5 powodów, dlaczego warto kibicować Czechom

Agitacja na rzecz czechofilstwa nie ustaje. Oprócz dzisiejszego nawoływania do czwartkowego spotkania w TVN24, mój apel pojawi się również dziś wieczorem w Czeskiej Telewizji.

Tym czasem na Krakowskim Przedmieściu rozstawiła się „Czeska Fanambasada”, w której rodowici Czesi rozdają ulotki, flagi i oprócz nawoływania do kibicowania, zapraszają do Republiki Czeskiej.

Dlaczego warto kibicować Czechom?

1. Przede wszystkim dlatego, że Polacy odpadli już z rozgrywek, a Czesi są naszymi najbliższymi sąsiadami, zarówno pod względem kulturowym, jak też językowym.

2. Żeby pokazać Czechom, jak fajnie potrafi być w Warszawie/Polsce. Wielu Czechów będzie tutaj po raz pierwszy,trzeba im pokazać, że oprócz sympatycznych ludzi, mamy fajne miasto/kraj.
3. Za to, że Czesi nas wspierali w eliminacjach do ćwierćfinału, że zamiast przeciwników widzieli w nas braci.
4. Czesi to wesoły naród. Kibicując z nimi nie dość że zarażą nas swym podejściem do życia, to jeszcze lepiej się nawzajem poznamy.
5. Czesi nie są faworytami tych mistrzostw, ale potrafią zaskakiwać. Może gdy będziemy im kibicować jeszcze nie raz nas czymś w tym turnieju zaskoczą?

Najazd Czechów na Warszawę?

Czechofile! Pisze o nas dzisiejsza Gazeta Wyborcza!  Oto artykuł:

Przed nami ćwierćfinałowy mecz Euro 2012 na Stadionie Narodowym. Zagrają piłkarze Czech i Portugalii. Do Warszawy przyjadą z tych krajów tysiące kibiców. Jak ich przywitamy?

„Jak już wiecie, Czesi będą grać w ćwierćfinale EURO z Portugalią w Warszawie 21 czerwca! Wpadłem na pomysł, że skoro czechofilów w Warszawie jest tak wielu, moglibyśmy spotkać się w strefie kibica, by kibicować naszym braciom. Mam nadzieję, że na ten mecz przyjedzie choć garstka Czechów i łącząc się z nimi, pokażemy siłę biało-niebiesko-czerwonych!” – napisał Mariusz Bujnowski na swoim blogu „Czechofil.wordpress.com„.

Flagi i bojowe okrzyki

Namawia, by spotkać się o godz. 19.30 przy wejściu do strefy od stacji metra Centrum. – Bierzemy flagi, szaliki, koszulki, co kto ma. I kibicujemy tak jak Polakom z tym, że tym razem nasze krzyki mają wspomóc braci Czechów – zachęca bloger.

Chodzi o bojowe hasła, które podobno zna każdy czechofil: „Kdo neskáče není Čech, Hop Hop Hop!” (Kto nie skacze, ten nie Czech), „ČEŠI, DO TOHO!” (Czesi do boju!), albo nie wymagające tłumaczenia: „Ole, ole, ole, ole vyhrajeme, vyhrajeme!”.

Ilu Czechów przyjedzie do Warszawy, jeszcze nie wiadomo. Dominika Prejdová z Czeskiego Centrum twierdzi, że najazdu nie będzie. – Oni cenią sobie prywatność. Wolą kibicować w domach lub pubach – mówi.

Z kolei koordynująca przebieg mistrzostw w Polsce spółka PL2012 szacuje, że będziemy gościć ok. 20 tys. Czechów. Tomasz Maćkowiak, przed laty korespondent „Gazety Wyborczej” w Pradze, zwraca uwagę, że warszawiacy, myśląc stereotypowo, spodziewają się przyjazdu przyjaznych wesołków. Tymczasem wśród czeskich kibiców są agresywni skini, którzy nie mają poczucia humoru na swoim punkcie. Ale do Wrocławia, gdzie dotąd grali Czesi, rozrabiacy z ich kraju nie przyjechali. Nasz wrocławski dziennikarz Jacek Harłukowicz zapewnia, że Czesi wprowadzali radosną atmosferę i znakomicie się bawili.

– Ja się cieszę, że przyjadą do Warszawy! – mówi Mariusz Surosz autor piszący o Czechach. W dniu meczu będzie w Pradze. Transmisje obejrzy w gospodzie, kibicując Czechom. – Ostatnio z powodu Euro w czeskich mediach było pełno Wrocławia – opowiada. – Mnóstwo artykułów. Chciałbym teraz, aby Czesi zobaczyli Warszawę, bo z mojego doświadczenia wiem, że ona robi na nich wrażenie.

(…)

Piwo na radość i smutek

Do przyjęcia kibiców gotuje się też pub Czeska Baszta na szlaku prowadzącym na stadion, w jednej z wieżyc mostu Poniatowskiego. – Jak mawiają Czesi: żeby się napić, są zawsze dwa powody – radość albo smutek. Zatem wygrają, czy przegrają, Czesi przyjdą na piwko – przewiduje Karol, współwłaściciel pubu. – Mamy piwa z rodzinnych czeskich browarów: Konieek Vojkovice, Valašek Vestin, Qasek Ostrava, Kocour Varnsporf, Kout na šumave – wylicza drugi współwłaściciel pubu, też Karol. A do piwa zakąski: utopenec (po polsku topielec, czyli kiełbasa w marynacie), nakládany hermel~n – marynowany ser pleśniowy, to Czechom się podoba.

W czasie Euro po meczach właściciele wychodzą na most i zapraszają kibiców. – W sobotę i u Rosjan, i u Polaków nastroje były niemrawe. Ciężko było namówić na piwko – wspominają. – W czwartek nie będzie problemu. Czesi nie odmówią – cieszą się dwaj panowie Karolowie. Zapraszać będą po czesku.

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,11965202,W_czwartek_cwiercfinal_na_Narodowym__Kogo_wesprzemy_.html

Dwa dodatkowe pociągi wyślą Czesi na czwartkowy mecz Euro 2012 w Warszawie. Spodziewane są też dodatkowe samoloty.

Według Mikołaja Piotrowskiego ze spółki PL.2012 na ćwierćfinał Czechy – Portugalia ma przyjechać ponad 20 tys. kibiców zza naszej południowej granicy – głównie pociągami, autokarami i samochodami. Koleje Czeskie reklamują już specjalne pociągi z atrakcjami dla kibiców. Jeden wyjedzie z Pragi, drugi – z Brna. W każdym będzie blisko 700 miejsc. Oprócz tego z Pragi do Warszawy kursują dwa zwykłe pociągi (dzienny i nocny) oraz składy z Wiednia przez wschodnie Czechy.

Dla podróżujących w grupach najtańszy może się okazać dojazd samochodem. Dlatego Mikołaj Piotrowski spodziewa się, że w czwartek szczególnie przydadzą się parkingi przesiadkowe na obrzeżach Warszawy. Dotychczas auta zostawiało tam niewiele osób.

Pójdźmy kibicować Czechom!

Jak już wiecie, Czesi będą grać w ćwierćfinale EURO z Portugalią w Warszawie 21 czerwca!

Wpadłem na pomysł, że skoro Czechofilów w Warszawie jest tak wielu, moglibyśmy spotkać się w Strefie Kibica, żeby kibicować naszym braciom.  Mam nadzieję, że na ten mecz przyjedzie choć garstka Czechów, którzy aktualnie przebywają we Wrocławiu i łącząc się z nimi w warszawskiej Fun Zonie pokażemy siłę biało-niebiesko-czerwonych!

Proponuję zaopatrzyć się w czeskie barwy narodowe i umówić się na 19:30 przy wejściu do Fun Zone od strony Patelni (wejścia do metra).

Ja wraz ze znajomymi będę na pewno, nie może Was zabraknąć.

Po wygranym ( a jakże) przez Czechów meczu, wybierzemy się do jakiegoś pubu na czeskie piwo.

Wierzę, że dołączą do nas rodowici Czesi. Pokażmy im, że umiemy ich ugościć lepiej niż właściciele pewnej restauracji… (zdjęcie poniżej)

Czesi ograli Polaków

Czesi ograli Polaków

Dobra wiadomość dla wszystkich warszawskich Czechofilów:

 Czesi pojawią się w Warszawie na Stadionie Narodowym podczas ćwierćfinałów 21 czerwca! 

To miał być mecz o wszystko! I był. Wszystko przegraliśmy. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Myślę, że jest to już profesja Polaków – nam udaje się tylko partaczyć.

Pójście do Strefy Kibica w Warszawie z czeską flagą i koszulką w biało-czerowno-niebieskich barwach uważam za wyczyn. Wszak ponad 100 tys. ludzi kibicowało Polakom, a nie Czechom. Żeby nie było tak pesymistycznie wziąłem ze sobą również polską flagę. Przyznam, że widząc żywiołowość takiego tłumu bałem się wyciągać proporzec naszych południowych sąsiadów. Zaczęło się…

Pierwszy gwizdek i pierwsza zmarnowana akcja Polaków. Takich akcji, na szczęście Czechów, było kilka. Wszystkie zmarnowane. Polacy tracili piłkę, kibice krzyczeli, a ja stałem spokojnie. Po drugiej połowie emocje sięgnęły zenitu. Sercem byłem z Czechami, rozum był za Polakami.

Widząc kolejne faule i brak siły Polaków narastała we mnie złość, że coś zaczyna się pieprzyć: zamiast wziąć się do roboty, nasi piłkarze latają nieudolnie za tą piłką. Czułem nosem, że Czesi to wykorzystają. 100 tysięcy kibiców w FanZonie wstrzymało oddech, gdy gola Czechom strzelił Petr Jiráček. Wtedy odruchowo podniosłem ręce do góry i zacząłem krzyczeć. Sam jedyny.

gol.jpg

Jęk zawodu przeszył Strefę Kibica. Wśród stu tysięcy smutnych twarzy jedna była roześmiana – moja.

Mały kraj wciśnięty w górskie kotliny pokazał swą siłę. Po raz kolejny w swej historii Polacy dali się wydymać. Tym razem przez braci Czechów.

lol.jpg

foto: internet

Szukamy Czechofilów do badania!

*Pani Veronika Czeszka studiująca na Uniwersytecie w Olomouc poszukuje 15 – 20 osób chętnych wziąć udział w anonimowym badaniu dotyczącym czechofilii*

Poszukujemy przede wszystkim osób z Warszawy, które kiedykolwiek wzięły udział w organizowanym przeze mnie Zlocie.

Inni warszawscy Czechofile też są mile widziani.

Badanie odbyłoby się w połowie sierpnia w Warszawie i trwałoby dwie godziny. Miałoby charakter swobodnej rozmowy.

Jeżeli macie ochotę wziąć udział w tym badaniu i pomóc w tworzeniu pracy, która będzie pierwszą taką w Republice Czeskiej…

…wyślijcie mi maila na
vesna.mikulova@gmail.com

Zgłoszenie powinno zawierać Imię, nazwisko oraz telefon kandydata.

Badanie jest bezpłatne oraz anonimowe.

Czechofile, do dzieła! :)

plcz.JPG

řezané pivo

P5260020.JPG

Czy żeby zrobić řezané pivo trzeba być mistrzem sztuki barmańskiej? Nie wiem. Wiem na pewno, że efekt jest powalający i spodoba się każdemu piwoszowi.

rezane.jpg

Barman w Czeskiej Piwnicy w Lublinie opanował sztukę lania rżniętego piwa do perfekcji. Mieliśmy niezłą zabawę czekając kiedy w końcu skończy się jasna barwa i przebijemy się do ciemnego piwa. Za żadne skarby piwo nie chciało się wymieszać, a jasna warstwa „tańczyła” na tej ciemnej.

#!

blog-rezak.jpg

Euforia minęła, gdy zacząłem zastanawiać się kto wymyślił polską nazwę tego specjału.

A na deser Modra Luna – piwo jagodowe! :)

modra.jpg

Dlaczego Czechosłowacja się rozpadła?

W 1990 r nikt nie podejrzewał, że w przeciągu dwóch lat państwo czechosłowackie, którego tradycje sięgały początków XX wieku, zniknie z mapy Europy, robiąc miejsce dla Czech i Słowacji.
O co poszło?
O ambicje dwóch polityków i… myślnik w nazwie.

Czesi i Słowacy z entuzjazmem obalili komunizm, a w pierwszych wolnych wyborach do wspólnego parlamentu (Zgromadzenia Federalnego) zwyciężyły partie byłych dysydentów.  Początkowo nikt nie myślał o problemach narodowych – były ważniejsze problemy do rozwiązania, niż nie do końca uczciwie ułożone relacje pomiędzy Czechami i Słowakami. Temat ten niespodziewanie wysunął się na pierwszy plan 30 marca 1990 roku.

Myślniki…

Wtedy to w parlamencie rozpoczęła się debata nad nową nazwą państwa. O dziwo przedstawiciele dwóch narodów nie byli w stanie dojść do porozumienia w tej zupełnie
podstawowej sprawie.

Słowacy opowiadali się za Czecho-Słowacką Republiką Federacyjną. Myślnik miał podkreślać równorzędność obu republik i narodów.

Czechom takie nowatorstwo się nie podobało, jako wydumane i przeczące tradycji. Zawsze żyli w Czechosłowacji i chcieli, by tak zostało!

Efekt?

Czechosłowacja została chyba jedynym w dziejach najnowszym państwem posiadającym dwie oficjalne nazwy.

Dla Czechów była to odtąd Czechosłowacka Republika Federacyjna.

Dla Słowaków: Czecho-Słowacka Republika Federacyjna.

To absurdalne rozwiązanie obowiązywało tylko przez kilka miesięcy, ale wystarczyło, by burza rozszalała się na dobre.

…i ambicje

Przede wszystkim w obu republikach dominującą pozycję uzyskali niezwykle ambitni politycy, którzy z nikim nie chcieli dzielić się władzą. Po stronie słowackiej był to odwołujący się do nacjonalistycznej retoryki Vladimír Mečiar. W Czechach podobnymi ambicjami wykazał się Václav Klaus.

Obaj byli rozłamowcami – rozsadzili od wewnątrz swoje partie, by przy wykorzystaniu radykalnych haseł ugrać więcej głosów w kolejnych wyborach. Obaj też uwierzyli, że najłatwiej osiągną ten cel poprzez odwoływanie się do tematu konfliktu czesko-słowackiego. Na Słowacji rzeczywiście nie brakowało głosów, że Czesi celowo spychają Słowaków na margines w polityce i gospodarce. Z kolei wielu Czechów miało dość „dopłacania” do biedniejszych sąsiadów ze wschodu.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o „Historię powszechną 1989-2011” Andrzeja Chwalby (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011).

Jak pisze Lech Kościelak w książce „Historia Słowacji”
kolejne wybory do wspólnego parlamentu – 5/6 czerwca 1992 r – wygrały partie  niewykazujące determinacji w obronie Czecho-Słowacji lub wręcz niezainteresowane jej utrzymaniem. Na Słowacji zwyciężył Ruch na Rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) z Vladimírem Mečiarem na czele.
W Czechach – Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS) Václava Klausa. Zarówno Mečiar, jak i Klaus chcieli rządzić,a to w pojedynczym państwie nie było możliwe. Póki co Klaus i Mečiar zostali premierami republik wchodzących w skład Czechosłowacji i rozpoczęli… krótkie, niepubliczne negocjacje.

Rozmowy toczyły się w pewnym sensie na gruncie neutralnym – pisze Lech Kościelniak – bo w słynnej modernistycznej willi Tugendhat w Brnie na Morawach. Po kilku rundach rozmów V. Mečiar i V. Klaus zadecydowali o szczegółach podziału wspólnego organizmu i powołaniu dwóch państw narodowych.

A ludzi nikt nie zapytał o zdanie

O północy z 31 grudnia 1992 roku na 1 stycznia 1993 Czechosłowacja przestała istnieć, a jej majątek został podzielony pomiędzy Czechy i Słowację w stosunku 2:1.
Pomimo nawoływań prezydenta Czechosłowacji Václava Havla,dwaj premierzy nie zgodzili się na zorganizowa-
nie referendum w sprawie podziału państwa. Zresztą, Havel stracił w lipcu 1992 roku stanowisko ze względu na sprzeciw Słowaków wobec jego kandydatury. Żadnego kolejnego, wspólnego prezydenta już nie wybrano.

A dlaczego Klaus i Mečiar sprzeciwili się referendum w tak ważnej sprawie? Bo w wolnym głosowaniu pomysł podzielenia państwa upadłby z kretesem. Jak słusznie zauważa Andrzej Chwalba w książce „Historia powszechna
1989-2011” relacje między obu narodami były w kolejnych latach dobre, a nawet bardzo dobre. Czeska skoda równie dobrze sprzedawała się w Czechach, jak i na Słowacji. (…) Czesi chętnie studiowali w Bratysławie, a Słowacy jeszcze chętniej w Pradze (…). W rankingach popularności narodów (…) Czesi wygrywali na Słowacji, a Słowacy w Czechach.

Dzisiaj według sondaży tylko 1/3 Czechów i Słowaków jest zadowolona z rozpadu Czechosłowacji. Także w 1992 roku wyraźna, ale jednak mniejszość opowiadała się za usamodzielnieniem Czech i Słowacji. No ale politycy nie zapytali ludzi o zdanie. I obaj dobrze na tym wyszli: Mečiar przez cztery lata rządził Słowacją. Z kolei Klaus przez pięć lat był premierem Czech, przez cztery przewodniczącym parlamentu, a od 2003 roku piastuje urząd prezydenta republiki.

Źródła:
Andrzej Chwalba, Historia powszechna 1989-2011, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011.

Lecz Kościelniak, Historia Słowacji, Ossolineum, 2010.

Autor: Kamil Janicki

ciekawostkihistoryczne.pl/(…)dlaczego-czechoslowacj…

Karlovy Vary

*Oprócz pięknej Pragi, czekały też nas inne miasta Republiki Czeskiej. Wszak jest to bardzo atrakcyjny kraj. Tym razem wsiedliśmy w autobus by za godzinę podziwiać Karlovy Vary*

P5010902.JPG

Dużo się naczytałem o tym miejscu w internecie, wiele opinii słyszałem i wiele zdjęć obejrzałem. Ale nie ma to jak zwiedzanie na żywo. Podobno miasto w połowie jest czeskie, a w połowie rosyjskie. Coś w tym jest, bo Rosjanie zrobili istny nalot na ten kurort. Było ich słychać niemal wszędzie, każda sklepowa witryna miała rosyjski napis.

Wprost nie mogę w to uwierzyć, że są tak piękne miejsca na ziemi, jak na przykład Karlovy Vary. Bogactwo architektury powala, każda kamienica jest starannie odrestaurowana, chodniki równe, trawka przystrzyżona. Wirtyny sklepowe uginają się pod ciężarem kryształów, biżuterii i pamiątek. O dziwo nie Krecików, ale matrioszek! Na każdym kroku widzimy ujęcia gorącej (55 stopni C.) wody pitnej, skąd turyści ją czerpią specjalnymi kubeczkami (za 189 koron). Ceny w restauracjach powalają na kolana zwykłego śmiertelnika, a na domiar złego, w tym upale nie mogliśmy znaleźć żadnego sklepu spożywczego, żeby sobie kupić chociaż butelkę karlovarskiej wody Mattoni. Na szczęście trafiliśmy na stoisko, gdzie sprzedawano zielone piwo! Rzeczywiście jest bardzo zielone i pyszne!

DSC03510.JPG

Gdy obeszliśmy część reprezentacyjną, nadszedł czas na wjazd kolejką na szczyt wieży widokowej. Kolejna wieża i kolejne zachwyty. Głód spowodował, że długo tam nie siedzieliśmy. W pośpiechu szukaliśmy taniej restauracji z czeską kuchnią. Trafiliśmy na taką na przeciwko dworca PKS w budynku marketu Albert. Dania były tanie, smaczne, a panie obsługujące bardzo miłe. Pochwaliły moje umiejętności językowe, co po takiej przerwie w mówieniu, uważam za ogromny komplement. Z radości zamówiłem sobie aż dwa obiady. Po obiedzie relaks pod chmurką na trawie i powrót do Pragi.

P5010996.JPG
P5010987.JPG

Kilka faktów o Karlowych Warach:

Karlowe Wary znane są także z:
– Likieru „Becherovka”
Dwieście lat temu przyjechał do Karlowych Warów hrabia Pletennberg-Mietingen wraz z osobistym lekarzem Anglikiem Frobrigiem. Zatrzymał się w należącym do Becherów domu „Pod trzema srokami”. Była tu także apteka prowadzona przez Josefa, głowę rodziny. Doktor Frobrig, który nudził się w miasteczku, zaczął ją odwiedzać coraz częściej. Obydwu panów interesowały bowiem zioła, olejki aromatyczne i alkohol. A dokładniej – sposoby ich mieszania. Wyjeżdżając z Karlowych Warów, Frobrig pozostawił Becherowi pomiętą kartkę papieru z kilkunastoma słowami. Ten jeszcze przez dwa lata doskonalił recepturę. W 1807 roku zaczęto sprzedawać Carlsbad (niemiecki odpowiednik nazwy uzdrowiska) English Biters – „krople” znane dziś jako becherovka.
MUZEUM BEHEROVKI

P5011013.JPG

– Festiwalu Filmowego w Karlowych Warach odbywającego się od 1946 roku, którego główną nagrodą jest Kryształowy Glob.
– Przemysłu szklanego (huta szkła Moser)
– Rękodzieła artystycznego (koronczarstwo)
– W Karlowych Warach znajduje się najstarsze pole golfowe w Czechach z osiemnastoma dołkami.

P5010923.JPG
P5010924.JPG
P5010925.JPG
P5010927.JPG
P5010931.JPG
P5010948.JPG
P5010955.JPG
P5010964.JPG
P5010903.JPGP5010907.JPGP5010909.JPGP5010910.JPGP5010913.JPGP5010914.JPGP5010916.JPGP5010919.JPGP5010921.JPGP5010922.JPG

Liberec

P5021155.JPG

Podczas naszej czeskiej majówki mieliśmy do wyboru dwie wycieczki poza Pragę. Zamiast Czeskiego Krumlova (gdzie już byłem) wybraliśmy się do Liberca.

W sumie nie byłem przekonany do tego kierunku. Zmieniłem zdanie, gdy okazało się, że Student Agency wprowadza na ten kierunek promocyjne ceny. Później przypomniało mi się, że to właśnie w Libercu dzieje się akcja filmu oraz książki Jaroslava Rudisa „Grandhotel”. Od teraz nie mogłem doczekać się wejścia na szczyt góry Ještěd.

P5021095.JPG

Na początku buszowaliśmy po centrum handlowym, a stamtąd przeszliśmy na rynek, by podziwiać niesamowicie piękną budowlę Ratusza. Właściwie Liberec kojarzy się tylko z górą Ještěd oraz właśnie ze wspomnianym ratuszem. Powstał on w 1893 roku i został zaprojektowany na wzór wiedeński przez Franza Neumanna. Neorenesansowa budowla wprost powala na kolana. Z balkonu Ratusza przez dziesiątki lat przemawiało wielu władców i decydentów (m.in.: oprócz cesarza Franciszka Józefa także prezydenci Edvard Beneš oraz Vaclav Havel). 50 procent zdjęć z Liberca to właśnie zdjęcia ratusza. Rynek na którym się ten ratusz znajduje, też jest całkiem przyjemny.

P5021102.JPG
P5021113.JPG

W centrum informacji turystycznej dostaliśmy foldery po polsku. Pracownica poleciła nam zobaczyć stare DOMKI WALDSZTEJNSKIE (VALDŠTEJNSKÉ DOMKY). Znajdują się w uliczce Wietrnej i są najstarszymi zachowanymi domami w Libercu. – Pochodzą z lat 1678-81 i są dzisiaj jedyną pamiątką klasycznych mieszczańskich domów, które kiedyś zdobiły całe Nowe Miasto.

P5021128.JPG

Po tej małej wycieczce po mieście, nadszedł czas na Ještěd. Do góry prowadzi linia tramwajowa numer 3, która wiedzie wśród osiedli mieszkaniowych, a później także wśród pagórków, by zatrzymać się niedaleko góry.

P5021134.JPG

Im bliżej celu, tym więcej turystów, praktycznie samych Polaków, którzy bilet na wjazd kupują w ten sposób, że drą się ile im tylko natura siły dała do biednej pani w kasie, że „chcą tam i z powrotem!!!” Postanowiliśmy wjechać kolejką na sam szczyt. W kabinie sami Polacy oraz jeden Czech – pan motorniczy.

P5021139.JPG

Było strasznie wysoko, toteż jedna pani prawie wymiotowała w kabinie. Na szczęście obyło się bez rewelacji i wysiedliśmy na szczycie na wysokości 1012 m n.p.m. Niesamowite widoki i rewelacyjna widoczność. Dopiero jak wjechałem na szczyt przypomniało mi się, że to właśnie TU kręcono film Grandhotel. Ta sama recepcja, ta sama restauracja, ta sama wieża!

P5021171.JPG

Usiadłem nawet przy tym samym restauracyjnym stoliku co Fleischmann, główny bohater wspomnianego filmu. Niestety młoda kelnerka była bardzo nieuprzejma.

P5021141.JPG

Na szczycie spędziliśmy ponad godzinę. Najbardziej podobało mi się, że tak wysoko docierał zasięg wszystkich polskich sieci komórkowych i mogłem sobie zadzwonić do rodziny i przyjaciół. Oprócz tego odbierały wszystkie polskie i niemieckie stacje radiowe, które na dole pod góra już znikły. Gdy zeszliśmy piechotą na dół, byliśmy tak zmęczeni, że kufel Čapovanej Kofoli w pobliskiej restauracji smakował tak dobrze, jak nigdy wcześniej.

P5021150.JPG

Liberec to bardzo fajne miejsce, w sam raz na jednodniową wycieczkę.

P5021116.JPG
P5021179.JPG
P5021181.JPG
P5021124.JPG
P5021097.JPG

Majówka w Pradze

Tym razem obiecałem sobie, że na majówkę do Pragi pojadę nie sam, ale ze znajomymi. Planowanie i załatwianie wszystkiego zaczęło się już od stycznia. Wiedziałem, że najtrudniej będzie ogarnąć ludzi, dlatego już od stycznia suszyłem im głowę. Zarezerwowanie hostelu i biletów pozostawiłem na sobie. Niesamowite jak dłużył się czas od stycznia do maja i smutne, że tak szybko minęło te sześć dni…

P4280683.JPG

Plan był taki, że całe trzy dni (i noce) intensywnie zwiedzamy Pragę – wszak z całej sześcioosobowej grupy tylko ja kiedykolwiek byłem w tym pięknym mieście. Program zwiedzania to były typowo przewodnikowe trasy, takie praskie standardy. Od Prasznej Brany przez Orloja do Mostu Karola, na Hradczanach kończąc. Nie będę się tu rozpisywać nad pięknem kamienic i architektury, bo każdy kto tam był wie o czym mówię. Napiszę może, że moi przyjaciele byli wielce zadowoleni z faktu, że przy tak pięknej pogodzie można się w spokoju napić Czarnego Kozelka pod gołym niebem. Oczywiście dla smaku i lepszego trawienia po obfitym typowo czeskim obiedzie. Kumpli zaskoczył ogrom turystów ze wszystkich stron świata, zaczęły się porównywania do prowincjonalnej w tej kwestii Warszawy. Nagle, tak obcy dla nich kraj stał się tym ulubionym, gdzie Polak może się czuć jak w raju, bez mandatów za picie w miejscu publicznym, bez kup na trawnikach, ze smaczną kuchnią no i przede wszystkim z nowościami na sklepowych półkach.

P4280691.JPG

Dziwne, że my Polacy tak nie lubimy nowości. To u nas nie przyjęła się Kofola ani żadne smakowe napoje, od których aż roi się w Czechach. Mowa tu oczywiście o wszystkich egzotycznych smakach Fanty (np.: truskawkowa i kiwi). Nie mamy też tylu smaków czekolady. Teraz wyszła limitowana edycja gruszkowej i malinowej Studenckiej. A gdzie u nas Milka z nadzieniem o smaku znanego alkoholu? Gdzie u nas Coca-Cola wiśniowo-waniliowa? Gdzie w Polscę dostanę 2-litrową CherryCoke? Jednak największym hitem wyjazdu okazał się Ketchup Curry, który był dodawany wraz z Vaclavskou Kloubasou na Vaclavskim Namesti. W hipermarkecie ostała się tylko jedna butelka, niestety muszę obejść się smakiem albo zrobić sobie samemu ten specjał.

P4280698.JPG
P4280717.JPG

Od samego przyjazdu informowałem znajomych, że w Republice obiady jada się bardzo wcześnie, dla Polaka zdecydowanie za wcześnie. Była wrzawa, że „o 13:00 to ja jeszcze nie będę głodna”, jednak cena 79 koron za obiad właśnie w tych wczesnych porach zrobiła swoje i każdy był głodny już o 12:00. A obiady wybieraliśmy zawsze te kojarzone z Republiką: Svićkovou, Knedliky i róznego rodzaju gulasze. Wszystkim smakowało.

P4280727.JPG
P4280745.JPG

W ciągu trzech dni w Pradze udało się nam jeszcze wjechać na Petřín, Žižkovskou televizní věž, zobaczyć zachód słońca na Wzgórzu Vyšehrad i przejść się nocą po Moście Karola. Nocna Praga oszałamia pięknością. Niestety liczba Polaków na metr kwadratowy mostu przekracza chyba gęstość zaludnienia w Bangkoku. Głośne ich śmiechy i przekleństwa ( przecież Czesi to rozumieją) skutecznie przypinały nam odpowiednią łatkę… Grupa piętnastu Polaków rozsiadła się w kółku pod pomnikiem Jana Husa na Staromestkim Namesti, postawili przed sobą ruskie szampany, morze piwa i rycząc  wniebogłosy dawali wszystkim o sobie znać. Polak przecież musi się wszędzie pokazać. Brakowało biedakom tylko ogniska i kiełbasek.

P4280749.JPG
P4290784.JPG

Tak samo było w hostelu. Międzynarodowa ekipa: Włosi, Hiszpanie, Niemcy no i Polacy. Nie dość, że od rana krzyczą, śmieją się w głos to jeszcze podczas śniadania wyjęli swoje pasztety, zupki chińskie, serki topione, paprykarze i tym wszystkim smarowali sobie czeskie rohliki. Czy w Czechach jest aż tak drogo by przywozić ze sobą cały plecak wałówy? Nie… Po co wydawać pieniądze na jedzenie jak można je wydać na alkohol.

P4290795.JPG
P4300804.JPG
P4300825.JPG

Tym oto optymistycznym akcentem kończę relacje z Pragi. Możecie sobie jeszcze poniżej obejrzeć kolejne zdjęcia.

P4300829.JPGP4300832.JPGP4280672.JPGP4280673.JPGP4280689.JPGP4280739.JPGP4300889.JPG

V Zlot Czechofilów, Poznań

P3310295.JPG

Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś przejął pałeczkę, wziął sprawy w swoje ręce i zorganizował spotkanie Czechofilów w mieście innym niż Warszawa. Tym dobrym człowiekiem jest Łukasz Kaminzki. Zanim przejdę do relacji z imprezy chciałbym z tego miejsca podziękować Łukaszowi za jego pracę i pomysły, które włożył w przygotowanie Zlotu.

Po raz pierwszy byłem w Poznaniu. Taki Zlot to była świetna okazja do połączenia obu rzeczy na raz – zwiedzania oraz poznawania nowych ludzi. Zachwycony urokami stolicy Wielkopolski odnalazłem pub U Honzika, który użyczył swoich wnętrz Czechofilom. Gdy wszedłem, spotkanie już się rozpoczęło. Na początek wykład o czeskiej kulturze, podobieństwach i różnicach przedstawił profesor Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy Maciej Gloger. Zgromadzeni słuchali profesora z zapartym tchem. Nie przypuszczałem, że frekwencja tak dopisze. Czeski Pub u Honzika pękał w szwach.

P3310278.JPG

Nastąpiła chwila przerwy. Tłumy ruszyły po różne rodzaje czeskiego piwa. Nie zabrakło też mojego ulubionego Kozelka czy Gambrinusa. Wszyscy podziwialiśmy wystrój wnętrza pubu. Prawdziwy czeski raj w sercu Poznania.

P3310274.JPG
P3310275.JPG

Za chwilę do akcji przystąpiła pani mgr Urszula Kowalska z UAM w Poznaniu. Zaprezentowała nam życiorys oraz dorobek najsłynniejszego czeskiego pisarza Bohumila Hrabala, wszak spotkaliśmy się w Poznaniu żeby świętować rocznicę 98. urodzin artysty. Czechofile w każdym wieku słuchali zapatrzeni. Zdziwiło mnie, że znalazły się osoby, które notowały „wykłady” do zeszytu formatu A4. Niesamowite.

P3310286.JPG

Na sam koniec nastąpiło uroczyste odczytanie fragmentów dzieł Hrabala przez aktorkę Teatru Polskiego w Poznaniu panią Teresę Kwiatkowską. Można było oczywiście przerywać i wchodzić w słowo pani Teresie – wszak odbywał się konkurs! Trzeba było odgadnąć z jakiej książki Hrabala pochodzi czytany fragment. Już po pierwszych wersach zgłosiło się kilku chętnych. Pierwszy z nich podając prawidłową odpowiedź wygrywał piwo. Rywalizacja była zacięta, gdyż oprócz piwa do zdobycia były też książki od Księgarni Czuły Barbarzyńca.

P3310276.JPG

Gdy skończyła się oficjalna cześć spotkania, Czechofile mogli poznać się bliżej. Przy kuflu wyśmienitego piwa rozmawia się wszak najlepiej!

P3310279.JPG

Dyskusje o wspólnej pasji trwały do nocy. Udało mi się pogadać chwilę z Czeszką mieszkającą w Poznaniu, jednak speszona zainteresowaniem, niepostrzeżenie opuściła lokal ;)

Podziwiam właścicieli lokalu i zazdroszczę im tego miejsca. Widać było, że jara ich to co robią. Znają się na rzeczy, interesują się gościem. Na barze leżały ulotki promujące Republikę Czeską a na ścianach wisiały flagi czeskie oraz koszulki czeskiej hokejowej reprezentacji. Czułem się jak w raju.

P3310290.JPG
P3310294.JPG
P3310297.JPG

*I nawet pogoda dopisała* ;)

P4010363.JPG

Wielkanoc w Czechach

*Všem přeji krásné Velikonoce!*

kdjsj.jpg

Kraslice – pisanki

Przez długie lata ustroju socjalistycznego tradycja Wielkiejnocy częściowo zanikła. Wraz z nowym ustrojem, powoli wracają tradycyjne święta. Czeska Wielkanoc to przede wszystkim pisanki, judasze, rózgi, drewniane figurki, drewniane kołatki i kolęda. Według sondy ( agencji Sofres-Factum) zamieszczonej w Mladá fronta Dnes z piątku 29 marca (strona 6) wynika, że 96 procent Czechów obchodzi święta Wielkiejnocy. Prawie 80 % nie ma zamiaru iść do kościoła, 75% oczekuje odwiedzin kolędników, 66% maluje jajka, a niecała jedna trzecia kolęduje.

*Zamiast palmy*

W Palmową Niedzielę powszechnym zwyczajem polskim jest święcenie palm, w Czechach natomiast święci się, o ile ktoś to robi, bazie. Niektórzy robią nawet z nich wianki. Oczywiście po czesku w nazwie niedzieli rozpoczynającej Wielki Tydzień nie będzie przymiotnika palmowa, ale kwiatowa, Kvetná Nedele) Minęły czasy kiedy przestrzegano ludowych obyczajów. Kiedyś po przyjściu z kościoła Czesi wkładali bazie za święty obrazek lub krzyż, gdzie stały przez cały rok. W niektórych miejscowościach łykano bazie, żeby ustrzec się od bólu gardła. Przestrzegano też zakazu pieczenia, żeby „nie zapiec kwiatu na drzewach.”

*Wielki Tydzień – tydzień barw*

Czeskie nazwy dni w Wielkim Tygodniu różnią się od polskich. U nas dominuje przymiotnik wielki (np. Wielki Czwartek, Wielki Piątek). Po czesku wielki jest tylko piątek, reszta dni ma w nazwie odpowiedni kolor i tak, poniedziałek jest niebieski (Modré pondelí), wtorek żółty (Žluté úterý), środa czarna (Cerná streda, rzadko używane), czwartek zielony (Zelený ctvrtek), sobota biała (Bílá sobota)

*Jarmark*

Do tradycji należy organizowanie świątecznych jarmarków, gdzie można zaopatrzyć się w świąteczne produkty: pisanki, słodycze, ozdoby takie jak: drewniane figurki, kołatki, i tak zwaną pomlázka czyli splecioną z wierzbowych witek rózgę na Poniedziałek Wielkanocny.

*Środa (Škaredá streda)*

Na Wielką środę Czesi mają najwięcej nazw. Najczęstsze z nich to škaredá i sazometná, rzadziej smetná lub cerná. Ze względu na to, że škaredit se oznacza dąsać się, wierzenia ludowe zabraniają się tego dnia dąsać. Kto nie posłucha tej dobrej rady będzie dąsał się co środę przez cały rok.
Druga nazwa wskazuje na stary zwyczaj czeski; w ten dzień Czesi wymiatali sadzę z komina.

*Czwartek (Zelený ctvrtek)*

Kolor zielony w nazwie czwartku według etymologii ludowej pochodzi od tego, że Pan Jezus modlił się na zielonej łące. W rzeczywistości nazwa ta związana jest z katolicką liturgią. Tego dnia milkną też dzwony, które zabrzmią dopiero w Wielką Sobotę. Dla zapewnienia sobie dostatku dobrze jest wraz z ostatnim biciem dzwonów zabrzęczeć monetami.
Kiedyś w Wielki Czwartek gospodynie wstawały rano, żeby mieć zamiecione jeszcze przed wschodem słońca. Aby w domu nie było pcheł, śmieci należało wynieść na skrzyżowanie lub za klepisko.
Z tej bogatej tradycji wielkoczwartkowej do dzisiaj przetrwały przede wszystkim tzw. judasze. Są to ciastka z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem.

*Piątek (Veliký pátek)*

Starym zwyczajem było przed wschodem słońca umyć się w potoku, co miało chronić przed chorobami. Niektórzy musieli się porządnie natrudzić, żeby uchronić się przed bólem zębów. Młodzi mężczyźni wyciągali ustami z potoku kamień, a następnie lewą ręką przerzucali go za głowę.

*Wielkanoc (Velikonoce)*

Kiedyś chodzono do kościoła święcić jedzenie, a następnie spożywano je w gronie rodzinnym. Dzisiaj, ze względu na laicyzację tych Świąt, oprócz wystroju domowego, raczej nic specjalnego się nie dzieje. Jest to dzień wolny od pracy. Większość Czechów wyjeżdża na działki, gdzie odpoczywają na świeżym powietrzu. Do tradycyjnego jedzenia należą przeróżne ciasta często w kształcie baranka. No i oczywiście judasze, ciastka zrobione z drożdżowego ciasta, przypominające biblijnego Judasza. Podaje się je z miodem. W niektórych domach można znaleźć typowy dla tych Świąt wystrój: pisanki, figurki z drewna w kształcie gołąbków i baranków oraz drewniane kołatki.
W miejscowościach gdzie tradycja nie zginęła lub tam gdzie powoli wraca od rana chodzą kolędnicy z kołatkami i piszczałkami. Za pieśni dostają jedzenie a nieraz nawet pieniądze.

*Poniedziałek Wielkanocny*

pomlazka22.jpg

Tego dnia w zwyczaju jest pomlázka. Chłopcy z rózgami ganiają dziewczyny i smagają je po nogach. W zamian dostaną pisanki, kolorowe wstążki lub coś do jedzenia.

Czeska pani domu

*67,6% małżeństw w Republice Czeskiej przyznaje, że pieczę nad ich dochodami trzyma kobieta*

Czeski Urząd Statystyczny podaje, że im dłużej para ze sobą żyje, tym częściej partnerzy uznają swój dochód jako wspólny. Przyznaje tak 43% par ze stażem do jednego roku oraz 63% par ze stażem większym niż 10 lat.

Jednak aż 69% Czechów przyznaje, że mimo iż mają wspólne pieniądze, mogą sobie kupić co chcą, nie pytając partnera o zgodę. O większych wydatkach typu kredyt czy kupno auta małżonkowie decydują wspólnie (90%).

65,9 % partnerów wspólnie także decyduje o zakupie wyprawki (śpioszki czy też później ubrania) dla swego dziecka, jednak to właśnie żony/panie trzymają wspólne oszczędności. Panowie przyznają, że partnerki lepiej orientują się, gdzie robić zakupy, orientują się ile muszą zapłacić za rachunki itp.

Niestety, jak wszędzie, zdarza się, że zadłużone kobiety trafiają na ulicę lub do ośrodków pomocy społecznej. Na szczęście jest to zjawisko marginalne.

opr. własne na podst. danych ČSÚ.

wykres.jpg

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑