Polska sex-maszyna przyjechała do Pragi by współżyć z połową Czech

Anna Lisewska (21 l.) która chce pobić seksualny rekord świata, właśnie zawitała do Pragi. Każdy kto chce przyczynić się do pobicia rekordu ma szansę zrobić to dziś w klubie LuckyLucky w Pradze.

s1

Wizyta rozwiązłej Polski w Pradze zapowiadana była przez czeskie tabloidy od dawna. Oprócz publikowania jej zdjęć i informowania czytelników o preferencjach seksualnych Polki, mogliśmy również zapoznać się ze stroną wydarzenia na Facebooku. Najbardziej interesujące okazały się jednak mini wywiady z Anną Lisewską, w których błyszczała wręcz elokwencją.

Marzeniem Polski jest obcowanie ze stoma tysiącami mężczyzn. Jak obiecują organizatorzy, w klubie podczas „sex maratonu z Anią” ma panować „dzika atmosfera”. Wstęp do klubu będzie kosztował 300 koron. Każdy mężczyzna, który będzie „czysty” i będzie miał na sobie kondom, będzie mógł z Polką współżyć. Jak informuje właściciel klubu, dziewczyny będą mogły popatrzeć na przebieg maratonu za darmo. Przygotowano nawet specjalne posłanie.  

I choć sama Anna zbyt urodziwa nie jest, klub liczy na gromadne przybycie mężczyzn w piątkowy wieczór.  

s2AKTUALIZACJA:

Akcja okazała się niewypałem. Podobno Anna nie wzbudziła prawie żadnego zainteresowania. Według czeskich tabloidów znalazło się jedynie dwóch chętnych. Zdjęcia z imprezy dostępne w internecie.

 

Czesi mają obsesję na punkcie swojej kuchni – mówi Polak mieszkający w Czechach

Sławomir Budziak do Republiki przyjechał w 2008 roku z Norwegii. Według niego Czesi są mniej agresywni niż Polacy, ale zaskoczyła go ilość korupcyjnych afer.  

APE4b7867_fotka_s.budziak

Co Cię najbardziej zaskoczyło podczas pierwszej wizyty?

Najbardziej mnie zaskoczyła chłodna obsługa w praskich knajpach. Poza tym nie mogłem się odnaleźć z powodu nieznajomości języka. Następnie już w Brnie zaskoczyło mnie, że tak wiele ludzi przychodzi do restauracji ze swoimi psami, a właścicielom knajp obecność zwierząt nie przeszkadza. Do Brna przyjechałem prosto z Norwegii. Byłem tam pięć lat i widzę, że Czesi mają wiele wspólnego z Norwegami, na przykład to, że na weekendy wyjeżdżają odpoczywać na działki (tzw. chalupy)

Co Ci w Czechach najbardziej przeszkadza?

Nie ma takiej jakieś jednej rzeczy, która mi bardzo przeszkadza. Raczej wspomnę o małej drobnostce. Chodzi mi tutaj o taką czeską obsesję na punkcie jedzenia. Zawsze byłem zdania, że jemy po to, aby przeżyć i być zdrowym. Tutaj jest jakby na odwrót. Czesi żyją po to, aby jeść. Sami siebie nazywają „koszem na śmieci Europy” – ale to nie jest moja opinia tylko cytat.

Jak Czesi traktują innych i siebie nawzajem ?

Spotkałem się z opiniami, że Czesi są chłodni i niedostępni, ale według mnie jest to nieprawda. Wszędzie można spotkać takich ludzi, ale również tych serdecznych i otwartych. Według mnie jesteście mniej agresywni niż Polacy, którzy są skłonni uciekać się do brutalnych zachowań. Ale to tylko moje subiektywne odczucia.

Lubisz czeski humor?

W Norwegii byłem przyzwyczajony do tego, że ludzie tam żyjący nie lubią ironii ani żartów. W Czechach jest odwrotnie. Tutaj przechodzą nawet bardzo ryzykowne żarty.

Interesujesz się czeską historią?

Teraz skupiam się na tym, aby zrozumieć obecną sytuację polityczną w kraju. Mam w planach zagłębić się w historię Drugiej Republiki.

Lubisz czeską kuchnię i piwo?

Piwa czeskie lubię, zwłaszcza te z małych browarów (np.: Richard). Lubię również białe morawskie wina. Jako wegetarianin jednak nie mam za dużej pociechy z czeskiej kuchni. Fajnie by było, gdyby właściciele czeskich restauracji zrozumieli wreszcie, że smażeny ser z plastrem szynki nie należy do wegetariańskich potraw.

Co Cię zaskoczyło w czeskiej polityce?

Dziwi mnie ilość afer korupcyjnych. Sam pochodzę z kraju, gdzie szerzy się korupcja, ale wciąż zadaję sobie pytanie: Czy w Czechach rzeczywiście jest więcej korupcji niż w Polsce czy wy po prostu lepiej wykrywacie korupcyjne afery?

Uczysz się języka?

Nie wyobrażam sobie żyć w jakimkolwiek kraju i nie uczyć się tutejszego języka . Niektórzy obcokrajowcy tutaj żyją niczym w bańce otoczeni mówiącymi po angielsku Czechami i choć fizycznie są na terenie Republiki to w rzeczywistości nie uczestniczą tutaj ani w życiu kulturalnym ani w towarzyskim. Mnie interesuje nie tylko asymilacja z tutejszym społeczeństwem, ale również szerzenie dookoła informacji dotyczących Czech.

Czego Ci w Czechach brakuje?

Oczywiście morza.

 

Sławomir Budziak, 33 lata. Nauczyciel języka norweskiego, tłumacz, pracownik firmy internetowej.  

Źródło: lidovky.cz

Czechy to kraina mlekiem i miodem płynąca?

Jeśli by patrzeć przez pryzmat mego znajomego Czecha z Pragi to tak – Czechy to miejsce idealne do życia. Jednak ja bym zawęził to twierdzenie jedynie do rejonu Pragi, do której tak chętnie emigrują Polacy. Jakie są różnice między Warszawą a Pragą? Tekst powstał na bazie informacji uzyskanych od kolegi, którego w ten weekend miałem przyjemność gościć.

czekolady

PRACA

Od dłuższego czasu istnieje przekonanie, że jeśli ktoś w Polsce szuka pracy, znajdzie ją oczywiście w Warszawie. Tutaj jest podobno najbardziej chłonny rynek i największe zarobki. To właśnie do stolicy zjeżdżają się młodzi i starsi, by szukać lepszego życia. Ale prawda jest taka, że właśnie przez ten ogrom przyjezdnych konkurencja na rynku pracy jest coraz większa. Szalejący kryzys wymusza na pracodawcach oszczędności, więc ci zatrudniają ludzi za marne grosze na śmieciowe umowy. Młodzi się na to godzą i pracują po 12 godzin za tysiąc złotych. Znalezienie nowej pracy graniczy z cudem, gdy już się uda, jest słabo opłacalna. Kolega Czech złapał się za głowę, gdy usłyszał jaka sytuacja panuje w kraju nad Wisłą. Zaczęła się opowieść jak to jest w Pradze.

Według słów kolegi – właściciela firmy, wiek ponad 30 lat – w Pradze najłatwiej znaleźć jest pracę w okresie marzec/kwiecień oraz wrzesień/październik. Podobno, gdy zna się język znalezienie pracy nie jest żadnym problemem, można nawet wybierać spośród dwóch, trzech ofert. Stawka za godzinę 100 koron netto to dosyć mała kwota. Generalnie nie ma problemów z pracą w Pradze. Gdy nie zna się języka, najlepiej zrobić atut z tego co już umiemy czyli z języka ojczystego. Swoich sił można spróbować w firmach które poszukują polskich pracowników. Jak sprawdziłem, w Internecie aż roi się od tego typu ofert. Z opowieści kolegi dowiedziałem się o Polakach, którzy nie znając czeskiego pojechali do Pragi i tam w krótkim czasie stali się dobrze opłacanymi informatykami (70 tys. koron miesięcznie) lub przedstawicielami handlowymi (35 tys koron/miesiąc).

 Czy jest tak w rzeczywistości – nie wiem. Czytelnicy bloga mieszkający w Pradze – może Wy się wypowiecie i zweryfikujecie powyższe dane? Wszak jest tu tyle osób, które poszukują informacji dotyczących czeskiego rynku pracy poprzez bloga.

TRANSPORT

Kolejną bolącą kwestią jest oczywiście transport publiczny. W Polsce panuje przekonanie, że czeskie koleje funkcjonują bardzo dobrze. Temat ten był poruszany tutaj wiele razy, więc skupię się raczej na połączeniach autobusowych. Na własne oczy przekonałem się, że w Republice Czeskiej z każdego zakątka w kraju, o dowolnej porze dnia można się przemieścić w inne miejsce. Z malutkich wiosek jeżdżą przyzwoite autobusy dowożące ludzi do okolicznych miast. Co więcej w miastach, gdy zbliża się piątek i sobota wieczór, podstawiane są dodatkowe autobusy, którymi młodzież jeździ na nocne imprezy. W Warszawie chciano wycofać nocne metro (które jeździ tylko dwie noce) bo się podobno nie opłacało. O tym, że metro i wszystkie dworce w Pradze czyszczone są każdej nocy nawet nie będę wspominać.

Tak się złożyło, że postanowiłem zaprosić Czecha poza Warszawę, aby odpocząć na łonie natury. Najpierw udaliśmy się na jeden z warszawskich dworców kolejowych w północnej części miasta. Co uderzyło Czecha w oczy? Brak jakichkolwiek wyświetlaczy, brak komunikatów, brak rozkładów. Pociągi jadą jak chcą i z których peronów chcą. Cywilizacją zaczyna się na Dworcu Zachodnim, a kończy na Wschodnim. Dalej jest już tylko gorzej. Brudne i pomalowane sprayem dworce, nieopróżnione kosze. Dopełnieniem wieczoru była kłótnia gapowicza z kanarami w SKM oraz tańce i krzyki pijanych Polaków jadących na imprezę.

DOSTĘPNOŚĆ TOWARÓW

O braku Kofoli czy Studentskiej piać nie będę, bo temat był wałkowany wiele razy. Skupię się na produktach międzynarodowych firm, które dostępne są dookoła Polski, ale nie w Polsce. Mowa tu oczywiście o wszystkich nietypowych edycjach smakowych czekolad Milka, napojów koncernu Coca-Cola: wszystkie edycje Fanty, Coca-Cola Waniliowa, Mezzo Mix, itp. W Czechach dostępne są w normalnych cenach w detalu, w Polsce dostępne w sklepach typu „Smaki Świata” za astronomiczne ceny. Jedyne czym mogłem się wybronić to brak dostępności pasty Blend-a-Med w Czechach. Jaki jest powód niedostępności niektórych towarów w Polsce? Może decydują o tym gusta smakowe a może to, że „Czechy to najbardziej zachodnie z państw byłego bloku socjalistycznego”?

 

Zobacz jeszcze wpis dotyczący pozostałych różnic między oba państwami:

CZESKA BANKOWA DZIURA

SZUKAJĄC SWEGO BANKOMATU CZECH TRACI TYDZIEŃ ŻYCIA

CZESKA TELEKOMUNIKACYJNA DZIURA

Pierwszy w Czechach pastafarianin

Lukáš Nový, młody informatyk z Brna, pozostałby zapewne jednym z miliardów anonimowych mieszkańców globu, gdyby nie jego wyznanie. Dokładniej zaś specyficzny „wymóg religijny”, z powodu którego na zdjęciu w wydanym właśnie dowodzie osobistym Czech ma na głowie… durszlak.

5252559-643-452

Nový jest bowiem pierwszym za naszą południową granicą uznanym oficjalnie przez państwo pastafarianinem. Ten termin – będący zlepkiem słowa rastafarianin i włoskiego wyrazu pasta, czyli makaron – oznacza wyznawcę Latającego Potwora Spaghetti. Kościół Potwora Spaghetti powstał w Stanach Zjednoczonych. Religioznawcy zaliczają to wyznanie do joke religions, czyli parodii religijnych. Przedstawiciele Kościoła Potwora oburzają się jednak na takie stawianie sprawy. Na znak swojego wyznania noszą zaś na głowach durszlaki.

 Słyszałem o tym, ale to wyjątkowo rzadki przypadek – mówi portalowi Ceskapozice.cz Pavel Žára, rzecznik prasowy urzędu miasta w Brnie. To właśnie ten czeski serwis jako pierwszy poinformował o wydaniu Novemu nietypowego dokumentu tożsamości. Na stronie Ceskapozice.cz można też ten dowód zobaczyć.

Žára wyjaśnił, że choć faktycznie sprawa jest nietypowa, urząd, który reprezentuje, nie zrobił nic nadzwyczajnego. Zastosował bowiem jedynie obowiązujące w Czechach przepisy prawa, a te mówią, że każdy obywatel, który z powodów religijnych lub zdrowotnych zmuszony jest stale nosić nakrycie głowy, może mieć w dowodzie tożsamości zdjęcie w tym nakryciu, o ile nie rzuca ono cienia na twarz.

Dowód wydany właśnie Novemu jest tymczasowym dokumentem, jaki wyrabia się w przypadku utraty lub kradzieży oryginału. – Zdjęcie z durszlakiem na głowie zrobiono mi na miejscu. Powiedziałem po prostu, że to nakrycie głowy mam z powodów religijnych, ale o to, do jakiego Kościoła należę, już nikt mnie nie pytał – powiedział Novy portalowi. – Wyznanie to w XXI wieku sprawa prywatna – dodaje z szelmowskim uśmiechem (jak relacjonuje Ceskapozice.cz).

Lukáš Nový to pierwszy uznany przez państwo czeskie pastafarianin, ale nie pierwszy oficjalny wyznawca Latającego Potwora Spaghetti w Europie Środkowej. W 2011 roku Austriak Niko Alm wyrobił sobie prawo jazdy ze zdjęciem, na którym również miał na głowie cedzak do makaronu. O to, by mieć taką fotografię, austriacki pastafarianin musiał się jednak starać trzy lata. Początkowo urzędnicy odrzucili jego wniosek i Alm dochodził swoich praw przed sądem.

Kiedy doczekamy się pierwszego polskiego pastafarianina, który będzie się mógł pochwalić dowodem osobistym z wyjątkową fotografią? Chyba nieprędko. W marcu tego rokuminister administracji Michał Boni odmówił bowiem wpisania do oficjalnego rejestru Kościołów i innych związków wyznaniowych Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Stwierdził, że ten Kościół nie został stworzony w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej. Wnioskodawcy zapowiedzieli odwołanie od tej decyzji oraz wniesienie wielu skarg, m.in. do Naczelnego Sądu Administracyjnego i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W materiale, jaki przygotował portal Ceskapozice.cz, jest też polski akcent. To cytat z posła Ruchu Palikota Armanda Ryfińskiego, który stwierdził po prostu: Pastafarianie walczą z dominacją Kościoła katolickiego.

Źródła: dziennik.pl, ceskapozice.cz

Zamiast skupić się na korupcji, Czechów interesują kochanki premiera – dziwi się Polka

Hanna Marciniak przyjechała do Republiki Czeskiej studiować. Po czasie uznała, że w Czechach już zostanie. Podoba się jej język czeski. Chwali sobie miłą atmosferę oraz łatwość zakładania firmy w tym kraju.  

Hanna_Marciniak

Co Cię najbardziej zaskoczyło przy pierwszej wizycie w Czechach?

Wszechobecne telewizory i sportowe transmisje na żywo w każdej hospodzie. Spodobały mi się czeskie nowoczesne pociągi i odnowione dworce – w Polsce próżno tego szukać. Zdziwiło mnie, że po przyjeździe do Pragi, zupełnie nic nie rozumiałam. Nawet po dwóch latach studiowania bohemistyki nie rozumiałam w dalszym ciągu języka mówionego – tego przecież w szkołach nie uczą. Zdziwieniem było dla mnie też to, że w Czechach są mniej widoczne różnice materialne i społeczne.

 Kiedy zdecydowałaś, że w Pradze zostaniesz na stałe?

To było jeszcze, gdy byłam tutaj na Erasmusie. Miałam do wyboru: Kraków albo Praga. Decyzja była prosta z kilku powodów: po pierwsze urzekły mnie praskie hospody i język czeski. Drugim powodem jest to, że łatwiej tutaj jest założyć swój biznes i go kontynuować. Tak samo uważają mi polscy przyjaciele, którym pomagam przenosić firmy z Polski do Czech.

Co Ci się w Czechach nie podoba?

Nie podoba mi się, że Czesi nie są spontaniczni. Poza tym da się zauważyć, że Czesi są zakompleksieni. Często się słyszy: „já na to nemám”, „neřeším to”, „je mi to jedno”. Jednak podoba mi się, że Czesi są o wiele bardziej tolerancyjni niż Polacy. Chwali się też, że często w ogóle nie interesują się cudzym życiem prywatnym.

 Jacy są panowie Czesi?

Czescy chłopcy są o wiele bardziej wyluzowani niż Polacy. Chłopcy z Polski kurczowo trzymają się utartych wzorów „męskości”, ale nie wiedzą, że kobiety już tych wzorów nie wymagają. Czesi są weselsi i bardziej bezpośredni.

 Jak Czesi traktują się nawzajem?

Czesi zachowują się względem siebie o wiele przyjaźniej niż Polacy. Są bardziej stonowani i spokojniejsi. Nikt nikogo nie obarcza swoimi frustracjami. Czesi, zwłaszcza ci młodsi, są bardzo otwarci w stosunku do cudzoziemców. Zaskakuje mnie, że Czesi są aż za bardzo samokrytyczni jeśli porównują się do krajów niemieckojęzycznych. Myślę, że trochę samoświadomości i dumy nikomu nie zaszkodzi. Także zapamiętajcie to sobie: nie jesteście Niemcami drugiej kategorii, ale Czechami, ze swoimi tradycjami i kulturą! Przestańcie powtarzać, jak źle jest w kraju i że coś takiego nie mogłoby się wydarzyć w Wiedniu.

 Interesuje Cię czeska historia?

Czesi mają to do siebie, że przez długi okres ich historia łączyła się z niemiecką. Przez to powstał język, w który wplecione są niemiecko brzmiące słowa. Myślę, że stąd płynie też ten czeski pragmatyzm, racjonalniejsze podejście do materialnych wartości.

 Lubisz czeskie piwo?

Piwo oczywiście piję. Nie każde, ale mam ulubione marki. Czeskie piwo jest mniej słodkie niż to polskie i nie smakuje chemią tylko chmielem. Czeska kuchnia mi w ogóle nie odpowiada z racji tego, że jestem wegetarianką. Zamiast czeskiej wybieram restaurację chińską albo tajską, których w Pradze jest pod dostatkiem.

 Znajomość czeskiego jest w Pradze niezbędna?

Język czeski jest dla mnie czymś najpiękniejszym. Co dzień nie mogę się nadziwić jak bardzo mi się ten język podoba. Znajomość języka przynajmniej na poziomie komunikatywnym jest po prostu niezbędna, aby móc żyć z ludźmi i ich rozumieć. Ktoś kto nie mówi językiem kraju w którym żyje, jest jakby w izolacji. Czuję się doceniona, gdy Czesi myślą, że jestem rodowitą Czeszką. Sama nauczam czeskiego obcokrajowców i bardzo mnie cieszy, gdy przekazuję im to, czego sama się kiedyś nauczyłam, przekazuję im ten klucz do społeczności.

Czego ci w Czechach brakuje?

Brakuje mi języka polskiego, bo tutaj nie mam zbyt wielu polskich znajomych. Czasem mówię po polsku jedynie ze studentami i klientami. Brakuje mi też dobrze ubranych ludzi. Tutaj Czesi i Słowacy ubierają zupełnie przypadkowe rzeczy: na przykład łączą ciuchy z bazarów ze sportowymi butami. W Polsce powstaje wiele dobrych odzieżowych firm, polscy projektanci inspirują się minimalizmem i są dosyć tani. 

Źródło: lidovky.cz

Rowerem z Czech do Świnoujścia – relacja Czecha z wyprawy

Masz ponad czterdzieści lat, z Tobą plecak rower i syn, który stwierdza, że podróż z północnych Czech do polskiego morza to głupota. Tydzień jazdy i ponad 500 kilometrów – ale było warto!

Trójstyk granic Niemcy-Polska-Czechy w Hradku nad Nisą
Trójstyk granic Niemcy-Polska-Czechy w Hradku nad Nisą

Niektórym na samą myśl o tak dalekiej podróży rowerem trzęsą się nogi. Pieniądze mam, zawsze da się wrócić do Czech, ale pociągiem.

Podróż naszą zaczynamy w północnoczeskim Hrádku nad Nisou. Postanowiliśmy jechać wzdłuż rzeki – jest to taki punkt orientacyjny, wiemy, że będzie nasz wiódł aż do morza. Po drodze mijamy niezwykle piękną Żytawę, klasztor Marienthal i suniemy prosto do Görlitz. Jest to według mnie jedno z najładniejszych niemieckich miast, jakie znam. Śpimy jednak w Zgorzelcu – jest to nic więcej jak tylko biedne przedmieście po prawej stronie rzeki. Trzygwiazdkowy hotel po polskiej stronie kosztuje tu tyle co pensjonat w Niemczech.

Görlitz to perła wśród niemieckich miast – kamienice ze wszystkich epok, centrum czyste i przyjemne. Czuć tu jednak upadek. Niemcy wyjechali na Zachód a sami turyści nie ożywią miasta.

W dalszej podróży mijamy równiny i pola – do morza mamy prostą drogę. Trafiamy do Bad Mukau (Mużaków) pięknego uzdrowiskowego miasteczka nad Nysą Łużycką. Po stronie niemieckiej Park Mużaków wpisany na listę UNESCO, po stronie polskiej jarmarczny bazar, na którym kupisz wszystko. Zamiast Wietnamców sprzedają Polacy. „Najtańsze papierosy w Polsce” – tabliczki z takimi napisami wręcz zachęcają do zakupów. Niemcy patrzą na Polaków, jakby byli z innej epoki, wszak rzeka to granica dwóch cywilizacji. Na tych terenach mieszkają osadnicy z ziem zabranych po wojnie: z Wileńszczyzny, zza Buga. Napotkany Polak Jakub jest z tzw.: „Polski B” stwierdza, że jada kolacje tylko w Niemczech, po polskiej stronie nie ma gdzie pójść.

 targ

Kolejne kilometry za nami. Wita nas Guben. Ze starego miasta po wojennym froncie nic nie zostało. Zamiast kościoła nad rzeką widzimy dużą ilość budynków z wielkiej płyty. Życie tu umarło po zjednoczeniu Niemiec. Teraz większość Niemców żyje z renty i robi zakupy w polskiej Biedronce. Mieszkaniec Gubina: oni u nas kupują, my sprzedajemy, interes się kręci.

Kończy się Nysa. Widzimy Odrę – jest szeroka, silna, budzi respekt. Trafiamy do Frankfurtu nad Odrą, które wraz ze Słubicami tworzy wzorowe dwujęzyczne miasto. Jest tu uniwersytet, polskie restauracje są wypełnione Niemcami. Dalszą część trasy pokonujemy pociągiem ze względu na uszkodzenie roweru. Kiedy kończy się Odra trafiamy do miasta Löcknitz. Po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej bardzo dużo Polaków ze Szczecina przeniosło się do Löcknitz, z uwagi na dużo niższe ceny mieszkań. Na 3 tys. mieszkańców 650 to Polacy. Także w okolicy mieszkają ich setki. Miasteczko jako jedyne w regionie odnotowuje od paru lat wzrost populacji. W miejscowości rozwijają się także polskie usługi, a firmy niemieckie oraz urzędy zatrudniają polskojęzycznych pracowników. Mieszkamy u Polki, ale mówi do nas po niemiecku.

Droga rowerowa się kończy, przybywa za to łąk, lasów, a powietrze się zmienia – morze jest coraz bliżej. Płyniemy do Świnoujścia statkiem wypełnionym po brzegi turystami. Im bliżej jest miasto, tym wydaje się piękniejsze. Widzimy w końcu piękną białą długą plażę. I morze, morze!

Na liczniku wybiło 538 kilometrów. Przed podrożą zapytałbym siebie po co jechać taki szmat drogi by dojechać do zimnego morza. Dziś, gdy tu jestem mogę tylko z radością stwierdzić, że polsko-niemiecki Bałtyk dał się nam poznać niezwykle piękną plażą z białym, delikatnym piaskiem, który leży tylko na bałtyckich plażach. Miejsc noclegowych nad brzegiem morza w cenie do 1000 koron jest pod dostatkiem.

Tuż za rogiem są Niemcy z luksusową infrastrukturą dla turystów, jednak po co przepłacać, gdy ma się pod ręką tańsze i bardziej radosne polskie przybytki! 

Plaża w Świnoujściu
Plaża w Świnoujściu

Źródło: idnes.cz

Wersja polska: czechofil.com

Rok 2100: Czechów będzie 7,7 mln

„Już mamy tego potwierdzenie: Czesi zaczynają powoli wymierać jako naród”, stwierdza Mladá Fonta Dnes, nawiązując do raportu w sprawie trendów demograficznych opublikowanego przez Czeski Urząd Statystyczny (ČSÚ).

duchodci

 

Za dziesięć dekad liczba ludności zmaleje o 25%, z obecnych 10,52 mln do 7,7 mln, a przeciętny czeski obywatel będzie miał 50 lat (wzrost o 9 lat). Zdaniem badaczy jest to naturalna tendencja, zgodna z trendami utrzymującymi się w społeczeństwach Europy Zachodniej i Północnej: Czeszki wydają na świat mniej dzieci, ponieważ trudno jest im pogodzić życie rodzinne z zawodowym. Średnia długość życia rośnie ze względu na tryb życia i postęp w medycynie.

Socjologowie sygnalizują, że wszystkie te zmiany będą miały wpływ na rynek pracy, który będzie musiał przejść od dzisiejszego modelu, opartego na minimalizacji kosztów pracy, do modelu opartego na maksymalizacji wskaźnika zatrudnienia.

Biedacy i alkoholicy – czyli jak nas widzą Czesi

Czech Polaka nie obrazi, nie opluje ani nie pobije, ale zawsze będzie miał go za gorszego, bo pochodzi z kraju tonącego w wódce, brzydocie, zacofaniu i przestępczości. – Negatywne stereotyp Polaka w Czechach na pewno istnieje. Spotykam się z ludźmi i słyszę na przykład: „Byłem w tej Warszawie 20 lat temu i to najgorsze miejsce na świecie, nigdy już tam nie pojadę” – mówi przekonuje w rozmowie z naTemat Czech Pavel Trojan.

neznamy-soused

(…) Zamieszanie wokół polskiej żywności to tylko część większej układanki, która zwie się uprzedzeniem. Bo o ile w Polsce najczęściej można się spotykać z postawą fascynacji Czechami, o tyle w drugą stronę podobnie to nie działa. „To trochę miłość jednostronna. Czesi mają sceptyczne nastawianie do Polski” – przekonywała niedawno w rozmowie z naTemat Jana Kępska, Czeszka mieszkająca w Polsce. To zresztą jedna z bardziej wyważonych opinii w tym temacie.

– W opinii Czecha, Polak to nieuczciwy handlarz i krętacz. Oni czują się od nas trochę lepsi, bo wydaje im się, że są bardziej cywilizowani, a Polska to taka czarna, zacofana, katolicka dziura – ocenia Maciej, szef organizacji zajmującej się polsko-czeską współpracą, który sam mieszkał przez kilka lat nad Wełtawą. 

Przyczyna takiego stereotypu jest prosta: niewiedza. – Czesi są ignorantami, jeśli chodzi o Polskę. Prawie nas nie odwiedzają, a jeśli już, to wybierają Kraków i Wieliczkę. Najlepiej było to widać przy okazji Euro 2012, kiedy okazywało się, że ci mieszkający 100 km od granicy nigdy jeszcze u nas nie byli. Jeden z moich znajomych dziwił się: „Polska? To tam musi być bardzo biednie…” – opowiada nasz rozmówca.

Jak twierdzi, niechęć Czechów do Polaków przejawia się w najprostszych rzeczach, jak choćby w tym, że na tablicach w popularnych miejscowościach wypoczynkowych nie ma napisów po polsku. – A przecież 70 proc. wszystkich turystów to Polacy. Są informacje po angielsku czy francusku, ale nie po naszemu. Zresztą, nawet jeśli chodzi o badania sympatii do różnych nacji, to u Polaków Czesi stoją na pierwszym miejscu, a u Czechów my ledwo mieścimy się w pierwszej dziesiątce.

„Kombinujecie!”
Pavel Trojan, Czech pracujący w Instytucie Polskim w Pradze, też nie ma wątpliwości, że jego rodacy są uprzedzeni do polskich sąsiadów. Podkreśla, że Czesi patrzą na nas jak na kombinatorów, którzy czekają na okazję, by wydrzeć dodatkowe parę groszy dla siebie:

– Pewne cechy są dla Czechów nie do przyjęcia. Na przykład zwykłe targowanie się nie wchodzi u nas w grę i jest postrzegane jako rodzaj krętactwa czy oszustwa. Myślę, że wynika to po trochu z naszego kompleksu, który dotyczy wszystkich sąsiadów, także Węgrów czy Słowaków. To jest takie założenie, że my zawsze jesteśmy i byliśmy lepsi. Spotykam się z ludźmi i słyszę na przykład: „Byłem w tej Warszawie 20 lat temu i to najgorsze miejsce na świecie, nigdy więcej tam nie pojadę”.

Tekst pochodzi z portalu naTemat. CAŁOŚĆ TUTAJ

WIĘCEJ NA TEN TEMAT TUTAJ

Przeszkadza mi, że Czesi się wywyższają – mówi Polak mieszkający w Pradze

Ponad dwadzieścia lat temu Polak Dagmar Mroziewicz przyjechał do Pragi studiować. Od pierwszych chwil w tym mieście zdał sobie sprawę, że chce tu zostać. Jednak nie przestał być krytyczny – w Czechach przeszkadza mu, że wywyższają się nad cudzoziemcami i nie mają samokrytyki. Serwis lidovky.cz przedstawia kolejną część serii „Czeski Szok”.

MC4c3ba1_Z_dagmar

Co Cię zaskoczyło podczas pierwszej wizyty w Republice?

Czechosłowację znałem jedynie z opowieści mojej mamy, która często przywoziła mi słodycze i orzechy. Pierwsze co mnie zaskoczyło w Czechosłowacji to były czerwone gwiazdy na ulicznych lampach.

Kiedy zdecydowałeś, że chcesz tu zostać?

Do Pragi przyjechałem w roku 1994 jako absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Gdy wysiadłem z tramwaju na przystanku na Bolzanově ulicy, wiedziałem, że zostanę tu na dłużej. To był dla mnie ostateczny czas, aby coś zrobić ze swoim życiem, dosięgnąć czegoś, być kimś. Moje plany jednak spełzły na niczym.

 Co Ci w Czechach przeszkadza?

Najbardziej mi przeszkadza w Czechach to, że wywyższają się nad cudzoziemcami. Czechów cechuje brak samokrytyki, zamiatanie spraw pod dywan i chciwość. Ciągłe powtarzanie: „jak ci się nie podoba, to możesz sobie iść”, ale zwykle mówią to właśnie ci, którzy sami do Pragi przyjechali za pracą. Mama mi często powtarzała, że Czesi są zapatrzeni w Niemców. Gdy prosiła o towar w sklepie w języku niemieckim, tak zawsze to dostała, gdy po polsku – tak nigdy nic nie było. Dziś na szczęście już to nie obowiązuje.

 Co myślisz o czeskim humorze?

Jak bym go nazwał czarnym humorem. W sumie jest bardzo podobny do polskiego poczucia humoru.

 Interesuje Cię czeska historia?

Myślę, że każdy kto mieszka w obcej ziemi powinien znać historię tego kraju. Wiedza taka pomaga wniknąć w społeczność. Brałem udział w kursie na przewodnika po Pradze. Dzięki niemu nie tylko poznałem miasto, ale też historię, która wpłynęła na czeską mentalność. Często podróżuję po Kraju Środkowoczeskim, staram się poznawać nie tylko Pragę ale i okolice.

Pijesz piwo? Smakuje Ci czeska kuchnia?

Polacy narzekają, że w czeskiej kuchni brakuje warzyw i sałat. Chleb z kminkiem był dla mnie niezwykły. Zaskoczyło mnie, że czeskie piwo nie smakuje większości moich polskich znajomych.

 Zostaniesz w Czechach?

Mam czeskie obywatelstwo, podczas jego nadania ślubowałem wierność Republice.

Uczysz się czeskiego?

Uczę się języka czeskiego codziennie. Nie lubię jednak czeskiego tak, jak języka rosyjskiego. Czeski jest bardzo skomplikowany i często sami Czesi nie są w stanie wytłumaczyć mi niektórych zasad.

 Czy tęsknisz za czymś z Polski?

Za niczym nie tęsknie. Uważam, że nie można żyć w dwóch miejscach jednocześnie. Wybrałem Czechy i mierze się z czeskimi realiami.

 

Źródło: lidovky.cz 

Co Unia zabrała Czechom?

Sceptyczni Unii Europejskiej Czesi wciąż toczą boje o swoje regionalne specjały. Nasi sąsiedzi stracili na przykład możliwość używania nazwy Tuzemsky rum. W chwili obecnej Czesi toczą bój o zastrzeżenie nazwy Niva dla sera z zielono-niebieską pleśnią. 

niva

Pikantną specjalność chce przywłaszczyć sobie koncern Bongrain. Według serwisu aktualne.cz wspomniana firma zarejestrowała już tego typu ser jako swoją własność pod nazwą Kral syru. Problem w tym, że jeden z czeskich producentów twierdzi, że jako pierwszy zarejestrował ser typu Niva. Spór rozstrzygnie Bruksela. Wcześniej Czesi walczyli ze Słowakami o Nivę. Tamci twierdzili, że ta pikantna przekąska należy do nich.

 Niva to ser pleśniowy stworzony na wzór francuskiego sera typu rokfor. W latach 40-tych zarejestrowano nazwę Roquefort i mleczarze z Czeskiego Krumlova zaczęli używać nazwy „Niva” (niebieskozielona barwa pleśni przypominać miała barwy łąki [rus.: niva]).

 

Unia Europejska od dawna miesza szyki Czechom i już zakazała im używania następujących nazw:

  • Pomazankove maslo – nie może być nazywane masłem, bo nie zawiera minimum 80 % tłuszu w swym składzie.
  • Marmolada – marmolada może być wyprodukowana jedynie z cytrusów. Teraz marmolada może być nazywana jedynie owocową pomazanką lub dżemem.
  • Rum – przez to, że czeski rum nie jest wyrabiany z cukrowej trzciny, musi być nazywany Tuzemakiem.

 

O co Czesi jeszcze walczą?

  •  Oprócz sera typu Niva, bój toczy się jeszcze o praską szynkę – przywłaszczyć ją sobie chcą Słowacy, Niemcy, Austriacy i Włosi.

 

Co Czesi uchronili?

  • Olomoucké tvarůžky;
  • Lovecky salam;
  • špekačky;
  • Pohořelický i Třeboňský kapr;
  • Czeskie piwo;
  • Hořické trubičky;
  • Karlovarské suchary i lomnické suchary;
  • štramberské uši;
  • Žatecký chmiel.

 

A czego Unia zakazała wszystkim członkom wspólnoty?

 

  • używanie małych klatek dla kur – z 550 cm2 do 750 cm2;
  • zakaż używania żarówek starego typu;
  • dzieci do lat 8. nie mogą same dmuchać balonów;
  • Unia zakazała niższych ubezpieczeń drogowych dla kobiet;
  • zakaz produkcji rtęciowych termometrów;
  • zakaż sprzedaży zapalniczek bez zabezpieczeń dla dzieci;
  • świnie muszą być chowane w grupach, muszą mieć zabawki w zagrodzie.
  • Unia zakazała użycia niektórych leczniczych ziół;
  • nakaz sprzedaży AGD z poborem energii minimalnie z grupy A i wyższej.
  • Nakaz sprzedaży jedynie samo gasnących papierosów.

BBC kręci dokument o Cieszynie

BBC (brytyjska telewizja publiczna) skończyła dzisiaj zdjęcia do filmu dokumentalnego o podziale Cieszyna. Profesor David Reynolds, historyk, który wpadł na pomysł realizacji przedsięwzięcia na pograniczu polsko-czeskim, uzasadnia nam wybór takiej właśnie lokalizacji.

IMG_7688

Dlaczego BBC zainteresowało się Cieszynem?
– Przede wszystkim dlatego, że wiąże się z dziwną, zawiłą historią. Spór o przynależność terytorialną doprowadziły tu do podziału miasta. Od tego momentu jednolity dotąd organizm rozwijał się jako dwa graniczne miasta, przedzielone rzeką Olzą. To niesamowite i bardzo ciekawe.

To był Pana pomysł. Skąd zna Pan Cieszyn?
– Wszystko rozpoczęło się od przeczytania książki o I Wojnie Światowej i jej konsekwencjach, wydarzeniach w Paryżu. Napotkałem tam fragment o historii i podziale Cieszyna. Wydawało mi się to wtedy tak niezwykle szalone, zwłaszcza jeśli chodzi o zwykłych, mieszkających na tym terenie ludzi. Pomyślałem wtedy, że muszę odnaleźć to miejsce. I tak oto przyjechaliśmy i zrobiliśmy zdjęcia.

Jaki jest cel przedstawienia historii dwóch Cieszynów w Wielkiej Brytanii?
– Chciałbym pokazać, jak decyzje władz wyższych wpływają na życie ludzi „zwykłych”. Film jest próbą wyjaśnienia Brytyjczykom, jak trudne było to, w jaki sposób poradzić sobie z pytaniem o narodowość, przezwyciężyć wszelkie komplikacje, jak żyć w miastach, w których czegoś zabrakło.

Jaką formę będzie miał film?
– Jest to dokument historyczny. Powstały już dwa. Trzecia część pokazuje konsekwencje I Wojny Światowej. Pierwszy film opowiada o narodowościach, skupiamy się na napięciach, o tym, co się działo i o konsekwencjach wojny. To jest dłuższa historia, która nie skupia się tylko na latach 1919-1920. Chcemy pokazać to, jak ludzie sobie poradzili, jak wygląda to obecnie.

Czy to pierwszy film BBC o Cieszynie i Czeskim Cieszynie?
– Dla BBC na pewno tak. Mam nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem, na pewno będzie nietypowy i ciekawy dla widzów.

Kiedy będziemy mogli doczekać się końca realizacji?
– Wykonaliśmy wszystkie zdjęcia. Kończymy pracę w terenie. Teraz pozostaje nam praca z materiałem. Myślę, że w przyszłym roku zakończymy realizację. Wszystko jednak zależy od BBC.

Czy będziemy mogli zobaczyć film w Polsce i Czechach?
– To pytanie bardziej skierowane jest do dystrybutorów BBC, ale mam nadzieję, że film będzie można zobaczyć w wielu państwach, nie tylko w Wielkiej Brytanii.

Pomijając już kwestie historyczne, co myśli Pan o Cieszynie i Czeskim Cieszynie?
– Jestem tu po raz pierwszy. Cieszyn jest ekscytujący, ciekawy, piękny. Te miasta żyją historią. Byłem wczoraj na Wieży Piastowskiej. Widok, jaki widziałem jest niesamowity. Jako historyk mogłem poczuć coś niezwykłego.

Ekipa BBC gościła w Cieszynie i Czeskim Cieszynie od środy. Odwiedziła m.in. Wzgórze Zamkowe, Muzeum Śląska Cieszyńskiego, Rynek w Cieszynie oraz Czeskim Cieszynie, Most Przyjaźni, dworzec kolejowy w Czeskim Cieszynie. Dokument dla brytyjskiego nadawcy publicznego BBC 2, a jego premiera odbędzie się prawdopodobnie w przyszłym roku, w setną rocznicę wybuchu I Wojny Światowej. Odcinek poświęcony Cieszynowi oraz Czeskiemu Cieszynowi będzie częścią trzyodcinkowego cyklu dokumentalnego o nazwie „The Long Shadow”. Skupia się on na szerszym kontekście I Wojny Światowej, jej przyczynach, skutki i aspektach historycznych. Dokument przygotowuje wybitny brytyjski historyk David Reynolds, który wykłada na Uniwersytecie w Cambridge. Dla BBC stworzył już 9 filmów dokumentalnych, poruszających tematykę XX wieku. Najważniejsze to World War Two: 1941 and the Man of Steel i World War Two: 1942 and Hitler’s Soft Underbelly.

Tekst i zdjęcia: gazetacodzienna.pl

Wszystkim Czechofilom polecam podróż do Cieszyna. W tym miejscu naprawdę czuć historię. Więcej o wycieczce do Cieszyna TUTAJ

Prokuratura chce uchylenia immunitetu premiera Neczasa

Czeska prokuratura zwróciła się do Izby Poselskiej o uchylenie immunitetu ustępującego premiera Petra Neczasa, który w czerwcu zrezygnował ze stanowiska szefa rządu w następstwie afery korupcyjnej z udziałem osób z jego najbliższego otoczenia.

neczas

Wniosek prokuratury zostanie rozpatrzony na najbliższym posiedzeniu Izby Poselskiej, izby niższej parlamentu czeskiego – poinformowała jej przewodnicząca Miroslava Niemcova. Jedną z głównych podejrzanych w śledztwie jest Jana Nagyova, która pełniła przy Neczasie funkcję szefowej urzędu premiera.

Według policji kierujący Obywatelską Partią Demokratyczną (ODS) Neczas obiecywał trzem posłom tego ugrupowania korzyści majątkowe w zamian za zrzeczenie się mandatów. Umożliwiło to ich zastąpienie innymi posłami i uzyskanie w ten sposób większości głosów dla forsowanej przez premiera reformy podatkowej.

 

Neczas zrezygnował również ze stanowiska przewodniczącego ODS, ale zachował mandat deputowanego Izby Poselskiej, deklarując, że po zakończeniu jej obecnej kadencji całkowicie wycofa się z polityki.

W związku z aferą w areszcie przebywa obecnie siedem osób, w tym Nagyova.

Kolejny raz Romowie stali się celem ataków

Sześć osób zostało rannych, a ponad trzydzieści zatrzymała policja podczas sobotniej, antyromskiej demonstracji w Czeskich Budziejowicach, zorganizowanej przez czeskich neonazistów. To trzecia antyromska akcja w tym mieście od 21 czerwca.

Fot: idnes.cz
Fot: idnes.cz

Do starć demonstrantów z policją doszło przed osiedlem Maj w części zamieszkałym przez Romów. Policja użyła gazu łzawiącego pacyfikując kilkusetosobową grupę młodych ludzi, którzy usiłowali przedostać się na największe budziejowickie blokowisko. Manifestanci zaatakowali funkcjonariuszy cegłami, butelkami i kamieniami. Podczas starć skandowali „Czechy dla Czechów”. Romowie przyglądali się zajściom z okien i dachów.

Demonstracja „przeciw cygańskiej przestępczości”, która rozpoczęła się na rynku starego miasta, została wcześniej zakazana przez władze Czeskich Budziejowic. Neonaziści zlekceważyli zarządzenie władz. Do demonstrujących przyłączyły się grupy ze Słowacji.

Dzieci pokłóciły się o zabawki

To już trzecia antyromska demonstracja w Czeskich Budziejowcach od 21 czerwca kiedy na osiedlu doszło do bijatyki między 100-osobową grupą Czechów i Romów. Zaczęło się niewinnie: od trójki bawiących się w piaskownicy dzieci, które pokłóciły się o zabawki. Romskie dziecko wzięła w obronę matka. Kilka godzin później przez osiedle przeszła demonstracja czeskich mieszkańców skandujących „Romowie do gazu!”. Doszło do bijatyki. Policja uchroniła Romów przed zlinczowaniem i zatrzymała 39 najbardziej agresywnych Czechów.

W ubiegłą sobotę kilkuset mieszkańców osiedla wspomaganych przez nacjonalistów ponownie starło się z Romami. Interweniowała policja. 10 osób zostało rannych. Zatrzymano dalszych 40.

Aby zapobiec awanturze tym razem policja monitorowała centrum miasta od wczesnych godzin rannych. Usuwano kontenery z odpadkami, z których wcześniej robiono barykady, zatrzymywano grupy młodych ludzi uzbrojonych w kije bejsbolowe. Zmobilizowano partole konnej policji.

Ataki na romskich obywateli Czeskich Budziejowic spotkały się z potępieniem prezydenta Milosza Zemana, a poirytowany szef dyplomacji Karel Schwarzenberg oświadczył, że „Czesi ponad 20 lat po upadku komunizmu wciąż nie należą do Europy Zachodniej pod względem wyznawanych wartości„.

W Czechach mieszka ponad 200 tysięcy Romów. W latach 2008-2012 Europejskie Centrum Praw Romów odnotowało 47 rasistowskich ataków na mniejszość romską. Zginęło 5 osób a 22 zostały ranne.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑