weselsi i bardziej bezpośredni.

 Jak Czesi traktują się nawzajem?

Czesi zachowują się względem siebie o wiele przyjaźniej niż Polacy. Są bardziej stonowani i spokojniejsi. Nikt nikogo nie obarcza swoimi frustracjami. Czesi, zwłaszcza ci młodsi, są bardzo otwarci w stosunku do cudzoziemców. Zaskakuje mnie, że Czesi są aż za bardzo samokrytyczni jeśli porównują się do krajów niemieckojęzycznych. Myślę, że trochę samoświadomości i dumy nikomu nie zaszkodzi. Także zapamiętajcie to sobie: nie jesteście Niemcami drugiej kategorii, ale Czechami, ze swoimi tradycjami i kulturą! Przestańcie powtarzać, jak źle jest w kraju i że coś takiego nie mogłoby się wydarzyć w Wiedniu.

 Interesuje Cię czeska historia?

Czesi mają to do siebie, że przez długi okres ich historia łączyła się z niemiecką. Przez to powstał język, w który wplecione są niemiecko brzmiące słowa. Myślę, że stąd płynie też ten czeski pragmatyzm, racjonalniejsze podejście do materialnych wartości.

 Lubisz czeskie piwo?

Piwo oczywiście piję. Nie każde, ale mam ulubione marki. Czeskie piwo jest mniej słodkie niż to polskie i nie smakuje chemią tylko chmielem. Czeska kuchnia mi w ogóle nie odpowiada z racji tego, że jestem wegetarianką. Zamiast czeskiej wybieram restaurację chińską albo tajską, których w Pradze jest pod dostatkiem.

 Znajomość czeskiego jest w Pradze niezbędna?

Język czeski jest dla mnie czymś najpiękniejszym. Co dzień nie mogę się nadziwić jak bardzo mi się ten język podoba. Znajomość języka przynajmniej na poziomie komunikatywnym jest po prostu niezbędna, aby móc żyć z ludźmi i ich rozumieć. Ktoś kto nie mówi językiem kraju w którym żyje, jest jakby w izolacji. Czuję się doceniona, gdy Czesi myślą, że jestem rodowitą Czeszką. Sama nauczam czeskiego obcokrajowców i bardzo mnie cieszy, gdy przekazuję im to, czego sama się kiedyś nauczyłam, przekazuję im ten klucz do społeczności.

Czego ci w Czechach brakuje?

Brakuje mi języka polskiego, bo tutaj nie mam zbyt wielu polskich znajomych. Czasem mówię po polsku jedynie ze studentami i klientami. Brakuje mi też dobrze ubranych ludzi. Tutaj Czesi i Słowacy ubierają zupełnie przypadkowe rzeczy: na przykład łączą ciuchy z bazarów ze sportowymi butami. W Polsce powstaje wiele dobrych odzieżowych firm, polscy projektanci inspirują się minimalizmem i są dosyć tani. 

Źródło: lidovky.cz

Przeszkadza mi, że Czesi się wywyższają – mówi Polak mieszkający w Pradze

Ponad dwadzieścia lat temu Polak Dagmar Mroziewicz przyjechał do Pragi studiować. Od pierwszych chwil w tym mieście zdał sobie sprawę, że chce tu zostać. Jednak nie przestał być krytyczny – w Czechach przeszkadza mu, że wywyższają się nad cudzoziemcami i nie mają samokrytyki. Serwis lidovky.cz przedstawia kolejną część serii „Czeski Szok”.

MC4c3ba1_Z_dagmar

Co Cię zaskoczyło podczas pierwszej wizyty w Republice?

Czechosłowację znałem jedynie z opowieści mojej mamy, która często przywoziła mi słodycze i orzechy. Pierwsze co mnie zaskoczyło w Czechosłowacji to były czerwone gwiazdy na ulicznych lampach.

Kiedy zdecydowałeś, że chcesz tu zostać?

Do Pragi przyjechałem w roku 1994 jako absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Gdy wysiadłem z tramwaju na przystanku na Bolzanově ulicy, wiedziałem, że zostanę tu na dłużej. To był dla mnie ostateczny czas, aby coś zrobić ze swoim życiem, dosięgnąć czegoś, być kimś. Moje plany jednak spełzły na niczym.

 Co Ci w Czechach przeszkadza?

Najbardziej mi przeszkadza w Czechach to, że wywyższają się nad cudzoziemcami. Czechów cechuje brak samokrytyki, zamiatanie spraw pod dywan i chciwość. Ciągłe powtarzanie: „jak ci się nie podoba, to możesz sobie iść”, ale zwykle mówią to właśnie ci, którzy sami do Pragi przyjechali za pracą. Mama mi często powtarzała, że Czesi są zapatrzeni w Niemców. Gdy prosiła o towar w sklepie w języku niemieckim, tak zawsze to dostała, gdy po polsku – tak nigdy nic nie było. Dziś na szczęście już to nie obowiązuje.

 Co myślisz o czeskim humorze?

Jak bym go nazwał czarnym humorem. W sumie jest bardzo podobny do polskiego poczucia humoru.

 Interesuje Cię czeska historia?

Myślę, że każdy kto mieszka w obcej ziemi powinien znać historię tego kraju. Wiedza taka pomaga wniknąć w społeczność. Brałem udział w kursie na przewodnika po Pradze. Dzięki niemu nie tylko poznałem miasto, ale też historię, która wpłynęła na czeską mentalność. Często podróżuję po Kraju Środkowoczeskim, staram się poznawać nie tylko Pragę ale i okolice.

Pijesz piwo? Smakuje Ci czeska kuchnia?

Polacy narzekają, że w czeskiej kuchni brakuje warzyw i sałat. Chleb z kminkiem był dla mnie niezwykły. Zaskoczyło mnie, że czeskie piwo nie smakuje większości moich polskich znajomych.

 Zostaniesz w Czechach?

Mam czeskie obywatelstwo, podczas jego nadania ślubowałem wierność Republice.

Uczysz się czeskiego?

Uczę się języka czeskiego codziennie. Nie lubię jednak czeskiego tak, jak języka rosyjskiego. Czeski jest bardzo skomplikowany i często sami Czesi nie są w stanie wytłumaczyć mi niektórych zasad.

 Czy tęsknisz za czymś z Polski?

Za niczym nie tęsknie. Uważam, że nie można żyć w dwóch miejscach jednocześnie. Wybrałem Czechy i mierze się z czeskimi realiami.

 

Źródło: lidovky.cz 

Ludzie warczą na siebie i przy powitaniu – mówi Kanadyjka mieszkająca w Pradze

Trzydziestolatce z Kanady w Czechach brakuje nie tylko syropu klonowego, ale przede wszystkim uśmiechających się ludzi. Jamie Fischer mówi, że w Czechach ludzie dziwnie się na nią patrzą, gdy ta uśmiecha się do nich na ulicy.

MC4c2686_Jamie

  • Co Cię najbardziej zaskoczyło, gdy się tu sprowadziłaś?
  • Najbardziej zaskoczyło mnie to, że Praga jest taka kolorowa! Barwy atakują mnie z każdej strony, nie tylko z tych turystycznych części.
  • Kiedy zdecydowałaś, że zostaniesz tutaj na stałe?
  • Tak mi się tu spodobało, gdy byłam tutaj jako turystka, że postanowiłam się przeprowadzić. W Europie miałam studiować, wybrałam szkołę w Pradze. Dlaczego w tym mieście? Ponieważ było najpiękniejsze ze wszystkich, które do tej pory widziałam. Szukałam czegoś zupełnie innego, niż mój rodzinny Montreal.
  • Co Ci w Czechach najbardziej przeszkadza?
  • Czesi są bardzo nieprzyjemni jeśli chodzi o kwestie handlowe. Ciężko jest się z nimi porozumieć. Dziwi mnie, że tutaj normalne jest powiedzieć: „Dzień dobry”, ale nikt nie odpowiada na to z uśmiechem. Ta odpowiedź brzmi jak warczenie, tak jakbyś musiał odpowiedzieć, a wcale nie chciał. Poza tym w Kanadzie, jeśli kelner kogoś obsługuje, robi to tak, jakby obsługiwał swego przyjaciela. Tutaj kelnerzy obsługują klientów, jakby od niechcenia. Jednak muszę stwierdzić, że dużo się zmieniło w tym temacie przez te cztery lata, co tu mieszkam.
  • Uczysz się czeskiego?
  • Nie. I czuję się z tym jak kretynka. Jednak myślę, że da się żyć w Czechach mówiąc jedynie po angielsku. W urzędach coś tam po czesku powiem, ale wtedy musicie być dla mnie mili. Chciałabym mówić dobrze po czesku, żeby poznawać więcej ludzi, ale jestem przekonana, że ludzie będą woleli mówić ze mną po angielsku jak usłyszą mój czeski.

Jamie Fisher pochodzi z Montrealu, studiuje w Czechach od 2009. Pracuje jako graficzka i malarka. 

Źródło: lidovky.cz

Czesi są mili i dowcipni – mówi pochodząca z Rwandy mieszkanka Pragi

Marléne Umugiraneza przyjechała do Czech wraz ze swym mężem. Ogromnie bała się rasizmu, jednak gdy była już w Czechach okazało się, że Czesi to wesoły naród.

rwanda

 

Mąż Marlene przyjechał do Rwandy jako student medycyny, gdzie podjął pracę w szpitalu. W Rwandzie wzięli ślub, a po uroczystości przeprowadzili się do Czech.

 

  • Co ci w Czechach najbardziej przeszkadza?

  • Jestem tu jedynie pięć miesięcy, jakoś nic mnie nie denerwuje za bardzo.

  • Chodziłaś z jakimś Czechem? Powiedz nam jacy są panowie Czesi.

  • Mój obecny mąż jest właśnie Czechem, żadnego innego nie miałam. O Republice wiedziałam jedynie, że jest to państwo w Europie. Wielu Czechów odwiedzało nas w Rwandzie i byli bardzo mili. Ludzie z Afryki myślą o Europejczykach, że są zapatrzeni w siebie.

  • Czy Czesi dobrze się zachowują w stosunku do Ciebie?

  • Na początku bałam się rasizmu, jednak muszę przyznać, że przez te pół roku nie spotkało mnie nic złego. Śmieszy mnie, jak niektóre dzieci pytają się mnie, gdzie się tak mocno opaliłam.

  • Co myślisz o czeskim poczuciu humoru?

  • Podoba mi się, że Czesi potrafią obrócić w żart praktycznie każdą sytuację. Rozbawiła mnie ostatnio na przykład „viróza ” prezydenta. U nas nikt z polityków nie żartuje.

  • Interesuje Cię historia Czech?

  • Historię czuć w Pradze na każdym kroku. To duży skarb mieć tak piękne i zadbane miasto. Myślę, że znajomość języka oraz historii jest kluczem do wejścia do konkretnej społeczności.

  • Pijesz piwo? Smakuje ci czeska kuchnia?

  • Alkoholu nie piję wcale, ale czeska kuchnia mi bardzo odpowiada. Knedlíky, řízky, bramborový salát, kurczak – to moje ulubione potrawy.

  • Myślisz, że w Czechach już zostaniesz?

  • Myślę, że tak. Mąż ma tutaj dobrą pracę. Mam nadzieję, że z czasem i jak również znajdę pracę. Do Rwandy będę latać na wakacje. Chcę odwiedzać swoją rodzinę.

  • Czy czeski język jest trudny?

  • Język czeski oraz gramatyka są dla mnie bardzo trudne. Jedyną zasadą w tym języku jest to, że w każdym zdaniu jest jakiś wyjątek. Ale bez tego języka się tu w Czechach żyć nie da. Uczyć się zaczęłam jeszcze w Rwandzie na długo przed przeprowadzką. Bez znajomości języka człowiek nie umie porządnie wniknąć ani do społeczeństwa ani do mentalności ludzi. Tutaj młodzi ludzie umieją angielski dość dobrze, jednak w sklepach czy nawet urzędach, jeśli nie znam czeskiego, to się nie dogadam. U nas w Rwandzie uczymy dzieci angielskiego od pierwszej klasy, w Czechach bez czeskiego żyją tylko turyści. A ja nie chcę być ciągle turystką. 

Źródło: lidovky.cz

Polska to dla Czechów „chłopiec do bicia”

Ogromne nadzieje na przełamanie stereotypów, poprawę naszego wizerunku i zyskanie sympatii spełzły na niczym. Jest gorzej niż było rok temu. Euro 2012 miało poprawić nasze notowania u Czechów. Tymczasem miejscowi politycy i media wręcz prześcigają się w niechęci do Polaków. Dziś to już nie są milczące i niewypowiedziane pretensje, ale głośne zarzuty a nawet ataki – na szczęście tylko słowne.

8992_10151585772936103_1937417124_n

Lista stereotypów, jakie na temat Polaków są wciąż żywe w czeskiej świadomości, jest długa. Po Euro 2012 i wielu przychylnych opiniach na temat naszego kraju pojawiła się nadzieja, że może wreszcie coś się zmieni. Niestety nadzieja okazała się była płonna. – Nie jem tych waszych gówien – powiedział niedawno na antenie Czeskiej Telewizji Andrzej Babisz – największy czeski producent artykułów spożywczych, kiedy poczęstowano go polską kiełbasą.

Niechęć do polskiej żywności stała się w ostatnich miesiącach swego pretekstem dla epatowania braku sympatii dla Polaków – w każdej możliwej dziedzinie. W efekcie obrywa się nam za to, że mamy (stosunkowo) nowoczesne i konkurencyjne rolnictwo, wykształcone kadry, w miarę sprawną gospodarkę, wreszcie powstające autostrady, a nawet za dostęp do morza.

Polacy to cwaniacy

– Polacy to tacy cwaniacy – mówi pracownik biura podróży w Pradze, Jan Stehlik. – Oni ciągle patrzą, jak zrobić interes, na czymś zarobić, wykorzystać sytuację. Ciągle czymś handlują, coś kupują, coś sprzedają – dodał. Dziwi taka opinia w ustach człowieka, który nie wystawił nosa poza Pragę i nie ma pojęcia jak wygląda Polska i czym, na co dzień zajmują się Polacy.

Podobnie jest w czeskich mediach. Oczywiście tematem wiodącym jest żywność – a konkretnie konina. Czeskie media z lubością opisują przypadek znalezienia feralnej koniny w mięsie z Polski. O innych przykładach i krajach raczej milczą.

Pomimo że czeski urząd weterynaryjny na swoich stronach internetowych informuje, że ujawnił kilkanaście przypadków końskiego mięsa w zadeklarowanym wołowym, media szeroko rozpisują się o tym, że nieprawidłowości stwierdzono przede wszystkim w mięsie pochodzącym z Polski. Nagłówki gazet, informacje w metrze, radiu i telewizji krzyczały: „Konina z Polski”, „Sfałszowane polskie mięso”, „Polacy znowu oszukują”. Jednak żadna z tych informacji medialnych nie przyznała, że na wszystkie stwierdzone przypadki koniny, tylko jeden pochodził z polski (większości fałszerstw dopuścili się czescy producenci). Mało tego – ujawnione mięso nawet nie zostało jeszcze wprowadzone na rynek. Dopiero, kiedy afera objęła kolejne kraje Europy, Czesi trochę odpuścili Polakom.

Polska – zaorane kartoflisko

Polskie drogi – kolejny drażliwy temat. Myślę, że sami doskonale wiemy jak wygląda nasza infrastruktura. 50 lat zaniedbań i kolejne 20 lat urzędniczej niemocy zrobiły swoje. De facto jesteśmy 70 lat za Europą. Ale każdy przyzna, że choć mozolnie, to jednak czynimy postępy w tej dziedzinie. Dziś bez przeszkód można dojechać z Berlina aż za Kraków i prawie do Warszawy. Pojawiają się kolejne odcinki dróg z północy na południe. Sukcesywnie remontowane i modernizowane są najważniejsze drogi krajowe. – Ale w Polsce nie ma w ogóle dróg – upiera się Katerina Nemcova, nauczycielka z Brna. – Tam nie da się jeździć! To jest jakaś tragedia! Zaorane pole! – dodaje.

Zapytana, kiedy po raz ostatni była w Polsce szybko odpowiada: „Nie trzeba jeździć do Polski, żeby wiedzieć, że tam są tylko pola i lasy. Kartoflisko (czeskie: Polsko-Bramborsko)”.

Polacy nie chcą współpracować

Kiedy w Polsce wybuchła afera solna czeski minister rolnictwa Petr Bendl zapewniał Czechów, że współpraca z Polakami w tej sprawie przebiega sprawnie i nie ma żadnego zagrożenia dla zdrowia obywateli jego kraju.

Kiedy jednak kilkanaście dni później chciał odwrócić uwagę wyborców od swoich niepopularnych decyzji, kozłem ofiarnym okazali się znów Polacy. Natychmiast zwołał konferencję prasową, na której poinformował dziennikarzy, że wysłał do swojego polskiego odpowiednika Marka Sawickiego list z żądaniem udostępniania listy firm, które wprowadziły do obiegu sól przemysłową. Nie krył oburzenia tym, że ciągle nie dostał odpowiedzi. Dopiero zapytany przez korespondenta Polskiego Radia – kiedy wysłał ten list – przyznał, że przed dwoma godzinami. Czeskie media jednak jakoś zapomniały zacytować zarówno pytanie Polaka jak i odpowiedź ministra.

WIĘCEJ TUTAJ

Jak Polak z Czechem – czyli dlaczego nas nie lubią

W Polsce panuje moda na Czechy. Ale Czechom trudno przełamać stereotyp Polaka: biedaka, awanturnika, oszukującego handlarza, nieroba. Dlaczego nas nie lubią? O tym w felietonie Bernadetty Waszkielewicz z wprost.pl

1293801390_by_kirysek_600Kierowcy ostrzegają się przed wyjazdami do Czech: weź z sobą komplet żarówek i bezpieczników. Czeski policjant dokładnie cię sprawdzi, znajdzie każdy brak i wlepi mandat nawet 2000 zł!

Po części to drogowe mity, jednak sporo osób z Czech wywozi złe wspomnienia. O swoich sąsiadach piszą, że to „smutny i nieuprzejmy naród. W Pradze udają, że nie rozumieją, co się do nich mówi po polsku. Lepiej rozmawiać po angielsku”.

Polaków w Czechach nazywa się pogardliwie handlarzami, jak my kiedyś ludzi ze Wschodu na naszych bazarach. Kiedy runęła żelazna kurtyna, ówczesny minister finansów Václav Klaus obawiał się, że wykupimy towary z czeskich sklepów. Straszył wręcz, że przemytnicy wywiozą do Polski wszystkie czeskie jajka.

Ta żywnościowa wojenka utrzymuje się do dziś. Czesi zarzucają naszym firmom, że sprzedają produkty niskiej jakości. A przez Czechy od czasu do czasu przetacza się fama o trującej polskiej żywności. Kiedy w zeszłym roku wybuchł skandal z metanolem sprzedawanym z Czechach jako markowy alkohol, próbowano znaleźć polski wątek afery. Czeski dziennik „Lidové Noviny” doniósł, że metanol mógł pochodzić z Polski. – Momentalnie wszystkie czeskie media rzuciły to na pierwszą stronę – wspomina Witold Kożdoń, cieszyński dziennikarz „Dziennika Zachodniego”.

Komentarze Polaków pod newsami były ostre: „Czesi są perfidni. Niedawno podawali, że zanieczyszczone powietrze pochodzi z Polsko, niedługo rozgłoszą, że ten syf płynący Odrą pod Ostrawą też. Za komuny, gdy mieli braki cukru na rynku, też pisali, że Polacy go wykupują. Kiedy jadę na zachód Europy, to wybieram tranzyt przez Słowację i omijam szerokim łukiem ten nadęty naród”.

Odpowiedzi też były mocne: „My, Pepiki, mamy skodiczkę, dobre piwo, wspaniałe metro, czyste pociągi, mamy superszybkie Pendolino, zabytki, o których wy marzycie. A wy, Polaczki, co macie? Metro? Buhahaha. Wszędzie śmierdzi, bród, bieda, obdrapane budynki, jeść na mieście strach. Straszna ta Polska. Nie chlejcie tyle wódki, tylko tak jak my – do pracy!”.

CAŁOŚĆ TUTAJ

Czesi są nieprzyjacielscy i ksenofobiczni

Wywiad ze Zbigniewem Liberą – polskim artystą, autorem instalacji i wideoinstalacji, fotografem. Od 2009 roku wykłada na praskiej ASP.

94fe8_Libera-Zacheta-Warszawa

 

Robert Kowalski: W Polsce od lat panuje miłość do Czechów. Ty, który spędziłeś tam 5 lat, pracując na akademii jako profesor sztuki, nie wyglądasz na człowieka, który by tę miłość podzielał.

Zbigniew Libera: A jak wyglądają tacy, co się załapali? Noszą coś na sobie czeskiego?

No na przykład nigdy nie powiedzieliby nic złego na temat Havla, a ty mi już powiedziałeś.

Trzeba zacząć od tego, że ja też lubię Vaclava Havla, zawsze też uważałem go za postać z polskich marzeń, bo mamy  do czynienia z kimś, kto jest autorytetem społecznym, jest prezydentem i jeszcze do tego jest wykształcony, jest pisarzem, dramaturgiem, robi filmy i ma poczucie humoru. Do tego można go spotkać w knajpie na obiedzie, bo wiadomo, gdzie chodzi i nie prowadza za sobą całej jednostki wojskowej, która ma go chronić itd. Nie dziwi mnie, że Polacy chcieliby mieć takiego prezydenta, nie tylko Polacy zresztą, chyba wszyscy by chcieli mieć takiego prezydenta, wszelkie wątpliwości precz i polegać na nim jak na opoce. Zdaje się jednak, że prawda jest inna, nikt nie jest taki świetlisty, nikt nie jest taki do końca święty.

No to wyjaw tę znaną Ci prawdę.

Tak. Chcę powiedzieć, że mnie też to zabolało, jak odkryłem, że owszem był bardzo fajny, ale tylko jeśli chodzi o, powiedzmy, „rasowych europejczyków”, natomiast już pewną mniejszość narodową w swoim kraju nie bardzo cenił. Myślę tu o Romach oczywiście. Czesi są w gruncie rzeczy trudni do uchwycenia, Robią wrażenie bardzo tolerancyjnych, otwartych i że wszystko tam przejdzie, choćby legalizacja marihuany…

No i za to nam się między innymi podobają.

Tak, ale to jest złudzenie, ponieważ w gruncie rzeczy Czesi nie są ani wcale tak otwarci, jak my im przypisujemy, ani tak tolerancyjni.

Ale zostańmy jeszcze przy Havlu.

Zaraz do niego dojdziemy, ale zdaje się, że trzeba powiedzieć parę słów tytułem wstępu. Przede wszystkim ktoś, kto chce mówić o Czechach, musi wziąć pod uwagę ich odmienną historię. A w związku z tym inny sposób rozwiązywania najważniejszych problemów, z jakimi się stykały nasze narody. My, jak myślimy o trwaniu narodu, to zaraz trzeba chwycić za broń. Czesi tę broń sami produkują, nieźle na tym zarabiając, chociaż nie ma takiej bitwy, którą mogliby wygrać z kimś, kto im zagrażał w historii. W związku z tym przyjęli inną strategię. I ta strategia w końcu doprowadziła do tego, że mamy do czynienia ze społeczeństwem niezwykle utajnionym. Tworzą pozory. Jedną z cech, które zdołałem odkryć, jest ksenofobia. W pewnym momencie wydawało mi się, że Czesi po prostu myślą, że są niewidoczni. Ponieważ są w dolinie, między górami ułożeni, jak patrzy się z Niemiec w kierunku wschodnim, to nie widzi się Czech tylko od razu Ukrainę. W związku z tym wszystko tylko wobec samych siebie, tylko we własnym sosie, pomiedzy sobą. Jirka do Pepo, ten do Honzy a ten ostatni do Jirki z powrotem, bo nie ma już niczego więcej. Inną cechą, która z tego wynika, jest jednak nacjonalizm i nietolerancja, jeśli chodzi o Cyganów czy też Romów. To wyszło w latach 90. – kiedy zaczęto głośno mówić na temat czeskich obozów pracy dla Cyganów.

Tylko krótki wtręt na temat, o którym mówiłeś. Na czeskim Facebooku jest profil „Chcemy morza, w miejscu, gdzie jest Polska”.

No jasne kochają morze – przecież mówią na powitanie „ahoj”. Ale wracając do rzeczy, jeszcze przed samą wojną w 1938 roku na terenie Czech powstały dwa obozy koncentracyjne dla Cyganów. Nazywało się to obozy dla uchylających się od pracy, ale trafiali tam przede wszystkim Romowie. Obóz, który znajdował się w miejscowości Lety, to są południowe Czechy, jest bardzo dobrze udokumentowany. Prawie wszyscy jego więźniowie, koło 3 tysięcy, trafili ostatecznie do Auschwitz. Dowództwo było czeskie, obsługa była czeska. (…)

WIĘCEJ TUTAJ

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑