Czechofilka Jadwiga Jarczyk

*Przestała liczyć, na ilu już była koncertach „pana Nohavicy”. W bibliotece uniwersyteckiej, gdzie pracuje, nie zostawia współpracownikom kartek z wiadomościami po polsku, tylko po czesku. Niech się domyślają*

Podobno każdy spotyka takiego Czecha, na jakiego sobie zasłużył. Jeśli miałaby to być prawda, Jadwiga Jarczyk, informatyczka z zielonogórskiej Biblioteki Uniwersyteckiej, jest człowiekiem o złotym sercu. Jak dotąd trafiła tylko na dobrych, uprzejmych i otwartych Czechów.

Dlatego twierdzi, że wyszłoby nam wszystkim na dobre, gdyby kiedyś Polskę podbili Czesi. – Są spokojni, zrównoważeni. Za niczym nie gonią. Uważają, że życie trzeba przeżyć dobrze tu i teraz, a nie w wieczności. Potrafią się cieszyć z każdej najmniejszej rzeczy, nie narzekają – opowiada.

W Czechach czuje się bezpiecznie, w Polsce niekoniecznie. – Czasami muszę czekać na pociąg z Czech całą noc. W każdej, nawet najmniejszej mieścinie jest gospoda. Ludzie piją, bawią się, rozmawiają. Siedzisz w towarzystwie totalnie nietrzeźwym i ani przez chwilę się nie boisz – zapewnia.

Pewnego dnia zapadła w czeski sen. Nauczyła się języka, przeczytała kilkadziesiąt czeskich książek, obejrzała drugie tyle filmów. W bibliotece nie zostawia już współpracownikom kartek z wiadomościami po polsku, tylko po czesku. Niech się domyślają.

Pan Nohavica pyta, jak było

Czechofilka Jadwiga Jarczyk narodziła się w 2005 r. Na słupie w Poznaniu czyta: Jarom~r Nohavica w Centrum Kultury Zamek. – Nie był zupełnie obcy, w domu miałam dwie płyty. Byłam ciekawa, jak brzmią na żywo – wspomina. Koncert na 500 osób, Jadwiga zajmuje tylne rzędy. W torebce ma jedną z płyt Nohavicy. Ustawia się w kolejce po autograf. – Wyszłam odmieniona. Właśnie usłyszałam słowa, które idealnie formułowały moje własne myśli. Także te, których do tej pory nie nazywałam. Zdecydowałam, że trzeba zacząć żyć inaczej, spojrzeć do przodu – opowiada.

Czym przekonał ją Nohavica? – W Czechach jest gwiazdą. A jednak zachowuje się naturalnie, nie gra, nikogo nie oszukuje.

Nohavica śpiewa ballady o rodzinie, przyjaźni i miłości, o sporcie, codzienności i o tragedii wojny, ale gra też erotyki, piosenki biesiadne. – W tekstach jest radość życia, ale i trzeźwe, przenikliwe spojrzenie na naszą zwariowaną rzeczywistość. Czasem dyskutuje z Bogiem, ma do niego pretensje. Ujmuje dokładnie to, co myślę – mówi Jadwiga Jarczyk. – Wiersze nie zawierają zbędnych słów. Są mądre i prawdziwe.

I tak ruszyła lawina. Wrocław, Kędzierzyn, Kraków, Warszawa, Cieszyn, Ostrava, Praga, Brno. Jest tam, gdzie śpiewa. Jeżeli koncert jest w czwartek, bierze urlop. Na ilu koncertach już była? Nie wie. Przestała je liczyć. – Na kilkudziesięciu na pewno. Mogę spróbować określić dokładną liczbę, jeśli będzie taka potrzeba – proponuje.

Jeździ pociągami i autobusami. Śpi u rodziny, przyjaciół, innych fanów.

Żartuje, że „zapracowała sobie” na pewien drobny zaszczyt. Zdarza się, że bard po koncercie pyta ją: no i jak nam dziś poszło?

Koncerty Jarom~ra Nohavicy w Czechach przyciągają tysiące ludzi. Na widowni sztafeta pokoleń: dzieci, dorośli, ludzie starsi. Kobiety i mężczyźni, po równo, tu też nie ma reguły. – Byłam na koncercie w amfiteatrze u podnóża góry zamkowej, w miejscowości Hukvaldy. Przyszło 8 tys. osób. Byłam w szoku. Na scenie grał przecież człowiek z gitarą, a nie jakiś showman – opowiada Jadwiga.

O czeskim pieśniarzu nigdy nie mówi Jarek, Jarom~r, ani nawet Nohavica. Miłość do czeskiej kultury zaszczepił w niej „pan Nohavica”.

Żadnej „zachlastanej fifulki”

Pierwsze tłumaczenia zaczęła robić sama. Kupiła słowniki. Nie wierzy tłumaczeniom w internecie. Chciała wiedzieć o czym śpiewa „pan Nohavica”. – Nasze języki mają 27 proc. słów identycznych i jednocześnie to samo znaczących, wiem to z pewnej poważnej książki – zaznacza Jadwiga. – Poza tym pochodzę z Górnego Śląska. W gwarze i w czeskim są wspólne słowa pochodzenia niemieckiego, więc początki nie były takie straszne.

Przebrnęła dwuletni kurs czeskiego dla cudzoziemców na Uniwersytecie Warszawskim. Dziś z satysfakcją otwiera numer „Fantastyki”. Pokazuje swoje tłumaczenie artykułu Martina Fajkusa o fantastyce w Czechach i na Słowacji. Oddycha z ulgą, gdy biblioteka prowadzi rozmowy z czeskimi książnicami. – Nie muszę się męczyć z angielskim – wyjaśnia.

Czeski urzekł ją zabawnymi pułapkami. Dementuje, jakoby istnieć miały słowa typu „drevny kocour” (krążą żarty, że to po czesku wiewiórka) albo „zachlastana fifulka” (niby, że zaczarowany flet). Te zwroty są oczywiście zmyślone, ale – Poraziło mnie słowo „poprava”. W Polsce, wiadomo, oznacza zmianę na lepsze. „Poprawa” po czesku to egzekucja. Czyli taki człowiek „poprawiony” w Czechach jest już polepszony ostatecznie. I na pewno nic złego więcej nie zrobi.

Jej biblioteka ugina się od czeskiej klasyki. Na półce Jaroslav Seifert, Ota Pavel, Bohumil Hrabal, Ota Filip.

Ulubiona lektura? – „Wszystkie uroki świata” Seiferta.

A najbliższa? – Na pewno „Malý Princ” Antoine de Saint-Exupery’ego. Od zawsze i na zawsze – mówi.

Nasza rozmowa dobiega końca. Jadwiga musi się jeszcze spakować. Jutro rano wyjeżdża do stolicy. Zgadnijcie, po co. Podpowiem, że się rymuje.

gazeta.pl

Jak czytają Czesi

Mariusz Szczygieł

*Czesi czytają najwięcej w Europie. Średnia liczba książek w czeskim domu to 246. Tylko 2 proc. Czechów nie ma w domu żadnej książki*

Przeciętny Czech czyta średnio ponad 17 książek rocznie (u nas – tylko 12 proc. czyta więcej niż sześć książek rocznie), a 79 proc. Czechów przeczytało w ubiegłym roku przynajmniej jedną książkę (u nas – 44 proc.). Daje im to prymat wśród europejskich czytelników.

Kiedy w Czechach mówi się o czytelnictwie, często pada słowo, którego nie mamy, a które stanowi dla mnie dowód, jak czytanie książek jest w tej kulturze ważne. Słowo to brzmi: „knihomil”. To człowiek, który „miluje knihy”. Wydaje mi się, że naród obdarza jednym słowem zjawiska, które są dla niego istotne i których nazwy pojawiają się tak często, że należy skrócić czas ich wypowiadania. (Stąd nasze: „serwowanie piwa”, ma tam krótszą nazwę: „eepovani”; nasze: „leczenie uzdrowiskowe” – „lazenstvi”). Znane powiedzenie: „Co Czech, to muzykant”, po ujawnieniu danych o czytelnictwie zostało przez czeską prasę przetworzone na: „Co Czech, to knihomil”.

Kiedy Czeszka (bo to ona czyta więcej) bierze do ręki najgłupszą nawet, wypoczynkową książkę, ma wrażenie, że trzyma w dłoni coś odświętnego. Twarda okładka, często tasiemka do zakładania stron, czasem tasiemka jest nawet w kolorze liter na okładce, wreszcie obwoluta – jako przejaw szacunku dla książki. Gdy czytelniczka trzyma w ręku czeską Grocholę (W Czechach Grochola jest mężczyzną i nosi nazwisko Viewegh), ma mieć wrażenie, że to książka dla niej ważna.

Kiedy wchodzi się do bardzo popularnej sieci sklepów Levne Knihy (tania książka) można być zaskoczonym, bo mnóstwo książek, wydawanych właśnie dla tej sieci, oprócz przystępnej ceny ma piękne twarde okładki. Dla mnie to wygląda tak, jakby w McDonaldzie istniała możliwość jedzenia srebrnymi sztućcami.

Kiedy mówimy o czeskim piwie, nie uświadamiamy sobie, że czeska literatura tworzyła się w knajpie. Tam, gdzie każdy przy piwie musiał coś opowiedzieć, każdy starał się opowiedzieć ciekawiej niż poprzednik. Tu bym szukał źródeł ich kultury narracji i przyczyn jej sukcesów.

Kiedy mówimy o czeskim odrodzeniu narodowym, musimy pamiętać, że ono stawiało nie na powstania zbrojne, ale na książki.

Kiedy w XIX wieku ojcowie-odrodzeniowcy tworzyli na nowo nowoczesny czeski język, literatura była tu podstawowym narzędziem. Za habsburskiej niewoli język upadł, a przetrwał głównie dzięki wsi, mieszczaństwo i inteligencja używały przeważnie niemieckiego. Kwestia wolności wewnętrznej zaczęła być w pewnym momencie tożsama z kwestią wykształcenia.

Kiedy Czesi piszą o swoim czytelnictwie, podkreślają, że są czempionami w dziedzinie bibliotek domowych i że wiele domów ma trzypokoleniowe biblioteki (średnia liczba książek w czeskim domu to 246, tylko 2 proc. Czechów nie ma w domu żadnej książki). Dziś co drugi Czech korzysta z biblioteki publicznej, bo książki w ostatnich latach bardzo drożeją.

Kiedy w nowo powstałej Czechosłowacji ustawa o bibliotekach publicznych była jedną z pierwszych, nad którą pracowano i została uchwalona już latem 1919 roku, w Polsce projektów takiej ustawy powstało kilka. Żadna nie została uchwalona.

Kiedy dla potrzeb tego tekstu zapytałem kilku czeskich wydawców, księgarzy i bibliotekarzy jak dziś państwo czeskie wspiera rynek książki i czytelnictwo, odpowiadali: „w ogóle” lub „żenująco”. Właśnie trwa debata: dlaczego młodzi czytają mało. Niedawno 100 tys. osób (w 10-milionowym kraju!) protestowało przeciwko zbyt wysokiemu podatkowi VAT na książki, bo państwo chciało wprowadzić 20 proc. Po protestach uchwalono i tak gigantyczny podatek – 14 proc. Za dwa lata wzrośnie on do 17,5 proc. Wysokość rzadka w Europie, gdzie średnia to 5-6 proc. Do tego prezydent Vaclav Klaus ośmieszał protestujących jak mógł, nazywał ich w telewizji „sv’tlonoše sv’ta”, w wolnym tłumaczeniu – wykształciuchy. A mimo to Czesi czytają najwięcej.

Do tego obrazu muszę dodać jeszcze coś. Na życzenie Piotra Zaremby – który zaatakował mnie w czwartkowej „Rzeczypospolitej”, że nie piszę o Czechach prawdy, bo ukrywam przed polskim czytelnikiem fakt, że Czesi są ogromnymi ksenofobami – napiszę tak: Czesi czytają najwięcej w Europie i jest wśród nich odsetek ksenofobów.

Albo napiszę inaczej: Czesi, proszę Państwa, tak samo jak my, mają swoje Jedwabne (z Niemcami jako ofiarami). Tak samo jak my nie tolerują Romów. A czytają nie tak samo jak my.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Praca w Czechach – statystyki

W serwisie Pracuj.pl firmy z Czech zamieściły w minionym roku więcej ofert pracy dla Polaków niż pracodawcy z Wielkiej Brytanii. W ubiegłym roku liczba ofert od zagranicznych pracodawców w serwisie Pracuj.pl wzrosła o ponad połowę w stosunku do kryzysowego roku 2009. W sumie w całym 2010 roku było ponad 3,5 tys. ofert z zagranicy, dla różnego rodzaju specjalistów. W analizowanym okresie najwięcej propozycji było z Niemiec (424 ofert), Francji i Holandii (po ponad 250), ale duże zapotrzebowanie na naszych pracowników było również za naszą południową granicą – w Czechach częściej oferowano pracę naszym specjalistom (231 ofert) niż w Wielkiej Brytanii (189) czy w Finlandii (160).

Również od początku roku firmy działające w Czechach, po Niemczech i Holandii, są w czołówce zagranicznych pracodawców najczęściej szukających w naszym kraju pracowników. Pracodawcy zza Olzy najczęściej szukają u nas różnego rodzaju specjalistów IT. Obecnie w Pracuj.pl są m.in. oferty dla Java developera, administratora baz danych, programisty C# i software analyst. Poszukiwane są też osoby z wykształceniem chemicznym oraz inżynierowie ze specjalizacją elektronika.

By pracować w Czechach niekoniecznie trzeba znać język naszych sąsiadów, bo w ofertach pracy dominuje wymóg języka angielskiego, ale jak twierdzą przedstawiciele firm specjalizujących się w rekrutacji dla czeskich firm, w praktyce podstawowa znajomość języka czeskiego bardzo się przydaje i jest mile widziana. Znając czeski pracę znajdziemy też z resztą w Polsce i innych krajach, bo jak wynika z analizy ofert, umieszczonych w serwisie Pracuj.pl w 2010 roku, aż 1465 propozycji zawierało wymóg posługiwania się tym językiem. Pracowników ze znajomością czeskiego szukały głównie międzynarodowe koncerny i centra BPO.

Szacuje się, że w Czechach pracuje ok. 20 tys. Polaków, czyli ponad 4% wszystkich pracujących tam obcokrajowców. Więcej jest Ukraińców, Słowaków, Wietnamczyków i Rosjan. Nasi obywatele, którzy zdecydowali się na pracę w kraju „Krtka”, najczęściej są w wieku 25-39 lat, ale równie duża grupa jest czterdziestolatków i osób tuż po pięćdziesiątce (dane Czeskiego Urzędu Statystycznego z 2010 roku).

Według danych Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Pradze, najwięcej polskich pracowników zatrudnionych było w zawodach rzemieślniczych (39%), w zakładach produkcyjnych przy obsłudze maszyn i urządzeń (31%) oraz w pracach pomocniczych niewymagających kwalifikacji (16%). W charakterze pracowników umysłowych (nauka, szkolnictwo, usługi prawne, zarządy przedsiębiorstw, służba zdrowia i administracja) pracowało łącznie 13% osób, a w handlu i usługach 1% Polaków (ostatnie dostępne dane z 31.12.2009 r.).

Ze zrozumiałych względów, Czechy na miejsce pracy najczęściej wybierają mieszkańcy naszych południowych województw (na ogół pracują oni również w paśmie przygranicznym), ale osoby mające odpowiednie kwalifikacje i lubiące kulturę tego kraju powinny rozważyć oferty czeskich pracodawców. Choć jak wynika z badania, przeprowadzonego w połowie 2010 roku przez CBOS i jego partnerów
z krajów Grupy Wyszehradzkiej, wśród Czechów jest relatywnie najmniej osób, które spodziewają się poprawy kondycji gospodarczej swojego kraju, to nadal bezrobocie jest tu niższe niż  Polsce. Jak podaje czeskie Ministerstwo Pracy, w styczniu było ono na poziomie 9,7%, gdy w Polsce kształtowało się na poziomie 13%.
– Pomimo spowolnienia gospodarczego i zmniejszenia się liczby wolnych miejsc pracy, prawie 55 procent społeczeństwa czeskiego uważa za właściwe zatrudnianie obcokrajowców. Na tym tle korzystnie kształtują się wyniki badania sympatii Czechów do wybranych narodów i narodowości, w którym w stosunku do Polaków, podobnie jak do Austriaków, Anglików i Szwedów dominowały przejawy sympatii. Ogólnie wizerunek polskiego pracownika w Czechach jest pozytywny. – mówi Wojciech Pobóg-Pągowski,
I Radca w Ambasadzie Rzeczpospolitej Polskiej w Pradze.
Niewątpliwym plusem wyjazdu do Czech za pracą jest stosunkowo niewielka odległość od Polski, co pozwala na powrót do kraju niemal w każdy weekend. Jako członkowie Unii Europejskiej nie musimy mieć pozwolenia na pracę, wystarczy dowód osobisty lub paszport. Po okresie 3 miesięcy należy wystąpić o wydanie zezwolenia na pobyt dla obywatela kraju członkowskiego UE, ale posiadanie tego zezwolenia nie jest warunkiem koniecznym i niezbędnym do podjęcia pracy. Zarobki są co prawda porównywalne do tych nad Wisłą, ale popyt na wykwalifikowanych pracowników jest w Czechach nadal duży, więc można liczyć na nieco lepsze stawki w wybranych zawodach.
– W naszej ocenie w najbliższym czasie najwięcej możliwości zatrudnienia obywateli polskich, poza tradycyjnym przemysłem i rzemiosłem, będzie w branży informatycznej, usługach biznesowych i administracyjnych. – dodaje Wojciech Pobóg-Pągowski.

pracuj.pl

mapka_europy_czechy.gif

Czesi lubiani przez Polaków

SMS od Czecha Petra Vavrouški na wieść z CBOS-u, że połowa Polaków zakochała się w Czechach: „Myślę, że tak naprawdę to zostaliśmy wam do miłości tylko my. Niemców nie lubicie, Rosjan i Białorusinów też nie, teraz pokłóciliście się z Litwinami, tak więc z sąsiadów zostaliśmy wam tylko my i Słowacy”

Wydawało mi się dłuższy czas, że nie przepadamy za żadnym ze swoich sąsiadów, a już urodzenie się niewierzącym Czechem było nawet może i grzechem. No i mam święto. Nie wiem, za co każdy z ponad połowy badanych Polaków lubi Czechów, ale wiem, za co lubię mojego przyjaciela Petra Vavrouškę. Z żoną Katią i dwojgiem dzieci mieszka od dwóch lat w Warszawie i jest korespondentem czeskiego radia.

Kiedy nadawał swoją korespondencję z Polski o planowanej beatyfikacji Jana Pawła II, musiał ją na życzenie radia nagrać jeszcze raz. Bo mówił już jak Polak – „cuda Jana Pawła II”, a zapomniał, że mówi do publiczności czeskiej i powinien powiedzieć: „tak zwane cuda Jana Pawła II”. („Lubicie nas, bo nie jesteśmy tak pobożni jak wy”). Kiedy Petr spotyka w Polsce księdza, zwraca się do niego „Proszę pana”, na co księża reagują różnie, najczęściej oburzeniem i pouczeniem, że tak nie wolno, przecież ksiądz to „prawie święta osoba”. („Ale przecież pan jest panem, a nie panią” – dziwi się Petr). Kiedy porównał kampanię wyborczą w Polsce i w Czechach, z podnieceniem opowiadał, że wszyscy polscy politycy, bez względu na opcję, używali słowa, którego nie użył żaden polityk w Czechach. Słowo to brzmi: „patriotyzm”. („Czego właściwie wy, Polacy tak się boicie?” – pyta). Zagadywany, co nas różni, powtarza: histeria. Zwłaszcza na własnym punkcie. („My, Czesi, raczej jej nie znamy”). Petr uważa, że podoba nam się czeski spokój i zrównoważenie, i tęsknimy do niego. Czechy są małym krajem i zaakceptowały to, histeria i porywy nie są im przypisane. Polacy zaś najbardziej boją się, że im ktoś umniejszy. Nie wiedzą, czy są dużym, czy małym państwem, czy są uznawani na równi z Niemcami i Francją, czy nie. („I to was trzyma w ciągłym napięciu, nie zaznacie spokoju chyba nigdy”).

Moje wytłumaczenie: my, 51 proc. Polaków, lubimy Czechów, bo są tym, kim my nie możemy być. I zachowują się tak, jak nie umiemy się jeszcze zachować. Lubimy w Czechach to, czego w sobie nie mamy. A chcielibyśmy.

Mariusz Szczygieł

Morawa – enklawa katolicyzmu

Może się Wam to wydać zaskakujące, ale na Morawach wciąż są praktykujący katolicy. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Jako że dużo podróżuję, trafiłem do wsi, gdzie są trzy kościoły – dwa katolickie i jeden ewangelicki. Katolickie są prowadzone przez księży Polaków. Księża ci, często urządzają różnego rodzaju pielgrzymki…

proglasjpg.jpg

Jedną z ostatnich była wyprawa na Jasną Górę. Na wyprawę tę wybrał się też mój późniejszy czeski znajomy. To był dla mnie istny szok!

Gdy się poznaliśmy, prawie nie słychać było, że jest Czechem. Mówił pięknie po polsku (nauczył się od księży). Następnie spytał się mnie jak często chodzę do kościoła. Ja na to: „Skąd to pytanie???” Odpowiedział, że „SKORO JESTEM POLAKIEM TO NA PEWNO CHODZĘ DO KOŚCIOŁA!!!”

Zdziwiony szybko zapytałem: „A co, ty chodzisz?” On na to: „Pewnie, nawet na pielgrzymki jeżdżę z ojcem Tadeuszem!”. I zatkało mnie.

Przyznam się szczerze, że spotkać Czecha i w dodatku gorliwego katolika to nie lada wyczyn. Było to dla mnie wielkie przeżycie. Nie umiał jednak zrozumieć mojej niechęci do kościoła. Bo z góry założył, że „MUSZĘ BYĆ WIERZĄCY SKORO JESTEM POLAKIEM!!!” Na tej płaszczyźnie nie mogliśmy się porozumieć i nasze kontakty się urwały.

Przy okazji dowiedziałem się, że X. był ministrantem, uczestniczył aktywnie w życiu kościółka i nie odpuścił żadnej pielgrzymki, zwłaszcza tej do Polski. Ukochał sobie Polskę – tę ostoję katolicyzmu.

Tak bardzo niezrozumiałe dla mnie było to jego podejście. Uznałem, że skoro Czech to na pewno ateista/niewierzący. Tu wylewa się niczym jad stereotypowe myślenie, jak i jego, tak też moje.

Dodam na zakończenie, że w Republice Czeskiej od 2006 roku działa katolicka telewizja TV NOE (Kanał emituje także polskie bajki, m.in. takie jak: Bolek i Lolek, Reksio, czy Miś Uszatek.) oraz – słyszalne na Morawach – katolickie radio Proglas z siedzibą w Brnie.

Mój kolega z Pragi, gdy usłyszał o tym katolickim radiu, postukał się w głowę i rzekł:

“To niemożliwe!”. Ja na to: „A jednak…”

tv-noe4.jpg

Czesi w Polsce

Dziś ogłosili w radio, że w kwietniu zacznie się kolejny już Spis Powszechny. Pierwszy po wejściu do UE. Zastanawiam się, jak zmienią się dane dotyczące mniejszości czeskiej w Polsce. Oby ta malutka grupa nie zanikła.

Prezentuję dane z poprzedniego Spisu Ludności.

Podczas narodowego spisu powszechnego ludności w 2002 r., jako Czesi zadeklarowało się 386 obywateli Polski w tym:
w województwie łódzkim – 111
województwie śląskim – 61
województwie dolnośląskim – 47
województwie mazowieckim – 37

1.226 osób zadeklarowało używanie w domu języka czeskiego.

Ogólna charakterystyka mniejszości czeskiej:

Płeć:
mężczyźni – 42,23 %

kobiety – 57,77%

Charakter miejsca zamieszkania
Miasto – 72,02%

Wieś –  27,98%

Ekonomiczne grupy wiekowe
Wiek przedprodukcyjny (0 -17) – 10,10%
Wiek produkcyjny razem (18 – 59/64) – 52,85%
Wiek poprodukcyjny (60/65 lat i więcej) – 37,05%

Poziom wykształcenia (dla osób w wieku 13 i więcej lat)
Wyższe – 13,28%
średnie – 30,51%
Zasadnicze zawodowe – 18,64%
Podstawowe ukończone – 29,38%
Podstawowe nieukończone i bez wykształcenia – 3,39%

Działalność społeczno-kulturalna osób należących do mniejszości czeskiej koncentruje się wokół Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Zelowie.

Sprawy dotyczące mniejszości czeskiej poruszane są na łamach czasopisma „Kalendarz Zelowski – rocznik społeczno-kulturalny czesko-braterskiej parafii ewangelicko-reformowanej w Zelowie”.

zelow.jpgzelow2.jpgzelow3.jpg

Praca w Czechach

W ojczyźnie knedlików i Pilsnera. W kraju wojaka Szwejka i Karela Gotta. Tuż za miedzą. To tam, w czasach redukcji etatów i grupowych zwolnień, znajdziesz pewną posadę.

Plusy wyjazdu? Po pierwsze niewielka odległość od domu, która pozwala na odwiedziny w kraju niemal w każdy weekend. Po drugie podobieństwo czeskiego do mowy Mickiewicza, które sprawia, że język południowych sąsiadów jest dla nas w dużej części zrozumiały. Poza tym – zbliżona kultura, kuchnia, praktycznie ten sam klimat i gwarantowana ogromna dawka czeskiego humoru. Oczywiście tutejsze zarobki nie mogą konkurować ze stawkami na Wyspach czy w Norwegii. Średnie pensje porównywalne są do tych nad Wisłą, ale jeśli idą w parze z gwarancją stałego zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, dla wielu będą stanowić satysfakcjonującą ofertę. Warto więc zastanowić się nad wyjazdem za Olzę, szczególnie że koniunktura sprzyja. – W ostatnich latach przeprowadzono tu wiele nowych inwestycji, a co za tym idzie, pojawiły się dodatkowe miejsca pracy. Czechy nie dysponują jednak wystarczającą ilością wykwalifikowanych pracowników, dlatego korzystają ze wsparcia sąsiadów – wyjaśnia Dorota Kwarciak, specjalista ds. rekrutacji z agencji Gi Group. Najwięcej ofert można znaleźć w branży motoryzacyjnej, elektronicznej i elektrotechnicznej.

Od zaraz

– Aktualnie poszukiwani są przede wszystkim spawacze, ślusarze oraz operatorzy wózków widłowych – wylicza Krzysztof Smoroń z Agencji Pracy Interkadra. Ale potrzebni są też monterzy, zgrzewacze, równacze i lakiernicy w takich koncernach samochodowych, jak Škoda Auto, TRW czy Faurecia. O tym, że kryzys w tej branży powoli mija, świadczą informacje od producentów. W pierwszych dniach listopada Skoda ogłosiła plany dwukrotnego zwiększenia sprzedaży swoich aut w ciągu 10 lat. Wymagania dla kandydatów dotyczą przede wszystkim doświadczenia. – Certyfikaty są sprawą drugorzędną. Zawsze istnieje możliwość wyrobienia stosownych dokumentów na miejscu, po przejściu odpowiednich szkoleń – tłumaczy ekspert Interkadry. Rekruterzy podkreślają też, że choć znajomość języka formalnie nie jest wymagana, to w praktyce kandydat powinien znać podstawy czeskiego. – Pracodawca oczekuje, że zatrudniony będzie rozumiał czeski na takim poziomie, by móc bez przeszkód wykonywać polecenia przełożonych – wyjaśnia Dorota Kwarciak.

Bilans zysków i strat

Pracownicy podejmujący pracę w Czechach za pośrednictwem agencji, zatrudniani są na podstawie umowy o pracę. – Po pierwszym miesiącu okresu próbnego kolejne umowy podpisywane są na okres od 6 do 12 miesięcy – informuje specjalistka z Gi Group. Zarobki kształtują się w przedziale od 80 do 100 koron netto za godzinę pracy, co w przeliczeniu daje od 13 do 17 zł na rękę. Oznacza to ok. 15 tys. koron (2,4 tys. zł) brutto miesięcznej stawki podstawowej. Do tego dochodzą dodatki zmianowe w wysokości 6-20 koron (1-3 zł) i nadgodziny (25 proc. za pracę w tygodniu i 100 proc. w święta). Oprócz tego zatrudniony otrzymuje także dopłatę do zakwaterowania. Ostatecznie będzie musiał dołożyć co najmniej 500 koron (78 zł) miesięcznie, ale na warunki narzekać nie można. – Pracownicy, którzy wyjeżdżają do pracy z agencją Gi Group, kwaterowani są w hotelach robotniczych po 2-4 osób w pokoju. Każdy z nich ma dostęp do aneksu kuchennego i łazienki. Dodatkowo w niektórych budynkach jest również bezpłatny dostęp do internetu, co znacząco ułatwia kontakt z rodziną – zapewnia przedstawicielka firmy. Niewątpliwym atutem posady nad Wełtawą są też niższe niż na Zachodzie koszty utrzymania. Wynika to z niższych cen, ale również z dodatkowych świadczeń pozapłacowych, które otrzymują pracownicy. – Są to najczęściej bony żywnościowe, dodatki do zakwaterowania, bezpłatne dojazdy do pracy oraz darmowa opieka zdrowotna – dodaje ekspertka. Wszelkie formalności związane z wyjazdem można załatwić w kilka dni. – To dobra oferta zarówno dla osób, które pragną zdobyć większe doświadczenie w pracy na danym stanowisku, jak również dla tych, którzy mają już pewne doświadczenie, ale nie posiadają żadnych uprawnień i certyfikatów – przekonuje Krzysztof Smoroń.

Interia.pl

Przed wyjazdem do czeskich fabryk radzę sprawdzić fora internetowe. Dużo ciekawych i mniej ciekawych rzeczy można się dowiedzieć na przykład o firmie z Pardubic lub naczytać o wyzysku w Mladzie Bolesław w Fabryce Skody. Czytanki okraszone też szokującymi zdjęciami. Trzeba wybierać tylko sprawdzone agencje albo jechać przez urząd pracy. Stanowczo odradzam firmę pośredniczącą z Elbląga!!!

Na pograniczu

Pamiętacie jak pokazywałem Wam granice między naszymi dwoma bratnimi krajami? Zapomniałem o tej najbardziej kuriozalnej.

Koniec roku to zawsze czas podsumowań. Na te przyjdzie jeszcze czas, ale dla mnie ten rok był wspaniały jeśli chodzi o czeskie przeżycia. Jednym z nim na pewno było zamieszkanie na pograniczu i obserwowanie wszystkiego z bliska. Teraz jedna z tych obserwacji.

Przed wejściem Polski i Czech do UE (to jest przed 2004 r.), właściciel działki gruntu,
przedzielonej granicą państwa musiał korzystać z przejścia małego ruchu granicznego,
żeby nie skończyć w sądzie.
Zmieniło sie to po wejściu do UE ale problem zniknął dopiero po wejściu PL i CZ do strefy Schengen, to jest po 27 grudnia 2007 r.

Wcześniej sprawę zgłaszał gdzie się dało, była interpelacja w sejmie. Teraz właściciel felernego gruntu płaci większą część podatku za ziemię Polsce, a resztę Czechom. Ciekawe w jakiej walucie się rozlicza i jaki ma kurs wymiany walut?

Czesi i Wietnamczycy

Lubosz Palata

Wiadomości o nielegalnych zakładach tytoniowych, uprawach marihuany, rozlewniach wódki, burdelach tylko dla Wietnamczyków czy psich rzeźniach utwierdzają Czechów w przekonaniu, że za sukcesem wietnamskiej społeczności nie stoi tylko ciężka praca, lecz także wszechmocna mafia

Patrol czeskiej policji w Brnie przyjechał na wezwanie w sprawie zakłócenia ciszy nocnej. W trakcie interwencji 43-letni Wietnamczyk Hoang Son Lam został pobity. W celi stracił przytomność, a po przewiezieniu do szpitala zmarł. Przyczyną śmierci było złamanie żeber i rozerwana śledziona.

Policjant, który wyżył się na drobnym, ważącym ledwie 45 kilogramów Wietnamczyku, został oskarżony o spowodowanie śmierci i grozi mu 15 lat więzienia. Na razie jest na wolności.

To szczytowa faza napięć między społeczeństwem czeskim a wietnamską mniejszością narodową, która w ostatnich tygodniach przybrała kilka form. Pierwszą z nich jest trzymiesięczny zakaz udzielania czeskich wiz Wietnamczykom. Kolejna to wyrzucanie, jako pierwszych, wietnamskich robotników z fabryk – co w przypadku jednego z nich skończyło się samobójstwem. Ostatnia to brutalne policyjne obławy na wietnamskich targowiskach, przeciwko którym zaprotestował prezydent Vaclav Klaus.

W sklepiku państwa Thi

Na praskim osiedlu Bohnice wszyscy już zamknęli sklepy, a wśród uśpionych wieżowców pali się tylko jedno światło. Mały sklep z produktami spożywczymi, gazetami, owocami, papierosami i proszkami do prania jest otwarty całą dobę. Pracuje w nim, tak jak w wielu innych miejscach w Pradze i innych miastach, wietnamska rodzina. Przy ladzie, gdzie stale idzie program wietnamskiej telewizji satelitarnej, wymienia się małżeństwo w średnim wieku – pan i pani Thi.

Nie mówią dobrze po czesku, a braki językowe nadrabiają uśmiechem. Ich mała córka, która chodzi do czeskiej szkoły, po czesku mówi bez akcentu. Kiedy zapytacie się pani Thi, która – co w wietnamskich rodzinach jest zasadą – zna czeski lepiej niż jej mąż, jak się wiedzie, odpowie bez uśmiechu: – Teraz źle, bardzo źle. Wciąż kontrole, potem ten pożar, a teraz wiza. Okropne, my się bać, co dalej.

Wietnamska społeczność wraz z 50 tysiącami oficjalnie zarejestrowanych imigrantów (i co najmniej drugie tyle nielegalnych) jest trzecią co do wielkości mniejszością narodową w Czechach, zaraz po Słowakach i Ukraińcach, a przed Polakami. Początki emigracji to czasy socjalizmu, kiedy Wietnamczycy przyjeżdżali do Czechosłowacji studiować (w większości na kierunkach technicznych) i pracować w mało popularnych zawodach.

– W Wietnamie jest dziś ponad 200 tys. ludzi, którzy znają czeski – mówi przewodniczący Towarzystwa Czesko-Wietnamskiego Marcel Winter.

Po upadku komunizmu większość Wietnamczyków pozostała, a z czasem ta mniejszość zaczęła rosnąć. Co roku o kolejne tysiące ludzi. Z robotników, tokarzy i szwaczek stali się sprzedawcami na targowiskach w całych Czechach; od wielkich miast aż po większe wsie. Słynne stały się ich targowiska przy granicy z Niemcami, na których sprzedawali Niemcom tani czeski alkohol, papierosy i gipsowe krasnale. Te targowiska wkurzały wielu Czechów, ale sumy, które Wietnamczycy są w stanie zapłacić za wynajem powierzchni targowej, zazwyczaj przekonywały władze. – Tak wysokiego czynszu nie są w stanie płacić czescy przedsiębiorcy – przyznaje anonimowa urzędniczka ratusza w Chebie.

A zdaniem czeskich przedsiębiorców nie mogą oni sprostać wietnamskiej konkurencji, ponieważ płacą podatki, przestrzegają przepisów i nie sprzedają podrabianego i szmuglowanego towaru. Ceny na wietnamskich targowiskach były i są o połowę lub jedną trzecią niższe w porównaniu do sklepów, ale o jakości i dwuletniej gwarancji na głównie chiński produkt możemy zapomnieć.

Jednak emeryci i najsłabsze grupy społeczne, którzy obok Niemców są głównymi klientami Wietnamczyków, patrzą tylko na cenę. Natomiast pytanie: „Masz to od Wietnamczyków?”, jest dla uczniów obrazą, które łatwo może stać się powodem bójki.

Wraz z przystąpieniem Czech do UE dla wietnamskich sprzedawców nastały ciężkie czasy. Bruksela naciska, aby Praga ostro zwalczała podróbki światowych marek i towary niespełniające norm unijnych. W ostatnich dwóch latach policyjne obławy na wietnamskich targach stały się bardzo częste.

Kiedy pojawiają się policjanci i urzędnicy Izby Gospodarczej, wietnamscy sprzedawcy uciekają ze stoisk. Schwytani odpowiadają do kamery zawsze tak: „Nie mówię po czesku”. Policjanci pakują podrabiany towar, inspekcja nakłada kary, a na drugi dzień targowisko znów jest otwarte. Z nowym towarem i ewentualnie z nowymi sprzedawcami, gdyż większość Wietnamczyków nie jest właścicielami stoisk, lecz pracuje dla bogatszych wietnamskich bossów.

Małe Hanoi

Wielu Wietnamczyków na targowiskach zarobiło już wystarczająco dużo i chce zalegalizować swój pobyt w Czechach. To dlatego w ciągu ostatnich trzech lat powstały setki murowanych wietnamskich sklepów z artykułami spożywczymi i owocami. Od czeskich nie różnią się cenami, ale tym, że są otwarte non stop i nawet o północy mają świeże pieczywo.

Centrum wietnamskiej społeczności jest w Libusie na peryferiach Pragi, gdzie przed laty Wietnamczycy kupili olbrzymi teren należący do zbankrutowanych zakładów mięsnych.

To „Małe Hanoi”. Oprócz olbrzymich magazynów i sieci dużych hurtowni, z których dystrybuuje się towar dla całej wietnamskiej społeczności w Czechach, są tam restauracje, wietnamska szkoła, oddziały banków, biuro podróży, redakcje gazet i buddyjska świątynia. Tysiące Wietnamczyków pracuje tu i mieszka.

Niedawny pożar, podczas którego spłonęła część największej hali i towary za 100 mln koron (około 13 mln zł), był pierwszą po długim czasie okazją dla policji do wkroczenia na teren, gdzie spotyka się tylko wietnamskie napisy. – Nawet nie wiemy, ilu ich tam jest. Ale z pewnością tysiące – mówi burmistrz dzielnicy Praha-Libus.

Zamknięcie wietnamskiej społeczności (nie dotyczy młodszej generacji, która chodzi do czeskich szkół) wpływa na rozwój przestępczości. Zakłady produkujące papierosy, uprawy marihuany, rozlewnie nielegalnego alkoholu, burdele (tylko dla Wietnamczyków) i psie rzeźnie utwierdzają Czechów w przekonaniu, że za sukcesem wietnamskiej społeczności nie stoi tylko ciężka praca, lecz także wszechmocna mafia.

Pogarszająca się sytuacja gospodarcza Czechach, w której wyniku tysiące zadłużonych Wietnamczyków po wyrzuceniu z fabryk zostanie bez środków do życia, i frustracja wielu Czechów, którzy po latach prosperity wpadną w problemy, może przyczynić się do powstania nowych napięć, nowego rasizmu.

Pani Thi ze sklepiku w praskich Bohnicach mówi: – Wszystko źle. My chcieć tu żyć uczciwie. Co my sobie teraz zrobić? A co wy, Czesi, sobie tu zrobić bez nas, Wietnamczyków?

Czesi w Polsce i za granicą

Jak wcześniej podałem, Czesi niechętnie wyjeżdżają za granicę. Jeśli już jadą to na krótszy okres czasu. Ci, którzy są na emigracji, zwykle pozostają na obcej ziemi od wielu lat. Takie emigracje najczęściej spowodowane były nastaniem ery komunizmu.

Ukazane dane są jedynie orientacyjne (Czesi często nie rejestrują swych krótkich pobytów na obczyźnie) i pochodzą z czeskich ambasad i konsulatów w danych krajach. Dane 2008 rok.

zagr.jpg

*CZESI W POLSCE*

Podczas narodowego spisu powszechnego ludności w 2002 r., jako Czesi zadeklarowało się 386 obywateli Polski w tym:
w województwie łódzkim – 111
województwie śląskim – 61
województwie dolnośląskim – 47
województwie mazowieckim – 37

1.226 osób zadeklarowało używanie w domu języka czeskiego.

Ogólna charakterystyka mniejszości czeskiej:

Płeć:
mężczyźni – 42,23 %

kobiety – 57,77%

Polska i Czechy

Zadaję sobie pytanie, czy Czechy i Polska mają w Europie jakieś wspólne interesy. I natychmiast nasuwa się odpowiedź: tak – i w sprawach dwustronnych, i w ramach Unii Europejskiej, i w NATO.

Kiedy jednak trochę bliżej przyjrzeć się sprawie, okaże się, że tych interesów wcale nie jest aż tak wiele. Pomiędzy Czechami i Polską jest natomiast wiele różnic, które determinują ich cele w polityce międzynarodowej. Po pierwsze – inaczej układała się nasza historia przed upadkiem komunizmu. Liczne są różnice wyniesione z tamtego okresu. Po drugie – Czechy i Polska różnią się wielkością, sytuacją geopolityczną, strukturą gospodarki, a także rolą, jaką odgrywa w społeczeństwie religia. To wszystko sprawia, że inaczej patrzymy na rolę, jaką mamy do odegrania w Europie i czego innego się po samej Europie spodziewamy.

*Czesi – naród prowincjonalny*

Korzenie Czech sięgają głęboko w niemiecką przestrzeń kulturową, a później w mocarstwo habsburskie. Polska natomiast to kraj kilku tożsamości. Częściowo należy do Europy Środkowej, częściowo do regionu nadbałtyckiego, a po trosze do Europy Wschodniej, gdzie graniczy z Rosją.

Czechów w relacjach z niemieckojęzyczną częścią Europy interesuje głównie Wiedeń, Bawaria i Saksonia, dla Polski zaś głównym partnerem jest Berlin. Czesi nigdy nie mieli wyraźnych ambicji mocarstwowych. Nasze cele polityczne ograniczały się do przetrwania w przestrzeni, o którą rywalizowały duże mocarstwa europejskie, a nasza tożsamość narodowa formowała się defensywnie, głównie w relacjach z innymi.

Geopolitycznie Polacy bywali w porównywalnej sytuacji, ale ich podejście było zawsze inne. Nawet gdy byli zależni od dużych mocarstw, zawsze przejawiały się ich ambicje mocarstwowe. Polska tożsamość narodowa, w przeciwieństwie do czeskiej, w mniejszym stopniu tworzyła się jako odbicie tożsamości innych, zwłaszcza Niemców.

Czesi ze względu na swoją historię są właściwie narodem prowincjonalnym, któremu brak ambicji globalnych. W pewnym sensie boją się nawet „wielkiego świata”. Przeciętnego Czecha mało zajmuje to, co dzieje się poza obszarem czeskiej kotliny. Polacy natomiast są bardziej globalni. Uważają się – zapewne z racji swej liczebności oraz wielkości terytorium – za jednego z głównych rozgrywających w Europie.

Te różnice mają zasadnicze znaczenie. Cele polskiej polityki są i będą – i wobec Europy, i wobec Stanów Zjednoczonych – naturalnie bardziej ambitne. Polska właściwie nie potrzebuje współpracy regionalnej tak bardzo jak Czechy.

*Poznajmy się od nowa*

Wydaje się, że wejście Polski do UE zmieniło podejście Warszawy do współpracy w regionie. Polska jest dziś bardziej pewna siebie i zachowuje się tak, jakby nie potrzebowała już wsparcia ze strony pozostałych krajów wyszehradzkich.

Dla Polski partnerami w europejskiej grze są Hiszpania, Włochy, Francja lub Niemcy. Republika Czeska kieruje swoją uwagę na mniejsze kraje Europy Środkowej, takie jak Słowacja, Austria, Węgry lub Słowenia. Dlatego jest całkiem możliwe, że w przyszłości środkowoeuropejska współpraca będzie dotyczyła właśnie tych krajów, podczas gdy Polska – która ma więcej mieszkańców niż wszystkie te państwa razem wzięte – pozostanie na zewnątrz takiej regionalnej grupy.

Inna asymetria dotyczy struktury gospodarczej. Republika Czeska jest małym, przemysłowym krajem z dość efektywnym rolnictwem. W rolnictwie pracuje jedynie około pięciu procent ludności, podczas gdy w Polsce – aż 20 procent. Jest więc oczywiste, że interesy ekonomiczne Czech są inne od interesów Polski. Poza tym Republika Czeska jest w dużo większym stopniu krajem nastawionym na eksport.

W odróżnieniu od Polski Czechy nie mają dostępu do morza, choć to akurat może się okazać czynnikiem zbliżającym interesy obu krajów.

W przyszłości Polska mogłaby się stać dla Czech ważniejszym „morskim” partnerem, natomiast Republika Czeska – typowy kraj tranzytowy – partnerem Polski, ułatwiającym dostęp do środkowo- i południowoeuropejskich rynków.

A przecież są i inne pola potencjalnego współdziałania. W pewnych sytuacjach Polska mogłaby użyczyć całemu regionowi swej silnej międzynarodowej pozycji. Do tego byłaby jednak potrzebna aktywna koordynacja polityki zagranicznej. Wiele dałoby się też zrobić w sferze bezpieczeństwa.

Lecz aby bliższa współpraca w tych dziedzinach stała się możliwa, należałoby najpierw pokonać niektóre bariery powstałe po upadku komunizmu. Przed 1989 rokiem wielu Czechów śledziło wydarzenia w Polsce i na odwrót. Wiedza o sobie nawzajem – a zwłaszcza o życiu toczącym się w drugim obiegu – była częścią pasywnego oporu wobec reżimu komunistycznego.

Dziś przeciętny młody Czech jest lepiej poinformowany o wydarzeniach kulturalnych w USA lub Wielkiej Brytanii niż w Polsce. Podobnie młodzi Polacy mało wiedzą o tym, co się dzieje w Czechach. Żelazna kurtyna oddzielająca nas od Zachodu zniknęła, ale jej upadek stłumił zainteresowanie Czechów sytuacją w Polsce i na odwrót. A przecież lepsze wzajemne poznanie jest podstawowym warunkiem poważnej współpracy politycznej.

Przyglądajmy się uważnie, co teraz będzie się działo w naszej części kontynentu, bo następnych kilka lat zdecyduje o tym, czy Czechom do Polski będzie równie blisko jak do Austrii i Niemiec.

pehe.cz

Czeska hospoda

*wyszperane w sieci*

Kochani.
Z racji tego, że wielu z Was deklaruje chęć spędzenia okresu noworocznego właśnie w Czechach (szkoda, że wybieracie Pragę i tylko Pragę), przyda się Wam kilka rad jak zachować się w czeskiej gospodzie. Bo nie wyobrażam sobie być w Czechach i nie zajść na przynajmniej jednego z obfitą pianką….

EGALITARYZM

Ludzie dzielą się różnorako. Na wysokich i niskich. Grubych i chudych. Biednych i urzędników walczących z biedą itp.

W praskiej gospodzie podział jest znacznie prostszy – tu ludzie dzielą się na bogatych turystów i… wszystkich pozostałych. I tylko tak „sformatowane” są tutejsze knajpki. Zdarza się, co prawda, iz te bardziej bogobojne piwiarnie zostają czasami zaanektowane przez hordy pogan w postaci amerykańsko-rosyjsko-niemieckiego tłumu, wówczas przez chwilę panuje tam swoista schizofrenia, potem jednak górę zawsze biorą turyści. Przypadków odwrotnych (odbicie gospody z rąk turystów) nie zaobserwowaliśmy ale na szczęście owych Knajp Prawdziwych jest jeszcze w Pradze sporo.

W Polsce trudno byłoby znaleźć pub, który za swój uznaliby zarówno codzienni piwosze w starych swetrach, robotnicy wracający z pracy w swych kombinezonach, jaki i lokalni politycy w eleganckich garniturach czy lekarze w kitl… Nie, nie, też w garniturach. W Czechach, nie tylko, że wszyscy oni wejdą do tej samej knajpki, to jeszcze usiądą przy jednym stoliku zamawiając piwo i marynowaną kiełbaskę. Czeska gospoda jest przestrzenią równie publiczną, co ulica czy metro. Tutaj każdy może wstąpić i poczuć, że jest u siebie. Gdy brak wolnych stolików, nie krępujmy się do kogoś dosiąść, nie ma w tym nic niestosownego.

W „mentalności” czeskiej gospody nie istnieją też podziały na grupy wiekowe. 60-letni dziadkowie toczą tu żwawe rozmowy z 30-letnimi młokosami, a młody, początkujący kelner śmialo dosiada się na chwilę do stolika 40-letnich sztamgastów.

Egalitaryzm czeskiej knajpy polega też na tym, że przychodzą tu całe rodziny z małymi dziećmi i z… psami. Ale cóż to za psy! Sama łagodność i radość istnienia. Ot, siedzą sobie spokojnie przy stolikach i cieszą się widokiem przechodzących ludzi. Zawołane przeciągną sie leniwie, podbiegną i przywitają się opierając się na tobie przednimi łapami. Właściciel nie zareaguje bo wie, że ani pies ani gość gospody nie stanowią żadnego zagrożenia. Nie chce nam się wierzyć, by takie psy można bylo wychować nie podając im codziennie szklaneczki Velkopopovickiego Kozelka…

W czeskiej knajpie na pewno nie pogryzie was pies ale i – w przeciwieństwie do polskich lokali – nie spotkamy się tu z agresją ze strony współbiesiadników. Ludzie często tu dyskutują, spierają się czy wyzywają łagodnie per „ty vole”. Ale nigdy nie spotkaliśmy się z objawami agresji. Bo też, jak tu być agresywnym pijąc Budvara czy Svijanskie?

Będąc w czeskiej gospodzie, to również my tworzymy ów swoisty, naturalny ład. Ład nie zmieniany od pokoleń. Nie przynośmy zatem do piwnych świątyń naszych nawyków z dżungli polskiej knajpy. Oto krótki…

….BON TON DLA POCZĄTKUJĄCYCH I ŚREDNIOZAAWANSOWANYCH

1. Zaakceptujmy fakt, że w świątyniach piwa to kelnerowi – jako tutejszemu kapłanowi – przysługuje prawo do kaprysów i idiosynkrazji. Czescy kelnerzy stanowią szanowaną grupę społeczną i w większości knajp tworzą barwną galerię postaci. Osobiście, uwielbiamy obserwować ich pracę i największą radość sprawiają nam Kelnerzy Ekstremalni: kapryśni i apodyktyczni bądź nieśmiali i zahukani. Jednej i drugiej grupie należy się bezwzględny szacunek i posłuszeństwo.

2. Zamówmy piwo (lub, ostatecznie, inny napój) przed studiowaniem jidelnego listka. Inne zachowanie wprowadzi kelnera w niekłamany szok – jest bowiem zupełnie niespotykane.

3. Pamiętajmy, że w wielu Knajpach Wybitnych funkcjonuje nasze ukochane zjawisko – Ręka Boga. Nie czyńmy więc foch i awantur gdy piwo zostanie nam podane bez zamówienia. Układ ten funkcjonuje dla naszej wygody, nie zaś – by zedrzeć z nas pieniądze. Wszak czeskie piwo jest naprawdę tanie.

4. Zaakceptujmy każde towarzystwo, które pragnie się do nas dosiąść. Również to, zaopatrzone w dzieci i/lub psy. I korzystajmy z tego prawa – w wielu doskonałych knajpach jedyną szansą na pobyt i jest to, że możemy dosiąść się do każdego niezarezerwowanego stolika. Z radością zrobią nam trochę wolnego miejsca. Jak widać, korzyści z tego systemu są znacznie większe niż chwilowe niedogodności. Uwaga, jest rzeczą zupełnie naturalną by zamówić jedzenie nawet gdy tłok przy stoliku przypomina ten, w – za przeproszeniem – urzędzie skarbowym 30-ego kwietnia…

5. Dostosujmy się do godzin zamykania lokalu. Jeśli jest on zamykany o 22, to zapewne już o 21.57 nie będzie tu gości.

pivo.jpg

Polska oczami Czeszki

*NIEZMIERNIE CIEKAWY WYWIAD Z CZESZKĄ O POLAKACH – POLECAM*

Łukasz Grzesiczak: *Polska jest fajna?*

Lucie Kněžourková: Jak najbardziej. Przede wszystkim podoba mi się, że jesteście tak blisko, ale kultura jest zupełnie inna od naszej. Podziwiam polską dumę narodową i to, że interesuje was wasza historia, kultura.

Wydaję mi się, że Czesi więcej krytykują własną politykę czy kulturę, ale nic z tym nie robią. Żyją bardziej spokojnie – dla siebie i swojej rodziny. Natomiast Polacy, jak im się coś nie podoba, szykują się do czynu. I tutaj nie chodzi tylko o rewolucje, ale o codzienne sprawy.

Z drugie strony czuję w Polsce też coś wschodniego…

*Wschodniego?*

Wystarczy wybrać się w podróż po Polsce – już te same odległości są takie zaskakujące. Z okna pociągu widać niekiedy pole i parę domów. To wszystko.

Drugą rzeczą – może trochę śmieszną, ale dla mnie ważną – jest sposób picia: wódka jest wschodnia, wino i piwo zachodnie. Na ulicach miast w nocy człowiek czuje, czy jest pijany wódką, czy winem.

W Polsce czuję pewną atmosferę, której nie ma w Czechach, czy też miastach niemieckich i francuskich.

*Wiele osób uważa, ze Czesi i Polacy są bardzo podobni do siebie. To prawda?*

Przeciwnie. Czesi są bardziej spokojni, tolerancyjni wobec innych wyznań. Dużo Czechów traktuje Polskę jako ziemie pełną radykalnych katolików. W czeskich mediach w kontekście Polski mówi się o zakazie aborcji lub negatywnym stosunku do homoseksualistów.

Czesi nie chcą opuszczać swojego kraju na dłuższy czas. Polacy natomiast masowo wyjeżdżają za pracą i często zostają tam na zawsze.

*Na temat naszych narodów panują wzajemne stereotypy, które wydają się najbardziej szkodliwe?*

Czesi często traktują Polskę jakby ciągle panował w niej komunizm, nie interesuje ich zmiana kraju po ‘89 roku. Dziś dużo Polaków pracuje w Czechach i stereotypy związane z Ukraińcami łączą się teraz z Polakami. Ludzie widzą w Polakach konkurencję, ponieważ często robią za mało pieniędzy to, czego Czesi robić nie chcą.

W kręgach intelektualnych panowało i panuje zainteresowanie Polską – pisarzami i waszą kulturą. Trzeba zdawać sobie sprawę, że przeciętny Czech zna Polskę z czeskich gazet, w których piszą przede wszystkim o antysemickich wypowiedziach ks. Rydzyka.

*W Polsce panuje stereotyp Czecha jako ateisty, tchórza i Szwejka*

Czesi dobrze o tym wiedzą  –  Szwejkami nazywa nas połowa Europy. Z tym jest znów związany nasz stosunek do własnej historii – kompleks braku czynu. O tych, którzy się bronili (i nie było ich mało) się zapomina.

*Powszechnie uważa się, że język polski i język czeski są do siebie bardzo podobne. Czy to podobieństwo nie potrafi być czasem zgubne?*

Większość Polaków i Czechów te podobieństwa często śmieszą. Dla polonisty są oczywiście pewne problemy z gramatyką i słownictwem – jest dużo tzw. fałszywych przyjaciół, słów, które wyglądają tak samo, ale znaczy coś innego. Na przykład „czerstwa bułka” znaczy po czesku świeża, a po polsku stara. Ale kiedy tylko ma sie ochotę, można się porozumieć. Nie lubię, kiedy Czesi w Polsce czy Polacy w Czechach mówią po angielsku. Są to przecież języki zachodniosłowiańskie!

*Pokolenie naszych rodziców – czeska Karta77 i polski KOR – współpracowało ze sobą, interesowali się wzajemnie swoją historią, kultura. Dziś to zainteresowanie jakby ucichło. Dlaczego?*

Temu sprzyjały warunki historyczne. Czesi na wzór KOR-u zrobili Kartę 77, czytali książki wydawane w polskich wydawnictwach – polskie czy też tłumaczenia zachodnich książek, których w Czechach nie było. Dziś jesteśmy bardziej zapatrzeni na Zachód niż na siebie. Po ‘89 mogliśmy podróżować po całej Europie i trudno się dziwić np. mojej mamie, która chce zobaczyć Paryż, Londyn oraz Atlantyk, a nie Bałtyk, który kojarzy jej się ze starymi czasami.

*Nie zatraciliśmy gdzieś tej wielkiej szansy jaką mogła być Europa Środkowa. Václav Havel w „Sile bezsilnej” pisał o trzeciej drodze, o bogatej kulturowo Europie Środkowej*

Rzeczywiście tej szansy nie wykorzystaliśmy, ale to nie znaczy, że dziś jest brak komunikacji między naszymi krajami – te kontakty przebiegają raczej po drodze osobistej, przykładem jest przyjaźń Andrzeja Stasiuka i Jáchyma Topola.

*Dziś Petrovi Pithartovi – legendzie czeskiej opozycji – Europa Środkowa przypomina stale powiększający się parking. Wszędzie te same Mc Donaldy, te same sklepy… Zwyciężyła amerykanizacja i homogenizacja kultury*

Wierzę w to, że trzeba więcej czasu. Nasza generacja już jest inna, moi przyjaciele szukają już czegoś innego, podróżują po Europie Wschodniej. I nasze dzieci będą otwarte, zobaczą, że nie wystarczy tylko mieć dużo pieniędzy, ale że ważne jest też otoczenie człowieka – przestrzeń miasta oraz natura.

Rozmawiał Łukasz Grzesiczak
Zdjęcie: Roman Zakopal

Lucie Kněžourková – polonistka i komparatystka. Publikuje teksty o Polsce i polskiej literaturze w najważniejszych czeskich dziennikach i tygodnikach. Współpracuje z poznańskim komiksowym projektem Central European Comics Art. Mieszka w Pradze.

(Tekst ukazał się w Dzienniku Zachodnim)

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑