Liberec

P5021155.JPG

Podczas naszej czeskiej majówki mieliśmy do wyboru dwie wycieczki poza Pragę. Zamiast Czeskiego Krumlova (gdzie już byłem) wybraliśmy się do Liberca.

W sumie nie byłem przekonany do tego kierunku. Zmieniłem zdanie, gdy okazało się, że Student Agency wprowadza na ten kierunek promocyjne ceny. Później przypomniało mi się, że to właśnie w Libercu dzieje się akcja filmu oraz książki Jaroslava Rudisa „Grandhotel”. Od teraz nie mogłem doczekać się wejścia na szczyt góry Ještěd.

P5021095.JPG

Na początku buszowaliśmy po centrum handlowym, a stamtąd przeszliśmy na rynek, by podziwiać niesamowicie piękną budowlę Ratusza. Właściwie Liberec kojarzy się tylko z górą Ještěd oraz właśnie ze wspomnianym ratuszem. Powstał on w 1893 roku i został zaprojektowany na wzór wiedeński przez Franza Neumanna. Neorenesansowa budowla wprost powala na kolana. Z balkonu Ratusza przez dziesiątki lat przemawiało wielu władców i decydentów (m.in.: oprócz cesarza Franciszka Józefa także prezydenci Edvard Beneš oraz Vaclav Havel). 50 procent zdjęć z Liberca to właśnie zdjęcia ratusza. Rynek na którym się ten ratusz znajduje, też jest całkiem przyjemny.

P5021102.JPG
P5021113.JPG

W centrum informacji turystycznej dostaliśmy foldery po polsku. Pracownica poleciła nam zobaczyć stare DOMKI WALDSZTEJNSKIE (VALDŠTEJNSKÉ DOMKY). Znajdują się w uliczce Wietrnej i są najstarszymi zachowanymi domami w Libercu. – Pochodzą z lat 1678-81 i są dzisiaj jedyną pamiątką klasycznych mieszczańskich domów, które kiedyś zdobiły całe Nowe Miasto.

P5021128.JPG

Po tej małej wycieczce po mieście, nadszedł czas na Ještěd. Do góry prowadzi linia tramwajowa numer 3, która wiedzie wśród osiedli mieszkaniowych, a później także wśród pagórków, by zatrzymać się niedaleko góry.

P5021134.JPG

Im bliżej celu, tym więcej turystów, praktycznie samych Polaków, którzy bilet na wjazd kupują w ten sposób, że drą się ile im tylko natura siły dała do biednej pani w kasie, że „chcą tam i z powrotem!!!” Postanowiliśmy wjechać kolejką na sam szczyt. W kabinie sami Polacy oraz jeden Czech – pan motorniczy.

P5021139.JPG

Było strasznie wysoko, toteż jedna pani prawie wymiotowała w kabinie. Na szczęście obyło się bez rewelacji i wysiedliśmy na szczycie na wysokości 1012 m n.p.m. Niesamowite widoki i rewelacyjna widoczność. Dopiero jak wjechałem na szczyt przypomniało mi się, że to właśnie TU kręcono film Grandhotel. Ta sama recepcja, ta sama restauracja, ta sama wieża!

P5021171.JPG

Usiadłem nawet przy tym samym restauracyjnym stoliku co Fleischmann, główny bohater wspomnianego filmu. Niestety młoda kelnerka była bardzo nieuprzejma.

P5021141.JPG

Na szczycie spędziliśmy ponad godzinę. Najbardziej podobało mi się, że tak wysoko docierał zasięg wszystkich polskich sieci komórkowych i mogłem sobie zadzwonić do rodziny i przyjaciół. Oprócz tego odbierały wszystkie polskie i niemieckie stacje radiowe, które na dole pod góra już znikły. Gdy zeszliśmy piechotą na dół, byliśmy tak zmęczeni, że kufel Čapovanej Kofoli w pobliskiej restauracji smakował tak dobrze, jak nigdy wcześniej.

P5021150.JPG

Liberec to bardzo fajne miejsce, w sam raz na jednodniową wycieczkę.

P5021116.JPG
P5021179.JPG
P5021181.JPG
P5021124.JPG
P5021097.JPG

Majówka w Pradze

Tym razem obiecałem sobie, że na majówkę do Pragi pojadę nie sam, ale ze znajomymi. Planowanie i załatwianie wszystkiego zaczęło się już od stycznia. Wiedziałem, że najtrudniej będzie ogarnąć ludzi, dlatego już od stycznia suszyłem im głowę. Zarezerwowanie hostelu i biletów pozostawiłem na sobie. Niesamowite jak dłużył się czas od stycznia do maja i smutne, że tak szybko minęło te sześć dni…

P4280683.JPG

Plan był taki, że całe trzy dni (i noce) intensywnie zwiedzamy Pragę – wszak z całej sześcioosobowej grupy tylko ja kiedykolwiek byłem w tym pięknym mieście. Program zwiedzania to były typowo przewodnikowe trasy, takie praskie standardy. Od Prasznej Brany przez Orloja do Mostu Karola, na Hradczanach kończąc. Nie będę się tu rozpisywać nad pięknem kamienic i architektury, bo każdy kto tam był wie o czym mówię. Napiszę może, że moi przyjaciele byli wielce zadowoleni z faktu, że przy tak pięknej pogodzie można się w spokoju napić Czarnego Kozelka pod gołym niebem. Oczywiście dla smaku i lepszego trawienia po obfitym typowo czeskim obiedzie. Kumpli zaskoczył ogrom turystów ze wszystkich stron świata, zaczęły się porównywania do prowincjonalnej w tej kwestii Warszawy. Nagle, tak obcy dla nich kraj stał się tym ulubionym, gdzie Polak może się czuć jak w raju, bez mandatów za picie w miejscu publicznym, bez kup na trawnikach, ze smaczną kuchnią no i przede wszystkim z nowościami na sklepowych półkach.

P4280691.JPG

Dziwne, że my Polacy tak nie lubimy nowości. To u nas nie przyjęła się Kofola ani żadne smakowe napoje, od których aż roi się w Czechach. Mowa tu oczywiście o wszystkich egzotycznych smakach Fanty (np.: truskawkowa i kiwi). Nie mamy też tylu smaków czekolady. Teraz wyszła limitowana edycja gruszkowej i malinowej Studenckiej. A gdzie u nas Milka z nadzieniem o smaku znanego alkoholu? Gdzie u nas Coca-Cola wiśniowo-waniliowa? Gdzie w Polscę dostanę 2-litrową CherryCoke? Jednak największym hitem wyjazdu okazał się Ketchup Curry, który był dodawany wraz z Vaclavskou Kloubasou na Vaclavskim Namesti. W hipermarkecie ostała się tylko jedna butelka, niestety muszę obejść się smakiem albo zrobić sobie samemu ten specjał.

P4280698.JPG
P4280717.JPG

Od samego przyjazdu informowałem znajomych, że w Republice obiady jada się bardzo wcześnie, dla Polaka zdecydowanie za wcześnie. Była wrzawa, że „o 13:00 to ja jeszcze nie będę głodna”, jednak cena 79 koron za obiad właśnie w tych wczesnych porach zrobiła swoje i każdy był głodny już o 12:00. A obiady wybieraliśmy zawsze te kojarzone z Republiką: Svićkovou, Knedliky i róznego rodzaju gulasze. Wszystkim smakowało.

P4280727.JPG
P4280745.JPG

W ciągu trzech dni w Pradze udało się nam jeszcze wjechać na Petřín, Žižkovskou televizní věž, zobaczyć zachód słońca na Wzgórzu Vyšehrad i przejść się nocą po Moście Karola. Nocna Praga oszałamia pięknością. Niestety liczba Polaków na metr kwadratowy mostu przekracza chyba gęstość zaludnienia w Bangkoku. Głośne ich śmiechy i przekleństwa ( przecież Czesi to rozumieją) skutecznie przypinały nam odpowiednią łatkę… Grupa piętnastu Polaków rozsiadła się w kółku pod pomnikiem Jana Husa na Staromestkim Namesti, postawili przed sobą ruskie szampany, morze piwa i rycząc  wniebogłosy dawali wszystkim o sobie znać. Polak przecież musi się wszędzie pokazać. Brakowało biedakom tylko ogniska i kiełbasek.

P4280749.JPG
P4290784.JPG

Tak samo było w hostelu. Międzynarodowa ekipa: Włosi, Hiszpanie, Niemcy no i Polacy. Nie dość, że od rana krzyczą, śmieją się w głos to jeszcze podczas śniadania wyjęli swoje pasztety, zupki chińskie, serki topione, paprykarze i tym wszystkim smarowali sobie czeskie rohliki. Czy w Czechach jest aż tak drogo by przywozić ze sobą cały plecak wałówy? Nie… Po co wydawać pieniądze na jedzenie jak można je wydać na alkohol.

P4290795.JPG
P4300804.JPG
P4300825.JPG

Tym oto optymistycznym akcentem kończę relacje z Pragi. Możecie sobie jeszcze poniżej obejrzeć kolejne zdjęcia.

P4300829.JPGP4300832.JPGP4280672.JPGP4280673.JPGP4280689.JPGP4280739.JPGP4300889.JPG

Cieszyn

Wprost nie mogłem się doczekać wycieczki do mego ukochanego Cieszyna! Przez rok mogłem tylko myśleć i wspominać to miasto, ale w końcu myśli się urzeczywistniły i przeniosłem się w to magiczne miejsce.

DSC02831.JPG


Wyjechałem w piątek wcześnie rano z Warszawy, by po południu móc zobaczyć most graniczny i Cieszyn w oddali. Boguszowice. Stało się, chłonę to powietrze, czuję ten klimat. Wycieczka miała na celu przede wszystkim pokazanie Republiki nowo zwerbowanemu Czechofilowi, który udał się wraz ze mną. Zakwaterowaliśmy się w polskiej części miasta i od razu ruszyliśmy w miasto.

DSC02794.JPG


Najpierw standardy czyli Rynek, Wzgórze Zamkowe, Studnia Trzech Braci, Park Pokoju, Teatr. Dla mnie to żadna nowość (zresztą nie raz pisałem o tych miejscach), ale jestem bardzo ciekawy jak podobały się one osobie, która widzi je po raz pierwszy. Mnie oczarowały dlatego z taką przyjemnością tam wracam. Najlepszą częścią wycieczki była typowa szwędaczka po Cieszynie. Urokliwe wymarłe uliczki, zupełnie jakbyśmy byli w XIV w. Cieszyńska Wenecja oraz spacer wzdłuż Olzy. Kolejny raz napiszę, że niezwykle mnie podnieca to uczucie, gdy spacerujesz wzdłuż granicy państwa. Ciągle myślę sobie, jak to było za Czechosłowacji, jak była zamknięta i szczelna granica i nie umiem sobie tego wyobrazić.

DSC02914.JPG


Największą chyba atrakcją Cieszyna jest właśnie wrośnięta w miasto granica. Niebieski pasek na Moście Przyjaźni robi furorę nawet wśród Czechów zapuszczających się w miasto teraz tylko po tańsze zakupy. Widok tablic granicznych Republiki Czeskiej kolejny raz przysporzył mi palpitacji serca. Setne zdjęcie w tym miejscu, które chyba mi się nigdy nie znudzi.

Udajemy się do Czeskiego Cieszyna. Czy można tutaj zobaczyć coś ciekawego oprócz Rynku, dworca i liceum Ewy Farnej? Ano można. Browaro-restaurację, gdzie piwo jest robione i od razu podawane gościom pobliskiej restauracji. Niestety tam nie poszliśmy. Zamiast tego wybraliśmy restaurację na rynku, gdzie podają w miarę przyzwoitą svickovą oraz sklepy Wietnamców, gdzie zawsze kupisz alkohol i Studentską za grosze. Tym razem nie chciałem ryzykować wizyty w pubach na Hlavní Třidě, gdzie nie dość, że obsługa oszukuje Polaków na i tak drogie korony, to jeszcze jest nieuprzejma. Do kawiarni NOIVA (dawniej AVION) też nie ma po co iść – niby dosłownie na samiutkiej granicy a w ogóle nie rozumieją polskiego. Kelnerki nie wiedzą po co tam pracują i nie znają karty napojów, którą tam mają. Dochodzi do takich sytuacji, że kelnerka przynosi pudełko z herbatami i czyta Ci smaki herbat, które tam ma. Myślę, że ten punkt programu należy sobie odpuścić.

DSC02839.JPG


Zamiast się kulturalnie uduchawiać lepiej wybrać się do przydworcowej Billi na zakupy. Ogrom czeskich piw po prostu powala. Niejeden Czechofil umarłby z radości. Margotka, Horalky, Banány v čokoladě, Kofola i po prostu chcę się żyć!

Jeśli ktoś z Was by chciał przekonać się jak żyją prawdziwi, żywi Czesi z krwi i kości polecam wybrać się do przydworcowej Hospody, w której znajduje się również Herna. Kłęby dymu tytoniowego (od którego odwykliśmy w Polsce) o godzinie 13:00 oraz litry piwa przelanego od rana mogą niektórych zaskoczyć. Ile koron połknęły od rana automaty? Tego nie wie nawet obsługa. Miałem wrażenie, że Czesi siedzą i piją tam od poprzedniego wieczora.

DSC02810.JPG


Niestety wypite przeze mnie czeskie piwo, choć było smaczne, zamiast zakręcić mi w głowie, zamuliło mnie i poszedłem szybko spać ;)

Następnego dnia, korzystając z niesamowitej pogody, odwiedziliśmy jeszcze Wzgórze Zamkowe. Weszliśmy na szczyt Wieży Piastowskiej oraz do środka Rotundy Romańskiej z XI w. To było na prawdę NIESAMOWITE zobaczyć wnętrze 1000-letniej budowli. Magiczny Cieszyn nigdy nie przestanie mnie uwodzić. Szkoda tylko, że wyjazd nie odbył się w czasie, gdy kwitną cieszyńskie magnolie. Będzie okazja, by ponownie przyjechać tu za jakiś czas.

DSC02814.JPGDSC02817.JPGDSC02818.JPGDSC02822.JPGDSC02832.JPGDSC02841.JPGDSC02924.JPGDSC02937.JPGDSC02933.JPGDSC02939.JPG

Ostrava (2)

DSC02849.JPG

Sobota zaczęła się komfortowo, bo podróże Czeskimi Kolejami do komfortowych zdecydowanie należą. Elefant dowiózł nas szybko i sprawnie do Ostrawy. Dla jednych inspiracja:

dla drugich przeklęte miasto.

Dla mnie Ostrava była drugim domem. Długie miesiące tam przeżyte i przepracowane oraz setki wspomnień. Byłem bardzo ciekawy jak zareaguje na nie osoba, która nigdy nie widziała tak specyficznego miasta. Więc uważnie obserwowałem reakcję towarzysza.

Zaczęliśmy oczywiście od wysprzątanego po nocnych imprezach Stodolni. Ulica była pusta i lśniąca. Następnie Rynek, Most Milosza Sikory, Śląska Ostrava no i wszystkie inne mniej lub bardziej brzydkie zakątki. Pięknych kamienic nie starczy na cały dzień więc wybraliśmy się tramwajem do Avionu na zakupy. Nie obyło się bez zaczepiania o fajka lub 20 koron przez jakiegoś a la Roma. Może gdybym nie znał czeskiego i nie wdał się w gadkę z tym kilkunastolatkiem szybciej by się od nas odczepił?

DSC02878.JPG

Opowiadał o tym, że lubi Polaków i Polskę. Mówił, że mamy dobre jedzenie i piękne dziewczyny. Zapytany czy w Czechach nie ma pięknych dziewczyn odpowiedział, że są tu tylko „černé huby” („czarne cygańskie ryje – przyp. red.) W porę nadjechał tramwaj. A w nim całą plejada czeskich charakterów oraz niestety tylko jeden styl – styl robola z lat 90-tych często bez zębów. Niektóre kobiety były bardzo zaniedbane, ordynarnie się wysławiały, siedziały rozwalone na krzesłach. Pozostałe szare, bez wyrazu. Jakby wszyscy pasażerowie zlali się w jedną klarowną masę. Według mnie taki jest urok tego miasta. Nie widać w Ostrawie modnej młodzieży, ulice są smutne i szare.

DSC02886.JPG

Pozytywnie zaskoczyła mnie budowa Nowej Karoliny. Nie sądziłem, że tak szybko robotnicy wykonają tyle pracy. Nie przypuszczałem, że ta inwestycja może być tak ogromna i nowoczesna. Już nie mogę doczekać się efektu końcowego!

DSC02899.JPG

Zupełnie inaczej świat wygląda w Avion Shopping Parku. Tutaj wszystko jest „na poziomie”. Ludzie kolorowi i weseli. Weseli, bo mają pracę. W Ostrawie bezrobocie jest dość duże. Sklepy te same, ale przeceny większe. Udało się nam upolować kurtkę za 129 koron!! Gdzie w Polsce kupisz nową kurtkę za 21 zł?

Przy tak słonecznej pogodzie grzechem by było nie pójść na szczyt najwyższej w Republice wieży ratuszowej. Wjazd na 73 metry zajął tylko chwilkę. Widoki były niesamowite. Historyczne centrum, komunistyczne peryferia, dymiące kominy fabryk oraz moje kochane Beskidy. Niezła mieszanka i ogromna dawka wrażeń wzrokowych jak na jeden raz. Myślę, że jest to największa turystyczna atrakcja, jaką oprócz pieców (Vysoké pece) może zaoferować Ostrava.

DSC02852.JPG
DSC02859.JPG

Tak nam zleciał cały dzień. Być w Ostrawie i nie bawić się w rytmach Stodolni to grzech zaniedbania. Nie zjeść parka v rohliku albo smażaka w bułce – to się w głowie nie mieści. Czekaliśmy więc aż impreza się rozkręci. A zrobiło się naprawdę grubo, co ilustrują zdjęcia poniżej.

Tyle wspomnień, tyle miejsc. Do Ostrawy zawsze będę wracać jak do własnego domu.

DSC02872.JPG
DSC02878.JPG
DSC02882.JPG
DSC02870.JPGDSC02873.JPGDSC02875.JPGDSC02877.JPGDSC02884.JPGDSC02896.JPGDSC02907.JPGDSC02909.JPG

Praha

Bilety na PolskiBus.com zamówione były na dwa miesiące wcześniej. Podróż do Pragi, mimo iż długa odbyła się w komfortowych warunkach. Dostęp do wi-fi i klimatyzacja/ogrzewanie sprawiło, że te 12 godzin upłynęło szybciej niż przypuszczałem. I do tego ta cena! Autokar rozpędził się dopiero na autostradzie za Hradec Kralovymi.

283200_1680723077937_1833374178_1087170_5977192_n.jpg

Praga powitała mnie chłodnym powietrzem oraz dość dużym ruchem na Florencu. Szybko odnalazłem przyjaciela, który już na mnie czekał. Śniadanie i…. do łóżka spać :) Po krótkiej drzemce udałem się w miasto zobaczyć jak ma się Praga. A Praga ma się jak zwykle bardzo dobrze. Ciągle piękna, ciągle gwarna i tłoczna. Wciąż urzekająca. Nie robiłem już zdjęć, bo ileż można fotografować te same cuda architektoniczne? Jednak dech mi wciąż odbierały.

185464_1680718157814_1833374178_1087157_1984754_n.jpg
228985_1680715157739_1833374178_1087151_5472631_n.jpg
205960_1680720397870_1833374178_1087164_6227209_n.jpg

Turyści, turyści… Bez turystów Praga nie byłaby taka sama. Według najnowszego raportu Czech Tourism czeska stolica jest trzecią najchętniej odwiedzaną stolicą w Europie. Awansowała z szóstego miejsca. To się widzi, to się czuje. Rosjanie, Chińczycy i… Polacy. Pełno Polaków. Usłyszałem nawet z ust Czecha, że „Polacy są jak wirus, przenoszą się z miejsca na miejsce, a jak osiądą ciężko się ich pozbyć”. Ciekawe czy ciężej niż kiłę.

197725_1680716677777_1833374178_1087154_4228940_n.jpg
223600_1680720917883_1833374178_1087165_6604224_n.jpg
225690_1680722597925_1833374178_1087168_6980347_n.jpg

Godziny upływały a tłum zaczął męczyć. Trzeba było udać się poza centrum do restauracji. Uparłem się na kuchnię czeską. Vepro-knedlo-zelo do tego piwo to standard, na który mam zawsze ochotę. Było mi mało, więc zamówiłem jeszcze Bramboraka.

284405_1680719357844_1833374178_1087160_426683_n.jpg
282470_1680723877957_1833374178_1087172_6113929_n.jpg

Czekałem już tylko na imprezowy wieczór. Vaclavak wrzał, kiełbaski się piekły, ludzie się bawili. Najpierw wizyta w pubie. Znajomi już czekali. Poznałem ich rok temu, a ciągle mnie pamiętali. Było też dwóch nowych chłopaków – jeden z nich to fan Mariusza Szczygła. Zaczął mnie wypytywać o jego książki, po czym oznajmił, że się znają osobiście. Ludzie siedzący przy stole ciągle nie mogli zrozumieć tej mojej miłości do Czech, do Czechów (wszystkich bez wyjątku). Nie mieściło im się w głowie, że znam stare czechosłowackie filmy z lat 50-tych i ich reżyserów.

284610_1680723357944_1833374178_1087171_981100_n.jpg

Po jakimś czasie dołączył do nas kolejny znajomy – mój kumpel za czasów jak mieszkaliśmy jeszcze w Ostrawie. Zaproponował  mi, żebym się przeniósł do Pragi jak on, skoro nie mogę żyć bez Republiki. Mam się nie martwić, on mi jakoś pomoże. Znalazłem ogłoszenie na witrynie sklepowej, poszukują kogoś ze znajomością polskiego. Zgłosiłem się i odpowiedzieli. Teraz czekam na decyzję kierownictwa. Chcę być Prażakiem! :)

250255_1680715677752_1833374178_1087152_4490221_n.jpg

Udaliśmy się na imprezę. W klubie znowu Polacy oraz Czesi mówiący po polsku. Wcale nie robili mi tym przyjemności, że znają mój ojczysty język. Atmosfera niezykle luźna, wręcz rozwiązła. W powietrzu zapach marihuany a przy barze niesmaczne piwo, jakieś holenderskie chyba. Czeskiego piwa nie sprzedają. Powrót taksówką był emocjonujący – z powodu remontu objechałem całe Hradczany i pół centrum. Widok znad Wełtawy był nieziemski. Wtedy też powiedziałem taksówkarzowi takie oto słowa: „Czesi muszą być szczęśliwym narodem, skoro budząc się codziennie mogą widzieć przez okno taki piękny kraj!”. Kierowca się zaśmiał, chwilę pomyślał po czym przyznał mi rację. Ja poszedłem spać, Praga jeszcze się bawiła…

285180_1680713517698_1833374178_1087148_689152_n.jpg
284605_1680714597725_1833374178_1087150_1291635_n.jpg
281830_1680719597850_1833374178_1087161_1597800_n.jpg
281865_1680712477672_1833374178_1087146_8188910_n.jpg
267315_1680720037861_1833374178_1087162_7567880_n.jpg

Český Krumlov

Wiele słyszałem o tym miejscu. Każdy Czech mi powtarzał, że jest to drugie po Pradze najładniejsze miejsce w Czeskiej Republice. Mieli rację. W tym miasteczku jest tak, jakby zatrzymał się czas. Jest tam jak w bajce. Kręta rzeka, kręte wąskie uliczki. Brakowało tylko słońca – słabo trzymaliście kciuki.

206126_1680767439046_1833374178_1087244_6469852_n.jpg

Nie będę opisywać Českého Krumlova, bo zobaczycie go na zdjęciach. Warto wspomnieć, że po drodze jest wiele miejsc, które można odwiedzić: Czeskie Budziejowice, Písek, Tábor. Nigdzie tam nie zajechaliśmy, jednak w drodze powrotnej udało mi się zobaczyć olbrzymie kominy Temelína…

185397_1680735158239_1833374178_1087177_3189235_n.jpg
197775_1680744838481_1833374178_1087198_1335545_n.jpg
185436_1680756318768_1833374178_1087219_2097986_n.jpg
197775_1680744838481_1833374178_1087198_1335545_n.jpg
198795_1680737878307_1833374178_1087183_8298633_n.jpg
205844_1680769119088_1833374178_1087248_7811494_n.jpg
215038_1680765198990_1833374178_1087239_1851022_n.jpg
216933_1680747798555_1833374178_1087203_4751739_n.jpg
223019_1680751958659_1833374178_1087211_5303445_n.jpg
223140_1680763438946_1833374178_1087235_4898701_n.jpg
223857_1680768159064_1833374178_1087246_6640621_n.jpg
224508_1680738958334_1833374178_1087185_8068033_n.jpg
225721_1680754718728_1833374178_1087216_3099017_n.jpg
226125_1680766799030_1833374178_1087242_2897767_n.jpg
226127_1680763998960_1833374178_1087237_5181403_n.jpg
228810_1680741398395_1833374178_1087189_2023894_n.jpg
229678_1680740638376_1833374178_1087187_7068493_n.jpg
229755_1680742478422_1833374178_1087192_2117441_n.jpg
249381_1680737158289_1833374178_1087181_5835290_n.jpg
250094_1680738318318_1833374178_1087184_692200_n.jpg
250315_1680756598775_1833374178_1087220_4595519_n.jpg
251783_1680749398595_1833374178_1087206_5772297_n.jpg
253272_1680737398295_1833374178_1087182_6465234_n.jpg
262546_1680757438796_1833374178_1087222_2016137_n.jpg
262891_1680753518698_1833374178_1087214_2162096_n.jpg
262955_1680762878932_1833374178_1087232_3660710_n.jpg
262962_1680736118263_1833374178_1087179_7975577_n.jpg
268760_1680742838431_1833374178_1087193_6996251_n.jpg
270051_1680741878407_1833374178_1087190_6155419_n.jpg
270171_1680739438346_1833374178_1087186_6176845_n.jpg
283820_1680745758504_1833374178_1087200_4654996_n.jpg
282478_1680749918608_1833374178_1087207_1323871_n.jpg
284739_1680761638901_1833374178_1087230_323069_n.jpg
284956_1680748278567_1833374178_1087204_7547355_n.jpg
284977_1680756878782_1833374178_1087221_7033589_n.jpg
285357_1680735598250_1833374178_1087178_4767744_n.jpg

Tabor

Z cyklu „Czeskie spotkania” – Tabor
*Miasteczko Tabor co roku świętuje pamięć reformatora Jana Husa i oddaje cześć czeskiej dumie narodowej*

Nawet gdy tu, na dole jest chłodno, nawet kiedy trzeba się schylić, a wzrok nie odnajduje niczego więcej niż tylko sklepione skalne ściany i proste lampy, można mieć wrażenie, że jest to właśnie miejsce, w którym zaczyna się rozumieć usposobienie Czechów. Ich odporność, asertywność, upór. – To jedna z najgłębiej położonych piwnic, znajdujemy się dwanaście metrów pod ziemią – mówi Marta Kratochvilová. Ta 33-letnia pracownica miejskiego muzeum przez prawie pół godziny prowadziła gości korytarzami, jakie ciągną się pod historycznym rynkiem starego miasta Tabor. Ciemny labirynt miał kiedyś długość prawie 14 kilometrów, jego budowę rozpoczęto wkrótce po założeniu miasta w 1420 roku. Można było się tutaj schronić przed wrogami i pożarami, tu dojrzewało również piwo i magazynowano żywność. Dziś dostępnych jest około 550 metrów trasy, która otacza gotycki ratusz.

Nie jest przypadkiem, że właśnie Tabor potrzebował takich zabezpieczeń. Jego założycielami byli wojowniczy religijni radykałowie, a ich czyny mają niewiele sobie podobnych w całej historii Czech i Europy. Przed 600 laty wywarli na długo wpływ na losy naszego kontynentu. Był to czas pierwszych wielkich wojen religijnych i pierwszej europejskiej rewolucji – czas husytów.

Południowoczeskie miasteczko Tabor ze swoimi przyłączonymi i nowszymi częściami, liczące dziś 37 tysięcy mieszkańców, może pochwalić się wspaniałymi świadectwami tamtej epoki, stanowiąc tym samym wielką atrakcję dla interesujących się kulturą turystów, również tych z Niemiec. Zaczęło się właśnie coroczne święto husyckie, z zabawami, koncertami i prezentacjami historycznymi, które potrwa aż do późnego lata, a we wrześniu zakończy się wielkim korowodem amatorskich aktorów, przebranych w historyczne kostiumy.

To folklorystyczne ożywienie dotyczy epoki o fundamentalnym znaczeniu dla tożsamości narodowej Czechów. Stała ona pod znakiem Jana Husa, żyjącego w latach 1370-1415. Ponad sto lat przed Niemcem Marcinem Lutrem podważył on autorytet papieża, napiętnował sprzedawanie przezeń odpustów, jego ziemskie dobra i rozpustę kleru. Żądał, by podstawę nauk religijnych stanowiło jedynie Pismo Święte. Ewangelię głosił po czesku, stając się tym samym czołową postacią, która przyczyniła się do rozwoju rodzimego języka, oraz apostołem oporu przeciwko dominacji Niemców i niemieckich prałatów, kierujących Kościołem w ówczesnym Królestwie Czech. Prześladowano go jako heretyka, a w 1415 roku Jan Hus zapłacił za swoją odwagę śmiercią na stosie, mimo że cesarz osobiście zagwarantował mu bezpieczeństwo „listem żelaznym”. Dzień, w którym zginął, 6 lipca, do dziś obchodzony jest w Czechach jako święto narodowe.

wiadomosci.onet.pl

mesto-tabor.jpgtabor.jpgtabor (1).jpg

Ostrawa

Weekendowy wyjazd do Ostravy i Cieszyna był po prostu super! Nie dość, że pogoda dopisała, smogu nie było to jeszcze ucieszył mnie fakt, że znów spotkałem się ze znajomymi. Oczywiście ważne było dla mnie też, że poćwiczyłem swój czeski.

Rozumiem, że jest wielu czechofilów, ale zawsze mnie będzie zadziwiać, że w ogóle istnieją Czesi-polskofile! Takiego też udało mi się poznać i tym razem. To było niezwykłe spotkanie.

A jak zmieniła się Ostrawa?

Oprócz tego, że Karolina buduje się w najlepsze, powstała nowa siedziba firmy Dalkia. Nie potrafię zrozumieć kto pozwolił na budowę nowoczesnego kolosa obok odremontowanych kamienic przy Rynku Masaryka. Kolejny dowód na to, że Ostrawa jest miastem kontrastów.

No i to chyba wszystkie zmiany. Mieszkańcy dalej szarzy, mało się uśmiechają. Na Stodolni tłumów już nie ma. Młodzież mniej kolorowa niż w Warszawie.

Acha! I najważniejsze. Rzutem na taśmę udało mi się zdobyć wejściówki na sztukę GOTTLAND wg Szczygła. Przedstawienie jest ciągle popularne, a powtórki mają być aż do czerwca. Relacja w najbliższym czasie.

ova11.jpg
ova12.jpg
ova13.jpg

Praca w Czechach

W ojczyźnie knedlików i Pilsnera. W kraju wojaka Szwejka i Karela Gotta. Tuż za miedzą. To tam, w czasach redukcji etatów i grupowych zwolnień, znajdziesz pewną posadę.

Plusy wyjazdu? Po pierwsze niewielka odległość od domu, która pozwala na odwiedziny w kraju niemal w każdy weekend. Po drugie podobieństwo czeskiego do mowy Mickiewicza, które sprawia, że język południowych sąsiadów jest dla nas w dużej części zrozumiały. Poza tym – zbliżona kultura, kuchnia, praktycznie ten sam klimat i gwarantowana ogromna dawka czeskiego humoru. Oczywiście tutejsze zarobki nie mogą konkurować ze stawkami na Wyspach czy w Norwegii. Średnie pensje porównywalne są do tych nad Wisłą, ale jeśli idą w parze z gwarancją stałego zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, dla wielu będą stanowić satysfakcjonującą ofertę. Warto więc zastanowić się nad wyjazdem za Olzę, szczególnie że koniunktura sprzyja. – W ostatnich latach przeprowadzono tu wiele nowych inwestycji, a co za tym idzie, pojawiły się dodatkowe miejsca pracy. Czechy nie dysponują jednak wystarczającą ilością wykwalifikowanych pracowników, dlatego korzystają ze wsparcia sąsiadów – wyjaśnia Dorota Kwarciak, specjalista ds. rekrutacji z agencji Gi Group. Najwięcej ofert można znaleźć w branży motoryzacyjnej, elektronicznej i elektrotechnicznej.

Od zaraz

– Aktualnie poszukiwani są przede wszystkim spawacze, ślusarze oraz operatorzy wózków widłowych – wylicza Krzysztof Smoroń z Agencji Pracy Interkadra. Ale potrzebni są też monterzy, zgrzewacze, równacze i lakiernicy w takich koncernach samochodowych, jak Škoda Auto, TRW czy Faurecia. O tym, że kryzys w tej branży powoli mija, świadczą informacje od producentów. W pierwszych dniach listopada Skoda ogłosiła plany dwukrotnego zwiększenia sprzedaży swoich aut w ciągu 10 lat. Wymagania dla kandydatów dotyczą przede wszystkim doświadczenia. – Certyfikaty są sprawą drugorzędną. Zawsze istnieje możliwość wyrobienia stosownych dokumentów na miejscu, po przejściu odpowiednich szkoleń – tłumaczy ekspert Interkadry. Rekruterzy podkreślają też, że choć znajomość języka formalnie nie jest wymagana, to w praktyce kandydat powinien znać podstawy czeskiego. – Pracodawca oczekuje, że zatrudniony będzie rozumiał czeski na takim poziomie, by móc bez przeszkód wykonywać polecenia przełożonych – wyjaśnia Dorota Kwarciak.

Bilans zysków i strat

Pracownicy podejmujący pracę w Czechach za pośrednictwem agencji, zatrudniani są na podstawie umowy o pracę. – Po pierwszym miesiącu okresu próbnego kolejne umowy podpisywane są na okres od 6 do 12 miesięcy – informuje specjalistka z Gi Group. Zarobki kształtują się w przedziale od 80 do 100 koron netto za godzinę pracy, co w przeliczeniu daje od 13 do 17 zł na rękę. Oznacza to ok. 15 tys. koron (2,4 tys. zł) brutto miesięcznej stawki podstawowej. Do tego dochodzą dodatki zmianowe w wysokości 6-20 koron (1-3 zł) i nadgodziny (25 proc. za pracę w tygodniu i 100 proc. w święta). Oprócz tego zatrudniony otrzymuje także dopłatę do zakwaterowania. Ostatecznie będzie musiał dołożyć co najmniej 500 koron (78 zł) miesięcznie, ale na warunki narzekać nie można. – Pracownicy, którzy wyjeżdżają do pracy z agencją Gi Group, kwaterowani są w hotelach robotniczych po 2-4 osób w pokoju. Każdy z nich ma dostęp do aneksu kuchennego i łazienki. Dodatkowo w niektórych budynkach jest również bezpłatny dostęp do internetu, co znacząco ułatwia kontakt z rodziną – zapewnia przedstawicielka firmy. Niewątpliwym atutem posady nad Wełtawą są też niższe niż na Zachodzie koszty utrzymania. Wynika to z niższych cen, ale również z dodatkowych świadczeń pozapłacowych, które otrzymują pracownicy. – Są to najczęściej bony żywnościowe, dodatki do zakwaterowania, bezpłatne dojazdy do pracy oraz darmowa opieka zdrowotna – dodaje ekspertka. Wszelkie formalności związane z wyjazdem można załatwić w kilka dni. – To dobra oferta zarówno dla osób, które pragną zdobyć większe doświadczenie w pracy na danym stanowisku, jak również dla tych, którzy mają już pewne doświadczenie, ale nie posiadają żadnych uprawnień i certyfikatów – przekonuje Krzysztof Smoroń.

Interia.pl

Przed wyjazdem do czeskich fabryk radzę sprawdzić fora internetowe. Dużo ciekawych i mniej ciekawych rzeczy można się dowiedzieć na przykład o firmie z Pardubic lub naczytać o wyzysku w Mladzie Bolesław w Fabryce Skody. Czytanki okraszone też szokującymi zdjęciami. Trzeba wybierać tylko sprawdzone agencje albo jechać przez urząd pracy. Stanowczo odradzam firmę pośredniczącą z Elbląga!!!

Zelów

Mój kolega Czechofil, który mnie zaraził tą jakże przyjemną chorobą, z rodzinnego domu do Zelowa miał zaledwie 20 km. Jednak przez tyle lat swej fascynacji Czechami nie wybrał się do tego miasteczka. Skusiła go dopiero ewangelicka msza w języku czeskim…

Zelów to miejsce bardzo nietypowe. Od zawsze związane z Czechami, którzy uciekli tu przed religijnymi prześladowaniami. Założono tu kościół ewangelicki ale oprócz tego mieszkali tu przedstawiciele wielu religii i wyznań. Luteranie, katolicy, baptyści itp. Tu właśnie jest kolebka czeskości na dawnych ziemiach polskich..

O historii Czechów na tej ziemi porozmawiam z Ks. Mirosławem Jelinkiem, opiekunem mniejszości czeskiej w Polsce i proboszczem ewangelicko-reformowanej parafii w Zelowie. Urodził się w 1957 roku w Częstochowie. Od 1982 pracuje w Zelowie, a w 1985 roku przejął pełną odpowiedzialność za parafię. Zakładał też parafie w Bełchatowie. Z jego inicjatywy zostało w Zelowie stworzone Muzeum Braci Czeskich w Polsce, które jest zarazem ośrodkiem dokumentacji dziejów czeskiej emigracji religijnej. Wśród wielu pełnionych funkcji jest min. członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych od momentu jej powstania w roku 2005 oraz honorowym członkiem międzynarodowego stowarzyszenia EXULANT z siedzibą w Pradze.

Jak wiele łączy Czechów i Polaków?

Ks. Mirosław Jelinek*: Bardzo wiele. Nie może być inaczej bo przecież od wieków narody żyją obok siebie a często razem. Obie narodowości dawno już się przeniknęły. Słynny polski malarz Jan Matejko miał właśnie czeskie korzenie. Jego ojciec gdy prześladowany religijnie uciekł z Czech został organistą w parafii pod Krakowem. W domu Jana Matejki mówiło się tylko po czesku bo przecież jego ojciec polskiego języka nie znał. Był ewangelikiem, ale co ciekawe do południa grał do mszy w kościele ewangelickim a po południu w kościele katolickim. Takich przykładów mogę przytoczyć mnóstwo. Poeta Leopold Staff także miał czeskie korzenie. Jego ojciec we Lwowie był przewodniczącym Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Czeskiej. Jeden z braci Leopolda Staffa był pierwszym rektorem SGGW w Warszawie a drugi zakładał GOPR w Zakopanem.

Czyli Polacy Czechom wiele zawdzięczają?

Absolutnie nie chciał bym tego mówić w taki sposób. Bo właśnie takie spostrzeganie spraw rodzi antagonizmy. Powinniśmy mówić o bogactwie i różnorodności naszych narodowości. O tym, że się wzajemnie uzupełniamy i wspieramy. Bo wszyscy z tego korzystamy. I takie wykłady jak te z cyklu zorganizowanego przez Dom Europejski służą właśnie takiej dobrej sprawie. Bardzo się cieszę, że mogę w nim wziąć udział, tym bardziej, że po raz pierwszy mam taka okazję, by w szerszym gronie opowiadać o mniejszości czeskiej. A naprawdę jest o czym i na wspólne mianowniki z Polakami mamy też przykłady w najnowszej historii. Karol Matejka szef energii atomowej w Republice Czeskiej został odznaczony najwyższym odznaczeniem Stanów Zjednoczonych za pokojowe wykorzystanie energii atomowej. A jego ojciec pochodzi z Zelowa tego w którym ja mieszkam. Zresztą przykładów na to jak Czesi rozsławiają właśnie Polskę jest wiele.

Jak Czesi trafili do Polski?

Na przestrzeni wieków mieliśmy do czynienia z wieloma migracjami bądź to spowodowanymi prześladowaniami religijnymi na terenie państwa czeskiego, czy emigracja zawodowa. Właśnie do największych emigracji dochodziło w XVIII wieku. Wówczas Czesi masowo przyjeżdżali głównie na Dolny Śląsk. Tam co najmniej 300 miejscowości jest założonych lub współzałożonych przez Czechów. Trzeba też pamiętać, że Śląsk w XVIII wieku był zasiedlany przez Czechów. Król Pruski był ewangelikiem i właśnie tych ewangelików chciał ściągnąć do siebie z Czech. Na terenie ich kraju rząd habsburski prześladował ewangelików. W XIX wieku polskie prywatne miasta starały się o jak najlepszych rzemieślników. A ponieważ takimi byli właśnie Czesi ściągano ich na teren kraju.

Jak duża jest mniejszość czeska w Polsce?

Podczas spisu ludności w 2002 roku 386 osób przyznało się do narodowości czeskiej. Z tego 111 osób w samym województwie łódzkim. Może wydaje się, że to nie wiele ale dla mnie to było już duże zaskoczenie. Zwłaszcza województwo łódzkie. To przecież środek Polski a 1/3 osób z mniejszości czeskiej mieszka właśnie tam.

W sumie to jednak niewiele osób z tak wielkich emigracji do Polski na przestrzeni ostatnich wieków.

Z badań wynika, że około 40 tysięcy osób w samej Wielkopolsce ma czeskie korzenie. Ludzie jednak nie są tego świadomi, choć nawet noszą typowo czeskie nazwiska. Ale niewiedzą dlaczego. Podobna sytuacja jest w Wielkopolsce, Małopolsce na Mazowszu, czy na Mazurach. Dzisiaj dość trudno przyznawać się ludziom do swoich korzeni. Ale moim zdaniem to będzie się zmieniać.

Gdzie teraz w Polsce są największe ośrodki mniejszości czeskiej?

Na pewno należy do nich Bełchatów, czy nasz Zelów. W Zelowie powołano muzeum dokumentacji Braci Czeskich. Zelów na początku XIX wieku był nawet większy niż Łódż. Później Łódź podbierała najlepszych tkaczy z Zelowa i tam właśnie tak pięknie rozwinął się przemysł włókienniczy. Cały czas gdzieś do około słyszy się, że obecność Czechów jest istotna. Gdyby Czesi nie wsparli Żyrarda, który w XIX wieku kładł podwaliny pod ośrodek tkaczy dziś Żyrardów nie był by tak rozwiniętym miastem.

Czesi są więc mocno zasymilowani z Polakami.

Mają jedną wspaniałą cechę. To otwarty i radosny naród. Czech potrafi się bawić i cieszyć życiem. To nie są ludzie, którzy chcieli by zamykać się w swoim kociółku. Trzeba pamiętać, że w większości to ewangelicy, ale to również nie stanowi problemu. Gdy przyjechał do na ksiądz prof. Tiszner powiedział „Jesteście jak kropla rosy, która mieni się w kolorycie słońca nad oceanem szarości”. W 1945 roku 90 procent Czechów zostało wygnanych z Zelowa, zresztą podobnie jak z wielu innych miast. To były bardzo tragiczne czasy. Majątki, które tu zostawiali zostały zagrabione i ta sprawa do dziś nie jest rozstrzygnięta. Ale staramy się przełamywać problemy wynikające z zaszłości historycznej.

Śnieżka

Serdecznie zachęcam Was, mimo tego śniegu i mrozu, na wypad na Śnieżkę. Ale oczywiście od tej strony czeskiej, gdyż Czesi, jak ludzie, jadą na sam szczyt wyciągiem, a Polacy, jak to Polacy – nóżkami – nóż widelec, nie złamię kopytka, a może też nie spadnę w przepaść w połowie drogi. Mimo wszystko – zachęcam.

Połowa szczytu należy do Polski, druga połowa do Czech. Restauracja jest polska, kościół i poczta czeskie. W kościele odbywają się śluby i mimo iż w Czechach spada liczba ślubów w ogóle, to kościółek na Śnieżce jest oblegany. Wasi znajomi na pewno też ucieszą się z kartki wysłanej ze szczytu tej pięknej góry. A po ciężkiej wspinaczce polecam zamówić cynamonówkę w restauracji – ja z pewnych względów mam ją przy barze za darmo. Pozdrawiam panie pracujące w restauracji na Śnieżce.

Widoki ze szczytu są niesamowite. Do tego ta głusza i wrażenie, że nie ma nic wyżej ponad tobą. Ty na górze a daleko daleko w dole wielkie kotliny. Teren pod Śnieżką wygląda jak w epoce lodowcowej, zamarznięte choinki wyglądają jak prehistoryczne oblodzone zwierzęta!

Jednym słowem: MEGA!

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑